Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl
Żył w ziemi US człowiek imieniem Hiob. (Hi 1,1a)

Jezus, Eliasz i reinkarnacja, czyli katolicyzm po polsku.

kategoria: Kościół

Dodano: Wednesday, 21 December 2011, 04:53

Inspiracją do tego wpisu był doskonały tekst księdza Mieczysława Piotrowskiego TChr z czasopisma Miłujcie się, przedrukowany przez Frondę. Przeczytałem tam, że "aż 32 proc. Polek i Polaków wierzy w reinkarnację. I jest to najwyższy odsetek na kontynencie!"



Nie chcę powtarzać tego, co każdy może wyczytać w tamtym tekście. Artykuł księdza Piotrowskiego doskonale obnaża niebezpieczeństwa tej wiary. Pokazuje zagrożenia dla naszej duszy, związane z tą ideologią. Ja chciałbym tu jedynie zająć się nielogicznością wiary w reinkarnację. Dla mnie bowiem jest to totalnie bezsensowna idea.



Przede wszystkim mam problem z liczbami. Ja nie jestem politykiem, mnie cyferki muszą się zgadzać. Tymczasem wśród europejskich wyznawców tej wiary trudno spotkać takich, co wierzą, że kiedyś byli, albo że w kolejnym wcieleniu będą jakimiś zwierzętami. Oni zawsze w poprzednich wcieleniach byli ludźmi, i to najczęściej ludźmi znaczącymi.


Jednak... jeżeli każdy człowiek miał ileś poprzednich wcieleń, to nam brakuje ludzi. Nauka nam mówi, że wszyscy pochodzimy od jednej matki. Zatem... skąd się wzięły dusze jej dzieci? Kiedyś ludzkość całej Ziemi liczyła kilka milionów. Dzisiaj kilka miliardów. Zatem skąd się biorą te "nowe dusze"?


I jeżeli karma determinuje w naszym życiu to, czy jesteśmy zdrowi i bogaci, czy też chorzy, biedni i nieszczęśliwi, to kto, albo co determinuje jakie będzie życie tych nowych osób, które w jakiś sposób "zaistniały" nie mając poprzedniego wcielenia?


Powiecie, że problem ten znika, gdy przyjmiemy, że nasze dusze mogą powrócić do życia w zwierzętach? Nie prawda. Nie tylko problem nie znika, ale staje się jeszcze poważniejszy. Zwierzęta bowiem nie mają wolnej woli, zatem nie mogą postępować "moralnie". Zwierzęta zawsze postępują instynktownie. Tygrys rozszarpujący antylopę nie zrobił nic złego, tak, jak pies, który zagryzł kota. Złem może być jedynie postępowanie właściciela psa, który go poszczuł, samo zwierze zawsze robi to, co mu zew krwi nakazuje.


Zatem w jaki sposób karma zwierząt może być dobra, albo zła? I nie mówię tu o obroku dla konia. Czy też może to my, ludzie, oceniamy, że krową to się zostaje w nagrodę, a szczurem za karę? I co dalej? I jak się "odwali szczurzą zmianę", to automatycznie w następnym wcieleniu stajemy się krową? Przecież to się nie trzyma kupy.


Jednak i tak nie ma to absolutnie żadnego znaczenia, ponieważ nie pamiętamy ani naszych poprzednich wcieleń, ani nie będziemy pamiętać w przyszłości naszego, aktualnie przeżywanego życia. Tak, tak, wiem, Shirley MacLaine podobno pamięta. I na co dzień rozmawia nie tylko ze swoimi poprzednimi wcieleniami, ale także ze swoimi przyjaciółmi z innych planet. Lecz ja nie mówię o ludziach, którzy się powinni leczyć u psychiatry, ale o sobie i o Tobie, drogi czytelniku. Ani ja, ani Ty nie pamiętamy żadnego poprzedniego wcielenia, prawda? Zatem... nawet, gdyby ono było, nie miałoby to dla nas żadnego znaczenia.


W praktyce wyznawca wiary w reinkarnację niczym się nie różni od ateisty. Dla jednego i dla drugiego koniec ziemskiego życia oznacza nicość. Ich pamięć, jestestwo, samoświadomość istnienia znika. To, czy się nasza dusza odradza w innym ciele, czy też nie istnieje w ogóle, z praktycznego punktu widzenia nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Dla umierającego wyznawcy New Age, czy hindusa, czy buddysty, czy też ateisty, śmierć oznacza koniec i pustkę.


Tymczasem prawda jest zupełnie inna. Prawda jest taka, że nasza dusza powstaje, stworzona przez Boga, w momencie naszego poczęcia. Powstaje z niczego, ale nigdy nie przestaje istnieć i istnieje wraz z pamięcią i ze świadomością tego, kim jesteśmy. W Liście do Hebrajczyków czytamy, że "postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd". Raz to znaczy raz. A jak sąd, to musimy mieć pamięć tego, za co nas Sędzia będzie sądził.


Święty Jan Chrzciciel nie był Eliaszem po reinkarnacji. Sam to potwierdził:

 

Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: Kto ty jesteś?, on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: Ja nie jestem Mesjaszem. Zapytali go: Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem? Odrzekł: Nie jestem. Czy ty jesteś prorokiem? Odparł: Nie! (J 1, 19-21)

Zatem gdy Jezus mówi, że

Wszyscy bowiem Prorocy i Prawo prorokowali aż do Jana. A jeśli chcecie przyjąć, to on jest Eliaszem, który ma przyjść. (Mt 11, 13-14)

... to nie mówi, że św. Jan jest zmartwychwstałym Eliaszem, ale, że to św. Jan jest tym, kogo zapowiadał Malachiasz, mówiąc, że przyjdzie taki prorok jak Eliasz:

Oto Ja poślę wam proroka Eliasza przed nadejściem dnia Pańskiego, dnia wielkiego i strasznego. (Ml 4,5)

A skąd wiemy, że to nie sam Eliasz? Bo nam to wyjaśnia św. Mateusz:

Wtedy zapytali Go uczniowie: Czemu więc uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz? On odparł: Eliasz istotnie przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał. Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu. (Mt 17, 10-13)


Eliasz został zabrany do Nieba i nie powraca tu w niekończącym się cyklu kolejnych reinkarnacji. Spotkanie z nim będzie możliwe dopiero wtedy, gdy i my będziemy w Niebie. Chyba, że Bóg da nam łaskę mistycznego przeżycia, podobnego do tego, jakiego świadkami byli wybrani apostołowie:

Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. (Mt 17, 1-3)

To jednak nie ma nic wspólnego z reinkarnacją.

Nie było też reinkarnacją Wcielenie Pana Jezusa. W momencie Poczęcia Jezus otrzymał ludzką duszę, ale to nie było nowe wcielenie istniejącej duszy. I po Jego śmierci Jego dusza nie powędrowała do innej osoby. Pan Jezus, prawdziwy i jedyny Bóg, JEST. JEST w momencie stworzenia świata, JEST w momencie wcielenia, JEST w dniu swych narodzin w Betlejem i JEST w dniu Sądu Ostatecznego. JEST poza czasem i ponad czasem. Ale na osi upływu czasu stał się On w pewnym momencie historii Świata człowiekiem. Otrzymał ciało i duszę jak każdy z nas. Nigdy jednak nie przestał być Bogiem, ani nigdy nie utracił świadomości, że JEST Bogiem. A dziś, będąc w Niebie, nadal pozostaje tym samym prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. Ze swą ludzką duszą, która nigdzie nie powędrowała.


Nie wiem jak 32% Polaków może pogodzić swą wiarę w reinkarnację z faktem, że, przynajmniej nominalnie, w większości są katolikami. Nie wiem, ale się domyślam. Jest to możliwe tylko dlatego, że dzisiaj myślenie sprawia zbyt wielki wysiłek. Ludzie powtarzają brednie po innych, nie zastanawiając się nad tym, czy to ma jakikolwiek sens, czy nie. Ważne, żeby to było "trendy" i "cool", żeby było "nowoczesne", a nie takie zacofane, jak "zwykłe chrześcijaństwo".


A że jest to bez sensu? Że naraża nas na utratę zbawienia? Że prowadzi do takiego życia, które konsekwentnie pozbawia nas łaski uświęcającej i prowadzi do potępienia? No przecież właśnie dlatego wierzymy w reinkarnację, żeby się takich przesądów jak sąd i piekło nie bać! Jakie potępienie, jak po śmierci żadnego sądu nie ma? Hulaj dusza, a jak coś zawalimy, to co najwyżej następny "wehikuł" naszej duszy pomęczy się troszkę. To już nie mój problem, tylko jego i mojej duszy z amnezją, która nie będzie pamiętać, że ja to ja.


Wszystko się sprowadza do tego, co zrobili Ewa i Adam w rajskim ogrodzie:

Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. (Rdz 3, 4-6)


My wszyscy chcemy być jak Bóg. Nie chcemy, by On nam mówił, co jest dobrem, a co złem. My sami chcemy o tym decydować. Ale ta perspektywa Sądu Ostatecznego nam strasznie bruździ, więc lepiej pomieszać nasze chrześcijaństwo z New Age, dodać trochę buddyzmu, troszkę hinduizmu, jakąś medytację, jakieś wierzenia w cykl reinkarnacji kończący się rozpłynięciem się w niebycie nirwany i już można wszystko: Hulaj dusza, piekła nie ma. A że to sprzeczne z nauką Kościoła? "Ja wierzę w Boga, ale nie wierzę w Kościół". Yeah, right. W boga, którym jest mój własny brzuch.


Skoro jesteśmy przy 3 rozdziale Księgi Rodzaju, warto wspomnieć, że jest on nazywany protoewangelią, bo Bóg tu zapowiada to, co miało się stać tysiące lat później:

Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę. (Rdz 3, 14-15)

 

I tak doszliśmy do dzisiejszego dnia. Potomek Niewiasty narodził się w Betlejem i trzydzieści trzy lata później zmiażdżył głowę wężowi. Dał nam życie wieczne. Dał nam łaskę, umożliwiającą wieczne życie i okazał nam miłosierdzie. Zatem zamiast mydlenia sobie oczu bredniami o reinkarnacji może warto oddać pokłon Temu, na którego przyjście w Adwencie tak niecierpliwie czekamy? Może warto się zastanowić nad bezsensem reinkarnacji i przyjąć całym sercem to, co jest Prawdą?


Warto to zrobić, bo Prawda zawsze jest najpiękniejsza.

Odsłon: 1187



Komentarze: 56

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil SzEm SzEm napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 11:30

    Hiobie, zastanawia mnie kwestia ile wiedzy religijnej należy posiadać aby mieć prawo do nazwania się katolikiem oraz to, czy sakramenty odciskają swe duchowe piętno w duszy głupiej.

