Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl
sowa

Stefan Kosiewski: Na kolejną rocznicę zburzenia Bastylii. (40 min) Gawęda staropolska o powrocie Polaków do RP

kategoria: Polityka

Dodano: Sunday, 17 July 2011, 14:48

Stefan Kosiewski: Na kolejną rocznicę zburzenia Bastylii. (40 min) Gawęda staropolska o powrocie Polaków do RP

Written by european magazine (») 15. 7. in category Poetry, read: 17×
poetry/vertriebenen.jpg

Zamierzam wrócić do Wilna, które widziałem na własne oczy i do Warszawy, którą poznałem z opisu przetłumaczonego na polski przez Anię Ciałowicz, w którym mowa o uciekinierach, emigrantach jak ja, smutnych, pogrążonych w codzienności ludziach - przytoczę ten fragment: "...z przerażeniem w oczach na myśl, co będzie jutro, przechodzili przez te drzwi, pomiędzy rabinem a poetą, i każdy brał do domu: jeden matkę z dziećmi, inny same dzieci, żeby podzielić się z nimi ostatnim kawałkiem chleba i ostatnią poduszką". Bo tyle jeszcze ludzie chcieliby w życiu zrobić i wracać nieustannie  

    sowa Stefan Kosiewski: Na kolejną rocznicę zburzenia Bastylii : episode (40 min) gawęda staropolska o powrocie Polaków do RP  

Stefan Kosiewski: Na kolejna rocznice zburzenia Bastylii

Download this episode (40 min)

Wczoraj, 13 lipca na otwarciu wystawy 13 tunezyjskich fotografików dokumentującej pokojową rewolucję w Tunezji minister Hoyer w berlińskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych wypowiedział się na temat konieczności otwarcia na produkty rolne z Tunezji swoich swoich rynków przez inne kraje Unii Europejskiej; o Polsce dużo i różnie myśli się w Europie nie tylko po tym, jak prawdę w oczy premierowi Tuskowi i byłemu premierowi Buzkowi wygarnął wreszcie w Parlamencie Europejskim pewien Anglik w obecności tzw. eurodeputowanych polskich jak Jacek Kurski, który solennie przyrzekał waląc się po katolicku przed wyborami w pierś i wypominając Tuskowi żydowskiego przodka w mundurze Wehrmachtu, że będzie wiernym psem Kaczyńskiego w Brukseli, a jak już tylko się dowiedział, że może dostać odprawę do wysokości 750 tys. zł, jeżeli nie zostanie wybrany do tej Brukseli na kolejną kadencję, to ściągnął z żoną i dzieckiem jak szczur z tonącego okrętu na stałe do Belgii, bo za tę odprawę to może on sobie przecież kupić na Zachodzie dom i wynająć go kolejnemu posłowi do Parlamentu Europejskiego, żeby wilk był syty i pies miał z czego utrzymać nie tylko siebie ale i żonę, na którą był pogrom w Pomorskiej Agencji Państwowej, jak miała do niej możność wracać do pracy z urlopu macierzyńskiego, ale nie wróciła, żeby nie spotkał ją w Polsce antysemityzm większy od tego, który ją czeka w diasporze na emigracji ekonomicznej.

Bezrobotnym Polakom staje dzisiaj ością w gardle niedawne głosowanie na Jacka Kurskiego, który obiecał Polakom robić za psa Kaczyńskiego, który to Jarosław Kaczyński obiecał przed wyborami, że rozliczy postkomunistów, a skończył zaledwie na dwóch: Giertychu, synu Macieja, który do ojca Jędrzeja przebywającego na emigracji politycznej w Anglii dostarczał materiały redakcyjne wyprodukowane przez Służbę Bezpieczeństwa i na Lepperze, który burdel z przemianami politycznymi w Polsce potraktował dosłownie, jak na byłego pracownika PGR-u przystało i brał wszystko we własne ręce.

Bezrobotnym Polakiem bez prawa do zasiłku dla bezrobotnych zostaje się już na starcie, po skończonych studiach i po wakacjach. Jeżeli młody Polak, absolwent wyższej uczelni nie zdąży do wiosny załapać się jako stażysta na jakiś unijny program aktywizacji bezrobotnych, to po 6 miesiącach od obrony pracy magisterskiej może zbierać manatki, gromadzić załączniki i składać aplikację na pozycję pomocy domowej w Zachodniej Europie, u żony Niemca, lub Chazara, opiekować się dzieckiem fałszywego polskiego patrioty, albo wychodzić odpłatnie z prawdziwym psem na spacer.

