Monday,14 May 2012,12:49
Kategoria: Teologia Monday, 14 May 2012, 12:49
Ile wersetów zostało zinterpretowanych w sposób nieomylny przez Kościół katolicki? Gdzie można znaleźć nieomylny komentarz do „Księgi proroka Izajasza” lub „Apokalipsy”? Z takimi pytaniami spotkałem się niejednokrotnie w czasie dyskusji z naszymi protestującymi braćmi. Jak na nie odpowiadać? Trzeba zacząć od wyjaśnienia błędnie rozumianej idei nieomylnej interpretacji Pisma św. Na czym zatem ona polega? Pewnie najlepiej pokazać to na przekładzie. W 15-tym rozdziale Dziejów Apostolskich jest napisane o konflikcie powstałym w młodej wspólnocie Kościoła, którego sednem było pytanie: Czy poganie przed przyjęciem chrztu mają najpierw poddać się obrzezaniu, czy też nie jest to konieczne? Innymi słowy: Czy obrzezanie było konieczne do zbawienia? Odpowiedź dana przez tzw. Sobór Jerozolimski: „Nie, poganie przyjmujący wiarę w Jezusa Chrystusa nie muszą przyjmować obrzezania”. Jest to decyzja nieomylna. Apostołowie podali obowiązującą wykładnię Starego Testamentu w sprawie obrzezania (wtedy jeszcze Nowy Testament nie był spisany). Nie było ich zamiarem nieomylne zinterpretowanie całego Starego Testamentu, ale jedynie danie odpowiedzi na pytanie: Obrzezywać czy nie obrzezywać?
Dwa wieki później pojawił się Ariusz. Odwołujący się do Pisma św. i stosujący sofistykę w swojej interpretacji ten prezbiter pochodzący z Aleksandrii zaprzeczył bóstwu Jezusa, i w konsekwencji odrzucił naukę o Trójcy Świętej. Znowu pojawiła się konieczność nieomylnej odpowiedzi na pytanie o bóstwo Jezusa: Czy jest On prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem jednocześnie, czy też jedynie człowiekiem? Z tym wiązało się inne pytanie: Czy Bóg jest jeden w trzech Osobach boskich? I sobory najpierw w Nicei, a później w Konstantynopolu, odpowiedziały na to pytania, coraz bardziej precyzując wyznanie wiary: Tak, Jezus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem; posiada boską i ludzką naturę. Druga odpowiedź: Nauka o Trójcy Świętej jest nauką chrześcijańską. I znowu powtarza się coś, co miało miejsce już w czasach apostolskich: Kościół nie chciał dać nieomylnej interpretacji całości Pisma św., ale jedynie udzielić odpowiedzi na pojawiające się pytania.
Tak samo było w dalszej historii. W momencie pojawienia się nowej herezji, pojawiała się także potrzeba większego sprecyzowania wyznawanej wiary, aby oddzielić ortodoksję od herezji. Kościół wypowiadał się na ten temat, a jego orzeczenie często przybierało charakter dogmatu. I wtedy było wiadomo, co jest ortodoksyjną nauką Kościoła, a co herezją. Heretyk miał okazję skorygować swoje poglądy, uznać nauczanie Kościoła i wrócić na jego łono. Jeśli jednak trwał w uporze, pozostawał heretykiem i sam wykluczał się ze społeczności Kościoła.
Na podstawie tego można wyciągnąć wniosek, że nieomylna interpretacja Kościoła NIE polega na wydawaniu nieomylnych komentarzy do całości Biblii czy do poszczególnych Ksiąg biblijnych. Polega ona na głoszeniu kerygmatu wiary, którego szczególnym przypadkiem jest udzielanie odpowiedzi na pytanie o ortodoksję. Dlatego słusznie napisał kard. Ratzinger: „dogmat z samej definicji tego słowa to nic innego, jak interpretacja Pisma św.”
Ile wersetów Pisma św. zostało zinterpretowanych nieomylnie? Z chwilą nieomylnej interpretacji odnośnie konieczności obrzezania zostały nieomylnie zinterpretowane wszystkie wersety Starego Testamentu na ten temat. Kiedy został ustalony dogmat o bóstwie Chrystusa, wszystkie wersety biblijne odnoszące się do tego tematu, zostały zinterpretowane w sposób nieomylny. Ile ich jest? Nie wiem. Ale może policzy je ten, kto zadaje sobie i innym takie pytanie. Podobnie jeśli chodzi o naukę o Trójcy Świętej, transsubstancjacji, dogmatów maryjnych, itp. Każdy z tych dogmatów wiązał się z nieomylną interpretacją odpowiednich wersetów biblijnych. Jeśli ktoś chce to wiedzieć, ile ich jest, niech sobie policzy.
Podsumowując trzeba powiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak „Nieomylna interpretacja Księgi Proroka Izajasza” czy „Nieomylna interpretacja Apokalipsy”. Nieomylną interpretacją Pisma św. są dogmaty.
Komentarzy: 30
Thursday,05 July 2012,12:44
Kategoria: Teologia Thursday, 05 July 2012, 12:44
Taki zarzut można usłyszeć ze strony świadków Jehowy, protestantów, a nawet ze strony …katolików, którzy zetknęli się z antykatolicką propagandą i nie umiejąc na nią odpowiedzieć, myślą, że jest słuszny. Według owych krytyków Kościoła katolickiego, katolicy czcząc obrazy czy figury Pana Jezusa czy świętych dopuszczają się idolatrii. Żeby usprawiedliwić tą bałwochwalczą praktykę Kościół katolicki ukrył przed katolikami Boże przykazanie zakazujące sporządzania i czczenia wszelkich podobizn „tego, co w niebie, na ziemi i pod ziemią” (por. Wj 20:4). Żeby zaś liczba się zgadzała ‘papiści’ w sztuczny i samowolny sposób podzielili ostatnie przykazanie Dekalogu na dwa: zakaz pożądania żony bliźniego i zakaz pożądania wszelkiej innej własności bliźniego. Jak odpowiedzieć na ten zarzut?
Zanim zabiorę się do odpowiedzi na to pytanie, pragnę przypomnieć, że w jednym z moich wcześniejszych wpisów odpowiadając na zarzuty ‘protestującego’ na Frondzie Pawła Bartosika wyjaśniłem, jak należy interpretować poniższy fragment Pisma św. (wykorzystywany często przez antykatolików, aby udowodnić katolikom bałwochwalstwo):
„Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.” (Wj 20, 4-6)
Nie chcę tu powtarzać, co napisałem tam, dlatego wszystkich zainteresowanych odsyłam do tamtego wpisu.
Teraz przystępuję do odpowiedzi na zarzut wyrażony w tytule tego wpisu. Słowo „dekalog” pochodzi od greckiego wyrażenia zapisanego w Septuagincie „deka logoi” – dosł. „dziesięć słów” (por. Wj 34:28; Pwt 10:4). W Piśmie św. są zawarte dwie wersje owych „Dziesięciu Słów”: Wj 20:2-17 oraz Pwt 5:6-21. Są one zbliżone, prawie identyczne, ale żadna z nich nie zawiera podziału owych „Dziesięciu Słów”. Innymi słowy, Biblia zawiera dwa teksty Dekalogu, ale ani w tych dwóch fragmentach, ani gdziekolwiek indziej w całym Piśmie św. nie ma wskazówki, jak należy podzielić na poszczególne przykazania; czyli nie jest nigdzie w Piśmie św. napisane, gdzie kończy się jedno przykazanie, a zaczyna inne. Stąd różne wyznania mają różne systemy podziału Dziesięciu Przykazań. Chociaż z reguły unikam korzystania z wikipedii jako źródła, to tym razem czynię wyjątek, ponieważ w tym miejscu, jak sądzę, robi to rzetelnie i bardzo przejrzyście. Oto ten podział.
Jakie wnioski można wyciągnąć na podstawie tego zestawienia? Pierwszym, który mi się nasuwa jest ten, że tak naprawdę sposób podziału Dekalogu, czyli wyróżnienia z niego poszczególnych przykazań …nie ma znaczenia! Choć brzmi to dziwnie, a może nawet dla wielu szokująco: System podziału Dziesięciu Przykazań praktycznie nie ma żadnego znaczenia. Bo cóż z tego, że interesujący nas tekst (Wj 20:3-6) katolicy przyjmują jako jedno przykazanie - tak samo jak żydzi - skoro żydzi interpretują go tak, jak protestanci? Jakie znaczenie ma fakt, że protestanci mają podział przykazań taki sam, jak prawosławni, skoro interpretacja prawosławnych jest taka sama, jak katolików? Tak więc ostatecznie, to INTERPRETACJA Dziesięciu Przykazań ma znaczenie, nie zaś ich podział.
Jeśli zaś mówimy o różnych podziałach, to jakich kryteriów użyjemy, aby stwierdzić, który jest najlepszy? Wszystkie kryteria są i tak POZABIBLIJNE. Biblia nie zawiera żadnych jednoznacznych kryteriów, do których moglibyśmy się odwołać. Dlatego zarzut „twój Kościół katolicki sfałszował Dekalog” lub „twój Kościół manipuluje Słowem Bożym” świadczy o nieznajomości tegoż Słowa. A jeśli ten zarzut taki pada z ust współczesnego protestanta, świadczy to o komiczności sytuacji, bo przecież katolicki system podziału jest prawie identyczny z tym uznawanym przez ojców reformacji. Innymi słowy, stawiający takie zarzuty współczesny protestant „protestuje” nie tylko wobec Kościoła katolickiego, ale także chociaż pewnie nieświadomie także wobec Marcina Lutra protestującego przeciw Kościołowi w XVI w.: dziecko protestantyzmu oskarża ojca (ojców) reformacji. Ironia historii, którą świetnie zrozumiał Chesterton.
Przy okazji dodam, że katolicki (pochodzący od św. Augustyna) podział wydaje mi się najbardziej logiczny. Dlaczego?
- bo podział na 3 przykazania odnoszące się do Boga i 7 przykazań odnoszących się do bliźniego wydaje się bardziej biblijny ze względu na użycie tych liczb niż podział na 4 przykazania odnoszące się do Boga i 6 odnoszących się do drugiego człowieka, właśnie ze względu na użycie liczb „3” i „7”, które w Piśmie św. mają ogromne symboliczne znaczenie.
- wydaje się bardziej logiczną interpretacją odczytanie Wj 4-6 razem z poprzedzającym wersetem trzecim, o czym pisałem we wpisie, do którego link podałem powyżej.
- przykazania dziewiąte: w porównaniu z wersją luterańską interpretacja katolicka podkreśla ważność (podmiotowość) żony bliźniego (kobiety), co wydaje się bardziej słuszne niż podkreślenie „domu” przez wydzielanie osobnego przykazania zakazującego pożądania.
To tyle na temat podziału, ale jak powiedziałem, ostatecznie to nie podział ma znaczenie, ale interpretacja. Jeden z dyskutantów, sam katolik, zaproponował w dobrej wierze:
„Natomiast uznawanie przykazania w formie np: 'Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną, nie będziesz czynił ich podobizny i oddawał jej czci', wytrąciłoby sekciarzom z ręki potężny oręż, zmuszając ich albo do zamilknięcia, albo do rzeczowej polemiki.”
Nie zgadzam się z takim postawieniem sprawy. Byłaby to gorsza wersja tego przykazania od obecnego sformułowania. Dlaczego? Bo takie ujęcie sugerowałoby, że to przykazanie odnosi się TYLKO do „obrazów” i „podobizn”. Jeśli świadkowie Jehowy rozumieją to przykazanie w ten sposób, że nie odnosi się wyłącznie do „obcych bóstw” (= bożków), ale oznacza to POWSZECHNY zakaz sporządzania i czczenia WSZELKICH podobizn CZEGOKOLWIEK „w niebie, na ziemi, i pod ziemią”, to obawiam się, że sami łamią to przykazanie robiąc fotografie swoich bliskich czy umieszczając w swoich kolorowych publikacjach obrazy Jezusa. Oskarżając katolików, potępiają samych siebie, bo według ich interpretacji łamią to przykazanie.
Tymczasem można wykraczać przeciwko temu przykazaniu nie tylko w ten sposób, że ktoś sporządza podobizny bożków i oddaje im cześć należną jedynie Bogu. Św. Paweł chciwość nazywa „bałwochwalstwem” (dosł.: „idolatrią” - Kol 3:5), a w tym samym kontekście mówi także o „rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy”. Idolatria, która nam REALNIE zagraża to nie kult obrazów, ale to, o czym mówi Apostoł: chciwość, rozpusta, nieczystość, itd. Jeśli Apostoł „chciwość” nazywa idolatrią, to nie dlatego, że na monetach czy banknotach są umieszczone czyjeś podobizny, czy też dlatego, że ktoś klęka przed studolarówką. Chodzi o coś zupełnie innego. Chodzi o wewnętrzną postawę, gdzie w sercu chciwca pieniądz zajął miejsce Boga.
Oprócz tego: To samo może stać się z żywymi ikonami Chrystusa - z ludźmi; także i te żywe ikony mogą stać się dla nas okazją do grzechu. Jesteśmy zobowiązani ich szanować i czcić, ale czy nie zdarzyło się i czy wciąż się nie zdarza, że niektórzy ubóstwiają innych (choćby tzw. „idoli”)? Czy nie zdarza się, że niektóre dzieci kochają swoich rodziców bardziej niż Boga? Czy nie zdarza się rzecz odwrotna, tzn. że rodzice kochają swoje dzieci bardziej niż samego Boga? Czy nie zdarza się, że niektórzy dla innych (ludzi) wyrzekają się Stwórcy?
Wynika z tego, że nie tylko ikony (obrazy, rzeźby) „stworzone ludzką ręką” mogą odwodzić od Boga; „ikony stworzone przez Boga” (ludzie) mogą to czynić tak samo i pewnie czynią to o wiele częściej. Zatem nie dajmy się zbić z tropu przez tych, którzy odwołują się do Pisma św., ale tak naprawdę nie znają go. Czcijmy obrazy świętych, relikwie, ludzi, stosownie według należnej im miary, ale Boga czcijmy ponad wszystko. Słowo „cześć” ma wiele znaczeń, a nie tylko jedno, jak to sugerują protestanci.
Podsumowując ten punkt trzeba powiedzieć, że interpretacja świadków Jehowy i wielu współczesnych protestantów jest niczym innym jak powrotem do judaizmu.
Komentarzy: 32
Monday,04 June 2012,11:40
Kategoria: Teologia Monday, 04 June 2012, 11:40
Mój ostatni wpis traktował o słowach Pana: „Oto Matka twoja”, „Oto syn Twój” wypowiedzianych przez umierającego Pana na Krzyżu. Dzisiaj chcę zatrzymać się nad znaczeniem ostatnich Jego słów: „Wykonało się”. Zaraz potem, jak zaznacza Ewangelista, Pan wyzionął ducha. Św. Jan pisze o tym w ten sposób:
„A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: «Wykonało się!» I skłoniwszy głowę oddał ducha”. (J 19:28-30 BT)
Co się dokonało? Nasze zbawienie? Ale św. Paweł w Liście do Rzymian pisze:
„On to został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia”. (Rz 4:25 BT)
Do dokonania się naszego zbawienia potrzebna była nie tylko śmierć Chrystusa, ale także Jego zmartwychwstanie. Bo gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, daremna i próżna byłaby nasza wiara.
Zatem do pełni zbawienia potrzebne było zmartwychwstanie. Ale nie sądzę, że powinniśmy przeciwstawiać ukrzyżowanie i śmierć Pana – Jego zmartwychwstaniu. Śmierć i zmartwychwstanie to jakby dwie strony tej samej monety lub dwa akty jednego dramatu. Pan Jezus umarł jako człowiek (bo Bóg jest nieśmiertelny – Bóg nie może umrzeć), ale zmartwychwstał mocą Bożą – czyli jako Bóg, bo człowiek nie ma mocy przywrócić życia ani sobie, ani drugiemu. Stąd wniosek, że nasz Zbawca musiał był i prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem, aby być zdolnym do dokonania naszego odkupienia: z jednej strony do cierpienia i śmierci, a z drugiej do zmartwychwstania swoją mocą.
Na krzyżu dokonała się Męka i Śmierć – czyli wszystko, co było potrzebne dla naszego zbawienia ze strony Chrystusa – jako Człowieka. Ale znaczenie Jego słów „wykonało się” wypowiedzianych tuż przed śmiercią nie wyczerpuje się na tym fakcie.
Żeby odkryć pełny sens słów Pana trzeba zwrócić uwagę na kontekst, w jakim zostały wypowiedziane. Pan wyrzekł ostatnie słowa „Wykonało się” po tym, jak skosztował octu. Czy to ma jakieś znaczenie? Tak, jest to bardzo ważny szczegół. Ale żeby odkryć znaczenie tego szczegółu, musimy cofnąć się do Wieczernika, czyli tam, gdzie Pan spożył ze swoimi uczniami Ostatnią Wieczerzę.
W wielkim skrócie: Ostatnia Wieczerza była odprawiona jako żydowska Pascha. W czasie sprawowania żydowskiej Paschy, zgodnie z tradycją, jej uczestnicy musieli wypić cztery kielicha wina. Ewangelia mówi nam tylko o dwóch: o pierwszym i o trzecim. Czytamy o tym u Łukasza:
Wtedy rzekł do nich: «Gorąco pragnąłem spożyć Paschę z wami, zanim będę cierpiał. (…) Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie rzekł: «Weźcie go i podzielcie między siebie; albowiem powiadam wam: odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu, aż przyjdzie królestwo Boże». (Łk 22:15.17-18 BT)
(Oczywiście, podkreślenie ostatniej części cytowanego zdania pochodzi ode mnie. Zapamiętajmy sobie to wyrażenie.) Tu jest wspomniany pierwszy kielich. I trochę dalej jest mowa o trzecim:
(…) Tak samo i kielich po wieczerzy, mówiąc: «Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana. (Łk 22:20 BT)
Pierwszy i trzeci kielich były najważniejsze. Pierwszy kielich – konsekrował cały rytuał. Trzeci kielich – zwany „kielichem błogosławieństwa” – to właśnie ten kielich posłużył Panu do ustanowienia Eucharystii. Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czy nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? (1 Kor 10:16 BT).
Nie ma wzmianki o drugim, ani o czwartym. Wszyscy Ewangeliści zgodnie podają, że po odśpiewaniu Hymnu, czyli właśnie wtedy, kiedy powinien zostać wypity czwarty kielich, Pan Jezus ze swoim uczniami wyszli z Wieczernika i udali się ku Górze Oliwnej.
Opuszczenie czwartego kielicha można porównać do sytuacji, w której kapłan odprawiający Mszę św. wraz z wiernymi wychodzi po Komunii św. z kościoła. Bez zakończenia Mszy św. Bez udzielenia błogosławieństwa. Podobnie Pan Jezus opuszczając czwarty kielich nie zakończył Paschy. Dlaczego? Jedni starają się to wytłumaczyć Jego ogromnym napięciem emocjonalnym wynikającym ze świadomości oczekującej Go męki, które rzekomo było powodem tego opuszczenia. Ale nie jest dobre tłumaczenie, ponieważ Pan powiedział: „Albowiem powiadam wam: odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu, aż przyjdzie królestwo Boże».” Słowa „albowiem powiadam wam” są uroczystą przysięgą. Pan nie tylko nie wypił czwartego kielicha, ale zobowiązał się, że go nie wypije, „aż przyjdzie królestwo Boże”.
Według wielu komentatorów, słowa Pana Jezusa znajdują wypełnienie dopiero w niebie, tam gdzie On już nowy, bo w uwielbionym ciele, zmartwychwstałym, jest gospodarzem na uczcie dla zbawionych. Wydaje się słusznym interpretować w ten sposób słowa Pana zapisane u Mateusza 26:29, ponieważ tam mowa o udziale Jego uczniów. Pascha rzeczywiście znajdzie swoje pełne wypełnienie dopiero w niebie. Jednak z taką interpretacją słów Pana u Marka 14:25 czy Łukasza 22:18 wiążą się przynajmniej jedna poważna trudność:
Jak wspomniałem wcześniej, każdy uczestniczący w obchodach Paschy żyd był zobowiązany wypić 4 kielichy wina. Nawet najuboższy. Nie było możliwości odstąpienia od tej reguły, bo ten, kto by tak uczynił, dopuściłby się grzechu. Dlatego mówiący, że słowa Pana o tym, że będzie pił z owocu winnego krzewu wypełnią się dopiero w niebie (i nie dopuszczają innej interpretacji), w istocie mówią, że Pan w czasie Ostatniej Wieczerzy nie dopełnił Paschy. Czyli popełnił grzech.
Czy istnieje takie wytłumaczenie tej trudności? Przez ostatnie kilka miesięcy szukałem najlepszej odpowiedzi na to pytanie. I sądzę, że znalazłem ją w interpretacji amerykańskiego biblisty Scotta Hahna. Teraz w wielkim skrócie opowiem o jego wyjaśnieniu tej trudności:
Po wyjściu z Wieczernika Pan zanosi gorącą modlitwę do Ojca: „Oddal ode Mnie ten kielich.” Według Ewangelii według św. Mateusza powtarza ją przynajmniej trzy razy.
Kiedy przyprowadzono Go na Kalwarię, przed ukrzyżowaniem podano Mu kielich zaprawiony goryczą, lecz Pan nie chciał pić.
Kiedy już został ukrzyżowany, czytamy u synoptyków, czyli Mateusza, Marka i Łukasza, że żołnierze podawali ocet Panu, ale jedynie Jan zapisał słowa Jezusa:
Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: «Pragnę». Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę pełną octu i do ust Mu podano. A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: «Wykonało się!» I skłoniwszy głowę oddał ducha. (J 19:28-30).
I w tych słowach jest odpowiedź, której szukaliśmy! To jest właśnie ten czwarty kielich, opuszczony w Wieczerniku! Wynika z tego, że Pascha zaczęta przez Pana i Jego uczniów w Wieczerniku znalazła swoje wypełnienie …na Golgocie, tuż przed śmiercią Pana.
Ważna uwaga: Niech nas nie myli nazwa „ocet”. W rzeczywistości chodzi tu o rodzaj wina o kiepskiej jakości, wina ludowego.
Czy Pan Jezus dopiero w ostatnim momencie życia odczuwał pragnienie? Na pewno był spragniony dużo wcześniej, ale dopiero w ostatnim momencie rzekł „Pragnę”, jak zaznacza Ewangelista, „aby się wypełniło Pismo”.
Skoro Pan Jezus wypił czwarty kielich dopiero na krzyżu, oznacza to, że to, co się zaczęło w Wieczerniku - zostało zakończone przez Pana dopiero na Krzyżu. Dlatego Wieczernik i Golgota to dwa akty tego samego dramatu, dwie części stanowiące jedną całość. Oznacza to, że Msza św. jest pamiątką i sakramentalnym uobecnianiem Wieczernika, w rzeczywistości zawiera w sobie także sakramentalne uobecnienie Męki i Śmierci Pana na Golgocie.
Oznacza to także, że królestwo Boże w mocy przyszło w czasie Męki i Śmierci Pana. Chociaż z ludzkiej perspektywy to zdanie brzmi co najmniej dziwnie, jest inaczej, kiedy popatrzymy na to z perspektywy teologicznej. Pan Bóg okazał swoją nieskończoną moc stwarzając świat z niczego. Ale najbardziej swoją moc okazuje przebaczając grzechy, okazując miłosierdzie – dokonując odkupienia. Tak właśnie naucza św. Tomasz z Akwinu, a jego nauczanie ma podstawy w Piśmie św. W Psalmach czytamy, że „niebo jest dziełem palców” Boga (por. Ps 8:4); Maryja śpiewając w Magnificat o miłosierdziu Pana nazywa je okazaniem mocy Jego ramienia. Ramiona są przeciwstawione palcom. Oczywiście jest to język poezji, i dlatego te wyrażenia nie mogą służyć jako ostateczny argument dla wniosków teologicznych. Jednakże jest to zgodne z tym, o czym czytamy u św. Marka:
«Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże przychodzące w mocy». (Mk 9:1 BT)
Pan Jezus mówi te słowa do Jemu współczesnych. Przepowiada, że niektórzy z nich jeszcze przed swoją śmiercią ujrzą królestwo Boże przychodzące z mocą. Zatem nie musimy spodziewać się przyjścia królestwa Bożego dopiero w jego chwalebnym wypełnieniu w niebie. Tak, to prawda, ono wypełni się w niebie, i Pascha swoje doskonałe wypełnienie znajdzie w niebie. Jednakże Pan okazał już potęgę swojej mocy w swojej Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu za nasze grzechy i dla naszego usprawiedliwienia. W czasie Jego Męki i Śmierci już przyszło królestwo Boże w mocy. I owoce swojej Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu daje nam w sakramentalny sposób w Eucharystii. Uczestnicząc w niej i przyjmując Jego zmartwychwstałe ciało otrzymujemy już teraz zadatek zbawienia.
Ojcowie Kościoła wiedzieli w Krzyżu Pana drzewo życia. Skoro tak, to owocem tego Drzewa jest nic innego jak Ciało i Krew Pańska, o której On sam mówi:
„Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił - nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki». (J 6:53-58 BT).
Aby dać nam ten Owoc życia, czyli swoją Ciało i Krew Pan Jezus zapłacił ogromną cenę. Jeśli czegoś pragnie od nas, to przede wszystkim, abyśmy zechcieli ten Jego Dar przyjąć. Wymaga to odrobinę samozaparcia, aby przyjść na Mszę i w niej uczestniczyć. Najlepiej w sposób pełny, czyli przyjmując Komunię św. Jeśli jesteśmy świadomi grzechów ciężkich, to wystarczy wyznać je kapłanowi, a wyznanie połączyć z żalem za grzechy i postanowieniem, aby z pomocą łaski Bożej więcej nie grzeszyć. Przyjmując zaś Ciało Chrystusa przyjmujemy prawdziwy Pokarm na życie wieczne.
Podsumowanie:
1. Msza św. to nie tylko Wieczernik, ale i Golgota.
2. Co więcej: Msza św. jest też uobecnieniem zmartwychwstania Pana; w Komunii otrzymujemy Ciało Chrystusa, ale nie to, które miał w czasie ziemskiego życia, lecz Jego Ciało uwielbione.
