Wednesday,25 May 2011,22:22
Kategoria: Teologia Wednesday, 25 May 2011, 22:22
Najwyraźniej nie udało mi się do niczego przekonać blogera o nicku „tia” w mojej poprzedniej notce. Nadal uważa on, że skoro święty Paweł mówi, że „zaleca” abyśmy się modlili za wszystkich ludzi, to znaczy, że wcale nie musimy tego robić. W komentarzu pisze on:
Będziesz łaskawy, hiobie, odpowiedzieć mi na pytanie? Powtarzam: czy znasz znaczenia słów/wyrazów 'zalecenie' i 'przykazanie' lub/ewentualnie jaka jest różnica znaczeniowa między nimi?
Odpowiedziałem, nieco wymijająco, lekko poirytowany takim podejściem do Słowa Bożego:
Tia, a czy wiesz dlaczego Pan Jezus tak potępiał faryzeuszy? Czy rozumiesz czym jest chrześcijaństwo? Czym jest bezwarunkowa miłość do każdego człowieka? Czy rozumiesz, że nie wciągniesz mnie w tego typu dywagacje? Czy rozumiesz, że jeżeli Jezus i apostołowie i Maryja w Fatimie uczą nas, że modlitwy za wszystkich ludzi są dobrą i miłą Bogu rzeczą, to ja nie będę się zastanawiał, czy "muszę", czy "powinienem", czy co tam jeszcze?
Faryzeusze byli doskonali w wyszukiwaniu pretekstów pozwalających obchodzić przeróżne prawa. Nie był dla nich ważny "duch Prawa", ale litera i jak znaleźli jakikolwiek pozór, by to prawo obejść, wykorzystywali to w doskonały sposób. I dlatego ich Pan Jezus nazwał "plemieniem żmijowym" i retorycznie zapytał: "Jak wy możecie uniknąć kary?"
Chrześcijaństwo jest religią miłości. I każdy człowiek jest naszym bratem. Każdy jest dzieckiem bożym. Za każdego Jezus umarł na Krzyżu, bo każdego kocha. I często ja i Ty jesteśmy jedynymi, którzy mogą komuś pomóc w uzyskaniu tego zbawienia. w zaakceptowaniu tego daru, jaki otrzymaliśmy wszyscy od Jezusa. Dlatego Twoje sztuczne i faryzeuszowskie rozgraniczenia miedzy "bliźnim, wrogiem i obojętnym", czy też między "zalecane" i "przykazane" jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe.
Przeczytaj w jakim kontekście Katechizm cytuje ten werset. Zresztą... zrobisz co chcesz. Jak na razie głównie starasz się tu udowodnić mi błędy, powtarzając mi tu już coś ze cztery razy słowa: "hiobie, oczywiście się mylisz". Zostawmy więc to. Przyjąłem do wiadomości, że tak uważasz i widzę też że i ja Cię nie przekonam. Jednak mam teraz czyste sumienie, a co Ty z tym zrobisz, to sprawa między Tobą a Panem Bogiem.
Jedyną reakcją na to było powtórzenie przez niego pytania:
Ale ja zadałem proste pytanie. Czy w związku z tym raczyłbyś na nie odpowiedzieć, czy raczej nie raczysz?
Raczej raczyłbym odpowiedzieć, ale by to zrobić należałoby najpierw zrozumieć o jakie słowo chodzi. Bowiem tłumaczenie nie zawsze do końca oddaje sens oryginalnego słowa. Włoskie powiedzenie mówi: "traduttore, traditore". Tłumacz to zdrajca. Zatem zobaczmy co to słowo, przetłumaczone jako “zalecam” naprawdę oznacza i jak jest tłumaczone w innych wersetach.
Najpierw definicja ogólna:
Słowo oryginalne: παρακαλέω Część mowy: czasownik Transliteracja: parakaleo Pisownia fonetyczna: (par-ak-al-eh'-o) Krótka definicja: wzywać, prosić, upominać, pocieszać Definicja: (a) wysłać do, wezwać, zaprosić, (b) prosić, błagać, (c) nawoływać, ostrzegać, (d) zachęcać, pocieszać.
Zatem, jak widzimy, nie jest to taka prosta sprawa. Nie można powiedzieć, że św. Paweł coś nam po prostu „zaleca”, a więc nam tego nie nakazuje. Gdy przetłumaczymy to słowo jako „wezwanie”, albo „błaganie”, to wydźwięk całego zdania zmienia się diametralnie.
