Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Zbiór wywiadów z wybitnymi postaciami II RP wydany przez Frondę

Kategoria: Historia Saturday, 30 July 2011, 15:16

 

Jan Bodakowski

Zbiór wywiadów z wybitnymi postaciami II RP wydany przez Frondę

 

Wbrew źle zdekodowanemu tytułowi i okładce nie jest to pozycja o szpiegach w II RP. „Klasyka polskiego wywiadu” jest zbiorem wywiadów jakie wybitne postacie życia politycznego II RP udzieliły sanacyjnemu pismu Bunt Młodych. Współczesną publikacje przygotował dyrektor Muzeum Jana Pawła II Paweł Skibiński i Dawid Dynarowski, a wydało wydawnictwo Fronda.

 

Pierwszym wywiadem w zbiorze jest rozmowa z jednym z głównych polityków sanacyjnej dyktatury Kazimierzem Bartlem. W rozmowie tej dziennikarze manifestują swoje uwielbienie dla Bartla i sanacji (zachwyty dziennikarzy są równie oślizgłe jak zachwyty mediów III RP nad salonem). Sam Bartel deklaruje wole współpracy z lewicą i odrzuca wszelkie kontakty z prawicą.

 

W drugim wywiadzie Sługa Boży arcybiskup Andrzej Szeptycki opisuje haniebną politykę II RP względem Ukraińców. W II RP młodzież ukraińska nawet gdy zdobyła wykształcenie nie miała szans na godne życie. Marginalizacja młodych Ukraińców doprowadziła ich do ekstremizmu politycznego. Fundamentem ukraińskiego ekstremizmu politycznego był ekstremizm polityczny polskich władz. Sanacja usuwała ze stanowisk Ukraińców tylko dlatego że byli Ukraińcami, polityka ta dotyczyła też Ukraińców lojalnych wobec Polski (był to kolejny powód popularności ukraińskiego ekstremizmu). Opatrzność Boża uchroniła zmarginalizowaną i spauperyzowaną inteligencję Ukraińską od komunizmu.

 

W trzecim wywiadzie renegat narodowiec z Związku Młodych Narodowców który poszedł na współprace z sanacją (i eskalował swój realizm do tajnej współpracy z bezpieką PRL) Klaudiusz Hrabyk wyjaśniał kulisy współpracy ZMN z sanacją. W ruchy narodowym były dwa nurty liberalny i antyliberalny faszystowski. Nurt antyliberalny faszystowski w ramach ZMN zaangażował się w współprace z sanacją. Zdaniem ZMN to Piłsudski był kontynuatorem antyliberalnych faszystowskich poglądów Dmowskiego. Równie faszystowski jak ZMN była Sekcja Młodych Stronnictwa Narodowego, tyle że SM SN miała złudzenia że uda się jej wyrzucić z SN liberałów. Hrabyk Obóz Narodowo Radykalny uważał za grupę nie poważną a działaczy SN za „stare ramoty”. Program ZMN definiował jako program centrowego faszyzmu, krytyczny wobec antysemityzmu, akceptujący istnienie narodu ukraińskiego, doceniający sanacyjnych pułkowników, uznający BBWR za zbyt lewicowy, liberalny i przeniknięty partyjniactwem, a Legion Młodych za antyreligijny i zbyt lewicowy.

 

Działacz ONR (ABC) Julian Sas-Wisłocki (po wojnie działacz SD w PRL) w swojej wypowiedzi dla „Buntu” opisywał istotę ONR. Redakcja „Buntu” z radością witała usamodzielnienie się młodych od partii starych, powstanie ONR i warszawski sukces ONR. Starzy narodowcy działający w ramach Obozu Wielkiej Polski byli zwolennikami parlamentaryzmu. Jeden z ich profesor Roman Rybarski był największym polskim zwolennikiem wolnego rynku. ONR nie był zainteresowany parlamentaryzmem (uznawał parlamentaryzm za nieskuteczny ale nie potępiał jego zwolenników), wybierał akcje bezpośrednią. ONR powstał bo SN nie było jednolite ideowo. W SN działali i liberałowie i etatyści, i demokraci i faszyści. „Słowa ''państwo narodowe'', ''gospodarka narodowa'' zaczęły stawać się frazesami, pod którymi różną treść każdy mógł rozumieć”. Władze SN nie udzielały jednolitej odpowiedzi na pytanie o to jakie idee realizuje SN. Winne za to też ponosił Dmowski. Spór ideowy był istotą konfliktu i odejścia ONR z OWP. ONR dryfował ideowo w stronę monarchizmu, był bardziej antysanacyjny niż SN. ONR był prokatolicki, antyżydowski, zwalczał finansjerę, domagał się upowszechnia własności, fascynował się hitleryzmem. Początkowo sanacja tolerowała ONR ciesząc się z rozbicia narodowców. Szybko jednak ONR stał się ofiarą sanacyjnego terroru (liderzy ONR zostali osadzeni w obozie koncentracyjnym w Berezie). Redakcje „Buntu” z ONR łączył sprzeciw wobec etatyzmu, poparcie dla upowszechnia własności, akceptacja katolickiego charakteru Polski, dzielił spór o żydów („bunt” potępiał antysemityzm).

 

W szóstym wywiadzie Stanisław Grabski (narodowiec, twórca reformy walutowej) opisał kulisy konfliktu Piłsudskiego z Dmowskim. Zdaniem Grabskiego obaj politycy „wnieśli ogromne zasługi dla powstania państwa polskiego”, podobni byli w swoim egocentryzmie i przekonaniu że urodzili się by rządzić Polską. W 1905 Piłsudski zadeklarował Grabskiemu że będzie dyktatorem (przepowiedzieć miała mu to cyganka, a wszystkie jej przepowiednie się sprawdzały). Błędem Dmowskiego było niedopuszczenie do tworzenia własnych oddziałów militarnych tak jak to zrobił Piłsudski. Zdaniem Grabskiego konsekwencją zamachu majowego w 1926 roku był „powszechny upadek moralności obywatelskie”, „kryzys wiary w Polskę”, rozszerzenie się pauperyzacji i wzrost bezrobocia.

 

W siódmym wywiadzie Wasyl Mudryj polityk Ukraińskiego Zjednoczenia Narodowo Demokratycznego (legalnej centroprawicowej partii w II RP, wicemarszałek sejmu, podczas wojny żołnierz UPA) opisał sytuacje Ukraińców w II RP. Po I wojnie światowej Ukraińcy chcieli niepodległej Ukrainy a nie polskiej okupacji. Endecja prześladowała Ukraińców. Terror komunistyczny w ZSRR spowodował zaakceptowanie przez Ukraińców polskiej okupacji. Partia Mudryja UZND domagała się autonomii, powstania uniwersytetu ukraińskiego (działał tylko tajny ukraiński uniwersytet we Lwowie), szkolnictwa ukraińskiego (przed I wojną światową Ukraińcy mieli w Galicji 3000 podstawowych szkół, w II RP 470), zaprzestania niszczenia ukraińskiego szkolnictwa (ukraińscy nauczyciele byli przenoszeni do Wielkopolski - polscy osadzani na Ukrainie, dziesiątki ukraińskich nauczycieli co roku było pozbawianych pracy). Z pracy w II RP wyrzucono dziesiątki ukraińskich sędziów i notariuszy. Ukraińcom często zabraniano rozmów po ukraińsku, zachowania ukraińskiej tożsamości i kultury. Ukraińcom odebrano nawet nazwę ich narodowości nazywając ich Rusinami. Ukraińska inteligencja wywodziła się ze ukraińskich chłopów pogardzanych przez Polaków, Polakom nie udało się skłócić Ukraińców. Polskie represje odpowiadały za powstanie ukraińskiego ekstremizmu.

