Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Exodus 2. Mojżesz

Kategoria: Religia Monday, 26 July 2010, 20:08

Exodus 1

Drugi rozdział Księgi Wyjścia to opowieść o Mojżeszu. Jak pamiętamy, w Egipcie obowiązywało prawo nakazujące wrzucanie do Nilu nowonarodzonych Hebrajczyków płci męskiej. Matka Mojżesza, po trzech miesiącach ukrywania swego synka, podporządkowała się temu prawu, ale nie do końca. Wypełniła literę prawa, ale z pewnością nie poszła za jego duchem. Faraon bowiem miał za cel zgładzenie chłopców, a ona zrobiła wszystko, by go jednak uratować.

 

Prawo nakazywało wrzucić do wody, ale przecież nie zabraniało, by dziecko było w koszyku. Zatem matka, której na imię było  Jokebed, skonstruowała skrzyneczkę, uszczelniła ją smołą i w takiej arce, wybrawszy odpowiedni moment, spuściła swego syneczka na wodę.

 

Odpowiednim momentem był ten, w którym córka faraona kąpała się w rzece. Wtedy Jokebed ostrożnie umieściła koszyczek ze swym synkiem w wodzie i wysłała Miriam, swą starszą córkę, by szła brzegiem pilnując swego braciszka. Gdy faraonówna zobaczyła dziecko i zabrała je z wody,  siostra chłopca zaproponowała jej, że znajdzie jej mamkę, by wykarmiła dla niej dzieciaka. Oczywiście mamką była Jokebel, która została zabrana do pałacu królewskiego i mogła z synkiem spędzić kolejne parę lat. A sam chłopiec  został zaadaptowany przez córkę faraona i, jak nam to mówi święty Łukasz w Dziejach Apostolskich 7,22: "wykształcono go we wszystkich naukach egipskich."

 

Jest wielką ironią losu (albo raczej dowodem na to, że Bóg ma poczucie humoru), że matka Mojżesza otrzymywała od faraona zapłatę za wykarmienie swego synka, którego według prawa powinna zamordować, a który stał się przywódcą narodu wykorzystywanego do niewolniczej pracy na rzecz faraona, umożliwiając mu ucieczkę i rozpoczęcie życia na wolności.

 

Samo imię "Mojżesz", po hebrajsku   מֹשֶׁה , Mo·sheh, ma bardzo ciekawą etymologię. Jest ono pochodzenia egipskiego i oznacza  "syn", jak można wydedukować z takich imion jak Tut-mosis = syn boga Tut, czy Ra-mses, syn boga Ra. W hebrajskim słowo to brzmi podobnie do czasownika "meshitichu", oznaczającego "wyciągnęłam go". Stąd czytamy: "Dała mu imię Mojżesz mówiąc: Bo wydobyłam go z wody." Jednak lepszym tłumaczeniem jest "ten, który wyciąga (lub zbawia, ratuje) z wody", co odnalazło swe wypełnienie, gdy Mojżesz przez Morze Czerwone wyprowadził Izrael na pustynię. Jest to także zapowiedź faktu, że prawdziwy Syn, "nowy Mojżesz", uratuje także kiedyś nas wszystkich.

 

Jeszcze ciekawszym słowem jest  תֵּ֣בַת , tevat, "koszyk", czy "skrzynka", jak to różnie jest tłumaczone, w której umieszczony został chłopiec. Co więcej ten koszyk pokryty jest smołą, by był niezatapialny.  Już mieliśmy wcześniej jedną taką pokrytą smołą, pływającą skrzynię w Biblii:

Gdy Bóg widział, iż ziemia jest skażona, że wszyscy ludzie postępują na ziemi niegodziwie, rzekł do Noego: Postanowiłem położyć kres istnieniu wszystkich ludzi, bo ziemia jest pełna wykroczeń przeciw mnie; zatem zniszczę ich wraz z ziemią. Ty zaś zbuduj sobie arkę z drzewa żywicznego, uczyń w arce przegrody i powlecz ją smołą wewnątrz i zewnątrz. (Rdz 6, 12-14)

Słowo "arka" to jest to samo słowo, תֵּבַ֣ת, tevat.   To oczywiście nie jest przypadek, ale znak, symbol. Coś, co ma nam wskazać fakt, że tak, jak Noe, uratowawszy się w arce, zaczął nowy etap w historii ludzkości, tak Mojżesz  zaczyna nowy, istotny rozdział historii ludzkości.  Tak, jak Bóg zawarł przymierze z Noem,  tak zawrze je z Mojżeszem. W tym sensie Mojżesz jest ojcem nowej rodziny, wybranej przez Boga by Mu służyć i by Go objawić wszystkim narodom.

 

Nic więcej nie wiemy o dzieciństwie Mojżesza. Następny epizod z jego życia, jaki nam opisuje Biblia, to już lata dojrzałe. Mojżesz opuszcza dwór faraona, by zobaczyć, jak żyją jego rodacy i widząc jak Egipcjanin bije Hebrajczyka i myśląc, że poza nimi nikt tego nie obserwuje, zabija Egipcjanina. Najwyraźniej wychowanie w królewskim pałacu nie pozbawiło go poczucia więzi ze swoim narodem. Dalej dowiadujemy się, że następnego dnia Mojżesz jest świadkiem bójki dwóch Hebrajczyków i starając się rozdzielić i pogodzić swych braci dowiaduje się, że słowo o tym, że zamordował Egipcjanina rozeszło się już, a zatem musi on ratować się ucieczką.

 

Ucieka do kraju Madian, gdzie przy źródle spotyka siedem córek kapłana, które przyszły napoić stada swego ojca. Wybawia je od nieprzychylnych im pasterzy i zamieszkuje u ich ojca. Poślubia jedną z córek, Seforę i zamieszkuje tam przez następne 40 lat.

 

Madianici byli spokrewnieni z Izraelitami, bo to także byli potomkowie Abrahama. A fakt, że Mojżesz zamieszkał u kapłana, który miał siedem córek, ma z pewnością symboliczne znaczenie. Słowo "siedem",  שֶׁ֣בַע , sheva, znaczy także "zawierać" przymierze. Zatem natchniony autor naszą uwagę uwagę na fakt, że ten epizod w życiu Mojżesza także ma religijne, duchowe znaczenie. Bóg wkrótce zawarł przymierze z Mojżeszem, ale o tym będzie w następnym odcinku naszych rozważań.

 

Odsłon: 596 Komentarzy: 5


Rocznica ogłoszenia encykliki Papieża Pawła VI "Humanae Vitae"

Kategoria: Pro life Sunday, 25 July 2010, 04:05

Czterdzieści dwa lata temu, 25 VII 1968 roku, Papież Paweł VI ogłosił najsłynniejszą chyba i najbardziej kontrowersyjną encyklikę w historii Kościoła Katolickiego. Encyklikę, która wzbudziła olbrzymi zawód, rozczarowanie i wręcz bunt wśród nie tylko wielu  wiernych, ale także niektórych księży i biskupów.

 

Na przykład 27. września 1968 roku episkopat kanadyjski wydał  oświadczenie, znane jako "Winnipeg Statement", gdzie możemy przeczytać między innymi:

17. Faktem jest, że pewna liczba katolików, wprawdzie będąca podmiotem nauczania encykliki, uznaje za ekstremalnie trudne, lub wręcz niemożliwe przyjęcie tej nauki […] Ponieważ nie negują oni żadnego punktu objawionej i katolickiej wiary ani też nie odtrącają nauczycielskiego autorytetu Kościoła, nie powinni być uważani, ani też sami nie powinni się uważać za wyłączonych ze wspólnoty wiernych.

 

25. W sytuacji jaką opisaliśmy wcześniej w tym oświadczenie (paragraf 17), spowiednik lub kierownik duchowy musi wykazać  pełne sympatii zrozumienie i szacunek dla szczerej dobrej wiary tych, którzy nie osiągną sukcesu w wysiłkach zmierzających do akceptacji niektórych punktów encykliki.

 

26. […]W zgodzie z przyjętymi zasadami teologii moralnej, jeśli osoby te szczerze, ale bez powodzenia próbowały postępować  zgodnie z podanym[w encyklice] dyrektywami, mogą być pewne, że każdy, kto  wybiera takie postępowanie, które jemu się wydaje prawidłowe, postępuje w zgodzie z dobrym sumieniem.

Oczywiście prawdą jest, że nam nie wolno postępować niezgodnie z naszym sumieniem. KKK mówi o tym wyraźnie, cytują dokument SV2, Dignitatis humanae:

1782 Człowiek ma prawo działać zgodnie z sumieniem i wolnością, by osobiście podejmować decyzje moralne. „Nie wolno więc go zmuszać, aby postępował wbrew swojemu sumieniu. Ale nie wolno mu też przeszkadzać w postępowaniu zgodnie z własnym sumieniem, zwłaszcza w dziedzinie religijnej".

Jednak samo sumienie nie jest jakimś najwyższym dobrem. Jest instrumentem, który wymaga regulacji. Jak waga, jak termometr. Gdy nie jest odpowiednio wyskalowane, pokazuje nam bzdury. Pokazuje zafałszowaną rzeczywistość. Jeszcze raz KKK:

1783 Sumienie powinno być uformowane, a sąd moralny oświecony. Sumienie dobrze uformowane jest prawe i prawdziwe. Formułuje ono swoje sądy, kierując się rozumem, zgodnie z prawdziwym dobrem chcianym przez mądrość Stwórcy. Wychowanie sumienia jest nieodzowne w życiu każdego człowieka, który jest poddawany negatywnym wpływom, a przez grzech – kuszony do wybrania raczej własnego zdania i odrzucenia nauczania pewnego.

 

1789 Oto niektóre zasady, które stosują się do wszystkich przypadków:- nigdy nie jest dopuszczalne czynienie zła, by wynikło z niego dobro;

Antykoncepcja zawsze jest złem. Jest czymś wewnętrznie, z samej istoty złym. Uczy tego wyraźnie Biblia i uczy tego "od zawsze" Kościół. Dlatego oświadczenie biskupów kanadyjskich było poważnym błędem, odstępstwem od nauki Kościoła i wręcz buntem przeciwko nauczaniu Papieża.

 

Piszę szczegółowo o tym oświadczeniu, bo przez to, że było to oficjalne stanowisko całej krajowej konferencji biskupów, jest to taki najbardziej wyrazisty przykład buntu. Ale ten bunt był obecny niemal wszędzie. Wielu biskupów w wielu krajach sprzeciwiało się encyklice Pawła VI. Nie wspominając już o milionach wiernych, którzy tylko czekali na tego typu oświadczenia tych, którzy powinni być naszymi przewodnikami. Niestety, w Kanadzie okazali się oni ślepymi przewodnikami ślepych.

 

Ale miało być o samej encyklice, nie o reakcjach na nią. Encyklika natomiast wybroniła się sama, a Papież Paweł VI okazał się prawdziwym prorokiem, choć lepiej by dla nas było, by się mylił. Wszystko to, co Paweł VI przewidywał, przed czym ostrzegał stało się faktem, który każdy z nas może zobaczyć na własne oczy.

 

Przed momentem na Frondzie przeczytałem:

W Wielkiej Brytanii dokonuje się 500 aborcji dziennie.

Co piąta ciąża kończy się zabiciem dziecka przez aborcję – tak wynika z najnowszych danych na temat zabijania dzieci nienarodzonych na wyspach. – To szokujące i przerażające – krótko komentuje parlamentarzysta lord  lord David Alton i wzywa do narodowej debaty w tej sprawie.

 

Oficjalne dane mówią, że od zalegalizowania w Wielkiej Brytanii aborcji w 1967 r., zabitych zostało 6,1 mln nienarodzonych dzieci. Z tego zaledwie 0,4 proc. aborcji dokonano ze względu na zdrowie i życie matki. A to właśnie te „argumenty” były najczęściej podnoszone przez aborcyjne lobby, które dążyło do liberalizacji prawa w tej kwestii.

 

Obecnie większość aborcji dokonywanych jest na życzenie. A lord Alton wskazuje przy tym, że Brytyjki dokonują dziś wielokrotnych aborcji, a nawet zdarzają się aborcje dzieci poczętych metodą in-vitro. -Skala tego zjawiska jest szokująca. Ponadto mamy do czynienia z paradoksem. Aborcja sięga bardzo dużych rozmiarów w kraju, w którym pary wydają fortuny, by począć dziecko metodą in-vitro, gdzie adoptuje się dzieci z zagranicy, ponieważ brakuje dzieci do adopcji w samej Brytanii – ocenia pochodzący z Liverpoolu polityk.

Jest to znamienne, bo do 1931 roku wszystkie kościoły, wszystkie denominacje chrześcijańskie zawsze, w każdej sytuacji, uważały antykoncepcję za poważne zło moralne. To właśnie w 31 roku kościół anglikański pierwszy dopuścił stosowanie antykoncepcji w wyjątkowych sytuacjach i po bardzo niewielu latach wszystkie inne odłamy chrześcijaństwa, poza Kościołem Katolickim, podążyły za Anglikanami. Przed encykliką Humanae Vitae bardzo wiele osób miało nadzieję, że i KK zmieni swe nauczanie. Oczywiście okazało się to niemożliwe, bo nauczanie to nie pochodzi od ludzi, lecz od Boga. Nikt, nawet papież, nie ma takiej mocy i uprawnień, by je zmienić.

