
Thursday,27 October 2011,02:14
Kategoria: Kościół Thursday, 27 October 2011, 02:14
W ostatnich wyborach partia, z której programu najbardziej znany jest jej antyklerykalizm i która hołubi wydawców antyklerykalnych wydawnictw zdobyła 10% głosów społeczeństwa, które jeszcze tak niedawno nie wstydziło się publicznie całować swych kapłanów po rękach.

W USA i w wielu innych krajach trawa ciągle akcja "40 dni dla życia", o czym na Frondzie konsekwentnie przypomina nam Moni i chwała jej za to. Nawiasem mówiąc gdy byłem w Charlotte przed wyjazdem w trasę poszedłem się pomodlić przed kliniką aborcyjną i spotkałem tak tylko jedną osobę: "bikerkę", kobietę, która przyjechała na swoim "cruiserze", ciężkim motocyklu i samotnie modliła się w intencji zakończenia aborcji. Czasem tak łatwo nam oceniać innych po zewnętrznych atrybutach, a tymczasem nigdy nie wiemy, co w człowieku siedzi... Napis na chodniku zapewne zrobiony przez dzieci, bo często na takie modlitewne czuwanie przychodzą całe rodziny.

W naszej Wspólnocie Marto staramy się odpowiadać na wezwanie Maryi z Fatimy, ofiarując posty, cierpienia i modlitwy w intencjach wymienionych w naszej Modlitwie. Modlimy się tam także za kapłanów.
Wszystkie te rzeczy są w pewien sposób powiązane. Antyklerykalizm partii Palikota trafił na podatny grunt. Na moim forum dość regularnie zjawiają się osoby obrażające księży, Kościół, czy błogosławionego Jana Pawła. Ale ten antyklerykalizm przynajmniej częściowo wynika z tego, że nie każdy ksiądz jest świętym Franciszkiem. I nie chciałbym, by to było odebrane jako krytyka księży, którzy w znakomitej większości są wspaniałymi ludźmi. Ale są tylko ludźmi, a każdy człowiek może się stać lepszy. Może w swym duchowym rozwoju czynić ciągłe postępy.
To także dotyczy każdego z nas. Nie tylko księży. Bez Krzyża nie Zmartwychwstania. Jedyna droga do zwycięstwa, to droga przez Golgotę. Nie ma innej, na skróty, nie łudźmy się. To jest wyzwanie dla każdego z nas. Dla kapłanów przede wszystkim, ale i dla mnie i dla Ciebie także. Wszyscy musimy naśladować Jezusa, inaczej będziemy, całkiem słusznie, postrzegani jako hipokryci. Bo Jezus nie politykował, nie nawoływał do rewolucji, ale ofiarował Siebie za wszystkich ludzi. Także za tych, szczególnie za tych, którzy pluli Mu w twarz.
To tyle wstępu, który ma być jedynie zachętą do przeczytania fragmentu książki O. Gabriela od św. Marii Magdaleny, "Żyć Bogiem". Cytuję za stroną www.Mateusz.pl, która zamieściła ten fragment jako komentarz do wtorkowych czytań w Kościele.
O Jezu, obym każdego dnia potrafił umierać, aby braciom wyjednać życie (1 Kor 15, 31; 2 Kor 4, 12)
Jak Jezus przez mękę zbawił świat i wszedł do chwały swojej, tak apostołowie „umartwiają w sobie uczynki ciała i oddają się całkowicie na służbę ludzi i w ten sposób mogą postępować w świętości... i stawać się człowiekiem doskonałym” (DK 12). Ta zasada, którą Sobór Watykański II stawia jako główny punkt dla świętości kapłańskiej, stosuje się do wszystkich apostołów. Powinni oni czuć się tym bardziej zobowiązani do ciągłej praktyki umartwienia, im bardziej ich misja skłania ich do zastępowania Chrystusa i do działania „w osobie Chrystusa”. Dlatego kapłanów „zachęca się, by naśladowali to, co sprawują: niech sprawując tajemnicę śmierci Pańskiej, starają się przez umartwienie uwolnić swe członki od wad i pożądliwości” (tamże 13), Podobnie wszyscy wierni — a jeszcze więcej wszyscy apostołowie świeccy lub zakonni — jeśli mają uczestniczyć w sprawowaniu Eucharystii, zachęcani są do złączenia się z ofiarą Boskiej Żertwy przez ofiarowanie siebie samych „jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu” (KK 10, 11; KL 48). Nie można być apostołem Tego, kto nieustannie składa siebie w ofierze za zbawienie ludzi, nie mając cząstki w Jego ofierze. Nie można głosić Chrystusa ukrzyżowanego bez zaparcia się siebie i naśladowania Go przez niesienie na każdy dzień własnego krzyża (Łk 9, 23).
