Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl
Żył w ziemi US człowiek imieniem Hiob. (Hi 1,1a)

John Corapi

kategoria: Kościół

Dodano: Saturday, 11 April 2009, 00:50

John Corapi urodził się w 1947. roku i wychował się w małym miasteczku Hudson, 200 km na północ od miasta Nowy Jork. Jako nastolatek wstąpił do armii, do Zielonych Beretów, z myślą o wyjeździe do Wietnamu. Na skutek kontuzji odniesionej podczas treningu został przeniesiony do pracy administracyjnej i wysłany do Niemiec. Po odbyciu służby wojskowej ukończył studia na wydziale biznes i administracja prestiżowego Pace University w Nowym Jorku i wyjechał z przyjacielem swego ojca do Las Vegas. Tam zaczął pracować jako doradca finansowy kasyna Tropicana. Później zabrał się za politykę, związał się z gubernatorem stanu Nevada, otrzymał pracę polegającą na kontroli finansowej kasyn. Poznał wtedy wiele bogatych i wpływowych osób.

 

Gdy promujący go gubernator przegrał kolejne wybory, John stracił pracę. Wyjechał więc do Los Angeles. Był to okres wielkiego boomu na rynku nieruchomości. John Corapi zadzwonił do firmy pośrednictwa handlu nieruchomościami, wybierając tą, która miała największą reklamę w gazecie którą oglądał. Dostał pracę szeregowego agenta, brokera, a kilka miesięcy  później był już wiceprezydentem tej firmy.

 

John zaczął zarabiać poważne pieniądze i poznawać słynnych i bogatych. Zamieszkał w penthousie, domku na dachu wieżowca w Beverly Hill, z widokiem na pole golfowe. Kupił czerwone Ferrari, zaczął bywać na imprezach z udziałem aktorów. Na jednej z nich przysiadła się do niego pewna aktorka, otworzyła małą złotą torebkę i powiedziała do niego: „Przedstawiam ci moją najlepszą przyjaciółkę, kokainę…”

 

Jakiś czas później  jechał 250 km/h do Las Vegas, swoim Ferrari, ze znaną aktorką. Sam już regularnie zażywał narkotyki, wydając na nie w pewnym okresie, w tamtych czasach, ponad dziesięć tysięcy dolarów tygodniowo. Nowy samochód średniej klasy kosztował wtedy trzy tysiące. Zatrzymała ich policja. Zrobili blokadę autostrady, bo nie mogli go dogonić. Pierwsze, co usłyszał po zatrzymaniu to: „proszę otworzyć maskę silnika”. Na nogach z waty poszedł do bagażnika, wiedząc, że ma tam tyle kokainy, że gdy ją znajdą, do końca życia nie wyjdzie z więzienia. Policjant jednak go skorygował: „Silnik, nie bagażnik”. Okazalo się, że policjantów interesował silnik Ferrari, nie to, co ma w bagażniku. Pogrozili mu palcem, poprosili, żeby zwolnił i pozwolili jechać.

 

Obracając się w wyższych sferach Beverly Hills  John znał także policjantów. Pewnego razu zadzwonił do niego jeden ze znajomych inspektorów, podając mu adres, gdzie znaleziono młodą dziewczynę. To była dziewczyna z jego rodzinnego miasteczka. Parę lat  wcześniej, gdy odwiedził mamę w Hudson, prosiła go, by ją zabrał do Kalifornii. Nie miała jeszcze nawet szesnastu lat, ale była atrakcyjna, zgrabna i wierzyła, że zrobi karierę aktorki. John wprowadził ją na jedną, czy dwie imprezy i potem ich drogi się rozeszły. Aż do tego telefonu. Znaleziono ją martwą, w śmietniku, na zapleczu jakiegoś nocnego klubu, gdzie, jak się okazało, pracowała jako prostytutka. Potrzebowała pieniędzy na narkotyki, a gdy ich nie mogła uzyskać, została zamordowana.

 

John był na tej imprezie, na której zaczęła się ostatnia noc Johna Belushi, aktora, który zmarł z przedawkowania narkotyków. To było „jego towarzystwo”. Byli niemal rówieśnikami i mieli podobny problem. Corapi co prawda nie umarł, ale szybko stracił wszystko: Przyjaciół, mieszkanie, samochód, pieniądze. Jakiś czas przebywał w wojskowym szpitalu psychiatrycznym, a potem zamieszkał na ulicy. Z penthausa przeniósł się na ławkę do parku.

