Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Mężczyzną i kobietą... nagich stworzył ich

Kategoria: Lektury duchowe Saturday, 21 April 2012, 16:25

Rdz 1, 26: „A wreszcie rzekł Bóg: ‘Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam’”.


Nasz wielki i zróżnicowany kosmos — świat istot żyjących — wpisany jest w ojcostwo samego Boga jako w swój odwieczny pierwowzór (por. Ef 3, 14-16). Wpisany jest — oczywiście — na zasadzie rozległej analogii. Poprzez tę analogię, która wyraża się już na początku, w Księdze Rodzaju, dochodzimy do wyodrębnienia ludzkiego rodzicielstwa, a więc także ludzkiej rodziny. Kluczem do tego jest bardzo mocno uwydatniona w tym samym tekście zasada „obrazu” i „podobieństwa” Boga samego (por. Rdz 1, 26). Bóg stwarza mocą swego słowa: „Niechaj się stanie” (np. Rdz. 1, 3). Rzeczą znamienną jest, iż to stwórcze słowo Boga — w przypadku stworzenia człowieka — dopełnione jest zwrotem: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1, 26). Stwórca jak gdyby wchodził w siebie przed stworzeniem człowieka, szukając wzoru i natchnienia w tajemnicy swojego Bytu, która poniekąd już tutaj objawia się jako Boskie „My”. Z tej tajemnicy Bóg wyprowadza stwórczo ludzką istotę. Czytamy: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1, 27).


Do tych nowych istot Stwórca mówi, błogosławiąc: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” (Rdz 1,28). Księga Rodzaju używa tych samych słów, co przy stworzeniu innych istot żyjących: „rozmnażajcie się” — równocześnie jednak ich sens analogiczny jest bardzo wyraźny. Czyż nie jest to właśnie analogia rodzenia i rodzicielstwa, którą trzeba odczytywać poprzez cały kontekst? Żadna z istot żyjących poza człowiekiem nie została stworzona „na obraz i podobieństwo Boga”. Ludzkie Rodzicielstwo jest biologicznie podobne do prokreacji innych istot żyjących w przyrodzie, ale istotowo jest „podobne” — ono jedno — do Boga samego. Takie właśnie rodzicielstwo stoi u podstaw rodziny jako ludzkiej wspólnoty życia: jako wspólnoty osób zjednoczonych w miłości (comunio personarum).


W świetle Nowego Testamentu widać wyraźnie, że odniesienia dla tej wspólnoty, jej pierwowzoru, należy szukać w Bogu samym. Zawiera się on w trynitarnej tajemnicy Jego Życia. Boskie „My” jest przedwiecznym prawzorem dla ludzkiego „my” — tego przede wszystkim, jakie mają stanowić mężczyzna i kobieta, stworzeni na obraz i podobieństwo Boga samego. Słowa Księgi Rodzaju zawierają prawdę o człowieku, której odpowiada najszerzej rozumiane doświadczenie ludzkości: człowiek jako mężczyzna i kobieta „od początku” — całe życie ludzkiej zbiorowości — wspólnoty, społeczności i społeczeństwa noszą znamię tej pierwotnej dwoistości. Stanowi o niej męskość i kobiecość poszczególnych osób, a każda wspólnota czy społeczność czerpie z tej dwoistości swą szczególną charakterystykę i szczególne bogactwo we wzajemnym dopełnianiu się osób. Zapis Księgi Rodzaju dotyczący dzieła stworzenia zdaje się mówić o tym nade wszystko, gdy stwierdza: „mężczyzną i kobietą stworzył ich” (por. Rdz 1,27). Jest to również pierwsze stwierdzenie jednakowej godności obojga: oboje na równi są osobami. Osobowa konstytucja obojga oraz osobowa godność jest „od początku” wyznacznikiem dobra wspólnego ludzkości w różnych wymiarach i zakresach. Do tego dobra wspólnego wnoszą oboje: mężczyzna i kobieta, właściwy sobie wkład. Dzięki temu dobro wspólne ludzi posiada u samych podstaw charakter komunijny i komplementarny zarazem.


***


„Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1, 26). Pamiętamy wszyscy tę piękną opowieść z Księgi Rodzaju, która ukazuje nam Boga tworzącego najwspanialsze ze swych dzieł. Posłuszny Jego słowu, znika pierwotny chaos; to właśnie słowo Boże porządkuje wszechświat, napełniając go światłem gwiazd i zaludniając wszelkiego rodzaju istotami żywymi. Następnie święty autor, jak gdyby uchylając zasłonę, podsłuchuje – rzec można –intymny dialog Stwórcy, sygnał wskazujący istnienie Bożej Rodziny, którym zamyka swą opowieść: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1, 26). Ażeby bardziej z bliska prześledzić tę opowieść i aby lepiej zrozumieć jej głęboki sens, zastanówmy się wspólnie nad trzema momentami obecnymi w świętym tekście. Przede wszystkim, drodzy bracia, tekst Księgi Rodzaju przedstawia człowieka, ludzkość, nas wszystkich, w myśli Boga, jako przedmiot Jego planów. Uczynieni zostaliśmy według niepowtarzalnego projektu, poczętego w nieskończonej mądrości: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam” (Rdz 1;26). Oto najwyższa przyczyna godności ludzkiej: jesteśmy wyrazem serca Boga Żywego, objawieniem się Jego odwiecznych planów, wedle których Bóg udziela się człowiekowi, czyni nas na swój obraz. Mężczyzna i kobieta, uczynieni na obraz i podobieństwo Boże, od początku pomyślani zostali tak, aby mogli rozwijać w czasie dialog miłości istniejący w sercu Boga i przekazywać Jego stwórcze słowo, źródło życia, tak jak według porównania św. Tomasza płomień pochodni przekazuje ogień, od którego zapala się pochodnię (por. Summa contra gentiles, II 46). Drugi moment – autor Księgi Rodzaju mówi nam o realizacji zamysłu Bożego dotyczącego człowieka: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1, 27). Instytucja wspólnoty małżeńskiej, zgodnie z planem Bożym, jest więc pierwszym zalążkiem, pierwszym wyrazem powołania człowieka na ziemi. Pierwsza wspólnota ludzka nosi w sobie wezwanie do jedności z Bogiem i do komunii osób. Miłość Boża zatem będzie znajdowała swe odbicie nie w samotności człowieka (por.  Rdz 2, 19 nast.), ale w jego relacjach międzyosobowych, stając się zaproszeniem do dialogu z Bogiem i z innymi ludźmi. W tym to celu – i tu dochodzimy do trzeciego momentu biblijnej narracji – Stwórca błogosławi mężczyznę i kobietę. W tym błogosławieństwie zawiera się wyraz i znak stwórczej miłości. Miłość tworzy dobro i „raduje się z dobra”: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” (Rdz 1, 28). Bóg, udzielając swego błogosławieństwa, zanim jeszcze obiecał parze ludzkiej objęcie ziemi w posiadani, obdarzył ją płodnością i powierzył jej misję prokreacji i przekazywania ziarna życia, jako owoc i znak małżeńskiej miłości. Na ową płodność miłości, dobro małżonków i potomstwa, trzeba patrzeć w świetle Bożej łaskawości, jako na odbicie obrazu Boga i znak stopniowego wzrastania we wspólnocie życia: „A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało” (Mt 19, 6). Opis owego najwspanialszego dnia stworzenia autor zamyka konkluzją: „Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre” (Rdz 1, 31).


***


Rdz 2, 25: „Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu”.


Mężczyzna i kobieta widzą siebie (wedle Rdz 2, 25) jakby wzrokiem samej tajemnicy stworzenia - widzą siebie w ten sposób, zanim „poznają, że są nadzy”. Ich wzajemne widzenie jest nie tylko udziałem w „zewnętrznej” widzialności świata, ale ma wewnętrzny wymiar uczestnictwa w widzeniu samego Stwórcy - w tym widzeniu, o którym kilkakrotnie mówi tekst kapłański „widział Bóg, że było dobre [...], że było bardzo dobre” (Rdz 1, 31). Nagość oznacza całą prostotę i pełnię tego widzenia, poprzez które ujawnia się „czysta” wartość człowieka jako mężczyzny i kobiety, „czysta” wartość ciała i płci. Sytuacja - na którą pierwotne objawienie ciała, a w szczególności Rdz 2, 25 wskazuje tak zwięźle, a zarazem tak sugestywnie, nie zna wewnętrznego pęknięcia i przeciwstawienia pomiędzy tym, co duchowe, a tym, co zmysłowe, tak jak nie wykazuje pęknięcia i przeciwstawienia pomiędzy tym, co po ludzku osobowe, a tym, co w człowieku stanowi płeć: co męskie i kobiece.


Widząc siebie wzajemnie jakby wzrokiem samej tajemnicy stworzenia, mężczyzna i kobieta widzą siebie tym pełniej i wyraziściej samym zmysłem wzroku: oczyma ciała. Widzą bowiem i ogarniają siebie z całym pokojem l wewnętrznego wejrzenia, który właśnie stwarza pełnię osobowej intymności. Jeśli „wstyd” niesie z sobą swoiste ograniczenie widzenia oczyma ciała, to dzieje się to przede wszystkim na gruncie zachwianej i jakby „zagrożonej” osobowej intymności. Wedle Rdz 2, 25 mężczyzna i kobieta „nie doznają wobec siebie wstydu”; widząc i ogarniając siebie z całym pokojem wewnętrznego wejrzenia, „komunikują” w pełni człowieczeństwa, które objawia się w nich jako wzajemnie dopełnione właśnie dlatego, że jest „męskie” i „kobiece”. A zarazem „komunikują” na gruncie tej komunii osób, w której poprzez swą kobiecość i męskość stają się wzajemnym darem dla siebie. W ten sposób osiągają we wzajemności szczególne poczucie sensu swego ciała. Pierwotne znaczenie nagości odpowiada takiej prostocie i pełni widzenia, w której poczucie sensu ciała rodzi się jakby w samym sercu ich wspólnoty – komunii. Nazwiemy je „oblubieńczym”. Mężczyzna i kobieta w Rdz 2, 23-25 wyłaniają się u samego „początku” z takim właśnie poczuciem sensu swego ciała. To też zasługuje teraz na pogłębioną analizę.


