Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl
Wiejski Organista

Muzyka liturgiczna w Kościele Rzymskokatolickim w Polsce - wstęp

kategoria: Muzyka

Dodano: Tuesday, 21 February 2012, 21:59

Artykuł to wstęp do cyklu o dziadostwie akceptowanym przez polskie duchowieństwo, a także (a może przede wszystkim) przez wiernych polskiego Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Oczywiście to subiektywne spojrzenie, wypaczone jeszcze opisami innych kolegów organistów.

Od 18 lat jestem organistą w Kościele Rzymskokatolickim (KRK) w Polsce. Pracuję sobie na Podhalu do którego przylgnęła nazwa "katolickie" i tak już zostało. Katolicyzmu u nas jest tyle samo co w reszcie kraju, więc nie wiem dlaczego z uporem maniaka próbuje się udowadniać że jest tu lepiej. Ale to taka dygresyjka. Przez te 18 lat pracowałem w trzech wiejskich parafiach od bardzo małej do dość dużej. Z dość dużej pochodzę i w niej gram obecnie. Jeśli ktoś bardzo chce wiedzieć gdzie pewnie znajdzie odpowiedź w sieci, jeśli nie, może napiszę to później.

Odebrałem wykształcenie potrzebne do tej pracy szkoląc się najpierw prywatnie u jednego z organistów w okolicy, następnie ukończyłem Archidiecezjalną Szkołę Organistowską w Krakowie. Skończyłem także studia wyższe na UŚ w Cieszynie na kierunku "wychowanie muzyczne". Teoretycznie miałem więc wszelkie uprawnienia do grania w parafiach mniejszych i większych w całej Polsce. Teoretycznie, gdyż praktycznej wiedzy jak grać poprawnie nie wyniosłem w całości ze szkoły, tam dano mi podstawy, jednocześnie jednak zamykając mnie w dość skostniałym sposobie grania. Na szczęście mamy internet a w nim forum organowe, z którego wyniosłem duży zasób potrzebnej wiedzy, pozwalający na wyprostowanie pewnych przegięć, które nieświadomie przenosiłem na grunt pracy w parafii.

Czemu tyle o sobie? Żebyście drodzy czytelnicy zrozumieli, że nie jestem ideałem ani wyrocznią, ale dość dobrze poznałem blaski i cienie mojego zawodu i związanych z nim problemów. A jest ich masa.

Do zaczęcia pisania na ten temat skłoniły mnie wpisy w sieci na temat ostatniego listu kardynała Dziwisza - często kompletnie nierozumiejące istoty listu a także wypowiedź kard. Mauro Piacenza - Prefekta Kongregacji ds. Duchowieństwa, że "Za mało jest muzyki sakralnej". Czarę przelała dyskusja na temat listu na forum organowym, która pokazała, że i po naszej stronie - organistów - mnóstwo jest ludzi nierozumiejących istoty problemu i nie dostrzegających, że muzyka w liturgii nie koniecznie ma być taka jak my chcemy

Ale po kolei.
Zacznijmy od truizmu. W naszym społeczeństwie od kilku lat systematycznie olewa się kulturę wysoką. Instalacje o obieraniu ziemniaków budzą zachwyt krytyki a klasyczną sztukę po prostu wyrzuca się ze świadomości ludzi już w podstawówce. Dzieci nie śpiewają, no chyba, że popłuczyny "Idoli" wkładane im do głów przez producentów.
 
Internet i TV zabiły także coś, co może w mieście nie było tak widoczne, ale na wsiach kwitło: więzy międzyludzkie i życie towarzyskie. Takie proste sprawy jak schodzenie się przy okazji różnych imprez rodzinno-społecznych i wspólne śpiewanie (nie po pijaku) po prostu zanikło. W ten sposób muzyka stała się kolejnym sposobem na zapychanie kieszeni co bardziej kumatych producentów i produktem o konsystencji papki, który należy sprzedać.
 