  2. Zobacz profil SzEm SzEm napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 11:35

    Ludzie, którzy określają się jako ,,katolicy" jednocześnie wierząc w reinkarnację najprawdopodobniej czynią to szczerze. Dla nich katolicyzm to obrządek chrztu, ślubu, pogrzeb z udziałem księdza. Są ochrzczeni, bierzmowani, poślubieni. Być może czytają nawet Biblię. I cóż z tego ? Zero duchowej refleksji.

  3. Zobacz profil SzEm SzEm napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 11:41

    Wiem, że do tego aby zostać mistykiem nie potrzeba ukończenia teologii w Heidelbergu a najsilniejsza jest często wiara tzw. ,,prostych" ludzi. Jednak takie duchowe ,,misz-masz" to już nawet nie synkretyzm, to prostactwo...

    Pisząc te slowa, zastanawiam się także nad ilością niezasłużonej łaski którą widzę w ludziach których nurtują powyższe kwestie [na tego typu portalach]....

  4. Zobacz profil SzaraMysz SzaraMysz napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 13:57

    @SzEm, na pierwsze - wiedzy trzeba bardzo niewiele, obstawiam krótkie "Jezus jest Panem"; na drugie - odciskają (na szczęście) na każdej duszy; na trzecie - chyba tu się schody zaczynają , jakieś "talenty" wypadałoby używać i obracać, więc tylko duszyczce głupiej / naiwnej / niezdolnej do refleksji  wolno byłoby poprzestać na ... Nie, to zła ścieżka. Nie będziemy sądzeni z wiedzy ani z refleksji, ale z miłości. Oczywiście szukanie refleksji o reinkarnacji i równoczesne "olanie" refleksji o Bogu to "epic fail", pomyłka totalna, i przy okazji grzech. Ale sama  wiedza i najpiękniejsze nawet dumania same w sobie - to tylko cymbał brzmiący.

  5. Zobacz profil SzaraMysz SzaraMysz napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 14:14

    @hiob, chyba nie możesz zdyskredytować całej idei reinkarnacji tylko na tej podstawie, że wyznający ją europejczycy nie chcą jej przyjąć w całej rozciągłości, a tylko wybierają sobie co smaczniejsze kąski. Hinduiści uważają, że skoro narodzili się w ludzkim ciele, to "zaliczyli" już wszystkie "niższe stadia " i to w ilości przeszło 8 milionów. Natomiast według (hinduistycznej ) idei - zycie jest bliskie piekła, życie w kręgu wcieleń jest pasmem cierpień. Bezsensownych. Nie prowadzących do niczego. Ichnia nirwana to tylko brak cierpienia dzięki brakowi indywidualnej świadomości. Ateista twierdzi , że po śmierci nie będzie istnieć, hinduista - że istnieć będzie, ale nie  będzie boleć. 

  6. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 14:40

    Szara Mysz, ale to przecież absolutnie nic nie zmienia. Według hinduizmu w nirwanie tracimy świadomość swego istnienia. Stajemy się częścią jakiegoś "superorganizmu". To zresztą nadal nie ma żadnego znaczenia, bo i tak, zanim nie osiągniemy nirwany, przechodzimy przez wiele ludzkich wcieleń, prawda?

     

    A skoro przechodzimy przez ten etap, jak wierzą hindusi, i nie pamiętamy tego kim byliśmy, nie pamiętamy poprzedniego wcielenia, nie będziemy też w kolejnym pamiętać kim teraz jesteśmy. Czyli jakie znaczenie ma to, co się stanie na końcu tego łańcucha zdarzeń? Jaka tu praktyczna różnica między wiarą hindusa, a wiarą ateisty?

     

    Jaka nagroda, czy kara czeka człowieka za dobre, albo zle życie? Nbyt swej nieświadomości? Czy nieświadomość niebytu? Jakby na to nie patrzyć, nie ma to żadnego sensu. Jest to jedynie system pozwalający żyć w egostyczny sposób, odwracając się od cierpiących i z pogardą patrząc na tych, którzy cierpią  "za swoje winy" z "poprzedniego życia".

    ____________

    God loves you

  7. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 14:53

    Szara Eminencjo, chrzest wyciska na naszej duszy piętno, które pozostaje na całe życie, więc w pewnym sensie wystarcza to, by się nazywać katolikiem. Nie wystracza to jednak do zbawienia. "Warunek konieczny, nie wystarczający', jak to się ładnie mówi w matematyce. Pominę przypadki chrztu na łożu śmierci, gdzie jest to warunek wystarczający, czy chrzest pragnienia, gdzie chrzest wody staje się warunkiem niekoniecznym.

     

    Sakramenty działają "ex opere operato", z mocy dokonanej czynności, ale łaski z nimi związane już są zależne od naszej predyspozycji. Inaczej mówiąc, gdy ktoś przyjmie Pana Jezusa w Sakramencie Eucharystii, to wszystkie łaski z tym związane otrzymuje automatycznie, ale jego dusza jest w stanie je przyjąć jedynie wtedy, gdu jest na to odpowiednio przygotowana.

     

    Jak ziarno. Jak deszcz. Na ziemi wyschniętej na skałę, deszcz spłynie szybko po powierzchni, spłukując ziarno. Na ziemi spulchnionej ziarno zwilżone deszczem wzejdzie i wyda plony.

     

    Mistycyzm jest darem, nie można się go "nauczyć", choć można się nauczyć modlitwy kontemplacyjnej. Bóg jednak obdarza nas szczególnymi łaskami nie ze względu na nasze zasługi, czy wykształcenie, ale ze względu na swą (znaczy Boga) własną wolę.  Jednak nasze modlitwy mogą tu coś zmienić. I nie tyle mówię, by prosić Go o to, byśmy wszyscy stali się mistykami, ale o to, by "spulchnił ziemię".

     

    PS. Przy okazji: mój twitter to LINK Dawno temu ciekłem z NK, a ostatnio z FB, więc został twitter. Tu przynajmniej rozumiem o co chodzi. LOL.

    ____________

    God loves you

  8. Zobacz profil SzEm SzEm napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 15:08

    Serdecznie Cię pozdrawiam !

  9. Zobacz profil Sorcier Sorcier napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 15:46

    Znakomity tekst! Szczególnie - dla mnie - cenny jest argument, który nazwałbym "probabilistycznym". Istotnie matematycznie obliczona szansa, że w kolejnym lub poprzednim wcieleniu ktoś będzie/był człowiekiem nie jest zbyt wysoka. No i rachunek dusz istotnie jakoś się nie zgadza. Szczególnie jeśli przyjmiemy za zasadną teorię ewolucji. Tu dopiero staje się "arytmetycznie" interesująco... :)

    Doskonałe wypunktowanie wszystkich absurdów oraz sprzeczności takiego poglądu z naukami ścisłymi, czy przyrodniczymi. Tym bardziej zaskakujące jest to, że niemało ludzi dobrze wykształconych podziela taką wiarę. Czy to naprawdę jest wiara, czy też raczej - jak znów punktuje Hiob - moda i oportunizm? Trudno dociec...

    Hiobie Bóg Ci zapłać za kolejny znakomity tekst :)

  10. Zobacz profil Marek2200 Marek2200 napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 15:46

    @SzEm

    Świetne pytanie (" zastanawia mnie kwestia ile wiedzy religijnej należy posiadać aby mieć prawo do nazwania się katolikiem"). Obawiam się, że propozycja Szarej Myszy (wystarczy "Jezus jest Panem") nie wystarczy. Musimy rozumieć w co i dlaczego wierzymy. A pytań, wątpliwości i możliwych błędnych sposobów rozumienia wiary jest miliony!

    Ten tekst o reinkarnacji pokazuje, że wiele osób nie ma pojęcia o co chodzi w chrześcijańtwie. I miesza wszystko ze wszystkim. Nie wskazuję tylko na "nich" ale sam często łapie się na tym, że czegoś nie rozumiem w mjej wierze (najczęściej jak ktos niewierący mnie zapyta). Uważam, że trzeba tu włożyć masę pracy (co Hiob czyni i chwała mu za to!). Bez tego wystawiamy się na pośmiewisko niewierzących, którzy widzą naszą niewiedzę, niekonsekwencję i bezrozumne wykonywanie czynności rytualnych.

     

  11. Zobacz profil Marek2200 Marek2200 napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 15:54

    @Hiob

    Skoro sakramenty działają "ex opere operato" to czasem nachodzi mnie wątpliwość czy słusznie udziela się ich tak chętnie wsystkim jak leci. W Polsce jest to plaga. Nieważne czy ktoś jest wierzący czy nie? Chrzci się, udziela małżeństw osobom zupełnie nie związanym z Kościołem. Później często takie osoby nie pojawiają się w nim do czasu jakiegoś ślubu czy pogrzebu. A niektórym chrzest nawet przeszkadza i dokonują apostazji.

    I teraz moje pytanie: skoro sakramenty odcisnęły się na ich duszy to czy nie jest czymś wręcz świętokradczym ze strony księży, udzielanie ich "z automatu"? Czy nie lepsza jest sytuacja duchowa cłowieka, który będąc niewierzącym ich nie przyjął niż sytuacja człowieka, którego ochrzczono (bo tak wypada) a jest ateistą?

    Może trochę nie na temat ale ciekawi mnie to.

    Pozdrawiam

  12. Zobacz profil Sorcier Sorcier napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 16:07

    @Marek

    Czy myślisz, że np. bł. Karolina Kózkówna znała odpowiedzi na te wszystkie zagadnienia? Osobiście wątpię. Nie jestem przeciwnikiem poszerzania naszej wiedzy religijnej i teologicznej (raczej wręcz przeciwnie), ale też nie uważam by owa obszerna wiedza teologiczna, czy inna - były condicio sine qua non osiągnięcia świętości. Zgadzam się natomiast, ze niezbędna jest refleksja religijna oraz poznanie - na miarę swoich możliwości - tego w Kogo i w co wierzymy. Ufam jednak, że pokładanie ufności w Bogu i Kościele oraz nauczaniu Kościoła - przy wsłuchiwaniu się w wolę Bożą skierowaną do nas - jest zdecydowanie cenniejsze, niż poznanie (i zrozumienie) wszystkich nawet traktatów teologicznych, czy też wiedza naukowa.

  13. Zobacz profil Sorcier Sorcier napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 16:09

    P.S. Problem w tym, że np. wiara w reinkarnację owemu nauczaniu Kościoła radykalnie zaprzecza...

  14. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 16:19

    Marek2000, masz rację. Nie powinno się tak robić.

     

    Na początku chrześcijaństwa proces przygotowania katechumenów do sakramentu chrztu był bardzo długi. Nikomu pochopnie go nie udzielano. Dziś jednak nie tylko nam się społeczeństwo zlaicyzowało i "zneopoganizowało", ale także niektórzy z naszych kapłanów ulegli temu trendowi.

