
Sunday,13 May 2012,15:10
Kategoria: Polska Sunday, 13 May 2012, 15:10
Jan Bodakowski
Fotorelacja 10.05.2012 demonstracje: antyaborcyjna, Solidarności przeciw likwidacji emerytur, neopogańskiego Niklota w obronie historii Polski. Oraz sympatycy Gazety Polskiej
Pozytywnym przykładem rozwoju społeczeństwa obywatelskiego była aktywność Warszawiaków 10 mają bieżącego roku.
Przed południem przed szpitalem na placu Starynkiewicza demonstrowali przeciwnicy aborcji. Była to jedna z wielu pikiet fundacji Pro pod szpitalami w którym mordowane są nienarodzone dzieci. 


Cały dzień pod sejmem protestowali działacze Solidarności. Związkowcy przeciwstawiali się podwyższeniu wieku emerytalnego do 67 lat. 





Po godzinach pracy przed gmachem Ministerstwa Edukacji Narodowej protestowali przeciw likwidacji lekcji historii Polski działacze neopogańskiego Niklota. 








Przykładem akcji bezpośredniej było rozdawanie starych numerów codziennej Gazety Polskiej przed wejściem do metra. 



W czwartek rozpoczęły się też Warszawskie Targi Książki. Podczas których czytelnicy mieli okazje zakupić książki nie kryjącego swoich patriotycznych poglądów Marcina Wolskiego. 

Jan Bodakowski
Tuesday,04 December 2012,23:24
Kategoria: Polska Tuesday, 04 December 2012, 23:24
Jan Bodakowski
Promocja pierwszego numeru nowego miesięcznika „Na Poważnie”
W samo południe, 12 kwietnia 2012, w Warszawie odbyła się promocja pierwszego numeru nowego czasopisma. Redaktorem „Na poważnie” jest znany historyk Jan Żaryn. Redakcja swoje pismo adresuje do kręgu czytelników czasopism kojarzonych z PIS. Jak zapewnia redaktor naczelny w skład redakcji weszło grono kilkudziesięciu naukowców i publicystów.
Według Jana Żaryna na tematykę czasopisma składają się teksty o: historii Polski (nie tylko najnowszej), Kresach, istotnych kwestiach społecznych i politycznych (jednak nie bieżąca pyskówka między partyjna), polityce zagranicznej. Celem redakcji jest odrodzenie tożsamości Polaków (w oparciu o historie, kulturę i patriotyzm). Dla redakcji ważny jest też kult ofiar katastrofy smoleńskiej.
Każdy numer ma mieć tematy wiodące. W najnowszym są to kwestie: wolności politycznej, Wielkanocy, Smoleńska. W czerwcu będą to kwestie: demokracji, pielgrzymek Jana Pawła II, kontekstu kulturowego i gospodarczego piłkarskiego euro.
Nakład czasopisma wynosi 5000 egzemplarzy. Redakcja liczy na prenumeratę i wyklucza publikacje wersji cyfrowej. Celem redakcji jest zachowanie objętości 140 stron. Cena czasopisma wynosi 13 złotych. Pismo ma format a4. Wydane jest na kredowym papieże w ładnej bogato ilustrowanej szacie graficznej.
Czytelnicy znajdą w pierwszym numerze miesięcznika informacje o ważnych wydarzeniach w kraju, fotorelacje z wyjazdu sympatyków PIS do Budapesztu i obchodów Dnia Żołnierzy Wyklętych (tych konkurencyjnych wobec inicjatywy warszawskiej młodzieży), wywiad z doktor Barbarą Fedyszak-Radziejowską (która opisuje szkodliwość bezkarnych rządów PO, wykluczenie z debaty publicznej środowisk PIS – w typowej dla środowiska PIS narracji redukującej Polskę do konfliktu PO i PIS, pokładającej bezkrytycznie nadzieje w PIS).
Kolejnymi tematami poruszanymi przez publicystów: demokracja szlachecka w pierwszej RP, wspomnienia o ofiarach katastrofy smoleńskiej, postać Lecha Kaczyńskiego, Bykownia miejsce zbrodni komunistycznych, terror sowiecki wobec zakonnic katolickich w ZSRR, polskości Mazur, powstaniu Kanady, próbach legalizacji Solidarności w 1987 roku, inwigilacji Krystyny Feldman przez SB, agentura SB w mediach, Stasi.
W miesięczniku znalazły się też teksty o: książce Cenckiewicza o Annie Walentynowicz, armii Andersa, zwyczajach wielkanocnych (w pierwszej RP, na Kresach), kryzysie gospodarczym, wsparciu biznesu dla kultury, nie lewicowej trosce o środowisko naturalne, edukacji (historycznej, patriotycznej, kulturalnej) i wychowaniu.
Jednym z niezwykle ciekawych tematów poruszanych na łamach „Na poważnie” jest towarzyszący raportowi o wolności słowa w Polsce wykaz wszystkich procesów jakie Angora i Michnik wytoczyli tym którzy ośmielili się mieć inne zdanie niż Czerska (Giertych, Gowin, IPN, Robert Krasowski, Andrzej Nowak, Gazeta Polska, Wierzejski, Ziemkiewicz dwukrotnie, Zybertowicz dwukrotnie, Lepper, Jarosław Kaczyński, Tygodnik Solidarność, Jacek Kurski, Antoni Macierewicz, Rymkiewicz, Wasserman i inni).
W piśmie znalazły się też artykuły poświęcone: historii odnalezienia obrazu El Greco, satyrze w PRL, Polonii w Witebsku, sztuce młodopolskiej, cenie za badania historyczne jakiej przyszło zapłacić Sumlińskiemu i Zyzakowi, spektaklom teatralnym, premierom kinowym, apokryfom, wierze. Niewątpliwą zaletą pisma jest brak kącika szachowego czy brydżowego.
Minusem pisma jest brak biogramów autorów (dla redaktora naczelnego znającego autorów oczywisty jest ich dorobek naukowy – czytelnikom nazwiska autorów jednak nic nie mówią). Można się też obawiać że pismo nie będzie zainteresowane dotarcie do krytycznych wobec PIS środowisk (prawicowych, narodowych, katolickich, niepodległościowych i antykomunistycznych). Dla środowiska PIS pismo jest doskonałą wizytówką (konkurencyjna PO dysponująca przychylnością czasopism popularnych nie ma czym konkurować).
Jan Bodakowski

Thursday,04 October 2012,18:44
Kategoria: Polska Thursday, 04 October 2012, 18:44
Jan Bodakowski
Fotorelacja – obchody rocznicy smoleńskiej – Warszawa 10.04.2012
W rocznicę katastrofy smoleńskiej przed pałacem prezydenckim zebrała się grupa osób chcących oddać cześć tragicznie zmarłemu prezydentowi Kaczyńskiemu. Osoby oddające hołd zmarłemu prezydentowi przyjechały na tą uroczystość z kraju i z zagranicy (zgromadzenie stało między łańcuchami oddzielającymi chodnik od placyku z pomnikiem Poniatowskiego do profesjonalnej sceny stojącej przed budynkiem ministerstwa kultury, od końca budynku kancelarii prezydenta - nie był to więc sukces frekwencyjny). Wiele kobiet miało ze sobą tulipany, były rodziny z dziećmi, Jarosław Kaczyński szybko przemknął w tłumie.
Jan Bodakowski
Wednesday,04 January 2012,13:10
Kategoria: Polska Wednesday, 04 January 2012, 13:10
Jan Bodakowski
Wiersze patriotyczne Marii Konopnickiej
Nakładem wydawnictwa Zysk ukazał się wybór poezji patriotycznej dla dzieci „Czy wiesz dziecino miła” Marii Konopnickiej. Wybór jest ilustrowany bardzo adekwatnymi ilustracjami Beaty Horyńskiej.
Patriotyczna poezja Marii Konopnickiej w doskonały sposób ukazuje rytm duszy polskiej, rytm polskiej tożsamości, rytm polskiego katolicyzmu. W swych wierszach autorka sławi polski dom rodzinny (ubogi, gościnny, religijny, patriotyczny, zakorzeniony w historii rodziny i ojczyzny, pełen szacunku dla prostych ludzi). Chwali patriotyczne wychowanie dzieci, bliskie relacje rodzinne i ludową religijność. Wiersze Konopnickiej przepełnione są żarliwym katolicyzmem i patriotyzmem. Poezja autorki jest zapisem polskości: geograficznym (wyznaczonym Krakowem, Warszawą, Wisłą czy Kurpiami), historycznym (Piast, rozbiory, Konstytucja 3 mają, Uniwersał Połaniecki, walki o odzyskanie niepodległości od armii napoleona poprzez powstania, terroru zaborców). Konopnicka w swoich wierszach doskonale oddaje naturalną relacje polskiego patriotyzmu z przyrodą polską.
Autorka w swych wierszach głosi pochwałę: egalitaryzmu polskiego, ludu polskiego będącego fundamentem narodu, ziemiaństwa będącego ostoją polskości, jedności narodowej. Jednocześnie potępia zdrajców którzy władze nad Polską oddawali w obce ręce.
Wiersze Konopnickiej zaskakują swoją aktualnością. Zapewne to skazuje autorkę na zapomnienie. Poezja konopnickiej trafnie opisuje bolączki współczesnej Polski. Z jednej strony wyraziście ukazuje destruktywne nurty w polskiej prawicy które tresują polskich katolików w pogardzie dla ludu (od różnych iberyjskich i południowoamerykańskich stowarzyszeń przenoszących do Polski model elitarystycznej pogardy dla ludu, model rozumienia elity nie jako obowiązku ale jako przywilejów, aż do różnych monarchistycznych organizacji gloryfikujących komunistycznych oprawców tylko dlatego że byli tyranami terroryzującymi lud). Zresztą takie rozumienie jedności narodu, katolicyzmu, historii i przyrody, jak u Konopnickiej, było obecne i w narodowej demokracji, i w teologii narodu prymasa Wyszyńskiego, i w nauczaniu Jana Pawła II.
Konopnicka ze swoim katolicyzmem i patriotyzmem jest też antytezą dla środowiska gazety wyborczej. Dla środowiska chcącego wykorzenić Polaków z ich tożsamości, z ich korzeni, z ich kultury i wiary. Wreszcie też jednoznaczne potępienie utraty niepodległości i suwerenności przez Konopnicką trafnie opisuje zdradę tych którzy dumni są ze swego poparcia dla integracji z Unią Europejska, a dziś dla swoich brudnych celów politycznych wymachują krzyżem i biało czerwonymi flagami.
Jan Bodakowski

Thursday,22 March 2012,19:04
Kategoria: Polska Thursday, 22 March 2012, 19:04
Jan Bodakowski
Fotorelacja Dzień Gniewu 21.03.2011
Po zmroku 21 marca 2012 spod pałacu Namiestnikowskiego do Kancelarii Premiera przeszła kilkuset osobowa manifestacja młodych polskich patriotów (głównie z Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo Radykalnego, czytelników Najwyższego Czasu). Młodzi ludzie protestowali przeciw: szkodliwej polityce PO, klasie politycznej niszczącej od dwu dekad Polskę (w tym i PIS), finansowaniu z kieszeni konsumentów i podatników międzynarodowej finansjery, wykorzenianiu z tradycji oraz ogłupianiu dzieci i młodzieży w szkołach, przymusowym ubezpieczeniom emerytalnym.
Najlepiej do manifestowania przygotowani byli ONR-owcy. Mieli swój baner, flagi z narą i ulotki przeciw podwyżkom benzyny. MW reprezentował prezes Wszechpolaków, kilka osób z proporcami, i ekipa odpowiedzialna za transport Marzanny Tusk na taczce. W pochodzie było widać flagę Ruchu Wolności (związanego z Najwyższym Czasem) i niesioną przez posiadacza odwróconego pentagramu flagę anarchokapitalistów (szkodliwa idea odwołująca się do przygłupa Rothbarda). Prócz młodych ludzi w marszu pojawiło się kilku emerytów. Dwu z nich znanych z obrony „krzyża” (mających twarze zmęczone życiem) wulgarnymi wrzaskami próbowało skłonić młodych do agresji wobec policji (co ciekawe w jednej z relacji z demonstracji widać na opublikowanych zdjęciach jak przed manifestacją gawędzą sobie z policjantami) i intonowało okrzyki w sprawie Smoleńska. Panowie ci wbrew prośbom organizatorów wepchali się na czoło pochodu. Na czele dziwnym trafem spotkali ekipę TVN i udzielili jej wywiadu (dziennikarze jakoś nie byli zainteresowani opiniami młodych uczestników i organizatorów). Dwójka innych emerytów pod kancelarią premiera narzekała na to że uczestnicy nie oddawali czci ofiarom katastrofy smoleńskiej. Na informacje o tym że młodzi krytycznie oceniają podpisanie Traktat Lizbońskiego, stwierdzili że Traktat podpisano bo cały naród głosował za nim w referendum, a kto nie popiera ich partii ten jest ruskim agentem.
Związku z zakazem spalenia Marzanny pod kancelarią rozwiązano pochód i kilkadziesiąt osób udało się na długi spacer nad Wisłę gdzie kukła została podpalona i wrzucona do Wisły. Nad Wisłą spłonęła też druga mniejsza kukła.
Jan Bodakowski
Saturday,17 March 2012,07:06
Kategoria: Polska Saturday, 17 March 2012, 07:06
Jan Bodakowski
Roman Rybarski- Narodowa Gospodarka Wolnorynkowa jako gwarancja siły narodu polskiego
Siedemdziesiąt lat temu, 6 marca 1942 roku, Niemcy zastrzeli w obozie koncentracyjnym Auschwitz Romana Rybarskiego. Przez ostatnie siedemdziesiąt lat, prace tego wybitnego polskiego wolnorynkowego ekonomisty były nie dostępne. W tym roku, w dniu śmierci wielkiego Polaka, mija okres w którym prace ekonomisty i polityka ruchu narodowego były w dyspozycji jego rodziny. Pozwala to wreszcie na ich upowszechnienie (wbrew rodzinie bojącej się pamiętać o poglądach przodka).
Wolnorynkowa myśl ekonomiczna Romana Rybarskiego, jednego z najważniejszych polityków obozu narodowego, wykładowcy akademickiego i publicysty, dziś w obliczu wyzwań XXI wieku jest niezwykle aktualna. Można mieć nadzieje że to niezwykle cenne dziedzictwo, stanie się w imię realizmu politycznego i troski o dobro Polski, elementem programu prawicy narodowo konserwatywnej.
Roman Rybarski urodził się w 1887 roku. Był absolwentem wydziału prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego i Szkoły Nauk Politycznych w Paryżu. Pracował naukowo (przed, w trakcie i po pierwszej wojnie światowej) w Szkole Nauk Społecznych w Krakowie i w Katedrze Ekonomi Politycznej Uniwersytetu Jagielońskiego. Był polskim ekspertem na konferencji pokojowej w Paryżu. W odrodzonej ojczyźnie pracował w Ministerstwie Skarbu, był wykładowcą Politechniki Warszawskiej i Uniwersytetu Warszawskiego (do dnia wybuchu II wojny światowej). Działał w Polskiej Akademii Umiejętności i Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Napisał kilkadziesiąt prac naukowych.
Pod zaborami Roman Rybarski działał w Związku Młodzieży Polskiej „Zet”, Zjednoczeniu Młodzieży Narodowej i Lidze Narodowej. W II RP był członkiem władz Związku Ludowo Narodowego, Obozu Wielkiej Polski, tajnej Straży Narodowej, i Stronnictwa Narodowego. Od 1928 roku do 1935 roku był poseł na sejm i prezes klubu parlamentarnego narodowców. Uznawano go za lidera wolnorynkowej frakcji endecji. Na forum publicznym popierał parlamentaryzm, demokracje i gospodarkę wolnorynkową. Zwalczał wszelkie nie wolnorynkowe pomysły gospodarcze. Był czołowym publicystą „Gazety Warszawskiej”, „Myśli Narodowej”, „Warszawskiego Dziennika Narodowego”, „Polityki Narodowej” i Kuriera Poznańskiego”.
Pod niemiecką okupacją w czasie II wony światowej tworzył struktury Polskiego Państwa Podziemnego. Był członkiem Delegatury Rządu RP (kierował Departamentu Skarbu Państwa Podziemnego). Po aresztowaniu przez Gestapo w lipcu 1941 roku, przez rok był więźniem obozu koncentracyjnego Auschwitz. W obozie koncentracyjnym Auschwitz razem z Janem Mosdorfem (przywódcą Obozu Narodowo Radykalnego) stał na czele narodowej konspiracji. Włączył się w konspiracje Związku Walki Zbrojnej (późniejszej Armii Krajowej). Za tworzenie konspiracji na terenie obozu koncentracyjnego został rozstrzelany przez Niemców 6 marca 1942. Zginął mają zaledwie 55 lat.
Rola państwa
Roman Rybarski głosił że celem gospodarki jest dobrobyt obywateli, potęga i rozwój narodu, walka „ z nędzą, bezrobociem szerokich mas ludności”, przeciwdziałanie zagrożeniu zewnętrznemu. By gospodarka realizowała swoje cele państwo musi zapewnić: przedsiębiorcom możliwość akumulacji kapitału, gwarantować nienaruszalność prawa własności, niezmienność wolnej gospodarki, niskie podatki, nie powstawanie nowych i niezmienność niezbędnych przepisów, oraz ograniczenie liczby przepisów. Roman Rybarski głosił też że celem gospodarczym jest: kreacja rodzimego kapitału i uniezależnienie się od obcego kapitału, stworzenie rodzimej przedsiębiorczości. Roman Rybarski pisał że „zagadnienia rozwoju narodowego gospodarstwa, to zagadnienia całości i niezależności naszego państwa”. Bo tyko silna gospodarka uratuje państwo przed zniszczeniem.
Profesor Rybarski z zasady sprzeciwiał się wspieraniu przez państwo jakichkolwiek działów gospodarki. Wyjątkiem od tej reguły mogły być tylko zamówienia armii polskiej w polskich prywatnych zakładach produkujących broń i prowadzących badania naukowe. Postulował też budowę szlaków komunikacyjnych które zapewnią zjednoczenie gospodarcze Polski, a w konsekwencji zjednoczenie narodu.
Roman Rybarski odmawiał państwu prawa do zadłużania się. Postulował spłatę długów gospodarczych produktami przemysłowymi, który winny być tańsze od zagranicznej produkcji. Możliwość taniej, a przez to atrakcyjnej produkcji widział w likwidacji większości kosztów, takich jak wysokie podatki, obowiązkowe ubezpieczenia społeczne, interwencjonizm państwa. Rybarski twierdząc że niema alternatywy dla uprzemysłowienia, przeciwstawiał się anty industrialnej histerii propagowanej Doboszyńskiego. Industrializacja według Rybarskiego służyć miała też likwidacji bezrobocia.
Profesor Rybarski twierdził że narodowa myśl gospodarcza widziała potrzebę obrony wolności gospodarczej i jej pozytywnych owoców przed zagrożeniem ze strony monopoli, związków zawodowych, trustów, karteli, syndykatów. Rolą państwa prócz obrony wolnego rynku, miała być też kreacja swobód gospodarczych.
Roman Rybarski twierdził że politykę gospodarczą tworzą wszyscy konsumenci i producenci swoim suwerennymi decyzjami na rynku. Dlatego decyzje te powinny być odpowiedzialne i mieć na celu dobro narodu.
