Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl
Droga do doskonałości.

Dokąd zmierzasz nasz Kościele w tym XXI w.

kategoria: Kościół

Dodano: Tuesday, 21 February 2012, 14:57

Przez ostatnie miesiące dużo czytałam, myślałam i przemadlałam sprawę skutków Soboru Watykańskiego II, który zapowiadał „wiosnę Kościoła” a doprowadził do „zapaści w wielu sferach” jak zauważa sam Papież Benedykt XVI . Dla mnie osobiście to co zrozumiałam to wielkie zaskoczenie a nie kryję, że od dłuższego już czasu wciąż było we mnie poszukiwanie odpowiedzi na pytanie – dlaczego obecny Kościół Jezusa Chrystusa tak dalece odbiega od Prawdy jego Boskiego Założyciela a mimo to wciąż trwa.
…………………………
Ostatnio także na Frondzie wiele tematów sprzyja moim już dużo wcześniejszym rozmyślaniom.
_________________
Francuski filozof i teolog Jacques Maritain zaniepokojony skutkami „posoborowymi” mimo iż nie zamierzał już więcej niczego pisać /osiadłwszy na starość w jednym z zakonów/ , nie wytrzymując błędnego rozumienia ducha ostatniego Soboru, /którego był aktywnym uczestnikiem/ które doprowadza wielu wierzących do negowania podstawowych zasad, na których opiera się gmach naszej wiary, napisał „Wieśniaka znad Garonny” gdzie pisze m.in. „Namnożyło się tak zwanych filozofów i myślicieli, a każdy z nich przedstawia swoją własną doktrynę, nazywając ją jedynie prawdziwą. Zresztą, doszło nawet do tego, że głównym zajęciem wielu współczesnych myślicieli stało się nie tyle przedstawianie własnych poglądów, co niszczenie poglądów innych osób. A ponieważ wszyscy krytykują wszystkich, okazuje się, że najbardziej właściwą postawą byłoby odrzucenie wszystkiego. We współczesnej myśli taki stan nazywa się postmodernizmem.(…) W miejsce jednej, pewnej prawdy, pojawiły się setki prawd czy raczej półprawd, wzajemnie sprzecznych i skłóconych.”
_________________
Przyczyny takiego stanu rzeczy.
Kościół jaki jest, czy jest jeszcze TYM KOŚCIOŁEM CHRYSTUSA, którym był gdy On go tworzył?
_________________
„Ekumenizm” - Kościół Powszechny zatraca swój misyjny charakter na rzecz mylnie pojmowanego„ekumenizmu”. Przykro mi bł. Janie Pawle II /mam nadzieję, że mnie zrozumiesz/ ale nie pojmuję, jak można pozwolić by bożek buddy stał obok Tabernakulum, czy to można nazwać ekumenizmem, chyba jednak nie, właściwsze będzie pojęcie irenizmu, gdzie jedność wynosi się ponad prawdę a miłość myli ze wspólnotowością, jak zauważa Dietrich von Hildebrandt autor „Spustoszonej winnicy”.
Jacques Maritain, francuski filozof i teolog, „współautor” odnowy soborowej pisze: Smutną rzeczą jest zamykanie się we własnej wierze i niekontaktowanie się z ludźmi wierzącymi w sposób odmienny. Lecz jeszcze tragiczniejszą rzeczą jest takie otwarcie, w którym tracimy skarby naszej wiary. Pierwszego nie należy zaniedbywać, lecz drugiego należy się szczerze wystrzegać.
……………....
„Może wspomnę przypadek, który wydarzył się mojemu mężowi /mówi w jednym z wywiadów Alice von Hildebrandt/ wielce go zasmucając. Było to w 1946 roku, zaraz po wojnie. Mój mąż wykładał wtedy w Fordham, gdzie na jednym z zajęć pojawił się żydowski student, który służył podczas wojny w marynarce wojennej. W czasie [jednej z rozmów] opowiedział on mężowi o pewnym przepięknym zachodzie słońca [które doświadczył] na Pacyfiku, które skierowało go na drogę poszukiwania prawdy o Bogu. [Po wojnie ] najpierw poszedł więc studiować filozofię na Uniwersytecie Columbia, lecz stwierdził, że nie jest to to czego szukał. Kolega polecił mu, aby spróbował filozofię na Fordham i wspomniał nazwisko Dietricha von Hildebrand. Już zaledwie po jednej