
Wednesday,12 October 2011,11:46
Kategoria: Modlitwa Wednesday, 12 October 2011, 11:46
Dzień przed uroczystością Niepokalanego Poczęcia NMP odtworzyłem wiadomości wysłane przez „Zenit” z datą 6 grudnia – „Świat widziany z Rzymu”. Na samym dole był link do dzienniczka zapisanego przez służebnicę Bożą Luizę Picaretta. Drugim z kolei zapisem w tym dzienniczku był ten pochodzący z 15 sierpnia 1899 roku. Oto jego tłumaczenie:
Służebnica Boża skarżyła się Panu Jezusowi, że jeszcze nie dał jej zobaczyć Jej (tzn. Matki Bożej) święta w niebie ani usłyszeć pierwszej pieśni, którą aniołowie i święci w Niebie wyśpiewali dla uczczenia Matki Pana, gdy została wzięta do nieba. On zaś odpowiedział: „Pierwszą pieśnią, którą aniołowie i święci wyśpiewali na cześć Mojej Matki było ‘Zdrowaś Maryjo’, ponieważ w tej modlitwie są zawarte najpiękniejsze pochwały, Jej największy honor, i to pozdrowienie odnawia w Niej radość, którą Ona przeżywała, kiedy stała się Matką Boga”.
I teraz uwaga:
Dalej jest mowa o tym, że Pan Jezus odmówił tę modlitwę (!), a dokładnie pierwszą jej cześć ze służebnicą Bożą Luizą Picarettą.
Sprawdziłem jeszcze raz. Tak, tekst ma imprimatur Kościoła, to znaczy, że może być rozpowszechniany i nie zawiera niczego, co byłoby sprzeczne z nauką głoszoną przez Kościół katolicki. Czy z tego wynika, że Pan Jezus odmówił modlitwę do swej Matki? Nie, to byłaby niedorzeczność. Pan Jezus pozdrowił Ją słowami Pozdrowienia Anielskiego zapisanego na kartach Biblii. Czy to jednak nie przesada? Już myślę o protestantach, którzy tu pewnie zobaczą potwierdzenie, że katolicy oddają cześć boską Matce Pana biorąc przykład z … Bożego Syna, który modli się do swojej Matki. A jednak właśnie Pismo św., które jest przecież ich najwyższym autorytetem zawiera potwierdzenie, że służebnica Boża nie pomyliła się.
Dzięki jej odważnemu, a nawet prowokacyjnemu zapisowi zauważyłem coś, co do tej pory umykało mojej uwadze, a przecież czytałem i słyszałem opis sceny zwiastowania z pierwszego rozdziału Ewangelii według św. Łukasza setki razy. Dopiero wtedy dotarł do mojej świadomości zwrot, którym zaczyna się Ewangelia w uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP:
„W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię” (Łk 1:26-27 BT). To Bóg był Tym, który posłał anioła Gabriela. A on mówił nie od siebie, ale przekazał słowa, które Bóg mu polecił. Wynika z tego, że przez anioła sam Bóg pozdrowił Niepokalaną pozdrowieniem, zwanym anielskim. A dokładnie pierwszą częścią tego Pozdrowienia, ponieważ druga część zawiera prośbę skierowanej do Matki Pana o modlitwę za grzesznymi "teraz i w godzinę śmierci" i jest prośbą wyrażaną przez nas, grzesznych ludzi.
Podsumowaniem niech będzie takie stwierdzenie: Odmawiając „Zdrowaś Maryjo” wychwalamy Maryję pochwałami, którymi Bóg i całe niebo pozdrowiło Ją w chwili Zwiastowania i wniebowzięcia, pośrednio wyznajemy Jej Niepokalane poczęcie, Jej aktywny udział w zbawieniu dokonanym przez Pana, oraz prosimy, aby ono stało się także naszym udziałem „teraz i w godzinę naszej śmierci”, to znaczy w wieczności, bo jaka śmierć taka wieczność. Odmawiając „Zdrowaś Maryjo” odmawiamy modlitwę, która w niebie wzięła swój początek i do nieba prowadzi tych, którzy ją odmawiają.