Z Polski wyjeżdżało się od zawsze; Słowianie wyjeżdżali nie tylko z Kalisza szlakiem bursztynowym do Rzymu na dwa wieki przed powstaniem państwa Mieszka. Jechali na wozach i wędrowali w okowach jako niewolnicy prowadzeni przez chazarskich przybyszy, którzy od tego towaru określali łupiony kraj po łacinie Sclavinia, zaś dla swojej chwały w języku świętych ksiąg nazywali go krajem Kanaan.

W Polsce leży Czeladź, malutkie miasteczko, sztetl zostawiony przy Koronie przez króla Kazimierza, co traktatem europejskim, prawdziwym diabelskim cyrografem zatwierdzonym przez papieża wyrzekł się na wieki, w obliczu Pana Boga, praw do Sląska pozostawiając po polskiej stronie zaledwie Zator i takie smutne wsie oraz miasteczka jak Czeladź i Oświęcim.

Jarosław Kaczyński był za mały na premiera tak pięknego kraju jak Polska a nie nadawał się nawet na wdowca. Ze Smoleńska nie umiał przywieźć woreczka foliowego z ziemią, żeby poddać ją badaniom spektrometrycznym na zawartość śladów użycia bomby próżniowej, HARP, lub innego diabelskiego znaleziska. Dramat Antygony to dramat rozgrywający się o ciało brata, a Jarosław nie przywiózł brata na amerykańskiej tarczy, nie rzucił nawet okiem po śmierci w Smoleńsku na ciało ukochanej bratowej.

Z tymi kaczorami to była i jest niestety jeszcze, co z przykrością polski emigrant polityczny, dziennikarz i poeta szczerze stwierdza: kiepska farsa chazarskiego pokroju.

Czeladź jest miastem, które leży przepięknie położone na łopatkach w długach jak wszystkie inne piękne miasta i miasteczka całej Polski, jak Nowy York, Paryż i Frankfurt, jak spychana w otchłań przez lichwiarskie pożyczki Grecja, Włochy, Irlandia, Portugalia, Hiszpania. Jak cała Unia Europejska określona w Traktacie Lizbońskim podpisanym na całe nieszczęście przez Lecha Kaczyńskiego, którego za to tylko trzeba będzie wyrzucić z katedry królewskiej na Wawelu. Do żydowskiej inteligencji w Polsce mówi się tu używając nowomowy: należy dokonać Ekspulsji z Wawelu kości niezgody narodowej w Polsce.

Do Polski natomiast rząd warszawski powinien sprowadzić nie Chazarów ze Wschodu Europy tudzież posowieckiej Azji i nie Libijczyków, których ściąga już po cichu całymi rodzinami minister Sikorski, żeby przesłonić Polakom pamięć o żydowskim przecież dla rabina pochodzeniu własnych synów Radka Sikorskiego.

Do Polski należy sprowadzić tych Polaków i wychowane na obczyźnie po polsku dzieci, które cenią sobie to polskie wychowanie, znają język polski i w Ojczyznę wierzą.

Dla tych Polaków, którzy z emigracji politycznej i gospodarczej chcą powrócić na stałe do kraju, rząd jaki by nie był jest wszak zobowiązany z urzędu do stworzenia warunków umożliwiających powrót i skuteczną integrację narodową na dobre. Ma takie programy pomocowe Izrael dla żydów, mają Niemcy dla niemieckich potomków carskich osadników nad Wołgą i w innych krajach byłego Związku Sowieckiego…

Państwo założone w Magdalence w 1989 r. przez twórców stanu wojennego, państwo Kiszczaka i Jaruzelskiego, żydokomunistycznych generałów PRL-u założonego w 1944 r. przez bolszewików: Berię i Stalina przyjęło za swój hymn państwowy pieśń ze słowami: „złączym się z narodem”.

Rzeczpospolita Polska, państwo braci Kaczyńskich, Wałęsy, Komorowskiego, Kwaśniewskiego, Buzka i Tuska, państwo Jaruzelskiego i Bieleckiego, Mazowieckiego, Olszewskiego i Suchockiej, żeby pozostać tylko przy tych nazwiskach tych nieudaczników i świadomych złoczyńców, wyniszcza niemiłosiernie Naród Polski, z którym pragnie się stopić niezauważalnie i zasymilować na własnych zasadach w jedno.