3. Eucharystia jest nie tylko pamiątką Męki Pana, ale także zadatkiem życia wiecznego.
4. Nasze nabożeństwo do Męki Pańskiej jest prawidłowe, jeśli prowadzi nas do Mszy i Komunii św.
Komentarzy: 5
Thursday,15 March 2012,15:27
Kategoria: Teologia Thursday, 15 March 2012, 15:27
„(…) w Kościele otaczamy wielką czcią święte Pisma, chociaż wiara chrześcijańska nie jest ‘religią Księgi’: chrześcijaństwo jest ‘religią słowa Bożego’, nie ‘słowa spisanego i milczącego, ale Słowa Wcielonego i żywego’.”
Wyrażenie „słowo Boże” jest określeniem analogicznym do wyrażenia „Słowo Boże”. Ojcowie Kościoła dostrzegali analogię pomiędzy ‘Słowem Bożym, które stało się ciałem’, i słowem, które staje się ‘księgą’. Na czym polega ta analogia?
„Boże bowiem słowa, wyrażone ludzkimi językami, upodobniły się do ludzkiej mowy, podobnie jak niegdyś Słowo Wiekuistego Ojca, przyjąwszy słabe ludzkie ciało, upodobniło się do ludzi”.
„W pojmowaniu świętego tekstu jako słowa Bożego w ludzkich słowach kluczowe znaczenie ma niewątpliwie pojęcie natchnienia. Również tutaj można zastosować analogię: podobnie jak Słowo Boże stało się ciałem za sprawą Ducha Świętego w łonie Dziewicy Maryi, również Pismo święte rodzi się z łona Kościoła za sprawą tegoż Ducha. Pismo święte jest ‘słowem Boga, dlatego że zostało spisane pod natchnieniem Ducha Bożego’. W ten sposób uznaje się w pełni rolę ludzkiego autora, który napisał natchniony tekst, i jednocześnie Boga samego jako prawdziwego Autora”.
Źródło: link.
Komentarzy: 5
Wednesday,14 March 2012,09:13
Kategoria: Teologia Wednesday, 14 March 2012, 09:13
1. Kto napisał "Ewangelię według Marka"? Skąd o tym wiesz?
2. Skąd wiesz, że jest natchniona? Lub inaczej: Dlaczego jej wierzysz?
Święty Augustyn odpowiedział na to drugie pytanie: Ego vero Evangelio non crederem, nisi me catholicae Ecclesiae commoveret auctoritas - "Nie wierzyłbym Ewangelii, gdyby nie skłaniał mnie do tego autorytet Kościoła katolickiego" (KKK 119). A Ty skąd czerpiesz tą pewność?
Więcej: link.
Komentarzy: 54
Saturday,03 November 2012,21:35
Kategoria: Teologia Saturday, 03 November 2012, 21:35
Rola Barabasza w procesie Pana Jezusa nie jest tak ważna jak np. Piotra czy Judasza; co więcej, jest bierna, tym nie mniej ta postać mówi nam coś bardzo istotnego o tym, dlaczego Pan Jezus został skazany na haniebną śmierć.
U Mateusza czytamy: „A był zwyczaj, że na każde święto namiestnik uwalniał jednego więźnia, którego chcieli. Trzymano zaś wtedy znacznego więźnia, imieniem Barabasz. Gdy się więc zebrali, spytał ich Piłat: «Którego chcecie, żebym wam uwolnił, Barabasza czy Jezusa, zwanego Mesjaszem?» Wiedział bowiem, że przez zawiść Go wydali”. (Mt 27:15-18 BT)
Odpowiedź tłumu według Janowej Ewangelii: „Oni zaś powtórnie zawołali: «Nie tego, lecz Barabasza!» A Barabasz był zbrodniarzem”. (J 18:40 BTP)
„Zbrodniarzem” – ta nazwa może być myląca. Bo greckie słowo użyte przez Ewangelistę to „lestes”. „Joseph Blinzler, niemiecki specjalista od Męki Jezusa, proponuje przetłumaczyć lestes jako 'podżegacz' lub wręcz 'wojownik ruchu oporu'" ("Umęczon pod Ponckim Piłatem?", str. 69). Podobnie pisze Ojcie św. Benedykt XVI w książce "Jezus z Nazaretu" przypominając, że greckie słowo przybrało także znaczenie: "terrorysta" lub "bojownik o wolność". Protestancka Biblia Gdańska tłumaczy to zdanie: „Barabasz był bandytą”. Jest to dobre słowo, jeśli dodamy do tego kontekst, w jakim zostało użyte. Sytuacja żydów w czasach Pana Jezusa przypominała sytuację Polaków w czasie II wojny światowej. Jak Niemcy określali wojowników o wolność, członków ruchu oporu, którzy dokonywali aktów sabotażu lub zamachy na jakieś ważne osobistości? No właśnie: „Banditen”. Niemieckiemu słowu odpowiada polskie słowo „bandyci”. Tak, Barabasz był „bandytą” – to znaczy bohaterem ludowym walczącym ze znienawidzonym okupantem. Był bojownikiem o wolność. Więcej, był swego rodzaju mesjaszem politycznym. I Piłat właśnie jego przedstawił ludowi jako alternatywę obok Jezusa. Postawienie obok siebie Pana Jezusa i Barabasza oznacza przeciwstawienie dwóch koncepcji mesjanizmu.
Vittorio Messori w cytowanej trochę wyżej książce „Umęczon pod Ponckim Piłatem?”, na stronie 72 napisał: „Informuje nas Orygynes, starożytny pisarz chrześcijański, że aż do jego czasów (mianowicie do połowy III wieku) wiele manuskryptów Ewangelii podawało całkowite imię ‘bandyty’: Jezus Barabasz. Potem przystąpiono do ‘oczyszczania’, które sam Orygense uznaje, i imię ‘Jezus’ zostało usunięte; posiadamy jednak jeszcze wiarygodne manuskrypty, które przytaczają to kłopotliwe imię”. Tyle cytat. „Barabasz” zaś to przydomek oznaczający „syn ojca”. Biorąc tę informację pod uwagę, pytanie jakie usłyszały tłumy brzmiało: „Kogo chcecie, żebym wam uwolnił: ‘Jezusa zwanego Synem Ojca, czy Jezusa zwanego Mesjaszem?’” Dlaczego tłumy wybrały Barabasza? Bo ci ludzie byli patriotami.
Czytamy w Ewangelii, że były podburzone przez faryzeuszów. Jednak zanim przejdziemy do motywów faryzeuszów i kapłanów zatrzymajmy się na chwilę tutaj. To pytanie postawione wobec tłumów przez Piłata oznacza, że nie chodziło tam o wybór dobra lub zła ile raczej chodziło o wybór pomiędzy dwoma rodzajami dobra. Inaczej mówiąc: Tłumy nie miały do wyboru pomiędzy kimś o nieposzlakowanej opinii z jednej strony (białym charakterem) i zbrodniarzem z drugiej strony (czarnym charakterem). Nie wiemy zresztą, jaką wiedzą o Panu Jezusie dysponowały owe tłumy. Na pewno nie było to poznanie, które my mamy o Nim. W najlepszym wypadku chodziło tu o wybór między cudotwórcą i wędrownym kaznodzieją, kimś, kto uczył moralnego postępowania, stawiania miłości Boga na pierwszym miejscu z jednej strony, a kimś, kto był patriotą gotowym do walki zbrojnej z wrogiem Ojczyzny, z drugiej. Postawmy siebie w sytuację ludzi stojących przed Piłatem. Jaka byłaby nasza decyzja? Kogo wybralibyśmy mając tą wiedzę, którą oni mieli? Czy kogoś, kto mówi o miłości Boga i jednocześnie stawia wymagania moralne czy też wybralibyśmy bojownika, który walczy z wrogiem narażając własne życie? Człowieka umiarkowanego czy radykała? Pytanie to stawiam w obliczu radykalizowania się Frondy, które spostrzegam w ostatnim czasie. I także dlatego, żebyśmy nie śpieszyli się z wydawaniem osądów, bo mogą one pośrednio zawierać potępienie naszych własnych postaw i wyborów.
Idźmy dalej: Powiedzieliśmy, że tłumy były podburzone przez arcykapłanów i starszych. Ale nie było to trudne. Wystarczyło, że tamci odwołali się do uczuć miłości do ojczyzny i świątyni oraz do nienawiści do okupanta.
Jak się wydaje, także Judasz wydał swojego Mistrza z tych samych powodów: był patriotą. Kochał swój naród, pragnął jego niepodległości. Prawdopodobnie należał do stronnictwa zelotów, gorliwców politycznych walczących zbrojnie o wolność narodu. Na to zdaje się wskazywać jego przydomek „Iskariota”. Jednak niezależnie od tego, jakie było znaczenie tego przydomka, wydaje się, że motywy zdrady były polityczne. Przynajmniej tak to sobie wyobrażam. Dlaczego? Ponieważ trudno przyjąć, że Judasz zrobił to dla 30 srebrników. Judasz był chciwcem i złodziejem, ale gdyby wydawał swego Mistrza dla pieniędzy, targowałby się o większą sumę. Ponieważ jednak zgodził się na tę niewielką kwotę, sądzę, że możemy widzieć w tym inne motywy niż ekonomiczne. Wyobrażam sobie, że Judasz wydał swego Mistrza nie dlatego, że chciał Go usunąć, ale że uważając Go za mesjasza politycznego, który miał szansę pociągnięcia ludzi przeciwko Rzymianom w walce o niepodległość, chciał „przymusić” Go do działania. Wydawało mu się, że stanie się tak, kiedy wyda Go arcykapłanom. Gdy jednak przekonał się, że ci skazali Pana Jezusa i wydali Piłatowi, właśnie wtedy Judasz zrozumiał, że jego działanie nie przyniosło zamierzonego efektu. Żałował swego czynu, ale był to w pewnym sensie tylko „żal polityczny” - frustracja wobec rowoju wydarzeń, który nie był po jego myśli.
Wróćmy do faryzeuszów i arcykapłanów. Wspomnieliśmy, że podburzyli tłumy, aby żądały od Piłata Barabasza. Jakie były ich motywy? Jak wynika z Ewangelii według św. Jana, są to motywy polityczne pomieszane z religijnymi. Czytamy, że po wskrzeszeniu Łazarza:
„Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił. Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Wysoką Radę i rzekli: «Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród».” (J 11:46-48 BT)
Podsumowując: podobnie jak faryzeusze i arcykapłani, tłumy wybrały Barabasza z przyczyn polityczno-religijnych: Kochali swoją ojczyznę, pragnęli jej wolności, kochali świątynię i pragnęli jej zachowania. Czy to znaczy, że patriotyzm jest czymś złym? Nie, tego nie chcę powiedzieć. Miłość do Ojczyzny jest święta. Powinniśmy być patriotami, powinniśmy kochać naszą Ojczyznę, nawet aż do punktu gotowości oddania za nią życia. Miłość do Ojczyzny stałaby się grzechem jedynie wtedy, gdyby zajęła miejsce miłości do Boga. I właśnie tak stało się w procesie Pana Jezusa. I miało to miejsce u Judasza, arcykapłanów i faryzeuszów, i całego tłumu, który wybrał Barabasza zamiast Pana Jezusa.
Miłość do ojczyzny jest analogiczna do miłości do rodziców: jest święta. Ta ostatnia jest przedmiotem czwartego przykazania Bożego: „Czcij ojca i matkę swoją”. Przykazaniu temu towarzyszy obietnica: „A będziesz długo żył”. A jednak Pan Jezus mówi, jak czytamy w Ewangelii: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (Mt 10:37 BT).
Mamy kochać rodziców, tak jak mamy kochać ojczyznę i siebie samego: a jednak kto kocha ojczyznę, rodziców, siebie czy innych ludzi bardziej niż Boga, ten grzeszy. I jeśli miłość do ojczyzny, rodziców, siebie czy innych ludzi jest większa od miłości, jaką kochamy Boga, to taka „miłość” tam, gdzie nie ma Boga na pierwszym miejscu, ostatecznie przynosi zniszczenie innych i siebie.
I proces Pana Jezusa jest tego klinicznym przykładem. Judasz, który kochał Ojczyznę bardziej niż Boga, sam wymierzył sobie karę, targając się na swoje życie. Annasz i Kajfasz przestali być arcykapłanami wtedy, gdy Piłat wpadł w niełaski cesarza i usunięty z urzędu. Stało się to zaledwie kilka lat po ukrzyżowaniu Pana. Ale ostateczny akt, przynajmniej z naszej ziemskiej perspektywy, dokonał się 40 lat później. W roku 66 wybuchło powstanie przeciw Rzymianom. Było to w czasie Paschy. Jak pamiętamy, każdy dorosły żyd miał obowiązek przynajmniej trzy razy w roku ukazać się przed Panem. Ci, którzy mieszkali dalej, przynajmniej raz w roku, właśnie na święto Paschy. Ocenia się, że w Jerozolimie zgromadziło się wtedy około 1 200 000 żydów. Józef Flawiusz, żyd pochodzący z rodu kapłańskiego, urodzony w Jerozolimie, ocalał jako jeden z 97 000 jeńców, w swoim dziele „Wojna żydowska” napisał: „Cały naród jak gdyby zamknięty w więzieniu przeznaczenia, a wojna porwała w swoje szpony miasto przepełnione mieszkańcami. Było tak, że liczba ofiar okazała się wyższa od liczby ofiar jakiejkolwiek zagłady dokonanej ręką ludzką lub boską”. Zginęło około 1 100 000 żydów. Józef Flawiusz pisze o okropnościach, a chyba największą z nich były matki zabijające i spożywające swoje niemowlęta.
Świątynia wraz z kapłaństwem żydowskim i codzienne składanymi ofiarami przestała istnieć. Nie pozostał z niej kamień na kamieniu. Jerozolima została zniszczona tak, że trudno było powiedzieć, że kiedyś w tym miejscu było miasto. Poza niewielką resztą, naród żydowski został unicestwiony. Nastąpił koniec tego, co arcykapłani i faryzeusze tak bardzo chcieli zachować.
Mamy tu do czynienia z dwoma wizjami, czy z dwoma sposobami postępowania.
Pan Jezus mówi: „Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia” (Łk 19:43-44 BT). Pan Jezus zdaje się mówić: „Gdyby Jerozolima rozpoznała czas nawiedzenia i przyjęła Mnie – ocalałby.”
Naprzeciw tych słów stoją inne, wypowiedziane przez arcykapłanów i faryzeuszów: „Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród”. Program zupełnie przeciwny. Historia pokazała, jak złudne były ich obliczenia.
Czy sami uczniowie Pana Jezusa właściwie pojmowali misję Pana? Nie, także oni uważali Go raczej za mesjasza politycznego czyli za kogoś, kto przyniesie wolność Jerozolimie i żydom. „A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela” (Łk 24:21 BT). Uczniowie Pana Jezusa nie różnili się tym, że mieli właściwe spostrzeganie Jego misji i osoby, ale jedynie tym, że dali Mu skorygować swoje błędne opinie na Jego temat. I to jest szansa i wezwanie dla nas, abyśmy kochając Ojczyznę, rodziców, bliźnich i siebie, jeszcze bardziej kochali Pana Boga, to znaczy: ze wszystkich sił, z całego serca, całą swoją istotą, a siebie i innych ludzi kochali w Nim i ze względu na Niego.
cesarza
Komentarzy: 110
Tuesday,03 April 2012,19:31
Kategoria: Teologia Tuesday, 03 April 2012, 19:31
Niedawno na blogu Frondy jeden z użytkowników wkleił skrót artykułu, którego przesłaniem było, że zachód w Biblii to miejsce, gdzie był Eden; a fakt, że zachód to kierunek, w którym za gwiazdą podążali Trzej Królowie, aby dotrzeć do Dzieciątka Jezus, był dla autora przesłanką do wyciągnięcia wniosku, że idąc na zachód zbliżamy się do Boga. Postanowiłem to zbadać.
Zacznijmy od zbadania oceny kierunku przemieszczania się ludzi. Tak, to prawda, że Trzej Królowie szli na zachód idąc za gwiazdą, która doprowadziła ich do Betlejem (Mt 2:1). Ale podobnie na zachód szli ci, którzy trafili do doliny Szinear i zaczęli budować wieżę Babel (Rdz 11:2). Ci pierwsi szli, aby oddać pokłon Chrystusowi; ci ostatni postanowili wybudować wieżę sięgającą nieba i uczynić sobie "imię" (hebr.: "SZEM" - nie mylić z naszym frondowym "SzEm" ;-)), w czym możemy aluzję do pokusy z Rdz 3:5 "stania się jak Bóg" albo przynajmniej chęć własnego wywyższenia bez Boga lub może nawet wbrew Niemu. Intencje całkowicie przeciwstawne, chociaż zarówno w Mt 2:1, jak i w Rdz 11:2 (w greckim tłumaczeniu Starego Testamentu zwanym Septuagintą (LXX)) występuje identyczne wyrażenie na określenie kierunku ich przemieszczania się: ἀπὸ ἀνατολῶν (czyt.: apo anatolon) – „od wschodu”. Widzimy więc, że sam kierunek poruszania się nie jest decydujący: decydujące są cel i zamiary tych, którzy są w ruchu.
Teraz poszukajmy odpowiedzi na pytanie o znaczenie kierunków w Biblii. W protestanckim Anchor Bible Dictionary jest napisane na ten temat:
„Wschód – Pierwotny kierunek orientacji dla większości ludów Bliskiego Wschodu. Wschód był kierunkiem wskazującym wschodzące słońca (…) W biblijnym hebrajskim rdzeń qdm jest najpopularniejszym słowem oznaczającym wschód. Dosłownie, qdm odnosi się do tego, co jest przed danym człowiekiem. W ten sposób wschód był kierunkiem, w którym zwracała się dana osoba w celu uzyskania orientacji. (…) Wschód w tekstach biblijnych był miejscem położenia Edenu (Rdz 2:8); kiedy Kain był wygnany, był wygnany na wschód od Edenu”. („Anchor Bible Dictionary”, tom 2, str. 248).
„Zachód – Jednym z hebrajskich słów na określenie zachodu jest słowo acharon (dosłownie: z ‘tyłu’ lub ‘za’). To słowo pokazuje, że Hebrajczycy używali swoich ciał dla orientacji. Byli zwróceni na wschód; zachód był kierunkiem za nimi”. („Anchor Bible Dictionary”, tom 6, str. 908).
Morze Śródziemne jest nazwane w różnych tłumaczeniach Biblii „morzem zachodnim” (Jl 2:20; Za 14:8), chociaż określenie oryginalne הַיָּ֣ם הָאַחֲר֑וֹן (czyt.: hajjam haacharon) oznacza dosłownie: „morze tylnie” [lub „morze ostatnie”. Ponieważ acharon może oznaczać też „ostatni”, Biblia Gdańska tłumaczy to wyrażenie w Jl 2:20 „morze ostateczne”, a w Za 14:8 „morze ostatnie”]. Wynika z tego, że starożytni Hebrajczycy określając Wschód i Zachód używali wyrażeń, które wskazywały na ich zwrócenie się twarzą do Wschodu.
Wschód słońca to czas radości i zbawienia (por. Ps 17:15; 30:6; 46:6). Na tym tle staje się zrozumiały zwrot użyty przez Zachariasza w jego kantyku nazywający Chrystusa: „Słońcem wschodzącym z wysoka” (Łk 1:78).
Jak było w pierwotnym chrześcijaństwie? Przytoczę tu fragment książki kardynała Józefa Ratzingera „Duch liturgii”:
„Chrystus, reprezentowany przez słońce, jest prawdziwie przybytkiem Szekiny, prawdziwym tronem Boga żywego. We wcieleniu natura ludzka prawdziwie stała się tronem i siedzibą Boga, który w ten sposób już na zawsze połączył się z ziemią i stał się dostępny dla naszych modlitw. W pierwotnym Kościele modlitwa z twarzą skierowaną na wschód była uważana za apostolską tradycję. Nie możemy powiedzieć dokładnie, kiedy nastąpił ten zwrot do wschodu, który zastąpił zwrócenie się do świątyni, ale z całą pewnością nastąpił bardzo wcześnie i zawsze był uważany za istotną cechę charakterystyczną dla liturgii chrześcijańskiej (i także modlitwy prywatnej). Ta ‘orientacja’ modlitwy chrześcijańskiej ma wiele różnych znaczeń. Orientacja jest przede wszystkim prostym wyrażeniem spojrzenia na Chrystusa - miejsce spotkania Boga z człowiekiem; wyraża podstawową chrystologiczną formę modlitwy.
Fakt, że spotykamy Chrystusa w symbolu wschodzącego słońca wskazuje na eschatologiczną orientację chrystologii. Modlitwa zwrócona na wschód oznacza pielgrzymowanie w celu spotkania Chrystusa. Liturgia zwrócona na wschód oznacza udział w procesji historii w kierunku przyszłości, w kierunku Nowego Nieba i Nowej Ziemi, które spotykamy w Chrystusie. Jest to modlitwa nadziei, modlitwa pielgrzyma w jego podążaniu w kierunku wskazanym przez życie, Mękę i Zmartwychwstanie Chrystusa.
(…)
Wreszcie to skierowanie na Wschód oznacza również, że kosmos i historia zbawienia wzajemnie do siebie przynależą. Kosmos włącza się w modlitwę, także on czeka na odkupienie. Właśnie ten kosmiczny wymiar jest zasadniczą cechą liturgii chrześcijańskiej. Liturgia nigdy nie dokonuje się jedynie w świecie wytworzonym przez człowieka. Jest zawsze liturgią kosmiczną - problematyka stworzenia należy do samego rdzenia modlitwy chrześcijańskiej. Modlitwa ta straci swą wielkość, jeśli zapomni o tym związku. Dlatego też wszędzie tam, gdzie to tylko jest możliwe, należy podejmować apostolską tradycję kierowania się na Wschód zarówno w budowie kościołów, jak i w realizowaniu liturgii.
(...)
Relacje te zarówno w budowie kościoła, jak i w realizacji liturgii, stały się w czasach nowożytnych niejasne, a nawet zupełnie przestano je sobie uświadamiać. Tak tylko daje się wytłumaczyć fakt, że wspólny kierunek modlitwy kapłana i ludu zaczął być nazywany 'celebrowaniem do ściany' lub 'odwracaniem się plecami do ludu', sprawiając tym samym wrażenie czegoś absurdalnego i całkowicie nie do przyjęcia. Tylko w ten sposób wyjaśnić można fakt, że uczta - do tego wyobrażana w nowożytnych obrazach - stała się w tym momencie normatywną ideą dla liturgicznej celebracji chrześcijan. Tak naprawdę doszło tutaj do klerykalizacji, nigdy wcześniej w tym miejscu nieobecnej. Kapłan - jako przewodniczący liturgii (jak się go teraz chętnie nazywa) - staje się teraz właściwym punktem odniesienia dla całości. Wszystko zależy od niego. To jego trzeba widzieć, to w jego działaniu brać udział, jemu odpowiadać - to jego kreatywność podtrzymuje całość. W sposób uzasadniony podejmowana jest próba zredukowania tej dopiero co powołanej do życia roli poprzez rozdzielenie różnorodnych czynności i powierzenie 'twórczego' opracowania liturgii grupom wiernych przygotowujących nabożeństwo, które powinny, a przede wszystkim chcą 'włączyć siebie' w przebieg mszy. Coraz mniej widać tu Boga, coraz ważniejsze staje się to, co czynią ludzie, którzy spotykają się tutaj i którzy wcale nie chcą się już poddać 'danemu z góry schematowi'. Zwrócenie się kapłana do ludu czyni ze wspólnoty zamknięty krąg. Wspólnota w swoim kształcie nie jest już otwarta ani do przodu ani do góry, lecz zamyka się w sobie samej. Wspólne zwrócenie się na Wschód nie oznaczało ani tego, że 'celebruje się do ściany', ani tego, że kapłan 'odwraca się plecami do ludu' (nie był on po prostu uważany za aż tak ważnego). Albowiem tak, jak w synagodze wspólnie patrzono w stronę Jerozolimy, tak i tutaj wspólnie patrzy się 'na Pana'. Jak wyraził to J.A. Jungmann, jeden z Ojców Konstytucji Liturgicznej Soboru Watykańskiego II, chodziło raczej o ten sam kierunek zwrócenia się kapłana i ludu, którzy wiedzieli, iż wspólnie zmierzają do Pana. Nie zamykają się w kręgu, nie przyglądają się sobie wzajemnie, lecz jako wędrujący lud Boży kierują się na Wschód, w stronę Chrystusa, który wychodzi nam naprzeciw.
(...)
Istotną kwestią jest jednak wspólne zwrócenie się na Wschód w czasie Modlitwy eucharystycznej. Nie chodzi tu o coś przypadkowego, lecz o rzecz zasadniczą. To nie spojrzenie na kapłana jest ważne, lecz wspólne spojrzenie na Chrystusa. Nie chodzi tutaj o dialog, lecz o wspólną adorację, o wyjście naprzeciw Temu, który nadchodzi. To nie zamknięty krąg odpowiada istocie wydarzenia, lecz wspólne wyruszenie w drogę, wyrażające się we wspólnym kierunku.”
Komentarzy: 18
Tuesday,28 February 2012,19:56
Kategoria: Teologia Tuesday, 28 February 2012, 19:56
Czyżby Pan Jezus wyrzekł się swojej Matki? A może Jej nie szanował? Słyszałem już pozytywne odpowiedzi na te pytania, a ci, którzy je dawali, takie uzasadnienie znajdowali w tym zdaniu z Ewangelii według św. Jana:
"Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?" (J 2:4 BT)
„Czyż to moja lub Twoja sprawa” to hebraizm przetłumaczony na grecki, a oznaczający dosłownie: „Co mnie i Tobie?” Czytałem szereg komentarzy Ewangelii Janowej łącznie z żydowskim komentarzem Nowego Testamentu Dawida Sterna, komentarzami Ojców Kościoła i św. Tomasza z Akwinu. Żaden z nich nie daje, moim zdaniem, satysfakcjonującego wyjaśnienia znaczenia tych słów. Dopiero komentarz napisany przez angielskiego baptystę George'a Beasley-Murray - "Word Biblical Commentary" - dał mi odpowiedź, której szukałem. Pragnę się nią podzielić z czytelnikami Frondy:
"τί ἐμοὶ καὶ σοί; (czyt.: ti emoi kai soi) jest dobrze znanym, ale dwuznacznym wyrażeniem, które może wyrażać wrogie lub pokojowe usposobienie (porównaj Sdz 11:12 z 2 Krn 35:21). 2 Krl 3:13 jest interesującym zdaniem, w którym te słowa wyrażają odmowę, jednakże prorok udziela tego, o co jest proszony; podobnie w J 2:4 to wyrażenie zdaje się być odmową inicjatywy Maryi, jednakże faktycznie oznacza spełnienie Jej prośby. To pytanie może jednakże wyrażać bardziej uprzejmy ton; analogiczne wyrażenie w południowym syryjskim 'chaldejskim' sugeruje nie rozdźwięk, ale jedność myśli, co może być oddane tutaj: 'Dlaczego mówisz do Mnie o tej potrzebie? Podobnie jak Ty, rozumiem to'.
