Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Oczekiwanie czy wędrówka?

Kategoria: Religia Monday, 29 November 2010, 16:20

Powstał kiedyś spór między ludźmi, czym jest życie człowieka: czekaniem czy wędrówką?

- „Czekaniem” – mówili jedni – „bo każdy z nas na coś czeka: mama i tata na urodzenie dziecka, rolnik na piękną pogodę, uczeń na wakacje, biedak na lepsze czasy, chory na zdrowie…”

- „Wędrowaniem – mówili inni – „bo każdy z nas dokądś zmierza: małe dziecko usiłuje chodzić, potem wędruje do przedszkola, uczeń – do szkoły, dorosły – do pracy. Ludzie wędrują za mieszkaniem, za chlebem, za przygodą i szczęściem.”

W końcu spierający się poszli z pytaniem do świętego mędrca, o on powiedział:

- „Człowiek w życiu wędruje do celu, na który czeka.”

- „Co to za zagadka?” – zastanawiali się ludzie. (z katechizmu dla III klasy).

 

To opowiadanie z katechizmu jest wprowadzeniem do innego pytania: Co lepiej nadaje się do graficznego przedstawienia roku liturgicznego: koło czy linia prosta? Czyli: Jak przebiegają obchody liturgiczne – toczą się one kołem, na podobieństwo zmieniających się i stale powracających pór roku? Bo przecież co roku mamy Adwent, Boże Narodzenie, Wielki Post, Wielkanoc, Zesłanie Ducha Świętego, itd, a uwieńczeniem jest Niedziela Chrystusa Króla. Czy raczej stałym, nieustannym posuwaniem się naprzód, niczym woda, która wypływa ze źródła i dopiero w morzu znajdująca odpoczynek? Bo przecież czas nie stoi w miejscu i widzimy po sobie i po innych, że się zmieniamy, dojrzewamy, starzejemy. W tym roku jest inaczej niż było to rok temu, a ta różnica staje się tym widoczniejsza, im dalej wstecz cofamy się pamięcią.

 

Czym jest rok liturgiczny? Odpowiedź musi jakoś łączyć te elementy, który były w odpowiedziach wcześniejszych – koło i linia. Najlepszym obrazem wydaje się serpentyna, która opasuje górę i prowadzi na jej szczyt. Bo rzeczywiście „kręcimy się w koło”, ale równocześnie posuwamy się naprzód, czy dokładniej mówiąc, do góry – na szczyt. Jest to dobry obraz. Bo przecież Adwent w tym roku będzie tak sam, jak rok temu, a równocześnie inny, ponieważ świat się zmienił, a my z nim, i nie jesteśmy już tacy sami, jak rok temu, a tym mniej 2, 3, itd., lat temu. Posuwamy się ciągle naprzód, aż kiedyś staniemy na szczycie, który tutaj oznacza spotkanie z Panem, naszą śmierć, przejście do innego wymiaru życia.

 

Dobrze jest uświadomić sobie tę prawdę w tym czasie, kiedy zaczynamy kolejny w naszym życiu Adwent, a wraz z nim, nowy rok liturgiczny. Rozpoczęty w ostatnią niedzielę rok liturgiczny to nowy okres w naszym życiu. W tym czasie możemy usłyszeć w liturgii Boże otuchę, wypowiedzianą przez proroka Izajasza: «Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg! On sam przychodzi, by zbawić was». Tak, jest to słowo pociechy, obiecujące Boże zbawienie. Nie wiemy, co na nas w tym czasie czeka. Ale możemy być pewni, że On jest wciąż z nami, a równocześnie jest Tym, który przychodzi. Wraz z całym Kościołem wołamy w tym czasie: „Marana tha” – Przyjdź, Panie Jezu!

 

Przyjdź, Panie Jezu, i prowadź nas po drodze naszego życia. Niech to będzie droga wznosząca się wciąż do góry, tzn. do Ciebie. Dodaj nam siły, uchroń nas przed drogami, które prowadzą donikąd.

Odsłon: 435 Komentarzy: 10


Przyjdź, Panie Jezu!

Kategoria: Religia Saturday, 27 November 2010, 21:46

Pierwszą niedzielą Adwentu zaczynamy nowy rok liturgiczny. Jednak słuchając czytań dzisiejszej niedzieli i modlitw mszalnych zauważymy, że ich przesłanie zasadniczo nie różni się bardzo od tego, co słyszeliśmy w ciągu ostatnich dwóch tygodni kończącego się roku kościelnego. Mówią one o drugim przyjściu Pana. Można odnieść wrażenie, że historia kręci się w koło. Czy jest tak?

