Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Parakaleó

Kategoria: Teologia Wednesday, 25 May 2011, 22:22

Najwyraźniej nie udało mi się do niczego przekonać blogera o nicku „tia” w mojej poprzedniej notce. Nadal uważa on, że skoro święty Paweł mówi, że „zaleca” abyśmy się modlili za wszystkich ludzi, to znaczy, że wcale nie musimy tego robić. W komentarzu pisze on:

 

Będziesz łaskawy, hiobie, odpowiedzieć mi na pytanie? Powtarzam: czy znasz znaczenia słów/wyrazów 'zalecenie' i 'przykazanie' lub/ewentualnie jaka jest różnica znaczeniowa między nimi?

 

Odpowiedziałem, nieco wymijająco, lekko poirytowany takim podejściem do Słowa Bożego:

 

Tia, a czy wiesz dlaczego Pan Jezus tak potępiał faryzeuszy? Czy rozumiesz czym jest chrześcijaństwo? Czym jest bezwarunkowa miłość do każdego człowieka?  Czy rozumiesz, że nie wciągniesz mnie w tego typu dywagacje? Czy rozumiesz, że jeżeli Jezus i apostołowie i Maryja w Fatimie uczą nas, że modlitwy za wszystkich ludzi są dobrą i miłą Bogu rzeczą, to ja nie będę się zastanawiał, czy "muszę", czy "powinienem", czy co tam jeszcze?

 

Faryzeusze byli doskonali w wyszukiwaniu pretekstów pozwalających obchodzić przeróżne prawa. Nie był dla nich ważny "duch Prawa", ale litera i jak znaleźli jakikolwiek pozór, by to prawo obejść, wykorzystywali to w doskonały sposób. I dlatego ich Pan Jezus nazwał "plemieniem żmijowym" i retorycznie zapytał: "Jak wy możecie uniknąć kary?" 

 

Chrześcijaństwo jest religią miłości. I każdy człowiek jest naszym bratem. Każdy jest dzieckiem bożym. Za każdego Jezus umarł na Krzyżu, bo każdego kocha. I często ja i Ty jesteśmy jedynymi, którzy mogą komuś pomóc w uzyskaniu tego zbawienia. w zaakceptowaniu tego daru, jaki otrzymaliśmy wszyscy od Jezusa.  Dlatego Twoje sztuczne i faryzeuszowskie rozgraniczenia miedzy "bliźnim, wrogiem i obojętnym", czy też między "zalecane" i "przykazane" jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe.

 

Przeczytaj w jakim kontekście Katechizm cytuje ten werset. Zresztą... zrobisz co chcesz. Jak na razie głównie starasz się tu udowodnić mi błędy, powtarzając mi tu już coś ze cztery razy słowa:  "hiobie, oczywiście się mylisz". Zostawmy więc to. Przyjąłem do wiadomości, że tak uważasz i widzę też że i ja Cię nie przekonam. Jednak mam teraz czyste sumienie, a co Ty z tym zrobisz, to sprawa między Tobą a Panem Bogiem.

 

Jedyną reakcją na to było powtórzenie przez niego pytania:

 

Ale ja zadałem proste pytanie. Czy w związku z tym raczyłbyś na nie odpowiedzieć, czy raczej nie raczysz?

 

Raczej raczyłbym odpowiedzieć, ale by to zrobić należałoby najpierw zrozumieć o jakie słowo chodzi. Bowiem tłumaczenie nie zawsze do końca oddaje sens oryginalnego słowa. Włoskie powiedzenie mówi:  "traduttore, traditore". Tłumacz to zdrajca.  Zatem zobaczmy co to słowo, przetłumaczone jako “zalecam” naprawdę oznacza i jak jest tłumaczone w innych wersetach.

 

Najpierw definicja ogólna:

 

Słowo oryginalne: παρακαλέω Część mowy: czasownik Transliteracja: parakaleo Pisownia fonetyczna: (par-ak-al-eh'-o) Krótka definicja: wzywać, prosić, upominać, pocieszać Definicja: (a) wysłać do, wezwać, zaprosić, (b) prosić, błagać, (c) nawoływać, ostrzegać, (d) zachęcać, pocieszać.

 

Zatem, jak widzimy, nie jest to taka prosta sprawa. Nie można powiedzieć, że św. Paweł coś nam po prostu „zaleca”, a więc nam tego nie nakazuje. Gdy przetłumaczymy to słowo jako „wezwanie”, albo „błaganie”, to wydźwięk całego zdania zmienia się diametralnie.

