Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl
Żył w ziemi US człowiek imieniem Hiob. (Hi 1,1a)

Dziękuję Ci, Janie Pawle!

kategoria: Kościół

Dodano: Saturday, 30 April 2011, 02:57

Karol Wojtyła został biskupem w 1958 roku. Ja, wraz z rodzicami, zamieszkałem w Krakowie w tym samym roku. Miałem roczek. Urodziłem się na Śląsku, gdzie tata „odpracowywał studia”, jak to wymagało ówczesne prawo. Po wypełnieniu tego obowiązku rodzice powrócili do miasta, gdzie tatuś ukończył studia i do wyjazdu do USA w 1981 roku mieszkałem w Krakowie. Pierwsze dwa lata w Łagiewnikach, potem, od 1960 roku w „nowoczesnym bloku” na Grzegórzkach. Pełne luksusy: Ciepła i zimna woda, kaloryfery, łazienka a nawet telefon. Nasza „willa” w Łagiewnikach, niedaleko klasztoru siostry Faustyny, nie miała nawet kanalizacji, ani bieżącej wody. Nic dziwnego, że rodzice zamienili ją na "superkomfortowe mieszkanie".

 

Ja tego już oczywiście nie pamiętam, znam to z opowiadań rodziców. Jednak patrząc z perspektywy lat trudno nie zauważyć jak się moje losy przeplatały z losami przyszłego papieża. I nie będą to wspomnienia o wspólnych wyprawach w góry, czy spływach kajakowych. Ja w ogóle nie pamiętam, bym kiedykolwiek spotkał mojego biskupa. Pewnie miało to miejsce, ale po prostu nie pamiętam. A mimo to uważam, że nasze losy są ze sobą niezwykle związane.

 

Gdy Karol Wojtyła został wybrany papieżem, wszyscy byliśmy z tego bardzo dumni. Jednak u mnie był to chyba rodzaj dumy typu: „No, to pokazaliśmy tym komuchom!” Nie bardzo się wtedy interesowałem nauką Kościoła, nie ze wszystkim się zgadzałem, nie rozumiejąc pewnych nakazów. I gdy papież pierwszy raz odwiedził Polskę, nawet mi się nie chciało pójść na krakowskie Błonia.  Miałem dwadzieścia dwa lata i ważniejsze spray na głowie, niż  tłoczenie się na Mszy, która trwa godzinami. Poza tym i tak wszystko widać w TV.

 

Dlatego też jestem przekonany, że to, co się stało później z moim życiem to jest Jego zasługa. Że On mi to wymodlił. Jestem bowiem przekonany, że nasz papież modlił się o nawrócenie swych rodaków, a w sposób szczególny o swoją własną, krakowską diecezję. Bo ja, choć zawsze byłem „w miarę dobrym katolikiem”, starałem się chodzić na Mszę w każdą niedzielę i jak nagrzeszyłem, to zawsze ze skruchą spowiadałem się z tego, to jednak to wszystko wynikało bardziej z wychowania, niż z jakiejś głębokiej potrzeby serca, czy też prawdziwej miłości do Boga.

 

Rok 1981. Ja już po ślubie, moja żona jest w USA. Ja – po trzykrotnym zdaniu egzaminu na studia i trzykrotnej próbie podjęcia studiów trzeci raz wyleciałem z uczelni. Albo raczej machnąłem ręką na naukę, która mi szła jak po grudzie. Kolejny pobór do wojska się skończył, ciągnęło mnie za kierownicę i brakowało motywacji do nauki. Już wtedy moja pamięć była kulawa i po prostu… zresztą nieważne. Ważne jest to, że groziło mi zupełnie serio, że zostanę żołnierzem Ludowego Wojska Polskiego (o ile można je było nazwać polskim) akurat na parę miesięcy przed Stanem Wojennym.  Ale co mogłem zrobić?

 

Jednak moje losy potoczyły się zupełnie inaczej. Trzynastego maja 81 roku, w rocznicę pierwszego objawienia w Fatimie,  zamach na papieża. W czerwcu 81 pielgrzymka z krakowskimi Paulinami na Jasną Górę. Miałem jechać księżym Żukiem, wieź cięższe bagaże. Bóg chciał inaczej – Żuk się zepsuł, a ja poszedłem na nogach. Pielgrzymka w intencji powrotu do zdrowia Jana Pawła, a ja z moją małą intencją otrzymania paszportu.