Sektor państwowy
W artykule z „Myśli Narodowej” z 1936 roku Roman Rybarski pisał że „nie wydaje się możliwe by zatrzymać socjalizacje w określonym punkcie i nie pozwolić jej się rozszerzać. (...) Jeżeli państwo ujmie w swe ręce wielki przemysł, automatycznie dojdzie do likwidacji mniejszego przemysłu. (...) Prywatny przemysł nie może się rozwijać obok wszechwładnego, monopolistycznego przemysłu państwowego, nie wytrzyma on jego konkurencji. (...) [Państwo] by wykazać rentowność swej przedsiębiorczości, usunie współzawodnictwo prywatnej produkcji.”
Według Romana Rybarskiego etatyzm: prowadził zawsze do komunizmu, niszczył drobne przedsiębiorstwa będące podstawą bytu polskich rodzin. Efektem etatyzmu była bieda. Etatyzm był wyrazem pogardy dla zdolności i inteligencji narodu, narzędziem karania nieposłusznych i nagradzania lojalnych. Przedsiębiorstwa państwowe były zdaniem Rybarskiego deficytowe i nieefektywne. Zdaniem Rybarskiego „Gospodarstwo publiczne ma zasadniczo wyższe koszty produkcji, aniżeli prywatna gospodarka. (...) Gospodarka w przedsiębiorstwie państwowym musi mieć charakter biurokratyczny. (...) Gospodarstwo musi odznaczać się ociężałością i brakiem inicjatywy.” W przedsiębiorstwie państwowym nic nie skłania urzędników, pochodzących z zaciągu politycznego, do efektywności. Konsument nie ma dla nich znaczenia. Przedsiębiorstwa państwowe są zbyt mało mobilne by zdobywać nowe rynki dla polskiej gospodarki.
Członek najwyższych władz ruchu narodowego, twierdził że: „Upaństwowienie powiększyło by pauperyzacje. Socjalizacja wielkiego przemysłu prowadzi automatycznie do opanowania przez państwo całego przemysłu, do zniszczenia warstwy średniej.”
W swej książce z 1939 roku „Idee przewodnie gospodarstwa Polski” Roman Rybarski pisał że
„Wiadomo dobrze, że prowadzenie folwarku przez urzędników państwowych (...) jest nonsensem. (...) Państwo czy samorząd są kiepskimi kupcami”. „Wielki handel, np. handel eksportowy, wymaga dużej swobody ruchów, szybkiej decyzji, śmiałości i ryzyka, do którego nie jest zdolne upaństwowione gospodarstwo.”
Zdaniem Rybarskiego przemysł państwowy nie może koegzystować z prywatnym. Państwo stopniowo wypierało by z rynku i likwidowało prywatny. Polityk endecji stwierdzał że: „Przedsiębiorstwa państwowe współzawodniczą nieraz z prywatnym gospodarstwem. O ile państwo korzysta ze swoich praw zwierzchnich, by ułatwić sobie współzawodnictwo, rujnuje gospodarkę prywatną.”
Roman Rybarski pisał też że „Występujemy przeciw etatyzmowi, zarówno ze względu na konkretne doświadczenia przedsiębiorczości publicznej, jak i na specyficzne warunki w których znajduje się Polska. Walka z nimi wymaga prócz zmiany polityki gospodarczej i finansowej, także głębokich przemian naszej psychiki gospodarczej.”
Kapitalizm
Roman Rybarski uważał że nie lepszego ustroju niż ten który gwarantuje nienaruszalność prawa własności. Według autora „Polityki i gospodarki”, wolny rynek który jest fundamentem rozwoju gospodarczego, najlepiej pozwoli odrodzić się zniszczonej zaborami i wojnami Polsce. Wolny rynek jest instrumentem zjednoczenia, przeciwdziałającym rozbiciu ziem polskich. Roman Rybarski chciał wykorzystać wolny rynek do ugruntowania niepodległości Polski (podczas gdy Józef Piłsudski chciał wykorzystać niepodległość do budowy socjalizmu). Wolny rynek według Roman Rybarskiego był niezbędny by zaspokoić potrzeby narodu i ochronić Polskę przed agresywnymi sąsiadami. Roman Rybarski twierdził że przykład USA świadczy o tym że kapitalizm gwarantuje najlepszy byt robotnikom.
Roman Rybarski deklarował że „Podstawą rozwoju gospodarczego musi zostać prywatna inicjatywa i przedsiębiorczość. Konieczne jest usunięcie wielu przeszkód, które jej stoją na drodze. Konieczne jest zabezpieczenie wolnego tworzenia się kapitałów. Samorzutny pęd do rozwoju gospodarczego musi odżyć”. Zdaniem Rybarskiego gospodarkę Polski mogła tylko rozwinąć przedsiębiorczość Polaków.
Profesor Rybarski pisał że wolny rynek „musi stać się instytucją społeczną której nie wstrząsną ani zmiany rządów, ani zmiany ustaw”. Zdaniem Rybarskiego naród musi zostać przekonany do braku alternatywy wobec wolnego rynku. Powszechne pro wolnorynkowe przekonania zapewnią inwestycje, rozwój i bezpieczeństwo narodu. Pro wolnorynkowa postawa narodu musi być tak silna by spacyfikować wszelkie zagrożenia rewolucyjne. Roman Rybarski widział potrzebę upowszechnienia instytucji wolnorynkowych w społeczeństwie, by naród i każdy obywatel czuł własny interes w utrzymaniu wolnego rynku. Wolny rynek kreuje także wspólne interesy Polaków i ich solidaryzm narodowy. Wolny rynek, według Roman Rybarskiego, musiał stać się wspólnym wysiłkiem całego narodu, wszystkich jego wspólnot. Według Roman Rybarskiego fundamentem ustroju gospodarczego Polski powinno być zakorzenienie w społeczeństwie, w kulturze i prawie instytucji wolnorynkowych.
Roman Rybarski twierdził że wolności gospodarcze muszą być powszechne. Solidaryzm narodowy musi się objawiać w powszechnym dostępie do owoców kapitalizmu, w powszechnym dostępie do wolności i rynku. Wszelka monopolizacja dostępu do rynku, czy to poprzez koncesje i licencje, czy czyny zabronione, prowadzi do upadku państwa.
Profesor Rybarski uważał że wolność gospodarcza i swoboda obrotu kapitałowego zapewnią migracje Polaków z biednych, przeludnionych terenów do regionów słabo zaludnionych. Ten sam mechanizm skłoni polskich przedsiębiorców i handlowców z terenów zurbanizowanych do migracji, zakładania nowych przedsiębiorstw na terenach słabiej zurbanizowanych.
Roman Rybarski twierdził że kapitalizm potrzebny jest Polsce by zahamować wrogą ekspansje gospodarczą. Ekspansja taka była możliwa bo polska gospodarka pozbawiona kapitalizmu była słaba.
Roman Rybarski doceniał role zysku w przedsiębiorczości. Postulowałby by polska przedsiębiorczość zajmowała się tylko tym co przyniesie jej największy zysk. Przeciwstawiał się tym samym, teoriom negującym dobroczynną role zysku w gospodarce i teoriom o potrzebie rozwoju wszelkich dziedzin gospodarki, nawet tych nieefektywnych ekonomicznie.
Profesor Rybarski w swej książce z 1933 roku pt. „Przyszłość gospodarcza polski” pisał że „trzeba bogactwo gromadzić, upowszechniać dobrobyt w społeczeństwie” by móc urzeczywistniać wyższe cele w społeczeństwie. „Nędza nie sprzyja moralnemu i religijnemu rozwojowi. Nędza jest źródłem konfliktów społecznych, naród w stanie gospodarczego upadku będzie wasalem innych narodów, nie zdoła obronić się przed sąsiadami. Otóż najlepiej sprzyja wzrostowi bogactwa i dobrobytu społecznego system, który opiera się na wolnej działalności zarobkowej, w którym istnieje współzawodnictwo. (...) Żądza własności [zysku] skłania człowieka do wielkich wysiłków gospodarczych, pobudza jego przedsiębiorczość, wynalazczość i wytrwałość. We współzawodnictwie utrzymują się ci, którzy ze względu na jakość i cenę produkowanych towarów i usług lepiej zaspakajają potrzeby nabywców, którzy produkują taniej. Upadają gospodarstwa źle zorganizowane, prowadzone niedołężnie. Zależność od ceny rynkowej skłania do ciągłego postępu.”
Według Romana Rybarskiego prywatna inicjatywa musiała mieć możność przejawiania się „we wszystkich dziedzinach”. Przedsiębiorca musiał mieć wolność rozporządzania własnym kapitałem. Dalej Roman Rybarski pisał że „To lub inne przedsiębiorstwo może upaść i zjawisko to jest normalne w ustroju własności prywatnej, który eliminuje twory do życia niezdatne.”
Roman Rybarski pisał też że „Wolność gospodarcza jest dla nas narzędziem skutecznego rozwoju gospodarczego. (...) Własność prywatna, działalność gospodarcza prowadzona na własny rachunek, dają podstawy pod siłę gospodarcza narodu.” „Hasła wolnego handlu, międzynarodowego podziału pracy, które do końca XIX wieku pochodziły głównie z Anglii, posiadającej przemysł wyżej rozwinięty niż w innych krajach, walnie przyczyniły się do ugruntowania jej potęgi na świecie. Adam Smith więcej dla niej zrobił niż niejeden mąż stanu. (...) Nie ma powodu przypuszczać, że miedzy interesem gospodarczym jednostek a interesem gospodarstwa narodowego zachodzi zasadnicza sprzeczność. (...) Zostawienie wolności gospodarczej wzmacnia siłę całego gospodarstwa narodowego.” „Kierunek narodowy (...) w prywatnej działalności widzi źródło narodowej siły.”
W broszurze pt. „Podstawy narodowego programu gospodarczego” Roman Rybarski pisał że
„Bez uporządkowania budżetu, bez ograniczenia bezpośredniej działalności państwa jako przedsiębiorcy, bez zmniejszenia ciężaru fiskalnego, nie ma mowy o trwałej i istotnej poprawie gospodarczej.”
Roman Rybarski uważał też że polska gospodarka wymaga zagranicznego kapitału. W swej książce „Idee przewodnie gospodarstwa Polski” z 1939 roku pisał że „Największy i najpełniejszy rozwój gospodarczy zabezpieczy oparcie zwyczajnej działalności gospodarczej na własności prywatnej, na dążeniu człowieka by ta własność przynosiła mu jak największy dochód.”
Roman Rybarski uważał też że „Polska potrzebuje kapitału” na rozwój gospodarki, a kapitał ten najszybciej i najskuteczniej wytworzy wolny rynek. W swych pracach stwierdzał że „Dla nas własność prywatna i związana z nią wolność gospodarcza jest funkcją społeczną i z tego właśnie powodu zasługuje na obronę. (...) Gdy człowiek gospodarzy na własny rachunek, dla siebie i dla własnych dzieci, bardziej skłonny jest do oszczędzania, bardziej troszczy się o swoją przyszłość aniżeli wówczas, gdy pracuje na cudzym, gdy jego dochód jest określony przez państwo. Człowiek który sam rozporządza swoim warsztatem pracy, więcej o niego dba niż urzędnik administrujący publiczną własnością.”
Roman Rybarski przeciwstawiał się idei istnienia trzeciej drogi (efektywnego ustroju pomiędzy socjalizmem - który odrzucał, a wolnym rynkiem - który uważał za najlepiej realizujący interesy narodu polskiego).
Interwencjonizm
W książce Romana Rybarskiego z 1933 roku pt. „Przyszłość gospodarcza Polski” autor stwierdzał że „W cieniu ścisłej opieki i nadzoru państwa wyrastają grzyby nepotyzmu i korupcji.” „Państwo przez to że przejmuje kontrole nad życiem gospodarczym, stwarza nowe problemy. (...) Jeżeli ten wzrost funkcji gospodarczych państwa odbywa się gwałtownie, powstaje chaos, szerzy się dyletantyzm i cały ten interes bardzo wiele kosztuje.”
Roman Rybarski w swej książce z 1939 roku pt. „Idee przewodnie gospodarstwa Polski” pisał że „Interwencjonizm wymaga różnych czynności ze strony przedsiębiorstw, często bezużytecznych, większe z nich muszą dla stosunków z państwem utrzymywać osobny personel, w ten sposób powiększa się ilość pracy nie produkcyjnej. Interwencjonizm może mieć ujemny wpływ wychowawczy poza bezpośrednim obciążeniem dla gospodarki. Zależność wolnej gospodarki od administracji nie sprzyja rozwojowi inicjatywy. Nie zachęca do śmiałych przedsięwzięć na własny rachunek. (...) Powodzenie przedsiębiorstwa zależy wtedy od dobrych stosunków z władzami." „Jeżeli prywatny kapitał lęka się rozmaitych przedsięwzięć, to lęka się przede wszystkim interwencji państwa i jego współzawodnictwa, jako uprzywilejowanego przedsiębiorcy.”
Własność
Roman Rybarski głosił że własność jest instytucją niezbędna dla społeczeństwa. Społeczeństwo musi zapewnić dziedziczenie owoców kapitalizmu. Rodzice by efektywnie pracować, muszą mieć pewność że owoce ich pracy przypadną dzieciom. Pewność taka zapewnia niskie podatki i nienaruszalność własności. Pewność ta skłoni do inwestycji.
W nr 2 „Wskazań programowych Obozu Wielkiej Polski” z 1927 roku Roman Rybarski pisał że:
„podstawą rozwoju gospodarczego Polski jest bezpieczeństwo własności”.
Polityka gospodarcza sanacyjnej II RP była według Romana Rybarskiego przesiąknięta bolszewizmem. Państwo nie broniło bezpieczeństwa inwestorów polskich (podczas gdy to inwestycje długo terminowe są podstawą rozwoju). Polski inwestor lękał się że przedsiębiorstwo „z powodu podatków nie będzie rentowne”. Sanacyjne państwo skłaniał nie do inwestycji ale do konsumpcji. Dla Romana Rybarskiego „własność prywatna musi być zagwarantowana mocniej, niż przez zwyczajne, pisane ustawy, musi stać się INSTYTUCJĄ SPOŁECZNĄ, której nie wstrząsną ani zmiany rządu, ani zmiany ustaw”. A „Poszanowanie prawa własności musi tkwić w masach”.
Roman Rybarski uważał też że „bezpieczeństwo prawa własności, możność gromadzenia oszczędności (...) jest niezbędnym warunkiem naszego rozwoju gospodarczego, (...) jest koniecznością chroniącą nas od bezrobocia, nędzy i zależności od obcych”. W swej książce „Przyszłość gospodarcza Polski” z 1933 roku pisał że „podstawową instytucją społeczną powinna być własność prywatna”. Stwierdził również że „Jeżeli w rękach są narzędzia komunikacji, kredyt, jeżeli państwo samo organizuje handel zagraniczny kraju, jeżeli instytucje skupiają w swoich rękach opiekę lekarską, jeżeli wreszcie cały szereg gałęzi przemysłu jest w rękach monopoli, czy to wprost państwowych czy też prywatnych, uprzywilejowanych przez państwo, to choćby konstytucja kraju najuroczyściej gwarantowała prawo własności, pozostanie ono prawem papierowym, bez ekonomicznej treści.” „Wykonywanie własności nie może zależeć od woli czy też samowoli urzędnika administracyjnego, który w każdej chwili może wydać zarządzenie, sięgające głęboko w podstawy tego lub innego gospodarstwa, kierunek jego produkcji, jego kalkulacje. Następnie istnienie gospodarstwa nie może wisieć w powietrzu zależnie od każdorazowej decyzji władzy państwowej”.
Według Romana Rybarskiego państwo polityką podatkową powodowało nierentowność przedsiębiorstw i tym samym realnie likwidowało prawo własności.
Socjalizm
Roman Rybarski domagał się zerwania z niedorzecznościami socjalistycznej gospodarki, porzucenia realizowanego przez sanacyjną II RP modelu gospodarki (który określał mianem wschodniego, bolszewickiego, destruktywnego) Głosił że działalność państwa nie rozwinie gospodarki.
Za wrogów Polski Roman Rybarski uważał lewice. Lewice kreującą atmosferę zagrożenia zniechęcającą do przedsiębiorczości. Lewice głoszącą hasła interesów klasowych, które niszczą kraj i jedność narodu. Rybarski głosił że naród ma wspólne interesy które realizuje poprzez solidaryzm narodowy. Zdaniem polityka endecji lewice głoszącą potrzebę wzrostu płac, bez wzrostu wydajności pracy i produkcji na którą jest popyt, powoduje wzrost kosztów i cen, a w konsekwencji bankructwem zakładu.
Roman Rybarski stwierdzał że „Narodowa polityka gospodarcza sprzeciwia się ostro socjalistycznej polityce gospodarczej”. Narodowa polityka gospodarcza odrzucała: wszechwładztwo państwa we wszystkich dziedzinach, interwencjonizm państwa w rozwiązywaniu problemów, zasiłki dla bezrobotnych, roboty publicznym, kredyty na tworzenie miejsc pracy, ograniczenia w obrocie walutami obcymi, ceny maksymalne i karanie za ich nie przestrzeganie, upaństwowienie gałęzi przemysłu.
Roman Rybarski socjalizm oceniał jako zawodny, zabobonny, popadający w demagogie uliczną. Odrzucał obarczanie handlowców odpowiedzialnością za wysokie ceny. Roman Rybarski pisał że myślenie socjalistyczne „wyraża się (...) w wierze we wszechpotęgę państwa, w nakładaniu na nie zadań, których państwo nie może spełnić, a przede wszystkim w rozwoju tendencji klasowych, w dążności, by różne zagadnienia gospodarcze ujmować nie na tle jedności gospodarstwa narodowego, lecz pod klasowym kątem widzenia”.
Roman Rybarski pisał że „liberalizm wskazywał słusznie na wady państwowej gospodarki, na rujnujący siły wytwórcze stosunek socjalizmu do kapitału, wykazywał bezcelowość reglamentacji kapitału”.
W „Wskazaniach programowych OWP” z 1927 Roman Rybarski pisał że „życie gospodarcze (...) jest wciąż zbyt mocno przesiąknięte pierwiastkami socjalistycznymi by mogło nabrać należytego rozpędu”. Polsce według Rybarskiego zagrażał nieustający radykalizm socjalistyczny. Polsce zdaniem endeckiego polityka potrzebowała „bankructwa zapędów socjalistycznych” i organizacji narodu „naród na zasadach poszanowania prawa własności i porządku prawnego” by nie uległ lewicowemu radykalizmowi. W „Przyszłości gospodarczej Polski” z 1933 roku Roman Rybarski pisał że „na postawie doświadczeń cudzych i własnych [wiemy] że upaństwowienie gospodarstwa, przejęcie przez państwo całej za nie odpowiedzialności nie ugruntuje potęgi gospodarczej, należy odrzucić ten system, właśnie w imię interesu narodowego.”
Biurokracja i przepisy
W „Ideach przewodnich gospodarstwa Polski” z 1939 Roman Rybarski pisał że „biurokracja upojona władzą, przesiąknięta duchem etatyzmu, traktuje przedsiębiorczość w sposób złośliwy, korzysta ze swoich uprawnień, by ją szykanować.” Roman Rybarski głosił że nadmiar przepisów i patologia nieustannego ich kreowania szkodzi Polsce.
