Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl
Bradypus quintadactylus.

Tytani pracy. (Z serii: Największe dramaty XXI wieku)

kategoria: Polityka

Dodano: Monday, 02 July 2012, 18:38

Nasz ukochany Pan Premier przeżywa dramatyczne i traumatyczne chwile od wielu już dni i trudno się dziwić tej sytuacji, skoro zewsząd czają się wredni opozycjoniści, którzy tylko czekają na każde jego potknięcie, aby potem wszem i wobec wytykać mu rozmaite nieprawdziwe rzeczy. Ale oto ostatnio przeniknęła do nas wiadomość o prawdziwym dramacie, który osobiście głęboko wstrząsnął Panem Premierem oraz omal nie doprowadził go do załamania nerwowego.

Jakiś czas temu Pan Premier postanowił zabezpieczyć się przed kolejnymi wpadkami, które wyniknęły z braku elastyczności PR-u, który przygotowuje jego wystąpienia, przemowy a nawet odpowiedzi dla mediów (trudno by Pan Premier osobiście zajmował się czymś tak błahym) i zarządził by dostarczano mu odtąd przynajmniej trzy warianty możliwych pytań a także dostosowane do nich odpowiedzi, oraz wystąpienia pasujące do elastycznie zmieniającej się sytuacji. Wolą Pana Premiera było także to, aby były one wszystkie wzorowane na słowach mężów stanu, może nawet wzbogacone o literackie inspiracje, etc.

PR-owcy zakłopotali się nieco na takie dictum, ale cóż robić. W przeciągu tygodnia Pan Premier otrzymał pierwszy zestaw materiałów w dwóch oddzielnych teczkach. W pierwszej warianty wypowiedzi oraz mów i wystąpień, a w drugiej ich opis oraz objaśnienia, w której sytuacji sięgać po dany zestaw.

No i tu rozpoczęła się gehenna Pana Premiera. Nie dosyć, że jakiś brakorób (lub zapewne wrogi sabotażysta) nie opisał owych objaśnień i nie można ich było zatem dopasować do podanych wariantów odpowiedzi, to co gorsza Pan Premier potknął się był i karteczki rozsypały się po pokoju. DRAMAT!!!

Po kilku godzinach trwania w odrętwieniu i rozpaczy Pan Premier doszedł na tyle do siebie, że zdołał sięgnąć po telefon i zadzwonić.

Zduszonym głosem wykrztusił do słuchawki:

- Dajcie mi tu zaraz RADOSŁAWA!

Nie minęła godzina, kiedy do gabinetu Premiera, który w stanie bliskim katatonii nadal bezradnie siedział wśród rozrzuconych papierków, wpadł rozpędzony minister spraw zagranicznych (tzn. reprezentujący w Polsce interesy zagranicy). Po kilku minutach z urywanych komunikatów jakie wydobył z załamanego szefa rządu wyłonił się cały bezmiar tragedii. Radosław Sikorski wiedział, że trzeba działać szybko, a na wszelki wypadek przypilnować swoich PR-owców aby nie powtórzyła się podobna wpadka. Tymczasem porwał za telefon i wykrzyknął do zdziwionej sekretarki:

- Niech natychmiast zgłoszą się Kopacz, Niesiołowski, Graś, Miller, Rostowski i Kudrycka. To polecenie Premiera! - Po czym rzucił słuchawką i zaczął uspokajać biednego Donalda Tuska, objaśniając mu swój plan. Oto całą ósemką szybko zbiorą pogubiony materiał oraz („Donald przecież znasz naszą inteligencję. Spokojna głowa chłopie!”) dopasują do siebie poszczególne zestawy.

Kiedy tylko całe szlachetne grono zebrało się w gabinecie Premiera oraz poznało rozmiar tragedii a następnie wyraziło swoje współczucie, zaczęła się iście mrówcza praca i burza mózgów jednocześnie.

-  Donek, skąd oni u licha wzięli coś takiego? – pytał Radosław Sikorski, który na kolanach gromadził swoją część dokumentacji. Głośno zaś przeczytał o co mu chodzi:

1) Oh my darling, oh my darling, oh my darling Angela…

2) Nie oddamy ani guzika!

3) A może dla rozluźnienia atmosfery opowiem Państwu zabawną historyjkę. Oto Rosjanin, Amerykanin i Europejczyk...

