
Friday,27 January 2012,19:13
Kategoria: Polityka Friday, 27 January 2012, 19:13
Pani Doda opuszcza kraj. To znaczy jeszcze nie wiadomo kiedy i dokąd się wybiera, ale jedno jest pewne: w tym ciemnogrodzie dłużej nie zamierza żyć. Bowiem w naszym polskim zaścianku jakaś sędzina fanatyczka, najprawdopodobniej katolicka, wymierza sprawiedliwośc i każe celebrytce płacić za obrazę uczuć religijnych. A pani Doda specjalnie religijna nie jest. I w Boga nawet nie wierzy. Wierzy tylko w to co jest, a zatem w dinozaury.
I kto wie, może z tym wyjazdem to wcale nie taki głupi pomysł. Zważywszy w szczególności na to, jakim nierządem ostatnimi czasy Polska stoi. A dość boleśnie i bezpardonowo przekonujemy się właśnie, czym grozi demokracja. Ta, za którą tak wszyscy chętnie daliby się pokroić. Że niby władza ludu i takie tam. Aż tu nagle przychodzi co do czego i lud nie ma nic do powiedzenia. Rząd i tak zrobi, co zechce, rzucając przy tym w eter stek bzdur, bo wie, że ciemny lub wszystko kupi, i szybko nieprawości zapomni. A w następnych wyborach poczciwy obywatel i tak zagłosuje, jak mu podyktują dziennikarze z TVN-u.
A z dziennikarzami też ostatnio ciekawa rzecz. Wszystko wiedzą, na wszystkim się znają, specami są, jak się okazuje w dziedzinach wszelkich. Pani Monika Jaruzelska w rozmowie z Tymochowiczem stwierdza bez dozy zwątpienia, iż Andrzej Lepper popełnił samobójstwo (a śledztwo, z tego co wiem, nadal w toku). Z kolei redaktor Miecugow w podsumowaniu wydarzeń roku 2011 powtarza jak mantrę, że to przecież oczywiste, że tragedii pod Smoleńskiem winni są polscy piloci i ich kardynalne błędy (a śledztwo, przypomnę, nadal w toku). Ciekawe też, że jak dziennikarz czegoś nie wie, to nie zawsze pyta. I tak na przykład u Tomasza Lisa gościł niedawno, w sprawie katastrofy smoleńskiej właśnie, płk Łukaszewicz. Gość zaprezentował zdjęcie wraku innego samolotu po zderzeniu z drzewem, próbując tym samym udowodnić, że podobne zderzenie jak najbardziej mogło być przyczyną i smoleńskiej tragedii. Tylko, na Boga, czemuż Lisu nie zapytał z jakim drzewem zderzył się samolot widoczny na zdjęciu przyniesionym przez pułkownika? Znawcą nie jestem, ale chyba jest różnica między stuletnim na przykład dębem, a rozdygotaną na wietrze brzozą?!
Zresztą pan Lis i pan Miecugow podostarczali nam ostatnio więcej rozrywek. I nawet nie mam na myśli słynnej już niedyspozycji redaktora Miecugowa w studiu TVN, ale dość intrygujące jest to, co wydarzyło się później. Otóż tonącemu Miecugowu brzytwę postanowił szlachetnie podać Tomasz Lis we własnej osobie. Zrobił zatem pana Grzegorza gwiazdą jednego ze swoich numerów „Wprost”. I nawet łezka mi się w oku zakręciła, bo się okazało, iż tvnowski redaktor wyszedł o własnych siłach z wielu nałogów (i zapewniam, że nie wymienił wśród nich alkoholizmu). A na dodatek cierpi biedaczyna na depresję ciężką i przedawkował antydepresanty, co poskutkowało bełkotliwą mową na antenie, ale umysł nasz bohater, jak sam zapewnia, miał wówczas zupełnie jasny. Spieszę jednak z zapewnieniem: Panie Miecugowu! Umysł Pana zwykle nie jest jasny, za to mowa zawsze bełkotliwa. Choć może rzeczywiście nie do tego stopnia. No i chyba wolelibyśmy już usłyszeć, że Pan się jednak upił. Nawet, jeśli to nieprawda. Brzmi jednak zdecydowanie bardziej prawdopodobnie.