Podatki
Według największego ekonomisty obozu narodowego podatki: niszczyły przedsiębiorczość, uniemożliwiały przedsiębiorstwom rentowność. Roman Rybarski postulował jak najniższe podatki. Niskie podatki według autora „Polityki i gospodarki” wraz ze zniesieniem obowiązku ubezpieczeń, niedopuszczeniem do inflacji, likwidacją biurokracji, zwiększą siłę nabywcza Polaków, by wykazywali oni efektywny popyt na dobra i usługi polskiej przedsiębiorczości.
Roman Rybarski w swej działalności naukowej i politycznej dowodził że podatek dochodowy każe za pracowitość i przedsiębiorczość, nie skutkując większymi wpływami do budżetu. Roman Rybarski w swej książce z 1939 roku pt. „Idee przewodnie gospodarstwa Polski.” pisał że
„Fiskalizm jest nieodłącznym towarzyszem etatyzmu. Im dalej sięga etatyzm, tym mocniej fiskalizm daje się we znaki. Nadchodzi zanik przedsiębiorczości i energii gospodarczej. Ucieka kapitał lub zostaje zniszczony przez demagogiczne demokracje lub dyktatury. Ludność przestaje się mnożyć i [kraj] staje się przedmiotem łatwego podboju.”
Bariery w dostępie do rynku
Roman Rybarski przeciwstawiał się wszelkim barierom w dostępie do rynku, takim jak koncesje i przepisy. Uznawał ze bariery te niszczące polska przedsiębiorczość i uniemożliwiające Polakom działalność zarobkową. Roman Rybarski w swej pracy pisał że „Gospodarka narodowa wyraża się przede wszystkim w fakcie istnienia własnego rynku na towary. W granicach tego gospodarstwa niema przeszkód prawnych i politycznych dla swobodnego obrotu i skutkiem tego towar zdolny do konkurencji może dotrzeć wszędzie, opanować ten rynek”.
Profesor Rybarski tych wszystkich którzy tworzą bariery dla rozwoju gospodarki lub niszczą przedsiębiorczość przymusowymi daninami oskarżał o przygotowywanie likwidacji państwa polskiego.
Ograniczenia wolności gospodarczej
Roman Rybarski przeciwstawiał się koncesjom i innym barierom dla przedsiębiorczości, oraz niedopuszczaniu robotników do dobrobytu. Uważał że niestabilne prawo jest przeszkodą dla przedsiębiorczości, a kontrola władz w gospodarce i socjalistyczne przepisy pozwoliły by komunistom po przejęciu władzy nie dokonywać gwałtownej zmiany systemu.
Roman Rybarski przeciwstawiał się też planowej gospodarce. Uważał że monopole państwowe i prywatne, koncesje, nieuczciwa konkurencja państwowych przedsiębiorstw nie płacących podatków lub mających ulgi podatkowe, nie pozostawia ludziom zdolnym i pracowitym nic prócz biedy lub działalności przestępczej. W swojej książce z 1933 roku Rybarski pisał że „gdyby każda praca, każda działalność zarobkowa, zależała od koncesji, która dowolnie może być cofnięta, zanikło by bezpieczeństwo wolności.” „Kto ponosi odpowiedzialność musi mieć swobodę działania na własny rachunek. Gdyby państwo dyktowało ceny, rozstrzygało o stanie zatrudnienia, płacach itd., to ten system prowadził by automatycznie do bezpośredniego etatyzmu, do przejęcia na rachunek państwa całych działów produkcji.”
W artykule z „Myśli Narodowej” z 1936 roku Roman Rybarski pisał że „Państwo dzieli się uprawnieniami gospodarczymi z uprzywilejowanymi grupami, a to wszystko dzieje się kosztem normalnego funkcjonowania własności prywatnej.” W „Idach przewodnich gospodarstwa Polski” z 1939 roku Roman Rybarski pisał że „administracja państwowa stwarza nieuzasadnione prywatne monopole”. „Drobiazgowe normy prawne i utrudnienia administracyjne obciążają produkcje, hamują swobodę jej ruchów.” „Nie jest pożądanym, by rozwijanie gospodarczej działalności przez jednostki zależało od decyzji władz administracyjnych.” „ Nie walka konkurencji doprowadziła automatycznie do kartelizacji kartel powstaje pośrednio lub bezpośrednio dzięki interwencji państwa. Etatyzm jest ojcem, często nieprawym karteli.”
Inwestycje
Według Romana Rybarskiego ustrój gospodarczy ma skłaniać do inwestycji lub oszczędzania, by dostarczyć bankom kapitału do długookresowych inwestowania, a nie do konsumpcji. Konsumpcja jest zazwyczaj powodowana utratą wartości kapitału spowodowana podatkiem inflacyjnym, lub rabunkiem państwa dokonywany np. poprzez podatek od dochodów kapitałowych, czyli od oszczędności i inwestycji w papiery wartościowe. Inwestycje są niezbędne do likwidacji bezrobocia. Inwestycje są niezbędne do wzrostu produkcji, a przez to do wzrostu płac. By przedsiębiorcy inwestowali bez obaw państwo musi zagwarantować nienaruszalność wolnego rynku.
Profesor Rybarski uważał że Polska musi być atrakcyjna dla zagranicznego kapitału inwestycyjnego a nie dla kapitału spekulacyjnego. Czyli musi mieć niskie podatki, brak przymusu ubezpieczeń społecznych, brak barier w dostępie do rynku, bezcłowy handel zagraniczny, brak związków państwa z gospodarką (związków które są pożywką dla kapitału spekulacyjnego i prowadzą do eskalacji ograniczeń swobody gospodarczej).
Korporacjonizm
Roman Rybarski uważał że korporacjonizm nie pasuje do realiów Polski. Naśladowanie go uznawał za tworzeniem karykatury. Rybarski zarzucał korporacjonizmowi że zrzeszenia działają często w interesie partykularnych interesów a nie powszechnego dobra narodu. Korporacjonizm zdaniem polityka endecji prowadził do podporządkowania gospodarki interesom partii rządzącej a nie interesom narodu.
Związki zawodowe
Roman Rybarski widział w związkach zawodowych zagrożenie dla państwa. W 1925 roku mówił na konferencji Związku Ludowo- Narodowego: „Z chwilą, gdy władza przestaje przestrzegać prawa [ulegając żądaniom związków zawodowych] przestaje być władzą, staje się dekoracją, symbolem”.
Uleganie sprzecznym z ekonomią żądaniom związków zawodowych było dla Rybarskiego łamaniem sprawiedliwości i prowadzi miało do anarchii. Dla Romana Rybarskiego
„związki zawodowe najmocniej godzą w powagę parlamentu i rządów na nich opartych”.
Prawo
Roman Rybarski, w 1925 roku na konferencji Związku Ludowo- Narodowego (partii jednoczącej całą prawice w II RP), twierdził że myślenie lewicowe czyli „psychoza socjalistyczna [głosi] że wystarczy uchwalić ustawę, by była ona wykonywana, toteż mamy długi szereg ustaw, które nie są i nie mogą być wykonane, gdyż są robione według programu narzuconego, przywiezionego z zagranicy (...) w rezultacie mamy chaos ustawodawczy, przerost funkcji państwa i urządzeń publicznych, a natomiast nie mamy z czego płacić na utrzymanie tego całego aparatu. Według psychozy socjalistycznej państwo jest wszystkim, a podatki można nakładać bez końca.” W „Wskazaniach programowych OWP” (pod taką nazwą po zamachu Piłsudskiego działała prześladowana przez sanacje zjednoczona prawica) z 1927 roku Roman Rybarski oceniał że kompromis na który poszła prawica w sejmie biorąc udział w produkcji złych ustaw był kompromitujący. W książce „Siła i prawo” Roman Rybarski pisał że: „prawo nie może zdziałać cudów” i ustawy same z siebie nie polepszą bytu polskich rodzin. Ustawy mogą być nie efektywne bo społeczeństwo może nie akceptować penalizacji przedmiotu ustawy tak jak to było z prohibicją. By prawo działało społeczeństwo musi podnieść swoją moralność”.
Świadoma jednostka, świadome społeczeństwo
W opozycji do piłsudczyków dążących do budowy socjalistycznego, monopolizującego wszelkie dziedziny życia, państwa totalnego, ruch narodowy miał na cali budowę silnego narodu, silnego społeczeństwa, a nie rządu. Narodowcy świadomi wyzwań rzeczywistości, w imię realizmu i odpowiedzialności, opowiadali się za wolnością gospodarczą i polityczną, tak by naród był silny i żywotny. Narodowcy odrzucali prymat władzy nad obywatelami, prymat uniemożliwiający tworzenie społeczeństwa obywatelskiego, świadomego swej tożsamości.
Według Romana Rybarskiego każdy konsument prowadził politykę gospodarczą, każdy wpływał na losy Polski, każdy konsument był za rzeczywistość gospodarczą odpowiedzialny. Zdaniem Rybarskiego kraj można było zmienić nie tylko przez politykę ale i przez aktywność świadomego społeczeństwa. Dlatego celem działań ruchu narodowego było dotarcie do świadomości społeczeństwa, i zaktywizowanie społeczeństwa. Według Romana Rybarskiego problemem narodu polskiego jest to, że nie wie on co zrobić ze swoją wolnością.
W 1925 roku Roman Rybarski w swym przemówieniu do członków Związku Ludowo Narodowego twierdził że naród polski „nie umie się zdobyć na wole patrzenia prawdzie w oczy, a chce uciec przed rzeczywistością”, nie chce przezwyciężać wyzwań rzeczywistości. „Podstawą życia publicznego jest poczucie odpowiedzialności za losy społeczeństwa, do którego się należy, jest świadomość ofiar, które trzeba ponieść dla jego dobra, wreszcie znajomość rzeczywistości, która każe dążyć do osiągnięcia tego tylko co jest możliwe.”
Świadomość rzeczywistości i realistyczny program przezwyciężenia wyzwań rzeczywistości był dla Romana Rybarskiego tym bardziej ważny że bunt wyrosły z nienawiści, bunt pozbawiony programu pozytywnego prowadzi do terroru. „Cechą charakterystyczną zbuntowanego niewolnika jest to, że wie on, czego nie chce, ale nie wie, czego chce.”
Realnym programem według Romana Rybarskiego nie można było nazwać frazesów że państwo ma dać, lub rozwiązać dany problem. Roman Rybarski uważał że „życie narodu musi uprzątnąć z drogi tych, którzy potrafią tylko (...) obiecywać rzeczy nie możliwe do spełnienia”. Dla Rybarskiego „Nie ma położenia tak ciężkiego, z którego nie potrafił by wyjść naród, jeżeli czuje się naprawdę wolnym, to znaczy odpowiedzialnym za swoje losy”.
W 1927 w „Wskazaniach programowych OWP” nr 2 Roman Rybarski głosił potrzebę organizacji narodu w celu obrony gospodarki (fundamentu bytu wspólnoty), dobrobytu i bezpieczeństwa. Roman Rybarski w swej książce z 1936 roku pt. „Siła i prawo” pisał że: „Było by złem gdyby ustrój państwa polskiego” zabijał „zdolność do samorzutnej organizacji” społeczeństwa. „Jeżeli inicjatywa prywatna czy społeczna zdoła wyręczyć państwo w tych lub innych funkcjach, tym lepiej dla narodu lub państwa. (...) Tym lepiej, gdy także i prywatna jednostka czuje odpowiedzialność za losy narodu. (...) Niebezpieczeństwem jest dzisiaj wyolbrzymiać role działalności państwowej, rozszerzać nadmiernie funkcje gospodarcze państwa. Niech ludzie dzisiaj liczą nie tylko na pomoc państwa, lecz i na własne siły. Własną organizacje. W tym znaczeniu ta zdolność do samorzutnej organizacji może okazać się błogosławieństwem.”
Państwo Opiekuńcze
Według Romana Rybarskiego, czemu dał wyraz w swym przemówieniu do członków Związku Ludowo Narodowego w 1925 roku „Wiara w wszechpotęgę państwa, apelowanie do niego przy każdej sposobności, przesuwanie nań zadań które doń nie należą (...) [jest wynikiem tego że] tradycje pańszczyzny tkwią jeszcze w polskich duszach. (...) Wyrażają się one (...) w odczuwalnej instynktownie potrzebie, by ktoś opiekował się tymi, którzy niezbyt dawno byli jeszcze poddanymi, a dziś są wolnymi obywatelami. (...) Państwo ma robić to, co robili dawniej panowie.” „Państwo dla bardzo wielu ludzi, nie jest instytucją, której oni są współtwórcami, mniej lub więcej czynnymi uczestnikami, lecz jakąś zewnętrzną, wszechwładną potęgą.” „Ludzie nie pytają się skąd państwo weźmie środki na wypełnienie narzuconych na nie zadań, czy potrafi im podołać, czy do nich dorosło, wierzy się że wystarczy uchwalić ustawę, by ją można było wykonać.”
Według Romana Rybarskiego realizm wymagał by Polacy odeszli od totalnej obecności państwa w życiu społecznym. „Obecnie okazuje się, że zbudowaliśmy zbyt wiele zamków na lodzie, że budować należy na innych podstawach.” Zgodnie z realizmem, cnotą myśli narodowej, są zadania których nie wolno było nakładać na państwo. Według Romana Rybarskiego państwo dając ludziom obietnice niemożliwe do realizacji rozbudza postawy roszczeniowe, co prowadzi do komunistycznej rewolucji sfrustrowanych mas społecznych. Państwo, biorąc odpowiedzialność której nie może sprostać, traci swój autorytet i popada w anarchie. A same postawy roszczeniowe są przejawem demoralizacji narodu.
Roman Rybarski w swej książce z 1933 roku pt. „Przyszłość gospodarcza Polski” pisał że: „Niemoralnym jest ten, kto żyje na koszt ogółu.” Roman Rybarski w broszurze pt. „Podstawy narodowego programu gospodarczego” twierdził że: „doświadczenia z planowa gospodarką w Stanach Zjednoczonych, przeprowadzone przez prezydenta Roosevelta, nie stanowią zachęty do naśladownictwa”.
Państwo i władza
Według Romana Rybarskiego słabość instytucji państwa była jedną z przyczyn pragnienia władzy autorytarnej, pragnienia praworządności w państwie. Roman Rybarski w swej publicystyce widział patologie władzy dyktatorskiej (którą znał doskonale dzięki życiu w Polsce zgwałconej dyktaturą piłsudczyków), kult wodza, oligarchiczne ograbianie państwa, mordy przeciwników politycznych, przejęcie korzyści z gospodarki przez rządzących, i ich bezideowość. Roman Rybarski uważał że dyktator ma obowiązek nauczyć społeczeństwo samorządności by po jego odejściu nie zapanowała anarchia. Dla Romana Rybarskiego, czemu dał wyraz w swoim artykule wstępnym w „Myśli Narodowej” w 1933 roku „Państwo policyjne czy też absolutyzm państwowy (mniejsza o nazwę), może przybierać najrozmaitsze postaci, które można wypełnić różnorodną treścią.”
Roman Rybarski dostrzegał też zagrożenie jakim jest dążność rządu do eskalacji swej władzy we wszystkich dziedzinach. Wbrew faszystowskim tendencjom lat trzydziestych jeden z przywódców ruchu narodowego twierdził że „Narodowe państwo policyjne (...) będzie oznaczało rządy dla narodu, bez narodu i wbrew niemu.” Podczas swego wystąpienia w sejmie w lutym 1934 roku Roman Rybarski mówił że: „Państwo policyjne, które nie urzeczywistnia wielkich idei narodowych, lecz wyposaża organa administracyjne w niekontrolowana władze, która wnosi w całe życie niepewność, niestałość i samowole, to państwo nie ma nic wspólnego z rodzimym gruntem, z dobrymi tradycjami przeszłości. Jest nalotem obcych wpływów." Roman Rybarski uważał że państwo totalitarne odbiera ludziom witalność i kreatywność, dehumanizuje ludzi, niszczy twórczą kulturę, uniemożliwia postęp i innowacyjność. Państwo totalitarne jest nie odporne na ataki. W swojej książce z 1933 pt. „Przyszłość gospodarcza Polski” pisał że: „Ustawy nie mają cudotwórczej mocy, a nie zawsze nabiera się rozumu przez to, że się zagarnia władze.” Tym bardziej że rządzący dobierali do pracy w administracji państwowej ludzi głupich i pysznych.
W „Podstawach narodowego programu gospodarczego” z 1934 roku Roman Rybarski kreślił role państwa w gospodarce jako obrońcy rynku przed monopolami. „Gdy wolne współzawodnictwo przeradza się w prywatny monopol, który wyzyskuje jednostronnie rynek, wówczas państwo powinno przywrócić wolność gospodarczą.” Role państwa Roman Rybarski widział w tym że państwo ma też karać oszustów i przestępców gospodarczych. Roman Rybarski postuluje by państwo w swej działalności korzystało z usług sektora prywatnego. Przestrzegał że „budżetów nie można powiększać, trzeba je zmniejszać bardzo wydatnie.”
W „Sile i prawie” z 1936 roku Roman Rybarski pisał że: „pewnych zadań narodowych nie zdoła całkowicie wypełnić państwo, albo dlatego, że go na to nie stać, albo też, nie potrafi tego zrobić”. „System rządzenia, oparty na wszechmocy władzy wykonawczej, prowadzi łatwo do nadużyć, do sparaliżowania żywych sił narodu. (...) Brak niezależnej kontroli działa demoralizująco na aparat administracyjny. (...) Wszechmoc władzy wykonawczej podkopuje trwałość instytucji prawnych. Gdyż ta władza uzależnia je od siebie i robi z nich swoje narzędzia. (...) Zamknięta grupa rządząca ulega stopniowemu rozkładowi dlatego właśnie jest zamknięta (...) nie dopuszcza na powierzchnie żywych sił, reprezentujących nowe, twórcze pierwiastki.”
Wolność
Roman Rybarski we wstępnym artykule do „Myśli Narodowej” z 1933 przestrzegał że „w kraju, w którym nie ma wolności politycznej i gospodarczej, równocześnie urzeczywistnia się szybkimi krokami wolność moralną i ... seksualną.” Rybarski był naocznym świadkiem jak sanacyjne władze karały za posiadanie innych poglądów politycznych niż rządzący i propagowały demoralizacje.
Rodzina
W „Przyszłości gospodarczej Polski” z 1933 Roman Rybarski pisał że „Rodzina indywidualna wiąże się ściśle z własnością prywatną, te dwie instytucje idą ze sobą w parze. I nie jest przypadkiem że bolszewizm zwalcza równocześnie i własność prywatną, i rodzinę. Z chwila gdy państwo odbierze ludziom swobodę gospodarczą, automatycznie odbierze także dzieci rodzicom.”
Edukacja
Dla Romana Rybarskiego edukacja państwowa była instrumentem szkodliwej indoktrynacji. Zdaniem polityka endecji państwo nie miało prawa monopolu edukacyjnego. W książce z 1936 pt. „Siła i prawo” Rybarski pisał że „W mocnej rodzinie widzimy podstawę zdrowia narodu i dlatego musimy odrzucić (...) wychowanie państwowe”.
Żydzi
Roman Rybarski w swojej książce pt. „Siła i prawo” pisał że „Żydzi w Polsce mają potężne wpływ, niewspółmierny bodaj z ich siłą liczebną.” „Idea asymilacji okazała się fikcją.” Zdaniem Rybarskiego Żydzi świadomi swej odrębności etnicznej chcieli państwa realizującego ich żydowskie interesy. Roman Rybarski uważał że żydzi rozpowszechniają wśród Polaków szkodliwe frazesy i zabobony.