 

Rozmówcą „Buntu” w dziewiątym wywiadzie był Władysław Studnicki (zwolennik współpracy Polski z Niemcami). Studnicki uważał że politycy II RP nie byli wybitnymi osobowościami, jedynie „prawdziwym mężem stanu był Witos”. Witos sprawił że chłopi poczuli się Polakami, dodatkowo w życiu prywatnym umiał uczciwie zarobić na życie. Pozytywną postacią był Korfanty. Niestety w II RP „ani razu nie stali u steru państwa ludzie, którzy dorastali do swoich zadań”. W II RP przełożeni awansowali tylko ludzi miernych „by nie mieć niebezpiecznego współzawodnika” w administracji, polityce, mediach, kulturze, nauce. „W ten sposób dochodziły do władzy miernoty”. Negatywnych opinii Studnicki krytyki nie żałował też sanacji i endecji (sam przez 20 lat był bliskim współpracownikiem Piłsudskiego). Piłsudski miał ogromny talent do zjednywania sobie ludzi, przed I wojną światową był zadeklarowanym socjalistą i nie wspominał o niepodległości. „lubił tych przede wszystkim, co go słuchali” i „otaczał się ludźmi ślepo oddanymi”.

 

Tożsamość piłsudczyków najlepiej oddał przedstawiciel sanacji Leon Kozłowski w szesnastym wywiadzie. Kozłowski stwierdził że w 1926 roku „geniusz Józefa Piłsudskiego (…) stał się prawem Polski. Józef Piłsudski stał się normą moralną , standardem ideowym i źródłem ostatecznych bezapelacyjnych decyzji”.

 

Kryzys gospodarczy wywołany rządami sanacji opisał w siedemnastym wywiadzie Adam Krzyżanowski (przeciwnik terroru sanacyjnej dyktatury, etatyzmu i interwencjonizmu, wybitny ekonomista i zwolennik wolnego rynku). Zdaniem Krzyżanowskiego kryzys w II RP był olbrzymi bo „w latach 1927-1929 nie wykorzystano okresu wielkich nadwyżek budżetowych dla zmniejszenia stawek podatkowych”. Wysokie podatki pogłębiły kryzys w Polsce, kryzys skłonił sanacje do dalszych podwyżek podatków i tworzenia nowych podatków. Wysokie podatki odpowiadały za pauperyzacje i zapaść cywilizacyjną Polski.

 

W dwudziestym siódmym wywiadzie jeden z założycieli ONR (ABC) Wojciech Zaleski domagał się uspołecznienia górnictwa i hutnictwa (odebrania go kapitałowi zagranicznemu). Uspołecznienie Zaleski definiował nie jako upaństwowienie ale jako rozparcelowanie własności wśród Polaków (poprzez akcjonariat pracowniczy lub nadanie całej własności jednemu Polakowi). Dzięki upowszechnieniu i prywatyzacji własności wśród Polaków, własność tą trudniej będzie przejąć obcym niż przejąć z rąk państwa. Zaleski w wywiadzie twierdził że „jestem przeciwny stosowaniu przymusu w życiu gospodarczym i niepotrzebnej interwencji państwa”, „chodzi mi nie o wprowadzenie nowych zakazów, lecz wprost przeciwnie o zniesienie istniejących”. Zdaniem Zaleskiego władze sanacyjne nie dopuszczały na rynek produktów i surowców wielokrotnie tańszych by chronić kosztem konsumentów interesy działających w II RP karteli. Dla tego Zaleski domagał się zniesienia barier celnych w interesie konsumentów. Dodatkowo działacz ONR był oburzony tym że kartele w II RP mają przywileje podatkowe kosztem drobnej przedsiębiorczości, dzięki przywilejom mogą sprzedawać Polakom drogo surowce. Wolny rynek wymusił by na kartelach troskę o konsumentów. Życie gospodarcze II RP jest patologiczne bo kartele zdominowane są przez finansjerę żydowską która ma na celu zniszczenie gospodarcze Polski.

 

Jan Bodakowski

Odsłon: 339 Komentarzy: 3


Katastrofa Smoleńska

Kategoria: Fronda Thursday, 28 July 2011, 20:15

 

Jan Bodakowski

Katastrofa Smoleńska

 

Kulisty katastrofy smoleńskiej opisał Tadeusz Święchowicz w książce „Smoleński upadek katastrofa, która wstrząsnęła światem” opublikowanej przez wydawnictwo Fronda. Choć podtytuł nie jest adekwatny do rzeczywistości – katastrofa smoleńska została zignorowana przez świat – to książka Święchowicza jest bardzo sprawnie napisaną pozycją, zawierającą dużo faktów, pozwalających czytelnikom samodzielnie wyrobić sobie zdanie o tragicznym wypadku. Autor dynamicznie opisał wydarzenia z punktu widzenia aktorów dramatu (pilota, kontrolera lotu). Czytelnik w książce znajdzie dokładny opis przyczyn katastrofy, samej katastrofy i śledztwa.

 

Katastrofa obnażyła brak przygotowania Polski do misji w sytuacji zagrożenia. W styczniu 2008 miał miejsce wypadek wojskowego samolotu Casa w którym zginęli wysocy rangą żołnierze wojska polskiego. Wypadek ten ponownie przypomniał że nie wolno dopuszczać do wspólnego lotu wysokich rangą dowódców. Z katastrofy nie wyciągnięto jednak żadnych wniosków. Wbrew wszelkim zasadom w lot do Smoleńska jednym i tym samym samolotem wybrali się wyżsi dowódcy Polskich Sił Zbrojnych. Na pokład samolotu zaprosiła dowódców armii Kancelaria Prezydenta, dowódcy nie wiedzieli że lecą razem. Zgromadzenie na pokładzie samolotu najważniejszych osób w państwie było kompromitacją Służby Wywiadu i Służby Kontr Wywiadu Wojskowego. Tym większą że na terenie Rosji swobodnie operują terroryści islamscy a Polska napadła na dwa islamskie państwa. Poziom nieprzygotowania przez służby specjalne podróży prezydenta, obrazuje to że funkcjonariusze nie mieli nawet broni maszynowej.

 

Niewątpliwie piloci Tu 154 znajdowali się pod presją. W sierpniu 2008 Lech Kaczyński usiłował wymusić na polskich pilotach lot do Tbilisi, lotnicy odmówili. Prezydent publicznie zarzucił im tchórzostwo. Pilot lotu do Smoleńska był wówczas drugim pilotem. Wojsko chciało by samolot prezydencki do Smoleńska wyleciał z Warszawy o 5 rano, by mieć czas na wypadek nieprzewidzianych okoliczności. Na tak wczesną porę nie zgodziła się Kancelaria Prezydenta.

 

Polscy lotnicy wielokrotnie latali do Smoleńska. Nie był to lot w nieznane, pomimo braku potrzebnej dokumentacji od Rosjan. Samolot Tu 154 wyleciał z Warszawy o 7.24. Lot miał trwać 75 minut. Na pokładzie znajdowało się 96 osób.

 

Mgła przed katastrofą utrzymywała się w Smoleńsku od trzech dni. Lotnisko było opuszczoną ruiną. Nie nadawało się do lądowania. Rosja nie miała pieniędzy by utrzymywać już niepotrzebną infrastrukturę. W Smoleńsku nie było profesjonalnej stacji meteo, prognozy pochodziły z oddalonej o 300 km od Smoleńska stacji. Brak stacji meteo, możliwości uzyskania aktualnej prognozy pogody, powinien uniemożliwiać z zasady loty do Smoleńska. Dodatkowo radiolatarnie w Smoleńsku działały wadliwie.

