Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Certyfikat Kandydata Przyjaznego Życiu i Rodzinie

Kategoria: Polityka Wednesday, 28 September 2011, 00:14

Niedawno pisałem tutaj o konieczności wyboru takich kandydatów w najbliższych wyborach, którzy będą zawsze tworzyli prawa prorodzinne i broniące życia. Jednak czasem jest nam trudno zdobyć taką informację. Nieraz nie wiemy jak dany kandydat głosował do tej pory i nie wiemy gdzie się dowiedzieć. Dlatego z radością chciałbym poinformować, że jest organizacja, ktora zrobi to za nas. Jest to Fundacja Pro - Prawo do Życia.

 

Na stronie tej fundacji znajdujemy Certyfikat Kandydata Przyjaznego Życiu i Rodzinie, a na dole tamtej strony jest link do Listy posłów przyjaznych Życiu i Rodzinie. Oczywiście nie jestem w stanie sprawdzić jak dobra jest ta lista, ale wydaje się, że jeżeli znajduje się na niej jakiś kandydat z naszego okręgu, nasz wybór będzie prosty.

 

Dzisiaj rozpoczyna się akcja 40 Dni dla życia. Także tutaj, na Frondzie. Poza naszymi modlitwami, poza postem w tej intencji możemy podjąć zobowiązanie, że będziemy głosować tylko na prorodzinnych kandydatów, którzy zawsze będą bronić poczętego życia. Zawsze. I gdy to zrobimy, nie będzie już takich sytuacji, że "niemal się udało" przegłosować ustawę broniącą życia. Bo przecież ustawa ta nie przeszła także "dzięki" PiS-owi. Zatem nie głosujmy "na partię". Głosujmy na tych kandydatów, którzy będą w praktyce bronić tego, co dla każdego z nas jest najważniejsze.

Odsłon: 743 Komentarzy: 3


40 DNI DLA ŻYCIA 2011

Kategoria: Pro life Sunday, 25 September 2011, 13:14

W najbliższą środę, 28. września w 48 stanach USA, na terytorium Puerto Rico i w Dystrykcie Kolumbii, a także w siedmiu prowincjach Kanady, pięciu stanach Australii, w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Hiszpanii i Argentynie rozpocznie się kolejna akcja pod nazwą "40 dni dla życia". 301 miast. Przed dwoma było ich 212, a przed czterema - 89 miast w 33 stanach USA. Ja widać więc zwolennicy legalnej aborcji na żądanie, propagatorzy "cywilizacji śmierci" wcale nie odnieśli zwycięstwa. Dalecy są od tego. Wygrali parę bitew, ale walka dopiero się rozpoczyna. Nikt tu nie wątpi, że zwycięstwo będzie nasze.

 

Sama akcja "40 dni dla życia" ma na celu zwiększyć wiedzę na temat czym naprawdę aborcja jest, wzbudzić zainteresowanie tym problemem, uratować wiele nienarodzonych dzieci, przynieść uzdrowienie duszy tym, którzy zabili swoje dziecko i przygotować Amerykę i inne kraje na ponowne zdelegalizowanie zabijania nienarodzonych dzieci. Akcja przynosi także doraźne skutki. W jej wyniku każdego roku zamykane są kolejne młyny aborcyjne, nierzadkie są przypadki matek odstępujących od zamiaru zabicia swego dziecka, a także wiele pracowników tych placówek rezygnuje z pracy. Przed dwoma laty na przykład była głośna sprawa pani Abby Johnson, dyrektorki kliki aborcyjnej Planned Parenthood w Teksasie, która rzuciła pracę i dołączyła do modlących się przed kliniką osób.

 

Akcja zaczyna się 28. września, trwa do 6. listopada i składa się z trzech elementów:

 

1. Modlitwa i post. Pierwsze, najważniejsze, co można uczynić, co każdy z nas może zrobić, to modlitwa. W modlitwie każdy może się przyłączyć do tej kampanii. Nie tylko w USA, ale na całym świecie. Bo to nie jest problem Ameryki, to problem ludzkości. Wszyscy ludzie są naszymi braćmi i wszyscy są dziećmi Bożymi. Za wszystkich Jezus oddał swe życie na Krzyżu i za wszystkich mamy obowiązek się modlić. Ponieważ jednak Biblia nas uczy, że pewne złe duchy można wyrzucić tylko modlitwą i postem, organizatorzy tego ruchu serdecznie zachęcają do tego, by swe modlitwy wspomóc jakąś formą postu. Każdy sam w swoim sercu oceni ile może poświęcić Bogu. Nie musi to nawet być post od pokarmów, może być od telewizji, plotkowania, spędzania bezużytecznych godzin na czatach i innych stronach internetowych, post od złego języka i złego spojrzenia, post od grzechu. Ale post o chlebie i wodzie na pewno nikomu także nie zaszkodzi. ;)

 

2. Pokojowe czuwanie. Drugą rzeczą, jaką będziemy robić w czasie tych 40 dni, to pokojowe czuwanie przed klinikami aborcyjnymi, modląc są o ich zamknięcie i oferując gotowość pomocy wszystkim tym, którzy może nie widzą innego wyjścia, niż zabicie własnego dziecka. Modlitwa taka ma wielką moc, ratuje życie dzieciom i o ile nie jest niczym nadzwyczajnym w USA spotkanie modlących się ludzi przed klinikami zabijającymi dzieci, to w czasie tej akcji czuwanie w wielu miejscach będzie trwało niezmiennie przez całą dobę, dzień i noc, przez okres 40 dni.

