Dodano: Friday, 17 February 2012, 16:04
Europa zmierza ku głębokim zmianom, których nie można dokładnie przewidzieć. Najbliższe kilkadziesiąt lat może zadecydować o jej kształcie nawet przez następne stulecia. Na upadającą cywilizację zachodnioeuropejską naciskają coraz gwałtowniej różne siły zewnętrzne i wewnętrzne. Poniżej przedstawiam mój szkic sytuacyjny.
Współczesna cywilizacja europejska jest następczynią cywilizacji chrześcijańskiej średniowiecza i nowożytności. Poczynając od oświecenia, różne idee przelewały się przez kontynent, nierzadko doprowadzając do niewyobrażalnych rzezi. Ważnym czynnikiem była industrializacja, a po niej technokratyzacja społeczeństwa. Począwszy od rewolucji francuskiej Europą wstrząsały kolejne krwawe powstania i wojny. Mimo iż wcześniejsza historia tej części świata znała straszne bitwy i zbrodnie, jak pacyfikacja Irlandii przez Cromwella, czy wojna trzydziestoletnia, to nigdy nie następowały one z taką częstotliwością. Co więcej, w XIX wieku Europa dominowała militarnie nad światem, jak nigdy dotąd. I choć kontynentalne mocarstwa traciły właśnie większość swoich posiadłości w Amerykach, to jednocześnie podbijały resztę globu, narzucając jej nieporównywalnie ciężkie jarzmo. Ostatnie dwieście lat to historia cywilizacji europejskiej, która często porzucała choćby pozory chrześcijańskiej moralności.
Okres między końcem XVIII wieku a dniem dzisiejszym dzieli się na dwie wyraźne części. Najpierw, do połowy XX stulecia Europa dominowała na naszej planecie; przez ostatnie siedemdziesiąt lat nieustannie traci na znaczeniu. Czas między 1789 a 1953 r. jest najbrutalniejszym w dziejach kontynentu. Przez 150 lat w wyniku sporów ideologicznych, nacjonalistycznych, lub terytorialnych życie straciło tu setki milionów ludzi. Europejskie koncepcje ostatnich 250 lat doprowadziły do krwawych rzezi na całej kuli ziemskiej. Po upadku stalinizmu i złagodzeniu reżimów komunistycznych natężenie przelewanej krwi ludzkiej spadło znacząco, choć nie można powiedzieć, że ustało. Bałkany, Irlandia Północna, Baskonia, Czechosłowacja ’68, Polska ’81, Rumunia ’89, Cypr, Grecja, Mołdawia i inne miejsca ciągle świadczą o dziedzictwie ideologii postoświeceniowych.
Dla chrześcijan przyczyna eskalacji konfliktów na tak dużą skalę jest jasna: odrzucenie Boga. Ale Europa znalazła inne rozwiązanie, nową ideologię. W niej jest jeszcze mniej miejsca dla Chrystusa. Nasz kontynent wyraźnie upada, choć nie jestem przekonany, że w tym wypadku to jest złe. Należy jednak zapytać: jaka przyszłość nas czeka? Czy aby nie gorsza? Co zagraża Europie? I jak temu zaradzić?
Spośród licznych „biada” wiszących nad kontynentem trudno wybrać, które najbardziej zadecyduje o kształcie nowej Europy. Przede wszystkim należy odróżnić siły wewnętrzne i zewnętrzne. Wśród tych pierwszych są: nadmierny konsumpcjonizm, rozbudowana biurokracja, rozluźnienie obyczajów, imigracja muzułmańska, kryzys demograficzny, kryzys szkolnictwa, kryzys gospodarczy i zagrożenie energetyczne, neonacjonalizm, a nawet nastroje rewolucyjne. Do drugiej grupy należą: sytuacja polityczno-gospodarcza Rosji, polityka Chin, sytuacja w państwach muzułmańskich, polityka Izraela i Stanów Zjednoczonych. Poza Chinami, które działają przez nacisk gospodarczy, czy wykupując powoli państwa Europy, pozostałe zagrożenia są zagrożeniami raczej natury militarnej. W mojej opinii jedynymi realnymi siłami w tej sytuacji, mogące stworzyć nową Europę samodzielnie jest Kościół, lub radykalna zmiana sposobu rządzenia na kontynencie.
Europa znajduje się obecnie w potrzasku swojej polityki prowadzonej po drugiej wojnie światowej. Jest to polityka niespójna, a jednak konsekwentnie zmierzająca ku upadkowi. Dobrobyt, jaki nastąpił, nie ma swojego odbicia w dotychczasowej historii. Jednakże, ten dobrobyt zaślepił elity europejskie. Znajduję co najmniej dwa porównania w dziejach Europy, nawiązujące do współczesnej sytuacji: upadek Cesarstwa Rzymskiego i upadek Królestwa Francji. Oba państwa u szczytu swej potęgi popadły w dekadencję, jednak ostatecznie zniszczyły je różne przyczyny. Rzym upadł, gdyż nie potrafił się zmobilizować do obrony przed najeźdźcami. Francja Burbonów upadła, nie radząc sobie z nastrojami wewnętrznymi. Nad Europą wiszą obie groźby. Co gorsza, większość z nich Europejczycy sami sobie ufundowali.
