Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

A teraz błogosławcie Boga całego stworzenia, który wszędzie czyni wielkie rzeczy.

Kategoria: Kościół Thursday, 25 November 2010, 00:45

Kościół Katolicki w swej misyjnej działalności zawsze starał się zmieniać istniejące lokalnie zwyczaje i praktyki, zamiast burzenia ich i zaczynania wszystkiego od zera. Wiedząc, że każda naturalna religia ma w sobie elementy prawdy, Kościół budował na tej prawdzie "chrzcząc" pogańskie święta.

 

Czasem sukces był pełny, na przykład połączenie święta obchodzonego pod koniec grudnia, gdy zaczynało przybywać dnia ze świętowaniem Narodzin naszego Pana, (choć ja wierzę, że 25 grudnia to najprawdopodobniej jest prawdziwa data narodzin Jezusa), czasem sukces był połowiczny i np. pogański Halloween zmaga się przez stulecia z chrześcijańskim świętem Wszystkich Świętych, ostatnio nawet jakby przegrywając w niektórych regionach świata.

 

Czasem mamy inne, "mniejsze" święta, o których zapominamy zwykle, jak na przykład pierwszy maja, czyli "Święto Pracy". Ustanowione przez komunistów zostało "ochrzczone" przez Piusa XII w 1955 roku, gdy ustanowił on w tym dni wspomnienie Św. Józefa Rzemieślnika.

 

Piszę o tym, bo dzisiaj, 25. Listopada obchodzimy w Stanach Święto Dziękczynienia. Święto państwowe, choć religijne, protestanckie, choć pięknie wpisujące się w kalendarz liturgiczny Kościoła Katolickiego i oficjalnie umieszczone w tym kalendarzu w  amerykańskim Kościele.

 

W  Niedzielę mieliśmy uroczystość Chrystusa Króla, ostatnia niedziela roku. Za parę dni pierwsza niedziela Adwentu, zaczynamy nowy rok liturgiczny. Święto Dziękczynienia przypomina nam, że mamy za co dziękować naszemu Bogu i że teraz jest ku temu odpowiedni czas. I za to, że jest naszym Królem i za to, że stał się człowiekiem, stał się jednym z nas, by nas zbawić. By oddać za nas, za nasze zbawienie swe życie.

 

Wiele osób dziś myśli, że zawsze, zwłaszcza w Ameryce, istniała "rozdzielność państwa od kościoła" i dla Boga nie było miejsca w oficjalnej przestrzeni publicznej. Tak jednak nie jest i szczególnie nie było tak w początkach państwa znanego nam jako Stany Zjednoczone. Święto Dziękczynienia zostało ustanowione właśnie po to, by podziękować Bogu.

 

Oto słowa Georga Washingtona, pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych:

"[…]Kongres postanowił wyznaczyć dzień 29. Czerwca jako Święto Dziękczynienia i wysławiania Boga za dobro i łaskę, wiele szczególnych przypadków miłosierdzia doświadczanego przez wielu z nas, abyśmy pilnie oddali Mu dzięki, a On wziął nas za swój naród wysławiający Go i oddający Mu cześć. Kongres rekomenduje więc poszczególnym ministrom, starszym i wszystkim ludziom mu podlegającym: Uroczyście i poważnie błagajmy, przekonani przez Boże miłosierdzie, byśmy wszyscy, cały naród, ofiarowali Bogu w podzięce nasze ciała i dusze w ofierze, przez Jezusa Chrystusa”.

Niedawno, parę dni temu, odżyły dyskusje na temat tego, co może, a czego nie może uczynić polski parlament. Ile może ogłosić i oświadczyć premier, prezydent, czy Konferencja Episkopatu. Nie chcę teraz o tym pisać, ale dodam, że aż ciepło się robi na sercu, gdy się czyta takie dokumenty historyczne jak to powyższe oświadczenie Georga Washingtona.

 

Święto już nie jest obchodzone w czerwcu. Pewnie dobrze, bo to już jest dzień poświęcony mojemu patronowi, świętemu Piotrowi i apostołowi Pawłowi. Amerykanie oczywiście zmienili datę nie ze względu na konflikt z kalendarzem Kościoła Katolickiego, ale to chyba Duch Święty nimi kierował, bo właśnie teraz, na końcu roku liturgicznego, wydaje się, jest to najbardziej właściwa pora na podziękowanie Bogu.

 

Na koniec wspomnę tylko czytania z dzisiejszej Mszy w  amerykańskim Kościele:

A teraz błogosławcie Boga całego stworzenia, który wszędzie czyni wielkie rzeczy, który od łona matczynego wywyższa dni nasze, który z nami postępuje według swego miłosierdzia.  Niech nam da radość serca, niech nastanie za dni naszych pokój w Izraelu – po wieczne czasy, aby miłosierdzie Jego trwało wiernie z nami i by nas wybawił za dni naszych. (Syr 50, 22-24)

 

Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa! Bogu mojemu dziękuję wciąż za was, za łaskę daną wam w Chrystusie Jezusie. W Nim to bowiem zostaliście wzbogaceni we wszystko: we wszelkie słowo i wszelkie poznanie, bo świadectwo Chrystusowe utrwaliło się w was, tak iż nie brakuje wam żadnego daru łaski, gdy oczekujecie objawienia się Pana naszego Jezusa Chrystusa. On też będzie umacniał was aż do końca, abyście byli bez zarzutu w dzień Pana naszego Jezusa Chrystusa. Wierny jest Bóg, który powołał nas do wspólnoty z Synem swoim Jezusem Chrystusem, Panem naszym. (1 Kor 1, 3-9)

 

Zmierzając do Jerozolimy przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami. Na ich widok rzekł do nich: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? (Łk 17, 11-17)

O samym Święcie Dziękczynienia, jego historycznej genezie pisałem przed rokiem, tekst ten znajduje się TUTAJ. Natomiast o tym, że nasz Pan urodził się naprawdę 25 grudnia uzasadniałem, czy może, jak wolą inni, spekulowałem  TUTAJ i TUTAJ. Zapraszam.

Odsłon: 859 Komentarzy: 22


Wielka Nierządnica w Babilonie - Złoty Puchar, Krew i Rządy

Kategoria: Religia Tuesday, 16 November 2010, 18:23

Inne symbole, jakie nam opisuje święty Jan w swej wizji, a używane przez wrogo nastawionych do Kościoła fundamentalistów chrześcijańskich i członków sekt do wykazania, jakoby rzekomo to Kościół Katolicki był Wielką Nierządnicą, Bestią i Babilonem, to wielkie bogactwo, złoty puchar, rozlana krew świętych i rządy ponad królestwami.  Oczywiście odparcie tych zarzutów jest niezwykle proste. Jest to bowiem taki sam mechanizm, jak w przypadku purpury, siedmiu wzgórz i Babilonu. Każdy symbol możemy przypisać komu chcemy, ale tu raczej chodzi o to, co nam chciał przekazać natchniony autor Objawienia, a nie o narzucanie naszych widzimisię, niemal dwa tysiące lat po wizji, której doświadczył święty Jan.

Niewiasta była odziana w purpurę i szkarłat, cała zdobna w złoto, drogi kamień i perły, miała w swej ręce złoty puchar pełen obrzydliwości i brudów swego nierządu. (Ap 17,4)

Bogactwo Kościoła.

Niewiasta zdobna w złoto, perły, ma złoty puchar, więc jest obrzydliwie wręcz bogata. A kto jest tak dziś bogaty? Kościół Katolicki, prawda?