W Biblii Tysiąclecia werset, o którym mowa, brzmi:
Zalecam więc przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi. (1 Tm 2,1; BT)
Ale w Biblii Gdańskiej już inaczej to przetłumaczono:
Napominam tedy, aby przed wszystkiemi rzeczami czynione były prośby, modlitwy, przyczyny i dziękowania za wszystkich ludzi. (BG)
Podobnie w Biblii Warszawskiej:
Przede wszystkim więc napominam, aby zanosić błagania, modlitwy, prośby, dziękczynienia za wszystkich ludzi. (BW)
Biblia Poznańska tak tłumaczy:
Polecam więc przede wszystkim zanosić błagania, modlić się, prosić i dzięki czynić za wszystkich ludzi.
Biblia Warszawsko-Praska biskupa Romaniuka:
Przede wszystkim zaś nakazuję, żebyście zanosili prośby, modlitwy, błagania i dziękczynienia za wszystkich ludzi
… i zgodzimy się chyba wszyscy, że „polecam”, „napominam”, czy „nakazuję” ma troszkę inny wydźwięk, niż „zalecam”. Znacznie mocniejszy. Widać tu wyraźnie, że tylko Tysiąclatka tłumaczy to tak, że można by odebrać to polecenie jako sugestię, nie nakaz. Wszystkie inne tłumaczenia są znacznie mocniejsze.
Zatem nie da się obronić tezy jakoby święty Paweł nam coś zaledwie sugerował. On nam nakazuje modlitwę za wszystkich ludzi. Tak, jak tego uczył sam Pan Jezus. Tutaj cala Biblia jest spójna i jednoznaczna w swej nauce. Nie ma jakiejś kategorii ludzi, za których nie musimy się modlić. „Wszyscy” dość jednoznacznie określa tych, za których modlić się musimy.
Słowo „parakaleo” w różnych formach występuje w Nowym Testamencie ponad sto razy. Na koniec zatem podam kilka wersetów z przykładami użycia tego słowa, co pozwoli lepiej nam je zrozumieć:
I błagał go usilnie, mówiąc: Córeczka moja kona, przyjdź, włóż na nią ręce, żeby odzyskała zdrowie i żyła. (Mk 5,23, BW)
Starszego wiekiem nie strofuj, lecz nakłaniaj prośbą jak ojca, młodszych - jak braci (1 Tm 5,1, BT)
Młodzieńców również upominaj, aby byli umiarkowani. (Tyt 2,6, BT)
To mów i napominaj, i strofuj ze wszelką powagą; żaden tobą niechaj nie gardzi. (Tyt 2,15, BG)
Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów? (Mt 26, 53, BT)
Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza. (Rz 12, 1, BW)
Przykłady za stroną http://strongsnumbers.com/greek/3870.htm I choć jasne jest, że słowo to można przetłumaczyć zarówno jako „wezwanie”, „nakaz”, czy „błaganie”, jak i jako „prośbę”, lub „zalecenie”, to przykłady te wskazują dobitnie, że nie chodzi tu zaledwie o jakąś luźną sugestię, ale o wyraźne polecenie. Bóg, poprzez autorów swej Księgi przemawia do nas bowiem jak ojciec do dzieci. I jak ojciec prosi swe dziecko, by umyło zęby, odrobiło zadanie i posprzątało pokój, to nie są to luźne sugestie, ale polecenie, przekazane z miłością, ale mimo to stanowcze i wymagające pozytywnej odpowiedzi.
Jest rzeczą oczywistą, że dziecko i tak może odmówić. Ale z pewnością nie może się tłumaczyć, że przecież tata nie powiedział: „musisz”, a jedynie „proszę cię, zrób to”, czy też „radziłbym ci z dobrego serca, byś to zrobił”. Każde dziecko rozumie, że nie spełnienie prośby taty przyniesie pewne, niezbyt miłe konsekwencje, a słowo "proszę" w jego ustach jest synonimem słowa "musisz".