Jeśli opis stworzenia człowieka w obu swych wersjach, jahwistycznej i kapłańskiej, pozwala nam ustalić pierwotne znaczenie samotności, jedności i nagości, to tym samym pozwala odnaleźć się na terenie adekwatnej antropologii, która stara się rozumieć i tłumaczyć człowieka w tym, co istotowo ludzkie.


Teksty biblijne zawierają w sobie zasadnicze elementy takiej właśnie antropologii, odsłaniające się w teologicznym kontekście „obrazu Boga”. To pojęcie kryje w sobie sam rdzeń prawdy o człowieku, objawionej poprzez ów „początek”, do którego odwołał się Chrystus w rozmowie z faryzeuszami (por. Mt 19, 3-9), mówiąc o stworzeniu człowieka jako mężczyzny i kobiety. Trzeba pamiętać, iż wszystkie analizy, jakie tutaj podejmujemy, bodaj pośrednio nawiązują do tych właśnie Jego słów. Człowiek, którego Bóg stworzył „mężczyzną i niewiastą”, jest obrazem Bożym wyrażonym w ciele „od początku”, przy czym mężczyzna i kobieta stanowią jakby dwa różne sposoby ludzkiego „bycia ciałem” w jedności tego obrazu.


Wypada nam teraz jeszcze raz zwrócić się do tych zasadniczych słów, którymi posługuje się Chrystus, do słowa „stworzył” oraz do podmiotu “Stwórca”, wprowadzając w dotychczasowy tok naszych rozważań nowy wymiar, nową zasadę rozumienia i tłumaczenia, którą określimy jako „hermeneutykę daru”. Wymiar daru stanowi o istotnej prawdzie i głębi znaczenia pierwotnej samotności, jedności i nagości. On też leży w samym sercu tajemnicy stworzenia, która pozwala nam budować teologię ciała „od początku”, ale też domaga się, abyśmy tak ją właśnie budowali.



Słowo „stworzył” w ustach Chrystusa zawiera tę samą prawdę, którą odczytujemy w Księdze Rodzaju. Pierwszy opis stworzenie powtarza to słowo wielokrotnie od Rdz 1, 1 („Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”), aż do Rdz 1, 27 („stworzył [...] człowieka na [...] obraz Boży”) 20). Bóg objawia siebie przede wszystkim jako Stwórcę. Chrystus odwołuje się do tego podstawowego objawienia utrwalonego w Księdze Rodzaju. Pojęcie stworzenia ma tam nie tylko swą metafizyczną, ale na wskroś teologiczną głębię. Stwórca to Ten, który „powołuje do istnienia z nicości”, który „ustanawia w bycie” świat i człowieka w świecie, dlatego że „jest miłością” (1 J 4, 8.16).


Wprawdzie tego wyrażenia „Bóg jest miłością” nie znajdujemy w samym opisie stworzenia, niemniej opis ów wielokrotnie powtarza: „widział Bóg, że było dobre [...], że było bardzo dobre” (Rdz 1,4. 10.12.18.21.25.31). Poprzez te słowa odsłania się droga do miłości jako Boskiego motywu stworzenia, jako jego źródła, z którego ono się wywodzi. Tylko miłość bowiem daje początek dobru i „raduje się, dobrem” (por. l Kor 13). Dlatego stworzenie jako działanie Boże oznacza nie tylko powołanie do istnienia z nicości i ustanowienie byt u świata i człowieka w świecie, oznacza ono zarazem wedle opisu (bereszit bara, Rdz 1, 1) obdarowanie, i to obdarowanie podstawowe i „radykalne”, w którym dar pochodzi z nicości.



Lektura pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju wprowadza nas w tajemnicę stworzenia, czyli zaistnienia świata z woli Boga, który jest wszechmocą i miłością. Wobec tego każde stworzenie nosi w sobie znamię daru, jako najbardziej pierwotne i podstawowe. Równocześnie jednak pojęcie „obdarowania” nie może być odniesione do nicości. Wskazuje ono na obdarowującego i obdarowanego oraz na relację, jaka pomiędzy nimi powstaje. Otóż relacja ta wyłania się w opisie stworzenia wraz ze stworzeniem człowieka. O tej relacji mówi przede wszystkim zwrot: „Stworzył więc Bóg człowieka [...] na obraz Boży go stworzył” (Rdz 1, 27). W opisie stworzenia świata widzialnego obdarowanie ma sens tylko ze względu na człowieka. O nim tylko w całym dziele stworzenia należy myśleć jako o obdarowanym: świat widzialny jest stworzony „dla niego”. (Jan Paweł II, Komentarz do ksiąg Starego Testamentu, str. 12-14; 36-38).

 

Komentarzy: 18


Niebo

Kategoria: Lektury duchowe Thursday, 19 April 2012, 09:20

„Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”. (Rdz 1, 1 BT)


*********


"Gdy w języku biblijnym «niebo» występuje w połączeniu z «ziemią», oznacza część wszechświata. W opisie stworzenia Pismo Święte stwierdza: «Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię» (Rdz 1, 1). W sensie metaforycznym niebo pojmowane jest jako mieszkanie Boga, który tym odróżnia się od ludzi (por. Ps 104 [103], 2 n.; 115 [113 B], 16; Iz 66, 1). Spogląda z wysokości niebios i osądza (por. Ps 113 [112], 4-9) oraz zstępuje, gdy człowiek Go przywołuje (por. Ps 18 [17], 7. 10; 144 [143], 5). Jednakże metafora biblijna daje jasno do zrozumienia, że Bóg nie utożsamia się z niebem, nie można też ograniczać Jego obecności do nieba (por. 1 Krl 8, 27); jest to prawda, chociaż w niektórych fragmentach Pierwszej Księgi Machabejskiej «Niebo» występuje po prostu jako imię Boga (3, 18. 19. 50. 60; 4, 24. 55).


Niebo przedstawiane jest jako transcendentne mieszkanie żywego Boga, a ponadto jako miejsce, do którego dzięki łasce mogą wstąpić również wierzący, co poświadcza w Starym Testamencie historia Henocha (por. Rdz 5, 24) oraz Eliasza (por. 2 Krl 2, 11). Niebo staje się zatem figurą życia w Bogu. W tym sensie Jezus mówi o «nagrodzie w niebie» (Mt 5, 12) i zachęca do «gromadzenia skarbów w niebie» (Mt 6, 20; por. 19, 21).


Nowy Testament pogłębia ideę nieba również w odniesieniu do tajemnicy Chrystusa. Aby ukazać, że ofiara Odkupiciela ma wartość doskonałą i ostateczną, List do Hebrajczyków stwierdza, iż Jezus «przeszedł przez niebiosa» (4, 14) i «wszedł nie do świątyni, zbudowanej rękami ludzkimi, będącej odbiciem prawdziwej [świątyni], ale do samego nieba» (9, 24). Ponadto wierzący, jako umiłowani w sposób szczególny przez Ojca, zmartwychwstają wraz z Chrystusem i stają się obywatelami nieba. Warto posłuchać, co mówi na ten temat apostoł Paweł w słowach pełnych głębokiej treści: «Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia. Łaską bowiem jesteście zbawieni. Razem też wskrzesił i razem posadził na wyżynach niebieskich — w Chrystusie Jezusie, aby w nadchodzących wiekach przemożne bogactwo Jego łaski wykazać na przykładzie dobroci względem nas, w Chrystusie Jezusie» (Ef 2, 4-7). Stworzenia doświadczają ojcostwa Boga, bogatego w miłosierdzie, poprzez miłość Syna Bożego, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, który jako Pan zasiada na niebiosach po prawicy Ojca.


Kiedy zatem po zakończeniu naszej ziemskiej drogi dostępujemy udziału w pełni życia z Ojcem, urzeczywistnia się to przez włączenie w misterium paschalne Chrystusa. Św. Paweł, posługując się przestrzennym obrazem, bardzo wyraziście ukazuje to nasze zmierzanie do Chrystusa w niebiosach przy końcu czasów: «Potem my, żywi i pozostawieni, wraz z nimi będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana, i w ten sposób zawsze będziemy z Panem. Przeto wzajemnie się pocieszajcie tymi słowami!»" (1 Tes 4, 17-18).  (Jan Paweł II, „Komentarz do ksiąg Starego Testamentu”)

Komentarzy: 9


Starożytna homilia na Świętą i Wielką Sobotę

Kategoria: Lektury duchowe Wednesday, 04 July 2012, 08:46

Co się stało? Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka. Cisza wielka, bo Król zasnął. Ziemia się przelękła i zamilkła, bo Bóg zasnął w ludzkim ciele, a wzbudził tych, którzy spali od wieków. Bóg umarł w ciele, a poruszył Otchłań.

Idzie, aby odnaleźć pierwszego człowieka, jak zgubioną owieczkę.

Pragnie nawiedzić tych, którzy siedzą zupełnie pogrążeni w cieniu śmierci; aby wyzwolić z bólów niewolnika Adama, a wraz z nim niewolnicę Ewę, idzie On, który jest ich Bogiem i synem Ewy.

Przyszedł więc do nich Pan, trzymając w ręku zwycięski oręż krzyża. Ujrzawszy Go praojciec Adam, pełen zdumienia, uderzył się w piersi i zawołał do wszystkich: "Pan mój z nami wszystkimi!" I odrzekł Chrystus Adamowi: "I z duchem twoim!" A pochwyciwszy go za rękę, podniósł go mówiąc: "Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus.