 

Nieprawda. Według dzisiejszych standardów Kościół Katolicki jest raczej ubogą instytucją i to niezależnie jak na to będziemy spoglądać. Jest oczywiste, że gdyby zsumować wszystkie dobra Kościoła na całym świecie, to wyszłaby jakaś piękna, okrągła sumka. Ale takie podejście nie ma żadnego sensu, bo nie ma czegoś takiego jak jedna finansowa instytucja kościelna obejmująca cały świat.

 

Budżet Watykanu jest mniej-więcej wielkości budżetu sporej amerykańskiej diecezji, np. chicagowskiej. Papież nie zarządza finansami Chicago. Jest on biskupem Rzymu, a Chicago ma swojego biskupa. Jasne, że w sprawach doktrynalnych Biskup Rzymu ma decydujący głos, ale nie w sprawach finansowych. Te są, i zawsze były, lokalną sprawą lokalnych społeczności.

 

Na świecie jest miliard katolików. Pewnie z milion parafii. Każda ma jakiś majątek: Budynki, ziemię, oszczędności (i długi też). Jednak gdy tak będziemy rozumieli "majątek Kościoła", to równie dobrze możemy powiedzieć, że niezwykle dobra zgromadzili właściciele sklepów, czy stacji benzynowych, czy hoteli, czy kin, czy czegokolwiek. Gdy bowiem dodamy wartość wszystkich hoteli na świecie, gdy podliczymy ich zysk, to okaże się, że finansowo Kościół staje się niezwykle ubogą instytucją.

 

Szczególnie  w samych Stanach Zjednoczonych, gdzie nie tylko katolicy są mniejszością wyznaniową, ale do tego mają węża w kieszeni i bardzo ciężko im okazywać hojność pod adresem swego Kościoła, zarzut ten jest absurdalny. Ewangelików i protestantów jest trzy razy więcej i każdy z nich rzuca na tacę co najmniej dwa razy więcej pieniędzy. Zatem jeżeli miałby być to argument posiadający jakąkolwiek wagę, byłby to argument przeciw tym, którzy go powtarzają.

Złoty puchar

To, rzecz jasna, kielich używany w czasie liturgii Mszy Świętej. Jednak tekst Objawienia nie daje nam żadnych podstaw, by tak sądzić. Słowo ποτήριον, potērion oznacza po prostu zwykły kubek, nie specjalne naczynie liturgiczne. Możemy je znaleźć np. w tych wersetach:

Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I /gdy wrócą/ z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych /zwyczajów/, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych. (Mk 7, 3-4)

 

Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. (Mt 10, 42)

Przykładów jest więcej, słowo to występuje coś ze 30 razy w NT i zawsze oznacza zwykły kubek. Zatem ten złoty i bogaty, w kontekście purpury szat niewiasty na bestii oznacza bogactwo świeckiej potęgi bestii i nie ma żadnego odniesienia do naczyń liturgicznych Kościoła.

Rozlana krew świętych

Szósty werset 17. rozdziału Apokalipsy mówi:

I ujrzałem Niewiastę pijaną krwią świętych i krwią świadków Jezusa, a widząc ją zdumiałem się wielce.

Argument jest taki, że to Kościół nam dał Inkwizycję, spalił na stosie miliony prawdziwych chrześcijan i z katolicyzmu wyrosły tak krwawe ideologie jak nazizm. Argument absurdalny, jak wszystkie poprzednie. Dokładne odwrócenie kota ogonem. Święty Jan bowiem mówi tu przede wszystkim o prześladowaniach pierwszych chrześcijan przez pogański Rzym.

 

Nazizm jeżeli miał jakikolwiek związek z chrześcijaństwem, to co najwyżej mógłby być jego zaprzeczeniem. Zdecydowana większość krwawych ofiar w historii ludzkości to ofiary ideologii materialistycznych. Wandejczycy mogliby więcej niż ja napisać o krwi na rękach oświeconych humanistów francuskich, którzy w imię tegoż humanizmu okazali się bardziej bezwzględni niż ktokolwiek w historii od czasów Nerona i Kaliguli, a Stalin, choć sam był potworem, był tylko ich nieudolnym uczniem.

 

O Inkwizycji pisałem już i nie będę tego powtarzał, wspomnę jedynie, że Król Henryk Ósmy, wielki bohater fundamentalistów i ewangelików,  sam pozbawił życia więcej chrześcijan, niż cała Inkwizycja przez wieki swego działania. Jego córka, Maria Tudor, czyli Królowa Maria I, przeszła do historii jako "Krwawa Mary", ale przydomek taki znacznie bardziej się jemu, Henrykowi Ósmemu, należy:

Wszyscy znają przydomek "Krwawa Mary", jaki otrzymała córka Henryka Ósmego, królowa Maria Tudor. Otrzymała go, bo za jej władzy, zgładzono trzystu protestantów, w pewnym sensie za wiarę. Jednak nie jest już tak powszechnie wiadomo, że za rządów jej tatusia zamordowano 150 tysięcy katolików, gdy nie chcieli się podporządkować jego rebelii. (Cytat z TEJ NOTKI)

Zatem znowu mamy przykład, że to nieznajomość historii i narzucanie swoich poglądów interpretacji natchnionego tekstu powoduje, że ktoś wyciąga zupełnie absurdalne i fałszywe wnioski.

Rządy ponad królestwami

A Niewiasta, którą widziałeś, jest to Wielkie Miasto, mające władzę królewską nad królami ziemi. (Ap 17, 18)

Kościół Katolicki rządzi światem, prawda? Teorie spiskowe wiecznie żywe i wszystkie mają jedną cechę wspólną: Nie mają żadnego sensu.

 

Co to jest "wielkie miasto" mówiłem w poprzednich wpisach. W czasach, gdy Jan miał swą wizję, Kościół był w podziemiu, ukrywał się przed prześladowaniami. Władza nad królami ziemi? Absurd. W dzisiejszych czasach także władzy tej nie ma, a gdy jakiś biskup skrytykuje posła, zaraz się rozlega taki krzyk oburzenia, że słychać go nawet za oceanem. I nawet, gdy przyznamy, że był czas w historii, gdy Kościół, albo precyzyjniej ludzie związani z Kościołem posiadali jakąś władzę, to nigdy nie była to władza absolutna i zawsze było to wbrew temu, co kościół nauczał.

 

Święty Jan nam mówi dokładnie co ma na myśli:

Tu trzeba zrozumienia, o mający mądrość! Siedem głów to jest siedem gór tam, gdzie siedzi na nich Niewiasta. I siedmiu jest królów: pięciu upadło, jeden istnieje, inny jeszcze nie przyszedł, a kiedy przyjdzie, ma na krótko pozostać. A Bestia, która była i nie ma jej, i ona jest ósmym, a jest spośród siedmiu i zdąża na zagładę. A dziesięć rogów, które widziałeś, to dziesięciu jest królów, którzy władzy królewskiej jeszcze nie objęli, lecz wezmą władzę jakby królowie na jedną godzinę wraz z Bestią. Ci mają jeden zamysł, a potęgę i władzę swą dają oni Bestii. Ci będą walczyć z Barankiem, a Baranek ich zwycięży, bo Panem jest panów i Królem królów – a także ci, co z Nim są: powołani, wybrani i wierni. (Ap 17, 9-14)

Każdy komentarz do Apokalipsy podaje nam o jakich to królów chodzi. Oczywiście są pewne różnice w interpretacji, ale fakt, że Jan wspomina o pięciu byłych królach, jednym mu współczesnym i jednym, który ma nadejść dość poważnie nam zawęża możliwą interpretację. Navarre Bible podaje nam, że chodzi tu o Kaligulę (37-41), Klaudiusza (41-54), Nerona (54-68), Wespazjana (69-78), Tytusa (79-81), Domicjana, który był cesarzem w czasie Objawienia św. Jana i Nerwę (96-98).  Dziesięciu królów to namiestnicy prowincji rzymskich, jakich ustanawiali cesarze w podbitych krajach.