 

W USA jest podobnie jak w Anglii, prawie co piąta ciąża kończy się aborcją. Wśród czarnych Amerykanów niemal 40% dzieci nienarodzonych jest zabijanych. Co więcej, niemal połowa kobiet, które miały aborcję twierdzi, że stosowały jakieś środki antykoncepcyjne. A przynajmniej im się tak wydawało…

 

"Planned Parenthood", organizacja odpowiedzialna za największą ilość morderstw nienarodzonych dzieci na świecie, nagrodziła, czytam na Frondzie, panią Nancy Pelosi, przewodniczącą Izby Reprezentantów USA, nagrodą "Bojowniczki o Zdrowie Kobiet". Oczywiście za to, że ta pani przewodnicząca, podkreślająca na każdym kroku, że jest katoliczką, dba w sposób niezwykle efektywny o takie organizacje jak "Planned Parenthood" i pilnuje, by przemysł aborcyjny nie miał żadnych przeszkód w swym procesie mordowania niewinnych dzieci. A w rewanżu mordercy ci zasilają panią Pelosi i jej partię olbrzymimi sumami pieniędzy. Bo zawsze, gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi właśnie o pieniądze.

 

Czemu zatem uważam Papieża Pawła VI za proroka? Co takiego napisał on przed 42 laty, w czasach, gdy rozwody się niemal nigdy nie zdarzały, a niewierność małżeńska była czymś rzadkim i tak niezwykle wstydliwym i starannie ukrywanym, że gdy wyszła na jaw, stawała się skandalem? Zacytuję jeden paragraf z jego Encykliki Humanae Vitae, podkreślenia moje:

17. Uczciwi ludzie mogą nabrać jeszcze mocniejszego przekonania o tym, jak bardzo uzasadniona jest nauka, którą Kościół w tej dziedzinie głosi, jeśli zwrócą uwagę na następstwa, do jakich prowadzi przyjęcie środków i metod sztucznego ograniczania urodzeń. Niech uprzytomnią sobie przede wszystkim, jak bardzo tego rodzaju postępowanie otwiera szeroką i łatwą drogę zarówno niewierności małżeńskiej, jak i ogólnemu upadkowi obyczajów. Nie trzeba też długiego doświadczenia, by zdać sobie sprawę ze słabości ludzkiej i zrozumieć, że ludzi – zwłaszcza młodych, tak bardzo podatnych na wpływy namiętności – potrzeba raczej pobudzać do zachowania prawa moralnego, a przeto wprost niegodziwością jest ułatwiać im samo naruszanie tego prawa. Należy również obawiać się i tego, że mężczyźni, przyzwyczaiwszy się do stosowania praktyk antykoncepcyjnych, zatracą szacunek dla kobiet i lekceważąc ich psychofizyczną równowagę, sprowadzą je do roli narzędzia, służącego zaspokajaniu swojej egoistycznej żądzy, a w konsekwencji przestaną je uważać za godne szacunku i miłości towarzyszki życia.

 

Trzeba wreszcie pilnie rozważyć i to, jak bardzo niebezpieczne możliwości przyznałoby się w ten sposób kierownikom państw, nie troszczącym się o prawa moralne. Któż mógłby wtedy obwinić władzę państwową o stosowanie w skali całego społeczeństwa takich rozwiązań, które przyznano by małżonkom jako godziwe w rozwiązywaniu problemów występujących w poszczególnych rodzinach? Któż zabroniłby rządcom państw propagować metody antykoncepcyjne, jeśli uznaliby je za skuteczniejsze, co więcej, nawet nakazywać ich stosowanie członkom społeczeństwa, ilekroć uważaliby to za konieczne? W ten sposób doszłoby do tego, że ludzie pragnący uniknąć trudności związanych z przestrzeganiem prawa Bożego w życiu indywidualnym, rodzinnym czy społecznym pozwoliłoby władzy państwowej ingerować w najbardziej osobiste i intymne sprawy małżonków.

Ale czemu mówiłem o aborcji, gdy Papież pisał o antykoncepcji? Pomieszałem pojęcia? Nie, i każdy, kto czytał inną encyklikę, Evangelium Vitae Jana Pawła Wielkiego wie o tym.  Zatem na koniec, już bez komentarza, fragment tej Encykliki. Tu także uwypuklenia tekstu pochodzą ode mnie:

13. […] Twierdzi się często, że antykoncepcja, jeśli jest bezpieczna i dostępna dla wszystkich, stanowi najskuteczniejszy środek przeciw aborcji. Zarzuca się też Kościołowi katolickiemu, że w rzeczywistości sprzyja rozpowszechnieniu się przerywania ciąży, ponieważ uparcie obstaje przy swojej nauce o moralnej niegodziwości antykoncepcji. Taka argumentacja okazuje się w rzeczywistości zwodnicza. Być może wielu ludzi rzeczywiście stosuje środki antykoncepcyjne po to, aby nie narażać się później na pokusę aborcji. Jednakże antywartości wszczepione w „mentalność antykoncepcyjną” która jest czymś zupełnie odmiennym od odpowiedzialnego ojcostwa i macierzyństwa, przeżywanego w poszanowaniu pełnej prawdy aktu małżeńskiego — sprawiają, że ta właśnie pokusa staje się jeszcze silniejsza, jeżeli dojdzie do poczęcia „nie chcianego” życia. W istocie, kultura proaborcyjna jest najbardziej rozpowszechniona właśnie w środowiskach, które odrzucają nauczanie Kościoła o antykoncepcji. Z pewnością antykoncepcja i przerywanie ciąży, z moralnego punktu widzenia, to dwa zasadniczo różne rodzaje zła: jedno jest sprzeczne z pełną prawdą aktu płciowego jako właściwego wyrazu miłości małżeńskiej, drugie niszczy życie ludzkiej istoty; pierwsze sprzeciwia się cnocie czystości małżeńskiej, drugie zaś jest sprzeczne z cnotą sprawiedliwości i bezpośrednio łamie Boże przykazanie „nie zabijaj”.

 

Mimo tej odmiennej natury i ciężaru moralnego pozostają one bardzo często w ścisłym związku, niczym owoce jednej rośliny. To prawda, że nie brak przypadków, w których człowiek ucieka się do antykoncepcji lub nawet do aborcji pod wpływem licznych trudności egzystencjalnych, które jednak nikogo nie zwalniają z obowiązku pełnego zachowywania prawa Bożego. W bardzo wielu przypadkach korzenie tych praktyk tkwią w hedonistycznej i nieodpowiedzialnej postawie wobec życia płciowego i oparte są na egoistycznej koncepcji wolności, która widzi w prokreacji przeszkodę dla pełnego rozwoju osobowości człowieka. Życie, które może się począć ze współżycia mężczyzny i kobiety, staje się zatem wrogiem, którego trzeba bezwzględnie unikać, zaś przerwanie ciąży jest jedyną możliwością w przypadku niepowodzenia antykoncepcji.

 

Niestety, ścisła więź łącząca na płaszczyźnie mentalności praktykę antykoncepcji z przerywaniem ciąży staje się coraz bardziej oczywista, czego wysoce niepokojącym dowodem jest produkcja środków chemicznych, wkładek wewnątrzmacicznych oraz szczepionek, które są równie łatwo dostępne jak środki antykoncepcyjne, ale w rzeczywistości doprowadzają do przerwania ciąży w najwcześniejszych stadiach rozwoju życia nowej istoty ludzkiej.

Odsłon: 1021 Komentarzy: 5

Kenneth J Howell

Kategoria: Wiadomości Wednesday, 21 July 2010, 07:04

Dr Kenneth Howell stał się ostatnio osobą popularną, choć pewnie nie jest z tego zbyt zadowolony. Przyczyną jego popularności stał się bowiem fakt, że został wyrzucony z uczelni za wykładanie ortodoksyjnej nauki Kościoła Katolickiego. Jest to w pewnym stopniu zdumiewające, bo on tam wykładał właśnie przedmiot "Introduction to Catholicism", Wprowadzenie do Katolicyzmu. Czyli został wyrzucony za to, że był dobrym profesorem. I tak w ogóle to uczelnia powinna mieć raczej pretensje do Pana Jezusa, że nauczał takich politycznie niepoprawnych rzeczy, jak na przykład to, że małżeństwo to związek między kobietą i mężczyzną.

 

Ale kim jest Kenneth Howell? Jest on mi doskonale znany i to od lat. Co prawda nie miałem okazji poznać go osobiście, ale w mojej podręcznej apologetycznej audiotele, czyli na twardym dysku mojego laptopa mam ponad dwadzieścia godzin wykładów Howella i różnych audycji radiowych z jego udziałem. Czytałem także kilkadziesiąt artykułów jego autorstwa w doskonałym, apologetycznym czasopiśmie „This Rock”. Polecam i samo czasopismo i autora, wszystkie archiwalne numery „This Rock”  są dostępne za darmo w elektronicznej wersji.

 

Kim zatem jest Kenneth Howell? Pierwsze 44 lata swego życia był protestantem, prezbiterianinem. Kościół prezbiteriański w USA to jest kościół zwykle wyznający teologię taką, jakiej nauczał Kalwin.  Osiemnaście z tych 44 lat Howell spędził jako pastor. Jednak od początku nie dawało mu spokoju to, że na każdym niemal rogu w miasteczku, gdzie zaczął swą służbę, znajduje się inny kościół, należący do innej denominacji. A przecież Jezus powiedział: „zbuduję swój Kościół” używając liczby pojedynczej.

 

Howell wspomina, że w 1978 roku, jako młody pastor, powiedział na kazaniu, że Jezus modlił się o jedność chrześcijan i gdyby kiedykolwiek Kościół Katolicki zaczął ponownie nauczać czego uczy Biblia, wszyscy protestanci musieliby do Niego powrócić. Jednak był on przekonany, że katolicyzm odszedł daleko od nauczania apostolskiego i ma bardzo niewiele wspólnego z Kościołem, który założył Jezus.

 

Później Howell obronił pracę doktorską i zaczął wykładać w seminarium duchownym. Zaczął także studiować dzieła Ojców Kościoła. Ku swemu zdumieniu odkrył, że nauczali oni tego samego, czego dziś naucza Kościół Katolicki. Szczególnie święty Ignacy z Antiochii zrobił na nim wielkie wrażenie, a konkretnie jego List do Smyrneńczyków 7,1:

"Powstrzymują się od Eucharystii i modlitwy, gdyż nie wierzą, że Eucharystia jest Ciałem Pana naszego, Ciałem, które cierpiało za nasze grzechy i które Ojciec w swej dobroci wskrzesił. Tak więc ci, co odmawiają daru Boga, umierają wśród swoich dysput. Lepiej byłoby dla nich, żeby mieli miłość, bo w ten sposób i oni mogliby zmartwychwstać"

W jego kościele „Wieczerzę Pańską” obchodzono cztery razy w roku i on sam wierzył, że to jest jedynie symboliczny rytuał, bez głębszego znaczenia. Był przekonany, że Kościół Katolicki wymyślił doktrynę o prawdziwej obecności Jezusa w Eucharystii w średniowieczu. Tymczasem już na przełomie pierwszego i drugiego wieku święty Ignacy, który znał osobiście świętego Jana pisze jako coś oczywistego, że Eucharystia jest Ciałem Jezusa Chrystusa.

 

Dalsze studia, szczególnie szóstego rozdziału Ewangelii świętego Jana upewniały go coraz bardziej, że to Kościół Katolicki naucza prawdy o Eucharystii, ale wcale go to nie ucieszyło. Jako pastor i profesor teologii w seminarium miał komfortowe życie, a gdyby został katolikiem, straciłby to wszystko, nie wiedząc co dalej mógłby robić.

 

Howell na tym etapie swej pielgrzymki zrobił, jak sam to określa, bardzo niebezpieczną rzecz. Wsiadł w autobus, pojechał do centrum miasta i poszedł na Mszę do katolickiego kościoła. Dlaczego było to niebezpieczne? „Bo podczas Mszy mamy do czynienia z nadprzyrodzoną  Mocą” –odpowiada.  To doświadczenie, to uczestnictwo we Mszy  zmieniło go na zawsze.

 

Nawiasem mówiąc inny konwertyta na katolicyzm, Steve Ray, o którym już kiedyś pisałem, także miał bardzo podobne odczucia. Dla niego i jego żony jednorazowa obecność na Mszy rozwiała wszystkie wątpliwości, jakie miał w  związku ze swoją drogą do Prawdy. Scott Hahn także przez wiele dni „zakradał się” na codzienną Mszę, gdy sam był jeszcze pastorem, zauroczony jej pięknem, symboliką i pewnie tą „nadprzyrodzoną Mocą”, o której mówi Howell.

 

Nasz bohater zaczął więc studiować wszystko o Mszy. Był zachwycony tym, jak bardzo biblijne są modlitwy eucharystyczne i w ogóle jak bardzo Msza jest nasycona Biblią. Była to dla niego niespodzianka, bo spotykał „byłych katolików”, którzy mówili, że opuścili Kościół, gdyż nigdy tam nie słyszeli Biblii. Po tym, co on sam zobaczył i zbadał, miał ochotę się ich spytać, czy mają jakiś problem ze słuchem.

 

Kenneth zaczął się obawiać co się stanie z jego życiem, bo coraz bardziej przekonywał się, że Kościół Katolicki to rzeczywiście ten sam Kościół, jaki założył Jezus, że naucza tego samego, czego nauczali Apostołowie i wręcz zakochał się w tym Kościele. Niczego tak nie pragnął, jak zostania katolikiem, a z drugiej strony obawiał się tego kroku. „Obawiał się” to zresztą zbyt słabe słowo. Był przerażony. Znalazł jednak, jak mu się wtedy wydawało, doskonałe rozwiązanie. Postanowił zostać anglikaninem.

 

W Jackson, Missisipi, gdzie wtedy mieszkał, katedra kościoła anglikańskiego i katedra katolicka są odległe zaledwie o jedną przecznicę, więc Howell zaczął uczęszczać na przemian, na nabożeństwa u anglikanów i do kościoła katolickiego. Po upewnieniu się, że jako anglikanin nadal bez przeszkód mógłby uczyć w seminarium kościoła prezbiteriańskiego myślał, że znalazł doskonałe rozwiązanie. Kościół mający sakramenty i liturgię bardzo podobną do katolickiej, ale nie przeszkadzający mu w pozostaniu wykładowcą. Wilk syty i owca cała.