Państwo złoczyńców komunistycznego chowu, rasa nieludzka ludzi robiących obłudnie za polityków i tzw. inteligencję, jak w Polsce określało się wszystkich bezmyślnie tłuków po maturze, a dzisiaj nazywa się niesłusznie każdy, kto tylko skończy za pieniądze studia.

To państwo karłów zaproszonych przez Kiszczaka do Magdalenki i wszelakich pokrak, niemoralnych biskupów z teczkami w IPN-ie i z łapami w gnoju, sutannami śmierdzącymi  kwaśną spermą pederasty (arcybiskup z Poznania) i błyszczącą jak psu jajka hańbą współpracy kapłana ze Złem. Nie będziesz dwóm bogom służył – powtarzają od Mojżesza żydzi, a za nimi młodsi bracia w wierze, a jednak zapalają Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek. Bo nie chcą światła postawić na stół, by zajaśniała Prawda.

Episkopat Polski godzi się potulnie na bezbożną władzę i jej zarządzenia w zjednoczonej bez preambuły odnoszącej się z czcią do Boga Europie. Episkopat zgadza się na swój grzech milczenia na państwowy grzech adopcji ochrzczonych, polskich dzieci przysposobionych przez pederastów do wychowania dla kopulowania w grzesznym związku. To jest grzech śmiertelny i wołający o pomstę do Nieba. Grzech zgody na grzech sodomii. Wiedz i pamiętaj, mój Dobry Panie Boże, że grzech ten obciąża imiennie każdego członka Episkopatu Polski.

Stolica Apostolska nie na próżno przecież  jednoznacznie wypowiedziała się w tych dniach słowami arcybiskupa Tomasi: „Kościół nie popiera przemocy wobec homoseksualistów, ani karania za same tylko uczucia czy myśli. Nie może jednak aprobować aktywności homoseksualnej”.Czy dotarło wreszcie już znaczenie tych słów Zastępcy Chrystusa na Ziemi do rozpasłych kałdunów poobwieszanych z pychą pierścieniami?

Kościół Rzymskokatolicki w Polsce popełnił grzech zmowy ze złoczyńcami w Magdalence, grzech zgubny dla Narodu Polskiego i dla świętego Kościoła Apostolskiego wplątanego przez ten właśnie grzech współuczestnictwa w sieć nowych po 1989 r. uzależnień i złudnych korzyści materialnych dla urzędów biskupich oraz dla licznej rzeszy kapelanów opłacanych na równi z oficerami i generałami judaszowym żołdem.

Bez jednej refleksji na temat tego, czym była umowa podpisana w czasach stalinowskich przez Episkopat i rząd PRL o obsadzaniu stanowisk kościelnych za granicą. Bez żadnych badań, żadnej konferencji, bez jednego opracowania nawet na ten temat, czy chociaż referatu biskupi Jezusa Chrystusa przeszli do porządku dziennego nad sprawą działania pośród Polonii zakamuflowanych agentów Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa we wszystkich bez wyjątku placówkach Polskiej Misji Katolickiej, w sutannach i w roli pracowników misji, nauczycielek parafialnych, tajnych współpracowników UB i SB na etatach kościelnych.

Po powrocie do kraju z długoletniego pobytu na takiej placówce zagranicznej agent jest objęty przez rząd Rzeczypospolitej Polskiej taką pomocą państwową, jaką objęte zostało dla przykładu w Polsce po Magdalence małżeństwo Gontarczyk, które wcześniej lata całe robiło w Carlsbergu przy księdzu Blachnickim za tajnych współpracowników tej państwowej służby PRL, która na księdzu ogłoszonym po śmierci błogosławionym wymusiła emigrację do Niemiec, a nie została jeszcze osądzona przez Międzynarodowy Trybunał na takich samych zasadach jak zbrodnicze bandy hitlerowskie, choć zbrodnie tej bandy były jawnie i programowo ateistyczne. Godziły w Porządek Boży na tym świecie.

Za Polakami melodię ożywiającej serca pieśni ze słowami „złączym się z narodem” przyjęli dla swojego hymnu Słowacy, a po nich Jugosławia i Serbia z Czarnogórą. „Hej Słowianie!” przyjęte zostało już w 1848 r. na Zjeździe Wszechsłowiańskim w Pradze za oficjalny hymn wszechsłowiański.

Sytuacja bezrobotnych mieszkańców Monte Negro jest dzisiaj taka sama jak bezrobotnych Słowaków, Polaków i Czechów skazanych przez Szatana na zatracenie ducha słowiańskiego i dziedzictwa ojców żywego jak bijące serce narodu. Ten sam złoczyńca wciąga nasze narody w pułapkę długów bez wyjścia, za którą jest Szeol i królowanie wybranych nad pogardzanymi. Na to nie ma naszej zgody. Nie godzimy się!