 

Ja pierwszy raz modliłem się pod kliniką aborcyjną cztery lata temu, podczas podobnej kampanii. Zawsze chciałem to zrobić, nigdy nie było czasu. Jednak znalazłem ten czas, zabrałem także dzieci. Poszliśmy całą rodziną, a później jeszcze kilkakrotnie uczestniczyłem w takim czuwaniu. A jak bardzo takie akcje przeszkadzają właścicielom tych młynów aborcyjnych wiem choćby stąd, że gdy modliłem się tam ostatniego dnia akcji, czuwałem do północy, parę minut później zobaczyłem właścicielkę tego miejsca, która mimo okropnej pogody przyjechała swoim pięknym Mercedesem i osobiście posprzątała wszystkie znicze, plakaty i znaki, jakie zostawiliśmy po sobie. Mimo, że były one nie na jej terenie, ale na publicznym miejscu i prawdę mówiąc nie miała ona żadnego prawa do usuwania tych rzeczy.

 

3. Wyciągnięcie ręki do lokalnej społeczności. W czasie tych 40 dni akcji jej uczestnicy aktywnie będą starali się dotrzeć do wszystkich mieszkańców naszego miasta z wiadomością o niej. Będą petycje do podpisania i ulotki informujące. Ludzie będą chodzili od drzwi do drzwi informując o akcji, będą informacje udostępnione mediom, uczelniom, kościołom itd., itp. Także ten mój wpis można potraktować jako część akcji informacyjnej kampanii "40 dni dla życia".

 

Dlaczego 40 dni? W biblijnej historii Bóg niejednokrotnie używał okresów 40-dniowych by odmienić ludzi, społeczności i narody. 40 dni padał deszcz w czasach Noego, przynosząc oczyszczenie i niszcząc zło: 40 dni modlił się Mojżesz na Górze Synaj, 40 dni Goliat urągał Izraelitom, odmieniając serce Dawida, który zdobył się na odwagę i go pokonał. Niniwa została uratowana przez 40 dniowy post i modlitwę na skutek ostrzeżeń Jonasza. Jezus przez 40 dniowy post na pustyni przygotował się do swej działalności, która odmieniła świat. Po zmartwychwstaniu Jezus przez 40 dni pouczał swych apostołów, którzy zostali całkowicie odmienieni.

 

My także możemy odmienić świat naszymi czterdziestoma dniami. Akcje takie przynoszą rezultaty. W kilku miastach doprowadziły do zamknięcia młynów aborcyjnych. Uratowały wiele ludzkich istot. Amerykanie coraz częściej zdają sobie sprawę, że coś z tą legalizacją aborcji w czasie całych dziewięciu miesięcy ciąży jest nie tak. Gdy co trzecia ciąża kończy się zabiciem dziecka, gdy ponad 40 milionów dzieci zostało zamordowanych od legalizacji tej zbrodni, gdy zabijane są nawet dzieci zupełnie zdrowe, dzieci zupełnie zdrowych matek i to w siódmym, ósmym, czy dziewiątym miesiącu ciąży, to te „prawa kobiece” zaszły naprawdę zbyt daleko.

 

Oczywiście każde życie ludzkie jest tak samo wartościowe i Kościół uczy, Bóg uczy, że zabicie dziecka w dziewiątym miesiącu ciąży jest takim samym grzechem, jak zabicie go w dziewiątym dniu. Jednak aby odmienić ludzkie serca, trzeba czasem apelować do uczuć. A te inaczej spostrzegają zabicie dziecka które „wygląda jak dziecko”, niż zabicie go zaraz po jego poczęciu. Jednak z naukowego, teologicznego, filozoficznego punktu widzenia nie ma tu różnicy: Żywy organizm, mający DNA człowieka jest człowiekiem. Co więcej, kod genetyczny nowego życia w organizmie matki różni się od samego początku od jej kodu genetycznego. Nie jest to więc nigdy część jej organizmu, zawsze jest to inny człowiek.

 

Łatwo sobie to wyobrazimy, gdy pomyślimy o momencie w którym archanioł Gabriel zwiastował Maryi, że została matką Bożego Syna. Dziecko, które w tym momencie powstało w jej łonie było od początku Synem Bożym, nie częścią Jej organizmu, prawda? I gdyby Je ktoś wtedy zabił, zabiłby Pana Jezusa. Tak jest z każdym nowym człowiekiem. Gdyby ktoś zabił zygotę, którą ja kiedyś byłem, to ja bym się nigdy nie urodził. Byłbym po prostu zamordowany.

 

Gdy sobie to uświadomimy, to staje się jasne, że aborcja jest zabiciem niewinnego człowieka. Jest niewyobrażalną wręcz zbrodnią. Jednak od razy chciałem tu dodać, że żadna zbrodnia nie jest zbyt wielka, by jej Bóg nie mógł wybaczyć.

 

Matki decydujące się na taki krok, jeszcze raz to podkreślę, często są zaszczute, zahukane, zabłąkane w swej trudnej sytuacji, często właśni rodzice i bliscy kładą wielki nacisk na to, by przerwały ciążę i nawet w swej rozpaczy nie są w stanie dostrzec tego, czym obiektywnie jest ten czyn, na który się zdecydowały. Opamiętanie przychodzi często znacznie później i żyją one całe lata w stanie depresji, żalu za tym, co się stało, z tęsknotą za swym dzieckiem, którego nigdy nie zobaczą. Ale pomoc dla nich istnieje. W Stanach jest wiele możliwości pomocy takim matkom. Bardzo dobrą organizacją jest Rachel’s Vineyard Ministries, www.rachelsvineyard.org .

 

Ponieważ w Stanach są miliony matek, które miały aborcję, one to paradoksalnie są częścią tego ruchu, który powoduje odmianę serc społeczeństwa USA. One bowiem widzą w swoim życiu, że nie był to „zwykły zabieg” jak wyrwanie zęba, czy usunięcie wyrostka robaczkowego. Widzą jak głębokie rany w ich psychice zostawiła ta tragiczna decyzja i jak bardzo trudno jest potem z nią żyć.