Tak sobie patrząc na nasz rząd i nierząd, rozumiem poniekąd tęsknoty pani Dody za opuszczeniem kraju. Patriotyzm to miłość, która powinna być realizowana w sposób szczególnie mądry. I o dziwo, pani Doda również to wie. Jest zdania, że jak ojczyzna w potrzebie, to trzeba wracać i bić wroga. Gorzej, jeśli wróg już od dawna rozgoszczony w stolicy. Na Wiertniczej, Woroniczej oraz na Wiejskiej.
Sunday,18 December 2011,11:52
Kategoria: Polityka Sunday, 18 December 2011, 11:52
Socjalizm jest naszym celem. Tfu! Przepraszam, oczywiście był za komuny, ale to dawno i nieprawda było na całe szczęście. Dziś mamy państwo opiekuńcze i „zły” kapitalizm, co do którego bardzo musimy uważać, żeby „plusy nie przesłoniły nam minusów”. Państwo tymczasem kradnie pieniądze bogatym (tudzież bogatszym), a daje biednym. Taki nam się trafił Robin Hood z odrzutu – niesympatyczny i niekoniecznie przystojny. Poza tym Robin Hood otwarcie mówił, że żeby dać musi kraść. Nam państwo tylko daje.
Zresztą my to bardzo polubiliśmy, te socjale, zakazy i nakazy i wtrącanie się miłościwie nam panujących we wszelakie sfery naszego życia. Bo Polak, jak już wielokrotnie wspominałam, głupi jest i nie wie na co wydać pieniądze, nigdy by nikomu sam z siebie nie pomógł, nie wie, czego powinno się uczyć jego dziecko, jakie leki zażywać, oraz że narkotyki poważnie szkodzą zdrowiu i życiu. Nie! Wszystko to musi regulować państwo. Mocą ustawy.
Na dzień dobry płaci Polak horrendalny podatek (40%), co z akcyzą i vatem daje w rezultacie blisko 80%. A tak ograbionego poniża się dodatkowo stanem instytucji państwowych, na które ww Polak uczciwie płaci. Jest zatem, jak na podatnika przystało, traktowany gorzej niż śmieć u lekarza czy w urzędzie. I, choćby nie chciał, wszędzie usłyszy tę muzykę dla ucha, nasze polskie „jem przecież”. A wszystkiemu patronuje książę liberalizmu, jaśnie wolnorynkowy premier Donald Tusk.
No bo kryzys. Pasa zacisnąć trzeba. Tylko my już nie bardzo mamy z czego, zatem proponuję zredukować liczbę posłów o 2/3 i o tyleż samo liczbę urzędników. Tak, tych urzędników, którzy wyrokują, czy ja sobie mogę ściąć drzewo we własnym ogródku i tych posłów, którzy ustalają, że tamci mają wyrokować. To wszystko za nasze pieniądze. Drogi Panie Donaldu Tusku, państwo jest nie od tego! Państwo nie ma utrudniać życia obywatelowi, ale zapewniać ład i porządek, a przede wszystkim bezpieczeństwo. A przy okazji, jak tam nasza armia? Romuald Szeremetiew, były minister obrony, twierdzi na przykład, że:
Stan polskiej armii jest znacznie gorszy niż w 1939 roku. Nasz przemysł zbrojeniowy leży, wojska są fatalnie wyposażone, sprzęt jest przestarzały, morale upada. Gdyby nasza armia broniła się teraz dłużej niż dwa dni, uznałbym to za sukces.
Armii nie ma, a socjalizm sobie kwitnie, że ho, ho! I nawet za komuny tak chyba nie triumfował, bo wtedy człowiek widział, że to dobre być nie może. W najnowszym filmie Waldemara Krzystka „80 milionów” główny bohater Sobczak – kapitan SB – w rozmowie z księdzem wyznaje z dumą, że jest „psem”. Ale gotów się obrazić za próbę nazwania go ideowcem, socjalistą. Nawet on, zanurzony w system po uszy, nie wierzył w socjalizm. My wiemy, że źle być „psem”. Trzeba nam się tylko jeszcze przekonać, że źle być też socjalistą. Jedno i drugie etycznie niedopuszczalne.
A tak na marginesie polecam dzieło Krzystka chociażby z dwóch powodów: po pierwsze, jak zauważył ktoś z komentujących na Filmwebie, jest to polski film i nie ma w nim Karolaka. A po drugie, to już moje spostrzeżenie, jest to film o PRL-u i nie ma w nim Wałęsy.