γύναι – (czyt.: gynai) 'kobieto' - spowodowało wiele niepotrzebnego zamieszania. Chociaż nie jest to zwyczajny sposób zwracania się do matki, ten zwrot może być napełniony uczuciowością. Poza J 19:26 to wyrażenie można jeszcze znaleźć u Józefa Flawiusza w jego dziele Starożytności żydowskie 17.74: żona Ferorasa opowiada Herodowi (Wielkiemu), jak to jej mąż wezwał ją w czasie choroby, i zwrócił się do niej zaczynając od 'Kobieto' [łacińskie słowo 'mulier' zostało oddane w polskim tłumaczeniu: ‘droga żono’ – Księga siedemnasta, rozdział IV, paragraf 2]. Ten przykład jest ważny, ponieważ Feroras darzył swoją żonę wielkim uczuciem; odmówił Herodowi, gdy ten żądał, aby ją odesłał, a to, że uparł się, żeby ją pozostawić przy sobie, doprowadziło do zerwania relacji między tymi dwoma mężczyznami."[*]
_____________________________
[*] τί ἐμοὶ καὶ σοί; is a well known but ambiguous expression, which can express a hostile or peaceful attitude (contrast Judg 11:12 with 2 Chron 35:21). 2 Kgs 3:13 is of interest, in that it expresses rejection, yet the prophet gives what is asked; so here is an apparent rejection of Mary’s initiative, yet a granting of the request for intervention. The question may, however, have a gentler tone; an analogical expression from east Syrian “Chaldean” suggests not division but unity of thought, which could here be rendered, “Why are you speaking to me of this need? With you, I understand it” (see Derrett, 241–42)
γύναι has caused needless perplexity. While it is an unusual mode of address to one’s mother, it also may be affectionate. Apart from John 19:26, which cannot be intended to express distance, a significant occurrence of the term is found in Josephus, Ant. 17.74: the wife of Pheroras tells Herod (the Great) how her husband summoned her in his illness, beginning his statement with “Woman.” The example is important, since Pheroras had great affection for his wife; he refused Herod’s request that he send her away, and his persistance in keeping her led to a rupture of relations between the two men. (Beasley-Murray, G. R. (2002). Vol. 36: Word Biblical Commentary : John. Word Biblical Commentary (34). Dallas: Word, Incorporated.)
Komentarzy: 7
Tuesday,02 October 2012,11:26
Kategoria: Teologia Tuesday, 02 October 2012, 11:26
Ten wpis jest kontynuacją tego sprzed kilku dni o zasadzie interpretacji Biblii stosowanej przez protestantów zwanej po łacinie „sola Scriptura”. Apostołowie rozstrzygając spór o konieczność obrzezania nie stosowali zasady „sola Scriptura”. Dzisiaj pragnę w pewnym sensie zaprzeczyć sobie, bo czytając Ewangelię znalazłem w niej słowa, która zdają się wskazywać na to, że zasada ta była stosowana przez …faryzeuszów. Mam na myśli to miejsce w Ewangelii według św. Jana:
A wśród słuchających Go tłumów odezwały się głosy: «Ten prawdziwie jest prorokiem». Inni mówili: «To jest Mesjasz». «Ale - mówili drudzy - czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem?» I powstało w tłumie rozdwojenie z Jego powodu. Niektórzy chcieli Go nawet pojmać, lecz nikt nie odważył się podnieść na Niego ręki. Wrócili więc strażnicy do arcykapłanów i faryzeuszów, a ci rzekli do nich: «Czemuście Go nie pojmali?» Strażnicy odpowiedzieli: «Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia». Odpowiedzieli im faryzeusze: «Czyż i wy daliście się zwieść? Czy ktoś ze zwierzchników lub faryzeuszów uwierzył w Niego? A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty». Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego: «Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha, i zbada, co czyni?» Odpowiedzieli mu: «Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei». (J 7:40-52 BT).
“Idź i zbadaj”. Zbadaj co? Oczywiście Pisma. Ponieważ Pisma (tu tyle, co Stary Testament) nie zawierały świadectwa o żadnym proroku pochodzącym z Galilei, dlatego według faryzeuszów, nie było możliwe (w języku protestantów: było sprzecznym z Biblią), aby Mesjasz stamtąd pochodził. Tak więc, faryzeusze na podstawie Biblii czyli słowa Bożego zapisanego w Księdze, odrzucili Jezusa z Nazaretu – wcielone Słowo Boga. A przecież Pisma (ST) świadczyło o Nim. Potwierdza to sam Pan mówiąc do nich:
Gdybyście jednak uwierzyli Mojżeszowi, to byście i Mnie uwierzyli. O Mnie bowiem on pisał. Jeżeli jednak jego pismom nie wierzycie, jakżeż moim słowom będziecie wierzyli?» (J 5:46-47 BT).
Widzę tu pewną analogię pomiędzy faryzeuszami współczesnymi Panu Jezusowi, a protestantami. Ci pierwsi powołując się na Biblię odrzucili Chrystusa, ci drudzy, również powołując się na Biblię, odrzucają Kościół, w którym Chrystus żyje i działa przez wieki. A przecież jak Stary Testament świadczył o Chrystusie, tak Nowy świadczy o Kościele.
„Nie ma tu analogii” – powie protestant – „protestanci uznają Kościół” (choć często piszą „kościół”, co nie jest bez znaczenia ;-) ), „więc powyższa analogia nie ma miejsca”. Na takie dictum odpowiadam: Analogia nie tylko jest, ale jest głębsza, niż to wynika z pobieżnego odczytania tego, co napisałem powyżej. Faryzeusze, podobnie jak reszta Izraela, też czekali na Mesjasza; co więcej, ich oczekiwanie było bardzo intensywne. A jednak, chociaż z utęsknieniem wyglądali, to jednak nie przyjęli Go, gdy przyszedł; nie spełnił ich kryteriów. Dlatego przyjmowali innych, fałszywych, którzy przychodzili w swoje imię, ale nie przyjęli tego jednego - PRAWDZIWEGO. Podobnie dzieje się z protestantami i Kościołem: Nie spotkałem jeszcze takiego, który odrzucałby wiarę w Kościół, ale żaden z nich mówiąc o Kościele, nie miał na myśli tego, który ja miałem na myśli. I nawet nie chodzi o to, że ja myślę o Kościele katolickim czy też Rzymskokatolickim, a on go odrzuca. Tu chodzi o różnicę w cechach, którymi określamy czy opisujemy Kościół. Protestant mówiąc „Kościół (lub ‘kościół’) powszechny” myśli o takim, za którym nie stoją żadne struktury zewnętrzne (‘Kościół niewidzialny’). Ja mówiąc „Kościół katolicki” mam na myśli Kościół, który oprócz tego, że jest rzeczywistością duchową, ma także widzialne struktury. Przypisanie Kościołowi takich cech jak ‘niewidzialność’ oznacza w gruncie rzeczy nic innego, tylko jego odrzucenie. Jest to odrzucenie Kościoła, bo Kościół jest „ciałem Chrystusa” (1 Kor 12), a więc czymś widzialnym i uchwytnym; jest odrzuceniem także dlatego, że nie wiem, na czym mogłoby polegać posłuszeństwo Kościołowi (Mt 18:17), który jest niewidzialny? I jeszcze nie odpowiedział mi na to pytanie żaden z protestantów, któremu postawiłem to pytanie.
Komentarzy: 24
Monday,02 January 2012,13:48
Kategoria: Teologia Monday, 02 January 2012, 13:48
Wpis dedykuję p. Grażynie Sudoł oraz OwenFanowi.
7 maja ubiegłego roku umieściłem na swoim blogu na Frondzie tekst św. Maksymiliana Marii Kolbego: "Kim jesteś o Niepokalane Poczęcie?" Pod tym wpisem p. Grażyna wkleiła link do artykułu o. Jacka Bolewskiego SJ na temat Niepokalanego Poczęcia NMP. Jest tam m.in. takie zdanie: "Teologowie uznawani za największych – jak Augustyn czy Tomasz – twierdzili, jakoby to było niezgodne z Objawieniem: uznanie Maryi za niepokalaną, wolną od samego poczęcia od grzechu pierworodnego". Była to informacja, która nie wzbudziła moich emocji, bowiem tak właśnie mnie uczono w seminarium. Jednakże kilka dni później czytając książkę o. Reginalda Garrigou-Lagrange "Mother of the Saviour and our Interior Life" zmieniłem swój pogląd. I nawet będąc bardzo ostrożny, mogę powiedzieć na podstawie tej lektury, że prawdopodobnie św. Tomasz z Akwinu pod koniec swego życia zmienił swój wcześniejszy pogląd, który został wyrażony w cytacie o. Jacka Bolewskiego. Oddajmy głos promotorowi ks. Karola Wojtyły:
"Zamiarem, który przyświecał mi przy pisaniu tej książki, było przedstawienie zasadniczych tez mariologii i ich znaczenie dla życia wewnętrznego. Podczas jej pisania zauważyłem więcej niż raz, jak często teolog uznawał jakiś przywilej Matki Pana w jego wczesnych latach pod wpływem podziwu dla Jej godności. Po tym pierwszym następował drugi okres, w którym po zmierzeniu się z trudnościami doktrynalnymi z większą rezerwą odnosił się do swojej pierwotnej opinii. Wreszcie następował trzeci okres, w którym studiując daną kwestię w jej pozytywnych i spekulatywnych aspektach, powrócił do swojej pierwotnej pozycji, już nie z powodu uczuć pobożności i admiracji obecnych w pierwszym okresie, ale ponieważ głębokie zrozumienie Tradycji i teologii objawiły mu, że miara rzeczy Bożych – a sposób szczególny rzeczy Bożych, który odnoszą się do Maryi – jest bardziej obfita, niż to się powszechnie przyjmuje. Jeśli ludzkie dzieła sztuki zawierają skarby przekraczające nasze wyobrażenie, to samo musi się powiedzieć, i to z większą racją, o Bożych arcydziełach w porządku natury i łaski, szczególnie jeśli noszą one w sobie bezpośrednią relację do Unii Hipostatycznej, która stanowi misterium Wcielenia Słowa. Podjąłem się zadania ukazania, jak te trzy okresy można odnaleźć w nauczaniu św. Tomasza na temat Niepokalanego Poczęcia.
W tych wspomnianych wyżej trzech okresach zawarta jest uderzająca analogia do innych trzech w porządku afektywnym. Wiele razy zauważono, że pierwszy okres w rozwoju duchowym często charakteryzuje się pobożnością uczuciową, np. do Najświętszego Serca Pana Jezusa czy Niepokalanej Dziewicy. Następny okres charakteryzuje się oschłością. Potem przychodzi ostateczna faza doskonałej duchowej pobożności, przelewającej się na uczuciowość. Niech Pan Bóg wspomoże czytelników tej książki, którzy pragną poznawać wielkość Matki Boga i ludzi, aby rozumieli, na czym ten duchowy rozwój polega. (z Wstępu autora, str. IX-X)
Św. Tomasz i Niepokalane Poczęcie
Niektórzy komentatorzy sugerują wyróżnienie trzech okresów w nauczaniu św. Tomasza. W pierwszym – w latach 1253 – 1254, na początku jego teologicznej kariery – popiera on ten przywilej Maryi, prawdopodobnie z powodu tradycji liturgicznej wspierającej Niepokalane Poczęcie NMP, jak również z powodu jego pobożnej admiracji dla doskonałej świętości Matki Bożej. To w tym okresie napisał on w komentarzu do Sentencji: ‘Czystość wzrasta przez wycofywanie się z tego, co jest jej przeciwne: dlatego może być takie stworzenie, od którego nie może czystsze żadne inne stworzenie, jeśli będzie ono wolne od wszelkiej zmazy grzechy: i taka była czystość Błogosławionej Dziewicy, której nie dotknął grzech pierworodny ani żaden uczynkowy’. Ten tekst stwierdza, że Maryja była tak czysta, że została zachowana od grzechu pierworodnego i uczynkowego.
W czasie drugiego okresu św. Tomasz, zdając sobie lepiej sprawę z trudności w tej kwestii – ponieważ teolodzy w jego czasach utrzymywali, że Maryja była niepokalana niezależnie od zasług Chrystusa – wahał się i odmawiał osobistego zaangażowania się nauczanie tego przywileju. Oczywiście uważał, że wszyscy ludzie bez wyjątku zostali odkupieni przez zasługi Chrystusa (Rz 3:23; 5:12,19; Ga 3:22; 2 Kor 5:14; 1 Tm 2:6). Dlatego odnajdujemy go wyjaśniającego to zagadnienie w ten właśnie sposób w Sumie Teologicznej IIIa, q. 27, art. 2: Czy Błogosławiona Dziewica została uświęcona w poczęciu Jej ciała przed animacją? (Tu trzeba przypomnieć, że św. Tomasz i inni teologowie oddzielali poczęcie ciała od animacji czyli momentu stworzenia duszy. Animacja (…), jak nauczano, miała miejsce około miesiąca po poczęciu.
Święty Doktor na początku artykułu wspomina pewne argumenty na korzyść Niepokalanego Poczęcia – nawet przy założeniu, że poczęcie poprzedza animację. Następnie odpowiada na nie w sposób następujący:
‘Dwa są powody, dla których uświęcenie Najświętszej Panny przed połączeniem się duszy z ciałem nie da się pomyśleć. Po pierwsze, uświęcenie, o którym mowa, to nic innego, jak oczyszczenie z grzechu pierworodnego, bo jak mówi Dionizy, świętość to ‘doskonała czystość’. Skoro zaś wina nie może być oczyszczona inaczej jak przez łaskę, a łaska może istnieć tylko w stworzeniu rozumnym, to przed wlaniem duszy rozumnej Najświętsza Panna nie była uświęcona. Po drugie, podmiotem winy może być tylko stworzenie rozumne, toteż płód, zanim się nie połączy z duszą rozumną, nie jest obciążony winą. I dlatego gdyby Najświętsza Panna została uświęcona przed połączeniem się duszy rozumnej z ciałem, to nie mógłby w niej istnieć grzech pierworodny. A wówczas odkupienie i zbawienie dokonane przez Chrystusa, stosownie do słów: On sam zbawi lud swój od grzechów jego (Mt 1:21), byłoby Maryi niepotrzebne. Byłoby to wszakże czymś niewłaściwym, gdyby Chrystus, mówiąc słowami św. Pawła, nie był Zbawicielem wszystkich ludzi (1 Tm 2:6)’.
Nawet, gdyby napisał on te słowa po roku 1854, św. Tomasz mógłby powiedzieć, że Maryja nie została uświęcona przed animacją. Jednakże idzie on jeszcze dalej, i dodaje w końcówce artykułu: ‘Wobec tego pozostaje przyjąć pogląd, że uświęcenie Najświętszej Panny dokonało się po połączeniu duszy rozumnej z ciałem’. Nie dokonuje tu też rozróżnienia, które czyni w licznych innych kontekstach, pomiędzy następstwem w naturze i następstwem w czasie. W odpowiedzi do drugiej obiekcji stwierdza on nawet, że Błogosławioną Dziewicę ‘obciążał grzech pierworodny’ (na podstawie tych tekstów liczni komentatorzy stwierdzają, że św. Tomasz zaprzeczał Niepokalanemu Poczęciu. Taka jest opinia o. Le Bachelet, Dict. Théol., art. Immaculée Conception, cols. 1050-1054). Jednakże trzeba zaznaczyć, że sednem tego argumentu jest ukazanie, że Maryja zaciągnęła dług grzechu pierworodnego, ponieważ pochodziła od Adama przez zrodzenie. Niestety, nie odróżnił wystarczająco długu od aktualnego zaciągnięcia zmazy.
Rozważając pytanie o dokładny moment, w którym Maryja została uświęcona w łonie Jej matki, św. Tomasz nie daje żadnego definitywnego orzeczenia. Stwierdza on, że to było wkrótce po animacji – cito post to jego słowa w Quodl. VI, a. 7. Ale uważa, że nie można powiedzieć nic, co byłoby precyzyjniejszym określeniem: ‘nie wiemy, w jakiej chwili została uświęcona’ (IIIa, q. 27, a. 2, ad 3).
Św. Tomasz nie poświęca osobnego artykułu na rozważanie zagadnienia, czy Maryja został uświęcona w samym momencie animacji. Czyni to natomiast św. Bonawentura i odpowiada negatywnie. Jest możliwe, że milczenie św. Tomasza w tej kwestii spowodowane było rezerwą Kościoła katolickiego, który w odróżnieniu od innych Kościołów, nie obchodził Święta Poczęcia NMP (por. tamże, ad 3: ‘Chociaż Kościół rzymski nie obchodzi uroczystości Poczęcia Najświętszej Panny, toleruje jednak zwyczaj obchodzenia tego święta, zachowany w niektórych Kościołach. Toteż nie należy tego święta wręcz odrzucać.’). To jest wyjaśnienie proponowane przez o. N. del Prado OP w Santo Tomas y la Immaculada, Vergara, 1909, (…)
W ostatnim okresie swojej kariery pisząc Wyjaśnienie Pozdrowienia Anielskiego (Expositio super salutatione angelica) – które z pewnością jest autentyczne – w r. 1272 lub 1273, św. Tomasz wyraził się w ten sposób: ‘Bo Ona była najczystsza w materii winy (quantum ad culpam) i nie zaciągnęła ani grzechu pierworodnego, ani nie popełniła grzechu śmiertelnego, ani powszedniego’. Por. J. F. Rossi, CM, S. Thomae Aquinatis Expositio salutationis angelicae, Intoductio et textus, Divus Thomas (Pl), 1932, str. 445-479. W tym krytycznym wydaniu komentarza do Ave Maria, jest zawarte stwierdzenie na str. 11-15, że ten cytowany fragment został znaleziony w szesnastu z dziewiętnastu badanych przez autora, który na tej podstawie wyciąga wniosek o jego autentyczności". (O. R. Garrigou-Lagrange, OP, Mother of the Saviour and our Interior Life, str. 45-48)
Komentarzy: 10
Tuesday,31 January 2012,09:01
Kategoria: Teologia Tuesday, 31 January 2012, 09:01
Wyobraźmy sobie Żyda, który uwierzył w Chrystusa jako obiecanego w Starym Testamencie Mesjasza, żyjącego pierwszych latach chrześcijaństwa zanim powstały Pisma, które później weszły w kanon Nowego Testamentu. Wyobraźmy go sobie czytającego taki fragment z Księgi Rodzaju:
„A gdy Abram miał dziewięćdziesiąt dziewięć lat, ukazał mu się Pan i rzekł do niego: «Jam jest Bóg Wszechmogący. Służ Mi i bądź nieskazitelny, chcę bowiem zawrzeć moje przymierze pomiędzy Mną a tobą i dać ci niezmiernie liczne potomstwo». Abram padł na oblicze, a Bóg tak do niego mówił: «Oto moje przymierze z tobą: staniesz się ojcem mnóstwa narodów. Nie będziesz więc odtąd nazywał się Abram, lecz imię twoje będzie Abraham, bo uczynię ciebie ojcem mnóstwa narodów. Sprawię, że będziesz niezmiernie płodny, tak że staniesz się ojcem narodów i pochodzić będą od ciebie królowie. Przymierze moje, które zawieram pomiędzy Mną a tobą oraz twoim potomstwem, będzie trwało z pokolenia w pokolenie jako przymierze wieczne, abym był Bogiem twoim, a potem twego potomstwa. I oddaję tobie i twym przyszłym potomkom kraj, w którym przebywasz, cały kraj Kanaan, jako własność na wieki, i będę ich Bogiem». Potem Bóg rzekł do Abrahama: «Ty zaś, a po tobie twoje potomstwo przez wszystkie pokolenia, zachowujcie przymierze ze Mną. Przymierze, które będziecie zachowywali między Mną a wami, czyli twoim przyszłym potomstwem, polega na tym: wszyscy wasi mężczyźni mają być obrzezani; będziecie obrzezywali ciało napletka na znak przymierza waszego ze Mną. Z pokolenia w pokolenie każde wasze dziecko płci męskiej, gdy będzie miało osiem dni, ma być obrzezane - sługa urodzony w waszym domu lub nabyty za pieniądze - każdy obcy, który nie jest potomkiem twoim - ma być obrzezany; obrzezany ma być sługa urodzony w domu twoim lub nabyty za pieniądze. Przymierze moje, przymierze obrzezania, będzie przymierzem na zawsze [w oryginale: “przymierzem wiecznym”]. Nieobrzezany, czyli mężczyzna, któremu nie obrzezano ciała jego napletka, taki człowiek niechaj będzie usunięty ze społeczności twojej; zerwał on bowiem przymierze ze Mną»” (Rdz 17:1-14).
Ani Ewangelie, ani żadne z Listów apostolskich nie zostały jeszcze napisane. Chrześcijanie mieli tylko Pisma żydowskie, czyli to, co obecnie nazywamy Starym Testamentem. Zresztą pierwsi chrześcijanie to przecież synowie Abrahama; to obrzezani, który w Jezusie rozpoznali zapowiedzianego w Pismach Mesjasza. Sytuacja skomplikowała się, gdy Apostołowie w swoim przepowiadaniu Ewangelii zwrócili najpierw do Samarytan, a później do pogan. Mając w pamięci cytowany powyżej fragment z Księgi Rodzaju mówiący o tym, że przymierze obrzezania miało być przymierzem wiecznym, wydaje się czymś nie tylko zrozumiałym, ale wręcz oczywistym, że Żyd przyjmujący wiarę w Chrystusa uważał za coś naturalnego i oczywistego, że poganie przed przyjęciem chrztu powinni najpierw przyjąć obrzezanie. Skoro sam Pan został obrzezany; skoro nigdy nie podważył konieczności obrzezania, co więcej, powiedział, że Pisma nie można odrzucić (J 10:35), jak można było twierdzić, że czas obrzezania minął? Przecież jest napisane, że przymierze obrzezania miało być przymierzem wiecznym! Zatem odrzucenie obrzezania byłoby odrzuceniem Pisma.
Pytanie, czy poganie przyjmujący wiarę w Chrystusa mieli się także poddać obrzezaniu czy też nie, stało się przyczyną być może pierwszego poważnego konfliktu w młodej wspólnocie uczniów Pana. Łukasz opisuje to w ten sposób:
„Niektórzy przybysze z Judei nauczali braci: ‘Jeżeli się nie poddacie obrzezaniu według zwyczaju Mojżeszowego, nie możecie być zbawieni’” (Dz 15:1).
W pierwotnej gminie chrześcijańskiej doszło z tego powodu do „niemałych sporów”, czytamy w następnym wersecie. Co robią w tej sytuacji uczniowie? Gdyby zasada „sola Scriptura” była zasadą stosowaną w młodej wspólnocie, oczekiwalibyśmy czegoś w rodzaju debaty dążącej do znalezienia odpowiedzi na podstawie Pisma św. Tymczasem jednak:
„Kiedy doszło do niemałych sporów i zatargów między nimi a Pawłem i Barnabą, postanowiono, że Paweł i Barnaba, i jeszcze kilku spośród nich uda się w sprawie tego sporu do Jerozolimy, do Apostołów i starszych” (Dz 15:2).
“Do Apostołów i starszych” – czyli do Kościoła. To od Apostołów i starszych – przewodniczących Kościołowi – oczekiwano podjęcia decyzji w tej sprawie. I decyzja zostaje podjęta:
„Zebrali się więc Apostołowie i starsi, aby rozpatrzyć tę sprawę. Po długiej wymianie zdań przemówił do nich Piotr: «Wiecie, bracia, że Bóg już dawno wybrał mnie spośród was, aby z moich ust poganie usłyszeli słowa Ewangelii i uwierzyli. Bóg, który zna serca, zaświadczył na ich korzyść, dając im Ducha Świętego tak samo jak nam. Nie zrobił żadnej różnicy między nami a nimi, oczyszczając przez wiarę ich serca. Dlaczego więc teraz Boga wystawiacie na próbę, wkładając na uczniów jarzmo, którego ani ojcowie nasi, ani my sami nie mieliśmy siły dźwigać. Wierzymy przecież, że będziemy zbawieni przez łaskę Pana Jezusa tak samo jak oni». Umilkli wszyscy (…)” (Dz 15:6-12).
Długa wymiana zdań zakończyła się wystąpieniem Piotra, po którym nie słyszymy już głosów przeciwnych. Wystąpienie końcowe Jakuba, biskupa Jerozolimy – miasta, gdzie spotkanie miało miejsce, możemy odczytać jako „Amen” do słów Piotra. Apostołowie podjęli decyzję, że poganie przyjmujący wiarę w Chrystusa nie muszą poddawać się obrzezaniu. Obrzezanie przestało być znakiem przymierza Boga z Jego Ludem.
Jednak tu może pojawić się pytanie: Czy odrzucenie konieczności obrzezania nie jest sprzeniewierzeniem się Pismu? Przecież według Pisma obrzezanie miało być znakiem WIECZNEGO przymierza pomiędzy Ludem Bożym, a Bogiem, a ten, kto nie poddał się obrzezaniu, miał być wykluczony z Ludu Bożego. Przecież sam Pan nie przyszedł, aby znieść Prawo, ale je wypełnić. Czy Jego uczniowie nie przypisują sobie większych prerogatyw podważając to, czego ich Nauczyciel nie podważył? Jak na to odpowiedzieć?
Wydaje się, że najlepiej będzie uczynić to tak, jak czynił to Pan. On nie przyszedł znieść Prawo, ale je wypełnić. Z Pism Nowego Testamentu wynika, że Apostołowie traktowali chrzest jako wypełnienie obrzezania.
Pisząc kilka lat po „Soborze Jerozolimskim” do Koryntian Apostoł Narodów stwierdza:
„Jeśli ktoś został powołany jako obrzezany, niech nie pozbywa się znaku obrzezania; jeśli zaś ktoś został powołany jako nieobrzezany, niech się nie poddaje obrzezaniu! Niczym jest zarówno obrzezanie, jak i nieobrzezanie, a ważne jest tylko zachowywanie przykazań Bożych” (1 Kor 7:18-19).
W Liście do Galatów, Apostoł Narodów pójdzie jeszcze:
„Bo ani obrzezanie nic nie znaczy ani nieobrzezanie, tylko nowe stworzenie” (Ga 6:15).