Narodowcy
Roman Rybarski krytycznie oceniał polskich polityków, w tym i narodowców. Oskarżał ich o przedłożenie sporów politycznych nad zagadnienia gospodarcze. O narodowcach pisał „Niewątpliwie nasze stronnictwa często nie doceniały wagi zagadnień gospodarczych, nie zawsze umiały z nich wybrnąć i omijały trudności zamiast wziąć się z nimi za bary”.
Jan Bodakowski
Bibliografia:
1. Roman Rybarski „Polityka i gospodarka” (pierwotnie wydanej jako wskazania programowe OWP w 1927 roku) współcześnie wznowiona przez wydawnictwo Nortom
2. „Roman Rybarski o narodzie, ustroju i gospodarce” Wydawnictwo Sejmowe
3. http://www.endecja.pl/biografie/osoba/2
4. Lista strat ruchu narodowego 1939-1955. IPN
Sunday,19 February 2012,17:43
Kategoria: Polska Sunday, 19 February 2012, 17:43
Jan Bodakowski
Fotorelacja z demonstracji w obronie Trwam. Warszawa 18.02.2012
W sobotę 18 lutego 2012 odbyła się w Warszawie demonstracja w obronie Telewizji Trwam. Kika tysięcy starszych osób domagało się możliwości nadawania Telewizji Trwam w ramach naziemnej telewizji cyfrowej. Demonstranci, pomimo swego wieku, przeszli bardzo szybko dość długą trasę, nieustannie wznoszą okrzyki (w obronie Trwam, krytyczne wobec UE i PO), a nawet podskakiwały tak jak to zwykła robi młodzież podczas swoich protestów. Kilkunastu średnich wiekiem sympatyków Gazety Polskiej skutecznie zadbało o sprawny przebieg manifestacji. W demonstracji wziął udział znany publicysta Rafał Ziemkiewicz.
Pewne kontrowersje wśród niektórych uczestników protestu wywołały pod koniec manifestacji: modlitwy wygłaszane przez pewnego polityka i pełne entuzjazmu słowa jednego z zapewne organizatorów o tym że „ogląda nas właśnie w telewizji pan przewodniczący Jarosław Kaczyński” (osoba ta zachęcała wszystkich do skandowania Jarosław Jarosław). Świadczyło to o tym że środowisko Radia Maryja wbrew medialnej propagandzie nie jest środowiskiem jednej partii.
Jan Bodakowski
Thursday,19 January 2012,09:07
Kategoria: Polska Thursday, 19 January 2012, 09:07
Jan Bodakowski
Destruktywna rola gazety wyborczej w społeczno-politycznym życiu III RP
Nakładem wydawnictwa Fronda ukazała się książka Grzegorza Kucharczyka „Strachy z gazety”. Praca Kucharczyka poświęcona jest destruktywnej roli „gazety wyborczej” w polskim życiu społeczno-politycznym. Pomimo atrakcyjnego tematu, niezwykle ważnej treści, pozycja ta nie został należycie dostrzeżona przez środowiska patriotyczne, narodowe i prawicowe. Można odnieść wrażenie że nad autorem ciąży jakaś zmowa milczenia, „Strachy z gazety” są już kolejną przemilczaną pozycją Kucharczyka. Te milczenie, zrozumiałe w mediach lewicowych, zadziwiające jest w wypadku mediów patriotycznych i katolickich. Pomimo że publikacje Kucharczyka powinny być najważniejszymi tematami w patriotycznym dyskursie ideowym. Nikt inny w ostatnich latach, jak właśnie Grzegorz Kucharczyk, tak celnie i przystępnie nie opisał logiki najnowszych dziejów Polski (w „Małej historii wielkiej Polski”), polskiej myśli politycznej (w „Małej historii polskiej myśli politycznej”) czy destruktywnej roli lewicowych idei w niszczeniu tożsamości Polaków (w publikacji Frondy).
W swej książę autor zanalizował myśl polityczną „gazety wyborczej” w latach 1989-1995 (roku powrotu postkomuny do władzy). W tym czasie „gazeta wyborcza” miała faktyczny monopol na kształtowanie opinii inteligencji (internet nie był wówczas ogólnodostępnym medium).
Opisując fenomen „gazety wyborczej” należy pamiętać że to nie tylko czasopismo, ale całe środowisko, którego jednym z charyzmatycznych liderów jest Adam Michnik (który przez wielu publicystów był charakteryzowany jako lider sekty i samozwańczy prorok).
Charyzmatyczny lider środowiska „gazety wyborczej” Adam Michnik, według Kucharczyka, zagrożenie widział nie w recydywie komunizmu, a w recydywie antykomunizmu. Przełomowym dla środowiska Michnika wydarzeniem był marzec 1968 roku kiedy to środowisko z którego wyrosła „gazeta wyborcza” zbuntowało się wobec ortodoksyjnego komunizm, ale również przeciw antykomunizmowi (komandosi negowali fakt sowieckiej okupacji Polski). Zdaniem byłego redaktora „gazety wyborczej” Michała Cichego, Michnikiem wstrząsnęło to że jego państwo, państwo bliskiej mu ideologi, odwołało się do środowisk wrogiej Armii Krajowej.
Według Grzegorza Kucharczyka w dziele szkalowania Polski i Polaków „gazeta wyborcza” niezwykle się zasłużyła. Dziecko żydowskich komunistów Konstanty Gebert alias Dawid Warszawski na łamach „gazety wyborczej” twierdził że Narodowe Siły Zbrojne były zbrojnym ramieniem polskiego faszyzmu. Działalność NSZ miała skłonić wielu antykomunistów do komunistów. „Wyborcza” uznawała też generała Hallera za haniebną postać.
Jedną z idei przewodnich środowiska „gazety wyborczej”, zdaniem Grzegorza Kucharczyka, było przeświadczenie że należy ograniczyć demokracje by do władzy w Polsce nie doszli katolicy i prawica. Według „gazety wyborczej” podział na lewice i prawice był anachroniczny, zaściankowy i nie europejski. Realnym zagrożeniem była recydywa nacjonalizmu. W 1990 „gazeta wyborcza” podkreślała anachronizm nacjonalizmu, i postępowość kosmopolityzmu. „Gazeta” dzieliła Polaków na europejskich, i na nacjonalistycznych (populistycznych, szowinistycznych). Nacjonalizm „wyborcza” definiowała jako mieszaninę rasizmu, zaburzeń psychicznych, dewocji katolickiej, antysemityzmu, nienawiści do inteligencji, ciągot antydemokratycznych. Wyrazem nacjonalizmu miała być pamięć o polskości Kresów i zbrodniach UPA na Wołyniu. Wyzwolony demon nacjonalizmu miał doprowadzić do nazizmu. Dodatkowo nacjonalizm miał być dziedzictwem komunizmu. Zdaniem „wyborczej” PRL na 40 lat zamroził demona nacjonalizmu, który został uwolniony w 1989 upadkiem systemu komunistycznego. Zdaniem „gazety” utajony i niewidoczny nacjonalizm może rozpalić do pożaru jedna iskra. Dodatkowo według „wyborczej” konserwatyzm Polaków uniemożliwia modernizacje Polski.
Według „gazety wyborczej” polska prawica była: ksenofobiczna, antysemicka, antyniemiecka, prymitywna, antydemokratyczna, populistyczna, prymitywna, anachroniczna, sprzeczna z chrześcijaństwem, i rozbudzała jedynie fobie. Prawicę miał wspierać prymitywny faszyzujący kler. Prawica była patologią systemu. Zdaniem „wyborczej” prawicowcy to „frustraci, pieczeniarze, ludzie obsesyjnie potrzebujący wroga, wyznawcy spiskowej teorii dziejów”. „Gazeta” przestrzegała przed widmem faszyzmu.
Największą nienawiścią „gazeta wyborcza” darzyła Wojciecha Cejrowskiego. Cejrowski i jego widzowie zostali przez „gazetę” uznani za: spadkobierców gestapo i bezpieki, faszystów i prostaków. „Gazeta wyborcza” zwalczała Zbigniewa Herberta którego antykomunizm był dla „wyborczej” nieodpowiedzialny, prostacki i agresywny. Twórczość Herberta miała wskrzeszać demony polskiego nacjonalizmu.
„Gazeta wyborcza” kreowała negatywny wizerunek Zjednoczenia Chrześcijańsko Narodowego [co ciekawe pomimo że była to partia pro systemowa]. Dla ZChN zdaniem „wyborczej” nie było miejsca w polskim życiu politycznym. „Wyborcza” potępiała ZChN za: nawiązywanie do nacjonalizmu, katolicyzmu, zbrodniczej endecji, prymitywizm i prostactwo. „Gazeta” uznawała ZChN za spadkobiercę ONR i Niewiadomskiego. Z czasem gdy ZChN wspierał system „gazeta” uznała że działacze zjednoczenia mogą być sympatycznymi ludźmi (co oczywiście nie przeszkadza w tym że ich poglądy prowadzą do nazizmu). Do walki z ZChN „wyborcza” wykorzystywała swoich publicystów określanych mianem „katolickich”. „Wyborcza” zwalczała też. Konfederacje Polski Niepodległej i Porozumienie Centrum (szczególnie za postulaty dekomunizacji i lustracji). Równocześnie „wyborcza” głosiła że postkomuniści z Sojuszu Lewicy Demokratycznej swoją wygraną w 1994 roku obronili demokracje przed prawicą (AWS, ROP, klerem).
Już od lat dziewięćdziesiątych „gazeta wyborcza” zwalczała Jarosława Kaczyńskiego oskarżając go o chęć wprowadzenia dyktatury. W 2007 „gazeta wyborcza” głosiła że walka z patologiami gospodarczymi i politycznymi III RP to przejaw choroby psychicznej, slogan rządnego władzy PIS i Kaczyńskiego. „Wyborcza” uznawała rządy Prawa i Sprawiedliwości chciały wykorzystać prokuraturę, służby specjalne i Instytut Pamięci Narodowej do wprowadzenia w Polsce dyktatury. Rządy PIS miały być porażką demokracji, zagrożeniem demokracji ze strony nacjonalizmu. Oparciem dla rządów PIS miał być prostacki, prymitywny i prowincjonalny motłoch. Niezwykle schizofreniczne były argumenty „wyborczej” mówiące że rządy PIS jednocześnie dezorganizowały państwo i budowały sprawną dyktaturę. Celem „gazety” było rozliczenie dyktatury PIS.
W czasie transformacji ustrojowej „gazeta wyborcza” odczuwała strach przed demokracją i tworzeniem się partii politycznych. W 1989 „gazeta wyborcza” nawoływała do budowy jednej monopartii, tworzenia ruchu obywatelskiego, lub powołania sejmu złożonego z grup interesu. W 1990 „gazetę” napełniała obrzydzeniem i przerażeniem ilość partii politycznych. „Wyborcza” postulowała powołanie jednej monopartii zgodnej z ideologią „gazety”. Równocześnie „wyborcza” nieustannie podkreślała że jest emanacją demokracji [zresztą dla środowiska „gazety wyborczej” demokracja była dobra o ile była zgodna z ideologią „gazety”, gdy jednak lud miał inne zdanie od „wyborczej” demokracje „gazeta” odrzucała].
Od samego początku swego istnienia „gazeta” walczyła z postulatami lustracji i dekomunizacji. (Leszek Maleszka na łamach „wyborczej” twierdził że dekomunizacja i lustracja doprowadzą do „stanu wyjątkowego i zawieszenia swobód obywatelskich”). Zdaniem „gazety wyborczej” lustracja miała doprowadzić do wielu nieszczęść, w tym i do kryzysu oraz upadku gospodarczego Polski (Dawid Warszawski), zbrodni, dyskryminacji, walki, dyktatury, bolszewizmu, ograniczenia demokracji. Lustracja miała być owocem nienawiści i zemsty, pomysłem absurdalnym. „Wyborcza” głosiła że antykomunizm i lustracja nie są do pogodzenia z demokracją. Równocześnie „gazeta” odmawiała prawomocności demokratycznie uchwalonej lustracji. Adam Michnik twierdził że lustracja ma na celu dręczenie „Polaków którzy nic złego nie zrobili, a tylko chcieli jakoś w miarę normalnie w tej Polsce żyć”. Dla „gazety wyborczej” zwolennicy lustracji niczym się nie różnili od bolszewików, byli wariatami, antysemitami, prostakami i chamami. Adam Michnik zwolenników lustracji porównywał do targowiczan, twierdził również że lustracja może doprowadzić do masowych mordów, anarchii a potem dyktatury. W 1994 roku „gazeta” twierdziła że hasła lustracji głoszą ludzie rządni władzy i posad, ludzie chorzy psychicznie. Po latach okazało się że wielu publicystów „gazety wyborczej” którzy zwalczali lustracje było w PRL tajnymi współpracownikami Służby Bezpieczeństwa (Andrzej Szczypiorski). „Wyborcza” była równie przerażona lustracją w Niemczech i Czechosłowacji. Również i w tych krajach zdaniem „gazety” lustracja miała doprowadzić do prześladowań, terroru, psychozy podejrzliwości, krzywdzenia niewinnych osób. „Wyborcza” była zachwycona tym że Lech Wałęsa zablokował lustracje. Karol Modzelewski na łamach „gazety wyborczej” twierdził że lustracja była gorsza od antysemickich prześladowań w 1968 roku, a sam proces lustrowania doprowadzi do „zdziesiątkowania elit naukowych polskich uniwersytetów”, uznania Polski za kraj nie cywilizowany. Dodatkowo według „gazety wyborczej” i Karola Modzelewskiego lustracja „groziła destrukcją kadry naukowej szkolnictwa wyższego, głęboką dezorganizacją państwowych przedsiębiorstw i obniżką poziomu zawodowego instytucji niezbędnych dla funkcjonowania państwa”. Również i Leszek Kołakowski na łamach „wyborczej” głosił że lustracja doprowadzi do powszechnej nienawiści, kłamstw i krzywd.
W 1990 „gazeta wyborcza” protestowała przeciw pomysłom nacjonalizacji majątku Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Adam Michnik pomysły nacjonalizacji majątku PZPR określał mianem bolszewickich. Tak jakby mienie PZPR nie pochodziło z kradzieży mienia milionów Polaków.
W 1992 Adam Michnik również projekty dekomunizacji nazwał bolszewickimi, i uznał że prowadzą one do rasizmu i nazizmu. Leszek Kołakowski na łamach „gazety wyborczej” uznał że dekomunizacja doprowadzi do apartheidu.
Za równie prymitywne i szkodliwe jak lustracja „gazeta wyborcza” uważała tropienie afer gospodarczych. Tropienie afer gospodarczych miało też prowadzić do ksenofobi, antysemityzmu, dyktatury i mordów politycznych. W 1989 roku „gazeta wyborcza” popierała uwłaszczenie nomenklatury, odrzucała wolny rynek i chciała pośredniego między socjalizmem a kapitalizmem modelu gospodarki.
Zdaniem Grzegorza Kucharczyka „gazeta wyborcza” zaangażowała się w walkę z katolicyzmem. „Wyborcza” domagała się likwidacji klasztoru w mieście Oświęcim. „Gazeta” mogła zawsze liczyć na poparcie kilku księży sympatyzujących z linią redakcji (ojca Wacława Oszajce). Zdaniem „gazety wyborczej” integryści katoliccy chcieli nacjonalistycznej dyktatury religijnej i likwidacji demokracji. Integryzm katolicki miał się przejawiać w żądaniach: wprowadzenia lekcji religii w szkołach, uznawaniu przez szkolnictwo wartości chrześcijańskich. Spośród publicystów „gazety wyborczej” przeciwnikami nauki religii w szkołach byli: Piotr Pacewicz, Jan Turnau, Czesław Miłosz, Roman Graczyk. Katecheza w szkołach była formą religijnego prześladowania innowierców, odbierania im godności. Przestrzeganie wartości chrześcijańskich w mediach doprowadzić miało do wprowadzenia cenzury, totalitaryzmu, teokracji i stosów. Wprowadzeniu zapisów o respektowaniu wartości chrześcijańskich do konstytucji (o co zabiegał episkopat) spotkało się z krytyką Adama Michnika i „gazety wyborczej”. „Wyborcza” występowała również przeciw ratyfikacji konkordatu, zdaniem „gazety” konkordat miał doprowadzić do sporów państwa z kościołem, laicyzacji i wielożeństwa. Zdaniem Adama Michnika i „gazety wyborczej” kościół katolicki nie rozumiał wolności. Agresywność kościoła katolickiego miała prowadzić do wojen religijnych, dążenia do przywilejów, chęci wpływania na władze (w sprawie aborcji, nauki religii, wartości chrześcijańskich), oraz odrodzenia się nacjonalizmu. Adama Michnika w krytyce kościoła wspierał Leszek Kołakowski i Czesław Miłosz. „Gazeta wyborcza”, podobnie jak rewizjoniści PZPR, rozróżniała dobry posoborowy i zły integrystyczny kościół (na łamach „gazety” nad brakiem ducha posoborowego w kościele ubolewał Zbigniew Mikołejko). W PRL rewizjoniści z „Po prostu” krytykowali integryzm prymasa Wyszyńskiego (który zachodnioeuropejskich kontestatorów roku 1968 nazywał „potężnym liczebnie pokoleniem synów kłamstwa”) i religie w szkołach. Również w wypadku kościoła „wyborcza” pisała o efekcie zamrażarki, czyli o tym że PRL zamroził, a transformacja ustrojowa rozmroziła demony integryzmu, antysemityzmu i nacjonalizmu. Przedstawicielami integryzmu miał arcybiskup Michalik, tygodnik „Niedziela” i ojciec Tadeusz Rydzyk. W 1990 „gazeta wyborcza” widział groźbę powstania państwa wyznaniowego z „jego nieodłącznymi atrybutami: nietolerancją światopoglądową i obyczajową, zaściankowością, ksenofobią i nieodłączną od nich stagnacją, a nawet regresem kulturowym”. „Gazeta” postulowała pełną laicyzacje życia społeczno-politycznego. Zdaniem „Wyborczej” okazywanie religijności miało zagrażać demokracji („gazeta” uznawała że niedopuszczalny jest: udział oficjeli w mszach, ordynariat w armii, pielgrzymki żołnierzy, krzyże w miejscach publicznych, odwoływanie się do Boga w konstytucji.