 

Baranek, który ich zwyciężył, to oczywiście sam Jezus. Warto tu wspomnieć stare proroctwo Daniela, albo raczej sen króla Nabuchodonozora, który wyjawił i wyjaśnił Daniel:

Ty, królu, patrzyłeś: Oto posąg bardzo wielki, o nadzwyczajnym blasku stał przed tobą, a widok jego był straszny. Głowa tego posągu była z czystego złota, pierś jego i ramiona ze srebra, brzuch i biodra z miedzi, golenie z żelaza, stopy zaś jego częściowo z żelaza, częściowo z gliny. Patrzyłeś, a oto odłączył się kamień, mimo że nie dotknęła go ręka ludzka, i ugodził posąg w jego stopy z żelaza i gliny, i połamał je. Wtedy natychmiast uległy skruszeniu żelazo i glina, miedź, srebro i złoto – i stały się jak plewy na klepisku w lecie; uniósł je wiatr, tak że nawet ślad nie pozostał po nich. Kamień zaś, który uderzył posąg, rozrósł się w wielką górę i napełnił całą ziemię. Taki jest sen, a jego znaczenie przedstawimy królowi. Ty, królu, królu królów, któremu Bóg Nieba oddał panowanie, siłę, moc i chwałę,38. w którego ręce oddał w całym zamieszkałym świecie ludzi, zwierzęta polne i ptaki powietrzne i którego uczynił władcą nad nimi wszystkimi – ty jesteś głową ze złota. Po tobie jednak powstanie inne królestwo, mniejsze niż twoje, i nastąpi trzecie królestwo miedziane, które będzie panowało nad całą ziemią. Czwarte zaś królestwo będzie trwałe jak żelazo. Tak jak żelazo wszystko kruszy i rozrywa, skruszy ono i zetrze wszystko razem. To, że widziałeś stopy i palce częściowo z gliny, częściowo zaś z żelaza, oznacza, że królestwo ulegnie podziałowi; będzie miało coś z trwałości żelaza. To zaś, że widziałeś żelazo zmieszane z mulistą gliną, a palce u nóg częściowo z żelaza, częściowo zaś z gliny oznacza, że królestwo będzie częściowo trwałe, częściowo zaś kruche. To, że widziałeś żelazo zmieszane z mulistą gliną oznacza, że zmieszają się oni przez ludzkie nasienie, ale nie będą się odznaczać spoistością, podobnie jak żelazo nie da pomieszać się z gliną. W czasach tych królów Bóg Nieba wzbudzi królestwo, które nigdy nie ulegnie zniszczeniu. Jego władza nie przejdzie na żaden inny naród. Zetrze i zniweczy ono wszystkie te królestwa, samo zaś będzie trwało na zawsze, jak to widziałeś, gdy kamień oderwał się od góry, mimo że nie dotknęła go ludzka ręka, i starł żelazo, miedź, glinę, srebro i złoto. Wielki Bóg wyjawił królowi, co nastąpi później; prawdziwy jest sen, a wyjaśnienie jego pewne. (Dn 2, 31-45)

Królestwa o których mówi Daniel to, w zależności od interpretatora, Asyria, Media, Persja i Grecja, albo Babilon, Persja, Grecja i Rzym, albo jeszcze inne kombinacje ówczesnych potęg, jednak dla wszystkich jest jasne jedno: Ostatnie królestwo, niezależnie, czy uznamy, że to Rzym, czy Grecja (której Rzym jest kontynuacją) rozpadnie się zwyciężone przez Baranka. Przez samego Boga. I powstanie Królestwo wieczne, niezwyciężone:

W czasach tych królów Bóg Nieba wzbudzi królestwo, które nigdy nie ulegnie zniszczeniu. Jego władza nie przejdzie na żaden inny naród. Zetrze i zniweczy ono wszystkie te królestwa, samo zaś będzie trwało na zawsze, jak to widziałeś, gdy kamień oderwał się od góry, mimo że nie dotknęła go ludzka ręka, i starł żelazo, miedź, glinę, srebro i złoto.

Kościół Katolicki nie jest nierządnicą, ale Oblubienicą. Jest Królestwem, prawda. Królestwem, którego "władza nie przejdzie na żaden naród" i które będzie "trwało na zawsze".  Narody będą ginęły, przemijały i nikt nie obiecywał, że Europa chrześcijańska przetrwa. Ostatnio, 17 października i 13 listopada, dwukrotnie w czasie czytań liturgicznych na Mszy słyszałem to mrożące krew w żyłach pytanie:

Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? (Łk 18,8)

Jednak Kościół przetrwa z całą pewnością, bo nie może zaginąć Królestwo Boże. Przetrwa, bo Słowo Boże musi się wypełnić. Sen Nabuchodonozora jest prawdziwy, a wyjaśnienie jego pewne. Wyjaśnieniem tym jest Kościół Katolicki, niezależnie od tego jak bardzo słowa proroctwa będą przekręcać wrodzy Kościołowi ludzie. Na koniec jedynie przypomnę im ostrzeżenie, które nam przekazał nasz pierwszy papież, apostoł Piotr:

To przede wszystkim miejcie na uwadze, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia. Nie z woli bowiem ludzkiej zostało kiedyś przyniesione proroctwo, ale kierowani Duchem Świętym mówili /od Boga/ święci ludzie. (2 P 1, 20-21)

Duch Święty kieruje Kościołem, nie każdym z nas. I choć każdy z nas otrzymuje pewne dary Ducha Świętego, to nikt z nas indywidualnie nie ma daru nieomylności w interpretowaniu Pisma Świętego. A dowodem na to jest istnienie 40 tysięcy denominacji, głoszących często sprzeczne ze sobą ewangelie i twierdzących, że taka interpretacja wynika bezpośrednio z Biblii.

 

Ja nigdy nie staram się być oryginalny. Im mniej w moich tekstach jest moich wymądrzań, tym lepiej dla samych tekstów, dla mnie i dla czytających. Mam nadzieję, że przedstawiam tu tylko naukę Kościoła, a gdy spekuluję na jakiś temat, zawsze staram się to wyraźnie zaznaczyć i logicznie uzasadnić. Tylko trzymając się nauki Kościoła mogę mieć pewność, że nie pobłądzę, bo z pewnością nie jestem bardziej inteligentny i przebiegły od złego. On może każdego człowieka z łatwością przekabacić i przerobić na swoją modłę. Jednak gdy trzymamy za jedną rękę Maryję, a w drugiej Katechizm i wpatrujemy się w Jezusa obecnego w Eucharystii to jakże mamy pobłądzić? Kudłaty jest wtedy bezsilny.

 

 

 

Odsłon: 703 Komentarzy: 19


Wielka Nierządnica w Babilonie - Purpura i szkarłat

Kategoria: Wiadomości Saturday, 13 November 2010, 02:25

Druga część naszych rozważań na temat Apokalipsy i jej rzekomego antykatolickiego przesłania.

3. Odziana w purpurę i szkarłat.

Jeden z zarzutów, czy „dowodów” na to, że Wielka Nierządnica Babilonu to Kościół Katolicki brzmi tak: Nierządnica jest ubrana w purpurę…

A Niewiasta była odziana w purpurę i szkarłat, cała zdobna w złoto, drogi kamień i perły, miała w swej ręce złoty puchar pełen obrzydliwości i brudów swego nierządu. (Ap 17,4)

… a księża, biskupi i kardynałowie też, więc wniosek jest oczywisty: Autor Apokalipsy miał na myśli katolicki kler.