 

1 godzinę 16 minut przed katastrofą pomimo mgły Jak 40 z Polski cudem wylądował na lotnisku w Smoleńsku. 1 godzinę 15 minut do katastrofy z powodu mgły nie wylądował w Smoleńsku rosyjski Ił 76 z samochodami dla polityków. Ił 76 próbował przez kolejne 19 minut wylądować. 27 minut przed katastrofą załoga została uprzedzona o mgle w Smoleńsku. 17 minut przed katastrofą kolejny raz kontrolerzy lotu ostrzegli załogę o mgle. Równocześnie załogę Tu 154 warunkach pogodowych uniemożliwiających lądowanie ostrzegła załoga polskiego Jaka 40 który był już w Smoleńsku. 16 minut przed katastrofą kapitan Jaka 40 ponownie ostrzegł Tu 154 przed coraz większa mgłą. 15 minut przed katastrofą Tu 154 miał 12 ton paliwa na 2 godziny lotu. 12 minut przed katastrofą kapitan Jaka 40 poinformował Tu 154 że rosyjski Ił 76 nie zdołał wylądować w Smoleńsku z powodu mgły. 9 minut przed katastrofą załoga Tu 154 rozpoczyna lądowanie. 4 minuty przed katastrofą załoga Jaka 40 kolejny raz przestrzegła Tu 154 przed lądowaniem – Tu 154 kontynuuje lądowanie. Dodatkowo rosyjscy kontrolerzy udzielali załodze błędnych informacji. 1 minuta 30 sekund przed katastrofą przerwana została sieć energetyczna w pobliżu Smoleńska – Tu 154 znajduje się jednak według stenogramu lotu w innym miejscu.

 

Sama katastrofa była zadziwiająco cicha, okoliczni mieszkańcy jej nie zauważyli. Nie było wybuchu. Rozerwane na strzępy szczątki samolotu i zmasakrowane zwłoki pasażerów otaczały niewielkie ogniska pożaru. Strażacy sprawnie zneutralizowali rozlane paliwo. Miejsce wypadku zabezpieczało 180 osób. „Moskwa przeznaczyła na badania katastrofy ogromne siły i środki. Sprawie nadano najwyższą rangę, skierowano do pracy nad nią setki śledczych, ekspertów i fachowców”. Na miejscu katastrofy pracowało 1089 Rosjan i 132 pojazdy rosyjskie. Okazało się że Rosjanie mają doskonałe procedury kryzysowe i bez problemu je wdrażają.

 

Zadziwiająca była ogromna skal zniszczeń Tu 154. Znikła też duża część wraku a fragmenty samolotu były w dziwny sposób porozrzucane. Teren katastrofy został pobieżnie przeszukany. Nie zabezpieczono wraku.

 

Z wraku zniknął system łączności satelitarnej. Rosjanie przez kilkadziesiąt minut mieli dostęp do łączności NATO i mogli rozkodować całą łączność sprzed katastrofy. Z wraku zniknęła też kabina pilotów z tajnymi urządzeniami NATO. W trakcie akcji ratowniczej służby specjalne Rosji zapewne skopiowały zawartość urządzeń elektronicznych ofiar.

 

Polscy funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu nie oczekiwali na prezydenta i wyższych dowódców polskiej armii na lotnisku, nie sprawdzili przed przylotem lotniska. Funkcjonariusze BOR dotarli na miejsce katastrofy po skończonej akcji. Do wraku zostali dopuszczeni 3 godziny po katastrofie.

 

Równocześnie w mediach rosyjskich i polskich rozpoczęła się ogromna akcja dezinformacyjna mająca na celu przerzucenie całej odpowiedzialności na polskich pilotów. W ramach skoordynowanej akcji dezinformacyjnej podawano fałszywą godzinę wypadku (8.56).

 

Pomimo że rosyjscy kontrolerzy informowali Tu 154 o braku warunków do lądowania w Smoleńsku, spada na nich współodpowiedzialność za katastrofę. Nie zamknęli lotniska i udzielali Tu 154 nieprawdziwych informacji. Było to zapewne spowodowane brakami w sprzęcie, złym stanem technicznym sprzętu, brakiem uprawnień kontrolerów do pracy (nie mieli aktualnych certyfikatów i aktualnych badań) i odmienną od światowej terminologią używaną w rosyjskim lotnictwie (np. Polska i zachód stosują inne miary ciśnień niż Rosjanie). Raport rosyjskiej komisji badania wypadków MAK ukrył współodpowiedzialność Rosjan.

 

Spośród 1000 wyprodukowanych Tu 154 rozbiło się 66 maszyn. Nawet w Rosji Tu 154 wycofano z pasażerskiej komunikacji. Rządowy Tu 154 był starym egzemplarzem, przestarzałego modelu samolotu, pozbawionego normalnych systemów bezpieczeństwa. Tu 154 którym leciał prezydent, był przed katastrofą remontowany przez firmę bez doświadczenia należącą do znajomego Putina. Remont był kilkukrotnie droższy od wartości samolotu. Po remoncie rządowy Tu 154 latał 130 godzin. W trakcie tego krótkiego czasu miał 8 awarii. Był składakiem niekompatybilnych części rosyjskich i amerykańskich. Nie wiadomo czemu Lech Kaczyński był pasażerem tej latającej trumny.

 

MAK to relikt po nieistniejącej WNP kontynuatorki ZSRR. Połączenie przedsiębiorstwa i przedstawicielstwa dyplomatycznego chronionego immunitetem. Ciało które nikomu nie podlega (w tym i władzom Rosji). Na czele MAK od lat stoi Tatiana Anodina, 71 letni generał lotnictwa, wieloletni minister lotnictwa ZSRR, wdowa po ministrze łączności ZSRR, konkubina byłego premiera Rosji Primakowa. MAK z jednej strony zarabia na dopuszczaniu do użytku samolotów, a z drugiej strony bada przyczyny wypadków – logiczne więc jest to że MAK nie stwierdzi jako przyczyny awarii wady sprzętu dopuszczonego przez MAK do eksploatacji. MAK z reguły wini za wypadek lotniczy pilotów lub obsługę lotniska. MAK reguluje też rynek lotniczy na którym działają podmioty należące do syna Anodiny i jej samej. Nie można więc dziwić się że raport MAK był tendencyjny i kłamliwy. Dodatkowo Rosjanie nie mogli się przyznać do tego że ich kompleks wojskowy (przynoszący duże dochody) produkuje wadliwy sprzęt. Było by to samobójstwo na międzynarodowych rynkach broni.

 

Rząd Tuska nie zrobił nic dla wyjaśnienia katastrofy. Polacy nie mieli nawet dostępu do ustaleń rosyjskiego śledztwa. Rosjanie nie zechcieli podzielić się wynikami swojego śledztwa z Polakami. A polska prokuratura utajniła śledztwo. Utajnienie wszelkich informacji stało się pożywką dla teorii spiskowych. Teorie spiskowe, w których specjalizował się Nasz Dziennik i internet zakładały: wspólny zamach Rosjan i PO, zamach tylko Rosjan, ustawienie w Smoleńsku fałszywych radiolatarni i oświetlenia, atak elektroniczny na przyrządy samolotu, próba uniknięcia kolizji, sabotaż, atak działem laserowym, atak impulsem elektromagnetycznym. Teorie spiskowe nakręcał fakt że w dniu katastrofy wszystkie samoloty lądujące w Smoleńsku miały problemy z GPS, nad lotniskiem krążył niezidentyfikowany samolot, Rosjanie dysponują techniką wytwarzania sztucznej mgły (stosują ją do gaszenia pożarów).

 

Przyczyn katastrofy nie wyjaśniły w części nieczytelne zapisy z czarnych skrzynek. Dane z rejestratora lotu QAR dalej są utajnione. Rosja nic nie zyskała na katastrofie, a wręcz straciła. W wyniku katastrofy NATO przeorientowało swoją strategie i uznało Rosję za zagrożenie (co utrudnia Rosji działania).