 

Plan był doskonały w oczach Howella, ale nie w oczach Boga. Gdy modlił się on pewnego dnia, usłyszał wewnętrznie pytanie Boga: „Czy twoja pielgrzymka ma cię doprowadzić do piękna, czy prawdy?” Liturgia bowiem w anglikańskiej katedrze była nawet piękniejsza, niż w kościele katolickim, ale czegoś tam brakowało. Pozostawało pytanie: Czy eucharystia u anglikanów to jest Ciało i Krew Pana Jezusa, czy tylko wygląda, jak Eucharystia w Kościele Katolickim?

 

Jezus powiedział: „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem”. Gdyby Jezus był obecny tak samo kościele anglikańskim, Howell mógłby zakończyć swą pielgrzymkę. Ale jeżeli eucharystia u anglikanów jest tylko symboliczna, to jego poszukiwanie prawdy musiało być kontynuowane.

 

Howell, po przejściu na anglikanizm, mógł zacząć służyć jako anglikański ksiądz w katedrze, z zarobkami znacznie przewyższającymi pensję prezbiteriańskiego pastora i mógł dalej uczyć. Materialnie powodziłoby się mu znacznie lepiej, ale sumienie nie pozwoliło mu na ten krok. Pokusa była wielka, ale przypomniał sobie słowa Jezusa: „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien.” Zaczął więc regularnie uczestniczyć we Mszy w katolickim kościele.

 

Ciągle jednak było wiele rzeczy, z którymi miał on problem. Których nie rozumiał. Na przykład doktryna o „transsubstancji”. Wierzył on w prawdziwą obecność Jezusa w Eucharystii, ale nie wierzył, że chleb i wino stają się rzeczywiście Ciałem i Krwią Pana Jezusa. Uważał, że to także coś wymyślonego w średniowieczu. Pomyślał, że uwierzy w to jedynie, gdy znajdzie potwierdzenie w pismach Ojców Kościoła, że tak wierzono w Kościele od początku.

 

Czytając jakiś czas później dzieła Cyryla Jerozolimskiego, (to czwarty wiek),  znalazł tam takie słowa: "Nie patrz na chleb i kielich jak na czysto ziemskie rzeczy. Są one bowiem Ciałem i Krwią – jak Pan zapewnił. Choćby ci to mówiły zmysły, niechaj cię jednak utwierdza wiara. Nie osądzaj rzeczy ze smaku, lecz przyjmuj wiarą, a nie wątp, iż otrzymałeś dar Ciała i Krwi Chrystusa" (Św. Cyryl Jerozolimski: Katecheza mistagogiczna 4). Kenneth Howell znalazł swoje potwierdzenie.

 

Zatem przeszkody intelektualne minęły, ale to wcale nie oznaczało jeszcze, że był on gotowy na ten ostateczny krok. To trochę jest tak, jak z nami, którzy intelektualnie wiemy, że powinniśmy iść do spowiedzi, ale zawsze nas coś powstrzymuje. (Przykład podaję za świadectwem Howella, mnie tam nic nie powstrzymuje. Jak wiem, że powinienem się wyspowiadać, nic mnie nie może zatrzymać.) Jednak pewnego dnia i to się zmieniło.

 

Podczas Mszy Świętej, w której już niemal od roku uczestniczył, gdy się modlimy słowami „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami”, uświadomił sobie, że nie chce stracić tego wszystkiego, czego dorobił się w swym życiu. Uświadomił sobie, że rzeczywiście potrzebuje miłosierdzia bożego. A przy słowach „obdarz nas spokojem” prosił, by Jezus rzeczywiście dał mu pokój. By uciszył jego strachy i wątpliwości. A gdy kapłan podniósł Hostię i powiedział: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Błogosławieni, którzy zostali wezwani na ucztę Baranka”, odczuł niezmierną radość, niezwykłe szczęście w swym sercu. Zresztą w naszej angielskiej liturgii słyszymy słowo „happy” tam, gdzie na Mszy polskojęzycznej jest „błogosławieni”. „Szczęśliwi ci, którzy zostali wezwani na ucztę Baranka”. On wtedy rzeczywiście to szczęście odczuł.

 

To uczucie szczęścia rozwiało jego obawy, jednak ciągle zajęło mu niemal cztery lata, by sfinalizować swoją pielgrzymkę do Kościoła Katolickiego. W pełni stał się jego członkiem w 1996 roku. Częściowo opóźnienie wynikało z tego, że jego żona, choć życzliwie nastawiona do jego decyzji,  sama pozostała luteranką.

 

Co do samego incydentu z utratą pracy, warto zaznaczyć, że był on wykładowcą na państwowej (czy raczej precyzyjniej „stanowej”) uczelni, ale nie był na ich etacie. Był on pracownikiem „St. John's Catholic Newman Center”, założonym i finansowanym przez diecezję w Peorii.  To Kościół wybierał i zatrudniał nauczycieli, a choć władze uniwersytetu posiadały jakąś kontrolę nad tym, kto naucza na tym wydziale, to jednak głównie zależało to od władz kościelnych.

 

Co więcej, dr. Kenneth Howell posiadał „mandatum”, potwierdzenie biskupa ortodoksyjności swego nauczania. Coś, co jest dziś coraz rzadsze nawet wśród teologów na katolickich uczelniach.

 

Ja się nie martwię o pana Howella. On sobie poradzi. Ze swą wiedzą, ze swym intelektem, znajdzie pracę bez problemów. Obawiam się jednak, że całe to zamieszanie spowoduje, że Uniwersytet Illinois w Peorii zakończy tą symbiozę z Newman Center. Już teraz słychać pełno głosów, że jest to naruszenie „konstytucyjnego prawa rozdziału państwa i Kościoła” (którego zresztą wcale w amerykańskiej konstytucji nie ma) i że trzeba zakończyć ten eksperyment.

 

Jest to o tyle smutne, że Uniwersytet Illinois w Peorii był znany z ortodoksyjnego nauczania tego, czym jest katolicyzm. Był znacznie bardziej ortodoksyjny, niż zdecydowana większość tak zwanych „katolickich uczelni”.  Obawiam się, że to przejdzie do historii, bo gdy to Uniwersytet, nie Newman Center, będzie decydować o tym kogo przyjmą do pracy i co mu będzie wolno powiedzieć, to z ortodoksji pozostaną jedynie wspomnienia.

 

Jedyną optymistyczną rzeczą, jaką w tym całym zamieszaniu widzę, to to, że ktoś inny „otrzyma” doktora Howella. I jeszcze to, że całe to zamieszanie spowodowało w Stanach sporo dyskusji, z której zawsze może wyniknąć wiele dobrego. Bo teraz wiele osób znowu zastanawia się dlaczego Kościół uczy tego, czego uczy i choć w dyskusjach tych jest wiele głupawych i złośliwych wpisów, to także jest tam wiele mądrych i pouczających wyjaśnień świadomych swej wiary katolików.

Odsłon: 1002 Komentarzy: 14


Exodus-Księga Imion. 1. Izraelici w Egipcie

Kategoria: Religia Tuesday, 20 July 2010, 09:01

Exodus, czyli Księga Wyjścia, albo raczej Księga Imion, jak jest nazywana po hebrajsku, od pierwszych słów zapisanych w tej Księdze, (zwyczaj zachowany do dziś w Kościele w tytułowaniu Encyklik, które zawsze nazywane są od ich pierwszych słów), jest dla Narodu Wybranego chyba najważniejszą Księgą Starego Testamentu. Przynajmniej w pewnym sensie, bo przecież trudno robić ranking Słów Bożych. Każde z nich jest niezmiernie ważne.

 

Księga ta mówi nam o czymś niezwykle istotnym. O czymś, czego nam nie wolno zapominać. To było tak ważne dla Izraelitów, że gdy co roku obchodzono Paschę, uważano, że każdy z nich sam, osobiście uczestniczył w exodusie. W wyjściu z Egiptu. Nie wspominali tego,  jak my wspominamy nasze dawne dzieje, ale przeżywali to tak, jakby sami tego doświadczali. I ważne jest, byśmy i my podtrzymywali tę tradycję, bo przecież my także, każdej niedzieli, na Mszy Świętej, obchodzimy nasz exodus.  Dlatego postanowiłem trochę przybliżyć wszystkim tę wspaniałą historię.

 

Pierwsze zdanie Księgi Wyjścia brzmi tak:

"Oto imiona synów Izraela, którzy razem z Jakubem przybyli do Egiptu. Każdy zaś przyszedł ze swoją rodziną"

To zdanie nawiązuje do Genesis, Księgi Rodzaju, gdzie czytamy o tym, jak Józef został sprzedany przez swych braci w niewolę egipską, by poprzez interpretację snu faraona, zostać wyniesionym na wyżyny politycznej kariery. Staje się człowiekiem numer dwa w całym państwie, zaraz po faraonie. Sen oczywiście dotyczył siedmiu urodzajnych lat, po których nastąpiło siedem lat klęski.  W wyniku tej suszy bracia Józefa, wraz ze starym ojcem Jakubem, osiedlają się w najżyźniejszym regionie Egiptu, w kraju Goszen.

 

Wszystkich potomków Jakuba było siedemdziesięciu. To jest bardzo ważna liczba, mająca także symboliczne znaczenie. Z 10 rozdziału Księgi Rodzaju wiemy, że to tylu potomków, ilu miał Noe. Co więcej, czytamy tam na zakończenie:

Oto szczepy synów Noego według ich pokrewieństwa i według narodów. Od nich to wywodzą się ludy na ziemi po potopie. (Rdz 10, 32)

Zatem Izraelici wierzyli, że na świecie jest siedemdziesiąt narodów, pochodzących od potomków Noego. Zatem ta liczba siedemdziesięciu potomków Jakuba-Izraela jest jakby symbolem nowego ładu, nowej rzeczywistości i zapowiedzią tego, do czego powołał Bóg swój Naród Wybrany. Izrael miał być narodem kapłańskim, uczącym wszystkie narody tego, co im Bóg Jahwe objawił. Miał być pierworodnym synem wśród narodów, co sugeruje, że inne narody mają być młodszymi dziećmi Boga i także muszą Go, za pośrednictwem starszego brata, Izraela, poznać. Urzeczywistniło się to najpełniej w królestwie Dawida, gdy jego syn, Salomon, mający 700 żon, (niewątpliwie wynik sojuszy politycznych z innymi narodami i znowu symboliczna liczba 10  razy 70), naucza wszystkie narody, jak to czytamy na przykład w 1 Krl 1-9, w historii z Królową Saby.

 

Siódmy werset Księgi Wyjścia mówi nam:

Synowie Izraela rozradzali się, pomnażali, potężnieli i umacniali się coraz bardziej, tak że cały kraj się nimi napełnił.

To jest ponowne nawiązanie do Księgi Rodzaju, do samego jej początku, rozdział 1 werset 28:

Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi.

Mamy więc tu przypomnienie błogosławieństwa, jakiego Bóg udzielił Adamowi i Ewie i które wypełnia się w potomkach Jakuba. Ale nie tylko to, także wypełnienie obietnicy, jakiej Bóg udzielił Abrahamowi:

Będę ci błogosławił i dam ci potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie i jak ziarnka piasku na wybrzeżu morza; potomkowie twoi zdobędą warownie swych nieprzyjaciół. Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia takiego, jakie jest udziałem twego potomstwa, dlatego że usłuchałeś mego rozkazu. (Rdz 22, 17-18)

Jednak już w kolejnym wersecie mamy problem. Czytamy tam, że "rządy w Egipcie objął nowy król, który nie znał Józefa." To wcale nie znaczy, że nigdy o nim nie słyszał. Słyszał o nim aż zbyt wiele. Sformułowanie "znać kogoś", po hebrajsku יָדַ֖ע, yada, ma tu raczej znaczenie przymierza, a nawet czegoś więcej. Najlepiej to widać w Rdz 4,1, gdzie czytamy:

Potem Adam poznał Ewę, żonę swoję, która poczęła i porodziła Kaina, i rzekła: Otrzymałam męża od Pana. (BG)

Adam "poznał swoją żonę". To samo słowo, yada. Poznanie jej doprowadziło do narodzenia się syna. Jednak nowy faraon, z innej dynastii, nie uważał już Jakuba za zbawiciela Egiptu, a jego potomków, bardzo licznych i bogatych, uważał za zagrożenie dla Egipcjan i zapewne dla swojej władzy także. W takim sensie go "nie znał", a nie w sensie nieznajomości historii swojego kraju. To tak, jak we współczesnym świecie jedno państwo nie uznaje ambasadora innego kraju, powiedzmy po jakimś zamachu stanu. Nie znaczy to, że nie wiedzą, co się tam wydarzyło, lecz nie uznają nowej władzy za prawowitą, a zatem ich ignorują, czy też bojkotują, albo wręcz aktywnie zwalczają.

 

Stąd już tylko krok do tego, co się wydarzyło dalej. Bowiem gdy ktoś nie jest z nami, jest przeciwko nam. W kolejnych wersetach czytamy:

I rzekł [faraon] do swego ludu: Oto lud synów Izraela jest liczniejszy i potężniejszy od nas.10. Roztropnie przeciw niemu wystąpmy, ażeby się przestał rozmnażać. W wypadku bowiem wojny mógłby się połączyć z naszymi wrogami w walce przeciw nam, aby wyjść z tego kraju. (Wj 1, 9-10)

Słowo "wyjść", עָלָה, alah, ma znaczenie "wyjść w górę", unieść się. Obawy faraona sprawdziły się w trzecim rozdziale, gdy Bóg obiecuje Mojżeszowi, że "alah", wyprowadzi, wyniesie Izraelitów z Egiptu. To także będzie ważny motyw, przewijający się przez całą Księgę Wyjścia.