Oto Ja, twój Bóg, który dla ciebie stałem się twoim synem. Oto teraz mówię tobie i wszystkim, którzy będą twoimi synami, i moją władzą rozkazuję wszystkim, którzy są w okowach: Wyjdźcie! A tym, którzy są w ciemnościach, powiadam: Niech zajaśnieje wam światło! Tym zaś, którzy zasnęli, rozkazuję: Powstańcie!

Tobie, Adamie, rozkazuję: Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, abyś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych. Powstań ty, który jesteś dziełem rąk moich. Powstań ty, który jesteś moim obrazem uczynionym na moje podobieństwo. Powstań, wyjdźmy stąd! Ty bowiem jesteś we Mnie, a Ja w tobie, jako jedna i niepodzielna osoba.

Dla ciebie Ja, twój Bóg, stałem się twoim synem. Dla ciebie Ja, Pan, przybrałem postać sługi. Dla ciebie Ja, który jestem ponad niebiosami, przyszedłem na ziemię i zstąpiłem w jej głębiny. Dla ciebie, człowieka, stałem się jako człowiek bezsilny, lecz wolny pośród umarłych. Dla ciebie, który porzuciłeś ogród rajski, Ja w ogrodzie oliwnym zostałem wydany Żydom i ukrzyżowany w ogrodzie.

Przypatrz się mojej twarzy dla ciebie oplutej, bym mógł ci przywrócić ducha, którego niegdyś tchnąłem w ciebie. Zobacz na moim obliczu ślady uderzeń, które zniosłem, aby na twoim zeszpeconym obliczu przywrócić mój obraz.

Spójrz na moje plecy przeorane razami, które wycierpiałem, aby z twoich ramion zdjąć ciężar grzechów przytłaczających ciebie. Obejrzyj moje ręce tak mocno przybite do drzewa za ciebie, który niegdyś przewrotnie wyciągnąłeś swą rękę do drzewa.

Snem śmierci zasnąłem na krzyżu i włócznia przebiła mój bok za ciebie, który usnąłeś w raju i z twojego boku wydałeś Ewę, a ta moja rana uzdrowiła twoje zranienie. Sen mej śmierci wywiedzie cię ze snu Otchłani. Cios zadany Mi włócznią złamał włócznię skierowaną przeciw tobie.

Powstań, pójdźmy stąd! Niegdyś szatan wywiódł cię z rajskiej ziemi, Ja zaś wprowadzę ciebie już nie do raju, lecz na tron niebiański. Zakazano ci dostępu do drzewa będącego obrazem życia, ale Ja, który jestem życiem, oddaję się tobie. Przykazałem aniołom, aby cię strzegli tak, jak słudzy, teraz zaś sprawię, że będą ci oddawać cześć taką, jaka należy się Bogu.

Gotowy już jest niebiański tron, w pogotowiu czekają słudzy, już wzniesiono salę godową, jedzenie zastawione, przyozdobione wieczne mieszkanie, skarby dóbr wiekuistych są otwarte, a królestwo niebieskie, przygotowane od założenia świata, już otwarte". (Źródło: Liturgia Godzin)

Komentarzy: 6


Chesterton o pewnym przejawie czarnej magii

Kategoria: Lektury duchowe Sunday, 02 September 2012, 14:27

„Ale nie zatrzymując się dłużej w tych ciemnych zakamarkach, wspomnijmy jedynie, że w tradycji czarnej magii powracają stale pewne antyludzkie antagonizmy. Wydaje siły na przykład, że zawsze przenikają mistyczna nienawiść do idei dzieciństwa. Ludzie rozumieliby lepiej pospolitą nienawiść do czarownic, gdyby pamiętali, że zło najczęściej im przypisywane polegało na niedopuszczaniu do rodzenia się dzieci. Hebrajscy prorocy nieustannie sprzeciwiali się ludowi hebrajskiemu, który popa­dał w idolatrię związaną właśnie z toczeniem wojny przeciw własnym dzieciom. (…)

 

 

Na przeciwległym brzegu śródlądowego morza istniała metropolia pod nazwą Nowe Miasto. Było ona o wiele starsza, potężniejsza i bardziej zasobna niż metropolia  Italii, ale panująca w niej atmosfera nadal usprawiedliwiała tę nazwę. Miasto nazwano nowym, ponieważ, tak jak Nowy Jork czy Nowa Zelandia, stanowiło kolonię. Była to osada czy też placówka stanowiąca dowód energii i ekspansji wielkich kupie­ckich miast: Tyru i Sydonu. Panował w niej nastrój właściwy dla nowych krajów i kolonii: nastrój pewności i biznesu. Jego mieszkańcy lubili wypowiadać kategoryczne zdania dźwięczące jak stal; mawiali na przykład, że nikt nie może umyć rak w mo­rzu bez pozwolenia Nowego Miasta. Jego wielkość zależała niemal całkowicie od wspaniałości okrętów, tak samo jak w wy­padku owych dwóch wielkich portów i ośrodków handlowych, z których pochodzili jego mieszkańcy. Ich geniusz handlowy i spore doświadczenie w podróżach wywodziły się z Tyru i Sy­donu. Wywodziło się stamtąd również wiele innych rzeczy.

 

W poprzednim rozdziale wspomniałem o psychologii le­żącej u podstaw pewnego rodzaju religii. U ludzi spragnionych nie tylko poetyckich, ale także praktycznych efektów istniała tendencja do wzywania duchów strachu i niewoli; skłonność do poruszania Acherontu w rozpaczliwej nadziei nagięcia woli bogów. Od zawsze panowało wśród nich mgliste prze­konanie, że te mroczniejsze moce naprawdę robią, co do nich należy, i nie zajmują się niedorzecznościami. W psychologii ludów punickich ten dziwny rodzaj pesymistycznej pragmatyki osiągnął niespotykane proporcje. W Nowym Mieście, które Rzymianie nazywali Kartaginą, podobnie jak w macierzystych miastach fenickich, bóg, który robił, co do niego należało, nosił imię Molocha; niewykluczone, że był to ten sam bóg, którego znamy pod imieniem Baala, czyli Pana. Rzymianie z początku nie bardzo wiedzieli, jak mają go nazywać ani co maja o nim myśleć; musieli odwołać się do najbrutalniejszego greckiego czy też rzymskiego mitu o początkach i porównać go z Saturnem pożerającym własne dzieci. Jednakże czciciele Molocha nie byli wcale brutalni ani prymitywni. Należeli do dojrzałej, wyrafinowanej cywilizacji, obfitującej w subtelności i luksusy; byli prawdopodobnie o wiele bardziej cywilizowani od Rzymian. Moloch zaś nie był mitem, w każdym razie mitem nie byty jego uczty. Ci wysoce cywilizowani ludzie naprawdę spotykali się, by wypraszać błogosławieństwo niebios dla swego imperium przez wrzucanie setek własnych dzieci do wielkiego paleniska. Żeby zdać sobie sprawę z tego, jakie było to połącze­nie, wyobraźmy sobie grupę kupców z Manchesteru, w przypominających kominy cylindrach i z bujnymi bokobrodami, jak co niedziela udają się o jedenastej do kościoła, by oglądać pieczone żywcem niemowlę. (…)

 

 

Kartaginą, jak większością państw kupieckich, rządziła arystokracja. Nacisk, jaki bogaci wywierali na biednych, był bezosobowy i nie do przezwyciężenia. Arystokracja tego rodzaju nigdy bowiem nie dopuszcza do rządów konkretnych osób, i być może właśnie dlatego zdolności konkretnych osób budziły zazdrość kartagińskiej arystokracji. Geniusz może jed­nak pojawić się wszędzie, nawet w klasie rządzącej. W jednym z wielkich rodów Kartaginy, jakby tylko po to, by najtrudniejszy dla świata próbę uczynić jeszcze straszniejszą, przyszedł na świat człowiek, który opuścił złocone pałace z energią i oryginalnością zjawiającego się znikąd Napoleona. W kryzysowym momencie wojny dotarła do Rzymu wieść o militarnym cudzie: Italia została zaatakowana z północy. Hannibal, którego imię w jego języku znaczyło „Łaska Baala", zdołał przeprowadzić przez rozgwieżdżone odludzie Alp ciężki łańcuch zbrojnych i skierował się na południe, ku miastu, którego zniszczenie po­przysiągł wszystkim swoim przerażającym bogom.

