
Wednesday,09 June 2010,18:14
Kategoria: Polityka Wednesday, 09 June 2010, 18:14
JA PROPONUJĘ USUNIĘCIE NAPIERALSKIEGO Z POLITYKI
Polityk to podobno człowiek mądry. Jednak w tym przypadku dostrzegam dość znaczne przytłoczenie przez pędzący świat materializmu, gdzie miejsce na moralność zastępuje… laptop. Nie wiem czy w tym przypadku wszystkie szare komórki zostały doszczętnie zniszczone, a sumienie zagłuszone w 100% czy to tylko taka forma lansu, żeby w tych trudnych czasach być fajnym, modnym, cool, trendy…
Zawsze patrzyłem na lewicę z przymrużeniem oka. Te ich chore ambicje. Brnięcie w błoto do pasa w klapkach japonkach. Wiem, że chcą zrobić Zachód. Lepszą Polskę zbudować…
Tylko w jakie imię? Cóż dobrego może przynieść ich panowanie… dobrobyt?
Czym? Niszcząc moralność ludzką mogą jedynie do głosu agonii starców i krzyków nienarodzonych doprowadzić, walcząc jednocześnie o In vitro zredukować funkcję rodziny do minimum. Na Boga, to woła o pomstę do nieba. Sodoma i Gomora współczesna stanie na polskiej ziemi. I nie będzie już czystego i nieskalanego, bo zło zatryumfuje, gdyż ludzie moralność swoją za komputer sprzedadzą. A gdzie Bóg? Gdzie honor? Gdzie ojczyzna? Czy to tylko slogany?
Jak tutaj być tolerancyjnym… jak tutaj akceptować to wszystko co się dzieje? Coś na czym ten kraj był budowany. Kamień węgielny zostaje odrzucany. W imię wolności, którą jedynie samowolą można nazwać.
Najpierw walczyli o zdjęcie krzyża. A niby dlaczego? Brak znaku nie jest tolerancją. Jest jej brakiem. To promowanie ateizmu a nie równość religii. Taka forma maniupacji.
Następnie walka pod krzyżem. Walka o pamięć. Krzyż przecież nie może dzielić. Krzyż musi łączyć! I znów wszystko ukazane przez pryzmat patologii… jako bezsens trwania, bezsens możności. Taka forma manipulacji.
A teraz walka z katechezą. Walka z moralnością. Bo ludzie nie chcą? Jacy ludzie? Dla mnie zupełnie niepojętym argumentem są słowa, że ludzie chcą usunięcia… że można te pieniądze lepiej zagospodarować? Niszcząc moralność? Niszcząc człowieka? A gdzie w tym wszystkim miłość, która jest więzią doskonałości? Znów materializm i ucieczka przed dobrem, bo ono zło ukazuję. Jak człowiek zniszczy dobro nie będzie musiał tłumaczyć się ze zła. Taka forma manipulacji!
Z Chrystusem walczą od wieków. I walczyć będą. Zły działa nieustannie. Tylko miłością można go pokonać. Nie bójmy się zwyciężać zło dobrem!
Czy osoba, która walczy z moralnością… która chce zabijać bezbronnych i chorych… która popiera związki homo i chce dać im dzieci może chcieć czegoś dobrego dla kraju? Czy to nie jedynie manipulacja? Czy to nie gra z ludźmi…
Za komuny rozpijano naród, bo narodem pijanym łatwiej manipulować. Dzisiaj puszczają marny slot w TV i myślą, że tym załatwią wszystko. Otwórzmy serce… bo najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Odsłon: 213 Komentarzy: 1
Tuesday,09 March 2010,15:16
Kategoria: Religia Tuesday, 09 March 2010, 15:16
Moja prezentacja maturalna :))
Święty według Słownika Języka Polskiego to osoba cnotliwa i bardzo dobra, godna czci i szacunku, a nawet nietykalna i nienaruszalna. Jest to również człowiek uznany przez Kościół za zbawionego i godnego kultu, tak jak heroiczny Maksymilian, altruistyczna Matka Teresa, czy też mistyczny Jan od Krzyża. Bardzo często ludzie właśnie przez taki pryzmat patrzą na świętego a nie potrafią dostrzec doskonałości w zwykłym śmiertelniku. Według mnie wygląda to zupełnie inaczej. Święty to nie koniecznie doskonały. Święty to po prostu inny. To osoba, która ciągle pracuje nad sobą, która w swoim życiu religijnym dzieli otaczający ją świat i całe swe egzystowanie na dwie części: sacrum – jako świętą sferę przeznaczoną Bogu, i profanum – jako świat rzeczy zwykłych i całkowicie świeckich. Święty to