 

Pierwszym pomysłem faraona mającym na celu zniszczenie Hebrajczyków była ciężka, wyniszczająca fizyczna praca. Jednak nie wiele to dało, gdyś czytamy, że "im bardziej go  uciskano, tym bardziej się rozmnażał i rozrastał, co jeszcze potęgowało wstręt do Izraelitów". Znowu lekcja hebrajskiego. Słowo "pracować", עָבַד, abad, jest także często tłumaczone jako "służyć". Wrócimy jeszcze do niego w dalszej części naszego opowiadania.

 

Plan faraona nie wypalił, więc postanowił on przejść do bardziej drastycznych sposobów. Ogłosił, że położne wzywane do rodzących hebrajskich kobiet mają zabijać chłopców, a jedynie dziewczynki pozostawiać przy życiu. Oczywiście dziewczynki te po latach musiałyby szukać mężów wśród Egipcjan i wtedy automatycznie ich majątki przeszłyby w egipskie ręce.

 

Ten plan także się nie udał, bo położne bardziej się bały Boga, niż faraona. Biblia podaje nam imiona tych położnych: "jedna nazywała się Szifra, a druga Pua", ale nigdzie nie podaje nam imienia faraona. To jest znamienne, bo nie nazwanie kogoś po imieniu jest obrazą. Jest uznaniem go za kogoś bez znaczenia, nieważnego, czy wręcz jest ukaraniem go.  Mojżesz, który tradycyjnie jest uznawany za autora Pięcioksięgu, z pewnością znał imię faraona, z którym przecież wielokrotnie rozmawiał. Jednak to imiona położnych, osób trzeciorzędnych w naszym opowiadaniu przeszły do historii, a faraon pozostał anonimowy.  Do dziś, nie mając pewności, uczeni spierają się o którego konkretnie egipskiego króla tam chodzi.

 

Położne tłumaczyły się, że nie mogły zabijać chłopców w czasie porodu, bo Izraelitki są zdrowe i szybko rodzą, więc gdy one docierały do ich domostw, chłopcy już się urodzili. Zatem faraon obmyślił poprawkę do swego planu. Zarządził mianowicie, by już narodzonych chłopców wrzucać do Nilu. I to doprowadza nas do końca pierwszego rozdziału Księgi Wyjścia, a mnie do końca mojej notki. Ale ciąg dalszy nastąpi, bo nasza historia dopiero się zaczyna.

Exodus 2

Odsłon: 820 Komentarzy: 25


Pieski preriowe

Kategoria: Rozrywka Tuesday, 13 July 2010, 07:51

Ja, jak chyba większość ludzi, bez przerwy narzekam na brak czasu. Ale to wcale mi nie przeszkadza w tym, by czasem zrobić coś zupełnie bezużytecznego. A zresztą… może to wcale nie jest takie bezużyteczne?

 

Jasne, że to, co robię na swym forum jest istotne. Jest oczywiste, że niektóre wpisy na moim blogu są ważne. Byłoby też wskazane, bym po rozładowaniu się poświęcił trochę czasu na szukanie kolejnego ładunku. Bo choć Kolorado jest pięknym stanem, to przecież nie jestem tu na wakacjach, ale w pracy i powinienem jak najszybciej się załadować i jechać dalej.

 

Dziś jednak, zamiast szukać ładunku, czy też nadrabiać moje forumowe zaległości, bawiłem się w producenta, reżysera i operatora filmowego.  I choć Oscara za mój filmik nie dostanę, choć jakość nagrania nie jest najlepsza, to i tak jestem z siebie niezwykle dumny. Sami zresztą zobaczcie. Dzika bestia, na wolności, nie oswojona w zoo, a ja dysponowałem tylko tanim aparatem fotograficznym, starym Casio EX-S600 i niektóre ujęcia – mistrzowski poziom. National Geographic tego ode mnie nie kupi, ale jak na mnie, to co najmniej czwórka z plusem. ;-)

 

Zatem, dla odprężenia, zapraszam na spotkanie z moim nowym przyjacielem, pieskiem preriowym:

 

Odsłon: 816 Komentarzy: 6


A gdzie "TO" jest w Biblii? Czcze powtarzanie.

Kategoria: Modlitwa Tuesday, 13 July 2010, 06:59

W polskim tłumaczeniu tracimy trochę znaczenie tego, co Jezus powiedział w Kazaniu na Górze, ale gdy spojrzymy na grecki tekst widzimy, że nasz Pan zabrania czczego powtarzania modlitw. W polskich tłumaczeniach Mt 6,7 brzmi tak:

Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. (BT)

 

A modląc się, nie bądźcie wielomówni jak poganie; albowiem oni mniemają, że dla swej wielomówności będą wysłuchani. (BW)

 

A modląc się nie mówcie wiele jak poganie. Im się wydaje, że dzięki wielomówności zostaną wysłuchani. (BP)

Ja oczywiście nie znam greki, ale w angielskim ta wielomówność, czy gadatliwość zwykle jest tłumaczona jako "vain repetition", czyli czcze, daremne, próżne powtarzanie. Greckie słowo, jakie tam mamy, wygląda tak:

βατταλογήσητε;    battalogēsēte

i jest przetłumaczone jako

use vain, meaningless repetitions

Słowo to występuje w Biblii tylko raz, więc nie można go zobaczyć w innym kontekście, ale trudno negować to, co podaje większość słowników grecko-angielskich.

Katolickie wersje Biblii różnie tłumaczą to słowo. Na przykład New American Bible, używana w USA podczas liturgii, w taki sposób:

In praying, do not babble like the pagans, who think that they will be heard because of their many words.

Podobnie New Jerusalem Bible, najpopularniejsze, poza Stanami, angielskojęzyczne tłumaczenie Biblii:

In your prayers do not babble as the gentiles do, for they think that by using many words they will make themselves heard.

Douay-Rheims Bible, najstarsza katolicka Biblia po angielsku tak tłumaczy:

And when you are praying, speak not much, as the heathens. For they think that in their much speaking they may be heard.

Większość protestanckich wersji używa sformułowania "vain repetition". A ja nie bez powodu tyle czasu poświęcam temu wersetowi, bo jest on często używany jako argument przeciwko modlitwie różańcowej. Często antykatolicko nastawieni protestanci i fundamentaliści chrześcijańscy używają tego wersetu, by wykazać, że modlitwa różańcowa, podczas której powtarzane są w kółko te same słowa, jest zabroniona przez Biblię, a zatem niemiła Bogu.

 

Oczywiście, jak wszystkie inne zarzuty, ten także jest bezsensowny. Werset ten bowiem nie zabrania powtarzania modlitw, ale mówi, że nie mają sensu "vain repetitions". Czcze, próżne, czy bezmyślne powtarzania. Tymczasem różaniec to nie mantra. Istotą, duszą różańca jest rozważanie życia Jezusa widzianego oczami Jego Matki. Gdy ktoś odmawia różaniec jak mantrę, to nie modli się modlitwą różańcową, ale praktykuje wschodnie medytacje jedynie w formie przypominającej chrześcijańską modlitwę. A to, tu chyba zgadzamy się wszyscy, rzeczywiście nie jest Bogu miłe.

 

To wszystko, co powiedziałem wyżej, to nie jest żaden argument dla "Bible Christians". Niektórzy z nich są tak radykalni, że zawsze modlą się własnymi słowami. Nawet Modlitwy Pańskiej nie odmawiają, bo to także byłoby powtarzanie. Czy jednak mają oni rację? I jak im można wykazać, i to cytując Biblię, że się mylą?

 

To proste. W Biblii mamy przykłady modlitw polegających na powtarzaniu. Zatem jest oczywiste, że to nie w powtarzaniu problem, ale w "czczym" powtarzaniu. Gdy powtarzamy coś w sposób gorliwy, to nie tylko nic i nikt tego nie zabrania, ale taka modlitwa jest Bogu miła i do tego bywa bardzo skuteczna.

Alleluja. Chwalcie Pana, bo dobry, bo Jego łaska na wieki.

Chwalcie Boga nad bogami, bo Jego łaska na wieki.

Chwalcie Pana nad panami, bo Jego łaska na wieki.

On sam cudów wielkich dokonał, bo Jego łaska na wieki

(Psalm 136, modlitwa "bo Jego łaska na wieki" jest tu powtórzona 26 razy)

 

I odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się tymi słowami: Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty. Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe. Powtórnie odszedł i tak się modlił: Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich, i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja! Potem przyszedł i znów zastał ich śpiących, bo oczy ich były senne. Zostawiwszy ich, odszedł znowu i modlił się po raz trzeci, powtarzając te same słowa. (Mt 26,39)

 

Cztery Zwierzęta – a każde z nich ma po sześć skrzydeł – dokoła i wewnątrz są pełne oczu, i spoczynku nie mają, mówiąc dniem i nocą: Święty, Święty, Święty, Pan Bóg wszechmogący, Który był i Który jest, i Który przychodzi. A ilekroć Zwierzęta oddadzą chwałę i cześć, i dziękczynienie Zasiadającemu na tronie, żyjącemu na wieki wieków, upada dwudziestu czterech Starców przed Zasiadającym na tronie i oddaje pokłon żyjącemu na wieki wieków, i rzuca przed tronem wieńce swe, mówiąc: Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, odebrać chwałę i cześć, i moc, boś Ty stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone. (Ap 4, 8-11)

Są jeszcze dwie przypowieści, które co prawda nie mówią wprost o powtarzaniu tych samych słów w modlitwie, ale uczą nas, że wytrwała modlitwa, "naprzykrzanie się Bogu" ma wielką moc. Jest skuteczna, a zatem Bogu miła:

Dalej mówił do nich: Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przyszedł do mnie z drogi, a nie mam, co mu podać. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie. Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje. Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. (Łk 11, 5-10)

 

W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: Obroń mnie przed moim przeciwnikiem. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie. I Pan dodał: Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? (Łk 18, 2-7)

Odsłon: 909 Komentarzy: 7


A gdzie "TO" jest w Biblii? Relikwie.

Kategoria: Kościół Tuesday, 13 July 2010, 05:08

Kolejny, częsty zarzut przeciw nauce Kościoła Katolickiego dotyczy oddawania czci relikwiom świętych. I o ile jeszcze jest zrozumiałe traktowanie ich tak, jak współcześnie traktujemy zdjęcia bliskich, to znaczy wenerowania ich tak, jak np. ja w swojej ciężarówce weneruję zdjęcia moich najbliższych, oddalonych ode mnie o tysiące kilometrów, to już zupełnie niezrozumiałe wydaje się naszym braciom niebędących katolikami dlaczego my przypisujemy relikwiom jakąś nadzwyczajną moc.

 

Tutaj warto zauważyć, że to nie relikwiom przypisujemy moc, ale samemu Bogu. Jednak uważamy, że Bóg udziela swych łask za pośrednictwem świętych. To oni, wraz z aniołami, zanoszą nasze prośby przed Tron Pański. A Bóg w swej mądrości uznał za rzecz właściwą, by właśnie relikwie świętych stały się kanałem Jego łask.

 

Oczywiście my mamy na to tysiące dowodów. Jednak nasi bracia mają zawsze to samo pytanie: "A gdzie to jest w Biblii?" A zatem…

Wtedy Eliasz zdjął swój płaszcz, zwinął go i uderzył wody, tak iż się rozdzieliły w obydwie strony. A oni we dwóch przeszli po suchym łożysku. (2 Krl 2,8)

 

Zdarzyło się, że grzebiący człowieka ujrzeli jeden oddział [nieprzyjacielski]. Wrzucili więc tego człowieka do grobu Elizeusza i oddalili się. Człowiek ten dotknął kości Elizeusza, ożył i stanął na nogi. (2 Krl 13, 21)

 

A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi; całe swe mienie wydała na lekarzy, a żaden nie mógł jej uleczyć. Podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza, a natychmiast ustał jej upływ krwi. (Łk 8, 43-44)

 

Ludzie miejscowi, poznawszy Go, rozesłali [posłańców] po całej tamtejszej okolicy, znieśli do Niego wszystkich chorych i prosili, żeby przynajmniej frędzli Jego płaszcza mogli się dotknąć; a wszyscy, którzy się Go dotknęli, zostali uzdrowieni. (Mt 14, 35-36)

 

Bóg czynił też niezwykłe cuda przez ręce Pawła, tak że nawet chusty i przepaski z jego ciała kładziono na chorych, a choroby ustępowały z nich i wychodziły złe duchy. (Dz 19, 11-12)

 

 

Odsłon: 913 Komentarzy: 6


"Błędy doktryny rzymskiego katolicyzmu". Msza

Kategoria: Religia Saturday, 07 August 2010, 12:14

Część trzecia i ostatnia odpowiedzi na tekst Marcina Kuryłki "Błędy doktryny rzymskiego katolicyzmu". Część pierwsza polemiki jest TUTAJ, tutaj CZĘŚĆ DRUGA, ja zaczynam od cytatu:

 

 

Więc teraz mówimy o Mszy Świętej. W obrzędach Mszy należy szczególnie wyróżnić obok liturgii Słowa, liturgię ofiary. Są to te wszystkie czynności, mające na celu doprowadzić do procesu przeistoczenia tzn. przeistoczenie darów ofiarnych czyli chleba i wina w to co KK nazywa ciałem i krwią Chrystusa. Godny zauważenia jest ceremoniał mszalny który jest niezwykle okazały. Sprawia wrażenie jakiegoś dramatu, czegoś tajemniczego, mistycznego, misteryjnego, niezrozumiałego. Wywiera bardzo silne wrażenie na przebywających ludzi w Kościele. Od chwili pojawienia się księdza – kapłana, wierni poddawani są niepokojącemu urokowi tych sakramentalnych czynności i różnych obmywań, przeżegnań, różnych ukłonów, pokłonów, klęknięć. Wywołuje to niesamowitą powagę i nastrój, dramatyczną akcję rozgrywającą się na ich oczach. I za tym wszystkim niestety ludzie nie widzą mistyfikacji, są przekonani o autentyzmie obrzędu. W rytuale mszalnym nie pominięto niczego co by mogło absorbować wzrok, uczucia i wolę. Światła, blask witraży, tajemnicze ruchy i bogate szaty kapłanów, dym kadzidła, odgłos dzwonków, śpiew, podniosła muzyka. Wszystko to współtworzy taki specyficzny czar, zniewalający nawet trzeźwo myślącego obserwatora.

