Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Za to, że nie byłem człowiekiem!

Kategoria: Religia Wednesday, 07 April 2010, 18:32

Refleksja nad sensem życia, nad miłością w Miłości, i Miłością Prawdziwą!

---

Wyciągał do mnie ręce. W Jego spojrzeniu tyle było miłości.  Tyle łaskawości. Przebaczył mi.  A ja twarz odwracałem. Nie umiałem spojrzeć w te oczy. Nie mogłem patrzeć. Nie potrafiłem. Nie teraz. Nie dzisiaj.  Umierał przecież za mnie. Dla mnie. Umierał przeze mnie.

Wiele się ostatnio wydarzyło. Wiele złego z mojej strony. Odrzuciłem Jego przyjaźń. Zdradziłem. Przy stole podczas wieczerzy najpierw obmył me stopy. Potem kęs włożył do ust. Dla mnie to było mało. Nadeszła noc. Góra. Klęczał tam przy skale. Ręce wyciągał ku niebu. Podszedłem. Ucałowałem. Za mną i oni. Pojmali. Trzydzieści trzy srebrniki – tyle dla mnie warta była Jego miłość. Swój błąd pojąłem po chwili. Moja żądza posiadania… moja głupota, do zguby doprowadziły mnie samego. A tyle razy powtarzał, aby skarby w niebie gromadzić. Aby nie szukać tego co na ziemi… ale tego co w górze, co w domu Ojca ukryte. Ale co mi tam. Pieniądz ważniejszy.

To nie był koniec mojego zła. Zapytany o Pana trzy razy wyparłem się  Jego miłości. Trzy razy zaprzeczyłem. Trzy razy się zaparłem. Nie znam Go, kobieto. Nie znam, słyszysz?! Pierwszy raz Go widzę! Kogut zapiał, a On spojrzał na mnie. Z litością. Nie wytrzymałem. Łza pociekła mi po policzku, ale to wciąż mało. Niby strach – bo przecież chciałem tylko życie zachować…

Stał tuż przy mnie. Taki słaby. Nic nie znaczący. Już nie był królem. Teraz głowę z wbitym cierniem opuścił. Pełen pokory wciąż milczał. Podniosłem bicz i uderzyłem. Raz po raz uderzałem. Niech zrozumie na co zasługuje kłamca. Niech pojmie, że kłamstwo nie płaci. Inni kości wzięli do ręki i rzucili. O szaty walkę stoczyli. Los szczęścia i Królewski Płaszcz przywłaszczyli. Okraść i zadać ból to było celem.

Stałem przed ludźmi. Przed tłumem gapiów. Czego oni chcieli. Nie widzę w nim winy. Uwolnić. Przecież on nic nie zrobił. Nie zasługuje na śmierć. Nie zasługuje, słyszycie? Ręce umyłem. Nie chciałem mieć z tym nic wspólnego. Nie chciałem się mieszać. Uważałem, że nie zasłużył. Oni zdecydowali inaczej. Uwolniłem więc więźnia – syna ojca. Niech jego wezmą,  a Nazarejczyka – ukrzyżować. Nie mogę zawieść ludu. Moja pozycja jest ważniejsza.

Jesteś wrogiem Cezara! Ukrzyżuj Go! Ukrzyżuj! Chcemy Barabasza! To ja krzyczałem. To były moje słowa. Nie mogłem patrzeć na tego człowieka. On kłamał. Za Boga się podawał. Bluźnił. Na krzyż z takim. Niech na drzewie zawiśnie. Niech umiera.

To ja włócznie w ręku trzymałem. Podniosłem. Dźgnąłem. Bok Mu przebiłem. Trafiłem idealnie. Krew i woda wypłynęły. Cuda jakieś chyba. Tak nie umiera człowiek… ale On jednak umierał.

Opuściłem Cię… a Ty nadal wyciągasz do mnie swe dłonie. Z wysokości krzyża spoglądasz na mnie z miłością. Nie potępiasz. Nie prawisz kazań. Wyciągasz ręce i przygarniasz do Swego serca. Przebaczasz… chociaż nie zasługuję. Kochasz… chociaż ja nie kochałem. Ufasz… chociaż ja nie ufałem.

Za moją pychę i chęć posiadania – przepraszam Cię, Panie.

Za zaparcie się Ciebie, za brak odwagi, za zbytnią troskę o własne dobro – przepraszam Cię, Panie.

Za ból, który Ci zadałem, za znieważania, za brak litości, za kradzież – przepraszam Cię, Panie.

Za to, że dałem się ludziom zmanipulować, za to, że pozycji chciałem strzec – przepraszam Cię, Panie.

Za brak wiary, za ocenianie po pozorach, za brak akceptacji – przepraszam Cię, Panie.

Za każdą ranę zadaną, za każdy gwóźdź i każdą włócznię – przepraszam Cię, Panie.

Za to, że nie byłem człowiekiem – przepraszam Cię, Panie.

Wybacz mi, Panie, bo jestem tylko grzesznym człowiekiem z tłumu. Zbyt słabym, by żyć. Nie zasługuję na Twoją miłość.

