Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Karuzela sumienia

Kategoria: Aborcja Friday, 27 April 2012, 19:26

Kręci się nader sprawnie. Nader, czyli za bardzo. W związku z tym na naszym placu zabaw coraz mniej bezpiecznie. I na tej karuzeli trzeba mocno uważać, żeby nie spaść oraz nie wpaść. W błoto. Bo przecież chodzi o to.

 

Chociaż, rzeczywiście, nie wszystkim. Niektórzy uwielbiają kąpiele błotne i dodatkowo twierdzą, iż to szalenie służy zdrowiu. Być może służy tym, którzy tak uważają. Bo kobietom i dzieciom nienarodzonym z pewnością nie.

 

Dyskusji dotyczącej klauzuli sumienia dla aptekarzy w ogóle powinno nie być. Lekarz to ten, który ma leczyć i ratować życie, a nie zabijać, natomiast farmaceuta to ten, który winien sprzedawać leki. Takie, które leczą. A nie te nazwane tabletkami, które wprowadzają kobietę w stan choroby, czyniąc ją bezpłodną. Bądź tak zwane „pigułki po” (dopuszczone w Polsce to Postinor Duo), które zapobiegają zagnieżdżeniu się zarodka w macicy, działając wczesnoporonnie – wbrew temu, co twierdzą firmy farmakologiczne. Ponieważ życie zaczyna się od zapłodnienia. Jeżeli warunki biologiczne zostały spełnione i dziecko może się począć, to ma się począć. Nie mamy prawa w ten proces ingerować.

 

A tymczasem dyskusja u nas trwa zacięta czy ma prawo aptekarz sprzedaży środka antykoncepcyjnego odmówić, czy też nie. Kraj niby wolny, ale są równi i równiejsi, a najrówniejszymi w naszym kraju zdają się być ci najmocniej zdeprawowani. I to oni uzurpują sobie prawo do decydowania o tym, co może mniej równy, a czego nie może.

 

A farmaceuta-katolik nie tylko może, ale i powinien odmówić sprzedaży środka antykoncepcyjnego w trosce, również o zdrowie i płodność pacjentki, ale przede wszystkim w trosce o jej zbawienie. A jak klientka niewierząca, to niech idzie do apteki za rogiem. Akurat tego przybytku u nas dostatek.

 

No, ale nie na wsiach – podniosą zaraz larum czcigodni adwersarze – na wsi to czasem tylko jedna apteka i jak tam sprzedawca odmówi sprzedaży „leku”, to sponiewierana kobieta musi jechać do innej gminy, jeszcze ją proboszcz z ambony wyklnie i wytknie z imienia oraz nazwiska, a oburzeni sąsiedzi wywiozą na taczkach ze wsi.

 

Na (nie)szczęście nie taki Reymont dziś straszny, proboszcz mniej zaangażowany, sąsiedzi bardziej „nowocześni”, a przeciętny „wieśniak” jednak zmotoryzowany. I to nie tylko traktorem. Choć to by się nawet nieźle wpisało w feministyczny program: „kobiety na traktory i do apteki! Po leki” - a przy ostatnim słowie nastąpić powinno stosowne puszczenie oczka, jak w reklamie piwa, oczywiście bezalkoholowego. Bo takie to „leki”, jak piwo „bezalkoholowe”.

 

Choć bywa, że i tabletki działające antykoncepcyjnie leczą. I w tym jednym, jedynym przypadku powinny być sprzedawane nawet przez aptekarzy-katoli – kiedy stanowią podstawę terapii hormonalnej kobiety, a ich ubocznym, nie do odżałowania skutkiem jest czasowe ubezpłodnienie. Wówczas farmaceuta, na podstawie stosownej adnotacji na recepcie, mógłby taki lek klientce wydać.

 

Natomiast „pigułki po” to środek zbrodniczy i powinien zostać z rynku farmaceutycznego czym prędzej wycofany. Niczego nie leczy, tylko ingeruje w sferę poczęcia, uniemożliwiając powstanie nowego życia. Przy okazji skutecznie uczy młodych ludzi braku odpowiedzialności za swoje czyny. Ponieważ, jak już wielokrotnie wspominałam, ciąża jest wynikiem aktu seksualnego. Jeżeli ktoś podejmuje współżycie, to nie może być zaskoczony poczęciem. To tak jakbym wsiadła w pociąg do Krakowa, a potem się zbulwersowała, że do tego Krakowa jednak dojechałam. „Opary absurdu” godne pozazdroszczenia przez samego Tuwima.

 

Trzeba przyznać, że prawdziwa karuzela sumienia z tą klauzulą.

Jak śpiewał Muniek:

Karuzela, karuzela,

świat się kręci i umiera”.

A u nas jakby częściej to drugie, niestety...

Komentarzy: 2


Statystyczna Polka nie wie, skąd się biorą dzieci

Kategoria: Aborcja Thursday, 02 August 2012, 18:35

I będzie nieco monotematycznie, znowuż o tym samym. O dzieciach, o kobietach, aborcjach i czubaszkach. Ale nie napisać nie mogę, bowiem sygnały ze „świata” płyną zatrważające. Otóż przeciętna Polka nie ma pojęcia, jak się zachodzi w ciążę. Ba, nie wie tego zdaje się i najprzeciętniejszy w świecie Polak!