 

Hannibal wyruszył w drogę do Rzymu, a Rzymianie, którzy rzucili się do walki, mieli wrażenie, że walczą z czarnoksiężnikiem. Dwie wielkie armie zatonęły na prawo i lewo od niego w trzęsawiskach nad Trebią, jeszcze większą liczbę pochłonął przerażający wir bitwy pod Kannami, coraz więcej żołnierzy szło mu naprzeciw i padało zdruzgotanych jednym jego do­tknięciem. Zdrada, nieomylny znak klęski, obracała plemię za plemieniem przeciwko upadającemu Rzymowi, a niezwyciężony wróg zbliżał się coraz bardziej do miasta. Olbrzymiejąca wielonarodowa armia Kartaginy posuwała się za wielkim wodzem jak światowa parada – słonie wstrząsające ziemią jak maszerujące góry, olbrzymi Galowie w pełnym barbarzyńskim uzbrojeniu, śniadzi  Hiszpanie przepasani złotem, ciemnoskórzy Numidzi na nieosiodłanych pustynnych koniach, krążący i spadający na ofiarę niczym sokoły, całe tłumy dezerterów, najemników i naj­różniejszych plemion - a łaska Baala szła na ich czele. (…)

 

Kartaginie zagrażała na świecie jeszcze tylko jedna rzecz: sama Kartagina. (…)

 

Skąd u ludzi to dziwne przeświadczenie, że to, co nikczem­ne, zawsze zwycięża nad tym, co szlachetne; ze istnieje jakieś mroczne powiązanie rozumu z rozbojem, albo że nikczemniko­wi można wybaczyć nudziarstwo? Dlaczego uważa się wszelką rycerskość za przejaw sentymentalizmu, a sentymentalizm za przejaw słabości? Otóż dzieje się tak dlatego, że wyznawcy tych poglądów, podobnie jak wszyscy ludzie, kierują się religią. Dla nich, tak samo jak dla wszystkich, najważniejsze jest ich własne pojęcie natury rzeczy; ich wyobrażenie na temat świata, w któ­rym przyszło im żyć. Ich wiara obejmuje tylko jedną rzecz ostateczną – strach, i dlatego są przekonani, że sercem świata jest zło. Wierzą, że śmierć jest silniejsza od życia, a zatem rzeczy martwe muszą być silniejsze od żywych; bez względu na to, czy za rzeczy martwe uważają złoto, żelazo i maszyny – czy też skały, rzeki i siły natury. Twierdzenie, że ludzie, których spotykamy na her­batce albo z którymi rozmawiamy podczas przyjęć w ogrodzie, są w głębi ducha czcicielami Baala albo Molocha, brzmi dość fan­tastycznie. Jednakże umysł handlowca ma własną wizję wszech­świata: jest to wizja Kartaginy. Popełnia on ten sam grubiański błąd, który doprowadził do zburzenia Kartaginy. Punicka potęga legła w gruzach, ponieważ wyznawany przez nią rodzaj materializmu odznaczał się szalona obojętnością wobec prawdziwej myśli. Kto nie wierzy w duszę, przestaje wierzyć także i w rozum. Kto jest zbyt praktyczny, by brać pod uwagę moralność, odrzu­ca to, co każdy praktyczny żołnierz określa jako morale armii. Wydaje mu się, ze pieniądze będą walczyć, gdy ludzie zaniechają walki. Tak właśnie uważali puniccy książęta handlu. Oni sami wyznawali przecież religię rozpaczy nawet wtedy, gdy w praktyce ich perspektywy wyglądały różowo, jak zatem mogli pojąć, że Rzymianie zachowają nadzieję nawet wtedy, gdy ich perspek­tywy będą wyglądać beznadziejnie? Kartagińczycy wyznawali religię przemocy i strachu. Jak zatem mogli zrozumieć, że można pogardzać strachem nawet wtedy, gdy jest się ofiarą przemocy? U podstaw ich filozofii świata leżało znużenie – przede wszyst­kim znużenie walką. Jak zatem mogli zrozumieć kogoś, kto walczy mimo znużenia? Jednym słowem, jak mieli zrozumieć umysł Człowieka ci, którzy od tak dawna kłaniali się bezmyśl­nym przedmiotom, pieniądzowi, nieokiełznanej sile i bogom o sercach bestii? Nagle dobiegła ich wieść, ze węgle, które według nich nie zasługiwały na zdeptanie, znów wszędzie wybuchają płomieniem; że Hasdrubal został pokonany, ze Hannibal walczy z przeważającą siłą wroga, że Scypion zepchnął wojny do Hiszpanii, że zepchnął ją do samej Afryki. Przed bramami złotego miasta Hannibal stoczył w jego obronie ostatnią bitwę i przegrał, a upadku Kartaginy nie można porównać z niczym od czasu upadku Szatana. Z Nowego Miasta ocalało jedynie imię; nie pozostał po nim na piaskach ani jeden kamień. Jego ostateczne zniszczenie wymagało co prawda stoczenia jeszcze jednej wojny, ale zniszczenie to rzeczywiście było ostateczne. Dopiero ludzie rozkopujący wiele wieków potem głębokie fundamenty miasta znaleźli stos setek małych szkieletów: święte relikwie przerażają­cej religii. Kartagina upadła, bo pozostała wierna swojej filozofii i wyciągnęła ostateczne logiczne wnioski z własnej wizji wszechświata. Moloch pożarł własne dzieci”. (G. K. Chesterton, „Wiekuisty Człowiek”, str. 189, 225- 227, 228-229, 230, 232-234).

Komentarzy: 30


Św. Augustyn: Łaska a wolna wola

Kategoria: Lektury duchowe Saturday, 01 December 2012, 10:28

Zasadniczym celem tego wpisu jest przedstawienie Augustynowego uzgodnienia darmowości łaski z jednej strony i odpowiedzi człowieka, z drugiej. Celem drugorzędnym jest podanie szerszego kontekstu do wypowiedzi św. Augustyna cytowanej przez Pawła Bartosika dwukrotnie na tym forum:

1.  http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/kto_to_powiedzial_heretyk_czy_ortodoks

 

2.  http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/konkurs:_kto_to_powiedzial__33049

 

Teraz oddajmy głos św. Augustynowi:

 

"Bezwzględna darmowość łaski

 

Pisałem już poprzednio o wierze, czyli o wierze wierzącego, wykazując jej zależność od łaski. Gdyby było inaczej, Apostoł powiedziałby: ‘Miłosierdzia dostąpiłem, bo byłem wierny’. Tymczasem powiedział przeciwnie: ‘Miłosierdzia dostąpiłem, abym był wierny’ (1 Kor 7:25). Są jeszcze i inne świadectwa, a wśród nich i następujące zdanie Apostoła: ‘Rozumcie z umiarkowaniem i wedle miary wiary, jakiej Bóg udzielił każdemu’ (Rz 12:3). Już wspomniałem te słowa Pawłowe: ‘Łaską jesteście zbawieni przez wiarę, i to nie przez was, bo ona darem Bożym jest’ (Ef 2:8). Dodaję obecnie i ten cytat z Listu do Efezjan: ‘Pokój niech będzie braciom i miłość z wiarą od Boga Ojca i Pana Jezusa Chrystusa’ (6:8). Przytoczymy jeszcze następujący urywek z Listu do Filipian: ‘Wam bowiem dane jest dla Chrystusa, abyście nie tylko weń wierzyli, ale byście także dla niego cierpieli’ (1:29). Zatem i wiara wierzących, i nadzieja cierpiących – obie należą do łaski Bożej, bo obie, według Pawła, są darem Bożym. Zwróćmy uwagę zwłaszcza na stwierdzenie Apostoła: ‘A że mamy tegoż ducha wiary’ (2 Kor 4:13). Paweł nie mówi: ‘mamy wiedzę wiary’, ale ‘ducha wiary’. Nauczyciel Narodów dlatego tak się wyraził, żeby pojęli, że wiara to dar Boży, udzielany nawet niezależnie od naszych próśb. Te słowa miały nas pouczyć, że Bóg udziela nam innych dobrodziejstw z okazji modłów o wiarę. ‘Bo jakże będą wzywać tego, w kogo nie uwierzyli’ (Rz 10:14). A więc duch łaski sprawia, że posiadamy wiarę, ażeby przez nią uprosić sobie na modlitwie możność wykonania nakazów Prawa. Apostoł dlatego ustawicznie przenosi wiarę ponad Prawo, że tylko wtedy możemy wykonać nakazy Prawa, o ile dzięki wierze wyprosimy sobie na modlitwie potrzebną pomoc.

 

 

Nawrócenie serca wykazuje darmowość łaski

 

Jeżeli wiara należy tylko do dziedziny wolnej woli i nie jest darem Bożym, to dlaczego na modlitwie prosimy o wiarę dla tych, którzy nie chcą wierzyć? Nasze zabiegi byłyby bezskuteczne, gdybyśmy nie byli słusznie przekonani, że wszechmoc Boża może do wiary skłonić nawet przewrotną i przeciwną wierze wolę. Do drzwi wolnej woli Pan puka tymi słowy: ‘Dziś, jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych’ (Ps 94, 8). Gdyby Bóg nie mógł usunąć zatwardziałości serca, nie powiedziałby za pośrednictwem proroka: ,,Odejmę od nich serce kamienne, a dam im serce z ciała" (Ez 11, 19). Apostoł jasno wykazał w tych słowach zapowiedz Nowego Testamentu: ‘Listem naszym jesteście wy, napisanym nie atramentem, lecz Duchem Boga żywego; nie na tablicach kamiennych, ale na żywych tablicach serca z ciała’ (2 Kor 3, 2—5). Nie sądźmy, jakoby słowa te miały do życia cielesnego zachęcać chrześcijan, którzy winni żyć w duchowy sposób. Tu zatwardziałe serca przyrównuje się do nie czującego kamienia; stąd można tez porównać serce rozumiejące do ciała, które czuje. Tak bowiem wyraża się Ezechiel prorok: ‘I dam im serce inne, i ducha nowego dam im, i wyrwę serce kamienne z ciała ich i dam im serce z ciała czułe, żeby chodzili według przykazań moich i zachowywali moje rozkazy, i pełnili je, aby byli mi ludem, a ja bym był Bogiem ich, mówi Pan’ (Ez 11, 19—20). Czyż zatem nie jest niedorzecznością twierdzić, ze usuniecie serca kamiennego nastąpiło wskutek zasługi dobre j woli ludzkiej? Przecież serce kamienne oznacza wlanie wolę zatwardziałą i nieugiętą wobec Boga. Gdzie istnieje uprzednio dobra wola, tam nie ma serca zatwardziałego.