Wednesday,14 December 2011,21:11
Kategoria: Polityka Wednesday, 14 December 2011, 21:11
Bo, rzecz jasna komuny już nie ma. Cenzury też już nie ma. Żyjemy sobie w suwerennej Polsce, gdzie trwa postęp i demokracja, wolność słowa oraz całe zastępy wszelakich swobód, a obywatel stanowi najwyższe dobro. I nawet można sobie w to wierzyć, jak ktoś lubi. Bo władza w Polsce to rzeczywiście służba, tylko jej się pomyliło i zamiast polskiemu obywatelowi służy sobie w najlepsze naszym zagranicznym „przyjaciołom”. Taki awans ze sługi na sługusa.
Zatem, gdzie dziś stoi ZOMO? Nie wiadomo. Ale gdzieś sobie najwyraźniej stoi i zdaje się, że ma ciepło i wygodnie. A wraz z ZOMO stoją oficerowie SB i pozostałe doborowe towarzystwo, co w niejednej zbrodni maczało palce. Ukarani? Bynajmniej. Przecież nasze niezawisłe sąda nie mają dowoda. A jak już mają, to to są żadne dowoda, tylko śmiecie. Tak w każdym razie mogliśmy się dowiedzieć podczas ostatniej emisji programu Jana Pospieszalskiego pt.„Bliżej”, gdzie pokazano fragmenty najnowszego filmu Grzegorza Brauna „Towarzysz generał idzie na wojnę”. I tam taki Braun przedstawia dokumenty, które mówią, że jeden z głównych doradców „Solidarności”, Bronisław Geremek, w 1981 roku zdradził związek. Na szczęście, już następnego dnia po emisji programu na portalu gazeta.pl pojawia się sprostowanie, gdzie dowiadujemy się, że to nie są żadne „szokujące” materiały, tylko śmieci. Tezę tę potwierdza sam Lech Wałęsa, bohater innego filmu Grzegorza Brauna pt. „TW Bolek”. Tam też coś krzyczał o śmieciach, tylko chodziło o zgoła inne dokumenty...
W studiu programu „Bliżej” również atmosfera gorąca, zaproszony Andrzej Celiński stwierdza, że powyższe materiały mogą być szokujące wyłącznie dla idiotów i radzi udać się Braunowi do lekarza. Niestety Braun nie zdołał odpowiedzieć na te rzeczowe argumenta, bowiem ni z gruchy, ni z pietruchy poleciały napisy końcowe i nawet sam Pospieszalski pożegnać się z widzem nie zdążył. A prowadzący wychowany jest i zawsze sygnał z „góry” dostaje, że „już czas”. Tym razem nie dostał, bo go wcześniej Frau Cenzura zdjęła z wizji, żeby Grzegorz Braun czegoś znowu nie chlapnął o reżimowej telewizji i prof. Geremku.
Bo cenzura czujna jest i całkiem nieźle się jeszcze w naszym kraju trzyma, choć oczywiście nieco zmieniona od czasów PRL-u. Dziś już nikogo nie rażą „paramilitarne gołębie”, nie trzeba ich „wydłubywać” z tekstów piosenek, wokaliści mogą sobie śpiewać, o czym tylko zapragną, co we współczesnej polskiej piosence i tak zwykle kończy się na pewnej części ciała panny Maryni. Tak więc manipuluje się odbiorcą subtelniej, żeby nie potrafił czarnego odróżnić od białego, wszystko w białych rękawiczkach, to się obywatel nie zorientuje, że się go robi w trąbę. Już od przedszkola.
Za komuny wiedział przeciętny Polak, co jest dobre a co złe. Zbrodniczy system sam się demaskował głupotą i absurdem. Dziś absurd trudniej wyłapać, bo leży pięknie zapakowany na złotej tacy, a w sklepach nie brakuje papieru toaletowego. Widz ma pełny żołądek, więc łatwiej mu wmówić, że system mamy świetny. Tu się coś przytnie, tu się coś wytnie, przeoczy, nie opublikuje, a wszelkie próby odtajnienia ciemnej przeszłości zgładzi już w zarodku. Dlatego byłe SB śpi spokojnie, a my nadal nie wiemy, gdzie dziś stoi ZOMO. I dlaczego nie za kratkami.
