Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Niesamowite świadectwo

Kategoria: Religia Thursday, 23 February 2012, 18:25

Życie Dobromira "Mak" Makowskiego to przykład na to, że dobro jest potężniejsze od zła, a Pan Bóg ma moc wyprowadzić dobro nawet ze zła. Warto posłuchać jego świadectwa:

 

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=KIXaTWoR0AM

Komentarzy: 6


Ulewa, śnieg i ... ziarno

Kategoria: Religia Friday, 07 October 2011, 01:15

Kiedy przygotowywałem się do dzisiejszej homilii, czytając pierwsze czytanie i Ewangelię, zauważyłem coś dziwnego – coś, co na pierwszy rzut oka wydało mi się pewną niekonsekwencją, jeśli nie sprzecznością. Otóż pierwsze czytanie wzięte z Proroka Izajasza mówi nam o całkowitej, stuprocentowej skuteczności słowa Bożego. Słowo wychodzące z Bożych ust nie powraca do Niego bezowocnie, dopóki nie spełni tego, co chce. A co jest wolą Bożą? Aby nawodnić glebę i uczynić ją żyzną.

 

Jakiż kontrast do fragmentu dzisiejszej Ewangelii! Tu również mamy do czynienia ze słowem Bożym, ale przedstawionym jako nasienie. Ale w większości przypadków nie przynosi plonu. Pierwsze pada na drogę i ptaki wydziobują je. Drugie pada na miejsca skaliste, ale ponieważ gleba nie była głęboka, źdźbła, które wyszły z gleby uschły. Trzecie padło między ciernie, a te wyrosły i zagłuszyły wschodzące źdźbła. W pierwszym nie wydało plonu, w drugim nie, i w trzecim przypadku ziarno nie przyniosło żadnego plonu. Prawie że chce się powiedzieć: A jednak słowo Boże nie jest skuteczne! Dopiero czwarte spadło na żyzną glebę i wydało plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny.

 

Kiedy tak zastanawiałem się nad tym, zauważyłem różnicę w porównaniach. W pierwszym czytaniu słowo Boże porównane jest do ulewy i śniegu, które zawsze są skuteczne w użyźnianiu gleby; w Ewangelii natomiast słowo Boże porównane jest do ziarna, które tylko wtedy wydaje owoc, kiedy spada na glebę żyzną, głęboką, i gdzie nie rosną ciernie. Gleba jest przygotowana, jeśli jest nawodniona, wtedy spada na nią ziarno, i dalej potrzeba wody, aby podtrzymywać rozwój ziarna, które wschodzi i rozwija się. Co to znaczy? Że nie wystarczy raz na zawsze przyjąć słowa, ale trzeba jest przyjmować wciąż na nowo. Dlaczego? Bo słowo to nie tylko ziarno, ale także woda, bez której najlepsze ziarno nie przyniesie żadnego plonu. Dlatego nie wystarczy być ochrzczonym, przyjąć sakrament bierzmowania, małżeństwa. Nie wystarczy przyjąć słowo Boże raz na zawsze. To za mało. Trzeba je jeszcze regularnie podlewać, jeśli chcemy, aby wydało owoce. Trzeba wsłuchiwać się w nie przynajmniej raz na tydzień, rozważać i wprowadzać je w życie. I wtedy mamy ufność, że tak przyjęte słowo wyda plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny.

 

Bo słowo Boże jest nie tylko ziarnem zasianym na glebie naszych serc, ale również deszczem, który je użyźnia.

Komentarzy: 4


Myśl na Boże Ciało (1)

Kategoria: Religia Sunday, 26 June 2011, 15:31

Jak wiadomo, protestanci rozumieją obecność Pana Jezusa pod postaciami chleba i wina w sposób symboliczny. Inaczej mówiąc, nie wierzą oni, że w Eucharystii Pan Jezus przebywa w sposób rzeczywisty; nie wierzą, że jest obecny ze swoim zmartwychwstałym Ciałem i Krwią, Duszą i Bóstwem.

 

W czasie jednej z dyskusji protestancki pastor powiedział katolickiemu studentowi: "Gdyby w Eucharystii Pan Jezus był obecny w sposób rzeczywisty, to spożywając Eucharystię, stalibyście się jak On, Jezus Chrystus; stalibyście się Bogiem". Tak, ten protestant powiedział prawdę. Jestem przekonany, że taka właśnie byłoaintencja Pana, abyśmy spożywając Jego Ciało i pijąc Jego Krew stali się jak On, abyśmy stali się NIM.

 

Sama ta perspektywa może przyprawić o zawrót głowy. Jak to, mamy się stać jak ON? Przecież On jest Bogiem! Jak możemy: stać się Bogiem?!

 

Ta wizja nie jest ogólnie przyjmowana. Wielkość powołania, które otrzymujemy w Chrystusie, może przerazić. Nawet kapłani i wierni katolicy mają z tym problem. Pamiętam z pobytu w Niemczech kartkę bożonarodzeniową z napisem: „Pan Jezus stał się Człowiekiem, aby uczynić nas ludźmi”. O nie, Pan Jezus zamierza znacznie więcej. Nawet więcej niż „przerobić nas zjadacze chleba w aniołów”. On chce przemienić nas w Siebie, co oznacza, że chce uczynić z nas Boga.

 

Czy to znaczy, że chce uczynić nas wszechmocnymi? Nie, raczej chodzi o coś innego. On chce uczynić nas wszechkochającymi, jeśli tak można powiedzieć, a używając słów Pana, On chce, abyśmy kochali innych Jego miłością. Czyniąc tak, kochamy tak jak On, co nie jest możliwe, jeśli chcemy oprzeć się tylko na naszym człowieczeństwie. Nie jest przypadkiem, że Pan Jezus dał swoim uczniom nowe przykazanie miłości właśnie w Wieczerniku, w miejscu, gdzie ustanowił Najświętszy Sakrament. W miejscu, gdzie powiedział: „Kochajcie się nawzajem, jak Ja was umiłowałem”, powiedział też: „Bierzcie i jedźcie…”, „bierzcie i pijcie…”.

 

I dlatego też jest czymś stosownym mówienie o wymaganiu miłości wzajemnej na wzór Pana w miejscu, gdzie słyszymy słowa, które Pan wypowiedział w Wieczerniku. Przyjmując Pana w Eucharystii, pamiętajmy o wymaganiu, które On stawia. On wymaga, abyśmy kochali innych Jego miłością. A jeśli nam to się udaje, to znaczy, że Jemu udaje się przemieniać nas w Siebie.

Komentarzy: 21


Droga do pokoju

Kategoria: Religia Saturday, 05 March 2011, 18:10

W dzisiejszej uroczystości łączymy motywy religijne i świeckie, świętujemy wydarzenia z historii zbawienia i wydarzenia z historii naszego polskiego narodu. Obchodzimy Uroczystość Maryi Królowej Polski i obchodzimy rocznicę uchwalenia Konstytucji Trzeciego Maja. Przy wspominaniu tego wydarzenia podkreśla się, że jest to pierwszy w Europie i drugi, po konstytucji Stanów Zjednoczonych, na świecie tego typu dokument regulujący podstawowe relacje rządu i obywateli. Tylko niecałe cztery lata różnicy w czasie pomiędzy uchwaleniem tych dokumentów. Historia pokazała, że o ile dla Stanów Zjednoczonych ich konstytucja odegrała wielką, pozytywną rolę w ich historii, to nie stało się tak, niestety w przypadku Polski. Chociaż konstytucja 3 maja była wielkim osiągnięciem, to jednak jej uchwalenie paradoksalnie przyśpieszyło upadek i rozbiory Polski, ponieważ jej sąsiedzi bali się skutków, jakie ta konstytucja mogłaby przynieść.

 

Niezależnie od tego, jak skuteczne były usiłowania uchwalających obie wspomniane konstytucje, są one przykładem wysiłków zmierzających do oprawienia pozycji społecznej i dobrobytu najgorzej sytuowanych obywateli, a przez to ostatecznie do osiągnięcia czy umocnienia pokoju. Takie wysiłki są nie tylko potrzebne, a nawet nieodzowne, a jednak, jesteśmy zmuszeni przyznać ich ograniczoność i niewystarczalność dla zdobycia prawdziwego i trwałego pokoju, którego szuka każde ludzkie serce.

 

Na tym tle dobrze jest odczytać przesłanie Ewangelii z ostatniej niedzieli. Ludzkie usiłowania zdobycia pokoju są dzisiaj skonfrontowane z pokojem, który daje Zmartwychwstały. W Ewangelii Mszy św. w Niedzielę Miłosierdzia słyszeliśmy nie raz, nawet nie dwa razy, ale trzy razy „Pokój wam”! W innym miejscu w tej samej Ewangelii mamy zapisane słowa Pana, w których wyjaśnia istotę tego pokoju: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję” (J 14, 27). W Liście do Efezjan św. Paweł pisze, że Pan nie tyle daje pokój, ale że to On sam jest naszym Pokojem. Apostoł pisze też w tym miejscu także o cenie tego pokoju, który przynosi Zmartwychwstały, czy może raczej trzeba powiedzieć, sposobie jego osiągnięcia:

„On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części (ludzkości) uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość. W swym ciele pozbawił On mocy Prawo przykazań, wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch (rodzajów ludzi) stworzyć w sobie jednego nowego człowieka, wprowadzając pokój, i (w ten sposób) jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości.” (Ef 2:14-16)

 

Pan Jezus stał się naszym pokojem, ponieważ w sobie zadał On śmierć wrogości. Co to znaczy: „Zadał w sobie śmierć wrogości”? Tym wrogiem jest grzech. Na krzyżu, przez swoją śmierć Pan zwyciężył grzech oddzielający człowieka od Boga. Jest to jedyny wróg każdego z nas. Walka, którą toczymy, nie jest z obcymi mocarstwami, nie z inaczej wierzącymi, inaczej myślącymi, nie z inną partią, ani też nie z progresistami czy „tradsami”. Nie, nasza walka jest z mocami ciemności, z szatanem, z grzechem. I ta walka przebiega nie na granicach pomiędzy  państwami, szkołami filozoficznymi czy wyznaniami, ale przez ludzkie serca. To w sercu każdego z nas toczy się walka pomiędzy dobrem, a złem, pomiędzy grzechem, a łaską, pomiędzy Bogiem, a szatanem. Nasza walka byłaby z góry skazana na porażkę, gdyby nie Jego zwycięstwo nad grzechem.

 

Pan Jezus pokonał grzech oddzielający człowieka od Boga. Będąc na ziemi przebaczał grzechy skruszonych w sercu, a po swoim zmartwychwstaniu dał władzę ich przebaczania Apostołom. Po Jego zmartwychwstaniu Apostołowie głosili przebaczenie grzechów w imię Zmartwychwstałego Pana. I Kościół nie przestaje głosić tej Dobrej Nowiny. Teraz wystarczy tylko poprosić Go o przebaczenie, a On w swojej miłości gotowy jest do przebaczenia. Każdego grzechu. Nawet największego. Im większy grzech, im mniej zasługuje na przebaczenie, im większa ma prawo do Bożego przebaczenia. Te słowa wypowiedział Pan Jezus do siostry Faustyny.

 

W jakiś sposób słowa Pana Jezusa skierowane do św. Faustyny są słowami na trzecie tysiąclecie. Tak, bo przecież nie było dziełem przypadku, że była ona pierwszą kanonizowaną w trzecim tysiącleciu świętą Kościoła. Było to 30 kwietnia 2000 roku. Dzień to był szczególny, bo druga niedziela wielkanocna. Uczynił to jej rodak, Ojciec św. Jan Paweł Wielki. W czasie kazania ogłosił drugą niedzielę wielkanocną Niedzielą Miłosierdzia. W ten sposób od tego czasu już na zawsze druga niedziela wielkanocna będzie świętowana jako Niedziela Miłosierdzia. Będąc zaś w Krakowie, w czasie swej ostatniej pielgrzymki do Polski, Jan Paweł Wielki poświęcił świat Bożemu miłosierdziu. A dwa dni temu, w Niedzielę Miłosierdzia, 11 lat później on sam, został ogłoszony Błogosławionym Kościoła świętego. Bogu niech będą dzięki!

 

W tych wszystkich wydarzeniach, w tych wszystkich nakładających się zbieżnościach historii zbawienia i historii naszego narodu, jako dominujące, najważniejsze dla nas przesłanie trzeba odczytać Boże zaproszenie do skorzystania z Jego miłosierdzia. Pan Jezus powiedział do św. Siostry Faustyny, że ludzkość nie zazna pokoju, dopóki nie zwróci się z ufnością do Bożego miłosierdzia. Myślę, że w praktyce sprowadza się to trzech rzeczy, które odnoszą się konkretnie i bardzo osobiście do każdego z nas:

1. Uznać się przed Bogiem za grzesznika, co jest równoznaczne ze stwierdzeniem: potrzebuję Bożego miłosierdzia;

2. Wyznać swój grzech przed Bogiem, a także przed kapłanem, i prosić Boga o przebaczenie, z jednej strony żałując za grzech, a z drugiej ufając Bożemu miłosierdziu;

3. Jeśli trzeba, poprosić o przebaczenie także tych, których skrzywdziliśmy i być gotowym do przebaczenia tym, którzy zawinili wobec nas.

 

Ostatecznie to nie wysiłki ludzkie same w sobie, ale otwarcie się na Boże Miłosierdzie jest zdolne zapewnić pokój światu i ludzkim sercom.

Komentarzy: 3


Zmartwychwstanie w Eucharystii

Kategoria: Religia Sunday, 24 April 2011, 02:15

Dzisiaj obchodzimy największe święto chrześcijaństwa: zmartwychwstanie Pana Jezusa. Po czterdziestu dniach Wielkiego Postu, w czasie których przez modlitwę, post i uczynki miłości staraliśmy się przygotować do obchodów tych najważniejszych dla nas wydarzeń z historii zbawienia, po liturgicznych obchodach Ostatniej Wieczerzy, Męki i Śmierci Pana, nadszedł w końcu długo oczekiwany dzień Zmartwychwstania Pańskiego. Także w tym sensie, że w tym roku później niż w inne lata.

 

Dziwi trochę fakt, że ten dzień bierze swoją nazwę od nocy, po przecież mówimy „Wielkanoc”, a mamy na myśli dzień. Ale to nie jedyny paradoks dnia dzisiejszego.

 

Na inny paradoks tych ostatnich dni, czyli Triduum Paschalnego wskazują motyle przy grobie Pana Jezusa. Modląc się w Wielki Czwartek przed ciemnicą naszym kościele, która później pełniła rolę Grobu Pańskiego, zauważyłem pomiędzy kwiatami przy grobie motylki. Jak wiadomo motyle są symbolami Zmartwychwstania. Umieszczone przy grobie Pana, były zapowiedzią Jego zmartwychwstania. Ale to nie tylko znak zapowiadający zmartwychwstanie Pana, ale także symbol wskazujący na to, że misterium Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Pana Jezusa jest czymś jednym. Mówiąc inaczej: to części tego samego misterium.

 

Zmartwychwstanie Pańskie to ostatni jego etap. Misterium Paschalne to, jak wiemy Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie Pana Jezusa. Obchody te zaczęliśmy w Wielki Czwartek. Każda Msza św. przenosi nas w duchowy sposób do Wieczernika. Tam Pan Jezus odprawił pierwszą Mszę św. i polecił nam czynić to samo na Jego pamiątkę.

 

Pan Jezus odprawił Ostatnią Wieczerzę, czyli pierwszą Mszę św. na bazie Paschy żydowskiej. Początek Ostatniej Wieczerzy odbył się zgodnie z przepisami starotestamentalnej Paschy. Ale zakończenie było inne, już nie według przepisów liturgii żydowskiej. Pan Jezus uczynił coś niezwykłego. Po wieczerzy wziął macę, niekwaszony chleb i podał uczniom mówiąc: To jest Moje Ciało. Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy. Następnie wziął kielich napełniony winem i wypowiedział słowa: Bierzcie i pijcie. To jest kielich Krwi Mojej Nowego i Wiecznego Przymierza, która za was i wielu będzie wylana, i podał go swoim uczniom.

 

W skład Paschy żydowskiej wchodziły cztery kielichy. Ten, nad którym Pan Jezus wypowiedział słowa: Bierzecie i pijcie. To kielich krwi mojej, był kielichem trzecim. Po nim powinien nastąpić czwarty. Ale w tym miejscu po odśpiewaniu hymnu, Pan Jezus wyszedł ze swoimi uczniami do Ogrodu Oliwnego. Czyżby zapomniał o czwartym kielichu, bo był zestresowany? Jest to niepodobieństwo zwłaszcza, że po trzecim kielichu powiedział On, że odtąd już nie będzie pij z owocu winnego krzewu, aż do czasu, kiedy pij go będzie nowy w Królestwie niebieskim (Mt 26: 29).

 

W Ogrodzie Pan Jezus modli się słowami: Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! (Mt 26:39) Kiedy przed ukrzyżowaniem podano mu kielich z winem zaprawionym goryczą, ale nie chciał pić. I dopiero wisząc na krzyżu zawołał pragnę, a Ewangelista dodaje: Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: «Pragnę» (J 19, 28)

 

I wtedy podano mu naczynie pełne octu (= skwaśniałego wina).  A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: «Wykonało się!» I skłoniwszy głowę oddał ducha. (J 19:30) Można zapytać: Co się wykonało? Nasze zbawienie? Wydaje się, że nie, bo jak pisze św. Paweł w Liście do Rzymian, do dokonania zbawienia potrzebne było także zmartwychwstanie. Co więc się dokonało? Myślę, że najlepszą odpowiedzią jest, że w tym momencie wypełniła się żydowska Pascha, lub mówiąc inaczej zakończyła się Ostatnia Wieczerza.

 

No dobrze, zapyta ktoś. Ale jakie to ma znaczenie dla nas, chrześcijan żyjących w XXI wieku? Ten fakt ma wielkie znaczenie dla wszystkich chrześcijan, od pierwszych żyjących w czasach Pana Jezusa, aż do naszych czasów, i będzie miało tak długo znaczenie, jak długo będzie istniał świat, a na nim żyli chrześcijanie.

 

Oznacza to mianowicie, że wypełniając to, co Pan Jezus nam polecił w Wieczerniku: „To czyńcie na Moją pamiątkę”, czyli odprawiając Eucharystię, w sakramentalny sposób uobecniamy to wszystko, co wydarzyło się w Wieczerniku i na Kalwarii. Więcej, w sakramentalny sposób uobecniamy również zmartwychwstanie Pana Jezusa. Skąd ta pewność? Jest to pewność wiary. Bo kiedy Pan Jezus staje się obecny na ołtarzu w swoim Ciele i w swojej Krwi, jest to Jego Ciało uwielbione, to, które ma po zmartwychwstaniu, nie to, które miał przed śmiercią. W Komunii św. przyjmujemy Jego uwielbione Ciało Chrystusa.

 

I gdyby w tym momencie, kiedy Czytelnik czyta te słowa, stanął przed nim Zmartwychwstały, nie miałby On ani odrobinę więcej chwały, niż posiada w Eucharystii. Nawet jeśli nie przyjdzie teraz, to na pewno zobaczymy Go takim, jakim jest w Jego chwale, w momencie śmierci. Powtórzę, że ten Pan Jezus, którego zobaczymy wtedy, nie będzie miał ani trochę więcej chwały i glorii, niż teraz, kiedy przyjmujemy w Eucharystii.

 

Ta misterium dokonuje się w każdej Eucharystii, w każdej Mszy św. sprawowanej przez dowolnego kapłana. Nie tylko w dzień uroczysty, jak dzisiaj, kiedy obchodzimy Zmartwychwstanie, ale także w każdy zwykły dzień, bez uroczystej oprawy muzycznej, nawet jeśli kapłan odprawią Mszę św. sam. W każdej Mszy św. dokonuje się w sakramentalny sposób Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie Pana Jezusa. Dokonuje się nasze zbawienie. Ten, kto z wiarą uczestniczy w tych tajemnicach, otrzymuje zadatek zbawienia już teraz.

