Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Lalki bez oczu

Kategoria: Lektury duchowe Wednesday, 05 October 2011, 04:10

 

Moje dziecko, jeśli lekko uderzy się w stół, natychmiast wstaje, kołysze się, podnosi ręce do góry i opowiada, że teraz jest księżycem lub gwiazdą. Dzieci oddalają się od nas i zamykają w sobie. Ukochany dotychczas braciszek stał się znienawidzony. Pojawiły się nawet groźby, że zostanie zabity. I to mówi kilkuletnie dziecko poddane wychowaniu steinerowskiemu – opowiadała matka dziecka uczęszczającego do przedszkola, w którym zatwierdzono program wychowawczy oparty na elementach pedagogiki steinerowskiej.



Wolność, która zapanowała w polskim szkolnictwie po 1989 r. ma nie tylko dobre strony. Oprócz wielu sensownych zmian w polskiej pedagogice, otworzyła się ona na propozycje bezwartościowe i szkodliwe. Nauczyciele interesują się nimi, ponieważ mają opinię metod nowoczesnych, alternatywnych lub bardzo skutecznych. W istocie jednak bywają staromodnymi rupieciami. Jak na przykład pedagogika waldorfska. W opartych na niej szkołach i przedszkolach steinerowskich bezradne i ufne dzieci bezkarnie są wprowadzane w świat majaków nadwrażliwego fantasty. Wsławił się on na przykład twierdzeniem, że człowiek nie jest najmłodszym gatunkiem na Ziemi, lecz najstarszym, ponadto uczestniczył w Zakonie Świątyni Orientu, okultystycznym towarzystwie znanym z praktyk magii seksualnej oraz założył w 1903 r. pismo zatytułowane „Luzifer”.



Wiedza alternatywna

 Szkolnictwo niepubliczne  jest w Polsce kilkuprocentowym marginesem głównego nurtu nauczania. Wśród szkół i przedszkoli niepublicznych wiele opiera swą pracę na różnego rodzaju pedagogikach alternatywnych. Pozytywnie można ocenić przynajmniej dwie z nich: ideę Marii Montessori oraz metodę Celestina Freineta. Jednak najwięcej alternatywnych inicjatyw pedagogicznych nawiązuje do pomysłów Rudolfa Steinera.


Zwolennicy zachwycają się ekologicznymi, drewnianymi zabawkami, bezstresowym wychowywaniem do wolności, nowoczesnością metody, uwrażliwianiem dzieci na przyrodę. Naukowcy są jednak bezlitośni. Oto opinia dra hab. Mirosława Szymańskiego, prodziekana do spraw naukowych Wydziału Pedagogicznego UW: „W szkole steinerowskiej próbuje się rozum sprowadzić do roli służebnej wobec uczuć, intuicji, wobec „mistycznych” przeżyć, wobec docierania do „świata ponadzmysłowego”. Nie znamy niebezpieczeństw, do jakich może doprowadzić taki trening ukierunkowany na poznanie ponadzmysłowe. Jeżeli podróże we własną psychikę czy „w głąb czasu” organizuje się na zajęciach szkolnych, to może mieć naprawdę daleko idące skutki dla psychiki młodego człowieka”.


Szkoły i przedszkola steinerowskie często ukrywają, że są oparte na antropozofii, która jest kierunkiem okultyzmu (zob. „Słownik pojęć filozoficznych”, Warszawa 1996). Eksponuje się natomiast modne hasła: ekologia, twórczość, wolność. Okazuje się jednak, że antropozofia jest w tych szkołach nie tylko światopoglądem, ale również metodą nauczania. Nawet rozkład dnia w szkole odpowiada steinerowskiej zasadzie antropocentryzmu. Reinkarnacja jest podstawową zasadą pedagogiki steinerowskiej. Nie ma więc mowy o niezależności światopoglądowej. Nauczycieli szkoli się na kursach, że wszystko czym jesteśmy w danym wcieleniu, to wynik praw dziedziczenia oraz karmy. Nauczyciele mają eliminować negatywne skutki czynów popełnionych przez dzieci w poprzednim wcieleniu.