Thursday,06 October 2011,18:47
Kategoria: Modlitwa Thursday, 06 October 2011, 18:47
W dzisiejszych czasach konflikt jest obecny wszędzie - pomiędzy narodami, między jednym sąsiadem a drugim, pomiędzy pracodawcą, a pracownikiem. Konflikty te wnoszą tak wiele napięć do domów, że rodziny często nie mogą sobie z nimi poradzić, czego skutkiem są brak jedności i podziały w rodzinach. Mąż i żona unikają siebie i nie chcą ze sobą rozmawiać. Mąż nie szanuje żony, dopuszcza się bicia jej i dzieci. Rodzice uciekają w alkoholizm, niewierność, separację i rozwód. Mówią: „Nie możemy żyć ze sobą. Zerwiemy więzi małżeńskie, rozbijemy rodzinę. O dzieci, które otrzymaliśmy od Pana Boga, niech On sam się martwi.”
Czasem rodzice próbują szukać rozwiązania dając swoim dzieciom wszystko, co tylko możliwe, ale wydaje się, że im więcej rzeczy materialnych dają, tym bardziej rosną wymagania dzieci, a ilość problemów wzrasta. Dzieci nie szanują rodziców. Nie znajdując miłości w domu, szukają jej na zewnątrz - w nowym towarzystwie, w niewypróbowanych wartościach, narkotykach, a nawet w przestępstwach. Młodzi ludzie na darmo szukają odpowiedzi na dręczące ich pytania: „Kim jestem?” „Skąd się tu wziąłem?” „Dokąd zmierzam?” „Jaki jest sens mojego życia?”
Rodzice szukają pomocy na zewnątrz: w psychiatrii, socjologii, agencjach rządowych czy grupach wzajemnej pomocy. Zdają się nie myśleć o oczywistej odpowiedzi - Bożej odpowiedzi i nie dają swoim dzieciom ani miłości, ani duchowości.
Rodziny nie mogą żyć bez miłości. Jeśli rodziny rozpadną się, społeczeństwo w postaci, w jakiej je znamy, przestanie istnieć. Rodzina jest podstawową jednostką społeczną. Społeczeństwo zależy od rodziny. Los rodziny jest losem społeczeństwa. Rodziny muszą zostać uratowane, jeśli chcemy uratować społeczeństwo.
To miłość Boża jest tym, czego brakuje rodzinom. Miłość Boga umacnia wzajemną miłość małżonków i dzieci. Tylko Bóg może ocalić rodziny.
Codzienna modlitwa wnosi na powrót Boga do domu. Jeśli Go prosisz, On przychodzi. Ale musisz Go prosisz. Pan Bóg dał ci możliwość wyboru.
Jeśli rodzina modli się jako rodzina, jej członkowie jednoczą swoje wysiłki, aby zwrócić na siebie Bożą uwagę. Razem pukają do Bożych drzwi i wzywają Go.
Dwie pukające do drzwi ręce są silniejsze niż jedna, a cztery są silniejsze niż dwie. Jeśli dwoje lub więcej puka razem do drzwi sąsiada i woła o chleb, człowiek w środku domu niechybnie usłyszy silne łomotanie, niż gdyby to było tylko delikatne stukanie czy słaby głosik. Jeśli cała rodzina puka i wszyscy wołają, człowiek w środku domu niejako nie ma wyjścia i musi otworzyć i użyczyć proszącym chleba. Tak samo jest z modlitwą.
Jeśli rodzina modli się razem, cała rodzina korzysta z owoców modlitwy. Nie oznacza to, że już od tej pory nie będzie żadnych konfliktów, ponieważ one będą. Ale kiedy razem rozmawiacie z Bogiem, nagle wszystkie problemy, różnice, napięcia, zagniewanie znika i pojawia się kochająca się nawzajem rodzina.
Modlitwa rodzinna może pomóc także niewierzącym. Jeśli nawet musisz powiedzieć do Boga: „Nie jesteśmy pewni, (Boże), czy w ogóle istniejesz i to nie nasza wina, że nie wiemy. Ale jeśli istniejesz, pomożesz nam, ponieważ wszystko inne zawiodło”. Ta rodzina może wygrać, ponieważ są uczciwi.