     

    Problem, wydaje mi się, polega na tym, że my się dziś bardziej boimy krytyki innych ludzi, niż pierwsi chrześcijanie bali się męczeńskiej śmierci. Jakby to bowiem wyglądało, gdyby ksiądz odmówił udzielenia chrztu dziecku rodziny, która nominalnie należy do jego parafii, a której nie widział on w kościele od lat? A przecież powinien, przynajmniej do czasu, aż wykażą oni, że na serio podchodzą do wiary i że istnieje jakaś szansa na to, że dziecko zostanie wychowane w duchu nauki Kościoła Katolickiego.

     

    Dzisiejszy Kościół zbyt często przypomina to, co tak krytykował Pan Jezus u faryzeuszy: Że wykonują oni (faryzeusze) pewne rytuały i "uczynki prawa", ale zapomnieli o sercu, o miłości do Boga i bliźniego. a żadne martwe rytuały nikogo nie zbawią. 

     

    Sakramenty są ważne, są nam niezbędne do zbawienia, ale same nie załatwią niczego. Bo najważniejsze jest co innego. Jak uczy św. Paweł, "najważniejsza jest miłość". 

    ____________

    God loves you

  15. Zobacz profil Marek2200 Marek2200 napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 16:39

    @Sorcier

    Ja wiem, że byli, są i będą ludzie święci i pobożni nie umiejący nawet pisać. Nie chcę robić z chrześcijaństwa jakiejś formy gnozy. Kiedy mówimy jednak o nas, zwykłych chrześcijańskich "szaraczkach" to musimy pogłębiać rozumienie naszej wiary. Szczególnie jest to ważne wobec tego co się dzisiaj dzieje (powszechny sceptycyzm - szczególnie wobec Kościoła, wielość róznych światopoglądów itp.). Moim zdaniem, rzeczą podstawową w dzisiejszych czasach jest potrzeba RACJONALNEJ obrony wiary. Irracjonalizmu dzisiaj mamy pod dostatkiem jeśli chodzi o światopoglądy, idee i rózne interpretacje rzeczywistości. Dlaczego tak uważam? Bo ci, którzy chcą ośmieszyć chrześcijaństwo starają się pokazać, że jest to równie racjonalne jak wiara w krasnoludki. Jeżeli dodatkowo ja i Ty nie będziemy umieli pokazać, że rozumiemy w co wierzymy, posiadamy (większą lub mniejszą) wiedzę na temat chrześcijaństwa to "oni" osiągną to, na czym im zależy.

  16. Zobacz profil Marek2200 Marek2200 napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 16:49

    @Hiob

    No właśnie! Moim zdaniem to woła o pomstę do Nieba! Nie dość, że tym ochrzczonym (no bo babcia nalegała) , bierzmowanym (no bo wszyscy się bierzmują)  wyżenionym (no bo co ludzie powiedzą?) robi się krzywdę to hoduje się jeszcze żmije na własnym łonie. Ci niewierzący z sakramentami w wielu przypadkach (część się nawróci) staną się krytykami Kościoła albo wręcz jego wrogami. Z sakramentów robi się w ten sposób żarty. Czy to nie jest świętokradztwo?

    A później zadowoleni mówimy, że 95% Polaków to katolicy. Tak, szczególnie widać to po wynikach głosowania.

    Dlaczego Kościół sam strzela sobie w stopę? No i jaka jest sytuacja duchowa tych ochrzczonych - niewierzących?

  17. Zobacz profil SzEm SzEm napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 17:43

    Dyskusje takie jak ta, wpisy Hioba [uwaga: słodzę :)] etc. bardzo poszerzają perspektywę wiary, że tak się wyrażę. Np. wcześniej nie uświadamiałem sobie faktu, iż założenie, że dusza inkarnowana w ciało zwierzęcia mogłaby podejmować moralne (złych/dobrych) wybory jest głupie. Jak więc miałaby wyrwać się z kręgu wcieleń/zasłużyć na jakieś ,,godniejsze" ?

  18. Zobacz profil Sorcier Sorcier napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 17:58

    @Marek

    Ależ zgadzam się z tym, że winno się poszerzać swoją wiedzę zarówno religijną jak i poza religijną i najlepiej korelować jedną z drugą z pożytkiem dla Kościoła i swojej wiary oraz wiary innych osób - jak zrobił to tutaj Hiob. Tyle, że uważam też, że nie jest to element wystarczający. Żałuję zawsze, gdy w homilii, miast wyłożenia zasad wiary, wyjaśniania słów Pisma Świętego oraz podstaw katechizmu (a jest to - jak sądzę - niezbędne by o nich mówić) mam okazję wysłuchać poezji lub kolejnych "okrągło brzmiących" słów, które nie mają żadnego przełożenia na praktykę codziennego życia katolika - dla mnie to nader bolesna sprawa. A przecież, gdzie, jeśli nie na kazaniu, przeciętny katolik ma usłyszeć słowa zachęty do pogłębiania swojej wiary, ale też konkretne wyłóżenie i przypomnienie katechizmu i zasad wiary i moralności katolickiej oraz sens ich przestrzegania.

  19. Zobacz profil Sorcier Sorcier napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 18:03

    P.S. Wystarczy czasami zadać banalne pytanie typu: "Dlaczego wierzysz w Boga?" albo "Co to znaczy, ze jesteś katolikiem?" i okazuje się, iż pojawiają się schody nie do pokonania dla osoby, która przecież regularnie uczęszcza na cotygodniową Eucharystię. Ale nie wierzę też by ktoś kto prawdziwe żyje wiarą sam od siebie nie zaczął poszerzać swojej wiedzy i poznania. Dla mnie to oczywista konsekwencja. Jeśli kocham Chrystusa, to chcę wiedzieć jak najwięcej o Nim i o świecie, który dla mnie stworzył.

  20. Zobacz profil Marek2200 Marek2200 napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 18:11

    @Sorcier

    Pełna zgoda! Dyskusji więc tu nie będzie jesli o mnie chodzi :)

  21. Zobacz profil Sorcier Sorcier napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 18:20

    @Marek

    :)

  22. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 20:46

    Ja czytam, czytam... Tylko, Szara Eminencjo, nie przesłodź... :DDD

     

    "Życie, Karolino, to nie legumina, gdy za słodkie, to jest źle..."

     

    A poza tym róbmy swoje. Święty Piotr, mój patron, uczy w swoim Pierwszym Liście, trzeci rozdział:

     

    "Bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest"

     

    I potem dodaje, bardzo ważne! Ten werset za Biblią Warszawską:

     

    "Lecz czyńcie to z łagodnością i szacunkiem. Miejcie sumienie czyste, aby ci, którzy zniesławiają dobre chrześcijańskie życie wasze, zostali zawstydzeni, że was spotwarzali"

    ____________

    God loves you

  23. Zobacz profil Ostrowski Ostrowski napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 20:47

    Dzięki Ci Hiobie. Z tym bogiem-brzuchem to trafiłeś w samo sedno. Wygodny to bóg, bo nie ma wymagań... Ale co to ma wspólnego z Bogiem Żywym?

  24. Zobacz profil Derajash Derajash napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 21:10

    Dopiszę się do tego wątku niewielkim tłumaczeniem bluźnierczego tekstu na temat reinkarnacji, wygłoszonego niestety po hiszpańsku. Oto fragment. Na dole zamieszczam link do całości.

    ... według jego nauczania byt esencjalny rodzi się na nowo w kolejnych reinkarnacjach. Sali Machaliczi Baba urodził się w roku 1932, w 1812, w 1417, w 1103, itd., itd. W swoich różnych wcieleniach był Maharadżdżą Kalkuty, bengalskim tygrysem, sejlandzkim szympansem, wszą dobermana i prątkiem gróźlicy - w takiej kolejności. W pewnym okresie z powodu błędu przypisanego kosmicznej biurokracji urodził się wiele lat przed śmiercią w swoim poprzednim życiu i przez jakiś czas był dwoma osobami na raz: Erykiem - starym piratem wikingów i Eneaszem - młodym ateńczykiem, który zajmował się haftowaniem. Dla obydwu były to lata bardzo ciekawe. Podczas gdy młody hafciarz stawał się człowiekiem nieokrzesanym i męskim, stary pirat spędzał swoje najszczęśliwsze lata otoczony miłością swoich marynarzy. 

    LINK

  25. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Wednesday, 21 December 2011, 21:34

    Dzięki, Derajash. Ten tekst doskonale ilustruje też inny problem, jaki mam ja i powinien mieć każdy Europejczyk z buddyzmem i hinduizmem. Dla wyznawców tamtych religii nie istnieje problem braku logiki, bo logika jest im zupełnie obca. W jednej z dyskusji na naszym forum LINK napisałem, cytując tekst  ze stronki "rozwojduchowy.net":

    "Kiedyś Budda Gautama był pytany o naturę wszechświata. Pytanie brzmiało:

    - Czy wszechświat jest nieskończony?

    - Nie - wyjaśnił Budda.

    - Czy wszechświat jest w takim razie skończony? - pytający próbował zgłębić tą tajemnicę.

    - Nie - spokojnie odpowiedział Budda.

      To wydaje się na pierwszy rzut oka absurdalne i głupie. Sprzeczne z logiką umysłu. Dla umysłu istnieje tak lub nie. Nie ma innych możliwości. To jest właśnie logika, która w pewnym momencie staje się ograniczeniem. Budda wiedział, że wszelkie próby określenia wszechświata są bezużyteczne i są tylko aktywnością umysłu. Wiedział też, że umysł nie pojmie wszechświata, może jedynie się w tych pojęciach zgubić, co w dalszej mierze przyniesie cierpienie. To nie jest droga do wyzwolenia i uciszenia. Drogą wyzwolenia jest wyjście ponad umysł i logikę. Świadomość powinna zostawić te narzędzia za sobą jeśli chce wejść w przestrzeń istnienia.

    Wolność może być zrealizowana tylko ponad umysłem, ponad pojęciami i obrazami mentalnymi. Choć wydaje się to niemożliwe i głupie dla człowieka naszej cywilizacji. Ludzie nie chcą porzucać własnego umysłu, nie chcą go uciszać, ponieważ wydaje im się, że gwarantuje on przetrwanie czy też szczęście. W praktyce wygląda to trochę inaczej. Prawdziwe wyzwolenie i wejście w moment doświadczenia jest ponad umysłem. Nie pod umysłem, gdzie w grę wchodzi nieświadomość i zamroczenie. Stan ponad umysłem jest stanem świadomości, ciszy i przestrzeni. Rzeczywistość jest wtedy zupełnie inna, nie jest niczym ograniczona i zabarwiona. Po prostu jest. To jest powrót do źródła, esencji istnienia. Powrót do jestestwa.

