Przez ostatnie miesiące dużo czytałam, myślałam i przemadlałam sprawę skutków Soboru Watykańskiego II, który zapowiadał „wiosnę Kościoła” a doprowadził do „zapaści w wielu sferach” jak zauważa sam Papież Benedykt XVI . Dla mnie osobiście to co zrozumiałam to wielkie zaskoczenie a nie kryję, że od dłuższego już czasu wciąż było we mnie poszukiwanie odpowiedzi na pytanie – dlaczego obecny Kościół Jezusa Chrystusa tak dalece odbiega od Prawdy jego Boskiego Założyciela a mimo to wciąż trwa.
…………………………
Ostatnio także na Frondzie wiele tematów sprzyja moim już dużo wcześniejszym rozmyślaniom.
_________________
Francuski filozof i teolog Jacques Maritain zaniepokojony skutkami „posoborowymi” mimo iż nie zamierzał już więcej niczego pisać /osiadłwszy na starość w jednym z zakonów/ , nie wytrzymując błędnego rozumienia ducha ostatniego Soboru, /którego był aktywnym uczestnikiem/ które doprowadza wielu wierzących do negowania podstawowych zasad, na których opiera się gmach naszej wiary, napisał „Wieśniaka znad Garonny” gdzie pisze m.in. „Namnożyło się tak zwanych filozofów i myślicieli, a każdy z nich przedstawia swoją własną doktrynę, nazywając ją jedynie prawdziwą. Zresztą, doszło nawet do tego, że głównym zajęciem wielu współczesnych myślicieli stało się nie tyle przedstawianie własnych poglądów, co niszczenie poglądów innych osób. A ponieważ wszyscy krytykują wszystkich, okazuje się, że najbardziej właściwą postawą byłoby odrzucenie wszystkiego. We współczesnej myśli taki stan nazywa się postmodernizmem.(…) W miejsce jednej, pewnej prawdy, pojawiły się setki prawd czy raczej półprawd, wzajemnie sprzecznych i skłóconych.”
_________________
Przyczyny takiego stanu rzeczy.
Kościół jaki jest, czy jest jeszcze TYM KOŚCIOŁEM CHRYSTUSA, którym był gdy On go tworzył?
_________________
„Ekumenizm” - Kościół Powszechny zatraca swój misyjny charakter na rzecz mylnie pojmowanego„ekumenizmu”. Przykro mi bł. Janie Pawle II /mam nadzieję, że mnie zrozumiesz/ ale nie pojmuję, jak można pozwolić by bożek buddy stał obok Tabernakulum, czy to można nazwać ekumenizmem, chyba jednak nie, właściwsze będzie pojęcie irenizmu, gdzie jedność wynosi się ponad prawdę a miłość myli ze wspólnotowością, jak zauważa Dietrich von Hildebrandt autor „Spustoszonej winnicy”.
Jacques Maritain, francuski filozof i teolog, „współautor” odnowy soborowej pisze: Smutną rzeczą jest zamykanie się we własnej wierze i niekontaktowanie się z ludźmi wierzącymi w sposób odmienny. Lecz jeszcze tragiczniejszą rzeczą jest takie otwarcie, w którym tracimy skarby naszej wiary. Pierwszego nie należy zaniedbywać, lecz drugiego należy się szczerze wystrzegać.
……………....
„Może wspomnę przypadek, który wydarzył się mojemu mężowi /mówi w jednym z wywiadów Alice von Hildebrandt/ wielce go zasmucając. Było to w 1946 roku, zaraz po wojnie. Mój mąż wykładał wtedy w Fordham, gdzie na jednym z zajęć pojawił się żydowski student, który służył podczas wojny w marynarce wojennej. W czasie [jednej z rozmów] opowiedział on mężowi o pewnym przepięknym zachodzie słońca [które doświadczył] na Pacyfiku, które skierowało go na drogę poszukiwania prawdy o Bogu. [Po wojnie ] najpierw poszedł więc studiować filozofię na Uniwersytecie Columbia, lecz stwierdził, że nie jest to to czego szukał. Kolega polecił mu, aby spróbował filozofię na Fordham i wspomniał nazwisko Dietricha von Hildebrand. Już zaledwie po jednej lekcji z moim mężem, przekonał się, że znalazł to czego szukał. Pewnego dnia po zajęciach mój mąż poszedł z nim na spacer i wtedy powiedział on mężowi, iż jest zdziwiony faktem, że wielu profesorów po tym, jak dowiadywali się o tym, że jest on Żydem, zapewniali go, że nie będą próbowali nawrócić go na katolicyzm. Mój mąż, oszołomiony tym, zatrzymał się i zwrócił się do niego: "Co oni powiedzieli?!" Student powtórzył historie, na co mój mąż odparł: "Jestem gotowy pójść na sam koniec świata, aby zrobić z Ciebie katolika." Nie chcę przedłużać tej opowieści, ale ten młody człowiek został katolikiem, przyjął święcenia w zakonie Kartuzów, po czym wstąpił do jedynego w Stanach Zjednoczonych klasztoru Kartuzów (w stanie Vermount).”