Początek wspólnej modlitwy jest trudny. Mężczyzna będzie się zastanawiał: „Co sobie żona pomyśli o mnie, wielkim „macho”, widząc mnie klęczącego na modlitwie?” Matka mówi do siebie: „Mój mąż będzie się śmiał ze mnie, jeśli poproszę go, aby modlił się ze mną”. Milion i więcej rzeczy robimy wspólnie, ale broń Boże, jeśli zobaczono by nas modlących się razem z dziećmi w naszym własnym domu do Boga, który dał nam wszystko, co posiadamy. Jesteśmy nieśmiali albo głupio nam z tego powodu. Ale możemy pokonać trudności. Najtrudniej zacząć, a kiedy zaczniemy, modlitwa rodzinna staje się łatwa i naturalną częścią życia rodzinnego. (Jeanne Gosselin Arnold, „A Man of Faith”, str. 177-178).
W ten sposób o. Patryk Peyton ( http://www.taw1.republika.pl/peyton.html )starał się zachęcać rodziny do wspólnej modlitwy, wskazując szczególne na Różaniec. Zwykł mawiać: „Rodzina, która razem się modli, trzyma się razem”.
Tuesday,05 July 2011,20:53
Kategoria: Modlitwa Tuesday, 05 July 2011, 20:53
W Polsce Dzień Matki obchodzimy 26 maja, natomiast w USA w drugą niedzielę maja. Pomimo różnicy dnia, wspólny jest miesiąc – maj. Pewnie to nie przypadek, że jest to miesiąc poświęcony Matce Boga i wszystkich Bożych dzieci – Maryi. Dlatego myślę, że możemy nazwać maj Miesiącem Matki.
Juliana z Norwich (ur. ok.. 1343 r. - zm. ?), angielska pustelnica, jedna z najważniejszych przedstawicielek mistycyzmu chrześcijańskiego, nazwana została przez Thomasa Mertona największą angielską mistyczką i teologiem. W dziele „Objawienia Bożej miłości” pisze: „Jak prawdziwym jest stwierdzenie, że Bóg jest naszym Ojcem, tak prawdziwe jest zdanie, że Bóg jest naszą Matką”.
Matka daje życie i jest żywicielką, jest lampą wnoszącą światło i ciepło do naszych rodzin, jest latarnią dającą nadzieję dla zagubionych. Zdaje się, że ta intuicja była przyczyną skodyfikowania w judaizmie przykazania a zarazem przywileju kobiety, że to właśnie jej zadaniem jest zapalanie w domu świec na rozpoczęcie szabatu. Według rabbiego Raszi’ego to kobieta stała się przyczyną zaciemnienia światła świata, dlatego teraz jest jej obowiązkiem naprawienia zła Ewy przez wnoszenie światła do domu i do świata. Kobieta-matka ma przypominać Chrystusa, który jest światłem świata, ma wnosić Go do świata zaczynając od swojej rodziny. O ile jest to postulat w odniesieniu do wszystkich córek Ewy, o tyle w Maryi mamy przykład jego doskonałego wypełnienia, bo Ona dała światu Tego, kto jest jego Światłem nie znającym zachodu.
Moja przyjaciółka, matka czworga dzieci, powiedziała mi raz, że rodzenie dzieci i ich wychowanie jest podobne do umierania. Umierania sobie. Dawanie życia i pielęgnowanie go, ma w sobie coś z umierania. W ten sposób śmierć jest miejscem, gdzie rodzi się życie. Śmierć sobie, aby żyły dzieci. To jest obrazem śmierci Chrystusa, który oddał swoje życie, aby rozproszone dzieci Boże miały życie i miały je w obfitości (por. J 10, 10-11). Jest to również prawdziwe w odniesieniu do Matki Najświętszej, która właśnie u stóp Krzyża, czyli w chwili śmierci Jej Syna stała się naszą Matką.