 

W Biblii Tysiąclecia werset, o którym mowa, brzmi:

 

Zalecam więc przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi.  (1 Tm 2,1; BT)

 

Ale w Biblii Gdańskiej już inaczej to przetłumaczono:

 

Napominam tedy, aby przed wszystkiemi rzeczami czynione były prośby, modlitwy, przyczyny i dziękowania za wszystkich ludzi. (BG)

 

Podobnie w Biblii Warszawskiej:

 

Przede wszystkim więc napominam, aby zanosić błagania, modlitwy, prośby, dziękczynienia za wszystkich ludzi. (BW)

 

Biblia Poznańska  tak tłumaczy:

 

Polecam więc przede wszystkim zanosić błagania, modlić się, prosić i dzięki czynić za wszystkich ludzi.

 

Biblia Warszawsko-Praska biskupa Romaniuka:

 

Przede wszystkim zaś nakazuję, żebyście zanosili prośby, modlitwy, błagania i dziękczynienia za wszystkich ludzi

 

… i zgodzimy się chyba wszyscy, że „polecam”, „napominam”, czy „nakazuję” ma troszkę inny wydźwięk, niż „zalecam”. Znacznie mocniejszy. Widać tu wyraźnie, że tylko Tysiąclatka tłumaczy to tak, że można by odebrać to polecenie jako sugestię, nie nakaz. Wszystkie inne tłumaczenia są znacznie mocniejsze.

 

Zatem nie da się obronić tezy jakoby święty Paweł nam coś zaledwie sugerował. On nam nakazuje modlitwę za wszystkich ludzi. Tak, jak tego uczył sam Pan Jezus. Tutaj cala Biblia jest spójna i jednoznaczna w swej nauce. Nie ma jakiejś kategorii ludzi, za których nie musimy się modlić. „Wszyscy” dość jednoznacznie określa tych, za których modlić się musimy.

 

Słowo „parakaleo” w różnych formach występuje w Nowym Testamencie ponad sto razy. Na koniec zatem podam kilka wersetów z przykładami użycia tego słowa, co pozwoli lepiej nam je zrozumieć:

 

I błagał go usilnie, mówiąc: Córeczka moja kona, przyjdź, włóż na nią ręce, żeby odzyskała zdrowie i żyła. (Mk 5,23, BW)

 

Starszego wiekiem nie strofuj, lecz nakłaniaj prośbą jak ojca, młodszych - jak braci  (1 Tm 5,1, BT)

 

Młodzieńców również upominaj, aby byli umiarkowani. (Tyt 2,6, BT)

 

To mów i napominaj, i strofuj ze wszelką powagą; żaden tobą niechaj nie gardzi. (Tyt 2,15, BG)

 

 

Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów?  (Mt 26, 53, BT)

 

 

Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza.  (Rz 12, 1, BW)

 

Przykłady za stroną http://strongsnumbers.com/greek/3870.htm  I choć jasne jest, że słowo to można przetłumaczyć zarówno jako „wezwanie”, „nakaz”, czy „błaganie”, jak i jako „prośbę”, lub „zalecenie”, to przykłady te wskazują dobitnie, że nie chodzi tu zaledwie o jakąś luźną sugestię, ale o wyraźne polecenie. Bóg, poprzez autorów swej Księgi przemawia do nas bowiem jak ojciec do dzieci. I jak ojciec prosi swe dziecko, by umyło zęby, odrobiło zadanie i posprzątało pokój, to nie są to luźne sugestie, ale polecenie, przekazane z miłością, ale mimo to stanowcze i wymagające pozytywnej odpowiedzi.

 

Jest rzeczą oczywistą, że dziecko i tak może odmówić. Ale z pewnością nie może się tłumaczyć, że przecież tata nie powiedział: „musisz”, a jedynie „proszę cię, zrób to”, czy też „radziłbym ci z dobrego serca, byś to zrobił”.  Każde dziecko rozumie, że nie spełnienie prośby taty przyniesie pewne, niezbyt miłe konsekwencje, a słowo "proszę" w jego ustach jest synonimem słowa "musisz".