Podobnie jest z naszym odrzucaniem „sugestii” Pana Jezusa i Apostołów. Możemy się czepiać znaczenia słówek, zwłaszcza gdy tłumaczenie jest kalekie i bronić się, że przecież tam było napisane, że to jedynie zalecenie, nie nakaz. Ale oryginalne słowo sugeruje co innego, nie wspominając już o całej, spójnej nauce Biblii i kościoła, która nie pozostawia wątpliwości co to tego, czy to jest sugestia, czy polecenie. Wymowa nauki Biblii jest bowiem jednoznaczna: Należy się modlić za wszystkich ludzi.
Zatem, panowie i panie, na kolana. Gdy wszyscy się zaczniemy modlić za wszystkich, gdy pokochamy każdego człowieka tak, jak go kocha nasz Ojciec w Niebie – ani się obejrzymy jak zmienimy cały świat. To naprawdę da się zrobić. Trzeba tylko zacząć.
_________________________
Spis treści bloga Wspólnota Marto
Odsłon: 869 Komentarzy: 22
Monday,23 May 2011,04:22
Kategoria: Teologia Monday, 23 May 2011, 04:22
Na samym wstępie chciałbym od razu wyraźnie zaznaczyć, że ten tekst nie będzie o Michniku. Będzie o naszej wierze, o chrześcijaństwie i o tym, czego nas uczy Kościół i Biblia. Jednak nazwisko Michnika będzie wspomniane, bo napisania tego tekstu sprowokował mnie komentarz pod notką dotyczącą Adama Michnika.
Jeden z blogerów Frondy, o nicku „tia” napisał:
„Są ludzie, których po ludzku zostawiam w spokoju, gdyż nie mogą zostać moimi przyjaciółmi, ale nie czynię z nich swoich wrogów. Ich dusze to ich sprawa, odbiorą nagrodę, na którą zasłużyli. Nie jest też sprzeczne, że redaktor Sakowski ma wpływ na opinię publiczną, redaktor Lis ma wpływ na opinię publiczną. No i co z tego? Jakiś człowiek ma różny wpływ na różnych ludzi, co nie oznacza, że taki lub owaki staje się rychło moim przyjacielem lub moim wrogiem. W związku z powyższym trochę przegiąłeś, pisząc, że Michnik jest albo naszym wrogiem, albo sojusznikiem. Postawiłeś ogromny mur, na który zgodzić się nie mogę. Dziwne jest to, że ludzie dają się urobić takim argumentem i wydobywają z siebie nienawiść, aby szydzić lub litość, aby się modlić. [...] Reasumując, skoro Michnik to nie Twój przyjaciel a wróg, to gorliwie się za niego módl, jak nakazał Chrystus Pan. Michnik nie może na razie być moim przyjacielem i wrogiem. Dlatego zostawiam go w spokoju.”
Komentarz ten, moim zdaniem, zasługuje na szerszą odpowiedź. Najwyraźniej bowiem zgadzamy się tutaj, że powinniśmy się, jako chrześcijanie, modlić się i za naszych wrogów i za nieprzyjaciół. Ja zawsze rozumiałem to „jak dziecko”, uważając, że należy się modlić za każdego człowieka. Nigdy mi nawet nie przyszło do głowy, że można to zinterpretować tak, że są jeszcze „jacyś oni”, ludzie, którzy nie są ani naszymi przyjaciółmi, ani wrogami i w takim razie my mamy święty spokój i możemy ich po prostu zignorować.
Dla tych, którzy nie zgadzają się nawet z tym, że modlić się mamy i za wrogów i za przyjaciół, parę przykładów z Pisma Świętego, które wyraźnie nam takie zachowanie nakazują. Nakazy modlitwy za nieprzyjaciół:
A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. (Mt 5, 44-45)
błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. (Łk 6, 28)
I za braci:
Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże - wśród wszelakiej modlitwy i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu! Nad tym właśnie czuwajcie z całą usilnością i proście za wszystkich świętych (Ef 6, 17-18)
Bracia, módlcie się także i za nas! (1 Tes 5, 25)
módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego. (Jk 5, 16b)
No ale co z tymi, co nie są „z nami” i nie prześladują nas? Przecież nie można się modlić imiennie za sześć miliardów ludzi. Trochę głupio też modlić się tak ogólnie „za wszystkich ludzi”. Nie możemy przecież być takimi skrupulantami i żyć w ciągłym strachu, że zapomnieliśmy się za kogoś pomodlić. Może zatem tia ma rację?