...................
Wiele ta opowieść dała mi do myślenia.
………………..
Kolejne pytanie jakie stawia autor „Spustoszonej winnicy” „czy nowa Msza, bardziej niż stara, porusza ludzkiego ducha, czy przywołuje poczucie wieczności? Czy pomaga nam wznieść nasze serca ponad troski dnia codziennego, ponad całkiem naturalne aspekty tego świata, do Chrystusa? Czy zwiększa poczucie czci i szacunku dla sacrum? Czy mamy większą szansę spotkać Chrystusa w czasie Mszy, wznosząc się do Niego, czy raczej ciągnąc Go do poziomu naszego codziennego, ziemskiego życia. Innowatorzy zastąpili świętą bliskość z Chrystusem niestosowną familiarnością.
Już w latach trzydziestych zauważał zalew trywialności i sentymentalizmu, w który popadają niektóre religijne hymny, chociaż dzieje się to przy dobrych i pobożnych intencjach. Takie hymny w rzeczywistości zapraszają wiernych do popadania w powierzchowność. Osoby znajdujące się poza Kościołem raczej od niego odpychają niż przyciągają doń, gdyż zamiast ukazywać im prawdziwe oblicze Chrystusa, fałszują je przez cukierkowy sentymentalizm, zatracając to co w liturgii najważniejsze: ducha discretio oraz organicznego /wewnętrznego/ wzrastania.”
I chyba tu jest też odpowiedź, dlaczego coraz więcej wierzących zwraca się na swej drodze ku klasztorom i zakonnikom.
……………….
„Ale może tzw. posoborowe zmiany w Kościele były nieuchronne? Jak każdy katolicki myśliciel, również von Hildebrand był filozofem wolności, a więc sprzeciwiał się dziejowemu determinizmowi i uważał, że: wcale tak nie musiało być, wystarczyła czujność ze strony pasterzy Kościoła, którzy niestety – w ocenie Hildebranda – masowo popełniali grzech zaniechania. Zaniechali chociażby posługiwania się narzędziem, którym Kościół operował od zarania – miłosierną anatemą a z powodu pomylenia pojęć miłości i wspólnoty anatemę uważa się za coś bezlitosnego, pozbawionego miłości, bo usuwa ona ze wspólnoty Kościoła kogoś, kto nie odwoła swoich błędów”, pisze red. Grzegorz Kucharczyk z Polonica Christiana.
Gdyby istniało nadal to prawo nie byłoby już dylematu i czczego gadania w sprawie Doroty Rabczewskiej /Dody/. Anatema miłosierna jest właśnie owym skutecznym miłosiernym narzędziem, które chroni członków swojego Kościoła i leczy sam Kościół od śmiertelnych chorób przenoszonych drogą złego ducha, w dodatku zaznaczmy zaraźliwych chorób. Bo jeśli członkowie Kościoła widzą, ze można bezkarnie profanować jego świętość, że bez żadnych konsekwencji można go nie szanować a wręcz lekce_sobie_ważyć , to jak taki Kościół może zachować swój Boski Autorytet…? Jedynie w oczach i sercach najgorliwszych chrześcijan, dla których prawdą, która nigdy nie przeminie jest, że Kościół ten „zbudował” sam Chrystus. Już w 1985r. w wywiadzie Vittorio Messori’ego „Raport o stanie wiary” kard. Ratzinger oceniając stan Kościoła sam przyznaje, że bardziej zdziwiłaby go prawdziwa wiara, aniżeli jej brak. Milczenie i tolerancja oparta na fałszywym pojmowaniu miłosierności wobec takich zachowań to zwykła, pospolita profanacja sacrum Kościoła Chrystusowego. Chrystus bowiem jasno mówi:” że winniśmy bardziej bać się nie tych, którzy zabijają ciało, ale tych, którzy mają moc zwabiania do piekieł.”