- O kur..! – wykrzyknął, drapiąc się po głowie, tak jakby coś sobie przypomniał. - Przecież w tych moich materiałach dali mi taki sam zestaw.

-  Widać nie boją się dobrych wzorów. – złośliwie skomentował Stefan Niesiołowski.

-  Panowie! Skupcie się proszę na pracy. – mitygowała niezawodna Ewa Kopacz. – Premier czeka! – dorzuciła jak zawsze egzaltowanym tonem.

Poseł Niesiołowski coś mruknął, ale potulnie podniósł kolejną kartkę i nawet on zdębiał. Zobaczył bowiem coś takiego:

1) Jaja? Najpierw trzeba je mieć zanim się zacznie o nich mówić! To tęczowe coś tam jest raczej żałosną imitacją.

2) Ależ oczywiście drogi Panie Robercie! Nasz rząd już nad tym pracuje.

3) Panie pośle. Czyżby pan usiłował bezceremonialnie manipulować członkami Rządu i Sejmu? To kwalifikuje się przynajmniej do komisji dyscyplinarnej!

Nie skomentował jednak, a karteczkę odłożył na właściwą stronę. Za chwilę zresztą zapomniał o tym, bo pewną sensację wzbudził głośny okrzyk Jerzego Millera po przejrzeniu dwóch kolejnych dokumentów:

-  Mam! Mam pierwszy komplet!

-  Czytaj! Sprawdzimy.

Wojewoda posłusznie przeczytał:

1) Pada pytanie: Co Pan Premier ma do powiedzenia w sprawie olbrzymich pieniędzy (prawie 1 mld PLN), które ZUS zainwestował w kolejne kontrakty na informatyzację Zakładu przez spółkę Asseco S.A., w sytuacji, kiedy to podobno dramatycznie szuka się oszczędności, a przecież - jak wiadomo - obsługa i systemy oferowane poprzednio przez PROKOM były – delikatnie mówiąc – nieszczególnej jakości i w ciągu lat sytuacja nie uległa jakiejś radykalnej poprawie? Ciągle docierają do nas sygnały od anonimowych pracowników ZUS, którzy mówią, iż nowe oprogramowanie również pozostawia wiele do życzenia, a w dodatku firma Asseco nie dotrzymuje terminów.

2) Pada kolejne pytanie drążące temat firmy Asseco i jej kontraktów ze spółkami Skarbu Państwa oraz innymi podmiotami publicznymi.

3) Pada pytanie: Jak to jest możliwe, że Pan Premier niemal co miesiąc obiecuje, iż już wkrótce liczba urzędników w podmiotach państwowych zacznie się zmniejszać, a tymczasem np. na oficjalnej stronie ZUS-u każdego dnia przybywa po kilka ofert zatrudnienia?

A następnie kolejną kartkę:

1)  Jak już z samych nazw wynika, firmy: PROKOM i Asseco nie są podmiotami tożsamymi, a więc i cały problem uważam za wydumany i stworzony na siłę, tak aby tylko mieć jakiegoś „haka” na Premiera. Trudno też abym przejmował się jednostkowymi problemami z komputerem jakichś niekompetentnych bab z ZUS-u.

2) Premier nie jest od tego aby przeglądać każdy kontrakt, który KGHM albo inne PKP podpisuje z prywatnymi podmiotami. Proponowałbym też wsłuchać się uważnie w to, co mówiłem odpowiadając na poprzednie pytanie.

3) Pan Premier – w przeciwieństwie do wielu z obecnych na tej sali – jest człowiekiem żelaznej konsekwencji. I dlatego nie zmienia co miesiąc zdania. Skoro raz mówi coś takiego, to jest gotów powtórzyć to za miesiąc, za dwa, a nawet i po pięciu latach. Nie jestem jak ta chorągiewka na wietrze!

Premier Tusk roześmiał się (pierwszy raz od czasu, gdy wręczono mu feralne teczki), odebrał obie karteczki, (poklepał przy tym niezawodnego wojewodę po plecach na znak uznania) i odłożył je jako komplet na boku.

-  Swoją drogą ten twój PR, rzeczywiście się postarał. To znakomite i takie błyskotliwe! – Marszałek Kopacz rozpływała się w zachwytach. Inni też zresztą kiwali głowami z uznaniem.