Ja bardzo wielu osobom obiecuję modlitwę. Jest więcej niż pewne, że gdyby dziś ktoś kazał mi wymienić te wszystkie osoby i ich intencje, to nie potrafiłbym nawet przypomnieć sobie co dziesiątej z nich. Cóż, pamięć ludzka jest zawodna, a moja pamięć w ogóle nie rejestruje takich sytuacji. Dlatego zawsze, obiecując modlitwę, polecam ją pamięci Pana Boga. On nie zapomina. A ja tylko, modląc się, mówię: „Panie Boże, teraz w intencjach tych, którym obiecałem modlitwy i których Ty pamiętasz”.
Ale to ciągle nie posuwa nas dalej w naszych rozważaniach na temat „obojętnych”. Bo przecież swoje modlitwy obiecuję przyjaciołom i znajomym, czy też zupełnie przypadkowo napotkanym ludziom. Ale napotkanym. Na przykład modlę się za wszystkich, którzy trafiają na mego bloga i forum. Modlę się też za swych wrogów i prześladowców. Ale co tymi, o których istnieniu nawet nie wiem?
Jest oczywiste, że nie można się modlić za kogoś, o kim nawet się nie wie, że istnieje. Jasne, można i należy się modlić, powiedzmy, za wszystkich naszych rodaków, za Ojczyznę, za polityków itp. Ale za jakiegoś, powiedzmy, Dreptaka z Koziej Wólki? Oczywiste, że mi tego ani Kościół, ani Biblia nie nakazują.
Jednak komentarz pod moim postem nie dotyczył Dreptaka z Koziej Wólki, ale Adama Michnika, naczelnego GW. I tu sytuacja się jednak zmienia. Dlaczego? Bo to nie jest jakiś anonimowy osobnik, ale człowiek, który ma wielki wpływ na opinię milionów Polaków. Tak, jak redaktor Lis i redaktor Sakowski. Co prawda o tym ostatnim nawet nie słyszałem, a Lisa nigdy chyba nie czytałem, czy nie słyszałem na własne uszy, ale to jest tu najmniej istotne. Istotne jest to, że ludzie ci, swą działalnością, powodują to, że nasi bracia albo się do Boga zbliżają, albo od Niego oddalają, wpadając w łapy kudłatego.
Wokół nas toczy się walka o dusze. Media są tu niesamowicie ważną i skuteczną bronią. Bronią doskonale wykorzystywaną przez kudłatego. Ale i my umiemy ją wykorzystywać. Wystarczy wspomnieć pozycję Gościa Niedzielnego w rankingu polskich tygodników. I dlatego, że tak jest, nie możemy być obojętni wobec takich osób jak Michnik. Dlatego musimy się za nich modlić. Złemu bowiem wcale nie chodzi o to, byśmy my się stali „wcielonymi diabłami”. Jemu wystarczy, jak nie będziemy robili nic.
Jest taki żart, który gdzieś przed laty usłyszałem o pewnej pani, chrześcijance, która była tak przepełniona miłością do każdego człowieka, że w każdym widziała coś dobrego i na nikogo nie powiedziała złego słowa. Denerwowała tym wszystkich ludzi ze swego otoczenia, więc by jej zepsuć humor i wreszcie zmusić ją do powiedzenia negatywnej opinii o kimś zapytano ją: „A co powiesz o szatanie?” –„Bardzo pracowite stworzenie. Bardzo pracowite. Nie odpoczywa ani na sekundę” –odpowiedziała.
Polskie przysłowie mówi, że uczyć się trzeba nawet do diabła. I z pewnością moglibyśmy się od niego nauczyć pracowitości. W wojnie o dusze bowiem nie ma rozejmów i zawieszenia broni. A kto nie robi nic, służy tylko wrogowi.