 

Niech Pan Jezus, którego zmartwychwstanie obchodzimy dzisiaj w sposób tak uroczysty, pomnoży naszą wiarę w to, że to, co uczynił raz na zawsze dwa tysiące lat temu, uobecnia się w sposób niewidzialny, ale rzeczywisty w każdej Eucharystii.

Komentarzy: 2


"Kto się pomylił: Jezus czy Marek?"

Kategoria: Religia Tuesday, 19 April 2011, 03:39

"Kto się pomylił w Mk 2,26 w związku z 1 Sm 21,7 – Jezus, czy Marek?[*]" To pytanie zadał mi jeden z użytkowników Frondy podpisujący się „Abiatar” w dyskusji pod moim wpisem: „Ty jesteś Skała… Prymat św. Piotra. Sukcesja papieska”. Poniższa odpowiedź jest oddaniem moimi słowami tego, co usłyszałem od dr Scotta Hahna, który wspomniał o tym w wykładach na temat Ewangelii według św. Marka.

 

O co chodzi w tym pytaniu? Jest to wyraz przekonania, że Pismo św. zawiera błędy, bo w czasie, kiedy Dawid uciekając przed Saulem wszedł do domu Bożego, aby prosić o chleb, arcykapłanem był Achimelek (1 Sm 21, 2), nie Abiatar. Wydaje się, że Pan Jezus się pomylił. Dla niektórych to oczywiste. Ale może jednak chodzi o coś innego? Jeśli to nie błąd, to dlaczego Pan mówi o Abiatarze:

 

On im odpowiedział: «Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i był głodny on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom». (Mk 2:25-26)?

 

Pomylił się? A może św. Marek?

 

Zacznijmy od początku, to znaczy od Pierwszej Księgi Samuela. Początkowa życzliwość króla Saula dla Dawida szybko zmieniła się w zazdrość i to morderczą w dosłownym znaczeniu. Młodzieniec uratował się ucieczką i ukrył przed królem, który był zarazem jego teściem. W rozdziale 21. czytamy o Dawidzie, który szukając chleba i broni wszedł do domu Bożego w Nob. Kapłanem (czy raczej arcykapłanem) w tym czasie był Achimelek, prawnuk Helego a ojciec Abiatara. On dał Dawidowi chleby pokładne (używane do kultu) i miecz Goliata. Saul dowiedział się o tym, kazał zamordować Achimeleka z całą jego rodziną. Tylko Abiatar, jak jedyny z całej kapłańskiej rodziny uszedł z życiem i zabierając z sobą efod przyłączył się do Dawida. Kiedy Dawid wstąpił na tron, uczynił Abiatara (wraz z Sadokiem) arcykapłanem (por. 1 Krn 15, 11; 1 Krl 2, 26).

 

Dawid postarzał się. Jeden z jego synów, Adoniasz, zorganizował spisek, do którego przyłączył się Abiatar. Był to spisek nie tyle przeciwko Dawidowi, ile raczej przeciwko Salomonowi, którego matce Dawid obiecał, że Salomon będzie jego następcą na tronie Izraela (por. 1 Krl 1, 19). Prorok Natan dowiedział się o tym i powiadomił Batszebę. Oboje poszli do króla z tą wiadomością. Dawid wydaje arcykapłanowi Sadokowi i prorokowi Natanowi ostatni królewski rozkaz: kazał namaścić Salomona na króla, a kiedy tak się stało, jako pierwszy oddał mu pokłon. Abiatar został skazany na banicję. Wypełniło się to, co zostało zapowiedziane Helemu:

 

Dlatego taka wyrocznia Pana, Boga Izraela: Wyraźnie powiedziałem domowi twojemu i domowi ojca twego, że będą zawsze chodzić przede Mną, lecz teraz – wyrocznia Pana – dalekie to ode Mnie. Tych bowiem, którzy Mnie szanują, szanuję i Ja, a tych, którzy Mnie znieważają – czeka hańba. Właśnie nadchodzą dni, w których odetnę ramię twoje i ramię domu twojego ojca, aby już nie było starca w twoim domu. Będziesz widział ucisk przybytku, podczas gdy Bóg udzieli Izraelowi wszelkiego dobra; w twoim domu nie będzie starca po wszystkie czasy. Nie wytracę jednak u ciebie doszczętnie człowieka składającego dla Mnie ofiarę, tak by się zużyły twoje oczy, a dusza się wyniszczyła ze strapienia, podczas gdy ogół twego domu zabity zostanie mieczem ludzi. Znakiem, że to się spełni, będzie to, co się zdarzy twoim dwom synom, Chofniemu i Pinchasowi: obydwaj zginą tego samego dnia. Ustanowię sobie kapłana wiernego, który będzie postępował według mego serca i pragnienia. Zbuduję mu dom trwały, a on będzie chodził przed obliczem mego pomazańca na zawsze. (1Sm 2:30-35)

 

Po wygnaniu Abiatara, który był ostatnim arcykapłanem z rodziny Helego, Sadok stał się samodzielnym arcykapłanem. W ten sposób linia kapłańska Pinchiasa – wnuka Aarona – (Wj 6, 25) odzyskała na nowo urząd arcykapłański w Izraelu. Z tego rodu pochodzili arcykapłani aż do upadku Jerozolimy.

 

To jest tło do wypowiedzi Pana zapisanej u św. Marka 2, 25-26. Żeby zrozumieć znaczenie Jego wypowiedzi, trzeba odczytać ją w większym kontekście, włączając w to poprzedzające je wersety:

Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Niego i pytali: «Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?» Jezus im odpowiedział: «Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo pana młodego mają u siebie. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć. Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze część ze starego ubrania i robi się gorsze przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki; i wino przepadnie, i bukłaki. Lecz młode wino należy wlewać do nowych bukłaków».

 

Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat wśród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze rzekli do Niego: «Patrz, czemu oni robią w szabat to, czego nie wolno?» On im odpowiedział: «Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i był głodny on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom». (Mk 2:18-26)

 

Sens wypowiedzi Pana i Jego “pomyłka” stają się zrozumiałe właśnie w tym szerszym kontekście. W Mk 2, 18-22 Pan mówi o nowości Ewangelii, którą głosi. Ewangelia jest niczym młode wino, które nie nadaje się do starych bukłaków. Z kolei w następnych wersetach wspomina Dawida i kapłanów. Abiatar był ostatnim kapłanem ze swojego rodu. Za bunt przeciwko Salomonowi, synowi Dawida, został odsunięty od kapłaństwa. Pan Jezus chce powiedzieć, że faryzeusze przypominają Abiatara. Ponieważ spiskują przeciwko Panu Jezusowi, Synowi Dawida, królestwo Boże zostanie im zabrane, a dane ludowi, który wyda godne owoce (por. Mt 21, 43).

 

Aluzja do zmiany linii kapłańskiej może być także odczytana również jako aluzja do zmiany kapłaństwa: Pan Jezus przyszedł nie tylko po to, aby głosić Ewangelię, ale przede wszystkim, żeby zawrzeć Nowe Przymierze (Jr 31, 31; Łk 22, 20; Hbr rozdziały 7-8) i dać Nowe Prawo (Kazanie na Górze). Ze zmianą przymierza i prawa wiąże się zmiana kapłaństwa (por. Hbr 7, 11-12). O ile jednak w przypadku Abiatara chodziło tylko o zmianę rodu kapłańskiego, podczas gdy istota kapłaństwa pozostała ta sama, o tyle w przypadku zmiany Starego Przymierza na Nowe chodzi o zmianę samego kapłaństwa: już nie według porządku Aarona, ale na wzór kapłaństwa Melchizedeka. Zapowiedź tego możemy odczytać w ostatnich zdaniach proroctwa z 1 Sm 2 cytowanego powyżej, do którego Pan Jezus zdaje się nawiązywać.

 

Kto więc pomylił się: Pan Jezus czy św. Marek? Pomylił się ten, kto sądzi, że Pan Jezus albo św. Marek się pomylił. Już raczej na marginesie chcę podzielić się w tym miejscu ironią, którą tu dostrzegam. Zadający to pytanie i przekonany o błędach na kartach Biblii przybrał nick „Abiatar”, a to imię oznacza kogoś, kto reprezentuje kogoś bez przyszłości, czy też coś, co jest na ukończeniu, bliskie wyczerpania, wygaśnięcia. Taki jest los każdego, kto przyłącza się do "spisku przeciw Synowi Dawida". Nie osądzam „Abiatara”. Nie mam do tego prawa. Raczej przestrzegam go wskazując dokąd prowadzi droga, po której kroczy.

 

Zmiana imion, a raczej jednorazowe nazwanie kogoś imieniem innym, niż posiadane, jest zabiegiem, który możemy spotkać na kartach Ewangelii przynajmniej kilka razy. Pan czyni to dla wyrażenia pewnych treści, które chce wyrazić w subtelny sposób. Tak, raz zwraca się do Piotra: „Ty jesteś Szymon, syn Jana…” (σὺ εἶ Σίμων ὁ υἱὸς Ἰωάννου J 1:42), a innym razem: „Szymonie, synu Jony.” (Σίμων Βαριωνᾶ Mt 16:17). Podobnie Jana Chrzciciela raz nazywa „Janem”, innym razem „Eliaszem”. Jak to wyjaśnić? Niektórzy, nieuznający nadprzyrodzonego autorstwa Biblii widzą tu błąd; inni przesłankę dla nauki do reinkarnacji (w tym drugim przypadku). Tymczasem chodzi tu o grę słów w pierwszym przypadku, a w obydwu chodzi o przekazanie pewnego przesłania, które staje się zrozumiałe dopiero wtedy, gdy popatrzymy na te wypowiedzi w szerszym kontekście, jak starałem się ukazać powyższej odpowiadając na pytanie frondowego „Abiatara”.

 

------------------------------

* "Nieomylność Pisma? Czytelnym przykładem jest mój nick. Kto się pomylił w Mk 2,26 w związku z 1 Sm 21,7 – Jezus, czy Marek?"

Komentarzy: 9


Reinkarncja: prawda czy fałsz?

Kategoria: Religia Monday, 18 April 2011, 17:05

Komentarzy: 27


Samotność Boga

Kategoria: Religia Sunday, 17 April 2011, 03:08

Teolodzy mówią nam o tym, że nasz Bóg jest wszędzie, czyli że jest wszechobecny. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, (Dz 17:28 BTP) powie św. Paweł za pogańskim poetą. Skoro jest wszędzie, zatem wszędzie możemy Go spotkać. O tym świadczy Psalmista:

Gdzież się oddalę przed Twoim duchem? Gdzie ucieknę od Twego oblicza? Gdy wstąpię do nieba, tam jesteś; jesteś przy mnie, gdy się w Szeolu położę. Gdybym przybrał skrzydła jutrzenki, zamieszkał na krańcu morza: tam również Twa ręka będzie mnie wiodła i podtrzyma mię Twoja prawica. Jeśli powiem: «Niech mię przynajmniej ciemności okryją i noc mnie otoczy jak światło»: sama ciemność nie będzie ciemna dla Ciebie, a noc jak dzień zajaśnieje: mrok jest dla Ciebie jak światło. (Ps 139:7-12)

 

A jednak czasem Pan Bóg dozwala, że dokładnie odwrotne doświadczenie staje się udziałem człowieka. Nie tylko grzesznika, ale nawet człowieka pobożnego, jak Hiob. O Nim sam Pan Bóg wydaje świadectwo: Nie ma na całej ziemi drugiego, kto by tak był prawy, sprawiedliwy, bogobojny i unikający grzechu jak on. (Hi 1:8) Pan Bóg pozwala szatanowi wypróbować swojego bogobojnego sługę. Pozwala na to, aby Hiob stracił całe swoje mienie, wszystkie swoje dzieci, traci nawet zdrowie. Zostawia mu tylko życie i …żonę, ale jak się wydaje, tylko po, aby zwiększyć jego ból i poczucie samotności. Bo jego żona nie tylko, że nie jest wsparciem dla niego, ale co gorsze, otwarcie szydzi sobie z jego pobożności i wzywa go do bluźnierstwa: Jeszcze trwasz mocno w swej prawości? Złorzecz Bogu i umieraj! (Hi 2:9) Do tego wszystkiego dołączają się jego przyjaciele „broniący Boga”, co sprowadza się do oskarżenia Hioba (o czym było w ostatnim wpisie). Obraz Williama Blake’a doskonale wyraża sytuację Bożego męża.

William Blake, Hiob odpowiada przyjaciołom

Do samotności wśród ludzi dodaje się jeszcze bardziej bolesne poczucie opuszczenia przez Boga, o czym on sam mówi w takich słowach: Obym ja wiedział, gdzie można Go znaleźć, jak dotrzeć do Jego stolicy? Pójdę na wschód: tam Go nie ma; na zachód – nie mogę Go dostrzec. Na lewo sieje zniszczenie – nie widzę, na prawo się kryje – nie dojrzę. (Hi 23:3.8-9) Samotność i opuszczenie. Opuszczenie przez ludzi i Boga. Liturgia dzisiejszej niedzieli mówi nam o tym, że to doświadczenie stało się także udziałem samego Syna Bożego. Pan Jezus z krzyża woła w stronę zakrytego czarnymi chmurami nieba: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” W Niedzielę Palmową powtarzamy te słowa za Panem, bo są one refrenem Psalmu responsoryjnego. Niektórzy widzą w tych słowach Pana głos rozpaczy, albo nawet przesłankę do wniosku, że na krzyżu przestał być Bogiem.

Modl

(Albrecht Altdorfer, Modlitwa w Ogrodzie Oliwnym, opactwo św. Floriana, Austria)

 

Jak odpowiedzieć na te zarzuty? W tradycji żydowskiej podawanie cytatu, choćby było to tylko jedno zdanie, w rzeczywistości oznacza przywołanie całego kontekstu[*]. „Boże mój, Boże mój, …” to początek Psalmu 22. Właśnie ten Psalm jest częścią Liturgii czytań Niedzieli Palmowej. Jest to dłuższy Psalm. W Liturgii mszalnej mamy tylko część, a dokładnie cztery zwrotki. Trzy pierwsze mówią o męce Pana. Zadziwiające, z jaką precyzją wypełniły się słowa Psalmisty odnoszące się do Niego, a zapisane wiele stuleci przed Chrystusem! Ale nastrój w czwartej, ostatniej zwrotce się zmienia, pojawia się nadzieja, a właściwie nawet pewność wybawienia, pewność zwycięstwa:

 

Będę głosił swym braciom Twoje imię

i będę Cię chwalił w zgromadzeniu wiernych:

„Chwalcie Pana, wy, którzy się Go boicie,

niech się Go lęka całe potomstwo Izraela”.

 

Dzisiaj i w Wielki Piątek Liturgia przypomina nam o tym, że Pan nie usunął z tego świata cierpienia, samotności, śmierci, ale przyjął je na siebie, a przez to nadał im inną wartość. Ból nadal boli tak samo, jak kiedyś; samotność nie staje się przez to doświadczeniem przyjemnym, a śmierć wciąż budzi przerażenie, nawet u świętych i tych, którzy chcą umrzeć. A jednak coś się zmieniło, dlatego, że On przeszedł przed nami. Przetarł szlak. Jest z nami zawsze, nawet wtedy, gdy nie odczuwamy Jego obecności. Najbliżsi mogą towarzyszyć nam w naszym cierpieniu i w godzinę śmierci tylko do pewnego momentu. Resztę musimy odbyć samotnie. Nikt nie zastąpi nas w przejściu z tego świata do tego po drugiej stronie śmierci. Ani człowiek, ani Bóg-Człowiek. Ale On może nam towarzyszyć nie tylko w cierpieniu, ale także i w śmierci, ponieważ sam doświadczył samotności w umieraniu. Co więcej, umierając i zmartwychwstając odebrał śmierci jej oścień. Ale o tym Liturgia powie nam za tydzień.

 

---------------------

* "As with other rabbinic citations from the Tanakh, the phrase quoted is meant to call to mind the entire context…" (Stern, D. H. (1996, c1992). Jewish New Testament Commentary : A companion volume to the Jewish New Testament (electronic ed.) (Ro 3:20). Clarksville: Jewish New Testament Publications.)

 

Komentarzy: 8


"Światłe oczy serca" (Ef 1, 18)

Kategoria: Religia Friday, 04 March 2011, 03:45

Zazwyczaj idea przewodnia pierwszego czytania odpowiada tej z Ewangelii. Jednak po przeczytaniu obu fragmentów Pisma św. na dzisiejszą niedzielę nie zauważyłem widocznego związku pomiędzy nimi. Trochę się przeraziłem (nie mniej, niż SzEmi po przeczytaniu mojego ostatniego komentarza), bo przecież myślą przewodnią Ewangelii jest zdolność widzenia, wzrok, światło. Czyżbym sam należał do tych, do których Pan Jezus wypowiada słowa: Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: "Widzimy", grzech wasz trwa nadal. Czyżbym więc pomimo wzroku nie widział? Po dokładnym, powtórnym przeczytaniu zauważyłem ten związek pomiędzy pierwszym czytaniem a Ewangelią. Leży on na głębszym poziomie, niż tylko wzrok cielesny i zdolność widzenia rzeczywistości dookoła nas.

 

Do proroka Samuela Pan Bóg wypowiada słowa: Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce. Pan Bóg wybrał na króla Izraela nie Eliaba o pięknym wyglądzie, ale Dawida – „człowieka według Jego serca” – ponieważ patrzył na jego serce. Pan Bóg widzi wszystko. On uzdalnia do widzenia. To właśnie uczynił Pan Jezus dla ślepego od urodzenia. Przywrócił mu wzrok. Najpierw wzrok ciała, przy pomocy którego był on zdolny widzieć stworzony wszechświat. Później wzrok duchowy, kiedy objawił mu siebie jako Syna Człowieczego. „Syn Człowieczy” w odniesieniu do Pana Jezusa znaczy coś o wiele więcej niż tylko „człowiek”. Jest to „Syn Człowieczy”, o którym czytamy u proroka Daniela: Patrzałem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie. (Dn 7, 13-14) Zrozumiał to ślepy od urodzenia, bo zaraz po tym, jak usłyszał od Pana, że jest „Synem Człowieczym”, oddał Mu pokłon.

 

Syn Człowieczy z wizji proroka Daniela to Człowiek, a jednocześnie Ten, któremu służą wszystkie ludy, narody, ludy i języki, i któremu Przedwieczny powierza wieczne królestwo, czyli Bóg. To Ktoś, kto jest jednocześnie prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem. To właśnie oznacza tytuł, który Pan Jezus częściej niż wszystkie inne stosuje do siebie. Inni mówią o nim „Pan, Syn Dawida, Mistrz, Nauczyciel”, a On sam mówi o sobie „Syn Człowieczy”. I żeby zobaczyć w Jezusie z Nazaretu „Syna Człowieczego”, czyli Boga-Człowieka potrzebujemy nie tylko oczu ciała, ale także "światłe oczu serca". Potrzebujemy światła, jednak nie słońca, ale światła Ducha Świętego. Nie tylko po to, aby zobaczyć w Jezusie Pana, ale także po to, abyśmy, jak o tym pisze Apostoł Narodów w Liście do Efezjan 5, 8, my sami stali się światłością w Nim i postępowali jak dzieci światłości.

Komentarzy: 6


Jak łania pragnie wody ze strumienia...

Kategoria: Religia Sunday, 27 March 2011, 05:11

Kiedyś czytałem takie opowiadanie o nauczycielu, do którego garnęli się uczniowie pragnący poznać Pana Boga. Mistrz poddawał ich próbie i miał bardzo oryginalne metody nauczania. Jednak pomimo tego, kandydaci na uczniów nie zrażali się przyciągani sławą świętego. Któregoś dnia przyszedł młody człowiek jakich przychodziło do niego wielu. Nauczyciel wziął go nad rzekę i kazał w nią wejść, sam czyniąc to samo. Kiedy obydwaj stali we wodzie, która sięgała im do piersi, nauczyciel bez uprzedzenia złapał ucznia za głowę i zanurzył ją pod wodę. Tak trzymał przez moment, aż młodzieniec zaczął się dusić. Wtedy uwolnił go, a on wściekły z gniewu zwracił się do mistrza:

- "Co robisz? Chcesz mnie zabić?"