 

Adwent jest czasem przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia. Boże Narodzenie jest upamiętnieniem pierwszego przyjścia Pana. Jednocześnie Adwent, zwłaszcza jego pierwsza część, jest przygotowaniem do drugiego i ostatecznego przyjścia Pana na końcu czasów. Możemy więc powiedzieć, że Kościół zaczyna nowy rok niejako „od końca”. Dlaczego tak dziwnie i nie po kolei? Kościół czyni tak, ponieważ bierze pod uwagę naturę człowieka.

 

Dwa przyjścia Pana są zasadniczo różne od siebie. Pierwsze było w ubóstwie i pokorze, a druga będzie w blasku i chwale; w czasie pierwszego przyjścia Pan Jezus żył w ukryciu i był wystawiony na zniewagi, w czasie Jego drugiego przyjścia będzie On powszechnie rozpoznany i każde kolano zegnie się przed Nim w hołdzie; wtedy – 2000 lat temu został osądzony i skazany na śmierć, teraz przyjdzie sądzić żywych i umarłych. Pierwszym razem przyszedł, aby nas swoją śmiercią i cierpieniem zbawić, kiedy przyjdzie powtórnie, przyniesie pełnię zbawienia tym, którzy wiernie czekają na Niego.

 

Kościół zaczyna nowy rok liturgiczny wskazując na drugie przyjście Pana, aby postawić przez oczami swoich wiernych jasny cel. Chwała Pana Jezusa, wiekuiste życie z Chrystusem, wieczna radość nieba, spełnienie wszystkie pragnienia ludzkiego serca, to wszystko jest treścią drugiego przyjścia Pana. Boże Narodzenie czyli pierwsze przyjście Pana Jezusa pokazuje punkt wyjścia i drogę do celu. Jest to bardzo pedagogiczne podejście Kościoła. Gdyby najpierw pokazywać trudną, wyboistą drogę i mówić o wymaganiach, miałoby to efekt raczej zniechęcający. Dlatego najpierw jasny cel – wieczne i nieograniczone królowanie z uwielbionym Chrystusem w niebie, a dopiero później niezbędne wyrzeczenia i wymagania konieczne do osiągnięcia celu.

 

Samo codzienne życie daje nam przykłady potwierdzające słusznej tej strategii. Zawodnik musi mieć cel na uwadze, aby mógł podjąć i wytrzymać trud treningu. Podobnie ktoś, kto chce nauczyć się języka obcego, musi pamiętać o możliwościach, jakie daje jego znajomość. Jeśli straci z oczu cel, to zabraknie mu też motywacji. Uczeń czy student musi wiedzieć, co chce osiągnąć przez swoją naukę. A jeśli pozostanie wierny swojemu postanowieniu, osiągnie cel, czyli zdobędzie wykształcenie.  Podobnie jest z wszelką pracą i z każdą usiłowaniem ludzkim – najpierw musimy widzieć cel, i mieć silną nadzieję, że możemy go osiągnąć, a następnie czynić wszystko, czego ten cel wymaga.

 

Nie każdy zawodnik może wygrać Puchar Świata. Nie każdy ma wystarczający talent, aby nauczyć się języka obcego. Nie każdy uczeń jest w stanie skończyć szkołę z dobrym wynikiem. Zgadza się. Ale każdy z nas otrzymuje łaskę wystarczającą do osiągnięcia zbawienia wiecznego. Do tego nie jest konieczna ani fizyczna sprawność, ani szczególne zdolności umysłowe.

 

Zbawienie przewyższa wszystkie inne cele w naszym życiu i jest warte każdego wysiłku i wyrzeczenia. Dopiero na tle tego, co zostało nam obiecane, stają się bardziej zrozumiałe i łatwiejsze do przyjęcia słowa Pana Jezusa: Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. Albo słowa świętego Pawła Apostoła: Teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Nie możemy więc spać, w sensie: Nie możemy stracić z oczu celu czy stać się obojętnym wobec największego dobra naszego życia czyli wiecznego zbawienia.

 

Zbawienie jest nie tylko możliwe – ono już jest gotowe i czeka na nas. Dlatego z jednej strony trzeba widzieć cel i być pełnym nadziei, że możemy je osiągnąć, a z drugiej trzeba być czujnym, aby nie zaprzepaścić tego, co Chrystus zdobył dla nas z takim trudem.

 

Przyjdź, Panie Jezu! Amen.

Odsłon: 591 Komentarzy: 9


Dziękujcie Bogu! Ale jak dziękować?