 

Jan Bodakowski

Odsłon: 226 Komentarzy: 5

Kroniki Armady - komiks SF o kobiecie

Kategoria: Kultura Tuesday, 26 July 2011, 20:20

 

 

 

 

Jan Bodakowski

Kroniki Armady - komiks SF o kobiecie

 

Bohaterką „Kronik Armady” komiksu wydanego przez Egmont jest Navis. Postać z którą zapewne mogą się identyfikować dorastające dziewczęta. Navis jest młodą, niezwykle atrakcyjną, przedsiębiorczą i niezależną kobietą, o wielkim sercu w kształtnej piersi. Swoim całokształtem wzbudza niekłamany entuzjazm samców reprezentujących wszelkie humanoidalne rasy w kosmosie.

 

Bohaterka opowieści przeżywa pełne fantazji i humoru przygody. Dynamiczny scenariusz każdego epizodu opowiedziany jest każdorazowo inną kreską innego rysownika. Dylematy poruszane w serii są uniwersalne i na swój sposób obecne w życiu czytelników (co pozwala utożsamiać się z bohaterką).

 

W pierwszym epizodzie czytelnicy poznają Navis, której samotne dzieciństwo na odległej planecie, pośrodku tropikalnej puszczy, upływało na walce o byt. Historie dziecka którego odwadze dorównywała tylko dobroć. W kolejnych epizodach czytelnicy poznają czas kiedy jako uczennica była dyskryminowana w szkole, czas spędzony na szkoleniu bojowym, ogromny entuzjazm jaki wykazywała dokonując bohaterskich czynów. Inne epizody opowiadają o tym jak jej bohaterskie czyny stały się pożywką dla inter galaktycznej popkultury, o bolesnym zderzenia z rzeczywistością (np. wtedy gdy ofiary którym pomogła stały się katami). Równolegle do przygód głównej bohaterki część epizodów poświęcona jest losom drugoplanowych bohaterów Kronik.

 

Jan Bodakowski

okładka

plansze

 

 

 

Odsłon: 305 Komentarzy: 1


Asteriks w Galii i wśród Normanów

Kategoria: Kultura Monday, 25 July 2011, 07:02

 

Jan Bodakowski

Asteriks w Galii i wśród Normanów

 

Wydawnictwo Egmont opublikowało kolejne dwa tomy przygód dzielnych galijskich wojów Asteriksa i Obeliksa (narysowane przez Albert Uderzo według scenariusza René Goscinny.)

 

W „Wyprawie dookoła Galii” ostatni bastion eurosceptyków wioska Obeliksa i Asteriksa zostaje przez rzymską armie zjednoczonej Europy otoczona murem (ponad dwa tysiące lat później ten sam patent żydowscy najeździjcie zastosują wobec palestyńskich tubylców). Galowie jednak nie uszanowali rzymskich zabiegów o pokój i jedność europejską, zniszczyli mur i demonstracyjnie ruszyli kontestować zjednoczoną Europę w miastach swojej okupowanej ojczyzny. Motywem przewodnim eurosceptycznej demonstracji były uroki galijskiej kuchni (dziś nacjonaliści francuscy wykorzystują wieprzowe smakołyki francuskiej kuchni w anty islamskich demonstracjach). W trakcie wyprawy galów wśród ich rodaków rodzi się opór wobec euro okupantów.

 

W tomie „Asteriks i Normanowie” do wioski Asteriksa i Obeliksa przyjeżdża młody siostrzeniec wodza wioski. Skandaliks – długowłosy leming gardzący prowincjuszami, przedstawiciel bananowej młodzieży. Hołdujący patriarchalnym uprzedzeniom konserwatywny ojciec Skandaliksa liczy że na prowincji jego syn zostanie macho. Na drugim końcu Europy w dalekiej Skandynawii nie znający strachu wikingowie wpadają na oryginalny pomysł – postanawiają napaść na Galów by dowiedzieć się o nich czym jest nieznany wikingom strach. Pomysł okazuje się być równie oryginalny i katastrofalny w skutkach jak oddanie władzy socjaldemokracji i wprowadzenie państwa opiekuńczego. Ponieważ jedynym znającym strach galem jest Skandaliks, Wikingowie go porywają. By go uratować Obeliks i Asteriks muszą nauczyć wikingów czym jest strach. Z pomocą przychodzi im Kakafoniks (niezrozumiały przez współczesnych twórca muzyki alternatywnej).

 

Jan Bodakowski

 

 

Odsłon: 365 Komentarzy: 0


Czas niedokonany – Wildsteina

Kategoria: Kultura Saturday, 23 July 2011, 06:52

 

Jan Bodakowski

Czas niedokonany – Wildsteina

 

Bronisławowi Wildsteinowi nie da się odmówić talentu literackiego. Jego najnowszą prawie 600 stronicową książkę „Czas niedokonany” wydaną przez Zysk i S-ka (pod redakcją techniczną Teodora Jeske Choińskiego – kto nazwisko kojarzy ten doceni przewrotny żart) czyta się szybko i przyjemnie. Opisy są niezwykle plastyczne. Czytelnik czytając daje się uwieść narracji. Czytelnika zakorzenionego w polskiej tożsamości narodowej i katolickiej może co najwyżej może razić pewna obca tożsamość kulturowa autora (z którym w naturalny sposób utożsamia się wykreowany świat powieści). Wildstein (a właściwie tożsamość bohaterów świata przez niego wykreowanego) robi wrażenie nieodrodnego przedstawiciela środowiska salonu odrzuconych z salonu. Środowiska aspirującego do awangardy polskiego patriotyzmu, patriotyzmu wykorzenionego z katolicyzmu i bagażu cierpień wynikającego z antypolskich okrucieństw mniejszości etnicznej. Środowiska definiującego cale narodowe w sposób odmienny od tego jaki by wynikał z doświadczeń Polaków i Polski. Środowiska mającego tych samych wrogów co Polacy, ale mającego odmienne pretensje wobec owych wrogów niż Polacy.

 

Powieść opisuje losy rodziny Broków. Jej najmłodszy przedstawiciel Adam Brok wraca z USA do Polski. Adam w Stanach zdobył a potem w 2008 stracił roku majątek na giełdzie.

 

W 1915 roku w Kurowie adamowych przodków (cadyka Barucha Broka wraz z żoną i kilkorgiem córek) mordują antysemici podczas pogromu (inspirowanego przez agentów carskiej Rosji). Oprawcami są polscy sąsiedzi których cadyk wielokrotnie uzdrawiał. Opis mordu jest wstrząsający i naturalistyczny. Niewątpliwie powinien zostać sztandarowym przejawem literatury holocaustu (szczególnie że eksploatuje klasyczny motyw polskich oprawców i ich niewinnych żydowskich ofiar – eksploatuje w sposób mistrzowski na tle dotychczasowych osiągnięć literatury holocaustu). Opisywani Polacy w bestialski sposób mordują nie tylko dorosłych żydów, ale i ich dopiero urodzone kwilące dziecko, a nawet przerażonego psa. Pogrom przeżywa tylko trzech synów cadyka. Osieroconymi braćmi zajmuje się ich wuj Adam który dorobił się majątku na handlu.

 

Jeden z synów cadyka Jakub z nienawiści do Boga który dopuścił do pogromu został komunistą (co jest bardzo wygodnym dla żydów komunistów usprawiedliwieniem, a dodatkowo motywem zrozumiałym dla potencjalnego amerykańskiego czytelnika przesiąkniętego freudyzmem). Jakub brał udział w zbrodniach komunistycznych (opisanych przez autora jednak nie tak realistycznie i nie wzbudzających takich emocji jak wcześniej opisany pogrom). Co ciekawe w opisach autora „Czasu niedokonanego” ofiarami komunistycznego terroru są żydzi (wśród sprawców ich rola nie jest ukazywana).