- "Nie, nie chcę robić ci krzywdy. Chcę cię czegoś nauczyć. Czego pragnąłeś najbardziej, kiedy trzymałem twoją głowę pod wodą?"

- "Co za pytanie? Powietrza, oczywiście!"

Na to nauczyciel: – "Jeśli tak, jak powietrza, będziesz pragnął Boga, na pewno Go znajdziesz."

 

Nauka tego opowiadania jest przejrzysta. Jeśli chcemy znaleźć Pana Boga, musimy pragnąć Go, jak powietrza. Podobnej lekcji uczą nas dzisiejsze czytania mszalne. Tyle, że tym elementem nie jest powietrze, ale woda.

 

Dzisiejsze czytania mszalne były używane w starożytności w przygotowywaniu kandydatów do chrztu św. Czytania podkreślają znaczenie wody. Podobnie jak bez powietrza, człowiek nie może żyć bez wody.

 

W pierwszym czytaniu słyszeliśmy o Izraelitach w czasie wędrówki przez pustynię i o ich pragnieniu wody. Nie mając wody narzekali na Mojżesza. Przypisywali mu mordercze zamiary: „Czy po to wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby nas, nasze dzieci i nasze bydło wydać na śmierć z pragnienia?”

 

Ostatecznie oskarżali nie tyle Mojżesze ile samego Pana Boga. Jemu przypisali złe, mordercze zamiary. Pragnąc wody zapomnieli o cudach zdziałanych przez Niego w Egipcie. Dalej czytamy o wystawianiu Go na próbę.

 

Pustynia była próbą dla Izraela. Pan Bóg może wystawiać ludzi na próbę. Jednak człowiekowi nie wolno wystawiać na próbę Pana Boga. W tym miejscu przypomina mi się powiedzenie bodajże Woltera, który nie wierzył w osobowego Boga i kpił sobie z wierzących mówiąc: „Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo, a człowiek odpłacił Mu tym samym.” Podsumowując ten punkt, nie możemy wystawiać Pana Boga na próbę, tak jak nie wolno stwarzać sobie bogów na nasze podobieństwo, bo są bożkami.

 

Także w Ewangelii czytamy o Panu, który odczuwa pragnienie. Zwraca się do Samarytanki: „Daj Mi pić!” Pan Jezus jest prawdziwym Człowiekiem, któremu pragnienie nie jest obce. Ale wydaje się, że tu chodzi także lub bardziej o inne rodzaju pragnienie. Św. Augustyn interpretował to na sposób duchowy: Pan Jezus pragnie wiary kobiety; słyszymy o tym w prefacji trzeciej niedzieli Wielkiego Postu. On pragnie dusz ludzkich. On pragnie dać wierzącym w Niego „wody wytryskającej ku życiu wiecznemu”. Tą Wodą Żywą jest Duch Święty, największy Dar Boży. Tylko On może dać Ducha Świętego. Ale z kolei On pragnie, abyśmy chcieli Go przyjąć. Dlatego zwraca się do kobiety z Samarii i każdego z nas: „Daj Mi pić!”

 

Potrzeba, abyśmy pragnęli Pana Boga, jak pragniemy wody w upalny dzień. Tak, jak woda może zaspokoić pragnienie cielesne, tak tylko Jego Woda Zywa może zaspokoić pragnienie duchowe. Tylko w Bogu możemy znaleźć prawdziwy i trwały odpoczynek; tylko On jest zdolny zaspokoić w pełni i bez reszty wszystkie pragnienia ludzkiego serca. Obyśmy Go pragnęli jak duszący się pragnie powietrza, a wędrowiec przez pystynię pragnie wody.

Komentarzy: 10


Kuszenie

Kategoria: Religia Sunday, 13 March 2011, 04:22

Jeśli chcielibyśmy jakoś nazwać dzisiejsze czytania mszalne, to sądzę, że dobrym tytułem byłby „Opowiadanie o dwóch Adamach”. Drugie czytanie wzięte z piątego rozdziału Listu do Rzymian przeciwstawia dwie osoby, które miały i mają ogromny wpływ na ludzkość i określają naszą kondycję – stan, w jakim jesteśmy. Pierwsze czytanie wzięte z Księgi Rodzaju pokazuje upadek Adama, który uległ pokusie kusiciela. Z kolei fragment Ewangelii, który usłyszeliśmy dzisiaj wzięty z Ewangelii według św. Mateusza, rozdz. 4, 1-11, mówi o Panu Jezusie, Nowym Adamie, który był kuszony 3 razy i za każdym razem wyszedł z nich zwycięsko.

 

Dlaczego Pan Jezus dozwolił szatanowi kusić Go? Na pewno możemy dać różne odpowiedzi na to pytanie, ale ograniczmy się do najważniejszych:

- po to, aby pokazać nam, jak walczyć z pokusami. Pan Jezus uczy nas, żeby nie przyglądać się pokusie, bo kiedy patrzymy na pokusę, to ona wydaje się coraz bardziej atrakcyjna.

 

Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło». Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy.

 

Ewa przyglądała się tej pokusie, zastanawiała się nad słowami kusiciela, inaczej niż Maryja, która rozważała w swym sercu słowa Pana Boga. Więcej nie było trzeba. Następne zdanie mówi o skutku tej kontemplacji zła:

 

Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. (Rdz 3, 5-6)

 

Pan Jezus uczy nas, że powinniśmy pokusę odrzucać w pierwszym momencie, kiedy się pojawia. Kiedy zaczniemy się targować z pokusą, przyglądać jej, zastanawiać nad nią, jest prawie pewne, że upadniemy.

 

To pierwsza nauka, którą daje nam Pan Jezus. Drugą nauką jest posłuszeństwo Panu Bogu. Pan Jezus jest posłuszny Ojcu aż do śmierci, a była to śmierć na krzyżu. To posłuszeństwo widać w całym Jego życiu. Jest ono widoczne zawsze, szczególnie w momencie próby i kuszenia.

 

Tak o tym mówi dominikanin, o. Tomasz Kwiecień: Chrystus kuszony na pustyni robi coś dokładnie przeciwnego niż Adam kuszony w raju. Odpowiedź na diabelską intrygę jest w posłuszeństwie: „Bogu samemu będziesz służył”. Dlaczego mam być Bogu posłuszny? To pytanie jest zrodzone z lęku. Można więc zapytać inaczej: Dlaczego mam być posłuszny lekarzowi, który mi przepisuje terapię, lektorowi angielskiego, który uczy wymowy, doświadczonemu przewodnikowi, gdy idę w góry? Posłuszeństwo to zaufanie i uznanie, że nie jestem ekspertem od życia. Pytanie z lęku zrodzone można przełamać tylko doświadczeniem. Stań przed Nim, a będziesz wiedział, dlaczego masz być posłuszny. Mała jest różnica pomiędzy chrześcijańskim posłuszeństwem a miłością.

 

Posłuszeństwo to inna forma miłości.

 

Wszystkim znana jest postać św. o. Pio. Jest znany z rzeczy niezwykłych jak zdolność czytania w duszach, dar bilokacji, proroctwa, stygmaty, cuda, które działy się przez jego pośrednictwo itp. Jednak dwie rzeczy robią na mnie największe wrażenie:

  1. Jego gotowość przebaczenia tym, którzy go krzywdzili czy źle o nim mówili;
  2. Posłuszeństwo Kościołowi. Ojciec Pio był uważany za oszusta lub człowieka szukającego swojej własnej chwały. Kościół nałożył na niego surowe sankcje, jak zakaz publicznego odprawiania Mszy św., zakaz słuchania spowiedzi czy zakaz korespondencji z jego duchowymi dziećmi. Stygmatyk przyjął wszystkie te kary z poddaniem i posłuszeństwem mówiąc: „Słodka jest ręka Kościoła, nawet kiedy karze”.

 

Dobrze jest być posłusznym Panu Bogu; dobrze jest być posłusznym Kościołowi. Będąc posłusznym Kościołowi mamy pewność, że jesteśmy posłuszni Panu Bogu. A posłuszeństwo Jemu, to jedno z imion miłości.

Komentarzy: 17


Pozorne sprzeczności w Biblii

Kategoria: Religia Friday, 03 June 2011, 02:58

Pismo św. zawiera miejsca, które wydają się sprzeczne ze sobą. Czy to możliwe? Nie, bo gdyby Pismo św. zawierało choć jedną sprzeczność, nie miałoby większej wartości niż makulatura.

 

Jeden z takich wersetów słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii: Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wydaje się, że stoi on w sprzeczności ze słowami św. Pawła Apostoła z dziesiątego rozdziału Listu do Rzymian: Albowiem każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony. (Rz 10, 13)

 

Pan Jezus mówi, że nie wystarczy wołać „Panie, Panie”, aby być zbawiony; natomiast św. Paweł w Liście do Rzymian wydaje się temu zaprzeczać. On mówi, że każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony. Jak to pogodzić? Odczytując znaczenie każdego z tych zdań w kontekście, w którym zostały wypowiedziane. Słowa Pana Jezusa trzeba odczytać w kontekście dzisiejszej Ewangelii. Oznaczają one, że nie wystarczy mówić „Panie, Panie”, ale trzeba także żyć według przykazań; trzeba pełnić wolę Bożą. I temu, kto to czyni, Pan Jezus obiecuje, że będzie zbawiony.

 

Natomiast św. Paweł używając wyrażenia „wzywać imienia Pańskiego” ma na myśli „wyznawanie wiary”. Widać to wyraźnie z kontekstu Rz 10, 11-15. Św. Tomasz z Akwinu komentując ten werset mówi: „Wzywać znaczy wołać swoją postawą i pełnym oddania kultem”. Podsumowując możemy stwierdzić, że nie tylko nie ma tu sprzeczności, ale co więcej, okazuje się, że Pan Jezus i Apostoł Narodów mówią praktycznie to samo.

 

Inną pozorną sprzeczność stanowią słowa, które słyszeliśmy w drugim czytaniu. Św. Paweł pisze w trzecim rozdziale Listu do Rzymian: Sądzimy bowiem, że człowiek osiąga usprawiedliwienie przez wiarę, niezależnie od pełnienia nakazów Prawa. Tak tłumaczy ten werset Biblia Tysiąclecia. Jednak trzeba pamiętać, że greckie słowo, które zostało oddane słowem „nakazów”, dosłownie brzmi „uczynków”. Zatem słowa Apostoła Narodów możemy przetłumaczyć: Sądzimy bowiem, że człowiek osiąga usprawiedliwienie przez wiarę, niezależnie od pełnienia uczynków Prawa. Wydaje się, że to zdanie jest sprzeczne z innym zdaniem Biblii wziętym z Listu św. Jakuba: Widzicie, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie samej tylko wiary. (Jk 2, 24)

 

Słowa z Listu do Rzymian stały się dla Marcina Lutra powodem do nauki, że nie potrzeba żadnych dobrych uczynków, aby być zbawionym. Wystarczy sama wiara. Tak też przetłumaczył on ten werset na niemiecki. Dodał słowo „allein”, co znaczy „tylko, sama”. I dlatego też nie lubił Listu św. Jakuba, który temu zaprzeczał. Nazywał go słomianym pismem i chciał go usunąć z kanonu Pisma św.

 

Wróćmy jednak do przerwanego tematu. Jak pogodzić tę pozorną sprzeczność? Kierując się tą samą zasadą, co powyżej. Odczytując słowa Apostołów w ich kontekście. Co innego chce powiedzieć św. Paweł, co innego św. Jakub. Św. Paweł mówi o „uczynkach Prawa”, które przeciwstawia wierze w Chrystusa. Nie ma on na myśli uczynków, w znaczeniu „dobre uczynki”, w potocznym rozumieniu. Ma na myśli „uczynki Prawa”. Co to są „uczynki Prawa? To są obrzędy, do których zobowiązywało Prawo Starego Przymierza: obrzezanie, przepisy dotyczące pokarmów, nakazane święta żydowskie, przepisy dotyczące składanie ofiar oraz zachowania czystości rytualnej, czyli unikanie kontaktu z trupem, trędowatym, kobietą mającą krwawienie miesięczne, itd., zachowanie 612 przykazań. To wszystko św. Paweł nazywa „uczynkami Prawa”. Żydzi wierzyli, że zachowując te przepisy będą zbawieni. Św. Paweł natomiast mówi, że będziemy zbawieni przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Mamy więc tu do czynienia z dwoma przeciwstawnymi koncepcjami zbawienia.

 

A co ma na myśli św. Jakub? To samo, co Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii: Nie wystarczy mówić „Panie, Panie”. Trzeba jeszcze pełnić wolę Bożą. Tak samo nie wystarczy mówić, „wierzę, wierzę” i ufać, że to wystarczy do zbawienia. Trzeba jeszcze żyć wiarą, pokazać uczynkami, że wierzę, że moja wiara jest żywa i czynna.

Komentarzy: 68


Bóg Jezusa Chrystusa

Kategoria: Religia Sunday, 27 February 2011, 05:29

Dzisiejsze czytania mówią o Bożym ojcostwie. Pan Bóg jest Ojcem, ale jest to ojciec, w którym można odnaleźć cechy dobrej matki. O tym mówi pierwsze czytanie:

Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. (Iz 49, 15)

Dla proroka Izajasza było nie do pomyślenia, aby matka opuściła swoje dziecko. Ale nawet gdyby wydarzyło się to, co wydaje się niemożliwe – gdyby matka zostawiła swoje dziecko, niemożliwe jest, aby Pan Bóg zapomniał o swoim dziecku. W Panu Bogu są cechy czułej matki.

 

W 1976 roku kard. Józef Ratzinger napisał książkę „Bóg Jezusa Chrystusa”, w której zapisał swoje refleksje na temat natury Boga. Czytamy w niej m.in.: „Pan Bóg nazywa siebie Ojcem. Ludzkie ojcostwo daje przeczucie tego, czym jest Bóg;  ale gdzie ojcostwo nie istnieje; gdzie nie ma autentycznego ojcostwa, tam niemożliwe staje się mówienie i myślenie o Bogu”. I trochę dalej: „Kryzys ojcostwa, z którym mamy do czynienia w obecnych czasach, to podstawowy aspekt kryzysu zagrażającego całej ludzkości”.

 

Kardynał nie zatrzymuje się jednak w tym miejscu. Trochę dalej kontynuuje: „Tutaj oczywiście trzeba pokreślić jeszcze jeden ważny aspekt: fakt, że biblijny język nazywający Boga Ojcem oznacza także to, że tajemnica macierzyństwa bierze swój początek w Bogu i ma takie same możliwości jak ojcostwo, tzn. może wskazywać na Pana Boga, a może też, kiedy jest wypaczone, od Niego odwodzić.” Tyle cytat.

 

Tak, jest bardzo trudno mówić, że Bóg jest Ojcem, do kogoś, kto nie miał dobrego ojca; podobnie niezrozumiałe jest przesłanie mówiące o Bogu, w którym są obecne cechy czułej matki, dla tych, którzy nie doświadczyli miłości macierzyńskiej. Czy jest jakieś wyjście w takiej sytuacji? Tak, zawsze jest możliwe wskazywanie na Pana Jezusa. On jest wcieloną miłością Boga Ojca. Patrząc na Niego, możemy zrozumieć albo przynajmniej przeczuć, co to znaczy, że Bóg jest Miłością. On uczy nas zaufania do Pana Boga. Nawet ci, którzy nie mieli doświadczyć miłości ojcowskiej czy macierzyńskiej, bo nie mieli dobrego ojca czy matki, czytając Ewangelie spotkali w Panu Jezusie kogoś, kto ich kocha. Zrozumieli, że są kochani. I to doświadczenie było początkiem zmiany ich życia. Przede wszystkim nadało sens ich życiu. Bo człowiek nie może żyć bez miłości.

 

Pan Jezus jest szansą dla każdego. Szansą do odkrycia Bożej miłości pomimo wszelkich złych doświadczeń. On uczy nas, jak stać się dzieckiem. Dzieckiem Bożym. A stanie się dzieckiem Bożym jest warunkiem wejścia do Królestwa.

Komentarzy: 3


Seks jest OK.?

Kategoria: Religia Tuesday, 15 February 2011, 18:03

Bezpośrednim powodem do tego wpisu jest tekst Zbigniewa Kaliszuka: „Jaki jest cel współżycia małżeńskiego?” ( http://fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/jaki_jest_cel_wspolzycia_seksualnego ) Powodem dalszym jest inny jego wpis: „Seks jest ok.!”  http://fronda.pl/zbigniew_kaliszuk/blog/seks_jest_ok

 

W tym pierwszym wspomnianym tekście Zbigniew Kaliszuk pisze:

SEKS PO KATOLICKU? 2 minuty, zero eksperymentowania i przyjemności, tylko po ciemku i w celach prokreacyjnych, zawsze postrzegany jako coś "grzesznego".

Takie jest dość powszechne postrzeganie nauki Kościoła na temat seksu.

 

Są to początkowe zdanie tego wpisu. Najpierw trzeba powiedzieć, że tytułowe zdanie sugeruje, jakoby Kościół nauczał, że seks małżeński jest czymś złym. Nigdy tak nie było. Kościół nigdy nie nauczał, że pożycie małżeńskie jest grzeszne.

 

„Powszechne postrzeganie nauki Kościoła na temat seksu”? Jeśli „seks” oznacza „zjednoczenie, pożycie małżeńskie”, nie mogę się z tym zgodzić, że ten błąd jest czymś powszechnym. Moje doświadczenie jest inne. W moim, już nie tak bardzo krótkim życiu, spotkałem tylko jednego człowieka, który w współżyciu małżeńskim widział coś grzesznego. Przy czym nie jestem pewny, czy był zdrowy na umyśle. Odniosłem wrażenie, że był człowiekiem chorym. Oprócz tego spotkałem kilka osób (dwie albo trzy) na Frondzie (!), które rozumiały, że współżycie małżeńskie jest wtedy dobre, kiedy jego celem jest zrodzenie potomstwa. Uważam zatem, że jest przesadą stwierdzenie, że wspomniany błąd jest czymś powszechnym. Zgadzam się natomiast ze stwierdzeniem, że jest to fałszywe przedstawienie nauki Kościoła, który nigdy nie nauczał, że pożycie małżeńskie jest czymś złym.

 

Czy zatem "seks jest OK."? Najpierw ustalmy, co to znaczy „OK.”? Kilka lat temu, niedługo po moim pierwszym przyjeździe do USA zostałem zaproszony do restauracji na kolację. Kiedy wychodziłem, zostałem zapytany przez menagera, czy smakowały mi dania. Jedzenie było naprawdę znakomite, odpowiedziałem więc zgodnie z prawdą i zarazem pragnąc być miłym, że było OK. Na to ona: „Tylko OK.?” Wtedy zrozumiałem, że „OK.” dla Amerykanów znaczy tyle co „dobre, ale nie nadzwyczajne”. Mówiąc po prostu: powiedzieć o czymś, że jest „OK.”, to powiedzieć, że to „coś” jest przeciętne. Nie mnie zatem jako zakonnikowi wypowiadać się na temat, "Czy seks jest OK?"., jeśli bierzemy ten zwrot w tym znaczeniu. Jednak z całą pewnością mogę powiedzieć, że nie jest to nauka, którą głosi Kościół! Kościół nie głosi nauki, że „seks jest OK.” Kościół nie głosi również, że „seks jest dobry”. „Dobra” może być książka; jedzenie może być dobre; film może być dobry, ale nie pożycie małżeńskie. Kościół naucza, że pożycie małżeńskie jest święte. Co to znaczy „święte”? To znaczy, że należy do sfery sacrum.

 

I właśnie takie było przesłanie o. Kazimierza Knotza, który pod koniec cytowanego przez Zbigniewa Kaliszuka wywiadu powiedział, że „ciało i seksualność należą do sfery sacrum”. Właśnie tak!

 

Ale co to znaczy, że pożycie małżeńskie należy do sfery sacrum? Co to znaczy „sfera sacrum”? (Chcących pogłębić ten temat odsyłam do artykułu Sorciera: Sacrum i profanum. Zarys tematu. Co się dzieje, gdy człowiek przestaje być częścią sacrum? http://fronda.pl/sorcier/blog/sacrum_profanum )

 

Tu jednak chciałem zacytować bardzo cenny komentarz Leszka pod w/w tekstem, który pisze:

Warto może również wspomnieć o przechodzeniu między tymi sferami.

