Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl
Dziennik budowy

Osiem etapów rozwoju duchowego wg. Geoffrey’a

kategoria: Kościół

Dodano: Friday, 11 February 2011, 12:35

Z cyklu – sprawy podstawowe.

 

Do napisania tekstu systematyzującego drogę chrześcijanina skłonił mnie wpis Jacka Schmidta  o rozwoju wspólnot ducha w Polsce. Pojawiło się tam pytanie: skąd bierze się zapotrzebowanie na duchowość indywidualną, egocentryczną? Czy tylko z egoistycznego kierunku rozwoju współczesnego konsumpcyjnego społeczeństwa? Rozważania doprowadziły mnie do wniosku, że duchowość indywidualna jest pewną niezbędną fazą rozwojową chrześcijanina, która często jest pomijana. Stąd był już tylko krok do nazwania i opisu innych faz rozwoju duchowego.

 

Tekst jest próbą usystematyzowania wiedzy, po części opisem własnej drogi.

Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to uproszczenie, w dodatku subiektywne. Ale może przyda się komuś do orientacyjnego ustalenia, gdzie na tej drodze się teraz znajduje.

 

Systematyka jest ważna także z innego powodu: osoba będąca na pewnym poziomie, generalnie nie ma szans skoku o dwa poziomy do góry. Nawet nie rozumie odległych poziomów. Zatem nie ma co  przekonywać takiej osoby do „przeskoczenia” poziomów. Można pomóc komuś we wspięciu się o jeden poziom. Lub zaprowadzić do Chrystusa, który pociągnie go w górę.

Nie da się przekonać  ateisty do poziomu szóstego, póki nie przebrnie przez czwarty, tak samo nie da się przekonać „światowca”, że powinien nad sobą pracować. Nie da się też przekonać do Kościoła indywidualisty-egocentryka,  który jeszcze nie wie, do czego Kościół może mu być potrzebny.

.

Zapraszam do lektury, prosząc od razu o uwagi, które pomogą „doszlifować” tekst i całą koncepcję.

 

1.  Człowiek Światowy.

Nie posiada zauważalnych potrzeb duchowych, nie stawia pytań podstawowych, życie codzienne i rozrywka wystarczają mu w zupełności.  Pytanie o sens życia czy rozwój duchowy zbywa śmiechem albo pukaniem w czoło. Wszyscy wiedzą, że światem rządzi seks i pieniądze.

 

2.  Duchowość śmieciowa.

Reprezentant tego poziomu posiada pewne potrzeby duchowe, które zaspokaja pierwszym napotkanym towarem. Nie dokonuje żadnej refleksji, a tym bardziej analizy tego, co przyswaja. Klient wróżek, horoskopów i tej ideologii, którą właśnie poznał. Poziom egzaltowanych nastolatek i  miłośników horrorów. Tu znajduje się także część nominalnych katolików żywiących się zewnętrzną powłoką chrześcijaństwa ( ponieważ na nią akurat trafili). Na tym poziomie równie wartościowe są dla odbiorcy  historie o aniołach, jak o wywoływaniu duchów i zwykłych zabobonach.

 

3. Poszukujący.

Zastanawia się nad podstawowymi pytaniami świata, uczciwie szuka prawdy i  rzetelnie analizuje odpowiedzi proponowane przez świat.  Niezbędny etap rozwoju człowieka. Postawa pożądana u nastolatków i młodzieży, często przeciągająca się w dojrzałość.. Jednak trwanie w tym stanie przez dziesięciolecia świadczy o zapętleniu i ucieczce przed odpowiedzialnością za własne wybory, o niedojrzałości.

 

4. Zatoka agnostyków.

Trafiają na ten poziom Poszukujący, których poszukiwania nie przyniosły rezultatu.  Nie ma dowodów na istnienie Boga, więc zakładam, że Go nie ma. Albo: Problem jest nierozwiązywalny, nie będę się nim zajmował. Aby przebywać na tym poziomie, konieczne jest okresowe odwiedzanie poziomu Poszukującego i  weryfikacja pojawiających się na bieżąco idei i faktów.  W przeciwnym razie szybko można znaleźć się na poziomie pierwszym.

 

5. Wierzący w Boga.

Osoba posiadająca pogląd, że Bóg istnieje. Najczęstsza postawa po porządnym odrobieniu lekcji na poziomie Poszukującego. Podpisuje się pod Credo ( takim, lub innym),  Zazwyczaj ma dobrze uformowane poglądy wynikające z solidnych przemyśleń, potrafi je spójnie przedstawić i obronić. Często są to poglądy mniej lub bardziej sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Część wierzących może pozostawać antyklerykałami. Zazwyczaj poglądy powodują, że wierzący stosuje się do pewnych nakazów i zakazów, jednak  postrzeganych zewnętrznie, jako narzucone ( a nie jak własne). Nie wpływają jednak  na zasadniczą zmianę postępowania człowieka.  Wierzący w Boga zazwyczaj nie podejrzewają istnienia wyższych poziomów, uznając, że na tym właśnie polega chrześcijaństwo. Z tej grupy wywodzi się większość dyskutantów forów internetowych i działaczy chrześcijańskich. Postrzeganie Kościoła opiera się na wspólnocie poglądów i celów, niczym w partii politycznej.

 

6. Wierzący Bogu.

Osoba, która osobiście, lub poprzez innych ludzi doświadczyła spotkania z Bogiem.

