W czasach stalinowskich przyszło do mnie pewnego dnia dwóch panów z Bezpieczeństwa.
- Pojedziemy na zebranie dyskusyjne - powiedzieli.
Okazało się jednak, że pomylili się: pokazali mi wezwanie na nazwisko księdza - mojego poprzednika.
- Tak się nie nazywam - broniłem się - nie mogę pojechać.
Kiedy zostawili mnie w spokoju i odjechali, schowałem się. Przyjechali po raz drugi, ale nie znaleźli mnie. Rano przyszli i zabrali mnie samochodem do Urzędu Bezpieczeństwa we Włochach pod Warszawą. Po trzech godzinach trzymania na korytarzu wpuścili mnie na salę. Przy stole siedziało sześciu panów - byli źli na mnie. Każdy z nich zaczął mi udowadniać, że Boga nie ma, a jeden, widocznie historyk, przypomniał, że za króla Łokietka pewien biskup miał dziecko.
- Te dowody nie są mi potrzebne - powiedziałem - bo ja Boga widziałem.
Zamilkli. Po chwili jeden z nich wstał i oznajmił mi:
- Ksiądz jest wolny.
Wypuścili mnie i odtąd więcej nie wzywali.
Powiedziałem prawdę, bo zawsze mam wrażenie, że Boga widzę, chociaż nie umiem tego wytłumaczyć.
x. Jan Twardowski
---------
Oby więcej takich katolików wśród nas.
Saturday, 18 February 2012, 10:11
Saturday, 18 February 2012, 12:04
Saturday, 18 February 2012, 18:03
Saturday, 18 February 2012, 21:30
Sunday, 19 February 2012, 16:12
Sunday, 19 February 2012, 21:39
Monday, 20 February 2012, 01:19
Monday, 20 February 2012, 20:54