 

Dziś trudno w to uwierzyć, ale wtedy nie miałem na to po ludzku żadnych szans. Przeznaczony do zasadniczej służby wojskowej i żona w USA. Wprost mi powiedziano w urzędzie paszportowym: Dopóki żona nie wróci, a ty nie odsłużysz wojska, nawet się nie staraj.  Ale ja chciałem do żony, a do wojska wcale mi się nie spieszyło. Bałem się wojska. Bałem się, że nie wytrzymam psychicznie. Że mogę strzelać nie w tę stronę w którą mi rozkażą.

 

Kolejny termin odbioru paszportu.  Dla mnie wtedy dzień jak co dzień. Później dopiero skojarzyłem. To był 16 października. Rocznica wyboru papieża. Dostałem paszport, mimo, że milicjant bardzo uważnie przeglądał moją książeczkę wojskową z pieczątką: „Przeznaczony do zasadniczej służby wojskowej”.  Nie wiem do dziś jak to się stało. W paszporcie tym, który ciągle mam, jest data wydania: 13 październik 1981.  To rocznica ostatniego objawienia w Fatimie. Przypadek? Hmmm…

 

Minęło wiele lat, zanim przyszło moje nawrócenie. Ten tekst i tak jest o wiele za długi i nic nowego w nim nie piszę. Opisywałem już tę historię kilka razy.  Jednak jakoś nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to, co się dzieje z moim życiem jest „papiesko – fatimskie”.  Bo Jan Paweł był „fatimskim papieżem”.

 

Moja przygoda z apologetyką. Moja przygoda z internetową ewangelizacją. Forum i blog. Moje wizyty w katolickich rozgłośniach i audycje z moim udziałem. Artykuły w katolickich tygodnikach, a nawet kazania na temat mojej osoby.  I wreszcie Wspólnota Marto.  Ale ja… Ja jestem porażką rodziców. Ja jestem czarną owcą w rodzinie. Ja jestem tym, co się mu nie chciało uczyć, co uciekał na wagary, co zamiast studiować poszedł do pracy jako kierowca, nawet nie mówiąc o tym rodzicom.

 

Nie chcę by to ktoś odebrał jako jakieś przechwałki, czy użalania się z mojej strony. Z jednej strony mojej zasługi tu nie ma żadnej. Z drugiej – nie bardzo mam być z czegokolwiek dumny i żałuję, że nie skończyłem studiów. Nie raz „gdybam”, co by było, gdybym… może poszedł na polonistykę? Dziennikarstwo? Może bez sensu była ta Politechnika, czy Akademia Ekonomiczna? Ale teraz i tak już się nic nie zmieni, a pracę swą lubię i nie wiem, czy byłbym szczęśliwszy gdybym robił co innego. Ale zawsze człowiekowi trochę żal. Jednak gdybym został w Polsce, gdybym został inżynierem, to czy dzisiaj byłbym bardziej usatysfakcjonowany? Czy mógłbym docierać do setek, tysięcy  chłopaków zafascynowanych Ameryką i życiem truckera? Kto wie, jakby wtedy potoczyło się moje życie.

 

To, co się dzieje teraz w moim życiu daje mi ogromną satysfakcję. Cieszę się, że mogę coś zrobić dla Królestwa. Cieszę się, że jestem żołnierzem Pana, że jestem osłem, który może być Mu na chwilę przydatny. I tylko to się liczy. Nie bardzo wiem jak to się stało i kiedy. Jakby moje życie kierowało mną, a nie ja nim. To nie jest coś, co planowałem, czy nawet coś co sobie mogłem wyobrazić dwadzieścia lat temu. Co prawda zupełnie świadomie oddałem całe swe życie Panu, ale nie tak sobie wyobrażałem to, co On z nim zrobi. Nie bardzo rozumiem jak to się stało, że to mi sprawia taką ogromną satysfakcję i radość. Moje życie najbardziej zaskakuje samego mnie.

 

I wiem, że wielu czytających ten tekst wzruszy ramionami i powie: „A cóż takiego niby jest niezwykłego w twoim życiu? Kierowca piszący bloga? To ma być to niezwykłe doświadczenie?” I będą mieli rację. Obiektywnie patrząc z pewnością nie jest to nic niezwykłego. Ale ja to widzę inaczej. Dla mnie zawsze pozostanie to subiektywne spojrzenie.