Sakralizacja jako poświęcenie – oddanie Bogu ale i uświęcenie – uznanie za ważne może dotyczyć rzeczy, osób, zwyczaju.

Profanacja to wyrwanie tego co poświęcone z właściwego mu miejsca, wykonanie czynności niegodnej. To odebranie charakteru oddania Bogu – przywłaszczenie sobie i odebranie charakteru świętości – zmniejszanie wartości, deprecjonowanie.

 

Profanacja to, etymologicznie rzecz biorąc: „Wyniesienie przed (poza) świątynię tego, co należy do niej”.

 

Sacrum należy do sfery świętej zastrzeżonej Bogu i religii. W tym znaczeniu pożycie małżeńskie należy do sfery sacrum, podobnie Eucharystia, inne sakramenty, modlitwa. Po sprawowaniu sakramentów i modlitwie, zjednoczenie małżeńskie jest najświętszą czynnością małżonków.

 

Skąd o tym wiemy? Mówi nam o tym Pan Bóg. W Liście do Hebrajczyków czytamy:

 

We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane, gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg. (Hbr 13, 4)

 

„We czci” – oryginalne słowo brzmi: τίμιος (czyt.: timios), które w 1 P 1, 19 służy do określenia Krwi Chrystusa, jako ceny naszego odkupienia.

 

„nieskalane” – oryginalne słowo brzmi: ἀμίαντος (czyt.: amiantos, w Wulgacie: „inmaculatus”), które w Piśmie św. jest używane tylko w odniesieniu do sfery sakralnej:

- do świątyni: („Teraz więc, Święty, od którego pochodzi wszelka świętość, Panie, ustrzeż na wieki od jakiegokolwiek zbezczeszczenia ten dom, który dopiero co został oczyszczony”. (2 Mch 14, 36; także 15, 34).

- do nagrody zbawionych w niebie (Mdr 4, 2; 1 P 1, 4);

- do kobiety niepłodnej (przypomnę, że niepłodność w ST była uważana za oznakę Bożego przekleństwa. Tu mamy inne spojrzenie na niepłodność), która mimo swej niepłodności jest błogosławiona, jeśli nie skalała się przez grzeszne współżycie (Mdr 3, 13);

- do ludzkiego ciała (Mdr 8, 20);

- do Jezusa Chrystusa Arcykapłana (Hbr 7, 26);

- do religijności (Jk 1, 27).

 

Jak widzimy, Pismo św. świadczy o tym, że instytucja małżeństwa ma być otoczona głęboką czcią, a współżycie małżeńskie należy do sfery sacrum i jako takie jest święte. Dlatego cudzołóstwo i rozpusta wspomniane w Hbr 13, 4 są nie tylko grzechem, ale także profanacją, zbeszczeszczeniem tego, co jest święte.

 

Żeby lepiej pokazać, na czym polega to, że małżeństwo i zjednoczenie małżeńskie należą do sfery sacrum, dobrze jest pokazać pewne istniejące analogie do Eucharystii. Żaden z katolików nie ma wątpliwości, że Eucharystia należy do sfery sacrum. Myślę więc, że ukazanie tych analogii pozwoli nam lepiej zrozumieć świętość małżeństwa i samego pożycia seksualnego pomiędzy małżonkami.

 

Msza św. jest odnawianiem Nowego Przymierza zawartego w Jezusie Chrystusie w Wieczerniku i na ołtarzu krzyża pomiędzy ludzkością, a Bogiem; przyjmując Ciało i Krew Chrystusa stajemy się jedno z Nim w najściślejszym znaczeniu: fizycznie i duchowo. Podobnie małżonkowie przez zjednoczenie małżeńskie odnawiają przymierze małżeńskie zawarte przed Bogiem i wobec Kościoła; odnawiając je stają się jednością. Ma to być jedność nie tylko fizyczna, ale też i duchowa.

 

Nikt nie mówi o Eucharystii, że „Komunia św. jest OK.”, ponieważ każdy rozumie, że należy do sfery sacrum. Nikt też nie mówi, że „Eucharystia jest dobra”, ponieważ każdy wie, a przynajmniej wiedzieć powinien, że Eucharystia jest więcej niż tylko „dobra” – jest święta – należy do sfery sacrum. Nikt nie pisze ani nie mówi, że „trzeba lubić te klocki”, kiedy pisze o Eucharystii, zachęcając do uczestnictwa w niej, ponieważ takie stwierdzenie byłoby mówieniem o Ciele i Krwi Chrystusa językiem ze sfery profanum, czyli symbolicznym wyniesieniem Eucharystii poza świątynię – profanacją. Profanacją byłoby używanie kielichów, które służą w czasie Mszy św., do wznoszenia toastów w czasie np. przyjęcia na cześć prezydenta. Przykłady możnaby mnożyć.

 

Profanacją małżeństwa jest zatem nie tylko cudzołóstwo, czy też rozpusta wewnątrz małżeństwa. Profanacją pożycia małżeńskiego jest także pisanie, że „trzeba lubić ten sport”. Dlaczego? Ponieważ sport nie należy do sfery sacrum, pożycie małżeńskie owszem. Z tym samych przyczyn uważam, że profanacją jest wyrażenie „uprawiać seks”, bo uprawiać można sport, a seks małżeński jest czymś o wiele więcej, właśnie dlatego, że należy do sfery sacrum. Tak samo uważam za niewłaściwe wyrażenie „Seks jest OK.”, ponieważ pożycie małżeńskie jest czymś więcej niż tylko „OK.”; jest nawet czymś więcej niż tylko „dobre”. Zjednoczenie małżeńskie jest święte.

 

Jestem przekonany, że takie wyrażenia są pewnie niezamierzoną, ale jednak profanacją. Jest to bowiem wyniesienie rzeczy świętej ze sfery sacrum do sfery profanum.

 

PS. Jeśli Pan Bóg pozwoli, wkrótce postaram się odpowiedzieć na inny wpis Zbigniewa Kaliszuka: „Jaki jest cel współżycia seksualnego?” http://fronda.pl/zbigniew_kaliszuk/blog/jaki_jest_cel_wspolzycia_seksualnego

Komentarzy: 37


Cytat, który mnie niepokoi

Kategoria: Religia Saturday, 02 July 2011, 02:15

Od chwili, jak po raz pierwszy przeczytałem te słowa, wracam do nich często zastanawiając się, jak je rozumieć. Chodzi o wydarzenie opisane przez św. Jana od Krzyża, które podaje św. Edyta Stein w książce "Wiedza krzyża". Oto ten cytat:

Chce zwierzyć ci się z tego, co przydarzyło mi się z naszym Panem. Mieliśmy w klasztorze krucyfiks i któregoś dnia, kiedy stałem przed nim, przyszło mi na myśl, że bardziej odpowiednim dla niego miejscem byłby kościół. Było moim pragnieniem, aby nie tylko bracia, ale także ci z zewnątrz mogli uczcić go. Jak pomyślałem, tak uczyniłem.

Pewnego dnia po przeniesieniu krzyża do kościoła stałem przed nim modląc się – i wtedy On przemówił do mnie: "Bracie Janie, powiedz mi, co chcesz, abym ci uczynił w zamian za to, co ty uczyniłeś dla mnie". Odpowiedziałem: "Panie, to, czego pragnę od Ciebie, to cierpienie, które mogę znosić dla Ciebie, i żebym był pogardzany i lekceważony".

 

PS. Jest to tłumaczenie z angielskiego wydania: "The Science of the Cross", str. 25.

Komentarzy: 15


Biblijna interpretacja święta Ofiarowania Pańskiego (2)

Kategoria: Religia Wednesday, 02 February 2011, 18:29

Niestety, drugiej części nie skończyłem, jak to sobie zaplanowałem, przed Świętem Ofiarowania. Ale nie ma złego, co by nie wyszło… Właśnie zauważyłem  (kiedy piszę te słowa, jest u mnie 10.30 rano, w Polsce 4:30 popołudniu. Za oknem pada śnieg i jest bardzo cicho, bo z powodu burzy śnieżnej szkoły i wiele zakładów zostało pozamykanych i ruch na drodze bardzo ograniczony), że uprzedził mnie Hiob, którego tekst trafił do Komentarza dnia. Mimo tego, zabieram się do kontynuacji rozważania, ponieważ moje podejście jest trochę inne i myślę, że może to być uzupełnienie tekstu przyjaciela.

Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu.  Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. (Łk 2, 22-24)

 

W tym tekście dwukrotnie mamy do czynienia z pewnego rodzaju „podwójnością”. Mam na myśli to, że św. Łukasz mówi raz o dwóch ceremoniach wynikających z Prawa Mojżeszowego i związanych z nimi ofiarach oraz o podwójnym wypełnieniu się dni.

 

Zacznijmy od rytuałów, których wypełnienie nakładało Prawo Starego Przymierza na rodziców pierworodnego syna. Dwie ceremonie, do których nawiązuje Ewangelista w powyższym fragmencie, złożenie ofiary na oczyszczenie matki:

Kiedy zaś skończą się dni jej oczyszczenia po urodzeniu syna lub córki, przyniesie kapłanowi, przed wejście do Namiotu Spotkania, jednorocznego baranka na ofiarę całopalną i młodego gołębia lub synogarlicę na ofiarę przebłagalną. Kapłan złoży to w ofierze przed Panem, aby za nią dokonać przebłagania. W ten sposób będzie ona oczyszczona od upływu krwi. To jest prawo dotyczące tej, która urodziła syna lub córkę. Jeżeli zaś ona jest zbyt uboga, aby przynieść baranka, to przyniesie dwie synogarlice albo dwa młode gołębie, jednego na ofiarę całopalną i jednego na ofiarę przebłagalną. W ten sposób kapłan dokona przebłagania za nią, i będzie oczyszczona. (Kpł 12, 6-8)

 

oraz wykupienie pierworodnego:

«Poświęćcie Mi wszystko pierworodne. U synów Izraela do Mnie należeć będą pierwociny łona matczynego – zarówno człowiek, jak i zwierzę». (Wj 13, 2) Gdy faraon wzbraniał się nas uwolnić, Pan wybił wszystko, co pierworodne w ziemi egipskiej, zarówno pierworodne z ludzi, jak i z bydła, dlatego ofiaruję dla Pana męskie pierwociny łona matki i wykupuję pierworodnego mego syna. (Wj 13, 15) Wykupisz też pierworodnego syna swego, i nie wolno się ukazać przede Mną z pustymi rękami. (Wj 34, 20) Wszystkie pierwociny łona matki, które oddają Panu ze wszystkiego ciała, począwszy od ludzi aż do bydła, będzie twoje; ludzi pierworodnych każesz wykupić, jak również wszystko pierworodne zwierząt nieczystych. Wykupu dokona się w miesiąc po urodzeniu za cenę pięciu syklów srebra według wagi przybytku; sykl po dwadzieścia ger.  (Lb 18, 15-16)

 

Św. Łukasz nawiązuje do obu tych ceremonii, ale wymienia tylko jedną ofiarę: ofiarę na oczyszczenie matki po porodzie. Autor milczy o ofierze na wykupienie Syna. Nie ma nic o złożeniu pięciu syklów srebra. Czyżby zapomniał o tym wspomnieć? Nie, raczej chce powiedzieć, że Pan Jezus nie został wykupiony, bo został ofiarowany. Dlatego słusznie dzisiejsze święto nie nazywa się „Wykupienie Pańskie”, ale właśnie Ofiarowanie Pańskie. Maryja ofiaruje Bogu swojego Syna, antycypując Jego własne ofiarowanie na krzyżu, w czasie którego miecz przeniknie serce Matki. Właśnie o tym mówi List do Hebrajczyków, którego fragment jest dany do oczytania (jako druga opcja obok Ml 3, 1-4):

Ponieważ zaś dzieci uczestniczą we krwi i ciele, dlatego i On także bez żadnej różnicy stał się ich uczestnikiem, aby przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby uwolnić tych wszystkich, którzy całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli. Zaiste bowiem nie aniołów przygarnia, ale przygarnia potomstwo Abrahamowe. Dlatego musiał się upodobnić pod każdym względem do braci, aby stał się miłosiernym i wiernym arcykapłanem wobec Boga dla przebłagania za grzechy ludu. W czym bowiem sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom.  (Hbr 2,14-18)

 

Pan Jezus przez własną śmierć pokonał tego, który dzierżył władzę nad śmiercią – szatana.

Być może św. Łukasz milcząc o wykupieniu nawiązuje do tych słów z Księgi Kapłańskiej:

Jeżeli kto poświęci co ze swej własności dla Pana jako "cherem": człowieka, bydlę albo część gruntu dziedzicznego – to ta rzecz nie będzie sprzedana ani wykupiona. Każde "cherem" jest rzeczą najświętszą dla Pana. Żaden człowiek, który jest poświęcony dla Pana jako "cherem", nie może być wykupiony. Musi on być zabity.  (Kpł 27, 28-29).

 

Nie wiem, czy to słuszna interpretacja. Nigdzie wcześniej jej nie słyszałem. Dopiero dzisiaj, pisząc ten tekst zwróciłem uwagę na ten fragment Pisma św. i pomyślałem, że odnosi się do Pana. Jeśli ośmielam się o tym wspomnieć to tylko dlatego, że wyrażenie z wiersza Kpł 27, 28: „rzecz najświętsza” (w oryginale  קֹדֶשׁ־קָדָשִׁים  jest tym samym użytym przez proroka Daniela  קֹדֶשׁ קָדָשִׁים  (Dan 9, 24 ). Jest to ten sam werset, w którym także mowa o „siedemdziesięciu tygodniach”, o czym piszę poniżej.

 

To jest pierwsza „podwójność”. Oprócz tej mamy jeszcze inną, ale o wiele trudniejszą do zobaczenia. Dowiedziałem się o niej słuchając Scotta Hahna (o której też napisał Hiob na swoim blogu). Chodzi o podwójne „wypełnienie się dni”, o których św. Łukasz mówi w swojej Ewangelii. Czytamy w niej: Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia… (Łk 2, 22) Oryginaly tekst ma w tym miejscu: I kiedy się wypełniły dni ich oczyszczenia… Nie chodzi tylko o to, że pewien czas minął, ale o coś więcej: że ten czas się wypełnił. Chodzi o podwójne spełnienie (wypełnienie).

 

Z jednej strony był to czterdziesty dzień po narodzinach Pana, czyli tyle, ile Prawo wymagało od matki po urodzeniu syna zgodnie: Jeżeli kobieta zaszła w ciążę i urodziła chłopca, pozostanie przez siedem dni nieczysta. (…) Potem (tzn. po urodzeniu syna) ona pozostanie przez trzydzieści trzy dni dla oczyszczenia krwi: nie będzie dotykać niczego świętego i nie będzie wchodzić do świątyni, dopóki nie skończą się dni jej oczyszczenia. (Kpł 12, 2.4)

 

Z drugiej strony był to wypełnienie się zapowiedzianego przez proroka Daniela „ustalonego” (zadekretowanego) czasu siedemdziesięciu tygodni. Ponieważ napisał już o tym Hiob, nie chcę powtarzać w tym wpisie jego obliczeń, a ograniczę się tylko do wskazania zbieżności pomiędzy proroctwem a testem Ewangelii według św. Łukasza.

 

U proroka Daniela czytamy:

Gdy jeszcze mówiłem i modliłem się, wyznając grzechy swoje, swojego narodu, Izraela, i składając przed Panem, Bogiem moim, swe błagania za świętą górę mojego Boga, gdy więc jeszcze wymawiałem słowa modlitwy, mąż Gabriel, którego spostrzegłem przedtem, przybył do mnie lecąc pospiesznie około czasu wieczornej ofiary. Przybył, rozmawiał ze mną i powiedział: Danielu, wyszedłem teraz, by ci dać całkowite zrozumienie. […] Ustalono siedemdziesiąt tygodni nad twoim narodem i twoim świętym miastem, by położyć kres nieprawości, grzech obłożyć pieczęcią i odpokutować występek, a wprowadzić wieczną sprawiedliwość, przypieczętować widzenie i proroka i namaścić to, co najświętsze. (Dn 9, 20-22. 24)

 

Z kolei św. Łukasz pisze:

Naraz ukazał mu się anioł Pański, stojący po prawej stronie ołtarza kadzenia. Przeraził się na ten widok Zachariasz i strach padł na niego. […] Odpowiedział mu anioł: Ja jestem Gabriel, który stoję przed Bogiem. A zostałem posłany, aby mówić z tobą i oznajmić ci tę wieść radosną. (Łk 1, 11-12.19)

 

Zbieżności:

- w obydwu przypadkach nowinę przynosi ten sam anioł – Gabriel;

- jedno i drugie objawienie ma miejsce w czasie składania ofiary w świątyni;

- jedno i drugie wydarzenie jest początkiem odliczania czasu siedemdziesięciu tygodni.

 

Wniosek: św. Łukasz zamierzał ukazać Pana Jezusa jako Tego, który oczyści Lewitów i ich ofiary, sam stając się Ofiarą, jak o tym jest napisane w Liście do Hebrajczyków:

Przeto przychodząc na świat, mówi: Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało; całopalenia i ofiary za grzech nie podobały się Tobie.  Wtedy rzekłem: Oto idę – w zwoju księgi napisano o Mnie – abym spełniał wolę Twoją, Boże. Wyżej powiedział: ofiar, darów, całopaleń i ofiar za grzech nie chciałeś i nie podobały się Tobie, choć składa się je na podstawie Prawa. Następnie powiedział: Oto idę, abym spełniał wolę Twoją. Usuwa jedną (ofiarę), aby ustanowić inną. Na mocy tej woli uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze. (Hbr 10, 5-10. To ostatnie zdanie jest lepiej oddane przez Biblię Gdańską: … przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz uczynioną.)

 

Ofiara Chrystusa jest odnawiana w każdej Mszy św. Zastąpiła ona wszystkie ofiary Starego Testamentu. Odtąd „ofiary Lewitów są sprawiedliwe” i miłe Panu, „jak za dawnych dni i lat starożytnych” (por. Ml 3, 3-4). Co to znaczy? Przed złotym cielcem kapłanami byli ojcowie rodziny i pierworodni synowie. Lewici zastąpili pierworodnych po tym, jak stanęli po stronie Mojżesza i zabili bałwochwalców oddających pokłon złotemu cielcowi:

Zatrzymał się Mojżesz w bramie obozu i zawołał: «Kto jest za Panem, do mnie!» A wówczas przyłączyli się do niego wszyscy synowie Lewiego.  I rzekł do nich: «Tak mówi Pan, Bóg Izraela: "Każdy z was niech przypasze miecz do boku. Przejdźcie tam i z powrotem od jednej bramy w obozie do drugiej i zabijajcie: kto swego brata, kto swego przyjaciela, kto swego krewnego"». Synowie Lewiego uczynili według rozkazu Mojżesza, i zabito w tym dniu około trzech tysięcy mężów. Mojżesz powiedział wówczas do nich: «Poświęciliście ręce dla Pana, ponieważ każdy z was był przeciw swojemu synowi, przeciw swemu bratu. Oby Pan użyczył wam dzisiaj błogosławieństwa!» (Wj 32, 26-29)

 

W ostatnim zdaniu jest napisane dosłownie: „dziś napełniliście wasze ręce dla Pana”. Według słowników to wyrażenie oznacza konsekrację na kapłanów. Mówiąc inaczej, Mojżesz mówi do Lewitów: Dziś zostaliście kapłanami dla Pana. Oczywiście w miejsce pierworodnych. Potwierdzeniem tego niech będzie wiersz z Księgi Kapłańskiej: Oto Ja wziąłem lewitów spośród synów Izraela na miejsce wszystkich pierworodnych, którzy się narodzili z łona matek, dlatego lewici są moją własnością. (Lb 3, 12)

 

Oczyszczenie Lewitów, o którym czytamy u proroka Malachiasza oznacza ostatecznie nowe kapłaństwo. Pan Jezus ustanawiając Nowe Przymierze, Nowe Prawo, ustanowił również nowe kapłaństwo, zgodnie z Hbr 7, 12: Ze zmianą bowiem kapłaństwa musi też nastąpić zmiana Prawa. To Jezus Chrystus jest naszym Najwyższych Kapłanem. Kapłani Nowego Przymierza działają in persona Christi, są kapłanami w Nim. W czasie Eucharystii odnawiają Chrystusową Ofiarę Nowego Przymierza. Jest to ta sama Ofiara, którą zapowiadało świętowane dzisiaj Ofiarowanie Pańskie.