Nasze matki pozwalają nam przeczuć macierzyństwo Bożej Rodzicielki, chociaż Jej macierzyństwo jest wyższego rodzaju, tak jak Jej Syn przewyższa każdego z nas. I chociaż Pan Bóg znalazł sposób, aby Jego Syn stał się Człowiekiem bez ziemskiego ojca, to jednak zechciał, aby jedna z córek Ewy była prawdziwą matką Jego Syna. Jego Syn wziął swoje ludzkie ciało z Niej, Jego krew płynęła także w Jej żyłach. Przez Nią przyszedł na świat; była obecna w najważniejszych momentach Jego życia, od poczęcia poprzez życie ukryte, najważniejsze momenty z Jego działalności publicznej, aż po Krzyż. Chociaż inni opuścili Go, Ona jedna trwała wiernie przy swoim Synu. W milczeniu. Z wysokości krzyża Pan dał Ją umiłowanemu uczniowi za matkę. Wierzymy, że każdy, kto chce w swoim życiu pełnić wolę Bożą, jest umiłowanym synem Bożym, a Maryja Jego Matką[*].
Jeśli w każdej naszej ziemskiej matce w jakiś sposób widać Boga, to jest On widoczny w sposób szczególny w Niepokalanej Matce Boga i naszej - w Maryi.
Na święto matki naszym mamom zwykle dajemy kwiaty. Moja Mama nie żyje już od 17 lat. Od tego czasu chyba nie było dnia, żebym nie wspomniał jej w modlitwie. Myślę, że najpiękniejszym prezentem dla niej w dniu jej święta będzie bukiet z róż – Różaniec – który ofiaruję Matce Najświętszej. Jestem przekonany, że moja Mama razem z Matką Pana jest już w niebie, i dlatego nie ona, ale raczej ja potrzebuję modlitwy. Mimo to ofiaruję dla niej bukiet róż na ręce Maryi. Bo jeśli moja Mama ogląda już Boże oblicze, to i tak ta modlitwa nie zostanie „zmarnowana” – wróci do mnie. Różaniec za Mamy, które już odeszły i nie ma ich obecnych cieleśnie pośród nas, jest nie tylko dowodem pamięci, wdzięczności i miłości do nich, ale także dobrze zrozumianej miłości własnej.
Ta sama logika towarzyszy odmawianiu Litanii Loretańskiej. Nazywamy Maryję różnymi tytułami, ale po każdym wezwaniu prosimy: „Módl się za nami”.
------------------------------------
* W Apokalipsie czytamy słowa, że po porwaniu do nieba Jej Syna, który „wszystkie narody pasie rózgą żelazną” (por. Ap 12,5-6), szatan rozpoczął wojnę z „resztą Jej dzieci, z tymi, co strzegą przykazań Boga” (por. Ap 12, 17).
Thursday,14 April 2011,05:24
Kategoria: Modlitwa Thursday, 14 April 2011, 05:24
Dzisiejsze (środa piątego tygodnia Wielkiego Postu) pierwsze czytanie jest wzięte z Księgi Proroka Daniela. Opowiada o 3 młodzieńcach izraelskich wziętych do niewoli w Babilonie i powołanych do służby królowi. Ponieważ nie uczcili jego boga, czyli nie oddali pokłonu złotemu posągowi, zostali wrzuceni do rozpalonego pieca. Jednak zamiast zginąć spaleni żywcem, śpiewają pieśń Bogu. Zaufali Bogu. Woleli raczej zginąć niż zgrzeszyć, oddając cześć obcemu bogu, innemu niż On. Pan Bóg nie zawiódł ich zaufania. Posłał swojego anioła, który sprawił, że płomienie nie miały nad nimi władzy. Ich modlitwa jest uwielbieniem Boga, pieśnią na Jego cześć. I ta pieść, kantyk trzech młodzieńców zwana „Całe stworzenie wielbi Boga” weszła w skład Liturgii Godzin, zwaną także modlitwą brewiarzową. Kapłani, siostry zakonne, a także wielu ludzi świeckich odmawiają ten kantyk w każdą niedzielę i święto, powtarzając w ten sposób modlitwę trzech młodzieńców w rozpalonym piecu. Do niej nawiązał kard. Józef Ratzinger w książce „Bóg Jezusa Chrystusa”. Przytoczę ten cytat w trochę szerszym kontekście:
Czemuż wywiodłeś mnie z łona? Bodajbym zginął i nikt mnie nie widział, (Hi 10:18)
Krzyk Hioba reprezentuje dzisiaj miliony tych, którzy bezimiennie zginęli w komarach gazowych Auschwitz i w więzieniach dyktatorów. Jednak jeszcze głośniej wołają oskarżyciele: „Gdzie jest twój Bóg?” (por. Ps 42, 4.11.) Bez wątpienia takie słowa są raczej wyrazem cynizmu niż szczerego szacunku w obliczu straszliwych cierpień ludzkich. Ale prawdziwe pozostaje pytanie: Gdzie jesteś, Boże? Dlaczego milczysz?