Dlatego musimy postulować zbieżnie, szukać podobnych rozwiązań tych samych problemów. Dioklecjan ustanowił podatek VAT, przed nim tego wymysłu nie było. Narody obejdą się po upadku dzisiejszych cesarzy bez lichwiarza światowego kreującego z powietrza kredyt i za pomocą tej czarnej magii zniewalającego ludzi, których rolą daną im przez Boga jest przewodzenie narodom, aby nie dały się wodzić po manowcach.

Spójrzmy na taki kuszący przykład, przyjrzyjmy się ankiecie zamieszczonej na stronie internetowej Urzędu Miasta Czeladź. Mowa tam, iż „Centrum Doradztwa Strategicznego realizuje na zlecenie Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Katowicach projekt badawczy dot. zjawiska emigracji zagranicznych mieszkańców województwa śląskiego”. Organizatorzy badań wychodzą z „gorącą prośbą” o wypełnienie ankiety. Powodowany przyznaję nie tylko dociekliwością dziennikarską odpowiedziałem bez zwłoki na tę prośbę buchającą piekielnym żarem emigracyjnej rozłąki z Ojczyzną, postanowiłem poklikać.

Już pierwsze pytanie pozwoliło mi jednak zrozumieć, że to zabawa głupiego, drwiny urządzane z emigranta polskiego i rzekomej chęci pomocy mu przez państwo. Pierwsze pytanie bowiem brzmi: „Czy przebywa Pan/i za granicą dłużej niż 3 miesiące?”.

I tutaj, jeżeli ktoś kliknie, że przebywa krócej, niż trzy miesiące, to wykazuje się niewiedzą na temat tego, czym różni się wymuszona na człowieku i obywatelu przez państwo emigracja od turystyki, na którą udał się obecnie do Ameryki na dwa lata były wicekanclerz Niemiec zdemaskowany jako zwykły oszust, który plagiat pracy doktorskiej przedłożył na uniwersytecie jako oryginalną pracę, a nikt z życzliwych mu na uczelni osób nie ryzykował utrudniania sobie życia poprzez wchodzenie w konflikt z nowobogacką nomenklaturą używającą na dodatek tytułów szlacheckich osiągniętych zapewne taką samą, bezczelną drogą, lub za pieniądze. Wiadomo bowiem, że na mocy umów międzynarodowych osoby zamieszkałe na stałe o jeden dzień dłużej, niż pół roku w roku, podlegają kompetencji miejscowych urzędów skarbowych/ finansowych państwa. Kurski nie musiał więc bez potrzeby paplać o moszczeniu się z rodziną w Brukseli i nie musiał wyładowywać semickiej agresji w stosunku do Polaków z Pomorskiej Agencji, która rzekomo zapytała jego żonę przed ponownym przyjęciem do pracy, czy będzie lojalna w stosunku do chlebodawcy?

Czy jest coś złego w tym, że państwowy pracodawca, który ma zatrudnić żonę jednego z najbardziej obcesowych polityków pyta tę kobietę wprost o priorytety, tzn. o to, co ona wybierze mając do wyboru prywatny interes polityczny własnego męża oraz interes agencji państwowej? Kobieta bliższa ciału wybrała kartę kredytową, na którą Bruksela przelewa pobory jej małżonka i przeleje także odprawę za odejście ze służby dla dobra służby, a potem emeryturę, odprawę śmiertelną i będzie przelewać do usranej śmierci Unii Europejskiej wdowią rentę po mężu.

Natomiast gdyby Pan Bóg chciał dać Kurskiemu rozum i przejrzałby ten człowiek i zrozumiałby, że kraj Kanaan leży jednak nad Wisłą, a nie tam, gdzie go diabły poniosły, bo 22 punkt ankiety zachęca przecież: „Proszę, w przybliżeniu, oszacować wysokość zgromadzonych oszczędności za granicą. Proszę wziąć pod uwagę także lokaty, fundusze inwestycyjne, papiery wartościowe itp.”.