-  To z pewnością zamknie gębę każdemu malkontentowi, który próbuje doszukiwać się „dziury w całym”. Krótko, rzeczowo i na temat. – wyraził swoje zdanie Stefan Niesiołowski.

-   A ja mam pytanie! – odezwał się nieoczekiwanie innym tonem rzecznik Graś – Co to znaczy: „tożsamymi”?

-   Oj Paweł! – westchnął Radosław Sikorski – ależ kawalarz z ciebie.

-   Nie kawalarz, tylko ja naprawdę nie wiem! – zbuntował się rzecznik Rządu.

Był tak zaaferowany, że nie zwrócił uwagi na to, iż wszyscy naraz spojrzeli na niego jak na kosmitę.

- Doczytasz sobie Pawełku. Dobrze? – Premier konsekwentnie chciał uniknąć konfliktów w gronie tych, którzy mu w tym momencie tak bardzo pomagali. – A teraz do pracy! Do pracy!

Robota posuwała się naprzód ale mimo wszystko niezbyt szybko. Minął dzień, kolejny, a oni jeszcze nie podzielili całości na dwie zasadnicze części, nie mówiąc o skompletowaniu parami.

Ale przyszedł dzień trzeci i rozległy się wreszcie głosy triumfu.

Wszystkie karteczki zostały rozdzielone na dwie grupy. Pozostało jeszcze zadanie dopasowania ich do siebie. Cała ósemka była jednak pełna optymizmu i nie bez powodu, bo wszak dopiero trzy dni zajmowali się tą sprawą, a już połowa roboty była za nimi.

Fakt, że docierały do nich niepokojące wieści od sekretarki. A to, że jakiś minister szuka premiera, a to, że któryś ambasador usiłuje znaleźć ministra Sikorskiego by wręczyć mu kolejną notę w imieniu swojego rządu. A to znów jakaś Wassermanówna bezskutecznie usiłowała zlokalizować Panią Marszałek, by zapytać ją jak to właściwie było z tym przeczesywaniem terenu w Smoleńsku i dlaczego stenogram sejmowy różni się od tego co można było na żywo usłyszeć z jej ust, itp. Ale oni nic sobie nie robili z takich drobiazgów. Wiedzieli, że na szczęście Merkozy ma teraz ważniejsze sprawy na głowie, niż zajmowanie się Polską, Obama sam kombinuje co zrobić by jego słupki poparcia nie leciały na łeb, a Putin też pewnie rozmyśla jak rozprawić się ostatecznie z niepokornymi, zaś telefony z Pekinu są niezwykłą rzadkością. Całą resztą można zaś było się chwilowo nie przejmować. Byli nawet w tak dobrym nastroju, że zawsze błyskotliwy Paweł Graś pozwolił sobie zażartować:

- Gdyby to Kaczyńskiemu się przydarzyło, to znając ograniczone rozumki PiS-owców, pewnie z tym segregowaniem do świąt by im zeszło.

-   Albo i do wesela Prezesa Kaczyńskiego! – zarechotała Pani Marszałek.

-  No fakt! – kontynuował rzecznik rządu. – Przecież zanim by w PiS-ie jakąś kartkę odłożyli, to najpierw by musieli głośno przeczytać i czekać aż Prezes osobiście zatwierdzi by dać ją na jedną, albo drugą kupkę.

-   Racja! – wybuchnął Stefan Niesiołowski. – Gdyby ktoś samowolnie odłożył kartkę, to by go Kaczyński oskarżył o rozłam w partii.

Tak to sobie wesołe facecje opowiadali, krzepiąc się kawą i koniaczkiem oraz ciasteczkami. Czas jednak naglił i znów musieli wrócić do pracy.

Premier Tusk osobiście podniósł pierwszą kartkę, która zawierała następujące sentencje:

1)  Każda kupa gnoju wywieziona na ziemie zachodnie, to cios wymierzony w amerykański imperializm.

2)  Jak mówił jeden z mędrców z waszego kręgu kulturowego: „Każdy potrafi skarg wysłuchać. Kto jednak zdoła sprawić, by skarg nie było?”

3)  Są nam szczególnie bliscy, a zwłaszcza ich poglądy i upodobania.