Ani obrzezanie, ani jego brak nie ma znaczenia. Jedyną liczącą się rzeczą jest „nowe stworzenie”. Co to jest „nowe stworzenie”? Odczytując to w świetle Rz 6:3-23 wydaje się słusznym zobaczyć tu aluzję do chrztu. Potwierdzenie znajdziemy zaraz w następnym wersecie, gdzie czytamy:
„Na wszystkich tych, którzy się tej zasady trzymać będą, i na Izraela Bożego [niech zstąpi] pokój i miłosierdzie!” (Ga 6:16).
Ochrzczeni to nowy Izrael, Izrael Boży. Jak w Starym Przymierzu chłopcy przez obrzezanie wchodzili w przymierze z Bogiem i stawali się członkami Ludu Bożego, tak w Nowym Przymierzu, przyjmujący chrzest wchodzą w przymierze z Bogiem i stają się częścią Ludu Bożego, czyli Bożym Izraelem – Kościołem.
Podsumowując: Najpierw była decyzja Kościoła odnośnie obrzezania, a dopiero później jej pisemny zapis, który to zapis (Dzieje Apostolskie i Listy) został następnie uznany za natchniony i kanoniczny, czyli wchodzący w skład Pisma św. Spór o obrzezanie i jego rozwiązanie pokazuje, że zasada „sola Scriptura” nie była stosowana przez młody Kościół. Rozstrzygnięciem sporu o obrzezanie była decyzja Kościoła, to znaczy Apostołów i starszych – jego ówczesnych przywódców. Oczywistym tego potwierdzeniem jest zapis ich decyzji: „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, (…)” (Dz 15:28).
Komentarzy: 23
Tuesday,27 December 2011,11:56
Kategoria: Teologia Tuesday, 27 December 2011, 11:56
Ten wpis umieszczam na prośbę Marka. Po zamieszczeniu notki "Obraz Boga u kalwinistów" w salonie24, jeden z komentatorów napisał:
Doktryna predestynacji zajmuje ok. 5 % tekstu cytowanych instytucji. Nie jest istotą kalwinizmu.
Pochodzi od Augustyna, o ile nie od Pawła, ale to sprawa intepretacji. Tomasz z Akwinu tez uznawał predestynację, bardzo podobna jak Kalwin za tymże Augustynem.
Większość współczesnych protestantów, w tym reformowanych nie wierzy w predestynację.
Autorem tego komentarza jest użytkownik IANUS. Napisał o sobie, że jest tłumaczem "Instytucji" Kalwina z łaciny, które to tłumaczenie ukaże się w przyszłym roku.
Od razu chciałem sprostować. Tak, predestynacja rzeczywiście była uznawana przez św. Augustyna i św. Tomasza. Jednak nie była to nauka podobna, ale bardzo różna od tej uznawanej przez Kalwina. Stwierdzenie IANUSa świadczy o niezrozumieniu nauki tych Swiętych i Doktorów Kościoła. Ale w tym wpisie chcę mówić na temat predestynacji uznawanej przez współczesnych kalwinistów. Bo, o ile większość protestantów rzeczywiście nie wierzy w predestynację, to nie spotkałem ani jednego kalwinisty, które nie uznawałby jakiejś formy predestynacji, chociaż często różni się ona od tej opisanej przez Kalwina w "Institutiones". Pragnę to uczynić prezentując poglądy udzielającego się na Frondzie pastora Pawła Bartosika. Oto fragment mojej dyskusji z nim na jego blogu pod wpisem: "Do którego Boga jesteś podobny?":
PB: Kiedy więc jego wyznawca bije pokłony przed obiektem swojej czci, a więc w momencie, kiedy rzekomo jest najbliżej swojego boga, staje się do niego najbardziej niepodobny!
PK: A co można powiedzieć o czcicielach boga, który jednych z góry wybiera do zbawienia, a innych na podstawie tak samo uprzedniego postanowienia do potępienia?
PB: wybacz, ale nie masz pojęcia o biblijnej nauce o wybraniu.
Nawiasem mówiąc chcesz powiedzieć, że np. Św. Augustyn wierzył w "boga", a nie w Boga?
Nie wiem czy orientujesz się, ale przez długi czas to właśnie augustiańska (Pawłowa) nauka o łasce i wybraniu dominowała również w Twoim kościele.
Polecam:
- Traktaty o łasce - Św. Augustyna
- Bóg nam nic nie jest dłużny - L. Kołakowskiego
- Kanony Synodu w Orange z 529 r.
http://www.literatura.hg.pl/orange.htm
Chyba nie powiesz, że kościół zbłądził :)
PK: Taki osąd łatwo jest wydać. Trudniej udowodnić.
Nic nie wiem na temat, że św. Augustyn wierzył w podwójną predestynację. Ty coś wiesz?
Kościół do dzisiaj uznaje predestynację, ale nigdy nie była to nauka o podwójnej predestynacji.
Kościół nie zbłądził.
- Traktaty o łasce – nie czytałem. Jeśli zawiera twierdzenie, że Pan Bóg uprzednim wyrokiem przeznaczył jednych do zbawienia, a innych do potępienia, to proszę zacytuj.
Synod w Orange z 529 roku nie tylko, że nie zatwierdził nauki o wybraniu do potępienia, ale potępił takie stanowisko jako herezję. Z podsumowaniu kanonów jest takie stwierdzenie:
"Nie tylko, że nie wierzymy, że ktokolwiek został przeznaczony do złego mocą Bożą, ale stwierdzamy z całkowitym obrzydzeniem, że jeśli są tacy, którzy chcą wierzyć w coś tak złego, to są wyklęci."
A zdanie bezpośrednio je poprzedzające mówi o ... synergizmie zbawczym.
Teraz porównajmy je do nauki Kalwina:
"Przez predestynację rozumiemy wieczny dekret Boga, którym sam zadecydował, co ma się stać w odniesieniu do każdego człowieka. Wszyscy nie są stworzeni na tych samych warunkach, ale cześć jest przeznaczona do życia wiecznego, inni na potępienie; i konsekwentnie, jako taki został stworzony dla jednego lub drugiego przeznaczenia, mówimy, że został przeznaczony do życia lub do śmierci." ("Institutiones", księga III, rozdział 21, punkt 5. Jest to moje tłumaczenie angielskiego tekstu wziętego ze strony: http://www.ccel.org/ccel/calvin/institutes.v.xxii.html
Dalej uważasz, że kanony Synodu w Orange potwierdzają podwójną predestynację?
PS. Zarzucasz mi nieznajomość biblijnej nauki o łasce i historii Kościoła, a sam wykazujesz się nieznajomością, albo brakiem zrozumienia tekstów, które przywołujesz na poparcie swoich argumentów.
PB: Tak to jest tak się czyta bez zrozumienia. Placyd natrafił na podsumowanie kanonów Synodu w Orange i stwierdził, że ów synod potępił naukę o Bożym wybraniu do zbawienia (predestynację). Jaki fragment rzekomo o tym mówi? Cytuję:
"Nie tylko, że nie wierzymy, że ktokolwiek został przeznaczony do złego mocą Bożą, ale stwierdzamy z całkowitym obrzydzeniem, że jeśli są tacy, którzy chcą wierzyć w coś tak złego, to są wyklęci. Wierzymy również i wyznajemy dla swojego pożytku, że w każdym dobrym uczynku to nie my podejmujemy inicjatywę a następnie pomaga nam Bóg przez swoje miłosierdzie, ale to Bóg sam inspiruje nas zarówno do wiary w Niego, jak i do miłości ku Niemu bez jakichkolwiek wcześniejszych dobrych uczynków z naszej strony zasługujących na nagrodę."
Tylko o czym ten tekst mówi? Mówi, że potępienie człowieka NIE JEST spowodowane Bożym dekretem. Człowiek ginie na wieki z powodu WŁASNYCH grzechów. Nie ma on żadnego usprawiedliwienia ani wymówki ("Boże to była Twoja decyzja").
Zatem wybranie ku zbawieniu oraz potępienie człowieka (pozostawienie go w grzechach) nie są w Piśmie Św. SYMETRYCZNE jak przedstawia kalwinizm Placyd Koń. Najłatwiej jest polemizować z demonem, którego się samemu tworzy. Wiele napięć, problemów i niewygodnych pytań można w ten sposób uniknąć. Tyle, że Boże Słowo stoi nadal niewzruszone.
Świadectwo Pisma jest jasne mimo iż oczy niektórych nie chcą go dostrzec, a wola przyjąć.
"w nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienaganni przed obliczem jego; w miłości (5) przeznaczył nas dla siebie do synostwa przez Jezusa Chrystusa według upodobania woli swojej" (Efezjan 1:3-4),
"Poganie słysząc to, radowali się i wielbili Słowo Pańskie, a wszyscy ci, którzy byli przeznaczeni do życia wiecznego, uwierzyli." Dz. Ap. 13:48
"Gdy zaś zapragnął przenieść się do Achai, bracia zachęcili go i napisali do uczniów, aby go przyjęli; gdy tam przybył, pomagał wielce tym, którzy dzięki łasce uwierzyli" - Dz. Ap. 18:27
"(...) i jak nadzwyczajna jest wielkość mocy Jego wobec nas, którzy wierzymy dzięki działaniu przemożnej siły jego" - Efezjan 1:19
"Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; (9) nie z uczynków, aby się kto nie chlubił." - Efezjan 2:8-9
"Albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie i wykonanie. " - Filipian 2:13
"ale to, co u świata głupiego, wybrał Bóg, aby zawstydzić mądrych, i to, co u świata słabego, wybrał Bóg, aby zawstydzić to, co mocne, i to, co jest niskiego rodu u świata i co wzgardzone, wybrał Bóg, w ogóle to, co jest niczym, aby to, co jest czymś, unicestwić, aby żaden człowiek nie chełpił się przed obliczem Bożym. " 1 Koryntian 1:27-29
"My jednak powinniśmy dziękować Bogu zawsze za was, bracia, umiłowani przez Pana, że Bóg wybrał was od początku ku zbawieniu przez Ducha, który uświęca, i przez wiarę w prawdę. " - 2 Tesaloniczan 2:13
"Nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który mnie posłał, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym." - Ew. Jana 6:44
PK: Teraz moja wypowiedź do powyższego posta pastora. W celu przejrzystości powtarzam w niej fragment powyższej wypowiedzi pastora, który następnie komentuję:
PB: "Tak to jest tak się czyta bez zrozumienia. Placyd natrafił na podsumowanie kanonów Synodu w Orange i stwierdził, że ów synod potępił naukę o Bożym wybraniu do zbawienia (predestynację)."
PK: Placyd przeczytał całość, a nie tylko podsumowanie. Nie przekręcaj tego, co napisałem, a jest trochę wyżej. Napisałem, że Synod w Orange potępił podwójną predestynację, którą nauczał Jan Kalwin, nie zaś, że potępił predestynację.
………………
PB: "Tylko o czym ten tekst mówi? Mówi, że potępienie człowieka NIE JEST spowodowane Bożym dekretem. "
PK: No właśnie. Czyli inaczej niż twierdził to Jan Kalwin w przytoczonych przeze mnie fragmentach „Institutiones”.
………………….
PB: Zatem wybranie ku zbawieniu oraz potępienie człowieka (pozostawienie go w grzechach) nie są w Piśmie Św. SYMETRYCZNE jak przedstawia kalwinizm Placyd Koń.
PK: Nie mam problemów zgodzić się z brakiem symetrii. Jednak nie zgadzam się z takim jej ukazaniem. Bo pozostawienie w grzechach przy założeniu całkowitej niemocy człowieka, równoznaczne jest z pozytywnym potępieniem człowieka. Pan Bóg daje każdemu szansę. Nie dlatego, że musi; nie dlatego, że jest coś komuś dłużny, ale dlatego, że tak chce. Bo jest Miłością. Bo jest Miłosierdziem. Bo jest sprawiedliwością. Bo gdyby nie dał, a człowiek sam sobie pomóc nie może, to praktycznie oznaczałoby to potępienie przez odmowę pomocy. I potępiony w ten sposób mógłby powiedzieć: „Przecież wiedziałeś, że sam z siebie nie mogłem nic, a przecież mi nie pomogłeś”. Nie, nawet i tego nie będzie mógł powiedzieć idący na potępienie. Pan Bóg uczynił wszystko, aby każdy mógł dostąpić zbawienia. I jeśli ktoś z tego nie skorzysta, to będzie tylko jego własna wina, a nie fakt, że Pan Bóg pozostawił go w grzechach, bo nie zechciał mu pomóc.
Gdyby Pan Bóg pozostawił niektórych w grzechach, bo nie chciał im pomóc, to Pismo św. mówiłoby nieprawdę stwierdzając:
„Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy”. (1 Tm 2:3-4 BT)
„Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy - bo niektórzy są przekonani, że Pan zwleka - ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia” (2 P 3:9 BT).
Nie tylko, że Pan Bóg pragnął i pragnie zbawienia wszystkich, ale uczynił w tym celu wszystko, co mógł, bo nawet:
„… Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3:16 BT).
Pan Bóg dając swego Pierworodnego, dał WSZYSTKO, co miał, i uczynił wszystko, co mógł, aby każdy mógł być zbawiony.
A wracając do „symetrii”. To, co przedstawiłem, to nauka Jana Kalwina. Chyba nie zaprzeczysz, że jest tam obecna owa SYMETRIA, o której tu mówimy. W taką symetrię wierzą niektórzy z Twoich komentatorów, a w odejściu od nauki Kalwina widzą upadek współczesnego protestantyzmu.
………………
PB: Najłatwiej jest polemizować z demonem, którego się samemu tworzy.
PK: Rzecz w tym, że nie musiałem go tworzyć. Ów demon pochodzi z pism Jana Kalwina.
………………
PB: Wiele napięć, problemów i niewygodnych pytań można w ten sposób uniknąć. Świadectwo Pisma jest jasne mimo iż oczy niektórych nie chcą go dostrzec, a wola przyjąć.
"w nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienaganni przed obliczem jego; w miłości (5) przeznaczył nas dla siebie do synostwa przez Jezusa Chrystusa według upodobania woli swojej" (Efezjan 1:3-4),
(...)
PK: Wierzę w predestynację, jednak nie w predestynację podwójną. Ani też w to, że potępieni idą na potępienie, dlatego że Pan Bóg odmówił im swojej łaski (pomocy).
Postscripitum: Nauka o predestynacji jest nauką Biblii i Kościoła katolickiego. Najlepszą jaką znam książkę na ten temat napisał dominikanin, o. Reginald Garrigou-Langrange, promotor późniejszego papieża: "Predestination. The meaning of Predestination in Scripture and the Church".
Pan Jezus przyszedł w ciele podobnym do ciała grzesznego (por. Rz 8:3), w sensie, że zewnętrznie nie różnił się niczym od ludzi, Jego ludzkie ciało było prawdziwym ludzkim ciałem, ale nie było to ciało grzeszne, ponieważ Pan Jezus nie popełnił żadnego grzechu.
Komentarzy: 33
Wednesday,21 December 2011,14:45
Kategoria: Teologia Wednesday, 21 December 2011, 14:45
Ten wpis to odpowiedź na post OwenFana w duskusji pod wpisem: "Obraz Boga u kalwinistów".
PK: Tak, ale z tego, że Pan Bóg wie wcale nie wynika, że chce jednego w taki sam sposób, jak chce drugiego.
OF (do Włęczęgi): Dziękuje jeszcze raz ,iż skompilowałeś dla mnie wypowiedź Pacyda, w ferworze dyskusji często dokładnie nie czytam co druga strona mówi ( przyznaję się ,iż robię to często) .
Ale jest tutaj poruszona bardzo interesująca kwestia, którą teolodzy reformowani wielokrotnie poruszali. Ja się zupełnie zgadzam ,z tym ,iż "chcenie " ( wola ) Pana Boga jest złożone.
Placyd w tej wypowiedzi wyraźnie sugeruje , iż Bóg chce jednego ( zbawienia ) , w innego sposób niż chce drugiego (potępienia) , jednak obie rzeczy są wynikiem postanowienia Jego woli.
PK: Co miałem na myśli, wyjaśnię korzystając z przypowieści, do której się odwołałem powyżej, oraz innych tekstów biblijnych. Przytoczę także dwa teksty św. Augustyna dotykające tego tematu.
Poniższy artykuł to owoc długich dyskusji z kalwinistami, co „zmusiło” mnie do czytania Pisma św. i studium tego zagadnienia. Pisząc w ten sposób odwołałem się do sposobu pisania na temat „chcenia” Boga natchnieni pisarze. Nawiązał do tego SzEm w jednym ze swoich komentarzy. Ale po kolei. Zacznijmy od przypowieści o miłosiernym ojcu.
Przypowieść o miłosiernym ojcu
Ojciec z przypowieści pozwala odejść synowi, ale też pozwala mu wrócić. W przypowieści nie ma nic napisane, co ów ojciec odczuwał w momencie odchodzenia syna – możemy się tylko domyślać. Natomiast czytamy o jego ogromnej radości na widok powracającego syna. Stosując biblijny sposób wyrażania się, możemy powiedzieć, że ojciec „chciał” odejścia, bo na nie zezwolił. Gdyby ojciec nie chciał odejścia w sposób absolutny, to nie dałby mu połowy majątku, i kazał zamknąć w klatce. Czy mógł to uczynić? Tak, miał takie możliwości. Jeśli ziemski ojciec mógł tak uczynić, to tym bardziej jest to możliwe dla Pana Boga. Gdyby zechciał. Ta przypowieść mówi o ogromnej radości ojca w momencie powrotu. Jeśli porównamy te dwa „chcenia”, to możemy zauważyć, że to drugie jest o wiele silniejsze, a to pierwsze jest pozwoleniem czy dopuszczeniem tego, by syn odszedł. A podsumowaniem tej przypowieści i innych z piętnastego rozdziału Ewangelii według św. Łukasza jest jedno: wezwanie do radości z odnalezienia się zguby (drachmy, owcy, syna), która odpowiada radości z nawrócenia się grzesznika.
Pan Bóg zatwardza serce faraona, czy on sam to czyni?
W Księdze Wyjścia jest napisane, że to Pan Bóg uczynił zatwardziałym serce faraona:
„I rzekł Pan do Mojżesza: Gdy pójdziesz i wrócisz się do Egiptu, patrzajże, abyś wszystkie cuda, którem Ja podał w rękę twoję, czynił przed Faraonem, a Ja zatwardzę serce jego, aby nie wypuścił lud” (Wj 4:21 Biblia Gdańska).
„Ja zatwardzę serce Faraonowe, i rozmnożę znaki moje i cuda moje w ziemi Egipskiej” (Wj 7:3 Biblia Gdańska).
„Rzekł zatem Pan do Mojżesza: ‘Wnijdź do Faraona; bom Ja obciążył serce jego, i serce sług jego, abym czynił te znaki moje między nimi’” (Wj 10:1 Biblia Gdańska)
Ale też jest napisane, że to faraon zatwardza swoje serce:
„A widząc Farao, że miał wytchnienie, obciążył serce swoje, i nie usłuchał ich, jako był powiedział Pan” (Wj 8:15 Biblia Gdańska)
„Jednak Farao obciążył serce swe i tym razem, a nie wypuścił ludu” (Wj 8:32 Biblia Gdańska),
„A widząc Farao, że przestał deszcz, i grad, i gromy, przyczynił grzechu, a obciążył serce swe, sam i słudzy jego” (Wj 9:34 Biblia Gdańska)
W pierwszym dwóch cytowanych zdaniach jest napisane, że Pan Bóg jest Tym, który uczyni twardym serce faraona, a drugie stwierdza, że to sam faraon zatwardził swoje serce. Ta „dwoistość” odnośnie zatwardzania serca biegnie dalej przez Pismo św.:
„Lecz Sichon, król Cheszbonu, nie zgodził się na nasze przejście obok niego, gdyż Pan, twój Bóg, uczynił nieustępliwym jego ducha i twardym jego serce, aby go oddać w twe ręce, jak to jest dzisiaj” (Pwt 2:30 Biblia Tysiąclecia).
„Przetoż obrzeżcie nieobrzezkę serca waszego, i karku waszego nie zatwardzajcie więcej” (Pwt 10:16 Biblia Gdańska).
„Dlaczego upieracie się w sercach waszych tak, jak upierali się Egipcjanie i faraon? Czy nie pozwolili im odejść dopiero wtedy, gdy ich [Pan] ukarał?” (1 Sm 6:6 Biblia Tysiąclecia).
„Nadto zbuntował się przeciw królowi Nabuchodonozorowi, któremu na Boga zaprzysiągł wierność. Uczynił on kark swój twardym, a serce nieustępliwym, aby nie nawrócić się do Pana, Boga Izraela” (2 Krn 36:13 Biblia Tysiąclecia).
„Szczęśliwy mąż, gdy stale trwa w bojaźni; kto serce zatwardza - wpadnie w nieszczęście” (Prz 28:14 Biblia Tysiąclecia).
„Przeczżeś nam, Panie! dopuścił błądzić z dróg twoich? przeczżeś zatwardził serce nasze, abyśmy się ciebie nie bali? Nawróćże się dla sług twoich, dla pokolenia dziedzictwa twego” (Iz 63:17 Biblia Gdańska).
„Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę!’ Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa” (Mk 3:5 Biblia Tysiąclecia).
„Zaślepił ich oczy i twardym uczynił ich serce, żeby nie widzieli oczami oraz nie poznali sercem i nie nawrócili się, ażebym ich uzdrowił” (J 12:40 Biblia Tysiąclecia).
Sprzeczność? Niekoniecznie. Chodzi raczej o dwa różne sposoby mówienia o tym samym, z podkreśleniem za każdym razem innego aspektu. Nie są więc to wypowiedzi sprzeczne, ale uzupełniające się. Kiedy więc czytamy, że to Pan Bóg zatwardził serce faraona lub kogoś innego, mamy do czynienia z biblijnym sposobem wyrażania prawdy, że On jako przyczyna ostateczna dopuścił to, co nie stałoby się bez Jego przyzwolenia. Zaś zdania mówiące, że to faraon lub inna osoba zatwardziła swe serce, oznaczają, że to był ich wybór i działanie, za które te osoby są też odpowiedzialne. Jeśli więc mówimy, że Pan Bóg chciał, aby serce faraona stało się zatwardziałe, oznacza to Boże przyzwolenie tego faktu. Więcej na temat tego przykładu mówi Scott Hahn.
Grzech Dawida
Klinicznym przykładem podwójnego chcenia, które to „chcenia” nie możemy traktować dosłownie, a przynajmniej nie na zasadzie symetrii, jest zestawienie innych dwóch tekstów ze Starego Testamentu:
„Jeszcze raz Pan zapłonął gniewem przeciw Izraelitom. Pobudził przeciw nim Dawida słowami: ‘Idź i policz Izraela i Judę’” (2 Sm 24:1).
„Powstał szatan przeciwko Izraelowi i pobudził Dawida, żeby policzył Izraela” (1 Krn 21:1).
Mamy tu do czynienia z tym samym wydarzeniem, opisanym dwa razy: raz przez autora Ksiąg Samuela, drugi raz przez autora Ksiąg Kronik. Dodajmy, że liczenie ludu było uważane za grzech. W pierwszym zdaniu jest napisane, że to Pan Bóg był inspiracją do grzechu Dawida; w drugim – szatan.
Na poziomie literalnym jest to jawna sprzeczność. Jeśli te teksty chcemy zinterpretować dosłownie, to okaże się, że Bóg i szatan to jedna i ta sama osoba, albo przynajmniej, że mają te same motywy. To oczywisty absurd. Jak więc zrozumieć tę pozorną sprzeczność?
Samo to zestawienie tych dwóch zdań opisujących grzech Dawida jest wystarczające, aby przekonać się, że pisząc te słowa autorowi natchnionemu 2 Sm przyświecał inny cel, chciał powiedzieć coś innego, niż autor 1 Krn. Jest dosyć łatwo wytłumaczyć, co autor natchniony chciał powiedzieć w drugim zdaniu (1 Krn 21:1). To szatan był tym kusicielem, który zwiódł Dawida. Dawid uległ diabelskiej pokusie i popełnił to, co złe w oczach Pana. Ale jak wytłumaczyć zdanie z 2 Sm? Jest to o wiele trudniejsze. Czyżby Bóg kusił do złego? Czyżby On pobudził Dawida do zła, aby mógł go później ukarać? Taki wniosek byłby bez sensu, ale usprawiedliwiony literalnym odczytaniem 2 Sm 24:1. Jeszcze dziwniejsze byłoby to, że za grzech Dawida ma być ukarany Izrael: Bóg pobudził Dawida do popełnienia zła, gdyż chciał ukarać Izraela („Jego gniew zapłonął przeciw Izraelitom”.) Skoro jednak taka literalna interpretacja jest nieuprawniona, bo prowadzi do absurdalnych wniosków, to jak możemy wytłumaczyć to trudne miejsce?
Przypis w Biblii Tysiąclecia do 1 Krn 21:1 tak wyjaśnia ten paradoks: Autor precyzując bliższą przyczynę faktu przypisuje szatanowi to, co 2 Sm 24:1 odnosi do Boga jako pierwszej przyczyny wszystkich rzeczy. Inaczej mówiąc – to Bóg jest Przyczyną pierwszą wszystkich rzeczy, wszystkiego, co istnieje, i pierwszym Sprawcą wydarzeń, natomiast przyczyną bezpośrednią ktoś inny, w tym konkretnym przypadku jest nią szatan. Tę pierwszą prawdę ukazuje 2 Sm 24:1, natomiast tą drugą 1 Krn 21:1. Pan Bóg jest przyczyną grzechu Dawida w tym sensie, że dopuścił kuszenie, któremu Dawid uległ. Czy to sam Pan Bóg kusi? Nie, bo „Bóg (…) ani nie podlega pokusie ku złemu, ani też nikogo nie kusi” (Jam 1:13 BT). Autor natchniony 1 Księgi Konik w 1 Krn 21:1 używa pewnego skrótu myślowego. Jest to ten sam skrót myślowy, jaki nasz Pan stosuje ucząc nas modlitwy „Ojcze nasz”: „I nie wódź nas na pokuszenie”, co trzeba rozumieć: „Nie dozwól, abyśmy ulegli pokusie”.
Czy Pan Bóg dopuścił na Dawida pokusę większą niż ten mógł sprostać? Nie, bo zawsze obowiązuje zasada wyrażona przez św. Pawła:
„Pokusa nie nawiedziła was większa od tej, która zwykła nawiedzać ludzi. Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania abyście mogli przetrwać” (1 Kor 10:13 Biblia Tysiąclecia).