 

Aborcja nie rozwiązuje żadnych problemów. Nie pomaga kobiecie i z pewnością nie pomaga nienarodzonemu dziecku. Aborcja powoduje całą masę nowych problemów zdrowotnych, tworząc rany na ciele, duszy i psychice człowieka. I o ile rany na ciele czasem są nieodwracalne, to rany w sferze psychiki leczą takie organizacje jak Rachel’s Vineyard Ministries. Częścią tej terapii jest pogodzenie się z Bogiem, przez spowiedź świętą i przeproszenie Go. On na pewno wybaczy i, jak ojciec z przepowiedni o synu marnotrawnym, wybiegnie z rozpostartym ramionami przytulić powracającą na łono rodziny córkę.

 

A ja na koniec chciałbym zachęcić wszystkich do przyłączenia się do tej kampanii. Tych, którzy są w Stanach do aktywnego udziału w modlitwach pod klinkami mi aborcyjnymi, tych w Polsce i innych krajach proszę o post i modlitwy w tej intencji. Zwłaszcza kapłanów i siostry zakonne, ale też wszystkich ludzi dobrej woli. Bo wspólnie możemy naprawdę zatrzymać bieg historii i odwrócić to zło, jakie się stało gdy aborcja została zalegalizowana. Jestem przekonany, że już niedługo będzie ten dzień, gdy odmieni się nie tylko prawo, ale głownie serca Amerykanów i gdy aborcja będzie czymś tak odstręczającym i oburzającym dla wszystkich, jak teraz jest choćby niewolnictwo. Serdeczne Bóg zapłać.

 

Czuwaliśmy także w nocy. Klika aborcyjna w Charlotte:
Image Hosted by PicturePush - Photo Sharing
Biskup Peter Jugis także dołączył do tej akcji, modląc się wraz z wiernymi swej diecezji:
Image Hosted by PicturePush - Photo Sharing
Większość młodych ludzi jest pro life, dlatego w końcu odniesiemy zwycięstwo.
Image Hosted by PicturePush - Photo Sharing

Odsłon: 617 Komentarzy: 14


Moje drogi nie są waszymi drogami

Kategoria: Kościół Monday, 19 September 2011, 02:13

Mam wrażenie, że w ostatnich tygodniach nasilają się ataki złego na Kościół i na naszą wiarę. Kontrowersje związane z zatrudnieniem w publicznej TV Nergala, czy bulwersująca okładka ostatniego Newsweeka to tylko parę przykładów. I do tego  można odnieść wrażenie, że my nie robimy nic. Albo, precyzyjniej, nasz działania są zupełnie nieskuteczne.


Jednak co można zrobić w takiej sytuacji? Co powinniśmy robić? Gdy protestujemy, spotykamy się z krytyką nie tylko naszych wrogów, ale także wielu katolików. Czy też ludzi uznających się za takich. Gdy ignorujemy te ataki na Kościół, na Biblię, na Boga, pokornie nastawiając drugi policzek, oddajemy tylko walkowerem pole walki i kudłaty zdobywa coraz to nowe przysiółki. Co więcej, przytępiamy, wypaczamy nasze sumienia i teraz wydarzenia, które oburzałyby wszystkich naszych rodaków zaledwie pokolenie, czy dwa temu, dziś u większości z nas nie powodują nawet zmarszczenia brwi.



Problemem jest oczywiście nasza letniość wiary. Problemem są te kremówki papieskie i laptopy na pierwszą komunię i króliczki znoszące jajka wielkanocne i palmy mające pięć metrów i przerośnięte krasnale w czerwonych kubraczkach, rodem z reklamy Coca Coli, udające Świętego Mikołaja. Problemem jest to, że tak naprawdę to nie kochamy ani Boga, ani naszych braci, a chrześcijaństwo zredukowaliśmy do jakiś symboli bez znaczenia. Problemem jest to, że nie znamy nauki Kościoła, a gdy ją nam ktoś przekazuje, odrzucamy ją często, sami sobie wybierając to, w co chcemy wierzyć.


Gdy mnie ktoś pyta dlaczego niby miałoby go oburzać zatrudnienie Nergala w TV, odpowiadam: "A czy nie oburzałoby Cię, gdyby ktoś promował osobę, która publicznie obraża twoją matkę? Twoją córkę? Czy nie miałbyś jakiś problemów z faktem, że telewizja, która głównie jest finansowana z twoich pieniędzy przeznacza je na tworzenie etatu dla osoby, która pluje ci w twarz i szarga wszystkie twoje świętości?" Czy to, że niektórym z nas nie przeszkadza Nergal w publicznej TV nie dowodzi tego, że nas naprawdę nie obraziło to, że podarł on Biblię? Że tak naprawdę to jest nam wszystko jedno?



Najwyraźniej my nie traktujemy Pana Boga tak personalnie, tak osobiście, jak traktujemy nasze matki. Gdyby ktoś powiedziałby coś obraźliwego na ich temat, krew sama by się w nas zagotowała. Ale gdy ktoś potargał Biblię? Hmm... Musimy być wyrozumiali, przecież znowu nic takiego się nie stało... Nie traktujemy Go także z takim szacunkiem i uwielbieniem, z takim oddaniem, jak to robią wyznawcy islamu. dla nich nie tylko jest nie do pomyślenia, by puścić płazem jakikolwiek atak, czy choćby jego pozór, na Allacha, ale także nie przepuściliby nikomu, kto obraziłby proroka Mahometa, czy świętą księgę Koranu.



Pomijam tu ich motywację, nie o tym jest mój wpis. Nie namawiam też w żaden sposób do przemocy. Chrześcijaństwo jest religią miłości, a miłość musi być wolna. Każda przemoc jest tej miłości zaprzeczeniem. Ale przecież nie znaczy to, że ma nam być wszystko jedno. Nie znaczy to, że nie moglibyśmy, że nie powinniśmy skutecznie się bronić. Choćby w formie skutecznego bojkotu. Bo żaden program w TV nie przetrwa bez publiczności, a jak bardzo to jest ważne także dla publicznej TV wie każdy, kto ogląda np. Wiadomości. Bardzo często chwalą się tam ile milionów ludzi ich oglądało.