 

Jego matka nigdy nie przestała się za niego modlić. Straciła już jedno dziecko, młodszą córkę, która uciekła przez okno ze swego pokoju, by iść na mecz szkolnej drużyny footballowej, mimo zakazu mamy. Wracając po meczu, z kolegami, w ich samochodzie, zginęła w wypadku. Matka namawiała teraz Johna na powrót do domu, ale on, z wielu względów, nie chciał. Na pewno wstyd, problemy ze zdrowiem, niemożność poradzenia sobie z życiem, które wyniosło go na szczyty i zrzuciło na samo dno rynsztoka. Mama przysłała mu obrazek a Matką Boską i z prośbą, by codziennie odmówił choć jedną modlitwę „Zdrowaś Maryjo”. John, wychowany w katolickim domu, po dwunastu latach chodzenia do katolickiej szkoły, wspominał później, że musiał czytać tą modlitwę, wydrukowaną z tyłu obrazka. Nie pamiętał słów.

 

W końcu zdecydował się na powrót. Mama kupiła mu bilet w jedną stronę. Po kilku kolejnych miesiącach poszedł do spowiedzi. Pierwszej od ponad dwudziestu lat. Gdy skończył spowiedź, stary ksiądz, dając mu rozgrzeszenie, spojrzał na zegarek i rzekł zdumiony: „Piętnasta. Zadziwiające są drogi Miłosierdzia Bożego!” John Corapi odpowiedział: „Ojcze… jeszcze jedno. Myślę, że Bóg mnie wzywa do kapłaństwa…myślę, że chciałbym zacząć naukę na księdza…”

 

26 maja 1991 roku ojciec Corapi został otrzymał święcenia kapłańskie w Bazylice św. Piotra w Rzymie, z rąk papieża Jana Pawła Wielkiego. Gdy następnego dnia odprawił swą pierwszą Mszę, na ołtarzu nad grobem Świętego Piotra, po Mszy usłyszał głos: „Ojcze… czy mógłbym się wyspowiadać?” –Tak… -pomyślał ojciec John. Teraz ja mogę innym odpuszczać grzechy… Jego pierwsza spowiedź, jakiej wysłuchał zaczęła się od słów: „Ostatni raz spowiadałem się trzydzieści lat temu…” Trzy lata później prowadził misje w parafii niedalekiej rodzinnego miasta. Pierwszy raz jego ojciec przyszedł go posłuchać. Po porannej Mszy zapytał, czy ma chwilę czasu dla swego "starego". John myślał, że pyta o wspólne śniadanie, ale tata poszedł z nim do zakrystii, uklęknął i zaczął mówić: "Ojcze, ostatni raz byłem do spowiedzi pięćdziesiąt lat temu. Od  tego czasu obraziłem Pana Boga…."

 

Ojciec Corapi jest dziś chyba najbardziej znanym kaznodzieją w Stanach Zjednoczonych. Ma niesamowity dar mówienia prostym językiem prawdy. Nagrał setki wykładów, konferencji, kazań, przemów, gdzie naucza katolickiej, ortodoksyjnej wiary. Przez lata przemierzał Stany wzdłuż i wszerz, głosząc Słowo Boże we wszystkich stanach i w wielu innych krajach. Kłopoty ze zdrowiem nie pozwalają mu już na to i w tym roku miał tylko jedno publiczne wystąpienie, na konferencji „Pan i Dawca Życia” w Buffalo, na którą przybyło kilkanaście tysięcy osób. Nagrywa także nowe programy w studio, w stanie Montana, gdzie przebywa w pustelni, na odludziu, z dwoma psami, za zgodą przełożonych jego zgromadzenia.

 

Ojciec Corapi ma swój kanał na youtube, gdzie każdy może sobie go posłuchać. Niestety nie znam żadnych jego kazań tłumaczonych na polski. Można go także posłuchać w radiu EWTN,  każdego dnia o północy czasu nowojorskiego, (czyli o szóstej rano w Polsce), a także w sobotę o 21. Jest także w TV, gdzie można zobaczyć jego cykl wykładów na temat nauczania Katechizmu Kościoła Katolickiego.