Nie tylko wie, że Bóg istnieje, ale Go doświadczyła. Na tym poziomie  charakterystyczne jest  bardzo silne, emocjonalne  przeżywanie wiary. Wierzący Bogu rozumie, że Pierwsze Przykazane Dekalogu i Miłości jest oczywiste. Potrafi dostrzec Boga w Jego dziełach. Stan charakterystyczny dla wspólnot protestanckich, ruchów charyzmatycznych. Ogromny skok dla Poszukujących ( pozwala nierzadko ominąć poziom piąty )

Dłuższe przebywanie w tym stanie powoduje huśtawkę emocjonalną między radością spotkania z Bogiem, a własna grzesznością, a w konsekwencji  frustrację, wypalenie i zniechęcenie. Jeśli nie pójdzie dalej, utknie na poziomie piątym.

Charakterystyczne jest podkreślanie roli indywidualnej relacji z Bogiem i umniejszanie roli Kościoła ( wierzę Bogu, a nie księżom ).

 

7. Podążający za Bogiem.

Osoba, która nie tylko wierzy Bogu, ale podejmuje trud pracy nad sobą, aby zbliżyć się do Chrystusowego ideału. Właściwy Chrześcijanin, świadomie i celowo formujący siebie, dokonujący świadomych wyborów.

Osoba podążająca nie tylko deklaruje miłość, ale popiera ją czynami. Wie, ze Chrystus jest Drogą i podejmuje świadome i konkretne działania na drodze rozwoju duchowego. Realizuje polecenie „bądźcie święci, jak Ojciec mój jest święty”.

Wejście na ten poziom jest faktycznym nawróceniem. Na ten poziom zaprasza Chrystus w Ewangelii.

Po pewnym czasie podążania za Chrystusem docenia się narzędzia służące doskonaleniu, które oferuje Kościół. Życie sakramentami i codzienna praktyka Kościoła przeważa nad teorią i rozważaniami typu politycznego. Dostrzega się i docenia wielowiekowe doświadczenie Kościoła, korzysta się z Jego bogactw, z praktyki naszych poprzedników.

 

8. Budujący Królestwo.

Na pewnym etapie pracy nad sobą dostrzega się wokół siebie innych ludzi podążających tą samą drogą. Relacja z Chrystusem przekłada się na tych, którzy mają z Nim podobne relacje. Budujący zdaje sobie sprawę, że praca nad sobą jest pracą nad udoskonaleniem narzędzia, lecz narzędzie jest bezwartościowe, jeśli nie wykonuje swojej pracy. Nie własny rozwój jest już najważniejszy, a to, co daje się innym. Faza wzrastania zmienia się w fazę owocowania. Miłość do Boga staje się jednoznaczna z miłością do ludzi.

Postrzeganie Kościoła wchodzi w fazę postrzegania wspólnoty miłości, ludzi zjednoczonych wokół miłości Chrystusa, zatopionych w niej po uszy.

O takich ludziach często mówi się, że są ambasadorami świata, który nastąpi po Zmartwychwstaniu. Takie osoby „świecą” Bożą miłością, są jej dystrybutorami na świat.

 

 

Pozdrawiam !

Odsłon: 2391



Komentarze: 41

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Zakrystianka72 Zakrystianka72 napisał/a:

    Friday, 11 February 2011, 13:06

    Dziękuję za wnikliwą analizę i pozdrawiam!

  2. Zobacz profil Elffi Elffi napisał/a:

    Friday, 11 February 2011, 16:35

    :) Hmmm...na którym to jesteśmy etapie...:)))))

  3. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Friday, 11 February 2011, 17:46

    Elfi, pytasz mnie?

    Ja przez całe lata byłem na trzecim, potem na piątym.

    Potem dostałem kopa i wylądowałem na szóstym.

    Teraz w nieco syzyfowym stylu gramolę się na siódmy.

    W każdym razie mam taką nadzieję.

    .

    Pozdrawiam !

  4. Zobacz profil Elffi Elffi napisał/a:

    Friday, 11 February 2011, 18:14

    Ja też się tam ( ale na początku ) lokuję:))) Myślę,że Ty jestes wyżej:::)))))) W fazie 8. Umiesz patrzeć sercem:) Dostrzegasz w ludziach głównie dobro...

  5. Zobacz profil KrisRuminski KrisRuminski napisał/a:

    Friday, 11 February 2011, 21:03

    Hrabio, rzeczywiście świetna klasyfikacja, gratuluję. CS Lewis i Chesterton się kłaniają :)

    Zastanawiam się, czy tylko źródła podane przez Ciebie były inspiracją :)

    ....

    Poziom pierwszy ma wytworną nazwę, godną Hrabiego. :)

    Bóg mi chyba oszczędził tylko poziomu drugiego.

    ...

    Pamiętam w latach siedemdziesiątych rozmowę z pewną egzaltowaną "poszukującą", znajdująca się na etapie drugim. Entuzjazmowała się jogą, duchowością wschodu, pokazywała nam trudno dostępne książki.

    Patrzyłem na to, jako czlowiek niewierzący z ogromnym dystansem.

    "przeciez mu mamy swoją duchowość: Zagłoba na koniu medytował na różańcu lepiej, niż derwisz na latającym dywanie, powiedziałem ja, człowiek światowy i oczytany.

    Dziewczyna skwapliwie przytaknęła: ależ tak, ja mam tu Biblię i TEŻ czytam. WIEEEM.

