Dodano: Wednesday, 22 February 2012, 18:58

Życie składa się z różnych kolorów, z tych ciepłych odcieni i z tych zimnych. Przyjęcie tego, co boli wiąże się z aktywną postawą nawołującą do zmian, a nie z biernym cierpiętnictwem. Nieplanowana ciąża jest dla wielu kobiet jedną z tych zimnych barw, która budzi lęk i ból. Próba ucieczki przed tym bólem – poprzez zabicie ludzkiego istnienia – jest zadaniem sobie jeszcze większego cierpienia, jest równią pochyłą prowadzącą do destrukcji własnego „ja” i własnego życia.
JAK MODELINA
Kochamy swoje życie. Już jako małe dzieci próbowaliśmy je, mniej lub bardziej świadomie, smakować, kreować, wyznaczać granice, budować w nim swoją intymność, miejsca przeznaczone wyłącznie dla najbliższych. Tylko rodzice mogli oglądać nasze łzy i porażki. Tylko przyjaciołom powierzaliśmy swoje zabawki. Jako nastolatki w próbach odnalezienia swojej tożsamości zetknęliśmy się z przeróżnymi subkulturami, pasjami, ludźmi którzy nas intrygowali i inspirowali. Na ścianach naszego pokoju wisiały podobizny idoli, którzy byli dla nas niedoścignionym wzorem. Spieraliśmy się z tymi, którzy naruszali nasze poczucie indywidualności. Wierzyliśmy, że jesteśmy w stanie osiągnąć bardzo wiele. Jako studenci, mężowie, żony chcemy ten młodzieńczy chaos i pęd życia ustabilizować, zamknąć w pewne ramy. Szukamy stałej pracy, myślimy odpowiedzialnie o nas i o naszych bliskich.
Życie jest jak modelina, która pod wpływem ciepła poddaje się sile naszych dłoni i można ją dowolnie kształtować. Tym ciepłem w życiu są pozytywne doświadczenia. Pozytywne doświadczenie ludzi: dojrzałych i kochających rodziców, opanowanych i zaangażowanych nauczycieli, oddanych przyjaciół, dobrych znajomych, kochającej osoby. Dzięki temu ciepłu my sami stajemy się kreatywni, otwarci na nowe sytuacje, ufni, pełni poczucia bezpieczeństwa, pełni wiary w siebie, mamy marzenia i realizujemy je.
Kiedy tego ciepła zabraknie, stajemy się skostniali, sztywni, uwięzieni w krzywych ramach poczucia winy, spełniania oczekiwań innych, wiecznego odwdzięczania się, przepraszania za wszystko, w ramach kłamstewek, koloryzowania, krytykanctwa, oziębłości, złośliwości i wycofania społecznego. Nasze życie – jak modelina – zastyga, a wszystkie emocje zamrażają się w nas i doskwierają nam od wewnątrz. Niewypowiedziane uczucia duszą nas i nie pozwalają cieszyć się codziennością.
40 NOCY I DNI
Życie składa się z różnych kolorów, z tych ciepłych odcieni i z tych zimnych. Gonitwa za codziennością pozbawioną tych smutnych, a czasem przerażających barw jest drogą donikąd. Nie da się uciec przed cierpieniem, każdy doświadczy w swoim życiu niesprawiedliwości i odrzucenia. Nie sztuką jest założyć różowe okulary, ale sztuką jest przyjąć to wszystko, co wywołuje ból. Przyjęcie tego, co boli wiąże się z aktywną postawą nawołującą do zmian, a nie z biernym cierpiętnictwem. Przyjęcie polega na zaakceptowaniu danej sytuacji i na szukaniu konstruktywnych rozwiązań.
Dziś zaczyna się kampania „40 DNI ZA ŻYCIEM”. Jest to akcja zainicjowana w Stanach, która po kilku latach stała się przedsięwzięciem międzynarodowym. Od dzisiaj, dzień i noc, przez 40 dni, w 258 miejscach na świecie: w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Anglii, Australii, Hiszpanii i również w Polsce, będą gromadzić się ludzie, by modlić się za życiem, które pokochali całym swoim sercem i przyjęli ze wszystkimi jego kolorami. Będą modlić się przy klinikach aborcyjnych, w swoich domach i w kościołach za matki, aborcjonistów i zabijane dzieci.
Nieplanowana ciąża jest dla wielu kobiet jedną z tych zimnych barw, która budzi lęk i ból. Prawie w każdym przypadku, z powodu zaburzonej percepcji rzeczywistości, ciąża jawi się jako największy dramat życia. Przyczyną tego krzywego spojrzenia jest nierzadko właśnie brak pozytywnych doświadczeń bliskich i przyjaznych osób. W przeszłości u takich kobiet chłód przeważał nad ciepłem, a więc to ich życie i one same stały się zimne i zamknięte, nieporadne i słabe w chwilach kryzysu. Brak ciepła najbliższych powoduje wycofanie i nieumiejętność radzenia sobie z przeciwnościami. Dla takich osób, jako najlepsze rozwiązanie, jawi się ucieczka. Dodatkowo, brak wsparcia od najbliższych i odrzucenie wzmacnia chęć ukrycia się przed światem oraz utajenia powodu bólu, czyli ciąży. Ponad 90% kobiet, które dokonały aborcji, twierdzi, że gdyby w tamtym czasie mąż/chłopak czy ktokolwiek bliski podał im rękę i powiedział „poradzimy sobie”, nie zabiłyby swoich dzieci. Ogromne poczucie osamotnienia i zła sytuacja finansowa często są bodźcami pchającymi do kliniki aborcyjnej. Tymczasem próba ucieczki przed tym bólem – poprzez zabicie ludzkiego istnienia – jest zadaniem sobie jeszcze większego cierpienia, jest równią pochyłą prowadzącą do destrukcji własnego „ja” i własnego życia. Syndrom poaborcyjny jest bezlitosny i zostawia po sobie wiele ofiar w postaci emocjonalnych wraków, rozpadów związków, prób samobójczych, silnych stanów lękowych, depresyjnych, nerwicowych, urojeń, alienacji i wielu innych.
Nie da się ominąć naturalnych konsekwencji, jakie wynikają ze współżycia, czyli poczęcia. I choć człowiek stara się na wiele sposobów nie dopuścić do tych konsekwencji poprzez antykoncepcję, to „ryzyko” poczęcia zawsze istnieje.
Życie bez konsekwencji jest życiem chaotycznym i niebezpiecznym.
Dopóki nie przyjmiemy tego życia w każdej jego odsłonie, czasem z niezaplanowanymi, a czasem z niechcianymi zdarzeniami, dopóty będziemy się z nim szarpać, targować i połowicznie czerpać z niego radość oraz satysfakcję.
Dołączmy się do modlitwy za życie, nie tylko swoje, ale i innych. Dajmy prawo do życia wszystkim ludziom, a szczególnie tym, którzy są na początku swej drogi i dziś przeżyli w organizmie mamy swój pierwszy dzień, a za 14 dni, za pomocą dwóch kresek, dadzą znać o swoim istnieniu. Módlmy się, żeby te nowe istnienia ludzkie, nawet jeśli są owocem nieodpowiedzialnych czynów, zostały przyjęte w miłości i miały prawo zasmakować życia w każdym jego odcieniu.
Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

Wednesday, 22 February 2012, 20:44