Pierwsza praktyka umartwienia wypływa zawsze z potrzeby ukrzyżowania „ciała swojego z jego namiętnościami i pożądaniami” (Ga 5, 24), zadania śmierci „dawnemu człowiekowi” z jego nieuporządkowanymi dążnościami nieustannie odradzającymi się, aby „przyoblec się” całkowicie „w Pana Jezusa Chrystusa” i Jego cnoty (Rz 6, 6; 13, 14). Działalność apostolska, przeżywana ze szczerym pragnieniem szukania tylko chwały Bożej i dobra braci, nastręcza do tego nieustannych okazji: wyrzekać się własnych widoków, przystosowywać się do mentalności drugich, ustępować lub być wytrwałym zależnie od okoliczności, znosić upokorzenia lub krytyki i ciągle zapominać o sobie samych, by służyć innym.
O Chryste, uwielbiam Cię głębiej, niż kiedykolwiek czyniłem to rozważając Twoje życie. Nie zrozumiałem bowiem nigdy miłości tak, jak w czasie Twojej męki, podczas której miłość kazała Ci wyrzec się wszystkiego dla nas, nawet wyglądu człowieka. O Chryste, przez Twoją krew wylaną, przez Matkę Twoją, udziel mi odwagi, abym przeżywał z Tobą Twoją mękę...
Chryste, o Chryste, życie moje, nie chcę innej drogi, jak Ciebie, Twojego krzyża, Twoich cierpień, Twojej Kalwarii. Pragnę rozszerzenia Twojego królestwa, odczuwam odrazę przed tym wszystkim, co mię odciąga od Twojej chwały. Uczyń ze mną, co chcesz, lecz nie uważaj mnie za niegodnego Twojego krzyża, nie odmawiaj mi swojej pomocy, daj mi cały Twój pokój i Twoją radość...
Spraw, abym był gotów oddać moje życie. Naucz mnie przynosić i ofiarować we Mszy całe moje życie i moją śmierć. Naucz mnie ofiarować ją woli Ojca i służbie moich braci. I w jedynej ofierze ofiarować szczególnie... moją codzienną śmierć... Naucz mnie nadawać życiu i śmierci mojej znaczenie odkupicielskie: przebłagania i wynagrodzenia za grzechy, postawę posłuszeństwa synowskiego, miłości braterskiej (P. Lyonnet).
Spraw, o Panie, abym Cię naśladował w ofierze i w cierpieniu. Naśladować Cię w ciągu trzech lat pracowitej posługi i oddać się pracy, gorliwości, trudom apostolskim... nie, nic nie znaczyłoby, gdybym nie naśladował Cię w Twojej męce. Dajesz mi zrozumieć, że wszystkie trudy i prace pozostają bezskuteczne, jeśli nie nabiorą wartości z ducha męki, z cierpienia. Pragnę oddać się na cierpienia jak Ty, o Chryste. Spraw, abym wydał samego siebie na odkupienie za ludzi... naśladując Ciebie, który stałeś się Hostią wynagradzającą za rodzaj ludzki... Naucz mnie odmawiać sobie tego wszystkiego, co w jakiś sposób może obrócić się na moją radość i pociechę, i żyć życiem ciągłej męki z Tobą, w Tobie, dla Ciebie, na odkupienie dusz (G. Canovai)."
O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy Żyć Bogiem, t. III, str. 376
Odsłon: 430 Komentarzy: 17
Sunday,16 October 2011,02:54
Kategoria: Film Sunday, 16 October 2011, 02:54
Niemal żaden ateista z którym rozmawiałem nie rozumie co my mamy na myśli mówiąc o Bogu. Zatem to, co oni odrzucają, odrzucam i ja. Zgadzam się z nimi, że taki bóg o jakim oni myślą nie istnieje.
Gdy Mojżesz zobaczył płonący krzak na pustyni i odszedł do niego, usłyszał głos Boga, który się mu przedstawił: "Jestem który jestem". Bóg powiedział, że jego naturą, istotą jest istnieć, być. Nie jest On największym spośród wszystkich bytów, jest samym Istnieniem. Ipsum esse.
