Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Ministerstwo Dewiacji Narodowej

Kategoria: Polityka Wednesday, 30 November 2011, 16:02

Co za radość! Co za ulga! Znowuż mi ukojenie przyniósł program Tomasza Lisa, tym razem najświeższy, poniedziałkowy. Światłe grono zaproszonych gości (choć zabrakło w nim pani Minister Edukacji) uświadomiło mi po raz kolejny, że państwo wie najlepiej, jak edukować nasze dzieci. A w edukacji seksualnej wprost nie ma sobie równych! Bowiem nasze wielmożne państwo uwielbia zajmować się sprawami, którymi zajmować się nie powinno, czego efekty zawsze boleśnie odczuwamy (starczy spojrzeć nie tylko na edukację, ale i na służbę zdrowia czy chociażby koleje państwowe).

 

Ale państwo heroiczne jest, gotowe do poświęceń w każdej ważnej sprawie; wszyscy przecież wiemy, iż „ci, co pospolitą rzeczą władają” to z reguły „nie chcom, ale muszom”. A że polski rodzic ciemny, zaściankowy, nader wstydliwy, o seksie nic nie wie – a jak już wie, to nic dziecku nie powie – zatem musi nasza wielmożna władza wkroczyć z wielkoduszną pomocą. I przynosi szkole edukację seksualną, która nie tyle, że nie jest konieczna, ale jest po prostu niebezpieczna.

 

A niebezpieczeństwo jest duże, bo zajęcia albo prowadzone są infantylnie, albo dążą do pomieszania pojęć i oderwania skutków od czynów. Bo nie wystarczy powiedzieć, że seks winien iść w parze z miłością, ale trzeba połączyć seks z odpowiedzialnością za każde poczęte dziecko. Przyjąć każdy akt seksualny, jako mogący dać nowe życie. Czy też, jak to definiują „piewcy” życia, jako niosący ryzyko niechcianej ciąży. Ponieważ, gdy sadzę rzodkiewki w ogródku, to ryzykuję, że one mi tam jednak wyrosną!

 

Zatem promuje nasza zacna dewiacja szkolna wszelkie zboczenia i spaczenia seksualne. Najpierw reklamuje środki antykoncepcyjne (wszak trzydziestoosobowa klasa to całkiem sporo potencjalnych klientów), by potem wyemitować, dla oczyszczenia sumienia, filmik antyaborcyjny. Brawa za konsekwencję! Na zakończenie dowie się jeszcze uczeń, że Sodoma to „kraina mlekiem i miodem płynąca”...

 

I zebrało się grono szacowne u Lisa debatować o tym, jak uniknąć gwałtów dokonywanych przez nieletnich. I nikt niczego mądrego nie powiedział. A recepta jest prosta i w tej prostocie tkwi największa mądrość. Trzeba powiedzieć jasno i wyraźnie, że jeśli seks, to tylko z mężem/żoną, że antykoncepcja, podobnie jak aborcja są złem, że pornografia czyni spustoszenie w sferze seksualnej człowieka, a samogwałt jest żałosnym substytutem aktu małżeńskiego. Należy wskazywać na dwie podstawowe funkcje seksu: prokreacja i zjednoczenie w miłości dwojga ludzi. I jeżeli ktoś nie jest gotowy do sakramentu małżeństwa, to nie jest także gotowy na seks. Niech poczeka, dojrzeje, poświęci czas i energię na inne rzeczy, które mądrze ukształtują jego osobowość.

 

Natomiast, jeśli nasi dzielni politycy chcą już koniecznie coś w tej sprawie zrobić, to niech usuną pornografię i goliznę z przestrzeni publicznej, która z pewnością nie ułatwia życia we wstrzemięźliwości seksualnej. Niech znikną wreszcie pisma pornograficzne ze stoisk prasowych oraz nagie panie z bilbordów reklamujące już wszystko (od kostiumów kąpielowych po armaturę łazienkową). I o dziwo, jak się jedzie chociażby przez Paryż, wielkie miasto nowoczesnej Europy, to jakoś żadnych gołych bab na plakatach nie widać. A „u nas dość głowę podnieść, ileż to widoków!” I to nie tych mickiewiczowskich, niestety.

 

I niech nasze kochane państwo zostawi rodzicom rozmowy z dziećmi o seksie. Wbrew temu co państwo myśli, rodzice chcą dla swoich dzieci jak najlepiej i gdy im się odda odpowiedzialność za swoje potomstwo, z pewnością staną na wysokości zadania. Zresztą tu naprawdę nie trzeba wiele mówić. A już, broń Boże, nie wolno wyprzedzać pytań.

Odsłon: 794 Komentarzy: 33


Dlaczego mężczyźni są mądrzejsi od kobiet?

Kategoria: Kościół Saturday, 26 November 2011, 19:35

I dlaczego nas kobiety tak to boli? Otóż na taką wieść od razu czujemy się gorsze. A skoro czujemy się gorsze, to boli. Niepotrzebnie. Mężczyzna jest mądrzejszy, co nie znaczy lepszy czy gorszy. Jest inny i do czego innego został powołany.

 

Tu na ziemi mężczyzna jest panem, a kobieta jego pomocą. Władza potrzebuje szczególnej mądrości, wielkich odkrywców, konstruktorów, myślicieli, naukowców, wojowników, etc. Potrzebuje być niezależna od emocji czy huśtawek hormonalnych. Władza musi być stabilna. Wśród wielkich tego świata mało jest kobiet i to niekoniecznie dlatego, że z równouprawnieniem był/jest kłopot. To mężczyzna został powołany do wielkości. Do królowania. I jedna Skłodowska detronizacji nie czyni.