 


Jeżeli ktokolwiek tu tworzy jakieś niezrozumiałe obrzędy i niezwykły nastrój, to jest to autor powyższych słów.  To on stwarza tu jakąś atmosferę niesamowitości i wręcz grozy. Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna. Jeżeli już, to jest wprost przeciwnie i Msza Święta wygląda zbyt zwyczajnie, zbyt mało uroczyście.  Tymczasem sama Biblia, pokazując nam liturgię Mszy która odprawia się w Niebie, pokazuje nam niezwykłe rzeczy. Każdy, kto przeczytał Apokalipsę, która przecież jest „oknem do Nieba” i która nam ukazuje Niebiańską Liturgię, wie o czym mówię.

 

 

Skąd obrzędy mszalne otoczone tym niebywałym przepychem i niebywałą aurą wywodzą swój byt?

Może pochodzą z ustanowienia apostolskiego? Nie, na pewno nie. Nie ma o czymś takim mowy w Biblii, w Nowym Testamencie. Nigdzie nie jest napisane w Nowym Testamencie, w Dziejach Apostolskich, że apostoł Paweł odprawiał Mszę Świętą ubrany w stroje liturgiczne, niosący „monstrancję”, klękający przy ołtarzu, nie ma o czymś takim mowy.

 


Wprost przeciwnie. Apokalipsa jest pełna tego typu wyobrażeń. Także Stary Testament uczy nas, w jakie szaty powinni być ubrani kapłani. Jezus ukrzyżowany ma na sobie tkaną tunikę, strój kapłański. To nie jest przypadek i nie przypadkowo nam tę wiadomość przekazuje Biblia

 

 

Owszem jest mowa o Wieczerzy Pańskiej, jest mowa o prostym łamaniu chleba. My będziemy o tym za chwileczkę mówić, kiedy będziemy rozważać kwestię właśnie sensu, samego sensu Wieczerzy Pańskiej i samego sensu Mszy w odniesieniu do Biblijnej Wieczerzy Pańskiej, której my nie negujemy i nie krytykujemy. Ona jest absolutnie Biblijnym ustanowieniem. W odpowiedzi na pytanie skąd wziął się tak przepyszny i tak okazały ceremoniał mszalny pomaga nam ksiądz Granat, który w swojej dogmatyce na stornie 313 w tomie VII piszę następujące słowa: „Natura ludzka jest tak utworzona, że bez zewnętrznych środków pomocniczych, nie może się wznieść do rozważania rzeczy Boskich, dlatego Święta Matka Kościół, ustanowił pewne obrzędy, by mianowicie niektóre części we Mszy Świętej były tak wymawiane przyciszonym głosem, a inne podwyższonym. Kościół zaprowadził również na mocy tradycji ceremonie jak tajemnicze błogosławieństwa, płonące światła, okadzania, szaty i inne tym podobne, by uprzytomnić wzniosłość tak wielkiej ofiary i za pomocą tych widzialnych znaków religijności i pobożności pobudzać umysły wiernych do rozważania najwznioślejszych rzeczy które znajdują się w tej ofierze. Wiadomo więc skąd się wywodzi ceremonia mszalna, jakimi pobudkami kierowany się przy jej tworzeniu. Natomiast żeby ten ceremoniał nie budził żadnych zastrzeżeń wśród wiernych i żadnego oporu Sobór Trydencki pośpieszył z pomocą i pod groźbą klątwy powiedział: „Jeśliby ktoś powiedział, że ceremonie, szaty i znaki zewnętrzne w który KK używa w czasie sprawowania Mszy są raczej podmiotami do pobożności, a nie oznakami, niech będzie wyklęty. Jeśliby ktoś powiedział że należy potępić obrzędy KK w których przyciszonym głosem wymawia się część kanonu i Słowa konsekracyjne, albo że Msze powinno się odprawiać tylko w języku ludowym lub że z winem w kielichu nie trzeba mieszać wody, jakoby to było przeciwne ustanowieniu Chrystusa, niech będzie wyklęty”


Ceremoniał mszalny jest tak okazały, jest tak skonstruowany, żeby sprawiać atmosferę tajemniczości i misterium tak żeby wierni byli mocno jakby przytłoczeni powagą tego obrzędu, nie zastanawiali się nad treścią i sensem tego. Dlaczego cały czas podważam ten ceremoniał? Tylko dlatego że zauważam że w Słowie Bożym, zupełnie inaczej wyglądało spotkanie Kościoła w trakcie którego następowało łamanie chleba. Nigdzie nie ma mowy o tych wszystkich zewnętrznych rzeczach, które w tej chwili praktykuje KK. Łamanie chleba wyglądało zupełnie inaczej. Jeżeli ktoś poszukuje świadectwa i potrzebuje dowodu na to niech przeczyta Dzieje Apostolskie, tam jest o tym mowa.

 


Nie bardzo rozumiem na czym polega ten zarzut. Czy autorowi przeszkadza to, że staramy się jak najbardziej uroczyście obchodzić pamiątkę Wieczerzy Pańskiej? Czy mu przeszkadza, że chcemy oddać naszemu Panu cześć w sposób jak najbardziej godny? A jeżeli chodzi o postanowienia Kościoła, to przypomnę, że sama Biblia wyraźnie nas naucza:

 

 

Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał. (Łk 10,16)

 

 

I w innym miejscu:

 

 

Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. (Mt 18,18)

 

 

Wracamy do poddawanego analizie tekstu:

 

 

Więc mamy z jednej strony niezwykle okazałą ceremonię Mszy Świętej w KK, natomiast przypatrzmy się teraz Ostatniej Wieczerzy w której brał udział Jezus Chrystus wraz ze swymi uczniami. Zobaczmy jaka tutaj atmosfera panowała. Czy to był przepych, czy to było to samo co w tej chwili jest w KK robione, czy to był może prostszy obrzęd, czy to wyglądało zupełnie inaczej. Otwórzmy Mat. 26:26-30

26. A gdy oni jedli, wziął Jezus chleb i pobłogosławił, łamał i dawał uczniom, i rzekł: Bierzcie, jedzcie, to jest ciało moje.

27. Potem wziął kielich i podziękował, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy;

28. Albowiem to jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów.

29. Ale powiadam wam: Nie będę pił odtąd z tego owocu winorośli aż do owego dnia, gdy go będę pił z wami na nowo w Królestwie Ojca mego.

30. A gdy odśpiewali hymn, wyszli ku Górze Oliwnej.

 

Jak widzimy jest uderzająca różnica między Ostatnią Wieczerzą w której brał udział Chrystus, a Katolickimi mszami.

 


Nie wiem, na jakiej podstawie autor przypuszcza, że Ostatnia Wieczerza była tak skromną uroczystością. Biblia bowiem wcale nam nie opisuje dokładnie tego, co się tam działo. Mamy jednak takie opisy z pozabiblijnych przekazów. Zacytuję tu fragment Homilii Arcybiskupa Poznańskiego, z Mszy Wieczerzy Pańskiej, z 20 marca 2008:

 

 

Tam właśnie, we Wieczerniku, Pan Jezus, razem z apostołami, przeżywał swoją ostatnią Paschę na ziemi. Jak przebiegała ta Pascha, będąca jednocześnie pierwowzorem dla wszystkich Eucharystii odprawianych na świecie?

 

 

1. PASCHA ŻYDOW

 


Nazwa tego największego ze świat żydowskich pochodzi od hebrajskiego słowa pesach, które oznacza przejście, ominięcie. Tej nocy, kiedy anioł Boży przechodził przez Egipt powodując śmierć wszystkich pierworodnych, ominął domy Izraelitów oznaczone na odrzwiach krwią zabitego baranka. To jest ofiara Paschy na cześć Pana, który w Egipcie ominął domy Izraelitów. Poraził Egipcjan, a domy nasze ocalił (Wj 12, 27). W następstwie tego wydarzenia, naród Izraela został wypuszczony z niewoli i wyszedł z ziemi egipskiej. Od tamtej pory Pascha upamiętnia ocalenie pierworodnych Izraela od śmierci w Egipcie a Pascha stała się początkiem narodowej historii Żydów. Święto Paschy jest dla Żydów najważniejszym świętem, uważanym jednocześnie za najważniejsze wydarzenie w historii żydowskiej.

 

 

Powiedzcie całemu zgromadzeniu Izraela tak: Dziesiątego dnia tego miesiąca niech się każdy postara o baranka dla rodziny, o baranka dla domu. Jeśliby zaś rodzina była za mała do spożycia baranka, to niech się postara o niego razem ze swym sąsiadem, który mieszka najbliżej jego domu, aby była odpowiednia liczba osób. Liczyć je zaś będziecie dla spożycia baranka według tego, co każdy może spożyć.

 


Baranek będzie bez skazy, samiec, jednoroczny; wziąć możecie jagnię albo koźlę. Będziecie go strzec aż do czternastego dnia tego miesiąca, a wtedy zabije go całe zgromadzenie Izraela o zmierzchu. I wezmą krew baranka, i pokropią nią odrzwia i progi domu, w którym będą go spożywać. I tej samej nocy spożyją mięso pieczone w ogniu, spożyją je z chlebem niekwaszonym i gorzkimi ziołami. Nie będziecie spożywać z niego nic surowego ani ugotowanego w wodzie, lecz upieczone na ogniu, z głową, nogami i wnętrznościami. Nie może nic pozostać z niego na dzień następny. Cokolwiek zostanie z niego na następny dzień, w ogniu spalicie.

 


Tak zaś spożywać go będziecie: Biodra wasze będą przepasane, sandały na waszych nogach i laska w waszym ręku. Spożywać będziecie pośpiesznie, gdyż jest to Pascha na cześć Pana. Tej nocy przejdę przez Egipt, zabiję wszystko pierworodne w ziemi egipskiej od człowieka aż do bydła i odbędę sąd nad wszystkimi bogami Egiptu – Ja, Pan. Krew będzie wam służyła do oznaczenia domów, w których będziecie przebywać. Gdy ujrzę krew, przejdę obok i nie będzie pośród was plagi niszczycielskiej, gdy będę karał ziemię egipską. Dzień ten będzie dla was dniem pamiętnym i obchodzić go będziecie jako święto dla uczczenia Pana. Po wszystkie pokolenia – na zawsze w tym dniu świętować będziecie (Wj 12, 3-14).

 

 

Jezus i jego uczniowie – trzeba to sobie wyraźnie uświadomić – w zgodzie z przeżywanym akurat żydowskim świętem Paschy, musieli najpierw postarać się o baranka, następnie złożyć go na ofiarę w świątyni jerozolimskiej, a potem uczestniczyć w zwyczajnej wieczerzy paschalnej, zwanej dzisiaj sederem paschalnym. Jezus spędzał to święto w podobny sposób, w jaki spędzali je wszyscy współcześni mu Żydzi. Stąd na samym początku apostołowie nie pytają Jezusa: gdzie chcesz spożyć Ostatnią Wieczerzę, gdzie chcesz odprawić Eucharystię, ale pytają: „Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali Paschę do spożycia?" (Mt 26, 17; por. Mk 14, 12).

 

 

Porządek świętowania Paschy zmienił się zasadniczo w I wieku po Chr., kiedy świątynia jerozolimska została zniszczona przez Rzymian. Chociaż pierwsza część Paschy, świątynna, uległa znacznemu przekształceniu (nie można już było składać w niej ofiar), to jednak jej druga część, kolacja, nie uległa co do istoty zmianie.

 

 

OFIARA

 


Jezus żył jednak w czasach, w których jedna i druga część Paschy były aktualne. Kiedy więc należało przygotować Paschę, Jezus posłał do miasta Piotra i Jana, aby znaleźli izbę na wieczerzę paschalną; według przepisów bowiem baranka należało spożyć w obrębie murów Świętego Miasta.

 

 

W czasach Jezusowych zabijano baranka czternastego dnia miesiąca Nizan, w godzinach popołudniowych: między godziną trzecią a piątą, o zmierzchu. Pielgrzymi i mieszkańcy Jerozolimy przyprowadzali baranki do świątyni. Wszyscy wchodzili na dziedziniec, a kiedy dziedziniec się zapełnił ludźmi, zamykano bramy i rozpoczynano składanie ofiar. Każdy Izraelita zabijał własną ofiarę, podczas gdy kapłani, ustawieni w dwa rzędy, zbierali krew do złotych naczyń, które – przechodząc z rąk do rąk – docierały do ostatniego kapłana, który wylewał ją u stopni ołtarza.

 

 

W czasie składania ofiary z baranka paschalnego lewici śpiewali hallel (Ps 113-118). W śpiewie lewitów uczestniczyli ojcowie rodzin, wtórując swoim alleluja po każdej strofie psalmu. Kiedy pierwsza grupa zakończyła już ceremonię ofiary, otwierano bramy dziedzińca. Każdy wracał z zabitym barankiem, aby go upiec w obrębie murów Jerozolimy i zasiąść do sederu, czyli do posiłku paschalnego.

 

 

UCZTA

 


Baranek był pieczony na rożnie, z użyciem drzewa granatowca, tak aby żadna z jego kości nie została złamana. Mięso opiekało się ze wszystkich stron na otwartym ogniu. Spożywano go w domu, w kręgu rodzinnym. Mimo iż rytuał tej wieczerzy uległ wielu zmianom, na skutek różnic w obrębie samego judaizmu, to jednak zasadnicze części wieczerzy paschalnej pozostały niezmienne. Cały posiłek jest spożywany w czterech etapach, z każdym etapem wiąże się wypicie kielicha wina, która to czynność stanowi jakby pomost między poszczególnymi etapami obrzędu. Czerwone wino ma przypominać krew obrzezania i krew baranka paschalnego. Ceremonia pesachowa, seder, zaczyna się od odmówienia przez ojca rodziny błogosławieństwa nad winem (Kidusz), po którym wszyscy stół okalający wtórują Amen i każdy wychyla swój kielich. Picie kielichów przy odpowiednich modlitwach powtarza się czterokrotnie podczas całej wieczerzy, stąd inna nazwa tej ceremonii brzmi arba koses, to znaczy cztery kielichy.