Kategoria: Religia Friday, 26 November 2010, 19:11

Chociaż nie potrzebujesz naszego uwielbienia, pobudzasz nas jednak swoją łaską, abyśmy Tobie składali dziękczynienie. Nasze hymny pochwalne niczego Tobie nie dodają, ale się przyczyniają do naszego zbawienia, przez naszego Pana Jezusa Chrystusa. (Prefacja mszalna)

 

Inspiracją do tego wpisu był ostatni tekst Hioba: "A teraz błogosławcie Boga całego stworzenia, który wszędzie czyni wielkie rzeczy." z okazji amerykańskiego Święta Dziękczynienia. Ze wszystkich świeckich świąt amerykańskich to ma dla mnie najcieplejsze skojarzenia, nie tylko ze względu na jego przesłanie, ale także ze względów osobistych. Kiedy 4 lata temu po raz pierwszy świętowałem je z zaprzyjaźnioną rodziną, było ono dla mnie jak wieczerza wigilijna, właśnie ze względu na jego rodzinny charakter. Łączę z jego obchodami miłe wspomnienia. Ale to już inny temat. Szkoda tylko, że dla części Amerykanów, sama nazwa "Thanksgiving Day" kojarzy się z jego religijnym charakterem, i nie chcąc tego, nazywają go "Dniem, czy Świętem Indyka", co jest deprecjacją idei Święta Dziękczynienia.

 

Pan Bóg chce naszego dziękczynienia, jak o tym czytamy w Prefacji. Podobnie czytamy w Ewangelii, że Pan Jezus oczekuje dziękczynienia. Po uzdrowieniu dziesięciu trędowatych, tylko jeden przyszedł, aby Mu podziękować. I Pan Jezus pyta: "A gdzie pozostałych dziewięciu? Czy nie dziesięciu zostało uzdrowionych?" Te słowa wzięte z Ewangelii według św. Łukasza usłyszeliśmy kilka tygodni temu, w 28. niedzielę zwykłą. Przygotowując się do kazania znalazłem cytat Angelusa Siliesiusa: Dziękczynieniem najbardziej miłym Panu Bogu, które On kocha jak swoje własne życie, jest takie, kiedy otwieramy się na Niego całkowicie, tak że On może dać się nam w sposób pełny.

 

Czyż nie jest to rewolucyjne podejście do rozumienia, czym jest dziękczynienie? Jest tu odwrotność tego, co znamy z naszego codziennego doświadczenia. Bowiem w potocznym rozumieniu, dziękczynienie i wdzięczność to zobowiązanie do wzajemności. Jeśli ktoś wyświadczył mi jakieś dobro, to będąc wdzięczny, czuję się zobowiązany, na ile to możliwe, do uczynienia tego samego albo czegoś podobnego dobroczyńcy. Podobnie, wyświadczający to dobro zazwyczaj też oczekuje wzajemności ze strony tego, który jego dobroci doświadczył; oczekuje czegoś w zamian. Do pewnego stopnia jest to podobne do dziękczynienia okazywanego Panu Bogu, ale tylko w ograniczonym zakresie. Bowiem sedno wdzięczności wobec Pana Boga jest inne, a nawet jest odwrotnością tego, co znamy ze stosuków ludzkich: Jestem wdzięczny Panu Bogu i okazuję dziękczynienie, kiedy chcę przyjąć więcej i więcej, bez ograniczeń. A ponieważ największym darem, który może dać Pan Bóg jest On sam, dlatego najlepszym dziękczynieniem jest takie, kiedy otwieram się, aby przyjąć już nie tylko więcej darów, ale samego Dawcę.

 

Dlatego najlepszym sposobem dziękowania Panu Bogu jest Msza św, Eucharystia, która przecież oznacza "dziękczynienie". Dziękujemy w niej Panu Bogu za wszystko, co nam daje; przynosimy nasze sprawy radosne i bolesne, wszystko, co otrzymaliśmy od Pana; łączymy je z krzyżową Ofiarą Pana Jezusa, a na końcu przyjmujemy …Dawcę tych wszystkich darów.

 

Dziękując nie dajemy Panu Bogu niczego; nic nie dodajemy do Jego wielkości. Nie jesteśmy w stanie. Nie ma w nas bowiem żadnego dobra, które nie byłoby Jego wcześniejszym darem. To NAM potrzebne jest dziękczynienie. To NAM potrzebna jest Eucharystia! Ze względów, o których wspomniał Angelius Silesius: Dziękując za otrzymane dary, za wszystko, czym jesteśmy, co posiadamy i co jest naszym udziałem, stajemy się zdolni przyjąć ich Dawcę.