 

Jednak wyssałyśmy pewne niezachwiane prawdy z mlekiem matki. Że mężczyzna gorszy, że się do niczego nie nadaje, że rodziny utrzymać nie potrafi, że trzeba go stale kontrolować i absolutnie nie powierzać żadnych ważnych spraw, bo fiasko gwarantowane. I same sobie, Drogie Panie, zgotowałyśmy ten smutny żywot, w którym „prawdziwych mężczyzn już nie ma”. Świat pełen jest wycofanych i zakompleksionych chłopców, którzy samoakceptacji szukają w nałogach i rozrywkach. Mało który jest godnym kandydatem na męża i głowę rodziny. I my też temu jesteśmy winne, bo z dzikim uporem odbieramy mężczyznom władzę, w najlepszym wypadku stając się współkrólem, a w najgorszym – panowanie przejmując. I niech męski osobnik kaszki najlepiej gotuje dzieciom i podłogę zamiata, a i tak trzeba dzwonić co pięć minut, żeby sprawdzić czy już coś zawalił, czy jeszcze, o dziwo, nie.

 

W tej przykrej sprawie nawet Kościół rzadko służy pomocą, bo się nieszczęsny mocno sfeminizował. I mężczyźni dezerterują z Kościoła, nie widzą w nim miejsca dla siebie, pośród śpiewów o trzymającym ich za rękę Jezusie, a kazaniami o miłości i serduszku. Mężczyźni nienawidzą się trzymać za ręce. Musi być dla nich także strasznym wizerunek Jezusa kreowany przez współczesne wspólnoty: Jezusa, który jest przyjacielem i, który nas wszystkich przytula. Mężczyzna ma dzikie serce. I potrzebuje Jezusa wojownika. I jakże o niebo lepszym byłby Marsz Mężczyzn, gdyby biorąca w nim udział owa zacna armia śpiewała Chrystus wodzem, zamiast Jezus mnie kocha.

 

Mądrość mężczyzny to dla świata i dla nas Pań wspaniały dar. Podczas codziennych zmagań, związanych z noszeniem, rodzeniem dzieci oraz opiekowaniem się nimi, dobrze jest móc powierzyć komuś kierownictwo. I dobrze, że jest to ktoś mądry.

Wymaga to, oczywiście, nie lada odwagi od kobiety, bo traci ona wówczas kontrolę nad wieloma sprawami. A nasza pycha lubi kontrolować. Dlatego wiele z nas drży na myśl o fragmencie Pisma Św.: „Żony bądźcie poddane mężom”. Ale od mężczyzn też Bóg wymaga: „Mężowie miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi” (Kol 3, 18-19). Mądry mężczyzna wie bardzo dobrze, że władza jest służbą.

 

Mężczyzna jest mądrzejszy od kobiety. To fakt. I to fakt, który w żaden sposób kobiecie nie uwłacza. Kobieta ma szereg innych zalet, które pomagają wypełniać jej powołanie. Dlatego porównywanie mężczyzn i kobiet zawsze jest skazane na porażkę. Tak jak ich zrównywanie. Są stworzeni do czego innego. Mężczyzna jest mądry i silny. Kobieta jest piękna i dobra. I nie ma co się oszukiwać, ale żaden, nawet najbardziej wyszukany komplement dotyczący żeńskiej mądrości nie przyniesie damie tyle radości, co ten wychwalający jej piękno. I w tym właśnie ujawnia się prawdziwa tęsknota kobiecej duszy...

 

Bo kobieta także powołana jest do wielkości, tylko inaczej. Mniej spektakularnie, w cieniu mężczyzny, w cichej pracy na co dzień. Maryja nie była kobietą światową w dzisiejszym znaczeniu tego słowa. Nie była też wycofaną „szarą myszką”. Potrafiła być stanowcza. Opiekowała się domem, była żoną i matką. Żadnych „wielkich” osiągnięć. Codzienność. Pewnie i monotonia. Niewiele o Niej w Biblii. A jednak to właśnie Ona stoi najwyżej w hierarchii świętych, gdzie przecież znajduje się wielu niesamowitych mężczyzn. To właśnie za wstawiennictwem Maryi można wymodlić sobie największe łaski. No to Panowie, również macie zagwozdkę. Ale niedużą, bo wielkość Matki Bożej niczego Wam nie ujmuje. W końcu „chłop potęgą jest i basta!”

Odsłon: 14276 Komentarzy: 79

Spódnica czyni kobietę

Kategoria: Rodzina Friday, 25 November 2011, 18:04

No proszę. Kilka dni mnie nie było w kraju, a tu się okazuje, że moje „kobiety w spódnicach” są dość powszechnie znane i lubiane. Z czegom bardzo rada.

 

Dziękuję wszystkim za obszerne komentarze oraz angaż w sprawę, niektórzy logowali się na Frondzie, tylko po to, by dołożyć cegiełkę, inni zakładali własne blogi, by dać upust emocjom, a jeszcze inni nawet maile osobiste do mnie wystosowali. Moja sława dotarła nawet na Salon24 za sprawą niejakiej p. A. Zarzeczańskiej. Zobowiązanam.

 

I różne smaczki znalazłam. Żem dziwoląg katolicki, że bardziej papieska niż papież, że historii nie znam, jednostek czasu i odległości nie rozróżniam, ludzi dzielę, ośmieszam środowiska katolickie, kobiety poniżam, że nawet sam Jezus nie był tak ortodoksyjny i, że chyba sama mam problemy z własną seksualnością.