 

 

a. wieczerza

 


Na stole żydowskiej rodziny powinien się znajdować talerz sederowy. Każda potrawa – a jest ich dzisiaj sześć – ma swoje obowiązkowe miejsce na półmisku. Półmisek umieszczony jest nad trzema przykrytymi macami (taki sam talerz można postawić przed każdym chłopcem, który ukończył 13 lat). Trzy kawałki macy symbolizują strukturę społeczności żydowskiej: kapłanów, lewitów i Izraelitów (ponieważ maca zastępuje chleb przez całe święta, często jada się ją posmarowaną masłem z solą lub z miodem, albo z charosetem). Maca nie może być pokruszona, połamana ani pieczona. Na początku sederu głowa rodziny łamie jedną z trzech mac na dwie nierówne części i chowa ku uciesze dzieci większy kawałek pod poduszkę fotela lub kanapy, którą dzieci później szukają. Jest to afikoman (czyli deser; (greckie: po uczcie). Spożywa się go jako ostatni kawałek jedzenia po kolacji.

 

 

Na półmisku z prawej strony kładzie się zero'a, czyli kawałek na wpół upieczonego mięsa, który ma przypominać naprędce – przed wyjściem z kraju – pieczonego baranka z Egiptu. W zastępstwie mięsa baranka można użyć szyjkę, skrzydełko lub udko kury czy indyczki, ponieważ niektórzy Żydzi uważają, że baraninę będzie można jeść ponownie podczas sederu paschalnego dopiero wtedy, kiedy zostanie odbudowana świątynia jerozolimska.

 

 

Po lewej stronie półmiska kładzie się jajko (bejca) ugotowane na twardo. Po obraniu sieka się je i miesza z soloną wodą (albo moczy kawałek w słonej wodzie) i zjada przed rybą. Symbolizuje ono życie.

 

 

Pośrodku półmiska stawia się gorzkie zioła (marror), umyte i osuszone. Jest to tarty chrzan zawinięty w liście sałaty. Kładzie się je między dwa kawałki macy i zjada. Mają one przypominać gorycz niewolnictwa.

 

 

Na środku półmiska umieszcza się ugotowane warzywa (karpas): pieruszkę, korzeń selera albo rzodkiewki z łodyżką i listkami. Nać warzyw ma przypominać wielkie rzesze Żydów w Egipcie obciążonych trudną pracą. Pietruszka zaś i cykoria symbolizują nadzieję. Po odmówieniu modlitwy (kiduszu) głowa domu kraje warzywa na kawałki, macza w solonej wodzie i podaje każdemu do jedzenia.

 

 

W lewym dolnym rogu półmiska kładzie się charoset, czyli masę sporządzoną z tłuczonych orzechów i migdałów, jabłek zmieszanych z winem, z dodatkiem miodu i utartej macy. Z masą podaje się rozmaite owoce: jabłka, migdały, cynamon, morele, rodzynki, daktyle oraz figi. Utarta orzechowa masa ma przypominać glinę, z jakiej Żydzi sporządzali cegły w niewoli egipskiej (por. ks. Kazimierz Juszko, Żydowskie źródła liturgii Kościoła).

 

 

Kiedy już cała rodzina zasiadła do stołu, ojciec błogosławił chleb i wino, używając słów podobnych do tych, które wypowiadamy w trakcie Mszy św. na ofiarowanie: Błogosławiony jesteś, Panie, Boże nasz, Królu wszechświata, który stworzyłeś ten owoc ziemi. Oto chleb uciemiężenia, który nasi ojcowie spożywali w Egipcie. Ktokolwiek jest głodny, niech się przybliży i spożywa; a kto powinien sprawować Paschę, niech się przybliży i ją celebruje.

 

 

Błogosławiony jesteś, Panie, Boże nasz, królu wszechświata, który stworzyłeś ten owoc winnego krzewu. Ty nas wybrałeś wśród wszystkich narodów, wyniosłeś nas ponad inne plemiona i Twymi przykazaniami nas uświęciłeś. W miłości Twojej dałeś nam Panie, nasz Boże, te coroczne święta ku naszej radości, uroczystości i dni pogodne, takie jak to Święto Przaśników, które jest czasem naszego wyzwolenia, zgromadzeniem świętym, pamiątką naszego wyjścia z Egiptu.

 

 

b. opowiadanie

 

 

Integralną część każdego sederu paschalnego stanowi opowiadanie (haggada) o Wyjściu. Ojciec rodziny wygłasza haggadę paschalną, będącą swego rodzaju parafrazą opisu biblijnego, w której wyjaśnia dzieciom i kobietom sens uczty paschalnej. Rozpoczyna ją rytualne pytanie najmłodszego syna: czym ta noc różni się od wszystkich innych nocy? Dlaczego podczas wszystkich innych wieczorów wolno nam spożywać wszelkiego rodzaju włoszczyzny, a tego wieczoru tylko chrzan? Dlaczego tej nocy gorzkie zioła maczamy w słonej wodzie? Dlaczego podczas wszystkich innych wieczorów wolno nam jadać chleb zakwaszony i niezakwaszony, a tego wieczora tylko niezakwaszony? Dlaczego tej nocy jemy pochyleni?

 

 

Gdy się was zapytają dzieci: cóż to za święty zwyczaj? – tak im odpowiecie: «To jest ofiara Paschy na cześć Pana, który w Egipcie ominął domy Izraelitów. Poraził Egipcjan, a nasze domy ocalił»… Dzieje się tak ze względu na to, co uczynił Pan dla mnie w czasie wyjścia z Egiptu (Wj 12, 26; 13, 8). Gdy syn twój zapyta cię kiedyś: «Jakie jest znaczenie tych świadectw, praw i nakazów, które wam zlecił Pan, Bóg nasz?», odpowiesz synowi: «Byliśmy niewolnikami faraona w Egipcie i wyprowadził nas Pan z Egiptu mocną ręką» (Pwt 6, 20n).

 

 

Daczego spożywa się gorzkie zioła? Ponieważ Egipcjanie czynili życie naszych ojców w Egipcie gorzkim (por. Wj 1, 14). Aby złagodzić smak ziół, zanurza się je w charosecie. Ta potrawa sporządzana z tartych jabłek, owoców granatu, orzechów, daktyli ma przypominać jabłonie, pod którymi kobiety żydowskie w ukryciu rodziły synów (por. Pnp 8, 5). Dlaczego spożywa się przaśne mace? Ponieważ ciasto naszych ojców nie zdążyło wyrosnąć. Dlaczego pijemy oparci na łokciu? Ponieważ jesteśmy ludźmi wolnymi i naszym obowiązkiem jest wychwalać Tego, który dla ojców naszych i dla nas uczynił te cuda. Ojciec rodziny kończył opowiadanie wezwaniem do odśpiewania hallelu (Ps 113 i 114).

 

 

c. wieczerza

 

 

Następnie wychylano drugi kielich i rozpoczynała się właściwa wieczerza, która powinna skończyć się przed północą, na pamiątkę czasu wyjścia z Egiptu.

 

 

Kiedy ta część się kończyła podawano trzeci kielich wina, zwany też „kielichem błogosławieństwa". Z czasem picia tego kielicha błogosławieństwa należy wiązać – zdaniem wielu – moment ustanowienia Eucharystii.

 

 

Potem przychodziła kolej na czwarty kielich, łącznie ze śpiewem ostatnich psalmów (druga część hallelu -Ps 115 do 118 oraz 136), będący definitywnym zakończenie wieczerzy paschalnej. W tym momencie otwierano na oścież drzwi dla mającego kiedyś nadejść proroka Eliasza. Według synoptyków (Mt 26, 30; Mk 14, 26) właśnie w tym momencie Jezus opuścił wieczernik i udał się na modlitwę, na Górę Oliwną.

 

 

Na stole pozostawał piąty kielich, przygotowany dla proroka Eliasza. Jest on aluzją do przyszłego, ostatecznego wyzwolenia Izraela i całej ludzkości przez Mesjasza, którego nadejście zapowie prorok Eliasz, który to Mesjasz miałby się zjawić – według tradycji żydowskiej – podczas nocy paschalnej. Żydzi czekają na spełnienie się ostatniej obietnicy Boga: Potem wprowadzę was do ziemi, którą z ręką podniesioną przysiągłem dać Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi. Dam ją wam na własność. Zaiste, Ja jestem Pan!» (Wj 6, 8).

 

 

Patrząc na Mszę w tym kontekście, można by dojść do wniosku, że nie tylko nie jest ona bogatsza w symbole i rytuały od Wieczerzy Paschalnej, ale jest wręcz niezwykle uboga.

 

 

 

W dalszej części swego tekstu autor pisze:

 

 

Przejdziemy teraz do tego co jest kulminacyjnym momentem ceremonii mszalnej, czyli to tzw. „przeistoczenia”, czyli sakramentalnej przemiany chleba i wina w ciało i krew Chrystusa, spowodowanej słowami kapłana.

 

 

Przeczytajmy pewien fragment z „Liturgiki” napisanej przez księdza dr Dybowskiego wydanej w Poznaniu w 1958 roku, na stronie 213 są następujące obrzędy mszy. Wprawdzie może one troszkę są w tej chwili zmienione, dlatego gdyż po Soborze Watykańskim II nastąpiła reforma liturgii, natomiast sam sens i idea jest absolutnie nie zmieniona. Nie zmienił się sens i idea, ewentualnie tylko zewnętrzne rzeczy się zmieniły. Przeczytajmy co następuje: „Kapłan odczytuje z mszału tekst zawierające opowiadanie o Ostatniej Wieczerzy, jednocześnie wycierając ręce o korporał bierze do rąk Hostię. Wznosi oczy ku niebu, potem pochyla głowę, żegna Hostię znakiem krzyża i wymaga słowo konsekracyjne nad Hostią, trzymaną obiema rękami, mówiąc – To jest bowiem ciało moje. Po wymówieniu tych słów i przez wymówienie tych słów już nie ma chleba na ołtarzu. Jest tylko ciało Chrystusa, dlatego kapłan przyklęka na prawe kolano dla oddania czci Chrystusowi, podnosi Hostię, kładzie ją na korporale i jeszcze raz klęka. Kapłan odkrywa kielich z winem, bierze go do rąk i odczytuje dalszy ciąg opowiadania o Ostatniej Wieczerzy. Pochyla głowę, żegna kielich znakiem krzyża i wymawia nad nim słowa konsekracyjne – Ten jest bowiem kielich krwi mojej nowego i wiecznego przymierza. Po wymówieniu tych słów, nie ma już wina na ołtarzu jest tylko krew Chrystusa pod postacią wina, dlatego też kapłan kładzie Pana Jezusa na ołtarzu, klęka dla oddania Mu czci, podnosi Go do góry, ponad swoją głowę, by wierni mogli cześć oddać Chrystusowi”

 

 

 

Tym sposobem tajemnica Eucharystii się urzeczywistnia, czyli zjawia się pod postacią chleba i wina Eucharystyczny Chrystus, wg tego co głosi KK.

 

 

 

KK naucza że w Eucharystii zawiera się prawdziwe, rzeczywiste i substancjalne ciało i krew Jezusa Chrystusa, wraz z Jego duszą i Bóstwem. Dzieje się to na mocy przemienienia, czyli Transsubstancjacji. O tym mówi ksiądz Granat, w swojej „Dogmatyce” na stronie 198. Również Sobór Trydencki z 1570 roku dogmatyzuje pojęcie Eucharystii i mówi: „Jeśliby ktoś zaprzeczał że w sakramencie Najświętszej Eucharystii zawiera się prawdziwe, rzeczywiste i substancjalne ciało i krew, razem z duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc i cały Chrystus, lecz mówił że jest w nim tylko w znaku, figurze lub mocy, niech będzie wyklęty”

 

 

 

Wniosek z całej nauki KK na temat Transsubstancjacji jest prosty – kapłan przez konsekrujące słowa wg KK na mocy władzy danej właśnie apostołom i poprzez apostołów przekazanej kapłanom, na mocy sukcesji apostolskiej, stwarza z chleba i wina ciało i krew Chrystusa. Przeistacza mocą swoich słów chleb w ciało, natomiast wino w krew. Można powiedzieć że kapłan na mocy Transsubstancjacji staje się właściwym stwórcą samego Stworzyciela. Uważa się że kapłan przy ołtarzu jest zastępcą Chrystusa.

 

 

Rzeczywiście, można tak powiedzieć. Tak uczy Kościół Katolicki. Oczywiście z pewnymi zastrzeżeniami. Kapłan nie „stwarza Stwórcy”, bo jest tylko jeden Jezus, nasz Pan. W czasie Mszy nie powstaje „nowy Jezus”, czy „inny Jezus”, ale ten jedyny, prawdziwy Bóg-Człowiek staje się obecny wśród nas, pod postacią Chleba i Wina.

 

 

W tym wypadku stanowisko kapłana przewyższa Syna Bożego, gdyż stwarza Boga, a Chrystus staje się posłuszny jego sakramentalnej woli. Przeistoczenie jest to jakby nowe wcielenie Chrystusa i ustawiczne powtarzanie narodzin Syna Bożego. O tym mówi Grzegorz Wielki, mówi następującą rzecz, zacytujmy fragment tego papieża: „W chwili przemienienia otwierają się na słowo kapłana obłoki niebieskie i zstępuje Chrystus Pan otoczony orszakiem chórów anielskich, którzy towarzyszą Panu i władcy swojemu.”