 

W współczesnej Polsce Adam ma wejść do zarządu prywatnej telewizji wykupionej przez kapitał amerykański. W Polsce żyją jego rozwiedzeni rodzice. Ojciec Benedykt Brok dziennikarz salonowego tygodnika i matka Zuzanna dziennikarka tygodnika salonu odrzuconych (wszystko jak widać zostaje w rodzinie – co może być uznane przez antysemitów za wodę na ich młyn). Adam Brok ciężko doświadczony antysemickimi represjami nazistów po wojnie był przedstawicielem komunistycznego establishmentu. Zuzanna Brok w latach siedemdziesiątych zaangażowała w opozycje antykomunistyczną (jej młodszego brata komuniści zamordowali w 1986 roku, ojciec Zuzanny zmarł po długoletnim pobycie w PRL-owskim więzieniu). Zuzanna poznała Benedykta na studiach. Razem przeżyli marzec 1968 i antysemicką nagonkę (autor nie wspomina kim byli ci biedni prześladowani w marcu żydzi).

 

Dziadek Adama Baruch Brok cierpiał podczas holocaustu którego nadejście przeczuwał z całą społecznością żydowską (motyw przeczuwania przez żydów nadchodzącej zagłady jest kolejnym klasycznym motywem literatury holocaustu nie mającym odzwierciedlenia w realiach historycznych). Cierpiał wraz społecznością żydowską i przed wojną (wieczne i niezawinione cierpienie żydów jest jednym z klasycznych motywów literatury holocaustu). By zachować obiektywizm opisu, opisom cierpień żydów towarzyszą i opisy współpracy żydów z komunistami (te jednak nie są plastyczne i nie oddziaływają na czytelnika).

 

W latach siedemdziesiątych w wyniku zdrad ojca, małżeństwo rodziców Adama się rozpada. Opisowi wypadków z 1976 roku towarzyszy doskonały opis pogardy PRL-owskiej inteligencji dla robotników, tożsamości PZPR-owców uznających nieuchronność i bez alternatywność PRL (opis ten doskonale pasuje do establishmentu III RP uznających nieuchronność i bez alternatywność integracji z UE), patologii RPL. Działalność opozycyjna Zuzanny, bliska sercu czytelnika ze względu na antykomunistyczny opór, obca jest swoim zlaicyzowaniem (Zuzanna oczywiście bierze udział we mszy odprawionej przez „człowieka w pieli” ale imię owego celebransa nie pada tak jakby jakaś loża zabroniła go autorowi wymieniać). Za swoją działalność opozycyjną matka Adama jest internowana w stanie wojennym. Opis internowania jest niezwykle cenny ze względu na swoją nierealistyczność, nie ma niestety w powieści Wildsteina tak potrzebnego współczesnemu czytelnikowi opisu komunistycznej biedy. Po okrągłym stole Zuzanna dzięki swoim opozycyjnym znajomościom zostaje dziennikarką nowo powstałego pierwszego dziennika. Jej dawni koledzy z opozycji postanawiają dogadać się z post komunistami. Matka Adama w wyniku badań nad zabójstwem swego brata (czym autor zgrabnie wpisuje się w nowy mit narodowy zabójstwa brata) popada w konflikt ze swoimi przyjaciółmi z opozycji. Adam początkowo zmęczony antykomunistyczną obsesją matki dostrzega że ma ona racje, za co staje się ofiarą mobbingu ze strony swoich kumpli lemingów. Opisując wydarzenia w III RP Wildstein doskonale opisuje patologie post PRL-owskiej Polski. W życiu osobistym Adam przeżywa romanse (w wyniku jednego z nich finansuje zamordowanie swojego nie narodzonego dziecka – co zresztą nie jest jakimś ważnym wydarzeniem dla autora). Zmęczony Polską Adam migruje do USA gdzie odnosi sukces zawodowy. Matka Adama angażując się w ujawnianie tajnych współpracowników SB jest prześladowana przez salon. Wildstein doskonale ukazuje jak salon nie dopuszczał do ujawnienia prawdy w III RP.

 

Po powrocie do Polski ojciec Adama zwierza się synowi że donosił do bezpieki na swoją żonę, by wyzwolić się od współpracy został członkiem PZPR (w powieści Wildsteina motywami współpracy jest szantaż i terror, donosiciele więc są pewnego rodzaju ofiarami systemu). W współczesnej Polsce Adam współpracuje z największą telewizją prywatną (która stała się po pierwszym prywatnym dzienniku nowym centrum salonu). Nowym wybrańcem salonu jest PO a wrogiem PIS ugrupowanie odrzuconych z salonu. Salon do zapewnienia swojej dominacji wykorzystuje władze, media i sądy. Zapewnia bezkarność komunistycznym mordercom. Na przykładzie romansu Adama z przedstawicielką salonu, Wildstein przedstawia demoralizacje nowego pokolenia salonu. Niemoralnego w życiu prywatnym (narkotyki, homoseksualizm, przygodny seks i egoizm) i w polityce (agencje PR za rządów PO kreują teatr na scenie politycznej by tuszować patologie nowej Polski).

 

W „czasie niedokonanym”,współczesna scena polityczna, na której rozgrywa się konflikt salonu z salonem odrzuconych, to dramat rodzinny. W którym źli członkowie rodzonym zdominowali tych dobrych (co jest ciekawym manichejskim elementem powieści). Dla czytelnika skonfliktowanego z obu koteriami, w dramacie polskim najbardziej obrzydliwa jest ten rodziny charakter konfliktu. Niesmaczna jest też ta tendencja że trafnemu wytykaniu niemoralności salonu towarzyszy ślepota na świństwa salonu odrzuconych.

 

Powieść Wildsteina jest doskonałym konterfektem tożsamości przedstawicieli salonu odrzuconych dotkniętych spektakularną katastrofą. Ten ponury wizerunek oddaje tożsamość wyobcowaną z katolicyzmu, życiowo i towarzysko powiązaną z komuchami i salonem, zagubioną we własnej niemoralności.

 

Jan Bodakowski

Odsłon: 846 Komentarzy: 0


Fronda - wakacje 2011

Kategoria: Kultura Thursday, 21 July 2011, 06:10

 

Jan Bodakowski

Fronda - wakacje 2011

 

W wakacyjnym numerze Frondy z 2011, uzależnieni od tego periodyku prawicowcy znajdą jak zwykle wiele interesujących artykułów (a ci z nich którzy są brzydcy albo zakompleksieni, i mają dostęp do internetu, tacy jak ja, reklamę portalu matrymonialnego dla katolików – przeznaczeni.pl).

 

Numer rozpoczyna artykuł (inspirowany twórczością Franca Kafki) w którym autor (podpisujący się AB) rozlicza się ze rodzinnym laicyzmem. Kolejny jest artykuł GG, w którym autor narzeka na laicyzacje mężczyzn z rodzin katolickich. Trzeci tekst jest zapisem dyskusji na forum internetowym wiara.pl w którym rodzice ubolewają nad trudnościami w katolickim wychowaniu dzieci.

 

W czwartym artykule „Dlaczego chłopcy potrzebują Boga” amerykańska publicystka Meg Meeker przytacza wiele argumentów na rzecz religijnego wychowania chłopców. Religijność chroni chłopców przed: wczesnym podejmowaniem aktywności seksualnej, erotomanią, nikotynizmem, narkomanią, alkoholizmem, wagarami, depresją, niską samooceną, konfliktami z prawem. Religijność pomaga chłopcom w przezwyciężaniu barier: fizycznych i psychicznych, wynikających z biedy i osobowości. Społeczeństwo korzysta więc na religijności chłopców. Religia pozwala jednostkom na przezwyciężenie trudności życiowe. Zdaniem autorki artykułu „chłopcy, szczególnie młodsi, mają intuicyjną świadomość transcendencji”. Naturalną spontaniczną duchowość chłopców niszczy agresywny prostacki laicyzm. Chłopcy nie są w swej naturalnej religijności wspierani przez rodziców, zbyt wielu rodziców zaniedbuje religijne wychowanie dzieci.