 

Wśród oburzonych głównie panie. Zasypano mnie wszelkim argumentum, a ja dalej nie rozumiem, czemu tak trudno kobietom te spodnie odrzucić. Argument z wygodą uważam za wyjątkowo nietrafiony, bo ileż my kobiety robimy rzeczy niewygodnych! Makijaże, fryzury, depilacje, a i ubrania nasze częstokroć, choć nie są spódnicami, wyglądają niekoniecznie na najwygodniejsze na świecie. I ja rozumiem, że są sytuacje awaryjne – na narty również zakładam spodnie. Ale nie jeżdżę na nartach 24h na dobę 365 dni w roku!

 

Dotarło do mnie jeszcze wielkomyślne hasło, iż nie szata zdobi człowieka. No jednak zdobi. A człowiek szatę – to relacja wzajemna. To, kim jesteśmy wyrażamy przez nasze ciało, nie inaczej. I jak nam naprawdę zależy, to potrafimy zadbać o strój z ogromną pieczołowitością. Na przykład na randkę, na imprezę, wizytę u teściów. A już na spotkanie z Bogiem – niekoniecznie. A codziennie, przed wyjściem z domu, kobieta powinna spojrzeć w lustro i spytać siebie, „czy tak ubrana poszłabym na spotkanie z Jezusem?” Bo codziennie się z nim spotyka.

A jeśli nie szata zdobi człowieka, to proszę bardzo, niech ksiądz odprawia Mszę w dresie, a my przychodźmy do kościoła w poplamionych t-shirtach. A na randkę każdy w dziurawym swetrze! Obowiązkowo!

 

Pisano również, że najważniejsze jest to co w sercu, że można nosić spódnice, a być skończoną grzesznicą. No owszem, można. Ale można je nosić i jednocześnie również w postępowaniu zbliżać się do Boga. Rozumiem – niespodzianka – ale to naprawdę może iść i często jednak idzie w parze!

 

No i, że każę kobietom jakieś wory pokutne nosić i włosienice. Bzdura. To współczesne trendy ośmieszają kobietę i czynią z niej błazna. Proponują albo workowate swetry odbierające wdzięk oraz buty Emu wyglądające jak ortopedyczne, albo tkaniny zbyt obcisłe, w których większość kobiet wygląda po prostu fatalnie, bo odsłaniają mankamenty figury. A ja nie mówię o workach do kolan, tylko o spódnicach i sukienkach. A te naprawdę potrafią uczynić kobietę piękną i elegancką.

 

Poprawiono mnie, iż to nie emancypacja kazała kobietom założyć spodnie, lecz wojna, bo były wówczas matki i żony zmuszone wykonywać męskie zajęcia i zmiana stroju okazała się konieczna. Rzeczywiście, to również jedna z przyczyn. Ale mam dobrą wiadomość! Wojna już się skończyła! Zatem drogie Panie, możecie całkiem swobodnie powrócić do noszenia spódnic i sukienek.

 

Jest jeszcze jedna ważna kwestia, jeśli chodzi o damski i męski ubiór. Bóg stworzył nas różnorodnie, dzieląc na mężczyzn i kobiety, byśmy mogli się wzajem uzupełniać. I diabeł nienawidzi tych różnic. On zrobi wszystko, by nas ujednolicić, zatrzeć istniejącą różnorodność, nie tylko pod względem charakterologicznym, ale i pod względem wyglądu. Dlatego współczesna chrześcijanka winna wręcz manifestować swą kobiecość, również poprzez strój. Babochłop to triumf szatana.

 

Argument, że ośmieszam środowiska katolickie uważam za niegodny katolika. Będą się z nas śmiali, nawet Jezusa wyszydzali, a co dopiero nas, maluczkich. I co z tego? Że ich zniechęcam? Otóż kolejna nowina – oni już są zniechęceni. My nie mamy się nikomu przypodobać. Nie mamy dopasowywać się do innych, tylko do Boga. Kościół potrzebuje ludzi twardych, którzy nie boją się reakcji gawiedzi. A jak się gawiedź śmieje, to na zdrowie! Choć chciałoby się powiedzieć, „ten się śmieje, kto się śmieje ostatni”...

 

Na koniec także wyjaśnienie do tytułu, by uprzedzić owych już czyhających, dzielnych zawodników, gotowych każde moje pojedyncze zdanie sprowadzić do absurdu. Tytuł, zaznaczam, nieco przewrotny. Oczywiście, z mężczyzny spódnica nie uczyni kobiety. Z babochłopa też nie. Mężczyzna pozostanie mężczyzną, a kobiecie oraz jej ubiorowi musi towarzyszyć postawa serca. A sercu światłe oczy.

O co się gorliwie módlmy.

Odsłon: 1326 Komentarzy: 28


Dlaczego kobieta powinna chodzić w spódnicy?

Kategoria: Rodzina Friday, 18 November 2011, 16:46

Albo sukience. Wszystko jedno, normalny mężczyzna i tak nie widzi różnicy. A dlaczego powinna? Bo lepiej wygląda.

 

Uparły się baby na te spodnie i wszystkie, jak jeden – nomen omen – mąż, chodzą w męskich uniformach. Do pracy, na przyjęcia, na zakupy, do fryzjera, a nawet i na wesela. Stały się spodnie nieodłącznym elementem damskiej garderoby, nikogo już nie dziwią ani nie szokują. Nikt już nie pamięta, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu ojciec Pio wyganiał kobiety w spodniach z konfesjonału, a we Francji, w 1799 roku kobieta przed założeniem spodni musiała dostać zgodę policji i posiadać medyczne uzasadnienie. Na zdjęciach mojego męża z podstawówki (a przecież różnica wieku między nami, to nie lata świetlne) wszystkie dziewczynki są w spódniczkach. Na moich – każda ma już spodnie.

