Dodano: Sunday, 18 September 2011, 01:12
Łatwo się przekonać, że zagadnienie niemoralności i szkodliwości dotacji nurtuje mnie od dłuższego czasu. Zaczęło się od dotacji unijnych, ale analizując tematykę i studiując literaturę znalazłem, że postawiona teza pasuje do wszelkiego rodzaju dotacji.
Zagadnienie to było już przeze mnie poruszane w moich wcześniejszych wpisach w roku 2009 i 2010. Od tego czasu prowokuję na różnych forach dyskusję, żeby jakiś zwolennik dotacji dał mi argumenty, żebym sam mógł z czystym sumieniem wziąć dotację. Ale nie spotkałem dotąd żadnego przekonującego argumentu za dotacjami, raczej przekonuję się, że jest to zło w najczystszej postaci i wierzący chrześcijanin (a więc i katolik) nie może uczestniczyć w tym procederze bez zaciągnięcia winy grzechu, a może nawet kilku grzechów. Zaznaczam, że pragnę, aby moje argumenty były absolutnie racjonalne, pozbawione emocji. Niech dołączą do mnie wszyscy „racjonaliści” niewierzący w istnienie Boga i chwalący się krytycznym umysłem. Zapraszam do polemiki i do krytyki moich argumentów, inaczej będę musiał je promować bardziej energicznie.
Pragnę zwrócić uwagę, że grzechu brania dotacji nie można popełnić "mimochodem" ani "niechcący". Nie można wziąć dotacji tak, jak się bierze darmową opiekę medyczną (też wątpliwa sprawa moralnie) czy emeryturę. O dotacje trzeba wystapić, trzeba uzasadnić konieczność ich przydzielenia mojej firmie, w oparciu o racjonalną i prawdziwą argumentację. Jeśli to grzech, jest to grzech świadomie popełniany.
Każdy człowiek jest powołany do przedsiębiorczości. Do wykorzystania swoich naturalnych talentów i umiejętności. Realizując to powołanie, człowiek zaczyna współuczestniczyć w dziele stwarzania świata razem z Bogiem. Wyzwala bowiem twórczą energię, którą dostał do dyspozycji i nie ma prawa jej marnować.
Realizując ten postulat ma prawo do wynagrodzenia. Wszak „Godzien jest robotnik zapłaty swojej.” (1Tm 5:18), i ma prawo otrzymać cenę za swoje usługi lub produkty, zaakceptowaną przez klienta w wolnej transakcji handlowej. Nie ma górnej wysokości tej ceny dopóki, dopóty nikt nie jest zmuszany do zawarcia transakcji siłą. To prawo kończy się według mnie tylko w takim wypadku, gdy ktoś zmusza innych, by jego usługi kupowali. To już nie jest zresztą sprzedaż tylko wmuszanie i jestem przeciwko temu nawet wtedy, gdy sprzedaję firmom maszyny opatrzone znakiem CE za cenę znacznie wyższą niż maszyny nie wyposażone w całe to „służące bezpieczeństwu” oprzyrządowanie. Chociaż i w tym wypadku moja konkurencja może dostarczyć przecież urządzenie tańsze.
Póki nie ma dotacji, przedsiębiorca może zakwalifikować się jako dbający o dom swojego pana „sługa wierny i roztropny”, który został ustanowiony nad służbą, „żeby na czas rozdał jej żywność” (Mt. 24:47) bo wszak dobiera sobie współpracowników i wyznacza im zadania. Pan Jezus pyta: „Któż jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą, żeby na czas rozdał jej żywność?” (Mt. 24:45) Ja dziś na to pytanie Pana Jezusa odpowiem: przedsiębiorca!
Niemniej, przedsiębiorca korzystając z dotacji umieszcza się po stronie sługi, który mówi sobie: „Mój pan ociąga się z powrotem, i zaczyna bić sługi i służące” (Łk. 12:45), nie wykonuje więc woli swojego pana.