 

 

Tu Marcin Kuryłek sam sobie zaprzecza. Nie muszę więc z nim polemizować, on sam mnie wyręczył. Czym innym bowiem jest to, co on pisze, że „kapłan stwarza Boga”, czym innym to, co mówi Grzegorz Wielki, że „Chrystus Pan zstępuje” z Nieba.

 

 

Święty Tomasz z Akwinu powiedział: „W chwili przemienienia zstępuje Chrystus z nieba, tak szybko jak oko które się otworzy, nagle i najodleglejsze widzi przedmioty”

 

 

Amen.

 

 

Kapłani katoliccy mają więc ogromna władzę, dlatego że przez swoje słowa mogą sprawić, że Chrystus Pan wraz z orszakiem anielskim, znajdzie się przez właśnie ich słowa w tym opłatku który trzyma w swoich rękach kapłan, a potem w kielichu wina znajdzie się krew Chrystusa, na mocy tylko tych słów. Tę sama naukę, potwierdzenie tej nauki możemy spotkać w Encyklice papieża Piusa XII, która nosi nazwę „O ciele mistycznym”. Papież Pius XII mówi: „W tej ofierze sami wierni ofiarują przez ręce kapłana Bogu Wszechmogącego niepokalanego Baranka, który obecny staje się na ołtarzu, jedynie mocą głosu tegoż kapłana, jako najmilszą ofiarę chwały i przebłagania”

 

 

Święty Augustyn mówi: „Niepojęte dostojeństwo kapłanów, w rękach ich jak w łonie niepokalanej dziewicy, sam Bóg Syn Boży, staje się wcieleniem. Zaprawdę wielka jest władza kapłana. Język jego tworzy Boga z kawałka chleba. Jest to więcej niż stworzenie świata. Błogosławiona Maryja nie jest nawet w stanie sprowadzić Boskiego Syna w postaci Hostii. Dokonuje tego kapłan chociaż jest zwykłym człowiekiem”

 

 

Nic dodać, nic ująć.

 

 

Więc władza przypisywana celebrującym mszę kapłanom, może naprawdę zastanawiać. Dlatego że mocą ich słów z chleba i wina pozostają tylko postacie, czyli te właściwości które podpadają pod zmysły jak smak, zapach, itd. Ale sama istota chleba i wina przemienia się w istotę ciała i krwi Chrystusa Pana. Po konsekracji nie ma już na ołtarzu chleba i wina, ale prawdziwe ciało i prawdziwa krew Odkupiciela. Co więcej jest to rzeczywisty żyjący Chrystus wraz z Bóstwem i człowieczeństwem, ciałem i duszą, obecny cały i niepodzielnie, pod dwom postaciami lub jedną postacią, a nawet w każdej jej cząstce osobno.

 

 

Nie tylko może zastanawiać, ale powinna. To jest coś, o czym wszyscy powinniśmy medytować, wielbiąc Boga, który dał kapłanom taką moc.

 

 

Naprawdę można się zastanowić czy aż tak olbrzymia władza została złożona w ręce człowieka, w ręce kapłana. Wydaje się to mało prawdopodobne, ale biorąc pod uwagę, że te wszystkie osobliwości Rzymskiego Katolicyzmu są błędne, należy wcale się nie dziwić że tak to zostało ogłoszone.

 

 

Czyli, rozumiem, autor podważa tu autorytet samego Jezusa i neguje Jego postanowienia. Dlaczego? Zapewne dlaczego, że wyznając inną religię pragnie, by ta, której nas nauczał Jezus, okazała się fałszywa. Wynosząc swój system wierzeń i swoją interpretację Pisma Świętego ponad to, czego nas nauczali Apostołowie i co nam przekazali Ojcowie Kościoła, stara się udowodnić, że on, dziś, na przełomie XX i XXI wieku wie lepiej, co Jezus ustanowił, niż wszyscy chrześcijanie wiedzieli ciągle i niezmiennie przez poprzednie dwa tysiące lat.

 

 

Natomiast my tak jak powiedzieliśmy na podstawie Bożego Słowa, które może przeniknąć w te mroczne Katolickie tajemnice wiary i wywieźć na światło błędy i fałsze, ono nam to uczyni. Więc Katoliccy teologowie w uzasadnieniu Eucharystii jako rzeczywistego ciała i krwi Pańskiej, a więc obecności na ołtarzu autentycznego i żyjącego Chrystusa powołują się na dowody Pisma Świętego. Wg ojców Soboru Trydenckiego pierwszy dowód Biblijny zawarty jest w słowach Chrystusa ustanawiających obrzęd Wieczerzy Pańskiej. Teolodzy Katoliccy określają go jako tzw. dowód z ustanowienia najświętszego sakramentu. Rozumowanie jest następujące – oto Jezus wypowiedział w odniesieniu do paschalnego chleba słowa: „To jest ciało moje”; a w odniesieniu do wina: „To jest krew moja”. Wypowiedź tą należy rozumieć naucza KK – w sensie literalnym, dosłownym a nie metaforycznym lub przenośnym. Gdy Chrystus Pan wypowiedział powyższe słowa chleb i wino zostało przeistoczone w rzeczywiste ciało i krew Chrystusa, wraz z Jego duszą i Bóstwem stało się zatem prawdziwym i rzeczywistym Chrystusem. Chleb był ciałem Chrystusa, a wino Jego krwią. Możemy o tym czytać w książce księdza Granata „Dogmatyka” od strony 251 do 254 gdzie ksiądz Granat pisze słowa: „Na podstawie słów ustanowienia Eucharystii zapisanych u Świętego Pawła, nauki Chrystusa Pana o Eucharystii nie można w żaden sposób zrozumieć przenośnie lecz dosłownie, tzn. w miejscach tych jest mowa o rzeczywistej obecności Chrystusa Pana pod postaciami chleba i wina”.

 

 

Oczywiście. I co tu jest niejasnego? Jak inaczej można te słowa interpretować? Jak może ktoś, kto uważa Biblię za jedyny autorytet je negować? Sam tekst nie daje nam żadnych podstaw do tego, by to zrobić. Jedynie ludzka tradycja, nauczanie wspólnoty, której autor jest członkiem, zmusza do symbolicznej interpretacji tych słów. Sama Biblia nam wręcz potwierdza to, że tam nie może być mowy o symbolicznym ich traktowaniu. Święty Paweł pisze bowiem:

 

 

Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę! Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę! Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije. (1 Kor 11, 23-29)

 

 

Ważkie, pełne treści słowa. Niegodne spożywanie tego Chleba i Wina powoduje, że człowiek staje się winny Ciała i Krwi Pańskiej. Tu nie ma miejsca na żadną dowolną interpretację. To nie jest symbol. Gdybym ja, powiedzmy, przestrzelił czyjeś zdjęcie, nie byłbym winien niczyjej śmierci. Co najwyżej byłbym winien popełnienia głupiego żartu. Zdjęcie jest symbolem, niczym więcej. Eucharystia nie jest symbolem, jest czymś realnym. Jest Ciałem, Krwią, Duszą i Bóstwem samego Jezusa. Jest Nim. Dlatego tak ważne jest, by Jej nie przyjmować niegodnie, bo niegodne przyjęcie Jezusa powoduje to, że stajemy się „winni Jego Ciała i Krwi”.

 

 

 

Następnie autor  przypomina czym była pascha dla Żydów. Nie będę cytował tego długiego fragmentu. Każdy może go sobie przeczytać TUTAJ. Przypomnę tylko, że w moim tekście o „Czwartym Kielichu” i w cytowanej już homilii biskupa Gądeckiego jest wyjaśnienie czym teraz jest Wieczerza Paschalna i dlaczego Msza Święta jest jej wypełnieniem i kontynuacją. Marcin Kuryłek najwyraźniej nie rozumie także czym jest Kościół Powszechny, założony przez samego Jezusa. I dopóki nie zrozumie tego, będzie promował swoją sektę, zapewne będąc przekonanym w głębi serca, że robi coś dobrego.  Dlatego dobrze by było, by zamiast wyszukiwać jakieś doktryny, zwyczaje, czy praktyki, które rzekomo Kościół wymyślał w średniowieczu i innych okresach czasu, poczytał Ojców Kościoła, poczytał historię Kościoła i może na początek przeczytał, powiedzmy, TEN TEKST tłumaczący, czym jest Kościół.

 

 

Część Pierwsza polemiki.

Odsłon: 891 Komentarzy: 5


"Błędy doktryny rzymskiego katolicyzmu". Chrzest. Tylko dorośli? Tylko przez zanurzenie?

Kategoria: Religia Saturday, 07 August 2010, 00:14

Ciąg dalszy odpowiedzi na zarzuty Marcina Kuryłka zawarte w tekście "Błędy doktryny rzymskiego katolicyzmu". (Początek mojej odpowiedzi znajduje się TUTAJ.) Pisze on:

KK głosi przeciwną naukę nauce Biblii i mówi o chrzcie niemowląt, który absolutnie nie znajduje swojego odzwierciedlenia w Słowie Bożym. My wiemy że chrzest Biblijny wg świadectwa zarówno Ewangelii jak i Dziejów Apostolskich, a także Listów Apostolskich był zawsze wykonywany na człowieku dorosłym, który jako wyznanie swojej wiary dawał się ochrzcić, był to znak, zewnętrzny znak tego co się dokonało w jego sercu. Był to zewnętrzny znak mający wewnętrzne znaczenie. Dlatego że on wskazywał na to, co się dokonało w sercu tego człowieka. Natomiast KK przekręca ten fakt. W tej dziedzinie mamy bardzo prostą i szybką próbkę przekręcenia Słowa Bożego za pomocą tradycji, która przerosła Słowo Boże i zostało udowodnione że jednak chrzest dzieci jest chrztem który należy praktykować, czyli chrzest niemowląt, mimo tego że przecież jest to całkowicie pozbawione sensu, tego Biblijnego sensu, dlatego że chrzest musi być poprzedzony upamiętaniem, wiarą w Pana Jezusa, wiarą w Ewangelię, wyznaniem grzechów i wtedy dopiero prośbą o chrzest. I od tego momentu można mówić o śmierci dla starego życia, a potem zmartwychwstaniu do nowego życia. Chrzest wodny jest symbolem właśnie tego.

Nie tak szybko. Znowu jest to próba narzucenia pewnej interpretacji, która ani nie jest zgodna z nauczaniem Biblii, ani z faktami, jakie znamy choćby z pism Ojców Kościoła. Oni to właśnie są świadkami tego, co się działo w Kościele w pierwszych wiekach. Oni dają świadectwo prawdzie, bo żyli w czasach bliskich Apostołom.

 

Wielu protestantów nie uznaje autorytety Ojców Kościoła. I o ile mogę to zrozumieć, znając ich negatywne nastawienie do Kościoła, to w niczym nie zmienia to faktu, że takie podejście ich po prostu kompromituje. Pisma Ojców Kościoła są bowiem historycznymi dokumentami, które nas czegoś uczą. Jeżeli chcemy należeć do Kościoła, który założył Jezus, jeżeli chcemy praktykować to, czego nauczył nas Jezus i Apostołowie, to przede wszystkim musimy to poznać i zrozumieć.

 

Pierwsze pokolenie chrześcijan nie miało w ogóle Nowego Testamentu. Wszystko było przekazywane poprzez tradycję. Poprzez ustne nauczanie. Potem, głownie tam, gdzie się rodziła herezja, powstawały listy i pisma, korygujące te herezje i błędy. Jednak gdy nic nie wzbudzało kontrowersji, nie było powodu, by o czymś pisać i coś tłumaczyć.

 

Argumentum ex silentio, argument z milczenia, często bywa bardzo mocnym argumentem. Brak wyraźnego zakazu chrztu niemowląt, w świetle wyraźnej nauki świętego Pawła, że chrzest jest „obrzezaniem Nowego Przymierza” świadczy o tym, że praktyka chrztu niemowląt była znana od początku. A pisma Ojców Kościoła to wyraźnie potwierdzają.

 

Chrześcijanie od początku widzieli w sakramencie chrztu wypełnienie obrzezania. I tak, jak przez obrzezanie człowiek stawał się członkiem Narodu Wybranego, tak samo przez chrzest staje się członkiem Nowego Jeruzalem, członkiem Ciała Jezusa, którym jest Kościół. Czytając pisma Ojców Kościoła widzimy to bardzo wyraźnie. Ale nie musimy nawet sięgać do ich świadectwa, bo sama Biblia nas tego uczy:

I w Nim też otrzymaliście obrzezanie, nie z ręki ludzkiej, lecz Chrystusowe obrzezanie, polegające na zupełnym wyzuciu się z ciała grzesznego, jako razem z Nim pogrzebani w chrzcie, w którym też razem zostaliście wskrzeszeni przez wiarę w moc Boga, który Go wskrzesił. (Kol 2,11-12)

Dziwne i niezrozumiałe byłoby dla pierwszych chrześcijan, gdyby dzieci były wykluczone z Kościoła, gdy w Starym Przymierzu od ósmego dnia stawały się one jego członkami. Nowe jest zawsze lepsze od starego i nie tylko Nowe Przymierze nie spowodowało większych wykluczeń i ograniczeń, ale zrównało w prawach wszystkich: Kobiety i mężczyzn, Żydów i pogan, niewolników i wolnych:

Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie. (Ga 3,28)

Zrozumiałe więc i naturalne jest, że także dzieci, niemowlęta stawały się w Nowym Przymierzu od samego początku pełnoprawnymi członkami Kościoła przez sakrament chrztu.

 

Potwierdzają to liczne dokumenty Ojców Kościoła. Poniżej kilka przykładów. Biskup Lyonu, św. Ireneusz, nawiązują do chrztu niemowląt pisał już w II wieku:

"Chrystus przyszedł przez siebie samego wszystkich zbawić, wszyscy powiadam, przez niego odradzają się Bogu: dzieci i niemowlęta, pacholęta, młodzieńcy i starsi" (Przeciw herezjom", ks.IV, 22,4).