    ...

     

    Wydaje mi się, że przed poziomem drugim broni nas zakorzenienie w pewnej obyczajowości, w historii swojej rodziny, narodu. To korzenie nie pozwalają nam pofrunąć z wiatrem. To nie nasza zasługa, ale "winą jest dużą popsować gniazdo bocianie" a także "nie pozwolę bluźnić imieniu Maryi".

    Jeśli mamy ten puklerz, mamy wielką przewagę nad ludźmi bez korzeni. 

    ...

    Wpisuję do swojej biblioteki ulubionych wpisów i ...szukam dalje :)

    Pozdrawiam

    >

  6. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Friday, 11 February 2011, 22:21

    Witaj, Krisie.

    Inspiracji z pewnościa było wiele, ale juz przyswojone i przetrawione. Trudno teraz powiedzieć, co się tu znalazło. Zaryzykowałbym tezę, że najbardziej jednak Ewangelia Łukasza, którą mam okazję regularnie przegryzać.

    Poziom pierwszy ma wytworną nazwę, godną Hrabiego. :)

    Prawda?

    To i dla mnie ostroga, żeby mieć się na baczności. Moje "hrabiowanie" może wszak doprowadzić mnie do dumnnego poziomu... światowca :)

    Że też ludzie z własnej woli zabiegają o miano światowych....

    .

    Wydaje mi się, że przed poziomem drugim broni nas zakorzenienie w pewnej obyczajowości

    Chyba tak. Poziom drugi przeżywa się w dzieciństwie, jeśli rodzice pozwolą.  Pamiętam, że na kolonii w podstawówce gadało się o wszystkim - wywoływaniu duchów, seksie, życiu po życiu, UFO itd. To był jeden blok spraw "sensacyjnych", z których się potem wyrosło.

    Gorzej, jeśli się nie wyrasta. Jak Twoja egzaltowana "poszukująca". Nie wstyd byś hippisem i socjalistą, gdy się ma 18 lat. Później - już tak.

    .

    Ja chyba przeszedłem wszystkie etapy. Inaczej skąd bym je znał?  :)

    .

    Pozdrawiam !

     

  7. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    Friday, 11 February 2011, 22:38

    a gdy level 8 complete- game sie dopiero zaczyna :)

    LINK

  8. Zobacz profil Hugo Hugo napisał/a:

    Friday, 11 February 2011, 22:40

    Czy mozna byc mieszanką kilku punktów? Ja wierzę, że On Jest, wierzę Jemu, poszukuję Go i staram się za Nim podążać. Kocham Go i potrzebuję i wciąż mi Go brakuje.

  9. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Friday, 11 February 2011, 23:10

    Leonka:

    a gdy level 8 complete- game sie dopiero zaczyna :)

    Myślę, że przy każdej zmianie levela tak sobie myślimy. O, teraz to ja posiadłem całą wiedzę o mądrość, Pana Boga już za nogę można złapać, już wita się z gąską.

    A kto tam wie, co będzie za zasłoną rzeczywistości?

    Może nam powiedzą: "Witamy na poziomie drugim...."

    Co do filmu - chyba inaczej sobie wyobrażam niebo :D

    .

    Hugo:

    Czy mozna byc mieszanką kilku punktów?

    Pewnie. Życie jest bardziej skomplikowane, niz model teoretyczny.

    Ale chyba najlepiej szukać oznak najwyższego poziomu, który sie odkryło.

    staram się za Nim podążać. - to chyba siódmy.

    .

    Pozdrawiam !

  10. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    Friday, 11 February 2011, 23:27

    Geoffrey

    Oj tam, oj tam, o motyw dźwiękowy mi szło.

  11. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Friday, 11 March 2011, 08:25

    Elfi:

    Myślę,że Ty jestes wyżej

    To miło, że dobrze myślisz o bliźnich:)

    Obawiam się jednak, że takie cechy jak "patrzenie sercem", dostrzeganie dobra, to jeszcze poziom szósty. W siódmym, a zwłaszcza ósmym liczą się czyny.

    .

    Pozdrawiam serdecznie !

     

  12. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Friday, 11 March 2011, 08:28

    Leonka:

    Niebiańsko-anielski  motyw dźwiękowy:

    LINK

  13. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    Friday, 11 March 2011, 10:14

    Geoffrey

    Heavenly indeed.

    Co do meritum- wpis bardzo celny, zwłaszcza pod koniec, kiedy staje się nieuchronne, że z tą naszą dobrocią złocistą trzeba jednak coś zrobić, ale to działanie (czy też jego jakość) jest dopiero wynikiem wszystkiego, co było przedtem.

    .

    (aby do czyśćca przyjęli, to już się w końcu do nieba trafi. choć wolałabym bez tej poczekalni, wiadomo...)

