Kategoria: Rozrywka Friday, 17 December 2010, 05:54
Ja chodzę do kina średnio raz, czy dwa razy w roku, ale ten film musiałem zobaczyć. Przede wszystkim dlatego, że zawsze staram się wspierać pozytywną produkcję Hollywoodzką. Poza tym jestem wielkim fanem Lewisa i choć Opowieści z Narnii w całości przeczytałem całkiem niedawno, wiele innych jego książek znam od lat.
Film, choć był na pierwszym miejscu, rozczarował stosunkowo niewielkim wpływem z biletów. Pogoda była "kinowa", ale w wielu regionach USA trudno było do kina dojechać, ludzie więc oglądali telewizję. Dziś też, gdy wszedłem do kina na 15 minut przed seansem, nie miałem problemu ze znalezieniem wolnego fotela. Prawdę mówiąc wszystkie fotele były wolne. Dopiero później zjawiło się kilka osób. Byłem w kinie na siedemnastą, gdy ludzie jeszcze nie wrócili z pracy, miejmy więc nadzieję, że na wieczornych seansach było trochę lepiej. Jednak 25 milionów dolarów za bilety w USA i kolejne sto milionów zarobione do tej pory w innych krajach to nie jest jeszcze tragedia. Produkcja filmu kosztowała około 150 milionów, więc jest niemal pewne, że przynajmniej będzie zwrot kosztów, a być może, gdy pogoda się poprawi, film przyniesie całkiem pokaźny zysk.
Recenzje w gazetach nie są zachwycające, zaledwie połowa z nich jest pozytywna, ale przynajmniej częściowo problem ten wynikaz tego, że niektórym krytykom nie podoba się przesłanie filmu. Zatem znacznie mniej życzliwie spoglądają oni na filmy o Narnii niż na filmy z Harry Potterem i inne podobne produkcje. Bowiem Podróż Wędrowca Do Świtu ma bardzo wyraźne chrześcijańskie przesłanie. I choć film nie dorównuje pod tym względem pierwowzorowi literackiemu, to przecież nie udało się producentom filmu tego przesłania pozbyć. Nic więc dziwnego, że krytycy krytykują. Dużo istotniejsze jest jednak to, że 85% widzów ma pozytywne zdanie o tym filmie.
Film nie jest długi, mniej niż dwie godziny, więc nie wszystko, co znajdziemy w książce można zobaczyć na filmie. Przygody na niektórych z wysp, które odwiedził żaglowiec połączono, a i tak akcja, szczególnie w drugiej części filmu, toczy bardzo szybko. Ja osobiście nie miałbym nic przeciwko temu, by film był troszkę dłuższy. Film nie oddaje też humoru i finezji narracji Lewisa, ale to jest w ogóle nie do odtworzenia. Jest on raczej typową produkcją hollywoodzką i efekty specjalne, potwory i inne dziwne baśniowe zjawiska jakie w tym filmie widzimy są łudząco podobne do efektów i potworów w dziesiątkach innych filmów. Co zresztą niekoniecznie jest rzeczą złą, bo efekty te są na naprawdę dobrym poziomie.
Film ten jest baśnią i to baśnią o bardzo pozytywnym i wyraźnie zarysowanym przesłaniu. Wiadomo dokładnie co jest dobrem, a co złem i kto nas od tego zła wyzwoli. Podobało mi się jak przedstawiono w tym filmie pokusę, jak się z nią każdy z nas zmaga i jak Aslan nam pomaga, gdy słyszy nasz krzyk rozpaczy. I jak nam pomaga nawet wtedy, gdy zapomnimy, bo Go zawołać. To nie jest Potter, gdzie zło z dobrem jest dokładnie wymieszane, gdzie nic nie jest jasne, gdzie granice dobra i zła się rozpływają. W "Podróży Wędrowca" nie rozpływa się nic.
Bardzo mi się podobała gra aktora, który się wcielił w Eustachego. Irytującego, nieznośnego chłopca, który na skutek przeżytych przygód przechodzi metamorfozę. Chyba najlepsza rola "ludzka" w tym filmie, bo z innych postaci zdecydowanie najlepiej grał Ryczypisk. Ale Ryczypisk to w ogóle moja najulubieńsza, najbardziej ukochana postać ze wszystkich Narnijczyków. Oczywiście poza Aslanem. I tak jak Lucy, chciałbym go choć raz uściskać i przytulić. Niezwykła odwaga, miłość do wszystkich przyjaciół, także tych irytujących i niezachwiana wiara… Gdybym ja tak potrafił… Ryczypisk już odszedł do Krainy Aslana, ale z Eustachym, mam nadzieję, spotkamy się jeszcze w kolejnych filmach.