    Tu nie trzeba już być logicznym, nie trzeba by wszystko się zgadzało. Może się nie zgadzać, można mówić bzdury totalne, to nie ma warunków. Ważne, że czuje się własną prawdę - jest ona doświadczana. Z tego poziomu można tworzyć różne słowa opisujące własne postrzeganie rzeczywistości. Mogą to być słowa różnie rozumiane, ponieważ są to tylko myśli i inne energie na polu mentalnym. Dlatego powstaje też wiele nieporozumień między ludźmi, którzy jeszcze własnej prawdy nie czują. Kto choć raz przez chwilę dotknie serca wszechświata, ten wprowadzi do swego życia luz istnienia. Pojęcia umysłu nie będą wtedy ostateczną rzeczywistością. Co ciekawe, nadal będzie można mówić o swojej prawdzie, nadal będzie można mówić o prawdzie „mojszej niż twojszej”, jednak nie będzie się tego traktowało poważnie. Będzie to inspirująca duchowo zabawa duszy.

    autor artykułu: AnandaNa"

     

    Cóż, dla mnie logiczne myślenie jest ważne. Dla mnie stwierdzenie, że dusza przez pomyłkę mogła znaleźć się w dwojgu ludzi na raz jest bełkotem. Ale dla buddysty, czy wyznawcy hinduizmu, zdaje się, nie stanowi to żadnego problemu. Bo ich religia nawet nie pozwala zastanawiać się nad takimi, całkiem realnymi, trudnościami. My twierdzimy, że myślenie nie boli. Budda uczył, że myślenie powoduje cierpienie, więc najlepiej przestać myśleć w ogóle.

     

    Ale ja lubię myśleć i dla mnie bezmyślność powoduje cierpienie. I co ty na to, drogi Buddo?

    ____________

    God loves you

  26. Zobacz profil Marek2200 Marek2200 napisał/a:

    Thursday, 22 December 2011, 01:32

    @Hiob

    He he - rzecywiście ciekawe co na to Budda. Na tym przykładzie widać jak głęboko jesteśmy zakorzenieni w spuściźnie filozofii greckiej. Dla buddystów zasada niesprzecznośći (np. albo coś jest albo tego nie ma, cos jest czarne albo nie jest czarne) nie istnieje. Trudno to sobie nam wyobrazić. I dlatego nigdy nie będziemy (ludzie cywilizacji zachodniej) dobrymi buddystami i hinduistami. Śmiać mi się chce jak patrzę na tych naszych rodzimych buddystów.

  27. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Thursday, 22 December 2011, 04:00

    Jeszcze coś na temat "logiki buddyzmu"  LINK

     

    Autor tego tekstu kończy takimi slowami:

     

    "Podejmowanie dyskusji z buddyzmem przypomina podejmowanie dyskusji z człowiekiem chorym psychicznie. Aby chory mógł podjąć z kimś racjonalną dyskusję, musiałby uwolnić się z choroby, w której tkwi. Podobnie jest w przypadku buddysty. Aby mógł on poddać logicznej analizie system, w który uwierzył, musiałby przestać być buddystą. Musiałby sprzeciwić się Buddzie, który „ze współczucia nauczył prawdziwej doktryny w celu porzucenia wszelkich poglądów”. Zachwyt nad buddyzmem niektórych środowisk w cywilizacji Zachodniej pokazuje, jak dalece może zostać wypaczony ludzki umysł, jeśli człowiek potraktuje go jako twórcę, a nie jako sługę rzeczywistości."

    ____________

    God loves you

  28. Thursday, 22 December 2011, 10:14

    Hiob: "Budda uczył, że myślenie powoduje cierpienie, więc najlepiej przestać myśleć w ogóle."

    Eureka! Większość elektoratu w Polsce to krypto-buddyści ;-).

  29. Zobacz profil Marek2200 Marek2200 napisał/a:

    Thursday, 22 December 2011, 10:31

    @Hiob

    O to chodzi! Jak ktoś chce zapoznac się z "logiką" buddyzmu w wersji europejskiej to proponuję sięgnąć po ksiąkę Edwarda Stachury pt. "Fabula rasa". Tam własnie Stachura posługuje się "logiką" typu: "czy istniejesz? Nie. Czy nie istniejesz? Nie". Lubię Stachurę ale ta książka jest paranoidalna.

  30. Zobacz profil Marek2200 Marek2200 napisał/a:

    Thursday, 22 December 2011, 10:32

    @KeyShot

    :)

  31. Zobacz profil Marek2200 Marek2200 napisał/a:

    Thursday, 22 December 2011, 10:33

    Tu cytat z "Fabula rasa":

    "- Czy to ma znaczyć, że rozumienie jest bezmyślnością?- Rozumienie jest wyzwoleniem od tego, o czym się nie myśli, bo się to rozumie.Bezmyślność zaś nie ma czegoś takiego. Są ludzie mniej myślący i ludzie bardziej myślący,ale bezmyślnych nie ma. Każdy śmiertelnik jest chorobą myślenia zarażony."

  32. Zobacz profil CieńKolorowy CieńKolorowy napisał/a:

    Thursday, 22 December 2011, 12:01

    +

  33. Zobacz profil Turkuc Turkuc napisał/a:

    Friday, 23 December 2011, 01:09

           Kiedyś, gdzieś przeczytałem (usłyszałem), że życie na Ziemi to nieustanna interpretacja.Nie jestem czlowiekiem, który bezkrytycznie przyjmuje wszelkie teorie, jestem obserwatorem i eksploratorem. Eksploruję obszary godne uwagi .         Otóż, poruszajac sie po obszarze tzw. religii zauważyć można, że argumentacja o ich wiarygodności i niepodważalnosci jest możliwa do podważenia. Nagle po 4,5 miliarda lat istnienia Ziemi pojawiają się jedyne prawdziwe religie - judaizm, chrześcijaństwo, islam etc. Jeżeli urodziłeś się w którejś z tych religii to prawdopodobnie będziesz interpretował z dużym prawdopodobieństwem patrząc przez jej pryzmat a wszystko to przy dźwięcznej grze uczuć, emocji, wspomnień etc. Po prostu zostałeś obramowany, na Twoj umysł został nałożony kaganiec , który mowi - "Zobacz, tam jest horyzont". Ludzie, którzy ulegają wpływom religii bardzo często starają się zdegradować, wyśmiać a jak historia pokazuje także zasymilować ludzi o odmiennym spojrzeniu tylko dlatego, że ich ego mowi im, że mają rację. Ludzie szykanują ludzi, którzy wierzą w reinkarnację chociaż nie potrafią udowodnić istnienia piekła, nieba, sądu ostatecznego, Adama i Ewy, istnienia apostołów Pawła, Piotra etc. Dziesięć przykazań czy przypowieść o siewcy nie jest żadnym przełomem w dziejach ludzkości, czynienie dobra jest wartoscią ponadczasową, ponadkulturową etc.u istot z rozwinietą świadomoscią.          W powyższym tekście i komentarzach rzuca sie w oczy niemoc/niecheć do próby spojrzenia na omawiane zagadnienia z innej perspektywy niż sie standardowo przyjmuje. Jeśli żyłbyś w polu dwuwymiarowym to nie mógłbyś dostrzec co jest ponad Tobą. Ludzie nie wykraczajacy poza typowe schematy myślowe, interpretują swiat wyłącznie z perspektywy im znanej, tu mianowicie trojwymiarowej,ziemskiej, i co najważniejsze czasoprzestrzennej. Autor pisze - "Jednak... jeżeli każdy człowiek miał ileś poprzednich wcieleń, to nam brakuje ludzi. Nauka nam mówi, że wszyscy pochodzimy od jednej matki." Pamietaj , że niedawno nauka mowila nam ze słońce obraca sie wokol ziemi,czym pokazala, ze prawda nie zawsze jest wartoscia stala. Nie widzę tez zadnego fenomenu w zwiekszajacej sie ilosci dusz na Ziemi, napomne tylko, ze wszechswiat moze byc pelen energii zarowno materialnej jak i niematerialnej oraz jej mozliwosci przemieszczania z jednego systemu do drugiego. W kwestii reinkaracji istotna moze byc potrzeba doskonalenia, rozwoju swiadomosci, ewolucji.Kolejne wcielenia daja mozliwosc poznania nieznanego, zapanowania nad energia emocji etc. aby osiagnac doskonalosc .  Kolejny cytat- "I jeżeli karma determinuje w naszym życiu to, czy jesteśmy zdrowi i bogaci, czy też chorzy, biedni i nieszczęśliwi, to kto, albo co determinuje jakie będzie życie tych nowych osób, które w jakiś sposób "zaistniały" nie mając poprzedniego wcielenia?". Hiobie odpowiedzi na Twoje pyania istnieja, gdybys zadal sobie troche trudu na ich odnalezienie to pewnie bys ich nie zadawal (wlasciwie to nie wiem po co podejmujesz kwestie religii dalekiego wschodu czytajac slogany, zamiast je przestudiowac a dopiero potem pisac na ten temat artykul) Wracajac do cytatu powiem tylko tyle ,ze jest takie powiedzenie - "syty nie zrozumie glodnego"  ale jesli syty w nastepnym zyciu bedzie glodny ?, kat stanie sie ofiara to zrozumie czym sa szykany.....etc. Z mojego punktu widzenia odpowiedzi na Twoje pytania sa banalnie proste (przynajmniej w teorii)...

  34. Zobacz profil Adalbert1241 Adalbert1241 napisał/a:

    Friday, 23 December 2011, 01:25

    Skąd te 4,4 miliarda lat że grzecznie spytam?Z wykopalisk?Z kolumny stratygraficznej której nikt nigdy nie widział????To już prościej udowodnić istnienie Apostołow Piotra i Pawła.

    Jaką perspektywę się standardowo przyjmuje????????I kto niby ją przyjmuje????

    "Ludzie nie wykraczajacy poza typowe schematy myślowe, interpretują swiat wyłącznie z perspektywy im znanej, tu mianowicie trojwymiarowej,ziemskiej, i co najważniejsze czasoprzestrzennej" -  A inni jak? Jak Einstein? Odkrywając istniejące i to niedokładnie?

    Sorry ale się nie trzyma kupy

  35. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Friday, 23 December 2011, 02:24

    Turkuc:  "Nagle po 4,5 miliarda lat istnienia Ziemi pojawiają się jedyne prawdziwe religie - judaizm, chrześcijaństwo, islam etc."

     

    -Niezupełnie. Przede wszystkim przez pierwsze 3,5 miliarda lat nie było tu żadnego życia. Przez następny miliard nie było tu ludzi, którzy pojawili się dopiero 400-250 tysięcy lat temu.

     

    Poza tym żadne religie nie pojawiają się "nagle". Objawienie Boże następuje stopniowo i powoli.  I jeszcze jedno: Judaizm starotestamentowy i chrześcijaństwo to nie są inne religie. Chrześcijaństwo jest kontynuacją i wypełnieniem judaizmu. A islam jest wypaczeniem judeochrześcijaństwa.