Przeniknęło to także do Kościoła. Tak jestem przeciwnikiem scholek-pierdołek z gitarkami, mszy beatowych czy jazzowych czy jakich tam jeszcze. Ale nie przeciwnikiem totalnym. Rozumiem od niedawna, że być może do części ludzi nie trafia moje granie, wolą gitarki, nie sprzeciwiam się więc jeśli jakaś zamknięta grupka chce sobie taka mszę urządzić. Jednakże fakt istnienia tych zjawisk nie wynika z - jak to się ładnie dziś określa - tego, że "czasy się zmieniły". To założenie jest błędne. Czasy może mamy wariackie, ale wiara i liturgia od wieków są takie same. To my rozmieniliśmy się na drobne albo zagubili w określeniu co jest normalne (czyli spełniające normę). Zapomnieliśmy czym jest liturgia mszy św., wbito nam do głowy, że kościół to my, więc ma być taki jak my chcemy, a skoro Kościół ma być taki, to z czasem przenieśliśmy to na całą wiarę i praktykę liturgiczną.
Pęd czasu, tzw. "postęp" sprawił, że nie umiemy się już zatrzymać i pomyśleć. A i ludzie dookoła raczej nie chcą abyśmy to robili. Bo myślenie jest potężną bronią: mogłoby się okazać, że tzw "opinia publiczna" to fikcja, a Kościół ma jednak rację z tym swoim trwaniem.
 
Jak to się ma do muzyki liturgicznej i do mojej i kolegów pracy. Ano dość prosto. Skoro każdy może sobie wyrażać opinię o Kościele i Liturgii a wszystkie te opinie mogą być równorzędne to dochodzimy do sytuacji, w której nie ma autorytetów mówiących dlaczego tak a nie inaczej. Zaczyna się formułowanie własnych prawd i własnych racji, "najmądrzejszych". I zaczyna się najazd na organistów, na tych co nie godzą się na wtręty świeckie, nawet tak pobożne jak słynne „Ave Maria” Bacha, które nijak nie pasuje do liturgii ślubnej. Argument, że ładne jest rewelacyjny, uwielbiam go słuchać. Zawsze wtedy proponuję „What a wonderfull world” Armstronga – prawda jakie piękne także? Bach nie napisał zresztą Ave Maria. Napisał wprawkę, ćwiczenie, do którego Gounod dopisał melodię. (w dużym skrócie)
 
Spotkałem się ze zdaniem, że do kogoś nie trafia śpiew tradycyjnych pieśni, woli gitarki. Zapytałem czy kiedykolwiek śpiewał na maksa podczas mszy. Głośno, z zaangażowaniem, nie słuchając fałszów organisty. Słowem czy dał z siebie wszystko. Nie. I nie będzie próbował, bo go to nie rusza i już. Takie podejście widzę często. Liturgia jest żywa, piękna, i nie po to jest sztywna reguła doboru śpiewów, że komuś się tak podoba. Muzykę gitarową, bębenkową mamy na co dzień, od święta jest inna forma.
 
Mało tego, dość jasno widać, że ludzie, którzy zaczynają takie eksperymenty z czasem przeradzają się w grupę wzajemnej adoracji. Bo cała reszta niezainteresowanych zaczyna mieć w nosie nowości. Coś podobnego stało się z Nową Mszą posoborową i co mamy dziś? Powrót do tradycyjnej liturgii przedsoborowej, bo rozwalenie mszy przez nowości, złą interpretację dokumentów soborowych i puszczanie ludzi na żywioł, dodawanie swojego tekstu do mszału, sprawiło że gdzieniegdzie msza już nie jest mszą. Stała się przedstawieniem.

Zapomnieliśmy czym jest msza święta. Zapomnieliśmy, że przychodzimy dziękować Bogu - słowo eucharystia z greckiego znaczy "dziękuję". Zapomnieliśmy, że nie my mamy ustalać co nas rusza, co nie. Dokumenty napisane przez ludzi, którzy z pewnością problem muzyki przetrząsnęli dokładniej od każdego organisty czy animatora precyzują dokładnie co i jak grać. Wystarczyło by zaufać. Ale z zaufaniem u nas ciężko.

Pewnie w komentarzach będą różne opinie: proszę tylko o nie odnoszenie się do mnie osobiście. Z argumentami mogę dyskutować, z idiotyzmami i inwektywami nie bardzo.

A w następnym odcinku pasjonujące wyjaśnienie zagadki dlaczego organiści grają tak paskudnie (przynajmniej niektórzy) ;)

Odsłon: 583



Komentarze: 18

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil OrthoCatho OrthoCatho napisał/a:

    Wednesday, 22 February 2012, 07:38

    Witam, fajnie się zaczyna:) A estetyka Mszy ma duże znaczenie. Dlatego ludzie lubią te "gitarkowe" - nie bo są nowocześniejsze, tylko staranniej opracowane! Pozdrawiam

  2. Zobacz profil Salvatore Salvatore napisał/a:

    Wednesday, 22 February 2012, 12:12

    Dobrze kombinujesz :)  Bogu oddajemy poprzez liturgię należną mu chwałę to jest głowny cel.