 

Niesamowita postać i niesamowity przykład Bożego Miłosierdzia w działaniu. Pokazujący nam także i to, że czasem musimy wszystko stracić i dosłownie wylądować na ulicy, by usłyszeć głos Boga. Bogactwo, pieniądze, sława – to nie jest błogosławieństwo. Bardzo często  jest odwrotnie. Błogosławieni ci, o których mówił Pan Jezus w ostatnią niedzielę. Cisi, ubodzy w duchu, ci, co się smucą…  Tak trudno nam to czasem zrozumieć. Dlatego tak dobrze się słucha ojca Corapi, bo on nie teoretyzuje. On to przeżył i jak on to nam powtarza, to można mu wierzyć.

 

Świadectwo ojca Corapi:

 

 

Komentarz ojca Corapi na temat skandalu w katolickim Uniwersytecie Notre Dame, który uhonorował przezydenta Obamę:

 

Odsłon: 1034



Komentarze: 12

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Emil86 Emil86 napisał/a:

    Saturday, 11 April 2009, 01:30

    Dzięki! Takich świadectw nam bardzo potrzeba!

  2. Zobacz profil . . napisał/a:

    Saturday, 11 April 2009, 08:01

    Chwała Panu !

  3. Zobacz profil jumik jumik napisał/a:

    Saturday, 11 April 2009, 12:31

    Przeczytałem i obejrzałem filmiki. Świetnie przemawia - mądrze, zdecydowanie, z humorem gdy trzeba, no i ma świetny głos. Chwała Panu za Jego nawrócenie - coś cudownego. Corapi to jeden z takich najbardziej niesamowitych Bożych ludzi.

    Dzięki, że takich pokazujesz hiob.

  4. Zobacz profil Chiara Chiara napisał/a:

    Saturday, 11 April 2009, 13:17

    hiob, dzieki za ten wpis. Kiedys na FF wkleilam linki do jego histori nawrocenia, przy okazji wpisu na temat ksiezy ktorzy odeszli od swojego powolania. Trzeba wiecej mowic o ksiezach, ktorzy Bogu tylko wiadomo jak odnalezli droge do Niego i poswiecili mu swoje zycie, jak ksiadz Corapi. Takie historie inspiruja i daja nadzieje. Dzieki Bogu za swiadectwa ksiedza Corapi a tobie za przywiedzenie tego tematu na FF.

    Pozdrawiam.

  5. Saturday, 11 April 2009, 17:38

    Panie Piotrze, dzięki za ten wpis o dobrym kapłanie. Zbyt często mówi się i pisze (niestety i w naszym, kościelnym gronie) o kapłanach - anty-świadkach, jakby tylko tacy byli. W modlitwie, pozdrawiam!

  6. Zobacz profil davenia davenia napisał/a:

    Saturday, 11 April 2009, 18:07

    +

  7. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Saturday, 11 April 2009, 18:32

    Warto może jeszcze dodać, czego nie zrobiłem w tej krótkiej biografii, że ojciec Corapi ma pięć dyplomów wyższych uczelni i doktorat z teologii dogmatycznej Universitu Navarre in Pamplona, Hiszpania. To ten "od świętego Josemarii Escrivy". Wszystkie dyplomy z wyróżnieniem "Cum Laude", albo "Summa Cum Laude".

    Równocześnie ojciec Corapi jest bardzo daleki od wszelkich idei często propagowanych przez "wykształciuchów" w dziedzinie teologii. Wyśmiewa wręcz tych, którzy negują dogmaty o piekle, o diable i aniołach itd. Jest jak powiew świeżego powietrza w czasach, gdy wielu, nawet w Kościele, propaguje jakieś swoje pomysły i ideologie, nie mające wiele wspólnego z nauczaniem Kościoła.

    .

    Kiedyś opowiedział, jak na jednej z pierwszych konferencji, kongresów, na który go zaproszono w ostatniej chwili, w zastępstwie chorego teologa, siedział w pierwszym rzędzie słuchając swego przedmówcy. Ten wykształcony teolog opowiadał, że piekło, diabeł, czy anioły są to literackie ozdobniki, a nie realna rzeczywistość. Obok niego siedziała starsza pani, która, po zakończeniu wykładu księdza-teologa, zapytała go: "Ksiądz nie wierzy w piekło?!?" -"Nie, moja droga..." -odparł. "Cóż, uwierzy ksiądz wkrótce, gdy się tam sam dostanie" -odparła starsza dama.

    .