Odsłon: 534 Komentarzy: 10


Znalezione na śmietnisku

Kategoria: Wiadomości Wednesday, 24 November 2010, 20:43

Tytuł jest aluzją do motta blogu Edwarda Jaczoka: "przetrząsanie wysypiska w poszukiwaniu świecidełek i błyskotliwości". Autor rozwinął tę ideę w pierwszym ze swoich wpisów: "Przeciw wrogom karaoke". Spodobała mi ta myśl, tym bardziej, że wyrażona piękną polszczyzną. Była przypomnieniem tego, co kiedyś usłyszałem w czasie rekolekcji prowadzonych przez o. Bronisława Mokrzyckiego SJ. Mówiąc o błogosławieństwach, porównał je do świecidełek na śmietnisku: Ponieważ świat nie rozpoznał Boga w Jego chwale, spodobało się Bogu objawić w poniżeniu, ubóstwie, cierpieniu, krzyżu, i dać wartość temu, co wszyscy ludzie we wszystkich epokach zgodnie wyrzucali na śmietnisko: ubóstwu, łagodności, czystości serca, itd.

 

Przez dłuższy czas szukałem reguły, według której można wyjaśnić brak rodzajnika "ho" w J 1, 1. Widziałem, że taka istnieje, ale nie wiedziałem, jak się nazywa, i gdzie ją znaleźć. Jak wiadomo, Świadkowie Jehowy wykorzystują brak rodzajnika w J 1, 1 jako argument przeciwko boskości Pana Jezusa. I dzisiaj znalazłem tą szukaną perełkę …na "wysypisku". Trafiłem przypadkiem (a może nie-przypadkiem, bo wierzę, że wszystko jest dziełem Bożej opatrzności) na blog Leszka71 i przeczytałem jego znakomity wpis: Bóg w człowieku. Jeden z komentarzy "zachęca do myślenia", co wydawało mi się nawiązaniem do do motta bloga i jakimś niejasnym dla mnie zarzutem wobec autora. Podaje również adres: http://www.piotrandryszczak.pl Zajrzałem tam. Jest to kopalnia wiedzy dla apologetów, szczególnie szukających argumentów przeciwko nauce Świadków Jehowy. Tam właśnie znalazłem poszukiwaną regułę Colwella. Może najbardziej zabawne jest to, że link ten podał użytkownik używający długiego rzędu wykrzykników, co zawsze było dla mnie oznaką niezrównoważenia psychicznego. Warto jednak było pokonać to pierwsze wrażenie, a nagrodą za to było znalezienie długo szukanej perełki :-)

Odsłon: 462 Komentarzy: 6


Dziwny Król...

Kategoria: Religia Saturday, 20 November 2010, 03:54

Jutro jest ostatnia niedziela roku liturgicznego. Rok liturgiczny jest streszczeniem całej historii zbawienia i kończy się niedzielą Chrystusa Króla. Panowanie Chrystusa jako Króla jest celem, do którego zmierza cała historia zbawienia.

 

Ale obraz królowania Chrystusa, który Ewangelista maluje przed naszymi oczyma, jest dziwny i niezrozumiały! Pojawia się coś w rodzaju zgrzytu, jakaś dysharmonia. Zamiast tronu – krzyż; zamiast złotej korony – korona cierniowa; zamiast hołdów – krzyki pogardy i przekleństwa. To jest raczej parodia królowania. A jednak mimo wszystko, mimo tego, że Jezus jest tak obrażany, poniżany, jest ktoś, kto potrafi dostrzec w Panu Króla, którego królestwo nie jest z tego świata. Jest nim współwiszący złoczyńca. Umierając zwraca się do Pana: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”.

 

Jezus jest Królem Miłosierdzia. Ukrzyżowany złodziej ponosi słuszną karę za swoje czyny. Sam to przyznaje. Jest złodziejem, a może nawet mordercą. A jednak, kiedy wyraża skruchę za popełnione grzechy, Pan Jezus nie patrzy na wszystkie jego występki, cokoliwiek to było,  ale widzi tylko jego skruszone serce. Pan docenia to, że złoczyńca nie zgorszył się cierpiącym i pohańbionym Królem. Przeciwnie, mimo tego, że inni wyśmiewają się z Pana, on jedyny stanął w Jego obronie. Potrafił zobaczyć ukrytą chwałę Króla wiszącego na krzyżu. Odpowiedź Pana przekracza wszelkie oczekiwania: „Zaprawdę, powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju”.