 

W innym miejscu Bóg bardzo wyraźnie ukazuje przez tegoż proroka, ze dokonał wielkich czynów nie ze względu na jakieś zasługi Żydów, ale dla sławy swojego Imienia: ‘[Nie dla was] Ja czynię, domu Izraela, ale dla imienia mego świętego, któreście znieważyli wśród narodów, do których weszliście. I uświęcę imię, moje wielkie, które znieważyliście wśród narodów, które znieważyliście pośród nich, aby poznały narody, żem ja Pan, mówi Pan zastępów, gdy się uświęcę przez was przed oczyma ich. Bo wezmę was z narodów i zgromadzę was ze wszystkich ziem, i sprowadzę was do ziemi waszej. I pokropię was wodą czystą i będziecie oczyszczeni od wszystkich nieczystości waszych, i od wszystkich bałwanów waszych oczyszczę was. I dam wam serca nowe, i dam wam ducha nowego, i będzie wyjęte serce kamienne z ciała waszego, i dam wam serce z ciała. I ducha mego dam wam, i uczynię, ze według rozkazów moich chodzić, sądów moich strzec i czynić je będziecie’. Kto nie widzi, kto nie czuje, ze Bóg udziela tej łaski niezależnie od zasług dobrej woli, ten musi być ślepcem albo z kamienia, gdyż nie pojmuje słów i świadectwa Pańskiego: ‘Ja czynię, domu Izraela, ale dla imienia mego świętego’. Dlaczego Bóg powiedział: ‘Ja czynię, ale dla imienia mego świętego’? Tylko dlatego, by Żydzi nie przypisywali wielkich czynów Bożych swoim zasługom. Tego właśnie nie wstydzą się twierdzić pelagianie. Pan wskazuje, ze Żydzi nie tylko nie mieli wcale zasług poprzedzających udzielenie łaski, ale co więcej, dopuścili się złych czynów przed otrzymaniem łaski. Któż nie widzi, jak strasznym złem jest zniewaga imienia Pańskiego? A jednak ze względu na samo imię moje — mówi Pan — któreście znieważyli, a nie ze względu na was, uczynię was dobrymi. ‘I uświęcę imię moje wielkie, które znieważyliście wśród narodów, które znieważyliście pośród nich’. Imię Jego, które wyżej nazwał Bóg świętym, święci się. O to właśnie prosimy w Modlitwie Pańskiej: ‘Święć się imię Twoje’, to znaczy, aby święciło się imię Boże, wśród ludzi; to imię, które jest samo przez się bez wątpienia święte. Wreszcie Pan dodaje: ’I będą wiedziały narody, żem ja Pan, mówi Pan, gdy się uświęcę w was’. Aczkolwiek Bóg jest święty, uświęca się jednak w obdarowanych łaską, usuwając z nich serce zatwardziale, znieważające imię Pańskie.

 

 

 

Udział wolnej woli

 

 

W tym stanie rzeczy, ażeby zapobiec mniemaniu o nieużyteczności wolnej woli ludzkiej, powiedziane jest w psalmie: ‘Nie zatwardzajcie serc waszych’ (94, 8). A za pośrednictwem Ezechiela Pan napomina Żydów: ’Odrzućcie od siebie całą bezbożność waszą, której bezbożnie dopuściliście się, a uczyńcie sobie serce nowe i ducha nowego. Czemu macie umierać, domu Izraelów? mówi Pan. Bo nie chcę śmierci umierającego, mówi Pan, nawróćcie się, a będziecie żyli’ (18, 31—32). Pamiętajmy, że do Tego, który mówi: ’Nawróćcie się, a będziecie żyli’, mówimy: ’Nawróć nas, Boże’ (Ps 84, 5). Pamiętajmy, ze On mówi: ,’Odrzućcie od siebie całą bezbożność waszą’, choć sam ‘może usprawiedliwić grzesznika’ (Rz 4, 5). Pamiętajmy też, że Ten, który powiedział: ‘Uczyńcie sobie serce nowe i ducha nowego’, jest Tym, co powiedział: ’Dam wam serce nowe i ducha nowego’ (Ez 36, 26). Jak uzgodnić te dwa zdania: ‘Uczyńcie sobie’ i ,’dam wam’? Dlaczego Bóg rozkazuje, jeśli sam jest dawcą? Dlaczego daje, jeśli człowiek ma spełnić rozkaz? Dlaczego?  Ponieważ daje to, co nakazuje, kiedy dopomaga człowiekowi, aby spełnił otrzymany rozkaz Boży. Zawsze posiadamy wolną wolę, ale nie zawsze dobrą. Wolna wola albo jest wolna od sprawiedliwości, służąc grzechowi, wówczas jest zła; albo jest wolna od grzechu, służąc sprawiedliwości, i wtedy jest dobra. Łaska zaś Boża zawsze jest dobra i dobrą wolą darzy człowieka, który poprzednio miał złą wolę. Dzięki łasce zaczątek dobrej woli dochodzi do takiej siły, że — mocno i doskonale chcąc — jest w stanie wypełnić Boże przykazania przyjęte przez wolę. Do tego odnoszą się słowa Pisma: ‘Jeśli będziesz chciał, będziesz chował przykazania’ (Ekl 15, 16—LXX). Zatem kto chce, a nie może wykonać przykazań, niech uzna słabość swej woli i niech prosi o wolę na tyle potężną, by wystarczyła do wykonania przykazań. Na tym polega pomoc Boża, ze uzdalnia człowieka do pełnienia rozkazów Bożych. Wtedy wola jest pożyteczna, gdy umożliwia wykonanie przykazań i wtedy pożyteczną jest możność wykonania, gdy łączy się z wolą. Do czego służy wola, jeśli nie możemy podołać obowiązkom, które pragniemy spełnić, albo kiedy nawet możliwych nie chcemy wykonać?" (Św. Augustyn, "Traktaty o łasce", str. 130-133)

Komentarzy: 8


Św. Augustyn o wolności woli

Kategoria: Lektury duchowe Friday, 01 June 2012, 10:22

Pismo św. wykazuje wolność woli

 

 

Bóg zaś objawił nam w swoim Piśmie, że człowiek posiada wolną wolę. Przypominam wam sposób objawienia tej prawdy słowami nie ludzkimi, lecz Boskimi. Najprzód same przykazania Boże nie byłyby człowiekowi pożyteczne, gdyby nie miał wolnej woli. Wszak ona je zachowuje i w ten sposób człowiek dochodzi do obiecanej nagrody. Po to Bóg dał przykazania, by człowiek nie usprawiedliwiał się niewiedzą, jak to Pan w Ewangelii mówi o Judejczykach: ‘Gdybym był nie przyszedł i nie mówił do nich, nie mieliby grzechu. Lecz teraz nie mają wymówki z grzechu swego’ (J 15:22). O jakim grzechu mówi Pan? Przecież tylko o owym wielkim grzechu, którego mieli się dopuścić zabijając Go. Przytoczone słowa Zbawiciela dowodzą, że z góry o tym wiedział. Żydzi nie byli bez winy nawet przed przyjściem do nich Chrystusa w ciele. Podobnie mówi Apostoł: ‘Spada bowiem gniew Boży z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy prawdę Bożą zagłuszają, ponieważ to, co można poznać o Bogu, jest dla nich jawne, gdyż Bóg im to objawił. Bo niewidzialne Jego przymioty, nawet wiekuista moc Jego i Bóstwo, od stworzenia świata przez dzieła Jego dla umysłu widzialne się stały, tak że od winy wymówić się nie mogą’ (Rz 1:18-20). Apostoł nazywa ich ‘niewymówionymi’, bo nie uznaje usprawiedliwienia, jakim zwykle posługuje się pycha ludzka: gdybym wiedział, uczyniłbym; dlatego nie uczyniłem, że nie wiedziałem, albo: gdybym wiedział, uczyniłbym; dlatego nie uczynię, że nie wiem. To usprawiedliwienie traci swą moc, kiedy ludzie otrzymują przykazanie lub gdy udziela się im pouczenia, jak unikać grzechu.

 

 

 

Nie wolno obciążać Boga odpowiedzialnością za własne grzechy

 

 

Lecz są ludzie, którzy usiłują zasłonić się Bogiem. Do nich zwraca się Apostoł Jakub: ‘Niech nikt doznając pokusy nie mówi, że przez Boga jest kuszony, albowiem Bóg nie podlega pokusie do złego i sam nikogo nie kusi. Lecz każdego kusi pociąg i przynęta pożądliwości. A dopiero potem, gdy pożądliwość owoc wydaje, rodzi grzech, a grzech dokonany rodzi śmierć’ (1:13-15). Tym, którzy szukają podobnego usprawiedliwienia, Księga Przypowieści Salomona odpowiada: ‘Nierozsądek męża gwałci drogi jego; Boga oskarża w sercu swoim’. (18:22 LXX-19:3). A Autor Eklezjastyka mówi: ‘Nie mów: ze względu na Pana odstąpiłem, czego On nienawidzi, nie czyń. Nie mów: On mnie w błąd wprowadził, bo Mu nie potrzeba człowieka grzesznego. Wszelkiej obrzydliwości Pan nienawidzi i nie podoba się bojącym się Go. On na początku stworzył człowieka i pozostawił go w mocy rady jego. Jeśli będziesz chciał, zachowasz prawa i wiarę miłą. Kładzie przed tobą ogień i wodę; do czegokolwiek chcesz, wyciągnij rękę swoją. Przed obliczem człowieka życie i śmierć, a cokolwiek mu się podoba, będzie mu dane’ (15:11-18). Oto bardzo jasno widzimy, jak wyraźnie Pismo św. podkreśla wolność woli.