Przytaczałem już parokrotnie słowa Pana Jezusa do mieszkańców Laodycei. Czyli do nas. To my staliśmy się dziś Laodyceą. Pan Jezus mówi:

Aniołowi Kościoła w Laodycei napisz: To mówi Amen, Świadek wierny i prawdomówny, Początek stworzenia Bożego: Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust. Ty bowiem mówisz: Jestem bogaty, i wzbogaciłem się, i niczego mi nie potrzeba, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi. Radzę ci kupić u mnie złota w ogniu oczyszczonego, abyś się wzbogacił, i białe szaty, abyś się oblókł, a nie ujawniła się haniebna twa nagość, i balsamu do namaszczenia twych oczu, byś widział. Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i nawróć się! (Ap 3, 14-19)



Co jednak możemy zrobić? Co mogą zrobić ci z nas, którzy nie chcą być letni w swej wierze? Zwracanie uwagi, protesty, awantury, bojkoty prowadzone przez grupki "ekstremów" - nie przynoszą żadnego skutku. Przynajmniej takie można odnieść wrażenia. A więc co? Czyżbyśmy mieli stwierdzić, że zrobiliśmy już wszystko i teraz to nam już została chyba tylko modlitwa i czekanie na cud?


No nie wiem. Przede wszystkim nie jestem przekonany co do tego, że zrobiliśmy już wszystko. Jeszcze większy problem mam ze stwierdzeniem, że modlitwa to coś, co nam zostaje wtedy, gdy już wszystkie inne sposoby zostaną wypróbowane. Raczej skłaniałbym się do tego, co powiedział kiedyś św. Ignacy Loyola: "Pracuj, jakby wszystko zależało od ciebie i ufaj, jakby wszystko zależało od Boga".   A zaufanie musi się wiązać z modlitwą. Musi być owocem modlitwy, konsekwencją tego, że o coś Boga będziemy prosić. Potem dopiero możemy ufać, że On nas wysłucha. Zatem modlitwa to nie jest coś, co nam zostaje na końcu. Modlitwa to coś, od czego wszystko musimy zaczynać. Także naszą pracę, także nasze protesty, także nasze dyskusje.


Mieliśmy bardzo ciekawe czytania w Kościele we wczorajszą niedzielę. Pierwsze z nich było z Księgi Proroka Izajasza:

Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko! Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje, i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu. Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami - wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje - nad waszymi drogami i myśli moje - nad myślami waszymi. (Iz 55,6-9)



"Myśli moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami" - mówi Bóg. My jednak ciągle uważamy, że Bóg jednak powinien raczej wybrać tę drogę, którą my Mu podpowiadamy. Niecierpliwimy się, zaczynamy wątpić, uważamy, że Bóg stracił już kontrolę. Że sobie chyba zaspał i nie widzi, co się wokół nas dzieje. Może zatem róbmy to, co do nas należy i ufajmy? Może to jeszcze nie czas żniw. Może owoce jeszcze niedojrzały.


Znalazłem gdzieś w Necie słowa Maryi, jakie przez siostrę Łucję przekazała ona papieskiemu wysłannikowi. Nie jestem ich w stanie obiektywnie zweryfikować, ale też nie ma żadnych podstaw, by im nie wierzyć. Siostra Łucja powiedziała:

„Ojcze, Matka Najświętsza jest bardzo zmartwiona, rozżalona, że tak bardzo zlekceważono jej orędzie z maja 1917 roku. Ani dobrzy ani źli ludzie nie liczą się z Nią. Dobrzy idą dalej swoją drogą nie przejmując się i nie wypełniając Niebieskich Nakazów, źli idą szeroką drogą zatracenia, nie dbając o kary, które im grożą."


Z jednej strony my, dobrzy ludzie, którzy często nie robimy nic. I to wystarcza złemu. On jest bardzo pracowitym stworzeniem, nie musimy mu pomagać. Wystarczy, że mu nie przeszkadzamy, on sobie z resztą poradzi. Z drugiej są osoby takie, jak Nergal. Wprost mówiące o tym, że służą kudłatemu. Otwarcie walczące z Kościołem i Bogiem. Ale przecież to nie oni są naszymi wrogami. Nic zatem dziwnego, że Maryja martwi się o jednych i o drugich.



Musimy się obudzić z letargu. Musimy wszyscy coś zrobić. Każdy z nas. Pewne złe duchy można pokonać tylko modlitwą i postem. Rzucanie w nie kamieniami nie jest zbyt skuteczną bronią. Post, modlitwa, pokora, umartwienia - są. Kudłaty nie wie jak z taką bronią walczyć. A walczyć musimy. Zwłaszcza o takich ludzi jak Nergal. Także o tych, którzy dali mu pracę w TV i wszystkich tych, którzy to popierają. Naprawdę się za nich modlić. Szczerze. Jak o własne dzieci. Im więcej ludzi wygramy dla Pana, tym mniejszą armię będzie miał zły. Nie zapominajmy, że Bóg nie kocha ich mniej, niż któregokolwiek z nas. On jak ojciec z przypowieści o marnotrawnym synu każdego dnia wyczekuje ich powrotu. Nie bądźmy jak ten skarcony przez ojca starszy brat.



Wczorajsza Ewangelia przypomniała nam przypowieść o robotnikach w winnicy:

Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy! A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych! Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty. Na to odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi. (Mt 20,1-16a)



Jawna niesprawiedliwość, prawda? Ci, co godzinę pracowali dostali taką samą zapłatę, jak ci, co pracowali dwanaście godzin? W chłodzie poranka i spiekocie dnia? "Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje - nad waszymi drogami i myśli moje - nad myślami waszymi" - powiedział Pan Izajaszowi. Więc może nie powinniśmy się domagać tak głośno sprawiedliwości, bo sprawiedliwość Boga może i nas dotknąć. Błagajmy Go o miłosierdzie, bo jaką miarą my mierzymy, taką i On nam wymierzy. I miłosierdziem zdziałamy znacznie więcej. Nawrócony Nergal byłby wspaniałą postacią w publicznej TV.