Tylko sam Bóg może odpowiedzieć. On jednak nie uczynił tego w wyraźny sposób. Nie uczynił tego w taki sposób, że można położyć odpowiedź na biurku i sprawdzić obliczenia. Ale też nie zachowuje kompletnego milczenia. Prawdą jest, że ostateczne Jego słowo nie zostało jeszcze wypowiedziane; Zmartwychwstanie Jezusa jest jedynie początkiem. A jest to słowo, który wymaga nie tylko zrozumienia przez człowieka, ale także przyjęcia przez jego serce. Tak to zaczęło się u Hioba: Bóg miesza się w rozmowę i nie staje po stronie Jego obrońców. Odrzuca jako bluźnierstwo apologię, która czyni z Niego okrutnego egzekutora małostkowych kalkulacji sprawiedliwości 'quid pro quo'. To nie krzyk Hioba obraził Boga, ale raczej precyzja tych, którzy ośmielają się przedstawiać okrutny mechanizm odwetowy jako twarz Boga. A jednak nic nie zostaje wyjaśnione Hiobowi. On tylko staje się świadomy swojej małości, ubóstwa perspektywy, z której patrzy na świat. Uczy się milczenia i ufności. Jego serce rozszerza się – i to jest wszystko. Także i my powinniśmy być zatroskani o to, aby ten pokorny akt stania się niemym stał się naszym pierwszym krokiem na drodze ku mądrości. Jest czymś zadziwiającym, że oskarżenie Boga raczej nie pochodzi z ust tych, którzy cierpią na tym świecie. Prawie zawsze jest wypowiadane przez dobrze odżywionych obserwatorów, którzy sami nigdy nie cierpią. Na tym świecie, hymn uwielbienia Boga wznosi się z piecy tych, którzy cierpią: opowiadanie o trzech młodzieńcach w ognistym piecu zawiera głębszą prawdę, niż wszystkie uczone traktaty. (Kard. Józef Ratzinger, "The God of Jesus Christ", str. 51-52)

William Blake, Hiob odpowiada przyjaciołom, Nowy Jork, The Pierpont Morgan Library
Tuesday,04 October 2011,05:31
Kategoria: Modlitwa Tuesday, 04 October 2011, 05:31
Elementem przewodnim liturgii niedzieli dwa tygodnie temu była woda, bez której nie ma życia. W rozmowie przy studni, z Samarytanką, Pan Jezus został przedstawiony, z jednej strony jako Ten, który odczuwa pragnienie, a z drugiej strony, jako Ten, który ma i może dać Wodę Żywą – która wytryskuje ku życiu wiecznemu – Ducha Świętego.
Tydzień temu tematem dominującym było światło. Pan Jezus został ukazany jako Ten, który przywraca wzrok ślepemu. Możemy przez to powiedzieć, że jest On dawcą światła naturalnego. Zarazem, jako Ten, który patrzy na serca ludzkie i widzi, co w nich jest i zarazem dla tych, którzy są otwarci, daje dar Ducha Świętego, który umożliwia dostrzeganie tego, co istotne. Umożliwia poznanie prawdy.