Odsłon: 202 Komentarzy: 0


Przemienienie

Kategoria: Religia Sunday, 07 March 2010, 16:42

Tutaj z serii – refleksyjne ;)

---

„W” była dla niego wszystkim. Wiedział jednak, że strach jest silniejszy. Mimo walki – przegrywał. Mimo dążenia – upadał. Lęk paraliżował go do cna. To był jego problem. Nie jedyny. Jeden z wielu. Nie umiał się w tym wszystkim odnaleźć. Teoretyczny banał okazał się aspektem nie do ogarnięcia. A tak bardzo chciał. Ze wszystkich sił. Z całej swej mocy. Z całego swego umysłu. Z całego serca! Nie potrafił. Bolało go to. Bardziej i bardziej z każdą chwilą. Fatalnie to zbyt mało powiedziane. Czuł się gorzej niż bardzo źle.  Wiedział, że tak nie może żyć. I co z tego, że… kochał? A podobno miłość zabiera strach. Nie zabrała. A podobno tylko miłość nie ma przeszkód. A tutaj ciągle ściana. Większa. Grubsza. Nie do pokonania! I tutaj dostrzegł swoją słabość. Swoją niemoc.

Wcześniej był słaby własnym brakiem sił. Kiedyś stał się mocny siłą Najwyższego. Teraz znów zrozumiał, że sam nic nie zdoła… bo przecież jest niczym. Był zmęczony trudem ścieżek wydeptanych. Oczy otworzył mu Wszechmogący. Powstał. Otrząsnął się. To był tylko pył! To piach, już nie kajdany. Wyrwany z jarzma grzechu porzucił mroczny trakt. Wybrał szlak światła – wizualnie dłuższy i bardziej stromy. I to, co wydawało się nie pokonania, co wydawało się nie osiągnięcia, stało się możliwe. Czekał chwili, kiedy w nim będzie więcej Mistrza niż jego samego. Kiedy przestanie wielbić, bo Przedwieczny uwielbi się w nim…

Chciał zaufać. Pozwolić się prowadzić wciąż i wciąż, dalej i dalej. A tutaj znów strach. Znów niemoc. Znów Ból. Ściana. Jak ją pokonać? Obejść się nie da. Wejście na szczyt –  fizycznie niemożliwe.  Ale Tatuś  nie zostawia nas samych. Nie zostawia nas na pożarcie wilkom. Daje nam kogoś, kto pomoże. Kto poprowadzi. Kto poda dłoń. Stawia na naszej drodze dobrych ludzi. A może to są aniołowie w ludzkiej postaci? I chwała Mu za to!

Na jego drodze też postawił Stróża. To było całkiem niedawno, ale ten dzień pamiętał jak przez mgłę. Cichy, ciemny kościół… Od tamtej chwili nie musiał znosić udręk sam. Wiedział, że jest ktoś, kto zawsze mu pomoże. Do kogo może zwrócić się o pomoc. Jednak nie musiał nic mówić. Anioł wiedział wszystko. Wiedział co czuje. Wiedział co myśli. Wiedział, co go boli. Znał go lepiej niż on sam siebie. Stróż znał się na ludziach. On to dopiero miał słuch – nikt tak jak on nie potrafił rozmawiać z Pocieszycielem. Potrafił swoim przeszywającym spojrzeniem ogarnąć wszystko. W oczach tkwi w końcu siła duszy. Wołał: „ODWAGI!” za każdym razem, gdy miał się poddać. Krzyczał: „Nie lękaj się!” gdy napawały go obawy.

Stróż wiedział, co jest jego problemem. Stróż widział. Stróż czuł. Wiedział, co go gryzie. Dał mu radę, która okazała się zbawienna. Kazał złożyć swe lęki w ofierze. Złożyć jako dar na ołtarzu… a Mistrz to wszystko przemieni. Tak też zrobił. Starał się ze wszystkich sił… Prosił o pomoc Najwyższego. Czekał na przemienienie. Czekał. Czekał. Było trudno. Ciężej niż zwykle. Ten ciężar go przytłoczył. Ktoś jednak szeptał mu: „Nie przestawaj! Nie poddawaj się! Walcz!”. Walczył. Modlił się. Prosił… i czekał. Nadszedł dzień, gdy wszystko się zmieniło. Nadeszła godzina, gdy strach zniknął. Jeden moment, krótka chwila, która zmieniła jego życie…

Zniknął lęk, a pojawił się nowy cel. A może to stary… ale teraz bliższy niż kiedyś. Iść za Nim. Dzięki Stróżowi zrozumiał, że strach jest niczym w porównaniu z miłością. Zrozumiał, że strach niszczy, a miłość buduje. Może gdyby znalazł się ktoś, kto bardziej by go pokochał, mógłby zmienić zdanie, ale przecież nikt nie kocha bardziej niż Miłości Stwórca. Zaufał. Dał się prowadzić. Już nie on był panem, ale Pan był nad nim. I znów był silny Jego mocą. Starał się, by wszystkie jego czyny brały początek w Mistrzu i w Nim znajdowały dopełnienie. Podał mu rękę i szedł. Szedł. A gdy upadał, przypominał sobie słowa Stróża: „Ciągle zaczynam od nowa, choć czasem  w drodze upadam. Wciąż jednak słyszę – KOCHAĆ to znaczy powstawać!”