Dlaczego Pan Bóg dopuszcza pokusy? W księgach Hioba i w Ewangelii według św. Łukasza znajdziemy teksty mówiące, że szatan domaga się od Boga, aby jego wybrani zostali wypróbowani. Szatan mówi do Boga: „Szatan na to do Pana: ‘Czyż za darmo Hiob czci Boga? Czyż Ty nie ogrodziłeś zewsząd jego samego, jego domu i całej majętności? Pracy jego rąk pobłogosławiłeś, jego dobytek na ziemi się mnoży. Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego majątku! Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył’” (Hi 1:9-11). Trochę dalej mamy zaś takie jego słowa: „Na to szatan odpowiedział Panu: ‘Skóra za skórę. Wszystko, co człowiek posiada, odda za swoje życie. Wyciągnij, proszę, rękę i dotknij jego kości i ciała. Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył’” (2:4-5). Odnośnie próby Apostołów czytamy: „Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę” (Łk 22:31). Dlaczego Bóg pozwala na taką straszną próbę, jakiej został poddany Hiob i Apostołowie, a więc nie wrogowie Boga, tylko Jego wybrani? No właśnie dlatego, żeby szatan nie mógł „zarzucić” Bogu, że ochronił On niektórych od pokus, nie dał mu (szatanowi) możliwości działania.
Ma to jeszcze inny cel, żeby człowiek, nawet ten wybrany i najbardziej obdarowany, nie polegał na sobie tylko na Bogu. Apostoł Paweł pisze: Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował - żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali». Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa (2 Kor 12:7). W tym duchu też wypowiada się Judyta: Przypomnijcie sobie to wszystko, co On uczynił z Abrahamem, i jak doświadczył Izaaka, i co spotkało Jakuba w Mezopotamii Syryjskiej, pasącego trzody Labana, brata jego matki. Albowiem jak niegdyś doświadczył ich w ogniu, próbując ich serc, tak i teraz nas nie ukarał, lecz chłoszcze Pan tych, którzy zbliżają się do Niego, aby się opamiętali» (8:26-27).
Poddając próbie swoich wybranych, Pan Bóg czyni to, aby ich nauczyć pokładać ufność w Nim samym. Poddając próbie, daje łaskę wystarczającą do tego, aby tę próbę przetrwać. Nie można więc powiedzieć, że niektórzy są tak strzeżeni przez Boga, że żadna próba czy pokusa ich nie dotyka. Raczej, im kto jest obdarzony jakimś szczególniejszym powołaniem, w jego życiu mnożą się próby, pokusy, doświadcza oschłości, słabości, aby w Bogu złożyli całą swoją nadzieję i ufność. Próby, pokusy, doświadczenie słabości, prześladowania oczyszczają człowieka; oczyszczają jego miłość do Boga. Bóg jest Miłością. Pierwszą cechą miłości jest to, że nie stosuje przymusu. Pan chce być wybrany w sposób wolny. Wszelkie trudności i doświadczenia są wypróbowaniem tego wyboru. Dlatego jest prawdą powiedzenie: „Wybrawszy raz, co dzień wybierasz musisz”. Taką próbą ostateczną jest moment śmierci. Tu człowiek postawiony bez zasłon wobec Miłości, znając wszystkie swoje wybory, co zrobił z Miłością, która mu została zaofiarowana, i widząc Miłość, odpowie Bogu swoje ostateczne „TAK” albo „NIE”, które zadecyduje o całej jego wieczności.
Na zakończenie dwa cytaty z dzieł św. Augustyna:
“Wielkie są dzieła Boże, odnalezione we wszystkich Jego wolach” (w. 2, LXX): przez które miłosierdzie nie opuszcza nikogo, kto wyznaje, niczyja niegodziwość nie pozostaje nieukarana (Hbr 12:6). Niech człowiek wybierze, co chce: dzieła Boże nie są tak utworzone, by stworzenie, mając dane wolne rozeznanie, mogło przekroczyć (= transcendować poza) wolę Stworzyciela, chociażby wykroczyło przeciwko Jego woli. Bóg nie chce, abyś grzeszył, bo On zabrania tego; ale nawet jeśliś zgrzeszył, nie wyobrażaj sobie, że człowiek uczynił, co chciał uczynić, i to stało się wobec Boga, który nie chciał. Bo jak On chce, by człowiek nie zgrzeszył, tak chce ocalić grzesznika, aby się nawrócił i miał życie; On w końcu tak samo chce ukarać grzesznika, który trwa w grzechu, tak że buntownik nie może uciec potędze sprawiedliwości. Zatem, jakikolwiek wybór uczynisz, Wszechmocny nie będzie miał trudności z wypełnieniem się Jego woli dotyczącej ciebie. (św. Augustyn, Komentarz do Ps 111:2).
Także nie mamy wątpliwości, że Bóg czyni dobrze nawet przyzwalając na to, co jest złe. Bo On dopuszcza je tylko w sprawiedliwości swego sądu. A z pewnością wszystko, co jest sprawiedliwe, jest dobre. Dlatego, chociaż zło, o ile jest złem, nie jest dobre; jednakże fakt, że zło tak jak dobro istnieje, jest dobrem. Bo jeśli nie byłoby dobrem, że zło istnieje, nie pozwoliłby na jego istnienie Wszechmogący Bóg, który bez cienia wątpliwości mógłby odrzucić to, co nie chciałby, aby istniało. I jeśli nie wierzymy w to, zagrożone jest pierwsze zdanie naszego Credo, gdzie wyznajemy wiarę w Boga Ojca Wszechmogącego. Bo On nie byłby prawdziwie wszechmocnym, gdyby nie mógłby czynić wszystkiego, co Mu się podoba, lub gdyby potęga jego wszechmocnej woli była przeszkodzona wolą jakiegokolwiek stworzenia. (św. Augustyn, “Enchiridion”, rozdz. 96).
Komentarzy: 169
Wednesday,14 December 2011,18:54
Kategoria: Teologia Wednesday, 14 December 2011, 18:54
Inspiracją to tego tekstu był wpis pastora Pawła Bartosika: „Do którego Boga jesteś podobny?” Wydaje się, że te dwa zdania dobrze wyrażają przesłanie całości:
„’Allach’, ‘Jehowa’, jednoosobowy bóg ściśle monoteistycznych religii nigdy nie oddaje czci komuś innemu ani dla nikogo się nie poświęca. Kiedy więc jego wyznawca bije pokłony przed obiektem swojej czci, a więc w momencie, kiedy rzekomo jest najbliżej swojego boga, staje się do niego najbardziej niepodobny!”
Zapragnąłem pójść za logiką tego tekstu i zastosować ją do wierzących w podwójną predestynację. Co rozumiem przez podwójną predestynację? Pogląd Jana Kalwina, według którego bóg na podstawie uprzedniego dekretu przeznaczył jednych do zbawienia, a innych na potępienie[1]. Pragnę podkreślić słowo „uprzedniego”, czyli wcześniejszego od zaistnienia ludzi, a więc ich dobrych i złych czynów. Można by to porównać do mężczyzny, który zanim został ojcem, postanowił, że pierwsze dziecko będzie traktował jak najlepiej i dołoży wszelkich starań, aby się dobrze rozwijało i było szczęśliwe, natomiast nad drugim będzie się znęcał – zadawał mu wszelkie możliwe do wyobrażanie katusze. Brzmi to nieprawdopodobnie i zniechęcająco? Zgadzam się. A jednak są tacy, którzy wierzą w takiego … boga. Przy czym w odniesieniu do Boga trzeba to podnieść do niekończonej potęgi: szczęście zbawionych jest dla nas niewyobrażalne, tak samo, jak cierpienie potępionych. Do tego dochodzi porównania czasu trwania: w pierwszym przypadku, w przypadku naszego wymyślonego ziemskiego ojca (jeśli to imię można nadać takiemu okrutnikowi i sadyście) jest to jakiś czas skończony; w przypadku drugim jest to cała wieczność: zawsze - zawsze, nigdy - nigdy.
Zapytajmy: skoro są tacy, którzy wierzą w boga, który na mocy swego odwiecznego postanowienia dla swojej przyjemności przeznacza jednych do zbawienia, a innych również dla swojej przyjemności przeznacza na potępienie[2], to kiedy czciciele takiego boga są najbardziej niepodobni do niego? Wtedy, kiedy starają się o pomyślność i szczęście wszystkich swoich dzieci. I dodajmy: i innych ludzi bez wyjątku, chociaż oczywiście w różnym stopniu. To znaczy, że jest czymś oczywistym, że nie poświęcą tyle samo uwagi dzieciom sąsiadów, co swoim, ale generalnie dobrze życzą wszystkim i chcą dobra wszystkich. Największym zaś dobrem jest zbawienie wieczne. A jednak, kiedy oni chcą, aby wszyscy ludzie byli zbawieni, stają się niepodobni do ich boga, który chce tego tylko dla wybranych, tak jak chce potępienia dla nie-wybranych. Dla swojej przyjemności.
Kiedy zaś czciciele boga Kalwina staliby się najbardziej podobni do obiektu ich czci? Właśnie wtedy, kiedy postępowałby jak ów wymyślony w naszym przykładzie ojciec. Przepraszam – potwór.
-----------------
[1] Przez predestynację rozumiemy wieczny dekret Boga, którym sam zadecydował, co ma się stać w odniesieniu do każdego człowieka. Wszyscy nie są stworzeni na tych samych warunkach, ale cześć jest przeznaczona do życia wiecznego, inni na potępienie; i konsekwentnie, jako taki został stworzony dla jednego lub drugiego przeznaczenia, mówimy, że został przeznaczony do życia lub do śmierci. (Jan Kalwin, „Institutiones”, księga III, rozdział 21, punkt 5. Jest to moje tłumaczenie angielskiego tekstu wziętego ze strony: http://www.ccel.org/ccel/calvin/institutes.v.xxii.html )
[2] Mówimy więc, że Pismo święte wyraźnie świadczy o tym, że Bóg w swoim wiecznym i niezmiennym planie określił raz na zawsze tych, których dla swojej przyjemności zechciał dopuścić do wiecznego zbawienia, i z drugiej strony tych, których dla swojej przyjemności przeznaczył do wiecznego potępienia. Uważamy, że to postanowienie, w odniesieniu do wybranych, opiera się jedynie na Jego miłosierdziu, bez odniesienia do zasług człowieka, podczas gdy ci, których skazuje na zagładę, są wykluczeni z dostępu do życia przez sprawiedliwy i wolny od wszelkich zarzutów, ale w tym samym czasie nieprzenikniony wyrok. (tamże, punkt 7).
Komentarzy: 365
Saturday,15 October 2011,16:13
Kategoria: Teologia Saturday, 15 October 2011, 16:13
„Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.“ Odpowiedź Pana na podchwytliwe pytanie spowodowała zmieszanie faryzeuszy, którzy chcieli przyłapać Go na słowie, aby mieli o co oskarżyć. Można domyśleć się, że już byli pewni, że im się to udało. Jeśli tak, ich radość okazała się mocno przedwczesna. Odpowiedź Pana Jezusa jest zarazem bardzo prosta, a z drugiej genialna.
Jednak, zanim przejdziemy do odpowiedzi, wydaje się słuszne zatrzymać nad pytaniem faryzeuszy. Jest ono przewrotne. Na czym polegała owa przewrotność? Jak wszyscy wiemy, Rzymianie byli znienawidzonymi okupantami Palestyny. Co gorsze, byli poganami. Płacenie podatku Rzymianom było wielkim upokorzeniem dla Żydów. W tej sytuacji, gdyby Pan Jezus powiedział, że nie należy płacić podatków cezarowi, faryzeusze mogliby oskarżyć Go przed namiestnikiem o podburzanie ludu do niepłacenia podatków. Gdyby zaś odpowiedział, że należy płacić podatki, wtedy mogliby Go zdyskredytować w oczach ludzi i oskarżyć o kolaborację z okupantem. Każda odpowiedź była zła. Niezależnie od tego, czy Pan Jezus wybrał jedną czy drugą odpowiedź, odniósłby stratę. Faryzeusze nie przewidzieli trzeciej możliwości - tej, którą wybrał Pan: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.“
W odpowiedzi Pana Jezusa jest coś więcej niż tylko przyzwolenie na płacenie podatków cezarowi. Jego odpowiedź to przede wszystkim aluzja do pierwszego przykazania Bożego nakazującego czcić jedynego prawdziwego Pana Boga. Tak, jak na monetach rzymskich będących w obiegu wśród Żydów była wyciśnięta podobizna cezara, tak każdy człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Jeśli moneta nosząca obraz cezara była jego własnością, tak samo człowiek noszący w sobie obraz Boży, czy będący obrazem Bożym, należy do Niego. Panu Bogu nie zależy na naszych pieniądzach, ale na nas samych. Zatem tym, czego pragnie Pan Bóg, jesteśmy my sami. On chce, abyśmy należeli do Niego. Nie dlatego, że przez to coś zyskuje czy w jakikolwiek sposób zostaje ubogacony, ale jedynie dlatego, że to my potrzebujemy należeć do Niego, jeśli chcemy osiągnąć szczęście, do którego zostaliśmy stworzeni, i którego pragnienie nieustannie nosimy w sobie. Pragnienie, które nikt i nic nie jest w stanie wypełnić w sposób całkowity. Jedynie Pan Bóg. Oddając się całkowicie Temu, na którego obraz i podobieństwo zostaliśmy stworzeni, w istocie zyskujemy, bo wtedy stajemy się zdolni do przyjęcia Stworzyciela, który pragnie oddać się nam całkowicie i bez reszty.
Komentarzy: 29
Wednesday,21 September 2011,19:00
Kategoria: Teologia Wednesday, 21 September 2011, 19:00
Chociaż tytuł sugeruje żartobliwe podejście do tematu: mężczyzna-kobieta, to jednak myśl, którą chciałem się podzielić, jest jak najbardziej poważna i oparta na przekazie biblijnym.
Księga Rodzaju zawiera dwa opisy stworzenia świata. W pierwszym, niczym refren powtarzają się słowa: „i tak upłynął wieczór i poranek - dzień pierwszy”; „i tak upłynął wieczór i poranek - dzień drugi”, itd. O ile w pierwszym Pan Bóg stwarza mocą swego słowa, w drugim opisie jest ukazany jako artysta – rzeźbiarz, który człowieka lepi z prochu ziemi. Ziemia po hebrajsku to „adama”, dlatego „Adam” oznacza tyle, co „wzięty z ziemi”. Hebrajskie słowo „adam” nie jest imieniem własnym ani nie oznacza „mężczyzny”, ale „człowieka, ludzi”. Adam został nazwany mężczyzną dopiero w momencie, kiedy Pan Bóg przyprowadził mu kobietę. Wtedy: „mężczyzna powiedział: ‘Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta’” (Rdz 2:23 BT). Trzeba dodać, że słowo „mężczyzna” na początku zdania odpowiada hebrajskiemu słowu „adam”. Podobnie jest w poprzednim wersecie. Dopiero to samo słowo użyte po raz drugi w cytowanym powyżej wersecie odpowiada hebrajskiemu słowu „isz”, które oznacza „mężczyzna”. Zatem możemy wyciągnąć wniosek, że jak kobieta została stworzona z żebra Adama - czyli stała się przez mężczyznę, tak i mężczyzna stał się mężczyzną dzięki kobiecie.
Uważny czytelnik polskiej Biblii Tysiąclecia może wprawdzie zauważyć, że słowo „mężczyzna” występuje już w rozdziale pierwszym: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rd 1:27 BT), ale znowu podobna historia, co w przypadku Rdz 2:22 i 2:23: słowo „mężczyzna” odpowiada hebrajskiemu słowu „adam”; drugie jest tłumaczeniem słowa „zachar”, które Biblia Tysiąclecia oddaje gdzie indziej słowem: „samiec” (np. Rdz 6:19; 7:2). [Na marginesie dodam, że osobiście wolę tłumaczenie bardziej dosłowne: „Stworzył więc Bóg człowieka (=Adama) na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: mężczyzną (zachar) i niewiastą (nekewa) stworzył ich” = Pan Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę. W angielskiej New American Bible: „God created man in his image; in the divine image he created him; male and female he created them”.]
Wróćmy do wersetu 2:22. Trudno jest go przetłumaczyć na język polski czy angielski. Podobna trudność występuje w innych językach. Polskie słowa „mężczyzna” i „kobieta”, jeśli chodzi i pisownię i brzmienie, zdają się sugerować, że rzeczywistości, które te słowa oznaczają, zdają się nie mieć ze sobą nic wspólnego. Jest tak samo w języku niemieckim: „Mann” i „Frau”, czy we włoskiem: „uomo” i „donna”. W języku angielskim jest trochę lepiej, bo „man” i „woman” zawierają pewne podobieństwo, ale pierwsze słowo jest częścią drugiego [co dla Kazimierza Wyszyńskiego będzie kolejnym, tym razem lingwistycznym dowodem na wyższość kobiet ;-) ]. W języku hebrajskim jest inaczej, bo pisownia i wymowa słów oznaczających mężczyznę i kobietę niosą w sobie duże podobieństwo.
Mężczyzna w tym języku to „isz”, zaś kobieta to „iszsza”. Brzmienie jest podobne, także pisownia. Każde z tych słów składa się z trzech liter. Słowo „isz” jest zapisane przy pomocy trzech liter hebrajskich: alef-jod-szin (איש - czyt.: isz), natomiast „iszsza” trzema literami: alef-szin-he (אשה - czyt.: iszsza).
Można zauważyć, że w tych słowach są dwie litery wspólne: alef i szin; natomiast trzecia litera jest inna w każdym z tych słów. Wskazuje to na dynamikę mającą miejsce między kobietą a mężczyzną: z jednej strony podobieństwo, a z drugiej pewna różnica. Mieszanka podobieństw i różnic wskazuje na komplementarność (uzupełnianie się) i wzajemne przyciąganie.
Jo Croissant w książce: „Kobieta. Kapłaństwo serca” na stronach 19-20 pisze: „Napisane jest, że Ewa uformowana została z żebra Adama, żebro to jest więc jej bokiem, jej połową, co oznacza, że zawsze będą wobec sobie dłużnikami, jedno wobec drugiego, że są powołani do życia jedno obok drugiego, ale również jedno dla drugiego.
Dosłowne tłumaczenie [wyrażenia עזר כנגדו (czyt.: ezer kenegdo) z Rdz 2:20] brzmi: ‘une aide contre lui’, co może oznaczać dwie rzeczy: ‘pomoc tuż przy nim’, we wspólnocie, która uczyni ich zjednoczenie płodnym, albo ‘pomoc jemu przeciwną’, która posunąć się może w tym wypadku do zniszczenia go”.
Literami alef i szin można zapisać słowo, które brzmi „esz” oznaczające „ogień”; przy pomocy tych liter, które się nie powtarzają, czyli jod i he, Hebrajczycy zapisywali skrót imienia Boga. W każdym związku mężczyzny z kobietą powinien być obecny Pan Bóg, wtedy ich miłość prawdziwie pochodzi od Niego, a ich związek jest błogosławieństwem dla nich samych i innych ludzi; jeśli nie ma w ich związku Boga, to tym, co ich łączy jest tylko ogień namiętności, który spala i niszczy ich samych i wszystkich dookoła.
Jo Croissant we wspomnianej książce pisze na stronach 21-23: „Jeśli więc mężczyzna i kobieta tracą swą tożsamość, jeśli zapominają naraz o pokorze i modlitwie, to pozostaje już tylko „esz”, ogień zniszczenia. Jeśli wykluczają Boga spomiędzy siebie, mogą się wzajemnie tylko zniszczyć. Każdy bowiem związek powinien opierać się na trójcy, jeśli nie ma być miejscem gry w dominację jednego nad drugim. Obecnie relacja między mężczyzną i kobietą przechodzi głęboki kryzys. Związek jest niemożliwy jeśli Bóg nie jest fundamentem. W przeciwnym razie pozostaje jedynie ogień namiętności i pasje, które ich niszczą.” (…)
„W zacytowanym przeze mnie opowiadaniu [wziętym z Księgi Rodzaju] jest napisane, że uczynił ich samcem i samicą, ‘zachar u-nekewa’. Mężczyzna, „zachar”, znaczy ‘przypominać sobie’ [w jęz. hebrajskim ‘zachar’ oznacza zarówno ‘mężczyznę’ jak i ‘pamiętać’], zaktualizować coś, co się wspomina, w pamięci genetycznej i w liturgii zarazem. Inaczej mówiąc, mężczyzna, samiec, celebruje dzieło stwórcze Boga, pełniąc funkcję prokreacyjną oraz wykonuje czynności kultowe.
Jego ciało i umysł są ukształtowane do walki i dla celu podboju ziemi, tak, by zgodnie ze swym pierwotnym powołaniem, mógł być jej panem i królem.
Pierwotne funkcja mężczyzny związana jest z rolą kapłana, uobecnia on to, co przychodzi z zaświatów, od Boga. On ponosi odpowiedzialność za obecność Boga w swym domu, spełnia czynności kultu rodzinnego, a jednocześnie gwarantuje dobre położenie materialne i kontakty ze światem zewnętrznym. (…)
Kobieta, ‘nekewa’, oznacza wgłębienie, zbiornik, tworzenie wewnętrznej przestrzeni. Jej ciało to jedna giętkość, jedna czułość. Zostało stworzone, by przyjmować, pocieszać, dawać życie.
Stanie się czarą Bożej miłości, Bożego słowa, powołana na wzór Dziewicy Maryi, raczej do „rozważania go w swoim sercu niż do głoszenia go. Jest z natury bardziej duchowa i religijna, stąd też zwolniona jest z przestrzegania sześciuset trzynastu przykazań. Ona jest duszą domu; troszcząc się o każdego, jest odpowiedzialna za stosunki panujące w rodzinie. Odpowiada za to, co przyjęła. Mężczyzna i kobieta zostali stworzeni ku porozumieniu, ku wspólnocie w miłości na wzór Trójcy na wzór Trójcy Świętej. Głęboka różnica występująca między nimi rodzi głębokie przyciąganie w perspektywie harmonijnego dopełniania się.
Cechą jednego jest siła i działanie, cechą drugiego obecność, byt; potencja mężczyzny może się zrealizować tylko w kobiecie, przede wszystkim ze względu na budowę, ale i we wszystkich innych dziedzinach.
Kobieta została wzięta z mężczyzny, ale mężczyzna rodzi się z kobiety.”
Komentarzy: 19
Wednesday,17 August 2011,02:21
Kategoria: Teologia Wednesday, 17 August 2011, 02:21
Dla pastora Pawła Bartosika słowo Boże ma najwyższą wartość; jest ostatecznym autorytetem. Według niego, wszelkie tradycje są o tyle prawdziwe, dobre i słuszne, o ile są zgodne z Pismem św. Co to znaczy, możemy dowiedzieć się z jego ostatniego wpisu na Frondzie, "Wniebowzięcie NMP oczami protestanta":
Oznacza to, że muszą zostać przefiltrowane przez treść Biblii i zaakceptowane jeśli są z nią zgodne lub odrzucone jeśli są z nią sprzeczne lub wykraczają poza jej nauczanie.
Przyjrzyjmy się zatem, jak pastor "filtruje" (nie mylić z "flirtuje"!). Zróbmy to na bardzo konkretnym przykładzie. 1 marca tego roku pastor umieścił na Frondzie tekst pt.: „Boże ikony zamiast ludzkich (coś o kulcie obrazów)”.
Jest to ten sam tekst, który umieścił na swoim blogu. Na wstępie przytacza biblijny tekst:
Księga Wyjścia 20,4-6 (BT) (4) Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! (5) Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. (6) Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.
Zaraz w następnym zdaniu, komentując przytoczone wersety biblijne, stwierdza:
Bóg zakazał nam uwielbienia Go poprzez używanie różnych obrazów, ikon czy to wyrzeźbionych czy namalowanych.
W komentarzu pod jego tekstem zadałem mu pytania:
- W takim razie, jak rozumiesz te słowa Pana: "Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: «Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu»." (Lb 21, 8)?
- Co sądzisz o cherubach, które Pan Bóg przez Mojżesza nakazał sporządzić i umieścić nad Arką Przymierza (Wj 25, 17-20)?
Pastor Paweł Bartosik odpowiada:
Nie napisałem, że SAMO W SOBIE sporządzanie obrazów jest grzechem. Kluczowe w przykazaniu jest to W JAKI sposób ich używamy. I to akurat jest oczywiste. Żadnych obrazów i posągów używanych W CELACH liturgicznych (kultowych). Nie w taki sposób Bóg chce abyśmy przychodzili do Niego.
Moja odpowiedź: Nie rozumiem hermeneutyki, którą stosujesz :-( Nie rozumiem, dlaczego jeden werset traktujesz w sposób przenośny, a zaraz następny w tej samej wypowiedzi traktujesz w sposób jak najbardziej dosłowny. Przecież Ten, który w Wj 20, 5 mówi: "Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył (...)", jest Tym samym, który także mówi w poprzedzającym wersecie: "Nie będziesz czynił ŻADNEJ rzeźby ani ŻADNEGO obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią!" Mógłbyś mi wyjaśnić jakie to zasady biblijnej hermeneutyki stosujesz wyciągając wnioski jak w powyższym komentarzu?
Poza tym, skoro (Twoim zdaniem) sporządzanie obrazów nie jest samo w sobie grzechem, a jedynie klękanie (używanie ich w liturgii), to w takim razie:
- Co myślisz o nakazie Pana: «Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu». (Lb 21, 8)?
- Jak oceniasz postępowanie Jozuego padającego na twarz przed Arką Przymierza w Joz 7, 6?
- Jak oceniasz postępowanie Dawida, który tańczył przed Arką i nawet składał ofiary w jej bliskości w czasie jej przenosin do świątyni (2 Sm 6)? Co w końcu chce powiedzieć Pan Bóg przez natchnionego autora, który na końcu tego rozdziału stwierdza, że Mikal, która wzgardziła Dawidem za jego zachowanie, pozostała bezdzietna aż do śmierci?
Niestety, jak do tej pory, pastor nie zechciał wyjaśnić mi tajników jego hermeneutyki biblijnej. Nie zechciał też odpowiedzieć na moje ostatnie pytania, pomimo iż ja podzieliłem się z nim moim sposobem godzenia tych pozornych sprzeczności. Napisałem wtedy:
Gdyby robienie obrazów, rzeźb było samo w sobie grzechem, to Pan Bóg każąc sporządzić cheruby czy miedzianego węża postępowałby wbrew sobie, bo z jednej strony zabraniałby czegoś, a z drugiej nakazywał tą rzecz. Jak więc pogodzić tą pozorną sprzeczność? Odczytaniem tego, co zacytowałeś w kontekście. Wiersze 4-6 trzeba odczytać razem z w. 3.