 

Podobnie jest z naszym odrzucaniem „sugestii” Pana Jezusa i Apostołów.  Możemy się czepiać znaczenia słówek, zwłaszcza gdy tłumaczenie jest kalekie i bronić się, że przecież tam było napisane, że to jedynie zalecenie, nie nakaz. Ale oryginalne słowo sugeruje co innego, nie wspominając już o całej, spójnej nauce Biblii i kościoła, która nie pozostawia wątpliwości co to tego, czy to jest sugestia, czy polecenie. Wymowa nauki Biblii jest bowiem jednoznaczna: Należy się modlić za wszystkich ludzi.

 

Zatem, panowie i panie, na kolana. Gdy wszyscy się zaczniemy modlić za wszystkich, gdy pokochamy każdego człowieka tak, jak go kocha nasz Ojciec w Niebie – ani się obejrzymy jak zmienimy cały świat. To naprawdę da się zrobić. Trzeba tylko zacząć.

_________________________

Spis treści bloga     Wspólnota Marto

Komentarzy: 22


Jest to bowiem rzecz dobra i miła

Kategoria: Teologia Monday, 23 May 2011, 04:22

Na samym wstępie chciałbym od razu wyraźnie zaznaczyć, że ten tekst nie będzie o Michniku. Będzie o naszej wierze, o chrześcijaństwie i o tym, czego nas uczy Kościół i Biblia. Jednak nazwisko Michnika będzie wspomniane, bo napisania tego tekstu sprowokował mnie komentarz pod notką dotyczącą Adama Michnika.

 

Jeden z blogerów Frondy, o nicku „tia” napisał:

 

 

 „Są ludzie, których po ludzku zostawiam w spokoju, gdyż nie mogą zostać moimi przyjaciółmi, ale nie czynię z nich swoich wrogów. Ich dusze to ich sprawa, odbiorą nagrodę, na którą zasłużyli. Nie jest też sprzeczne, że redaktor Sakowski ma wpływ na opinię publiczną, redaktor Lis ma wpływ na opinię publiczną. No i co z tego? Jakiś człowiek ma różny wpływ na różnych ludzi, co nie oznacza, że taki lub owaki staje się rychło moim przyjacielem lub moim wrogiem. W związku z powyższym trochę przegiąłeś, pisząc, że Michnik jest albo naszym wrogiem, albo sojusznikiem. Postawiłeś ogromny mur, na który zgodzić się nie mogę. Dziwne jest to, że ludzie dają się urobić takim argumentem i wydobywają z siebie nienawiść, aby szydzić lub litość, aby się modlić. [...]  Reasumując, skoro Michnik to nie Twój przyjaciel a wróg, to gorliwie się za niego módl, jak nakazał Chrystus Pan. Michnik nie może na razie być moim przyjacielem i wrogiem. Dlatego zostawiam go w spokoju.”

 

Komentarz ten, moim zdaniem, zasługuje na szerszą odpowiedź. Najwyraźniej bowiem zgadzamy się tutaj, że powinniśmy się, jako chrześcijanie, modlić się i za naszych wrogów i za nieprzyjaciół. Ja zawsze rozumiałem to „jak dziecko”, uważając, że należy się modlić za każdego człowieka. Nigdy mi nawet nie przyszło do głowy, że można to zinterpretować tak, że są jeszcze „jacyś oni”, ludzie, którzy nie są ani naszymi przyjaciółmi, ani wrogami i w takim razie my mamy święty spokój i możemy ich po prostu zignorować.

 

Dla tych, którzy nie zgadzają się nawet z tym, że modlić się mamy i za wrogów i za przyjaciół, parę przykładów z Pisma Świętego, które wyraźnie nam takie zachowanie nakazują. Nakazy modlitwy za nieprzyjaciół:

 

A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.  (Mt 5, 44-45)

 

błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają.  (Łk 6, 28)

 

I za braci:

 

Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże - wśród wszelakiej modlitwy i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu! Nad tym właśnie czuwajcie z całą usilnością i proście za wszystkich świętych  (Ef 6, 17-18)

 

Bracia, módlcie się także i za nas!  (1 Tes 5, 25)

 

módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego. (Jk 5, 16b)

 

No ale co z tymi, co nie są „z nami” i nie prześladują nas?  Przecież nie można się modlić imiennie za sześć miliardów ludzi. Trochę głupio też modlić się tak ogólnie „za wszystkich ludzi”.  Nie możemy przecież być takimi skrupulantami i żyć w ciągłym strachu, że zapomnieliśmy się za kogoś pomodlić. Może zatem tia ma rację?