Są przecież łatwiejsze sposoby na wzbogacenie się, można wykorzystać innych do tego, bo przecież głupi politycy zabiorą im pieniądze a dadzą jemu na obojętnie czy fajną czy niefajną działalność, to można pochwalić się nawet „skutecznością” i „przedsiębiorczością”. Wiele osób widzi to kłamstwo, widzi, że przedsiębiorca z dotacji nie zasługuje na szacunek, ale nie umie tego zwerbalizować. Ja próbuję.
Człowiek ma wiedzę, co chce robić, a człowiek wierzący ma obowiązek rozpoznawać swoje powołanie. Więc każdy, kto się nie przygotował, niech szykuje się na wielką chłostę (Łk. 12:47).
Przedsiębiorca, który wypiera się swojego powołania biorąc dotacje, staje po stronie grabieżców a nie przedsiębiorców, nie podlega więc już rozważaniom o dążeniu do bogactwa jako celowi, poruszanym w Łk. 12:13-21, bo to jest wyższa szkoła jazdy, a tu chodzi o podstawy.
Dotacje są możliwe tylko w systemie państwowego interwencjonizmu. W takim systemie nie ma miejsca na subiektywne i wolne decyzje. Jesteśmy zobowiązani do miłowania bliźniego jak siebie samego. Czy miłość bliźniego dopuszcza do brania udziału w procesie, w którym niezależne decyzje mojego bliźniego są zastępowane moimi decyzjami w połączeniu z decyzjami urzędnika przyznającego dotacje? W tym systemie nie ma miejsca na wolne i niezależne decyzje konsumenckie i inwestycyjne, a także oszczędnościowe. Prowadzi to do zaniku pojęcia osoby jako samodzielnego podmiotu decyzji moralnych. Subiektywności nie należy tu mylić z subiektywizmem etycznym. Przez subiektywność rozumiem osobę, która jest świadomym podmiotem w działaniu, gdy subiektywizm etyczny twierdzi, że prawda moralna jest subiektywna i jest tworem ludzkiej świadomości. W systemie dotacji nie ma miejsca na działanie odpowiadające ludzkiej godności. Wszyscy są z niej odarci: i biorący dotacje przyznający się do nieudacznictwa, i urzędnik, i konkurenci pozbawieni szansy równego konkurowania, i klienci pozbawieni prawdziwej informacji o kosztach produkcji, mający szansę kupić taniej produkt, którego nie można taniej wyprodukować.
Załóżmy, że firma składająca wniosek o dotacje jest firmą funkcjonującą. Jeśli jest trupem, pomoc dotacjami ekonomicznemu nieboszczykowi chyba kwalifikuje się do Przykazania 5. Zwolennicy dotacji zasłaniają się argumentami, że firma może poprawić swoją pozycję konkurencyjną. Ale po co? Kto każe jej być bardziej konkurencyjną za pomocą nie uzyskanych ze sprzedaży swoich wyrobów lub usług pieniędzy? Czy klientom zależy na zwiększeniu tej konkurencyjności? Nie, bo gdyby im zależało, to by kupili więcej wyrobów tej firmy i umożliwili jej zwiększenie konkurencyjności na zasadzie „kto ma, temu będzie dodane” (Mt. 13:12). Więc kto jest zainteresowany zwiększeniem konkurencyjności? Właściciel niekonkurencyjnej firmy, bo zazdrości drugiemu właścicielowi „niesprawiedliwej” przewagi. Pożąda tej przewagi, ale jej nie ma, sięga więc do dotacji. Jest to często grzech chciwości, polegający nie na zwiększeniu wysiłków w celu zarobienia większej ilości pieniędzy, ale przez chciwość posiadania większej ilości pieniędzy bez koniecznej do osiągnięcia celu pracy (patrz też p. 5).