człowiek pełen cnót, zawsze kierujący się miłością jako wartością nadrzędną, nie tracący nadziei, która prowadzi do głębokiej wiary i zawierzenia Stwórcy. Człowiek święty to osoba, która zdaje sobie sprawę ze swojej ułomności i niedoskonałości przy całkowitym zaufaniu i świadomości, że tylko Bóg jest doskonały. Świętość natomiast to swoisty proces stawania się świętym, taka droga do uświęcenia. W swojej pracy postaram się przedstawić spojrzenie na świętego i świętość w literaturze polskiej i powszechnej. Świętego natomiast jako nie koniecznie doskonałego, ale za to zupełnie odmiennego od stereotypu a jednocześnie od całego społeczeństwa, które czasem bardzo błędnie ocenia człowieka.„Słowem, brać tych skrupułów nie trzeba dosłownie: Wszak wiedzieć nikt nie będzie, a niech pani wierzy, Że zło naszych postępków w ich rozgłosie leży. Zgorszenie świata – oto, co sumienie gniecie, I wcale ten nie grzeszy, kto grzeszy w sekrecie”. Jako pierwszy przykład przedstawię „Świętoszka” – Moliera, jako doskonały przykład z literatury powszechnej świetnie obrazujący fałszywą świętość, pokazujący jak łatwo pod osłoną pseudodoskonałości zmanipulować człowieka. Udając bardzo mocno wierzącego, pełnego cnót i skromnego chrześcijanina, Tartuffe jest jednocześnie człowiekiem, który lubi uciechy życia: nie stroni od dobrego jedzenia, kosztowności, uciech cielesnych! Swym ascetycznym zachowaniem, pełnym głębokiej miłości i chęci pomocy, wzbudza bardzo silne uczucia u ludzi. Jest świetnym psychologiem i manipulatorem, gdyż bez problemu potrafi zdobyć zaufanie Orgona i jego matki pani Perenell. Tartuffe bez większych problemów okręca sobie pana wokół palca, mówi nawet, że „to człowiek stworzony by go za nos wodzić.” Świętoszek stał się nawet strażnikiem honoru w domu Orgona, prowadząc swoisty dżihad z grzechem i nieprawością. Elmira jednak demaskuję kłamcę. Pokazuje wszystkim jego prawdziwe oblicze. Niestety jest już za późno. Orgon zapisał wszystko Świętoszkowi, cały dom, cały majątek. A państwo pozostali teraz bez dachy nad głową. I tutaj właśnie dostrzegamy prawdziwą – bezwzględną twarz kłamcy! Był zwykłym oszustem, któremu do świętości dużo brakowało, który został nazwany świętem, mimo całkowitej niesubordynacji. Kłamstwo, intryga, fałszywa pobożność to wszystko było jego świętością, która miała uczynić go doskonałym jedynie w oczach innych, gdyż na prawdziwej świętości nie zależało mu w ogóle. Tartuffe otrzymał jednak swoją nagrodę – więzienie. Nie da się budować świętości na kłamstwie, na manipulowaniu i dążeniu jedynie do własnego dobra! Widzimy więc, że postrzeganie ludzi bardzo często jest błędne, że ktoś kto w oczach mas jest ideałem w rzeczywistości jest jedynie marną imitacją człowieka! Trzeba patrzeć na czyny, bo po owocach ich poznacie!„Ojcze! Uczyń z tego ciała dom, gdzie będziesz chętnie przychodzić, aby odpocząć, kaplicę, gdzie rano i wieczorem rozbrzmiewa śpiew!” Chciałbym przedstawić teraz przykład z literatury francuskiej – dzieło Daniela Ange, pt. „Zraniony Pasterz”. Kiedy spotykamy Emmanuela jest całkowicie zagubiony. Jest słaby i grzeszny. Porzucił swój dom i uciekł w nieznane. Stracił własną osobowość, własną godność i osiągnął całkowite dno egzystencji! Był nikim. Podróż przez zgliszcza swego wnętrzna prowadzi go zawiei, gdzie spotyka Pasterza – chłopca grającego na fujarce, który nie chce od niego nic brać, który jedynie chce dawać. Emmanuel i Jezus stają się przyjaciółmi. Spotkanie z Pasterzem to dla bohatera niezwykła przygoda. Jezus wchodzi w głąb, wchodzi we wnętrze duszy Emmanuela i ulecza. Podróż przez bezziemie serca nie była jednak łatwa, wspomnienia bolały, i to bardzo. Więzienie, proces, wizyta u wróżki, te wszystkie role, które grał, ta długa droga prowadząca do