 

Komentarzy: 3


Biblijna interpretacja święta Ofiarowania Pańskiego (1)

Kategoria: Religia Monday, 31 January 2011, 20:13

2 lutego obchodzimy święto Ofiarowania Pańskiego. W Polsce popularnie nazywamy to święto Świętem Matki Gromnicznej. W Ewangelii tego święta słyszymy: Gdy upłynęły dni oczyszczenia…I tu zaczyna się problem. Dni oczyszczenia kogo? Internetowy lekcjonarz ma w tym miejscu „Maryi”: Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego… Jest to zgodne z Lekcjonarzem wydany przez Pallottinum w 1991 (tom VI, str. 51).  To jest o tyle ciekawe, że ten sam Lekcjonarz podając to samo czytanie z Ewangelii według św. Łukasza 2, 22-35 w tomie I przypadające na piąty dzień Oktawy Bożego Narodzenia ma w tym miejscu: Kiedy upłynęły dni Ich oczyszczenia… Z kolei Biblia Tysiąclecia, która jak wiemy, była podstawą dla Lekcjonarza, ma w tym miejscu: Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego… Jak ma być? Czyje oczyszczenie miał na myśli Ewangelista? Ich czy Jej; ich czy Ich? Maryi? Maryi i Józefa? Maryi, Józefa i … Pana Jezusa?

 

W poszukiwaniu odpowiedzi zaglądnijmy jeszcze raz do Biblii Tysiąclecia. Przypis do Łk 2, 22 podaje:  Liczba mnoga ze względu na podmiot zdania głównego odpowiadający orzeczeniu "przynieśli" lub może dlatego, że ofiarowanie Jezusa zostało objęte terminem szerszym "oczyszczenia", które, ściśle mówiąc, odnosiło się tylko do Maryi. Widać tu jakieś zakłopotanie, nie tylko autorów Lekcjonarza, ale także autora tłumaczenia Ewangelii według św. Łukasza w Biblii Tysiąclecia. Ta odpowiedź podana w przypisie rzuca trochę światła, ale nie daje jasnej i przekonywującej odpowiedzi na pytania sformułowane powyżej.

 

Autor przypisu ma rację, że przepis Prawa Mojżeszowego dotyczył tylko matki dziecka. Jednak zdecydowanie nie zgadzam się z autorem, że oczyszczenie odnosiło się do Maryi.

 

Ani ojciec, ani dziecko nie musieli poddawać się rytualnemu oczyszczeniu. Czytamy o tym w Księdze Kapłańskiej:

Kiedy zaś skończą się dni jej oczyszczenia po urodzeniu syna lub córki, przyniesie kapłanowi, przed wejście do Namiotu Spotkania, jednorocznego baranka na ofiarę całopalną i młodego gołębia lub synogarlicę na ofiarę przebłagalną. Kapłan złoży to w ofierze przed Panem, aby za nią dokonać przebłagania. W ten sposób będzie ona oczyszczona od upływu krwi. To jest prawo dotyczące tej, która urodziła syna lub córkę. Jeżeli zaś ona jest zbyt uboga, aby przynieść baranka, to przyniesie dwie synogarlice albo dwa młode gołębie, jednego na ofiarę całopalną i jednego na ofiarę przebłagalną. W ten sposób kapłan dokona przebłagania za nią, i będzie oczyszczona». (Kpł 12, 6-8)

 

Skoro matka dziecka i tylko ona miała złożyć ofiarę na jej oczyszczenie, dlaczego św. Łukasz pisze: Kiedy upłynęły dni ich oczyszczenia? Ewangelista nie uważał, że Maryja, która na przy Zwiastowaniu nazwana jest „Pełną Łaski”, potrzebowała oczyszczenia. Gdyby Ta, która już przed poczęciem Syna była wypełniona łaską, wymagała oczyszczenia po Jego urodzeniu, to trzebaby wyciągnąć z tego wniosek, że Jej Syn uczynił Ją nieczystą. Byłby to wniosek absurdalny. Ewangelista chce tego uniknąć pisząc "ich". Ale to staje się przyczyną dalszych pytań: Skoro ani Maryja, ani Józef, ani tym bardziej Dziecię Jezus nie potrzebowali oczyszczenia, to kim są ci, których czas oczyszczenia nadszedł?

 

Z pomocą przychodzi nam Liturgia.  „Lex orandi, lex credendi”, co można przetłumaczyć w wolny sposób: "tak jak się modlimy, tak wierzymy". Najbardziej uroczystą formą modlitwy jest Liturgia Kościoła. Żeby zatem zrozumieć teksty biblijne trzeba je odczytywać tam, gdzie jest ich pierwotne miejsce tzn. w Liturgii. Inną pomocną zasadą są słowa św. Augustyna: Nowy Testament jest niejako ukryty w Starym, a Stary zostaje objawiony w Nowym — ostatecznie zaś w Jezusie Chrystusie. Z pomocą tych zasad przyjrzyjmy się biblijnym czytaniom święta Ofiarowania Pańskiego.

 

2 lutego Lekcjonarz podaje oprócz Ewangelii dwa czytania, jedno ze Starego, drugie z Nowego Testamentu (gdy święto przypada poza niedzielą, przed Ewangelią wybiera się tylko jedno z nich). Pragnę zwrócić uwagę na czytanie ze Starego Testamentu wzięta z Księgi Proroka Malachiasza. Czytamy tam słowa:

 

Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie. Oto nadejdzie, mówi Pan Zastępów. Ale kto przetrwa dzień Jego nadejścia i kto się ostoi, gdy się ukaże? Albowiem On jest jak ogień złotnika i jak ług farbiarzy. Usiądzie więc, jakby miał przetapiać i oczyszczać srebro, i oczyści synów Lewiego, i przecedzi ich jak złoto i srebro, a wtedy będą składać Panu ofiary sprawiedliwe. Wtedy będzie miła Panu ofiara Judy i Jeruzalem jak za dawnych dni i lat starożytnych.

 

Kiedy Pan przyjdzie do swej świątyni, oczyści …synów Lewiego. I to jest odpowiedź, której szukaliśmy. To kapłani Starego Przymierza zostaną oczyszczeni, i odtąd będą składać Panu ofiary czyste.

 

Starożytni rabini mieli powiedzenie, że wszystkie ofiary (ofiara za grzechy, całopalenia, itp.) Starego Testamentu ustaną, z wyjątkiem ofiary dziękczynienia, która będzie kontynuowana na zawsze. O ile (przynajmniej niektórzy) Żydzi widzą tu zapowiedź, że w czasach mesjańskich ludzkie postępowanie tak się poprawi, że przestaną być potrzebne ofiary ze zwierząt za grzechy, to my, katolicy wierzymy, że słowa Pisma św. Starego Testamentu i przekonanie starożytnych rabinów żyjących przez Chrystusem wypełniły się w ustanowieniu przez Pana Jezusa Eucharystii. Odtąd ci, którzy uwierzyli, że Jezus z Nazaretu jest nie tylko obiecanym Żydom Mesjaszem, ale także Synem Bożym, uczestnicząc w Eucharystii składają Bogu czystą Ofiarę dziękczynienia.

 

PS. To jest cześć pierwsza rozważania. Drugą część zamierzam napisać jutro.

Komentarzy: 10


Katolicy nie są "przeciw", ale "za"

Kategoria: Religia Sunday, 30 January 2011, 21:10

Słuchając kazania  ks. Piotra Pawlukiewicza sprzed 3 lat, usłyszałem w nim m.in. historię o księdzu, który uczestniczył w spotkaniu przygotowawczym wizyty Ojca św. Jana Pawła Wielkiego w Polsce. W tym spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele władzy państwowej. Zapytany przez wspomnianego kaznodzieję, jaki był przebieg spotkania, odpowiedział, że nie wie, bo spóźnił się, ale jak przystało na katolika był przeciwko wszystkiemu. Myślę, że nie mówił tych słów poważnie, że żartował. Ale nawet jeśli to był żart, to wypowiada głęboką prawdę o tym, jak często katolicy są postrzegani z zewnątrz; czy też niektórzy katolicy tak myślą o sobie, że takie jest posłannictwo, być przeciwko.

 

Na pewno jest w tym dużo prawdy. Sam Pan Jezus był i jest znakiem sprzeciwu. To znaczy sprzeciwiano się Jemu, nie chciano Go przyjąć. Tak jest i dzisiaj. Jeśli chcemy być wierni Panu Jezusowi, to musimy się liczyć, że wcześniej czy później, spotkamy ludzi, którzy będą się nam sprzeciwiać. I druga strona medalu: Są rzeczy i poglądy, z którymi katolik nie może się zgodzić, o ile chce być wierny swojemu powołaniu. Ale to nie cała prawda. Nie jest prawdą, że katolik jest przeciwko. Jeśli można dokonać uogólnienia, to bliższe prawdy jest takie, że katolik jest za. Jak to rozumieć?

 

Weźmy dla przykładu 10 Bożych Przykazań. Prawie wszystkie z nich zaczynają się na „Nie”. Przykazania, które zaczynają się na „Nie”, mówią o zachowaniach, których należy unikać, bo są grzeszne. Te przykazania wyrażone się w sposób negatywny. "Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremnie". Itd. Tylko dwa są wyrażone w sposób pozytywny: "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”, "Czcij ojca i matkę swoją”. Podsumowując, możemy powiedzieć, że znakomita większość, bo 80 % procent z 10 Bożych Przykazań wyrażona jest negatywnie.

 

Jakaż różnica, więcej kontrast do 8 błogosławieństw Pana Jezusa, które usłyszeliśmy dzisiaj. 8 razy usłyszeliśmy „błogosławieni”. Pierwsza różnica, jaką możemy zauważyć pomiędzy Dekalogiem, a 8 błogosławieństwami, jest właśnie ta, że błogosławieństwa są wyrażone pozytywnie. Ale to nie jest najważniejsza różnica, bo każdą treść można wyrazić zarówno w sposób pozytywny, jak i negatywny. Chodzi o coś znacznie więcej. O ile Dziesięć Przykazań dotyczyło aktów zewnętrznych, Nowe Prawo, którego streszczeniem jest 8 błogosławieństw, dotyczy aktów wewnętrznych.

 

Dla przykładu: Piąte Przykazanie Boże mówi: "Nie zabijaj!" Dotyczy aktu zewnętrznego. Tymczasem w Kazaniu na Górze Pan mówi: Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj!; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: "Bezbożniku", podlega karze piekła ognistego. (Mt 5, 21-22)

 

Różnica pomiędzy Starym, a Nowym idzie dalej. To nie tylko przejście od aktów zewnętrznych do wewnętrznych, ale również, jak widać w powyższym cytacie, intensyfikacja (większe wymagania) i upowszechnienie (uniwersalizm): W Starym bratem (bliźnim) Żyda był tylko inny Żyd. Dla chrześcijanina bratem czyli bliźnim jest każdy człowiek.

 

Niektórzy nam zarzucają, że my, katolicy jesteśmy przeciwko aborcji. O sobie zaś mówią, że są za wyborem (pro choice). O jaki wybór chodzi? Chodzi o decyzję, czy poczęte dziecko ma się urodzić czy nie. Prawo do zabijania nazywają prawem do wyboru. Przedstawiają je jako coś pozytywnego. Słychać w tym echo słów starożytnego węża obiecującego pierwszym rodzicom: Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. (Rdz 3, 5) Inaczej mówiąc: "Będziecie sami decydować, co jest dobre, a co złe. Będziecie decydować, które życie możecie ocalić, a które zniszczyć". Echo słów kłamcy i zabójcy od początku.

 

Tymczasem jest inaczej: My katolicy nie tyle jesteśmy przeciwko aborcji czy przeciwko eutanazji, ile jesteśmy za życiem. Uznajemy, że życie ludzkie jest święte. Od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Ponieważ to Pan Bóg jest Jego autorem, każde życie od Niego pochodzi i dlatego jest święte. Katolik nie tylko nie zabija, ale także nie ucieka się do wymierzania sobie sprawiedliwości na własną rękę, a tym bardziej, nie ucieka się do stosowania przemocy.

 

Echo tego słyszymy w słowach Pana: Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

 

Podobnie szóste przykazanie mówi: "Nie cudzołóż!" Pan w Kazaniu na Górze komentuje: A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. (Mt 5, 28) Widzimy tu te same zasady, które widzieliśmy powyżej odnośnie piątego Przykazania Bożego: uwewnętrznienie i intensyfikację. Kościół katolicki uczy, że pożycie małżeńskie jest święte. Dlatego katolicy są nie tyle przeciwko grzechowi cudzołóstwa, ile stają w obronie świętości aktu małżeńskiego. Pożycie małżeńskie jest nie tylko dobre, ale jest święte, należy do sacrum. I dlatego wszystko co się sprzeciwia świętości zjednoczenia małżeńskiego jest jego zbezczeszczeniem,  profanacją. Etymologicznie profanacja oznacza wyniesienie rzeczy świętej poza świątynię.

 

Echo tego słyszymy w błogosławieństwie: Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

 

Jeśli Pan Jezus w Nowym Prawie zwiększa swoje wymagania w stosunku do Starego, to tylko dlatego, że daje większą łaskę, aby tym wymaganiom sprostać. On nie tylko wymaga, ale także jest Tym, który umożliwia wypełnienie tych wymagań. On jest Tym, który daje łaskę. Więcej, On jest tym, który w Eucharystii daje siebie. To, co niemożliwe jest dla naszych słabych sił, możliwe staje się z Nim. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia (Flp 4, 13)

Komentarzy: 6


"Upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, ...

Kategoria: Religia Sunday, 23 January 2011, 01:58

abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli" (1 Kor 1, 10).

 

Żeby zrozumieć wymowę dzisiejszych czytań mszalnych potrzebujemy przynajmniej krótkiego wstępu historycznego. Co ma na myśli prorok Izajasz, gdy mówi: W dawniejszych czasach upokorzył [Pan] krainę Zabulona i krainę Neftalego (…)? Prorok mówi o czymś, co miało miejsce w przeszłości. Żeby zatem zrozumieć, o czym mówi, musimy cofnąć się trochę w czasie.

 

Około 1000 lat przed Chrystusem królem Izraela był Dawid. Był królem nad całym Izraelem. Podobnie jego syn, Salomon. Był królem całego Izraela. Trzeba dodać ostatnim, ponieważ po jego śmierci królestwo Izraela, składające się z 12 pokoleń, podzieliło się na dwa królestwa. Królestwo południowe to pokolenie Judy oraz małe Benjamina, które praktycznie zostało wchłonięte przez to pierwsze. Królestwo północne to pozostałe 10 pokoleń Izraela, między innymi pokolenie Zabulona i pokolenie Neftalego, o których wspomina prorok w dzisiejszym czytaniu.

 

Około 200 lat po Salomonie królestwo północne, zwane królestwem Izraela upadło. 10 pokoleń izraelskich zostało wziętych do niewoli zwanej asyryjskiej. Było to w roku 721 przed Chrystusem. Wzięci do niewoli nigdy nie powrócili do kraju. Zostali wchłonięci przez pogan.

 

Po dalszych 150 latach upadło również królestwo południowe, tzn. królestwo Judy. Jerozolima została zdobyta. Świątynia została zniszczona. Cała ludność z tego pokolenia została uprowadzona do niewoli babilońskiej. Było to w roku 587 przed Chrystusem. Około 50 lat później król perski Cyrus pozwala Judejczykom (Zydom) wrócić do ich ojczyzny. Wraca tylko jedno pokolenie. (Pokolenie Benjamina było bardzo małe, także praktycznie nie było liczone.) Wygnańcy powracający z Babilonii zaczęli odbudowywać świątynię. Było to w roku 538 przed Chrystusem. W Palestynie pozostało praktycznie rzecz biorąc tylko jedno pokolenie z dwunastu pokoleń Izraela. Od siedmiu wieków nie ma mowy o dziesięciu pokoleniach Izraela.

 

To jest tło dla dzisiejszej Ewangelii. Słyszeliśmy w niej o Panu: Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Pan Jezus osiadł tam, gdzie 7 wieków wcześniej zaczęła się deportacja północnych pokoleń izraelskich. Kafarnaum na pograniczu Zabulona i Neftalego stało się Jego kwaterą główną. Stamtąd wyruszał, aby, jak sam mówi, aby odnaleźć zaginione owce z Izraela («Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela». (Mt 15, 24).

 

Dzisiaj słyszymy o powołaniu pierwszych Apostołów: Piotra, jego brata Andrzeja, Jakuba i jego brata Jana. Kiedy ich wyśle na pierwszą misje, Pan Jezus powie: Idźcie do zaginionych z Izraela. (Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: 'Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela.' Mt 10, 5-6)

 

Dopiero po swojej śmierci i zmartwychwstaniu Pan Jezus pośle swoich uczniów do wszystkich narodów. Bo tylko w ten sposób można było dotrzeć do zaginionych pokoleń Izraela rozproszonych wóród pogan. Odtąd: Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteśmy kimś jednym w Chrystusie Jezusie. (por. Ga 3, 28) Od śmierci i zmartwychwstania Pana: On jest naszym pokojem. On, który obie części (ludzkości) uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość. (Ef 2, 14)

 

Skoro tak, to nie może być pomiędzy nami takiej sytuacji, o jakiej pisze św. Paweł Apostoł w dzisiejszym drugim czytaniu: Myślę o tym, co każdy z was mówi: Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa. Nie może być między nami podziałów, o których pisze Apostoł. Dzieląc się na różne wyznania, rozdzieramy Ciało Chrystusa. Apostoł pyta: Czyż Chrystus jest podzielony? Nie, On jest jednością i dlatego my musimy być jednością.

 

Jakże aktualne są słowa Apostoła Narodów. Jakby pisał je na dzisiejszy czas i szczególnie do nas, Polaków. Umiemy bowiem zdobyć się na bohaterstwo w obliczu niebezpieczeństwa i zjednoczyć się wobec wspólnego wroga, ale nie umiemy pracować w zgodzie i jedności, gdy tego zewnętrznego wroga brakuje. Umiemy wygrywać bitwy, ale nie umiemy wykorzystać zwycięstwa. Umiemy walczyć z wrogiem, ale gorzej jest jeśli chodzi o zgodną pracę w pokoju.

 

Ale w tym upomnieniu św. Pawła chodzi o coś więcej niż tylko jedność w narodzie. Przeżywamy tydzień modlitw o jedność chrześcijan. Rozbicia wśród chrześcijan, aż od wrogości i wojen religijnych włącznie, to rana zadana Chrystusowi. To zgorszenie przeszkadzające niewierzącym przyjąć Ewangelię.

 

Do modlitwy o jedność chrześcijan wzywa nas sam Pan słowami Apostoła, a Jego obietnica, że nastanie jedna owczarnia i jeden Pasterz, dodaje nam otuchy, że warto, nawet jeśli wydaje się to beznadziejne w dzisiejszej rzeczywistości. Równie beznadziejne, jeśli nie bardziej, było dla Zydów żyjących w czasach Pana Jezusa czy wcześniej, proroctwo o powrocie zaginionych pokoleń Izraela. A jednak, co jest niemożliwe dla ludzkich wysiłków, nie jest niemożliwe dla Pana Boga, bo dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych. Obyśmy Mu w tym pomagali i przyczyniali się do zjednoczenia chrześcijan naszą modlitwą i życiem zgodnym z Ewangelią.