 

Kobiece spodnie długo uważane były za strój niemoralny, a i dziś nad ich moralnością trzeba się głęboko zastanowić. Upowszechnienie noszenia spodni przez kobiety związane było z emancypacją. Pycha wypchnęła kobiety z domu, kazała im założyć spodnie i zrównać się z mężczyznami na arenie zawodowej. Jednak na tym polu zawsze już będą przegrane, bowiem nie są ani tak mądre, ani tak mocne, jak mężczyźni. Zatem, skoro kobieta nie może być jak mężczyzna, to zrobi wszystko, żeby chociaż tak wyglądać. I czasem, niestety, jej się udaje.

 

Krój kobiecych spodni jest zawsze niestosowny: zbyt szerokie upodabniają kobietę do mężczyzny, a zbyt obcisłe nader eksponują jej kształty. Choć dziś przylegające jeansy to prawdopodobnie jedna z bardziej „porządnych” części kobiecej garderoby. Zalały nas mody z pewnością „niemiłe Bogu”, pełne sugestywnych i wyzywających ubrań. I chwała mężczyznom, którzy w porę potrafią odwrócić wzrok.

 

Bo spódnica spódnicy nierówna. Aktualne trendy czynią z kobiet, a właściwie już z dziewczyn, babochłopy albo prostytutki. Widać to na ulicach i widać to (o zgrozo!) w szkołach. W sieciówkach trudno dostać spodnicę do kolan, wszystkie sięgają ledwo za pupę. I ci, którzy to kreują, wiedzą dobrze, co robią. Zdemoralizowana ubiorem dziewczyna stanie się potem klientką koncernów antykoncepcyjnych czy klinik aborcyjnych. Maszyna ruszyła, a że mamy kryzys ojcostwa, nie było nikogo, kto by córce w porę powiedział: „w takim stroju nigdzie nie pójdziesz!”

 

Każda kobieta chce być piękna. To pragnienie wraz ze stworzeniem Bóg wpisał głęboko w jej duszę. Ona w głębi serca wie, że po to została stworzona. Dlatego diabeł zaciera ręce i to piękno wynaturza, zakłamuje albo obrzydza. Są kobiety, które się od piękna odżegnują, a są i takie, które w jego imię stają się wyuzdane. Natomiast owo piękno tkwi zupełnie gdzie indziej. Tkwi w oddaniu władzy mężczyźnie, w byciu matką oraz w noszeniu skromnego stroju.

 

Wiele pań twierdzi, że w spodniach jest im wygodniej. Być może. Osobiście mam odmienne doświadczenia, chociaż spódnica rzeczywiście wymaga od kobiet nieco innego zachowania, niekiedy innej pozycji ciała, drobnych gestów, ale to tylko dodaje wdzięku. Jakaż to strata, że wokół paradują kobiety, niemal wszystkie ubrane w spodnie! Na tak smutny widok, muszę przyznać, trudno jest zakrzyknąć: „baby, do garów!” Ciśnie się raczej na usta: „babochłopy, do roboty!”

 

 

Odsłon: 16059 Komentarzy: 58


Strachy nie na lachy

Kategoria: Polityka Monday, 14 November 2011, 18:47

Telewizora nie mam. Ale obracam się w świecie, w gościach bywam i czasem mnie treści ekstremalne z szatańskiego pudła dopadną. W minioną sobotę widziałam na przykład, jak to niejaki Michał Piróg (znany z bycia sodomitą), jedzie do Indonezji ratować ciemiężone tam, w wyniku nielegalnego przemysłu, zwierzęta. No może nie tyle ratować, co płakać nad ich smutnym losem. Ale Indonezyjczycy dość protekcjonalnie (i słusznie) potraktowali białego cwaniaka z kamerą i jak dziecku tłumaczyli, że zwierzę jest w klatce, bo inaczej by uciekło. No to się Piróg rozpłakał.

 

Nie o to chodzi, że tych zwierząt mi nie żal. Tylko pojąć nie mogę tvnowskich sił ciężkości. Zwierzę w Indonezji biedne, trzeba tam zaraz pędzić i ratować. A nie widziałam jeszcze na antenie tej stacji, żeby jechał jakiś celebryta ratować nienarodzone dzieci. Nie widziałam, żeby ktoś się tam przejął aborcją i nad tą zbrodnią zapłakał. Widziałam raczej, wręcz przeciwnie – plejadę zwolenników tego procederu. Zdecydowanie uśmiechniętych.

 

I wkurza mnie, że z nas Polaków tacy mądrale, szalenie odważni na nie swoim poletku. Że brawurę od nas czuć na kilometr, jak trzeba do Indonezji pojechać i zbesztać autochtona za złe zwierząt traktowanie. Tylko pytam i zapytuję, po co aż do Indonezji? Wystarczy zrobić sobie tournée po polskich rzeźniach i kurzych fermach. Polak też potrafi.

 

No i szkoda, że nasza brawura kończy się na grożeniu palcem obcokrajowom: Ty zły Indonezyjczyk, ty musieć wypuścić ta małpa z klatki! A jak przyjdzie już do konfrontacji z naprawdę „złym” wrogiem, to tylko patrzymy, gdzie zwiać. Od dziecka wpaja nam się, że najważniejsze jest bezpieczeństwo, bezpieczne samochody, bezpieczne drogi, bezpieczna szkoła... Tak wychowany człowiek ma szanse na przetrwanie wyłącznie w cieplarnianych warunkach, a co jak przyjdzie wojna? Ale, gdzie tam. Niech na całym świecie wojna,/ byle polska wieś zaciszna,/ byle polska wieś spokojna.

 

Przecież mesje Donald robi, co może, by nie narazić się naszym odwiecznym wrogom i pytany o Marsz Niepodległości za najważniejszy problem uznaje to, iż chuligani mieli zasłonięte twarze, a nie to, że na nasze narodowe święto przyjeżdżają Niemcy nie kryjący swego zamiłowania do burd. Ale nasz dzielny premier na szczęście im pogroził, więc następnym razem zanim się zaczną „naparzać”, na pewno odsłonią twarze.

