Dodano: Wednesday, 22 December 2010, 21:53
Każdy krytyk nagannego postępowania Żydów musi dziś odklejać od siebie zwały błota. Jego pierwszą warstwę nałożoną przez Hitlerowców, jego drugą warstwę pochodzącą od ideologów holokaustu, jego kolejną warstwę narzuconą przez propagandzistów pro- lub antyżydowskich, albo i w jednej osobie jednych i drugich (Leszek Bubel, którego uważam za szkodliwego trojana). Koncentracja negatywów nie musi świadczyć o moim złym nastawieniu do Żydów. W kulturze mamy nadreprezentację pozytywnych materiałów o Żydach, z czego należy się cieszyć. Żydzi dbają o swój łagodny lub silnie złagodzony i przyretuszowany wizerunek a ja lubię z niego czerpać. Swoją rolę widzę w wypełnianiu tych luk, które pozostawia za sobą filosemicka propaganda.
Nie identyfikuję się z antysemityzmem – rasowym, religijnym (antyjudaizmem), państwowym (antysyjonizm) i kulturowym (przepadam za żydowską kulturą, wielbię ją i nigdy nią nie pogardzałem). Nagromadzenie treści negatywnych o Żydach na moim blogu oprócz postawionych wyżej racji, jest uzasadnione obawami przed ich nadreprezentacją, która przyjmuje postać bezprecedensowego sprawowania władzy nad nie – żydami. Przyznaję, że jest to obawa wspólna z antysemitami, która jednak nie wyczerpuje definicji antysemityzmu – uprzedzenia. Od antysemityzmu może dzielić każdego z nas tylko drobny kroczek. Każdego: antysemitę i filosemitę. Odwołanie się do drzemiącej w człowieku nienawiści będzie prawdopodobnie tym łatwiejsze im mniej radzimy sobie z nowymi problemami wywołanymi przez takie trendy jak globalizacja, postnowoczesność, rozproszenie tożsamości. Potrzeba usensownienia może nas pchnąć w ramiona próżnego zachwytu nad wyjątkowością Żydów albo uproszczonej wizji dialektyki dziejów – skoro tyle lat się tułali, to najwyższy czas, by traf (Bóg) odwrócił koleje ich losu (żczeniowa i jakże łądna sprawiedliwość). Uproszczenia mogą też ewoluować w inną skrajność. Są źli i dobrzy. Dobrzy to my.
W moim pomyśle, jak to z nowymi teoriami bywa, jest wiele braków. Niezrozumiałość budzi pociąganie zbiorowości do odpowiedzialności (Wpis Marcina Stanowca Żydzi, korupcja i bloger Marian). Ponieważ sumienie moralne w naszym kręgu kulturowym kształtuje teologia i Biblia, nie sposób nie odwoływać się do nich. M. Stanowiec wprost zadał mi pytanie: Jako katolik – ma się rozumieć – czy zna Pan stanowisko Kościoła? Czy Kościół obarcza winą narody czy też w oczach Kościoła winne mogą być tylko jednostki?
Tytułem wstępu zapożyczę parę komentarzy mojego autorstwa spod wpisu red. Sękowkiego (Niech żyje żydoprawica!)
"Teza, że nie można Żydów obciążać odpowiedzialnością – jakąkolwiek – "bo są różni Żydzi, dobrzy i źli" jest fałszywa – pisałem. Żydzi chętnie obciążają cale narody, nawet przy znikomej i symbolicznej reprezentacji. Tak było z Jedwabnem. Jeśli więc Wildstein jest listkiem figowym dla kontynuacji terroru, od którego się odcina, to ja się na to nie zgadzam. Jeżeli jako cały naród ponosimy odpowiedzialność za Jedwabne, to Żydzi powinni uderzyć się w piersi za wywołanie kryzysu ekonomicznego, bo jest ich w bankowości 60 procent. Oczywiście jest czymś obłędnym przenosić taką odpowiedzialność na każdą jednostkę. I tym moja propozycja różni się od poglądów antysemickich: nie generalizuję."
Cytuję z tej dyskusji bardzo powszechny sąd (Kalikst38) :
"Co za sens zaglądać komuś w metrykę pochodzenia. Żyd jest człowiekiem jak każdy inny i może być czasem nie gorszym patriotą niż Polak i w dodatku ze szlacheckim rodowodem. Pod jednym warunkiem, ze ten Żyd nie jest chowany na Talmudzie. Wildstein ma bardzo zdrowe poglądy i w żadnym wypadku nie należy go wrzucać do tego samego worka co Michnika. Dziś w USA są Żydzi, którzy bronią Polski przed przedsiębiorstwem Holokaust i oszczerstwami niejakiego Grossa – niewdzięcznika. Należy się im za to uznanie i szacunek zamiast wrogości."