Komentarzy: 8


Sandały Oblubieńca

Kategoria: Religia Monday, 01 August 2011, 18:15

Niedzielą Chrztu Pańskiego kończymy liturgiczy okres Bożego Narodzenia i jednocześnie rozpoczynamy okres zwykły w ciągu roku. Jeszcze śpiewamy kolędy (w Polsce tradycyjnie do 2 lutego), ale w Ewangelii czytamy już o dorosłym Panu Jezusie. Ten, o którym czytamy w dzisiejszej Ewangelii jest starszy o całe 30 lat od Dziecięcia, któremu Mędrcy oddawali pokłon w uroczystość Objawienia Pańskiego.

 

W pewnym sensie niedziela Chrztu Pańskiego odpowiada postaci Jana Chrzciciela. Stoi on bowiem na styku Starego i Nowego; jest ostatnim prorokiem Starego Testamentu, a przecież czytamy o nim w Nowym. Przygotowuje drogę, zapowiada i wskazuje na Pana Jezusa, ale usuwa się w cień, kiedy przychodzi Ten, którego przyjście zapowiadał. Ale zanim odejdzie,  wbrew własnej woli, udziela Mu chrztu. To właśnie wydarzenie jest treścią jutrzejszego święta. O tym mówi Dobra Nowina przeznaczona przez Kościół do oczytania w to święto.  Jest ona kontynuacją Ewangelii, którą usłyszeliśmy w drugą niedzielę Adwentu. Jan Chrzciciel zapowiada przyjście Mesjasza. Mówi o Nim, że nie jest godzien nosić Mu sandałów. Największy z ludzi pragnie stawać się coraz mniejszy, aby wzrastać mógł Oczekiwany. Prawdziwa wielkość łączy się z pokorą.

 

Ja jednak nie chcę tu mówić o Chrzcie Pańskim. Pragnę zwrócić uwagę na szczegół wskazany w tytule. Jan mówi o Przychodzącym: Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów (Mt 3, 11). Zainteresowałem się tym detalem. Co to znaczy: „Nie być godnym nosić komuś sandałów?” Szukałem w pismach Ojców Kościoła i znalazłem wyjaśnienie, którym chciałem się podzielić z czytelnikami. Chromatius przypomina, że w Wj 3, 5 Pan Bóg powiedział do Mojżesza: Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą. Wiemy też, że podobnie przydarzyło się Jozuemu: Zdejm obuwie z nóg twoich, albowiem miejsce, na którym stoisz, jest święte. (Joz 5, 15) Jeśli chodzi o motyw, dlaczego polecono im zdjąć sandały, musimy rozumieć to jako figura (zapowiedź) przyszłej prawdy (Chromatius). Zgodnie z prawem, jeśli mężczyzna nie chciał zaakceptować żony swego brata po jego śmierci, nie miał prawa nosić sandałów. (por. Pwt 25, 6-11). Takie prawo miał tylko oblubieniec.

 

W sensie dosłownym słowa z Pwt 25, 6-11 odnosiły się do poślubienia wdowy po bracie. W sensie duchowym wypełniły się i wskazują na Chrystusa, Oblubieńca Kościoła. Ani Mojżesz, ani Jozue nie byli oblubieńcami Ludu Wybranego. Dlatego nie mieli prawa do noszenia sandałów. Nie był nim także Jan Chrzciciel. Kiedy jest pytany, czy jest Mesjaszem, zaprzecza. Znamienne są słowa z Ewangelii według św. Łukasza 3, 15-16: Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: «Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. Innymi słowy: „Nie mogę odebrać Mu prawa noszenia sandałów, które są znakiem Oblubieńca”. Ja nie jestem Mesjaszem, lecz zostałem przed Nim posłany. Ten, kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem; a przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, doznaje najwyższej radości na głos oblubieńca. Ta zaś moja radość doszła do szczytu.  (J 3, 28-29)

Komentarzy: 12


Matka Boża czy Matka Chrystusa?

Kategoria: Religia Friday, 31 December 2010, 23:18

Co oznacza tak postawione pytanie? Czy to nie wszystko jedno? Przecież Maryja jest i Matką Bożą i Matkę Chrystusa. Tak, bardzo słusznie. Jednak nie dla wszystkich. Byli, i niestety wciąż są tacy, którzy uznają Maryję za Matkę Pana, za Matkę Chrystusa, ale odmawiali czy odmawiają tej tytułu Matki Bożej. Być może nie zdają sobie sprawę ci, którzy tak czynią, że odmawiając Maryi tytułu „Bogurodzica” czy „Matka Boża” przestają być chrześcijanami. Jak to możliwe?

 

Konsekwencją odmówienia Maryi tytułu „Matka Boża” jest teologiczne założenie, że w Jej Synu są dwie osoby: Osoba boska i osoba ludzka, albo że Pan Jezus nie jest Bogiem, a tylko człowiekiem. Jeśli ktoś twierdzi, że w Jezusie z Naretu są dwie osoby, albo, że nie był On Bogiem, przestaje być nie tylko katolikiem, ale także chrześcijaninem. (Przynajmniej na poziomie teologicznym.)

 

Kościół poucza nas o tym, że Pan Jezus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem w JEDNEJ Osobie. Osobie boskiej (nie ludzkiej). Chociaż w Panu Jezusie są obecne DWIE natury: boska i ludzka, chociaż jest On prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem, jest On jedną osobą. Pan Jezus nie był schizofrenikiem, nie rozmawiał ze sobą. A skoro Pan Jezus jest jedną osobą, Osobą boską, to znaczy, że Maryja jest nie tylko Matką Pana czy Matką Chrystusa, ale słusznie nazywamy Ją także Matką Bożą.

 

Ten tytuł nie oznacza jednak, że Maryja jest źródłem bóstwa Jezusa Chrystusa. Nie, jako matka jest Ona źródłem człowieczeństwa swojego Syna, a mówiąc dokładnie tylko Jego ciała. Pan Jezus wziął swoje ciało z Maryi. Maryja nie jest źródłem, „rodzicielką” ludzkiej duszy Jej Syna. Tak samo jest  z każdą inną ziemską matką – są one na równi z ojcami, „źródłem” lub mówiąc inaczej, dawczyniami ludzkich ciał swoich dzieci. Nie dają im duszy. A jednak nie nazywamy naszych rodziców: „ojcze, matko mojego ciała”. Mówimy raczej po prostu: „ojcze”, „mamo”. Przez analogię, czyli na zasadzie pewnego podobieństwa, możemy to samo powiedzieć o Matce Pana.

 

Bardzo lubię tytuł „Bogurodzica”. Ten tytuł opisuje, jak sądzę, lepiej rolę Maryi niż np. „Bogarodzica”. Tak uważał kard. Stefan Wyszyński, a ja zgadzam się z nim. Chociaż różnica pomiędzy tymi tytułami jest niewielka, sądzę, że „Bogurodzica” lepiej niż „Bogarodzica” wyraża rolę Maryi w historii zbawienia.

 

Niektórzy, przede wszystkim protestanci, którzy mówią o sobie „chrześcijanie biblijni” uważają, że my, katolicy, ubóstwiamy Matkę Pana, która w ten sposób przesłania Jej Syna, a może nawet zajmuje Jego miejsce. Jest to oskarżenie bezpodstawne. Maryja jest raczej soczewką, która pokazuje wielkość Boga. Jest arcydziełem Boga Stwórcy. Oddając cześć Maryi, wywyższamy Pana Boga, który wielkie rzeczy uczynił dla nas przez Maryję. Bo przez Nią dał nam swojego Syna.

 

Dwa zabytki z polskiej sztuki sakralnej pokazują tą prawdę. Najstarszy zachowany dokument napisany po polsku to antyfona maryjna „Bogurodzica”. Możemy zauważyć, że w tym tytule Bóg jest na pierwszym miejscu, a tytuł wskazuje na poddaną, służebną rolę Maryi.

 

 

Matka Boża Częstochowska

Innym zabytkiem sztuki sakralnej jest ikona jasnogórska. Maryja przedstawiona na tej ikonie trzyma swojego Syna PRZED sobą. Nie tylko, że Go nie zasłania, ale ukazuje na pierwszym planie. Ta wymowa jest wzmocniona gestem prawej dłoni wskazującej na Niego.

 

Niech te fakty umocnią naszą pobożność maryjną.

 

Komentarzy: 48


Myśl na zakończenie roku

Kategoria: Religia Friday, 31 December 2010, 18:11

Nie tak dawno, bo zaledwie kilkanaście dni temu, przeczytałem na blogu mojego przyjaciela, że data 25 grudnia nie jest tylko symboliczna. Są poważne podstawy, aby sądzić, że 25 grudnia to rzeczywista data narodzin Pana Jezusa. (Więcej szczegółów można znaleźć tutaj.)

 

Autor zwraca uwagę na coś, co, jak sądzę, jest bardzo interesujące. Mianowicie, że data poczęcia Pana Jezusa, czyli początek jego ziemskiego życia i data jego śmierci to ten sam dzień. 25 marca było Zwiastowanie Anielskie – Pan Jezus został poczęty – i 25 marca, 33 lat później miała miejsce Jego śmierć, czyli przejście z tego świata do Ojca.

 

Na tym tle staje się zrozumiałe, dlaczego na starych obrazach pokazujących Zwiastowanie Anielskie, gdzieś w tle jest również mały krzyżyk, symbolizujący śmierć Pana. Artyści wyrażali w ten sposób swoje przekonanie, że zarówno początek ziemskiego życia Pana Jezusa, jak i koniec Jego życia, miały miejsce tego samego dnia. Oczywiście nie tego samego roku.

 

Jak się wydaje, jest w tym jakiś Boży zamysł. Pan Jezus mówi o sobie, że jest Alfą i Omegą. Alfa to pierwsza litera alfabetu greckiego; omega ostatnia. To powiedzenie Pana oznacza, że jest On początkiem i końcem. On jest początkiem wszystkich rzeczy i ich celem ostatecznym.

 

Matematycy obliczyli (o tym również wyczytałem gdzieś na blogu Hioba), że początek świata jest pewną osobliwością. I koniec świata jest również pewną osobliwością. Jednak najbardziej interesującym jest fakt, że ta pierwsza osobliwość i ta ostatnia to ta sama osobliwość. Proszę mnie nie pytać o więcej szczegółów, co to dokładnie oznacza. Nie jestem matematykiem. Powiedziałem tylko o tym, bo według matematycznych obliczeń początek wszystkich rzeczy i koniec jest tym samym. I choć nie rozumiem tego tak, jak matematycy, moja intuicja mówi mi, że to jest zgodne z prawdą. Dla nas oczywiście nie ma to decydującego znaczenia, a tylko pomocnicze. Wiara katolicka nie opiera się na osiągnięciach nauki, ale na pewno nie jest z nią sprzeczna. Oznacza to także, że nie jest sprzeczna z matematyką.

 

Dla nas decydujące jest słowo Boże, a najbardziej właściwym miejscem jego odczytywania i interpretacji jest Liturgia Mszy św. Dzisiaj w ostatni dzień roku kalendarzowego, Kościół daje nam do odczytania, wysłuchania i medytacji dwa biblijne teksty. Pierwszy jest wzięty z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła, drugi z Ewangelii według św. Jana. W pierwszym zdaniu pierwszego czytania czytamy: „(…) poznajemy, że już jest ostatnia godzina”. Z kolei w pierwszym zdaniu Prologu czytamy: „Na początku (…)”. Liturgia łączy w sobie początek i koniec. Dlatego, że w Liturgii Mszy św. celebrujemy Tego, który jest Początkiem i Końcem, i łączy – jednoczy w sobie przeciwieństwa wprowadzając jedność, jak o tym czytamy na przykład w Liście do Efezjan:

Dlatego pamiętajcie, że niegdyś wy – poganie co do ciała, zwani „nieobrzezaniem” przez tych, którzy zowią się „obrzezaniem” od znaku dokonanego ręką na ciele – w owym czasie byliście poza Chrystusem, obcy względem społeczności Izraela i bez udziału w przymierzach obietnicy, nie mający nadziei ani Boga na tym świecie. Ale teraz w Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa. On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części (ludzkości) uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość. W swym ciele pozbawił On mocy Prawo przykazań, wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch (rodzajów ludzi) stworzyć w sobie jednego nowego człowieka, wprowadzając pokój, i (w ten sposób) jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości. A przyszedłszy zwiastował pokój wam, którzyście daleko, i pokój tym, którzy blisko, bo przez Niego jedni i drudzy w jednym Duchu mamy przystęp do Ojca. (Ef 2, 11-18)

 

O jedności – pojednaniu – przeciwieństw w Jezusie Chrystusie mówi najbardziej teologiczny polska kolęda, której autorem (słów) jest Franciszek Karpiński:

Bóg się rodzi, moc truchleje,

Pan niebiosów obnażony;

Ogień krzepnie, blask ciemnieje,

Ma granice nieskończony.

Wzgardzony okryty chwałą,

Śmiertelny Król nad wiekami;

A Słowo Ciałem się stało

i mieszkało między nami.

 

O tej jednaniu w sobie „początku” i „końca” mówi także kolekta dzisiejszej Mszy św., zaczynająca się słowami:

Wszechmogący, wieczny Boże, z Twej woli wszelkie dążenie człowieka do Ciebie ma swój początek i swoje dopełnienie w tajemnicy Narodzenia Twojego Syna, (…)

 

Jak widzimy na przykładzie czytań i kolekty dzisiejszej Mszy św., Liturgia Mszy św. obejmuje początek i koniec, czyli całość historii zbawienia i misterium Chrystusa. Ale to dzieje się nie tylko wtedy, gdy czytania i modlitwy użyte w czasie Mszy św. w sposób wyraźny o tym mówią, ale w każdej Mszy św. Bowiem w czasie każdej Mszy św. Chrystus rodzi się w sakramentalnych postaciach chleba i wina na ołtarzu; tu wspominamy Jego mękę, śmierć (na którą wskazuje rozdzielenie Ciała i Krwi) i zmartwychwstanie, bo Jego Ciało, które przyjmujemy jest uwielbione, czyli jest to Ciało zmartwychwstałe; Pan Jezus urodził się w Betlejem, co tłumaczy się „dom chleba”. Pod koniec życia zaś stał się dla nas Chlebem z nieba, po to, aby nasze serce, które przyjmuje Komunię św. mogło stać się dla Niego Betlejem. Przyjmując Ciało i Krew dostępujemy sądu: przyjmujący w godnie czyli w łasce uświęcającej i z należytą postawą, otrzymują zadatek nieba; przyjmujący „bez rozróżniania Ciała i Krwi Pańskiej”, spożywają własną śmierć, otrzymują zadatek potępienia. Udział w Eucharystii jest udziałem w Liturgii niebieskiej, w której uczestniczą aniołowie i zbawieni.

 

Kiedy gromadzimy się, aby we Mszy św. liturgicznie obchodzić Boże Narodzenie, to musimy zdać sobie sprawę z jednej rzeczy: mianowicie, że w czasie Mszy św. obchodzimy nie tylko narodzenie Pana. Ołtarz to nie tylko Betlejem, ale także wieczernik, Kalwaria, miejsce, gdzie zebrani uczniowie otrzymali Ducha Świętego, w końcu to przedsionek nieba. W czasie Mszy św. w sakramentalny sposób wspominamy i uobecniamy całe misterium Chrystusa. A jeśli w obecnym czasie koncentrujemy się na Bożym Narodzeniu, a w innym na męce Pana, czy Jego zmartwychwstaniu, to tylko dlatego, że te wydarzenia miały miejsce w czasie, a my wciąż jesteśmy poddanie ogrniczeniom czasu – wciąż żyjemy "w czasie" (nie w wieczności). Także dlatego, że ze względu na słabość ludzką, nie możemy ogarnąć całej tajemnicy Chrystusa w jednym akcie.

Komentarzy: 2


Transplantacja twarzy, a Boże Narodzenie. Rozmyślanie przy śniadaniu

Kategoria: Religia Tuesday, 21 December 2010, 03:40

Przy porannej lekturze „The Plain Dealer” (miejscowy dziennik – mieszkam w Cleveland, Ohio) trafiłem na artykuł mówiący o niezwyczajnym spotkaniu: mąż i dzieci Anny Kasper, dawczyni twarzy spotkali się z Connie Culp, którą ją otrzymała. Możemy sobie wyobrazić spotkanie z obcą do tej pory kobietą, która od dwóch lat ma twarz …własnej żony czy matki. Nie tylko w sensie, że bardzo podobną, ale ma Tą SAMą TWARZ. Twarz, którą oni tak dobrze znali. (O operacji można przeczytać po polsku tutaj.)

 

Jak zapewne pamiętamy, dwa lata temu miała miejsce pierwsza w USA operacja przeszczepu twarzy. Operacja odbyła się w Clevelandzkiej klinice. Zespołem lekarzy kierowała urodzona w Polsce, dr Maria Siemonow. Była to czwarta operacja na świecie, ale pierwsza pod względem tak rozległego obszaru twarzy (ok. 80 %). Przeszczep wymagał połączenia licznych kości, mięśni, nerwów i naczyń krwionośnych; dzięki operacji pacjentka odzyskała utraconą w wyniku wypadku szczękę wraz z podniebieniem, górną wargę, policzki, nos, powiekę dolną, a także odzyskała zdolność samodzielnego oddychania, mówienia i jedzenia (podaję za wikipedią. Zazwyczaj jestem ostrożny korzystając z wiki, ale tym razem jestem dosyć pewny tych danych).

 

Jak donosi dziennik, spotkanie było bardzo emocjonalne. Na początku dawało się odczuwać zakłopotanie; osoby, które w nim uczestniczyły, nie wiedziały, co powiedzieć, bo przecież i sytuacja niecodzienna , ale ono szybko minęło, dając miejsce łzom, śmiechowi, rozmowie. Rodzina dawczyni ze zdumieniem odkryła, jak wiele cech wspólnych łączy te dwie kobiety: ten sam rodzaj karnacji skóry, grupa krwi, bardzo podobne wykonywanie zajęcie, tylko 14 miesięcy różnicy w wieku, zbliżone rysy ich charakterów… Mąż i dzieci dawczyni twarzy widząc kobietę, która ma teraz twarz ich żony i matki, w jakiś sposób widziały ją samą – ich żonę czy matkę.

 

Jest to radosna nowina, że postęp w medycynie daje nadzieję nieszczęśliwym ludziom, jak Connie Culp, której mąż strzałem z pistoletu zmasakrował twarz. Jest to radość, że za tym osiągnięciem stoi osoba polskiego pochodzenia. Ale to nie wszystko. Fakt, że to spotkanie odbyło się na kilka dni przed Bożym Narodzeniem, skierował moje myśli ku Radosnej Nowinie par excellence czyli Ewangelii. Bóg w Jezusie Chrystusie stał się „Bogiem z nami” – Emanuelem. Odwieczne Słowo stało się Ciałem,  narodziło się z Maryi i zamieszkało między nami. Pan Bóg nie tylko przyjął Ciało, ale także wraz z nim ludzką twarz: widząc Pana Jezusa widzimy Boga (por. J 12, 45). Wysłuchał w ten sposób modlitwy pokoleń Izraelitów modlących się słowami Psalmów: "Ukaż, nam, Panie Twoje Oblicze" (por. Ps 80:20)

 

Jednak, jeśli tak można powiedzieć, narodzenie Pana Jezusa w Betlejem nie jest końcem wcielenia, ale raczej początkiem. Pan utożsamia się z Kościołem nauczającym (Łk 10, 16). Także z każdym  Jego bratem w człowieczeństwie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. (Mt 25:40). Pod koniec zaś ziemskiego życia Pan Jezus w Wieczerniku powie do swoich Apostołów: Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. (J 13, 34)

 

Jest to Nowe Przykazanie. Streszczenie wszystkich przykazań. Pierwszą rzeczą "nową", którą zauważamy w Nowym Przykazaniu, jest fakt, że nie ma tam mowy o miłości Pana Boga. Czyżby Pan Jezus mówi, że miłość do Boga jest czymś zbytecznym? Nie, byłby to wniosek błędny. Wystarczy przeczytać choćby Mt 22, 36-38: "Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?" On mu odpowiedział: "Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie". Chodzi o coś innego: Odkąd Syn Boże stał się Człowiekiem, wszystko, co czynimy drugiemu człowiekowi, czynimy Jemu.