Własność prywatna rodzi się z pracy. Mój konkurent musi wyprodukować swoje wyroby nie korzystając z dotacji, ma więc wyższe koszty niż ja, jeśli skorzystałem z dotacji. Odbierając mu klienta zabieram owoce jego pracy, gdyż nie skorzystałem z własnej pracy, inwencji i umiejętności, a ze skonfiskowanych innym ludziom (częściowo jemu samemu) przez rząd pieniędzy. Jestem więc winny kradzieży. Co innego, gdybym odebrał mu klientów pracując ciężej lub sprytniej, wymyślając wydajniejszy proces technologiczny lub zatrudniając mądrzejszych pracowników. Wtedy zmiana układu kosztowego byłaby moją zasługą i była wypracowana uczciwymi metodami. Takie zwycięstwo nad konkurentem mógłbym ogłosić jako sukces osobisty i zespołowy.
Biorąc dotacje, pozbawiłem konkurenta sprawiedliwie wypracowanych przez niego i jego pracowników dochodów, moi pracownicy dostają premie, ale przecież nie zapracowali na nie. To są pieniądze z kradzieży.
Przedsiębiorca musi się wysilić, żeby pokonać w konkurencyjnej walce innego przedsiębiorcę. Rola państwa jest w tym procesie rolą sędziego, pilnującego by walka konkurencyjna odbywała się zgodnie z zasadami, które powinny być takie same dla wszystkich graczy. Dotacje są nierówną walką, przywilejując wybranych graczy przy naruszeniu zasad. Ale przede wszystkim jest łatwiejszym zadaniem przekonać nie znającego się na rzeczy w ocenie produktu i niezaangażowanego osobiście urzędnika (zakładając nawet jego profesjonalizm urzędniczy i uczciwość), niż klienta. Klient jest najczęściej sam użytkownikiem produktu lub usługi i nie da się nabrać na sztuczki kilkakrotnie. Jeśli produkt nie spełnia jego oczekiwań, nie będzie się kierował „dobrem społecznym”, lecz własnym interesem i przy najbliższej okazji zrezygnuje z leniwego dostawcy. Klient wykłada też własne pieniądze. I głosuje nimi codziennie, wybierając różnych dostawców i testując różne produkty.
Urzędnika można nabrać na piękne słówka i patriotyczne frazesy, gładko sformułowane opisy nieistniejących lub nieistotnych zalet produktów. Zakładając nawet, że nie są tu stosowane otwarte kłamstwa, jest to droga leniwego i ospałego przedsiębiorcy, nie zasługującego na swoje pieniądze.
======================
No, może starczy tego na dziś, nie będę przecież pisał traktatu filozoficznego i teologicznego… dołożę, że grzechy te nie są łatwe do naprawienia. Osoba, która popełni grzech pobrania dotacji nie może naprawić szkody wyrządzonej innym ludziom, gdyż jest ona rozproszona, co bardzo się podoba szatanowi, gdyż trudno wskazać bezpośrednie ofiary tego procederu. Niemniej, szkody są istotne i rzeczywiste. I trudno się wycofać z grzesznej działalności. Można tylko załagodzić wyrzuty sumienia, ale gdzie tu miejsce na żal za grzechy i postanowienie poprawy?
Zapraszam do polemiki i do argumentacji. Będę wielce ucieszony, jeśli przekonacie mnie i innych, że dotacje są dobre. Zaraz po nie pobiegnę i złożę wniosek o ich przyznanie.
Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

Sunday, 18 September 2011, 08:43
Sunday, 18 September 2011, 08:44
Sunday, 18 September 2011, 14:31
Sunday, 18 September 2011, 14:49
Sunday, 18 September 2011, 15:06
Sunday, 18 September 2011, 21:31
Sunday, 18 September 2011, 21:41
Monday, 19 September 2011, 07:30
Monday, 19 September 2011, 08:18
Sunday, 25 September 2011, 20:05
Sunday, 25 September 2011, 20:08
Sunday, 25 September 2011, 21:42
Monday, 26 September 2011, 15:29
Monday, 10 January 2011, 21:23
Monday, 10 January 2011, 21:26
Thursday, 10 February 2011, 22:39
Tuesday, 10 May 2011, 14:57
Saturday, 10 September 2011, 12:06