 

Oczywiście taki zarzut jest absurdalny z wielu względów. Przede wszystkim w czasach, gdy święty Jan opisywał swą wizję żaden ksiądz nie chodził w purpurze i szkarłacie. Zatem słowa te przede wszystkim muszą dotyczyć kogoś innego.  Oczywiście później się to zmieniło, ale gdy rozumiemy znaczenie tych kolorów szat liturgicznych staje się oczywiste, że zbieżność jest tu zupełnie przypadkowa.

 

Normalnym kolorem szat liturgicznych kleru jest kolor biały. Wszyscy księża, zawsze, od prostego wikarego po papieża, na każdej Mszy są ubrani na biało. Gdyby zatem Jan chciał symbolicznie wskazać na kler katolicki, znacznie rozsądniejsze i czytelniejsze byłoby wspomnienie białych szat.

 

Czerwony kolor szat liturgicznych symbolizuje krew męczenników, którzy oddali za swą wiarę życie, purpura to kolor królewski, wskazujący na fakt, że biskupi są namiestnikami Króla, Jezusa Chrystusa.  Poza tym nie można mieszać metafor. Gdy uznamy, że Nierządnica symbolizuje miasto, to nie bierzmy kolorów szat dosłownie, nie uznawajmy ich za konkretne stroje kapłanów. Trzeba być konsekwentnym.

 

Gdy zatem uznamy, że purpura i szkarłat są kolorami Nierządnicy – skorumpowanego i rozwiązłego Miasta, niezależnie, czy będzie to Jerozolima, czy pogański Rzym, to w tym kontekście widzimy, że kolorem Nowego Jeruzalem jest właśnie kolor „czysty”, biały, bo szaty Nowego Jeruzalem zostały obmyte Krwią Baranka. Sam fakt, że święty Jan używa sformułowania „Nowe Jeruzalem” świadczy, że to jest przeciwieństwo „Starej”, czy też współczesnej Janowi Jerozolimy. To chrześcijanie stworzą Nowe Jeruzalem.

 

Zupełnie nieistotne, czy ta nowa stolica duchowa będzie w Jerozolimie, Rzymie, Watykanie, Avignonie czy gdziekolwiek indziej. Nie chodzi tu o geograficzną lokalizację, ale o duchowe znaczenie. Tak samo, jak nie jest istotne w tym kontekście, że kapłani ubierają na swe białe stroje inne liturgiczne szaty w kolorach czerwonym, czy purpurowym. To jedynie wskazuje na fakt, że chrześcijaństwo nie jest nową religią, która powstała „z niczego” dwa tysiące lat temu. Kościół Katolicki jest wypełnieniem i kontynuacją judaizmu. Ofiara Jezusa jest wypełnieniem archetypu, jakim były ofiary zwierząt w Świątyni Jerozolimskiej. A kolor szat liturgicznych  jest kontynuacją tradycji nakazanej przez samego Boga:

Te szaty sporządzisz dla twego brata, Aarona, i dla jego synów, aby Mi służyli jako kapłani. A użyją na to złotych nici, fioletowej i czerwonej purpury i karmazynu oraz kręconego bisioru. Efod wykonają ze złotych nici i fioletowej i czerwonej purpury, karmazynu oraz kręconego bisioru, jako dzieło biegłych tkaczy. (Wj 28, 4b-6)

Wracając zaś do koncepcji „Starego” i Nowego Jeruzalem” bardzo ciekawie, choć jakby mimochodem, wspomina to święty Paweł w Liście do Galatów:

Powiedzcie mi wy, którzy chcecie żyć pod Prawem, czy Prawa tego nie rozumiecie?  Przecież napisane jest, że Abraham miał dwóch synów, jednego z niewolnicy, a drugiego z wolnej. Lecz ten z niewolnicy urodził się tylko według ciała, ten zaś z wolnej – na skutek obietnicy.

Wydarzenia te mają jeszcze sens alegoryczny: niewiasty te wyobrażają dwa przymierza; jedno, zawarte pod górą Synaj, rodzi ku niewoli, a wyobraża je Hagar: Synaj jest to góra w Arabii, a odpowiednikiem jej jest obecne Jeruzalem. Ono bowiem wraz ze swoimi dziećmi trwa w niewoli. Natomiast górne Jeruzalem cieszy się wolnością i ono jest naszą matką. (Ga 4, 21-26)

Mamy tu porównanie Starego i Nowego Przymierza, Izmaela i Izaaka, Synaju i Syjonu, obecnego (czyli współczesnego Pawłowi) Jeruzalem i „górnego Jeruzalem”, będącego naszą matką.  Święty Paweł ciekawie miesza tu symbole, bo przecież Izaak, symbol prawdziwego przymierza, przeciwieństwo Izmaela, staje się „obecnym Jeruzalem” w czasach apostoła Pawła, które apostoł krytykuje i potępia, a rolę pozytywną przejmuje „górne Jeruzalem”, czyli Nowe Przymierze.

 

Wolność, jaką nam daje Chrystus jest przeciwieństwem niewoli Prawa. Żydzi współcześni Pawłowi, z ciała synowie Przymierza, stali się niewolnikami, jak niewolnikami są synowie Hagar. To Chrystus daje nam prawdziwa wolność od przekleństwa Prawa, którego o własnych siłach żaden człowiek nie jest w stanie wypełnić. To jednak jest już zupełnie innym zagadnieniem i zbyt daleko odchodzimy od tematu. (CDN)

Odsłon: 956 Komentarzy: 21


Wielka Nierządnica w Babilonie

Kategoria: Religia Saturday, 11 December 2010, 04:09

Co oznaczają słowa Apokalipsy mówiące o Nierządnicy? O Mieście na Siedmiu Wzgórzach? Czy to zapowiedź upadku Kościoła, jak chcieliby to widzieć Świadkowie Jehowy i niektórzy fundamentaliści chrześcijańscy? Ktoś zapytał mnie o to na moim forum, a tu początek mojej odpowiedzi:

 

Zawsze pierwsza, podstawowa interpretacja Biblii musi być robiona "oczami współczesnych". Święty Jan pisał przede wszystkim do ludzi w pierwszym wieku. Interpretowanie jego słów jako dotyczących rzekomo Kościoła Katolickiego to jest jakaś paranoja. Święty Jan jest jednym z założycieli Kościoła Katolickiego. To nikt inny, ale właśnie jego uczeń, święty Ignacy, po raz pierwszy, zaledwie kilkanaście lat po napisaniu Apokalipsy nazwał Kościół "katolikos", "powszechny", od czego nazwa Kościół Katolicki powstała.

 

Oczywiście księgi apokaliptyczne mają swoje wypełnienie w każdym wieku, w każdym czasie. Słowo Boże odnosi się także do nas dzisiaj i jest równie aktualne dziś, jak 1900 lat temu. Jednak nic, poza uprzedzeniami i nienawiścią skierowaną do Kościoła nie usprawiedliwia takiej interpretacji, jaką sugerują niektórzy wrogowie Kościoła.