-  Mam! Mam! - radośnie wykrzyknęła Ewa Kopacz, wymachując jedną z kartek. – To na pewno to. „Rady do spotkania na Kubie” – odczytała głośno z kartki.

1) Raul Castro życzliwie przedstawił premiera Polski w swej mowie do narodu i zagadnął w jaki sposób Polacy układają swoje stosunki ze Stanami Zjednoczonymi..

2) W prywatnej rozmowie Fidel Castro ciągle dopytywał się co zrobić by głos opozycji nie docierał do społeczeństwa (obficie przy tym częstując cygarami).

3) W swojej przemowie Raul Castro zapytywał Premiera Tuska, czy Polska otacza podobną opieką gejów i lesbijki, jak robi to on oraz jego szlachetny starszy brat?

-   Tak! To chyba to. – stwierdził Jerzy Miller, uśmiechając się szeroko. – A ten cytat z tego latynoskiego mędrca jest genialny i błyskotliwy. Ciekawe co to za mędrzec? Oby nie jakiś opozycjonista..., może to sprawdzić najpierw... Jednak mina Premiera szybko zgasiła jego entuzjazm.

-   Ewa, Ewa... – odezwał się zmęczonym głosem Donald Tusk – Ty rzeczywiście jesteś aż taka tęczowa, czy zwyczajnie nie myślisz? Rozumiem 1), rozumiem 2), ale chyba nie wyobrażasz sobie, że będę się ściskał z jakimiś Biedroniami, Jacykowem, albo innymi pe..., eeee..., gejami? Mogę im obiecać złote góry, ale łapska niech trzymają przy sobie.

Pani Marszałek nic na to nie powiedziała, zacisnęła tylko wargi, spuściła oczy, których spojrzenie nie wyrażało teraz nic miłego i milczała. Widać nie pierwszy raz spotykała ją taka reprymenda.

Po chwili milczenia Jacek Rostowski zaproponował nieśmiało:

-   A może to? – i przeczytał co następuje:

1) Kim Dzong Un oprowadza Premiera pokazując kolejne cuda Pjongjang, a na koniec kordialnie zapytuje: Jaka jest aktualna polityka Polski wobec mocarstw światowych?

2) Pan Premier żartuje z Niezłomnym Przywódcą partii, państwa i armii na temat opozycji w Korei Północnej.

3) Pan Premier otrzymuje pytanie, co sądzi o Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej, o postawie Koreańczyków i ich codziennym życiu.

-  Jacek! – wykrzyknął Pan Premier. – Ja cię bardzo cenię, ale tym razem przesadziłeś. Palnąłeś pospolite głupstwo! Przecież czegoś takiego nie mogę powiedzieć! Gdybym przyznał, że bliskie mi są poglądy tych z Korei Północnej, to przecież nawet Lis i Żakowski mogliby się obruszyć, o obrońcach demokracji i praw człowieka nawet nie wspominając. A zanim bym w Brukseli mógł się pokazać, to najpierw bym musiał płaszczyć się i tłumaczyć przed całą Europą. Jeśli chciałeś mi zrobić dowcip, to był to kiepski dowcip. – zaperzył się niepocieszony Szef Rządu.

Nieprzyjemną sytuację rozładował niezawodny Paweł Graś, który wyciągnął kolejny dokument i z przekonaniem wręczył Premierowi.

-   Tylko się nie denerwuj Donek. Proszę!

Po cichu zaś zwrócił się z wyższością do pozostałych.

-   Mędrzec nie był latynoski, tylko oczywiście chiński! Nie wiem skąd wam mogło to przyjść do głowy.

Tymczasem Premier przeczytał na głos - „Wizyta w Wietnamie”.

1) Pada niezręczne pytanie: „Czy swoją polityką Polska nie wspiera jednak przypadkiem imperialistów?”. Pan Premier odpowiada z całym zdecydowaniem!

2) Panuje sympatyczna i przyjazna atmosfera. Pada – pół żartem, pół serio – kwestia podobieństwa wewnętrznej sytuacji w Polsce i Wietnamie oraz protestów wobec władzy i nieustannych problemów z Kościołem w obu krajach.

3)  Na tajnym spotkaniu z władzami Wietnamu oraz szefostwem bezpieki, pada pytanie: Co Pan Premier sądzi o przedstawicielach wietnamskich tajnych służb współpracujących z polskimi służbami w wykrywaniu wietnamskich uchodźców w Polsce, o ich postawie, morale oraz ich metodach pracy?