 

W piątym artykule „Trudno nie wierzyć w nic” Marta Brzezińska opisuje laicyzacje młodzieży akademickiej. Studenci wstydzą się mówić o swojej religijności (pomimo że młodzież polska jest bardziej religijna i konserwatywna – homofobiczna, anty aborcyjna i popierająca kare śmierci – od młodych Europejczyków). Niestety, wśród dużej części młodzieży, ta pobożność jest tylko deklaratywna (młodzi postępują sprzecznie z tym co uważają za wartość). Młodzi wybiórczo czerpią z moralności katolickiej (robią to by było im wygodniej). Niewierzący nie czują potrzeby wiary i nie chcą oszukiwać że są wierzący. Dodatkowo młodzież szybko ulega lewicowej demoralizacji. Otwarta jest na swobodę obyczajową (seks przed ślubem i antykoncepcje, ale nie na aborcje i rozwody).

 

Katarzyna Głowiacka w szóstym artykule „Narzeczeni – wiaroodporni?” ubolewa nad laicyzacją, analfabetyzmem religijnym, demoralizacją i zdemoralizowaniem narzeczonych.

 

Artur Synowiec w siódmym artykule „Odpieprzcie się od Gombrowicza!” opisuje jak Gombrowicz [taki pisarz którego Roman Giertych chciał usunąć z kanonu lektur szkolnych na co nie pozwolił Jarosław Kaczyński] w II RP regularnie praktykował homoseksualizm i zarabiał w Argentynie homoseksualną prostytucją.

 

Aleksander Bocianowski w ósmym artykule „Jerzy Giedroyć i „tajne organizacje”” opisał jak twórca paryskiej „Kultury” w II RP był dzięki członkostwu w tajnej organizacji (Zakonie Nieznanego Żołnierza) związanej z wywiadem zajmował niesprzymierzoną do swej pozycji zawodowej pozycje w establishmencie.

 

Niezwykle podobny do tekstu opublikowanego przez Rafała Ziemkiewicza w Rzeczpospolitej jest tekst Ewy Kamińskiej „Michnik jak Zajączek”.

 

Dziesiątym tekstem jest rozmowa Stanisława Żaryna z socjolog dr Barbarą Fedyszak-Radziejowską „Władza pod kontrolą społeczeństwa”. Sympatyzująca z PIS naukowiec w swej wypowiedzi stwierdza że w latach dziewięćdziesiąty gazeta wyborcza jak Wielki Brat wyznaczała tematy debaty społecznej. Dziś rolę Wielkiego Brata przejęły dominujące na rynku media elektroniczne, które narzucają tematy zastępcze by odwrócić uwagę społeczeństwa od realnych problemów. W rozmowie socjolog wyjaśnia też przyczyny większego konserwatyzmu na południu Polski, krytykuje postkomunę i PO, ubolewa nad stratą jaką Polska i demokracja poniosły w Smoleńsku [z całym szacunkiem dla cierpienia rodzin ofiar, niestety jest to magiczny frazes, dogmat nowej świeckiej religii – podobnej mechanizmach do religii holocaustu, nie mający odzwierciedlenia w rzeczywistości - JB]. Zdaniem Barbary Fedyszak-Radziejowską Lech Kaczyński „był najbardziej doświadczonym politykiem w Polsce”, jedynym politykiem z tak bogatym życiorysem [co jednak nie uchroniło go od podpisania Traktatu Lizbońskiego, popierania integracji z UE, akceptowania aborcji, finansowania muzeum żydów z pieniędzy warszawiaków zamiast przeznaczenia tych środków budowę niezbędnej dla mieszkańców kanalizacji, promowania osób w stylu Kluzik, czy zatrudniania w kancelarii członka Otwartej Rzeczpospolitej - jednej z najbardziej wrogich Polsce i katolicyzmowi organizacji - JB].

 

W jedenastym artykule „Konserwa w okładce” Mateusz Matyszkowicz opisuje katolickie wątki w literaturze współczesnej.

 

W dwunastym artykule „Wspólnie broniąc Europy przed przekleństwem” Tomasz P. Terlikowski przedstawia postać prawosławnego metropolity Hilariona Ałfiejewa – jednej z najważniejszych postaci rosyjskiego prawosławia. Metropolita Hilarion jest przeciwnikiem laicyzacji, komunizmu, nazizmu, oświecenia, liberalizmu i prymatu papieża.

 

Trzynastym i czternastym tekstem są tłumaczenia tekstów metropolity Hilariona Ałfiejewa. W artykule „Mieć czy być? W cieniu urynkowionej rewolucji seksualnej” prawosławny hierarcha potępia zgubne skutki rewolucji seksualnej wywołanej przez chciwych kapitalistów. W artykule „Zdrada protestantów i anglikanów” opisuje szkodliwość protestantyzmu który odszedł od Ewangelii. Tematem artykułu jest też potrzeba współpracy prawosławia i katolicyzmu.

 

W piętnastym artykule „Wyjść poza teologię roku 1204. Papieże, patriarchowie, Kościół” Tomasz Rowiński rozważa przyczyny schizmy wschodniej.

 

Jakow Krotow w artykule „Antychrześcijaństwo” opisuje antypolską oraz antykatolicką propagandę i rzeczywistość w Rosji. Prawosławie rosyjskie (wzajemnie się przenikające z rosyjskim nacjonalizmem) utożsamia katolicyzm z polskością. Uznaje że polscy księża i zakonnice chcą zniszczyć Rosję. Rosjanie uznają zachód za zdemoralizowany i zlaicyzowany. Katolicyzm dla prawosławnych jest dziełem szatana, papież antychrystem, a Polska to wojsko szatańskiego Watykanu.

 

Temat Rosji porusza też Lech Jęczmyk w tekście „Nowa Rosja”. Zdaniem Jęczmyka nacjonalistyczne idee Sołżenicyna zainspirowały KGB do transformacji ustrojowej ZSRR w Rosję. Sołżenicyn głosił upadek Rosji już w latach siedemdziesiątych XX wieku (gdy establishment USA uznawał że istnienie bloku sowieckiego jest nienaruszalne). Sołżenicyn postulował wówczas powrót do tradycyjnej Rosji i prawosławia. Uważał że rozpad ZSRR wyzwoli Rosję od szkodliwych obcych elementów etnicznych. Sołżenicyn przestrzegał przed demokracją, chciał tylko wprowadzenia samorządu. Pomimo że gardził zachodem, to uważał że Rosja musi współpracować z z zachodem przeciw Chinom.

 

Kolejnymi tekstami numeru Frondy jest: rozmowa Tomasza Rowińskiego z ikon Mateuszem Środoniem, tekst beletrystyczny Arkadego Saulskiego, teksty z blogów Frondy, rozmowa z byłą aborterką Moniką Campean przeprowadzona przez Macieja Bodasińskiego i Lecha Dokowicza.

 

W rozmowie „Każda ciąża to relacja, bardzo osobista relacja” Macieja Bodasińskiego i Lecha Dokowicza z dr Anną Stelmaszczyk psychoterapeutkom pomagającą kobietom z syndromem poaborcyjnym czytelnicy Frondy mają okazje poznać cechy charakterystyczne syndromu poaborcyjnego: wyrzuty sumienia po zabiciu dziecka, odczuwanie ogromnego lęku przed nieokreśloną krzywdą która ma dotknąć bliskich, hipochondrie, poczucie osamotnienia, agresje, depresje, poczucie winy, obniżenie poczucia własnej wartości, ucieczkę od życia rodzinnego i angażowanie się poza domem i rodziną, nieumiejętność okazywania miłości innym dzieciom, rozpad związku z partnerem, nadmierne wymagania wobec innych dzieci. Na proces leczenia syndromu poaborcyjnego składa się: odreagowanie i wyrzucenie z siebie złości, wybaczenie tym którzy skłonili do popełnia aborcji, pojednanie z zabitym dzieckiem. Zaburzenia wynikłe z dokonania aborcji są odmienne od cierpienia spowodowanego poronieniem. Kobieta po poronieniu nie ma poczucia winny i potrzebuje tylko żałoby.