„Wyborczej” alternatywę dla integryzmu widziała w w „Tygodniku Powszechnym” i księdzu Józefie Tischnerze (który klimat narodowo katolicki określał mianem przedwojennej zarazy która zagraża katolicyzmowi). Ksiądz Tischner nie widział za to zagrożenia ze strony ateizmu i laicyzacji. „Gazeta wyborcza” kreowała księdza Tischnera na trybuna ludowego prześladowanego przez hierarchie. Ksiądz Tischner deklarował na lamach „wyborczej” że ortodoksja katolicka go nie interesuje. Innym ulubieńcem „gazety” był biskup Pieronek. Biskup Pieronek głosił że destruktywna krytyka ubogaca kościół. Zbiorowym beniaminkiem „gazety” był „Tygodnik Powszechny” i związani z nim duchowni, którzy zdaniem „gazety” „są prawdziwymi ludźmi kościoła” którym „na prawdę zależy na kościele”. „Tygodnik Powszechny” był dla „gazety” uosobieniem pożądanego przez ”wyborczą” modelu katolicyzmu. Wyrazem sympatii „gazety” dla „Tygodnika” była krytyka „gazety” pod adresem Jana Pawła II za jego krytyczny stosunek do „Tygodnika” (Jan Paweł II w 1995 roku krytykował „Tygodnik” za obojętność wobec ataków na katolicyzm i polskość). Ideowa postawa redakcji „Tygodnika” była konsekwencją wyborów ideowych reakcji pojętych w pierwszych latach po wojnie. Środowisko „Tygodnika” i „gazety” tworzyło zamknięty krąg wzajemnej adoracji, quasi sektę. „Tygodnik” i „gazetę: łączyło przeświadczenie o: zagrożeniu teokracją, niebezpieczeństwie i szkodliwości tradycjonalizmu, kościoła przedsoborowego, integryzmu, syntezy polskości i katolicyzmu prowadzącej do agresji oraz nietolerancji katolików (wyrazicielem tego w „Tygodniku” był Jarosław Gowin). „Tygodnik” i „Gazeta” szczególne zagrożenie widziały w: „Radiu Maryja” które miało podważać fundamenty ustrojowe III RP, triumfalnym i publicznym manifestowaniu katolicyzmu (zdaniem „Tygodnika” nawet odmawianie różańca w środkach transportu było podejrzane i niebezpieczne). „Gazeta” i „Tygodnik” postulowały: usuwanie religii z przestrzeni publicznej, neutralność światopoglądową państwa, likwidacje lekcji religii w szkołach (Leszek Maleszka, Andrzej Wielowieyski), usunięcie zapisu o respektowaniu wartości chrześcijańskich w mediach (Józefa Henelowa, Turowicz, ksiądz Boniecki). „Tygodnik” i „Gazeta” potępiały polityczne zaangażowanie katolików (o ile nie było to zaangażowanie w partie środowiska „gazety wyborczej” - w takie poparcie angażował się Józefa Henelowa, Krzysztof Kozłowski, ksiądz Józef Tischner). W 1989 i 1990 obie redakcje krytykowały powstawanie wielu partii politycznych i chciały monopolu władzy dla swego środowiska. „Tygodnik” i „gazeta” wspólnie potępiały dekomunizacje (swoje potępienie dla dekomunizacji na łamach „tygodnika” wyrażał Jarosław Gowin i Bronisław Wildstein który uważał że dekomunizacja doprowadzi do terroru nacjonalizmu). „Gazetę” od „Tygodnika” różnił tylko stosunek do komunistycznej bezpieki i spraw obyczajowych (aborcji, pornografii i małżeństw pederastów), dla „wyborczej” bezpieka była sojusznikiem w walce z nacjonalistycznym zagrożeniem, a „Tygodnik” chciał ukarania zbrodniarzy. Sprzeciw „Tygodnika” był jednak nie konsekwentny, pismo na swoich łamach prezentowało głosy zgodne z nauczaniem kościoła i glosy nie zgodne z nauczaniem kościoła (Lem opowiadał się za legalnym dostępem do pornografii). Obie redakcje uznawały że Jan Paweł II sprawia kłopoty (papież podpadł redakcji: nie broniąc niewierzących przed dyskryminacją, nie broniąc przywilejów ateistów i innowierców, nie potępiając Radia Maryja ).
Jan Paweł II bardzo zawiódł „gazetę wyborczą”. Zdaniem „wyborczej” Jan Paweł II głosił katolicyzm zamiast ekumenizmu, promował prowincjonalny i irracjonalny mesjanizm Polaków, chciał budowy w Polsce teokracji. Zdaniem „gazety” Jan Paweł II i katolicy w Polsce „nie tylko nie dorośli do demokracji i Europy, ale są dla nich realnym zagrożeniem”. Sam Jan Paweł II wzbudził polski nacjonalizm, uniemożliwił pojednanie polsko-ukraińskie, usiłował niszczyć wolny rynek. Najpełniej przekonania „gazety wyborczej” wyraził Dawid Warszawski pisząc że „Europa chrześcijańska, Polska chrześcijańska, tak jak definiuje je Papież, możliwe są jedynie na gruzach Europy i Polski demokratycznej”. Publicysta „wyborczej” na łamach pisma twierdził że w „nauczaniu Jana Pawła II doszukać się można idei występujących w XX-wiecznych ideologiach totalitarnych i herezjach”. Zdaniem „gazety wyborczej” pielgrzymka Jana Pawła II w 1991 była frekwencyjną klapą bo Jan Paweł II przestał rozumieć Polaków. Według „gazety” Polacy nie byli zainteresowani naukami Jana Pawła II, bo Jan Paweł II zamiast wesprzeć biednych i dyskryminowanych agresywnie szerzył rygoryzm moralny. Adam Michnik na łamach „La Stampa” w 1993 roku krytykował Jana Pawła II za to że nie potępił on dekomunizacji i nie poparł transformacji ustrojowej. „Wyborcza” ubolewała że Jan Paweł II: bliższy jest „Niedzieli” niż „Tygodnikowi Powszechnemu”, nie akceptuje laicyzacji, opowiada się za syntezą narodowo katolicką, chce narzucać katolicyzm, wznieca waśnie religijne (wynosząc na ołtarze ofiary heretyków). „Gazeta wyborcza” krytykowała nie tylko nauczanie Jana Pawła II o Polsce ale i to zawarte w encyklikach (egzegezą encyklik parał się na łamach „gazety” Zbigniew Mikołejko). W encyklikach „wyborczą” oburzały przed soborowe poglądy papieża, odejście od ducha drugiego soboru watykańskiego, nie uleganie presji rzeczywistości. Janowi Turnauowi Jan Paweł II podpadł brakiem szacunku dla buddyzmu. „Gazeta wyborcza” krytykowała Jana Pawła II za: pesymizm wobec zmian cywilizacyjnych, fundamentalizm religijny i moralny, krytykę kultury laickiej, krytykę aborcji i antykoncepcji (gdy zadaniem „wyborczej” ziemi grozi przeludnienie, a prokreacja prowadzi do głodu w Afryce), ignorancje wobec współczesnej nauki.
Hardcorowym przejawem niechęci „gazety wyborczej” do katolicyzmu było promowanie i publikacja apokryfu „Ewangelia Judasza”. Zdaniem „gazety” kościół był by dla Polaków autorytetem gdyby odrzucił balast katolicyzmu. „Wyborcza” negowała fakt że antyklerykalne kłamstwa krzywdzą kościół. „Gazeta wyborcza” chciała by kościół odrzucił swój katolicyzm i stał się posoborowy (przyjął w miejsce katolicyzmu idee „gazety wyborczej”), by kościół wspierał laicyzacje i lewicową rewolucje.
„Gazeta wyborcza” opowiadała się za legalizacją aborcji. „Gazeta” twierdziła że walka z aborcją przyniesie więcej złego niż dobrego. Już w 1989 roku „gazeta” przeciwstawiała się ograniczeniu legalności aborcji, twierdziła że przeciwnicy aborcji chcą wprowadzić dyktaturę i zamykać kobiety w więzieniach („wyborcza” przestrzegała że w wyniku aborcji do wiezień trafi co roku kilka tysięcy kobiet). „Wyborcza” postulowała legalizacje aborcji, negowała że embriony są ludźmi, głosiła że skutkiem zakazu aborcji będzie powstanie podziemia aborcyjnego, przepełnione sierocińce i przymusowe badania kobiet. Zdaniem „gazety wyborczej” prawdziwym przejawem bycia miłosiernym chrześcijaninem jest akceptowanie aborcji (by kobieta nie cierpiała z powodu ciąży i by nie ingerować w jej intymność). „Gazeta” apelowała by przeprowadzić referendum w sprawie legalizacji aborcji, twierdząc że politycy wbrew społeczeństwo chcą zakazać aborcji. „Gazeta” promowała akceptacje aborcji, łączenie akceptacji aborcji z katolicyzmem, traktowanie wielodzietności jako patologii, traktowanie aborcji jako coś normalnego. Zdaniem „gazety” przeciwnicy aborcji byli wariatami, niebezpiecznymi i agresywnymi fanatykami (którzy zaburzają rozwój dzieci filmami o aborcji). „Wyborcza” głosiła też że kościół promuje zakaz aborcji by wprowadzić teokracje. Ograniczenie mordowania nie narodzonych dzieci w 1993 rozczarowała „gazetę wyborczą”. Zdaniem „wyborczej” ograniczenie to spowodować miało: powstanie turystyki aborcyjnej, rozwój podziemia aborcyjnego, zmniejszenie przyrostu naturalnego i masowe zabójstwa noworodków.
Filosemityzm”wyborczej” skutkował też zwalczaniem przez „gazetę” postulatów uboju rytualnego, kreowaniem obrazu Polaków jako odpowiedzialnych za mordowanie żydów.
Zdaniem Kucharczyka liczne procesy jakie Michnik wytaczał swoim krytykom miały na celu zablokowanie debaty o roli „gazety wyborczej” w Polsce. Celem „gazety wyborczej” było „przeorientowanie mentalności” Polaków we wszystkich dziedzinach, tak by Polacy: uznali oprawców za bohaterów (Jaruzelskiego, Kiszczaka i innych zbrodniarzy komunistycznych), ludzi sprawiedliwych (domagających się ukarania komunistycznych zbrodniarzy) za bandytów. „Wyborcza” dążyła do wykorzenienia Polaków z polskości, tożsamości, kultury i historii. „Gazeta” demoralizowała Polaków narzucając nową tożsamość, której elementem była afirmacja onanizmu, pornografii, aborcji i wychowania seksualnego w szkołach.
Jan Bodakowski
Saturday,01 September 2012,12:38
Kategoria: Polska Saturday, 01 September 2012, 12:38
Jan Bodakowski
W szponach WSI – lincz na Wojciechu Sumlińskim
Nakładem wydawnictwa Fronda ukazała się książka Wojciecha Sumlińskiego „Z mocy bezprawia”. Jest to niezwykle zajmująca lektura. Nie są to, wbrew wrażeniu jakie odniosłem z wizerunku wykreowanego przez wydawnictwo, emocjonalne wynurzenia o rozwoju stanów depresyjnych sfrustrowanego i zaburzonego publicysty. Jest to sensacyjny, i trzymający w napięciu, akt oskarżenia wobec patologii III RP. Tak przerażający, i z tak wartką akcją, że czytelnik często zapomina że ma do czynienia z literaturą faktu a nie z beletrystyką. Tak bulwersujące że recenzent boi się pisać o tym co przeczytał.
W 2008 roku Wojciech Sumliński, znany reporter śledczy, został zatrzymany przez ABW pod absurdalnym zarzutem przekazania wydawcy „gazety wyborczej” aneksu do raportu z likwidacji WSI [„gazeta wyborcza” była przeciwna likwidacji WSI, aneks znajdował się w pałacu prezydenckim, jego lokalizacja zdaniem wielu publicystów tłumaczyła rzekomy pośpiech z jakim nowa administracja zajęła pałac prezydencki po katastrofie]. ABW przejęło całe archiwum reportera, tysiące stron dotyczących zamordowania księdza Jerzego Popiełuszki, materiały o działalności służb specjalnych PRL i III RP. Obrony Sumlińskiego podjął się mecenas Roman Giertych [zwolennicy spiskowych teorii dziejów by pogłębić swoje zaburzenia powinni zapoznać się z informacjami o Romanie Giertychu z najnowszej książki Pawła Zyzaka].
Jednym z tematów poruszanych przez Sumlińskiego było zabójstwo księdza Jerzego Popiełuszki. Jeszcze w III RP osoby związane z śledztwem ginęły w podejrzanych okolicznościach. Już w 1984 zamordowano dwóch funkcjonariuszy SB którzy badali okoliczności zabójstwa. Ustalenia oficjalnego śledztwa były zdaniem Sumlińskiego fikcją. Z ustaleń autora zabójstwo monitorowały WSW i Kiszczak. Sprawie mordu założycielskiego III RP miała być poświęcona książka reporter którą kończył pisać przed aresztowaniem.
Bezpieka komunistyczna chciała wmówić Polakom że Popiełuszko był ofiarą spisku kleru i opozycji. Księdza porwać i zamordować miało antykomunistyczne komando, by wywołać krwawą rewolucje w PRL. Planu przypisania opozycji mordu i przeprowadzenia represji wobec opozycji nie przeprowadzono. Moskwa zdecydowała o transformacji ustrojowej bloku sowieckiego. Na kartach „Z mocy bezprawia” autor przypomniał też relacje kierowcy księdza Jerzego Popiełuszki z SB,
W swoich śledztwach reporterskich Sumliński korzystał z pomocy informatorów. Jeden z nich był funkcjonariuszem WSW robiącym karierę w III RP. Po transformacji ustrojowej utrzymywał bardzo dobre relacje z księżmi na Podlasiu. Informator donosił autorowi o handlu bronią i paliwami (co autor w swej książce dokładnie opisuje). Oraz o rzekomym potrąceniu przez samochód jednego z polskich oligarchów syna obecnego prezydenta (zresztą książka zawiera niezwykle poważne oskarżenia wobec obecnego prezydenta, jego rzekomych związków z spec służbami i innymi środowiskami). W trakcie zatrzymania i przesłuchań okazało się że pomoc informatora była w rzeczywistości misternie utkaną intrygą mającą wrobić reportera i uniemożliwić mu publikacje niewygodnych dla określonych środowisk materiałów. Akcja linczu na Sumlińskim miała na celu zablokowanie prac komisji likwidującej Wojskowe Służby Informacyjne.
Wspomnienia autora z zatrzymania i postępowania, przeplatane są wspomnieniami o sprawach które prowadził. Wspomnienia te przynoszą dość szczegółowy opis narodzin i działalności organizacji przestępczych. Na czele mafii stanęli byli funkcjonariusze bezpieki. W swej książce Sumliński dokładnie opisuje związki mafii z rządzącymi w III RP.
Intryga której ofiarą padł autor, wykończyła go psychicznie, i doprowadziła do próby samobójczej, pobytu w szpitalu psychiatrycznym. Ten poruszający dokument kończy wybór doniesień prasowych o sprawie (zawiera on kolejne bulwersujące oskarżenia pod adresem urzędującego prezydenta).
Jan Bodakowski 
Thursday,01 March 2012,23:35
Kategoria: Polska Thursday, 01 March 2012, 23:35
Jan Bodakowski
Fotorelacja kościół przy placu Narutowicza w Warszawie
Warszawski plac Narutowicza, i znajdujący się przy nim kościół pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, nie znajduje się niestety na trasie turystów odwiedzających stolicę. Zapewne też większość warszawiaków, nawet tych którzy często go mijają w środkach publicznego transportu, nie miała okazji zapoznać się z jego wyjątkową architekturą



Ten doskonały przykład polskiego modernizmu, wybudowany w stylu neoromańskim, zachwyca ceglanymi nietynkowanymi murami, trzema nawami i wierzą frontową. Wybudowano go jako wotum dziękczynne za ogłoszenie dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Fundatorem był Jan Grądzki.






Kościół zaprojektował w 1908 roku Oskar Sosnowski. Budowany był od 1910 roku. I wojna światowa przerwała prace. Budowę wznowiono w 1927 roku. W czasie powstania warszawskiego został zrujnowany. Odbudowa kościoła trwała 15 lat.
Kościół zdobią polichromie z XX wieku autorstwa rodziny Grześkiewiczów.









Pomysłodawcą witraży był ksiądz Żochowskiego a wykonał je Ryszard Więckowski w latach pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku.













Jan Bodakowski
Wednesday,28 December 2011,22:02
Kategoria: Polska Wednesday, 28 December 2011, 22:02
Jan Bodakowski
Na co biurokracja marnuje nasze pieniądze
„Imperium Marnotrawstwa” Leszka Szymowskiego to niezwykle ważna i wstrząsająca książka publicysty Najwyższego Czasu. Lektura publikacji wydanej przez wydawnictwo Penelopa powoduje stan negatywnego pobudzenia emocjonalnego czytelnika, wzbudza pierwotną żądze mordu na biurokratach. Szczególnie u tych z czytelników który haruje za nędzna grosze, i są świadomi wysokości płaconych podatków.
Książka Szymowskiego wielokrotnie czytelnikowi otwiera oczy na rzeczywistość społeczną i gospodarczą Polski, pokazując mechanizmy które odpowiadają za biedę w Polsce. Autor bardzo czytelnie i przystępnie opisuje system wyzysku. „Imperium Marnotrastwa” ukazuje przerażająco prawdziwy obraz Polski, niegospodarności i nieuczciwości rządzących, współuczestniczącej w haniebnym procederze opozycji, bezwolnego i ogłupiałego społeczeństwa które daje się wykorzystywać. Książka publicysty Najwyższego Czasu jest jednym wielkim aktem oskarżenia, wstrząsającym opisem upadku rzeczpospolitej. Aktem oskarżenia który od lat powinien być podnoszony przez opozycje (nie jest bo opozycja zdaje się być zainteresowana partycypowaniem w patologii).
Zdaniem autora polscy politycy osiągnęli perfekcje w sztuce marnowania pieniędzy podatników (pochodzących z rozbudowanego systemu dość dokładnie i przystępnie opisanego przez Szymowskiego). Politycy sami tworzyli problemy, by pod pretekstem ich rozwiązywania nakładać coraz większe podatki i ograniczać swobodę gospodarczą.
Ograniczenie wolności gospodarczej w Unii Europejskiej (w tym i w Polsce), według autora, doprowadziło do olbrzymich kosztów utraconych szans. Europejczycy utracili olbrzymie dochody (jakie by osiągali gdyby Unia Europejska nie krępowała im rąk). Współcześnie, wbrew europejskiej tradycji, Europejczycy stali się niewolnikami euro biurokratów, ofiarami wyzysku i inwigilacji.
W Unii Europejskiej nikt nie może być pewny swego losu. „W Niemczech wprowadzono zapis, iż, emeryta można decyzją administracyjną posłać przymusowo do domu starców, a jego majątek przekazać na własność skarbu państwa”.
Zdaniem Szymowskiego na przynależności do Unii Europejskiej Polska nic nie zyskała, a tylko straciła. Polska co roku wpłacała do kasy Unii Europejskiej 35.000.000.000 złotych. Wkład własny Polski w projekty współfinansowane z środków Unii Europejskiej wynosi 45.000.000.000 złotych. Koszty zatrudnienia urzędników do obsługi współfinansowania z Unii Europejskiej to kolejne 6.000.000.000 złotych z budżetu Polski. W sumie przynależność Polski do Unii Europejskiej kosztowała polskiego podatnika 86.000.000.000 złotych. W ramach dopłat z Unii Europejskiej Polska otrzymuje co roku 45 miliardów złotych (w rzeczywistości dużo mniej). Czyli co roku Polacy za uczestnictwo w Unii Europejskiej płacili 51.000.000.000 złotych. Pieniądze polskich podatników euro urzędnicy rozdysponowują według nie znanych ogólnie zasad. Środków tych Polacy nie mogą wydać na to co jest potrzebne krajowi, tylko muszą wydawać zgodnie z widzimisię euro biurokratów. Widzimisię euro biurokratów często nie ma uzasadnienia ani gospodarczego, ani społecznego. Duża część środków z Unii Europejskiej jest marnowana na propagandę.