 

Święty apostoł Paweł w Liście do Kolosan pisze słowa, które usłyszeliśmy w pierwszym czytaniu: Z radością dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości. On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna (Kol 1, 12-13). Uzdolnił nas, więc mamy nadzieję! Kiedy ta zdolność jest realizowana? Wtedy, kiedy rozpoznajemy Pana Jezusa w innych. Święty Mateusz mówi w swojej Ewangelii o sądzie na końcu świata. Jezus zasiądzie jako Król i Sędzia na tronie i odezwie się do zbawionych: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. (…) Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. (Mt 25, 34-36.40)

 

Królowanie Pana na ziemi jest ukryte, tak jak ukryta jest Jego obecność w drugim człowieku. Czasami obraz Boga w bliźnim jest bardzo zamazany lub nawet tak zniszczony, że prawie niemożliwy do poznania. Ale im jest to trudniejsze, tym bardziej tacy bracia i siostry potrzebują, abyśmy ich dostrzegli. Im mniej na miłość zasługują, tym bardziej jej potrzebują. A to nie jest łatwe. Nie jest łatwo czynić dobrze tym, którzy są niewdzięczni lub bo gorsza, źli dla nas; nie łatwo jest przebaczać komuś, kto wciąż nas rani. Jeśli jednak inni nie potrafią odwzajemnić miłości czy ją przyjąć to być może dlatego, że nigdy nie doświadczyli jej w sposób bezwarunkowy.

 

My chcemy być kochani w ten sposób – bez stawiania warunków. W taki sposób jesteśmy kochani przez Pana Boga. Tak jak jesteśmy kochani bezwarunkowo przez Pana Boga, tak trzeba, abyśmy darzyli innych miłością bezwarunkową. Trzeba, abyśmy potrafili dostrzec w nich oblicze Boga, nawet jeśli jest to trudne. Kto z Bożą pomocą potrafi dostrzec oblicze Boga w drugim człowieku, ten zasługuje na wpatrywanie się w Boże oblicze w niebie – na udział w wiecznym królowaniu Pana.

 

I ostatnia myśl, którą się chciałem podzielić. Jezus Chrystus dobrowolnie przyjął upokorzenie, cierpienie i śmierć. Do tego można dodać inne. Chorobę, samotność, niezrozumienie, fałszywe oskarżenia. Te doświadczenia są zawsze bolesne; takimi były one dla Jezusa. To prawda. Ale przez to, że Pan Jezus wziął je na siebie, te bolesne doświadczenia są oświetlone nadzieją. I to nie śmierć ma ostatnie słowo, ale zmartwychwstanie i życie. Dlatego nie wolno nam tracić nadziei i poddawać się rozpaczy, gdy one staną się naszym udziałem. Możemy modlić się w czasie cierpienia tak, jak Pan Jezus: "Ojcze, jeśli to możliwe, oddal ode Mnie ten kielich". Ale powinniśmy też dodać za Nim: "Ale nie jak Ja chcę, ale jak Ty chcesz". "Bądź wola Twoja".

 

A to jest wola Ojca, żeby wszyscy mieli udział w jego królestwie. Droga do niego wiedzie przez krzyż Pana Jezusa i przez nasz własny – krzyż codziennego życia. Dla innych jest głupotą i skandalem; dla nas, chrześcijan, to znak pewnej nadziei, ponieważ Ten, który na nim zawisnął jest Królem królów i Panem panów.

Odsłon: 829 Komentarzy: 15


"Nie przeminie to pokolenie..."

Kategoria: Religia Wednesday, 17 November 2010, 16:58

Pracując w Niemczech, byłem przez rok kapelanem szpitala na pół etatu w prowincjalnym miasteczku. Odwiedzając chorych spotkałem miłego starszego pana, który zadał mi pytanie: „Jak rozumieć słowa Pana Jezusa: Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie. (Łk 21:32)?” Słowa te zaczerpnięte z rozdziału 21 Ewangelii według św. Łukasza są przecież częścią mowy Pana Jezusa o końcu świata. Co znaczy słowo „pokolenie”? Zgodnie z prawdą dpowiedziałem, że nie wiem. Był to starszy pan i zadał to pytanie wielu księżom przede mną, jednak nigdy nie otrzymał zadawalającej odpowiedzi. Było mi przykro, że i ja go zawiodłem

 

Okazuje się, że odpowiedź na to pytanie jest bardzo ważna i istotna dla naszej wiary. Wielu interpretowało te słowa w ten sposób, że Pan Jezus przepowiadał bliski koniec świata. Chodziło o bardzo bliski czas, bo nieprzekraczający długości życia jednego pokolenia. Zazwyczaj przyjmuje się, że to 40 lat. Ale nawet, że przyjmiemy, że pokolenie to 100 lat, bo mniej więcej tyle żyją najbardziej długowieczni, to i tak za mało, bo przecież od czasu wypowiedzenia przez Pana Jezusa tych słów, minęło dwa tysiące lat. Dawno umarli wszyscy, którzy osobiście słyszeli te słowa od Pana. A końca świata nie było… Czyżby więc Pan Jezus się pomylił? A jeśli się pomylił to, co zrobimy z Jego roszczeniami, że jest Bogiem? Dla niektórych chrześcijan, w tym także kapłanów, to zdanie stało się przyczyną odstępstwa od wiary. Także widzimy, że odpowiedź na pytanie tego pana jest bardzo ważna.