Nie był to może najlepszy film, jaki w życiu widziałem, ale z pewnością jest to film dobry. Lepszy od "Księcia Kaspiana", choć chyba pierwsza część Opowieści z Narnii, "Stara szafa", podobała mi się bardziej. Co więcej, "Podróż Wędrowca Do Świtu" jest w wersji trójwymiarowej, a to jest zawsze dodatkowy plus. Tak więc film z pewnością jest godny polecenia i ja sam pewnie zobaczę go jeszcze raz, gdy pójdziemy z resztą rodziny. Dziś bowiem byłem w kinie sam.
W książkach akcja jest niezwykle ważna, jednak sama akcja to nie wszystko. Ważni są bohaterowie książki, postaci w niej występujące i ważne jest także to, jak dana historia jest opowiedziana. W pewnym sensie to ostatnie bywa nawet najważniejsze, bo najciekawsza historia, z najwspanialszymi bohaterami opowiedziana w beznamiętny i nudny sposób staje się niestrawna. A Lewis jest doskonałym, inteligentnym i pełnym humoru gawędziarzem. Mam więc nadzieję, że nikt nie poprzestanie na samym filmie i gdy ktoś nie czytał jeszcze książki, to sięgnie i po nią. Naprawdę warto.
Zatem zachęcam i do obejrzenia filmu, który w Polsce zadebiutuje w dniu Bożego Narodzenia i do przeczytania książki. A tym, którzy nie mają czasu na czytanie, bo spędzają go głownie w korkach na zaśnieżonych drogach, polecam Opowieści z Narnii w formie audio. Wiem, że są co najmniej dwie wersje. Ja mam tę czytaną przez Agnieszkę Greinert i Jerzego Zelnika. Prawdziwa uczta dla duszy, cudowne wykonanie i najdłuższy nawet korek nie straszny, gdy spędzamy go z Aslanem, Ryczypiskiem, Królem Kaspianem, Lucy i Edmundem.
Kategoria: Rozrywka Sunday, 12 September 2010, 05:51
W USA uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny nadal jest obowiązującym świętem, więc jadąc z Charlotte do Seattle zrobiłem krótką przerwę na odwiedzenie kościoła Św. Franciszka w Laurel, Montana.
Słuchając dzisiejszych czytań z Genesis i patrząc na wnętrze olbrzymiej świątyni (jak na takie malutkie miasteczko), w której wiele miejsc było pustych przypomniała mi się pewna historia.
Oczywiście nie wiem, czy w Laurel jest w niedzielę więcej wiernych w kościele, nie robię tu żadnych osądów, ale z drugiej strony wiemy, że jest spora grupa ludzi, tak w USA jak i w Polsce, które uważając się za katolików, często do kościoła nie mogą trafić.
Tak też było w pewnej parafii, ale proboszcz postanowił coś z tym zrobić. W duchu pierwszych chrześcijan-misjonarzy, wybrał się do domu jednej z tych swoich zagubionych owieczek, której nie widział w kościele od dłuższego czasu. Nie zastał jednak nikogo w domu, więc wsuną jedynie w szparę w drzwiach karteczkę, na której można było przeczytać: "Ap 3:20".
Owieczka odnalazła karteczkę w drzwiach, domyśliła się, co te tajemnicze literki oznaczają, zdmuchnęła kurz ze swej Biblii, otworzyła i przeczytała w trzecim rozdziale Apokalipsy:
Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną.
Ha ha ha, bardzo zabawne, pomyślał zaginiony parafianin, a skoro już miał w ręce Biblię, zaczął szukać odpowiedzi…
Następnej niedzieli proboszcz licząc pieniądze zebrane na tacy zobaczył między bilonem i paroma banknotami karteczkę. Zaciekawiony rozwiną ją i przeczytał: "Rdz 3,10". Proboszcz nie musiał nawet szukać swojej Biblii, ten werset znał doskonale. Czyta się go wielokrotnie w ciągu roku, także w uroczystość Niepokalanego Poczęcia:
Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się.