Odsłon: 203 Komentarzy: 0


Dziewczynka z kolcami

Kategoria: Kultura Sunday, 07 February 2010, 13:38

Do domu wchodzi dziewczynka. Ma około 14 lat, ale słuchając jej słów mamy wrażenie, że jest już stara i zużyta. Z jej ust wydobywają się przekleństwa, a sama nie ma do powiedzenia nic, prócz wielu oskarżeń, skierowanych w stronę rodziców…

Początek metamorfozy

Styczeń. Drzwi do domu otwierają się z hukiem. Ktoś wchodzi do pokoju i przegląda się w lustrze. To Ania. Ale jakże do siebie niepodobna. Jeszcze chwilę temu blondynka, a teraz… czarne włosy postawione z tyłu głowy na żel – niby kolce. Więc czemu niby mamy nie nazywać jej dziewczynką z kolcami?

- Co ty ze sobą zrobiłaś? – pyta ojciec.

- A co cię to obchodzi?! Nie znasz się! To moje życie!

Jest modna. Trudno temu zaprzeczyć. Swoją „trędowatością” rzuca wszystkich na kolana. Nie może być inaczej, skoro swoją garderobę kompletowała przez niemal rok, żebrząc u wszystkich swoich „joł-kumpli”. A teraz wygląda niczym zagraniczny raper. Do 50centa trochę jej brakuje, ale Eminema spokojnie mogłaby dublować. Co się stało z niegdyś wzorową uczennicą?

Nowi „joł-kumple”

Gimnazjum działa na ludzi zadziwiająco. A pierwsza klasa jest idealna, by poznać nowych ludzi i zupełnie zmienić swój światopogląd. Tak właśnie było w przypadku Ani, która nagle zdała sobie sprawę, że życie to zabawa, „ekypa” jest ważniejsza od rodzina, a szkoła to tylko przykry obowiązek, który trzeba ominąć kiedy tylko się da. Zaczęły się wagary, wypady na „piffko” i „fajeczkę”, bo wpływ „prześwietnego” marginesu żychlińskiego społeczeństwa nie mógł pozostać bez echa. Koledzy z domu dziecka zajmowali każdą wolną chwilę, ale Ania doszła do wniosku, że stać ją na kogoś lepszego. I znalazła nowych przyjaciół, którzy, choć rodziny mieli, pobyt w domu ograniczali do korzystania z lodówki i toalety. A dziewczynka z kolcami szła za ich śladem.

Zerwana nić porozumienia

Rodzice nie byli zachwyceni… byli wręcz załamani, że ich dobrze ułożona córka osiągnęła całkowite dno egzystencji… a nawet jeśli nie, to jest na najlepszej drodze. Nie wystarczyły kilkugodzinne wykłady…

- Moje słowa odbijały się jakby od ściany. – mówi zdesperowana mama – Na wieść o szlabanie wyszła z domu trzaskając drzwiami.

- Ja jestem zupełnie zbędny w jej życiu. – mówi ojciec – Przypomina sobie o mnie, gdy potrzebuje pieniędzy lub chce skorzystać z telefonu.

Rodzice nie potrafią sobie poradzić. Nawet stała kontrola ze strony wychowawczyni nie powstrzymuje Ani przed „zarywaniem” szkoły.

- W głowie mi się nie mieści, jak można tak się stoczyć. – dodaje siostra Ani – Ja również miałam swoje wzloty i upadki, jednak zawsze starałam się robić wszystko najlepiej jak potrafię.

Zasady

Ania, pytana o zmianę swojego postępowania, odpowiada:

- Mam swoje zasady i nie zamierzam ich zmieniać. To wszyscy wokół mają problem, bo myślą, że ja mam problem.

Ona zupełnie nie dostrzega, jak bardzo krzywdzi swoich najbliższych. Dom dla niej to hotel i sklep samoobsługowy, z którego wynosi się różne rzeczy, kiedy zajdzie taka potrzeba. Na wzmiankę o „malince”, która widnieje na jej szyi, mówi:

- Zabiję za to mojego chłopaka…

I wybucha głośnym śmiechem.

Czy dziewczynka z kolcami dostrzeże swoje błędy i poprawi zachowanie?

„Dzieci ulicy”

Dziewczynka nie jest jedynym przykładem tej części młodzieży, która zagubiła swoje wartości  w świecie pełnym pokus. Ania nie jest również najgorsza. Dookoła żyje wiele dzieci, które swoim zachowaniem budzą zgorszenie. Jednak za wszelką cenę musimy próbować pomóc im odbić się od dna, co wcale nie jest takie łatwe. Nie stańmy się tymi, przed którymi ostrzegali nas rodzice – dziećmi ulicy.

 

Mój najstarszy tekst. Napisany razem z Z. 3 lata temu :)

Odsłon: 227 Komentarzy: 0


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.