…………………
Cała twórczość Doktora Kościoła XX w. pisze red. Kucharczyk – wyrażała nieustanny sprzeciw wobec rozmaitych „buntów przeciw Duchowi”, będąc jednocześnie przeniknięta tym, co starożytni nazywali pietas – czyli czcią dla Tradycji oraz dla depositum catholicae fidei. A także nadzieją (nie mylić z optymizmem). Hildebran odnosząc się do kryzysu drążącego Kościół w drugiej połowie XX wieku stwierdza: „Maritain miał rację mówiąc, że obecny kryzys w Kościele jest najgorszy w historii, bowiem dzisiaj heretycy pozostali wewnątrz Kościoła ale chociaż fakt ten jest wysoce niepokojący, nie powinniśmy tracić ducha – nie zapominajmy, że Judasz Iskariota nie był przecież outsiderem.”
…………………
Wiele prawdy jest także w słowach abp. Lefebvre, który dostrzega fatalne skutki tzw. „ducha odnowy”: nowej liturgii Mszy Wszechczasów, rozluźnienia dyscypliny kościelnej, ekumenizmu, laicyzacji życia kapłańskiego, gdzie przypomina, że sutanna przecież „oznacza oddzielenie od świata i zawiera świadectwo dane Naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi”. „Strój świecki, rezygnacja z jakiegokolwiek świadectwa dawanego poprzez strój wyraźnie oznacza brak wiary w kapłaństwo, brak szacunku dla zmysłu wiary bliźnich, a ponadto tchórzostwo, brak odwagi w bronieniu własnych przekonań”. /fragment z książki S. Cenckiewicza „Bernad Tissier de Malerais, Marcel Lefebvre. Życie” / i trudno się z tym nie zgodzić.
Ostatnio jak usłyszałam z ust radykalnego, silnego wewnętrznie kapłana, że jadąc pociągiem ściągnął koloratkę, bo po ostatnim incydencie jak go łyse oprychy wyzwały od „katolickiej świni”, chciał już spokojnie dojechać na miejsce a jeszcze miał coś poczytać, to się zastanowiłam….dlaczego? Tak silny i mocny i taki waleczny w wierze?... może w obawie o swoje zdrowie, życie? Może, nie wiem…nie chcę oceniać…Ale myślę, że tak nie można, nie należy, nie wolno, szczególnie gdy samemu głosi się słowa „nie wstydźcie się Chrystusa”, "ufajcie Mu bezgranicznie".
Reasumując:
I choć dzisiejszy Kościół daleki jest od ideału, ma wiele wad, grzechów a „wewnętrzny rozłam Kościoła” pogłębia się i grozi mu „zapaść w wielu sferach sięgających samych korzeni Kościoła” , co zauważał jeszcze jako kardynał, Benedykt XVI to jednak wciąż chcę w nim trwać i wierzyć i modlić się, że na powrót stanie się tym, którym był gdy zakładał go sam Chrystus. I choć może bliżej mi dziś sercem i umysłem do Bractwa św. Piusa X czy Bractwa św. Piotra to nie chcę i nie zamierzam „wychodzić” z mojego/naszego Kościoła.
……………….
Łatwo jest odejść gdy ktoś upada, traci na „atrakcyjności” trudniej zostać i trwać, pomimo i ponad….ale chyba właśnie tak się kocha, tak wygląda miłość bezwarunkowa. A przecież Kościół to przede wszystkich Mistyczne Ciało Chrystusa. Zrozumiałam więc, że choć jest mi trudno wiele rzeczy zaakceptować w obecnym obrazie Kościoła Powszechnego i Apostolskiego to jednak chcę w Nim pozostać. Czy się doczekam powrotu Jego do korzeni silnych, mocnych i prawdziwie Chrystusowych nie wiem….mam nadzieję, że tak.
...................
Bo choć homo brzmi dumnie to „sapiens” raczej już nie dlatego, że dumny bo rozumny ale że ledwo dyszy, próbując ocalić swą stabilnosć, normalność w otaczającej go przestrzeni galopującego relatywizmu.
Tuesday, 21 February 2012, 16:54
Tuesday, 21 February 2012, 17:39
Tuesday, 21 February 2012, 19:04
Tuesday, 21 February 2012, 20:06
Tuesday, 21 February 2012, 21:44
Wednesday, 22 February 2012, 09:45
Wednesday, 22 February 2012, 22:21
Wednesday, 22 February 2012, 23:00
Wednesday, 22 February 2012, 23:38
Thursday, 23 February 2012, 01:47
Thursday, 23 February 2012, 04:44
Thursday, 23 February 2012, 08:03
Thursday, 23 February 2012, 08:32
Thursday, 23 February 2012, 09:38
Thursday, 23 February 2012, 09:40
Thursday, 23 February 2012, 13:55
Thursday, 23 February 2012, 17:33
Thursday, 23 February 2012, 17:35
Thursday, 23 February 2012, 20:03
Thursday, 23 February 2012, 21:45
Friday, 24 February 2012, 16:11
Friday, 24 February 2012, 19:55