 

 

 

Zobowiązując wolę, Boże przykazania zakładają, że jest ona wolna

 

 

Co znaczy, że Bóg na tylu miejscach Pisma św. każe zachować i wypełniać wszystkie swoje przykazania? Po co rozkazuje, jeśli nie ma wolnej woli? Dlaczego za Psalmistą głosić, że szczęśliwym jest ten, którego ‘wola była w Zakonie Pańskim’? (Ps 1:7). Czy nie oznacza to, że człowiek przy pomocy woli opiera się na prawie Bożym? A wiele przykazań imiennie odwołuje się do woli, jak np.: ‘Nie daj się zwyciężyć złu’ (Rz 12:21) i inne podobne: ‘Nie bądź jak koń i muł, które nie mają rozumu’ (Ps 31:9); ‘Nie odtrącaj rad matki swojej’ (Prz 1:9); ‘Nie bądź we własnych oczach mądrym’ (Prz 3:7); ‘Nie odstępuj od karności Pańskiej’ (Prz 3:11); ‘Nie zaniedbuj Zakonu’ (Prz 3:1; 4:2); ‘Nie uchylaj się dobrze czynić biednemu’ (Prz 3:27); ‘Nie dopuszczaj się zła względem przyjaciela’ (Prz 3:29); ‘Nie słuchaj chytrej niewiasty’ (Prz 5:3); ‘Nie chciał zrozumieć, aby dobrze czynić’ (Ps 35:4); wreszcie: ‘Nie przyjęli karności’ (Prz 1:29), i tyle jeszcze innych niezliczonych tekstów Starego Testamentu wskazuje na wolną wolę człowieka. Ten sam dowód z nie mniejszą oczywistością znajdujemy w Księgach Nowego Testamentu w Ewangeliach i Listach apostolskich, gdzie czytamy: ‘Nie skarbcie sobie skarbów na ziemi’ (Mt 6:19), ‘Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało’ (Mt 10:28), ‘Kto chce za Mną iść, niech się zaprze samego siebie’ (Mt 16:24), ‘Pokój na ziemi ludziom dobrej woli’ (Łk 2:14). Tak samo słowa Apostoła Pawła: ‘Niechaj czyni, co zechce; nie zgrzeszy, jeżeli wyjdzie za mąż. Ale i ten, kto, wolny od przymusu, będąc panem swojej woli, powziął mocne postanowienie i w sercu swoim rozważył zachować córkę swą dziewicą, dobrze czyni’ (1 Kor 7:36-37). Podobnież mówi w dalszym ciągu tegoż Listu: ‘Jeżeli bowiem to czynię z własnej woli, mam zapłatę’ (9:17), oraz gdzie indziej wyrażając się, jak następuje: ‘Bądźcie trzeźwi, jak należy, i nie grzeszcie’ (15:34). Także w Drugim Liście do Koryntian czytamy: ‘Aby jak ochocza była chęć, tak też było i wykonanie z tego, co macie’ (8:11). Do Tymoteusza zaś zwraca się św. Paweł: ‘Bo gdy miłowały [wdowy] dobrobyt żyjąc w Chrystusie, chcą iść za mąż’ (1 Tm 5:11). W Drugim Liście do tego samego ucznia swojego stwierdza: ‘Lecz wszyscy, którzy chcą żyć zbożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowania cierpieć będą’ (3:12). Samego zaś Tymoteusza napomina w następujący sposób: ‘Nie zaniedbuj danej ci łaski’ (1 Tm 4:14), a do Filemona mówi: ‘Żeby dobrodziejstwo twoje nie było jakoby z przymusu, ale z twojej woli’ (Flm 14). Nawet niewolników upomina, by panom swoim ‘służyli z serca z dobrą wolą’ (Ef 6:6-7). Podobnie Jakub Apostoł poucza: ‘Nie błądźcie, bracia moi, i nie miejcie wiary w Pana naszego Jezusa Chrystusa ze względu na osoby’ (2:1), oraz: ‘Nie uwłaczajcie jeden drugiemu’ (4:11). Również Jan w swoim Liście woła: ‘Nie miłujcie świata’ (1 J 2:15) i w tym podobnie, gdzie się mówi: ‘Nie chciej tego, lub nie chciej tamtego’; względnie, gdzie Boże upomnienia wymagają współpracy woli dla wykonania jakiegoś czynu lub poniechania go, a więc tym samym dostatecznie wykazują istnienie wolnej woli. Niech zatem nikt nie oskarża w sercu swoim Boga, ale niech każdy przypisuje sobie swój grzech. A kiedy ktoś spełnia jakiś uczynek po Bożemu, niech nie oddziela go od swojej własnej woli. Kiedy czyn jest dobrowolny, wtedy należy go uznać za dobry i spodziewać się za ów dobry uczynek nagrody od Tego, o którym mówi Pismo, że ‘odda każdemu według uczynków jego’ (Mt 16:27). (św. Augustyn, „Traktaty o łasce”, str. 110-112)

Komentarzy: 5


Jak można zasłużyć na niebo, jeśli jest ono darem Bożym?

Kategoria: Lektury duchowe Tuesday, 01 May 2012, 14:01

Wiara źródłem dobrych uczynków


W końcu oświadcza św. Paweł: ‘Wiarym dochował’ (2 Tm 4:7), lecz mówi to ten sam, który gdzie indziej powiedział: ‘Miłosierdzia dostąpiłem, abym był wierny’ (1 Kor 7:25). Nie powiedział: ‘Miłosierdzia dostąpiłem, ponieważ byłem wierny’, lecz: ‘abym był wierny’. W ten sposób Apostoł wykazuje, że wiarę posiadać można tylko z miłosierdzia Bożego; nadto podnosi jej darmowy charakter. Najwyraźniej uczy o tym św. Paweł, kiedy mówi: ‘Łaską zostaliście zbawieni przez wiarę, i to nie jest z was, bo i ona jest darem Bożym’.  Mogliby bowiem powiedzieć [pelagianie]: ‘otrzymaliśmy łaską sami, ponieważ uwierzyliśmy’, w ten sposób przypisując sobie wiarę, a Bogu łaskę. Dlatego to Apostoł, powiedziawszy: ‘przez wiarę’, dodaje: ‘nie z uczynków, aby się nikt przypadkiem nie chlubił’ (Ef 2:8-9). Pisząc to zdanie św. Paweł nie zaprzeczył potrzebie dobrych uczynków, ani nie podważył ich wartości; przecież sam mówi, że ‘Bóg oddaje każdemu według jego uczynków (por. Rz 2:8). Lecz, zdaniem Apostoła, uczynki są z wiary, a nie wiara z uczynków. Stąd Bóg jest u początku wszystkich uczynków sprawiedliwości, u kolebki wiary, o której rzekł Nauczyciel Narodów: ‘Sprawiedliwy z wiary żyje’ (Rz 1:17).

Ludzie nie pojmując słów Apostoła: ‘Sądzimy bowiem, że sprawiedliwy staje się przez wiarę bez uczynków Zakonu’ (Rz 3:28), mniemali, że jego zdaniem człowiekowi wystarczy sama wiara, choćby i żył źle i nie miał dobrych uczynków. W żadnym wypadku nie był to pogląd tego, który był ‘naczyniem wybranym’ (por. Dz 9:15). To prawda, że Paweł stwierdza w Liście do Galatów: ‘Albowiem w Chrystusie Jezusie nie znaczy nic, ani obrzezanie, ani jego brak’, ale zaraz dodaje: ‘lecz wiara przez miłość czynna’ (Ga 5:6). Taka właśnie wiara oddziela wiernych Bogu od nieczystych szatanów, bo i oni, jak mówi Apostoł Jakub: ‘Wierzą i drżą’ (2:19), ale nie czynią dobrze: nie mają więc tej wiary, którą żyje sprawiedliwy, to jest wiary czynnej przez miłość, dzięki której Bóg daje mu życie wieczne zgodnie z jego uczynkami. Lecz ponieważ także i dobre uczynki otrzymujemy od Boga, od którego mamy i wiarę, i miłość, przeto tenże Nauczyciel Narodów nazwał życie wieczne łaską.

 

 

Jak można zasłużyć na niebo, jeśli jest ono darem Bożym?

 

I stąd powstaje niemałej wagi zagadnienie, które z łaską Bożą musimy rozwiązać. Jeśli życie wieczne jest nagrodą za dobre uczynki, zgodnie z bardzo wyraźną nauką Pisma św.; ponieważ ‘ Bóg odda każdemu według uczynków jego’ (Rz 2:6); jakże życie wieczne może być łaską, skoro łaski nie otrzymujemy za uczynki, lecz darmo? Przecież ten sam Apostoł powiada: ‘Także wszakże, który pracuje, nie poczytuje się zapłaty za łaskę, ale za rzecz należną’ (Rz 4:4). I znowu św. Paweł: ‘Według łaski wybrania reszta została zbawiona’, do których to słów dodaje następujące wyjaśnienie: ‘Jeżeli z łaski, to już nie z uczynków, bo inaczej łaska nie jest łaską’ (Rz 11:6). Czyżby życie wieczną było łaską uzyskaną dzięki uczynkom? A może Apostoł nie nazwał życia wiecznego łaską? Tak wyraźnie to powiedział, że w żadnym przypadku nie można zaprzeczyć, że i jak świadczą jego słowa Listu do Rzymian, nie pragnie mieć [w tym] mieć bystrego badacza, lecz tylko pilnego słuchacza. Paweł zatem, stwierdziwszy, że ‘zapłatą grzechu jest śmierć’, natychmiast dodaje: ‘Łaska Boża to żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym’ (Rz 6:23).

 

 

Nasze zasługi są darem Bożym


Wyżej przedstawione zagadnienie wydaje się nierozwiązalne, jeśli dobrym uczynkom, za które Bóg daje żywot wieczny, odmówimy charakteru łaski Bożej. Z tej właśnie racji mówi Pan Jezus: ‘Beze Mnie nic uczynić nie możecie’ (J 15:5); a Apostoł napisał do Efezjan: ‘Łaską zostaliście zbawieni przez wiarę, i to nie z was, bo jest ona darem Bożym, aby się przypadkiem nikt nie chlubił (2:8-9). Wszakże św. Paweł dostrzegał możliwość takiego wykładu wyżej zacytowanych słów, który by przekreślał konieczność dobrych uczynków dla wiernych i głosił wystarczalność samej tylko wiary. Widział również zagrażającą ludziom możliwość popadnięcia w zarozumiałość, wypływającą z rzekomej samowystarczalności w czynieniu dobrze. Dlatego zaraz dodaje: ‘Albowiem dziełem Jego jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie na dobre uczynki, które Bóg przedtem przygotował, abyśmy je pełnili’ (Ef 2:10). Co to znaczy, że św. Paweł, zalecając łaską w tych słowach: ‘Nie z uczynków, aby się kto przypadkiem nie chlubił’, uzasadnia to zdanie w sposób następujący: ‘Jego bowiem jesteśmy dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych uczynków’? Co zatem znaczy: ‘Nie z uczynków, aby się przypadkiem nikt nie chlubił’? Lecz słuchaj i zrozum. Apostoł powiedział: ‘Nie z uczynków – jako twoich istniejących z ciebie i przez ciebie; lecz z tych, ze względu na które Bóg cię uczynił i stworzył’, to bowiem wyraża tymi słowy: ‘Dziełem Jego jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie’.