 

Porządny Polak drży już na samą na myśl o słowie „bić”. Kiedy Korwin-Mikke pytany w związku z Marszem Niepodległości właśnie, czy bić lewaka, odpowiedział, że bić, oszczędzać tylko kobiety i dzieci, nie pozostawiono na nim suchej nitki. Gdzieżby tam porządnemu Polakowi przeszły przez gardło takie słowa. Jak nas biją, to uciekać. Tylko szybko!

 

Radzę zatem o wojnie nawet nie fantazjować. Bowiem nie ma o nas ani kto walczyć, ani kto nas bronić. A „porządny” Polak to się prędzej rozpłacze, niż weźmie do ręki karabin. No chyba, że już dziś rozpoczniemy narodową modlitwę do Ducha Świętego. O dar męstwa.

Odsłon: 337 Komentarzy: 11


Zabić prezydenta

Kategoria: Polityka Friday, 11 November 2011, 16:42

W 2005 roku, tuż po wygranej Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, Michał Zygmunt wydaje książkę pt. „New romantic”. Promuje ją zamieszczony na stronie autora tekst: „Nazywam się Michał Zygmunt i zabiłem prezydenta Kaczyńskiego. Co prawda tylko na stronach mojej książki, ale to zawsze coś”.

Termin New romantic oznacza nurt w muzyce nowofalowej powstały na początku lat 80-tych XX wieku. Charakterystyczną cechą tej muzyki było szerokie wykorzystanie instrumentów muzycznych, a w szczególności syntezatorów (Wikipedia). Michał Zygmunt tyutułem nie tyle jednak nawiązuje do korzeni muzycznych, ile usiłuje się rozprawić z polskimi tęsknotami romantycznymi. Kłania się też nisko ciemiężonym w Polsce sodomitom. Na okładce książki znajduje się celownik wymierzony w podobiznę Kaczyńskiego. Książka nie wywołuje większego oburzenia.

 

W 2010 roku Lech Kaczyński ginie w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem.

 

10 kwietnia 2011r., w rocznicę katastrofy smoleńskiej, rzecznik Ruchu Poparcia Palikota, Andrzej Rozenek bawi się w strzelanie do nieżyjącego już prezydenta „rekonstruując” zamach w Gruzji. Zdjęcia z akcji zamieszcza na Facebooku.

 

W maju 2011 roku robi się głośno o stronie internetowej antykomor.pl, gdzie w ramach zamieszczonych tam dwóch gier, można sobie postrzelać do prezydenta Komorowskiego. Jeszcze w tym samym miesiącu witryna zostaje zamknięta.

 

Patrzę na te dane i nadziwić się nie mogę, na czym polega ten orwellowski fenomen „równych i równiejszych”? Że jednym wolno coś bardziej, a drugim mniej? Że jednym się pozwala, a innym nie??

 

Dziś z kolei media obiegła wiadomość, iż TVN ma zapłacić pół miliona złotych za znieważenie flagi w programie Kuby Wojewódzkiego, a darcie Biblii przez Nergala uznane zostało za artyzm.

 

Dziwne mamy świetości w tym kraju. Nie wolno powątpiewać w słuszność Powstania Warszawskiego, mówić o tajnej współpracy Wałęsy. Można wyzłośliwiać się na współczesnych politykach w imię nie podpartej żadnymi argumentami fobii, a nie można prowadzić dysputy o otwartych wciąż kartach historii. TVP zaprasza Nergala do uczestnictwa w telewizyjnym programie muzycznym, a Grzegorz Braun, w ramach współpracy z telewizją reżimową, nie może zrealizować filmu, który w świetle pewnych faktów historycznych, być może odbarwiałby nieco postać marszałka Piłsudskiego. Nie, w tę naszą narodową ikonę uderzyć nie można, dziś 11 listopada każdy wie o tym jeszcze mocniej. Historia, której się uczymy i, którą wyznajemy jest czarna lub biała. I „nikt nam nie wmówi, że czarne jest czarne, a białe jest białe”. A w porządnych podręcznikach (i w głowie Wałęsy) stoi przecież napisane czarne na białym, iż Lech Wałęsa sam jeden obalił komunę.

 

Choć nie lubię PiSowskiego socjalizmu, kaczofobii w żaden sposób zrozumieć nie mogę. Prezydent Komorowski nie jest moim ulubionym prezydentem, ale strzelać w niego też nie mam ochoty. Tak wielu życzyło Lechowi Kaczyńskiemu śmierci, a teraz gdy ten już nie żyje, łyso komuś? Patrząc na rzecznika RPP podejrzewam, że wątpię. Jednak może swoim „gruzińskim przedsięwzięciem” niechcący zaświadcza on o potędze zmarłego prezydenta? Jak widać nawet po śmierci Lech Kaczyński ogromnie wpływa na polityków w naszym kraju. Zatem Andrzej Rozenek wystawia ś.p. Kaczyńskiemu exegi monumentum. A jaki Rozenek, takie monumentum.

 

Odsłon: 262 Komentarzy: 7


Papież to jest firma!

Kategoria: Kościół Tuesday, 11 October 2011, 20:17

Polska architektura sakralna karleje. Dosłownie. Kościoły zrównują się z ziemią i swym wiernym ludem. Współczesne kościelne hale targowe nie przypominają w niczym gotyckich czy barokowych świątyń. Nie są już strzelistymi, monumentalnymi budowlami, w których można dojrzeć Absolut. Są niżej, bliżej ludu, nie dając temu ludowi odczuć własnej małości.