  14. Zobacz profil Elffi Elffi napisał/a:

    Friday, 11 March 2011, 10:32

    Hrabio: Myslę, że Hugo ma rację, jestesmy w trakcie pielgrzymki, więc zdarza się,ze zbładzimy, cofniemy się nieco, potem zdyszani biegniemy znów za Panem Jezusem ze strachem w sercu, że Go nie dogonimy, potem chowamy się w tłumie, bo wydaje nam się, ześmy niegodni , by na nas spojrzał, by za chwilę PłAKAC Z TĘSKNOTY ZA JEGO SPOJRZENIEM. żYCIE TO PROCES, I JAK W GRZE( ŚWIETNA ANALOGIA LEONKI) mamy KILKA SZANS NA ZACZĘCIE OD NOWA, NA POWROTY, NA DOKOŃCZENie POZIOMU. Kiedy jeszcze raz przejrzałam wpisy- widzę, ze ktoś moze pomyśleć,że już taką doskonałą się czuję. Oczywiście nie. Z pozomu 7 tyle na razie osiagnęłam,że  nie umiem już opuścić Mszy św. , czy nie przyjac Komuni Świętej bez ważnej przczyny, ze Kościół postrzegam inaczej niz  ongiś. I tylko tyle, ale...widże, że zmienia się mój ogląd świata.Że idę...nie  stoję w miejscu. Że jest nadzieja na  osiagnięcie kolejnego poziomu:))

  15. Zobacz profil KrisRuminski KrisRuminski napisał/a:

    Friday, 11 March 2011, 12:34

    "Nie wstyd byś hippisem i socjalistą, gdy się ma 18 lat. Później - już tak"

    Dobre!

    Właśnie szukuje się zadyma lewaków. 

    ...

    Do osiemnastu lat - udzielam im taryfy ulgowej. Oburzeni!

    Ale nazajutrz po osiągnięciu pełnoletniości - "do szkoły, patafianie!"

    " : Arial, Helvetica, sans-serif; font-size: 15px;">

  16. Zobacz profil Marek2200 Marek2200 napisał/a:

    Friday, 11 March 2011, 17:08

    @Geoffrey

    "Ja chyba przeszedłem wszystkie etapy. Inaczej skąd bym je znał?  :)"

     

    Zaraz, zaraz. O tym, że bywasz na 8 poziomie nie wpominałeś. A skoro nie przeszedłeś tego etapu to skąd go znasz? ;)

     

    Podoba mi się ta klasyfikacja. Osobiście myślę, że samemu to tudno określić gdzie się jest. Może wato by zapytać innych?

  17. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Friday, 11 March 2011, 17:50

    Marek2200:

    Zaraz, zaraz. O tym, że bywasz na 8 poziomie nie wpominałeś.

    No tak,

    Wyszedłem na samochwałę :)

    Nie byłem na ósmym poziomie, ale znam ludzi, którzy tam są. Co najmniej dwóch. Stąd wiem, że taki poziom istnieje.

    A mówiąc "wszystkie" poziomy, miałem na myśli wszystkie kolejne do pogranicza szóstego i siódmego - nie omijając drugiego, jak Kris.

    .

    Osobiście myślę, że samemu to tudno określić gdzie się jest.

    Też prawda.

    .

    Pozdrawiam!

     

  18. Zobacz profil Marek2200 Marek2200 napisał/a:

    Friday, 11 March 2011, 18:07

    No! Teraz to rozumiem ;)

    Pozdrawiam!

  19. Friday, 11 March 2011, 19:34

    Geoffrey'u

    W każdym z nas są zasiane najlepsze ziarna wiary. Wyrastają, według siły kiełkowania. Wiele ziaren już wyrosło i dana nam była łaska posmakowania ich owoców, a niektóre ziarna (te z końcowego etapu wzrastania) o dłuższym okresie wegetacji wydały dopiero pierwsze pędy, a my czekamy aż zaowocują. Oby Bóg Miłosierny dał czas na ich spożycie.

  20. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Friday, 11 March 2011, 21:08

    Kazimierzu, czy to polemika?

    Można mówić po Twojemu, wskazywać na kiełkujące ziarno Słowa,

    a można po prostu opisywać kolejne fazy wzrostu.

    Poziom pierwszy to pustynia.

    Drugi - dżungla.

    trzeci - przygotowanie pola.

    Piąty - zasiew.

    Szósty - kiełkowanie nowej rośliny.

    Siódmy - wzrost,

    Ósmy - żniwa.

    .

    Pozdrawiam !

     

     

  21. Zobacz profil Xeper Xeper napisał/a:

    Friday, 11 March 2011, 23:42

    Czytałem :)  [choć tyle mogę]

     

    Poziomy powiadasz... Mam i ja kilka typologii ;>

  22. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 08:02

    Xeper:

    Wiem, że masz kilka typologii, jedną nawet poznałem. Dość szczegółowo.

    Cóż, w tej typologii nie wypadasz najlepiej :)

    Zatoka agnostyków chyba.

    Bo raczej już nie poszukujący.

    .

    Pozdrawiam !

  23. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 08:07

    Xeper:

    Jednakże zwróć uwagę na poziom drugi i piąty.

    Czy nie wyczerpują one tego, co wiesz o chrześcijanach?

    Chrześcijanie z przyzwyczajenia i chrześcijanie z wyboru.

    A dalsze poziomy - niewidzialne dla tego, kto do nich nie dotarł :)

    .

    Pozdrawiam !

  24. Zobacz profil Jacek Schmidt Jacek Schmidt napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 11:26

    Geoffrey - jeszcze nie czytałem całości, tylko pierwszy akapit. Przez duchowość indywidualną egocentryczną należy rozumieć specyficzny model od-protestancki typu: "Jezus - tak, Kościół - nie". Propagowany on jest wśród katolików, zwłaszcza młodzieży ale i tzw. "liberalnych", którzy traktują kwestie ortodoksji uznaniowo. Natomiast co do potrzeby indywidualnego wzrostu, rozwoju duchowego we wspólnocie Kościoła - to oczywiście zgoda.