 

Pisać, tak jak śpiewać, każdy może. Jeden lepiej, a drugi gorzej.  Jednak nie każdy może założyć forum, który regularnie odwiedza ponad tysiąc osób każdego miesiąca. W marcu było tych gości 58 tysięcy. Mojego bloga na alleluja.pl, www.polon.us,  odwiedziło już od 2003 roku półtora miliona gości. Nawet więc gdy 90% z nich wyjdzie tak szybko jak weszło, to widać, że docieram do wielu osób. A ja zwykle piszę dość trudne i ważkie teksty.  To nie są jednoakapitowe notki o niczym.

 

Za to właśnie podziękuję jutro błogosławionemu Janowi Pawłowi. Za to, że nawet, gdy ja o Nim nie pamiętałem, On nigdy o mnie nie zapomniał. O anonimowym chłopaku z jego diecezji, o którym nigdy nawet nie słyszał. Ale jestem przekonany, że się za mnie modlił. I choć nigdy nie miałem możliwości ucałowania Jego dłoni, to przecież i w Kalwarii, i na Wawelu i w Bazylice Miłosierdzia w Łagiewnikach i na krakowskim Rynku chodziliśmy po tych samych kamieniach i ścieżkach. W Bazylice byłem nawet osobiście wtedy, gdy On ją konsekrował po raz pierwszy, w czasie swojej ostatniej pielgrzymki do Ojczyzny. I to był nasze najbliższe spotkanie. Tym bardziej jutrzejsza data jest dla mnie pełna znaczenia i symboliki.

 

Miałem napisać zupełnie inny tekst. Jak zwykle wyszło co innego. Pewnie powinienem to wywalić do kosza, ale niech zostanie.  Wszyscy dziś mówią kim był Jan Paweł w ich życiu. Niech to będzie moje świadectwo. Mój papież nie od kremówek i nie od nart i kajaków, ale od nauczania czym powinno być prawdziwe chrześcijaństwo. Papież, który wymodlił mi pewne łaski i pokazał swym nauczaniem i swym przykładem jak żyć. I choć nigdy nie dorosnę Mu nawet do pięt, to zawsze będzie On dla mnie wzorem. I zawsze będę Mu wdzięczny za to, co dla mnie zrobił. Bo choć wiem, że wszelkie łaski jakie otrzymałem – otrzymałem od Boga, to wiem też jak ważne są modlitwy wstawiennicze. I jestem przekonany, że Karol Wojtyła, najpierw jako mój biskup, a potem jako nasz papież mi te łaski wymodlił.

 

Nasza Wspólnota Marto ma dwoje patronów: Franciszka i Hiacyntę. Małe dzieci z Fatimy, które właśnie Jan Paweł Drugi wyniósł na ołtarze. Od niedzieli będziemy mieli jeszcze jednego patrona: Błogosławionego Jana Pawła Wielkiego. Dlaczego? Myślę, że ten, kto przebrnął przez to, co napisałem powyżej, zrozumie.

 

Błogosławiony Janie Pawle, módl się za nami!

Odsłon: 856



Komentarze: 37

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Zakrystianka72 Zakrystianka72 napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 07:43

    +++

    Hiob - Bóg zapłać za piękne i wzruszające świadectwo!

    Błogosławiony Janie Pawle, módl się za nami!

  2. Zobacz profil . . napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 09:06

    +

  3. Zobacz profil Hh Hh napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 09:08

    Wzruszyło mnie Twoje świadectwo. Nie ważne jaką drogą, najważniejsze że ku Panu ... Też czasami zastanawiam się, kto mi wymodlił nawrócenie bo to z pewnością nie moja zasługa. Wszystkiego dowiemy się w niebie i podziękujemy naszym dobrodziejom :)

  4. Zobacz profil Lofoty73 Lofoty73 napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 09:34

    Piękne! Pozdrawiam z Wrocławia

  5. Zobacz profil SzEm SzEm napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 09:54

    Niech Bóg Ci błogosławi Hiobie !

    Wzrastaj nieustannie w miłości i wierze do naszego Boga.

  6. Zobacz profil CieńKolorowy CieńKolorowy napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 10:08

    Modlitwa wstawiennicza czyni prawdziwe cuda, coś o tym wiem...

    Dziękuję Hiobie za to wyznanie.

  7. Zobacz profil Grzegorz334 Grzegorz334 napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 12:12

    Dzięki za te świadectwo pisane sercem...