Wj 20, 3-6:
"3 Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!
4 Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią!
5 Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą.
6 Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań." (Wj 20, 3-6)
Sporządzenie węża miedzianego nie było grzechem, bo nie było sporządzaniem podobizny obcego bóstwa. Sporządzenie Arki Przymierza i cherubów na niej nie było złamaniem Bożego przykazania z tego samego powodu. Nie było to rzeźbienie obcego boga. Nawet składanie ofiar w obecności Arki ani padanie na twarz przed Arką nie było złamaniem Bożego przykazania, ponieważ Arka była swego rodzaju sakramentem Bożej obecności wśród Izraela.
Komentarzy: 37
Tuesday,19 July 2011,17:22
Kategoria: Teologia Tuesday, 19 July 2011, 17:22
No, właśnie: dlaczego w przypowieściach Pan Jezus mówił do słuchaczy? Na mój sposób rozumienia, czym jest przypowieść, w decydujący sposób wpłynął dr Scott Hahn. Ten wpis jest tylko podzieleniem się jego poglądem na tę sprawę, który teraz jest także i moim.
Najbliższa niedziela będzie trzecią już z kolei, w której poczas Mszy św. Kościół daje nam do wysłuchania i rozważania fragment z 13-go rozdziału Ewangelii według św. Mateusza zawierającego przypowieści Pana Jezusa. Dlaczego Pan nagle zmienił sposób przepowiadania? Czytając Ewangelię Mateuszową możemy łatwo zauważyć, że aż do 13-go rozdziału Ewangelii według św. Mateusza mamy prawie wyłącznie nauczanie Pana podane w prostej formie, tzn. bez użycia przypowieści. Co więc stało się, że Pan zmienił sposób nauczania, podając je wyłącznie w formie przypowieści?
Wielu chrześcijan mówi o przypowieściach, że są wspaniałym sposobem nauczania, że łatwiej je zapamiętać, dłużej pozostają w pamięci, i o to chodziło Panu Jezusowi. Tak, jest w tym dużo prawdy, ale jak się wydaje, nie jest to pełnym wyjaśnieniem, a może nawet jest to wyjśnienie błędne, przynajmniej jak się wydaje, jeśli chodzi o Ewanglię Mateuszową. Ta radykalna zmiana powoduje uzasadnione pytanie uczniów: „Dlaczego (teraz) w przypowieściach mówisz do nich?”
Zadziwiająca jest odpowiedź Pana. Wskazuje ona jako powód ...zatwardziałość serc słuchaczy:
"On im odpowiedział: «Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją.Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił" (Mt 13:11-15).
Przyczynę tak surowej oceny Pana tego znajdziemy w poprzedzających rozdziałach 11. i 12. Jest tam sąd Pana o Jego współczesnych (11:16-19); są tam Jego słowa skierowane przeciw nie pokutującym miastom (11:20-24); jest tam napisane o faryzeuszach, którzy zarzucają Panu, że wyrzuca złe duchy mocą ich przywódcy (12:22-30); w końcu jest nauka o grzechu przeciwko Duchowi Świętemu (12:31-37). Wszystkie te fakty, świadczące o zatwardziałości serc ludu, a przede wszystkim samych przywódców duchowych, wpłynęły na to, że i Pan zmienił sposób nauczania.
Takie rozumienie przypowieści potwierdza Stary Testament. Dwa razy znajdujemy tam przypowieści i w każdym z tym przypadków mamy do czynienia z moralnym zepsuciem przywódców. Chronologicznie pierwszym przypadkiem jest ten opisany w rozdziale 9. Księgi Sędziów. Po śmierci Gedona-Jerubbala panującego w Izraelu jako sędzia, jeden z jego siedemdziesięciu synów - Abimelek - zabija wszystkich swoich braci z wyjątkiem Jotama, a starsi Sychem namaszczają go na króla. Kiedy doniesiono o tym Jotamowi, on wygłasza do nich ...przypowieść o drzewach, którą możemy przeczytać w Sdz 9:7-15:
«Posłuchajcie mnie, możni Sychem, a Bóg usłyszy was także. Zebrały się drzewa, aby namaścić króla nad sobą. Rzekły do oliwki: "Króluj nad nami!" Odpowiedziała im oliwka: "Czyż mam się wyrzec mojej oliwy, która służy czci bogów i ludzi, aby pójść i kołysać się ponad drzewami?" Z kolei zwróciły się drzewa do drzewa figowego: "Chodź ty i króluj nad nami!" Odpowiedziało im drzewo figowe: "Czyż mam się wyrzec mojej słodyczy i wybornego mego owocu, aby pójść i kołysać się ponad drzewami?" Następnie rzekły drzewa do krzewu winnego: "Chodź ty i króluj nad nami!" Krzew winny im odpowiedział: "Czyż mam się wyrzec mojego soku, rozweselającego bogów i ludzi, aby pójść i kołysać się ponad drzewami?" Wówczas rzekły wszystkie drzewa do krzewu cierniowego: "Chodź ty i króluj nad nami!" Odpowiedział krzew cierniowy drzewom: "Jeśli naprawdę chcecie mnie namaścić na króla, chodźcie i odpoczywajcie w moim cieniu! A jeśli nie, niech ogień wyjdzie z krzewu cierniowego i spali cedry libańskie". (Sdz 9:7-15)
Innym miejscem w Starym Testamencie, gdzie możemy znaleźć przypowieść, jest Druga Księga Samuela. W rozdziale 11. tej Księgi jest napisane o grzechu Dawida. Najpierw dopuścił się grzechu cudzołóstwa z Batszebą, a następnie dodał do tego zamordowanie jej męża. I wtedy prorok Natan upomina go dając mu pouczenie w formie ...przypowieści:
"Pan posłał do Dawida proroka Natana. Ten przybył do niego i powiedział: «W pewnym mieście było dwóch ludzi, jeden był bogaczem, a drugi biedakiem. Bogacz miał owce i wielką liczbę bydła, biedak nie miał nic, prócz jednej małej owieczki, którą nabył. On ją karmił i wyrosła przy nim wraz z jego dziećmi, jadła jego chleb i piła z jego kubka, spała u jego boku i była dla niego jak córka. Raz przyszedł gość do bogacza, lecz jemu żal było brać coś z owiec i własnego bydła, czym mógłby posłużyć podróżnemu, który do niego zawitał. Więc zabrał owieczkę owemu biednemu mężowi i tę przygotował człowiekowi, co przybył do niego»." (2 Sm 12:1-4)
Dawid przyjął upomnienie proroka i odpokutował swój grzech, dając przykład właściwej reakcji na przypowieść.
Na podstawie tego, co powiedzeliśmy powyżej, myślę, że można wyciągnąć wniosek: Przypowieść to nie tyle ulubiony przez Pana sposób nauczania, ile raczej bardziej naglące wezwanie do nawrócenia.
Komentarzy: 6
Saturday,16 July 2011,03:14
Kategoria: Teologia Saturday, 16 July 2011, 03:14
Tematem tego wpisu są biblijne podstawy dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Moim zamiarem jest udowodnienie, że dogmat ten ma podstawy w Piśmie św., a więc nie jest owocem tradycji pozabiblijnej tylko.
Uwaga wstępna: Ponieważ tłumaczenie najbardziej powszechne - Biblii Tysiąclecia, nie zawsze wystarczy do odkrycia, co Bóg mówi w Objawieniu o Niepokalanej - trzeba w niejednym przypadku sięgnąć do tekstu w jego oryginalnym zapisie językowym, a więc dla analiz ze Starego Testamentu do tekstu hebrajskiego, aramejskiego czy greckiego, a dla analiz z Nowego Testamentu do tekstu greckiego.
Cytując Pismo św. będę zasadniczo używał Biblię Tysiąclecia. Przytaczając cytaty z innych wydań Biblii, wyraźnie to zaznaczam.
„Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę…”
Pierwszym tekstem biblijnym cytowanym przez Ojca św. Piusa IX w bulli dogmatycznej „Ineffabilis Deus” jest zdanie wzięte z Księgi Rodzaju 3:15. Pan Bóg mówi do węża: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.” Wydaje się, że lepszym jest tłumaczenie: „wprowadzę” wskazujące na czas przyszły. Tak tłumaczy LXX (Septuaginta), czyli greckie tłumaczenie Starego Testamentu dokonane przez Żydów żyjących w Aleksandrii około 250 lat przed Chrystusem, tak oddaje to Wulgata i wiele współczesnych tłumaczeń, m.in. Biblia Warszawska i Biblia Gdańska. Dlaczego? Ponieważ Ewa ufając bardziej słowom węża: „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3:4-5), niż słowom Pana Boga: „Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania, ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz” (Rdz 2:16-17), pokazała, że żyje raczej w przyjaźni z wężem niż z Bogiem. Dlatego też słowa mówiące o nieprzyjaźni pomiędzy kobietą, a szatanem są proroctwem odnoszącym się do innej niewiasty, która dopiero przyjdzie. W odróżnieniu od Ewy, Niewiasta zapowiedziana w Rdz 3:15 będzie żyła w przyjaźni z Bogiem i w nieprzyjaźni z wężem.
Kto zetrze głowę węża: kobieta czy jej potomstwo? Słowo ‘potomstwo’ w Biblii Tysiąclecia jest tłumaczeniem hebrajskiego słowa זרע (czyt.: zera’). זרע może oznaczać ‘nasienie, potomek, potomstwo’. Słowo to, chociaż występuje w liczbie pojedynczej może odnosić się do pojedynczej jednostki, jak i zbiorowości, podobnie jak angielskie słowa: „sheep” czy „fish”. Konsekwentnie, זרע w Rdz 3:15 może odnosić się do jednostkowej postaci (‘potomek’), jak też i zbiorowości (‘potomstwo, potomkowie’). Podobne właściwości ma grecki odpowiednik σπέρμα (czyt.: sperma): może mieć znaczenie jednostkowe lub zbiorowe (por. Ga 3:16.19; 2 Kor 11:22). O ile jednak tekst hebrajski Rdz 3:15 może odnosić się zarówno do jednego potomka, jak i wielu potomków niewiasty, to grecki tekst LXX wskazuje na jednostkowego potomka płci męskiej. Bowiem αὐτός (czyt. autos) jest zaimkiem rodzaju męskiego, choć odnosi się do σπέρματος (czyt.: spermatos, jest to dopełniacz od σπέρμα) będącego rzeczownikiem rodzaju nijakiego! : „Kładę nieprzyjaźń pomiędzy ciebie a nią, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo (σπέρματος) jej; on (αὐτός) zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.”
Św. Hieronim, który znał zarówno hebrajski, jak i grecki, dokonując tłumaczenia na łacinę, przetłumaczył: „ipsa conteret caput tuum” – „ona zetrze głowę twoją”. To tłumaczenie weszło do Liturgii. Było używane przez wieki. Owocem tego tłumaczenia są liczne obrazy i posągi przedstawiające Maryję miażdżącą głowę węża. Jednak promulgowane przez Ojca św. Jana Pawła typiczne wydanie Biblii łacińskiej, „Nova Vulgata”, ma w tym miejscu „ipsum” (ono), czyli jest dokładnie tak, jak w Biblii Tysiąclecia, co oznacza, że nie kobieta, ale jej ‘potomstwo’ miażdży głowę węża.
Dlaczego więc św. Hieronim tłumacząc Rdz 3:15 wskazał na kobietę, jako tę, która miażdży głowę węża? Chociaż literalne odczytanie tekstu hebrajskiego ani tym bardziej greckiego tekstu LXX nie pozwalają na takie tłumaczenie, to jednak św. Hieronim miał wystarczające przesłanki, aby wskazać na kobietę, ale o nich traktuje dalsza część tekstu. Na razie ograniczmy się tylko do stwierdzenia, które jest pewne, a mianowicie: zarówno kobieta, na którą wskazuje proroctwo z Rdz 3:15, jak i jej potomstwo, stoją w wrogiej opozycji do szatana i jego potomstwa.
Zwiastowanie Anielskie
Innym ważnym tekstem biblijnym, do którego nawiązuje „Ineffabilis Deus” są słowa wypowiedziane do Maryi w czasie Zwiastowania. Aby zrozumieć w pełni wymowę tych bogatych w treści wyrażeń, trzeba nam dłużej zatrzymać się nad każdym z nich, przy czym kluczem do ich zrozumienia będzie Stary Testament. Przy tym wszystkim zdajemy sobie sprawę, że nie wyczerpiemy głębi tego tekstu.
Biblia Tysiąclecia: „Anioł wszedł do Niej i rzekł: ‘Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami’” (Łk 1:28). W większości greckich Biblii brakuje w Łk 1:28 słów: ‘błogosławiona jesteś między niewiastami’ (εὐλογημένη σὺ ἐν γυναιξίν). Jednak to samo wyrażenie odniesione do Maryi jest powtórzone w Łk 1:42 przez Elżbietę. Wszystkie kodeksy zgodnie podają te słowa: „Wydała ona okrzyk i powiedziała: ‘Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona’”. W wierszu poprzedzającym czytamy o Duchu Świętym, który wypełnił Elżbietę. Św. Łukasz chciał podkreślić, że słowa te zostały przez nią wypowiedziane pod wpływem Ducha Świętego.
Żeby zobaczyć wymowę tego tekstu, trzeba porównać tę scenę z innymi, gdzie anioł przychodzi do człowieka. W Biblii mamy wiele takich anielskich wizyt składanych ludziom. W Starym Testamencie jest jakaś dwuznaczność - nie zawsze można z całą pewnością powiedzieć, czy to anioł, czy też sam Pan Bóg objawia się człowiekowi. Dla przykładu: Rdz 16:7-13; 19:1-25; 22:1-18; Wj 3:1-6; Sdz 13; itd.
Co mam na myśli, pokażę na przykładzie Księgi Sędziów 13. Kiedy anioł przyszedł do Anny i jej męża, Manoacha, oni nie wiedzą, czy to był anioł czy też sam Pan Bóg: „Odtąd nie ukazał się już więcej Anioł Pana Manoachowi i jego żonie. Wówczas poznał Manoach, że to był Anioł Pana. Potem rzekł Manoach do żony: ‘Z całą pewnością pomrzemy, bowiem ujrzeliśmy Boga’” (Sdz 13:21-22). Anna i jej mąż, Manoach, ujrzeli anioła, ale myśleli, że zobaczyli samego Boga, dlatego obawiali się, że umrą zgodnie z przekonaniem powszechnie obecnym w Starym Testamencie, że ci, którzy zobaczą Boga nie mogą pozostać przy życiu.
Podobnie jest w Nowym Testamencie. Przykład z Nowego Testamentu potwierdza to. W Apokalipsie czytamy, że Pan Bóg posłał swego anioła, aby oznajmić, co „ma stać się niebawem” (por. Ap 1:1; 22:6). Jan, umiłowany uczeń Pana, który w czasie Ostatniej Wieczerzy spoczywał na Jego piersi, co oznacza jego szczególną bliskość i zażyłość z Nim, pada przed Nim na twarz (Ap 1:17). Ale to samo czyni, i to aż dwukrotnie, oddając pokłon aniołowi, który został do niego posłany (19:10; 22:9). Myślę, że można wyciągnąć z tego wniosek, że bez specjalnej łaski Bożej nie jesteśmy w stanie odróżnić anioła od Pana Boga, czy anioła od Pana Jezusa. Anioły przewyższają nas pod względem natury i dlatego wielu ludzi w Starym Testamencie, którzy widzieli anioła, brali go za Boga. Jak widać, nawet umiłowany uczeń Pana, który z wszystkich Apostołów był z Nim w najbliższej relacji, nawet on miał z tym trudności i oddał pokłon aniołowi. Dlaczego? Bo natura anielska przewyższa naturę ludzką, i dlatego, gdyby objawił się nam anioł, naturalną reakcją byłaby jakaś święta bojaźń, a nawet padnięcie na twarz w akcie adoracji.
Jeśli czasem w Biblii mamy opisane inne zachowanie (np. w Księdze Tobiasza 5:4n, czy Dz 12:7n), to mamy tam też zaznaczone, że osoba, której objawił się anioł, nie wiedziała, że to był anioł.
Zawsze, kiedy Pismo św. opisuje zjawienie się anioła jakiemuś człowiekowi, nie mamy wątpliwości, kto jest wyższy. W Łk 1:28 ta perspektywa jest odwrócona. Pewnie najlepszym porównaniem jest zestawienie zwiastowania Maryi z podobnym zwiastowaniem anielskim danym Zachariaszowi, o którym czytamy w tym samym rozdziale. Ten sam anioł, ale jakże różne reakcje osób, którym się objawia. Chociaż wydawać by się mogło, że kapłan uprawniony do składania ofiary w świątyni, jest osobą o wiele bardziej godną niż kilkunastoletnia dziewczyna, aby stanąć przed obliczem anioła, to jednak tekst ewangeliczny mówi nam coś zupełnie innego. Zachariasz na widok anioła „przeraził się” (Łk 1:12). Nie czytamy o takiej reakcji u Maryi. Pierwsze słowa, jakie kieruje Gabriel do Zachariasza brzmią: „Nie bój się”, podobnie jak w wielu innych miejscach, gdzie jest opisane zjawienie się anioła; nie słyszymy takich słów wypowiedzianych do Dziewicy. Jeśli Maryja „zmieszała się”, to jedynie po słowach, które anioł skierował do Niej. Dlaczego? Bo mówiły one o Jej wielkości, o czym powiemy poniżej. Dlatego „zmieszanie się” świadczy zatem nie o strachu przed aniołem, ale o pokorze Niepokalanej.
„Bądź pozdrowiona!”
Anioł pozdrawia Maryję słowami, które w oryginale brzmią: Χαῖρε, κεχαριτωμένη· (Łk 1:28).
χαῖρε - (czyt.: chaire) – w ang. ‘hail’. W czterech miejscach w NT mamy to pozdrowienie skierowane do Jezusa, tylko raz, właśnie u Łk 1:28 jest ono skierowane do Matki Pana. Kiedy to pozdrowienie jest skierowane do Jezusa, Biblia Tysiąclecia tłumaczy je jako ‘Witaj’ (Mt 26:49; 27:29; Mk 15:18; J 19:3. Biblia Gdańska tłumaczy to pozdrowienie ‘Bądź pozdrowiony’). Żeby poznać dokładną wymowę pozdrowienia χαῖρε trzeba zobaczyć je na tle innych miejsc w Piśmie św., gdzie jest użyte to pozdrowienie, ale to materiał do osobnego wpisu.
„Pełna łaski”
κεχαριτωμένη – (czyt.: kecharitomene) „pełna łaski”. To określenie staje się jakby nowym imieniem Maryi nadanym Jej przez anioła. Dla Żydów imię znaczyło bardzo wiele. Imię to powołanie człowieka, jego istota. Dosłownie: ‘Ta, która została obdarzona łaską’. Forma gramatyczna tego słowa (imiesłów bierny czasu przeszłego perfekt) wskazuje na czynność (obdarzenie łaską) dokonaną w przeszłości, której skutki rozciągają się na teraźniejszość. W grece jest też inna forma czasu przeszłego aoryst, która mówi o czynności zakończonej w czasie przeszłym, bez odniesienia do teraźniejszości. Czynność w czasie perfect to również czynność dokonana w czasie przeszłym, z tą różnicą, że jej skutki trwają w czasie teraźniejszym.
O żadnym innym człowieku Pismo św. nie wypowiada się w tak wniosły sposób. Maryja jest napełniona łaską jeszcze zanim dokonało się odkupienie. W którym momencie została napełniona łaską? Wydaje się, że od początku swego istnienia, czyli od poczęcia. Dlaczego? Bo jest czymś stosownym, aby Ta, która została wybrana na to, aby stać się Matką Pana, była całkowicie wolna od jakiejkolwiek skazy grzechy. Zatem, Niepokalane Poczęcie NMP nie jest łaską daną Maryi ze względu na Nią, ale daną Jej ze względu na Chrystusa. Dlatego ci, którzy sprzeciwiają się dogmatowi Niepokalanego Poczęcia NMP w istocie mówią: „Chrystus nie jest aż tak święty, żeby potrzebował niepokalanej Matki”. Dlatego, na podstawie tego, co było powiedziane do tej pory, wydaje się, że określenie kecharitomene wskazuje na to, że Maryja została w cudowny sposób zachowana od grzechu pierworodnego.
Czy to znaczy, że nie potrzebowała Ona zbawiciela? Nie, takiego wniosku wyciągnąć nie możemy. Maryja, jak każdy człowiek, potrzebowała Zbawiciela, ale jak pokazuje to określenie, zachowanie Jej od grzechu pierworodnego wskazuje na to, że została zbawiona w sposób wznioślejszy, bo uprzedzający. Sama zaś wyśpiewa to w Magnificat: „Raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim” (Łk 1:47). Jak zobaczymy poniżej, potwierdzają to także następne słowa anioła: „Błogosławiona jesteś między niewiastami.”
„Pan z Tobą”
ὁ κύριος μετὰ σοῦ - „Pan z Tobą”. Zanim Bóg w Jezusie stał się Emanuelem – „Bogiem z nami” – stał się „Bogiem z Maryją”, lub inaczej: Pan Bóg stał się „Bogiem z nami” stając się Człowiekiem w łonie Maryi.
„Błogosławiona jesteś między niewiastami”
εὐλογημένη σὺ ἐν γυναιξίν – „błogosławionaś Ty między niewiastami”. Żeby zrozumieć wymowę tego wyrażenia, musimy zobaczyć kontekst, w jakim jest użyte w Starym Testamencie.
Pierwszą kobietą nazwaną „błogosławioną wśród niewiast” jest Judyta. Oto kontekst tej wypowiedzi: Nabuchodonozor, król asyryjski, wysyła przeciwko ludom, które nie odpowiedziały na jego wezwanie, swoje wojsko na czele Holofernesa. Jedne z tych narodów zdobywa, inne poddają się Serię jego wspaniałych zwycięstw i podbojów przerywa opór Judejczyków. Holofernes postanawia odczekać, aż w twierdzach izraelskich zabraknie wody. Sytuacja w górskiej twierdzy broniącej dostępu do Jerozolimy staje się krytyczna po 34 dniach. Woda jest na wyczerpaniu. W tej sytuacji zgłasza się Judyta, która podnosi swoją mową lud i wychodzi do obozu wrogich wojsk. Zostaje przyjęta przez Holofernesa i mówi mu o sposobie zdobycia twierdzy. Po trzech dniach pobytu w obozie, po obficie zakrapianej uczcie, dowódca wojsk zasypia, a Judyta odcina mu głową i pod osłoną nocy wychodzi z obozu. Kiedy przychodzi do twierdzy w Betulii, jeden z naczelników miasta wypowiada słowa na jej powitanie: „Błogosławiona jesteś, córko, przez Boga Najwyższego, spomiędzy wszystkich niewiast na ziemi, i niech będzie błogosławiony Pan Bóg” (εὐλογητὴ σύ (…) παρὰ πάσας τὰς γυναῖκας, Jdt 13:18). Słowa Elżbiety z Łk 1:42: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona” brzmią niczym echo jego słów. W tych obu wersetach - Jdt 13:18 i Łk 1:42 - błogosławiona jest niewiasta i Bóg: Judyta i Bóg / Maryja i Jezus[1].
Ponieważ jednak nie wszyscy chrześcijanie uznają Księgę Judyty za natchnioną, dlatego przykład Judyty może nie mieć dla nich znaczenia. Ale jest jeszcze jedno miejsce w Piśmie św., gdzie to wyrażenie jest użyte. I również w stosunku do kobiety, która pokonała przywódcę wrogich wojsk zagrażającemu Izraelowi zadając mu śmierć w ...głowę.
W Księdze Sędziów, w rozdziale 4 czytamy o tym, że Pan wydał Izraela w ręce Jabina, króla Kanaanu. W tym czasie Debora była prorokinią w Izraelu. Posłała ona po Baraka i przekazała mu słowa od Pana, że On wydaje w jego ręce, Siserę, wodza wojsk Jabina. Udaje się jej skłonić go do wyruszenia na bitwę, ale zwycięstwo przychodzi przez ręce kobiety. Wojska Sisery przegrywają i on sam ratuje się ucieczką. Zmęczony trafia do namiotu Chebera Kenity. Jego żona, Jael wita go, podaje mleko do picia i ukrywa w namiocie. Kiedy Sisera zasypia, Jael bierze palik od namiotu i przebiła jego skroń, i przybiła do ziemi, tak że zginął na miejscu z rąk Jael. Kiedy Debora i Barak przychodzą do namiotu, i dowiadują się, co się stało śpiewają (prorokini i król!) hymn i w Sdz 5:24: „Niech Jael będzie błogosławiona wśród niewiast, żona Chebera Kenity, wśród niewiast żyjących w namiotach niech będzie błogosławiona.” Wyrażenie "błogosławionaś Ty między niewiastami" (εὐλογημένη σὺ ἐν γυναιξίν) w Łk 1:28.42 nawiązuje do Sdz 5:24 gdzie w tłumaczeniu LXX mamy to samo określenie: "błogosławiona wśród niewiast" (εὐλογηθείη ἐν γυναιξὶν)[2].
Podsumowanie
Nadszedł moment konkluzji. „Błogosławionaś Ty między niewiastami”. Dwa razy mamy to wyrażenie w ST. Za każdym razem odnosi się do kobiety, która przyniosła wybawienie dla Izraela zabijając przywódcę wrogich sił zagrażających narodowi wybranemu. Sposób pokonania wrogiej postaci jest podobny: przez przebicie głowy albo jej odcięcie. Te kobiety są czymś w rodzaju ogniw łańcucha łączącego Rdz 3:15 z Łk 1:28.42. Sposób, w jaki zapanowały nad wrogiem, stanowi element wspólny z Rdz 3:15; nazwanie ich „błogosławionymi wśród niewiast” łączy je z kolei z Tą, która tak została nazwana w Łk 1. „Błogosławiona wśród niewiast” to znaczy Ta, który pokonała wroga miażdżąc mu głowę. Przy czym nie chodzi o wroga doczesnego, ale o wroga zbawienia - szatana. A jeśli ktoś powie, że to Chrystus jest Tym, który ściera głowę szatana (por. Rz 16:20), to odpowiadam: Tak, wszystko pochodzi od Pana Boga. Nie widzę żadnych problemów, aby zgodzić się na takie postawienie sprawy: Chrystus starł głowę szatana pod stopami swojej Matki, a Ona jest Tą, która żyje w nieprzyjaźni z nim, stojąc w centrum walki z szatanem (Ap 12). Ona jest Tą, która żyje w nieprzyjaźni z wężem; Ona jest Matką tych, którzy zachowują przykazania Boga, a przez to również żyją w nieprzyjaźni z szatanem.