 

Niestety wygląd naszych kościołów doskonale odzwierciedla kondycję naszego Kościoła. I choć bramy piekielne go nie przemogą, to dają się we znaki wściekłe działania szatana. Liturgia staje się mniej odświętna, mnożą się na potęgę ministrantki oraz nieprzeszkoleni lektorzy, a śpiewy oazowe wypierają chorał i przepiękną muzykę organową. Jakże często to kapłan zdaje się być w centrum Mszy św., a nie Jezus. A sama Msza coraz bardziej przypomina towarzyską kolację, a nie świętą Ofiarę Chrystusa.

 

Żeby zrozumieć istotę zmian, które w ostatnich kilkudziesięciu latach zaszły w Kościele, warto wybrać się na Mszę w klasycznym rycie rzymskim. Jest ona sprawowana po łacinie, wymaga więcej wysiłku i skupienia. Tam sacrum jest mocno odczuwalne. Nie ma tej swobody i luzu obecnych na dzisiejszych nabożeństwach. Nie ma niepotrzebnych dygresji. Ksiądz odwrócony jest tyłem do wiernych, a przodem w kierunku wschodu, do Boga. Przeistoczeniu pozwala się trwać, lud klęczy w ciszy, a nie uprawia na czas gimnastykę wstająco-klęczącą z przerwą na „znak pokoju”. Podczas Mszy trydenckiej wierny wie, że tam na ołtarzu dzieje się Tajemnica, której on nie jest w stanie ogarnąć. Ale chce tam być, pragnie choć dotknąć się płaszcza. Wie, że uczestniczy w „najpiękniejszej Mszy po tej stronie Nieba”.

 

 

Nasza architektura sakralna karleje. Wyjątkiem jest tak wyszydzany powszechnie Licheń, który zachwyca wielkością i pięknem. Cieszy również fakt, iż w Gdańsku nie powstanie Lidl w charakterze kościoła. Ale to tylko kropla w morzu, bo proces ogołacania świątyń katolickich jest już w toku. Ogołacania nie tylko z zewnątrz, ale i od wewnątrz. Kościół opustoszał, brakuje w nim obrazów, relikwi, witraży, zdobień oraz rzeźb. Wyrzekamy się cudownej sakralnej spuścizny na rzecz protestanckich zborów. Sukcesywnie protestantyzujemy również Mszę św. Dlaczego najwyższą wartość, zastępujemy czymś mniej wartościowym? Kiedy Kurowski w „Ziemi obiecanej” spytał Moryca, czy nie lubi protestantyzmu, ten odpowiedział:

 

Nie lubię i nigdy bym na to wyznanie nie przeszedł. Ja jestem człowiek, który kocha i potrzebuje pięknych rzeczy. Jak ja się narobię cały tydzień, to potem w szabas czy w niedzielę potrzebuję odpocząć, potrzebuję iść do ładnej sali, gdzie bym miał ładne obrazy, ładne rzeźby, ładną architekturę, ładne ceremonie i ładny kawałek koncertu. Ja bardzo lubię te ceremonie wasze, w nich jest i piękny kolor, i ładny zapach, i dzwonienie, i światła, i śpiewy. A przy tym jak ja już muszę słuchać kazania, to niech ono będzie nienudne, niech ja słucham delikatnego mówienia o wyższych rzeczach, to jest bardzo nobl i to dodaje człowiekowi humoru i ochoty do życia! A w kirche co ja mam?... Cztery gołe ściany i tak pusto, jakby cały interes miał się trochę zlikwidować. A do tego przychodzi pastor i mówi. Co pan myślisz, o czym on gada?... Gada o piekle i innych nieprzyjemnych rzeczach. Bądź pan zdrów. Czy ja po to idę do kościoła, żeby się zdenerwować? Ja mam nerwy, ja nie jestem cham, ja nie lubię się gnębić nudnym gadaniem. A przy tym ja lubię wiedzieć, z kim mam do czynienia - cóż to za firma protestantyzm?! Papież to firma.

(W. Reymont)

 

W jednym Moryc nie miał racji: na szczęście dla nas, księża mówią jeszcze w kościele o piekle i o "innych nieprzyjemnych rzeczach".

Odsłon: 540 Komentarzy: 10


Baby, do pieluch!

Kategoria: Rodzina Tuesday, 11 October 2011, 10:41

No i masz babo placek. A raczej garnek. Wzburzyły się ludy szacowne i nie zawiodły. Od prawa do lewa swym wzburzeniom ujście dać raczyli, a u mnie, jak było tak jest. Nadal mi się te baby przy garach najbardziej podobają.

 

Czuję się jednak mocno urażona faktem, iż na facebooku przypisano moje zasługi pani Magdzie Żuraw i to pod jej adresem składano wyrazy szacunku i uznania. A Magda Żuraw, jakkolwiek kobieta zacna i mądra, autorką mojego tekstu nie jest, wypraszam sobie!

 

Tak oto zarzucono niewinną kobiecinę atakami ad personam, że zacofana, że w się unosi w oparach absurdu, że niedouczona i błędy podstawówkowe w literaturze wyczynia. Zasugerowano, żeby do garów lepiej wracała i zaznaczono, że chętnie by po niej, czyli mnie walcem jeździli, a nawet w mordę mi (Magdzie Żuraw?) dali. Argumenta na najwyższym światowym poziomie, okraszone, rzecz jasna wyszukaną łaciną. Aż wreszcie w przypływie błyskotliwości, ktoś zauważył słusznie, że to jednak nie p. Żuraw ów tekst popełniła. Rzeczywiście, dzień dobry, to ja Maria Helena, że się od razu przedstawię.