 

Są dwa oczywiste wytłumaczenia o jakie miasto chodzi w Apokalipsie. Jan uprzedza przed skorumpowaną Jerozolimą i Rzymem, ale Rzymem z jego czasów, siedzibą cesarstwa, gdzie cesarz kazał sobie oddawać cześć boską. Kościół Katolicki staje się wypełnieniem proroctwa, zwyciężając bestię. Zobaczmy bliżej te wszystkie symbole i znaki:

 

1. Siedem Wzgórz

 

W Ap 17,9 czytamy:

Tu trzeba zrozumienia, o mający mądrość! Siedem głów to jest siedem gór tam, gdzie siedzi na nich Niewiasta.

I oczywiście argument jest taki, ze Rzym to miasto na siedmiu wzgórzach, więc Niewiasta symbolizuje Kościół Katolicki.

 

Greckie słowo, jakie tu mamy, to "horos". W Nowym testamencie słowo to występuje 65 razy i zazwyczaj jest tłumaczone jako "góra", "góry", a "góra" zwykle jest symbolem królestwa. Zatem wcale nie jest powiedziane, że należy ten werset rozumieć dosłownie. Bardziej prawdopodobne jest to, że chodzi o Niewiastę rządzącą siedmioma królestwami. Albo raczej mającą pełnię władzy doczesnej, bo przecież i sama siódemka jest zwykle, zwłaszcza w literaturze apokaliptycznej, liczbą symboliczną.

 

Nawet gdy przyjmiemy, że chodzi tu o wzgórza i że ma być ich dosłownie siedem, to mamy wiele innych miast zbudowanych na siedmiu wzgórzach. Jerozolima choćby. To też jest miasto na siedmiu wzgórzach. Poza tym Wzgórze Watykańskie NIE jest jednym z siedmiu wzgórz Rzymu. Jest ono na zachodnim brzegu Tybru, gdy starożytny Rzym był zbudowany na siedmiu wzgórzach na wschodnim brzegu tej rzeki.

 

2.  Babilon

 

Co to imię reprezentuje? Apokalipsa 17, 4-5:

A Niewiasta była odziana w purpurę i szkarłat, cała zdobna w złoto, drogi kamień i perły, miała w swej ręce złoty puchar pełen obrzydliwości i brudów swego nierządu. A na jej czole wypisane imię – tajemnica: "Wielki Babilon. Macierz nierządnic i obrzydliwości ziemi".

Sformułowanie "Babulon a megala", "Wielki Babilon" występuje w Apokalipsie pięć razy. Pewne światło na odgadnięcie tej zagadki rzuca fakt, że Babilon jest także nazwany "wielkim miastem" i to aż siedem razy: 16,19; 17,18; 18,10; 18,16; 18,18; 18,19 i 18,21. Ale my wiemy, co to jest "wielkie miasto". Wyjaśnia to jednoznacznie werset 11,8:

A zwłoki ich /leżeć/ będą na placu wielkiego miasta, które duchowo zwie się: Sodoma i Egipt, gdzie także ukrzyżowano ich Pana.

To Jerozolima jest nazywana w Starym Testamencie symbolicznie "Sodomą". Na przykład w Iz 1,10 i Ez 16, 46-56. Ponadto nasz Pan został ukrzyżowany w Jerozolimie, nie w Rzymie. Święty Jan kieruje więc swe słowa przeciw skorumpowanej Jerozolimie, nie przeciw Kościołowi, choć jest to także przestroga i dla nas. Także dla Kościoła.

 

Prawdą jest, że wielu Ojców Kościoła nazywało także Rzym "Babilonem". Sam Święty Piotr pisząc z Rzymu, w obawie przed ujawnieniem swego miejsca pobytu pisze, że jest w Babilonie (por. 1 P 5,13) Jednak Apokalipsa najwyraźniej wskazuje na Jerozolimę, a Rzym Ojców Kościoła to Rzym pogańskiej stolicy Cesarstwa, gdzie chrześcijanie przelewali męczeńską krew, nie Rzym, który wyrósł z tego zasiewu. (CDN)

Odsłon: 839 Komentarzy: 8


Nie będzie mógł wziąć jej powtórnie za żonę.

Kategoria: Religia Thursday, 11 March 2010, 03:03

Pisałem już wielokrotnie o Świętej Rodzinie, o Maryi i Józefie, o tym dlaczego Kościół uczy, że jest Ona Dziewicą i że święty Józef, choć był jej mężem, zawsze szanował to, że to Duch Święty był Oblubieńcem Maryi i nigdy się do Niej nie zbliżał. Nie będę tu powtarzał swych argumentów, każdy może je znaleźć w moich starych notkach. Na końcu tego tekstu podam do nich linki. Dziś jednak chciałbym napisać o pewnym "prawnym" aspekcie dla którego Święty Józef pozostał "jedynie" opiekunem Maryi i Dzieciątka.

 

Biblia nas uczy, że był on "człowiekiem sprawiedliwym", co oznacza kogoś przestrzegającego Prawa. Zobaczmy zatem, co mówiło Prawo na ten temat.

 

Przede wszystkim musimy pamiętać, że Józef i Maryja, choć nie zamieszkali jeszcze razem,  byli sobie poślubieni.  Gdy  czytamy, że "Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego", to było to po zaślubinach, nie zaręczynach. Zatem, według prawa, sprawiedliwy Żyd powinien ją wydać na ukamienowanie. Dlaczego tego nie zrobił, wyjaśniałem na przykład TUTAJ, dziś napiszę dlaczego ze względu na samo Prawo nie mógł on się zbliżyć do Maryi.

 

W Księdze Powtórzonego Prawa czytamy:

Jeśli mężczyzna poślubi kobietę i zostanie jej mężem, lecz nie będzie jej darzył życzliwością, gdyż znalazł u niej coś odrażającego, napisze jej list rozwodowy, wręczy go jej, potem odeśle ją od siebie. Jeśli ona wyszedłszy z jego domu, pójdzie i zostanie żoną innego, a ten drugi też ją znienawidzi, wręczy jej list rozwodowy i usunie ją z domu, albo jeśli ten drugi mąż, który ją poślubił, umrze, nie będzie mógł pierwszy jej mąż, który ją odesłał, wziąć jej powtórnie za żonę jako splugawionej. To bowiem budzi odrazę u Pana, a ty nie możesz dopuścić do takiej nieprawości w kraju, który ci daje w posiadanie Pan, Bóg twój.  (Pwt 24, 1-4)

Oczywiście ani Józef nie znalazł nic odrażającego w Maryi, ani nie dał jej listu rozwodowego, ani Maryja nie została splugawiona, jednak prawo to mówi o czymś innym. Mówi nam, że mąż, który raz rozstał się ze swą żoną, nie może ponownie jej przyjąć pod swój dach jako swojej żony. Jako nałożnicy.

 

Z prawem jest zwykle tak, że trzeba prawnika, by je odpowiednio zinterpretował. Z tym prawem jest podobnie. Sami Żydzi nie wiedzieli dokładnie jak rozumieć słowa "coś odrażającego" i każdy z rabinów inaczej je interpretował. Według jednych niemal nic nie usprawiedliwiało rozwodu, według innych przypalona zupa była wystarczająco odrażająca. Zatem zapytali o to Jezusa: "Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?"  Jednak zanim Jezus dał "definitywną odpowiedź", Stary Testament ukazuje nam trochę światła na jego tradycyjną interpretację wśród Izraelitan.

 

Pierwszy przykład, który pozornie zaprzecza mojej myśli, to przykład proroka Ozeasza. Prorok ten, jak być może pamiętacie, miał poślubić nierządnicę imieniem Gomer. Zrobił to i choć ona nie pozostawała mu wierna, on ją przyjmował ponownie, jako żonę i kochankę. Zatem zaprzeczenie prawa? Nie zupełnie. Bóg nakazał tak postępować Ozeaszowi właśnie dlatego, że postępowanie takie łamało Prawo.