Można rozważać różne kierunki polityczne, w których winny iść państwa Europy. Jestem przekonany, że Unia Europejska musi zostać dogłębnie zrestrukturyzowana, jeśli chce przetrwać. Jej obecne plany ratunkowe co najwyżej wydłużą agonię. Tymczasem sama idea Unii jest jak najbardziej słuszna i jest to jedyna droga do utrzymania niezależności w świecie. Nie może się to jednak odbywać w taki sposób, w jaki obserwujemy. Obecna Unia myśli tylko o utrzymaniu gigantycznej biurokracji i szuka tematów zastępczych, nowych zabójczych ideologii eksportowych, jak małżeństwa homoseksualne, czy aborcja jako podstawowe prawo kobiet. To jest ślepa uliczka.
Należy mieć nadzieję, że podobnie jak cywilizacja łacińska odrodziła się dzięki chrześcijaństwu, tak i Kościół obecnie stanie na wysokości zadania. Nie będzie to jednak zadaniem łatwym. Chrześcijaństwo jest obarczone bagażem dwóch tysięcy lat historii, skłócone, poddane prześladowaniom; przy upadającym Rzymie było świeże i żywotne, choć też nie miało łatwo. W przeciwieństwie do wiernych z pierwszych wieków naszej ery, większość z nas nie jest gotowa na bezgraniczne poświęcenie. Tylko nieliczne regiony kontynentu są względnie religijne, jak Polska, Włochy, Malta, Irlandia, Rumunia. W Polsce żyje jedna z największych grup praktykujących europejskich chrześcijan (podobnie we Włoszech i Rosji, ponadto na Ukrainie i w Rumunii). Jeśli nic się nie zmieni, nasz kraj za kilkadziesiąt do stu lat będzie jedynym dużym krajem w Unii bez dominującej grupy muzułmańskiej.
Kościół musi również podjąć się reform swoich struktur i instytucji. Chrześcijaństwo musi się stać kreatywną mniejszością. Katolik winien być nim nie z urodzenia, ale z przekonania. Oczywiście jedno nie wyklucza drugiego, ale obecnie jedynie 20% europejskich katolików praktykuje! Iluż z nich jest gotowych umrzeć za wiarę? Kościół winien trzymać się swoich doktryn, modyfikując nieco podejście do sposobu przekazywania treści i działania instytucji, a nie jak to widzą niektórzy, modernizować się. Choćby na naszym polskim podwórku należy zreformować nauczanie religii! Obecnie jest ono w kiepskim stanie; zdecydowana większość dzieci traktuje ją jak zwykły przedmiot, co przy upadku polskiej szkoły wróży dalsze osłabienie polskiego katolicyzmu. Tylu wyborców Palikota wśród młodych nie wzięło się z przypadku, tylko z zaniedbań polskich biskupów i katechetów, żyjących do niedawna pod bezpiecznym płaszczykiem autorytetu Jana Pawła II, nie zapominając o coraz silniejszych atakach wojującego ateizmu i zeświecczeniu. Co więcej, należy ograniczyć wystawność przyjęć komunijnych i zmienić podejście do bierzmowania! Katolik bierzmowany powinien być świadomy swojego wyboru; niestety spora liczba młodzieży przystępuje do tego sakramentu „na wszelki wypadek katolickiego ślubu”. Kościół w mojej opinii winien ograniczyć narosłą głównie w XIX i XX wieku biurokrację, która odstrasza wiernych. Nieraz zdarzyło się, że młoda para po przygodach z przygotowaniem do małżeństwa, po ślubie przestała praktykować z powodu zachowania księży i całego natłoku papierologii. Kościół powinien także być przejrzysty w działaniu; pozytywny przykład tego przyszedł niedawno z Francji, gdzie po raz pierwszy od dziesięcioleci liczba praktyk religijnych zaczęła rosnąć. Kolejną sprawą jest dostępność księży, a szczególnie biskupów – wierni winni mieć bliższy kontakt z kapłanami. Tymczasem wielu katolików widziało „na żywo” biskupa może dwa razy w życiu, a słyszało jedynie (nierzadko przynudne) listy pasterskie.
Może czytelnik zadać sobie pytanie: dlaczego należy na powyższe fakty zwrócić uwagę? Wydaje mi się, że obecnie jest ostatni gwizdek, żeby polski katolicyzm nie wszedł na ścieżkę znaną z Hiszpanii, czy Austrii. Polska ma rzadką szansę zostania czołowym przedstawicielem chrześcijaństwa w Europie. Co więcej, szatan działa dużo sprytniej w naszym technokratycznym społeczeństwie, niż kiedyś. Na naszym kontynencie trudno zostać męczennikiem, mimo iż Kościół jest prześladowany. Dzieje się tak, bo powstał nowy rodzaj prześladowań: instytucjonalno-psychiczny. Obecnie niszczy się nie ludzi cieleśnie, ale duchowo. Chrześcijanie winni sobie z tego zdać sprawę i odpowiednio się na ten ucisk przygotować, by w przyszłości miała szansę zaistnieć nowa, chrześcijańska Europa.
Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

Friday, 17 February 2012, 20:11
Friday, 17 February 2012, 22:46
Friday, 17 February 2012, 23:06
Saturday, 18 February 2012, 13:01
Saturday, 18 February 2012, 18:20
Tuesday, 21 February 2012, 22:37