Wednesday,30 November 2011,16:02
Kategoria: Polityka Wednesday, 30 November 2011, 16:02
Co za radość! Co za ulga! Znowuż mi ukojenie przyniósł program Tomasza Lisa, tym razem najświeższy, poniedziałkowy. Światłe grono zaproszonych gości (choć zabrakło w nim pani Minister Edukacji) uświadomiło mi po raz kolejny, że państwo wie najlepiej, jak edukować nasze dzieci. A w edukacji seksualnej wprost nie ma sobie równych! Bowiem nasze wielmożne państwo uwielbia zajmować się sprawami, którymi zajmować się nie powinno, czego efekty zawsze boleśnie odczuwamy (starczy spojrzeć nie tylko na edukację, ale i na służbę zdrowia czy chociażby koleje państwowe).
Ale państwo heroiczne jest, gotowe do poświęceń w każdej ważnej sprawie; wszyscy przecież wiemy, iż „ci, co pospolitą rzeczą władają” to z reguły „nie chcom, ale muszom”. A że polski rodzic ciemny, zaściankowy, nader wstydliwy, o seksie nic nie wie – a jak już wie, to nic dziecku nie powie – zatem musi nasza wielmożna władza wkroczyć z wielkoduszną pomocą. I przynosi szkole edukację seksualną, która nie tyle, że nie jest konieczna, ale jest po prostu niebezpieczna.
A niebezpieczeństwo jest duże, bo zajęcia albo prowadzone są infantylnie, albo dążą do pomieszania pojęć i oderwania skutków od czynów. Bo nie wystarczy powiedzieć, że seks winien iść w parze z miłością, ale trzeba połączyć seks z odpowiedzialnością za każde poczęte dziecko. Przyjąć każdy akt seksualny, jako mogący dać nowe życie. Czy też, jak to definiują „piewcy” życia, jako niosący ryzyko niechcianej ciąży. Ponieważ, gdy sadzę rzodkiewki w ogródku, to ryzykuję, że one mi tam jednak wyrosną!
Zatem promuje nasza zacna dewiacja szkolna wszelkie zboczenia i spaczenia seksualne. Najpierw reklamuje środki antykoncepcyjne (wszak trzydziestoosobowa klasa to całkiem sporo potencjalnych klientów), by potem wyemitować, dla oczyszczenia sumienia, filmik antyaborcyjny. Brawa za konsekwencję! Na zakończenie dowie się jeszcze uczeń, że Sodoma to „kraina mlekiem i miodem płynąca”...
I zebrało się grono szacowne u Lisa debatować o tym, jak uniknąć gwałtów dokonywanych przez nieletnich. I nikt niczego mądrego nie powiedział. A recepta jest prosta i w tej prostocie tkwi największa mądrość. Trzeba powiedzieć jasno i wyraźnie, że jeśli seks, to tylko z mężem/żoną, że antykoncepcja, podobnie jak aborcja są złem, że pornografia czyni spustoszenie w sferze seksualnej człowieka, a samogwałt jest żałosnym substytutem aktu małżeńskiego. Należy wskazywać na dwie podstawowe funkcje seksu: prokreacja i zjednoczenie w miłości dwojga ludzi. I jeżeli ktoś nie jest gotowy do sakramentu małżeństwa, to nie jest także gotowy na seks. Niech poczeka, dojrzeje, poświęci czas i energię na inne rzeczy, które mądrze ukształtują jego osobowość.
Natomiast, jeśli nasi dzielni politycy chcą już koniecznie coś w tej sprawie zrobić, to niech usuną pornografię i goliznę z przestrzeni publicznej, która z pewnością nie ułatwia życia we wstrzemięźliwości seksualnej. Niech znikną wreszcie pisma pornograficzne ze stoisk prasowych oraz nagie panie z bilbordów reklamujące już wszystko (od kostiumów kąpielowych po armaturę łazienkową). I o dziwo, jak się jedzie chociażby przez Paryż, wielkie miasto nowoczesnej Europy, to jakoś żadnych gołych bab na plakatach nie widać. A „u nas dość głowę podnieść, ileż to widoków!” I to nie tych mickiewiczowskich, niestety.