Nie to stworzenie, przez które staliśmy się ludźmi, ma na myśli św. Paweł; lecz to, o którym mówił (oczywiście będący już człowiekiem) Psalmista:; ‘Serce czyste stwórz we mnie, Boże’ (Ps 50:12). O takim stworzeniu mówi Apostoł: ‘Jeśli tedy kto jest w Chrystusie, jest nowym stworzeniem: dawne rzeczy przeminęły, oto wszystko nowym się staje. A wszystko z Boga’ (2 Kor 5:17-18). Bóg nas utworzył, to jest ukształtował i stworzył ‘dla dobrych uczynków’, których my nie przygotowaliśmy, lecz Bóg przygotował, abyśmy je pełnili

Przeto najmilsi, jeśli nasze dobre życie nie jest niczym innym niż łaską Bożą, to bez wątpienia i życie wieczne, będące nagrodą na dobre życie, jest łaską daną darmo, bo darmo Bóg daje dobre życie, wynagradzając je życiem wiecznym. Wszakże dobre życie, wynagradzane życiem wiecznym, jest tylko łaską, podczas gdy życie wieczne, które nagradza życie wieczne, jest łaską za łaskę, jakoby słuszną zapłatą, aby prawdą się okazało, co nią jest rzeczywiście, że Bóg ‘odda każdemu według uczynków jego’ (Mt 16:27).

 

 

Niebo jest »łaską za łaskę«. Niezbędna jest współpraca wolnej woli.

 

Może zapytacie się czyśmy w Piśmie św. czytali: ‘Łaską za łaskę’. Macie przecież Ewangelię według Jana, jaśniejącą tak niezwykłym światłem, gdzie Jan Chrzciciel mówi o Chrystusie Panu: ‘A z pełności Jego myśmy wzięli łaskę za łaskę’ (J 1:16). Z Jego więc pełni wzięliśmy, stosownie do naszej wiary, jakoby nasze ‘cząstki’, abyśmy dobrze żyli. Przecież ‘Bóg podzielił miarę wiary’ (Rz 12:3), ponieważ ‘każdy ma własny dar od Boga, jeden tak, a drugi inaczej’ (1 Kor 7:7), chociaż jest ta sama łaska. Ponadto otrzymamy ‘łaskę za łaskę’, kiedy Bóg da nam życie wieczne, o którym mówi Apostoł: ‘Łaska Boża to żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym’ (Rz 6:23), stwierdziwszy przedtem, że zapłatą grzechu jest śmierć’. Słusznie nazwał śmierć ‘zapłatą’, ponieważ śmierć wieczną otrzymuje się jako należność za służbę szatanowi. Apostoł mógł powiedzieć, i słusznie powiedziałby: ‘Zapłatą zaś sprawiedliwości życie wieczne’; jednak wolał powiedzieć: ‘A łaska Boża to żywot wieczny’, abyśmy pojęli, że Bóg nas prowadzi do życia wiecznego nie za zasługi nasze, lecz dzięki zmiłowaniu swemu. O tym mówi w Psalmie mąż Boży zwracając się do duszy swojej: ‘Wieńczy cię litością i miłosierdziem’ (Ps 102:4). Czy nie za dobre uczynki swoje otrzymuje człowiek wieniec? Oczywiście, lecz ponieważ dobrze uczynki w ludziach wykonuje Ten, o którym mówi Apostoł: ‘Albowiem Bóg jest tym, który w was działa chęć i sprawia wykonanie według swego upodobania’ (Flp 2:13), Psalmista powiedział: ‘Wieńczy cię litością i miłosierdziem’, ponieważ z Jego zmiłowania spełniamy dobre uczynki, za które otrzymujemy wieniec. Wszakże nie wolno myśleć, by Apostoł znosił wolną wolę przez wyżej cytowane słowa: ‘Albowiem Bóg jest tym, który w was sprawia wykonanie według swego upodobania’. Gdyby tak było, nie powiedziałby przedtem: ‘Z bojaźnią i drżeniem o wasze zbawienie się troszczcie’ (Flp 2:12). Nakazując Filipianom działanie, Apostoł odwołuje się do ich wolnej woli. Dlatego jednak zaleca tym wiernym pracować ‘z bojaźnią i drżeniem’, aby nie przypisywali dobrych uczynków sobie i nie wynosili się z ich racji jako czegoś własnego. To tak, jak gdyby ktoś zapytał Apostoła mówiąc do niego: »Dlaczego rzekłeś ‘z bojaźnią i drżeniem’?« i taką otrzymałby odpowiedź: ‘Albowiem Bóg jest tym, który w was wywołuje [chęć]’. Jeśli się lękacie i drżycie, to znaczy nie wynosicie się z powodu waszych dobrych uczynków, ponieważ Bóg je w was wykonuje’. (św. Augustyn, „Traktaty o łasce”, str. 121-124)

Komentarzy: 6


Kto może odpuszczać grzechy?

Kategoria: Lektury duchowe Friday, 09 September 2011, 19:18

Dwie rzeczy przysługują wyłącznie Bogu: chwała płynąca z przyjmowania wyznania i moc wyrażona w przebaczeniu. Jemu przeto powinniśmy wyznawać nasze przewiny, od Niego powinniśmy oczekiwać przebaczenia. Tylko Bóg może odpuszczać grzechy i tylko Jemu należy je wyznawać.
Tymczasem jednak Wszechmogący i Najwyższy, przyjąwszy słabą i niewiele znaczącą oblubienicę, z służebnicy uczynił królową. Obok siebie umieścił tę, która przedtem była Jego podnóżkiem. Narodziła się z Jego boku i wtedy ją poślubił. A ponieważ wszystko, co jest Ojca, należy także do Syna, i wszystko, co jest Syna, ze względu na jedną i tę samą naturę, należy także do Ojca, podobnie też Oblubieniec ofiarował wszystko swojej Oblubienicy, wszystko zaś, co należy do Oblubienicy, przyjął na siebie oraz połączył ją z sobą samym i Ojcem: "Chcę - mówi Syn, wstawiając się za Oblubienicą - aby byli jedno, jak Ja i Ty jedno jesteśmy".
Tak więc Oblubieniec stanowi jedno z Ojcem i jedno z Oblubienicą. Wszystko to, co znalazł obcego w Oblubienicy, usunął przybiwszy do krzyża. Poniósł nieprawości na drzewo krzyża i przez drzewo krzyża unicestwił je. To, co należało do natury Oblubienicy i było jej własnością, przyjął i wziął na siebie. To, co było Boże i należało do Niego, podarował. Co pochodziło od szatana, unicestwił, co należało do natury ludzkiej, przyjął, co zaś było Boskie, ofiarował, aby wszystko, co należy do Oblubieńca, należało i do Oblubienicy. Dlatego Ten, który grzechu nie popełnił, w którego ustach nigdy nie było podstępu, może mówić: "Zmiłuj się nade mną, Panie, bom słaby", aby dzieląc słabości Oblubienicy, dzielić także błaganie, aby wszystko było wspólne dla Oblubieńca i Oblubienicy. Stąd zaszczyt przyjmowania spowiedzi i moc udzielania przebaczenia; dlatego też należy powiedzieć: "Idź, ukaż się kapłanom".
Kościół zatem bez Chrystusa nie może niczego odpuścić, a Chrystus bez Kościoła nie chce niczego odpuścić. Kościół może udzielić przebaczenia tylko temu, kto się nawraca, czyli temu, kogo Chrystus dotknął swą łaską. Chrystus zaś nie chce udzielić przebaczenia temu, kto pogardza Kościołem. "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozłącza. Tajemnica to wielka, a ja mówię w odniesieniu do Chrystusa i Kościoła".

Nie chciej zatem oddzielać Głowy od Ciała. Chrystus nie byłby wówczas cały. Cały zaś Chrystus nie istnieje bez Kościoła ani cały Kościół bez Chrystusa. Chrystus w całej swej pełni to Głowa i Ciało, dlatego powiada: "Nikt nie wstąpił do nieba oprócz Syna Człowieczego, który jest w niebie". Jedynie ten Człowiek odpuszcza grzechy. (Kazanie bł. Izaaka, opata klasztoru Stella, http://www.brewiarz.pl/ix_11/0909p/godzczyt.php3 )

Komentarzy: 11


Lalki bez oczu

Kategoria: Lektury duchowe Wednesday, 05 October 2011, 04:10

 

Moje dziecko, jeśli lekko uderzy się w stół, natychmiast wstaje, kołysze się, podnosi ręce do góry i opowiada, że teraz jest księżycem lub gwiazdą. Dzieci oddalają się od nas i zamykają w sobie. Ukochany dotychczas braciszek stał się znienawidzony. Pojawiły się nawet groźby, że zostanie zabity. I to mówi kilkuletnie dziecko poddane wychowaniu steinerowskiemu – opowiadała matka dziecka uczęszczającego do przedszkola, w którym zatwierdzono program wychowawczy oparty na elementach pedagogiki steinerowskiej.