Czytelnicy „Imperium Marnotrawstwa” z lektury dowiedzą się że: środki związane z Unią Europejską wydano często na niepotrzebne inwestycje które będą przez lata generować same straty. Skalę strat jakie będą musieli przez lata ponosić Polacy z tytułu integracji z Unią Europejską najlepiej obrazuje fakt że tylko jeden z wybudowanych basenów w małym polskim mieście będzie przynosił rocznie aż 35 milionów złotych straty. Stadion Narodowy na jaki już wydano prawie 2 miliardy złotych będzie co roku przynosił 200 milionów strat. Warto też pamiętać że Unia Europejska może zażądać zwrotu już wydanych środków (np. kiedy kościół katolicki odmówi udostępnia kościoła wyremontowanego z środków unijnych na ślub pederastów będzie musiał zwrócić otrzymane dotacje). Dodatkowo przepisy unijne zmieniają się w trakcie inwestycji, po jej zakończeniu inwestor może nie otrzymać zwrotu poniesionych kosztów bo nie spełnia nowych euro norm (umożliwia to szybkie doprowadzanie przedsiębiorców do bankructwa).
Zdaniem Leszka Szymowskiego jedynymi skutkiem przynależności do Unii Europejskiej dla Polski jest wzrost biurokracji, marnowanie pieniędzy podatników, wprowadzanie w Polsce szkodliwych euro przepisów. W wyniku wprowadzenia euro przepisów: zlikwidowano wbrew polskim obywatelom karę śmierci, wprowadzono gigantyczne podatki (40% akcyza w paliwie), zakazano sprzedaży żarówek i nakazano używanie toksycznych i energochłonnych „żarówek energooszczędnych” (likwidując konsumentom możliwość zakupu takich dóbr i usług jakie potrzebują), wprowadzono kosztowną certyfikacje dóbr i usług (co skutecznie uniemożliwiło produkcji wielu ziołowych lekarstw), zakazano hodowli bez zezwolenia zwierząt na żywność.
Euro przepisy skutecznie oduczyły ludzi przedsiębiorczości i wyuczyły cwaniactwa. Unia Europejska współfinansuje nie te projekty które są ludziom potrzebne, ale te które są umotywowane zgodnie z euro normami.
Jednym z przejawów odebrania obywatelom wolności na które zwrócił autor uwagę w swojej książce jest prawo budowlane. Właściciel nie może bez zgody urzędników nic wybudować na swojej działce. Taka zależność zbyt często prowadzi do korupcji. Patologiczną sytuacje zlikwidowało by jednoznaczne stwierdzenie jakich praw sąsiadów inwestor nie może ograniczać. Innym są lichwiarskie horrendalnie wysoko oprocentowane kredyty bankowe (z których obywatele muszą korzystać bo zostali okradzeni podatkami i barierami w dostępie do rynku przez państwo). Na pasożytowaniu na kredytobiorcach korzystają postkomuniści którzy przejęli po 1989 między innymi sektor bankowy.
Leszek Szymowski w swej pracy twierdzi że zatrudnienie setek tysięcy urzędników w III RP generuje olbrzymie koszty. Koszty zatrudnienia, koszty sprzętu. Od 1989 roku do 2011 liczba urzędników wzrosła z 138.000 do 700.000. Podatnicy na pensje urzędników wydają rocznie 30.000.000.000 złotych,. Dodatkowo podatnicy ponoszą koszty funkcjonowania urzędów i koszty podjętych decyzji. Dodatkowym kosztem jest utrzymanie 50.000 radnych samorządowych. Kancelaria prezydenta rocznie wydaje 172 miliony złotych, jest to więcej niż utrzymanie dworu królowej angielskiej (166 milionów złotych). Miasto Warszawa zatrudnia 1500 urzędników, na ich utrzymanie podatnicy wydają 600 milionów złotych (w tym 49 milionów przeznaczanych jest na premie). Wysokie koszty utrzymania warszawskiej biurokracji pokrywane są z coraz wyższych podatków lokalnych (podwyżka cen biletów przyniosła 50 milionów złotych – czyli tyle ile premie dla urzędników). W Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej zatrudnionych jest 700 pracowników. W 2006 roku wyjechali oni na 745 zagranicznych delegacji służbowych, co kosztowało podatników 1.315.000 złotych. Równie ogromna jest skala wyjazdów zagranicznych i w innych ministerstwach.
Z pieniędzy podatników utrzymywanych jest też 49.000 pracowników Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Pieniądze te są marnowane, zdaniem Szymowskiego, pomimo że można o wiele taniej zapewnić pomoc osobom starszym. W Kanadzie nie ma składek emerytalnych, państwo z podatków finansuje każdemu minimalną emeryturę pozwalająca na przeżycie (w wysokości 2100 złotych – ceny w Kanadzie są niższe niż w Polsce). System kanadyjski zatrudnia do obsługi emerytów 40 osób. W Polsce władza odbiera podatnikom na emerytury olbrzymią część dochodów a po latach emeryci nic z tego nie mają. Pomimo poboru olbrzymich składek władza z pieniędzy podatników przekazuje co roku 80 miliardów na funkcjonowanie ZUS (pieniądze te idą na biurokracje nie na świadczenia). Koszty Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego wynoszą rocznie ponad 16 miliardów złotych. Narodowy Fundusz Zdrowia kosztuje podatników rocznie 59 miliardów złotych (pieniądze podatników wydawane są na 107 służbowych samochodów i na wynajem – 11 milionów). System ochrony zdrowia to też 600 urzędników ministerstwa, zakupy droższych i gorszych zagranicznych odpowiedników tańszych i lepszych polskich preparatów. Co roku w źle zarządzane szpitale wpompowywane jest 68 miliardów złotych. Politycy planują dodatkowe nowe transfery pieniędzy podatników do kieszeni prywatnych np. poprzez procedury in vitro, nowe kampanie społeczne.
Zdaniem Leszka Szymowskiego zatrudniająca 12.000 urzędników Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa posiada 515 luksusowych aut, ZUS 300 a Ministerstwo Obrony Narodowej 100. Ani Centrum Informacyjne Rządu ani główny Urząd Statystyczny nie wiedzą iloma samochodami dysponuje cała administracja. Dla porównania rząd Wielkiej Brytanii ma 59 samochodów służbowych. Normą w krajach zachodnich jest to że nawet ministrowie korzystają z transportu publicznego.
Ogromne są też koszty utrzymania siedzib (zazwyczaj o gigantycznej powierzchni, często wynajmowanej) i ich wyposażenia (urzędnicy często wyposażeni są w służbowe telefony i laptopy). ZUS na siedziby wydał od 2000 do 2011 roku 1.1000.000.000 złotych. Ministerstwo Finansów dysponuje 1379 budynkami.
Praktyką jest też, zdaniem Szymowskiego, przepłacanie przez urzędy za usługi. Za usługi informatyczne Agencja Modernizacji i Restrukturyzacji Rolnictwa zapłaciła jednej z wiodących firm na rynku 420.000.000 złotych, chociaż usługi te warte były 8 milionów. Ponieważ zakupione systemy nie działały na ich modernizacje wydano kolejne 126 milionów.
Urzędy pomimo że posiadają działy prawne nagminnie kupują usługi prawne na rynku. Pieniądze hojnie wydawane są na szkolenia i ekspertyzy. Zakupy dokonywane są bez procedury przetargowej lub w ustawionych przetargach.
Patologie dotyczą wszystkich środowisk które w danym momencie dzierżą władzę (co szczegółowo opisał autor „Imperium marnotrawstwa”). Adam Glapiński współpracownik Kaczyńskiego za fikcyjne doradztwo Rzeczpospolitej dostał 102.000 złotych. W PKN Orlen, telewizji publicznej i jednej z spółek skarbu państwa, zatrudniono krewnego prezydenta Kaczyńskiego Jana Marie Tomaszewskiego. W 2007 roku Agencja Modernizacji i Restrukturyzacji Rolnictwa zatrudniła Beatę Gosiewską żonę Przemysława Gosiewskiego ówczesnego przewodniczącego Komitetu Stałego Rady Ministrów. Kancelaria Prezesa Rady Ministrów zatrudniła Arkadiusza Suski krewnego posła PIS Marka Suski. W KRUS zatrudnione są rodziny polityków PSL i PO. Politycznym łupem dla polityków są posady w 70 przedsiębiorstwach państwowych, 80 spółkach skarbu państwa, 484 jednoosobowych spółkach skarbu państwa. Posady państwowe stały się intratnymi synekurami dla funkcjonariuszy bezpieki, PZPR i nowej władzy, oraz dla ich rodzin.
Podatnicy finansują też 11 służb zajmujących się działaniami specjalnym (w tym Służbę Wywiadu Wojskowego, Służbę Kontrwywiadu Wojskowego, Agencje Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralne Biuro Antykorupcyjne, Centralne Biuro Śledcze, komórki specjalne Policji i Żandarmerii Wojskowej, Służbę Celną, Centrum Antyterrorystyczne podległe ABW). Niemcy mają 4 służby, Dania 1, Izrael 3, Francja 2. Żadna z państwowych służb nie ściga niegospodarności państwa.
Budową dróg w Polsce zarządza 30.000 urzędników. W 1953 (kiedy nie istniały jeszcze w biurokracji komputery i internet) nowy prezydent USA Eisenhower wybudował gigantyczną ogólnoamerykańską sieć autostrad zatrudniając 50 urzędników. W armii USA Eisenhower zwolnił 90% urzędników i zaoszczędzone pieniądze wydał na zakup nowego uzbrojenia. Kolejnym przykładem destruktywnego wpływu biurokracji jest PKP do której rocznie podatnicy dopłacają 3 miliardy złotych.
Zdaniem Leszka Szymowskiego kosztowne działania państwa nie przynoszą żadnych efektów (zarabiają na nich tylko agencje reklamowe). Na walkę z alkoholizmem w Polsce wydaje się rocznie 530 milionów złotych. Pieniądze te idą na zatrudnienie 16.500 członków gminnych komisji rozwiązywania problemów alkoholowych, 2.000 pracowników gmin zatrudnionych do walki z alkoholizmem, pracowników 3.000 punktów konsultacyjnych dla osób z problemami alkoholowymi. Pieniądze marnotrawione są też na utrzymanie izb wytrzeźwień. Podobnie kosztowna walka prowadzona jest z narkomanią, nikotynizmem i ksenofobią.
Za niegospodarność żaden z urzędników nie poniósł odpowiedzialności. Państwo musiało wypłacać ogromne odszkodowania za sprzeczne z prawem decyzje urzędników. Urzędnicy odpowiedzialni za nałożenie na Polskę przez Unie Europejską kar dalej pracują i są nagradzani. Pieniądze podatników są transferowane z budżetu do prywatnych kieszeni (co dokładnie w swej książce Leszek Szymowski opisuje). Tylko jedna prezydent Warszawy przekazała ITI (koncernowi medialnemu do którego należy TVN) na stadion Legii 450 milionów złotych. Innym sposobem transferu są nie mające uzasadnienia reklamy zamawiane przez biurokracje w zaprzyjaźnionych mediach.
Niegospodarność przedsiębiorstw publicznych, według Szymowskiego, widać doskonale w sektorze pocztowym. Monopolista państwowy Poczta Polska stara się zniszczyć prywatną konkurencje (w Polsce powstało już 246 operatorów pocztowych którzy przejęli 55% rynku) zamiast zwiększyć swoją efektywność zaprzestając wydawania pieniędzy na zagraniczne delegacje, 7200 telefonów służbowych, 26 ośrodków szkolno-wypoczynkowych, 2252 mieszkania służbowe).
Nadmiar przepisów i biurokracji jest niszczy życie społeczne, oraz umożliwia ludziom nieuczciwym osiąganie nie nienależnym im zysków. Autor „Imperium marnotrawstwa” ratunek dla Polski widzi w wolnym rynku (systemie promującym: rzetelnych, uczciwych i kreatywnych), oraz w uproszczeniu przepisów. „Zaprzestanie gigantycznego marnotrawstwa rozwiązało by większość problemów gospodarczych Polski”. Niestety marnotrawstwo to jest w interesie 700.000 urzędników i ich rodzin, przedsiębiorców czerpiących zyski z marnowania pieniędzy podatników (w tym i doradców podatkowych). Niemniej upadek patologicznego systemu jest w Polsce nieunikniony. „Głupie ustroje upadały nie dla tego, że były głupie, lecz dlatego że zbankrutowały”.
Jan Bodakowski

Tuesday,29 November 2011,20:14
Kategoria: Polska Tuesday, 29 November 2011, 20:14
Jan Bodakowski
Film Pospieszalskiego i Stankiewicz o obronie „krzyża”
Dom wydawniczy Rafael wydał na DVD w serii politycznie nie poprawnych filmów (Pod prąd kino niewygodne) film Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego „Krzyż. Kontynuacja "Solidarni 2010"”.
Płycie DVD towarzyszy książka wywiad z autorami filmu, w którym filmowcy opisują pracę nad filmem, przyczyny powstania dokumentu. Kanwą opowieści jest spór o pamięć po ofiarach katastrofy smoleńskiej. Autorzy jak sami deklarują byli podczas pracy zszokowani zachowaniem band młodych nihilistów terroryzujących obrońców „krzyża”, przyzwoleniem służb na bandytyzm lewicowych nihilistów, nazistowska w duchu nagonka mediów na obrońców „krzyża”.
Autorzy filmu doskonale ukazali oddanie obrońców krzyża którzy nie pozostali obojętni wobec tragedii. Bardzo zgrabnym montaże zbudowali nastrój filmu. Poważnym mankamentem jest to że obrońcy nie są podpisani z imienia, nazwiska i krótkiej informacji kim są. Widz chciałby wiedzieć kim są ci odważni ludzie tak sensownie analizujący rzeczywistość III RP. Ja rozpoznałem tylko wymienioną z nazwiska w tekście wywiadu Agnieszkę Żurek (nie da się ukryć że kobieta robi na wszystkich wrażenie), posła PIS Przemka Wiplera, księdza Małkowskiego i Tomasza Sakiewicza.
Dokument nie jest to zapis tylko obrony „krzyża”. Bardziej jest to zapis dyskusji o Polsce. Rzeczywistości III RP, destruktywnej roli gazety której krytyka może zakończyć się wyrokiem skazującym, zakłamaniu mediów, kreowaniu mitów. Film ukazuje też dyskusje polsko polskie o zamachu, zachowanie służb nie umacniające wiarę w praworządność państwa, usuwanie obrońców i likwidacje „krzyża” przed Pałacem Namiestnikowskim.
Dokument ukazuje też rynsztok polski. Fanatycznych przeciwników Krzyża. Ich agresje wobec obrońców. Bezczynność służb wobec agresji antyklerykalnego motłochu. Chamstwo, bufonerie , prymitywizm bezbożników. Antyklerykalną bogatą bananową młodzież (po zabiegu lobotomii dokonanym przez kawiorową lewice) która bezkrytycznie wierzy w przekazy medialne i manifestuje irracjonalny optymizm. Eskalacje nienawiści ze strony antykatolickiego nihilistycznego motłochu, pijanego alkoholem i swoją nienawiścią. Przemoc bezbożników, nihilizm, agresje, upajanie agresją i profanacje.
Ten przygnębiający obraz współczesnej Polski wzmacnia genialna scena. Grupa młodych mężczyzn oklaskuje policje usuwającą protestujących. Zdawało by się młodzi antyklerykałowie napędzani swoją nienawiści. Kolejny kadr ukazuje jak ci młodzi panowie przechodzą przez blokady policyjne i wsiadają do nieoznakowanych samochodów stojących na odgrodzonym od ludzi parkingu dla policyjnych samochodów. Spontaniczny aplauz dla usuwania „krzyża” okazuje się być teatrem w godzinach służby (nie ma się czemu dziwić fajniejsze to od łapania bandytów).
Oglądając film uczestnik Marszu Niepodległości dopiero widzi siłę środowisk narodowych. Te kilkadziesiąt tysięcy młodych mężczyzn, zdyscyplinowanych, sprawnie posługujących się nowoczesnymi technologiami, zdolnych do mobilizacji (bez kasy jaką dysponuje PIS), konsekwentnych intelektualnie. Na tle nich obrońcy „krzyża” są zagubieni. Z jednej strony trafnie analizujący rzeczywistość III RP, z drugiej irracjonalnie wierzący że Lech Kaczyński i jego formacja są niepodległościowe i katolickie.
Jedynym minusem filmu jest to że nie oddaje on całej sytuacji. Autorzy trafnie ukazali laicki rynsztok (którego istnienie media skrzętnie ukrywały). Jednak wykreowali niepełny obraz obrońców. Zabrakło relacji z dnia kiedy nocny laicki motłoch znikał.
W sierpniowe dni starałem się iść i wracać z pracy tak by po drodze poobserwować obrońców koczujących przed Pałacem Namiestnikowskim. Moim celem było napisanie relacje z wydarzeń. Z zasady nie ufam mediom, sam staram się dociekać prawdy. Z doświadczenia wiem, że więcej można się dowiedzieć samemu niż będąc biernym konsumentem medialnej papki (która obrońców "krzyża" przedstawiała byli jako przedstawiciele katolicyzmu i nacjonalizmu).
Chciałem dowiedzieć się co jest naprawdę celem samozwańczych obrońców "krzyża". Na moje pytania odpowiadał pan robiący wrażenie lidera samozwańczych obrońców. Lider siedział prawie w centrum zbiegowiska otoczony wianuszkiem. Rola lidera sprawiała że był zirytowany gdy stojące wokół emerytki wchodziły mu w słowo. Pan nie będący stereotypem nobliwego emeryty odpowiadając na moje pytania wykazywał elokwencje i sprecyzowane poglądy. Bez problemu rozumiał moje pytania.
Po pierwsze chciałem się dowiedzieć od niego czego symbolem jest wzięty w obronę "krzyż". „Krzyż” był dla obrońców przede wszystkim jest symbolem 96 ofiar (jak zadeklarowali obrońcy „krzyża” kolektywnie odpowiadający na moje pytania wraz ze swoim liderem). Po drugie symbolem katastrofy. Po trzecie symbolem takich wartości jak wolność i równość. Po czwarte (przy czym hierarchia nie była przypadkowa) chrześcijaństwa rozumianego jako miłość i pojednanie. Sam "krzyż" nie jest dla obrońców ważny, ważne jest upamiętnienie ofiar, dla tego bez wahania krzyż dali by zastąpć pomnikiem lub tablicą.
Obrońcy szczególnie domagali się się upamiętnienia prezydenta Kaczyńskiego. Gdy pytałem czy nie przeszkadza im poparcie prezydenta Kaczyńskiego dla Traktatu Lizbońskiego deklarowali, że Kaczyński był zmuszony do podpisu okolicznościami, a sam Traktat przyniósł Polsce ogromne dotacje z UE.
Z racji tego że intrygował mnie symbol (krzyż) wykorzystywany przez obrońców zadałem im klika pytań dotyczących zagadnień niezwykle ważnych dla katolików. Okazało się że obrońcy są przeciw zakazowi zapłodnień in vitro, przeciw zakazowi aborcji. Takie deklaracje nie budziły protesty obrońców obwieszonych różańcami i krzyżami.
Dopiero kiedy zapytałem się o stosunek obrońców do pani poseł Kluzik Rostkowskiej (która poparła ustawę zakazującą karania dzieci) jeden z młodszych obrońców się zdenerwował i kategorycznie zabronił mi zadawania pytań. Moi rozmówcy karnie zamilkli. Młodszy od emerytów obrońca zaczął krzyczeć że jestem prowokatorem, a sprawy krzyża nie wolno mieszać z in vitro. Obrońcy zadeklarowali że pytania o aborcję i in vitro są sprzeczne z ich protestem. Udało mi się jeszcze dowiedzieć od emerytek uczestniczących w rozmowie, że nie są związane z żadnymi ruchami w kościele, ale za to były ma pielgrzymkach w Medjugorie.