  8. Zobacz profil Włóczęga Włóczęga napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 16:57

    Dziękuję za to świadectwo Hiobie +++

  9. Zobacz profil Viaamsterdam Viaamsterdam napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 17:15

    Nooo... Siąkam noskiem i łezki wycieram, bo baardzo wzruszający był dzisiejszy wpis, tylko się tak nie chwal Hiobie, do ilu to ludzi docierasz, bo nie będzie Ci policzone... Serdeczne pozdrowienia

  10. Zobacz profil Polipid3 Polipid3 napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 17:25

    A ja czuję jakby mnie zwyczajnie oszukał, próbował zabrać mi prawdziwą wiarę katolicką i wcisnąć podróbę nawet nie soborową a w duchu soboru ... .

    Dobry rozmodlony, infantylnie umuzykalniony dziaduńcio.

    Jednak pragnę by był zbawiony, jeśli robił to w przekonaniu czynienia Woli Bożej.

  11. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 17:41

    Dziękuję Wam za wasze komentarze. Viaamsterdam, to o czym piszesz było kiedyś moim dylematem. Jak pogodzić słowa Pana Jezusa z tego samego Kazania na górze, gdzie pozornie zaprzecza On sam sobie? W jednym momencie mówi:

    .

    "Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie." (Mt 6, 5-6)

    .

    ... by za moment powiedzieć:

    .

    "Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie." (Mt 5,14-16)

    .

    Więc jak? Za zamkniętymi drzwiami, czy dawać przykład? Co dziś jest ważniejsze? W czasach Jezusa religijność na pokaz mogła wzbudzać czyjś szacunek i podziw. Dzisiaj? Dziś różaniec w ręce wywołuje kpiny i uśmieszek politowania. Dziś nie zaimponuję swoim kolegom truckerom tym, że pościłem, albo, że się modliłem. Zaimponowałbym może gdybym powiedział ile wódki wypiłem, albo ile poderwałem panienek.

    .

    Nie będzie mi policzone? Ja nie chcę by mi było policzone. Nie dla siebie to robię. Moja nadzieja i tak tylko w Bożym Miłosierdziu. Ale uważam, że na dziś jest potrzebne świadectwo. Potrzeba głosić Ewangelię z dachów i na rogach. Nie czas zamknąć się ze swą wiarą w izdebce, gdy na zewnątrz izdebki mamy pogański świat. Czas otworzyć drzwi Wieczernika i głosić Dobrą Nowinę. Słowem i przykładem. A i za zamkniętymi drzwiami też coś można do tego dodać...

    _____________

    God loves you

  12. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 17:42

    Polipid3, jesteś rzeczywiście oszukany. Bardzo oszukany i bardzo mi Cię żal. Ale to nie Jan Paweł Cię oszukał.

    _____________

    God loves you

  13. Zobacz profil Polipid3 Polipid3 napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 17:53

    Nie martw się hiobie, wierząc dokładnie jak moi dziadowie nie znający "nowej ewangelizacji" ani SVII mam nadzieję na zbawienie.

    Żal możesz pozostwić dla tych co nie mają wiary.

  14. Zobacz profil Viaamsterdam Viaamsterdam napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 19:02

    Oczywiście, że dawać przykład, nie trąbiąc jednocześnie, że się to robi, to miałam na myśli. I druga sprawa, choć nie chcesz, żeby Ci było liczone, bo nie dla siebie to robisz,jak piszesz, to przecież i tak wszystko będzie Ci policzone, więc w rezultacie, cokolwiek robisz, działasz na Swój "niebieski" rachunek. Myślę, że odrobina pewnego wyrachowania w naszych uczynkach przyda się, choćby taka, że np. będę starała się robić tylko takie rzeczy, które się będą Panu podobały.

  15. Zobacz profil SzEm SzEm napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 19:12

    Polipidzie3 - Jakie dobro wypływa z Twoich komentarzy ?

    Bracie, z Twojej duszy wylewa się jakieś zgorzknienie - a te przecież nie jest z Boga.

  16. Zobacz profil KrisRuminski KrisRuminski napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 19:37

    Hiobie,

    Wspaniałe świadectwo.

    .

    Niech Ci Bóg błogosławi.

    I niech Ci błogosławi również Jan Paweł z okna domu Ojca.

  17. Zobacz profil Polipid3 Polipid3 napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 19:39

    Zgorzknienie i owszem, jak pomyśle o burzycielach ołtarzy i prześladowcach księży odprawiających w starym rycie (choć nigdy nie był zakazany).

    Jak pomyślę o nowych katechizmach poprawnych politycznie, zsocjalizowanych i pełnych ekumenicznego bełkotu.