Tematem przewodnim dzisiejszej Ewangelii jest życie. I znowu, podobnie jak w ostatnie dwie niedziele, także i dzisiaj, chodzi o życie w dwojakim sensie. Najpierw życie cielesne, a później także życie wieczne. Pan Jezus został ukazany jako Pan życia; Pan życia doczesnego, bo wskrzesza Łazarza, ale też dawca życia wiecznego, tym wszystkim, którzy uwierzą w Niego.
Chciałem zwrócić uwagę tylko na jeden element z dzisiejszej Ewangelii. W wersecie 33. jest napisane: Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzieście go położyli?» (J 11:33) Podobne wyrażenie znajdujemy trochę dalej, w wersecie 38: A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. (J 11:38) Nie ma zgody wśród biblistów jeśli chodzi o znaczenie greckiego czasownika (ἐμβριμάομαι – czyt. embrimaomai), które BT tłumaczy tu: "okazując głębokie wzruszenie". Jak się wydaje, nie jest to jednak najlepsze tłumaczenie tekstu greckiego, bo greckie słowo oznacza "surowe napomninać, polecać" (por. Mt 9:30; Mk 1, 43), mówi o niezadowoleniu i niechęci ("szemrać", por. Mk 14, 5). Różne są próby przetłumaczenia tego słowa. Osobiście skłaniam się do tego, aby przyznać rację tym, którzy mówią o "odczuwaniu intensywnego gniewu" przez Pana Jezusa. Gniew, który Pan Jezus odczuwa, nie kieruje się na zewnątrz. W wersecie 33. czytamy, że Pan Jezus „rozgniewał się w duchu”, a w wersecie 38., że Pan „rozgniewał się w sobie”. Mówiąc inaczej to silne wzruszenie (gniew) nie znalazło swojego ujścia na zewnątrz – Pan powściągnął w sobie samym odczuwane silne uczucie niechęci i gniewu[*]. (O powściągnięciu odczuwanego uczucia przez Pana Jezusa mówi św. Jan Chryzostom).
Przeciw komu było skierowane to uczucie? O tym mówi nam kontekst. W pierwszym przypadku (wersety 31-33.) mowa jest o Żydach, którzy przyszli z Jerozolimy, aby pocieszyć siostry Martę i Marię Magdalenę po śmierci brata, a nawet płakali razem z Martą. Natomiast druga wzmianka o gniewie Pana Jezusa w w. 38 jest poprzedzona uwagą Ewangelisty: Niektórzy z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?» (J 11:37)
Jak się wydaje, gniew Pana był z powodu obłudy Żydów, którzy płaczą po śmierci Łazarza i robią Mu wyrzuty, że dopuścił do jego śmierci, bo przyszedł za późno. Pokazywali, że kochają i obie siostry i ich brata, ale Pan wie, że ich uczucia są nieszczere. Skąd taki wniosek? Jak możemy stwierdzić, że Żydzi byli obłudni? Kontynuując czytanie. Dowiemy się tam, że zaraz po wskrzeszeniu Łazarza niektórzy z nich udali się do Jerozolimy, aby donieść arcykapłanom i faryzeuszom (11:46). Ci zwołali radę i postanowili skazać Pana Jezusa na śmierć (11:49-53). Nie tylko Jego, ale także Łazarza (12:10). Pan Jezus wiedział o tym, dlatego rozgniewał się. Wiedział o tym, zanim to się stało, a jednak powściągnął swój gniew.
Na tym tle chciałbym wspomnieć o katastrofie w Smoleńsku polskiego samolotu rządowego z panem prezydentem Lechem Kaczyńskim i jego małżonką oraz wieloma ważnymi przedstawicielami z życia politycznego i religijnego Polski. W sumie 96 osób. Było to dokładnie rok temu, 10 kwietnia 2010 roku. Marta Kaczyńska, córka pary prezydenckiej napisała w rok po śmierci rodziców:
Miałam wspaniałych Rodziców. Trudno jest mi o Nich pisać, starając się przekazać ich zupełny i skończony obraz, bo nie przywykłam do tego, że od roku muszę mówić o Mamie i Tacie wyłącznie w czasie przeszłym. Rodzice byli ludźmi tak pełnymi życia, że nie mogę uwierzyć, że musieli odejść. Że wszystkie rozmowy, wspólnie spędzone chwile już nigdy się nie powtórzą. Że wszystko, co łączy się z moimi Rodzicami, jest już tylko wspomnieniem. Dziś za każdym razem, gdy przekraczam próg mieszkania Rodziców, uderza mnie cisza.