Co zatem? Odpowiedź jest bardzo prosta. Każdy z nas musi robić swoje. Powróćmy do Fatimy, przypomnijmy sobie o co Maryja nas prosiła. Jej orędzie jest dziś bardziej aktualne, niż było kiedykolwiek w historii. Nie tylko aktualne, ale wręcz jest ono dziś ostatnim wołaniem, ostatnią naszą nadzieją. Czy też precyzyjniej: Nasza na nie odpowiedź, nasze działanie  jest tą ostatnią nadzieją.



Bo choć Bóg mógłby zrobić wszystko bez nas, to przecież nigdy tak nie robił. On nie jest jedynie naszym Panem, On jest przede wszystkim naszym Ojcem. Nie chce nas do niczego zmuszać, daje nam wybór. Do końca. Traktuje nas jak dorosłe, mądre dzieci i nie ogranicza nigdy naszej woli. Ale w zamian także oczekuje od nas czegoś. Skoro On nas traktuje jak dorosłych, zachowujmy się jak dorośli. Czyli odpowiedzialnie. A gdy nie wiemy skąd wziąć taki przykład, popatrzmy na Franciszka i Hiacyntę z Fatimy. One nas mogą nauczyć dorosłego i odpowiedzialnego podejścia do życia.


W czasach starożytnych, w dawnych królestwach, nawet następca trony był traktowany jak niewolnik. Oddawany pod nadzór nauczycieli, opiekunów, musiał ich we wszystkim słuchać i być im posłusznym. Dopiero gdy doszedł do odpowiedniego wieku, zaczynał funkcjonować jako królewski syn. I my, przed przyjściem Jezusa, przed Zesłaniem Ducha Świętego byliśmy niewolnikami Prawa i nie rozumieliśmy wszystkiego. Nie znaliśmy Planu Bożego. Dopiero teraz, w Kościele, staliśmy się prawdziwymi Dziećmi Bożymi. Zacznijmy zatem się zachowywać jak na Dzieci Boże przystało, bo jak pisze św. Jan w swym Pierwszym Liście, "rzeczywiście nimi jesteśmy". Nie dlatego, że nam to ktoś nakazuje, ale z miłości do Ojca, z miłości do braci i dlatego, że już wiemy, czego On od nas oczekuje.



Wspólnota Marto. To jedna z dróg, która może pomóc, by iść za wołaniem naszej Królowej Matki. Na pewno nie jedyna droga, bo dróg do Królestwa jest wiele. Ale jest to pewna propozycja. Zapraszam do zapoznania się z tą naszą wspólnotą. Razem jest raźniej, bo możemy się wspierać radą i modlitwą. I mówiąc o modlitwie, przypominam, że we wspólnocie staramy się nie tylko zadośćuczynić Bogu i Maryi za wszystkie bluźnierstwa, jakich ludzie się przeciw Nim dopuszczają, ale modlimy się o nawrócenie wszystkich grzeszników. Przyłączcie się, razem będzie raźniej.

____________

I to już koniec felietonu, ale będzie jeszcze PS. Piszę te słowa w Louisville, Kentucky, w mojej ciężarówce, oczekując na rozładunek. Byłem wczoraj w kościele św. Marcina i chciałbym jeszcze napisać o nim kilka słów. Chciałbym to zrobić dlatego, że my mamy często dość negatywne skojarzenia, gdy myślimy o kościołach w Zachodniej Europie i w Ameryce. I chociaż te wyobrażenia nie zawsze są bezpodstawne, to przecież prawda jest taka, że tu, w USA, mamy wielu wspaniałych biskupów, tysiące cudownych księży i wiele wspaniałych parafii. Parafia św. Marcina w Louisville także do nich należy.



Założona, sądząc po napisie na przykościelnej szkole, przez niemieckich imigrantów, dziś służy wszystkim Amerykanom. Tradycyjna budowla, o architekturze w której widać romańskie i gotyckie elementy, ale to, choć ważne, nie jest tu najważniejsze. Istotne jest to, że w tym kościele jest tak dużo tradycyjnych katolickich elementów. Są witraże, są statuy świętych, są relikwie, obrazy, piękna Droga Krzyżowa i do tego nieustająca Adoracja Najświętszego Sakramentu. Pod bocznymi ołtarzami,w szklanych trumnach spoczywają męczennicy z czasów prześladowań Kościoła w pierwszych wiekach, jest tam też relikwiarz Świętej Faustyny, na tle obrazu z polskim napisem "Jezu ufam Tobie". A sama liturgia także była niebiańska, i nawet kazanie było mądre... Nie dziwi więc nikogo, że i Msza w Nadzwyczajnym Rycie także jest odprawiana właśnie w tamtej parafii.


A ponieważ jedno zdjęcie jest warte tysiąc słów, a ja tych słów powiedziałem już tu o wiele za dużo, to po prostu zapraszam do obejrzenia fotek. Są to miniaturki, które otworzą się po kliknięciu na nie, jeżeli ktoś chciałby się przyjrzeć szczegółom. Pierwsze fotki to  plebania, w której pewnie też są jakieś administracyjne pomieszczenia i szkoła. Pozostałe fotki z samej świątyni, a na końcu widać kaplicę adoracyjną, która ma nawet kamerę internetową i można ją odwiedzić także wirtualnie.



Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush Image Hosted by PicturePush



Odsłon: 960 Komentarzy: 23


Katolicki Poradnik Wyborców

Kategoria: Polityka Monday, 09 May 2011, 06:52

Każdy katolik powinien bezwarunkowo głosować zgodnie z moralnym nauczaniem Kościoła Katolickiego. Pamiętając, że sporo politycznych decyzji jest wyborem między dobrymi, albo neutralnymi z moralnego punktu widzenia możliwościami, wiemy, że katolicy mają tu całkowitą wolność wyboru. Są jednak pewne zagadnienia, które nigdy nie podlegają dyskusji. Są rzeczy, które możemy jednoznacznie i w każdej sytuacji określić, jako moralnie złe. Są propozycje, na które nigdy żaden chrześcijanin nie może przystać. I właśnie o niektórych z nich chciałem kilka słów napisać.