lekcji z moim mężem, przekonał się, że znalazł to czego szukał. Pewnego dnia po zajęciach mój mąż poszedł z nim na spacer i wtedy powiedział on mężowi, iż jest zdziwiony faktem, że wielu profesorów po tym, jak dowiadywali się o tym, że jest on Żydem, zapewniali go, że nie będą próbowali nawrócić go na katolicyzm. Mój mąż, oszołomiony tym, zatrzymał się i zwrócił się do niego: "Co oni powiedzieli?!" Student powtórzył historie, na co mój mąż odparł: "Jestem gotowy pójść na sam koniec świata, aby zrobić z Ciebie katolika." Nie chcę przedłużać tej opowieści, ale ten młody człowiek został katolikiem, przyjął święcenia w zakonie Kartuzów, po czym wstąpił do jedynego w Stanach Zjednoczonych klasztoru Kartuzów (w stanie Vermount).”
...................
Wiele ta opowieść dała mi do myślenia.
………………..
Kolejne pytanie jakie stawia autor „Spustoszonej winnicy” „czy nowa Msza, bardziej niż stara, porusza ludzkiego ducha, czy przywołuje poczucie wieczności? Czy pomaga nam wznieść nasze serca ponad troski dnia codziennego, ponad całkiem naturalne aspekty tego świata, do Chrystusa? Czy zwiększa poczucie czci i szacunku dla sacrum? Czy mamy większą szansę spotkać Chrystusa w czasie Mszy, wznosząc się do Niego, czy raczej ciągnąc Go do poziomu naszego codziennego, ziemskiego życia. Innowatorzy zastąpili świętą bliskość z Chrystusem niestosowną familiarnością.
Już w latach trzydziestych zauważał zalew trywialności i sentymentalizmu, w który popadają niektóre religijne hymny, chociaż dzieje się to przy dobrych i pobożnych intencjach. Takie hymny w rzeczywistości zapraszają wiernych do popadania w powierzchowność. Osoby znajdujące się poza Kościołem raczej od niego odpychają niż przyciągają doń, gdyż zamiast ukazywać im prawdziwe oblicze Chrystusa, fałszują je przez cukierkowy sentymentalizm, zatracając to co w liturgii najważniejsze: ducha discretio oraz organicznego /wewnętrznego/ wzrastania.”
I chyba tu jest też odpowiedź, dlaczego coraz więcej wierzących zwraca się na swej drodze ku klasztorom i zakonnikom.
……………….
„Ale może tzw. posoborowe zmiany w Kościele były nieuchronne? Jak każdy katolicki myśliciel, również von Hildebrand był filozofem wolności, a więc sprzeciwiał się dziejowemu determinizmowi i uważał, że: wcale tak nie musiało być, wystarczyła czujność ze strony pasterzy Kościoła, którzy niestety – w ocenie Hildebranda – masowo popełniali grzech zaniechania. Zaniechali chociażby posługiwania się narzędziem, którym Kościół operował od zarania miłosierną anatemą a z powodu pomylenia pojęć miłości i wspólnoty anatemę uważa się za coś bezlitosnego, pozbawionego miłości, bo usuwa ona ze wspólnoty Kościoła kogoś, kto nie odwoła swoich błędów”, pisze red. Grzegorz Kucharczyk z Polonica Christiana.
Gdyby istniało nadal to prawo nie byłoby już dylematu i czczego gadania w sprawie Doroty Rabczewskiej /Dody/. Anatema miłosierna jest właśnie owym skutecznym miłosiernym narzędziem, które chroni członków swojego Kościoła i leczy sam Kościół od śmiertelnych chorób przenoszonych drogą złego ducha, w dodatku zaznaczmy zaraźliwych chorób. Bo jeśli członkowie Kościoła widzą, ze można bezkarnie profanować jego świętość, że bez żadnych konsekwencji można go nie szanować a wręcz lekce_sobie_ważyć , to jak taki Kościół może zachować swój Boski Autorytet…? Jedynie w oczach i sercach najgorliwszych chrześcijan, dla których prawdą, która nigdy nie przeminie jest, że Kościół ten „zbudował” sam Chrystus. Już w 1985r. w wywiadzie Vittorio Messori’ego „Raport o stanie wiary” kard. Ratzinger oceniając stan Kościoła sam przyznaje, że bardziej zdziwiłaby go prawdziwa wiara, aniżeli jej brak. Milczenie i tolerancja oparta na fałszywym pojmowaniu miłosierności wobec takich zachowań to zwykła, pospolita profanacja sacrum Kościoła Chrystusowego. Chrystus bowiem jasno mówi:” że winniśmy bardziej bać się nie tych, którzy zabijają ciało, ale tych, którzy mają moc zwabiania do piekieł.”