Szamanizm w przedszkolu

O skutkach stosowania pedagogiki steinerowskiej dużo mówi przykład jednego z przedszkoli. Jedna z matek wspomina: „Mój syn przez trzy dni udaje czasem psa lub kota. Szczeka, miauczy i chodzi na smyczy”. Rodziców zaniepokoiło dziwne zachowanie dzieci. „Na pytanie, co było w przedszkolu, dzieci odpowiadają krótko: nic – mówi inna z matek. – Słuchały bajek o potworach i smoku, który zionął trującym zapachem i wówczas wyginęła cała ludzkość. Te opowieści powtarzane były przez miesiąc. Podczas opowiadania baśni paliło się kadzidełko i świece, a przecież dzieci boją się ciemności”.


Dzieci uczyły się, że w grudniu będzie Okres Światłości zamiast Bożego Narodzenia. Bawiły się lalkami bez oczu. Po powrocie do domu dzieci mówiły, że są zmęczone, że niczego nie pamiętają. Rodzice spotkali się i okazało się, że w większości przypadków zachowania dzieci chodzących do przedszkola z programem opartym o pedagogikę Steinera są podobne.


Światopogląd steinerowski ukryty jest we wszystkich warstwach tej metody. Przyjęcie tego światopoglądu wiąże się z odrzuceniem chrześcijaństwa i otwarciem się nawet na okultyzm. Stąd te dziwne zachowania. Dziecko udaje psa, mówi, że jest księżycem. Bardzo podobne efekty mają techniki od stuleci stosowane w okultyzmie, szamanizmie i różnych tradycjach magicznych. Wcielanie się w przedmioty, rośliny czy zwierzęta, to jedne z podstawowych metod szamańskich. Celem takich zachowań jest depersonalizacja. Rozmycie granic osoby. Ułatwia to otwieranie się potem na rzeczywistość duchową. Na świat demoniczny. Najbardziej szokujący w przypadku przedszkola, o którym wyżej wspomniałem, jest fakt, że reinkarnację i okultyzm przemyca się do przedszkola publicznego.



Inicjacja tańcem

W szkołach i przedszkolach steinerowskich stosowana jest też eurytmia. Zespala ona mowę ludzką ze specjalnym układem gestów oraz ruchów tanecznych, ma przywracać człowiekowi zmysł harmonii. Czym jest naprawdę można przekonać się, czytając w archiwum na stronie www.fronda.pl tekst z wiosny/lata 1995 zawierający świadectwo Bożenny. Wyjechała do niemieckiej szkoły eurytmii, mieszkała w internacie i poznawała tę zadziwiającą sztukę. Jak mówi: „W konsekwencji tych ćwiczeń, uruchamia się pewne drzemiące w sobie siły, które łączą się z siłami biegnącymi z kosmosu. Jest to droga inicjacyjna – ścieżka, która ma prowadzić człowieka do doskonałości”. Bożenna opowiada, że podczas spotkania wszystkich uczestników kursów następowało tak zwane przekazywanie energii. Organizatorzy prosili, żeby stanąć do nich przodem i otworzyć się na nich.

 

„Zastanowiło mnie to, bo wyglądało, jak gdyby ściągali od nas energię – wspomina. – W tej szkole bardzo wiele osób czuło się źle; musiały wypoczywać, przechodziły ciągłe choroby. Kilka dziewcząt miało ostre zapaści psychiczne, leczyły się nawet w szpitalu. Organizatorzy natomiast czuli się świetnie”.