Oczywiście nie zawsze nasz wybór jest prosty. Nie zawsze udaje się znaleźć kandydata, który zawsze postępuje według nauczania Kościoła. Często politycy, nawet ci, którzy głośno podkreślają, że są chrześcijanami, katolikami, którzy chętnie się pokazują w towarzystwie biskupów, którzy nie pogardzą żadną okazją by się pokazać w mediach uznających się za katolickie – nie głosują zgodnie z nauczaniem Kościoła. Dlatego jest bardzo ważne, by sprawdzać ich stanowisko w poniższych kwestiach. Nie tylko to, co obiecują na przyszłość, ale przede wszystkim ich dotychczasową działalność.



Każdy ma prawo do poprawy. Życzę każdemu, by się nawrócił. Powiem więcej: Modlę się codziennie o nawrócenie każdego grzesznika i jestem gotów na wiele postów i wyrzeczeń w tej intencji. Pan Jezus jednak nakazał nam rozsądek. Naiwność w polityce nie jest zaletą, a czyny mówią głośniej niż słowa. Zatem rozliczajmy polityków.



Tylko w sytuacji, gdy nasz wybór będzie „mniejszym złem” jest dopuszczalne głosowanie na polityka, który ma poglądy sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Na przykład gdy mamy do wyboru dwóch kandydatów, z których jeden ma poglądy zupełnie niemoralne, a drugi choć w kilku sprawach zgadza się z Kościołem, nie tylko możemy, ale wręcz powinniśmy glosować na tego „trochę lepszego”. Zawsze jednak należy szukać i popierać kandydatów, którzy są czymś lepszym, niż „mniejsze zło”.



Bardzo ważne jest także to, by nie głosować „na partię”, ale na poszczególne osoby. Gdy mamy „listę” - skreślać z niej tych, którzy są nie do zaakceptowania. W dzisiejszych czasach jest bardzo łatwo zdobyć i przekazać innym informacje o poszczególnych kandydatach. Media katolickie powinny konkretnie pytać kandydatów o ich stanowisko w sprawie zagadnień niepodlegających dyskusji i publikować ich stanowisko. Powinni być oni także rozliczani z dotychczasowej działalności.



Pamiętajmy też, że są pewne partie, które programowo są nie do zaakceptowania przez chrześcijanina. Partie, które mają wpisaną w swój program działalność sprzeczną z nauczaniem Kościoła. Trudno sobie wyobrazić możliwość, by katolik głosował na jakiegokolwiek przedstawiciela takiej partii. Świadome oddanie na nich głosu jest grzechem i może być to nawet grzech śmiertelny, pozbawiający nas łaski uświęcającej, a więc także zbawienia.



Musimy również wiedzieć, że dobrowolna rezygnacja z udziału w wyborach może być grzechem. Nawet śmiertelnym. Złemu wystarczy, gdy po prostu nic nie zrobimy. Wokół nas toczy się walka o dusze i nasza rezygnacja z jej podjęcia to zwykła dezercja, a dezerterów karze się śmiercią. W tym przypadku jest to nawet gorsza śmierć, bo śmierć duchowa.


Katechizm Kościoła Katolickiego uczy nas, że

2239 Obywatele mają obowiązek przyczyniać się wraz z władzami cywilnymi do dobra społeczeństwa w duchu prawdy, sprawiedliwości, solidarności i wolności. Miłość ojczyzny i służba dla niej wynikają z obowiązku wdzięczności i porządku miłości. Podporządkowanie prawowitej władzy i służba na rzecz dobra wspólnego wymagają od obywateli wypełniania ich zadań w życiu wspólnoty politycznej.
2240 Uległość wobec władzy i współodpowiedzialność za dobro wspólne wymagają z moralnego punktu widzenia płacenia podatków, korzystania z prawa wyborczego, obrony kraju.




Kongregacja Nauki Wiary w 2002 roku, gdy przewodził jej kardynał Ratzinger, wydała dokument „Nota doktrynalna o niektórych aspektach działalności i postępowania katolików w życiu politycznym”. Warto się z tą notą zapoznać. Możemy tam przeczytać między innymi:


W ciągu minionych dwóch tysięcy lat historii chrześcijanin uczestniczył w życiu tego świata na różne sposoby. Jednym z nich był udział w działalności politycznej, jak pisał jeden z kościelnych autorów pierwszych wieków, chrześcijanie «podejmują wszystkie obowiązki w życiu publicznym jako obywatele». Pośród świętych czczonych przez Kościół wielu jest mężczyzn i kobiet, którzy służyli Bogu przez ofiarny udział w działalności politycznej i sprawowaniu rządów. Należy do nich św. Tomasz Morus, ogłoszony patronem rządzących i polityków, który potrafił świadczyć o "niezbywalnej godności sumienia»  nawet za cenę męczeństwa. Choć poddawany był różnym formom nacisku psychicznego, nie zgodził się na żaden kompromis, lecz dochowując «niezłomnej wierności prawowitym władzom i instytucjom», która go wyróżniała, swoim życiem i śmiercią potwierdził, ze «człowiek nie może oderwać się od Boga ani polityka od moralności". [...]

[Z] nauczania Soboru Watykańskiego II wypływa wniosek, że «świeccy nie mogą rezygnować z udziału w 'polityce', czyli w różnego rodzaju działalności gospodarczej, społecznej i prawodawczej, która w sposób organiczny służy wzrastaniu wspólnego dobra», a która obejmuje umacnianie i obronę takich dóbr, jak porządek publiczny i pokój, wolność i równość, poszanowanie życia ludzkiego i środowiska, sprawiedliwość, solidarność itd. [...]