…………………
Cała twórczość Doktora Kościoła XX w. pisze red. Kucharczyk – wyrażała nieustanny sprzeciw wobec rozmaitych „buntów przeciw Duchowi”, będąc jednocześnie przeniknięta tym, co starożytni nazywali pietas – czyli czcią dla Tradycji oraz dla depositum catholicae fidei. A także nadzieją (nie mylić z optymizmem). Hildebran odnosząc się do kryzysu drążącego Kościół w drugiej połowie XX wieku stwierdza: „Maritain miał rację mówiąc, że obecny kryzys w Kościele jest najgorszy w historii, bowiem dzisiaj heretycy pozostali wewnątrz Kościoła ale chociaż fakt ten jest wysoce niepokojący, nie powinniśmy tracić ducha – nie zapominajmy, że Judasz Iskariota nie był przecież outsiderem.”
…………………
Wiele prawdy jest także w słowach abp. Lefebvre, który dostrzega fatalne skutki tzw. „ducha odnowy”: nowej liturgii Mszy Wszechczasów, rozluźnienia dyscypliny kościelnej, ekumenizmu, laicyzacji życia kapłańskiego, gdzie przypomina, że sutanna przecież „oznacza oddzielenie od świata i zawiera świadectwo dane Naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi”. „Strój świecki, rezygnacja z jakiegokolwiek świadectwa dawanego poprzez strój wyraźnie oznacza brak wiary w kapłaństwo, brak szacunku dla zmysłu wiary bliźnich, a ponadto tchórzostwo, brak odwagi w bronieniu własnych przekonań”. /fragment z książki S. Cenckiewicza „Bernad Tissier de Malerais, Marcel Lefebvre. Życie” / i trudno się z tym nie zgodzić.
Ostatnio jak usłyszałam z ust radykalnego, silnego wewnętrznie kapłana, że jadąc pociągiem ściągnął koloratkę, bo po ostatnim incydencie jak go łyse oprychy wyzwały od „katolickiej świni”, chciał już spokojnie dojechać na miejsce a jeszcze miał coś poczytać, to się zastanowiłam….dlaczego? Tak silny i mocny i taki waleczny w wierze?... może w obawie o swoje zdrowie, życie? Może, nie wiem…nie chcę oceniać…Ale myślę, że tak nie można, nie należy, nie wolno, szczególnie gdy samemu głosi się słowa „nie wstydźcie się Chrystusa”, "ufajcie Mu bezgranicznie".
Reasumując:
I choć dzisiejszy Kościół daleki jest od ideału, ma wiele wad, grzechów a „wewnętrzny rozłam Kościoła” pogłębia się i grozi mu „zapaść w wielu sferach sięgających samych korzeni Kościoła” , co zauważał jeszcze jako kardynał, Benedykt XVI to jednak wciąż chcę w nim trwać i wierzyć i modlić się, że na powrót stanie się tym, którym był gdy zakładał go sam Chrystus. I choć może bliżej mi dziś sercem i umysłem do Bractwa św. Piusa X czy Bractwa św. Piotra to nie chcę i nie zamierzam „wychodzić” z mojego/naszego Kościoła.
……………….
Łatwo jest odejść gdy ktoś upada, traci na „atrakcyjności” trudniej zostać i trwać, pomimo i ponad….ale chyba właśnie tak się kocha, tak wygląda miłość bezwarunkowa. A przecież Kościół to przede wszystkich Mistyczne Ciało Chrystusa. Zrozumiałam więc, że choć jest mi trudno wiele rzeczy zaakceptować w obecnym obrazie Kościoła Powszechnego i Apostolskiego to jednak chcę w Nim pozostać. Czy się doczekam powrotu Jego do korzeni silnych, mocnych i prawdziwie Chrystusowych nie wiem….mam nadzieję, że tak.
...................
Bo choć homo brzmi dumnie to „sapiens” raczej już nie dlatego, że dumny bo rozumny ale że ledwo dyszy, próbując ocalić swą stabilnosć, normalność w otaczającej go przestrzeni galopującego relatywizmu.