Wolność, która zapanowała w polskim szkolnictwie po 1989 r. ma nie tylko dobre strony. Oprócz wielu sensownych zmian w polskiej pedagogice, otworzyła się ona na propozycje bezwartościowe i szkodliwe. Nauczyciele interesują się nimi, ponieważ mają opinię metod nowoczesnych, alternatywnych lub bardzo skutecznych. W istocie jednak bywają staromodnymi rupieciami. Jak na przykład pedagogika waldorfska. W opartych na niej szkołach i przedszkolach steinerowskich bezradne i ufne dzieci bezkarnie są wprowadzane w świat majaków nadwrażliwego fantasty. Wsławił się on na przykład twierdzeniem, że człowiek nie jest najmłodszym gatunkiem na Ziemi, lecz najstarszym, ponadto uczestniczył w Zakonie Świątyni Orientu, okultystycznym towarzystwie znanym z praktyk magii seksualnej oraz założył w 1903 r. pismo zatytułowane „Luzifer”.



Wiedza alternatywna

 Szkolnictwo niepubliczne  jest w Polsce kilkuprocentowym marginesem głównego nurtu nauczania. Wśród szkół i przedszkoli niepublicznych wiele opiera swą pracę na różnego rodzaju pedagogikach alternatywnych. Pozytywnie można ocenić przynajmniej dwie z nich: ideę Marii Montessori oraz metodę Celestina Freineta. Jednak najwięcej alternatywnych inicjatyw pedagogicznych nawiązuje do pomysłów Rudolfa Steinera.


Zwolennicy zachwycają się ekologicznymi, drewnianymi zabawkami, bezstresowym wychowywaniem do wolności, nowoczesnością metody, uwrażliwianiem dzieci na przyrodę. Naukowcy są jednak bezlitośni. Oto opinia dra hab. Mirosława Szymańskiego, prodziekana do spraw naukowych Wydziału Pedagogicznego UW: „W szkole steinerowskiej próbuje się rozum sprowadzić do roli służebnej wobec uczuć, intuicji, wobec „mistycznych” przeżyć, wobec docierania do „świata ponadzmysłowego”. Nie znamy niebezpieczeństw, do jakich może doprowadzić taki trening ukierunkowany na poznanie ponadzmysłowe. Jeżeli podróże we własną psychikę czy „w głąb czasu” organizuje się na zajęciach szkolnych, to może mieć naprawdę daleko idące skutki dla psychiki młodego człowieka”.


Szkoły i przedszkola steinerowskie często ukrywają, że są oparte na antropozofii, która jest kierunkiem okultyzmu (zob. „Słownik pojęć filozoficznych”, Warszawa 1996). Eksponuje się natomiast modne hasła: ekologia, twórczość, wolność. Okazuje się jednak, że antropozofia jest w tych szkołach nie tylko światopoglądem, ale również metodą nauczania. Nawet rozkład dnia w szkole odpowiada steinerowskiej zasadzie antropocentryzmu. Reinkarnacja jest podstawową zasadą pedagogiki steinerowskiej. Nie ma więc mowy o niezależności światopoglądowej. Nauczycieli szkoli się na kursach, że wszystko czym jesteśmy w danym wcieleniu, to wynik praw dziedziczenia oraz karmy. Nauczyciele mają eliminować negatywne skutki czynów popełnionych przez dzieci w poprzednim wcieleniu.



Szamanizm w przedszkolu

O skutkach stosowania pedagogiki steinerowskiej dużo mówi przykład jednego z przedszkoli. Jedna z matek wspomina: „Mój syn przez trzy dni udaje czasem psa lub kota. Szczeka, miauczy i chodzi na smyczy”. Rodziców zaniepokoiło dziwne zachowanie dzieci. „Na pytanie, co było w przedszkolu, dzieci odpowiadają krótko: nic – mówi inna z matek. – Słuchały bajek o potworach i smoku, który zionął trującym zapachem i wówczas wyginęła cała ludzkość. Te opowieści powtarzane były przez miesiąc. Podczas opowiadania baśni paliło się kadzidełko i świece, a przecież dzieci boją się ciemności”.


Dzieci uczyły się, że w grudniu będzie Okres Światłości zamiast Bożego Narodzenia. Bawiły się lalkami bez oczu. Po powrocie do domu dzieci mówiły, że są zmęczone, że niczego nie pamiętają. Rodzice spotkali się i okazało się, że w większości przypadków zachowania dzieci chodzących do przedszkola z programem opartym o pedagogikę Steinera są podobne.


Światopogląd steinerowski ukryty jest we wszystkich warstwach tej metody. Przyjęcie tego światopoglądu wiąże się z odrzuceniem chrześcijaństwa i otwarciem się nawet na okultyzm. Stąd te dziwne zachowania. Dziecko udaje psa, mówi, że jest księżycem. Bardzo podobne efekty mają techniki od stuleci stosowane w okultyzmie, szamanizmie i różnych tradycjach magicznych. Wcielanie się w przedmioty, rośliny czy zwierzęta, to jedne z podstawowych metod szamańskich. Celem takich zachowań jest depersonalizacja. Rozmycie granic osoby. Ułatwia to otwieranie się potem na rzeczywistość duchową. Na świat demoniczny. Najbardziej szokujący w przypadku przedszkola, o którym wyżej wspomniałem, jest fakt, że reinkarnację i okultyzm przemyca się do przedszkola publicznego.



Inicjacja tańcem

W szkołach i przedszkolach steinerowskich stosowana jest też eurytmia. Zespala ona mowę ludzką ze specjalnym układem gestów oraz ruchów tanecznych, ma przywracać człowiekowi zmysł harmonii. Czym jest naprawdę można przekonać się, czytając w archiwum na stronie www.fronda.pl tekst z wiosny/lata 1995 zawierający świadectwo Bożenny. Wyjechała do niemieckiej szkoły eurytmii, mieszkała w internacie i poznawała tę zadziwiającą sztukę. Jak mówi: „W konsekwencji tych ćwiczeń, uruchamia się pewne drzemiące w sobie siły, które łączą się z siłami biegnącymi z kosmosu. Jest to droga inicjacyjna – ścieżka, która ma prowadzić człowieka do doskonałości”. Bożenna opowiada, że podczas spotkania wszystkich uczestników kursów następowało tak zwane przekazywanie energii. Organizatorzy prosili, żeby stanąć do nich przodem i otworzyć się na nich.

 

„Zastanowiło mnie to, bo wyglądało, jak gdyby ściągali od nas energię – wspomina. – W tej szkole bardzo wiele osób czuło się źle; musiały wypoczywać, przechodziły ciągłe choroby. Kilka dziewcząt miało ostre zapaści psychiczne, leczyły się nawet w szpitalu. Organizatorzy natomiast czuli się świetnie”.


W szkole eurytmii obowiązywał ścisły program wtajemniczania. Gdy się o coś pytało, nauczyciele odpowiadali: dowiesz się tego w następnym roku. Po dwóch latach dostawało się program indywidualny, czyli wiersz oraz muzykę do zeurytmizowania. Dziś Bożenna uświadamia sobie, że ten wiersz, który miała indywidualnie zeurytmizować, był jej wtajemniczeniem inicjacyjnym. Wówczas otworzyła się na świat duchowy. „W pewnym momencie miałam wrażenie, że jakieś zło mnie opętało, jakaś siła fatalna, która po prostu mnie niszczyła. Nie potrafiłam sobie z nią poradzić. Żadne ziemskie środki nie mogły mi pomóc, ani psychiatrzy, ani różne metody psychologiczne, które starałam się stosować, ani bioenergoterapeuci. Moja choroba trwała prawie 3 lata, czułam się coraz słabsza. W ostatnim roku właściwie przez cały czas leżałam w łóżku i chodziłam tylko małymi kroczkami po mieszkaniu. Przejście do toalety było dla mnie jak daleka wyprawa. Już nie szukałam ratunku. Chciałam umrzeć, bo ta sytuacja była bardzo męcząca, ale z drugiej strony myślałam sobie, że skoro jest we mnie jakaś zła siła, najprawdopodobniej diabelska, to kiedy umrę, pójdę prosto do piekła. Myślałam, że ponieważ jestem zdrowa fizycznie, to będę umierała latami w strasznych cierpieniach, będę wegetowała jak roślina. Byłam jak w potrzasku”.


Cierpienia Bożenny zakończyła jedna modlitwa. Jej problem nie był problemem psychicznym, to było uzależnienie duchowe.



●●●
Oczywiście eurytmia w szkołach i przedszkolach steinerowskich nie jest tak zaawansowana jak w specjalnej szkole, do której uczęszczała autorka tego świadectwa. Jednak stosowana jest na dzieciach, osobach jeszcze nieukształtowanych i ufnych.


Steiner nie był pedagogiem i jego koncepcje wychowawcze były dyletanckie. Większość twierdzeń pedagogiki steinerowskiej pozostaje w sprzeczności z ustaleniami współczesnej nauki i była jawnym anachronizmem już na początku XX wieku. Głównym zarzutem ludzi o światopoglądzie materialistycznym wobec szkolnictwa steinerowskiego jest ukrywanie przez te szkoły charakteru światopoglądowego oraz szerzenie przednowoczesnej wiedzy o świecie, co wynika wprost z powiązania steineryzmu z okultyzmem. Chrześcijanie dodają do tego otwieranie dzieci na świat demoniczny.


W jednej z książek krytykujących steineryzm wieloletni nauczyciele szkół steinerowskich, którzy odwrócili się od tych metod, zgromadzili rysunki dzieci nauczanych w tych szkołach. Tworzą przerażające wrażenie: emanuje z nich smutek i agresja. Trudno się dziwić.


----------------------

Jest to artykuł Roberta Tekieli: "Pedagogika steinerowska"

Komentarzy: 74


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.