 

Druga nowość: Nie ma już "Kochaj bliźniego, jak siebie samego", czyli nie mamy kochać innych według miary miłości własnej, ale według miary, którą jest On. "No dobrze", powiemy, "ale przecież On jest Bogiem, a ja tylko człowiekiem". Słusznie. Dlatego Pan Jezus daje swoim uczniom Przykazanie Nowe nie wcześniej, jak dopiero w Wieczerniku, gdzie także ustanawia Eucharystię – daje swoje Ciało i Krew do spożycia. Przyjmując Jego Ciało i Jego Krew nie przemiamy je w siebie, ale On przemiena nas mocą w Siebie. I dopiero przyjmując Pana Jezusa, możemy być w stanie kochać innych Jego miłością.

 

On, który zechciał przyjść na świata w Betlejem, "Domu Chleba", bo to oznacza nazwa tego miasta, przed odejściem do Ojca, chciał stać się Chlebem z nieba – dać nam siebie na pokarm w chlebie i winie, które przemienione mocą Ducha Swiętego stały się Jego Ciałem i Jego Krwią. Każdy kościół, gdzie odprawiana jest Msza św. jest Betlejem, gdzie Pan się rodzi, Kalwarią, gdzie umiera i Wieczernikiem, gdzie karmi swoich spragnionych uczniów swoim zmartwychwstałym Ciałem. Potrzeba, abyśmy Go przymowali, bo inaczej nie będziemy mieli siły do zachowania Nowego Przykazania.

 

Pan Jezus przyszedł nie tylko raz w Betlejem, dwa tysiące lat temu. I przychodzi nie tylko w Eucharystii. On przychodzi do nas także w każdym napotkanym człowieku. Widząc twarz bliźniego, widzę twarz Pana Jezusa. Czasem to podobieństwo jest zamazane przez grzech i trudno je dostrzec. Paradoksalnie jest tak, że im kto mniej zasługuje na naszą miłość, tym bardziej jej potrzebuje. Traktując bliźnich z miłością, czyli w sposób, w jaki Syn Boży traktuje mnie, przyczyniam się do tego, aby ten Boży obraz został w nich odnowiony, a ich dusza stała się Betlejem.

Komentarzy: 9


"Nie bój się wziąć do siebie Maryi..."

Kategoria: Religia Sunday, 19 December 2010, 01:53

Dzisiaj czwarta i ostatnia już niedziela Adwentu. Po proroku Izajaszu, Janie Chrzcicielu, dzisiaj przed naszymi oczami Kościół maluje postać Maryi, Tej, przez którą Słowo Boże przyszło na świat. W Ewangelii według św. Mateusza Maryja jest ukazana inaczej niż w Ewangelii według św. Łukasza. Ewangelista Mateusz, jak się zdaje bardziej podkreśla rolę Józefa. Dla przykładu: O ile w Ewangelii według św. Łukasza to Maryja jest Tą, która ma nadać imię Jej Synowi, to u Mateusza nadającym imię jest Józef. Oczywiście nie ma tu sprzeczności. Jak widzimy w przypadku Jana Chrzciciela, oboje rodzice są pytani o imię dziecka. Nadanie imienia dziecku to sprawa obojga rodziców.

 

Mateusz jednak podkreśla rolę Józefa. Według Prawa był on ojcem Jezusa, tak jak i naszym prawie, adoptujący dziecko są jego rodzicami według prawa, nawet jeśli nie są rodzicami biologicznymi.

 

Możemy więc powiedzieć, że nie tylko Maryja, ale również Józef są patronami Adwentu. Pismo św. nazywa Józefa „człowiekiem sprawiedliwym”. Oznaczało to, że Józef wiernie zachowywał Prawo. Chodziło oczywiście o Prawo Mojżeszowe.

 

Józef stał się opiekunem Maryi i Pana Jezusa. Ale najpierw był narzeczonym i małżonkiem Maryi. Małżeństwo Maryi i Jezusa było prawdziwym małżeństwem. Chociaż w dawnej wersji kolędy śpiewaliśmy o Józefie „starym”, to dzisiaj ten tekst został poprawiony: „I Józef święty”. Czasem widzimy na obrazach Józefa w podeszłym wieku. Jednak nic w samej Biblii na to nie wskazuje. Raczej możemy przyjąć, że Józef poślubiając Maryję nie miał więcej niż 30 lat. Ponieważ takie było oczekiwanie od pobożnego Żyda, a przecież Józef był człowiekiem sprawiedliwym.

 

Jeśli mówię, że małżeństwo Maryi i Józefa było prawdziwym małżeństwem nie oznacza to, że współżyli ze sobą. Jest dogmatem Kościoła, że Maryja była dziewicą przed, w czasie i po narodzeniu Pana Jezusa. Jeśli mówię, że byli prawdziwym małżeństwem oznacza to, że łączyła ich prawdziwa, ofiarna i wierna miłość.

 

U Łukasza czytamy o zwiastowaniu anielskim. Anioł ogłasza Maryi, że urodzi Syna. Na to Ona zwraca się z pytaniem do Anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? „Znać” w Biblii, oznacza coś więcej niż „znać” w naszym języku współczesnym. „Znać” to mieć komunię, wspólnotę z kimś czy czymś. W Księdze Rodzaju czytamy o Adamie, który poznał Ewę. Oznaczało to coś więcej, niż fakt, że dowiedział się, jak ona ma na imię. W tym miejscu oznaczało to, że z nią współżył seksualnie, stał się z nią „jednym”. Podobnie „znać Boga” w Biblii, to nie tylko wiedzieć, że Pan Bóg istnieje, znać jego przymioty, ale oznacza to wspólnotę z Nim, komunię, jedność. Znać Boga” to żyć we wspólnocie z Nim; żyć w Jego łasce. Św. Paweł nazywa obrzydliwymi i niezdolnymi do żadnego dobrego czynu ludzi, którzy „twierdzą, że znają Boga, uczynkami zaś temu przeczą” (Tt 1, 16).

 

Maryja mówiąc, że nie zna męża, mówiła coś więcej niż tylko to, że jeszcze nie zawarli małżeństwa. W tym czasie była zaręczona, zbliżał się Ich ślub, życie małżeńskie. Maryja wiedziała, że w małżeństwie rodzą się dzieci. Skoro więc mówi Ona: “Nie znam męża” oznacza to coś więcej niż tylko to, że jest dziewicą. Za tymi słowami możemy domyślać się, że Maryja złożyła Panu Bogu ślub dziewictwa. Będą uczciwą, o tym ślubie musiała powiedzieć Józefowi. A on z kolei musiał to zaakceptować, skoro zgodził się na małżeństwo pomimo tego faktu. Oznaczało to praktycznie taki sam ślub dozgonnej czystości dla niego samego. Oznaczało to, że jego miłość do Maryi była tak wielka, że dla Niej zgodził się na tę ofiarę.

 

Jego miłość do Maryi została poddana próbie. I tę próbę przetrzymała. O najważniejszej próbie usłyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii. Po sześciomiesięcznej wizycie u Elżbiety Maryja wróciła do Nazaret. I najpóźniej wtedy Józef dowiedział się, albo zobaczył, że Maryja spodziewa się Dziecka. Możemy się tylko domyślać, jakie myśli chodziły po głowie Józefa. Ponieważ kochał ją, odczuwał boleśnie „zdradę” Narzeczonej, bo chyba tylko tak mógł to sobie tłumaczyć stan Maryi. Nie wiemy, jak długo Józef przeżywał tę niepewność. Ale możemy się domyślać, że było to straszne i bolesne dla niego doświadczenie. I w tej sytuacji Józef we śnie otrzymuje wyjaśnienie. To z Ducha Świętego jest to Dziecko, co się w Niej poczęło.

 

Wnioski dla nas: Józef jest patronem na czasy trudne. Jest patronem Kościoła i może przychodzić z pomocą we wszystkich sprawach. Jednak, jak sądzę, jest szczególnym patronem dla mężów i ojców. W czasie kryzysów małżeńskich, czy trudności wychowawczych, mężowie i ojcowie znajdą szczególnego patrona w osobie św. Józefa.

 

I drugi i ostatni wniosek na dzisiaj: Anioł powiedział do Józefa: „Nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki”. Nie słyszymy żadnej jego odpowiedzi, tylko relację o jego reakcji: „Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie”. Podobne słowa czytamy w Ewangelii św. Jana o umiłowanym uczniu: Wziął Matkę Pana do siebie.

 

I to jest nauka dla każdego z nas. Abyśmy wzięli Matkę Pana do siebie, do naszych spraw, codziennego życia, pobożności. Tak jak umiłowany uczeń z Ewangelii św. Jana. Nikt tak nie zna dziecka, jak jego matka. Nikt tak nie zna Pana Jezusa, jak Jego Matka. A jak wspomniałem wcześniej: „Znać” w Biblii to nie tylko wiedzieć o kimś czy o czymś, ale mieć bliską relację, wspólnotę. Niech więc Maryja będzie z nami, kiedy przyjmujemy Jej Syna w Eucharystii; niech prowadzi nas do coraz głębszego poznawania Go, czyli do pogłębiania naszej z Nim relacji.

Komentarzy: 4


Niepokalane Poczęcie NMP. Co to oznacza dla nas?

Kategoria: Religia Thursday, 12 August 2010, 04:09

Przez dogmat o Niepokalanym Poczęciu, Kościół katolicki stwierdza, że na mocy szczególnego przywileju danego ze strony Boga, oraz ze względu na zasługi Chrystusowej śmierci, Maryja została zachowana od skazy grzechu pierworodnego od pierwszego momentu Jej życia. Inaczej mówiąc: Maryja całe Jej życie była całkowicie święta.

 

Dogmat o Niepokalanym Poczęciu został ogłoszony 1854 przez papieża Piusa IX. Cztery lata później ta prawda została potwierdzona w Lourdes. Matka Boża objawiała się Bernadecie i przedstawiła się jej: „Jestem Niepokalane Poczęcie”.

 

Uroczystość Niepokalanego Poczęcie NMP przypomina nam, ludziom, że jest tylko jedna rzecz, która poniża człowieka. Tą rzeczą jest grzech. Jest to bardzo istotne i naglące przesłanie, które trzeba powtarzać. Grzech, tylko grzech poniża człowieka. Współczesny świat zatracił poczucie grzechu. Widać to w żartach i powiedzeniach. Współczesny świat reklamuje spektakle i produkty, jako grzeszne, aby przez to zwiększyć ich atrakcyjność. Współczesny świat mówiąc o grzechu i na temat grzechu używa żartobliwych czy czułych wręcz określeń.

 

Współczesny świat obawia się wszystkiego z wyjątkiem grzechu. Świat obawia się zanieczyszczenia środowiska, chorób, wojny nuklearnej, terroryzmu; ale nie boi się wojny prowadzonej przeciw Bogu, który jest wieczny, wszechmocny, który jest Miłością. Jednakże Jezus mówi nam, abyśmy nie bali się tych, co zabijają ciało, ale bali się Tego, który ma moc i ciało i duszą wrzucić do Gehenny, czyli do piekła (Łk 12, 4-5).

 

Ten sposób myślenia ma straszliwy wpływ na współczesnych i nawet wierni, którzy chcą żyć według Ewangelii, nie są od niego wolni. Ten sposób myślenia obecny we współczesnym świecie powoduje w nich usypianie sumienia, pewien rodzaj duchowej śpiączki; jest jak narkotyk, który wypacza nasze rozumienie, czym jest grzech, że jest on jedyną rzeczą, która poniża człowieka. Chrześcijanie nie rozpoznają swego głównego, prawdziwego przeciwnika, który zniewala. Dzieje się tak, ponieważ ta niewola jest pozłacana, czyli na pierwszy rzut oka wydaje się czymś dobrym.

 

Zamiast uwolnienia od grzechu, całe wysiłki dzisiaj są skierowane na uwolnienie od żalu z powodu grzechu; zamiast walki przeciw grzechowi, świat walczy przeciw samemu pojęciu grzechu. Takie próby oznaczają, że świat nie stara się rozwiązać problemu, którym jest grzech, tylko neguje sam problem. W ten sposób sprowadza go do podświadomości. Dlatego dzisiaj, kiedy pustoszeją konfesjonały, tworzą się kolejki do psychoterapeutów.

 

Dla porównania, to tak, jak by uwierzyć, że śmierć może zostać zniwelowana przez odrzucenie myślenia o śmierci. Św. Jan mówi, że jeśli mówimy, że jesteśmy bez grzechu, to czynimy Boga kłamcą. Bóg mówi w rzeczywistości, że jesteśmy grzesznikami.

 

Pismo św. mówi, że Chrystus umarł za nasze grzechy (1 Kor 15, 3). Jeśli usuniemy z naszego myślenia pojęcie „grzech”, to czynimy próżnym odkupienie dokonane przez Chrystusa i niszczymy znaczenie Jego śmierci. Oznaczałoby to, że Chrystus walczył z wiatrakami, że wylał swoją krew nadaremnie, że nadaremnie cierpiał.

 

Dogmat o Niepokalanym Poczęciu Maryi mówi nam coś bardzo pozytywnego: Pan Bóg jest silniejszy od grzechu, i że tam, gdzie rozpanoszył się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska (Rz 5, 20).

 

Maryja jest tego znakiem i gwarantem. Cały Kościół jest wezwany tak jak Ona, aby być „chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany” (Ef 5, 27). A podczas gdy Kościół w osobie Najświętszej Maryi Panny już osiąga doskonałość, dzięki której istnieje nieskalany i bez zmazy (por. Ef 5, 27), chrześcijanie ciągle jeszcze starają się usilnie o to, aby przezwyciężając grzech wzrastać w świętości, dlatego wznoszą oczy ku Maryi, która świeci całej wspólnocie wybranych jako wzór cnót („Lumen Gentium”, 65).

Komentarzy: 21


Oczekiwanie czy wędrówka?

Kategoria: Religia Monday, 29 November 2010, 16:20

Powstał kiedyś spór między ludźmi, czym jest życie człowieka: czekaniem czy wędrówką?

- „Czekaniem” – mówili jedni – „bo każdy z nas na coś czeka: mama i tata na urodzenie dziecka, rolnik na piękną pogodę, uczeń na wakacje, biedak na lepsze czasy, chory na zdrowie…”

- „Wędrowaniem – mówili inni – „bo każdy z nas dokądś zmierza: małe dziecko usiłuje chodzić, potem wędruje do przedszkola, uczeń – do szkoły, dorosły – do pracy. Ludzie wędrują za mieszkaniem, za chlebem, za przygodą i szczęściem.”

W końcu spierający się poszli z pytaniem do świętego mędrca, o on powiedział:

- „Człowiek w życiu wędruje do celu, na który czeka.”

- „Co to za zagadka?” – zastanawiali się ludzie. (z katechizmu dla III klasy).

 

To opowiadanie z katechizmu jest wprowadzeniem do innego pytania: Co lepiej nadaje się do graficznego przedstawienia roku liturgicznego: koło czy linia prosta? Czyli: Jak przebiegają obchody liturgiczne – toczą się one kołem, na podobieństwo zmieniających się i stale powracających pór roku? Bo przecież co roku mamy Adwent, Boże Narodzenie, Wielki Post, Wielkanoc, Zesłanie Ducha Świętego, itd, a uwieńczeniem jest Niedziela Chrystusa Króla. Czy raczej stałym, nieustannym posuwaniem się naprzód, niczym woda, która wypływa ze źródła i dopiero w morzu znajdująca odpoczynek? Bo przecież czas nie stoi w miejscu i widzimy po sobie i po innych, że się zmieniamy, dojrzewamy, starzejemy. W tym roku jest inaczej niż było to rok temu, a ta różnica staje się tym widoczniejsza, im dalej wstecz cofamy się pamięcią.

 

Czym jest rok liturgiczny? Odpowiedź musi jakoś łączyć te elementy, który były w odpowiedziach wcześniejszych – koło i linia. Najlepszym obrazem wydaje się serpentyna, która opasuje górę i prowadzi na jej szczyt. Bo rzeczywiście „kręcimy się w koło”, ale równocześnie posuwamy się naprzód, czy dokładniej mówiąc, do góry – na szczyt. Jest to dobry obraz. Bo przecież Adwent w tym roku będzie tak sam, jak rok temu, a równocześnie inny, ponieważ świat się zmienił, a my z nim, i nie jesteśmy już tacy sami, jak rok temu, a tym mniej 2, 3, itd., lat temu. Posuwamy się ciągle naprzód, aż kiedyś staniemy na szczycie, który tutaj oznacza spotkanie z Panem, naszą śmierć, przejście do innego wymiaru życia.

 

Dobrze jest uświadomić sobie tę prawdę w tym czasie, kiedy zaczynamy kolejny w naszym życiu Adwent, a wraz z nim, nowy rok liturgiczny. Rozpoczęty w ostatnią niedzielę rok liturgiczny to nowy okres w naszym życiu. W tym czasie możemy usłyszeć w liturgii Boże otuchę, wypowiedzianą przez proroka Izajasza: «Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg! On sam przychodzi, by zbawić was». Tak, jest to słowo pociechy, obiecujące Boże zbawienie. Nie wiemy, co na nas w tym czasie czeka. Ale możemy być pewni, że On jest wciąż z nami, a równocześnie jest Tym, który przychodzi. Wraz z całym Kościołem wołamy w tym czasie: „Marana tha” – Przyjdź, Panie Jezu!

 

Przyjdź, Panie Jezu, i prowadź nas po drodze naszego życia. Niech to będzie droga wznosząca się wciąż do góry, tzn. do Ciebie. Dodaj nam siły, uchroń nas przed drogami, które prowadzą donikąd.

Komentarzy: 10


Przyjdź, Panie Jezu!

Kategoria: Religia Saturday, 27 November 2010, 21:46

Pierwszą niedzielą Adwentu zaczynamy nowy rok liturgiczny. Jednak słuchając czytań dzisiejszej niedzieli i modlitw mszalnych zauważymy, że ich przesłanie zasadniczo nie różni się bardzo od tego, co słyszeliśmy w ciągu ostatnich dwóch tygodni kończącego się roku kościelnego. Mówią one o drugim przyjściu Pana. Można odnieść wrażenie, że historia kręci się w koło. Czy jest tak?

 

Adwent jest czasem przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. Boże Narodzenie jest upamiętnieniem pierwszego przyjścia Pana. Jednocześnie Adwent, zwłaszcza jego pierwsza część, jest przygotowaniem do drugiego i ostatecznego przyjścia Pana na końcu czasów. Możemy więc powiedzieć, że Kościół zaczyna nowy rok niejako „od końca”. Dlaczego tak dziwnie i nie po kolei? Kościół czyni tak, ponieważ bierze pod uwagę naturę człowieka.

 

Dwa przyjścia Pana są zasadniczo różne od siebie. Pierwsze było w ubóstwie i pokorze, a druga będzie w blasku i chwale; w czasie pierwszego przyjścia Pan Jezus żył w ukryciu i był wystawiony na zniewagi, w czasie Jego drugiego przyjścia będzie On powszechnie rozpoznany i każde kolano zegnie się przed Nim w hołdzie; wtedy – 2000 lat temu został osądzony i skazany na śmierć, teraz przyjdzie sądzić żywych i umarłych. Pierwszym razem przyszedł, aby nas swoją śmiercią i cierpieniem zbawić, kiedy przyjdzie powtórnie, przyniesie pełnię zbawienia tym, którzy wiernie czekają na Niego.

 

Kościół zaczyna nowy rok liturgiczny wskazując na drugie przyjście Pana, aby postawić przez oczami swoich wiernych jasny cel. Chwała Pana Jezusa, wiekuiste życie z Chrystusem, wieczna radość nieba, spełnienie wszystkie pragnienia ludzkiego serca, to wszystko jest treścią drugiego przyjścia Pana. Boże Narodzenie czyli pierwsze przyjście Pana Jezusa pokazuje punkt wyjścia i drogę do celu. Jest to bardzo pedagogiczne podejście Kościoła. Gdyby najpierw pokazywać trudną, wyboistą drogę i mówić o wymaganiach, miałoby to efekt raczej zniechęcający. Dlatego najpierw jasny cel – wieczne i nieograniczone królowanie z uwielbionym Chrystusem w niebie, a dopiero później niezbędne wyrzeczenia i wymagania konieczne do osiągnięcia celu.