Premier z zadowoleniem połączył obie kartki. Dziękuję Pawełku! – zwrócił się z wdzięcznością do niezastąpionego rzecznika. Chciał coś jeszcze dodać, ale mu przerwano...

-  Hm... To my współpracujemy z wietnamską bezpieką i pozwalamy im przesłuchiwać u nas uchodźców? – spytała naraz Barbara Kudrycka.

-   Baśka! – niemal wrzasnął Radosław Sikorski. – Czyś ty z choinki się urwała?! Toć nie tylko nasz rząd tak robił i robi. Nawet Kaczor postępował podobnie. Bo w końcu to nasza racja stanu! Kiedyś głośno o tym się zrobiło przez tego gnidę Pospieszalskiego i kilku narwańców, ale sprawa ucichła i wszystko wróciło do normy. Niby wszyscy wiedzą o tym, ale w praktyce to wiadomość zastrzeżona. Gdzieś ty żyła dziewczyno, że o niczym nie wiesz?

-  Uspokój się Radek. – zmitygował go Premier, ale widać było, że sam jest nieco zaskoczony ignorancją Pani minister.

Trzeba nam chyba wszystkim odpoczynku? – zapytał ostrożnie Radosław Sikorski. Ale Premier tylko pokręcił głową i sam podniósł kolejną kartę, a tam przeczytał:

„Na wypadek aresztowania przez prokuraturę, albo na wypadek postawienia przed Trybunałem Stanu”.

1) Kiedy padnie pytanie, co Pan Premier ma do powiedzenia o zarzutach jakie mu postawiono.

2) Na wypadek, gdyby pytano kto jest winny nieróbstwu w ministerstwach, kto kłamał w sprawie smoleńskiej, albo dlaczego większość rządowych ustaw przyjętych przez Parlament to legislacyjne buble.

3) Na wypadek, gdyby pytano o oszustwa budżetowe i przerzucanie kwot pomiędzy rozmaitymi funduszami oraz szczególnie, gdy padnie pytanie: Dlaczego premier zataił informację o katastrofalnym stanie finansach publicznych oraz tonącym w długach ZUS-ie oraz  kto odpowiada za kolejny koszmar w służbie zdrowia i katastrofę edukacyjną w Polsce?

Donald Tusk był tak zaskoczony, że nie potrafił tego ukryć i siedzący najbliżej Stefan Niesiołowski zapytał z rzeczywistą troską w głosie:

-   Coś się stało poważnego? Może wody?

-   Nie, nie! – próbował się uśmiechnąć zakłopotany Premier. – Nic takiego...

Lecz w tym momencie stało się coś bardzo przykrego. Oto Radek Sikorski sięgnął po kartkę z drugiej kupki, spojrzał i twarz mu stężała. Spod ściągniętych brwi patrzył przeszywająco wprost na Premiera i wolno, cedząc słowa, czytał co napisano na stronie:

1)  Nie mam nic do powiedzenia. To wszystko podłe pomówienia.

2) A czy Premier może wszystko osobiście nadzorować? Żaden człowiek nie podołałby mając takich współpracowników. Sami przecież wiecie, że to banda leni, łajdaków, nieudaczników, ignorantów i karierowiczów. Sikorski bez porozumienia ze mną właził do tyłka komu tylko się dało. Potem musiałem prostować wszystkie jego głupstwa. Rostowski mieszał w rozliczeniach, codziennie podając nowe liczby i zupełnie inne prognozy. Toż mistrz matematyczny by się w tym w końcu nie wyznał, a co dopiero ja. Jeśli chodzi o tę nieszczęsną katastrofę w Smoleńsku to zawsze twierdziłem i starałem się tego trzymać, aby systematycznie wyjaśniać co się właściwie stało. To przecież jest kwestia honoru każdego Polaka! Lecz co ja biedny mogę poradzić, że wszyscy twardo twierdzili o współpracy z Rosjanami, iż jest bez zarzutu? Miller i ta jego komisja skompromitowała się, ale skąd ja to miałem wiedzieć? Czy ja jestem ekspertem lotniczym? Nie odpowiadam też za debilne zaczepki Niesiołowskiego!