     

     

    Turkuc: "Ludzie, którzy ulegają wpływom religii bardzo często starają się zdegradować, wyśmiać a jak historia pokazuje także zasymilować ludzi o odmiennym spojrzeniu tylko dlatego, że ich ego mowi im, że mają rację."

     

    - Jacy "ludzie"?  Ja mogę odpowiadać jedynie za siebie, nie za jakiś abstrakcyjnych "ludzi". I to nie moje "ego" mi mówi, że mam rację, ale mój racjonalny umysł. A to, że chcę "zasymilować ludzi o odmiennym spojrzeniu" wynika jedynie z miłości do nich. Bo tylko poprzez poznanie Prawdy można osiągnąć szczęście.

     

    Turkuc: "Ludzie szykanują ludzi, którzy wierzą w reinkarnację chociaż nie potrafią udowodnić istnienia piekła, nieba, sądu ostatecznego, Adama i Ewy, istnienia apostołów Pawła, Piotra etc."

     

    - Akurat istnienie Ewy to nam udowodniła genetyka, więc "ludzie" już tego nie muszą robić. Co do istnienia Piotra i Pawła, to negowanie ich jako postaci historycznych jest takim absurdem, jak negowanie, powiedzmy, istnienia Aleksandra Wielkiego.

     

    Turkuc: "Dziesięć przykazań czy przypowieść o siewcy nie jest żadnym przełomem w dziejach ludzkości, czynienie dobra jest wartoscią ponadczasową, ponadkulturową etc.u istot z rozwinietą świadomoscią."

     

    - A jak zdefiniujesz dobro? Czy "dobro" jest wartością istniejącą obiektywnie? I dlaczego? Dlaczego też pojęcie dobra jest znane wszystkim cywilizacjom? Skąd to się wzięło?   

     

    Turkuc:    "W powyższym tekście i komentarzach rzuca sie w oczy niemoc/niecheć do próby spojrzenia na omawiane zagadnienia z innej perspektywy niż sie standardowo przyjmuje. Jeśli żyłbyś w polu dwuwymiarowym to nie mógłbyś dostrzec co jest ponad Tobą."

     

    - Jednak ja żyję w pewnych realiach. Świat mnie otaczający jest poznawalny i dotykalny. Jest trójwymiarowy, nie płaski. Piszę ten tekst jedząc chleb i pijąc wodę. To jest prawdziwy, realny chleb i prawdziwa, mokra, zimna woda. Zatem... czemu mam w tej sytuacji "patrzyć z innej perspektywy" na otaczające mnie realia?

     

    Widzisz, ja jestem fizyczny. Tak zwany "prosty człowiek". Realista do szpiku kości. Zarabiam ciężką pracą na chleb. Wierzę w to, co widzę, i w to, co logicznie mogę uznać za prawdę, nawet, gdy tego nie widzę. Ale ta logiczność myślenia jest dla mnie bardzo istotna. I dopóki ktoś mi nie przedstawi innej logicznej alternatywy, nie porzucę logicznego świata dla absurdalnych bredni, tylko dlatego, że te brednie są "rzeczywistością widzianą z innej perspektywy".

     

    Turkuc: "Pamietaj , że niedawno nauka mowila nam ze słońce obraca sie wokol ziemi,czym pokazala, ze prawda nie zawsze jest wartoscia stala."

     

    - Słuszna obserwacja, fałszywy wniosek. To prawda, że nauka dość późno poznała, że Ziemia obraca się wokół Słońca, ale nie znaczy to wcale, że prawda nie jest wartością stałą. Znaczy to jedynie, że nauka do prawdy dochodzi stopniowo. To co nam mówi nauka nie jest przecież żadnym dogmatem i najwyższym dobrem. Błędne hipotezy w nauce są tak stare, jak świat.

     

    Turkuc: "napomne tylko, ze wszechswiat moze byc pelen energii zarowno materialnej jak i niematerialnej oraz jej mozliwosci przemieszczania z jednego systemu do drugiego."

     

    -Tylko, że to się nijak nie ma do naszej duszy. Dusza nie jest żadną bezosobową "energią". Nie jestem królikiem z reklamy energizer, który ma duszę na kształt baterii, która mnie napędza.

     

    Turkuc: "W kwestii reinkaracji istotna moze byc potrzeba doskonalenia, rozwoju swiadomosci, ewolucji.Kolejne wcielenia daja mozliwosc poznania nieznanego, zapanowania nad energia emocji etc. aby osiagnac doskonalosc ."

     

    - Widzę, że nic nie zrozumiałeś z mojej notki. NIE MA kolejnego wcielenia. Jaka możliwość "poznania nieznanego", gdy każda "duszoenergia" zaczyna od zera, nie pamiętając niczego z poprzedniego wcielenia? Nie widzisz, że to bez sensu?

     

    Turkuc:   "Kolejny cytat- "I jeżeli karma determinuje w naszym życiu to, czy jesteśmy zdrowi i bogaci, czy też chorzy, biedni i nieszczęśliwi, to kto, albo co determinuje jakie będzie życie tych nowych osób, które w jakiś sposób "zaistniały" nie mając poprzedniego wcielenia?". Hiobie odpowiedzi na Twoje pyania istnieja, gdybys zadal sobie troche trudu na ich odnalezienie to pewnie bys ich nie zadawal"

     

    - I Ty, zapewne, znasz te odpowiedzi? Możesz zatem mi odpowiedzieć? Bo na razie to to, co piszesz to demagogia.

     

    Turkuc: "(wlasciwie to nie wiem po co podejmujesz kwestie religii dalekiego wschodu czytajac slogany, zamiast je przestudiowac a dopiero potem pisac na ten temat artykul)"

     

    - Zaraz, zaraz... A skąd Ty wiesz ile przeczytałem na ten temat?

     

    Turkuc: "Wracajac do cytatu powiem tylko tyle ,ze jest takie powiedzenie - "syty nie zrozumie glodnego"  ale jesli syty w nastepnym zyciu bedzie glodny ?, kat stanie sie ofiara to zrozumie czym sa szykany.....etc. Z mojego punktu widzenia odpowiedzi na Twoje pytania sa banalnie proste (przynajmniej w teorii)..."

     

    - Tylko nadal tych odpowiedzi nikt mi nie jest w stanie przedstawić. W jaki sposób kat ma otrzymać nauczkę, skoro teraz, jako ofiara, nie ma pojęcia, że był kiedyś katem?  Za co ja otrzymuję tyle łask? Piękny dom, samochód marzeń, kochająca i kochana żona... Znaczy zrobiłem coś dobrego w poprzednim życiu? A jak w to włączyć chorobę dziecka i ojca? Coś narozrabiałem? I co konkretnie, bo chciałbym się zrehabilitować... I co w przyszłym życiu? Za złe uczynki będę szczurem, a za dobre Królem Świata i Okolicy? Ale w jakiej kolejności? I jak to będzie wychowywać moje kolejne wcielenie (zwłaszcza to szczurze), gdy jako szczur w ogóle nie będę miał zdolności racjonalnego myślenia? 

     

    A jak zostanę krokodylem i zjem złego człowieka, to będzie dobry uczynek, czy nie? I jak, jako krokodyl "z ptasim móżdżkiem" mam decydować, co ma być moją karmą, by mi się moja karma poprawiła?

     

    I czemu ludzie, którzy nie potrafią logicznie myśleć, nie potrafią zazwyczaj także schludnie i przejrzyście pisać?

    ____________

    God loves you

     

     

  36. Zobacz profil SzEm SzEm napisał/a:

    Friday, 23 December 2011, 07:10

    Errata: A czy będąc reinkarnowanym ze świni w karaczana - czy wtedy poznaje ona [ta ,,energia"] nieznane, panuje nad energią emocji [co to k.. jest ,,energia emocji " ??]etc. aby osiagnac doskonałosć  ?

  37. Zobacz profil Marek2200 Marek2200 napisał/a:

    Friday, 23 December 2011, 10:40

    @Hiob

    O co chodzi z Ewą i genetyką?

  38. Zobacz profil Turkuc Turkuc napisał/a:

    Friday, 23 December 2011, 13:05

    Może nie było to jasne dla wszystkich, więc na wstępie wyjaśnię, że nie przynależę do żadnej religii. Moja wiedza dotycząca tematu poruszonego jest teoretyczna o charakterze dynamicznym. Nie jestem zagorzałym zwolennikiem ani przeciwnikiem teorii reinkarnacji.Jestem umysłem otwartym.

    Hiob - "Niezupełnie. Przede wszystkim przez pierwsze 3,5 miliarda lat nie było tu żadnego życia. Przez następny miliard nie było tu ludzi, którzy pojawili się dopiero 400-250 tysięcy lat temu."

     

    Teoretyzujesz.

    Hiob - "Poza tym żadne religie nie pojawiają się "nagle". Objawienie Boże następuje stopniowo i powoli. I jeszcze jedno: Judaizm starotestamentowy i chrześcijaństwo to nie są inne religie. Chrześcijaństwo jest kontynuacją i wypełnieniem judaizmu. A islam jest wypaczeniem judeochrześcijaństwa."

    Teoretyzujesz Hiob - "Jacy "ludzie"? Ja mogę odpowiadać jedynie za siebie, nie za jakiś abstrakcyjnych "ludzi". I to nie moje "ego" mi mówi, że mam rację, ale mój racjonalny umysł. A to, że chcę "zasymilować ludzi o odmiennym spojrzeniu" wynika jedynie z miłości do nich. Bo tylko poprzez poznanie Prawdy można osiągnąć szczęście.

     

    Skoro możesz jedynie odpowiadać za siebie to nie narzucaj własnej woli innym. Reżimy też chciały kochać na siłę.

    Hiob - "Akurat istnienie Ewy to nam udowodniła genetyka, więc "ludzie" już tego nie muszą robić. Co do istnienia Piotra i Pawła, to negowanie ich jako postaci historycznych jest takim absurdem, jak negowanie, powiedzmy, istnienia Aleksandra Wielkiego."

     

    Teoretyzujesz. Daj niezbity dowód na ich istnienie ! Hiob - "A jak zdefiniujesz dobro? Czy "dobro" jest wartością istniejącą obiektywnie? I dlaczego? Dlaczego też pojęcie dobra jest znane wszystkim cywilizacjom? Skąd to sięwzięło?

    Dobro to miłość, współczucie, pomoc etc. To uczucie spokoju, spełnienia i zadowolenia. Hiob - Jednak ja żyję w pewnych realiach. Świat mnie otaczający jest poznawalny i dotykalny. Jest trójwymiarowy, nie płaski. Piszę ten tekst jedząc chleb i pijąc wodę. To jest prawdziwy, realny chleb i prawdziwa, mokra, zimna woda. Zatem... czemu mam w tej sytuacji "patrzyć z innej perspektywy" na otaczające mnie realia?