    Tak jestem zgorzkniały, ale mam nadzieję, bo Bóg przewidział spustoszenie i ono musiało nadejść.

    Tak i odejdzie.

    Swoją drogą naprawdę jako Naród szczęścia nie mamy ...

    choćby wielki bohater Wałęsa okazał się małym bolkiem.

    Wielka pokojowa transformacja i zryw Narodu okazał się reżyserowanym uwłaszczeniem rodzin WSI i UB i PZPR.

    Wielki Papież okazał się papieżem co najmniej kontrowersyjnym (by nie jątrzyć)

    dziwnie ten polski sukces zamienia się w porażkę ...

    Trudno nie być zgorzkniałym.

  18. Zobacz profil SzEm SzEm napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 19:42

    Bóg zwyciężył świat a ty mi tu żale wylewasz !

    Modlić się, pościć, nawracać, nauczać, pouczać błądzących !

    A papież jest już w rękach Boga - Ten osądza sprawiedliwie.

  19. Zobacz profil Polipid3 Polipid3 napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 19:46

    Taki mam nastrój :) tzn. :(.

  20. Zobacz profil Polipid3 Polipid3 napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 19:48

    Myślę że nam Polakom Bóg pokazuje że oparcie się w życiu na tym co ludzkie, nawet gdy wygląda na szlachetne i ponadczasowe, o czym ględziłem wyżej, jest gówno warte.

  21. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 20:43

    Polipid3, nie wiem czemu akurat tu i teraz prowokujesz do dyskusji na temat SV2 i tego, co się dzieje w Kościele. Nie raz już na ten temat dyskutowaliśmy. Pobieżna nawet znajomość historii nam mówi, że akurat dzisiaj jest to jeden z najwspanialszych okresów w Kościele. Nie takie kryzysy On przechodził i nie takie skandale się w nim działy. Bóg dał nam przez ponad sto lat serię wspaniałych, świętych Papieży i mimo, że cały świat tonie, Kościół unosi się na tych wzburzonych falach pewnie i w sposób niezagrożony.

    Gdyby tylko więcej ludzi słuchało nauczania Kościoła i papieży, gdyby czytało papieskie encykliki, gdyby w swym życiu wprowadzali to, czego naucza Kościół - świat wyglądałby zupełnie inaczej.

    .

    Bracia anglikanie nie mieli żadnego soboru. Bracia luteranie nie mieli go także. Popatrz teraz w jakim stanie są ich wspólnoty. Będziesz miał odpowiedź na to, czy Sobór był potrzebny. Sobór nie zaszkodził, Sobór uratował Kościół. A jeśli chodzi o "wiarę Twoich dziadów", to ja pamiętam Kościół przed Soborem. Do pierwszej Komunii Świętej przystąpiłem w 1966 roku. I wiem, że takiego Kościoła o jakim mówią dziś "tradycjonaliści" po prostu nie było. Reforma liturgii była pilnie potrzebna i każdy kto tamte czasy pamięta, czy to osoba świecka, czy ksiądz, przyzna mi rację.

    .

    Czy to znaczy, że teraz jest wszystko cacy? Oczywiście, że nie. Problemem bowiem jesteśmy my. Ja i Ty. Ludzie, którzy tworzą Kościół. Jednak Twoje opinie na temat świętego Soboru Kościoła Katolickiego, negowanie tego, co nam ten Kościół dał, ten bunt i rebelia, to nic innego, niż pycha. stawianie wyżej swego rozumu od mądrości Ducha Świętego.

    .

    Bóg nas nie będzie rozliczał z naszej rzekomej mądrości. Nie zaimponujemy Mu naszymi rozumkami. Bóg za to kocha pokorne i posłuszne dusze. Poddane Jego Kościołowi, który jest Ciałem Jezusa i Jego Oblubienicą.

  22. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 20:44

    Posłuchaj tych słów Jana Pawła, pomyśl co On nam mówi... To jest nasz Papież, Twój także, namiestnik Chrystusa. Kto Jego słucha, słucha Tego, który Go posłał...

    .

    LINK

    _____________

    God loves you

  23. Saturday, 30 April 2011, 20:50

    Hiobie, dzieki za ciekawy tekst - jak zwykle. W Rzymie trochę pada :(, własnie wychodzimy na całonocne czuwanie, żeby raniutko wejść na plac św. Piotra. W mieście bardzo dużo polskich flag :)

    Pomódlcie się za nas, żeby sił starczyło na noc i jutrzejsze święto. Modlę się za Was Frondowicze :).