 

Kiedyś słyszałem wytłumaczenie, że słowo „pokolenie” użyte w tym zdaniu, oznacza po prostu "rodzaj ludzki". Jednak taka odpowiedź wydaje mi się naciągana.

 

Dopiero niedawno, słuchając kaset z nagraniami wykładów Scotta Hahna na żywo, które on miał w franciszkańskim college w Stubenville, Ohio, otrzymałem odpowiedź, która mnie zadowoliła. Tą odpowiedzią chcę się teraz podzielić z czytelnikami. Od razu jednak zaznaczam, że dokładne wyjaśnienie tego wymagałoby bardzo długiego wpisu. Z konieczności musi wystarczyć wielkie streszczenie.

 

Na początek chciałbym zaznaczyć bardzo ogólnie, że:

 

  1. Kiedy czytamy rozdział 21 Ewangelii według św. Łukasza, to zauważymy, że mowa tu o dwóch wydarzeniach przepowiadanych przez Pana. Pierwszym jest zniszczenie Jerozolimy ze świątynią, z której nie zostanie kamień na kamieniu. Drugim jest koniec świata.
  2. Nie można z całą jasnością powiedzieć, które ze zdań odnoszą się do zniszczenia świątyni, a które odnoszą się do końca świata. Zostały one zmieszane, na podobieństwo rozbitych jajek użytych do usmażenia jajecznicy.

 

Niektórzy tłumaczą to w ten sposób, że słowa Pana Jezusa wypełniły się całkowicie w roku 70, czyli niecałe 40 lat po ich wypowiedzeniu. Pan nie mówi o końcu świata, tylko o zniszczeniu Jerozolimy i świątyni. Pokolenie to 40 lat. Wydaje się, że wszystko pasuje.  Otóż nie wszystko. Bo co np. ze zdaniem z wersetu 24.: A Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą. Albo z werstem 27.: Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą.

 

Inni starają się odnosić całą mowę Pana z rozdziału 21. do końca czasów. Ale wtedy znowu, jak odpowiedzieć na pytanie, które wspomniałem na początku? Co ze zdaniami, które wyraźnie mówią o oblężeniu Jerozolimy i zniszczeniu świątyni?

 

Jak więc to wytłumaczyć, żeby pogodzić wszystkie trudności? Jest tylko jeden sposób, który godzi te pozorne sprzeczności. O tym właśnie mówi Scott Hahn.

 

W roku 70-tym, czyli w roku zniszczenia Jerozolimy wraz ze świątynią, mamy do czynienia z częściowym wypełnieniem, jednak wciąż oczekujemy wypełnienia całkowitego, które nastąpi kiedy Chrystus Pan wróci powtórnie, aby sądzić żywych i umarłych. Analogicznie jest np. z proroctwami mesjańskimi: częściowe wypełnienie w Dawidzie, całkowite wypełnienie w Jezusie Chrystusie.

 

Musimy jeszcze powiedzieć coś ważnego, co odnosi się do rozumienia przez starożytnych idei świątyni. Dla starożytnych Żydów, i w ogóle ludów starożytnych, świątynia była miniaturą świata. Dlatego zniszczenie świątyni jest symbolicznym końcem świata, zapowiada go i poprzedza.

 

No dobrze, ale jak to wszystko odnosi się do nas? Gdzie jest nauka dla nas, abyśmy mogli wziąć coś z tego do naszych domów, do naszych rodzin, do codziennego życia?

 

Na początku, w czasie opisu stworzenia świata nie mamy wzmianki o świątyni. Wszystko bowiem było Boże – nie było niczego, co by do Niego nie należało. Inaczej mówiąc – wszystko było świątynią. Podobnie jest w Apokalipsie. Autor opisują niebieskie Jeruzalem pisze: A świątyni w nim nie dojrzałem: bo jego świątynią jest Pan Bóg wszechmogący oraz Baranek. (Rev 21:22) W niebie nie potrzeba świątyni, bo tam nic nieczystego nie wejdzie – cała rzeczywistość niebieska jest Boża. To On jest świątynią w niebie, bo wszystkich i wszystko przenika Sobą.