I niech nasze kochane państwo zostawi rodzicom rozmowy z dziećmi o seksie. Wbrew temu co państwo myśli, rodzice chcą dla swoich dzieci jak najlepiej i gdy im się odda odpowiedzialność za swoje potomstwo, z pewnością staną na wysokości zadania. Zresztą tu naprawdę nie trzeba wiele mówić. A już, broń Boże, nie wolno wyprzedzać pytań.
Monday,14 November 2011,18:47
Kategoria: Polityka Monday, 14 November 2011, 18:47
Telewizora nie mam. Ale obracam się w świecie, w gościach bywam i czasem mnie treści ekstremalne z szatańskiego pudła dopadną. W minioną sobotę widziałam na przykład, jak to niejaki Michał Piróg (znany z bycia sodomitą), jedzie do Indonezji ratować ciemiężone tam, w wyniku nielegalnego przemysłu, zwierzęta. No może nie tyle ratować, co płakać nad ich smutnym losem. Ale Indonezyjczycy dość protekcjonalnie (i słusznie) potraktowali białego cwaniaka z kamerą i jak dziecku tłumaczyli, że zwierzę jest w klatce, bo inaczej by uciekło. No to się Piróg rozpłakał.
Nie o to chodzi, że tych zwierząt mi nie żal. Tylko pojąć nie mogę tvnowskich sił ciężkości. Zwierzę w Indonezji biedne, trzeba tam zaraz pędzić i ratować. A nie widziałam jeszcze na antenie tej stacji, żeby jechał jakiś celebryta ratować nienarodzone dzieci. Nie widziałam, żeby ktoś się tam przejął aborcją i nad tą zbrodnią zapłakał. Widziałam raczej, wręcz przeciwnie – plejadę zwolenników tego procederu. Zdecydowanie uśmiechniętych.
I wkurza mnie, że z nas Polaków tacy mądrale, szalenie odważni na nie swoim poletku. Że brawurę od nas czuć na kilometr, jak trzeba do Indonezji pojechać i zbesztać autochtona za złe zwierząt traktowanie. Tylko pytam i zapytuję, po co aż do Indonezji? Wystarczy zrobić sobie tournée po polskich rzeźniach i kurzych fermach. Polak też potrafi.
No i szkoda, że nasza brawura kończy się na grożeniu palcem obcokrajowom: Ty zły Indonezyjczyk, ty musieć wypuścić ta małpa z klatki! A jak przyjdzie już do konfrontacji z naprawdę „złym” wrogiem, to tylko patrzymy, gdzie zwiać. Od dziecka wpaja nam się, że najważniejsze jest bezpieczeństwo, bezpieczne samochody, bezpieczne drogi, bezpieczna szkoła... Tak wychowany człowiek ma szanse na przetrwanie wyłącznie w cieplarnianych warunkach, a co jak przyjdzie wojna? Ale, gdzie tam. Niech na całym świecie wojna,/ byle polska wieś zaciszna,/ byle polska wieś spokojna.
Przecież mesje Donald robi, co może, by nie narazić się naszym odwiecznym wrogom i pytany o Marsz Niepodległości za najważniejszy problem uznaje to, iż chuligani mieli zasłonięte twarze, a nie to, że na nasze narodowe święto przyjeżdżają Niemcy nie kryjący swego zamiłowania do burd. Ale nasz dzielny premier na szczęście im pogroził, więc następnym razem zanim się zaczną „naparzać”, na pewno odsłonią twarze.
Porządny Polak drży już na samą na myśl o słowie „bić”. Kiedy Korwin-Mikke pytany w związku z Marszem Niepodległości właśnie, czy bić lewaka, odpowiedział, że bić, oszczędzać tylko kobiety i dzieci, nie pozostawiono na nim suchej nitki. Gdzieżby tam porządnemu Polakowi przeszły przez gardło takie słowa. Jak nas biją, to uciekać. Tylko szybko!
Radzę zatem o wojnie nawet nie fantazjować. Bowiem nie ma o nas ani kto walczyć, ani kto nas bronić. A „porządny” Polak to się prędzej rozpłacze, niż weźmie do ręki karabin. No chyba, że już dziś rozpoczniemy narodową modlitwę do Ducha Świętego. O dar męstwa.