3)  Część tych kwestii poruszyłem już poprzednio – szczególnie o finansach publicznych – tu dodam tylko, że ten Derdziuk z ZUS-u cały czas był nagradzany. A to premier Pawlak, a to minister Rostowski, a to różne agencje i wszyscy go chwalili, wszyscy mu wręczali wyróżnienia. To skąd ja miałem wiedzieć, że jest kanał? Sam miałem tam audyt przeprowadzić? Chcę dodać, że po prostu z tak niekompetentnymi ludźmi jak: była minister Kopacz, a również obecny Arłukowicz, czy te nieporadne matrioszki: Hall, Kudrycka i Szumilas, nie można było wszystkiego załatwić tak jakbym chciał. Próbowałem temu zapobiec i dlatego były zmiany na stanowiskach po wyborach, ale widać, że niewystarczające. Podsumowując: Uważam, iż to moja jedyna wina, że prędzej nie pozbyłem się tych indolentnych osób z zajmowanych stanowisk.

Nie sposób nawet opisać spojrzeń, które cała siódemka skierowała teraz na Premiera. Była to zdumiewająca mieszanka niedowierzania, osłupienia, nienawiści i chęci natychmiastowego rewanżu.

Premier błyskawicznie się opanował i w tej stresującej sytuacji zachował się jednak zdumiewająco godnie i spokojnie. Wstał, odebrał Radkowi karteczkę i połączył ze swoją, mówiąc „Dziękuję”, a potem odezwał się swoim niezwykle melodyjnym i magnetyzującym głosem:

-  Na co się tak patrzycie? Czy ja to dyktowałem albo wymyśliłem? To pomysł moich PR-owców i fakt, że dostaną za to po głowie i to porządnie. To w ogóle jakaś niedorzeczność albo kiepski żart. Może wręcz sabotaż! Zupełnie jak ta okropna historia z podłożonym mi tekstem exposé. – teraz premier mówił głośno, stanowczo, jakby wspomnienie hecy z podrzuconym mu tekstem mowy sejmowej z początku kadencji, ciągle wytrącało go z równowagi. (Historia problemów z exposé premiera: LINK )

- Rozumiecie? – mówił coraz dobitniej. – Wasze podejrzenia są po prostu śmieszne!

Tu spojrzał zimno na otaczających go towarzyszy partyjnych, tak dotychczas mu wiernych, a teraz będących niemal na skraju otwartego buntu. Dostrzegł, że niektóre spojrzenia złagodniały nieco, a Ewa Kopacz rozpogodziła się zupełnie. Ją od razu zdołał całkowicie przekonać. Ale niektóre twarze pozostawały zacięte. Premier zignorował to jednak i wrócił do mrówczej pracy. „Podobno praca uszlachetnia i uspokaja...” – przemknęło mu przez głowę i jak się okazało słusznie, bo już po półgodzinie zmagania z niepokorną dokumentacją niemiłe zdarzenie pozostało ledwie odległym wspomnieniem.

Niestety, na koniec dnia ze smutkiem patrzyli na piętrzące się stosy nieuporządkowanych kartek i niewielką ilość tych, które udało im się zestawić w komplety. Zniechęceni, bez słowa wychodzili by wrócić nareszcie do domów.     

Następnego dnia, późnym rankiem, stawili się jednak w gabinecie Premiera. Mocno zgnębieni podjęli ponownie zadanie, które coraz bardziej wydawało im się ponad ich siły, jak dwanaście prac Heraklesa zawarte w tej jednej lecz jakże skomplikowanej i wyczerpującej. Co rusz, któryś rzucał okiem na skąpy stosik uporządkowanych dokumentów, który i dziś zwiększał się nadzwyczaj opornie.

Wreszcie koło południa zaczęli się głośno zastanawiać, czy jednak nie zlecić komuś tej pracy pod byle pretekstem.

-  W końcu i tak nikt się nie domyśli co się stało. – zawyrokował Jacek Rostowski (ocierając pot z czoła).  – Poza naszym gronem, paroma jeszcze osobami i podobnym nam grupkom na świecie, cała reszta ludzi to zupełnie bezmyślna hołota. Znajdziemy jakichś urzędników w ministerstwie. Się ich tu przyśle i niech pracują! Założę się, że żaden nawet nie wpadnie na to co to jest. Pomyślą, że to kolejne papierzyska do uporządkowania. Nawet nie wyobrażacie sobie z kim muszę pracować w tym ministerstwie. Tępota i głupota taka, że strach!

