Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl
Mój świat... całkiem inny świat...

Miłosierny

kategoria: Religia

Dodano: Friday, 08 January 2010, 12:57

Szedł sam, bo tak było łatwiej. Nie zwracał uwagi na nikogo, bo inni nie mieli dla niego żadnego znaczenia. Tylko szedł. Do przodu. Przed siebie. Kosztem wszystkiego. Nie miał rodziny, bo ta już dawno go opuściła. Nie miał przyjaciół, bo to przecież zobowiązuje. Był sam. To mu odpowiadało. Żadnych zobowiązań. Żadnych ograniczeń. Tylko on – pan całego świata! Był jeszcze młody. Świat stał przed nim otworem. Jednak w jego życiu czegoś brakowało. Ta pustka wypełniała jego wnętrze. Jednak starał się nie zwracać na nią uwagi i iść. Do przodu. Do celu. Z dnia na dzień nowego. Nie wierzył, bo po co? Nie kochał, bo nie potrafił! Nadziei również mu zabrakło… bo przecież był tylko on. A reszta… to nic nie znaczące jednostki. Marność. Pycha przepełniała całe jego serce. Stawianie siebie ponad innych już niejednokrotnie doprowadziłoby go do upadku. Jednak, mimo wielu chwiejnych kroków nadal stał. Nigdy nie osiągnął całkowitego dna… albo tak mu się tylko wydawało.

Swój gabinet opuszczał tylko w nocy. Nie chciał być zauważany. A jednak wszyscy go widzieli. Nie chciał, aby o nim mówiono. A jednak wszyscy o nim słyszeli. Kroczył drogą mroku, niczym człek z przypowieści, schodzący z Jerozolimy do Jerycha. Schodzący. Staczający. Spadający na samo dno. Jemu również nie miał kto pomóc. Znajomi się odwrócili. A cała reszta unikała go jak tylko mogła.

Dla niego liczyło się tylko jutro i… kasa. Za nią mogę mieć wszystko – powtarzał. Utonął w zgubnej toni materializmu. Jednak nie zauważał braku powietrza. Na świat spoglądał przez pryzmat pieniądza i to właśnie kasa była dla niego jak tlen. Bez niej nie potrafił żyć. Zapomniał, że wystarczy podnieść głowę zbyt wysoko a już się potyka… Zapomniał, że nie jest balonem, że nie może unosić się zbyt wysoko. Nadął się pychą i to ona doprowadziła go do upadku.

Potrzeba mu było kogoś, kto poda mu rękę. Kogoś, kto pomoże mu wstać. Kto poprowadzi go drogą światła. Kto nauczy go od nowa tego wszystkiego o czym zapomniał. Kto nauczy go wierzyć. Kto nauczy go kochać. Kto pomoże mu zrozumieć, że nadzieja pomaga iść naprzód. Potrzebował Jezusa. Miłosiernego Samarytanina, który wolał dawać niż brać… który mimo odrzucenia kochał.

Gra na giełdzie to, wydawać by się mogło, doskonała okazja, aby pomnożyć swój majątek. Podwoić. Potroić… Zaczął więc grać. Poznał się z jednym takim doradcą i zaczął obstawiać. Wyraźnie miał dobrą passę. Teraz cały swój czas poświęcał sprawdzaniu notowań. Nadszedł w końcu dzień, który zmienił jego życie. Dzień, który okazał się horrorem. Mimo iż nie potrafił kochać – zabolało go serce. Mimo iż nie odczuwał już nic – uronił łzę. Jedno popołudnie, kiedy akurat wybierał się na spotkanie ze swoim niezrównanym doradcą, zadzwonił telefon. Ze szpitala. Ojciec, z którym nie widział się od trzech lat, miał ciężki wypadek samochodowy, znajduje się w ciężkim stanie na intensywnej terapii. Nieprzytomny. W śpiączce. Ale przecież ja mam spotkanie… bardzo ważne spotkanie… Nie mogę do niego przyjechać, potrzymać go za rękę… Gdy będę miał jeszcze więcej pieniędzy prędzej mu pomogę, załatwię miejsce w najlepszej prywatnej klinice, jak będzie trzeba to nawet za granicą – tak sobie powtarzał. Był przecież panem. Nie rozumiał, że lekarze to nie cudotwórcy… nie bogowie, którzy są panami życia i śmierci. Liczył na to, że za odpowiednia sumę pieniędzy, jest w stanie uratować życie ojcu. Pojechał na spotkanie.

Dwie godziny później jechał windą na szóste piętro szpitala. Wizyta u ojca była nieunikniona. Był pewien, że zdążył. Na korytarzu spotkał go lekarz i zapytał kim jest. Przedstawił mu się, powiedział, że przyszedł odwiedzić ojca. Lekarz zaprosił go do gabinetu. "Mam dla Pana przykrą wiadomość. Godzinę temu pański ojciec umarł. Próbowaliśmy go uratować, ale serce nie wytrzymało. Zbyt duży ubytek krwi…” Już nic z tego co mówił doktor, nie docierało do niego. Wybiegł z gabinetu. Wybiegł ze szpitala. I szedł… szedł do nikąd. Sam nie widział czego chce. Dokąd zmierza. W głowie miał mętlik. Myśli zderzały się ze sobą. To niemożliwe! To niemożliwe! – słyszał wciąż rozbrzmiewający gdzieś we wnętrzu głos.