Jeśli „przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem” (Jk 4:4), to tym bardziej przyjaźń z szatanem jest nieprzyjaźnią z Bogiem. Konsekwentnie, „nieprzyjaźń z szatanem” z Rdz 3:15 oznacza przyjaźń z Bogiem, która jest możliwa tylko dzięki łasce Bożej.
W tym miejscu może pojawić się pytanie o czas, kiedy „Pan uświęcił swój Przybytek” (por. Ps 46:5), czyli mówiąc konkretnie: W którym momencie Maryja została uwolniona od grzechu pierworodnego? Zwrot anioła „Pełna łaski” (κεχαριτωμένη) sugeruje, że miało to miejsce w przeszłości. Kiedy? Pismo św. milczy na ten temat. Jednak wydaje się, że:
1. Skoro ten, który został wysłany przed Panem, aby przygotować mu drogę, został uświęcony jeszcze w łonie swej matki (Łk 1:15), wypadało, aby Matka Pana uświęcona została wcześniej, a wcześniej oznacza tu: przy poczęciu.
2. Skoro Pismo św. mówi o Ojcu Pana Jezusa: „Święty, święty, święty” (Iz 6:3; Ap 4:8), to było czymś stosownym, aby Jego Matka była tak święta, jak tylko to możliwe.
3. Ewa jest typem[3] Maryi. Ewa jest zapowiedzią, Maryja spełnieniem. Skoro Ewa w momencie stworzenia nie miała grzechu pierworodnego, to wypadało, aby Maryja była również bez grzechu pierworodnego, bo inaczej Ewa przewyższałaby Maryję pod tym względem.
Na zakończenie chcę podkreślić, że:
1. Niepokalane Poczęcie Maryi jest niezwykłym darem Boga dla Niej danym Jej ze względu na Jej Syna. Świętość Syna wymagała, aby Jego mieszkanie nie było dotknięte żadną zmazą grzechu.
2. Maryja jest arcydziełem Bożej łaski i potęgi. Podobnie jak patrząc na wielkie dzieło malarza podziwiamy talent jego autora, tak samo patrząc na Matkę Pana, podziwiamy Pana, który „możny jest i wielkie rzeczy uczynił dla Niej” (por. Łk 1:49nn). Podobnie jak ów malarz cieszy się, gdy podziwiamy jego dzieło, tak też jest radością Boga, kiedy patrzymy na Matkę Jego Syna, i podziwiamy Jego arcydzieło, jako Jego arcydzieło. Maryja zatem nie jest zagrożeniem dla prawdziwej czci należnej Panu Bogu, ale jest niczym soczewka, która ukazuje wielkość Pana Boga.
3. „No dobrze”, ktoś powie. „Skoro Pan Bóg zachował Matkę swojego Syna od grzechu pierworodnego, dlaczego nie zechciał objawić tego w sposób bardziej wyraźny w Piśmie św.?” Może dlatego, że On sam jest „Bogiem ukrytym” (Iz 45:15). Ktoś powiedział, że Bóg ukrył się dlatego, aby móc okazać miłosierdzie tym, którzy nie rozpoznali Jego ukrytej obecności. Pewnie powody, dla których Pan ukrył w Piśmie św. prawdę o wielkości Matki Jego Syna, a więc Jej Niepokalane Poczęcie (czy też Wniebowzięcie), są takie same: aby zachować dla siebie możliwość miłosiernego potraktowania tych, którzy nie rozpoznali, że „Ona jest cała piękna i nie ma w Niej skazy” (por. Pnp 4:7).
PS. Jest to tekst, którego pisanie zacząłem chyba dwa lata temu. Opracowanie go zajęło mi wiele długich godzin studium, przemyśleń i modlitwy. Przez długi czas leżał odłogiem; dwa tygodnie temu podjąłem pracę nad nim na nowo zdopingowany zachętą Włóczęgi i tekstami OwenFana, za co jestem winien im wdzięczność. Wdzięczny też jestem dr Wojciechowi Koskowi za życzliwe przejrzenie tego tekstu, rzeczowe i pomocne uwagi, które wpłynęły na jego „odchudzenie” i większą przejrzystość. Artykuł po dwóch latach został zakończony. Bogu niech będą dzięki! Zdaję sobie sprawę, że sam tekst nie jest łatwy, a użycie biblijnych wyrażeń w oryginalnych językach może okazać się dla niektórych zniechęcające, ale uważałem to za konieczne. Pisząc ten artykuł starałem się znaleźć kompromis pomiędzy z jednej strony możliwie najbardziej precyzyjnym wyjaśnieniem biblijnych przesłanek i jak najbardziej zwięzłą formą tego tekstu, z drugiej. Ocenę, na ile mi się to udało, i samego artykułu, jako takiego, pozostawiam Czytelnikom. Będę wdzięczny za wszelkie uwagi i komentarze, także za pytania, gdyby coś w tym wpisie okazało się niejasne, na które obiecuję odpowiedzieć w miarę możliwości.
______________________
[1] Warto zauważyć , że greckie słowo skierowane do Judyty: εὐλογητὴ - jest przymiotnikiem rodzaju żeńskiego liczby pojedynczej w mianowniku, chociaż związany z czasownikiem εὐλογέω , którego imiesłów jest użyty przez św. Łukasza w Łk 1:42 w odniesieniu do Maryi i do Jej Potomka. W wersecie Jdt 13:18 czasownik ów jest dalej: εὐλογημένος κύριος ὁ θεός - błogosławiony Pan Bóg.
Z kolei ten sam co w Łk 1:42 czasownik εὐλογέω w odniesieniu do Judyty występuje nieco dalej, w mowie Ammonity Achiora (Jdt 14:7): „Błogosławionaś (εὐλογημένη) ty we wszystkich namiotach Judy i między wszystkimi narodami, które, gdy usłyszą twoje imię, zatrwożą się.” Słowa te wypowiedział on po ocuceniu - zanim wszak mógł je przekazać, to (Jdt 14:6-7) „Gdy przyszedł i zobaczył głowę Holofernesa w ręku jednego męża ze zgromadzenia ludu, upadł na twarz i stracił przytomność. A gdy go podniesiono, upadł do nóg Judycie, oddał jej pokłon i zawołał: «Błogosławionaś ty we wszystkich namiotach Judy i między wszystkimi narodami, które, gdy usłyszą twoje imię, zatrwożą się...»”.
[2] W zdaniu εὐλογηθείη ἐν γυναιξὶν słowo εὐλογηθείη to optatiwus czasownika, a więc tryb wyrażający pragnienie: „oby była błogosławiona”.
[3] Stary Testament zawiera w sobie zapowiedzi, których wypełnienie przynosi Nowy Testament. Św. Paweł pisze w Liście do Rzymian, Adam „jest typem Tego, który miał przyjść” (5:14). Inaczej mówiąc Jezus Chrystus jest nowym Adamem. Adam jest nazwany ‘typem’ od greckiego τύπος (czyt.: typos). Jezus jest zaś antytypem. ‘Typowi’ w Starym Testamencie odpowiada ‘antytyp’ w Nowym Testamencie.
Innym tego przykładem jest zdanie z Pierwszego Listu św. Piotra: „Teraz również zgodnie z tym wzorem ratuje was ona we chrzcie nie przez obmycie brudu cielesnego, ale przez zwróconą do Boga prośbę o dobre sumienie, dzięki zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa” (3:21). Polskie słowo ‘wzór’ jest tłumaczeniem greckiego słowa: ἀντίτυπος (czyt. antitypos). Wody potopu są ‘typem’, woda chrztu jest ‘antytypem’.
Stary Testament zawiera wiele takich typów, których wypełnienie poznajemy w Nowym Testamencie. Jeden antytyp może mieć wiele typów. Dla przykładu Jezus Chrystus jest antytypem, który ma wiele typów w Starym Testamencie. Typem Jezusa jest nie tylko Adam, ale także Mojżesz, Salomon, Jozue, Elizeusz itp. Typami były nie tylko osoby, ale także przedmioty materialne, np. manna była zapowiedzią czyli typem Eucharystii. Przedmioty materialne jako typy zapowiadały antytypy, które są przedmiotami lub osobami. Świątynia Jerozolimska zapowiadała inną świątynię czyli Ciało Jezusa (por. J 2:19-21). Laska Aarona, która reprezentowała pierwszego arcykapłana (typ) wskazywała na Jezusa Chrystusa, jako Najwyższego Kapłana Nowego Przymierza (antytyp).
Typy były ułomne i niedoskonałe, a często grzeszne. Ich wypełnienie jest doskonałe. Antytypy przewyższają typy w porządku łaski, jak niebo góruje nad ziemią (por. 1 Kor 15:45-49).
euvloge,w
Komentarzy: 78
Saturday,07 May 2011,13:28
Kategoria: Teologia Saturday, 07 May 2011, 13:28
Św. Maksymilian zastanawiał się nad słowami Maryi, które Ona wypowiedziała do Bernadetty w Lourdes: "Jestem Niepokalane Poczęcie". Ta nazwa czy tytuł nawiązuje do Boga, bowiem jest Bytem absolutnym. Maryja nie mówi "Jestem poczęta niepokalanie", ale "jestem Niepokalane Poczęcie". Św. Maksymilian zastanawiał się, co to znaczy? I często sobie zadawał pytanie:" Kim jesteś, o Niepokalane Poczęcie?"
Oto fragmenty jego ostatniej konferencji, której nigdy nie wygłosił. Spisał ją na kilka godzin przed drugim i ostatecznym uwięzieniem w Oświęcimiu, z którego już nie wyszedł. Oddajmy głos św. Maksymilianowi:
Kim jesteś, o Niepokalane Poczęcie?
Nie Bogiem, bo ten początku nie ma, ani aniołem stworzonym bezpośrednio z niczego, nie Adamem ulepionym z mułu ziemi, nie Ewą wziętą z Adama, ani też wcielonym Słowem, które od wieków już istniało i raczej poczętym, niż poczęciem jest.
Dzieci Ewy przed poczęciem nie istniały, więc bardziej poczęciem nazywać się mogą, lecz i od nich wszystkich Ty się różnisz, bo są to poczęcia pokalane grzechem pierworodnym. Tyś jedna, Jedyna Poczęcie Niepokalane.
Cokolwiek poza Bogiem, ponieważ od Boga jest i to całkowicie pod każdym względem od Boga, nosi na sobie i w sobie podobieństwo Stwórcy i nie ma nic w stworzeniu, co by tego podobieństwa nie miało, gdyż wszystko jest skutkiem tej pierwszej przyczyny.
Prawda, że słowa oznaczające rzeczy stworzone nie mówią nam o doskonałościach Bożych, jak tylko w sposób niedoskonały, skończony, analogiczny. Są mniej lub więcej dalekim echem Boskich przymiotów, jak różnorodne stworzenia, które one oznaczają.
A poczęcie, czy stanowi wyjątek? To niemożliwe, bo nie ma tu żadnych wyjątków.
Ojciec rodzi Syna, a Duch od Ojca i Syna pochodzi. W tych kilku słowach mieści się tajemnica życia Trójcy Przenajświętszej i wszystkich doskonałości w stworzeniach, które nie są niczym innym, jak echem różnorodnym, hymnem pochwalnym w różnobarwnych tonach tej pierwszej najpiękniejszej tajemnicy.
Słowa wzięte ze słownika stworzeń niech nam posłużą, bo innych nie mamy, choć zawsze pamiętać musimy, że to bardzo niedoskonałe słowa.
Kim Ojciec? Co stanowi Jego istotę? Rodzenie, bo rodzi Syna od wieków na wieki, zawsze rodzi Syna.
Kim Syn? Rodzonym, bo zawsze i od wieków rodzony przez Ojca.
A kim Duch? Owocem miłości Ojca i Syna, Owocem miłości stworzonej - to poczęcie stworzone. Owocem zaś miłości, pierwowzoru tej miłości stworzonej, toteż nic innego, jak tylko poczęcie. Duch więc - to poczęcie niestworzone, przedwieczne, pierwowzór poczęcia życia we wszechświecie.
Ojciec więc rodzi, Syn jest rodzony, Duch jest poczynany - i to jest ich istota, którą się różnią nawzajem. Jednoczy zaś Ich ta sama natura: Boskie istnienie istotne.
Duch więc - to poczęcie przenajświętsze, nieskończenie święte, niepokalane.
We wszechświecie spotkamy wszędzie akcję i reakcję równą tej akcji, lecz przeciwną, wyjście i powrót, oddalenie się i zbliżenie, podział i zjednoczenie. A podział jest zawsze dla zjednoczenia, które jest twórczym. Nic to innego, jak obraz Trójcy Przenajświętszej w działalności stworzeń. Zjednoczenie to miłość, miłość twórcza. I nie inaczej przejawia się działalność Boga na zewnątrz; Bóg stwarza wszechświat - to jakby oddzielenie. Stworzenia zaś prawem naturalnym danym im przez Boga, doskonalą się, do tego Boga upodobniają, do Niego powracają.
Stworzeniem zaś całkowicie pełnym tej miłości, boskości, to Niepokalana bez wszelkiej zmazy grzechu. Która w niczym nie odchyliła się od woli Bożej. W niewysłowiony sposób zjednoczona z Duchem Świętym jako Oblubienica, ale w znaczeniu bez porównania doskonalszym, niż to słowo w stworzeniach wyrażać może.
Jakim jest to zjednoczenie? Jest ono nasamprzód wewnętrznym zjednoczeniem Jej istoty z istotą Ducha Przenajświętszego. Duch Przenajświętszy w Niej mieszka, w Niej żyje i od pierwszej chwili Jej istnienia, zawsze i na wieki.
Na czym polega to życie Jego w Niej? On sam w Niej jest miłością: to miłość Ojca i Syna, miłość, którą Bóg sam Siebie miłuje, miłość samej Trójcy Przenajświętszej, miłość płodna, poczęcie. W podobieństwach stworzonych zjednoczenie miłości - to zjednoczenie najściślejsze. Mówi Pismo Święte, że będą dwoje w jednym ciele; a Pan Jezus podkreśla: "A tak już nie są dwoje, ale jedno ciało" (Mat. 19.6.) W sposób bez porównania ściślejszy, wewnętrzniejszy, istotniejszy Duch Przenajświętszy żyje w duszy Niepokalanej, w Jej istocie, i Ją zapładnia, i to od pierwszej chwili istnienia przez całe Jej istnienie, czyli wiecznie. To Poczęcie Odwieczne, Niepokalane, w łonie Jej duszy niepokalanie poczyna życie Boże, Jej Niepokalane Poczęcie. I panieńskie łono Jej ciała dla Niego zarezerwowane i w Nim poczyna w czasie - jak wszystko, co materialne, dzieje się w czasie - też życie Boże Boga-Człowieka.
I tak powrót do Boga, reakcja równa i przeciwna, idzie drogą odwrotną niż stworzenie. Przy stworzeniu, od Ojca przez Syna i Ducha, a tutaj przez Ducha stanie się Syn Wcielony w Jej łonie i przez niego wraca miłość do Ojca.
A Ona, wpleciona w miłość Trójcy Przenajświętszej, staje się od pierwszej chwili istnienia, na zawsze, na wieki, dopełnieniem Trójcy Przenajświętszej.
Zjednoczenie Ducha Świętego z Nią: nie tylko miłość łączy te dwie Istoty, ale jedna z nich - to cała miłość Trójcy Przenajświętszej, a druga - to cała miłość stworzenia i tak w tym zjednoczeniu łączy się niebo z ziemią, całe niebo z całą ziemią, cała miłość Odwieczna z całą miłością stworzenia. To miłości szczyt.
I Niepokalana w Lourdes nie zowie się już niepokalanie poczętą, ale jak opowiada sama święta Bernadeta: "Pani stała wówczas nad krzewem dzikiej róży w takiej samej pozie, w jakiej ukazuje się na Cudownym Medaliku. Na moje trzecie pytanie twarz Jej nabrała poważnego wyrazu, a zarazem głębokiej pokory... Składając dłonie jak do modlitwy, uniosła je w górę na wysokość piersi... spojrzała w niebo... po czym powoli rozkładając ręce i pochylając się ku mnie, rzekła głosem, w którym wyczuwało się lekkie drżenie: "JAM JEST NIEPOKALANE POCZĘCIE".
Jeżeli w stworzeniach oblubienica otrzymuje nazwę oblubieńca dlatego, że do niego należy, z nim się jednoczy, do niego upodabnia i staje się w zjednoczeniu z nim czynnikiem twórczym życia, o ile bardziej nazwa Ducha Przenajświętszego - Poczęcie Niepokalane - jest nazwą Tej, w której On żyje miłością płodną w całym porządku nadprzyrodzonym.
Niepokalana bez najmniejszej zmazy grzechu, arcydzieło rąk Bożych, łaski pełna. Bóg w Trójcy Przenajświętszej spogląda na niskość (to jest pokorę, fundament wszystkich cnót w Niej) Służebnicy Swojej "i czyni Jej wielkie rzeczy, Który Możny Jest". Bóg Ojciec oddaje Jej Swego Syna za syna. Bóg-Syn zstępuje do Jej żywota, a Bóg Duch Święty kształci ciało Chrystusa w łonie Przeczystej Dziewicy. A Słowo stało się ciałem, Niepokalana staje się Matką Bożą. Owocem miłości Boga w Trójcy Jedynego i Niepokalanej Maryi, Chrystus, Bóg-Człowiek
Komentarzy: 18
Monday,07 February 2011,20:30
Kategoria: Teologia Monday, 07 February 2011, 20:30
Na poparcie kalwińskiej tezy o całkowitym zepsuciu człowieka po grzechu pierworodnym OwenFan cytuje Rz 3:10-18:
10 „Nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego,
11 nie ma rozumnego, nie ma, kto by szukał Boga.
12 Wszyscy zboczyli z drogi, zarazem się zepsuli, nie ma takiego, co dobrze czyni, zgoła ani jednego.
13 Grobem otwartym jest ich gardło, językiem swoim knują zdradę, jad żmijowy pod ich wargami,
14 ich usta pełne są przekleństwa i goryczy;
15 ich nogi szybkie do rozlewu krwi,
16 zagłada i nędza są na ich drogach,
17 droga pokoju jest im nie znana,
18 bojaźni Bożej nie ma przed ich oczami.” (Rz 3:10-18)
Jak na to odpowiedzieć? Przez ostatnie kilka tygodni myślałem o tym. W tym czasie kilka razy przeczytałem List do Rzymian, ze szczególnym skupieniem uwagi na rozdziałach 1-3. Im dłużej się nad tym zastanawiałem, tym bardziej jasne stawało się dla mnie, że interpretacja OwenFana i innych kalwinistów jest nie do utrzymania i sprzeczna z intencjami św. Pawła. Ten wpis to próba podzielenia się owocami moich przemyśleń.
Najpierw trzeba powiedzieć coś na temat samej zasady cytowania. Ktoś powiedział, że „Tekst bez kontekstu jest pretekstem”. Słusznie. Nie inaczej było to rozumiane przez natchnionych Autorów Nowego Testamentu. Dla Żydów, cytat przywołuje nie tylko konkretne cytowane zdanie, ale także cały kontekst danej wypowiedzi[*].
Komentarze do Rz 3:10-18 podają, że ten fragment to zebrane razem cytaty wzięte z różnych Ksiąg Starego Testamentu: z Ps 14:1nn; 5:10; 10:7; Iz 59:7n; Ps 36:2.
Zgodnie z zasadą cytowania, Rz 3:10-12 przywołuje nie tylko początkowe wersety Ps 14, ale cały Psalm 14; podobnie Rz 3:13ab przywołuje nie tylko Ps 5:10, ale cały Ps 5; dalej, Rz 3:13c to nie tylko odniesienie do Ps 140:4, ale do całego Psalmu 140; Rz 3:14 to nie tylko przywołanie Ps 10:7, ale całego Psalmu 10; Rz 3:15-17 przywołuje nie tylko zdania Iz 59:7-8, ale cały kontekst rozdziału 59 z Księgi Proroka Izajasza; w końcu Rz 3:18 to nie tylko jedno zdanie Ps 36:2, ale cały kontekst Psalmu 36.
Żeby zatem odkryć, co miał na myśli św. Paweł trzeba zajrzeć do tych Ksiąg, do kontekstów cytowanych wersetów. Ograniczmy się do dwóch najobszerniejszych, a jednocześnie najbardziej charakterystycznych z 5 cytatów ze ST obecnych w Rz 3:10-18.
Psalm 14:
1 Mówi głupi w swoim sercu: «Nie ma Boga». Oni są zepsuci, ohydne rzeczy popełniają, nikt nie czyni dobrze.
2 Pan spogląda z nieba na synów ludzkich, badając, czy jest wśród nich rozumny, który szukałby Boga.
3 Wszyscy razem zbłądzili, stali się nikczemni: nie ma takiego, co dobrze czyni, nie ma ani jednego.
4 Czyż się nie opamiętają wszyscy, którzy czynią nieprawość, którzy lud mój pożerają, jak gdyby chleb jedli, którzy nie wzywają Pana?
5 Tam zadrżeli ze strachu, gdyż Bóg jest z pokoleniem sprawiedliwym.
6 Chcecie udaremnić zamiar biedaka: lecz Pan jest jego ucieczką.
7 Kto przyniesie z Syjonu zbawienie Izraela? Gdy Pan odmieni los swego narodu, Jakub się rozraduje, Izrael się ucieszy. (Ps 14:1-7)
Zauważamy, że w wierszu 4 Pan Bóg mówi o „swoim ludzie”; w wersecie 5 jest napisane o „pokoleniu sprawiedliwym”. Zatem cytat z tego Psalmu nie mówi o całkowitym zepsuciu ludzkości, jak to chcą mieć kalwiniści, ale o czymś innym. O czym? Wrócę do tego w dalszej części tego tekstu.
Jak powiedzieliśmy, Rz 3:15-17 przywołuje nie tylko wersety Iz 59:7n, ale cały kontekst rozdziału 59 z Księgi Proroka Izajasza:
1 Nie! Ręka Pana nie jest tak krótka, żeby nie mogła ocalić, ani słuch Jego tak przytępiony, by nie mógł usłyszeć.
2 Lecz wasze winy wykopały przepaść między wami a waszym Bogiem; wasze grzechy zasłoniły Mu oblicze przed wami tak, iż was nie słucha.
3 Bo krwią splamione są wasze dłonie, a palce wasze - zbrodnią. Wasze wargi wypowiadają kłamstwa, a przewrotności szepce wasz język.
4 Nikt nie skarży się do sądu według słuszności i nikt tam szczerze sprawy nie dochodzi: byleby się oprzeć na fałszu i powiedzieć kłamstwo, byle uknuć podstęp i spłodzić niegodziwość.
5 Tłuką jaja żmijowe i tkają pajęczyny; kto zjada te jaja, umiera, gdy je stłucze, wylęga się żmija.
6 Tkaniny ich nie posłużą na ubranie, nie można się przyodziać ich wyrobami. Czyny ich to czyny niegodziwe, dzieło krzywdy jest w ich rękach.
7 Nogi ich biegną do zbrodni, spieszą się do rozlania krwi niewinnej. Zamysły ich - zamysły zbrodnicze, spustoszenie i zagłada są na ich drogach.
8 Nie znają drogi pokoju, prawości nie ma w ich postępowaniu. Uczynili krętymi dla siebie własne swoje ścieżki, kto nimi chodzi, nie zazna spokoju.
9 Dlatego prawo jest od nas dalekie i sprawiedliwość do nas nie dociera. Oczekiwaliśmy światła, a oto ciemność, jasnych promieni, a kroczymy w mrokach.
10 Jak niewidomi macamy ścianę i jakby bez oczu idziemy po omacku. Potykamy się w samo południe jak w nocy, w pełni sił jesteśmy jakby umarli.
11 My wszyscy ryczymy jak niedźwiedzie i jak gołębie ciągle jęczymy. Spodziewaliśmy się prawa, ale go nie ma, i wybawienia, ale dalekie jest od nas.
12 Bo rozmnożyły się występki nasze przed Tobą i grzechy nasze przeciwko nam świadczą. Tak, jesteśmy świadomi naszych występków i uznajemy nasze nieprawości:
13 przestępowanie przykazań i zapieranie się Pana, odstępstwa od Boga naszego, namowy do przeniewierstwa i buntu, obmyślanie i wypowiadanie z serca słów kłamliwych.
14 I tak precz odsunięto prawo, a sprawiedliwość stoi w oddaleniu; zachwiała się prawda na placu, i prawość wejść tam nie może.
15 I tak zabrakło wierności, a rzadko kto zła unika. Pan ujrzał i złem się wydało w Jego oczach, że nie było prawa.
16 Ujrzał też, że brakowało ludzi, i zdumiał się, że nie było orędownika. Wówczas Jego ramię przyniosło Mu zwycięstwo, a Jego sprawiedliwość była Mu podporą.
17 Przywdział sprawiedliwość jak pancerz i hełm zbawienia włożył na swą głowę. Przyoblókł się w odzienie pomsty, jakby w suknię, i jakby płaszczem okrył się zazdrosną miłością.
18 Stosownie do zasług odpłaci każdemu: swoim przeciwnikom - gniewem, swym wrogom - odwetem. Wyspom też odpłaci odwetem.
19 Od Zachodu ujrzą imię Pana i od Wschodu słońca - chwałę Jego, bo przyjdzie On jak gwałtowny potok, pędzony tchnieniem Pańskim.
