I cóż zrobiłby ten biedny sparaliżowany człowiek, gdyby nie miał przyjaciół? No można by pójść za tym wątkiem. Mógłby na przykład leżeć w domu i krzyczeć. Może Jezus, by go usłyszał i przyszedł. Ale to będzie wtedy homilia z dziedziny gdybologii, czyli co by było gdyby…a nie o to przecież chodzi.
Zajmijmy się, więc tym, co jest, tym, co wiemy, że się wydarzyło. A tu fakty są oczywiste. Człowiek przykuty do łoża boleści z powodu niemocy swojego ciała, całkowicie bezradny, ma przy sobie konkretną wspólnotę, ma przyjaciół, ma rodzinę. Sam, w sposób fizyczny nie może nic, ale ci, którzy są przy nim stają się jego sprawnymi rękoma i nogami. Dzięki nim, człowiek będący w całkowitej bezradności, trafia prosto przed Jezusa.
Dla kochających, życzliwych przyjaciół nie ma żadnej przeszkody. Nawet dach czy chciał, czy nie musiał ustąpić. Słyszeliśmy, że i w domu i przed domem, i pewnie na ulicy były tłumy, które chciały usłyszeć Jezusa, doświadczyć na sobie Jego mocy lub po prostu zaspokoić swoją ciekawość. I pewnie nie byli specjalnie zachwyceni, gdy czterech silnych mężczyzn dźwigających przyjaciela na noszach przedzierało się, no przepychało coraz bliżej wejścia. Akcja czterech zapewne była błyskawiczna, bo Ewangelista nie odnotował żadnych sprzeciwów ludzi z tłumu.
Popatrzmy, co potrafi wspólnota. Pomimo całkowitej bezradności fizycznej człowiek sparaliżowany znalazł się przed Jezusem. Dla tych, którzy jednoczą się w imię miłości, przyjaźni nie ma przeszkód, których nie da się pokonać; nawet dach ustępuje. Dla nich nie ma zbyt wielkiego trudu i ofiary.
Jakże inaczej byłoby, gdyby ów sparaliżowany był pozostawiony samemu sobie.
Dla porównania wyobraźmy sobie małą, cieniutką gałązkę. Każdy, nawet dziecko, może wziąć ją w dłonie i złamać, i to bez żadnego problemu. Jednak, jeżeli takich gałązek będzie więcej i więcej, i więcej i na dodatek zwiążemy je dobrym sznurkiem, no to wtedy nawet silny dorosły, nawet Pudzianowski, ich nie złamie.
Taka jest właśnie siła w wielu. A gdy jeszcze połączy ich życzliwość, miłość, wzajemna troska, to nawet dach ustąpi i góry będą łagodniejsze do zdobycia.
Potwierdzeniem jest to, co dokonało się w człowieku sparaliżowanym z dzisiejszej Ewangelii. Gdy już znalazł się przed Jezusem, nic nie powiedział. To Jezus sam, wzruszony wiara i miłością jego przyjaciół, wypowiedział te miłosierne słowa: „Odpuszczają ci się twoje grzechy”. A potem, żeby udowodnić swoja moc i władzę nad złem i grzechem, dodał: „Wstań, weź swoje łoże i chodź”. Bo wiadomo dla Jezusa, który jest Bogiem, nie ma rzeczy niemożliwych.
Chory został uzdrowiony cały i całkowicie. Jezus rozpoczął od jego wnętrza. Uzdrowił serce, duszę, umysł, a potem także ciało.
Taka jest nagroda za wierność we wspólnocie, za wzajemna troskę, za miłość, która góry chce przenosić dla dobra innych.
Wszyscy skorzystali. Chory otrzymał dar przebaczenia i dar zdrowia. Przyjaciele - głębokie uznanie i pochwałę za wiarę i miłość, która czyni dobro dla innych. Świadkowie wydarzenia pouczenie, że Jezus jest Panem i Bogiem, że włada nad materią i duchem, że zło i choroba przed Nim ustępują.
Tak wiele mogą uczynić ludzie, gdy jednoczy ich wspólny cel, gdy razem idą, by dotrzeć do Jezusa. Nikt nie jest samotną wyspą, nikt nie żyje tylko dla siebie. Jeżeli pójdziemy do Nieba, to na pewno nie sami. Ze sobą, bowiem zabierzemy tych, którym tu, na ziemi, tworzyliśmy we wspólnocie miłości.
Saturday, 18 February 2012, 18:04
Sunday, 19 February 2012, 21:02
Monday, 20 February 2012, 09:36
Monday, 20 February 2012, 18:13
Tuesday, 21 February 2012, 08:55