Moja Odpowiedź:
"Zgadza się. I po rękach bym ich całował. Ale to nie zmienia faktu, że większość Żydów jest polakożercza. I to nie zmienia faktu, że mamy prawo tę większość nazywać Żydami – definiować etnicznie. Tak jak robią to Żydzi z nami. Tak jest sprawiedliwie."
Wzajemność jest podstawą dobrych stosunków. Żydzi nie są jednak w niej zainteresowani. Adresuję pretensję do Żydów. Do większości Żydów, do nieokreślonej części Żydów, do Żyda prototypowego, do symbolicznej reprezentacji Żydów, do Żydów kulturowo identyfikujących się z narodem żydowskim….?
Zacznijmy od stereotypu. Uogólnień jest kilka. To stereotypowe najczęściej kojarzymy z krzywdzącym uogólnieniem, gdy nieliczni reprezentanci danej grupy (etnicznej) są poczytywani za jej wszystkich przedstawicieli. W tym układzie desygnat byłby tym samym co każda jednostka z danego zbioru. Kolejna możliwość jest taka, że reprezentacja zbioru licząca sobie mniej, niż jego połowa jest odczytywana jako zbiór cały. I wreszcie, że większość zbioru to cały zbiór. I bardzo rzadka ewentualność, że wszystkie jednostki zbioru reprezentują tę samą wartość.
Raczej nie ma wątpliwości, co do dwóch ostatnich możliwości. Gdyż teoria stereotypizacji musi ustąpić pola istotności statystycznej. Związek danego zjawiska z częstotliwościami w zbiorze możemy udowodnić statystycznie. Najbardziej rozsądna interpretacja stereotypu powinna więc wychodzić od najmniej rygorystycznej definicji. Stereotyp to przenoszenie cech reprezentacji na wszystkie jednostki danego zbioru, bo raczej jest niemożliwe, aby wszystkie jednostki były złe, lub wszystkie jednostki były dobre. Natomiast możliwe jest, że większość jednostek nosi wartość pozytywną lub negatywną, czyli skłania się do moralności lub do niemoralności, w zależności od tego jak też moralność zdefiniujemy. I pewnie tę właściwość społeczną wychwytuje Biblia, gdy jej natchnieni autorzy podnoszą wątek zepsucia narodów lub nieczystości Izraela. Prorok Izajasz mówił o Izraelu (Judzie) jako całości wyodrębniając z niej resztę, sprawiedliwą, nagrodzoną i pokorną. Ewangeliści, apostołowie potępiali Żydów, chociaż większość z nich sama była Żydami i pierwsi chrześcijanie byli Żydami. Niezupełnie chodziło im o wyakcentowanie zniesienia podziału między Żydami a poganami, bo przecież separowali się od tych ostatnich. Mocowali swoje sądy o Żydach na stanowisku większości Żydów lub żydowskiej elity, za którą podążała większość.
Rozróżnić jeszcze należy uogólnianie od odpowiedzialności. Kiedy Żydzi wymagali od nas przeprosin za Jedwabne ponosiliśmy wszyscy odpowiedzialność za domniemane czyny nielicznych jednostek działających w ekstremalnych okolicznościach. Nie byłoto – mam nadzieję – uogólnienie. Nie mam nic przeciwko przeprosinom pod dwoma wszakże warunkami, że nasza wina byłaby udowodniona bezspornie, a jej koronnym dowodem byłaby ekshumacja oraz że będziemy się przepraszać wzajemnie. Na przykład Żydzi niech nas przeproszą za wybryki ich komunistycznej partyzantki gloryfikowanej przez Hollywood. Na pierwszy rzut oka widać, że rygor odpowiedzialności jest bardzo szeroki i praktycznie zależy od wrażliwości obwinianych i winiących. Rygor uogólnienia jest za to bardziej precyzyjny. Nie zależy od wrażliwości, ale od statystyki.
Powróćmy do teologii. Pierwszym rzucającym się w oczy fragmentem Pisma świętego o zbiorowej odpowiedzialności jest zmaganie się Abrahama. Nie było w Sodomie 10 sprawiedliwych. Sprawiedliwa jednostka mogła odmienić bieg dziejów wspólnoty, w której żyła. Ale mogła równie dobrze nie poradzić sobie – przez zatwardziałość serc – z pobratymcami.
Starotestamentalnej wizji społecznej nie obca była zbiorowa odpowiedzialność. W ostatecznym rozrachunku człowiek odpowiadał jednak przed Bogiem z własnych tylko uczynków. Nie o taką relację chodziło apostołom, lecz o sprawiedliwość historyczną i społeczną. Historia Jezusa wydobywa społeczne i teologiczne napięcia rzadko kiedy tak splecione. Oto Żydzi oburzeni są wizję Trzech i postanawiają ukarać wichrzyciela. Jezus ponosi karę w imię teologii, ale jej praktyczny wymiar został ulokowany politycznie. Przyjaciele Jezusa postanawiają dać za wszelką cenę świadectwo prawdzie, żeby sprawiedliwości – choćby pośmiertnej – stało się zadość.