Friday,11 November 2011,16:42
Kategoria: Polityka Friday, 11 November 2011, 16:42
W 2005 roku, tuż po wygranej Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, Michał Zygmunt wydaje książkę pt. „New romantic”. Promuje ją zamieszczony na stronie autora tekst: „Nazywam się Michał Zygmunt i zabiłem prezydenta Kaczyńskiego. Co prawda tylko na stronach mojej książki, ale to zawsze coś”.
Termin New romantic oznacza nurt w muzyce nowofalowej powstały na początku lat 80-tych XX wieku. Charakterystyczną cechą tej muzyki było szerokie wykorzystanie instrumentów muzycznych, a w szczególności syntezatorów (Wikipedia). Michał Zygmunt tyutułem nie tyle jednak nawiązuje do korzeni muzycznych, ile usiłuje się rozprawić z polskimi tęsknotami romantycznymi. Kłania się też nisko ciemiężonym w Polsce sodomitom. Na okładce książki znajduje się celownik wymierzony w podobiznę Kaczyńskiego. Książka nie wywołuje większego oburzenia.
W 2010 roku Lech Kaczyński ginie w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem.
10 kwietnia 2011r., w rocznicę katastrofy smoleńskiej, rzecznik Ruchu Poparcia Palikota, Andrzej Rozenek bawi się w strzelanie do nieżyjącego już prezydenta „rekonstruując” zamach w Gruzji. Zdjęcia z akcji zamieszcza na Facebooku.
W maju 2011 roku robi się głośno o stronie internetowej antykomor.pl, gdzie w ramach zamieszczonych tam dwóch gier, można sobie postrzelać do prezydenta Komorowskiego. Jeszcze w tym samym miesiącu witryna zostaje zamknięta.
Patrzę na te dane i nadziwić się nie mogę, na czym polega ten orwellowski fenomen „równych i równiejszych”? Że jednym wolno coś bardziej, a drugim mniej? Że jednym się pozwala, a innym nie??
Dziś z kolei media obiegła wiadomość, iż TVN ma zapłacić pół miliona złotych za znieważenie flagi w programie Kuby Wojewódzkiego, a darcie Biblii przez Nergala uznane zostało za artyzm.
Dziwne mamy świetości w tym kraju. Nie wolno powątpiewać w słuszność Powstania Warszawskiego, mówić o tajnej współpracy Wałęsy. Można wyzłośliwiać się na współczesnych politykach w imię nie podpartej żadnymi argumentami fobii, a nie można prowadzić dysputy o otwartych wciąż kartach historii. TVP zaprasza Nergala do uczestnictwa w telewizyjnym programie muzycznym, a Grzegorz Braun, w ramach współpracy z telewizją reżimową, nie może zrealizować filmu, który w świetle pewnych faktów historycznych, być może odbarwiałby nieco postać marszałka Piłsudskiego. Nie, w tę naszą narodową ikonę uderzyć nie można, dziś 11 listopada każdy wie o tym jeszcze mocniej. Historia, której się uczymy i, którą wyznajemy jest czarna lub biała. I „nikt nam nie wmówi, że czarne jest czarne, a białe jest białe”. A w porządnych podręcznikach (i w głowie Wałęsy) stoi przecież napisane czarne na białym, iż Lech Wałęsa sam jeden obalił komunę.
Choć nie lubię PiSowskiego socjalizmu, kaczofobii w żaden sposób zrozumieć nie mogę. Prezydent Komorowski nie jest moim ulubionym prezydentem, ale strzelać w niego też nie mam ochoty. Tak wielu życzyło Lechowi Kaczyńskiemu śmierci, a teraz gdy ten już nie żyje, łyso komuś? Patrząc na rzecznika RPP podejrzewam, że wątpię. Jednak może swoim „gruzińskim przedsięwzięciem” niechcący zaświadcza on o potędze zmarłego prezydenta? Jak widać nawet po śmierci Lech Kaczyński ogromnie wpływa na polityków w naszym kraju. Zatem Andrzej Rozenek wystawia ś.p. Kaczyńskiemu exegi monumentum. A jaki Rozenek, takie monumentum.