Święty Anzelm powiedział o Bogu: "A wierzymy zaiste, że jesteś czymś, ponad co niczego większego nie można pomyśleć." Ale czy Bóg plus świat to coś większego niż Bóg? Jednak nie. Nic "dodane do Boga" nie jest większe od Boga, bo wszystko się w Bogu niejako zawiera. I ja tego nie wytłumaczę, bo jest to misterium, Tajemnica Wiary.
Wszystko, co człowiek jest w stanie sobie pomyśleć i wyobrazić o Bogu, nawet taki człowiek jak św. Augustyn, czy św. Tomasz z Akwinu, to za mało by w jakikolwiek sposób zdefiniować Boga. Święty Tomasz powiedział, że my nie wiemy kim Bóg jest. Wiemy co najwyżej kim, czy czym On nie jest.
Mówiąc o świętym Tomaszu warto wspomnieć o jego argumentach na to, że Bóg istnieje. Przynajmniej o jednym, tym najbardziej podstawowym. Argument "przyczynowości" (ex ratione eausae efficientis) który głosi, że musi być jakaś "istota samoistna" będąca przyczyną świata.
Wszystko, co widzimy ma swoją przyczynę, początek i koniec. Letnia chmura na niebie powstaje i za jakiś czas znika. A powstaje, bo zaistniały pewne warunki atmosferyczne: Wilgotność, słońce, odpowiednie ciśnienie atmosferyczne itd. Te zjawiska i rzeczy także mają jakiś początek, zależą od czegoś. Możemy się tak cofać, do postania ziemi, układu słonecznego, do Wielkiego Wybuchu... i dochodzimy do momentu, gdzie musimy przyjąć, że istnieje jakiś Byt nie mający przyczyny. Jakiś Byt samoistny. My z definicji nazywamy Go Bogiem.
Przypomnijmy sobie Mojżesza i płonący krzak. Co Bóg odpowiedział na pytanie Mojżesza o to kim On jest? "Jestem który jestem". Jestem samym Istnieniem. Święty Tomasz nie wiedział w XIII wieku, że Wszechświat miał początek. Mógł to przypuszczać na drodze filozoficznych rozważań, ale nie miał takiej wiedzy jak my, którzy wiemy, że Wszechświat zaczął się 13,7 mld lat temu od Wielkiego Wybuchu. Jednak poprzez samo swe rozumowanie wykazał, że tak musiało być. Że ten początek musiał gdzieś istnieć w czasie i spowodować go musiał Byt samoistny.
Hiob nie rozumiał co się działo w jego życiu. Przyjaciele tłumaczyli mu, że musiał nagrzeszyć, skoro go Bóg tak karze, ale on wiedział, że jest niewinny. Oddalił więc przyjaciół i zaczął wołać Boga, niemalże grożąc Mu i prosząc go o wyjaśnienie. I Bóg mu odpowiedział:
Gdzieś był, gdy zakładałem ziemię? Powiedz, jeżeli znasz mądrość. Kto wybadał jej przestworza? Wiesz, kto ją sznurem wymierzył? Na czym się słupy wspierają? Kto założył jej kamień węgielny ku uciesze porannych gwiazd, ku radości wszystkich synów Bożych? Kto bramą zamknął morze, gdy wyszło z łona wzburzone, gdym chmury mu dał za ubranie, za pieluszki ciemność pierwotną? (Hi 38, 4-9)
Bóg przez parę rozdzialów tłumaczy Hiobowi, że nie powinien on dociekać bożych planów, bo i tak nie jest w stanie ich do końca pojąć i Hiob przyznaje Bogu rację.
Wiliam James, zmarły przed stu laty amerykański filozof, napisał kiedyś, że wieczorem do jego gabinetu lubi przyjść jego pies. Widzi on książki na półkach, pisma na biurku, globus na stoliku, ale nic z tych rzeczy nie pojmuje. I nawet, gdybyśmy się mu starali wytłumaczyć, że książki zawierają wiedzę zanotowaną przy pomocy liter i wyrazów, że globus to jest obraz kuli ziemskiej - patrzyłby on na nas swymi mądrymi oczami i nie rozumiał ani słowa z tego, co mu tłumaczymy.