Wbrew propagandzie środowiska Gazety Wyborczej obrońcy okazywali się być zwolennikami integracji z UE, zwolennikami aborcji i in vitro, wykorzenionymi z katolicyzmu. Krzyże, modlitwy i różańce w ich rękach były tylko scenografią podkreślająca nastrój protestu. Obrońcy bez skrępowania deklarowali poglądy sprzeczne z katolicyzmem. Dekorację religijną wykorzystywali instrumentalnie.
Przedstawiciele jednego z klubów tygodnika związanego z PiS deklarowali że bronią miejsca, które jest symbolem pamięci o wydarzeniach. Wspominali też listę polskich prezydentów zabitych w zamachach (Narutowicza, Bieruta i Kaczyńskiego). Deklarowali chęć upamiętnienia wszystkich ofiar. Na pytania o aborcje i in vitro reagował z niechęcią. Kłócili się między sobą kto i co może mówić. Jeden z młodszych obrońców zirytowany moimi pytaniami usiłował mnie pobić (niektórzy obrońcy wykazywali niezdrową agresje i pobudzenie, mieli problemy z werbalizacja swojej niechęci).
Pod Pałacem Namiestnikowskim spotkałem także innych obrońców krzyża. Jednym z nich była niezwykle energiczna, wesoła i atrakcyjna wymieniona w przez dokumentalistów Agnieszka Żurek. Ich poglądy poznałem dopiero z filmu Pospieszalskiego i Stankiewicz.
Kilkaset metrów dalej spotkałem pielgrzymów ruszających na Jasną Górę. Szokująco kontrastujących z obrońcami. Od pielgrzymów biła jakaś jasność i żywotność. Od obrońców jakiś mrok. Z filmu „Krzyż” widać jednak że te odcienie mroku miały różną intensywność. Za dnia raziło mnie to chorobliwe zagubienie obrońców. Nie byłem jednak świadom nocy, kiedy szlam wylewał się z rynsztoka, i Krakowskie Przedmieście stawało się dużo mroczniejsze.
Jan Bodakowski

http://www.youtube.com/watch?v=LOpyFLigFkg&feature=player_embedded
Sunday,11 December 2011,22:16
Kategoria: Polska Sunday, 11 December 2011, 22:16
Jan Bodakowski
Fotorelacja z Marszu Niepodległości
Na Marsz Niepodległości poszedłem przestraszony. Udzieliła mi się medialna histeria (warto pamiętać że współczesne wiadomości to dział rozrywki nie informacji – celem nie jest dostarczanie rzetelnej informacji, tylko przyciąganie uwagi widzów odbiorców reklam- a najlepiej przyciąga się widzów strasząc ich). Czekam tylko kiedy coś się stanie, ktoś mnie zamorduje albo dosięgnie mnie kula snajpera. Nic takiego się jednak nie stało.
Marszałkowska od Ronda Dmowskiego w kierunku placu Konstytucji była zamknięta. Gdy dochodziłem do ulicy przed placem Konstytucji. Minęłam kilka samochodów policji, w tym jedną polewaczkę i samochód z działkiem ultradźwiękowym (którego policja nie może legalnie używać).
Przeszedłem koło małego oddział prewencji i wpadam w sam środek lewicowej blokady.
Taka sytuacja była albo spowodowana totalną amatorszczyzną w policji, albo specjalnie nie było kordonu by idący na Marsz natykali się na lewaków, i doszło do zamieszek. Dopytywałem się policjanta jak dojść do Marszu omijając lewaków. Policjant stwierdził że trzeba obejść na około. Więc z Marszałkowskiej skręciłem w Wilczą, potem w Poznańską, Lwowską, Nowowiejską, Waryńskiego i MDM. Kolejne wejścia na plac były po blokowane przez odziały prewencji, pomimo absurdalności blokad wszyscy szli karnie na przez pół dzielnicy by dojść na plac Konstytucji od przeciwnej strony.
Po drodze na Waryńskiego minąłem kilkusetosobowy fan klub Janusza Korwin Mikke (ilość ludzi po klęsce wyborczej mnie zaskoczyła). Wszyscy mieli szaliki klubowe z logiem Nowej Prawicy i rocznicowym napisem Marsz Niepodległości.
Na placu Konstytucji tysiące ludzi. Mało transparentów, tysiące biało czerwonych flag. Właściwie sami młodzi mężczyźni. Organizacja marszu fatalna. Nagłośnie nie działało. Porządkowych nie było (to nie co za czasów). Dostrzegłem posła PIS Artura Górskiego, działaczy Prawicy RP w tym Krzysztofa Kawęckiego, byłego posła LPR Dariusz Grabowskiego, prezes związku Piłsudczyków Jan Kasprzyk.
Kiedy pochód rusza z placu Konstytucji w kierunku Politechniki coś dymić na końcu pochodu od ulicy Pięknej. Idący w pochodzie tego nie zauważyli albo dym nie wzbudził zainteresowania uczestników. Po powrocie do domu dowiedziałem się ze miały miejsce jakieś zamieszki. Stałem z pięćdziesiąt metrów od zamieszek i podobnie jak uczestnicy Marszu nie odnosiłem wrażenia że coś się tam niedobrego dzieje.
W telewizji pokazywano zdjęcia jak z działań wojennych. Muszę dodać, że gdy przed wyruszeniem z placu Konstytucji biegałem po całym placu i robiłem fotki, zdziwiło mnie że plac Konstytucji jest taki rozbebeszony, w kilku miejscach były jakiś nie dokończony remont nawierzchni (składającej się z kostki brukowej). Tak jakby ktoś specjalnie nie dokończył remontu chodnika w centrum miasta by prowokatorzy mieli skąd brać kostkę. W najlepszym przypadku ludzie mający dbać o za bezpieczeństwo w Warszawie nie zadbali by po placu nie walała się kostka.
Wśród uczestników dostrzegłem: kilka zorganizowanych grup mi nie znanych, działacze ONR, konserwatywni liberałowie z Kolibra, Niezależne Stronnictwo Akademickie, Oazowcy, Obóz Wielkiej Polski, Młodzież Wszechpolska, Towarzystwo Gimnastyczne Sokół, Grupa Rekonstrukcyjna NSZ, Solidarność Walczącą z Kornelem Morawieckim, neopogański Niklot, Liga Obrony Suwerenności, antykomunistów, Zjednoczony Ursynów. Solidarnych 2010. Krajowe Porozumienie Samorządowe.
Na marszu było bardzo spokojnie. Ludzie byli życzliwi. Trasa kilku godzinnego przemarszu, podczas którego w ogóle nie widać było policji, prócz samochodu na czele pochodu, biegła: z placu Konstytucji, Waryńskiego, koło stacji metra Politechnika, do ronda Jazdy Polskiej, Puławską, Spacerową, Belwederską, koło ambasady rosyjskiej, Belwederu, Łazienek, alejami Ujazdowskimi, koło Kancelarii Premiera, na plac Na Rozdrożu. W trakcie przemarszu nie było żadnych ekscesów. Wszyscy zachowywali się wzorowo.
Dziwnie zaczyna być pod pomnikiem Dmowskiego. Maszerujących bardzo rozbawiają policjantki z prewencji. Śliczne panie po metr 160 ubrane w za duże zbroje (w sam raz dla ich 2 metrowych kolegów). Z daleka wyglądają na tle swoich kolegów jak dzieci. Dodatkowo odziały prewencji bezsensu i historycznie biegają po placu, drobne policjantki zakute w zbroje dla nich za ciężkie nie nadążają za kolegami. Za oddziałami truchta kilku kibiców, uczestnicy Marszu ze śmiechem komentowali ze to grupie fanklub prewencji.
Kiedy opuszczam plac Na Rozdrożu (idąc w kierunku placu Trzech Krzyży) dostrzegłem przez kilka sekund kolejną dziwną scenę. Tłumek policjantów najpierw otoczył samochód TVN stojący w oddaleniu od zgromadzenia (za dużym kwietnikiem, nad aleją Armii Ludowej) a potem nagle się wycofał. Z krzaków od strony Parku Ujazdowskiego wybiegła zamaskowana osoba i zaczęła rozbijać szyby w samochodzie. Nie czekam na ciąg dalszy (spodziewaną przez mnie interwencje policji) i udałem się do domu. Alejami Ujazdowskimi wracało ze mną dużo ludzi, tak jak podczas całego marszu jest bardzo spokojnie. Po drodze mija mnie kolumna policyjnych samochodów oddalających się z plac Na Rozdrożu (gdzie jak dowiedziałem się z telewizji płoną samochód TVN).
Relacje telewizyjne i medialne były mistrzowską manipulacją. Media wbrew prawdzie wmawiały że za zamieszki odpowiadają uczestnicy Marszu. W rzeczywistości uczestnicy Marszu szli w nim, zachowywały się godnie i spokojnie. W zamieszkach brały udział osoby które nie wzięły udziału w Marszu tylko pozostały na placu Konstytucji. Nie wiem też co było przyczyną zamieszek. Film zrobiony przez portal Nowy Ekran, a dostępny w internecie, a ukazujący napad policjanta na przechodnia mający miejsce przed Marszem, nie pozwala mi spekulować że była to wina osób walczących z policją (choć i tego nie mogę wyskoczyć). Nie mniej działalności kilkudziesięciu osób walczących i nie biorących w Marszu nie można przypisywać kilkunastu tysiącom osób idących w Marszu. Celem osób biorących w Marszu było pokazanie siły i odpowiedzialności środowisk biorących udział w Marszu (w rzeczywistości to się udało). Skojarzenie środowisk biorących udział w Marszu z zamieszkami było tylko na rękę lewicy. Jak nie wiadomo o co chodzi, warto zastanowić się kto na zamieszkach skorzystał, kto miał motyw.
Jan Bodakowski
W relacji zachowałem chronologiczną zgodność wydarzeń.
Tuesday,10 May 2011,21:07
Kategoria: Polska Tuesday, 10 May 2011, 21:07
Jan Bodakowski
Obietnice wyborcze PO w „wyborach” 2011
Od wielu lat kolekcjonuje materiały propagandowe polskich partii politycznych. Najwięcej eksponatów do mojej kolekcji zdobywam w czasie kampanii wyborczej. Jednymi z ciekawych artefaktów są programy wyborcze. Zaletą programów wyborczych jest to że nikt ich nie czyta – w związku z czym politycy zazwyczaj szczerze w nich piszą o swoich planach. Ich szczerość powodowana jest zapewne też tym, że wierzą w słuszność swoich planów. Cztery lata temu przybliżyłem czytelnikom ówczesny program Platformy Obywatelskiej. Wbrew wrzawie medialnej PO w swoim programie jednoznacznie deklarowała trwanie przy euro lewicowej rzeczywistości Unii Europejskiej.
Tegoroczny „Następny krok. Razem. Program wyborczy 2011. Platforma Obywatelska” jest również zachowawczym planem trwania w lewicowej rzeczywistości Unii Europejskiej. Z jego zdobyciem w wersji papierowej miałem pewne problemy (przy wersji papierowej upierałem się, wiedząc że wersje cyfrowe są na bieżąco modyfikowane i w miarę potrzeby znikają jakby nigdy nie istniały). W warszawskiej i mazowieckiej siedzibie PO programu nie było, w siedzibie głównej był jeden egzemplarz. Pani z sekretariatu miała wątpliwości czy może go mi podarować. Żartem stwierdziłem „że jak go nie dostane to uwierzę Kaczyńskiemu że program PO nie istnieje”, ku mojemu zaskoczeniu żart okazał się skutecznym argumentem.
Program PO wydrukowany został dużą czcionką, z szerokimi marginesami i licznymi ilustracjami (kto nie miał weny twórczej przy pisaniu pracy zaliczeniowej ten wie o co chodzi). Program rozpoczyna wstęp podpisany przez Donalda Tuska. We wstępie obecny premier obiecuje że po ponownym przejęciu władzy PO: wynegocjuje 300 mld euro od Unii Europejskiej na lata 2014-2020 (w programie PO nie ma refleksji nad tym że koszty naszego członkostwa w Unii Europejskiej są większe od zysków), zaczną rosnąć pensje w budżetówce (nie ma refleksji nad przerostem administracji i jej zbytnią integracją w życie obywateli), przeznaczy zyski z łupków na emerytury (choć państwo polskie na wydobyciu łupków w Polsce będzie zarabiało na tle innych państw nędzne grosze). Premier obiecuje też że PO po powtórnej wygranej będzie wydawał jeszcze więcej niż dziś. PO po wygranej z pieniędzy podatników sfinansuje: 1000 świetlików (lokalnych centrów łączących biblioteki, przedszkola i pomieszczenia od organizacji poza rządowych), zajęcia kulturalne i zdrowotne dla emerytów, większe ulgi na trzecie i kolejne dziecko, centra nauki Kopernik w każdym mieście wojewódzkim, stypendia dla najlepszych maturzystów na pierwszym roku studiów. Po wygranej premiera Tuska PO: zlikwiduje formularz PIT (nie ujawnia jednak jak ma wyglądać rozliczanie się z urzędem skarbowym), jeżeli skończy się kryzys obniży VAT do 22%, wprowadzi ulgi podatkowe na fundusze emerytalne, wprowadzi szerokopasmowy internet w każdej gminie (konkretów jak ma to wyglądać w tekście programu nie ma), nowe fundusze emerytalne równoległe do NFZ, zlikwiduje przymus noszenia przez kierowców prawa jazdy i dowodu rejestracyjnego, ograniczy dostęp służb specjalnych do bilingów, skróci czas oczekiwania na pozwolenie na budowę (z 300 do 100 dni) i liczbę procedur z tym związanych z 30 do 15, o 33% skróci czas postępowania przed sądem, obniży deficyt budżetowy z 48% do 40%, równouprawni kobiety w miejscu pracy.
Po wstępie Donalda Tuska czytelnik programu PO znajdzie omówienie poszczególnych zagadnień. Na każde zagadnienie składa się opis osiągnięć rządu PO i obietnice PO które partia Donalda Tuska zamierza zrealizować po wygranych wyborach.
W polityce oświatowej PO planuje:e podręczniki, przymusowe szkolnictwo dla coraz mniejszych dzieci, integracje żłóbków i przedszkoli, subwencje dla przedszkoli, wyposażenie placów zabaw w instalacje naukowe, nowe programy nauczania (jedna z wielu enigmatycznych zapowiedzi wolnych od konkretów), doradztwo zawodowe w gimnazjach, rozwój szkół zawodowych, wprowadzenie filozofii jako przedmiotu w liceach, rozwój zajęć dodatkowych w szkołach, współprace szkół z organizacjami poza rządowymi, małe obserwatoria astronomiczne przy szkołach, centra nauki Kopernik w miastach wojewódzkich, ułatwienia w dostępie do szkół dla niepełnosprawnych, zakaz sprzedaży niezdrowej żywności w szkołach, zwiększenie dostępności bezpłatnych obiadów w szkołach (w tym i wielu innych obietnicach powtarza się formuła wspierania jakiegoś zjawiska, które nie jest zapewnieniem udostępnienia wszystkim potrzebującym jakiegoś dobra).
W części programu dotyczącej szkolnictwa wyższego PO obiecuje: stypendia naukowe dla najlepszych maturzystów na pierwszym roku studiów, ograniczenie części opłat na studiach, pomoc studentom w znajdowaniu pracy i tanich mieszkań do wynajęcia, sfinansowanie fundacji płacącej stażystom w prywatnych firmach (czyli sfinansowanie korporacjom bezpłatnej siły roboczej), finansowanie udziału studentów w międzynarodowych konkursach, 100 stypendiów dla najwybitniejszych studentów, prawo studentów do wglądu do swoich prac, branie pod uwagę oceny studentów przy decydowaniu o zatrudnieniu wykładowców.
Partia Donalda Tuska w ramach polityki państwa względem nauki obiecuje: wyłonienie 15 Krajowych Naukowych Ośrodków Wiodących które będą dostawać najwięcej środków, podwyżkę pensji wykładowców, zwiększenie środków na naukę, finansowanie przedsiębiorstw innowacyjnych i prac badawczych w przedsiębiorstwach prywatnych, powstanie Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości, zamrożenie podatków od praw autorskich do czasu osiągnięcia zysków, finansowanie staży za granicą (czyli sfinansowanie zagranicznym korporacjom bezpłatnej siły roboczej), stworzenie punktu doradztwa dla naukowców, wynalazców i przedsiębiorców, granty dla placówek badawczych, możliwość komercjalizacji usług dla laboratoriów sfinansowanych z euro środków, zabiegi na forum UE mające na celu zbudowanie w Polsce jakiegoś unijnego ośrodka badawczego, powstanie nowej instytucji finansującej naukę.
W sferze kultury PO obiecuje: wzrost wydatków na kulturę, rozwój bibliotek, dalszą cyfryzacje zasobów archiwalnych, zapewnienie powszechnego dostępu do internetu, zintegrowanie systemu informatycznego administracji, szkolenia z obsługi komputerów dla emerytów, naziemną telewizje cyfrową, „zmniejszenie barier (…) utrudniających sprzedaż towarów i świadczenie usług drogą elektroniczną, możliwość kontaktu z urzędem przez internet. Niezwykle złowieszczo w czasie gdy PO ogranicza ustawowo dostęp do informacji publicznej zapowiedź partii rządzącej że „będziemy kontynuować prace nad zmianami prawnymi umożliwiającymi pełny i otwarty dostęp informacji publicznej”.
PO w swoim programie zapowiada szereg reform politycznych. Likwidacje senatu, jednomandatowe okręgi wyborcze do sejmu, tworzenie fundacji w celu rozwoju kapitału społecznego (jest to jeden z wielu pomysłów w programie PO opisujących drogi transferu środków publicznych do kieszeni osób prywatnych), 1000 świetlików (pomieszczenia dla organizacji poza rządowych, prostszą księgowość dla organizacji poza rządowych, lekcje z edukacji obywatelskiej w szkołach, prace społeczne dla uczniów, konsultacje internetowe urzędów z obywatelami, publikacje wyników głosowań w samorządzie na stronach internetowych, propagandę na rzecz frekwencji wyborczej, ograniczenie wydatków partii na propagandę, ograniczenie immunitetu poselskiego.
W polityce energetycznej PO zapowiada: dokończenie budowy gazoportu w Świnoujściu, rozbudowa magazynów gazu i sieci przesyłowych, rozwój wydobycia gazu łupkowego i przeznaczanie zysków z łupków na przyszłe emerytury, zwiększenie efektywności elektrowni, zdywersyfikowanie źródeł energii, rozwój technik energooszczędnych, połączenia gazowe z Czechami, Słowacją i Litwą, rozwój małych ekologicznych elektrowni, ochronę środowiska.
Platforma Obywatelska, po ponownym przejęciu władzy, w polityce obronnej zapowiada: nowy system dowodzenia, poprawę funkcjonowania systemów informatycznych w armii, zakończenie agresji na Afganistan, rozwój współpracy obronnej z Unia Europejską.