Odsłon: 718



Komentarze: 22

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Tuesday, 21 February 2012, 16:54

    Miriam,

    Ciekawe rozważania, z dużą częścią się zgadzam. Ale nie mogę pogodzić się z tym, że za jedną z przyczyn kryzysu Kościoła uważasz ekumenizm.

    Piszesz wprawdzie "błędne rozumienie ekumenizmu", albo "ekumenizm", ale nie rozstrzygasz, jaka jest różnica między jego błędnym a właściwym rozumieniem. Pozostaje wrażenie, ze ekumenizm ( ten właściwie rozumiany) jest zjawiskiem złym. A to nieprawda.

    Błędem jest irenizm, błędem jest relatywizm, błędem jest zaniechanie ewangelizacji. Ale nie ekumenizm, rozumiany jako dążenie do jednosci Kościoła.

    .

    Pozdrawiam !

  2. Zobacz profil Włóczęga Włóczęga napisał/a:

    Tuesday, 21 February 2012, 17:39

    Miriam

    W pełni się z Tobą zgadzam.

  3. Zobacz profil Chcący Chcący napisał/a:

    Tuesday, 21 February 2012, 19:04

    I samego JAcquesa Maritaine'a uważa się dziś-o ironio!- za jednego z prekursorów owych posoborowych zmian, owego pojścia z "duchem czasu". Cenne myśli autorki. Jak ulał pasuje do panelu o postmodernizmie.  "Mój mąż, oszołomiony tym, zatrzymał się i zwrócił się do niego: "Co oni powiedzieli?!" Student powtórzył historie, na co mój mąż odparł: "Jestem gotowy pójść na sam koniec świata, aby zrobić z Ciebie katolika."" Właśnie tak!  DLaczego zło jest zaraźliwe i trzeba miłosiernych anatem? Bo "z jakim przestajesz, takim się stajesz"  Dziękuję za cenne uwagi. Pozdrawiam 

  4. Zobacz profil loaf04 loaf04 napisał/a:

    Tuesday, 21 February 2012, 20:06

    Dziękuje , ciekawy wpis .

    Pozdrawiam.

  5. Zobacz profil OrthoCatho OrthoCatho napisał/a:

    Tuesday, 21 February 2012, 21:44

    Ładnie :)  

  6. Zobacz profil Zakrystianka72 Zakrystianka72 napisał/a:

    Wednesday, 22 February 2012, 09:45

    Miriam - bardzo dziękuję za interesujący tekst! Pozdrawiam wiosennie :-)))

  7. Zobacz profil Miriam z Magdali Miriam z Magdali napisał/a:

    Wednesday, 22 February 2012, 22:21

    @Geoffrey, odnosnie ekumenizmu, mi oczywiście chodziło o daleko idącą nadinterpretację, co w praktyce bardzo często prowadzi do irenizmu. Dzięki i pozdrawiam!

    ________

    Włóczęgo, Chcący, OrthoCatho, loaf04 - dzięki za wpis i pozdrawiam!

    ________

    Zakrystianko, ja Ciebie również wiosennie :)

  8. Zobacz profil Miriam z Magdali Miriam z Magdali napisał/a:

    Wednesday, 22 February 2012, 23:00

    _Jeszcze jedno pytanie przychodzi mi do głowy Geoffrey - czy myślisz, ze dialog międzyreligijny jest w ogóle możliwy? Dialog międzykulturowy, dialog rozumu owszem ale dialog wiary ...?

  9. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Wednesday, 22 February 2012, 23:38

    Miriam:

    Oczywiście ze tak. Mamy część wspólnych celów z wyznawcami innych religii. Nawet z ateistami. Wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy nosimy w sobie pragnienie dobra i piękna. Odzywa się w nas obraz i podobieństwo Boga - czy ktoś to rozumie, czy nie.

    Zauważ, jak świetnie mówi o tym Papież, jakich precyzyjnych słów używa, gdy mówi o wspólnej pracy dla światowego pokoju, o etyce w ekonomii, o sprawiedliwości, o dbaniu o spuściznę przydorniczą świata. To są tematy ogólnoludzkie, wspólne dla "wszystkich ludzi dobrej woli".

    Oczywiście dialog taki ( raczej międzyludzki, niż międzyreligijny) nie moze zastępować ewangelizacji. Ale zawsze moze być twprzeniem dla niej warunków; okazją do wzajemnego poznania się ludzi innej wiary, do szczerej dyskusji. Do "pokazania" innym Ewangelii i Chrystusa.

    .