 

Po upadku Adama świątynia stała się konieczna. Stało się konieczne wydzielenie przestrzeni poświęconej Bogu. Świątynia w Jerozolimie była taką przestrzenią świętą. Świątynią jest każdy kościół – przestrzeń wydzielona do modlitwy wiernych – uświęcony obecnością Boga w Najświętszym Sakramencie i modlitwą zgromadzonych w imię Pana. Świątynią Bożą było Ciało Jezusa w czasie Jego ziemskiego życia. Taką świątynią stały się nasze ciała po chrzcie św., i jak długo żyjemy w łasce uświęcającej, są one świątynią Ducha Świętego. W końcu świątynią jest Kościół jako wspólnota wierzących, której Głową jest Chrystus – Kościół zbudowany z żywych kamieni.

 

Kiedy popatrzymy na te świątynie, to możemy stwierdzić jedną rzecz wspólną. Ciało Jezusa – uległo zniszczeniu i śmierci. Podobnie świątynia Jerozolimska uległa zagładzie. To zapowiada los wszystkich rzeczywistości, które są świątyniami w czasie. Także i ze świątyń, w których się modlimy, wcześniej czy później nie zostanie kamień na kamieniu. Nasze ciała spotka taki sam los, niezależnie od tego, jak bardzo są młode, sprawne, piękne; nawet niezależnie od tego, jak bardzo wypełnione są łaską. Przyjdzie czas, że obrócą się w proch. Także i Kościół święty, taki, jak znamy go teraz – w jego ziemskiej formie, przeminie.

 

Czy więc mamy się przerazić? Nie. Słowa wypowiedziane przez Pana miały za zadanie dodanie otuchy. Mamy patrzeć na Pana Jezusa i Go naśladować, robiąc, co do nas należy. On cierpiał i umarł, ale to nie był koniec. Pan zmartwychwstał po to, aby już nie umierać. Jego ziemskie Ciało było świątynią Bożą. Tak samo i my musimy być świątyniami Boga, jeśli chcemy zmartwychwstać i być dopuszczonymi do udziału w niebieskiej Jerozolimie. Jeśli teraz Pan Bóg i Baranek, będą mieszkać w nas, to kiedyś, kiedy rozpadnie się dom naszego doczesnego zamieszkania, Pan Bóg i Baranek stanie się świątynią, w której my zamieszkamy.

Odsłon: 836 Komentarzy: 15


Katolicy nie są "przeciw", ale "za"

Kategoria: Religia Saturday, 11 December 2010, 09:51

Słuchając kazania ( http://www.kazaniaksiedzapiotra.pl/2008/02/03/kazanie-z-3-lutego-2008r/ ) ks. Piotra Pawlukiewicza sprzed 3 lat, usłyszałem w nim m.in. historię o księdzu, który uczestniczył w spotkaniu przygotowawczym wizyty Ojca św. Jana Pawła Wielkiego w Polsce. W tym spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele władzy państwowej. Zapytany przez wspomnianego kaznodzieję, jaki był przebieg spotkania, odpowiedział, że nie wie, bo spóźnił się, ale jak przystało na katolika był przeciwko wszystkiemu. Myślę, że nie mówił tych słów poważnie, że żartował. Ale nawet jeśli to był żart, to wypowiada głęboką prawdę o tym, jak często katolicy są postrzegani z zewnątrz; czy też niektórzy katolicy tak myślą o sobie, że takie jest posłannictwo, być przeciwko.

 

Na pewno jest w tym dużo prawdy. Sam Pan Jezus był i jest znakiem sprzeciwu. To znaczy sprzeciwiano się Jemu, nie chciano Go przyjąć. Tak jest i dzisiaj. Jeśli chcemy być wierni Panu Jezusowi, to musimy się liczyć, że wcześniej czy później, spotkamy ludzi, którzy będą się nam sprzeciwiać. I druga strona medalu: Są rzeczy i poglądy, z którymi katolik nie może się zgodzić, o ile chce być wierny swojemu powołaniu. Ale to nie cała prawda. Nie jest prawdą, że katolik jest przeciwko. Jeśli można dokonać uogólnienia, to bliższe prawdy jest takie, że katolik jest za. Jak to rozumieć?