W szkole eurytmii obowiązywał ścisły program wtajemniczania. Gdy się o coś pytało, nauczyciele odpowiadali: dowiesz się tego w następnym roku. Po dwóch latach dostawało się program indywidualny, czyli wiersz oraz muzykę do zeurytmizowania. Dziś Bożenna uświadamia sobie, że ten wiersz, który miała indywidualnie zeurytmizować, był jej wtajemniczeniem inicjacyjnym. Wówczas otworzyła się na świat duchowy. „W pewnym momencie miałam wrażenie, że jakieś zło mnie opętało, jakaś siła fatalna, która po prostu mnie niszczyła. Nie potrafiłam sobie z nią poradzić. Żadne ziemskie środki nie mogły mi pomóc, ani psychiatrzy, ani różne metody psychologiczne, które starałam się stosować, ani bioenergoterapeuci. Moja choroba trwała prawie 3 lata, czułam się coraz słabsza. W ostatnim roku właściwie przez cały czas leżałam w łóżku i chodziłam tylko małymi kroczkami po mieszkaniu. Przejście do toalety było dla mnie jak daleka wyprawa. Już nie szukałam ratunku. Chciałam umrzeć, bo ta sytuacja była bardzo męcząca, ale z drugiej strony myślałam sobie, że skoro jest we mnie jakaś zła siła, najprawdopodobniej diabelska, to kiedy umrę, pójdę prosto do piekła. Myślałam, że ponieważ jestem zdrowa fizycznie, to będę umierała latami w strasznych cierpieniach, będę wegetowała jak roślina. Byłam jak w potrzasku”.


Cierpienia Bożenny zakończyła jedna modlitwa. Jej problem nie był problemem psychicznym, to było uzależnienie duchowe.



●●●
Oczywiście eurytmia w szkołach i przedszkolach steinerowskich nie jest tak zaawansowana jak w specjalnej szkole, do której uczęszczała autorka tego świadectwa. Jednak stosowana jest na dzieciach, osobach jeszcze nieukształtowanych i ufnych.


Steiner nie był pedagogiem i jego koncepcje wychowawcze były dyletanckie. Większość twierdzeń pedagogiki steinerowskiej pozostaje w sprzeczności z ustaleniami współczesnej nauki i była jawnym anachronizmem już na początku XX wieku. Głównym zarzutem ludzi o światopoglądzie materialistycznym wobec szkolnictwa steinerowskiego jest ukrywanie przez te szkoły charakteru światopoglądowego oraz szerzenie przednowoczesnej wiedzy o świecie, co wynika wprost z powiązania steineryzmu z okultyzmem. Chrześcijanie dodają do tego otwieranie dzieci na świat demoniczny.


W jednej z książek krytykujących steineryzm wieloletni nauczyciele szkół steinerowskich, którzy odwrócili się od tych metod, zgromadzili rysunki dzieci nauczanych w tych szkołach. Tworzą przerażające wrażenie: emanuje z nich smutek i agresja. Trudno się dziwić.


----------------------

Jest to artykuł Roberta Tekieli: "Pedagogika steinerowska"

Odsłon: 1438 Komentarzy: 74


Miesiąc Matki

Kategoria: Modlitwa Tuesday, 05 July 2011, 20:53

W Polsce Dzień Matki obchodzimy 26 maja, natomiast w USA w drugą niedzielę maja. Pomimo różnicy dnia, wspólny jest miesiąc – maj. Pewnie to nie przypadek, że jest to miesiąc poświęcony Matce Boga i wszystkich Bożych dzieci – Maryi. Dlatego myślę, że możemy nazwać maj Miesiącem Matki.

 

Juliana z Norwich (ur. ok.. 1343 r. - zm. ?), angielska pustelnica, jedna z najważniejszych przedstawicielek mistycyzmu chrześcijańskiego, nazwana została przez Thomasa Mertona największą angielską mistyczką i teologiem. W dziele „Objawienia Bożej miłości” pisze: „Jak prawdziwym jest stwierdzenie, że Bóg jest naszym Ojcem, tak prawdziwe jest zdanie, że Bóg jest naszą Matką”.