  24. Zobacz profil Foormak Foormak napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 21:10

    God bless you!

  25. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 21:30

    Zawisza, oczywiście będziemy pamiętać o Was, troszkę Wam zazdroszcząc. :-D

    _____________

    God loves you

  26. Zobacz profil irqc irqc napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 22:51

    Hiobie, dziękuję, bo wiem o co Ci chodzi. Jestm księdzem,wstąpiłem do seminarium w 1987 r.ale dziś w sposób szczególny widzę również Jego wpływ na moje życie już wcześniej, gdy np. w Częstochowie w 83r. mówił "wiem...", tego nie jestem w stanie opisać...

    dziś modlę się za wszystkich, którzy jeszcze nie dostrzegli Jego Świętości i Wielkości i cieszę się, że są tacy jak Ty, którzy tę Wielkość dostrzegają.

    NIECH PAN BĘDZIE ZA TO BŁOGOSŁAWIONY!

  27. Saturday, 30 April 2011, 23:11

    Dziękuję Piotrze, właśnie takich jak Ty potrzebujemy, świadków Chrystusa i głosicieli Dobrej Nowiny.

    Potrzebujemy również świętych kapłanów, a do takowych bez wątpienia zaliczał się Jan Paweł II.

  28. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Saturday, 30 April 2011, 23:30

    irqc, tu, w Stanach, słyszałem wielokrotnie słowa seminarzystów i kapłanów, którzy zostali księżmi w wyniku papieskich pielgrzymek do USA. Szczególnie spotkanie w Denver miało taki wpływ na wielu młodych ludzi.

    .

    Klara, zgadzam się z Tobą. Dlatego też jedną ze stałych intencji naszej Wspólnoty Marto są modlitwy za kapłanów. Każdy strateg wie, że wojny wygrywa się atakując dowództwo. Kudłaty jest doskonałym strategiem i ani ja, ani Ty nigdy nie doświadczymy tego, z czym zmagają się kapłani. Oni naprawdę potrzebują naszego wsparcia. Nie krytyki, nie obmów, ale modlitw i wyrzeczeń w ich intencji.

    _____________

    God loves you

  29. Wednesday, 05 January 2011, 08:48

    Jakże bliskie jest mi to co napisałeś...

  30. Zobacz profil KrisRuminski KrisRuminski napisał/a:

    Wednesday, 05 January 2011, 13:14

    Hiobie,

    Podziwiam Twoją spokojną, "Bożą" argumentację skierowaną do Polipida3.

    .

    A samemu Polipidowi też wyrażam wdzięczność, że zrezygnował z początkowego tonu szczucia na rzecz w miarę spokojnego świadectwa swojego stanu ducha.

    Podzielam jego niektóre smutki.

    .

    I zasadniczo nie zgadzam się z zestawianiem "Bolka" z Błogosławionym.

    Już Papież BXVI ogłosił. Roma locuta, causa finita.

    Nie taka jest TRADYCYJNA zasada?

    .

    Zasada katolicka jest taka, że obdarza się szacunkiem i troską osobiste świadectwa człowieka poszukującego Boga i pozostaje się w łączności z Rzymem w tym, co jest "ciemne", trudne i niepewne.

    .

    Osobiste przeświadczenie o słuszności: tak.

    Pokorne posłuszeństwo Namiestnikowi Chrystusa nawet wówczas, gdy wydaje się nam, że nie możemy się zgodzić: TAK

    To jest TRADYCJA największych świętych. Np. Ojca Pio.

    .

    Życzę Ci Polipidzie łaski odnalezienia się w DZISIEJSZYM Kościele, mistycznym ciele Chrystusa, według doktryny PRZEDSOBOROWEGO papieża, Piusa XII.

  31. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Wednesday, 05 January 2011, 14:07

    Dziękuję Ci, Krisie. I dziękuję Ci za ten wpis: LINK To on powinien "wisieć" jako komentarz dnia. Problem tylko z tym, że Ty piszesz zbyt mądrze, zbyt dobrze. Nad Twoimi tekstami nie da się przelecieć szybko, one wymagają zadumy, przerwania w połowie, zamyślenia... A tymczasem najlepiej napisać o niczym, a potem zamieścić pod tym wpisem sto własnych komentarzy i stać się "Mister Popularity". Jeżeli, rzecz jasna, jest to czyimś celem.

    .