  25. Zobacz profil Jacek Schmidt Jacek Schmidt napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 11:28

    a stopniowanie ciekawe... zabawne

  26. Monday, 11 April 2011, 11:30

    5

  27. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 12:04

    Jacek Schmidt:

    Przez duchowość indywidualną egocentryczną należy rozumieć specyficzny model od-protestancki typu: "Jezus - tak, Kościół - nie".

    Dokładnie.

    Według mnie to jest pewien konkretny stopień rozwoju ( tu: szósty).

    Jeśli taka osoba rzeczywiście pójdzie po linii Jezus-tak, i zacznie na serio realizowac zalecenia Ewangelii, szybko odkryje, do czego Kościół może się jej "przydać".

    Że to skupisko ludzi, którzy wcześniej szli tą samą drogą.

    .

    Stopniowanie... zabawne?

    .

    Pozdrawiam !

     

  28. Monday, 11 April 2011, 12:59

    Geoffrey

    Mój komentarz to nie koniecznie polemika. Wydaje mie się, że tak, jak każdy człowiek jest inny, jako "gleba pod zasiew", tak też wzrastanie do pełni wiary u każdego przebiega inaczej. Wyszczególnione przec Ciebie elementy duchowości często się ze sobą splatają, bez naszej woli. Stwierdzenie, że akurat osiągnąłem najwyższy ósmy poziom nie będzie prawdziwy, gdy w nieprzewidzianych okolicznosciach pojawią się elementy "z niższej półki".

    Można do tego celu, określenia poziomu duchowego, zastosować gradację agrarną, ale systematyka poziomów od pierwszego do ósmego, jako bardziej czytelna, lepiej do mnie przemawia. Nie próbowałem jeszcze dokładnie analizować, na który poziom się wspiąłem. Tak "na oko" najbliższy jest mi poziom siódmy, z niektórymi elementami poziomu ósmego, ale przypisana poziomowi szóstemu swiadomość własnej grzeszności nie chce ustąpić z sumienia. Pewnie tak ma być, że moc w słabosci się doskonali. Dlatego staram się zachować pełną świadomość swoich słabości.

    Pozdrawiam !

     

  29. Monday, 11 April 2011, 20:02

    Witam Autora i komentatorów po długiej przerwie.

     

    @Goefffrey

    Bardzo ciekawa klasyfikacja. Niskie ukłony.

     

    Brakuje mi jednak miejsca dla tych, którzy przeżywają różnego rodzaje noce, oschłości itd. (Świadomie nie próbuję dokładniej klasyfikować). Gdzie byś ich umiescił?

    Może później sprówbuję napisać coś o sprawach szczegółowych.

    Ewagriusz

  30. Zobacz profil Marek2200 Marek2200 napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 20:09

    Ewagriusz w nowym wcieleniu? Witamy!

  31. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 22:04

    Witam serdecznie, Ewagriuszu !

    Miło Cię tu widzieć.

    Brakuje mi jednak miejsca dla tych, którzy przeżywają różnego rodzaje noce, oschłości.

    Myślę, że kryzysy, złe dni, noce, dołki itd zdarzają się w każdym procesie, na każdej drodze. Ich występowanie jest normalną koleją rzeczy, jeśli tylko nie prowadzi do zawrócenia z drogi.

    Poza tym, jeśli ktoś doświadcza nocy, to znaczy, że zna już dzień i światło Bożej obecności.  Nie czuje rozłąki ktoś, kto nie zaznał spotkania. Zatem co najmniej poziom szósty.

    .

    Pozdrawiam !

     

  32. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 22:12

    Kazimierzu,

    Chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że ja tu tylko opisuję poziomy, nie rozważam, "jak dojść" na nie. Samo zdanie "osiągnąć poziom" ma w sobie coś z fałszu, bo to nie jest wspinaczka, ani gra komputerowa, którą o własnych siłach możemy "przejść".

    Już poziom szósty - spotkanie z Bogiem - wymaga obu stron - Boga i człowieka. To Łaska, nie samodzielne osiągnięcię człowieka. Tym bardziej wyższ poziomy są już realizacją Bożego scenariusza, nie naszego "samorozwoju".

    .

    Co do terminologii agrarnej - jest mi bliska ze względu na przypowieść o siewcy i o winnicy. Jest ponadczasowa. Moja klasyfikacja, choć bardziej umocowana w dzisiejszych czasach,  za chwilę spadnie z głównej i nic po niej nie zostanie :)

    .

    Pozdrawiam !

  33. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 22:20

    Ewagriuszu,

    Jeszcze jedna refleksja w sprawie "rozwoju" i nocy.

    Trafiłem ostatnio na tekst, w którym jest wyjaśnienie, że poznając Boga, odtwarzamy historię Zbawienia w odwrotnej kolejności. Jak archeolog, "odkopujemy" kolejne "warstwy" Boga. Na początek stykamy się z Duchem Świętym i Jego darami ( to łatwe, bo są wszechobecne), potem odkrywamy ( i naśladujemy) Chrystusa i Jego drogę, naukę i Ofiarę, a na końcu stajemy przed Niepoznawalnym, przed Ojcem. I nic w tym dziwnego, że ludzki umysł przed Nim odczuwa zagubienie i ciemność, bo nie mamy szansy naszym rozumem Go objąć.