  3. Zobacz profil loaf04 loaf04 napisał/a:

    Wednesday, 22 February 2012, 14:17

    +++

  4. Zobacz profil M4REK M4REK napisał/a:

    Wednesday, 22 February 2012, 22:12

    Będzię bardziej ostro i całkowicie szczerze, ale bez nazwisk i epitetów (choć do niedawna uważałem, że się nie da)

  5. Zobacz profil Meret Meret napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 11:00

    Przed zamknięciem OFO sporo je czytałem. Bardzo rozwinęło moje zainteresowania organowe, ale też spojrzenie na muzykę kościelną. Rozumiem wszystkie tezy wpisu... Na Mszy często (a może aż za często) zwracam uwagę na jakość muzyki, wybieram kościoły z porządnymi organistami, a scholki omijam. To jest jakoś tak bliżej Boga. Fronda jest świetnym miejscem na przedstawienie wzmiankowanego cyklu. Właśnie tutaj redaktorzy sprzeciwili się listowi kard. Dziwisza, argumentując to jakąś nową ewangelizacją itp. Czekam na więcej. Komuś może coś w głowie zostać.

  6. Zobacz profil Piano Piano napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 13:32

    fakt , muzyka bardzo pomaga w przeżywaniu sacrum  ,  dobra pieśń na mszy , którą znają i starsi ( nie tylko oazowcy czy dzieci ze scholki) również może rozruszać  pierś a za tym i  serce, przecież odważnie , pełną piersią zaśpiewana pieśń religijna ma wartość modlitwy.

    Do tego nie potrzeba  angażować instrumeentów , wystarczy odpowiednio zachęcić parafian ( rola kapłana), niestety  bez stanowczej zachęty sami z siebie ludzie się wstydzą wyraźniej śpiewać (jednak na słowa powstańmy , czy klęknijmy reagują szybko- obserwacje z "mojego kościoła")))

  7. Zobacz profil Miriam z Magdali Miriam z Magdali napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 14:36

    _Jest wiele prawdy w tym co piszesz /choć trochę za ostro/. Każdy element Mszy Świętej powinnien być starannie przygotowany, także muzyka i śpiew / nie odegranie, odśpiewanie czy sentymentalne zawodzenie a co najgorsza fałszowanie/. To powinna być MUZYKA na miarę Miejsca i Osoby Trójcy Przenajświętszej. I zgadzam się, ze gitarą można chwalić Pana w codzienności i jesli z serca popłynie, to zapewne Bogu miłą taka muzyka będzie. Natomiast skoro istnieje nurt w muzyce zwany sakralnym, nalezy z niego czerpać i to z najwyższego segmentu, zarówno muzyki jak i formy śpiewu, bo Bóg na to zasługuje. Poza tym to otwiera człowieka na głębsze, pełniejsze doświadczenie Divinum.

    __________

    Pamiętam jak wielkie wrażenie podczas jednej z Mszy Św. zrobiło na mnie i mężu dwóch ok. trzydziestoletnich mężczyzn, którzy siedzieli przed nami i śpiewali pieśni i modlitwy.... ale jak oni śpiewali.... To było jak wyznanie wiary, silne, mocne, proste, bez zawodzenia, czyste i piękne. Od razu było widać, że wiarę traktują na poważnie, niczym rycerze, którzy śpiewem ślubują miłość i wierność Bogu.

    ________

    Żal także nie wykorzystania talentów chórów i piękna chorałów gregoriańskich podczas niedzielnych Mszy.

  8. Zobacz profil Stefan Żeromski Stefan Żeromski napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 19:13

    "Powrót do tradycyjnej liturgii przedsoborowej, bo rozwalenie mszy przez nowości, złą interpretację dokumentów soborowych i puszczanie ludzi na żywioł, dodawanie swojego tekstu do mszału, sprawiło że gdzieniegdzie msza już nie jest mszą. Stała się przedstawieniem." Niemniejszym przedstawieniem była msza przedsoborowa po łacinie, kiedy nik nic nie rozumiał. "A wiara rodzi się z tego co się słyszy", więc pasowałoby rozumieć. Uważam, że nie ma znaczenia, na czym gra się na liturgii. Ani gitar, ani organy nie są spóścizną po pierwszych chrześcijanach. Tak jak jest dużo tandetnej twórczości współczesnej, tak samo dużo jest bylejakości w tradycyjnym śpiewie liturgicznym. Wyłuszczmy to co było dobre w starym i skożystajmy z nowych form wyrazu, byle ku chwale Bożej