W ostatnim okresie, często pod wpływem nawarstwiających się wydarzeń, pojawiają się dwuznaczne poglądy i budzące zastrzeżenia postawy, co stwarza potrzebę jasnego przedstawienia ważnych aspektów i wymiarów poruszanej tu problematyki. […]

Można się dziś zetknąć z pewnego rodzaju relatywizmem kulturowym, przejawiającym się wyraźnie w próbach teoretycznego uzasadniania i obrony pluralizmu etycznego, który sankcjonuje dekadencję rozumu oraz rozkład zasad naturalnego prawa moralnego Pod wpływem tej tendencji nierzadko niestety pojawiają się w deklaracjach publicznych tezy, ze tego rodzaju pluralizm etyczny jest warunkiem demokracji  W konsekwencji dochodzi do tego, ze z jednej strony obywatele domagają się uznania całkowitej autonomii swoich wyborów moralnych, z drugiej zaś ustawodawcy uważają, ze wyrazem poszanowania tej wolności wyboru jest tworzenie praw nie liczących się z zasadami etyki naturalnej i ulegają przemijającym tendencjom kulturowym i moralnym, tak jakby wszystkie możliwe wizje życia miały taką samą wartość Jednocześnie żąda się od znacznej części obywateli, w tym także od katolików, aby w imię opacznie rozumianej tolerancji rezygnowali z uczestniczenia w życiu społecznym i politycznym swoich krajów w sposób zgodny z wizją człowieka i dobra wspólnego, którą uważają za prawdziwą i słuszną z ludzkiego punktu widzenia i którą chcieliby realizować za pomocą legalnych środków, jakie demokratyczny porządek prawny zapewnia wszystkim członkom wspólnoty politycznej Historia XX wieku jest wystarczającym dowodem na to, ze słuszność mają ci obywatele, którzy są przekonani o całkowitej błędności relatywistycznej tezy, negującej istnienie normy moralnej zakorzenionej w samej naturze istoty ludzkiej, wedle której należy oceniać każdą wizję człowieka, dobra wspólnego i państwa.

[…] Wolność polityczna nie jest i nie może być oparta na relatywistycznej tezie, że wszystkie wizje dobra człowieka są równie prawdziwe i mają taką samą wartość.

 [...]Chrześcijanin winien «w zakresie porządku spraw doczesnych uznawać uprawnione różnice poglądów», ale zarazem musi też wyrażać sprzeciw wobec koncepcji pluralizmu opartej na relatywizmie moralnym, która szkodzi samej demokracji, ta bowiem potrzebuje prawdziwych i solidnych podwalin, to znaczy zasad etycznych, które ze względu na swą naturę i rolę, jaką pełnią w życiu społecznym, nie mogą być przedmiotem «negocjacji».

[...]Jan Paweł II, w duchu niezmiennego nauczania Kościoła, wielokrotnie przypominał, że na wszystkich, którzy bezpośrednio uczestniczą w ciałach ustawodawczych, spoczywa "konkretna powinność przeciwstawienia się» jakiejkolwiek ustawie stanowiącej zagrożenie dla ludzkiego życia. Obowiązuje ich — tak jak każdego katolika — zakaz uczestnictwa w kampaniach propagandowych na rzecz tego rodzaju ustaw, nikomu też nie wolno ich popierać oddając na nie głos.

[...]Gdy dochodzi do konfrontacji polityki z zasadami moralnymi, które nie mogą być uchylone, nie dopuszczają wyjątków ani żadnych kompromisów, zadanie katolików staje się szczególnie ważne i odpowiedzialne. W obliczu tych fundamentalnych i niezbywalnych nakazów etycznych wierzący muszą zdawać sobie sprawę, że w grę wchodzi sama istota ładu moralnego, od którego zależy integralne dobro ludzkiej osoby. Odnosi się to na przykład do ustaw dotyczących aborcji i eutanazji [...] W myśl tej samej zasady należy przypominać o obowiązku poszanowania i ochrony praw ludzkiego embrionu.

[…] nikomu z ludzi wierzących nie wolno powoływać się na zasadę pluralizmu i autonomii świeckich w dziedzinie polityki, aby popierać rozwiązania, które przekreślają lub podważają zasady etyczne o fundamentalnym znaczeniu dla dobra wspólnego społeczeństwa. Nie chodzi tu w istocie rzeczy o «wartości wynikające z wyznawanej wiary», ponieważ te zasady etyczne zakorzenione są w samej naturze człowieka i stanowią część naturalnego prawa moralnego.

[…] Zabierając głos w tej sprawie, Urząd Nauczycielski Kościoła nie zamierza sprawować władzy politycznej ani odbierać katolikom prawa do wolności opinii w konkretnych sprawach. Pragnie natomiast — zgodnie z właściwą sobie misją — kształtować i oświecać sumienia wiernych, tych zwłaszcza, którzy poświęcają się działalności politycznej, tak aby ich wysiłki przyczyniały się zawsze do integralnego postępu człowieka i dobra wspólnego. Przez swoje nauczanie społeczne Kościół nie chce uczestniczyć w rządzeniu poszczególnymi krajami. Niewątpliwie natomiast nakłada na wiernych świeckich moralny obowiązek wierności przekonaniom, obowiązek wpisany w ich sumienie, które jest jedno i niepodzielne.




A zatem o które to zagadnienia chodzi? Jakie pięć rzeczy nigdy nie może podlegać dyskusji i zawsze jest niemoralne? Jakich rzeczy nie może popierać polityk, byśmy mogli z czystym sumieniem na niego glosować? Oto one:


1.Aborcja
2.Eutanazja
3.Badania na embrionalnych komórkach macierzystych
4.Zapłodnienie „in vitro”
5.„Małżeństwa” homoseksualne.