Ale ta śmierć dotknęła nie tylko najbliższą rodzinę. Polacy na całym święcie zjednoczyli się w bólu i żałobie. Był płacz, modlitwa, ale także był i wciąż u wielu jest także gniew. Pomimo upływu czasu wiele pytań pozostaje wciąż bez odpowiedzi. Co więcej, rodzą się nowe. Czy był to wypadek czy planowany z premedytacją zamach? Wiele zdaje się na to wskazywać na to ostatnie, ale nie mamy pewności. A skoro nie mamy pewności, to lepiej jest naiwnie uznać niewinność winowajcy, niż oskarżyć niewinnego.
Pan Jezus znał prawdę o tych, którzy planowali Jego śmierć i udawali przyjaciół, a jednak powściągnął swój gniew. Tym bardziej powinniśmy zrobić to my, ponieważ nie mamy stuprocentowej pewności, nie znamy pełnej prawdy. Rozumiem głosy domagające się jej poznania prawdy. Mamy prawo do poznania prawdy i oczekiwania, że złoczyńcy, jeśli to był zamach, zostaną ukarani. A jednak niezależnie, jak była przyczyna katastrofy rządowego Tu-154 w Smoleńsku, gromadzimy się w kościołach czy na placach i w tym roku, tak jak uczyniliśmy to rok temu, przede wszystkim po to, aby jednoczyć się na modlitwie za śp. pana prezydenta, jego małżonkę, wszystkich, którzy wtedy zginęli oraz wszystkich, których ta śmierć dotknęła.
Jeśli katastrofa w Smoleńsku była zamacham, to trzeba nam się modlić również o ujawnienie jej sprawców. A także …o przebaczenie i nawrócenie dla ewentualnych sprawców. Czynimy tak, ponieważ taki przykład daje nam sam Pan Jezus, który umierając na krzyżu modlił się o przebaczenie dla tych, którzy Go do niego przybili.
Niech zatem Ten, który powściągnął swój gniew, pomoże nam panować nad naszymi uczuciami. Niech Ten, który jest Panem życia, obdarzy życiem wiecznym tych wszystkich, których rocznicę śmierci dzisiaj wspominamy.
*************
* Rozważanie na temat znaczenia greckiego słowa ἐμβριμάομαι oparłem głównie na: Vincent, M. R. (2002). Word studies in the New Testament (2:204). Bellingham, WA: Logos Research Systems, Inc.), który odnośnie J 11, 33 napisał:
33. He groaned in the spirit (ἐνεβριμήσατο τῷ πνεύματι). See on Mark 1:43. The word for groaned occurs three times elsewhere: Matt. 9:30; Mark 1:43; 14:5. In every case it expresses a charge, or remonstrance, accompanied with a feeling of displeasure. On this passage there are two lines of interpretation, both of them assuming the meaning just stated. (1) Τῷ πνεύματι, the spirit, is regarded as the object of Jesus’ inward charge or remonstrance. This is explained variously: as that Jesus sternly rebuked the natural shrinking of His human spirit, and summoned it to the decisive conflict with death; or that He checked its impulse to put forth His divine energy at once. (2) Takes in the spirit, as representing the sphere of feeling, as 13:21; Mark 8:12; Luke 10:21. Some explain the feeling as indignation at the hypocritical mourning of the Jews, or at their unbelief and the sisters’ misapprehension; others as indignation at the temporary triumph of Satan, who had the power of death.
The interpretation which explains τῷ πνεύματι as the sphere of feeling is to be preferred. Comp. ver. 38, in himself. The nature of the particular emotion of Jesus must remain largely a matter of conjecture. Revised Version of the New Testament renders, in margin, was moved with indignation in the spirit.
1
Saturday, 03 November 2012
Monday, 14 May 2012
Thursday, 05 July 2012
Wednesday, 25 April 2012
Thursday, 04 October 2012