    Pozdrawiam !

  10. Zobacz profil Miriam z Magdali Miriam z Magdali napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 01:47

    _Goffrey, to o czym piszesz to dialog na płaszczyźnie właśnie kulturowej, sam zresztą pod koniec stwierdzasz "raczej miedzyludzki, niz miedzyreligijny". Z tego co ja pamiętam to Papież Benedykt XVI tez miał duże wątpliwości w tej kwestii. Jedyny dialog międzyreligijny jaki wydaje mi się moźliwy, to pomiędzy katolikami a prawosławnymi. A z ateistami to raczej w ogóle trudno mówić o dialogu międzyreligijnym.

    ______

    Chętnie posłuchałabym /poczytała/ co o tym myślą inni, może zechcą wypowiedzieć się także wcześniejsi tu obecni?

  11. Thursday, 23 February 2012, 04:44

    @Autorka

    Nieco mylisz pojęcia.

    Mamy:

    1. Dialog międzyreligijny - polega raczej  /jak to przedstawił  Geoffrey/ na współpracy dla ... 

    Przy tym chodzi też o wzajemne poznanie się, bo to niweluje wzajemne uprzedzenia. W dialogu z żydami możemy też spotykać się na modlitwie tekstami, które są wspólne dla obu religii.

     

    2. Dialog ekumeniczny odbywa się w gronie chrześcijan i tutaj już bez przeszkód możemy prosić Pana, aby uzdatnił nas do jedności, abyśmy mogli stali się na powrót Jego Kościołem.

    Duchowo dla Boga i Kościoła narodziłam się już w czasach po II SV, ale doskonale pamiętam czasy sprzed Soboru. Wcale nie było tak, jak nam teraz tradycjonaliści sugerują. Ja ten okres w swoim życiu zapamiętałam nie najlepiej. Kościół był wtedy tak "przyjazny", że rozstałam sią z nim - na długie lata - zaraz po tzw. Białym Tygodniu.

    Jestem przekonana, że gdyby nie II SV sytuacja w Kościele była by jeszcze gorsza, aniżeli ma to miejsce obecnie. Na ten temat bardzo dużo pisze Hiob, na swoim blogu i własnym forum. Zachęcam do poczytania go, bo naprawdę mądrze prawi.

  12. Zobacz profil Czes1965 Czes1965 napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 08:03

    W moim przekonaniu autor powinien zadać pytanie nie dokąd Kościół zmierza lecz dokąd ja zmierzam bo Kościół to ja, Ty.

    Czyli jak uświęcam sie, jak podążam za Chrystusem, jak rozpoznaję , wypełniam Jego wolę, a co ważniejsze czy cokolwiek z tego robię lub czy dokładam pracy by czynić to doskonalej, czy kształtuję sumienie, czy w konsekwencji myślę, czynię po ludzku czy nazwe to po Bożemu?

    Od jednostki ,każdego z nas zależy jaki w konsekwencji jest Kościół. Natomiast te wszystkie rozważania jakoby Kosciół czy w Soborze czy teraz w ekumenizmie itd z chodzi z drogi Prawdy, odchodzi od Boga odpowiem w ten sposób, iż największym problemem (nie dla świetych, chodz i oni mieli trudne czy o wiele trudniejsze momenty) jest brak ufnosci Bogu. Nic tak nie związuje rąk Bogu czyli pozbawia go możliwosci działania w duszy, Kościele jak brak ufnosci a o czy wyraźnie mówił Pan Jezus iż żaden włos z głowy nie spada bez wiedzy Boga, zatem tym wszystki rzekomym tradycjonalistom i im podobnym odpowiem czy raczej zadam pytanie, na które sami sobie musza odpowiedzieć, nie mi. Czy myślicie że wtedy podczas Soboru chodź zapowiedział iż będzie z nami do skończenia świata a Kościół nie upadnie wtedy opuścił Kościół, Sobór odszedł od Boga? czy te ,,spotaknie 2 godzinne jakim był Sobór... :) " to było zaparcie sie Boga, tylko nie mówcie że nie ale... mówcie tylko tak albo nie przypominam. Chcecie uczyć Kościół który z  Duch Świętym nie ustannie współpracuje . Jak mówiłem zatem i jeszcze raz powtórze nie macie ufności, tym samym wiary, tym samym myślicie po ludzku .