 

Weźmy dla przykładu 10 Bożych Przykazań. Prawie wszystkie z nich zaczynają się na „Nie”. Przykazania, które zaczynają się na „Nie”, mówią o zachowaniach, których należy unikać, bo są grzeszne. Te przykazania wyrażone się w sposób negatywny. "Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremnie". Itd. Tylko dwa są wyrażone w sposób pozytywny: "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”, "Czcij ojca i matkę swoją”. Podsumowując, możemy powiedzieć, że znakomita większość, bo 80 % procent z 10 Bożych Przykazań wyrażona jest negatywnie.

 

Jakaż różnica, więcej kontrast do 8 błogosławieństw Pana Jezusa, które usłyszeliśmy dzisiaj. 8 razy usłyszeliśmy „błogosławieni”. Pierwsza różnica, jaką możemy zauważyć pomiędzy Dekalogiem, a 8 błogosławieństwami, jest właśnie ta, że błogosławieństwa są wyrażone pozytywnie. Ale to nie jest najważniejsza różnica, bo każdą treść można wyrazić zarówno w sposób pozytywny, jak i negatywny. Chodzi o coś znacznie więcej. O ile Dziesięć Przykazań dotyczyło aktów zewnętrznych, Nowe Prawo, którego streszczeniem jest 8 błogosławieństw, dotyczy aktów wewnętrznych.

 

Dla przykładu: Piąte Przykazanie Boże mówi: "Nie zabijaj!" Dotyczy aktu zewnętrznego. Tymczasem w Kazaniu na Górze Pan mówi: Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj!; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: "Bezbożniku", podlega karze piekła ognistego. (Mt 5, 21-22)

 

Różnica pomiędzy Starym, a Nowym idzie dalej. To nie tylko przejście od aktów zewnętrznych do wewnętrznych, ale również, jak widać w powyższym cytacie, intensyfikacja (większe wymagania) i upowszechnienie (uniwersalizm): W Starym bratem (bliźnim) Żyda był tylko inny Żyd. Dla chrześcijanina bratem czyli bliźnim jest każdy człowiek.

 

Niektórzy nam zarzucają, że my, katolicy jesteśmy przeciwko aborcji. O sobie zaś mówią, że są za wyborem (pro choice). O jaki wybór chodzi? Chodzi o decyzję, czy poczęte dziecko ma się urodzić czy nie. Prawo do zabijania nazywają prawem do wyboru. Przedstawiają je jako coś pozytywnego. Słychać w tym echo słów starożytnego węża obiecującego pierwszym rodzicom: Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. (Rdz 3, 5) Inaczej mówiąc: "Będziecie sami decydować, co jest dobre, a co złe. Będziecie decydować, które życie możecie ocalić, a które zniszczyć". Echo słów kłamcy i zabójcy od początku.

 

Tymczasem jest inaczej: My katolicy nie tyle jesteśmy przeciwko aborcji czy przeciwko eutanazji, ile jesteśmy za życiem. Uznajemy, że życie ludzkie jest święte. Od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Ponieważ to Pan Bóg jest Jego autorem, każde życie od Niego pochodzi i dlatego jest święte. Katolik nie tylko nie zabija, ale także nie ucieka się do wymierzania sobie sprawiedliwości na własną rękę, a tym bardziej, nie ucieka się do stosowania przemocy.

 

Echo tego słyszymy w słowach Pana: Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

 

Podobnie szóste przykazanie mówi: "Nie cudzołóż!" Pan w Kazaniu na Górze komentuje: A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. (Mt 5, 28) Widzimy tu te same zasady, które widzieliśmy powyżej odnośnie piątego Przykazania Bożego: uwewnętrznienie i intensyfikację. Kościół katolicki uczy, że pożycie małżeńskie jest święte. Dlatego katolicy są nie tyle przeciwko grzechowi cudzołóstwa, ile stają w obronie świętości aktu małżeńskiego. Pożycie małżeńskie jest nie tylko dobre, ale jest święte, należy do sacrum. I dlatego wszystko co się sprzeciwia świętości zjednoczenia małżeńskiego jest jego zbezczeszczeniem,  profanacją. Etymologicznie profanacja oznacza wyniesienie rzeczy świętej poza świątynię.

 

Echo tego słyszymy w błogosławieństwie: Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

 

Jeśli Pan Jezus w Nowym Prawie zwiększa swoje wymagania w stosunku do Starego, to tylko dlatego, że daje większą łaskę, aby tym wymaganiom sprostać. On nie tylko wymaga, ale także jest Tym, który umożliwia wypełnienie tych wymagań. On jest Tym, który daje łaskę. Więcej, On jest tym, który w Eucharystii daje siebie. To, co niemożliwe jest dla naszych słabych sił, możliwe staje się z Nim. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia (Flp 4, 13)

Odsłon: 222 Komentarzy: 1


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.