    .

    Pozdrawiam !

  34. Monday, 11 April 2011, 22:34

    Przyszło mi jeszcze do głowy, że może należałoby dopisać dwa poziomu "ujemne". Pierwszy, kiedy neguje się nawet rzeczywistość stworzoną (jakieś formy nihilizmu, negacja samego pojęcia natury), a jeszcze najgłębiej - swiadome uznanie i wybór osobowego zła: satanizm. Świadomy, podkreślam.

     

    I jeszcze jedno. Sadzę, że w rozwoju bardzo pomaga swiadomość wolność. Mogę wybrać, co chcę. I co z tego, że "wszyscy" tak myślą, że ojcowie i dziadowie... Mogę, widzę, że i gdzie indziej sa sensowne propozycje, na przykład buddyzm. Niechby i ta wolnośc była "hippisowska" i niedojrzała. Ale bez takiego etapu nasze dojrzewanie bbędzię, jak mi sie wydaje, kruchsze, mniej ugruntowane, bardziej obawiające się nie tylko konfrontacji co dialogu.

    Kto jest autorem tej interesującej, "archeologicznej" koncepcji życia duchowego?

    I jeszcze jedno. Jestem dość ostrożny w stosowaniu, takim wprost, owej - i wszelkiej innej - klasyfikacji. I to nie tylko dlatego, że mi w tej chwili wychodzi poziom pierwszy. Może jest tak, że życie duchowe dzieli sie na systematyczny rozwój, totalną klapę i drugi, nowy etap zycia "Duchem", a nie "Prawem"?

     

    No, wystarczy.

  35. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Wednesday, 11 May 2011, 01:04

    Ewagriuszu.

    Co do poziomów ujemnych - nie bardzo chciałem się skupiać na tym, co kto wybiera. Raczej na samym fakcie świadomego wyboru. Jeśli uczciwe poszukiwania doprowadziły kogoś do buddyzmu, to jest to poziom piąty. Tylko obawiam się, ze dalej nie pójdzie....

    .

    Dojrzewanie i świadome dokonanie wyboru jest jak najbardziej potrzebne i ważne. Chyba to zaznaczyłem w punkcie trzecim.

    .

    Co do złego - szczerze mówiąc, nie znam nikogo, kto wybrałby go dobrowolnie. Raczej wchodzi on w duchową pustkę, jest panem świata: pieniędzy, zazdrości, pożądliwości, agresji, kłamstwa.  A to jest poziom pierwszy. Myślałem, czy nie nazwać tego poziomu zerowym. Ale numeracja byłaby dziwna - od 0 do 7.

    .

    Z koncepcją "archeologiczną" spotkałem sie u Evdokimova. Ale on też chyba kogoś cytował.

    .

    Jestem dość ostrożny w stosowaniu, takim wprost, owej - i wszelkiej innej - klasyfikacji.

    Ja też. Powtarzam, że to uproszczenie, w dodatku subiektywne. Ale w dyskusji i w "diagnozie" klasyfikacja może być pomocna.

    Może jest tak, że życie duchowe dzieli sie na systematyczny rozwój, totalną klapę i drugi, nowy etap zycia "Duchem", a nie "Prawem"?

    Aby zaistniał systematyczny rozwój, trzeba bodźca. Człowiek musi chcieć się zmienić. To nawrócenie. Najpierw trzeba przyjąć Słowo, potraktowac je poważnie ( u mnie poziom 6), a potem zacząć działać, pracować nad sobą ( poziom siódmy).

    Totalna klapa zaś, to niepowodzenie i powrót do poziomu niższego.

    Życie "duchem", gdy nie jest poparte formacją, pracą nad sobą, kończy się zazwyczaj powrotem do starych przyzwyczajeń. Wiem coś o tym.

    Duch, uczucia, piękne słowa, wzruszenia, postanowienia  - to nie wystarcza. To poziom emocji, "motyli w brzuchu", zachwytów intelektualnych i eststycznych. Ale póki nie będzie pracy, potu i zmęczenia, człowiek kręci sie w kółko, i szybko wypala mu się duchowe paliwo. To poziom szósty.

    .

    Pozdrawiam !

  36. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Wednesday, 11 May 2011, 01:07

    Jeszcze raz, z rozróżnieniem cytatów :)

    Co do poziomów ujemnych - nie bardzo chciałem się skupiać na tym, co kto wybiera. Raczej na samym fakcie świadomego wyboru. Jeśli uczciwe poszukiwania doprowadziły kogoś do buddyzmu, to jest to poziom piąty. Tylko obawiam się, ze dalej nie pójdzie....

    .

    Dojrzewanie i świadome dokonanie wyboru jest jak najbardziej potrzebne i ważne. Chyba to zaznaczyłem w punkcie trzecim.

    .

    Co do złego - szczerze mówiąc, nie znam nikogo, kto wybrałby go dobrowolnie. Raczej wchodzi on w duchową pustkę, jest panem świata: pieniędzy, zazdrości, pożądliwości, agresji, kłamstwa.  A to jest poziom pierwszy. Myślałem, czy nie nazwać tego poziomu zerowym. Ale numeracja byłaby dziwna - od 0 do 7.

    .

    Z koncepcją "archeologiczną" spotkałem sie u Evdokimova. Ale on też chyba kogoś cytował.

    .

