Nowy Wspaniały Świat czyli taki gdzie nie ma Boga, gdzie wszyscy ludzie żyją w obrębie jednego państwa nad którym władzę sprawuje wspaniałomyślny rząd światowy i każdy człowiek jest "wolny".
Tak po krótce, szaremu obywatelowi, a więc również i mi pokrótce, jawią się postulaty różnych współczesnych ruchów- począwszy od anarchistów po New Age. Ja zastanawiam się jednak czy taki świat faktycznie byłby taki "nowy" i "wspaniały", a przede wszystkim kim są ludzie, którzy ten świat mieliby stworzyć, bo przecież muszą oni być gdzieś pośród nas.
Wyobraźmy sobie świat w którym nie ma Boga. Pójdźmy dalej -wyobraźmy sobie świat, w którym Boga nigdy nie było- gdyby Bóg zostawiłby nas samych sobie już u zarania dziejów. Już?
Nie wiem jak Wy, ale u mnie (być może zostanę uznany za rasistę czy szowinistę, choć ja się za takiego nie uważam) pojawił się obraz wszechobecnej, afrykańskiej dziczy: szamani tańczący przy ognisku, akty kanibalizmu (żywe do dzisiaj w wielu kulturach m.in. na wyspach Karaibskich czy też bardzo popularne zjadanie płodów w Chinach) lub przysłowiowe sprzedawanie żony za krowę.
Dlaczego? A to dlatego, że gdyby na świecie nie byłoby żadnego Boga, skąd mielibyśmy wziąć swoje sumienia.
Nie żyjemy w świecie Orwellowskiej prozy, więc póki co, większość ludzi zgodnie twierdzi, że cywilizacja europejska i większość cywilizacji światowych powstało i dalej "ciągnie" lepiej, czy gorzej, tylko dlatego, że kiedyś dotarli do naszych przodków misjonarze z Biblią i zawartym w niej Dekalogiem.
Chcąc niechcąc każdy anarchista czy "new age-owiec" musi przyznać, że gdyby nie Dekalog i boski wkład w rozwój ludzkości prawodopodobnie nawet nigdy nie nauczyliby się pisać albo czytać, nie mówiąc nawet o jakimś głębszym rozumowaniu czy tworzeniu jakichkolwiek ideologii.
Być może wielu historyków, biologów, fizyków i innych naukowców powiedziałoby "nie", ale moim zdaniem nasza cywilizacja opiera się na sumieniu.
Przejdźmy do następnego punktu- rząd światowy i zniesienie pojęcia "narodu".
Intrygujące pojęcie, które zaciekawiło mnie już w okresie "wczesnego gimnazjum"- jakże kosmiczny (dosłownie) wydawał się ten pomysł! Kosmiczny dlatego, że dla mnie- jako entuzjasty wszelkiej maści literatury czy filmu z gatunku science-ficiton-od zawsze wydawało się, że zielone ludziki nie mają określonej narodowości czy pochodzenia- wszak w każdym filmie poruszony jest jeden wątek ich działalności- zawsze prowadzony wspólnie, ponad podziałami. Piękna, kosmiczna, wizja.
Ale spójrzmy prawdzie w oczy- tym co odróżnia nas od bohaterów z wyobraźni artystów jest fakt, że istniejemy naprawdę. A to już znacząca różnica. Kiedyś przeczytałem artykuł, o tym jak wspaniale żyje się rodzinom z polskich seriali- są zupełnie wolne od sporów politycznych, wydawałoby się że ich jedynym wyzwaniem jest przetrwanie "do pierwszego" w lepszy czy gorszy sposób.
Niestety (lub jak zaraz spróbuję przekonać- stety) ludzka natura jest dużo bardziej złożona, bo wracając do tematu- w największym możliwym uproszczeniu- jak taki rząd miał by funkcjonować?
Na pewno nie możliwe byłyby rządy, z jednego tylko miejsca.
Kilka miliardów ludzi i tak wielkie terytorium po prostu są nie do zarządzenia przez scentralizowaną władzę. Powiedzmy więc, że każdy kontynent miałby swojego, dajmy na to, komisarza.