Kategoria: Rozrywka Sunday, 19 September 2010, 01:37
Dziś kilka fotek z drogi. Ktoś Ten piękny zachód słońca sfotografowałem gdzieś na Florydzie:
Robaczek odpoczywał na mojej szybie w Pensylwanii:
Żabka z kolei zaszczyciła mnie w Iowa. Jechałem ponad 100 km/h gdy zjawiła się za boczną szybą patrząc na mnie znacząco… Zanim się wytłumaczyłem, pędzące powietrze porwał ją i więcej się już nie spotkaliśmy. "That's my story and I'm sticking to it"
Nawet, gdy widoki za oknem są mdłe i nudne jak flaki z olejem, zawsze można liczyć na ciekawe chmury:
Najwyższy szczyt Oregonu Mt Hood, wulkan, zatem nie jest częścią jakiegoś pasma górskiego i dlatego wygląda tak imponująco. Zdjęcie zrobione w sierpniu, tam śniegi nigdy nie topnieją:
Te jabłka miały być schłodzone, nie pieczone… Kierowca chyba nie zrozumiał do końca polecenia dyspozytora:
To tylko kilka fotek z ostatnich tygodni, zrobionych przeważnie podczas jazdy, tanim podręcznym aparatem cyfrowym. Na moim forum jest ich tysiące, w temacie "Tour the USA" Głównie amerykańskie ciężarówki, ale widoczki też się trafiają. Zapraszam.
Kategoria: Rozrywka Friday, 17 September 2010, 05:20
Ponieważ niektórzy narzekają, że piszę zbyt rozwlekle, dziś będzie krótko i na temat. Mój skromny komentarz do ostatnich wydarzeń w Polsce: "Wywozimy obietnice polityków".
Ja, jak chyba większość ludzi, bez przerwy narzekam na brak czasu. Ale to wcale mi nie przeszkadza w tym, by czasem zrobić coś zupełnie bezużytecznego. A zresztą… może to wcale nie jest takie bezużyteczne?
Jasne, że to, co robię na swym forum jest istotne. Jest oczywiste, że niektóre wpisy na moim blogu są ważne. Byłoby też wskazane, bym po rozładowaniu się poświęcił trochę czasu na szukanie kolejnego ładunku. Bo choć Kolorado jest pięknym stanem, to przecież nie jestem tu na wakacjach, ale w pracy i powinienem jak najszybciej się załadować i jechać dalej.
Dziś jednak, zamiast szukać ładunku, czy też nadrabiać moje forumowe zaległości, bawiłem się w producenta, reżysera i operatora filmowego. I choć Oscara za mój filmik nie dostanę, choć jakość nagrania nie jest najlepsza, to i tak jestem z siebie niezwykle dumny. Sami zresztą zobaczcie. Dzika bestia, na wolności, nie oswojona w zoo, a ja dysponowałem tylko tanim aparatem fotograficznym, starym Casio EX-S600 i niektóre ujęcia – mistrzowski poziom. National Geographic tego ode mnie nie kupi, ale jak na mnie, to co najmniej czwórka z plusem. ;-)
Zatem, dla odprężenia, zapraszam na spotkanie z moim nowym przyjacielem, pieskiem preriowym:
Kategoria: Rozrywka Wednesday, 02 June 2010, 04:43
Jedną z charakterystycznych rzeczy dla Ameryki, są wszechobecne billboardy. Czasem jest to wręcz niekończący się szpaler po obydwu stronach autostrady. A wśród billboardów zdumiewającą dla Europejczyka rzeczą są te o treściach religijnych.
Zresztą może się mylę. Może w Europie jest teraz inaczej. Może na Zachodzie i 30 lat temu było inaczej. Jak wyjeżdżałem z Europy, to też niewiele zdążyłem zobaczyć. Jednak po naszej stronie żelaznej kurtyny z pewnością żadnych billboardów nie było. Co najwyżej transparenty z propagandowymi hasłami. Ale jak to słusznie zauważył Wiktor Bielenko, pilot MiGa 25, który zwiał w 1976 roku do Japonii, w Związku Radzieckim nie było reklam Coca Coli, bo nie było Coca Coli. Była natomiast partia komunistyczna i dlatego było tyle reklam partii komunistycznej. Trudno odmówić logiki takiej argumentacji. ;-)
Nawiasem mówiąc Bielenko nie był pierwszym pilotem, który zwiał ze swym samolotem z krajów "obozu" na zachód. Pierwszymi byli dwaj polscy piloci, którzy na swych Migach 15 zwiali w 53 do Danii. A sama ucieczka Bielenki jest opisana w kapitalnej książce autorstwa Johna Barrona "MiG Pilot", która doskonale oddaje to, co odczuwał Belenko, gdy pierwszy raz zobaczył Amerykę i jakim szokiem dla niego była tamta rzeczywistość. Teraz chyba książka byłaby niezrozumiała dla młodych ludzi, którzy nie pamiętają realiów komunistycznego raju, ale dla mnie, który czytałem tę książkę kilka lat po ucieczce Bielenki i parę lat po moim przyjeździe do Stanów, była ona zrozumiała aż za dobrze. Mimo, że przecież my, w Polsce, dzięki znacznie większemu otwarciu na Zachód, nie byliśmy aż tak zindoktrynowani jak Rosjanie.