 

Matka daje życie i jest żywicielką, jest lampą wnoszącą światło i ciepło do naszych rodzin, jest latarnią dającą nadzieję dla zagubionych. Zdaje się, że ta intuicja była przyczyną skodyfikowania w judaizmie przykazania a zarazem przywileju kobiety, że to właśnie jej zadaniem jest zapalanie w domu świec na rozpoczęcie szabatu. Według rabbiego Raszi’ego to kobieta stała się przyczyną zaciemnienia światła świata, dlatego teraz jest jej obowiązkiem naprawienia zła Ewy przez wnoszenie światła do domu i do świata. Kobieta-matka ma przypominać Chrystusa, który jest światłem świata, ma wnosić Go do świata zaczynając od swojej rodziny. O ile jest to postulat w odniesieniu do wszystkich córek Ewy, o tyle w Maryi mamy przykład jego doskonałego wypełnienia, bo Ona dała światu Tego, kto jest jego Światłem nie znającym zachodu.

 

Moja przyjaciółka, matka czworga dzieci, powiedziała mi raz, że rodzenie dzieci i ich wychowanie jest podobne do umierania. Umierania sobie. Dawanie życia i pielęgnowanie go, ma w sobie coś z umierania. W ten sposób śmierć jest miejscem, gdzie rodzi się życie. Śmierć sobie, aby żyły dzieci. To jest obrazem śmierci Chrystusa, który oddał swoje życie, aby rozproszone dzieci Boże miały życie i miały je w obfitości (por. J 10, 10-11). Jest to również prawdziwe w odniesieniu do Matki Najświętszej, która właśnie u stóp Krzyża, czyli w chwili śmierci Jej Syna stała się naszą Matką.

 

Nasze matki pozwalają nam przeczuć macierzyństwo Bożej Rodzicielki, chociaż Jej macierzyństwo jest wyższego rodzaju, tak jak Jej Syn przewyższa każdego z nas. I chociaż Pan Bóg znalazł sposób, aby Jego Syn stał się Człowiekiem bez ziemskiego ojca, to jednak zechciał, aby jedna z córek Ewy była prawdziwą matką Jego Syna. Jego Syn wziął swoje ludzkie ciało z Niej, Jego krew płynęła także w Jej żyłach. Przez Nią przyszedł na świat; była obecna w najważniejszych momentach Jego życia, od poczęcia poprzez życie ukryte, najważniejsze momenty z Jego działalności publicznej, aż po Krzyż. Chociaż inni opuścili Go, Ona jedna trwała wiernie przy swoim Synu. W milczeniu. Z wysokości krzyża Pan dał Ją umiłowanemu uczniowi za matkę. Wierzymy, że każdy, kto chce w swoim życiu pełnić wolę Bożą, jest umiłowanym synem Bożym, a Maryja Jego Matką[*].

 

Jeśli w każdej naszej ziemskiej matce w jakiś sposób widać Boga, to jest On widoczny w sposób szczególny w Niepokalanej Matce Boga i naszej - w Maryi.

 

Na święto matki naszym mamom zwykle dajemy kwiaty. Moja Mama nie żyje już od 17 lat. Od tego czasu chyba nie było dnia, żebym nie wspomniał jej w modlitwie. Myślę, że najpiękniejszym prezentem dla niej w dniu jej święta będzie bukiet z róż – Różaniec – który ofiaruję Matce Najświętszej. Jestem przekonany, że moja Mama razem z Matką Pana jest już w niebie, i dlatego nie ona, ale raczej ja potrzebuję modlitwy. Mimo to ofiaruję dla niej bukiet róż na ręce Maryi.  Bo jeśli moja Mama ogląda już Boże oblicze, to i tak ta modlitwa nie zostanie „zmarnowana” – wróci do mnie. Różaniec za Mamy, które już odeszły i nie ma ich obecnych cieleśnie pośród nas, jest nie tylko dowodem pamięci, wdzięczności i miłości do nich, ale także dobrze zrozumianej miłości własnej.