 

Zatem ku uciesze moich fejsbukowych fanów, przedstawię dziś continuum swojej ostatniej wypowiedzi. Otóż wykluczając ten odsetek, promil właściwie, kobiet czyniących dobre i wartościowe rzeczy poza domem (choć i one do garów z pewnością się nadają), reszcie całej, oprócz garów, polecić pragnę także i pieluchy. Są one niejako konsekwencją pozostania kobiety w domu, która i czasu, i sił ma więcej, by dzieci rodzić oraz się nimi opiekować. A rodzicielstwo to zdecydowanie najpiękniejsza rzecz, jaka może małżeństwo spotkać, wyłączając sam sakrament, rzecz oczywista. Podeprę się tutaj fragmentem Psalmu 128:

 

Małżonka twoja jak płodny szczep winny
we wnętrzu twojego domu.
Synowie twoi jak sadzonki oliwki
dookoła twojego stołu.
Oto takie błogosławieństwo dla męża,
który boi się Pana.

I jeszcze Psalm 127:

Oto synowie są darem Pana,
a owoc łona nagrodą.
Jak strzały w ręku wojownika,
tak synowie za młodu zrodzeni.
Szczęśliwy mąż,
który napełnił
nimi swój kołczan.
Nie zawstydzi się, gdy będzie rozprawiał
z nieprzyjaciółmi w bramie.

Dziś niestety, myślenie antykoncepcyjne i aborcyjne do tego stopnia wryło się w mentalność ludzką, że nie jest ono obce nawet i katolikom. Ludzie panicznie boją się dzieci, a rodzina z trójką pociech, to już patologia! Warto tu przypomnieć, że w międzywojennej Polsce średnia (!) liczba dzieci w przeciętnej rodzinie wynosiła 8! A dziś komfort życia wyższy, wygoda większa, natomiast średnia dzieci – 1,8.

 

Ale żyjemy w czasach „postępu”. W czasach nowoczesnych, kiedy ubezpładniającymi metodami można rodzicielstwo „zaplanować”, a jeśli zawiodą – niewygodnego „gościa nie w porę” zabić. Trwa regularna wojna z noworodkiem. Straszą nas globalnym ociepleniem i przeludnieniem, „straszliwymi” konsekwencjami wielokrotnych porodów. I straszą skutecznie, choć zupełnie bezmyślnie, bo spadek liczby urodzeń godzi w gospodarkę.

 

My zastraszyć się nie damy! Nasza liczba startowa z mężem to siedem! I na razie 1:0 dla nas, bo pierworodny nasz syn/córka już czwarty miesiąc rośnie w siłę w mym brzuchu.

 

Zachęcam Was Panie (już nie baby) do dzieci (już nie do pieluch). Ja wiem, że w naszym zbrodniczym systemie niektóre pracować po prostu musicie i na dzieci nie ma już sił ani czasu. Dlatego nie Was potępiam, a system. Kobieta winna mieć możliwość nie pracować zawodowo, dbać o rozwój domu i mieć jeszcze czas (jak mówił Janusz Korwin-Mikke), by „leżeć i pachnieć”. To na nią powinno się pracować. I rozumny mężczyzna wie, że to leży i w jego interesie.

 

Napisałam ostatnio, że lubię swoje obowiązki domowe, bo mąż mnie kocha.

Spytano mnie, a co gdybym miała złego męża?

Nie bardzo rozumiem, bo męża wybrałam sobie ja. To złego miałam sobie wybrać??

Z Bożą pomocą i za wstawiennictwem św. Józefa wybrałam najlepszego.

 

 

Łączę ukłony dla p. Magdy Żuraw.

Odsłon: 654 Komentarzy: 7


Baby, do garów!

Kategoria: Polityka Thursday, 11 August 2011, 21:47

Przemówiło dziś wszelkie medium: oto się rząd zaprzysiągł. I choć telewizor mój dawno już wylądował na smietniku, tam gdzie jedyne jego słuszne miejsce i tak dotarło do mnie echo sejmowych wydarzeń. Przez ostatni miesiąc udało mi się nawet zapomnieć, że mamy jakiś rząd, ale mi dziś imć Medium przypomniał dość dotkliwie, że te wybory sprzed miesiąca to nie fikcja i mesje fatale polskiej polityki, Donald Tusk ma jednak zamiar porządzić nami przez najbliższe cztery lata. O podła demokracji, Tyś jest jednak bez serca!

 

Tego, że rząd mamy fatalny, nikomu udowadniać nie muszę. Zresztą cały sejm tonie w beznadziei. (Choć pewnie są wyjątki, tylko nie one nadają ton, niestety). I zapewne można by znieść, iż wśród polskiej elyty brakuje charyzmatycznych przywódców, wybitnych intelektualnie jednostek, retorów, specjalistów, a wszystko czego się słucha jest miałkie, bez polotu i przypomina wystąpienie maturalne uczniaka-średniaka. Można by znieść, gdyby w opozycji do tej marności szły wielkie i mądre decyzje polityczne i gospodarcze, które przywróciłyby godność Polakowi. Ale oczywiście nie! Trzeba rodaka dalej ograbiać, podejmować za niego decycje, ogłupiać i ubezwłasnowolnić kolejnymi ustawami. Bo Polak głupi jest. A nie, przepraszam, raz na cztery lata bywa mądry, kiedy ma wybrać swoich ciemiężycieli. Tak, na tym się akurat zna, ale jakby już chciał decydować o swoich pieniądzach, sposobie wychowania dzieci, albo na przykład o tym, czy pragnie z głębi serca płacić na ubezpieczenie emerytalne, to wara mu!