 

Frondę lato 2011 zamykają teksty: Sławomira Zatwardnickiego „Siedem darów ducha złego”, recenzja „Leksykonu zakonów” Pawła Zawadzkiego, tekst Łukasza Karczewskiego o wczesnochrześcijańskim źródle do badania historii islamu.

 

Jan Bodakowski

okładka

 

Odsłon: 367 Komentarzy: 0


Autobiograficzny komiks o czasach II wojny światowej i powojennych

Kategoria: Kultura Sunday, 17 July 2011, 13:15

 

Jan Bodakowski

Autobiograficzny komiks o czasach II wojny światowej i powojennych

 

Komiks „Historie okupacyjne” i jego kontynuacja „W cieniu czerwonej gwiazdy” to autobiograficzna historia dzieciństwa scenarzysty i rysownika Zygmunta Similaka wydana przez wydawnictwo Robert Zaręba. Tom pierwszy otwiera wywiad z autorem w którym czytelnik ma okazje poznać kulisy jego pracy.

 

Sam album „Historie okupacyjne” opowiada o okupacji niemieckiej widzianej oczami dziecka, cierpieniach polskiej ludności cywilnej i nadejściu czerwonoarmistów.

 

Drugi album „W cieniu gwiazdy” przybliża czytelnikom sowiecką okupacje w „wyzwolonej Polsce”: pijaństwo sołdatów, wszy roznoszone przez ruskich, prymitywizm i zacofanie czerwonoarmiejców, działalność przestępczą uprawianą przez żołnierzy Armii Czerwonej.

 

Komiksy Similaka narysowane specyficzną kreską i opowiedziane dynamicznym scenariuszem są dobrą lekcją historii najnowszej.

 

Jan Bodakowski

okładka

 

 

 

 

Odsłon: 503 Komentarzy: 0


Komiks Wojna Sambre`ów

Kategoria: Kultura Friday, 15 July 2011, 11:04

 

 

 

Jan Bodakowski

Komiks Wojna Sambre`ów

 

Komiks „Wojna Sambre`ów” opublikowany przez wydawnictwo Egmont według zapewniającego zawiłą intrygę scenariusza Yslaire z bardzo wysmakowanymi, malarskimi, pieczołowicie dokładnymi, doskonale oddającymi mroczną atmosferę, rysunkami Jean Bastide i Vincent Mézil, jest rarytasem dla wszystkich miłośników europejskich komiksów.

 

Album opowiada historie Hugo Sambre'a żyjącego w XIX wiecznej Francji. Hugo pojął posażną pannę w pozamałżeńskiej ciąży czym uratował jej honor a swoje finanse. W ramach posagu Hugo zyskał kopalnie. W kopali odkrył starożytne cmentarzysko. Wśród kości ludzi pierwotnych znajdowała się czaszka z wstawionymi w oczodoły rubinami. W Paryżu Hugo rozpoczyna fascynujące badania nad artefaktami z kopalni i nawiązuje kosztowny romans z czerwonooką śpiewaczką Iris. Była ona kluczem do zagadki. Początkiem historii którą twórcy komiksu rozwineli w kolejnych albumach.

 

Komiks kończy artykuł o dziejach rodu Sambre ukazujący jego związki z czerwonookimi kobietami, Chazarami, krzyżakami i Egiptem.

 

Jan Bodakowski

okładka

plansza

 

 

Odsłon: 432 Komentarzy: 2


Egzotyczne podróże europosła Czarneckiego

Kategoria: Ogólne Wednesday, 07 December 2011, 12:51

 

 

 

 

 

Jan Bodakowski

Egzotyczne podróże europosła Czarneckiego

 

Ryszard Czarnecki jest jednym z wielu działaczy Zjednoczenia Chrześcijańsko Narodowego (nieistniejącej już partii z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku) który przetrwał na scenie politycznej (obok Kazimierza Marcinkiewicza, Stefana Niesiołowskiego, Michała Kamińskiego, Marka Jurka i wielu innych) – kiedy działacze innych udających prawicowe formacji nie potrafili odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Podobnie jak wielu działaczy ZCHN po latach działalności politycznej przestał udawać narodowca i ekstremistę katolickiego, bardzo szybko uległ politycznie poprawnej transformacji w Europejczyka pełną gębą.

 

Dzięki wydanemu przez wydawnictwo Zysk zbiorowi wspomnień z podróży służbowych europosła Czarneckiego „W skórze reportera” proletariat może poznać jak ciekawie można żyć będąc europosłem. Nie jest to jednak literatura podróżnicza. Czarneckiego kręci polityka a nie etnografia i egzotyka. Europoseł zdradza kulisy polityki UE i odwiedzanych krajów, stosunków międzynarodowych (książka stanowi niewątpliwie ciekawą lekturę dla studentów stosunków międzynarodowych), opisuje wrażenia na temat ich kondycji gospodarczej i społecznej. Przy okazji proletariusz z pensją 1500 zł miesięcznie, dla którego ekskluzywnym wydatkiem jest kebab, ma okazje poznać podejście do życia człowieka majętnego (dla europosła drobny wydatek na obiad to równowartość 200 zł). Wyobcowanie z klimatów narodowych i katolickich widać w opisach z podróży, te tematy nie interesują europosła (co najwyżej trafia się jakaś kombatancka plotka o Marianie Piłce – działaczu partii Marka Jurka, jednym z byłych ZChNowców - który za młodu pracował w kibucu).

 

W relacjach Czarneckiego czytelnik znajdzie wspomnienia z Europy, Azji, Afryki, Ameryki Południowej: Czarnogóry, Serbii (slamsy cygańskie w Belgradzie), Albanii (nędza), Bośni, Kosowa (nędza), Rosji (zimno, drogo, korki), Hiszpanii (muzea), Portugalii, Cypru, Mołdawii, Ukrainy, Armenii, Gruzji, Azerbejdżanu, Palestyny (społeczna i polityczna aktywność kobiet), Izraela (dynamiczny rozwój, atrakcyjne żołnierki, palestyńscy siepacze), Jordanii, Kazachstanu (dynamiczny rozwój), Indii, Chin, Timoru, Mauretanii (typowe dla Afryki: zapaść cywilizacyjna, brud, aktywność gospodarcza Chin), Mali, Nigru, Egiptu, Ghany, Kongo, Ruandy (zadziwiająco cywilizowanej), Burundi, RPA, Angoli, Peru i Brazylii.

 

Pewną przesadą ze strony autora było zamieszczanie własnych fotek. Nie mniej książka napisana lekko i czyta się ją szybko.

 

Jan Bodakowski

 

 

 

Odsłon: 309 Komentarzy: 0


Jedwabne 10 lipca 1941

Kategoria: Historia Friday, 07 October 2011, 09:58

 

Jan Bodakowski

Jedwabne 10 lipca 1941

 

Sprawa pogromu Żydów w Jedwabnym jest znana większości osób z książki Grossa „Sąsiedzi”. Publikacja Grossa jest jednak stekiem bezczelnych kłamstw mających na celu oczernianie Polski i Polaków. W rzeczywistości w Jedwabnym Żydzi (często sowieccy kolaboranci i ich rodziny) stali się ofiarą Niemców.

 

Łomżyńskie

 

Łomżyńskie z Jedwabnym było terenem dwu narodowym. W miastach mieszkali Polacy i Żydzi. Wsie w 100% był Polskie, połowę mieszkańców wsi stanowiła szlachta zagrodowa (mająca taki sam status ekonomiczny jak włościanie, ale posiadająca silną świadomość narodową). Po agresji sowieckiej na Polskę w 1939 roku sowiecka propaganda (głoszona często ustami żydowskich agitatorów) była prowokacyjna i niedorzeczna (nie było Ukraińców i Białorusinów do wyzwalania). Silna świadomość narodowa spowodowała żywiołowy rozwój polskiego podziemia w okupowanym przez sowietów Łomżyńskim.