  9. Zobacz profil Kaspian Kaspian napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 19:44

    Całe szczęście że Episkopat Polski wyraźnie pozwolił na dopuszczenie do Mszy Świętej instrumentów innych niż organy. Tyle. I nie, nie tylko na Mszy zamkniętej wspólnotowej, ale także na ogólnej. A jak ktoś nie lubi scholek, to niech je po prostu omija, zamiast działać jak osoba z syndromem piętnastoletniego oazowicza.

  10. Zobacz profil Dźwiedź Dźwiedź napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 20:07

    "Bębny, cytry, harfy". W Piśmie Świętym nie ma organów:)

     

    Moje osobiste spotkanie z Bogiem odbyło się we Wspólnocie, w której głównym instumentem, także podczas mszy, były gitary. Taką miałem wtedy wrażliwość.

    Gdybym wtedy Go nie spotkał, być może dziś określałbym się jako deista.

    Dziś rozumiem muzykę organową. Wtedy nie docierał do mnie jej język. Dopiero po nawróceniu zacząłem ją powoli rozumieć:)

     

    Pewnie nawróceni z pogaństwa Grecy niejeden hymn wygrywali na kitarach:)

     

  11. Zobacz profil Chcący Chcący napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 21:06

    @StefanŻeromski NIe tylko język jest formą wyrażania sensów.  @Kaspian  NIe chodzi o to, by nam było dobrze w zamkniętym kręgu, ale by uchronić bliźnich przed procesem trudno zauważalnym dla tych, co go przechodzą- przed procesem desakralizacji.  Co gorsza. NIektórzy w takim czymś się narodzili- i dla nich o świętości decyduje tylko nazwa, którą mylnie uznaje się za tożsamą z intencją. Tak więc zdaje nam się- bo to mnie też dotyczyło- że elementy kultury wystarczy uznać za święte przez nazwanie- by były święte. Nie rozumiemy, że one musza się jakoś wewnętnie przemienić- by ich struktura wyrażała  sens święty. Przykładowo muzyka nie staje się sakralną, jak nam się zdaje, przez nazywanie jej taką- co uznajemy za synonim intencji. żeby muzyka stała się sakralną- jej wewnętrzna struktura- sposób prowadzenia lini melodycznej, rytmika, harmonia- muszą w pewien sposób wyrażać przymioty świętości. Te przymioty są definiowane zależnie od religii- bo religie te różnie, często sprzecznie definiują samą świętość. Ale istnieją również wspólności podzielane przez różne religie. Tak więc w chrześcijaństwie Jedynie Święty Jest Bóg. Jest on Wszechmogący i ponadczasowy- dlatego muzyka sakralna chrześcijańska stara się poakzać tą pozaczasowość przez rozciągłość dźwięków, przez niepodkreślanie zbytnie rytmiki. Ono zawsze będzie, bo nie możemy się na ziemi wyzwolić z czasu... To taki przykłąd trzeba dalej... 

  12. Zobacz profil Bartolucci Bartolucci napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 21:59

    @Chcący, Przyjacielu miły, demonizowanie rytmu to ślepa uliczka. Kibicuję Twoim poszukiwaniom. Pozdr B.