     

    Typowy realista wierzący w piekło, niebo i sąd ostateczny. Coś tu chyba nie gra ?

     

    Widzisz, ja jestem fizyczny. Tak zwany "prosty człowiek". Realista do szpiku kości. Zarabiam ciężką pracą na chleb. Wierzę w to, co widzę, i w to, co logicznie mogę uznać za prawdę, nawet, gdy tego nie widzę. Ale ta logiczność myślenia jest dla mnie bardzo istotna. I dopóki ktoś mi nie przedstawi innej logicznej alternatywy, nie porzucę logicznego świata dla absurdalnych bredni, tylko dlatego, że te brednie są "rzeczywistością widzianą z innej perspektywy". Chrześcijaństwo mówi, że nie tylko fizyczny. Realista, którego wiara opiera się na teorii o charakterze statecznym. Przecież wiedzę czerpiesz ze starych przekazów, które nie zawsze mogą być interpretowane właściwie.

    Hiob - "Tylko, że to się nijak nie ma do naszej duszy. Dusza nie jest żadną bezosobową "energią". Nie jestem królikiem z reklamy energizer, który ma duszę na kształt baterii, która mnie napędza."

     

    Teoretyzujesz. Czy potrafisz zdefiniować duszę ?

    Hiob - "Widzę, że nic nie zrozumiałeś z mojej notki. NIE MA kolejnego wcielenia. Jaka możliwość "poznania nieznanego", gdy każda "duszoenergia" zaczyna od zera, nie pamiętając niczego z poprzedniego wcielenia? Nie widzisz, że to bez sensu? Jeśli chodzi o pierwsze wcielenie to gdybyś uważniej przestudiował zagadnienie reinkarnacji to natrafiłbyś na informację, że kieruje się czystą ciekawością, nie jest obciążona żadną karmą/losem a o miejscu i czasie wcielenia decyduje sama. Dopiero życie na Ziemi powoduje możliwość uwikłania się na przykład w grę emocjonalną. Mając jakies długi emocjonalne bedzie dążyć do ponownego wcielenia w otoczeniu tej osoby w stosunku do której jest coś dłużna albo ktoś jest jej coś dłużny. Pamięć o poprzednich wcieleniach jest konieczna do wymazania na planie Ziemskim dla dobra Istoty aby nie stanowiła obciążenia w życiu obecnym.   Hiob - "I Ty, zapewne, znasz te odpowiedzi? Możesz zatem mi odpowiedzieć? Bo na razie to to, co piszesz to demagogia." Jeżeli zaczniesz analizowań zagadnienia reinkarnacji to informacje są dostępne. Masz prawo powiedzieć, że to demagogia, Ja sam przecież zaznaczyłem, że moja wiedza ma charakter teoretyczny-dynamiczny ale patrząc na wielkie religie tego świata to są to również kolosy na glinianych nogach. Hiob - "Zaraz, zaraz... A skąd Ty wiesz ile przeczytałem na ten temat?"

     

    Ponieważ gdybyś się tym głębiej zainteresował to nie zadawałbyś oczywistych pytań. Cytujesz wypowiedzi pseudooświeconych a potem rzucasz się na nie jak byk na czerwoną płachtę. Hiob - "Tylko nadal tych odpowiedzi nikt mi nie jest w stanie przedstawić. W jaki sposób kat ma otrzymać nauczkę, skoro teraz, jako ofiara, nie ma pojęcia, że był kiedyś katem? Za co ja otrzymuję tyle łask? Piękny dom, samochód marzeń, kochająca i kochana żona... Znaczy zrobiłem coś dobrego w poprzednim życiu? A jak w to włączyć chorobę dziecka i ojca? Coś narozrabiałem? I co konkretnie, bo chciałbym się zrehabilitować... I co w przyszłym życiu? Za złe uczynki będę szczurem, a za dobre Królem Świata i Okolicy? Ale w jakiej kolejności? I jak to będzie wychowywać moje kolejne wcielenie (zwłaszcza to szczurze), gdy jako szczur w ogóle nie będę miał zdolności racjonalnego myślenia?

     

    Kat nie ma otrzymać nauczki. On ma poznać czym jest dobro i zło a potem wybrać. Wolna wola. To dusza się uczy a nie tylko ciało fizyczne.Dusza ma świadomość ponadfizyczną. Zadając krzywdę komuś zadajesz ją sobie, czyniąc dobro czynisz je sobie. Zarówno dobre jak i złe uczynki warunkują karmę/los.Pytasz o chore dziecko ? A co jest winny kamień na drodze gdy go kopniesz i złamiesz palec,kwestia przypadku, niepoznanego? Spójrz na powietrze, którym oddychasz - jest pełne mikrocząsteczek z opon, spalin, spójrz na wodę którą pijesz - jest oczyszczona z kału, moczu, leków etc. , spójrz na żywność, którą spożywasz - jest pełna pestycydów a teraz zadaj sobie pytanie kto do tego doprowadził ? Ludzie zanieczyścili Ziemię, która pierwotnie była czysta, woda nadawała się do picia, dlaczego Ty jako Chrześcijanin przyczyniasz się pośrednio do cierpienia zwierząt (zakładam ,że jesz mięso) najpierw poprzez ich przetrzymywanie na własnych odchodach a potem przez rzeź ? Czy widziałeś jak się zachowuje koń, który idzie na rzeź, on to czuje - cały drży - zupełnie jak człowiek ? No ale kiedy idziesz do supermarketu to mięso wygląda przyjemnie ? Hiob - "A jak zostanę krokodylem i zjem złego człowieka, to będzie dobry uczynek, czy nie? I jak, jako krokodyl "z ptasim móżdżkiem" mam decydować, co ma być moją karmą, by mi się moja karma poprawiła?" Krokodyl je aby przeżyć (człowiekowi natomiast zwierzęta są dane jak mówi księga rodzaju - do pomocy). Poszukaj sobie informacji o hierarchii, zwróć uwage, że w naszym sodowisku istnieją trzy formy reagujące na światło słoneczne. Hiobie przepraszam ale tracę już ochotę i cierpliwość w omawianiu kwestii reinkarnacji, mimo ,że się tym interesuję to nie uważam się za znawcę tematu. I czemu ludzie, którzy nie potrafią logicznie myśleć, nie potrafią zazwyczaj także schludnie i przejrzyście pisać? Chyba mnie za to nie spalisz na stosie ........:)) To moj ostatni komentarz poniewaz trace zainteresowanie tematem i piszę przez to niechlujnie. Czy nie uważasz, że ocierasz się o fanatyzm ?

  39. Zobacz profil Turkuc Turkuc napisał/a:

    Friday, 23 December 2011, 13:17

    Przepraszam, że wszystko jest sklejone ale nie widzę możliwości edycji post factum

  40. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Friday, 23 December 2011, 13:59

    Marek2200, genetyka nas uczy, że wszyscy pochodzimy od jednej matki. A o "Ewie", tej "naukowej" pisalem już, na przykład w tej notce:  LINK

    ____________

    God loves you

  41. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Friday, 23 December 2011, 14:16

    @ Turkuc:  Ja naprawdę nie mam czasu na takie gierki słowne. Zwłaszcza w wigilię Wigilii. Piszesz: "Skoro możesz jedynie odpowiadać za siebie to nie narzucaj własnej woli innym. Reżimy też chciały kochać na siłę."

     

    - Na siłę? Narzucać? Nie roumiem... co i kiedy ja narzucałem komukolwiek? I to jeszcze "na siłę"? To każdy, kto się dzieli swoimi przemyśleniami jest według Ciebie "reżimem narzucającym coś innym na siłę"?  Hmm....   Rozumiem zatem, że, Twoim zdaniem, powinienem milczeć, tak? Ale czy wtedy Ty nie okażesz się tym, co mnie coś narzuca na siłę?

     

    Piszesz:  Teoretyzujesz. Daj niezbity dowód na ich istnienie!

     

    Demagogia. Nie dam Ci tego, tak, jak Ty mi nie dasz "niezbitego dowodu" na istnienie Platona, Aleksandra Wielkiego, Mieszka Pierwszego i samego siebie.  Nie będziemy dyskutować na takim poziomie, bo to poziom piaskownicy przedszkolnej.

     

    Piszesz: "Dobro to miłość, współczucie, pomoc etc. To uczucie spokoju, spełnienia i zadowolenia."

     

    - Ale dlaczego jest to dobrem? Kto powiedział, że to jest dobrem? Czy dobrem jest eliminowanie osób kalekich ze społeczeństwa? I dlaczego w buddyzmie i hinduizmie odrzuca się współczucie, bo przecież to jest wynik karmy, wina samych tych, którzy dziś cierpią?

     

    Piszesz: "Typowy realista wierzący w piekło, niebo i sąd ostateczny. Coś tu chyba nie gra?"

     

    - Ależ wszystko gra. Realizm to nie tylko wiara w to, co mogę dotknąć. Wierzę w miłość, bo jej doświadczyłem i słyszałem o niej od innych, ale jej nie zmierzyłem, nie zobaczyłem, nie pomacałem.  Wierzę w Australię, choć tam nie byłem i jej nie widziałem. Wierzę w niebo, piekło i Sąd, bo polegam na tych, którzy są dla mnie autorytetem, a do tego moja logika podpowiada mi, że to jest prawda. Inna rzeczywistość jest nielogiczna, a ta się doskonale układa w piękną, logiczną całość. Nie mam takiej wiary, by uwierzyć w świat bez Boga.  Intelekt mi mówi, że chrześcijaństwo jest Prawdą.

     

    Piszesz: "Chyba mnie za to nie spalisz na stosie ........:)) To moj ostatni komentarz poniewaz trace zainteresowanie tematem i piszę przez to niechlujnie. Czy nie uważasz, że ocierasz się o fanatyzm ?"

     

    - Ja? A Ty? Czy te propagandowe, "zielono-czerwone" wstawki to nie fanatyzm? Zależy, jak się fanatyzm zdefiniuje...

     

    A skoro to Twój ostatni komentarz, to chciałbym Ci życzyć wszystkiego najlepszego z okazji urodzin  Tego, Który stworzył i zbawił Świat, a w którego Ty nie wierzysz. Na szczęście On wierzy w Ciebie, więc  jest jeszcze nadzieja...

     

    Polecam Ci także mój najnowszy wpis:  LINK

     

    ____________

    God loves you

  42. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Friday, 23 December 2011, 17:03

    I jeszcze jedno... Kolega Turkuc większość moich wypowiedzi skwitował słówkiem "teoretyzujesz". Zabawne, zwłaszcza u kogoś broniącego reinkarnacji. Rozumiem, że Turkuc uważa, że on nie teoretyzuje, ale pisze o jakiś doświadczeniach? Ciekawe jak on tego doświadcza, tej reinkarnacji?