Ciąża spada zwykle na Polkę nagle i nieoczekiwanie. Jak grom z jasnego nieba, jak deszcz w bezchmurny dzień i jak inne figle, które nam płata złośliwa Matka Natura. Jest więc Polka zawsze w szoku, bo nic nie zrobiła, a tu rach – ciach i dziecko! No więc się Polce wydaje, że skoro nie miała swojego udziału w tym zdarzeniu, to całkiem swobodnie może sobie ciążą zadysponować, bo przecież nie ona winna, dziecka mieć nie chce, nie może, a poza tym dziecka to ona przecież nawet nie lubi.

Statystyczni Polacy nie bardzo wiedzą, skąd się biorą dzieci i dyskusję rozpoczynają w miejscu, w którym powinna ona być skończona. Zastanawiają się post factum, co zrobić z potomkiem, który już się począł. A tu nie ma się nad czym zastanawiać. Skoro dziecko zostało poczęte, to trzeba je po prostu urodzić. Proste, choć niełatwe i niekoniecznie przyjemne.

A dziecko poczęte, nieważne w jakiej znajduje się akurat fazie rozwoju i jak tę fazę nazwiemy, już jest odrębnym bytem, już jest człowiekiem. I możemy to stwierdzić z całą pewnością, ponieważ zarodek nie przekształci się w krzesło. Ani w kapustę. Zarodek ludzki zawsze przekształci się w dziecko. Wiedzą to doskonale ci, którzy decydują się na aborcję. Oni boją się przecież dziecka. A nie krzesła. Ani kapusty.

Mądre prawo powinno być skonstruowane tak, aby chronić każdego człowieka, a więc i dziecko rozwijające się w łonie matki. Z chwilą poczęcia kobieta przestaje być dyspozytorką własnego brzucha, jej prawa nie mogą godzić w życie i rozwój bliźniego. Od momentu zapłodnienia winna ona wspierać rozwijające się w niej nowe życie, a przynajmniej mu w tym rozwoju nie przeszkadzać.

Pragnę jednak pocieszyć statystyczną Polkę. Ma ona prawo do własnego brzucha, ma nawet cały pakiet różnych praw, póki, rzecz jasna, nie zajdzie w ciążę. I tu kolejna pociecha, bo o tym czy chce mieć dzieci także może i ma prawo zdecydować! To prawdopodobnie zaskakujące, ale dzięki odkryciom „współczesnej” biologii wiemy, że kobieta ma wpływ na to, czy zajdzie w ciążę czy nie. Otóż, Droga Polko, Drogi Polaku! Ciąża nie jest wynikiem nieznanych sił zachodzących w przyrodzie. Zapłodnienie jest skutkiem aktu płciowego pomiędzy dwoma osobnikami przeciwnych płci. Nie ma aktu, nie ma ciąży. Wstrzemięźliwość jest stuprocentowym gwarantem nie posiadania dzieci. Najskuteczniejszym i jedynym dopuszczalnym etycznie.

Podjęcie współżycia jest zatem nierozerwalnie związane z możliwością zajścia w ciążę. A nawet więcej: winno być ono łączone z głębokim pragnieniem posiadania potomstwa. Każdy akt seksualny musi być łączony z chęcią posiadania dziecka, choć oczywiście nie każdy skończy się zapłodnieniem. Służy on nie tylko do prokreacji, ale i do zjednoczenia się w miłości małżonków. Dlatego właśnie do miłości fizycznej może dochodzić wyłącznie w małżeństwie – relacji dojrzałej, gotowej na przyjęcie potomstwa i silnej sakramentem. Seks pozamałżeński jest w efekcie złym wykorzystaniem „produktu”. To trochę tak, jakby pastą do butów umyć sobie zęby.

Pani Maria Czubaszek nigdy nie chciała mieć dzieci. Co nie zmienia faktu, że je miała w wyniku podjętych przez siebie działań. I to, że je uśmierciła nigdy tego nie zmieni. Wręcz przeciwnie, dwie dokonane aborcje są niezaprzeczalnym dowodem na posiadanie przez nią dwójki dzieci. I w gruncie rzeczy mamy do czynienia ze smutną sytuacją, w której kobieta wyparła ze swej świadomości fakt bycia matką.

Statystyczny Polak ma problem z myśleniem przyczynowo-skutkowym. Narozrabia i później zachodzi w głowę, jak tu najłatwiej i najkorzystniej uporać się ze skutkami. I można by nawet powiedzieć: „mądry Polak po szkodzie”. Ale nie. Właśnie jakiś taki wyjątkowo głupi się robi wtedy i zamiast wziąć odpowiedzialność za swoje postępowanie, usiłuje zlikwidować konsekwencje. Niestety, konsekwencje nieuchronne są i zawsze prędzej czy później, pod taką czy inną postacią, trzeba je będzie ponieść. W naturze nic nie ginie. Nawet przy próbach abortowania.

Komentarzy: 38


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.