Jednym z zabawniejszych cytatów ze wspomnień Bielenki, jakie zamieszcza Barron, są jego słowa, komentujące billboardy w okolicach San Francisco:
About forty miles outside San Francisco, he started noticing signs advertising all sorts of lodging, restaurants, and nightclubs in the city. That's right. There are no signs outside Rubtsovsk or Omsk or Moscow because there are no places to stay or eat. You stay in the railway station if there's room. Sure, we have signs. They tell how great the Party is, how much the Party is achieving. No signs tell you where to buy sausage.
Co oznacza, w przybliżonym przykładzie:
Około czterdziestu mil od San Francisco Bielenko zaczął zauważać billboardy reklamujące wszelkiego rodzaju hotele, restauracje i nocne kluby s mieście. "To prawda. Nie ma reklam w okolicach Rubcowska, Omska, czy Moskwy, bo tam nie ma miejsc, gdzie można by się zatrzymać, czy coś zjeść. Zatrzymujesz się na dworcu, jak jest miejsce. Ale jasne, że mamy reklamy. Mówią nam jaka wspaniała jest Partia i jakie osiąga sukcesy. Ale żadne reklamy nie mówią, gdzie kupić kiełbasę."
Cała książka jest dostępna TUTAJ, ale ja nie o niej miałem pisać. Miałem pisać o amerykańskich billboardach "reklamujących" chrześcijaństwo, czy też uczących tego, czego uczy nas Biblia i Kościół. Zresztą wiele z nich, może nawet większość, to znaki postawione, czy zakupione przez ewangelików, protestantów, ale wiele jest też katolickich, jak widać z podpisów, symboli, czy wizerunków maryjnych. A poniżej kilka przykładów tej "hajłejowej ewangelizacji":
"Jak się zorientujesz, że jedziesz w złym kierunku… Pamiętaj, Chrystus zezwala na zawracanie"
"Jezus zbawia i przebacza, pornografia zniewala i niszczy. Kościół Chrystusa w Concordii"
"Bóg przebacza, gdysię przed nim wyspowiadamy z grzechów. I okażemy skruchę"
"To twój wybór, Niebo, czy piekło. Przeczytaj Jana 3,36"
"Jezus Chrystus Zbawiciel Świata. Poproś Go dzisiaj, by był twoim"
Ci, którzy są za nieograniczonym prawem do aborcji nazywają siebie "pro choice". "Za wyborem". Chrześcijanie są "pro life", "za życiem", bo wiadomo, że eufemizm "pro choice" znaczy nie "za wyborem", ale "za śmiercią". Na tym bilboardzie jest prosta wiadomość: "Życie… piękny wybór".
"Jezus jest Panem tej doliny"
"Uniknij piekła, nawróć się. Dziś zaufaj Jezusowi"
Billboardy oferujące konkretną pomoc przyszłym matkom. Na pierwszym wizerunek Matki Bożej z Guadalupe, jako młodej Indianki w ciąży, napis: "Kochaj swoje dzieci, urodzone i przed urodzeniem" i numer telefonu, gdzie można szukać pomocy. Na drugim też numer telefonu z pomocą dla przyszłykch matek i napis: "Każde życie jest święte, od poczęcia do naturalnej śmierci"
Jeszcze dwie wiadomości "pro life". Pierwszy znak mówi: "Aborcja. Wybór, który zabija". Drugi: "Aborcja? Czy nie zapominamy o kimś?"
"Jezus powiedział: Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, niż przeze mnie"
"Dzięki Jezu za Twe hojne błogosławieństwa"
"Siedem miesięcy przed swym narodzeniem miałem już linie papilarne" i "Moje serce biło 18 dni po moim poczęciu"
"Jeżeli dzisiaj umrzesz, gdzie spędzisz wieczność?"
"JEZUS. Mędrcy Go ciągle poszukują"
"Kochaj życie. Narodzone i nienarodzone" i "Wybierz życie"
"Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego"
"Sekunda rzed urodzeniem – wybór. Sekunda po urodzeniu – życie. Pomyśl o tym. Wybierz życie"
Ty to nazywasz aborcją. Bóg to nazywa morderstwem"
"Uwierz i nawróć się. Jezus Cię kocha"
I na koniec ogłoszenie poszukujące pracowników. "Poszukiwani kierowcy do pracy w teamie. JEZUS i ty"
PS. A ten może nawet i Bielence by się wydał znajomy ;-) :