    Ksiądz Corapi wierzy w istnienie piekła i szatana, propaguje tradycyjną katolicką duchowość, wiele mówi o potrzebie powrotu do odmawiania różańca, często wspominając świętego Padre Pio nazywającego różaniec "swoją bronią". Olbrzymia wiedza nie pozbawiła go wiary dziecka i nie spowodowała kryzysu wiary. Wręcz przeciwnie: Pomogła mu zrozumieć jak mądre i prawdziwe jest nauczanie Kościoła Katolickiego. Dlatego też nagrał pięćdziesiąt godzinnych wykładów na temat Katechizmu Kościoła Katolickiego, tłumacząc katolicką, ortodoksyjną naukę.

  8. Zobacz profil Hugo Hugo napisał/a:

    Saturday, 11 April 2009, 20:06

    Rewelacyjne!! Dobrze się robi na sercu czytając takie biografie. A potem jeszcze uzupełnienie w komentarzu. Dzięki Hiobie.

  9. Zobacz profil centeo centeo napisał/a:

    Tuesday, 11 August 2009, 21:48

    Hiobie coś dla ciebie i nie tylko: LINK

  10. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Sunday, 11 October 2009, 06:08

    Dzięki, Centeo, ale o tym kapłanie dyskutowaliśmy już na moim forum. Temperatura dyskusji była tak gorąca, że parę osób wyleciało z forum. Albo, ściślej mówiąc, ja je wywaliłem. Może zatem sobie daruję tym razem słuchanie go.

    Nie jest to ojciec Corapi. A główna różnica polega na tym, że ojciec Corapi jest bezwarunkowo i zawsze posłuszny nauczaniu Kościoła. Ksiądz Natanek za to czasem bywa od Kościoła mądrzejszy. A to dla mnie zbyt mądre. ;-)

    Pozdrawiam.

  11. Zobacz profil KrisRuminski KrisRuminski napisał/a:

    Monday, 27 June 2011, 09:51

    Czytam to po latach. Wolę tutaj. Jako morał, mam nadzieję, że chwilowy, do Twojej "american style", budującej historii. ..... Dużo się zmieniło. Jestem już "weteranem", nie nowicjuszem. :) ... Jest po Katastrofie Smoleńskiej. Kiedy wokół szaleją nosorożce. Czy nie czujesz się, Hiobie drogi, jak człowiek wśród nosorożców? W tym, wśród księży apostatów w Polsce. Którzy swoje prawdziwe frustracje, czy wyimaginowane sprzeczności i dylematy, rozwiązują zdradzając Matkę naszą, Kościół Chrystusowy. ... No i, jak się okazuje, jest po wielkim kryzysie Wielkiego Kaznodziei. Który nie przeszedł pierwszej, po powrocie do domu Ojca  poważnej próby charakteru. I historia nie zakończyła sie happy-endem z (dobrych) amerykańskich filmów familijnych.

    ... Czyżby nie czytał historii Kościoła i Świętych? Z tyloma dyplomami?. A prosty ksiądz z Pietrelciny nie miał tylu dyplomów a mimo to, (a może własnie dlatego) - potrafił? ... Bóg mu dał tak wielka szansę uświęcenia się w ogniu próby. Na razie nie skorzystał. Już nigdy nie będzie tak samo. Skaza pozostanie. Chyba, że ten upadek będzie dla niego doświadczeniem, z którego się podniesie wzmocniony w wierze i w męstwie. Bożym męstwie. Nie w wdrukowanych nawykach włóczenia sie po sądach. ... Jesteś, Hiobie, kronikarzem historii Zbawienia. Jak będzie przebiegało zbawienie Ojca Johna? Będę śledził dalej. ... Niech Ci Bóg błogosławi.

  12. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Monday, 15 August 2011, 01:15

    Drogi Krisie, no cóż. Smutne. Ale to pokazuje jak mocny jest nasz wróg i jaki przebiegły. Jak doskonale wie gdzie uderzyć, by być skutecznym.

     

    Ojcec Corapi wielokrotnie mówił, że zaraz po swym nawróceniu czytał wszystkie żywoty świętych, jakie mógł tylko znaleźć. Tacy ludzie jak Padre Pio byli jego bohaterem. Tym bardziej trudno uwierzyć w to, co się stało.  Ale - stało się. Zostaje jedynie nadzieja, że ojcec Corapi posłucha tego, co sam głosił przez 20 lat.

    ____________

    God loves you

Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.