Thursday,11 August 2011,21:47
Kategoria: Polityka Thursday, 11 August 2011, 21:47
Przemówiło dziś wszelkie medium: oto się rząd zaprzysiągł. I choć telewizor mój dawno już wylądował na smietniku, tam gdzie jedyne jego słuszne miejsce i tak dotarło do mnie echo sejmowych wydarzeń. Przez ostatni miesiąc udało mi się nawet zapomnieć, że mamy jakiś rząd, ale mi dziś imć Medium przypomniał dość dotkliwie, że te wybory sprzed miesiąca to nie fikcja i mesje fatale polskiej polityki, Donald Tusk ma jednak zamiar porządzić nami przez najbliższe cztery lata. O podła demokracji, Tyś jest jednak bez serca!
Tego, że rząd mamy fatalny, nikomu udowadniać nie muszę. Zresztą cały sejm tonie w beznadziei. (Choć pewnie są wyjątki, tylko nie one nadają ton, niestety). I zapewne można by znieść, iż wśród polskiej elyty brakuje charyzmatycznych przywódców, wybitnych intelektualnie jednostek, retorów, specjalistów, a wszystko czego się słucha jest miałkie, bez polotu i przypomina wystąpienie maturalne uczniaka-średniaka. Można by znieść, gdyby w opozycji do tej marności szły wielkie i mądre decyzje polityczne i gospodarcze, które przywróciłyby godność Polakowi. Ale oczywiście nie! Trzeba rodaka dalej ograbiać, podejmować za niego decycje, ogłupiać i ubezwłasnowolnić kolejnymi ustawami. Bo Polak głupi jest. A nie, przepraszam, raz na cztery lata bywa mądry, kiedy ma wybrać swoich ciemiężycieli. Tak, na tym się akurat zna, ale jakby już chciał decydować o swoich pieniądzach, sposobie wychowania dzieci, albo na przykład o tym, czy pragnie z głębi serca płacić na ubezpieczenie emerytalne, to wara mu!
Ale nie o tym miałam, tylko o babach i o garach. No właśnie, jak się dziś dowiedziałam, że marszałkiem sejmu została Ewa Kopacz, to w malignie wszystkie gary w domu pozmywałam, nawet te czyste. Bo to jako kobieta najlepiej robię: gary zmywam, sprzątam, gotuję, piorę, a w przyszłości dziećmi własnymi opiekować się będę. Mam oczywiście, jak każda przedstawicielka płci pięknej parę innych zdolności i talentów, i chętnie z nich korzystam, ale żeby od razu marszałkiem być?! Żeby sejmowi przewodzić?! Chłopami zarządzać?! O nie, co to, to nie! Mężczyzna to z natury najlepszy dowódca i jemu należy dowództwo oddać! A kobiety, jak się dobrze czują w sejmie, to bardzo dobrze, niech tam będą, łagodzą męskie obyczaje, wnoszą swoje postulaty, ale niech się, Boże broń, nie pchają do kierownictwa.
Ludwik Dorn stwierdził dzisiaj, że jedyną zaletą, która przemawia za panią Kopacz jako kandydatką na marszałka sejmu jest jej płeć. Ludwiku Dornie (i psie Sabo), toż to jej główna wada właśnie! A jak jedyna zaleta okazała się wadą, a wyboru już dokonano, to „zgroza, zgroza!”
Akurat pisząc te słowa dowiedziałam się rzeczy jeszcze straszliwszej: oto Wanda Nowicka została wicemarszałkiem!!! Naczelna zwolenniczka aborcji trzecią głową w polskim sejmie! Nie, na taką wieść już nawet Joseph Conrad nie zaradzi... A przypominam, iż jest on ostatecznością!
Patrząc na nasze naczelne feministki i kobiety wyzwolone, tymbardziej z podziwem rozmyślam o tych kobietach, które na przekór czasom i szykanom pozostały w domu. Które nie opuściły swoich mężów, nie oddały dzieci niańkom ani instytucjom, tylko powoli, konsekwentnie wypełniają swoje najważniejsze powołanie. I nie muszą szukać poklasku na zewnątrz. Nie potrzebują robić czegoś ogromnie „ważnego”. Nie chcą nikim rządzić ani się równouprawniać. Pozwalają kochać się mężom. Cieszy je bycie kobietą. Prawdziwą KOBIETĄ. Gospodynią „domu na skale”.
I tak sobie myślę, że ja naprawdę lubię zmywać gary. Bo mąż mnie kocha.
1
Thursday, 22 March 2012
Friday, 30 March 2012
Saturday, 21 April 2012
Sunday, 04 November 2012
Wednesday, 14 March 2012