20 Lecz do Syjonu przyjdzie jako Odkupiciel i do nawróconych z występków w Jakubie - wyrocznia Pana.
21 Co do Mnie, takie jest przymierze moje z nimi, mówi Pan: «Duch mój, który jest nad tobą, i słowa moje, które włożyłem ci w usta, nie zejdą z twych własnych ust ani z ust twoich dzieci, ani z ust potomków twoich synów, odtąd i na zawsze - mówi Pan. (Iz 59:1-21)
Zacytowany rozdział z Proroka jest bardzo znamienny. Na tle tego kontekstu widać, że Izajasz mówiąc w wersetach 7 i 8 o tych, których „nogi biegną do zbrodni, spieszą się do rozlania krwi niewinnej”, którzy mają „zbrodnicze zamysły” i „nie znają drogi pokoju”, którzy „nie mają prawości w ich postępowaniu”, itd., nie mówi o nie-Izraelitach; nie, on mówi o ludziach, którzy należą do Izraela, ale łamią prawo dane Izraelowi. Skąd ta pewność? Bo już w następnych wierszach, Autor zmienia osobę i w wersetach 9-12 pisze „my”:
9 Dlatego prawo jest od nas dalekie i sprawiedliwość do nas nie dociera. (…)
12 Bo rozmnożyły się występki nasze przed Tobą i grzechy nasze przeciwko nam świadczą. Tak, jesteśmy świadomi naszych występków i uznajemy nasze nieprawości:
13 przestępowanie przykazań i zapieranie się Pana, odstępstwa od Boga naszego, namowy do przeniewierstwa i buntu, obmyślanie i wypowiadanie z serca słów kłamliwych.
Wnioski na podstawie cytowanych zdań odczytanych w szerszym kontekście:
1. W żadnym z tych tekstów wziętych ze Starego Testamentu nie ma mowy o całkowitym zepsuciu ludzkości.
2. Cytowane Psalmy mówią o tym sposób domyślny (implicite), natomiast w Iz 59 jest napisane w sposób jasny (explicite), że św. Paweł odnosi Rz 3:10-18 nie do pogan, ale do tych, którzy według ciała należeli do Izraela, ale mimo to przez fakt łamania Prawa w istocie nie należeli do Izraela, co więcej: byli wrogami Bożego ludu (por. Rz 9:6-7).
To jest właśnie sedno tego, co chce przekazać swoim adresatom św. Paweł. Innym potwierdzeniem jest kontekst samego rozdziału 3 Listu do Rzymian:
1. W wersecie 3 jest napisane: „Bo i cóż, jeśli niektórzy (Zydzi) stali się niewierni, czyż ich niewierność miałaby zniweczyć wierność Boga?” Widać wyraźnie, że św. Pawłowi nie chodzi o przekazanie nauki o całkowitym zepsuciu wszystkich ludzi, ale o niewierności części narodu wybranego.
2. Zdanie bezpośrednio poprzedzające tytułowy cytat jest wprowadzeniem mówiącym, do kogo będzie się on odnosił: „Cóż więc? Czy mamy przewagę? Zadną miarą! Wykazaliśmy bowiem uprzednio, że tak Zydzi, jak i poganie są pod panowaniem grzechu, tak jak jest napisane:".
3. Zaraz w następnym po cytowanych wersetach 10-18, czyli w Rz 3:19 czytamy: „A wiemy, że wszystko, co mówi Prawo, mówi do tych, którzy podlegają Prawu. I stąd każde usta muszą zamilknąć i cały świat musi się uznać winnym wobec Boga” (Rz 3:19). W tym wersecie Apostoł mówi, że poprzedzające je wersety, jak zresztą cały rozdział 3 Listu do Rzymian odnosi się do Żydów.
Na potwierdzenie tego przytoczę komentarz św. Augustyna do Psalmu 81:12 (werset 81:12 w Biblii Tysiąclecia odpowiada 81:11 według numeracji podanej w Wulgacie):
„Lecz mój lud nie posłuchał mego głosu: Izrael nie był Mi posłuszny”. Doktor Kościoła komentuje ten werset: „On (Pan Bóg) nie mówi tego do nikogo innego, jak tylko do swojego ludu. Bo wiemy, że „wszystko, co mówi Prawo, mówi do tych, którzy podlegają Prawu” (Rz 3:19). I Izrael nie był mi posłuszny. Kto? Komu? Izrael w stosunku do Mnie”. ( http://www.ccel.org/ccel/schaff/npnf108.ii.LXXXI.html )
Pisze o tym także św. Tomasz z Akwinu komentując List do Rzymian:
290. Następnie (w. 19) w trzech punktach objaśnia Apostoł przytoczone słowa Pisma. Po pierwsze, wskazuje, do kogo się odnoszą. Po wtóre (w. 19b), wyjaśnia ich intencję. Po trzecie (w. 20), uzasadnia to, co tam zostało powiedziane.
291. Co do pierwszego punktu, zauważmy, że Żydzi, przeciw którym Apostoł tutaj przemawia, mogli dla swojego usprawiedliwienia wypaczyć sens przytoczonego tekstu i twierdzić, że słowa te należy odnosić do pogan, a nie do Żydów. Lecz Apostoł odcina się od takiej interpretacji: Wiemy, że wszystko, co mówi Prawo, mówi do tych, którzy podlegają Prawu – to znaczy do tych, którym Prawo zostało dane i którzy do Prawa się przyznają: „Mojżesz dał nam Prawo” (Pwt 33:4). Poganie zaś nie byli pod Prawem, toteż przytoczone słowa odnoszą się do Żydów.
292. Można na to postawić dwa zarzuty. Po pierwsze, że przytoczone słowa nie zostały wzięte z Prawa, ale z Psalmów. Na to odpowiadamy, że niekiedy nazwą Prawa obejmuje się cały Stary Testament, nie tylko pięć ksiąg Mojżesza. Czytamy w J 15:25: „aby się wypełniło słowo, napisane w Prawie: Nienawidzili mnie bez powodu”, a napisane to jest w Starym Testamencie (Ps 35:19), ale nie w Pięcioksięgu Mojżesza, który ściśle nazywa się Prawem. W takim również sensie Prawo jest rozumiane tutaj.
Niekiedy bowiem Stary Testament dzieli się na trzy części, mianowicie na Prawo, Psalmy i Proroków: „Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesz, w Psalmach i u Proroków” (Łk 22:24). Kiedy indziej znów cały Stary Testament dzieli się na dwie części, mianowicie na Prawo i Proroków: „Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy” (Mt 22:40). Psałterz wlicza się również do Proroków.
293. Drugi zarzut jest następujący: W Prawie, w znaczy w Starym Testamencie, wiele mów odnosi się do innych narodów, jak to wynika z wielu miejsc u Izajasza i Jeremiasza, zawierających mowy przeciw Babilonowi oraz innym narodom. Zatem nie wszystko, co mówi Prawo, mówi do tych i o tych, którzy żyją pod Prawem.
Na to odpowiadamy, że wszystko, co mówi się tam w sposób nieokreślony, wydaje się odnosić do tych, którym zostało dane Prawo. Kiedy natomiast Pismo mówi o innych, wyraźnie to zaznacza w tytule, kiedy na przykład powiada: „Brzemię Babilonu” (Iz 13:1), albo: „Brzemię Tyru” (Iz 23:1) itp.
To, co w Starym Testamencie mówi się przeciw innym narodom, odnosiło się w jakiś sposób do Żydów, ile niepowodzenia tamtych były głoszone im na pociechę lub jako groźba. Podobnie kaznodzieja powinien mówić to, co odnosi się do tych, którym głosi, a nie to, co się odnosi do innych. „Opowiedz mojemu ludowi ich grzechy” (Iz 58:1) – nie grzechy innych. (Św. Tomasz z Akwinu, “Wykład Listu do Rzymian”, str. 61).
Jaka jest więc wymowa Rz 3:10-18? Jest to widoczne w szerszym kontekście. W wielkim skrócie: w Rz 1 Apostoł stwierdza, że poganie potrzebują usprawiedliwienia; Rz 2-3: usprawiedliwienia potrzebują również Zydzi, ponieważ Prawo nie przyniosło im usprawiedliwienia, a dało im tylko świadomość grzechu. Zatem i jedni i drudzy potrzebują Chrystusa.
____________________
[*] Por.: “As with other rabbinic citations from the Tanakh, the phrase quoted is meant to call to mind the entire context…” (Stern, D. H. (1996, c1992). Jewish New Testament Commentary : A companion volume to the Jewish New Testament (electronic ed.) (Ro 3:20). Clarksville: Jewish New Testament Publications.)
“Since the citing of a Bible quotation in a Jewish text is meant to call to mind the entire context of the passage, it is worthwhile considering all of the tenth chapter of the prophet Hosea.” (tamże, Lk 23:30)
Komentarzy: 21
Friday,17 June 2011,21:44
Kategoria: Teologia Friday, 17 June 2011, 21:44
W ostatni wtorek razem z innymi kapłanami z diecezji uczestniczyłem w szkoleniu przygotowującym do zmian, które pojawią się w trzeciej edycji angielskiego mszału. Nowy mszał wejdzie do użytku z początkiem grudnia tego roku. Chodzi nie tylko o dodanie do niego nowych świętych, ale przede wszystkim o nowe tłumaczenie.
Jedną ze spraw wzbudzających najwięcej kontrowersji była zmiana słów w modlitwie eucharystycznej z „za wszystkich” na „za wielu”. W obecnej wersji kapłan omawiając słowa modlitwy konsekracyjnej nad kielichem z winem mówi: „Take it, all of you, and drink from it: this is the cup of my blood (…). It will be shed for you and for all (…)”, czyli: „która za was i za wszystkich będzie wylana”. W nowym tłumaczeniu zamiast „cup” będzie „chalice”, a zamiast „for all” będzie „for many”, czyli tak jak jest obecnie w polskim mszale: „za wielu”.
Dlaczego taka zmiana? Bo tak jest w mszale łacińskim, a on jest podstawą do tłumaczeń na języki współczesne. Ale czyżby oznaczało to, że Pan Jezus nie umarł za wszystkich, tylko za niektórych? Myślę, że dobrze będzie poznać to, co na ten temat mówi Biblia, bo to ona jest podstawą do tekstów mszalnych. Przytoczę teraz kilka cytatów biblijnych na interesujący nas temat.
„Nazajutrz [Jan Chrzciciel] zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: ‘Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata’” (J 1:29).
„[Pan Jezus odpowiedział:] ‘A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie’” (J 12:32).
„[Jezus Chrystus] bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko nasze, lecz również za grzechy całego świata” (1 J 2:2).
„My także widzieliśmy i świadczymy, że Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata” (1 J 4:14).
„On bowiem [Jezus Chrystus] jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko nasze, lecz również za grzechy całego świata” (1 J 2:2).
„Albowiem miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że skoro Jeden umarł za wszystkich, to wszyscy pomarli. A właśnie za wszystkich umarł Chrystus po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał” (2 Kor 5:14-15).
„[Jezus Chrystus], który wydał siebie samego na okup za wszystkich jako świadectwo we właściwym czasie” (1 Tm 2:6)
„Ukazała się bowiem łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom” (Tt 2:11).
Te zdania mówią o tym, że ofiara Pana Jezusa jest za wszystkich. Natomiast w Ewangelii według św. Mateusza są zapisane słowa Pana mówiące o “wielu”:
„Następnie [Pan Jezus] wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, mówiąc: ‘Pijcie z niego wszyscy, bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów’” (Mt 26:27-28).
„Podobnie czytamy u św. Marka: ‘I rzekł do nich: ‘To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana’ (Mk 14:24).
Co oznacza „wielu”? Czy jest to przeciwstawienie „wszystkim”? Nie, bo gdyby tak było, to Biblia byłaby wewnętrznie sprzeczna. Jak więc wytłumaczyć tę różnicę? Podoba mi się wyjaśnienie, które dał prelegent w czasie wspomnianego na początku spotkania. Otóż wskazał on na to, że słowa z Mt zdają się nawiązywać do proroctwa o Słudze Jahwe zapisanego u Proroka Izajasza: „Zacny mój Sługa usprawiedliwi wielu, ich nieprawości On sam dźwigać będzie. Dlatego w nagrodę przydzielę Mu tłumy, i posiądzie możnych jako zdobycz, za to, że Siebie na śmierć ofiarował i policzony został pomiędzy przestępców. A On poniósł grzechy wielu, i oręduje za przestępcami” (Iz 53:11-12). Chodzi tu nie tyle o przeciwstawienie „wszystkim”, ile raczej o wskazanie na to, że wspomniane proroctwo wypełniło się w Panu Jezusie.
Na zakończenie zacytuję Katechizm Kościoła Katolickiego, punkt 605:
605 Jezus w zakończeniu przypowieści o zbłąkanej owcy przypomniał, że ta miłość nie zna wyjątków: "Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych" (Mt 18, 14). Jezus potwierdza, że przyszedł "dać swoje życie jako okup za wielu" (Mt 20, 28); to ostatnie pojęcie nie jest ograniczające: przeciwstawia całą ludzkość jedynej Osobie Odkupiciela, który wydaje siebie, aby ją zbawić [413]. Kościół w ślad za Apostołami [414] naucza, że Chrystus umarł za wszystkich ludzi bez wyjątku: "Nie ma, nie było i nie będzie żadnego człowieka, za którego nie cierpiałby Chrystus" [415].
-----------------------------
413 Por. Rz 5, 18-19. („A zatem, jak przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający, tak czyn sprawiedliwy Jednego sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie. Albowiem jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi").
414 Por. 2 Kor 5,15; 1 J 2, 2.
415 Synod w Quierzy (853): DS 624.
Komentarzy: 16
Friday,06 May 2011,01:47
Kategoria: Teologia Friday, 06 May 2011, 01:47
"Jest droga, co komuś zdaje się słuszną, lecz w końcu prowadzi do zguby". (Prz 14, 12)
------------------
Co to jest synergizm zbawczy?
Synergizm zbawczy. Po raz pierwszy spotkałem się z tym wyrażeniem dyskutując z protestantami. Co ono oznacza? Posłużę się cytatem z bloga pastora Pawła Bartosika:
Synergizm to proces, w którym dwa lub więcej organizmów osiąga cel niemożliwy do osiągnięcia przez każdy z nich w pojedynkę. Wielu chrześcijan wierzy, że Bóg nie może nikogo zbawić bez jego współpracy, choćby świadomego przyzwolenia. Podobnie człowiek nie może się zbawić bez odkupieńczej śmierć Chrystusa. Jednak zbawienie jest możliwe tylko w wyniku współpracy między Bogiem, a człowiekiem, taki pogląd nazywamy teologicznym lub soteriologicznym (tzn. zbawczym) synergizmem. ( http://pbartosik.blogspot.com/2010/10/synergizm.html )
Kalwinistyczna krytyka synergizmu zbawczego
Autorem cytowanego powyżej tekstu jest Patch Blakey. Autor kontynuuje dając ocenę synergizmu:
Służy on zachowaniu autonomii grzesznego człowieka i to nawet w sprawie przemiany go w nowe stworzenie. Tym sposobem importuje się do teologii zbawienia tę samą truciznę, z powodu której zbawienie stało się konieczne.
Bardzo mocna ocena negatywna. Zbawienie stało się konieczne z powodu grzechu pierworodnego i innych grzechów osobistych, przez które człowiek odrzucił miłość Bożą. Dla Blakey'a synergizm jest "trucizną"; jest najgorszym grzechem, bo gorszym od grzechu pierworodnego i grzechów uczynkowych. Wydaje się, że dla autora tej surowej oceny synergizm zbawczy jest czymś w rodzaju grzechu przeciwko Duchowi Świętemu. Bowiem tak jak grzech przeciwko Duchowi Świętemu czyni mękę Chrystusa bezowocną, tak według Blakey'a synergizm zbawczy niszczy owoce zbawienia.
Cytowany autor stwierdza na zakończenie:
Oczywiście, posiadamy wolę, ale jest to ludzka, grzeszna wola, pełna pychy i zadufania w sobie - wroga wszystkiemu co Boże. Jako nowe stworzenie musimy zostawić za sobą starego człowieka i porzucić heretyckie twierdzenie, że oprócz Boga również człowiek musi wnieść swój udział do zbawienia. Synergizm powszechnie występuje w przyrodzie, ale nie ma dlań miejsca w chrześcijańskiej doktrynie zbawienia.
"Piekło jest wybrukowane dobrymi intencjami"
Wierzę w to, że zarówno Janowi Kalwinowi, jak i jego uczniom, przyświecały (przyświecają) dobre intencje. Kalwin w swojej teologii podkreśla suwerenność Boga: On jest Panem, który kieruje wszystkim; to On sam prowadzi wybranych do zbawienia. W pojedynkę. Bez współpracy człowieka. Inaczej mówiąc, jest tak potężny, że żadna zgoda ludzka, żadna współpraca ze strony człowieka nie jest Mu potrzebna, a nawet nie jest możliwa. "Człowiek nie jest w stanie wnieść udziału do swojego zbawienia" -stwierdza Patch Blakey. Według kalwińskiej teologii to Pan Bóg jest Tym, który wszystko sprawia, wszystkim kieruje według swojej woli, sam zbawia nawet bez udziału tych, którzy dostępują zbawienia. I dlatego tylko Jemu należy się chwała ("soli Deo gloria").
Czy to nie wydaje się słuszne? Czyż zaprzeczenie temu nie jest "pomniejszaniem" Boga i odbieraniem Mu chwały, który jedynie Jemu się należy? Na pierwszy rzut oka tak, ale po przyjrzeniu się bliżej, okazuje się, że odrzucenie synergizmu zbawczego wcale nie przynosi chwały Bogu. Jest dokładnie odwrotnie. Bo konsekwencją odrzucenia synergizmu zbawczego jest synergizm potępienia, co pokazuję w dalszej części tego artykułu, a synergizm potępienia czyni Boga odpowiedzialnym za grzech. Zatem nie każda teologia jest dobra, nawet jeśli na początku taką się wydaje. Podobnie nie każda droga, która na początku wydaje się dobra, jest taką w rzeczywistości. Po czym poznać czy jakaś droga jest dobra? Nie tylko po nawierzchni, ale przede wszystkim po celu, do którego ona prowadzi. Nie jest dobrą droga, która oddala od Boga. ("Bo cóż droga, która nie prowadzi do świątyni?" - cytat z filmu "Pokuta"). Nie jest dobrą teologia, która przypisuje Bogu pragnienie grzechu i potępienia człowieka. Taka teologia jest nie tylko heretycka, ale co gorsze, jest grzeszna.
Sam z siebie człowiek jest bezsilny
Przyznaję rację autorowi, że synergizm zbawczy nie oznacza, że człowiek współpracujący z Panem Bogiem w procesie własnego zbawienia zachowuje autonomię w sensie, że jest w stanie uczynić coś dobrego sam z siebie. Bez Bożej pomocy nie jesteśmy w stanie nic uczynić. Pan Jezus mówi: "Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić" (J 15:5). Bez Bożego Ducha nie jesteśmy w stanie wyznawać wiary w bóstwo Jezusa, zgodnie ze słowami Apostoła: "Nikt też nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: "Panem jest Jezus" (1 Kor 12:3). Co więcej, z Boga pochodzi nasza zdolność myślenia: "Nie żebyśmy uważali, że jesteśmy w stanie pomyśleć coś sami z siebie, lecz (wiemy), że ta możność nasza jest z Boga" (2 Kor 3:5).
Jeśli zatem jest coś dobrego w nas, jeśli coś dobrego myślimy, mówimy, czynimy, to na pewno to Pan Bóg jest dawcą tego dobra; jeśli robimy coś dobrego, to tylko dlatego, że Pan Bóg to sprawia. Nie ma w nas żadnego dobra, którego Pan Bóg nie byłby autorem; nie czynimy żadnego dobrego czynu, którego Pan Bóg nie byłby początkiem i sprawcą wykonania.
Ale Pan Bóg nie zbawia nas bez naszej współpracy
Jednak nie bez naszej współpracy. Gdyby jednak nic nie zależało od człowieka, to jaki cel ma głoszenie Ewangelii, kazania, pisanie na blogach, przekonywanie? Jaki sens miałoby wzywanie do nawrócenia, od którego Pan zaczyna nauczanie (przynajmniej w Ewangelii według św. Mateusza "Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie", które są echem pierwszych słów Jana Chrzciciela zapisanych w tej samej Ewangelii.)? Jeśli uczynki człowieka nie przyczyniają się do zbawienia, to jaki sens mają pochwały w przypowieściach Pana za wykonanie pewnych uczynków (np. Mt 25, 21.23; Łk 19, 17)? Jeśli dobre uczynki nie przyczyniają się do zbawienia, to dlaczego ich brak lub uczynki przeciwne przyczyniają się do potępienia, o czym czytamy w opisach sądu ostatecznego? Co więcej, zgodnie ze słowami Pana, będziemy zbawieni lub potępieni na podstawie naszych słów (por. Mt 12, 37). I nawet myśli grzeszne, na które wyrażamy zgodę woli, są poczytywywane na równi z dokonanym grzechem (por. Mt 5:28; 15:19).
Powyższy akapit pokazuje błędność odrzucenia synergizmu zbawczego w sposób negatywny. Czy można jednak udowodnić go w sposób pozytywny?
Wypowiedź św. Augustyna o synergizmie zbawczym
W punkcie 1847 Katechizmu Kościoła Katolickiego mamy cytat św. Augustyna: "Bóg stworzył cię bez ciebie, ale nie zbawia cię bez ciebie" (Sermones, 169, 11, 13: PL 38, 923.). Poszukałem źródło tego cytatu i podaję tu większy fragment wypowiedzi Doktora Kościoła:
Bóg stworzył cię bez ciebie. Bo przecież nie dałeś żadnej zgody Bogu sprawiającemu, że zaistniałeś. Jak mógłbyś to uczynić, jeśli nie istniałeś jeszcze? Tak więc, chociaż On uczynił cię bez ciebie, nie usprawiedliwi cię bez ciebie. Zatem On uczynił się bez Twojej wiedzy, usprawiedliwia cię z twoją chętną zgodą.
Ponieważ ani Katechizm Kościoła Katolickiego, ani nawet wypowiedź św. Augustyna, na którego kalwiniści chętnie powołują się, nie są wystarczającym autorytetem dla nich, zobaczmy, co mówi Pismo św. na interesujący nas temat.
Biblijne podstawy synergizmu zbawczego
a) w sposób negatywny, czyli przez zaprzeczenie odrzucenia synergizmu:
Tylko dwa razy w Biblii mamy napisane, że Pan Jezus płakał. Raz zapłakał na widok miasta, o którym mówi:
"Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy CHCIAŁEM zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie CHCIELIŚCIE." (Łk 13, 34)
W oryginale Łk 13, 34, tak jak w tłumaczeniu, mamy użyty dwa razy ten sam czasownik dla wyrażenia CHCENIA Jezusa, i braku tego CHCENIA u dzieci Jeruzalem, co jak sądzę, w sposób jasny pokazuje, że nie zawsze skutkiem Bożego "chcenia" jest takie samo "chcenie" u człowieka. Inny przykład:
"Faryzeusze zaś i uczeni w Prawie udaremnili ZAMIAR Boży względem siebie, nie przyjmując chrztu od niego." (Łk 7, 30)
b) w sposób pozytywny, czyli przez potwierdzenie synergizmu:
Synergizm pochodzi od greckiego czasownika συνεργεω (czyt: synergeo), co dosłownie oznacza "współ-pracować". Słowo to jest użyte wielokrotnie w Biblii (np. Mk 16, 20; 1 Kor 16, 16). W 1 Kor 6, 1 św. Paweł pisze:
"Współpracując (Συνεργουντες - czyt. synerguntes) zaś (z Nim) napominamy (was), abyście nie przyjmowali na próżno łaski Bożej."
Sam św. Paweł mówi tu o "współpracy" z Bożą łaską. Czytamy o tym także na innych miejscach:
"Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z (Jego) wolą. Czyńcie wszystko bez szemrań i powątpiewań…" (Flp 2:13-14; Bóg jest "sprawcą", a jednak "czyńcie").
Do czego prowadzi odrzucenie synergizmu zbawczego?
Jan Kalwin pisze w "Institutes":
(Pismo św.) mówi często o Bogu, że zaślepia i zatwardza serca nikczemników, że kieruje ich serca, skłania i przymusza ich, jak to wyjaśniłem obszernie na innym miejscu (Księga 1, rozdz. 18). Zakres tego działania (Boga) nie może być wyjaśniony przez mówienie o (Jego) wiedzy uprzedniej czy przyzwoleniu. Dlatego my twierdzimy, że są dwa sposoby Bożego działania. Kiedy Bóg zabiera swoje światło, nasze serca stają się twarde jak z kamienia: kiedy On odmawia swego przewodnictwa, natychmiast zbaczamy z właściwej ścieżki: i dlatego słusznie mówi się o Nim, że nagina, zatwardza i zaślepia tych, których pozbawia zdolności wiedzenia, bycia posłusznym i właściwego wykonywania. Drugi sposób działania, który jest bliższy do dokładnego znaczenia słów, ma miejsce wtedy, kiedy wykonując swój osąd przez szatana jako sługę Jego gniewu, Pan Bóg kieruje również ludzkim osądem, pobudza ich wolę, i wpływa na ich wysiłki, jak się Mu podoba. Tak to relacjonuje Mojżesz, kiedy pisze o Sichonie, królu Amorytów, że nie pozwolił przejść Izraelitom, ponieważ "Pan uczynił nieustępliwym jego ducha i twardym jego serce", zaraz dodaje cel, jaki Pan Bóg miał na uwadze, to znaczy wydanie go w ich ręce (Pwt 2:30). Kiedy Bóg postanowił go zniszczyć, zatwardzenie jego serca było przygotowaniem przez Boga jego ruiny. (Księga 2, rozdz. 4, numer 3 http://www.ccel.org/ccel/calvin/institutes.iv.v.html )
Chcę zwrócić uwagę na ostatnie zdanie z cytowanego tekstu. Pokazuje ono coś, co można nazwać "synergizmem potępienia", który jest dokładną odwrotnością i skutkiem odrzucenia synergizmu zbawczego. O ile synergizm zbawczy można wyrazić biblijnym zdaniem: "Pan Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra", to "synergizm potępienia" oznacza odwrotność tego zdania czyli: "Pan Bóg, z tymi, których uprzednim wyrokiem przeznaczył na potępienie, współdziała we wszystkim dla ich zguby".
Konkluzja
Bóg, którego obraz maluje przed nami Kościół i Biblia, współdziała z wybranymi na drodze do ich zbawienia we wszystkim dla ich dobra; bóg Kalwina zbawia wybranych bez ich udziału, ale za to współdziała z tymi, których dla swojej przyjemności* przeznaczył do potępienia.
--------------------------
* Por.: We say, then, that Scripture clearly proves this much, that God by his eternal and immutable counsel determined once for all those whom it was his pleasure one day to admit to salvation, and those whom, on the other hand, it was his pleasure to doom to destruction. We maintain that this counsel, as regards the elect, is founded on his free mercy, without any respect to human worth, while those whom he dooms to destruction are excluded from access to life by a just and blameless, but at the same time incomprehensible judgment. (Jan Kalwin, „Institutes”, księga III, rozdział 21, punkt 7).
Komentarzy: 42
1