 

Gomer była jak Izrael, Ozeasz jak Bóg. Gomer  była niewierna Ozeaszowi, i według Prawa powinna zostać ukamienowana. Gdyby jednak  Ozeasz ją przyjął pod swój dach, powinien trzymać się od niej z daleka. Bóg jednak jest przede wszystkim Miłością. I wbrew temu co wielu twierdzi, Stary Testament jest pełen przykładów ukazujących nam Miłosiernego Boga. Nie ma bowiem "Okrutnego Boga Starego Testamentu" i "Miłosiernego Boga Nowego Testamentu". Bóg jest dokładnie taki sam. Zatem Ozeasz przebaczał Gomer wielokrotnie, tak, jak Bóg przebaczał Izraelowi i jak przebacza nam. Jak przebacza Kościołowi, który choć grzeszy często poprzez swych członków, na zawsze pozostanie Oblubienicą Pańską, której On nigdy nie przestanie kochać.

 

Gdyby nie Prawo nakazujące kamienować niewierną żonę, gdyby nie prawo zabraniające ponownego przygarnięcia do łoża żony, która raz opuściła już męża, przykład proroka byłby bez sensu. Jego nauka byłaby niezrozumiała, nielogiczna. To łamanie Prawa, czy może raczej postawienie się ponad Prawem przez proroka uczy nas czegoś. Uczy nas, że sam Bóg w swym Miłosierdziu stoi ponad Prawem. Że przede wszystkim nas kocha, a Prawo stosuje w stosunku do tych, którzy sami odrzucą Jego Miłosierdzie.

 

Mamy oczywiście także w Biblii przykład kogoś, kto Prawu podlega i tam możemy zobaczyć jak jego przestrzeganie wyglądało  w praktyce. Mam na myśli króla Dawida. Gdy Absalom, jego syn, zbuntował się przeciw niemu i dokonał zamachu stanu, okazał swą władzę przez wykazanie, że jest panem haremu swego ojca. Kto bowiem był panem haremu, był faktycznym władcą w państwie. Król Dawid, idąc na wojnę, pozostawił dziesięć swych nałożnic w pałacu, by go pilnowały. Doradca Absaloma…:

Achitofel odpowiedział Absalomowi: Wejdź do nałożnic swojego ojca, które pozostawił, by pilnowały domu. Gdy posłyszy cały Izrael, że zostałeś znienawidzony przez ojca, umocnią się wtedy ręce wszystkich twoich zwolenników. Rozpięto więc Absalomowi namiot na tarasie. Absalom wszedł do nałożnic swego ojca na oczach całego Izraela. (2 Sm 16, 21-22)

Zamach stanu nie był długotrwały, Absalom postradał życie i Dawid odzyskał władzę. Był on człowiekiem niezwykle wrażliwym. Poeta, muzyk, człowiek niezwykłej wiary. Szczerze opłakiwał śmierć swego zbuntowanego syna. Nie dziwi zatem i ten fakt, że przyjął swe nałożnice na powrót do pałacu, tym bardziej, że zapewne nie dobrowolnie oddać się musiały zbuntowanemu Absalomowi. A jednak, mimo to, czytamy, że:

Dawid przybył do domu w Jerozolimie. Dziesięć swych nałożnic, które zostawił celem pilnowania pałacu, kazał niezwłocznie przeprowadzić do domu będącego pod strażą. Tam otoczył je opieką, lecz więcej się do nich nie zbliżał. Żyły tak oddzielone aż do dnia swej śmierci – jakby wdowy za życia. (2 Sm 20, 3)

Gdy  kto twierdzi, że postawa Józefa jako żyjącego w czystości opiekuna Maryi jest zupełnie niezrozumiała, ten przykład może pomóc mu zrozumieć taką postawę. Pokazuje on bowiem, że  nawet z samego nakazu Prawa Józef, choć mógł zaopiekować się Kobietą mu zaślubioną, nie mógł być jej mężem w takim znaczeniu, jak to normalnie rozumiemy. Że podobnie jak jego przodek, król Dawid w stosunku do swych żon, nie zbliżał się do Niej, a Ona "żyła jakby wdowa za życia".

 

Tym bardziej jest to prawdopodobne, że wbrew temu, co niektórzy twierdzą, tego typu małżeństwo było znane w tamtych czasach. Wiemy to choćby z samej Biblii. Konsekrowane dziewice to nie  "wynalazek Kościoła". Przecież już sam święty Paweł pisze nam o nich:

Jeżeli ktoś jednak uważa, że nieuczciwość popełnia wobec swej dziewicy, jako że przeszły już jej lata i jest przekonany, że tak powinien postąpić, niech czyni, co chce: nie grzeszy; niech się pobiorą. Lecz jeśli ktoś, bez jakiegokolwiek przymusu, w pełni panując nad swoją wolą, postanowił sobie mocno w sercu zachować nietkniętą swoją dziewicę, dobrze czyni. Tak więc dobrze czyni, kto poślubia swoją dziewicę, a jeszcze lepiej ten, kto jej nie poślubia. (1 Kor 7, 36-38)

Zatem byli wówczas ludzie, którzy opiekowali się "swoimi dziewicami". Skoro Paweł zdecydował się takich rad udzielać listownie, to możemy z tego wywnioskować, że przynajmniej w Koryncie była to raczej dość powszechna praktyka. Paweł nie tłumaczy bowiem na czym to polega, zakładając, że każdy wie o co chodzi. Wyjaśnia jedynie, że lepiej poślubić swą dziewicę, czyli skonsumować małżeństwo, niż cierpieć udręki w ciele. Jednak gdy ktoś potrafi panować nad swą wolą, lepiej zrobi zachowując nietkniętą swą dziewicę.

 

Na koniec wrócę na moment do odpowiedzi Maryi na słowa Archanioła Gabriela. Przypomnijmy sobie tę rozmowę:

Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. […]  Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? (Łk 1, 30-31, 34)

Gdyby Maryja planowała normalne małżeństwo, jej pytanie nie miałoby żadnego sensu. Każda dziewczyna, zwłaszcza żyjąca na wsi, wśród zwierząt domowych  wie "jak to się stanie". Każda zwykła dziewczyna w Palestynie dwa tysiące lat temu pragnęła mieć gromadkę dzieci, bo dziecko zawsze było błogosławieństwem, a bezpłodność przekleństwem. Zatem normalną jej reakcją powinna być myśl: "Wiem, Aniele. Wkrótce zamieszkam u męża i urodzę mu gromadkę dzieci". To "jakże się to stanie" jest zdumieniem spowodowanym faktem, że przecież przysięgała czystość.

 

Tylko gdy przyjmiemy, że Maryja była konsekrowaną dziewicą, jedną z tych, o których pisze Święty Paweł, tylko gdy przyjmiemy, że Święty Józef od początku wziął Ją jedynie pod opiekę, jej odpowiedź Aniołowi ma sens.  I  niezależnie od tego jak spojrzymy na te wydarzenia, czy z logicznego, czy z prawnego punktu widzenia, czy po prostu oczami wiary, nauka Kościoła na ten temat jest i spójna i piękna. Zapewne dlatego, że jest prawdziwa.