Oczywiście są także inne sprawy zawsze niemoralne, jak np. klonowanie ludzi, ale w Polsce chyba nikt dziś nie proponuje praw zezwalających na taką działalność. Powyższa lista może być zresztą powiększona, lub zmodyfikowana. Ważnie jest także i to, by nie tylko informować katolików o tym, co jest zawsze i w każdej okoliczności niemoralne, ale także tłumaczyć dlaczego tak jest.



Na koniec powtórzę jeszcze raz: Nie ma w Polsce, ani nigdzie na świecie „idealnej partii”. W każdej są osoby, które mają poglądy niezgodne z nauką Kościoła. Jednak gdy my, poinformowani katolicy, zaczniemy rzeczywiście głosować według tego, czy polityk postępuje zgodnie z nauczaniem Boga i Kościoła, partie same zaczną promować kandydatów których my, katolicy, możemy bez konfliktu sumienia zaakceptować.



Sprawdzajmy zatem nie tylko programy partyjne. Te zresztą zwykle są pełne pustych obietnic, z których i tak nigdy nic nie wychodzi. Sprawdzajmy przede wszystkim konkretnych kandydatów i ich poglądy na te najważniejsze sprawy.



Pan Jezus w Kazaniu na Górze powiedział:


„Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie. Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? […] Starajcie się naprzód o królestwo /Boga/ i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane.”



Zatem nie rozwiązanie zagadki katastrofy smoleńskiej, nie wykorzystanie unijnych środków, nie kurs franka, inflacja i wysokość bezrobocia, nie tempo budowy autostrad i nie kwestia posyłania sześciolatków do szkoły musi tu mieć decydujące znaczenie. W tych sprawach katolicy mogą mieć różne poglądy. Jest to ich prawo. Głupota nie jest kategorią moralną. Jednak w kwestii aborcji, eutanazji, „małżeństw” homoseksualistów, finansowania przez państwo zabiegów in vitro, czy nawet zezwalania na nie i w sprawie badań z użyciem embrionalnych komórek macierzystych – żadne kompromisy, ani żadne specjalne okoliczności nie wchodzą nawet w grę.


Pomyślcie o niewolnictwie. Przecież nie tak dawno jeszcze w USA było ono nie tylko legalne, ale wielu ludzi twierdziło, że nie ma w tym nic złego. Podawali tysiące argumentów usprawiedliwiających ich poglądy. Sprawa ta tak spolaryzowała USA, że stała się ona powodem wybuchu wojny domowej. To było zaledwie 150 lat temu. A dziś nikt normalny nawet nie pomyśli, że istnieje jakakolwiek sytuacja usprawiedliwiająca zniewolenie innego człowieka. Dlaczego zatem usprawiedliwiamy możliwość zabicia niewinnej osoby w pewnych okolicznościach? Bo jest mała, bezsilna? Albo stara i schorowana? Argumenty za niewolnictwem są dużo lepsze i co z tego?



Dlaczego o tym piszę? To chyba oczywiste. Wielu naszych rodaków, uważających się za dobrych katolików, nie zgadza się z tym, że powyższe pięć punktów zawsze jest niemoralnych. Wielu z nich twierdzi, że zapłodnienie „in vitro” jest dobrem, że nie ma nic złego w tym, by dwoje kochających się ludzi było razem, nawet gdy są to osoby tej samej płci. Wielu uważa, że aborcja w pewnych szczególnych przypadkach powinna być dopuszczalna. Są tacy, co twierdzą, że eutanazja wynika z miłości bliźniego. Inni jeszcze twierdzą, że embrionalne komórki macierzyste mogą wyleczyć w przyszłości wiele chorób, więc należy prowadzić badania w tym kierunku. Wielu tak myśli, spotykam ich na swym forum niemal każdego dnia, lecz wszyscy oni są w błędzie.

W pierwszym czytaniu w ubiegłą niedzielę usłyszeliśmy te słowa:


To mówi Pan: Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela po to, byś słysząc z mych ust napomnienia przestrzegał ich w moim imieniu. Jeśli do występnego powiem: Występny musi umrzeć - a ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi - to on umrze z powodu swej przewiny, ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie. Jeśli jednak ostrzegłeś występnego, by odstąpił od swojej drogi i zawrócił, on jednak nie odstępuje od swojej drogi, to on umrze z własnej winy, ty zaś ocaliłeś swoją duszę. (Ez 33,7-9)



To nie są słowa skierowane tylko do proroka Ezechiela. To są słowa skierowane także do nas. Gdy my będziemy milczeć, będziemy współodpowiedzialni za grzechy innych. Ich grzechy mogą spowodować utratę naszego zbawienia tylko dlatego, że ich nie upomnieliśmy.



Wszyscy tworzymy Kościół, Ciało naszego Pana. A w zdrowym ciele każdy członek musi być zdrowy. To, że tak wielu katolików nie zna moralnego nauczania Kościoła, nie zna przyczyn takiego nauczania, to także moja i Wasza wina. Nie wolno nam milczeć. Musimy o tym pisać, musimy o tym mówić i przede wszystkim musimy sami rozumieć dlaczego te rzeczy zawsze, w każdych okolicznościach są niemoralne.



Nie sprzedawajmy naszej duszy za miskę soczewicy. Nie głosujmy na nikogo dlatego, że nam obiecuje gruszki na wierzbie. Naszym Panem bowiem jest Jezus, a nasze Królestwo nie jest z tego świata. Tu jesteśmy tylko pielgrzymami. Uważajmy zatem, byśmy w tej pielgrzymce sami nie pobłądzili i nie zaprowadzili innych na manowce. Trzymajmy Maryję za rękę, wpatrujmy się w Światło Jezusa, który jest Drogą Prawdą i Życiem i prośmy Ducha Świętego o Jego dary: mądrości, rozumu i rady, a w sprawach dotyczących moralności zawsze słuchajmy Kościoła. On bowiem mylić się nie może.

Odsłon: 1676 Komentarzy: 63


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.