     

    Istnienie apostołów Piotra i Pawła to teoria, której się nie da udowodnić, a reinkarnacja to fakt? I jak z takimi ludźmi można dyskutować? To, co oni piszą to demagogia czystej wody.

    ____________

    God loves you

  43. Zobacz profil Turkuc Turkuc napisał/a:

    Friday, 23 December 2011, 17:45

    Hiobie !!! gdybyś czytał uważnie to byś zauważył na samym wstepie drugiego komentarza -  cyt. "Moja wiedza dotycząca tematu poruszonego jest teoretyczna o charakterze dynamicznym" Więc o co chodzi ??? Ty natomiast teoretyzujesz nie zakładając możliwej zmiany/upadku twoich teorii ( bo według mnie piekło, niebo, sąd ostateczny itd. są jedynie teoriami. Zresztą do tej pory nawet nie próbowałeś tego udowodnić. Moża dlatego się nie da ? ) Czy to jest teraz jasne ? Ja nie stoję za żadną religią, podjąłeś temat dotyczący reinkarnacji to napisałem o niej parę zdań, odpowiadając na niektóre Twoje pytania z racji posiadanej przeze mnie wiedzy. Natomiast co się tyczy Australii to możesz tam pojechać i się przekonać a o wiarygodności Twojej religii tylko teoretyzować. Nie jest moim zamiarem przekonywanie Ciebie do czegokolwiek, po prostu przedstawiłem pewne informacje w które nie musisz wierzyć. Pozdrawiam Ciebie Hiobie !

  44. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Friday, 23 December 2011, 18:52

    Turkuc, do Nieba też pojadę i się przekonam doświadczalnie o jego istnieniu. Czego i Tobie życzę.

     

    Wesołych Świąt!

    ____________

    God loves you

  45. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Saturday, 24 December 2011, 02:58

    Czeczenius, ale my nie mówimy o atomach, lecz o duszy. Jeśli chodzi o atomy, to w moim ciele nie ma już nai jednego z tych, z których składalo się moje ciało 50 lat temu.

    ____________

    God loves you

  46. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Sunday, 25 December 2011, 18:48

    Czeczenius, chrześcijaństwo jest pożyteczne jedynie dlatego, że nas uczy jak dobrze i godnie żyć. Jest tak pożyteczne, jak pożyteczna jest instrukcja użytkowania np. samochodu.

     

    Samochód jest "szczęśliwy" jedynie wtedy, gdy ma olej w silniku i paliwo w baku. Inaczej po prostu nie będzie dzialał. A ludzie, zarówno indywidualnie, jak też cale zbiorowości, społeczeństwa, są szczęśliwe tylko wtedy, gdy postępują wedlug "instrukcji" Tego, który nas stworzył. Bo On wie najlepiej, jak powinniśmy postępować, by być szczęśliwymi.

     

    To tylko tyle, albo aż tyle. Niezależnie od tego, w co Ty wierzysz, obiektywna prawda istnieje. Istnieje także nieśmiertelna dusza i istnieje Bóg, który stał się jednym z nas. A dziś właśnie obchodzimy rocznicę tego cudownego wydarzenia.

     

    Twoja argumentacja może i miałaby jakieś ślady sensu, gdyby tylko niewolnicy i prości ludzie wierzyli, a każdy bogacz był w spisku, polegającym na mieszaniu biedakom w glowach. Ale opinia taka jest tak prostacka, bzdurna i bezsensowna, że wręcz nie ma jak z nią dyskutować. Jest to totalny absurd.

     

    Zatem zachęcam cię do szukania Prawdy, z otwartym sercem i bez żadnych uprzedzeń. Jak będziesz uczciwie szukal, na pewno znajdziesz. I wtedy zrozumiesz, czym jest prawdziwe szczęście i spokój.

     

    ___________

    God loves you

  47. Zobacz profil Adalbert1241 Adalbert1241 napisał/a:

    Monday, 26 December 2011, 22:50

    Hiob.. Chapeau bas za cnotę cierpliwości. Czeczenius Tak naprawdę nic chyba nie ma przy takim podejściu.A zycie to sen wariata. Panowie wypowiadają się w taki sposób jakby całe parę tysięcy lat historii znikło z nauczania. Przerażające.

  48. Zobacz profil Eresanto Eresanto napisał/a:

    Saturday, 02 June 2012, 21:58

    Teorii reinkarnacji wiele można zarzucić. To fakt. Ale mam wątpliwości czy jest w łatwy sposób podważalna, gdy zastosuję sie prawo karmana właściwie rozumiane razem z hinduskim spojrzeniem na ewolucję materii i jej dążność ku osiąganiu form zdolnych do samopoznania. Nie sądze jednak, aby czytelnikom frondy zechciało się czytać, kontaktować z autorami buddyjskimi w celu wyjaśnień tych kwestii. Widzę raczej postawe z góry zakładająca błąd w teorii, jej fałszywość niż niepełność wiedzy i chęć zrozumienia. Takie dogłębne poznanie Innego w dialogu z nim z pewnością poskutkowałoby czymś pozytywnym. Albo większym uznaniem dla mysli Wschodu, albo skapitulowaniem wschodniomyślicieli pod ciężarem argumentacji. Choć sytuacja jest bądź co bądź nierówna. Reprezentacji nieracjonalnego ruchu zwanego Katolicyzmem pragną oceniać logiczność systemu wierzeń Wschodu. Ciekaw jestem co by powiedzieli na Katolicyzm i jego kwiatki ludzkie Wschodu.. Niemniej, to co się tu rzekło o Buddyzmie jest zdecydowanie przesadzone i wypaczone w negatywny sposób. Powiem tak. Oni (wyznający filozofię głoszącą reinkarnację) też mają swój szczyt, na który z wysiłkiem się wspinają. Dlatego jako ludzią umotywowanym szlachetnymi pobódkami należy im się odrobina zrozumienia i chęci wniknięcia w ich światopogląd. I pamiętajmy, że gdyby nie Hindusi i Grecy to moglibyśmy zapomnieć o naszym słodkim Katolicyzmie. A nawet o słowie Bóg.

  49. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Saturday, 02 June 2012, 23:30

    Eresanto, trudno nazwać Twój komentarz inaczej, niż stekiem bredni. Przepraszam za te słowa, nie chcę Cię w żaden sposób urazić, ale piszesz tak ogólnikowo, że trudno z takimi stwierdzeniami w ogóle dyskutować. A stwierdzenia takie jak "pamiętajmy, że gdyby nie Hindusi i Grecy to moglibyśmy zapomnieć o naszym słodkim Katolicyzmie. A nawet o słowie Bóg" są totalnym absurdem. 

     

    Przy okazji polecę film Cejrowskiego o buddyzmie. Warto zobaczyć:  LINK

    ___________

    God loves you

  50. Zobacz profil Eresanto Eresanto napisał/a:

    Monday, 02 July 2012, 00:39

    Myślę, że wystarczy napisać, iż był ogólnikowy. Stek bredni to już niepotrzebny wtręt emocjonalny. Owy totalny absurd to tylko etymologia słowa Bóg, które pokazuję pewne językowe/mentalne pokrewieństwo z Hindusami, potomkami Drawidów i Ariów naszych prapradziadków. Słowianie dzieli z nimi również wiarę w metempsychozę. Nie ma również wątpliwości, że myśl grecka jest fundamentalna dla ukonstytuowania się chrześcijaństwa, a dalej katolicyzmu. Sednem mojego komentarza nie było jednak ostatnie zdanie tylko zwrócenie uwagi na postępowanie "nie po bożemu" z Buddyzmem. Nie wierze w ideę ekumenizmu, ale wierzę w dialog, który nie jest budowany na nadinterpretacjach, tyszprawdach i g*** prawdach. Zbyt dobrze znam doktryny Buddyzmu ale i Islamu, żemu nie zareagować czytając tego typu komentarze.

    Dzięki za link. Lubie Cejrowskiego więc z chęcią zobaczę.

     

  51. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Monday, 02 July 2012, 07:08

    Eresanto, jeszcze raz Cię przepraszam, jeżeli moje sformułowanie Cię uraziło. Jednak ja do pewnych spraw zawsze będę podchodził emocjonalnie.

     

    Nie wydaje mi się, by etymologia jakiś słów miała jakiekolwiek znaczenie. Etymologicznie to my Grekom zawdzięczamy niemal wszystko, od teologii bo telewizor. Nawet zawdzięczamy samo słowo "etymologia". Ważna jest sama istota słowa, to, co ono oznacza. A koncepcja Boga Biblii jest w swej istocie zupełnie inna niż w jakiejkolwiek innej religii na świecie.

     

    Co do dialogu z buddyzmem, to nie bardzo wiem na czym miałby on polegać. Rozmowy z buddystami na pewno nie są "ekumeniczne", bo ekumenizm (jeszcze jedno słówko, które zawdzięczamy Grekom) z samej definicji to ruch w obrębie chrześcijaństwa dążący do przywrócenia pomiędzy rozlicznymi wyznaniami chrześcijańskimi pierwotnej jedności Kościoła.

     

    Dialog zawsze jest potrzebny, tu się zgodzę. Poprzez dialog można przekazać Prawdę. A Prawda jest tylko jedna: Nie ma mojej prawdy i Twojej prawdy. Nie może więc być prawdziwą religią i chrześcijaństwo i buddyzm. Nie może być prawdziwy "każdy buddyzm". Wielu buddystów bowiem wierzy we wzajemnie wykluczające się religie.

     

    Rozumiem, że pojęcie "logiki", jaka powszechnie obowiązuje w zachodnim świecie, jaką także odziedziczyliśmy po Grekach, jest zupełnie obce wielu wyznawcom buddyzmu. To wyklucza wręcz wszelkie rozmowy. Wykazać bowiem błąd można jedynie w kontekście braku logiki czyichś  poglądów. Gdy on odrzuca logikę, argumenty stają się bezużyteczne.

     

    Ja jednak nie piszę do buddystów. Ja piszę do Polaków, wychowanych w świecie, w którym zasady logiki przyjmujemy za oczywiste. W świecie, w którym pytamy o pewne rzeczy i analizujemy je. Buddyzm nie może przejść przez taki egzamin, bo jest to, z punktu widzenia człowieka zachodu, czy szerzej z punktu widzenia człowieka myślącego logicznie - religia, czy też system filozoficzny - wewnętrznie sprzeczny.

     

    Wierzyć można w co się chce. Ja jednak nie wierzę dla samego wierzenia, nie wierzę w bajki, ani w historie stworzone po to, bym się dobrze czuł. Mnie interesuje tylko obiektywna prawda.