 

Bracia Jezusa

Święty Józef – prawy Żyd i patron rodziny

Tamar, Rachab, Rut i Batszeba

Arka Przymierza

Odsłon: 1113 Komentarzy: 24


Odbieranie naszej świętej Wigilii Dnia Wszystkich Świętych

Kategoria: Kultura Thursday, 11 February 2010, 07:36

Podczas dyskusji pod wpisem o obchodach Halloween ktoś, dla poparcia swych argumentow umieścił linki do angielskojęzycznych stron, na co ja odpowiedziałem tym samym. Jeden z moich przyjaciół zapytał jednak jaki to ma sens, skoro większość ludzi i tak nic z tego nie zrozumie. I miał on rację, więc postanowiłem, choć to już trochę musztarda po obiedzie, przetłumaczyć tekst, który tam "podlinkowałem".

 

Autorką jego jest Katherine Andes, samotna matka wychowująca dwójkę dzieci, a sam tekst ukazał się w apologetycznym czasopiśmie "This Rock" wydawanym przez organizację Catholic Answers. Tłumaczenie jest dość chropawe, bo chciałem zdążyć przed snem, ale myślę, że na tyle zrozumiałe, że pokaże to, co ja tak nieudolnie chciałem swym ostatnim postem przedstawić. A zatem, po tym krótkim wstępie, zapraszam:

 

“Kasiu, nie wpadłabyś ze swoimi dzieciakami do naszego kościoła na Święto Plonów?” zapytała moja przyjaciółka, ewangeliczka. „Będzie ognisko, jazda na furze z sianem i cukierki dla dzieci”. Zabrzmiało to wspaniale, szczególnie, że mój mąż zmarł niedawno i nie w smak mi było iść samej „trick or treating” z moimi maleństwami.

 

„Czy dzieci przebierają się w kostiumy”?  Zapytałam.

 

„Nie, zdecydowanie zniechęcamy do tego”, odpowiedziała.

 

Wiedziałam zatem, że to nie było dla mojej rodziny. Moje dzieci uwielbiają przebieranie, wałęsanie się  po ulicy i wyłudzanie cukierków od dobrych sąsiadów.  Poza tym wiedziałam, że wielu członków zgromadzenia, do którego należy przyjaciółka spostrzegało katolików i Halloween i satanizm jako coś jednoznacznego. Do tego stopnia, że Halloween stał się dla nich świętowaniem śmierci i nieczystych duchów. Zatem rozumiem ich punkt widzenia.

 

Jeżeli niektórzy z protestantów myślą, że Halloween jest satanistyczny, to rozumiem ich ucieczkę do kościelnych imprez. Jednakże i wieli katolików także zaczyna uciekać od Halloweenu. Podobnie jak protestanci, niektórzy mają imprezy w parafiach. Inni po prostu zasłaniają okna i oglądają filmy w odległym pokoju w tę Wigilię Wszystkich Świętych. Z powodu tego, co się dzieje na ulicach, nie dziwię się im do końca. Jednak gdyby w jakiś sposób Wigilia Bożego Narodzenia stała się w jakiś sposób celebracją śmierci, to czy chrześcijanie uciekli by do odległych pokoi, oglądając filmy na video? Mam nadzieję, że nie.

 

Zatem dlaczego my, dobrzy katolicy, uciekamy od tego dnia? Nie powinniśmy. Powinniśmy odebrać nasz „święty” Halloween.

 

Jedną z rzeczy, do której zachęcałam były niewinne i, jeśli możliwe, święte kostiumy. Pewnego roku mój wtedy pięcioletni synek był zdeterminowany, że chce być piratem. Sugerowałam wiele alternatyw, ale nie słuchał żadnej. W desperacji odrzekł: „Ale mamo, strażacy nie noszą szabel.”

 

Teraz było jasne. Co on naprawdę chciał, to było wywijanie szablą! Zasugerowałam, że mógłby być świętym Michałem Archaniołem i ciągle mieć miecz i on, szczęśliwy, zgodził się na to. (Dla tych, którzy pytają co złego w chęci bycia piratem zapytam jak by się czuli, gdyby ich dziecko chciało być porywaczem, albo terrorystą?)

 

Chociaż nasza rodzina stawia wysoko poprzeczkę gdy chodzi o wybór kostiumów, nalegałam, by dzieci nie robiły poniżających uwag na temat wyborów dokonanych przez ich kolegów. W poprzednim roku jakiś chłopiec przyłączył się do nas przebrany jako Drakula. Było dość dziwną rzeczą robić zdjęcia wampirowi i zakonnicy, w pełnym habicie. W pewnym momencie chłopiec zdjął swą maskę wampira, gdyż było mu gorąco.  Moja córka nagle pisnęła z zachwytem: „Wyglądasz jak Bach!”

 

Mój synek zawtórował:  “Naprawdę. Wyglądasz, jak kompozytor”  Rzeczywiście chłopiec bez maski, ubrany we frak, wyglądał jak kompozytor. Tego wieczoru dzięki Bożej Łasce nasza grupa składala się z zakonnicy, astronauty, Króla Lwa i… Jana Sebastiana Bacha.

 

Zainspirował mnie średniowieczny zwyczaj żebraków kołaczących do drzwi za “duchowymi ciastkami” w zamian za obietnicę modlitw za zmarłych tego domu. Stworzyliśmy własną ich wersję. Na mym komputerze wydrukowałam paski papieru z napisem: „Dziękuję za poczęstunek. Moja rodzina i ja będziemy się modlić w tym miesiącu za Ciebie i za dusze Twych zmarłych bliskich. Szczęśliwego Dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek!” Troszkę inną wersję zrobiłam dla drugiego dziecka. Dzieci miały zabawę cały Halloween wycinając swoje paseczki papieru, zwijając je w malutkie zwoje i zawiązując pięknymi, satynowymi wstążeczkami.

 

Mimo, że chciałam by dzieci mówiły “modlitwa za łakocie” nie nalegałam i one szczęśliwe wołały “Trick or treat” jak wszystkie dzieci. Ludzie byli zaskoczeni i zachwyceni zwojami. Jeden mężczyzna powiedział mojej córce „zakonnicy”: “Dziękuję, siostro”

 

Odpowiedziała z szerokim uśmiechem: “Jeszcze nie.”

 

Gdy nadeszła ta część wieczoru, że to my rozdawaliśmy słodycze, rozdawałam cukierki z nalepkami nabytymi w chrześcijańskim sklepie z napisem “Jezus Cię kocha”. Pewnego roku, gdy wracaliśmy do domu, szliśmy za małym chłopcem, którego matka skrzyczała w dość ordynarny sposób. Chłopiec pobiegł w stronę naszego domu, gdzie moja przyjaciółka rozdawała słodycze. Gdy powrócił, był cały rozradowany – dosłownie podskakując z radości, gdy pokazywał nalepkę swej, teraz już uspokojonej matce. „Patrz! Jezus mnie kocha!” powiedział. Moje dzieci, które wcześniej były zdumione przekleństwami, w ciszy obserwowały tę scenę i wiem, że zrobiła na nich wielkie wrażenie.

 

W tym roku planujemy zaprojektować święte obrazki tłumaczące chrześcijański zwyczaj Halloween, który jest wigilią dwóch Świąt: Wszystkich Świętych i Zaduszek. Mogłyby one być rozdawane i przez dzieci i przez tych, którzy rozdają słodycze. Podobne karty, z miejscem na imię i nr telefonu księdza mogłyby być zrobione w parafiach i rozdawane wiernym, by je przekazywali dalej.

 

Nasze obchodzenie Halloween stało się naprawdę radosnym i świętym wydarzeniem, a Listopad miesiącem dedykowanym modlitwom nie tylko za naszych bliskich, ale za naszych sąsiadów i zmarłych z ich rodzin. Kościół zawsze ewangelizował, przynajmniej częściowo, przez obchodzenie różnych świąt. Odbierając dla siebie Halloween możemy przedstawić  naszym dzieciom na czym polega ewangelizacja I odpowiedzieć Ojcu Świętemu na wezwanie do ponownej ewangelizacji Zachodu.

