
Odnosze czasem wrażenie, że świat jest czarno-biały i choć nie znoszę takiego generalizowania, to niestety od czasu do czasu pojawi się ktoś, kto uparcie swoim przykładem potwierdza tę tezę. Najświeższy przykład z ostatniego tygodnia to etyk Magdalena Środa. Znawczyni ta wypowiedziała swoje zdanie na temat śmierci małej Madzi. I z wielkim zrozumieniem podeszła do rodziców tej dziewczynki twierdząc, że skoro poznali się w kościele i skoro byli ludźmi wierzącymi, to nie wiedzieli nic o życiu seksualnym, nie stosowali antykoncepcji i nie dokonali z przyczyn religijnych aborcji. A przecież to, w domyśle, byłoby rozwiązaniem całego problemu! Madzi by nie było, więc nie byłoby też całego tego zamieszania z jej porwaniem, z Rutkowskim, a potem ze zmianą zeznań matki. No jakież to proste! Gdyby tak się zastanowić, to rzeczywiście, jakby te dzieci się nie rodziły, to nie byłoby mnóstwa problemów: nie byłoby problemu z drogimi ciuszkami, pampersami, nie byłoby domów dziecka, okien życia, nie byłoby nastoletnich, nieodpowiedzialnych matek… świat byłby prostszy, a życie o ileż przyjemniejsze! Przecież zdaniem Środy: „Dziecko to nie – cud, tylko bariera. Jest nieznośne, ryczy, domaga się opieki, ciągłej krzątaniny.”
Według M. Środy Państwo powinno uczyć młodych ludzi „chcenia dzieci chcianych”. I albo ja jestem skrzywiona na tym punkcie, albo tok myślowy Środy jest nielogiczny, no bo jak można uczyć, np. Halinkę chcenia dziecka, skoro ona to dziecko chce? A może w tym nielogicznym zdaniu kryje się inny, niedopowiedziany przekaz? Skoro Państwo ma uczyć „chcenia dzieci chcianych”, to i w drugą stronę „nie chcenia dzieci niechcianych”, dla których rozwiązaniem jest kwas solny, albo metalowa kaniula.
Cieszy mnie w tej bredni pani Środy jedno, że przynajmniej nazwała rzeczy po imieniu. To wspaniałe, jej zdaniem, rozwiązanie jakim jest aborcja nie dotyczy jakiś tam komórek, lub części ciała matki, ale dziecka, które może być chciane, albo i nie.
Dziwi mnie jednak ogromnie końcowa wypowiedź Środy: „Faktem jest że stało się coś strasznego z moralnego i egzystencjalnego punktu widzenia. Coś czemu nie zapobiegli bliscy, czemu – z natury rzeczy – nie zapobiega Kościół, czym nie zajmuje się szkoła. Chodzi o elementarny brak odpowiedzialności, o moralny indyferentyzm, o okrucieństwo wreszcie. Skąd ono się bierze? I to w społeczeństwie nasyconym religijna wiarą w miłość bliźniego?„
Gdyby znowu się tak głębiej zastanowić, to przecież stało się to do czego, zatroskana pani Środa, nakłaniałaby tą młodą matkę, kiedy jeszcze mała Madzia była w brzuchu. Co za różnica kiedy matka odtrąciła swoje dziecko, kiedy spisała je na śmierć i kiedy nie zawołała o pomoc. Trochę ponad pół roku temu Madzia wtulając się w ścianki macicy swojej mamy miała rączki, nóżki, serce, mózg i wszystkie inne narządy i teraz mając pół roku wyglądała bardzo podobnie. I wtedy nie umiała mówić i teraz nie potrafiła tego robić. I wtedy nie umiała chodzić i teraz też nie chodziła. Dziecko nie żyje – problem rozwiązany, tylko bardziej unaoczniony matce, no bo tym razem miała to dziecko w rękach, a wcześniej jedynie pod sercem. Nie rozumiem zatem dlaczego śmierć Madzi jest dla pani Środy tak straszna moralnie i egzystencjalnie? Przecież tego by dziecku i matce życzyła.
www.imf.pl
Monday, 02 July 2012, 15:17
Monday, 02 July 2012, 21:34
Thursday, 02 August 2012, 10:53
Thursday, 02 August 2012, 19:31
Sunday, 02 September 2012, 15:40
Sunday, 02 September 2012, 19:30