śmierci. Jednak ostatecznie zwyciężyła miłość. Jezus dotknął serca Emmanuela, stało się czyste i spokojne! Emmanuel zrozumiał, że „Bóg nie może nic zrobić, nie przechodząc przez serce.” Zrozumiał, że jedynie dawanie jest szczęściem, że to jest droga do radości, że to jest jego świętość. Więcej dawać niż brać. Zrozumiał, że nie jest stworzony dla neonów, ale dla słońca, że życie bez prawdy jest tylko nocą. Nie chciał już błyszczeć, chciał pomagać. Zrozumiał również, że to nie Bóg jest winien złu, że to On jest jego pierwszą ofiarą! Widzimy więc, że Emmanuel był zwykłym grzesznikiem, człowiek słabym i kruchym, który uciekał przed swą niedoskonałością. Ale właśnie ta droga na dno stała się początkiem innej wędrówki – ku szczytom niebieskim. Spotkał na swej drodze miłosierdzie i przebaczenie. Powiedział „tak chcę” i ruszył zupełnie nową drogą spotykając na niej wielu świętych. I w końcu sam się stał świętym, nie pomimo tego, że wcześniej był zły, ale właśnie dlatego! Dlatego, że potrafił zerwać z tym co oddziela od Boga, by ostatecznie Mu zaufać i oddać swą słabość w Jego ręce. Stał się święty, gdyż bagaż doświadczeń sprawił, że miłość była czymś najistotniejszym! Przebaczenie otrzymane od Jezusa, było balsamem, było chrztem, zanurzeniem w miłosierdziu. Emmanuel odnalazł wreszcie zagubiony cel, którym było kochać. „Otworzył oczy: młodość – była dla niego światłem, miłość – jego życiem, źródłem – jego serce!” Zapewne w ocenie wielu był już wrakiem, był grzesznikiem zasługującym na śmierć. Nikt nie śmiałby nazwać go świętym, nikt nie śmiałby nazwać go wzorem! A jednak… ja jestem w stanie powiedzieć głośno i dobitnie – Emmanuel osiągnął świętość! Przyznał się do winy i zaczął wszystko od nowa, z sercem odmienionym. Ruszył pełen miłości, nieść ją wszystkim wokoło! „Pomimo wielkiej nędzy mojej nie lękam się niczego, ale mam nadzieję śpiewać pieśń chwały wiecznie (…) każdy może stać się wielkim świętym, bo wielka jest moc łaski Bożej.”Jako przykład z literatury polskiej przedstawię wybitne dzieło mistyczne „Dzienniczek siostry Faustyny”. Helena Kowalska była zwykłą dziewczyną. Taką samą jak każda inna. Jednak to właśnie ona została wybrana. Z całą swą słabością, z tym wszystkim, gdzie niedomagała, mówiła, że „bez Boga jest słabością samą, bez łaski Jego czym jest, jak nie otchłanią nędzy.” Została zanurzona jednak w tym wielkim dziele miłosierdzia. Wstąpiła do zakonu i przyjęła nowe imię – Faustyna. Nierozumiana bardzo często przez rodziców i przełożonych, musiała sama bronić tego co uważała za słuszne. W Faustynie było bardzo mocno zakorzenione pragnienie dążenia do świętości i rozumiała, że może to osiągnąć jedynie przez wypełnianie woli Bożej. Święta podczas jednej ze swoich medytacji miała łaskę poznania czym jest cała ta świętość. Mówi: „Ani łaski, ani objawienia, ani zachwyty, ani żadne dary jej udzielane, nie czynią jej doskonałą, ale wewnętrzne zjednoczenie duszy mojej z Bogiem.” Faustynie to się udało. Mimo wszystkich objawień, mimo wizji nie stała się pyszną egocentryczką, ale całkowicie powierzając się Bogu była jedynie „głosem wołającym na pustyni.” Święta Faustyna powiedziała również, że „stara się o świętość, bo przez to będzie pożyteczna Kościołowi.” Jej starania zostały zrealizowane. Nie tylko osiągnęła stan głębokiej harmonii i jedności z Panem, ale również dzięki jej wizjom kult Miłosierdzia Bożego stał się powszechny, stał się czymś bardzo istotnym i przynoszącym wiele obfitych łask. Widzimy więc, że mimo całej swej niedoskonałości, mimo słabości, braków i problemów siostrze Faustynie Kowalskiej udało się zjednoczyć duszę z Chrystusem i w ten sposób stać się świętym. Nie dzięki swym zasługą, ale dzięki łasce, która została na nią bardzo obficie wylana. Widzimy, że taki stan może osiągnąć każdy z nas. Wystarczy tylko zaufać! W oczach ludzi Faustyna była na początku wariatką, kłamcą, grzesznikiem. Z czasem stała się jednak kimś wyjątkowym, stała się święta! Widzimy, że jest to kolejny zupełnie odrębny obraz świętości, niebanalny i oderwany od stereotypu!