  13. Zobacz profil Kaspian Kaspian napisał/a:

    Friday, 24 February 2012, 01:14

    Piszesz: "Dokumenty napisane przez ludzi, którzy z pewnością problem muzyki przetrząsnęli dokładniej od każdego organisty czy animatora precyzują dokładnie co i jak grać. Wystarczyło by zaufać. Ale z zaufaniem u nas ciężko." To zastosuj się do własnej rady. Cytuję: "Instrukcja Episkopatu Polski o muzyce liturgicznej po Soborze Watykańskim II" 29. Poza organami wolno używać w liturgii innych instrumentów z wyjątkiem tych, które są zbyt hałaśliwe lub wprost przeznaczone do wykonywania współczesnej muzyki rozrywkowej. Tyle.  A Twoja odpowiedź jest właśnie typowym objawem tego co nazwałem "syndromem piętnastoletniego oazowicza". Co oczywiście dotyczy nie tylko oazowiczów ale wszystkie wspólnoty. Trafia taki do (ok, żeby zejść z oazowiczów to niech będzie) do Odnowy, przeżywa nawrócenie, pierwszy raz w życiu "na serio" spotyka Jezusa. I super. Tylko potem wychodzi taki, i wydaje mu się że ponieważ on się nawrócił w Odnowie to znaczy że Odnowa jest najlepsza, że jak się modlić to tylko własnymi słowami a cała reszta to tylko "klepanie różańców" i właściwie to najlepiej tego zakazać, że każdy kto nie przeżył wylania Ducha Świętego to gorszy gatunek chrześcijanina, że modlitwa to tylko charyzmatyczna i tak dalej i tak dalej. Chodzi po forach internetowych i pisze elaboraty na temat dlaczego Oazę należałoby rozwiązać i przymusowo wcielić do Odnowy, tak samo Neokatechumentat oraz grupy tradycyjne. W dojrzałych wspólnotach ludzie zdają sobie sprawę z tego zjawiska, i taki entuzjazm neofity jest hamowany. Tłumaczy się takim ludziom że babcie z kółka różańcowego wcale nie są gorsze, i nie trzeba ich ciągać na Odnowowe uwielbienia. Że nie bez powodu w Kościele jest tak wiele różnych wspólnot, cała masa zakonów zamiast jednego, że nie istnieje jeden najlepszy rodzaj duchowości. Zwykle mija po roku. Tylko, z jakiegoś powodu tzw. 'tradsi' nie są w stanie sobie przyswoić tej elementarnej lekcji. Oni najchętniej by zakazali NOM, zakazali wszystkiego poza organami, zakazali wszystkiego poza łaciną w kościele. Bo do nich przemawia taki rodzaj duchowości, taki rodzaj oddawania czci Bogu, więc powinien odpowiadać każdemu i basta! I oczywiście zwyczajna wymówka że Msza nie nam ma się podobać tylko Bogu. HALO! Msza Święta nie jest naszym darem dla Boga, tylko Bożym darem dla nas, który NAS ma prowadzić do zbawienia, który NAS ma otwierać na Boga, i do niego przybliżać. Bogu nasze Msze są ABSOLUTNIE I CAŁKOWICIE DO NICZEGO NIEPOTRZEBNE. Więc jeżeli Tobie Msza trydencka z organami i w niezrozumiałym języku bardziej pomaga w zbliżeniu się do Boga to nikt ci nie zabrania na nią chodzić, ba! byłoby ekstra gdyby Msza trydencka była bardziej powszechna, i gdyby ludzi zachęcać żeby "spróbowali"! Tylko nie próbuj jak ten neofita oazowiec wszystkich zmuszać do przyjęcia twojej jedynie słusznej opcji i zakazywać wszystkiego innego.

  14. Zobacz profil Kaspian Kaspian napisał/a:

    Friday, 24 February 2012, 01:16

    @Dźwiedź błagam, powiedz jak zrobiłeś że masz akapity w tekście. Mi to forum zjada wszelkie formatowanie które pracowicie wstawiałem, i przemienia post w ścianę tekstu...

  15. Zobacz profil Salvatore Salvatore napisał/a:

    Friday, 24 February 2012, 08:18

    Kaspian - polecam Ci dwie lektury "Duch Liturgii" wtedy jeszcze kardynała Ratzingera oraz "Historia Mszy św. " Pawła Milcarka. No i zapoznaj sie z dokumentami SVII na temat jezyka liturgii oraz śpiewu i muzyki kościelnej. Później możemy podyskutować.

  16. Zobacz profil Williams Williams napisał/a:

    Friday, 24 February 2012, 08:39

    Szanowny M4RKU - piszesz ciekawie i tylko dwie rzeczy są w Twoim tekście przesadzone.

    Otóż są to niepotrzebna krytyka Vaticanum II gdzie wprowadzono obecny kształt Mszy Swiętej oraz niepotrzebnie czepiasz się "scholek-pierdołek".

    Obecna Msza posoborowa nie jest w niczym gorsza od tej przedsoborowej.

    Zaś co do scholek to już Dźwiedź (g.20:09) napisał jak istotna może być ich rola.

    Sądzę, że problemem nie jest obecność "scholek-pierdołek" ale proporcje tej obecności wobec tzw. sztuki wysokiej.