Pisząc o swoich planach w polityce zagranicznej PO uczciwie stwierdza że „na forum Unii podejmowane są decyzje dotyczące 2/3 obowiązującego w nas prawa” (co oznacza że niepodległej i suwerennej Polski już nie ma). W polityce zagranicznej PO planuje: wynegocjowanie korzystnego dla Polski budżetu Unii Europejskiej na lata 2014-2020, równouprawnienie polskich rolników w wspólnej polityce rolnej (w programie PO nie ma refleksji nad sensownością wspólnotowej polityki rolnej). PO stwierdza że „po pełnej implementacji (…) Traktatu Lizbońskiego zbudowane zostaną zręby wspólnego zarządzania gospodarką” (celem PO jest pełna integracja z Unią Europejską, trwanie Polski w Unii Europejskiej jest dla PO bezdyskusyjne i całkowicie pozytywne). PO planuje też: utworzenie jednolitego rynku w Unii Europejskiej, rozszerzenie Unii Europejskiej na Bałkany, wsparcie europejskich ambicji krajów takich jak „Ukraina, Mołdawia czy państwa Kaukazu Północnego”.
W polityce prorodzinnej PO planuje: o ile nie będzie nadmiernego deficytu wprowadzenie ulgi rodzinnej na trzecie i kolejne dziecko, rozwój żłobków i przedszkoli (w programie PO nie ma refleksji nad szkodliwością separacji dziecka od matki), takie same dotacje do przedszkoli publicznych i prywatnych, obowiązek otwierania przedszkoli od godziny 6.00 do 18.00 przez 12 miesięcy w roku, stworzenie punktu przedszkolnego w każdej dużej uczelni, wsparcie dla OPR walczących z otyłością, promowanie edukacji seniorów, symbolicznie odpłatne wejścia do instytucji kultury dla seniorów w jednym dniu w miesiącu, przeznaczenie dochodów z gazu łupkowego na emerytury, przeznaczyć większe środki na pomoc niepełnosprawnym i rehabilitacje.
W polityce ochrony zdrowia PO obiecuje że: obiecuje że umożliwi powstanie konkurencyjnych wobec Narodowego Funduszu Zdrowia funduszy zdrowia (obywatele zyskają możliwość decydowania kto będzie im odbierał pieniądze), większe wydatki na ochronę zdrowia, łatwiejszą możliwość uzyskania odszkodowania od lekarzy. PO deklaruje że: „W 2014 zakończymy prace nad pełną informatyzacją służby zdrowia. Wprowadzimy rachunkowość w szpitalach” (co oznacza że do dnia dzisiejszego rachunkowość w szpitalach jest nie znana). W swoim programie PO deklaruje też że: rejestracja, wgląd do danych medycznych i recepty będą dla pacjentów dostępne przez internet, obniżkę cen leków refundowanych, unormowanie badań klinicznych (dziś widać jest to proceder nie unormowany), refundacje zestawów dla cukrzyków do 26 roku życia, doprowadzenie „do uznania przez kraje Unii Europejskiej kwalifikacji polskich pielęgniarek”.
W polityce państwa dotyczącej sportu PO deklaruje: budowę hal sportowych, wsparcie finansowe dla nowych klubów sportowych i organizacji poza rządowych działających na rzecz sportu(kolejny transfer pieniędzy odebranych podatnikom do kieszeni prywatnych).
Platforma Obywatelska w swoim programie obiecuje też zmiany w wymiarze sprawiedliwości. Postępowania sądowe będą krótsze o 30%. Stworzona zostanie baza danych pełnomocników zawodowych. Wprowadzony zostanie bankowy tytuł egzekucyjny, możliwość składania pism procesowych przez internet, System Dozoru Elektronicznego, nauka prawa w szkołach, nieodpłatne odpracowywanie kary przez więźniów podczas odbywania kary. Uproszczone zostaną przepisy prawa upadłościowego. Zapewniony zostanie szerszy dostęp do zawodów prawniczych. Ograniczony zostanie dostęp służb do bilingów.
W dziedzinie administracji PO obiecuje: ograniczenie tworzenia nowych przepisów, wprowadzenie dyrektyw Unii Europejskiej bez dodatkowych bardziej represywnych krajowych przepisów, zasadę że nowe ustawy mają opisywać jak problemy których dotyczy ustawa są rozwiązywane w innych krajach, nowy urząd zbierający skargi na biurokracje. W ramach uproszczenia i likwidacji przepisów krępujących wolność gospodarczą PO planuje: skrócenie okresu czekania na pozwolenie na budowę (z 300 na 100 dni, i zmniejszenie liczby procedur z tym związanych z 30 na 16), zniesienie barier w dostępie do połowy spośród dotychczas zamkniętych zawodów (niestety PO nie wyjawiło o jakie to zawody chodzi), integracje systemów informatycznych biurokracji by było mniej procedur przy rejestracji firmy, redukcje liczby instytucji kontrolnych, uproszczenie procedur w sondach administracyjnych, możliwość jazdy samochodem bez posiadania przy sobie prawa jazdy i dowodu rejestracyjnego, elektroniczny dowód osobisty, przesyłanie paszportów do domu lub ich odbiór na poczcie, wykorzystanie internetu do dyskusji społecznych nad działaniami rządu.
W polityce podatkowej PO zamierza: w 2014 obniżkę VAT, zniesienie deklaracji VAT, wprowadzenie listów informacyjnych wysłanych przez Urzędy Skarbowe podatnikom.
Niewątpliwie w polityce transportowej PO nie będzie powtarzać działań faszystów czy nazistów. PO zamierza do 2015 wybudować cztery autostrady (A1, A2, A4 i A8), zmodernizowanie kolej (w tym 200 dworców), prywatyzacje kilku spółek PKP (Cargo, Telekomunikacji Kolejowej, Energetyki, Intercity i PKL), modernizacje lotnisk i wprowadzenie nowych kredytów na mieszkania).
Pod rządami PO polityka gospodarcza rządu doprowadzić ma do: redukcji zadłużenia z 53% do 48%, zapożyczenie się w Międzynarodowym Fundusz Walutowym, wprowadzenia nowej opłaty płaconej przez banki, wzrostu płac w budżetówce, reformy emerytur mundurowych, równouprawnienia kobiet w pracy, utrzymania przymusu płacenia do NFZ, otwarcia dostępu do zawodów i prywatyzacji.
W rolnictwie PO planuje (zgrabnie wykorzystując frazesy i nie zdradzając konkretów): wsparcie dla rolnictwa, wprowadzenie 100% euro dopłat do rolnictwa, zapewnienie młodzieży wiejskiej dostępu do edukacji, promowanie komputerów wśród mieszkańców wsi.
W polityce ochrony środowiska PO planuje: stworzenie w Polsce stref wolnych od GMO, zwiększenie areałów lasów, dotacje dla ekologicznych organizacji poza rządowych.
Jan Bodakowski
Saturday,09 April 2011,12:57
Kategoria: Polska Saturday, 09 April 2011, 12:57
Jan Bodakowski
Michalkiewicz o Polsce w UE, PO, PIS, żydach i III RP
Wydawca tygodnika „Najwyższy Czas” wydawnictwo 3S Media opublikowało kolejny tom wywiadu rzeki jaki przeprowadził redaktor tygodnika Tomasz Sommer z znanym prawicowym publicystą Stanisławem Michalkiewiczem. Michalkiewicz i tym razem nie zawiódł swoich miłośników łamiąc wielokrotnie tabu politycznej poprawności, celnie wskazując związki przyczynowo skutkowe w współczesnej Polityce.
PO
Stanisław Michalkiewicz w wywiadzie dla Sommera stwierdził że PO w nieprzyzwoity sposób manifestuje swoje oddania Rosji i postkomunistom. A premier Tusk i prezydent Komorowski to figuranci postkomunistycznych służb specjalnych. Tuska, publicysta oskarżył o zadłużenie Polskę już na ponad 400 miliardów złotych.
PIS
Równie krytyczny był Michalkiewicz wobec PIS. Jednak za chwalenie Gierka przez Kaczyńskiego obwinił działaczy PJN [tym samym ignorując skandaliczną treść samej wypowiedzi, oraz to że Kaczyński jest dorosłym odpowiedzialnym człowiekiem – JB]. Według publicysty Kaczyński bez żadnych korzyści dla Polski realizował politykę USA (politykę wszczynania konfliktu UE z Rosją), za co był zwalczany przez agenturę niemiecką i rosyjską. Celem Jarosława Kaczyńskiego nie była i nie jest władza (możliwość dokonania zmian w Polsce), ale korzyści z bycia w opozycji. PIS nie miał pomysłu na Polskę, i jest partią ludzi niezbyt intelektualnie zaradnych.
Według publicysty PIS tylko gra role obrońcy Polski. W rzeczywistości PIS zawsze popierał politykę UE. Patriotyczna retoryka PIS jest „obliczona na uwiedzenie „patriotycznie nastawionych naiwniaków”. Zdaniem Michalkiewicza Jarosław Kaczyński manipuluje emocjami swoich wyborców, medialnie walczy z PO, nie dla dobra Polski, ale by dorwać się do profitów płynących z obecności na scenie politycznej. Jarosław Kaczyński podzielił Polskę na swoich zwolenników i przeciwników. Taki podział jest wygodny dla rzeczywistych (obcych i antypolskich) władz ziem polskich, bo angażuje siły Polaków w bezsensowne kłótnie, a nie w rozwiązywanie rzeczywistych problemów.
Traktat Lizboński, UE
Według Stanisława Michalkiewicza, Traktat Lizboński zlikwidował niepodległość i suwerenność Polski. W swoich rozważaniach o UE publicysta przytoczył czytelnikom całą historie rozbiorów w Polsce, polityki państw zaborczych, upadku Polski. Historie bieżną z sytuacją współczesnej Polski.
Zdaniem publicysty w wyniku integracji z UE Polska zrzekła się swojej suwerenności na rzecz UE. Było to w interesie Niemiec i Rosji, bo niepodległość Polski jest sprzeczna z interesami Berlina i Moskwy. UE Michalkiewicz uznał za instrument „niemieckiej hegemoni w Europie”. Końcem UE będzie, zdaniem publicysty, dzień w którym Berlin uzna że UE nie służy interesom niemieckim. PO, PIS, SLD i PSL poparły integracje z UE w 2003 roku, a w 2008 Traktat Lizboński (stosunki dyplomatyczne z Wspólnotami Europejskimi nawiązał w 1988 PRL). Współcześnie polski parlament służy tylko do wdrażania szkodliwych dla Polski euro przepisów. UE zyskała na integracji rezerwuar taniej siły roboczej zbieżnej kulturowo. Polska by skorzystać z euro funduszy zadłuża się na niewyobrażalną skalę.
Zdaniem publicysty UE wprowadza coraz większa cenzurę, pacyfikując prawicowe wypowiedzi, tworząc aparat terroru z lokalnych sił bezpieczeństwa. Jednym z instrumentów tresury są oskarżenia o homofobie, mające na celu wychowanie Europejczyków tak by nie wpadli na pomysł sprzeciwienia się władzy. Dodatkowo wynarodowieni Europejczycy nie tworzą wspólnoty. Ustrój UE zainspirował po 1968 roku komunizm sowiecki (w swym wywiadzie Michalkiewicz dokładnie opisał przebieg i konsekwencje rewolucji 1968).
Publicysta ubolewał na tym że Polska została pozbawiona realnej możliwości secesji z UE. By odzyskać niepodległość Polska musiała by uzyskać zgodę wszystkich państwa UE na secesje (państwa te nie musiały by dać takiej zgody). Po czym, Polska musiała by uzyskać zgodę Rady Europejskiej i Parlamentu Europejskiego na secesje (ani Rada, ani Parlament nie musiał by dać takiej zgody). Przez dwa lata czekać na uprawomocnienie się zgody by udowodnić że zachowana została w Polsce demokracja (UE mogłaby uznać że zmiany polityczne w Polsce i wola Polaków nie są zgodne z tym co UE uznaje za demokracje). Dodatkowo każdy członek UE musi powstrzymywać się od działań sprzecznych z celami UE (czyli z pomysłami różnych lewaków). Według Michalkiewicza polska próba secesji zakończyła by się zajęciem Polski przez armie UE i okupacją.
Smoleńsk
Stanisław Michalkiewicz dopuścił możliwość przeprowadzenia zamachu w Smoleńsku. Dostrzegł skandaliczne zaniedbania PO, które miały na celu przeszkodzenie w wizycie Kaczyńskiego. Jako klasyk politycznej niepoprawności uznał niektórym z ofiar „jako wybitnym szkodnikom, słusznie się” śmierć należała. Według publicysty Rosja nie miała powodów by zabijać Kaczyńskiego. Taki powód miało środowisko WSI (Kaczyński ukrywał wiedzę na temat tego środowiska, akta które po zamachu przejął Komorowski).
III RP
W swym wywiadzie dla Sommera, Michalkiewicz stwierdził że problemem Polski „jest to, że ci, którzy tutaj rządzą, nie mają na celu dobra tego państwa, tylko zachowują się wobec niego jak okupanci i to w dodatku tacy, którzy nie są pewni trwałości okupacji. Dlatego prowadzą gospodarkę rabunkową, wysługując się państwom ościennym”.
Według publicysty o losie III RP decydują obce siły, Polakami manipulują agenci. Na przykład „obrońcami krzyża” manipulowało środowisko WSI które chciało wywołać konflikt PIS z episkopatem. Podobnie „przeciwników” organizowało środowisko WSI.
Zdaniem Michalkiewicza Niemcy i Rosja chcą by Polska była buforem między nimi. By była zarządzana w ich interesie przez żydów. Dlatego też aspiracje niepodległościowe Polaków przedstawia się jako antysemityzm. By społeczność międzynarodowa kupiła taką propagandę prowadzona jest globalna antypolska kampania. Zdaniem publicysty o tym kto rządzi w Polsce decyduje UE czyli Niemcy.
Gospodarka
Według publicysty system gospodarczy III RP to kapitalizm kompradorski. System który „dławi nasz naród, bezpowrotnie marnując jego siły życiowe”. W celu uzdrowienia sytuacji gospodarczej należy przywrócić Polakom „władzę nad bogactwem, jakie wytwarzają i przestać blokować narodowy potencjał gospodarczy”. Energie Polaków blokuje postkomunistyczna bezpieka czerpiąca zyski z patologicznego systemu.
Żydzi
Zdaniem Stanisława Michalkiewicza, to co jest nazywane antysemityzmem, jest w rzeczywistości rozpoznaniem interesu polskiego. Interesu odmiennego od celów żydowskich. Po odebraniu terenów niemieckich przez Niemcy, kadłubowymi ziemiami polskimi będą rządzić żydzi w interesie niemieckim. Żydzi swoją dominacje w Polsce oprą na migrantach żydowskich z Izraela. Ten plan miał być zrealizowany na ziemiach polskich podczas I wojny światowej w postaci Judeopoloni. Już dziś niewielka społeczność żydowska skutecznie tresuje Polaków. Po 20 latach ta tresura skutecznie wyuczyła Polaków do posłuszeństwa żydom. W tresowaniu Polaków swoją role odegrała „firmowana przez Adama Michnika żydowska gazeta dla Polaków”. Dzięki treningowi Polacy akceptują wszelkie oskarżenia o antysemityzm. Po przybyciu migrantów z Izraela i przejęciu przez nich polskiego majątku wartego 65 miliardów dolarów (tak jak to planują organizacje żydowskie) społeczność żydowska będzie miała pełnie władzy w Polsce. Wszelkie odruchy narodowowyzwoleńcze Polaków będą skutecznie łamane przez (przy akceptacji społeczności międzynarodowej) pod hasłami walki z antysemityzmem. Polacy w tej konfrontacji zostali osamotnieni, zdaniem Michalkiewicza, przez elity i kościół. Niemcy, Rosja i żydzi dla swych planów kondominium polskiego znajdą poparcie polskojęzycznych karierowiczów chcących zawsze być przy władzy, polityków parlamentarnych partii liczących na kasę.
Michalkiewicz w swym wywiadzie uznał że „Europa przestała być chrześcijańska (…) bo została zarażona socjalizmem, który jest żydowską antyreligią”. Żydzi w socjalizmie są zorganizowani na fundamencie nacjonalizmu, podczas gdy Europejczykom odebrano prawo do takiej organizacji. Dlatego też żydzi stanowią „w socjalistycznych społecznościach jedyną naprawdę zorganizowaną grupę, rodzaj partii wewnętrznej. Stąd taka przewaga, takie znaczenie Żydów w społecznościach zainfekowanych socjalizmem”. Destrukcyjna rola żydów objawia się też, zdaniem publicysty, w laicyzowaniu przez żydów narodów, podczas gdy religia jest podstawą cywilizacji”.
Patrioci
Michalkiewicz nie miał też w swej wypowiedzi złudzeń co do ludzi medialnie kreowanych na przeciwników UE. Kazimierza Świtonia, Michalkiewicz, uznał za mitomana manipulowanego przez bezpiekę. Za podobnie zinfiltrowane przez bezpiekę, publicysta uznał i środowisko Kobylańskiego. Za przykład patologi politycznej dał osoby promujących Albina Siwaka. Zdaniem Michalkiewicza bezpieka sprawnie robi z narodowców błaznów. W Polsce nie ma prawdziwych narodowców, jedni są lojalni wobec Moskwy a drudzy wobec Watykanu [ta konstatacja Michalkiewicza była jedną z niewielu bardzo głupich opinii publicysty– JB].
Zdaniem publicysty zwolennicy niepodległości i suwerenności choć istnieją, nie mają znaczenia w polityce, bo żadne imperium nie ma interesu w niepodległości Polski.
Jan Bodakowski
okładka

Thursday,26 May 2011,19:56
Kategoria: Polska Thursday, 26 May 2011, 19:56
Jan Bodakowski
Studencka pikieta przeciw Michnikowi
W czwartek 26 mają 2011 w centrum Warszawie przed wejściem do stacji metra kilkunastu członków i sympatyków Niezależnego Stronnictwa Akademickiego demonstrowało przeciw kłamstwom kolportowanym przez środowisko gazety wyborczej.
Informacje o NSA można znaleźć na http://www.facebook.com/pages/Niezale%C5%BCne-Stronnictwo-Akademickie-NSA/158879207468685
http://www.propolonia.pl/cache/fotonews/147/852.jpg
http://www.propolonia.pl/cache/fotonews/147/853.jpg
http://www.propolonia.pl/cache/fotonews/147/854.jpg
http://www.propolonia.pl/cache/fotonews/147/855.jpg
http://www.propolonia.pl/cache/fotonews/147/856.jpg
O zarzutach stawianych gazecie wyborczej pisałem w kilku artykułach.
„Michnik na celowniku Antoniego Dudka” http://www.prawica.net/node/12328
„Michnik na celowniku Teresy Bochwic” http://www.prawica.net/node/12350
„Michnik na celowniku Bronisława Wildsteina” http://www.prawica.net/node/12372
„Michnik na celowniku profesora Jerzego Roberta Nowaka” http://www.prawica.net/node/12386
„Michnik na celowniku Antoniego Dudka” http://www.propolonia.pl/blog-read.php?bid=27&pid=480
„Michnik na celowniku publicystów „Najwyższego Czasu”” http://www.prawica.net/node/12418
„Michnik rozpoznany przez Teresę Bochwic” http://www.propolonia.pl/blog-read.php?bid=27&pid=487
„Michnik na celowniku Bronisława Wildsteina” http://www.propolonia.pl/blog-read.php?bid=27&pid=495
„Michnik na celowniku Jerzego Roberta Nowaka” http://www.propolonia.pl/blog-read.php?bid=27&pid=499
Jan Bodakowski
1
Saturday, 03 November 2012
Wednesday, 04 January 2012
Monday, 21 May 2012
Wednesday, 14 March 2012
Sunday, 25 March 2012