    Ale, Bogu dzięki, dla Ciebie popularność nigdy nie była celem samym w sobie. Jednak troszkę szkoda, że akurat taka jest polityka promocyjna Frondy.

    .

    I wiem, że to brzmi dość dziwnie w moich ustach, bo z nieznanych mi powodów bardzo często moje wpisy są tu promowane, ale to nie zmieni w niczym faktu, że nie zawsze rozumiem promocję innych blogerów. Więc moja rada taka: Hioba zostawić, ale więcej Krisa! :DDDD

    .

    Janie Pawle, módl się za nami! Alleluja!

    _____________

    God loves you

  32. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Wednesday, 05 January 2011, 14:58

    Tekst kazania Benedykta XVI z Mszy beatyfikacyjnej: LINK

    _____________

    God loves you

  33. Zobacz profil Marysia Marysia napisał/a:

    Wednesday, 05 January 2011, 15:15

    LINK

  34. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    Wednesday, 05 January 2011, 16:03

    Ale piękny tekst Hiobie, piękne świadectwo. Prześlę je komuś, jeśli pozwolisz.

    Dzięki za czarną owcę w rodzinie. Bo ża ekonomia zbawienia wcale nie wymaga od nas, żebyśmy byli wielcy, skąd mamy się stale umniejszać, aż znikniemy w Bożym Miłosierdziu. Tak mniej więcej ujęła to mała Tereska, mniej więcej.

    Dzięki Hiobie.

    ***

    Jeśli kiedyś ktoś znowu powie ci o tej owcy, przypomnij sobie takie słowa - "Wzdardzony i odepchnięty przez ludzi, mąż boleści oswojony z cierpieniem..." Kazdy z nas czasem idzie tą drogą Jezusa. Pozdrawiam.

  35. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Wednesday, 05 January 2011, 17:29

    Rudzia, dziękuję. Oczywiście możesz przesłać, będzie to dla mnie zaszczyt.

    Mnie nikt z bliskich nie nazwał czarną owcą i nawet mi tego nie dal odczuć, ale wiem, jakim wielkim zawodem byłem dla rodziców. Moja siostra ukończyła studia w wyróżnieniem, bratanek taty, którego wszyscy znają z jego późniejszej kariery politycznej, uczył się doskonale, obronił doktorat, który został wydany w formie książkowej, a ponieważ studiował w Krakowie, a mieszkał w Sandomierzu, bywał u nas dość częstym gościem. Tymczasem mnie do książek nie ciągnęło, choć nigdy nie miałem problemów ze zrozumieniem programów nauczania. "Zdolny, ale leń" - taka etykietka ciągnęła się za mną przez lata.

    Rodzice to pierwsze pokolenie inteligenckie, chłopskie dzieci, którym wykształcenie przyszło z wielkim trudem. Mama pracowała, byśmy mieli co jeść, gdy tata studiował na drugim fakultecie - by nam zabezpieczyć lepszą przyszłość. Ale ponieważ tata nigdy się nie zgodził na przynależność do partii, nigdy nie zaszedł wysoko w swej karierze. Wiceprezes PZGS-u to ostatni szczebel, gdzie mógł się wspiąć. Jednak rodzice mieli ambitne plany w stosunku do nas i w miarę możliwości dbali o nasze wszechstronne wykształcenie.

    Siostra uczyła się na pianinie, ja śpiewałem w chórze Filharmonii Krakowskiej, ale potem zawiodłem ich oczekiwania.

    Do tego, mając 22 lata uparłem się, że się będę żenił. Wraz z żoną mieliśmy tylko maturę i nie dziwię się im teraz, że nie byli zachwyceni. Moja żona w końcu skończyła studia, już tu, w Stanach.

    A i ja doczekałem się momentu, że rodzice byli ze mnie dumni. Jednak długo musieli na to czekać... Bo za mną nie tylko modlił się Jan Paweł, ale przede wszystkim właśnie oni.

    _____________

    God loves you

  36. Zobacz profil KrisRuminski KrisRuminski napisał/a:

    Saturday, 05 February 2011, 21:23

    Hiobie,

    To ja dziękuję.

    Piszę dla jednego czytelnika.

    I już mam :) To żart, ale ...

    ..

    Ale coś w tym jest, prawda?

    Ty też tak piszesz. I cieszę się, że jesteś promowany.

    Martwię się czasem promocją ludzi piszących "rozsądne" nieporozumienia.

    Kiedyś to byli zapiekli tradsi, teraz - zapiekli "rozsądni".

    Ale cóż.

    .