Stanął przed bramą kościoła. Sam nie wiedział jak tam trafił. Wszedł. Wewnątrz było pusto. Cicho. Paliły się tylko świece… Dlaczego?! Dlaczego ja BOŻE?! Miał ochotę wszystko zniszczyć. Połamać. Spalić. Zamienić w pył. Po raz pierwszy od wielu lat poczuł się bezsilny. Taki mały… maluczki. Zniknęło przekonanie o własnej wyjątkowości. O wielkości. Już nie był panem. Przestało się liczyć wszystko… nawet zapomniał o interesach. Jego wnętrze przepełniał nieokiełznany gniew. Nieopisany żal wypełniał go od środka. Nie pojmował tego wszystkiego co się stało…

Następnego dnia obudził go telefon – doradca. Nie chciał odebrać, włączyła się automatyczna sekretarka. Rozbrzmiał głos: „Słuchaj stary, ja nie wiem jak to możliwe, ale przegraliśmy, straciliśmy wszystko. Szlag! Nie mam pojęcia dlaczego… Musimy się spotkać i ustalić, co teraz zrobimy.”             Miał za sobą całą nieprzespaną noc, podczas której w jego głowie kłębiły się najróżniejsze myśli. Co teraz ma zrobić? A teraz ten telefon… nie miał nawet siły by jakoś zareagować, by się przejąć tym co usłyszał. Było mu wszystko jedno. Stracił wszystko. Po raz pierwszy od wielu lat pomyślał: co mi po pieniądzach, skoro nie ma najbliższej mi osoby? To on mnie uczył wszystkiego. Pamiętam jak wziął mnie na ryby… jak jeździliśmy razem na wycieczki… jak opiekował się mną, gdy miałem zapalenie płuc, bo nie posłuchałem go i biegałem po deszczu w zimny listopadowy dzień. A teraz nie ma go. Nie ma… Nigdy nie wróci. To moja wina. MOJA… Moja… moja…

Poczuł się samotny. Tak samotny jak jeszcze nigdy dotąd. Matka umarła, gdy jeszcze był mały. Dziadkowie juz dawno nie żyli. Nie miał rodzeństwa, ani rodziny, bo jakoś tak nie było czasu, by pomyśleć o jej założeniu. Ważniejsza była praca. Ciężka harówka, żeby zdobyć jeszcze więcej pieniędzy wciąż i wciąż. Kilka miesięcy później siedział przy stole jedząc śniadanie, po porannej modlitwie razem z innymi współbraćmi, spożywając w ciszy i w spokoju posiłek. Podał rękę Samarytaninowi – Jedynemu, który przy nim pozostał, który był z nim, gdy cierpiał, gdy szukał na nowo sensu istnienia. Jedynemu, który dzielił z nim wszelkie bolączki, pomagał rozwiać wszelkie wątpliwości i, co najważniejsze, sprawił, że nie czuł się samotny i opuszczony. Zrozumiał, że Bóg kocha go zawsze. Nie ze względu na coś, ale bez względu na wszystko. Kocha. Bezbrzeżna miłość, w której się zanurzył przepełniała jego serce. Stracił wszystko, ale zyskał jeszcze więcej. Wziął swój krzyż i ruszył za Jezusem. Na śmierć. Na Golgotę. Chciał odkupić swoje winy. Odpokutować. Przyodział swój brązowy habit. Ruszył w drogę. W Drogę ku miłości. W drogę ku światłości. Ruszył z powrotem ku Jerozolimie.

Odsłon: 290



Komentarze: 7

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Friday, 08 January 2010, 13:21

    +++

  2. Zobacz profil Tatanka Tatanka napisał/a:

    Friday, 08 January 2010, 15:04

    Czy to odwołanie do Twojego stanu życia? Czy po porostu piszesz coś na wzór opowiadań?

  3. Zobacz profil Karena Karena napisał/a:

    Friday, 08 January 2010, 16:21

    Z opisu w Twoim profilu możesz wykreślić słowa : "ale nie umiejący pisać".

    Bardzo dobrze się czyta.

  4. Zobacz profil Patagg Patagg napisał/a:

    Friday, 08 January 2010, 21:32

    Ten tekst to było opowiadanie... może coś ze mojej przeszłości w tym jest... aczkolwiek nie do końca.

    Raczej piszę to co czuję w danej chwili... dlatego różnie wychodzi.

  5. Zobacz profil Mariusz K Mariusz K napisał/a:

    Friday, 08 January 2010, 23:53

    +++

  6. Zobacz profil Tatanka Tatanka napisał/a:

    Monday, 08 February 2010, 01:57

    pozwolę sobie coś zasugerować ;]

    napisz o nabożeństwie światła

    napisz o tym co czułeś podczas Paschy

    napisz o tym co czułeś podczas dawania świadectwa

    napisz o radości która przepełniała Twoje serce (i mam nadzieję że przepełnia nadal) i rozpromieniała innych.

    Daj innym napoić się Twoim doświadczeniem

    Stań się źródłem ;]

  7. Zobacz profil Amaria7 Amaria7 napisał/a:

    Monday, 08 February 2010, 12:51

    +++

Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.