    Jestem dość ostrożny w stosowaniu, takim wprost, owej - i wszelkiej innej - klasyfikacji.

    Ja też. Powtarzam, że to uproszczenie, w dodatku subiektywne. Ale w dyskusji i w "diagnozie" klasyfikacja może być pomocna.

    Może jest tak, że życie duchowe dzieli sie na systematyczny rozwój, totalną klapę i drugi, nowy etap zycia "Duchem", a nie "Prawem"?

    Aby zaistniał systematyczny rozwój, trzeba bodźca. Człowiek musi chcieć się zmienić. To nawrócenie. Najpierw trzeba przyjąć Słowo, potraktowac je poważnie ( u mnie poziom 6), a potem zacząć działać, pracować nad sobą ( poziom siódmy).

    Totalna klapa zaś, to niepowodzenie i powrót do poziomu niższego.

    Życie "duchem", gdy nie jest poparte formacją, pracą nad sobą, kończy się zazwyczaj powrotem do starych przyzwyczajeń. Wiem coś o tym.

    Duch, uczucia, piękne słowa, wzruszenia, postanowienia  - to nie wystarcza. To poziom emocji, "motyli w brzuchu", zachwytów intelektualnych i eststycznych. Ale póki nie będzie pracy, potu i zmęczenia, człowiek kręci sie w kółko, i szybko wypala mu się duchowe paliwo. To poziom szósty.

    .

    Pozdrawiam !

  37. Wednesday, 11 May 2011, 20:07

    Na początku: @Marek2200

    Jakoś mi umknąłęś... I ja serdecznie witam.

    @Geoffrey

    Już  Cię schowano? Ech!

    Ja jednak jeszcze coś dopowiem.

    1. Kryzys, o którym pisałem, nikonicznie oznacza porażki, załamania i - co za tym idzie - upadku na niższe poziomy. Kryzys, który miałem na myśli, jest czymś innym, chyba nieuchronnym. Jest uswiadomieniem sobie z jednej strony jak "niemożliwym" zadaniem jest świętość, jak odległy jest - jednak - Bóg, jak bardzo myslimy, czujemy, oddychamy "tym swiatem", jak obcy jest dla nas "tamten". I stajemy przed wyborem: rozpacz albo nowe, głębsze zawierzenie Bogu. Taki kryzys, być może, może być rozciągnięty w czasie; moze być raczej procesem niż punktem przełomu. Natomiast kryzys "zwykły" może być z tym opisanym wyzej powiązany, ale niekoniecznie.

    2. "Życie Duchem", "Duch" to nie motylki, zachwyty czy westchnienia. To raczej, etap, kiedy to, co przyjmowałem - częciowo, niejako z zewnątrz, opornie, zaczyna działać "wewnatrz". Żeby się nie rozpisywać: "To już nie ja żyję, ale żyje we mnie Chrystus".

    3. Ja bym się jednak upierał, że zakochanie się w świecie może być różne. (I nie jest też tak prosto, że od moralności po prostu zależy, jak szybko się idzie do Boga i na którym stopniu się znajduje). Można się zachwycać światem, bedąc porządnym człowiekiem, a nie bedąc człowikiem światowym. No i pozostaje jeszcze niższy poziom, zero absolutne: pełny, świadomy satanizm.

     

    4. A buddyzm (wschodni, nie przerobiony na zachodnią modłę) jest na tyle odrębnym swiatem, że nie chcą go na razie wpisywać w Twój schemat.

    Ukłony,

    Ew.

     

  38. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Monday, 11 July 2011, 14:26

    Ewagriuszu, dziękuję za odpowiedź.

    W weekend mnie nie było, stąd opóźnienie :)

    1. Myślę, że kryzys, o którym piszesz, jest nieodłączną częścią drogi chrześcijanina. Nie da sie iść łatwo i przyjemnie, zawsze nasze złudzenia o Bogu i o sobie muszą być rozwiane, a my - coraz bardziej odarci z tego, co nam się wydaje, ze tym jesteśmy. Kościół wie o tym, przygotował nam sakramenty, medytację modlitewną, adoracje. Śpiewy zbliżające do boskiej harmonii. Nie jesteśmy na tej drodze pierwsi, choćby nie wiem jak dramatyczna nam się wydawała.

    2. "Życie duchem" rozumiałem tu w znaczeniu przeciwnym do "życia ciałem", czyli życia zatopionego w świecie codziennym. Nie wiem, czy doświadczyłeś kiedyś bardzo płodnych rekolekcji i powrotu po nich do domu. Mnie energii wystarcza na około dwa tygodnie, a potem wraccam do życia codziennego. To stare przyzwyczajenia dopominają się swych praw, wpada sie w stare, zapamiętane koleiny. I robi to ciało.

    Zatem gdy niczego nie zrobimy ze swym życiem codziennym, nie ustalimy stałej pracy nad sobą, etap szósty, etap spotkania z Bogiem, nasza góra Tabor - wcześniej czy później skończy się, wyparuje. Łaska niewykorzystana - przepada. Uczucia, przemyślenia, postanowienia - muszą być poparte pracą. I podjęcie takiej pracy uważam za wejście na poziom siódmy, za rzeczywiste nawrócenie.

    .

    3. Nie do końca rozumiem, o co Ci chodzi w tym punkcie. Oczywiście , ze można cieszyć się światem. Pierwszy poziom nazwałem przekornie "człowiekiem światowym" - to człowiek, dla którego świat jest bogiem, który żyje jak istota wyłącznie cielesna, tylko po to, by zaspokajać potrzeby ciała.