 

Ja bardzo wielu osobom obiecuję modlitwę. Jest więcej niż pewne, że gdyby dziś ktoś kazał mi wymienić te wszystkie osoby i ich intencje, to nie potrafiłbym nawet przypomnieć sobie co dziesiątej z nich. Cóż, pamięć ludzka jest zawodna, a moja pamięć w ogóle nie rejestruje takich sytuacji.  Dlatego zawsze, obiecując modlitwę, polecam ją pamięci Pana Boga. On nie zapomina. A ja tylko, modląc się, mówię: „Panie Boże, teraz w intencjach tych, którym obiecałem modlitwy i których Ty pamiętasz”.

 

Ale to ciągle nie posuwa nas dalej w naszych rozważaniach na temat „obojętnych”. Bo przecież swoje modlitwy obiecuję przyjaciołom i znajomym, czy też zupełnie przypadkowo napotkanym ludziom. Ale napotkanym. Na przykład modlę się za wszystkich, którzy trafiają na mego bloga i forum.  Modlę się też za swych wrogów i prześladowców. Ale co tymi, o których istnieniu nawet nie wiem?

 

Jest oczywiste, że nie można się modlić za kogoś, o kim nawet się nie wie, że istnieje. Jasne, można i należy się modlić, powiedzmy, za wszystkich naszych rodaków, za Ojczyznę, za polityków itp. Ale za jakiegoś, powiedzmy,  Dreptaka z Koziej Wólki? Oczywiste, że mi tego ani Kościół, ani Biblia nie nakazują.

 

Jednak komentarz pod moim postem nie dotyczył Dreptaka z Koziej Wólki, ale Adama Michnika, naczelnego GW. I tu sytuacja się jednak zmienia. Dlaczego? Bo to nie jest jakiś anonimowy osobnik, ale człowiek, który ma wielki wpływ na opinię milionów Polaków. Tak, jak redaktor Lis i redaktor Sakowski. Co prawda o tym ostatnim nawet nie słyszałem, a Lisa nigdy chyba nie czytałem, czy nie słyszałem na własne uszy, ale to jest tu najmniej istotne. Istotne jest to, że ludzie ci, swą działalnością, powodują to, że nasi bracia albo się do Boga zbliżają, albo od Niego oddalają, wpadając w łapy kudłatego.

 

Wokół nas toczy się walka o dusze. Media są tu niesamowicie ważną i skuteczną bronią. Bronią doskonale wykorzystywaną przez kudłatego. Ale i my umiemy ją wykorzystywać. Wystarczy wspomnieć pozycję Gościa Niedzielnego w rankingu polskich tygodników. I dlatego, że tak jest, nie możemy być obojętni wobec takich osób jak Michnik.  Dlatego musimy się za nich modlić. Złemu bowiem wcale nie chodzi o to, byśmy my się stali „wcielonymi diabłami”. Jemu wystarczy, jak nie będziemy robili nic.

 

Jest taki żart, który gdzieś przed laty usłyszałem o pewnej pani, chrześcijance, która była tak przepełniona miłością do każdego człowieka, że w każdym widziała coś dobrego i na nikogo nie powiedziała złego słowa. Denerwowała tym wszystkich ludzi ze swego otoczenia, więc by jej zepsuć humor i wreszcie zmusić ją do powiedzenia negatywnej opinii o kimś zapytano ją: „A co powiesz o szatanie?” –„Bardzo pracowite stworzenie. Bardzo pracowite. Nie odpoczywa ani na sekundę” –odpowiedziała.

 

Polskie przysłowie mówi, że uczyć się trzeba nawet do diabła. I z pewnością moglibyśmy się od niego nauczyć pracowitości. W wojnie o dusze bowiem nie ma rozejmów i zawieszenia broni. A kto nie robi nic, służy tylko wrogowi.