„Bóg stworzył człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył, stworzył mężczyznę i niewiastę. (…) A wszystko co Bóg stworzył było dobre!” Jako ostatni przykład przedstawię Biblię. I ukazaną w niej pełnię świętości. Swoiste ad exitum perductum absolutum – coś w pełni doskonałego. Spójrzmy na Jezusa, na Jego dwie natury: ludzką – zwykłą słabą, jednak dążącą i szukającą świętości, oraz boską – idealną i perfekcyjną, którą już tę świętość osiągnęła z samego faktu istnienia. Sam Jezus mówi: „Bądźcie więc święci, jak Bóg jest święty”, a w innym miejscu „Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że JA JESTEM i że Ja nic od siebie nie czynię”. W tych słowach objawia się pełnia świętości Jezusa. Człowiek nie jest święty, nie jest doskonały, perfekcyjny, jest słaby i grzeszny, „bo jako grzesznika poczęła go matka”. Jednak św. Paweł mówi „ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny”. Tak jak Jezus, który „istniejąc w postaci Bożej nie skorzystał ze sposobności by na równi z Bogiem być, lecz ogołocił samego siebie stawszy się posłusznym aż do śmierci, a to była krzyżowa śmierć i Bóg Go wywyższył.” Widzimy więc, że człowiek nie jest święty tylko dlatego, że jest człowiekiem. O świętości świadczą jego czyny, nie wiara, nie nadzieja… tylko miłość, która jest więzią doskonałości, która wszystko znosi i wszystko przetrzyma. Grzech i słabość wynikają z natury, świętość jest łaską, która przychodzi, gdy pełni miłości oddajemy się braciom. Tak jak Jezus, który oddał swe życie „na okup za wielu”, jak Paweł, który nazywa siebie jedynie „poronionym płodem”, gdyż głębia pokory wypełnia serce i pamięta on o całym złu, które wyrządzał wcześniej jednak nie skupia się na nim, lecz żyje nowym życiem – pełnym miłości! Mówiąc o Biblii nie możemy zapomnieć Maryi, która w służbę miłości oddała się przez swoiste fiat, które wypowiedziała aniołowi, następnie poprzez pieśń benedictus w słowach „wielkie rzeczy uczynił mi wszechmocny, święte jest imię Jego” pokazała, że jedynie Bóg jest doskonały – to był jej początek biegu, a metą był wieniec z gwiazd dwunastu i księżyc pod jej stopami. Możemy więc zauważyć, że w Biblii świętość nie wynika z natury, ale jest łaską, którą możemy przyjąć i pomagać niczym miłosierny samarytanin, lub też odrzucić i stać się potępiony niczym szatan. Według Biblii tylko Bóg jest doskonały i święty, a człowiek może do tego jedynie dążyć. Życie na ziemi jest jedynie przygotowaniem do życia z Panem twarzą w twarz, jest pewnego rodzaju nauką, człowiek bowiem musi nauczyć się oddychać tutaj, by nie zachłysnąć się powiewem świeżego powietrza miłości w niebie.Antoine de Saint Exupery powiedział: „Doskonałość osiąga się nie wtedy, kiedy nie można już nic dodać, ale kiedy nie można nic ująć.”. Człowiek święty to nie ten, który nie grzeszy, ale ten który kierując się miłością czyni wiele dobra dla innych. Patrząc na podane przeze mnie przykłady możemy zauważyć, że święty to człowiek, który tak jak każdy inny jest słaby i grzeszny, który swoją wędrówkę zaczyna niczym Tartuffe – na samym dnie, ale nawracając się i idąc drogą Emmanula, zauważa własną niedoskonałość i zaufawszy Bogu oddaje swoją miłość bliźnim jak Faustyna, by w końcu stać się posłusznym do końca woli Ojca i zostać wywyższonym jak Jezus. Literatura pokazuje wiele przykładów świętości… czasem są one różne, nawet bardzo przeciwstawne. Wszystkie jednak pokazują, że świętym można zostać jedynie dzięki prawdzie i miłości!