    Rozumiem że jest portal, można sie wypowiedzieć, zabłysnąć, dowartościować, nawet czegoś nauczyć , ja to rozumiem, też chyba jestem jeszcze człowiekiem ale zachęcam jednak ku pokorze, ku szukaniu rzeczywistej Prawdy ,ku przebudzeniu do rzeczywistej wiary,miłości bo w historii Kościoła były bodajze setki jak nie więcej rzekomych obrońców Prawdy i jakoś znikli na przestrzeni czasu.

    Jak to powiedział kiedyś jakiś filozof który całe życie był walczącym ateistą, a przed śmiercią się nawrócił, powiedział iż na tyle błedów ile popełnił Kościół każda ziemski twór, państwa ,ideologie upadły a Kościół trwa... zrozumiał że za Kościołem coś,ktoś stoi...

  13. Zobacz profil Zawilec Zawilec napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 08:32

    Znakomity wpis - Dzięki!

  14. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 09:38

    Miriam,

    Kwestia dobra i zła to nie jest płaszczyzna kulturowa, a jak najbardziej religijna. Ateiści mówią: etyczna, bo inaczej nie mogą. Ale my wiemy skąd pochodzi dobro. Zatem w dobrych sprawach jak najbardzej popwinnśmy "dialogować' i działać z wszystkimi ludźmio dobrej woli.

    Natomiast z Prawosławnymi to nie jest dialog międzyreligijny, bo to też chrześcijanie. To nawet trudno nazywać ekumenizmem - tak wiele mamy wspólnego. Właśnie tu można mówić o dialogu międzykulturowym, bo z Prawosławnymi mamy wspólny fundament wiary, a różnice dotyczą tradycji i praktyki wiary. 

    Prawosławie jest znacznie bliższe teoligicznie do KK niż Protestanci. Za to dalsze kulturowo. A kulturę można poznawać bez obaw :)

    .

    Pozdrawiam !

  15. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 09:40

    Ale literówek nawrzucałem!

    Przepraszam, nie można edytować wpisów.

  16. Zobacz profil KapitanNemo KapitanNemo napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 13:55

    @Miriam, dziękuję i pozdrawiam.

  17. Zobacz profil Miriam z Magdali Miriam z Magdali napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 17:33

    _

    Klaro, masz oczywiście rację, w przypadku prawosławia chodziło o dialog ekumeniczny, dziękuję za sprostowanie.

    _______

    Chciałabym jednak wrócić do dialogu międzyreligijnego. Pisząc, o moich wątpliwościach w jego sens, chodziło mi o znaczenie i istotę tego dialogu.

    _______

    Wiarę jako łaska pochodzi od Boga. Łaska tak pojęta ani jej prawdziwość nie może podlegać dyskusji i ludzkiej weryfikacji. Nie sposób więc dialogować na temat wiary. Dialog pomiędzy wierzącym i niewierzącym nie dotrze bowiem do najważniejszej istoty wiary, do prawdy o Bogu, bo ta jest przecież łaską.

    ________

    W przypadku rozmówców, którzy znają już swoją prawdę, dyskusja przestaje być dialogiem a stanie się jedynie monologiem. W przypadku gdy rozmówcy spotykają się by pokazać jedynie swą różnorodność istota dialogu traci sens, bowiem prawda nie ma tu znaczenia.

    ________

    Piszesz: "Duchowo dla Boga i Kościoła narodziłam się już w czasach po II SV, ale doskonale pamiętam czasy sprzed Soboru. Wcale nie było tak, jak nam teraz tradycjonaliści sugerują. Ja ten okres w swoim życiu zapamiętałam nie najlepiej. Kościół był wtedy tak "przyjazny", że rozstałam sią z nim- na długie lata - zaraz po tzw. Białym Tygodniu.

    Jestem przekonana, że gdyby nie II SV sytuacja w Kościele była by jeszcze gorsza, aniżeli ma to miejsce obecnie. Na ten temat bardzo dużo pisze Hiob, na swoim blogu i własnym forum. Zachęcam do poczytania go, bo naprawdę mądrze prawi."