Reszta szlachetnego grona pokiwała ze zrozumieniem. Wszak i oni musieli się zmagać z nieustannym niezrozumieniem ze strony podwładnych. Wszyscy zgodnie sądzili, iż gdyby nie oni, to ich ministerstwa (nawet te byłe) dawno utonęłyby w chaosie i bezwładzie.

I pewnie na tym by stanęło, gdyby nie uwaga minister Kudryckiej.

-  No dobrze. Możemy tak zrobić. Tyle, że jeśli nam zajmuje to tyle czasu, to ile zajmie takim tępakom? I skąd mamy mieć pewność, że ostatecznie zrobią to dobrze?

Premier popatrzył na nią wrogo, ale rad nierad musiał przyznać, że miała słuszność, więc poparł ją i praca znów mozolnie ruszyła do przodu.

Kudrycka podniosła kolejną kartę i wyrecytowała:

1) A my was w dupie mamy!

2) Stłucz pan termometr, nie będziesz miał gorączki.

3) Myślę, iż tą sprawą winna zająć się prokuratura albo psychiatrzy.

4) Cokolwiek nie stwierdzi komisja i tak uważam, że za takie coś należy się kryminał.

-   To musi być coś na konferencję prasową o katastrofie smoleńskiej! – stwierdził Jerzy Miller.

-  Nie! To z pewnością będzie konferencja prasowa podczas wizyty na Węgrzech, bo to ewidentnie tyczy się Orbana. – rzucił z dużą pewnością w głosie minister spraw zagranicznych.

-  A ja sądzę, że to na konferencję prasową o finansach publicznych. To ostatnie oczywiście dotyczy kreciej roboty PiS-u. – wyraził swoje przekonanie minister finansów.

-  No co wy! – z pewnym zniecierpliwieniem zgodnie skonstatowali Paweł Graś i Stefan Niesiołowski. – To przecież wyraźnie podpowiedzi, co należy mówić podczas debaty sejmowej z opozycją!

Z widocznym zakłopotaniem Premier podniósł kartkę, której przyglądał się od dłuższej chwili i wszyscy chóralnie przeczytali:

1) Piłkarze przeciwnej drużyny twierdzą, że nasza drużyna dopuściła się brutalnej gry, a sędzia jest przekupiony i nie reaguje na to.

2)  Sędzia meczu mówi, że bramkarz (tzn. Pan Premier) interweniował ręką poza polem karnym i musi zejść z boiska.

3)  Na konferencji pomeczowej ktoś dopytuje się co mieli na myśli kibice skandując podczas meczu: „Politycy do więzienia!”, „Politycy to bandyci!”?

4)  Na tej samej konferencji ktoś zagadnął: „Co Pan Premier sądzi o propozycji Pani Kidawy-Błońskiej, aby w sprawie takiego niesportowego zachowania się kibiców powołać komisję śledczą?”

Praca posuwała się do przodu w iście ślimaczym tempie. Rozległy się pierwsze narzekania, tak, że znowu Marszałek Kopacz musiała wkraczać do akcji.

Kolejnego dnia nie było lepiej, zwłaszcza, że zaraz na początku wiele problemów sprawiła im kartka, która... była zwyczajnie pusta.

Po godzinie poszukiwań w drugim papierowym stosiku pasującego wariantu, Pan Premier doznał nagle olśnienia. Chwycił kłopotliwy karteluszek i przyłożył do innej kartki i ... okazało się, że nie pasują do siebie wymiarami. Za to doskonale pasowała do kartek walających się po jego biurku. Widać musiała zsunąć się z biurka i podstępnie wylądować na kartach, które porządkowali. Odrzucono też natychmiast – jako nieprawdopodobną – hipotezę Stefana Niesiołowskiego, iż był to kolejny sabotaż prawicy.

Mimo, że rzecz się wyjaśniła i mogli przystąpić do dalszej pracy z poczuciem ulgi, to okazało się, iż to niewiele pomogło. Morale gwałtownie spadało. Ogarnęło ich wielkie zniechęcenie i nawet kolejka wyborowego koniaku nie poprawiła nastrojów. Nie pomogła zresztą nawet druga kolejka...