Żadna historia nie skostniała tak bardzo jak ta. Nie trzeba wielkiej i wyjątkowej przenikliwości, żeby dojrzeć jej powtarzalność na przestrzeni wszystkich minionych wieków. Jej konsekwencje ciągną się do naszych czasów, chociaż nie zdajemy sobie z nich sprawy, ponieważ żywe schematy, które nami kierują zatraciły w nowych politycznych narracjach swoją wyrazistość i przestaliśmy je rozumieć.
Trudno mówić o nietrafności sądów apostolskich, gdy sięgają one znakomitej większości narodu, który obciążany jest historyczną odpowiedzialnością za śmierć Jezusa.
Czy więc problem tkwi w braku rozróżnienia na to co historyczne (sprawiedliwe versus niesprawiedliwe) i teologiczne (sumienie jednostki). Należałoby powrócić do relacji jednostki do wspólnoty. Apostołowie nie wahają się osądzać całego narodu, choć z ich horyzontu nie znika mniejszość, do której zresztą sami przynależą. Mają świadomość odpowiedzialności, jaka ciąży na zbiorowości i żywią dobrze zdefiniowane oczekiwania wobec jednostki, która do niej przynależy. Wiemy czego wymagają od siebie: bezkompromisowego osądu, wyzwolenia się z więzów lojalności i beneficjów. Stanięcia po stronie prawdy.
Ich stosunek do własnego narodu przywraca równowagę między odpowiedzialnością zbioru i jednostki. Narody mogą być pociągane do odpowiedzialności za dobre lub złe czyny – wykroczenia przeciw moralności. W jednym i drugim przypadku jednostki ostentacyjnie buntują się przeciw swojej społeczności wykluczając się ze zbioru. Jeśli tego nie robią znaczy to, że dobrowolnie się weń włączają. Manifestacja dystansu i rezygnacja z korzyści płynących z przynależenia do wspólnoty jest charakterystyczna dla każdego, kto dostrzega rozbieżność między sumieniem własnym a pędem zbiorowości sytuującej się ponad jednostką. Mesjanizm materialny ma to do siebie, że chętnie i nadzwyczaj sugestywnie wypiera sumienie indywidualne zmysłem wspólnoty narodowej lub religijnej. Apostołowie nie czuli się winni, zdystansowali się do swojego narodu, dali świadectwo prawdzie o Jezusie, umknęli przed zafałszowaną filiacją i dali zdrowy przykład stygmatyzacji zbiorowości etnicznej – nie brutalny i nie faszystowski. Nie dysponując żadną siłą, nie kierując się nienawiścią i nie pragnąc odwetu uratowali swoją godność przed zdziczeniem. Bo wiemy do czego prowadzić może rewanżyzm albo kolaboracja ze złem. Wiemy to z dziejów najnowszych, które wcale tak daleko nie odbiegają od rozterek, które przeżywają choćby Żydzi sekowani przez swoich albo ludzie powodowani instynktem sprawiedliwości społecznej. Sprzeciw wobec faszyzmu albo wobec mesjanizmu materialnego grozi tymi samymi konsekwencjami. Podobnie jak poddanie się im tłumaczone w Norymberdze rozkazami z góry, bezwolnością, zastraszeniem. Owe podobieństwa rysują się także na zbuntowaniu. Protest wobec hitleryzmu i niezgoda na niewolę społeczną pod butem żydowskich mesjanistów musi mieć tę samą cenę wykluczenia.
Krytycyzm wobec większości Żydów tudzież ich nadreprezentacji żadną miarą nie jest antysemityzmem tak jak i próba wyciągnięcia konsekwencji ze złego postępowania zbiorowości. Antysemityzm nie ma nic wspólnego z pożądaniem sprawiedliwości. Krytycyzm tak.
Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

Thursday, 23 December 2010, 11:42
Thursday, 23 December 2010, 12:35
Thursday, 23 December 2010, 16:11
Thursday, 23 December 2010, 18:31
Thursday, 23 December 2010, 18:46
Thursday, 23 December 2010, 19:51
Thursday, 23 December 2010, 20:33
Thursday, 23 December 2010, 21:22
Thursday, 23 December 2010, 21:32
Thursday, 23 December 2010, 21:38
Thursday, 23 December 2010, 22:00
Friday, 24 December 2010, 00:37
Friday, 24 December 2010, 02:04
Friday, 24 December 2010, 02:21
Friday, 24 December 2010, 02:33
Friday, 24 December 2010, 02:46
Friday, 24 December 2010, 08:54
Friday, 24 December 2010, 08:57
Friday, 24 December 2010, 08:58
Friday, 24 December 2010, 09:00