    ___________

    God loves you

  52. Zobacz profil Eresanto Eresanto napisał/a:

    Monday, 02 July 2012, 13:02

    Drogi Hiobie, rozumiem Cię doskonale. Prawda to to o co wszystkim nam chodzi. Ekumenizm zaś, jak wiesz, poszedł dalej w kierunku budowania pewnej pokojowej atmosfery między religiami i nurtami filozoficzno-mistycznymi. I z tego niektórzy wyciągnęli wniosek o esencjonalnej tożsamości wszystkich religii, różniących się rzekomo tylko formą zewnętrzną.  Dlatego napisałem, że Buddyści (mając na myśli bardziej myśl Wschodu) mają swój szczyt, na który z wysiłkiem się wspinają. Myśl wschodu a Bóg Zanim przejdę do buddyjskiej logiki kilka słów wyjaśnienia. Wierzenia wyrosłe w hinduistycznym świecie to cały konglomerat powstałych w różnym okresie sekt (w znaczeniu religioznawczym; odłam). Sanathanadharma czyli to co nazywamy hinduizmem, w formie braminizmu (najszerzej obecnego wtrętu teoretycznego w większości sekt) zakłada byt absolutny (Brahmana), z którym łączy się pojedynczą duszą (Atman) [tłumaczenie tego jako duszy jest jednak problematyczne, w buddyzmie zaś w ogóle nie występuje na rzecz innej koncepcji]. A właściwie odkrywa, że jest z Brahmanem w jedności, ale o tym zapomniała. Prowadzą do tego różne techniki, metody (metody i techniki w właściwe złe tłumaczenia, bowiem chodzi o różne "drogi" dla różnych dusz), które najczęściej nazywa się jogą (od juj - wiązać). Każda z nich akcentuje jakiś element całości. Karma joga polega np. skupieniu się na pozytywnych działaniach, czynieniu dobra, hatha joga na opanowaniu psychiki poprzez ciało, radża łączy różne elementy innych jug.. U podstawy wszystkich leży jednak kodeks moralny (jama, nijama) niewiele różniący się od dekalogu. Oczywiście, poza takimi formami hindiuzmu są kulty Wishnu, Shiwy, Śiakti czy różne krwawe odmiany kultów albo orgiastyczne znane np. z rzeźb w Khadżuraho. Pamiętajmy też, że kulty niejogiczne (podpierające się ideą bytów pośrednich) są henoteistyczne a nie politeistyczne par excellence, a to istotna różnica. Uznają jednen Byt absolutny, który w pewnym sensie występuje pod różnymi postaciami związanymi z określoną funkcją. Są jeszcze osobowe zstąpienia Boga, awatary (zwłaszcza w Wisznuiźmie). Buddyzm bez Boga? Buddyzm to czarna owca sekt wywodzących się z wierzeń hiudiustycznych. Nie interesuję go bowiem fundamentalne pytanie o Boga. Zrywa z rytuałem ofiar i podziałem kastowym fundamentalnym dla porządku społecznego wywodzącego się z Hinduizmu. Wbrew pozorom jednak nie jest ateistyczny. Budda tkwił w opisanym wcześniej porządku - relacji Brahmana, Atmana. Wg badaczy buddyzmu, Budda zbywał pytania o byt absolutny. Nie potwierdzał ani anie zaprzeczał, że Bóg istnieje. Oczywiście pojęcie Boga jakie mogło przyjść do głowy Hindusom to nie Bóg biblijny, a Bóg na miarę wierzeń Hinduskich rozciągający się od oczyszczonej z wyobrażeń Transcendencji do boga Wishnu, przyjmującego postać chociażby Krishny. W tym względzie hindiuzm przypomina wczesne chrześcijaństwo (I-IIw.) będące konglomeratem różnych idei (od manicheizmu, przez gnostycyzm po kult mitry). Nie ma bowiem kościoła hinduistycznego, który by wytyczył jedną właściwą linie i resztę określił jako heretyckie wzywając do ich zaprzestania.. Postawę Buddy pozostawiającego kwestię Boga można jednak umieścić w mistycznej logice hinduizmu mówiącej neti, neti (nie to, nie to). Nie rozstrzyga się tu na poziome język. który przecież przynależy światu pojęć wytworzonych w umyśle, ale na poziomie doświadczenia. Doświadczenia mistycznego. Buddyzm jest bowiem filozofią doświadczenia, która próbuję pominąć to co zbędne i niepotrzebne w procesie dochodzenia do Prawdy. Gdzie Prawda mówi sama za siebie i jeżeli Bóg jest, to może dla tego, który szuka odsłoni się. Oczywiście można powiedzieć, że jest tu zawarty błąd subiektywizmu. Ktoś mający błędne wyobrażenie przekazuje je innemu a ten w procesie interioryzacji zaczyna widzieć i wierzyć, że to prawda. Ten sam zarzut można jednak postawić każdej innej religii. Bóg czy też ktoś inny (Jezus) jest tu gwarantem prawdziwości, jednak istnienie samego gwaranta trzeba najpierw przyjąć za prawdziwe, żeby dalej przyjąć kolejne prawdy. To logiczny błąd w rozumowaniu zwany petitio principii. Logika Przejdźmy zatem do logiki, która jak się okazuję, w przypadku jakiejkolwiek wiary w tym wiary katolickiej ulec musi pod ciężarem tego co alogiczne (niedowodliwe;co nieznaczy, że gorsze). Tezy metafizyczne są bowiem , z logicznego punktu widzenia, nieweryfikowalne, a zatem poza logicznym (prawda/fałsz).  Dopiero pewne wstępne założenie (błąd petitio principii) czyni je „ulogicznionymi”. Logika wierzeń wschodu jest w lepszej pozycji niż logika wierzeń zachodu. Na wschodzie logika łączyła się z płaszczyzną duchową. Szkoły logiczne indii jak njaja i wywodzące się z niej, wypracowały logikę dwuwartościową (prawda, fałsz) ale poza nią stworzyły również system logiki wielowartościowej i modalnej. To pewna przewaga, która pozwalała zintegrować doświadczenia mistyczne do odrębnej, niecodziennej kategorii użycia języka. Koncepcja prawdy, która pozwalała rozróżnić dwa poziomy doświadczenia  zwykły i absolutny (mistyczny) pozwalała funkcjonować obok siebie zdaniom z zupełnie innych porządków. Cóż... na zachodzie rzecz się miała nieco inaczej. Dopiero w XIX wieku gdy rozwinęły się logiki wielowartościowe, a fizycy (szkoła kopenhaska) pokazali, że mikroświat kwantów nie daje się opisać za pomocą klasycznej logiki bo zjawisko fizyczne (ani jest, ani nie jest) to coś w tym myśleniu się zmieniło. Przynajmniej dla fizyków, matematyków i filozofów. Wcześniej kompletnie dominowała dwuwartościowa logika arystotelesowska.  A podejmując dalej pojęcie prawdy z nim związaną w znaczeniu klasycznym, gdzie: veritas est adequatio rei et intellectus (prawda to zgodność rzeczy z poznaniem) trudno mówić o jej kompatybilności z wiarą bez przyjęcia wspomnianych aksjomatów. Arystoteles tworząc logikę nie przewidział użycia jej aplikacji do wiary religijnej.. Cóż, idąc dalej trafić można na szereg mistyków chrześcijańskich i ich tez. Tezy bynajmniej nie z porządku arystotelejskiego a mistycznego. Logika twierdzeń mistycznych Echkarta, Anioła Ślązaka czy chociażby Hildegardy z Bingen pozostawiają bez złudzeń, że nie przynależą do codziennego porządku i bywają pozalogiczne i pozaracjonalne. Przykład z Anioła Ślązaka: Zatrzymaj się! Cóż znaczy Bóg? nie duch, nie ciało, nie światło, nie wiara, nie miłość, nie mara senna, nie przedmiot, nie zło i nie dobro, nie w małym On, nie w licznym, On nawet nie to, co nazywa się Bogiem. Nie jest On uczuciem, nie jest myślą, nie jest dźwiękiem, a tylko tym, o czym z nas wszystkich nie wie nikt. Chrześcijaństwo ma długą tradycję takiem pozaracjonalnej metody poznawania Boga (od Pseudo-Dionizego Areopagity ok I w.). Hinduskie neti,neti to w pewnym sensie odpowiednik teologii negatywnej, apofatycznej, która używa przeczeń aby zrozumieć naturę Boga. Przez zaprzeczenie wyobrażeniom jakie stworzył nasz umysł, możemy zbliżyć się coraz bardziej do Boga. Paradoksalne i negatywne tezy, są w tym sensie bardzo podobne do koanów buddyzmu Zen czy hinduskich rozważań nad istotą Bramana. Buddyzm zaś, wygląda na to, że idzie dalej nie proponując nawet negatywnej epistemologii. Niemniej, w teorii Buddyzm to zupełnie coś innego niż faktyczna jego odmiana występująca gdzieś w przyrodzie..  zazwyczaj przylepiają się do niego wierzenia ludowe, po naszemu pogańskie, w stopniu zdecydowanie wyższym niż do wierzeń chrześcijańskich. Nam, Polakom trudno zrozumieć światopogląd Wschodu bo świat stworzony przez religie chrześcijańskie jest o wiele bardziej przyjazny niż ich. Bardziej braterski, bardziej wiążący z Prawdą i przede wszystkim zostawiającym Bogu jego tajemnice, które Wschód jakoby rozpracował. Chronimy tylko nasz świat.

  53. Zobacz profil Eresanto Eresanto napisał/a:

    Monday, 02 July 2012, 13:14

    Dodając strofę do wiersza niedawno zmarłej poetki:

     

    Kiedy wymawiamy słowo Bóg,

    stwarzamy coś, co nie jest Bogiem, lecz przejawem naszej tęsknoty.

     

    Buddyzm (w teorii) zdaje się najbardziej o tym pamiętać.

     

  54. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Monday, 02 July 2012, 22:45

    Eresanto, przeczytałem jedynie Twój ostatni wpis. Nie przebrnę przez tego tasiemca bez akapitów. Przepraszam.

     

    Zatem - jeżeli chodzi o słowa poetki, to racja. Jak ktoś wyznaję religię "poetycką", jak dla kogoś religia jest tym, o czym poetka mówi - to jak najbardziej. Masz rację. buddyzm może być tego najbliżej. Tylko, że mnie to w ogole nie interesuje. Dla mnie Bóg jest żywą Osobą, która dotknęła mego serca, mojej duszy. Ja poznałem Prawdziwego Boga.

     

    Może poetka tęskni za czymś, czego nie zna, nie wiem.  Ja poznałem Tego, który JEST Miłością. Mojego Pana, prawdziwego Boga.

     

    Pozdrawiam.

    ___________

    God loves you

  55. Zobacz profil Eresanto Eresanto napisał/a:

    Tuesday, 02 October 2012, 22:31

    Akapity jakimś cudem się nie wyświetliły. 

    Hiobie, żyj więc swoim doświadczeniem. To ono jest teraz Twoim przewodnikiem.

    pozdrawiam

Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.