 

Ta sama logika towarzyszy odmawianiu Litanii Loretańskiej. Nazywamy Maryję różnymi tytułami, ale po każdym wezwaniu prosimy: „Módl się za nami”.

 

------------------------------------

* W Apokalipsie czytamy słowa, że po porwaniu do nieba Jej Syna, który „wszystkie narody pasie rózgą żelazną” (por. Ap 12,5-6), szatan rozpoczął wojnę z „resztą Jej dzieci, z tymi, co strzegą przykazań Boga” (por. Ap 12, 17).

Odsłon: 429 Komentarzy: 3


Droga do pokoju

Kategoria: Religia Saturday, 05 March 2011, 18:10

W dzisiejszej uroczystości łączymy motywy religijne i świeckie, świętujemy wydarzenia z historii zbawienia i wydarzenia z historii naszego polskiego narodu. Obchodzimy Uroczystość Maryi Królowej Polski i obchodzimy rocznicę uchwalenia Konstytucji Trzeciego Maja. Przy wspominaniu tego wydarzenia podkreśla się, że jest to pierwszy w Europie i drugi, po konstytucji Stanów Zjednoczonych, na świecie tego typu dokument regulujący podstawowe relacje rządu i obywateli. Tylko niecałe cztery lata różnicy w czasie pomiędzy uchwaleniem tych dokumentów. Historia pokazała, że o ile dla Stanów Zjednoczonych ich konstytucja odegrała wielką, pozytywną rolę w ich historii, to nie stało się tak, niestety w przypadku Polski. Chociaż konstytucja 3 maja była wielkim osiągnięciem, to jednak jej uchwalenie paradoksalnie przyśpieszyło upadek i rozbiory Polski, ponieważ jej sąsiedzi bali się skutków, jakie ta konstytucja mogłaby przynieść.

 

Niezależnie od tego, jak skuteczne były usiłowania uchwalających obie wspomniane konstytucje, są one przykładem wysiłków zmierzających do oprawienia pozycji społecznej i dobrobytu najgorzej sytuowanych obywateli, a przez to ostatecznie do osiągnięcia czy umocnienia pokoju. Takie wysiłki są nie tylko potrzebne, a nawet nieodzowne, a jednak, jesteśmy zmuszeni przyznać ich ograniczoność i niewystarczalność dla zdobycia prawdziwego i trwałego pokoju, którego szuka każde ludzkie serce.

 

Na tym tle dobrze jest odczytać przesłanie Ewangelii z ostatniej niedzieli. Ludzkie usiłowania zdobycia pokoju są dzisiaj skonfrontowane z pokojem, który daje Zmartwychwstały. W Ewangelii Mszy św. w Niedzielę Miłosierdzia słyszeliśmy nie raz, nawet nie dwa razy, ale trzy razy „Pokój wam”! W innym miejscu w tej samej Ewangelii mamy zapisane słowa Pana, w których wyjaśnia istotę tego pokoju: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję” (J 14, 27). W Liście do Efezjan św. Paweł pisze, że Pan nie tyle daje pokój, ale że to On sam jest naszym Pokojem. Apostoł pisze też w tym miejscu także o cenie tego pokoju, który przynosi Zmartwychwstały, czy może raczej trzeba powiedzieć, sposobie jego osiągnięcia:

„On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części (ludzkości) uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość. W swym ciele pozbawił On mocy Prawo przykazań, wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch (rodzajów ludzi) stworzyć w sobie jednego nowego człowieka, wprowadzając pokój, i (w ten sposób) jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości.” (Ef 2:14-16)

 