    Chciałbym jednak odnieść się do Twojego wątku: "zawiodłem rodziców".

    .

    Oczywiście z podwójnym cudzysłowem. Jestem pewny, że dawno już wiedzą, że ich nie zawiodłeś.

    Chodzi mi o coś innego.

    Chodzi mi o dzisiejszy pęd do zdobycia "pozycji".

    .

    Można przekładać bezsensowne papiery a nawet papiery szkodliwe, utrudniające innym życie, byle zdobyć "pozycję".

    W dzieciństwie chciałem zostać mechanikiem samochodowym.

    Ojciec wytłumaczył, że lepiej zostać inżynierem, który będzie tłumaczył mechanikowi, kiedy ten będzie w kłopocie.

    Teoretycznie miał rację.

    Ale dzisiaj patrzę trochę inaczej.

    Gdybym zaczął właśnie od mechanika, może dalej bym doszedł?

    Na studiach miałem wielkie kłopoty, żeby dotknąć naprawdę mechanizmu i ubrudzić ręce w smarach. Papiery, projekty, kalka, tusz. Tak. Smar, klucze,

    wał korbowy, tłok? Nie ma środków, nie ma hali itd.

    Wszystko, co zdobyłem w tym względzie, zdobyłem swoim własnym wysiłkiem.

    Np. Rozbierając silnik swojego samochodu w pokoju stołowym.

    .

    Dlatego całe życie miałem szacunek dla ludzi, którzy potrafią COŚ KONKRETNEGO. Praktycznego.

    To jest punkt wyjścia.

    ...

    Łatwiej z się z takimi porozumieć.

    Wiedzą oni, że nie wystarczy gadać i "dialogować". Mieć "rację".

    To jeszcze MUSI DZIAŁAĆ.

    To jest źródło pokory.

    Św Paweł był tkaczem. To mu na pewno pomagało podczas ewangelizacji.

    Niech Ci Bóg błogosławi, Boży Tkaczu. :)

  37. Zobacz profil hiob hiob napisał/a:

    Saturday, 05 February 2011, 23:18

    Drogi Lisie! Dzisiaj rozmawiałem z moją mamą. Dostało mi się, oj dostało za tą czarną owcę. Sprawiłem mamie przykrość pisząc tak, bo mama podkreśliła jeszcze raz, że nigdy im, moim rodzicom, nawet przez myśl nie przeszło takie określenie. I ja o tym wiem i zawsze wiedziałem. Jeżeli już, to był co najwyżej lekki zawód, że nie spełniłem ich oczekiwań, ale nigdy mi tego nie okazali w żaden sposób. Zawsze mnie kochali takiego, jakim byłem.

    Ta "czarna owca" to wyłącznie moja inicjatywa i musiałem się z tego tłumaczyć. Ale też mama potwierdziła, że w rodzinie zawsze istniała pewna presja, czy rodzaj współzawodnictwa. Kuzyni taty, którzy zostali inżynierami i architektami mieli swoje Skody i Wartburgi, a mój tata, całym sercem kochający ziemię, po Akademii Rolniczej i chyba towaroznawstwie na AE, nie miał szans na takie zarobki. Pierwsze auto w rodzinie to był mój własny samochód, przedwojenny Mercedes, kupiony za wakacyjną pracę gdy byłem w liceum.

    .

    Ale im jestem starszy tym wyraźniej widzę co jest ważne. TV mnie irytuje i nudzi, polityka też, wszystkie idee jak rozwiązać nasze problemy, które lansują także katolickie media są tak absurdalne, że dziecko powinno wiedzieć że nie mają szans. Ale nadzieja jest.

    Ja robię swoje, wiem, że Ty także. Węgrzy pokazali krok we właściwym kierunku. Da się. Wierzę, że nasz nowy patron wymodli nam wiele łask. Poza tym 0 jakie mamy inne wyjście? Musimy zaufać Bogu, bo przecież nie jakiejś partii politycznej.

    .

    A co do moich praktycznych umiejętności... Chyba lepiej mi w praktyce wychodzi działanie dla Królestwa, niż naprawianie ciężarówki. Właśnie jest w warsztacie, bo sam bym nie poradził. Chłodnica do wymiany. Ale mechaników nie brakuje, a Szaleńców Bożych deficyt. :-D

    .

    Kris, ale my zwyciężymy. I wiem, że Ty też to wiesz. Róbmy zatem swoje, a Duch Święty postawi na naszej drodze tych co trzeba.

    -

    God loves you

Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.