„Zimne suki” wszystkich krajów łączcie się.
Różne dziwy człowiek widział a o jeszcze większych dziwach słyszał ale ostatnimi czasy nastąpiły „objawienia”, które jak to objawienia przewyższyły wszelkie wyobrażenie. Cóż czy może któż się objawił? Objawiły się „zimne suki”. Co prawda w przestrzeni publicznej mieliśmy już suki bure ale zimnych jeszcze nie było. Pierwsza jako „zimna suka” comming outu dokonała pewna pani redaktor co wywołało pewne niepokoje nie tylko wśród ciemnogrodu, który wiadomo, niepokojem stoi ale także wśród „jasnej strony mocy”. Wszak nie wiadomo czy już można takie comming outy przeprowadzać? Czy już jest czas? Czy nie nazbyt silna jest jeszcze czarna reakcja? Prikazu nie było ale wiadomo, uderz w stół a nożyce zabrzęczą wiec nie trzeba było długo czekać by odezwały się i inne „zimne” głosy zgłaszające akces to klubu „zimnych suk” a nawet tworzące na jego użytek ekwilibrystyczną „zimno suczą” propagandę. Mniejsza jednak oto, zastanówmy się dlaczego ktoś chciałby być „zimną suką”, nie jest to przecież miano szczególnie zaszczytne. Na szczęście nie musimy się domyśleć gdyż zostało to wyjaśnione wprost, „zimna suka” to alternatywa dla „matki polki”. Dlaczego kobieta woli być „zimną suką” a nie ową pogardzaną jak się zdaje „matką polką”?
Czy matka to coś gorszego niż suka i to w dodatku zimna? Wydaje się, że jest wręcz przeciwnie, to własnym matkom dedykowali swoje dzieła wielcy artyści czy jakiś artysta cokolwiek zadedykował suce? No może i zdarzały się różne panie nie najcięższych obyczajów ale nawet wtedy woleli o nich myśleć jako o muzach, „przyjaciółkach”, czy nawet towarzyszkach życia ale nigdy jako sukach i to w dodatku zimnych.
Bycie matką zawsze uważane było nie tylko za wielkie szczęście ale także za spełnienie się kobiety jako takiego a nie innego, mówiąc górnolotnie, bytu. Być może jedną ze wskazówek jest to, że dziś, zwłaszcza w okolicach „zimnych suk” słyszy się głosy, iż spełnieniem kobiety jest tzw. kariera (najlepiej w wielkiej korporacji 12 dni w tygodniu jak za pańszczyzny). Co to ta kariera?
Kariera znaczy po prostu praca, a praca jak wiadomo czyni wolnym co już dawno zauważył wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler. Tylko czy drogie panie chciały by zawierzać swoje życie opinii tak nieprzyjemnej persony jak Adolf Hitler? Ja tam był bym ostrożny bo przecież pomyślmy czyj los jest ciekawszy, matki czy może pracownika rodzaju żeńskiego? Matka wydaje się mianem dużo bardziej zaszczytnym i ciekawym a nade wszystko spersonalizowanym niż miano pracownika rodzaju żeńskiego. Bo i już samo miano pracownika uznaje, że główną funkcją, sensem istnienia i przeznaczeniem tegoż bytu jest praca. Któż chciał by być zredukowany do roli dajmy na to kserokopiarki? Ale, ale, ambicje „zimnych suk” są daleko większe niż kserokopiarka, one chcą, jedne do mediów inne do rządu jeszcze inne dzięki rozmaitym parytetom na wysokie stołki korporacyjne. Tylko po co im te stołki? Czyżby jak zwykle chodziło o kasę i władzę? Może tak, może nie, tego nie wiemy.
Jeszcze innym tropem jest opinia, że stawanie się matką „zniekształca” kobietę. No nie wiem, mi się wydaje, ze bardziej kobietę zniekształca miano „zimnej suki”. Wydaje się jednak również, że niektórym paniom to bardzo przeszkadza. Zwłaszcza tym słynącym z „niezwykłej urody” dla których zniekształcenie mogło by być niepowetowaną stratą. Tylko czy szanowne panie chciałyby by ich istotę określała uroda przecież widomo, że uroda jest ulotna a poza tym uroda może być istotą płaszcza lub sukni a czy którakolwiek pani chciała by zredukować się do roli płaszcza lub sukni? Zresztą taka redukcja mogła by oznaczać, że kobiety nie urodziwe i czy w inny sposób „zniekształcone” nie są wcale kobietami. A jeśli nie są kobietami to może nawet nie są i ludźmi a z „nie ludźmi” czy innymi „płodami” „zimne suki” przecież obchodzą się dość krwawo. Takie to ci poplątanie z pomieszaniem.
Thursday, 02 August 2012, 19:41