Było bardzo ciężko i tylko z największym trudem praca posuwała się naprzód.

Kiedy już im się zdawało, że nieodwołalnie popadną w czarną rozpacz, naraz oblicze Pani Kudryckiej rozpromieniło się jak południowe słońce nad równikiem i powiedziała:

-   Moi drodzy! Zdaje się, że znalazłam rozwiązanie naszych problemów!

Błyskawicznie nadstawili uszu i wyczekująco oraz z nową nadzieją wpatrywali się w twarz osoby, która nie przypadkiem przecież miała tytuł profesora. Pani Profesor zaś nie kazała im długo czekać na swoje słowa miodopłynne i wyjaśniła naprędce na czym ma polegać jej plan nadziei. Po każdym zdaniu twarze zgromadzonych zaczynały się coraz to bardziej wypogadzać oraz zdradzać objawy niebywałej ulgi.

Pomysł był następujący:

-  My tu systematyzujemy tę zagmatwaną dokumentację, a przecież ci co ją wytworzyli, z całą pewnością dokonali tego za pomocą komputerów i nie wierzę, żeby materiały tak istotne dla funkcjonowania całego państwa zostały od razu usunięte. Wystarczy więc zwrócić się do nich by wydrukowali wszystko ponownie i dokonali poprawek. Nikt nie musi wiedzieć, że nie mamy pojęcia co w nich jest. Grunt, że wiadomo, że na jednej części nie było oznaczeń. Niech je wprowadzą i wydrukują wszystko ponownie. I sprawa sama się rozwiąże.

-  Baśka dajże pyska! – wykrzyknął rozradowany Pan Premier. Był w tej chwili tak szczęśliwy, że natychmiast przeszedł od słów do czynów i jego gorący buziak trafił w policzek Pani Minister, która zapłoniła się zaraz niczym dziesięcioletnie dziewczę.

Wszyscy starali się okazać jej swoje uznanie. Poklepując ją, dziękując i wykrzykując wesoło.

Z głęboką pogardą spoglądali na leżące za nimi kupki papierów, które kosztowały ich tyle wysiłku, czasu i nerwów. Bez słowa wstali i spokojnie ruszyli ku wyjściu.

- Sprzątaczka wrzuci je potem do pieca. – rzucił krótko Premier na odchodnym. W geście wyjątkowej łaskawości przepuścił u wyjścia wszystkich przyjaciół i jako ostatni zamknął drzwi gabinetu. 

 

Kiedy już wszyscy wyszli z pokoju, nagle z kupki papieru zsunęła się jedna karteczka:

1) Rząd ma na widoku dobro wszystkich Polaków i dlatego z wielką uwagą wsłuchuje się w każdą wypowiedź, każdego mieszkańca naszego kraju. Naszym zadaniem nie jest nic innego, jak tylko służyć narodowi. Oczywiście wyłącznie za jego zgodą i dla jego dobra. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że nasz naród to nasza miłość.

2) A kogo to właściwie obchodzi. Naród ma pracować, a nie leżeć na piasku.

3) Bądźmy szczerzy! Jeżeli rząd ma skutecznie i efektywnie rządzić, to przede wszystkim powinien mieć głęboko gdzieś to co myśli i sądzi tzw. „szary obywatel”.

4) Rząd na pewno zrobi wszystko aby wszyscy byli usatysfakcjonowani. To wielka odpowiedzialność i jak sądzę nasze działania winny spotkać się z nieustającym zrozumieniem oraz poparciem społecznym. Realizujemy przecież wizję Polski bliską każdemu prawdziwemu Polakowi. Tak naprawdę to wasza wizja, a nasz rząd robi tylko to czego chcą Polacy.  

Odsłon: 467



Komentarze: 3

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Moni Moni napisał/a:

    Thursday, 02 August 2012, 17:22

    To jakaś seria będzie? Oby:)

     

    To jest niesamowicie śmieszne ale i smutne bo...niestety prawdziwe w swojej wymowie.

     

    Gratuluję tekstu.

  2. Sunday, 02 September 2012, 19:52

    +++   :))

  3. Zobacz profil Joanna S Joanna S napisał/a:

    Sunday, 02 September 2012, 23:32

    Liczę na ciąg dalszy

Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.