My wszystko widzimy w "gabinecie Pana Boga" ale niewiele z tego rozumiemy. Jego drogi nie są naszymi drogami, a Jego myśli - naszymi myślami. Przecież różnica między psem a człowiekiem, choć olbrzymia, jest znacznie mniejsza, niż między nami, a Bogiem. Między naszym intelektem, naszą zdolnością rozumienia pewnych spraw, a Tym, który jest Wszechwiedzący. Dlatego nigdy nie ogarniemy naszym intelektem Boga. Nigdy Go nie zdefiniujemy. Święty Augustyn: Si comprehendis non est Deus. Jak myślisz, że Go pojąłeś, to to, co pojąłeś nie jest to Bogiem.
***
Może warto teraz wyjaśnić dlaczego tytuł tej notki jest po angielsku. Otóż dlatego, że powyższe kilka myśli są parafrazą fragmentów komentarza księdza Roberta Barrona z jednego z odcinków serialu "Catholicism", wyświetlanego aktualnie przez amerykańską, bardzo lewicową publiczną telewizję PBS. Ja nie oglądam w ogóle TV, a zwłaszcza PBS, bo nie lubię się denerwować bez potrzeby, jednak gdy dowiedziałem się o tym serialu i gdy ujrzałem pozytywne komentarze ortodoksyjnych katolików o nim, gdy zobaczyłem trailer filmu, postanowiłem zobaczyć sam film.
Rzeczywistość przeszła moje oczekiwania. Film nie tylko jest doskonały pod względem technicznym: Piękne zdjęcia, zrobione na całym świecie. Gdy była mowa o płonącym krzaku, widzieliśmy Półwysep Synaj, gdy była mowa o problemie zła - pokazano obóz koncentracyjny w Auschwitz. Gdy była mowa o Trójcy Świętej, widzieliśmy żegnających się wiernych w Wawelskiej Katedrze... Tego jednak się spodziewałem po trailerze i widzianych wcześniej fragmentach serialu.
Zaskoczyła mnie jednak głębia komentarza księdza Roberta. To nie była opowiastka na poziomie ucznia trzeciej klasy szkoły podstawowej. To była "heavy duty" teologia i filozofia. Wykład nie da leniwych umysłowo. Wyzwanie dla przeciętnego zjadacza telewizyjnej papki.
Nie wiem o czym będą inne odcinki. Ten był o samym istnieniu Boga. Był to monolog księdza Barrona, wykład, ilustrowany obrazami z całego świata: Od krajobrazów Bliskiego Wschodu, przez parki narodowe Ameryki po piękno katedr w Kolonii, Toledo i Krakowie, po zdjęcia z Oświęcimia i Lourdes. Jednak komentarz prowadzącego ten program przyćmił piękno obrazów ukazujących się na ekranie. Zdumiewające!
Mam nadzieję, że inne odcinki będą równie wspaniałe i że program ten zakupi ktoś także do Polski. Z tego, co zobaczyłem - naprawdę warto.
Odsłon: 887 Komentarzy: 24
Monday,10 October 2011,03:10
Kategoria: Polityka Monday, 10 October 2011, 03:10
No i co z tymi wszystkimi, którzy uważali, że trzeba koniecznie angażować się w polityczne rozwiązywanie problemów Polski, by uzyskać jak najlepsze wyniki wyborów? Gdzie są owoce waszej działalności? Czy teraz już nie jest dla wszystkich jasne, że jedyną drogą jest odmiana serc naszych rodaków? Jak to jest możliwe, że w Dniu Papieskim 10% ludzi glosuje na polityka, który zajmuje się głównie obrażaniem papieża i Kościoła?
Jarosław Kaczyński powiedział: "Jestem głęboko przekonany, że przyjdzie taki dzień, kiedy nam się uda, że będziemy mieli w Warszawie Budapeszt". I oczywiście pan Kaczyński może mieć rację, ale pod jednym warunkiem. Warunkiem tym jest nawrócenie naszych serc.
Jest coś fundamentalnie złego z rodakami Jana Pawła Wielkiego, gdy na każdych trzech głosujących na PiS przypada jeden głosujący na Palikota, a ponad połowa społeczeństwa, które rzekomo jest w 90% katolickie, ma nauczanie Kościoła w ... "głębokim poważaniu". Nam nie trzeba PiSu, ani Nowej Prawicy, nam trzeba krucjaty rożańcowej, modlitw i postów w intencji nawrócenia Polaków.
Odsłon: 4990 Komentarzy: 100
1
hiob
Forum: www.katolik.us Blog: www.hiob.us www.jaskiernia.com Spis treści: www.jaskiernia.org
Monday, 16 April 2012
Wednesday, 29 February 2012
Sunday, 13 May 2012
Wednesday, 29 February 2012
Wednesday, 29 February 2012