Za mało!
Współczesna geografia polityczna, jak i najzwyczajniejszy rozsądek uczy, że trzeba organy władzy sprowadzić do dużo mniejszych jednostek- powiedzmy, w naszym Nowym Wspaniałym Świecie- "prowincji" (za przykład weźmy Stany Zjednoczone z ich stanami).
I co? Jeżeli dotrwałeś do tego miejsca (tak, wiem- nie jestem najlepszym pisarzem) to pewnie już wiesz co mam na myśli- wróciliśmy do punktu wyjścia -znowu mamy rządy lokalne, władzę nad głową itd.
Albo z puntku widzenia braku podziałów ludzkości...wróć- jakiego braku podziałów? Ludzie i tak będą podzieleni "z urzędu", bo zawsze ktoś będzie miał żółty kolor skóry a ktoś inny biały, zawsze ktoś będzie z Afryki (pomijając czy będzie osobnym państwem czy jakimkolwiek innym tworem) a ktoś z Europy- każdy człowiek ma to zapisane w głowie-chcąc nie chcąc będzie się identyfikował z pewną większą czy mniejszą grupą. Walka z tym, to jak walka z myśleniem w ogóle- chyba, że tak by miał wyglądać ów Świat...
Wróćmy do porównania z science-fiction. Wspomiałem, że w tego typu dziełach kontakt z obcymi cywilizacjami opiewa zazwyczaj jakiś jeden konkretny wątek- w tym momencie są one zjednoczone i nie sposób dojrzeć podziałów. Widzimy jednak, że ludzka natura jest dużo bardziej złożona, a życie nie jest jak jeden epizod- to powieść z wieloma wątkami.
Porówanie siada i dziękuje za uwagę.
Wolność. Temat od zawsze palący. Nie pomogły rewolucje, nie pomogły wojny- zawsze wracaliśmy do statusu quo. Tutaj jednak pojawia się jakiś cichy głos, w sumie niewiadomo dlaczego, ale dochodzi z... kościołów?! Dlaczego ludzie mieliby znajdywać wolność w Bogu? Przecież Bóg i religia to tylko system nakazów i zakazów!
Nakazów i zakazów z których ludzie często rezygnują, ale jeszcze częściej przyjmują je z własnej woli. Ludzie wierzący, oczywiście wiedzą, że religia nie jest przywołanym wyżej systemem: "białe-czarne", ale dla reszty odpowiedzią niech będzie cytat ze św. Pawła, albo nawet dla czytającego anarchisty, nazwijmy go po prostu, neutralnie- Pawłem z Tarsu: "Wszystko wolno, ale nie wszystko buduje" [1 Kor.10;23].
Więc człowiek religijny jest zupełnie wyzwolony- posiadł wszak wiedzę, która pozwala mu odróżnić zniewolenie od wolności.
I teraz wracamy do punktu wyjścia całego artykułu.
Czy Nowy Wspaniały Świat jest możliwy? Pewnie mógłby istnieć przez rok albo dwa, ale byłby wspaniały tylko z nazwy. Wydaje mi się, że raczej przypominałby piekło na ziemi, a ludzie tworzący go...stop... a może bez sumienia nie mielibyśmy do czynienia z ludźmi?
Więc raczej zadajmy pytanie czy jest sensowny? Czy ta idea, sama w sobie, ma jakiś sens? Ehm... moim skromnym zdaniem, które próbowałem Wam przedstawić przez jakieś pół godziny redagowania tego tekstu:
Nie.
Więc po co to wszystko? A no właśnie... nie po raz pierwszy ktoś próbuje zawładnąć umysłami ludzi "piękną", utopijną wizją.
Ciekawostką niech będzie, że z greckiego utopia czyli "ou topos" znaczy "miejsce, którego nie ma".
[Jest jeszcze drugie tłumaczenie-od "eu topos" czyli "dobre miejsce"-wydaje mi się jednak, iż skutecznie wskazałem iż idea lansowana przez wielu współczesnych ludzi, raczej nie miałaby wiele wspólnego z dobrem.
Thursday, 02 August 2012, 09:33
Thursday, 02 August 2012, 09:40