    _________

    Zajrzałam do ostatniego bloga /i zaglądam do Niego/ Hioba i znalazłam takie słowa: ” (…) I zamiast zbliżaćsię do Boga, ten zeświecczony laikat pociąga niektórych kapłanów, nawet biskupów, w stronę "świata". Tymczasem dawniej tak nie było i uważam,że dobrze by się stało, gdyby wróciło to, co było dawniej (…)

    _________

    Oczywiście Klaro, masz prawo do własnej oceny, ja jednak myślę, że to o czym zresztą mądrze /jak wspomniałaś/ pisze Hiob, wpisuje się w obraz dzisiejszego człowieka. O wielu rzeczach można z nim porozmawiać,sięgnąć szczytów snobistycznych myśli, naukowych rozpraw, wewnętrznych egzystencjalnych problemach albo zwyklych, przyziemnych, co dziś na obiad, kupiłem coś w promocji, zdrowie szwankuje, pieniędzy nie starcza, znowu nas ten albo inny polityk „wykołował” ale o Bogu jako REALNYM, PRAWDZIWYM, ŻYJĄCYM juz trudniej. Boli mnie i zasmuca postępujaca laicyzacja społeczeństwa oraz bezmyślność i wyjałowienie duchowe jakie za nią podążaja.

    _________

    Rozmowa - "Tak, tak, ja wiem, Bóg jest najważniejszy ale nie mogęprzyjść na spotkanie Wspólnoty bo mam jutro gości a spotkanie jest raz w miesiącu i ustalane na m-c wcześniej(....). I o kant stołu to wszystko się rozbija, bo albo idziemy /raz lepiej raz gorzej/ ale idziemy bo mamy cel w Bogu albo raz tak a raz siak, jak nam pasuje. I wtedy „Dbajcie wpierw o królestwo niebieskie a cała reszta będzie wam dodana” i „Jeśli Bóg będzie na pierwszym miejscu to i cała reszta będzie na właściwym” nie mając racji bytu w życiu tego człowieka a w zamian pojawia się gnuśność, narzekanie, malkontenctwo etc.

    ________

    Inny przykład z ostatniej niedzieli, deszczowej, idą ludzie do Kościoła, jedzie też tam pewien pan w garniturze, szybko, spieszy się, wszystkich idących wąskim chodnikiem wymija i oblewa potężną wodą z kałuży. To są drobiazgi, ludzki brak wyobraźni, ja wiem /niemniej można je mnożyć, nie w tym rzecz jednak/ ten przykład, choć banalny pokazuje obraz naszego Kościoła i członków Mistycznego Ciała Chrystusa. To także obraz mój i Twój, a ja bym pragnęła by każdy kto spotka chrześcijanina, katolika wiedział, że na nim można polegać, ze to prawy i uczciwy człowiek, wrażliwy i szlachetny, który w całym swoim życiu, na każdym kroku stara się NIE ZAWSTYDZAĆ SOBĄ CHRYSTUSA a jeśli już nam się to przydarzy /bo w końcu daleko nam do ideałów/ to sumienie na tyle w nas już ukształtowane Duchem Bożym /codziennych ćwiczeń/ od razu będzie kierowało nas do żalu, poprawy i zadośćuczynienia. Boża wrażliwość ma to do siebie, że wymaga ciągłej uwagi na Bogu, ćwiczeń, rachunku sumienia i modlitwy inaczej możemy tylko marzyć, że ludzie będą jacy w głębi duszy przecież pragną /gdzieś na samym dnie serca/ być. Potrzebna jest świadomość wśród wszystkich chrześcijan, człowiek musi wiedzieć, ze te praktyki mają sens, bo bez nich pozostają tylko czcze marzenia i ułuda, ze coś się „samo’ zmieni. Tak gdzie Kapłanom zależy na człowieku i jego zbawieniu, tam o tym się mówi, tam też się wymaga z powodu miłości do Boga i człowieka.

    _________

    I niestety, to wszystko o czym pisałam choć bardzo mnie zasmuca i boli to chciałam swoim nędznym głosem jedynie powiedzieć /czego zdaje się nie zauważyłeśCzes1965/, ze mimo wszystko chcę w Nim być i starać się coraz lepiej dawać swoim życiem świadectwo, że Bóg jest dla mnie najważniejszy i że dzięki Niemu moje życie ma sens i bywa prawdziwie szczęśliwym. I obym tylko jak najmniej Go sobą zasmucała, zawstydzała.

    _________

    A choć dialog z innymi religiami wydaje mi się niemożliwym, to jednak jako człowiek zawsze pozostanę wrażliwa i otwarta na potrzeby i cierpienie każdego człowieka, bez względu na rasę, wyznanie czy światopogląd.

    Pozdrawiam i dziękuję.