    Po prostu schole i granie lekkie na gitarkach powinny być wstępem do muzyki wysokiej i mieć właśnie rolę wprowadzającą do sztuki wyższej (zgodnie z tym co napisał Dźwiedź). Sama ich obecność nie jest złem. W końcu kazdy chwali Boga jak potrafi i myślę, że Bóg nie odrzuca "scholek-pierdołek" ale jeśli płyną one z serca to się On tylko uśmiecha i nie krytykuje.

    Natomiast napewno Bóg oczekuje od nas żebyśmy podnosili swój poziom - także ten muzyczny, i nie pozostali TYLKO I WYŁĄCZNIE przy gitarach i lekkich śpiewach oazowych.

    Reasumując powiem Ci, że nie uważam aby była sprzeczność między muzyką lekką a wysoką w Kościele. Każda z nich powinna mieć swoje miejsce i powinny wzajemnie się uzupełniać. Zaś przyznaję Ci rację o tyle, że muzyka wysoka powinna być szczytem przeżyć muzycznych i nie powinna być zdominowana przez scholki.

    POzdrawiam Ciebie dziękując za inspirujący artykuł o pięknie w kościele i dziękując za Twoją troskę o jak najpiękniejszą oprawę dla Słowa Bożego. Więcej takich ludzi jak Ty oznacza więcej dobrej muzyki, lepszą komunikację z Bogiem oraz więcej uświadomionych księży (którzy przecież z reguły muzykami nie są).

  17. Zobacz profil M4REK M4REK napisał/a:

    Friday, 24 February 2012, 15:38

    @Kaspian: Nie jestem zwolennikiem mszy trydenckiej, właśnie z tego powodu, że nikt niczego nie rozumiał. Napisałem tylko, że istnieje zjawisko odchodzenia od Nowej Mszy. To różnica. Dwa: można używać innych instrumentów, i ja to rozumiem, tylko nie spotkałem jeszcze w swoim życiu w tych kilku parafiach wiejskich, które znam, poprowadzonej dobrze całej mszy świętej na innym instrumencie niż organy. Byłem świadkiem pięknych mszy z fletami, smyczkami, gitarami itd, tylko że nikt z wiernych praktycznie nie włączał się w taki śpiew, nawet jak mieli podany tekst. Przyszli na koncert. W przypadku gry, którą preferuję, wierni nie mają wyjścia, muszą śpiewać, bo organista za nich tego nie zrobi. Ale o tym szerzej w następnym odcinku ;) Daleki jestem od syndromu neofity, wierz mi, jeśli miałbym w parafii ludzi, którzy w inny sposób, ale ta samo dobrze sprawialiby, że lud na mszy śpiewa a nie gapi się przed siebie  i ziewa to bez problemu bym im odstąpił pola ;)

     

    Sam prowadzę u siebie w parafii scholę dziewczęcą. Śpiewają psalm i jedną pieśń z towarzyszeniem organów, czasem dwie, są to pieśni wygrzebywane przeze mnie ze starych śpiewników, takie, których nikt nie zna, dzięki temu one fascynują się starym językiem, a ludzie mogą zapoznać sięz perełkami. W wielkie święta śpiewają jeszcze gregoriańską antyfonę związaną ze świętem (wcześniej mają wytłumaczone o co chodzi w tekście). Nie śpiewam z nimi piosenek. Kilka razy w roku oaza robi sobie mszę "po swojemu" z gitarkami i piosenkami i nie wnikam wtedy w to co robią, byle było w rozsądnych granicach.

  18. Zobacz profil Chcący Chcący napisał/a:

    Saturday, 25 February 2012, 00:21

    @Bartolucci Alez ja nie demonizuję rytmu. Przecie żem napisał, że nie ma muzyki bez rytmu, bo zmiana dźwięku istnieje w czasioe i koniecznie implikuje jakiś rytm. W tym wypadku chodzi mi o to, żeby w liturgi nie podkreślać zmiany rytmu przez rwanie, uderzanie, bo to od pewnego momentu wytrąca z poczycuia ponadczasowości Sacrum. To nie jest złe. Nie uważam owych rwań za złe w muzyce., ale za niepomagające liturgicznemu Sensowi. Złe może być pewne natężenie, czy sposób artykułowania owego rwania. Zły moze być taki sposób, który działa szkodliwie na organizm i świadomość ludzką. Ale to już inna bajka, którą zresztą próbgowałem opowiadać u siebie. 

Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.