 

Ewangelia Mateusza, opis Sądu Ostatecznego, przedstawiony nam przez samego Sędziego:

 

Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie. Wówczas zapytają i ci: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie? Wtedy odpowie im: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego. (Mt 25, 41-46)

 

Jeden z najbardziej do mnie przemawiających fragmentów Pisma Świętego jest w Listach do Siedmiu Kościołów w Apokalipsie św. Jana. Pan Jezus dyktuje Janowi takie słowa:

 

„Aniołowi Kościoła w Laodycei napisz: To mówi Amen, Świadek wierny i prawdomówny, Początek stworzenia Bożego: Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust. Ty bowiem mówisz: Jestem bogaty, i wzbogaciłem się, i niczego mi nie potrzeba, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi. Radzę ci kupić u mnie złota w ogniu oczyszczonego, abyś się wzbogacił, i białe szaty, abyś się oblókł, a nie ujawniła się haniebna twa nagość, i balsamu do namaszczenia twych oczu, byś widział. Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i nawróć się! Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną. Zwycięzcy dam zasiąść ze Mną na moim tronie, jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem z mym Ojcem na Jego tronie. Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów” (Ap 3, 14-22)

 

My jesteśmy Kościołem w Laodycei. To my dziś mamy samochody, jeździmy na wycieczki zagraniczne, mieszkamy w pięknych domach, walczymy z nadwagą – nie zdając sobie spray z tego, że jesteśmy biedni, ślepi, nadzy i godni litości. Zredukowaliśmy naszą wiarę do laptopów na Pierwszą Komunię i wspaniałych przyjęć, do gór prezentów pod choinką, a losy innych często nas w ogóle nie interesują. Modlić się za Michnika? A co on mnie obchodzi?

 

W naszej Wspólnocie Marto modlimy się każdego dnia za grzeszników, za kapłanów, za nasze rodziny, za Ojczyznę i ludzi odpowiedzialnych za jej losy, (a to także obejmuje dziennikarzy, nie tylko polityków), za nienarodzone dzieci i tych, którzy je chcieliby zabijać. Dlaczego akurat takie osoby? Nie wiem. Myślę, że takie intencje są na dziś najważniejsze. I choć wszyscy jesteśmy grzesznikami, to przecież pewne grupy ludzi wymieniamy osobno, bo wydaje mi się, że oni dziś potrzebują tej modlitwy najbardziej.

 

Sobór Watykański II, Dekret o środkach społecznego przekazywania myśli "INTER MIRIFICA":

 

DSP 11. Szczególny obowiązek moralny odnośnie do właściwego korzystania ze środków przekazu społecznego ciąży na dziennikarzach, pisarzach, aktorach, reżyserach, producentach, nakładcach, dystrybutorach, wynajmujących lokale, agentach i sprzedawcach, na krytykach  i w ogóle na wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób uczestniczą w przygotowywaniu  i przekazywaniu programów. Zupełnie bowiem jasną jest rzeczą, jakie i jak ważne obowiązki mają oni wszyscy w obecnych warunkach, skoro mogą przez informację oraz propagandę  prowadzić rodzaj ludzki ku dobremu lub ku złemu.

 

Katechizm Kościoła Katolickiego:

 

2634  Wstawiennictwo jest modlitwą prośby, która bardzo przybliża nas do modlitwy Jezusa. To On jest jedynym wstawiającym się u Ojca za wszystkich ludzi, a w szczególności za grzeszników. […]

 

2636  […]  Wstawiennictwo chrześcijan nie zna granic: „za wszystkich ludzi, za królów i za wszystkich sprawujących władzę", za tych, którzy prześladują, za zbawienie tych, którzy odrzucają Ewangelię.

 

I na koniec jeszcze raz Święty Paweł, którego cytuje powyższy fragment z Katechizmu:

 

Zalecam więc przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi, za królów i za wszystkich sprawujących władze, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością. Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy. (1 Tm 2, 1-4)

 

Zatem, jak widać, nie da się obronić tezy, jakoby do naszych obowiązków należało tylko modlenie się za wrogów i przyjaciół, a tych „obojętnych” możemy sobie darować. Nie ma tu bowiem żadnych obojętnych. Modlić się powinniśmy za wszystkich ludzi. Szczególnie za takich, którzy sprawują władzę nad innymi. Szczególnie tych, którzy sprawują władzę dusz.

 

__________________________________________________

Spis treści bloga  Wspólnota Marto

Komentarzy: 37


Kronika pielgrzymki. Czyj jest ten obraz i napis?