Tertulian w swoim dziele "O chrzcie" napisanym ok. 206 roku pisze o chrzcie niemowląt. Także Orygenes:

"Kościół od apostołów przejął praktykę udzielania chrztu nawet dzieciom. Wiedzieli bowiem ci, którym powierzone były sekrety Bożych tajemnic, że we wszystkich są przyrodzone zmazy grzechowe, które powinny być zmyte przez wodę i Ducha Świętego" (Wykład Listu do Rzymian ks.V, nr4).

Święty Cyprian:

"Jeżeli największym przestępcom przedtem wiele obrażającym Boga, gdy później uwierzą, daje się przebaczenie grzechów i ani od chrztu, ani od łaski nikogo się nie powstrzymuje, o ile więcej nie należy powstrzymywać dziecka, które niedawno narodzone, nic nie zgrzeszyło, a tylko jako potomek Adama wpadło przez pierwsze narodzenie się w zarazę śmierci wiecznej. Dziecko do otrzymania przebaczenia grzechów tym łatwiej przystępuje, że jemu darowują się grzechy nie własne, ale cudze" (List 63).

Sw. Hipolit Rzymski napisał traktat pt.: Tradycja Apostolska". To III wiek! W dziele tym pisze też o chrzcie, wyraźnie faworyzując dzieci, którym najpierw każe udzielać "sakramentu odrodzenia" (Tradycja Apostolska", nr.21).

 

Tradycja chrztu niemowląt jest to więc coś, co przejęliśmy od apostołów, albo nawet szerzej, z judaizmu, jako wypełnienie obrzezania. I rozumiem, że niektóre wspólnoty chrześcijańskie nie zgadzają się z taką interpretacją. Mają do tego prawo. Każdy może sobie założyć dowolną sektę i praktykować w niej co chce. Ale w Kościele założonym przez Chrystusa i Apostołów będziemy praktykować to, co nam Oni przekazali.

 

Zaczynanie nowej religii w oparciu o dokument, który nigdy w swym założeniu nie miał być kompletnym instruktarzem do tego celu jest nielogiczne i pozbawione sensu. Kościół istnieje nieprzerwanie od dwóch tysięcy lat i od dwóch tysięcy lat niezmiennie praktykuje pewne rzeczy tak, jak robili to Jezus i Apostołowie. To właśnie nazywamy Apostolską Tradycją. A fakt, że w Biblii nigdzie nie znajdziemy słów mówiących wprost, że należy chrzcić niemowlęta, nie ma tu nic do rzeczy.

 

Marcin Kuryłek w dalszym ciągu swej krytyki Kościoła Katolickiego pisze:

Zanurzenie pod wodę jest symbolem śmierci, tak samo jak się zanurza ciało w grobie, natomiast wynurzenie z wody człowieka dorosłego jest symbolem jego zmartwychwstania do nowego życia, które prowadzi do życia w Chrystusie, do nowego życia, do życia w świętości. Więc tutaj KK też naruszył Słowo Boże, jest to próbka właśnie naruszenia Słowa Bożego poprzez tradycję, poprzez żywą tradycję.

O ile jest trochę racji w takiej symbolice, to nie zmienia to w niczym faktu, że oczyszczanie przez wodę odbywało się w historii wybranego Ludu Bożego w bardzo różny sposób. Często wręcz „na sucho”, bo przecież i przejście przez Może Czerwone i wcześniej zbawienie Noego miały miejsce bez żadnego zanurzania się, a Biblia wyraźnie nas uczy, że obydwa te wydarzenia były archetypami sakramentu chrztu.

 

Także rytuały jakie nakazywał Stary Testament często polegały na spryskaniu wodą, lub krwią i miały charakter oczyszczający. Biblia jest pełna tego typu przykładów.

Następnie weźmie drugiego ptaka, żywego, wraz z kawałkiem drzewa cedrowego, z nitkami karmazynowymi i z hizopem i zanurzy to wszystko razem z żywym ptakiem we krwi ptaka zabitego nad wodą żywą. Potem pokropi siedem razy tego, który ma być oczyszczony z trądu i w ten sposób oczyści go. A ptaka żywego wypuści na pole. (Kpł 14, 6-7)

 

Postąpisz zaś z nimi w ten sposób, aby ich oczyścić: pokropisz ich wodą przebłagania, ogolą całe swoje ciało, wypiorą szaty, i wtedy będą czyści. (Lb 8,7)

 

Ktokolwiek dotknie się zmarłego, ciała człowieka, który umarł, a nie dokona oczyszczenia siebie, bezcześci przybytek Pana. Taki będzie wyłączony spośród Izraela, gdyż nie pokropiła go woda oczyszczenia; pozostaje przeto nieczysty, a plama jego ciąży na nim. (Lb 19,13)

Nowy Testament też podaje nam przykłady użycia słowa “baptizo” oznaczającego coś innego, niż całkowite zanurzenie się. Na przykład w Ewangelii Łukasza 11,38 czytamy:

Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem.

Słowo „obmył” w oryginale to „baptizo”. Podobnie święty Marek uczy:

Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją [nipto], rozluźniając pięść. I /gdy wrócą/ z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją [baptizo]. (Mk 7, 3-4a)

Zatem samo słowo “baptizo” wcale nie musi oznaczać całkowitego zanurzenia, choć i takie znaczenie posiada. Dlatego Kościół dopuszcza różne formy chrztu i to od samego początku. Mamy na to wiele przykładów w pismach Ojców Kościoła. Już zresztą w ‘Didache”, dokumencie napisanym jeszcze za życia Apostołów, dokumencie, którego oni sami najprawdopodobniej byli autorami, czytamy:

Co do chrztu, to udzielajcie go w taki oto sposób: Powtórzywszy najpierw wszystko powyższe, chrzcijcie w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego w wodzie żywej. Jeśli nie masz wody żywej, chrzcij w innej, jeśli nie możesz w zimnej, chrzcij w ciepłej. Jeśli brak ci jednej, i drugiej, polej głowę trzy razy wodą w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Przed chrztem powinni pościć i chrzczony, i udzielający chrztu, a także inni, jeśli mogą. Temu zaś, kto ma być chrzczony, przykaż, by pościł przez dzień lub dwa dni przedtem.

Hipolit Rzymski w 215 roku, papież Korneliusz w 251 roku, Cyprian w 255, Tertulian w 203 – wszyscy dają świadectwo temu, że od początku inne formy chrztu niż całkowite zanurzenie, takie, jak polanie wodą, czy pokropienie, były praktykowane i uważane za równie ważne.

 

Także świadectwo sztuki sakralnej jest tu bardzo pomocne. Nawet najstarsze jej przykłady, nawet te, które pokazują kogoś stojącego w rzece, pokazują zazwyczaj polewanie wodą, a nie całkowite zanurzenie.

Część trzecia polemiki.

Odsłon: 981 Komentarzy: 4


"Błędy doktryny rzymskiego katolicyzmu". Sakramenty

Kategoria: Religia Wednesday, 07 July 2010, 18:15

Ktoś na forum katolik.us zwrócił moją uwagę na pewien tekst pełen zarzutów wobec nauki Kościoła Katolickiego, prosząc mnie o ustosunkowanie się do niego. Osoba ta napisała:

"Chciałam Cię prosić o komentarz krytyczny publikacji pt."Błędy doktryny rzymskiego katolicyzmu" pana M. Kuryłka, zamieszczony w internecie. Jest to niedługi wpis, (http://nickycruz.ovh.org/msza_swieta.html)- na który bardzo często powołują się nasi bracia. Chodzi mi głównie o temat Eucharystii."

Tekst ten nie jest wcale taki krótki i porusza wiele spraw, ale postaram się odpowiedzieć po kolei na wszystkie zarzuty zawarte w tym tekście. A zatem część pierwsza mojej odpowiedzi:

Błędy doktryny rzymskiego katolicyzmu

Jak wiesz, w Kościele Katolickim Msza Święta odgrywa niezwykle doniosłą rolę, jest to rola niepoślednia, jest rola największa. Ksiądz Granat w „Dogmatyce Katolickiej” w tomie VII, na stronie 306 powiedział: „Msza Święta będąc nieustannym odtwarzaniem tajemnicy krzyża, jest szczytem i ośrodkiem kultu liturgicznego”

Papież Urban III powiedział: „Ofiara Mszy Świętej daje ludziom niebo na ziemi, stawiając pośród nich samego Stwórcę nieba i ziemi, pozwalając nawet dotykać się Go rękoma”

Natomiast Święty Bonawentura powiedział: „Ile kropel w morzu, promieni w słońcu, gwiazd na niebie, kwiatów na ziemi, tyle tajemnic zawiera w sobie ofiara Mszy Świętej”

Więc widzimy, że rola Mszy Świętej jest niedościgniona.

Amen

Z mszą łączy się realizowanie przez nią największego spośród 7 Katolickich sakramentów. Świadomie mówię „Katolickich sakramentów” gdyż wg Biblijnego dowodu, można mówić o co najwyżej dwóch obrzędach, ewentualnie można to nazwać „sakramentami”. Jest to sakrament Wieczerzy Pańskiej i Chrzcie wodnym dorosłych przez zanurzenie.

Tak może powiedzieć tylko ktoś, kto albo nie zna Biblii, albo świadomie kłamie. Z powyższym stwierdzeniem wiążą się dwa problemy. Po pierwsze zakłada ono, że cała nauka Kościoła musi się zawierać w Biblii, musi tam być jasno i klarownie przedstawiona. Tymczasem sama Biblia zaprzecza takiemu podejściu. Biblia sama nakazuje nam przestrzeganie ustnej Tradycji. Jest to bardzo ważny punkt i trzeba o tym pamiętać, bo uwaga ta będzie także aktualna przy kolejnych moich odpowiedziach.

 

Po drugie nawet, gdy uznamy Biblię za jedyny autorytatywny dokument chrześcijaństwa, ciągle odnajdziemy tam wszystkie siedem sakramentów. Wystarczy jedynie mieć otwarte oczy.

 

Ponieważ tekst, który poddaję tu krytycznej analizie zauważa, że „sakrament Wieczerzy Pańskiej”, cokolwiek by to według nich oznaczało i Chrzest są nauczane w Biblii, na razie je pominę. Zajmiemy się nimi bliżej za moment, gdyż my, katolicy, zupełnie inaczej je rozumiemy, niż większość protestantów. Zobaczmy jednak co z pozostałymi pięcioma sakramentami.

 

Bierzmowanie.

 

Biblijny tekst, pokazujący, że już w apostolskich czasach ten sakrament był praktykowany, znajdziemy w Dziejach Apostolskich:

Kiedy Apostołowie w Jerozolimie dowiedzieli się, że Samaria przyjęła słowo Boże, wysłali do niej Piotra i Jana, którzy przyszli i modlili się za nich, aby mogli otrzymać Ducha Świętego. Bo na żadnego z nich jeszcze nie zstąpił. Byli jedynie ochrzczeni w imię Pana Jezusa. Wtedy więc wkładali /Apostołowie/ na nich ręce, a oni otrzymywali Ducha Świętego. (Dz 8, 14-17)

Sakrament Pokuty:

Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. (J 20, 22-23)

Namaszczenie Chorych:

Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone. (Jk 5, 14-15)

Kapłaństwo:

Następnie wziął chleb, odmówiwszy dziękczynienie połamał go i podał mówiąc: To jest Ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę! Tak samo i kielich po wieczerzy, mówiąc: Ten kielich to Nowe Przymierze we Krwi mojej, która za was będzie wylana. (Lk 22,19-20)

 

A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! (J 20, 21-22)

Małżeństwo:

Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela! (Mk 10, 6-9)

 

Podobnie też i kobieta zamężna, na mocy Prawa, związana jest ze swoim mężem, jak długo on żyje. Gdy jednak mąż umrze, traci nad nią moc prawo męża. Dlatego to uchodzić będzie za cudzołożną, jeśli za życia swego męża współżyje z innym mężczyzną. Jeśli jednak umrze jej mąż, wolna jest od tego prawa, tak iż nie jest cudzołożną, współżyjąc z innym mężczyzną. (Rz 7, 2-3)

 

Tym zaś, którzy trwają w związkach małżeńskich, nakazuję nie ja, lecz Pan: Żona niech nie odchodzi od swego męża. Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotną albo niech się pojedna ze swym mężem. Mąż również niech nie oddala żony. Pozostałym zaś mówię ja, nie Pan: Jeśli któryś z braci ma żonę niewierzącą i ta chce razem z nim mieszkać, niech jej nie oddala. Podobnie jeśli jakaś żona ma niewierzącego męża i ten chce razem z nią mieszkać, niech się z nim nie rozstaje. Uświęca się bowiem mąż niewierzący dzięki swej żonie, podobnie jak świętość osiągnie niewierząca żona przez brata. W przeciwnym wypadku dzieci wasze byłyby nieczyste, teraz zaś są święte. Lecz jeśliby strona niewierząca chciała odejść, niech odejdzie. Nie jest skrępowany ani brat, ani siostra w tym wypadku. Albowiem do życia w pokoju powołał nas Bóg. (1 Kor 7,10-15)

Ten fragment nauczania Pawłowego jest podstawą do nauki Kościoła, że związek małżeński między osobą ochrzczoną a nie ochrzczoną nie jest sakramentalny, a zatem możliwy do rozwiązania. Nauka Kościoła Katolickiego jest tu zatem literalnie zgodna z nauczaniem Biblii, rozróżniając między małżeństwem sakramentalnym, a więc nierozerwalnym, a małżeństwem naturalnym, które nie ma takiej mocy wiążącej. Takie małżeństwo staje się dopiero wtedy sakramentalne, gdy niewierzący małżonek uwierzy i przyjmie chrzest.

(Część druga)

Odsłon: 1261 Komentarzy: 5


1 2 dalej »

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.