Odsłon: 430 Komentarzy: 0
Tuesday,09 February 2010,18:08
Kategoria: Religia Tuesday, 09 February 2010, 18:08
Cichy, ciemny kościół, mrokiem ogarnięty. Teoretycznie pusty, jednak na wskroś wypełniony… po same brzegi, ludźmi, którzy przychodzą… po co? Z przyzwyczajenia? Stoją tylko i rozglądają się dookoła… nowych trendów mody szukają. Temat do plotek jakże obszerny. Przecież nieważne, co ksiądz gada… bo zawsze to samo. Zresztą, co on może o życiu wiedzieć? Ooo… sąsiadka ma dzisiaj nową torebkę… skąd ona ją wzięła, przecież od lata szkoda jej pieniędzy… pewnie od córki dostała… Tak, na pewno…
Czy wierzą? Pewnie tak… każdy w coś wierzy… jednak jaką rolę w ich życiu odgrywa Bóg? Ten, który daje życie… Ten, który kocha bardziej niż inni. Nazywają siebie chrześcijanami, bo ładnie brzmi… bo nie rozumieją, że Wiara to nie tylko prawa… ale i obowiązki.
Nasze życie opiera się na wierze… Niemalże co chwilę dowiadujemy się o nowych wydarzeniach. Nie braliśmy w nich udziału, a jednak wiemy, że miały miejsce. Wierzymy nauczycielom na słowo, a przecież nie możemy mieć pewności, że mówią prawdę. Ufamy przyjaciołom… Bez zawierzenia i wiary nie będziemy mogli zaistnieć w społeczeństwie. Wiara jest również łaską… darem od Boga, dzięki któremu poznajmy naszego Stwórcę i wszystko, co objawił.
Człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Jest istotą niemalże doskonałą. Posiada rozum. Jest wolny. Potrafi na swój sposób kochać. Posiada tylko jeden mankament: ma ogromny problem, aby uwierzyć w coś, czego nie może zobaczyć, dotknąć, polizać. W małej główce ciężko stworzyć obraz Boga, który jest idealny… perfekcyjny… doskonały. Na szczęście jednak Bóg czuwa i zsyła na nas dar wiary. I tutaj zaczynają się schody. Ludzie uważają, że jak pójdą do „kościółka na mszyczkę” to już wszystko załatwione… Wydaje mi się, że nie jest tak do końca. Spróbuję dokładnie opisać, na czym polega dojrzała wiara… Wiara, którą powinien odznaczać się każdy chrześcijanin. Wiara zobowiązuje przede wszystkim do przestrzegania Dekalogu, który jest nie tylko prawem boskim, ale i prawem rozumu. Aby osiągnąć zbawienie musimy za wszelką cenę walczyć z naszymi słabościami… z sidłami grzechu. Jesteśmy zobowiązani do nieustannego nawracania się, poprawy, pracy nad sobą. Zostaliśmy powołani do świętości, ale wiadomo, jaka ta droga jest ciężka, wiedzie bowiem przez mrok naszych win, i tylko wiara może pomóc tam odnaleźć odrobinę światła – nadziei w ciemnym tunelu. Nie możemy wstydzić się naszej wiary… powinniśmy okazywać wszystkim nasze szczęście związane z bliskością Chrystusa. On poczuł smak grzechu – naszego, bo nie chcieliśmy Go wywyższyć, bez podstawnie skazaliśmy Go na ukrzyżowanie. On stał się grzechem i zgładził grzech, byśmy żyli w światłości, byśmy poznali jego wielką miłość. Człowiek odczuwa potrzebę wiary, potrzebuje istnienia siły większej od niego samego, która pomoże mu zrozumieć niezwykłość świata. Odpowiedzi na wszystkie swoje pytania znajdzie w Bogu, ale nie wystarczy słuchać. Trzeba coś samemu mówić. Starajmy się głosić Zbawcze Słowo wszystkim… bo ono posiada MOC jakiej jeszcze nie znamy. Pomagajmy bliźnim… pamiętajmy, że nasze uczynki określają nasz stosunek do Boga. Wiara bez uczynków jest martwa.
Odsłon: 419 Komentarzy: 0
1
Patagg
Kleryk WSD. Marzyciel - żyjący w utopijnym świecie wartości i ideałów. Młody i jeszcze głupi. Kochający, ale nie umiejący pisać..