Kategoria: Teologia Wednesday, 06 January 2010, 18:32

Dzisiejszy dzień zacząłem od Mszy Świętej. Skoro mój wyjad do Polski to jest pielgrzymka, nie mogłem inaczej. Chciałem też prosić swego proboszcza O "krzyżyk na drogę". O błogosławieństwo. O to, by mnie posłał. Bo skoro jadę na misję, to muszę być posłany.

 

Dziesiejsza Ewangelia to jeden z tych fragmentów Pisma Świętego, które lubię najbardziej. Siedząc więc na walizkach i czekając na odlot podzielę się z Wami moimi refleksjami na jej temat, co mi przyjdzie tym łatwiej, że już kiedyś pisałem na temat tego wydarzenia. Zatem – odgrzewane kotlety.

 

Święty Marek opisuje jedną z tych scen, kiedy to faryzeusze przypuszczali, że znaleźli doskonałą zasadzkę, w którą złapią Jezusa. Wymyślili pytanie tak skonstruowane, że bez względu na to, jak On odpowie, myśleli, wpadnie w zastawione sidła. Cóż, nie wierzyli oni, że Jezus jest Bogiem, nie wiedzieli więc, że nie mają szans na odniesienie sukcesu. Samo pytanie brzmiało:

Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? (Mk 12, 14)

Myśleli, że jak Jezus powie, żeby płacić, oskarżą go o kolaborację z okupantem i straci wiele w oczach ortodoksyjnych Żydów, a jak powie, że nie, to doniosą przedstawicielom Rzymu, że namawia do rebelii. Czyli sytuacja bez wyjścia: Tak źle i tak niedobrze.

 

To jest takie „standardowe” tłumaczenie tego tekstu. Używa się go także czasem do uzasadnienia obowiązku płacenia podatków przez chrześcijan. Jezus bowiem odpowiedział tak:

Przynieście Mi denara; chcę zobaczyć. Przynieśli, a On ich zapytał: Czyj jest ten obraz i napis? Odpowiedzieli Mu: Cezara. Wówczas Jezus rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.

Ja jednak uważam, że ta historia wcale nie jest o podatkach. W ogóle nie mówi o finansach, pieniądzach i obowiązkach wobec Ojczyzny. Mówi ona o tym, kto jest naszym Panem. Komu służymy. Czyim dzieckiem jesteśmy. Czyj obraz my w sobie nosimy.

 

Jestem przekonany, że Jezus mówiąc o „obrazie i napisie”, a raczej obrazie i imieniu, bo to właśnie mówił ten napis, nawiązuje do Księgi Rodzaju. To właśnie tam, na samym początku, czytamy, że:

Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. (Rdz 1,27).

Wątek „obrazu” i „imienia” przewija się później przez całą Biblię. Mamy jakby dwie rodziny ludzkie, dwie gałęzie rodzaju ludzkiego: Bożą i człowieczą. Tych, którzy są dziećmi Bożymi i tych, którzy sami sobie są bogami. Pierwszy raz spotykamy się z tym już wśród dzieci Adama. Kain, mordując swego brata, odrzuca Boga. Służy tylko sobie. Adam, stworzony na obraz Boga, zbliża się ponownie do żony i Bóg mu daje jeszcze jednego syna, Seta. Set z kolei, mając swego syna, wzywa imienia Pana: Setowi również urodził się syn; Set dał mu imię Enosz. Wtedy zaczęto wzywać imienia Pana. (Rdz 4,26)

 

Widzimy więc wątek rodziny Bożej. Tymczasem wygnany Kain buduje miasto i nazywa je imieniem… Zobaczmy sami: Kain zbliżył się do swej żony, a ona poczęła i urodziła Henocha. Gdy Kain zbudował miasto, nazwał je imieniem swego syna: Henoch. (Rdz 4,17)

 

Troszkę później znowu mamy wątek imienia. W historii z wieżą Babel ludzie postanowili: Nuże, zbudujmy sobie miasto i wieżę, której szczyt sięgałby aż do nieba, i uczyńmy sobie imię, abyśmy nie rozproszyli się po całej ziemi! (BW, Gen 11,4) Użyłem tłumaczenia Biblii Warszawskiej, gdyż Tysiąclatka zastąpiła słowo “imię” “znakiem”. Ludzie odrzucają Boga i chcą sami uczynić sobie imię. Chcą mieć swój, a nie Boży, „napis” na wieży.