Pan Jezus stał się naszym pokojem, ponieważ w sobie zadał On śmierć wrogości. Co to znaczy: „Zadał w sobie śmierć wrogości”? Tym wrogiem jest grzech. Na krzyżu, przez swoją śmierć Pan zwyciężył grzech oddzielający człowieka od Boga. Jest to jedyny wróg każdego z nas. Walka, którą toczymy, nie jest z obcymi mocarstwami, nie z inaczej wierzącymi, inaczej myślącymi, nie z inną partią, ani też nie z progresistami czy „tradsami”. Nie, nasza walka jest z mocami ciemności, z szatanem, z grzechem. I ta walka przebiega nie na granicach pomiędzy  państwami, szkołami filozoficznymi czy wyznaniami, ale przez ludzkie serca. To w sercu każdego z nas toczy się walka pomiędzy dobrem, a złem, pomiędzy grzechem, a łaską, pomiędzy Bogiem, a szatanem. Nasza walka byłaby z góry skazana na porażkę, gdyby nie Jego zwycięstwo nad grzechem.

 

Pan Jezus pokonał grzech oddzielający człowieka od Boga. Będąc na ziemi przebaczał grzechy skruszonych w sercu, a po swoim zmartwychwstaniu dał władzę ich przebaczania Apostołom. Po Jego zmartwychwstaniu Apostołowie głosili przebaczenie grzechów w imię Zmartwychwstałego Pana. I Kościół nie przestaje głosić tej Dobrej Nowiny. Teraz wystarczy tylko poprosić Go o przebaczenie, a On w swojej miłości gotowy jest do przebaczenia. Każdego grzechu. Nawet największego. Im większy grzech, im mniej zasługuje na przebaczenie, im większa ma prawo do Bożego przebaczenia. Te słowa wypowiedział Pan Jezus do siostry Faustyny.

 

W jakiś sposób słowa Pana Jezusa skierowane do św. Faustyny są słowami na trzecie tysiąclecie. Tak, bo przecież nie było dziełem przypadku, że była ona pierwszą kanonizowaną w trzecim tysiącleciu świętą Kościoła. Było to 30 kwietnia 2000 roku. Dzień to był szczególny, bo druga niedziela wielkanocna. Uczynił to jej rodak, Ojciec św. Jan Paweł Wielki. W czasie kazania ogłosił drugą niedzielę wielkanocną Niedzielą Miłosierdzia. W ten sposób od tego czasu już na zawsze druga niedziela wielkanocna będzie świętowana jako Niedziela Miłosierdzia. Będąc zaś w Krakowie, w czasie swej ostatniej pielgrzymki do Polski, Jan Paweł Wielki poświęcił świat Bożemu miłosierdziu. A dwa dni temu, w Niedzielę Miłosierdzia, 11 lat później on sam, został ogłoszony Błogosławionym Kościoła świętego. Bogu niech będą dzięki!

 

W tych wszystkich wydarzeniach, w tych wszystkich nakładających się zbieżnościach historii zbawienia i historii naszego narodu, jako dominujące, najważniejsze dla nas przesłanie trzeba odczytać Boże zaproszenie do skorzystania z Jego miłosierdzia. Pan Jezus powiedział do św. Siostry Faustyny, że ludzkość nie zazna pokoju, dopóki nie zwróci się z ufnością do Bożego miłosierdzia. Myślę, że w praktyce sprowadza się to trzech rzeczy, które odnoszą się konkretnie i bardzo osobiście do każdego z nas:

1. Uznać się przed Bogiem za grzesznika, co jest równoznaczne ze stwierdzeniem: potrzebuję Bożego miłosierdzia;

2. Wyznać swój grzech przed Bogiem, a także przed kapłanem, i prosić Boga o przebaczenie, z jednej strony żałując za grzech, a z drugiej ufając Bożemu miłosierdziu;

3. Jeśli trzeba, poprosić o przebaczenie także tych, których skrzywdziliśmy i być gotowym do przebaczenia tym, którzy zawinili wobec nas.

 

Ostatecznie to nie wysiłki ludzkie same w sobie, ale otwarcie się na Boże Miłosierdzie jest zdolne zapewnić pokój światu i ludzkim sercom.

Odsłon: 234 Komentarzy: 3


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.