Odsłon: 813 Komentarzy: 19


Rozważania o Eucharystii. Tajemnica Wiary.

Kategoria: Modlitwa Monday, 11 January 2010, 16:21

Podczas mojego pobytu w Polsce kupiłem, jak zwykle, wiele książek. Lubię czytać, a zwłaszcza słuchać, bo na słuchanie mam więcej czasu, więc gdy jest taka możliwość, kupuję książki audio. Często jednak wybór jest mój dość przypadkowy, bo albo ja sam za mało wiem, by inteligentnie coś wybrać i wybieram książki po okładce, albo nie ma z czego wybierać i np. gdy jest tylko parę pozycji audio, biorę jak leci.

 

Nie wiem czemu zdecydowałem się na kupno książek księdza Tadeusza Dajczera. Nic o nim nie wiedziałem, a informacja na okładce niewiele pomagała. Nie znałem nawet lektorki, Haliny Łabonarskiej, więc i to nie było zachętą. Może zdjęcie kapłana z Hostią w rękach mnie zachęciło? Nie wiem. Książka ma podtytuł "Rozważania o Eucharystii", więc to raczej naturalne, że i Eucharystia trafiła na okładkę. Może ktoś mi doradził? Podsunął tę pozycję? Nie pamiętam już. Jednak dziękuję Bogu, że się na nie zdecydowałem.

 

Nie wspomnę tu innych książek, które kupiłem i których chyba nigdy nie przesłucham. Nie wspomnę tych, które przesłuchałem do końca i choć mnie zachwyciły, nie sprowokowały do napisania o nich. Albo wspomnę przelotem… Na przykład Opowieści z Narni CS Lewisa. Klasyka literatury chrześcijańskiej, znana wielu z Was, ale w genialnej interpretacji Zelnika i Agnieszki Greinert książka ta nabrała dodatkowego smaku i barw. Poza tym, wstyd się przyznać, nigdy wcześniej nie czytałem wszystkich siedmiu części. Zacząłem czytać "Narnię" w oryginale, ale gdzieś w połowie, po Księciu Kaspianie, inne rzeczy mnie zaabsorbowały i nigdy do Narnii nie powróciłem. Dopiero teraz…

 

Jednak Narnia, jak już zaznaczyłem wyżej, nie sprowokowała mnie do napisania notki na blogu. Sprowokował mnie do tego ksiądz Dajczer i jego "Rozważania o Eucharystii". Co więcej, przesłuchałem dopiero pierwszą część, "Tajemnica Wiary". Dwie pozostałe części ciągle oczekują. Ja jednak nie chcę czekać i muszę się z Wami podzielić swą opinią.

 

Nie będzie to jednak recenzja. Nie będzie to ocena niczego, ani nikogo. Nie mam zamiaru wdawać się w żadne dyskusje na temat samej osoby autora książki, ani Ruchu Rodzin Nazaretańskich, jaki założył, czy kontrowersji związanych z tym ruchem. Ksiądz Tadeusz Dajczer odszedł już do Domu Ojca i zdał sprawozdanie ze swego życia. A ja myślę, że został przywitany słowami "wejdź, sługo dobry i wierny".

 

Piszę o wszystkim, tylko nie o tym, co chciałem napisać, ale to dlatego, że w sumie nie wiem, co napisać. Książka księdza Dajczera bowiem jest modlitwą. Jest czymś, co powoduje, że człowiek się zmienia. Jest czymś, czego się nie powinno słuchać jadąc, ze względu na bezpieczeństwo na drodze, dlatego, że trudno obserwować drogę, gdy nie można powstrzymać łez.

 

To nie jest książka dla każdego. Przynajmniej tak myślę. Albo raczej powinienem napisać, że nie każdy tak ją odbierze jak ja. Może dla jednych będzie nudna, bez sensu… Nie wiem. Może się mylę. Ci, którzy tak by ją odebrali, pewnie nawet by po nią nie sięgnęli, choćby dlatego, że autorem jest kapłan, a na okładce jest Jezus. Mnie ta książka zafascynowała.

 

Zafascynowała mnie głownie dlatego, że prześwietliła niejako moją duszę. Ja tu, w pewnych kręgach, na moich blogach i forum, wśród pewnych osób jestem takim trochę pół mistykiem, pół świętym. Trochę nawiedzonym, z aureolką na głowie, która mi co prawda czasem przygasa i się rozpływa, zwłaszcza, gdy nieopatrznie zacznę pisać o Halloween, Michniku, czy polityce, ale jak się trzymam tematów biblijnych, to jakoś ujdę za świętego. Może nawet oblecę jako przykład dla innych. I choć zawsze głośno powtarzam, że jestem osłem, to przecież wiadomo, że to takie krygowanie się z mojej strony. W końcu tylu wielbicieli nie może się do końca mylić, prawda?

 

Zawsze ta pycha siedzi na dnie serca. Przynajmniej mojego serca.

 

Rozważania księdza Tadeusza Dajczera zburzyły tą moją "skromną" samoocenę całkowicie. Samoocenę, która, dodajmy, zazwyczaj jest zupełnie niewidoczna dla naszych oczu. Bo przecież chyba każdy z nas, (a przynajmniej jest to prawda w stosunku do mojej osoby) ma cały czas skłonności do wybielania się w swoich oczach. Ja naprawdę nie mogłem powstrzymać łez, słuchając tej książki. I wiem jedno: Będę do niej wracał. Tak, jak się wraca do modlitwy, choć książka ta nie jest modlitwą w takim sensie, w jakim zwykle rozumiemy sens tego słowa.

 

Nie wiem, czy zachęciłem kogokolwiek, nie o to mi chodzi. Albo może chodzi mi o to, ale nie chcę tu pisać pochwalnych peanów na cześć tej książeczki. Raczej chcę dać pewne świadectwo. Uważam, że książkę tę powinien poznać każdy kapłan. Szczególnie oni. To jest książka napisana przez księdza dla księży. Ale też każdy z nas. Po to, by poznać lepiej samego siebie i by poznać lepiej naszego wspaniałego Boga.

 

Nie wiem jak to się stało, że nie słyszałem wcześniej o tym mądrym kapłanie. O wielu rzeczach i o wielu osobach nie słyszałem nigdy. Bardzo się jednak cieszę, że w końcu nasze drogi się spotkały. Jest to bowiem jedna z tych niewielu książek, które nie tyle powiększą moją wiedzę, co raczej odmienią moją duszę. Przynajmniej mam taką nadzieję.

 

I na koniec słówko na temat lektorki, Haliny Łabonarskiej. Aktorka znana mi przynajmniej z filmu "Vinci", ale nie skojarzyłem tego, dopóki google mi nie przypomniały. Jej ciepły, głęboki, spokojny głos bardzo pomaga w odbiorze książki. Mam wiele książek audio i niektórych z nich nie mogę strawić tylko ze względu na irytujący sposób czytania lektora. Tu jednak nie ma takiego problemu. Wręcz przeciwnie, głos pani Haliny bardzo w tym odbiorze pomaga.

 

Ksiądz Tadeusz Dajczer. "Rozważania o Eucharystii – Tajemnica Wiary". Czyta Halina Łabonarska.

Wydawnictwo Warszawskiej Prowincji Karmelitów Bosych, www.floscarmeli.poznan.pl

Wydawnictwo FIDEI, www.fidei.pl

Odsłon: 889 Komentarzy: 9


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.