 

Przykładów jest więcej i pisałem już o tym w „Rozważaniach o Biblii”. Myślę jednak, że te, które podałem, wystarczająco ilustrują moją myśl. Jak więc widzimy, Jezus, nawiązując do Tory, odwraca zupełnie pułapkę założoną na niego przez faryzeuszy. Pyta ich niejako: Co wam do tego, czy należy płacić, czy nie? Czemu mnie o to pytacie? Moje Królestwo nie jest z tego świata. Dlaczego martwicie się podatkami? Spójrzcie w swoje serca: Czyje imię jest w nich wypisane? Czy waszym bogiem jest Cezar, czy mamona, czy też Bóg prawdziwy? Czy za imieniem cesarza podążacie, czy za wołaniem Boga, które powinno być w waszych sercach?

 

Podatki trzeba płacić i ja na pewno nikogo do rebelii nie namawiam. Sam Święty Paweł powiedział: Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia.[…] Oddajcie każdemu to, mu się należy: komu podatek – podatek, komu cło – cło, komu uległość – uległość, komu cześć – cześć. (Rz 13,1-2,7) Jezus jednak, jestem przekonany, miał zupełnie co innego na myśli. Gdy faryzeusze myśleli o podatkach, a raczej o przyłapaniu Jezusa, On chciał im ukazać, że martwią się nie tym, czym powinni. Każdy bowiem, kto chce to Królestwo osiągnąć, musi mieć „obraz i napis” prawdziwego Boga w swoim sercu.

 

Gdyby byli oni obywatelami Królestwa Niebieskiego, dojrzeliby w Jezusie Mesjasza, a nie próbowaliby łapać Go w zasadzki i zgładzić.

 

A nauka dla nas jest taka, że i my powinniśmy się bardziej martwić osiągnięciem Królestwa Bożego, niż naszymi codziennymi troskami. Bo one to właśnie bardzo często przesłaniają nam naszego Boga. A jeżeli bierzemy udział w glosowaniu, co każdy z nas powinien bezwarunkowo uczynić, głosujmy tak, jakby to Jezus był naszym prawdziwym Panem i Królem. Pamiętajmy i o tych Jego słowach:

Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo /Boga/ i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. (Mt 6:31-33)

Sama zaś dzisiejsza Ewangelia, przypominam, brzmiała tak:

Uczeni w Piśmie i starsi posłali do Jezusa kilku faryzeuszów i zwolenników Heroda, którzy mieli pochwycić Go w mowie. Ci przyszli i rzekli do Niego: Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i na nikim Ci nie zależy. Bo nie oglądasz się na osobę ludzką, lecz drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? Mamy płacić czy nie płacić? Lecz On poznał ich obłudę i rzekł do nich: Czemu Mnie wystawiacie na próbę? Przynieście Mi denara; chcę zobaczyć. Przynieśli, a On ich zapytał: Czyj jest ten obraz i napis? Odpowiedzieli Mu: Cezara. Wówczas Jezus rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga. I byli pełni podziwu dla Niego. (Mk 12,13-17)

Miałem pisać kronikę swojej wyprawy, a napisałem kazanie. Ale co tam, kazanie zawsze jest na miejscu. Bo z dzisiejszej Ewangelii wynika pewna nauka także dla mnie. Zwłaszcza w sytuacji, gdy się nie przelewa. Ale nie przejmuję się zbytnio. Najpierw oddam Bogu, co należy do Niego, a On, wierzę w to głęboko, zatroszczy się sam o swojego osła.

 

A proboszcz, monsignore McSweeney, gdy dowiedział się, że lecę zaraz do Polski, najpierw zapytał mnie, czy żałuję za wszystkie swoje przewinienia wobec Boga i ludzi, potem odpuścił mi grzechy, a następnie posłał mnie na moją misję. I choć obaj wiemy, że to w żaden sposób nie robi ze mnie "oficjalnego przedstawiciela Kościoła", to jednak dla mnie osobiście jest to ważne. Bo dla mnie ważna jest bezwarunkowa wierność Kościołowi, mojemu biskupowi i mojemu proboszczowi. Moja misja bowiem, misja głoszenia Dobrej Nowiny każdemu, komu tylko się da, jest odpowiedzią na to czego właśnie uczy nas Kościół od czasów apostolskich, gdy sam nasz Pan powiedział:

Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!(Mk 16,15)

Dziękuję wszystkim za życzenia i w sposób szczególny za modlitwy. Bóg zapłać!

Komentarzy: 9


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.