 

17 września 1939

 

W dyskusji o Jedwabnym Gross i jego epigoni przemilczeli udział próżniejszych żydowskich ofiar w sowieckim aparacie terroru po 17 września 1939. Żydzi w 1939 roku w Jedwabnym entuzjastycznie witali Armie Czerwoną. Entuzjazm Żydów był owocem uwielbienia Żydów dla ZSRR i nienawiści do Polski (nie jest prawdą teza o strachu Żydów przed Niemcami, Niemcy byli sojusznikami ZSRR, Żydzi na terenach okupacji niemieckiej usiłowali witać Niemców - Niemcy jednak nie życzyli sobie entuzjazmu Żydów). Żydzi w Jedwabnym natychmiast włączyli się w sowiecki aparat terroru którego jedyną ofiara byli w Jedwabnym Polacy. Żydzi w sowieckim aparacie terroru stosowali wobec prześladowanych Polaków: aresztowania, rekwizycje, więzienie. Żydzi tworzyli dla NKWD listy Polaków przeznaczonych do likwidacji (bezpośredniej i za pomocą deportacji), odzierali z dobytku i ubrań deportowanych Polaków, przejmowali miejsca pracy deportowanych Polaków. Żydzi zajmowali się rabunkiem i rekwizycją na rzecz sowietów (Żydzi stanowili w czasie pierwszej okupacji 70% sowieckich biurokratów gospodarczych), szerzeniem sowieckiej propagandy i agitacji. Pod sowiecką okupacją Żydzi nieustannie manifestowali swój tymf nad Polakami i entuzjazm dla okupanta, obelżywie traktowali Polaków, donosili na Polaków do NKWD.

 

Atak armii niemieckiej na ZSRR był dla Polaków wyzwoleniem od śmierci i tortur z rąk sowietów i ich żydowskich kolaborantów. Polacy mieli powody by czuć ulgę i radość z powodu końca sowieckich wywózek, mordów i prześladowań.

 

10 lipca 1941

 

Akcją likwidacji Żydów w Jedwabnym (a także w Radziłowie i Tykocinie) kierował komisarz kryminalny Hauptsurmfuhrer Hermann Schaper. Schaper jak wielu innych zbrodniarzy nazistowskich po wojnie pozostał bezkarny (z braku wystarczających dowodów). Sprawą jego odpowiedzialności za zbrodnie podczas II wojny światowej w Łomżyńskim zajmowała się niemiecka prokuratura w 1964 i 1965 oraz sądy w 1974 (w oparciu o dokumenty SS z archiwum MSW w Warszawie) i 1976 roku. Odpowiedzialność Schepera za eksterminacje Żydów w Łomżyńskim ustaliło Centrum Dokumentacji Zbrodni Nazistowskich w Ludwigsburgu koło Stuttgartu na podstawie ustaleń z 1963 z biura śledczego do ścigania zbrodni nazistowskich przy sztabie policji izraelskiej. Żydzi z Radziołowa na zdjęciach rozpoznali Schapera.

 

10 lipca 1941 roku (dwa tygodnie po wkroczeniu Niemców i rozpoczęciu niemieckiej okupacji) do Jedwabnego (według świadków) przybyło 69 gestapowców i wielokroć więcej żandarmów niemieckich (zeznająca w procesie Polaka dostała polecenie od Niemców przygotowania 69 porcji obiadowych dla gestapowców). Było to Einsatzkomando SS Zichenau Schrottersburg (Einsatzkommando Urzędu Policji Państwowej Ciechanów Płock). Była to jedna z wielu akcji likwidacji Żydów (podobne miały miejsce w końcu czerwca w Wiznie, 5 lipca w Wąsoczy, 7 lipca w Radziłowie leżącym 15 km od Jedwabnego, 10 lipca w Jedwabnym, w sierpniu w Łomży leżącej 18 km od jedwabnego, 22 sierpnia w Tykocinie leżącym 30 km od Jedwabnego, 4 września w Rutkach leżących 20 km od Jedwabnego, Zambrowie leżącym 35 km od Jedwabnego, wielu z tych miast Niemcy palili Żydów w stodołach). Ten sam schemat SS wykorzystywało w likwidacjach Żydów od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego (na Litwie, Białorusi, Ukrainie i Mołdawii). W pogromach Niemcy starali się wykorzystać lokalny margines społeczny i antysemitów.

 

W Jedwabnym Niemcy spalili mniej niż 250 Żydów (około 150) w stodole (innych miejsc egzekucji nie znaleziono). By Żydzi nie uciekali z płonącej stodoły Niemcy strzelali do Żydów (świadczy o tym 100 łusek znalezionych przez IPN w maju 2001 w ruinach spalonej stodoły). Łuski po amunicji znalezione w Jedwabnym były łuskami do niemieckich karabinów Mauser z 1938 i niemieckich pistoletów Walter używanych przez niemieckich oficerów. Jedwabne nie było podczas II wojny światowej terenem walk jednostek niemieckich - łuski więc najprawdopodobniej pochodziły z masowego mordu. Wbrew polskiemu prawu nie przeprowadzono ekshumacji (ówczesnym ministrem sprawiedliwości był Lech Kaczyński) bo przeciw ekshumacji protestował Związek Gmin Żydowskich w Polsce (pomimo że we wszystkich miejscach zbrodni na Żydach ekshumacje przeprowadzono). Żołnierzom niemieckim w pogromie pomagali cywilni przedstawiciele niemieckich władz lokalnych Jedwabnego przywiezionych do Jedwabnego przez Niemców. Niemcy nie dopuszczali na terenach przez siebie okupowanych do aktywnej działalności tubylców nawet takiej jak pogromy.

 

Niemcy usiłowali biciem i bronią palną zagonić Polaków do pilnowania Żydów na rynku w Jedwabnym (wielu Polaków pomimo grożącej śmierci z rąk Niemców uciekało z miasta by nie pomagać Niemcom) część jednak pod przymusem pilnowała Żydów. Polacy jednak nie byli świadomi celów Niemców. Z rynku Niemcy zapędzili Żydów do stodoły i ich tam spalili

 

Polacy pomimo grożącej im i ich rodzinie karze śmierci (tylko w okupowanej Polsce Niemcy zabijali za pomoc Żydom) pomagali Żydom i ukrywali Żydów przed Niemcami.

 

Proces

 

Podczas procesu oskarżeni o mord w Jedwabnym twierdzili że podczas śledztwa byli torturowani. Torturami wymuszono na nich przyznanie się do winny i obciążenie innych odpowiedzialnością za mord. Sąd 10 z pośród 22 oskarżonych uniewinnił, wydał 1 wyrok śmierci (niewykonany), 11 osób skazał na kilkunastoletnie wyroki choć uznano że byli terrorem przez Niemców zmuszeni do pilnowania Żydów. Wymuszone przez UB zeznania były tak niewiarygodne że komunistyczny sąd uznał je za niewystarczający dowód. Sąd apelacyjny z pośród 12 skazanych 2 uniewinnił. Niewątpliwymi zbrodniarzami byli przywiezieni przez Niemców polskojęzyczni kolaboranci Marian Karolak (komisaryczny burmistrz z nadania niemieckiego okupanta) i Karol Bardoń (niemiecki żandarm, volkddeutsch, funkcjonariusz niemieckiej policji pomocniczej zajmującej się aresztowaniem Polaków).

 

 

Jan Bodakowski

Bibliografia

Jedwabne spór historyków wokół książki Jana T. Grossa 'Sąsiedzi'”

Wydawnictwo Fronda

Odsłon: 328 Komentarzy: 1


1 2 dalej »

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.