Bo jeśli wysokość nagromadzonych przez emigranta przez lata środków finansowych poważna ankieta w Polsce, zamieszczona na internetowej stronie Urzędu Miasta Czeladź, ogranicza do 250 tys. zł, to ja jako emigrant z Czeladzi, który zna się na żartach, powinienem chyba zapytać w tym miejscu, jak ten prosty górnik z zamkniętej przed laty kopalni Bytom, na którą ciągnęli mnie podejrzani emisariusze na strajk w stanie wojennym, żebym poległ tam z honorem chyba, jak inni polegli na Wujku, jo sie wos teros pytom, jak ten górnik z kopalni Bytom, ka je ten haus w Czeladzi, który jest możliwość kupić za 250 tys. złotych, bo ostatnio, jak byłem w Czeladzi na pogrzebie własnej Matki, to widziałem ogłoszenie pod kościołem na wielkiej tablicy: domki jednorodzinne w Czeladzi na osiedlu Piaski w cenie 480 tys. zł za sztukę.

W punkcie 23 ankiety, za którą nikt nie poniesie odpowiedzialności, bo CDS Centrum Doradztwa Strategicznego s.c. 31 – 153 Kraków, ul. Szlak 65 biuro 1004, tel./fax 12 623 77 40, 623 77 85, e-mail: cds@cds.krakow.pl, która skasowała za ten obłęd niewinnie tylko pyta: „Czy zamierza Pan/Pani wydawać zgromadzone oszczędności po powrocie do Polski?”.

Naród ankietowany odpowiada w tym miejscu przez internet: – A z czego mam w Polsce żyć, jeśli wrócę a politycy w Polsce nie mają żadnego pomysłu na ten powrót, nie mówiąc już o dobrych chęciach i programie integrowania się z Narodem Polskim zamierzającym powrócić z emigracji. Bo układ rządzący Narodem Polskim w Polsce ma do kontaktów z Polonią Zagraniczną Polonię Krajową, która od przewałki w Magdalence nazywa się Wspólnota Polska, ale siedzi w tym samym pałacu w Warszawie i w zamku w Pułtusku, co za Gierka, a program łączności z Polonią Zagraniczną realizują sejmowe i senackie komisje pod hasłem: Rodacy, bierzta wszystko w swoje ręce i wracajta na starość z niemiecką emeryturą do rządzonej przez nas waszymi pieniędzmi Polski.

Ostatnie dwa punkty ankiety to pytanie o wysługę lat i posiadane wykształcenie. Na koniec słowa podziękowań za wzięcie udziału w badaniu i baner reklamowy. Dziękuję za ankietę, którą można otworzyć klikając w poniższy link: http://webankieta.pl/ankieta/woc3ac8s1htq

„Temat powrotów z emigracji znajduje się w centrum naszych zainteresowań od ponad trzech lat – zapewniają autorzy ankiety. W tym czasie zrealizowaliśmy dwa projekty badawczo-analityczne dotyczące tego zagadnienia na terenie województwa dolnośląskiego i małopolskiego”.

Stefan Kosiewski

 

Przy pytaniu o liczbę miesięcy spędzonych na emigracji usiłowałem przypomnieć sobie dla ułatwienia sposób liczenia tuzinami na kostkach palców dwóch dłoni, którego to używania zabroniła mi nauczycielka matematyki w pierwszej klasie Szkoły Podstawowej Nr. 1 w Czeladzi , a potem Szkoc to już po łapach kablem wyskakującym mu gwałtownie z rękawa marynarki bił za każde odstępstwo młodych duszy od wymuszonej na nich integracji narodowej, więc biegałem za nim po Czeladzi i wychodziłem za to zza rogów kłaniając się nadzwyczaj grzecznie, w odpowiedzi na co Szkoc prostował powoli na wyciągniętej dłoni unoszony z rozgrzanej latem, spoconej głowy miękki, filcowy kapelusz takiego samego, mysiego koloru jak płaszcz drugiego nauczyciela Mroza, który nie rozstawał się z kolei z czarnym kapeluszem.

Punkt 11 ankiety, która mi tyle dała do myśli zapełnia pytanie: „Gdzie zamierza Pan/i osiąść po powrocie do Polski?”. – A gdzież śmiałbym, jeżeli nie w tamtej Czeladzi, w której moja ul. Wąska nie była nawet utwardzoną drogą, lecz miejskim traktem kłębiącym się pianą pachnącą mydłem „Biały Jeleń”, które zmywało mocz wylewany z nocnika i z wiaderle na tę polną w mieście drogę zupełnie tak samo, jak w XVIII wieku było ponoć zwyczajem Paryżan, a Süßkind ujawnił to światu swoim talentem.