  18. Zobacz profil Miriam z Magdali Miriam z Magdali napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 17:35

     

    _Zawilczku, Czes1965, Geoffrey, Kapitanie Nemo dziękuję za wpis i pozdrawiam.

  19. Zobacz profil Geoffrey Geoffrey napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 20:03

    Miriam:

    W przypadku rozmówców, którzy znają już swoją prawdę, dyskusja przestaje być dialogiem a stanie się jedynie monologiem.

    Jeśli ludzie spotykają się tylko po to, żeby rozmawiać o religii, to rzeczywiście tak może to wyglądać. Ale mówiąc o dialogu międzyreligijnym, nie mamy na myśli sporu dwóch religii, a rozmowę dwóch osób, które są różnych religii. Spotykają się żywe osoby, robią wspólnie różne dobre rzeczy i poznają się wzajemnie. Trzeba jasno rozgraniczyć, co jest równoprawnym dialogiem dwóch osób, a co jest już ewangelizacją. Ja wiem, ze każdy chrześcijanin chciałby od razu nawrócić dla Boga  legion innowierców, ale nie da się tego zrobić po pierwsze na siłę, po drugie  - bez wzajemnego poznania, po trzecie - bez wzajemnego zaufania. 

    I do tego dialog międzyreligijny jest w sam raz.

    .

    Pozdrawiam !

     

     

     

  20. Zobacz profil Miriam z Magdali Miriam z Magdali napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 21:45

    _Geoffrey ależ oczywiście, że tak, nikt nie mówi przeciez o tym by się izolować, nie spotykać, nie rozmawiać, nie robić wspólnych rzeczy na rzecz drugiego człowieka, życia etc.

    ___________

    A jesli chodzi o nawracanie na siłę, to broń nas Panie Boże od tego złego, historia az nadto pokazuje co z tego wynikło. Jestem zdania, że to co do nas należy to dawanie świadectwa wiary naszym życiem a jesli Pan zechce i taka będzie Jego wola to niewątpliwie uczyni z nas narzędzie ewangelizacji. Tak jak to zrobił z D.Hildebrandt'em, któremu postawił na drodze owego żydowskiego studenta wiedząc, że ten nie pozostanie obojętnym wobec jego wewnętrznego pragnienia i poszukiwania Prawdy. Pozdrawiam.

  21. Zobacz profil Tobiasz1 Tobiasz1 napisał/a:

    Friday, 24 February 2012, 16:11

    "I choć może bliżej mi dziś sercem i umysłem do Bractwa św. Piusa X czy Bractwa św. Piotra to nie chcę i nie zamierzam „wychodzić” z mojego/naszego Kościoła". Mam nadzieję, że nie rozumiesz przez to, że bezkrompomisowe trwanie przy Tradycji oznacza stawianie się poza Kościołem. Watykan wielokrotnie w przeszłości potwierdzał, że FSSPX pozostaje katolickie,a co dopiero Bractwo św. Piotra, które było właściwie odpowiedzią JPII na akt abp Lefebvre'a. Tym bardziej teraz, po zdjęciu ekskomunik, podobne antynomie nie mają zastosowania. Nie dajmy sobie wmówić, że Kościół należy tylko do ludzi o mentalności bp Pieronka,którzy raczej go zawłaszczyli przez ostatnie 50-lecie, bo faktem jest, że w przeszłosci to na nich spadały kościelne sankcje. I nie chodzi o to, aby wszystkich zmuszać do modlenia się po łacinie, ale o wywalczenie własnych praw, tak aby w każdej parafii przynajmniej w niedzielę odbywała się jedna Msza Wszechczasów i aby mieć możliwość normalnego pójscia do koscioła i pomodlenia się, bez bycia narażonym na to, ze zastanie się tam jakieś dziwne rzeczy. Dla mnie największym problemem nie jest nawet pseudoekumenizm czy ostatni sobór, ale szykanowanie i prześladowania katolickiej Tradycji przez episkopaty w katolickich krajach.

  22. Zobacz profil Miriam z Magdali Miriam z Magdali napisał/a:

    Friday, 24 February 2012, 19:55

    _Tobiaszu, tak wiem, że to nie znaczy bycie poza Kościołem, dlatego tez napisałam "wychodzić' w cydzysłowie. Niemniej mimo, iż zdjęto ekskomunikę z Bractwa św. Piusa X to pozostaje ono nadal w swoich Kaplicach.

    Twoje ostatnie zdanie to prawdziwa i smutna refleksja... Dziękuję i pozdrawiam.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.