    4. Nie bardzo chcę wnikac w buddyzm, ważna w mojej klasyfikacji jest relacja człowieka do religii/filozofii, którą wyznaje. Jestem skłonny każdemu, kto uczciwie, rozumnie i samodzielnie dokona wyboru swojej drogi, przyznać status poziomu piątego.

    .

    Pozdrawiam !

  39. Zobacz profil KrisRuminski KrisRuminski napisał/a:

    Tuesday, 29 November 2011, 19:26

    Geoff, Ew.,

    przyszedłem tu dzisiaj jeszcze raz, skierowany z bloga Ewagriusza i prześledziłem całą dyskusję.

    ...

    Chciałem jeszcze uzupełnić...

    Teraz będę pisał wyłącznie na podstawie żywotów świętych. Nic z własnego doświadczenia. Może trochę z rozmów z mądrymi ludźmi.

    ...

    Otóż, na podstawie znajomości życia św. Teresy (małej), św. Faustyny, Matki Teresy, Św. Ojca Pio, wielu innych, a nawet świadectwa bł.Jana Pawła, doświadczenie ciemności wiary jest REGUŁĄ.

    Brak wiary nie jest grzechem. Brak wiary jest czymś w rodzaju skutku grzechu pierworodnego.

    Ale wytrwałość w drodze, w ciemności wiary jest zasługą.

    ...

    Jest taka piękna przypowieść o spotkaniu z Jezusem po śmierci.

    ...

    Znam ją z opowieści księdza Niewęgłowskiego, duszpasterza twórców.

    ....

    Jezus pokazuje Przychodzącemu Do Niego - cudownie namalowany obraz jego życia.

    I pokazuje ślady stóp. Zawsze, całą drogę są dwie pary stóp. 

    Z wyjątkami. Jedna z nich, wyjasnia, to moje stopy.

    I Przychodzący spostrzega, że wóczas, kiedy przechodził "ciemną doliną", kiedy przeżywał największą swą tragedię, kiedy ginął z rozpaczy, wówczas jedna para stóp nagle niknęła.

    Spogląda z wyrzutem na Jezusa i mówi: Panie, jak mogłeś!

    Kiedy było mi najciężej, Ty mnie opuszczałeś???

    Jezus patrzy na niego z uśmiechem i mówi łagodnie.

    O nie, mój kochany. Kiedy już nie mogłeś iść, brałem cię na ręce.

    >

  40. Zobacz profil Emef Emef napisał/a:

    Tuesday, 05 June 2012, 14:45

    ciekawe i mam nadzieję pomocne - pozdrawiam

  41. Zobacz profil Estera Estera napisał/a:

    Tuesday, 05 June 2012, 18:38

    Pełna humoru w swym ujęciu klasyfikacja  duchowego  pływania:) -------------------------------------------------------------------------------------------------------------Gdybym miała ten szablon przystawić do siebie,  musiałabym dokonać wielu zaprzeczeń.  Ujęłabym swoje wzrastanie od  tego, co  ujęte zostało już na końcowych etapach. Pozostanę więc  na drodze proponowanej przez Jezusa , a wyrażonej  przepięknie przez św.Jana od Krzyża w "Dziełach". ---------------------------------------------------------------------------------------------------------- Zatrzymam się przy szczegółach podanych w konkretnych punktach wzrostu duchowego, jako wędrówce wzwyż.  Choćby punkt  6  zatytułowany jako "Wierzący Bogu" jakby doświadczajacy Boga w miłości i zaznaczono tu wspólnoty protestantów i  wspólnoty charyzmatyczne.  Cóz więc może powiedzieć osoba, doświadczająca Boga poza tymi wspólnotami  i przyjmująca Go w prostocie życia codziennego? Ma ten plus,że nie doznaje  zewnętrznej egzaltacji i huśtawki  emocjonalnej, a dary pozostają  we władaniu Ducha Świętego, który organizuje czas i przestrzeń  swojego narzędzia. ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Odnowa charyzmatyczna jak dla mnie po 10letnim studiowaniu i przeżywaniu "Dzieł " Jana od Krzyża  była  w konfrontacji  z bliźnim, odkryciem w świadomości istnienia charyzmatu.  Cudownie jest, kiedy nie ma tej świadomości , bo w zasadzie MIŁOŚĆ jest celem najwyższym, w którym dokonuje Bóg swego działania.  Nie ma sensu się do czegokolwiek przywiazywać, co najwyżej poddać Jego prowadzeniu.  ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Siódmy punkt zacytuję " Dostrzega się i docenia wielowiekowe doświadczenie Kościoła, korzysta się z Jego bogactw, z praktyki naszych poprzedników." Tak , to jest ciężka praca i ofiara wielu pokoleń i  przykro byłoby to przerwać i prawdopodobnie, to trzyma prawdziwych wyznawców chrzescijaństwa przy wspólnotowym ŻYCIU, którym się wspierają , bo Pan jest wsród nich. --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Ósmy punkt "Budujący królestwo" tutaj wydaje mi się,że tak wygląda nie koniec , a początek bycia chrześcijaninem, bo w innym razie nie wzrastamy, jak tylko poprzez bliźniego. Dlatego zjednoczenie z Jezusem to droga od początku, prowadząca przez pokorę z miłości do Pana.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.