Polski emigrant polityczny zamierza powrócić do tej Czeladzi, w której samorządowa władza odwróci się wreszcie z odrazą od grzesznej solidarności ze złą przeszłością plemiennych pobratymców Lenina, Berii i Stalina. Do Czeladzi, w której Rada Miejska zamieni nazwę osiedla poświęconego żydokomunistycznemu bandycie znanemu z fałszywego nazwiska Marceli Nowotko na nazwę bliską polskiemu sercu: Kresy. Bo tak powinno nazywać się to osiedle, w trosce o tożsamość Narodu Polskiego.

Zamierzam osiąść na starość na Kresach w Czeladzi, w Europie Narodów i Ojczyzn, w której ksiądz będzie miał pod górkę na Węgrodę z ostatnim sakramentem do wzywającego go Trojaka, uczestnika Powstań Sląskich, a kocie łby będą podobne kamieniom, które ujrzałem w Rzymie na Via Appia, ale większe przecież od tamtych, olbrzymie dla chłopca biegającego po zaułkach, wyskakującego coraz to przed księdzem, żeby przyklękać na jedno kolano na chodniku z robionym na piersiach znakiem krzyża rączką, żeby ksiądz mógł ulżyć sobie w tej ziemskiej wędrówce za Trojakiem po Węgrodzie w upalny piekielnie dzień i unieść na chwilę czarny biret z pomponem i trzema rogami, których znaczenia lud prosty nigdy nie dochodził.

Zamierzam wrócić do Wilna, które widziałem na własne oczy i do Warszawy, którą poznałem z opisu przetłumaczonego na polski przez Anię Ciałowicz, w którym mowa o uciekinierach, emigrantach jak ja, smutnych, pogrążonych w codzienności ludziach – przytoczę ten fragment: „…z przerażeniem w oczach na myśl, co będzie jutro, przechodzili przez te drzwi, pomiędzy rabinem a poetą, i każdy brał do domu: jeden matkę z dziećmi, inny same dzieci, żeby podzielić się z nimi ostatnim kawałkiem chleba i ostatnią poduszką”.

Bo tyle jeszcze ludzie chcieliby w życiu zrobić i wracać nieustannie, chociaż Pan Bóg siwy jak święty Mikołaj pyta zdziwiony w sztuce scenicznej HERODY/ Herodenspiel von Stefan Kosiewski:

- A gdzie to wam się tak spieszy? Dokąd tak nagle? Przestrzegając przy tym: Co nagle, to po diable.

Na co Diabeł z widłami odpowiada zwracając się do Poety:

Gdzie się spieszy, tam się diabeł cieszy – mówią niemądrze,
bo czy tu ktoś goni, albo gwałtem kogoś do czegoś przymusza?
Czy jakaś dusza powinna się bać, że nie zostanie zbawiona?
Mamy czas. Zbawienie to jest cały proces, a nie sprawa głupiego,

w której sędzia orzeka po rozliczeniu tego, co sam zaplanował
dla człowieka. Co we własnym planie zbawienia dla niego przewidział.
Czy diabeł sam z własnej woli mógłby chcieć albo i sam od siebie zadziałać?
A co by diabeł z tego miał? Od kogo? Nic nie dzieje się bez przyczyny;

nie ma winy bez prawiny, jeśli zapłata źródłem w końcu okazuje się.
Proszę przeczytać uważnie zwłaszcza to, co małymi literami na samym
dole, na dnie tej czarno na białym spisanej dla człowieka umowy piekielnej,
bo w cyrografie schowana jest: karczma i cały Rzym, pułapka i zapłata

za emigracji całe lata, za wierność i wiarę w życie, za prawdę i moc przykazań,
które w planie zbawienia mają tak ważną rolę, że je dwakroć w kamieniu
kuć musiał, kto ze skały wodę życia kijem dobyć chciał, żeby naród bez imienia
wyprowadzić suchą nogą z apokalipsy w czas niszczenia, upadku imperium.

14 lipca 2011 r. z Frankfurtu nad Menem czytał
Stefan Kosiewski

http://sowa.mypodcast.com/201107_archive.html

Stefan Kosiewski 20110714 Na kolejną rocznicę zburzenia Bastylii. Gawęda staropolska (40 min., pdf).

http://sowamagazyn.wordpress.com/2011/07/14/stefan-kosiewski-na-kolejna-rocznice-zburzenie-bastylii/ 

http://sowa.quicksnake.net/Poetry

Odsłon: 148



Brak komentarzy

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Fronda.pl Fronda.pl napisał/a:

    Twój komentarz będzie pierwszym

Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.