 

Samo codzienne życie daje nam przykłady potwierdzające słusznej tej strategii. Zawodnik musi mieć cel na uwadze, aby mógł podjąć i wytrzymać trud treningu. Podobnie ktoś, kto chce nauczyć się języka obcego, musi pamiętać o możliwościach, jakie daje jego znajomość. Jeśli straci z oczu cel, to zabraknie mu też motywacji. Uczeń czy student musi wiedzieć, co chce osiągnąć przez swoją naukę. A jeśli pozostanie wierny swojemu postanowieniu, osiągnie cel, czyli zdobędzie wykształcenie.  Podobnie jest z wszelką pracą i z każdą usiłowaniem ludzkim – najpierw musimy widzieć cel, i mieć silną nadzieję, że możemy go osiągnąć, a następnie czynić wszystko, czego ten cel wymaga.

 

Nie każdy zawodnik może wygrać Puchar Świata. Nie każdy ma wystarczający talent, aby nauczyć się języka obcego. Nie każdy uczeń jest w stanie skończyć szkołę z dobrym wynikiem. Zgadza się. Ale każdy z nas otrzymuje łaskę wystarczającą do osiągnięcia zbawienia wiecznego. Do tego nie jest konieczna ani fizyczna sprawność, ani szczególne zdolności umysłowe.

 

Zbawienie przewyższa wszystkie inne cele w naszym życiu i jest warte każdego wysiłku i wyrzeczenia. Dopiero na tle tego, co zostało nam obiecane, stają się bardziej zrozumiałe i łatwiejsze do przyjęcia słowa Pana Jezusa: Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. Albo słowa świętego Pawła Apostoła: Teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Nie możemy więc spać, w sensie: Nie możemy stracić z oczu celu czy stać się obojętnym wobec największego dobra naszego życia czyli wiecznego zbawienia.

 

Zbawienie jest nie tylko możliwe – ono już jest gotowe i czeka na nas. Dlatego z jednej strony trzeba widzieć cel i być pełnym nadziei, że możemy je osiągnąć, a z drugiej trzeba być czujnym, aby nie zaprzepaścić tego, co Chrystus zdobył dla nas z takim trudem.

 

Przyjdź, Panie Jezu! Amen.

Komentarzy: 9


Dziękujcie Bogu! Ale jak dziękować?

Kategoria: Religia Friday, 26 November 2010, 19:11

Chociaż nie potrzebujesz naszego uwielbienia, pobudzasz nas jednak swoją łaską, abyśmy Tobie składali dziękczynienie. Nasze hymny pochwalne niczego Tobie nie dodają, ale się przyczyniają do naszego zbawienia, przez naszego Pana Jezusa Chrystusa. (Prefacja mszalna)

 

Inspiracją do tego wpisu był ostatni tekst Hioba: "A teraz błogosławcie Boga całego stworzenia, który wszędzie czyni wielkie rzeczy." z okazji amerykańskiego Święta Dziękczynienia. Ze wszystkich świeckich świąt amerykańskich to ma dla mnie najcieplejsze skojarzenia, nie tylko ze względu na jego przesłanie, ale także ze względów osobistych. Kiedy 4 lata temu po raz pierwszy świętowałem je z zaprzyjaźnioną rodziną, było ono dla mnie jak wieczerza wigilijna, właśnie ze względu na jego rodzinny charakter. Łączę z jego obchodami miłe wspomnienia. Ale to już inny temat. Szkoda tylko, że dla części Amerykanów, sama nazwa "Thanksgiving Day" kojarzy się z jego religijnym charakterem, i nie chcąc tego, nazywają go "Dniem, czy Świętem Indyka", co jest deprecjacją idei Święta Dziękczynienia.

 

Pan Bóg chce naszego dziękczynienia, jak o tym czytamy w Prefacji. Podobnie czytamy w Ewangelii, że Pan Jezus oczekuje dziękczynienia. Po uzdrowieniu dziesięciu trędowatych, tylko jeden przyszedł, aby Mu podziękować. I Pan Jezus pyta: "A gdzie pozostałych dziewięciu? Czy nie dziesięciu zostało uzdrowionych?" Te słowa wzięte z Ewangelii według św. Łukasza usłyszeliśmy kilka tygodni temu, w 28. niedzielę zwykłą. Przygotowując się do kazania znalazłem cytat Angelusa Siliesiusa: Dziękczynieniem najbardziej miłym Panu Bogu, które On kocha jak swoje własne życie, jest takie, kiedy otwieramy się na Niego całkowicie, tak że On może dać się nam w sposób pełny.

 

Czyż nie jest to rewolucyjne podejście do rozumienia, czym jest dziękczynienie? Jest tu odwrotność tego, co znamy z naszego codziennego doświadczenia. Bowiem w potocznym rozumieniu, dziękczynienie i wdzięczność to zobowiązanie do wzajemności. Jeśli ktoś wyświadczył mi jakieś dobro, to będąc wdzięczny, czuję się zobowiązany, na ile to możliwe, do uczynienia tego samego albo czegoś podobnego dobroczyńcy. Podobnie, wyświadczający to dobro zazwyczaj też oczekuje wzajemności ze strony tego, który jego dobroci doświadczył; oczekuje czegoś w zamian. Do pewnego stopnia jest to podobne do dziękczynienia okazywanego Panu Bogu, ale tylko w ograniczonym zakresie. Bowiem sedno wdzięczności wobec Pana Boga jest inne, a nawet jest odwrotnością tego, co znamy ze stosuków ludzkich: Jestem wdzięczny Panu Bogu i okazuję dziękczynienie, kiedy chcę przyjąć więcej i więcej, bez ograniczeń. A ponieważ największym darem, który może dać Pan Bóg jest On sam, dlatego najlepszym dziękczynieniem jest takie, kiedy otwieram się, aby przyjąć już nie tylko więcej darów, ale samego Dawcę.

 

Dlatego najlepszym sposobem dziękowania Panu Bogu jest Msza św, Eucharystia, która przecież oznacza "dziękczynienie". Dziękujemy w niej Panu Bogu za wszystko, co nam daje; przynosimy nasze sprawy radosne i bolesne, wszystko, co otrzymaliśmy od Pana; łączymy je z krzyżową Ofiarą Pana Jezusa, a na końcu przyjmujemy …Dawcę tych wszystkich darów.

 

Dziękując nie dajemy Panu Bogu niczego; nic nie dodajemy do Jego wielkości. Nie jesteśmy w stanie. Nie ma w nas bowiem żadnego dobra, które nie byłoby Jego wcześniejszym darem. To NAM potrzebne jest dziękczynienie. To NAM potrzebna jest Eucharystia! Ze względów, o których wspomniał Angelius Silesius: Dziękując za otrzymane dary, za wszystko, czym jesteśmy, co posiadamy i co jest naszym udziałem, stajemy się zdolni przyjąć ich Dawcę.

Komentarzy: 10


Dziwny Król...

Kategoria: Religia Saturday, 20 November 2010, 03:54

Jutro jest ostatnia niedziela roku liturgicznego. Rok liturgiczny jest streszczeniem całej historii zbawienia i kończy się niedzielą Chrystusa Króla. Panowanie Chrystusa jako Króla jest celem, do którego zmierza cała historia zbawienia.

 

Ale obraz królowania Chrystusa, który Ewangelista maluje przed naszymi oczyma, jest dziwny i niezrozumiały! Pojawia się coś w rodzaju zgrzytu, jakaś dysharmonia. Zamiast tronu – krzyż; zamiast złotej korony – korona cierniowa; zamiast hołdów – krzyki pogardy i przekleństwa. To jest raczej parodia królowania. A jednak mimo wszystko, mimo tego, że Jezus jest tak obrażany, poniżany, jest ktoś, kto potrafi dostrzec w Panu Króla, którego królestwo nie jest z tego świata. Jest nim współwiszący złoczyńca. Umierając zwraca się do Pana: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”.

 

Jezus jest Królem Miłosierdzia. Ukrzyżowany złodziej ponosi słuszną karę za swoje czyny. Sam to przyznaje. Jest złodziejem, a może nawet mordercą. A jednak, kiedy wyraża skruchę za popełnione grzechy, Pan Jezus nie patrzy na wszystkie jego występki, cokoliwiek to było,  ale widzi tylko jego skruszone serce. Pan docenia to, że złoczyńca nie zgorszył się cierpiącym i pohańbionym Królem. Przeciwnie, mimo tego, że inni wyśmiewają się z Pana, on jedyny stanął w Jego obronie. Potrafił zobaczyć ukrytą chwałę Króla wiszącego na krzyżu. Odpowiedź Pana przekracza wszelkie oczekiwania: „Zaprawdę, powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju”.

 

Święty apostoł Paweł w Liście do Kolosan pisze słowa, które usłyszeliśmy w pierwszym czytaniu: Z radością dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości. On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna (Kol 1, 12-13). Uzdolnił nas, więc mamy nadzieję! Kiedy ta zdolność jest realizowana? Wtedy, kiedy rozpoznajemy Pana Jezusa w innych. Święty Mateusz mówi w swojej Ewangelii o sądzie na końcu świata. Jezus zasiądzie jako Król i Sędzia na tronie i odezwie się do zbawionych: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. (…) Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. (Mt 25, 34-36.40)

 

Królowanie Pana na ziemi jest ukryte, tak jak ukryta jest Jego obecność w drugim człowieku. Czasami obraz Boga w bliźnim jest bardzo zamazany lub nawet tak zniszczony, że prawie niemożliwy do poznania. Ale im jest to trudniejsze, tym bardziej tacy bracia i siostry potrzebują, abyśmy ich dostrzegli. Im mniej na miłość zasługują, tym bardziej jej potrzebują. A to nie jest łatwe. Nie jest łatwo czynić dobrze tym, którzy są niewdzięczni lub bo gorsza, źli dla nas; nie łatwo jest przebaczać komuś, kto wciąż nas rani. Jeśli jednak inni nie potrafią odwzajemnić miłości czy ją przyjąć to być może dlatego, że nigdy nie doświadczyli jej w sposób bezwarunkowy.

 

My chcemy być kochani w ten sposób – bez stawiania warunków. W taki sposób jesteśmy kochani przez Pana Boga. Tak jak jesteśmy kochani bezwarunkowo przez Pana Boga, tak trzeba, abyśmy darzyli innych miłością bezwarunkową. Trzeba, abyśmy potrafili dostrzec w nich oblicze Boga, nawet jeśli jest to trudne. Kto z Bożą pomocą potrafi dostrzec oblicze Boga w drugim człowieku, ten zasługuje na wpatrywanie się w Boże oblicze w niebie – na udział w wiecznym królowaniu Pana.

 

I ostatnia myśl, którą się chciałem podzielić. Jezus Chrystus dobrowolnie przyjął upokorzenie, cierpienie i śmierć. Do tego można dodać inne. Chorobę, samotność, niezrozumienie, fałszywe oskarżenia. Te doświadczenia są zawsze bolesne; takimi były one dla Jezusa. To prawda. Ale przez to, że Pan Jezus wziął je na siebie, te bolesne doświadczenia są oświetlone nadzieją. I to nie śmierć ma ostatnie słowo, ale zmartwychwstanie i życie. Dlatego nie wolno nam tracić nadziei i poddawać się rozpaczy, gdy one staną się naszym udziałem. Możemy modlić się w czasie cierpienia tak, jak Pan Jezus: "Ojcze, jeśli to możliwe, oddal ode Mnie ten kielich". Ale powinniśmy też dodać za Nim: "Ale nie jak Ja chcę, ale jak Ty chcesz". "Bądź wola Twoja".

 

A to jest wola Ojca, żeby wszyscy mieli udział w jego królestwie. Droga do niego wiedzie przez krzyż Pana Jezusa i przez nasz własny – krzyż codziennego życia. Dla innych jest głupotą i skandalem; dla nas, chrześcijan, to znak pewnej nadziei, ponieważ Ten, który na nim zawisnął jest Królem królów i Panem panów.

Komentarzy: 15


"Nie przeminie to pokolenie..."

Kategoria: Religia Wednesday, 17 November 2010, 16:58

Pracując w Niemczech, byłem przez rok kapelanem szpitala na pół etatu w prowincjalnym miasteczku. Odwiedzając chorych spotkałem miłego starszego pana, który zadał mi pytanie: „Jak rozumieć słowa Pana Jezusa: Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie. (Łk 21:32)?” Słowa te zaczerpnięte z rozdziału 21 Ewangelii według św. Łukasza są przecież częścią mowy Pana Jezusa o końcu świata. Co znaczy słowo „pokolenie”? Zgodnie z prawdą dpowiedziałem, że nie wiem. Był to starszy pan i zadał to pytanie wielu księżom przede mną, jednak nigdy nie otrzymał zadawalającej odpowiedzi. Było mi przykro, że i ja go zawiodłem

 

Okazuje się, że odpowiedź na to pytanie jest bardzo ważna i istotna dla naszej wiary. Wielu interpretowało te słowa w ten sposób, że Pan Jezus przepowiadał bliski koniec świata. Chodziło o bardzo bliski czas, bo nieprzekraczający długości życia jednego pokolenia. Zazwyczaj przyjmuje się, że to 40 lat. Ale nawet, że przyjmiemy, że pokolenie to 100 lat, bo mniej więcej tyle żyją najbardziej długowieczni, to i tak za mało, bo przecież od czasu wypowiedzenia przez Pana Jezusa tych słów, minęło dwa tysiące lat. Dawno umarli wszyscy, którzy osobiście słyszeli te słowa od Pana. A końca świata nie było… Czyżby więc Pan Jezus się pomylił? A jeśli się pomylił to, co zrobimy z Jego roszczeniami, że jest Bogiem? Dla niektórych chrześcijan, w tym także kapłanów, to zdanie stało się przyczyną odstępstwa od wiary. Także widzimy, że odpowiedź na pytanie tego pana jest bardzo ważna.

 

Kiedyś słyszałem wytłumaczenie, że słowo „pokolenie” użyte w tym zdaniu, oznacza po prostu "rodzaj ludzki". Jednak taka odpowiedź wydaje mi się naciągana.

 

Dopiero niedawno, słuchając kaset z nagraniami wykładów Scotta Hahna na żywo, które on miał w franciszkańskim college w Stubenville, Ohio, otrzymałem odpowiedź, która mnie zadowoliła. Tą odpowiedzią chcę się teraz podzielić z czytelnikami. Od razu jednak zaznaczam, że dokładne wyjaśnienie tego wymagałoby bardzo długiego wpisu. Z konieczności musi wystarczyć wielkie streszczenie.

 

Na początek chciałbym zaznaczyć bardzo ogólnie, że:

 

  1. Kiedy czytamy rozdział 21 Ewangelii według św. Łukasza, to zauważymy, że mowa tu o dwóch wydarzeniach przepowiadanych przez Pana. Pierwszym jest zniszczenie Jerozolimy ze świątynią, z której nie zostanie kamień na kamieniu. Drugim jest koniec świata.
  2. Nie można z całą jasnością powiedzieć, które ze zdań odnoszą się do zniszczenia świątyni, a które odnoszą się do końca świata. Zostały one zmieszane, na podobieństwo rozbitych jajek użytych do usmażenia jajecznicy.

 

Niektórzy tłumaczą to w ten sposób, że słowa Pana Jezusa wypełniły się całkowicie w roku 70, czyli niecałe 40 lat po ich wypowiedzeniu. Pan nie mówi o końcu świata, tylko o zniszczeniu Jerozolimy i świątyni. Pokolenie to 40 lat. Wydaje się, że wszystko pasuje.  Otóż nie wszystko. Bo co np. ze zdaniem z wersetu 24.: A Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą. Albo z werstem 27.: Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą.

 

Inni starają się odnosić całą mowę Pana z rozdziału 21. do końca czasów. Ale wtedy znowu, jak odpowiedzieć na pytanie, które wspomniałem na początku? Co ze zdaniami, które wyraźnie mówią o oblężeniu Jerozolimy i zniszczeniu świątyni?

 

Jak więc to wytłumaczyć, żeby pogodzić wszystkie trudności? Jest tylko jeden sposób, który godzi te pozorne sprzeczności. O tym właśnie mówi Scott Hahn.

 

W roku 70-tym, czyli w roku zniszczenia Jerozolimy wraz ze świątynią, mamy do czynienia z częściowym wypełnieniem, jednak wciąż oczekujemy wypełnienia całkowitego, które nastąpi kiedy Chrystus Pan wróci powtórnie, aby sądzić żywych i umarłych. Analogicznie jest np. z proroctwami mesjańskimi: częściowe wypełnienie w Dawidzie, całkowite wypełnienie w Jezusie Chrystusie.

 

Musimy jeszcze powiedzieć coś ważnego, co odnosi się do rozumienia przez starożytnych idei świątyni. Dla starożytnych Żydów, i w ogóle ludów starożytnych, świątynia była miniaturą świata. Dlatego zniszczenie świątyni jest symbolicznym końcem świata, zapowiada go i poprzedza.

 

No dobrze, ale jak to wszystko odnosi się do nas? Gdzie jest nauka dla nas, abyśmy mogli wziąć coś z tego do naszych domów, do naszych rodzin, do codziennego życia?

 

Na początku, w czasie opisu stworzenia świata nie mamy wzmianki o świątyni. Wszystko bowiem było Boże – nie było niczego, co by do Niego nie należało. Inaczej mówiąc – wszystko było świątynią. Podobnie jest w Apokalipsie. Autor opisują niebieskie Jeruzalem pisze: A świątyni w nim nie dojrzałem: bo jego świątynią jest Pan Bóg wszechmogący oraz Baranek. (Rev 21:22) W niebie nie potrzeba świątyni, bo tam nic nieczystego nie wejdzie – cała rzeczywistość niebieska jest Boża. To On jest świątynią w niebie, bo wszystkich i wszystko przenika Sobą.

 

Po upadku Adama świątynia stała się konieczna. Stało się konieczne wydzielenie przestrzeni poświęconej Bogu. Świątynia w Jerozolimie była taką przestrzenią świętą. Świątynią jest każdy kościół – przestrzeń wydzielona do modlitwy wiernych – uświęcony obecnością Boga w Najświętszym Sakramencie i modlitwą zgromadzonych w imię Pana. Świątynią Bożą było Ciało Jezusa w czasie Jego ziemskiego życia. Taką świątynią stały się nasze ciała po chrzcie św., i jak długo żyjemy w łasce uświęcającej, są one świątynią Ducha Świętego. W końcu świątynią jest Kościół jako wspólnota wierzących, której Głową jest Chrystus – Kościół zbudowany z żywych kamieni.

 

Kiedy popatrzymy na te świątynie, to możemy stwierdzić jedną rzecz wspólną. Ciało Jezusa – uległo zniszczeniu i śmierci. Podobnie świątynia Jerozolimska uległa zagładzie. To zapowiada los wszystkich rzeczywistości, które są świątyniami w czasie. Także i ze świątyń, w których się modlimy, wcześniej czy później nie zostanie kamień na kamieniu. Nasze ciała spotka taki sam los, niezależnie od tego, jak bardzo są młode, sprawne, piękne; nawet niezależnie od tego, jak bardzo wypełnione są łaską. Przyjdzie czas, że obrócą się w proch. Także i Kościół święty, taki, jak znamy go teraz – w jego ziemskiej formie, przeminie.

 

Czy więc mamy się przerazić? Nie. Słowa wypowiedziane przez Pana miały za zadanie dodanie otuchy. Mamy patrzeć na Pana Jezusa i Go naśladować, robiąc, co do nas należy. On cierpiał i umarł, ale to nie był koniec. Pan zmartwychwstał po to, aby już nie umierać. Jego ziemskie Ciało było świątynią Bożą. Tak samo i my musimy być świątyniami Boga, jeśli chcemy zmartwychwstać i być dopuszczonymi do udziału w niebieskiej Jerozolimie. Jeśli teraz Pan Bóg i Baranek, będą mieszkać w nas, to kiedyś, kiedy rozpadnie się dom naszego doczesnego zamieszkania, Pan Bóg i Baranek stanie się świątynią, w której my zamieszkamy.

Komentarzy: 15


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.