Cichy, ciemny kościół, mrokiem ogarnięty. Teoretycznie pusty, jednak na wskroś wypełniony… po same brzegi, ludźmi, którzy przychodzą… po co? Z przyzwyczajenia? Stoją tylko i rozglądają się dookoła… nowych trendów mody szukają. Temat do plotek jakże obszerny. Przecież nieważne, co ksiądz gada… bo zawsze to samo. Zresztą, co on może o życiu wiedzieć? Ooo… sąsiadka ma dzisiaj nową torebkę… skąd ona ją wzięła, przecież od lata szkoda jej pieniędzy… pewnie od córki dostała… Tak, na pewno…
Czy wierzą? Pewnie tak… każdy w coś wierzy… jednak jaką rolę w ich życiu odgrywa Bóg? Ten, który daje życie… Ten, który kocha bardziej niż inni. Nazywają siebie chrześcijanami, bo ładnie brzmi… bo nie rozumieją, że Wiara to nie tylko prawa… ale i obowiązki.
Nasze życie opiera się na wierze… Niemalże co chwilę dowiadujemy się o nowych wydarzeniach. Nie braliśmy w nich udziału, a jednak wiemy, że miały miejsce. Wierzymy nauczycielom na słowo, a przecież nie możemy mieć pewności, że mówią prawdę. Ufamy przyjaciołom… Bez zawierzenia i wiary nie będziemy mogli zaistnieć w społeczeństwie. Wiara jest również łaską… darem od Boga, dzięki któremu poznajmy naszego Stwórcę i wszystko, co objawił.
Człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Jest istotą niemalże doskonałą. Posiada rozum. Jest wolny. Potrafi na swój sposób kochać. Posiada tylko jeden mankament: ma ogromny problem, aby uwierzyć w coś, czego nie może zobaczyć, dotknąć, polizać. W małej główce ciężko stworzyć obraz Boga, który jest idealny… perfekcyjny… doskonały. Na szczęście jednak Bóg czuwa i zsyła na nas dar wiary. I tutaj zaczynają się schody. Ludzie uważają, że jak pójdą do „kościółka na mszyczkę” to już wszystko załatwione… Wydaje mi się, że nie jest tak do końca. Spróbuję dokładnie opisać, na czym polega dojrzała wiara… Wiara, którą powinien odznaczać się każdy chrześcijanin. Wiara zobowiązuje przede wszystkim do przestrzegania Dekalogu, który jest nie tylko prawem boskim, ale i prawem rozumu. Aby osiągnąć zbawienie musimy za wszelką cenę walczyć z naszymi słabościami… z sidłami grzechu. Jesteśmy zobowiązani do nieustannego nawracania się, poprawy, pracy nad sobą. Zostaliśmy powołani do świętości, ale wiadomo, jaka ta droga jest ciężka, wiedzie bowiem przez mrok naszych win, i tylko wiara może pomóc tam odnaleźć odrobinę światła – nadziei w ciemnym tunelu. Nie możemy wstydzić się naszej wiary… powinniśmy okazywać wszystkim nasze szczęście związane z bliskością Chrystusa. On poczuł smak grzechu – naszego, bo nie chcieliśmy Go wywyższyć, bez podstawnie skazaliśmy Go na ukrzyżowanie. On stał się grzechem i zgładził grzech, byśmy żyli w światłości, byśmy poznali jego wielką miłość. Człowiek odczuwa potrzebę wiary, potrzebuje istnienia siły większej od niego samego, która pomoże mu zrozumieć niezwykłość świata. Odpowiedzi na wszystkie swoje pytania znajdzie w Bogu, ale nie wystarczy słuchać. Trzeba coś samemu mówić. Starajmy się głosić Zbawcze Słowo wszystkim… bo ono posiada MOC jakiej jeszcze nie znamy. Pomagajmy bliźnim… pamiętajmy, że nasze uczynki określają nasz stosunek do Boga. Wiara bez uczynków jest martwa.