 

Ale nie o tym miałam, tylko o babach i o garach. No właśnie, jak się dziś dowiedziałam, że marszałkiem sejmu została Ewa Kopacz, to w malignie wszystkie gary w domu pozmywałam, nawet te czyste. Bo to jako kobieta najlepiej robię: gary zmywam, sprzątam, gotuję, piorę, a w przyszłości dziećmi własnymi opiekować się będę. Mam oczywiście, jak każda przedstawicielka płci pięknej parę innych zdolności i talentów, i chętnie z nich korzystam, ale żeby od razu marszałkiem być?! Żeby sejmowi przewodzić?! Chłopami zarządzać?! O nie, co to, to nie! Mężczyzna to z natury najlepszy dowódca i jemu należy dowództwo oddać! A kobiety, jak się dobrze czują w sejmie, to bardzo dobrze, niech tam będą, łagodzą męskie obyczaje, wnoszą swoje postulaty, ale niech się, Boże broń, nie pchają do kierownictwa.

 

Ludwik Dorn stwierdził dzisiaj, że jedyną zaletą, która przemawia za panią Kopacz jako kandydatką na marszałka sejmu jest jej płeć. Ludwiku Dornie (i psie Sabo), toż to jej główna wada właśnie! A jak jedyna zaleta okazała się wadą, a wyboru już dokonano, to „zgroza, zgroza!”

 

Akurat pisząc te słowa dowiedziałam się rzeczy jeszcze straszliwszej: oto Wanda Nowicka została wicemarszałkiem!!! Naczelna zwolenniczka aborcji trzecią głową w polskim sejmie! Nie, na taką wieść już nawet Joseph Conrad nie zaradzi... A przypominam, iż jest on ostatecznością!

 

Patrząc na nasze naczelne feministki i kobiety wyzwolone, tymbardziej z podziwem rozmyślam o tych kobietach, które na przekór czasom i szykanom pozostały w domu. Które nie opuściły swoich mężów, nie oddały dzieci niańkom ani instytucjom, tylko powoli, konsekwentnie wypełniają swoje najważniejsze powołanie. I nie muszą szukać poklasku na zewnątrz. Nie potrzebują robić czegoś ogromnie „ważnego”. Nie chcą nikim rządzić ani się równouprawniać. Pozwalają kochać się mężom. Cieszy je bycie kobietą. Prawdziwą KOBIETĄ. Gospodynią „domu na skale”.

 

I tak sobie myślę, że ja naprawdę lubię zmywać gary. Bo mąż mnie kocha.

Odsłon: 3985 Komentarzy: 43


Niewierni

Kategoria: Kościół Monday, 11 July 2011, 20:01

I znowu będzie o byłym dominikaninie, Tadeuszu Bartosiu, bo mi się chłopina szczególnie mocno spodobał. Ot, wystąpił z zakonu i może sobie teraz na Kościele Katolickim mocno poużywać. A używa do woli, bo jest ulubieńcem salonowców i jego smutny, refleksyjny głos stanowi miód na duszę dla wielu postępowców.

 

I trzeba empatię okazać, bo się człowiek będąc w zakonie nagle i niespodziewanie dowiedział, że jest to instytucja hierarchiczna i należy się, niestety, podporządkować. Że trzeba zrezygnować z wielu rzeczy, oddać się do dyspozycji przełożonych, czystość obiecać i posłuszeństwo.

 

I wreszcie przejrzał zakonnik na oczy, nie on jeden zresztą, bo takich Bartosiów, Obirków i innych Kotlińskich jest u nas na pęczki, także płci żeńskiej. Siostry zakonne równie chętnie występują z zakonów, jak zakonnicy. I w imię Boga to robią, jak uparcie twierdzą.

 

Co się stało z wiernością i honorem?? Ano leży gdzieś pogrzebany. A że Ci ludzie się Boga nie boją? Ano, nie boją, bo zdaje się, że już dawno w niego nie wierzą. To nie Kościół jest winien ich odejścia, ale brak wiary właśnie. Bo jak się nie wierzy w Boga, to i obietnicę daną Mu łatwo przecież złamać.

 

Jednak człowiek zawsze przegrywa na swojej niewierności. Nie zyskuje wolności, ale jeszcze mocniej się zniewala. „Raz obranej drogi nigdy nie porzucajcie!”. Dotyczy to zarówno stanu kapłańskiego, jak i małżeńskiego. A powołania zawsze są w jakiś sposób niewygodne. Zawsze trochę uwierają. Trud poniesiony na rzecz małżeństwa bądź kapłaństwa będzie duży, czego obietnicę otrzymujemy już na początku drogi. Od tej pory nieustannie trzeba się będzie z czegoś ogałacać. Trzeba będzie obumierać. Pokornie. Ale Bóg obiecuje też, że wystarczy nam Jego łaski. Że będą radości. Że da nam „wody żywej”.

 

I chciałam się trochę wyzłośliwić, ale zrobiło mi się tak jakoś smutno na myśl o panu Bartosiu. To, że gdy rozpoczynał swoją drogę duchową był niedojrzały, sam otwarcie przyznaje. Ale dziś w jego dojrzałości niewiele się zmieniło. Swoim smutnym głosem opowiada, że jest wreszcie szczęśliwy. Bo opuścił Kościół, który mógł go uratować...

 

 

Bartoś na pytanie, czy piekło istnieje, odpowiada lakonicznie, ze nie wie. Nie wie też, czy kiedykolwiek to wiedział. Byłe siostry zakonne w swoich świadectwach wyznają, że to Bóg wskazał im nową drogę i wyprowadził z zakonu. Są tego pewne.

Ale, jak pisał ks. Twardowski „pewność niepewna”.

Zaś Muniek śpiewał:

„Ktoś prowadzi mnie za rękę, może Pan, może szatan, sam już nie wiem, kto to jest”.

 

Czuwajmy.

Odsłon: 736 Komentarzy: 2


1 2 dalej »

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.