Ewangelia Mateusza, opis Sądu Ostatecznego, przedstawiony nam przez samego Sędziego:
Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie. Wówczas zapytają i ci: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie? Wtedy odpowie im: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego. (Mt 25, 41-46)
Jeden z najbardziej do mnie przemawiających fragmentów Pisma Świętego jest w Listach do Siedmiu Kościołów w Apokalipsie św. Jana. Pan Jezus dyktuje Janowi takie słowa:
„Aniołowi Kościoła w Laodycei napisz: To mówi Amen, Świadek wierny i prawdomówny, Początek stworzenia Bożego: Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust. Ty bowiem mówisz: Jestem bogaty, i wzbogaciłem się, i niczego mi nie potrzeba, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi. Radzę ci kupić u mnie złota w ogniu oczyszczonego, abyś się wzbogacił, i białe szaty, abyś się oblókł, a nie ujawniła się haniebna twa nagość, i balsamu do namaszczenia twych oczu, byś widział. Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i nawróć się! Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną. Zwycięzcy dam zasiąść ze Mną na moim tronie, jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem z mym Ojcem na Jego tronie. Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów” (Ap 3, 14-22)
My jesteśmy Kościołem w Laodycei. To my dziś mamy samochody, jeździmy na wycieczki zagraniczne, mieszkamy w pięknych domach, walczymy z nadwagą – nie zdając sobie spray z tego, że jesteśmy biedni, ślepi, nadzy i godni litości. Zredukowaliśmy naszą wiarę do laptopów na Pierwszą Komunię i wspaniałych przyjęć, do gór prezentów pod choinką, a losy innych często nas w ogóle nie interesują. Modlić się za Michnika? A co on mnie obchodzi?
W naszej Wspólnocie Marto modlimy się każdego dnia za grzeszników, za kapłanów, za nasze rodziny, za Ojczyznę i ludzi odpowiedzialnych za jej losy, (a to także obejmuje dziennikarzy, nie tylko polityków), za nienarodzone dzieci i tych, którzy je chcieliby zabijać. Dlaczego akurat takie osoby? Nie wiem. Myślę, że takie intencje są na dziś najważniejsze. I choć wszyscy jesteśmy grzesznikami, to przecież pewne grupy ludzi wymieniamy osobno, bo wydaje mi się, że oni dziś potrzebują tej modlitwy najbardziej.
Sobór Watykański II, Dekret o środkach społecznego przekazywania myśli "INTER MIRIFICA":
DSP 11. Szczególny obowiązek moralny odnośnie do właściwego korzystania ze środków przekazu społecznego ciąży na dziennikarzach, pisarzach, aktorach, reżyserach, producentach, nakładcach, dystrybutorach, wynajmujących lokale, agentach i sprzedawcach, na krytykach i w ogóle na wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób uczestniczą w przygotowywaniu i przekazywaniu programów. Zupełnie bowiem jasną jest rzeczą, jakie i jak ważne obowiązki mają oni wszyscy w obecnych warunkach, skoro mogą przez informację oraz propagandę prowadzić rodzaj ludzki ku dobremu lub ku złemu.
Katechizm Kościoła Katolickiego:
2634 Wstawiennictwo jest modlitwą prośby, która bardzo przybliża nas do modlitwy Jezusa. To On jest jedynym wstawiającym się u Ojca za wszystkich ludzi, a w szczególności za grzeszników. […]
2636 […] Wstawiennictwo chrześcijan nie zna granic: „za wszystkich ludzi, za królów i za wszystkich sprawujących władzę", za tych, którzy prześladują, za zbawienie tych, którzy odrzucają Ewangelię.
I na koniec jeszcze raz Święty Paweł, którego cytuje powyższy fragment z Katechizmu:
Zalecam więc przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi, za królów i za wszystkich sprawujących władze, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością. Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy. (1 Tm 2, 1-4)
Zatem, jak widać, nie da się obronić tezy, jakoby do naszych obowiązków należało tylko modlenie się za wrogów i przyjaciół, a tych „obojętnych” możemy sobie darować. Nie ma tu bowiem żadnych obojętnych. Modlić się powinniśmy za wszystkich ludzi. Szczególnie za takich, którzy sprawują władzę nad innymi. Szczególnie tych, którzy sprawują władzę dusz.
__________________________________________________
Spis treści bloga Wspólnota Marto
Odsłon: 975 Komentarzy: 37
Friday,20 May 2011,07:16
Kategoria: Polityka Friday, 20 May 2011, 07:16
"Kochać człowieka, nienawidzić grzech". Takie proste, a tak trudne dla niektórych chrześcijan do przełknięcia.
Napisałem parę dni temu tekst o manipulacjach Gazety Wyborczej. Tekst jak tekst, nic odkrywczego. Potwierdza tylko to, co i tak wszyscy wiemy. Jednak ukazało się pod nim kilka ciekawych komentarzy. Nie będę ich powtarzał tutaj, każdy może je sam przeczytać. Odpowiem tylko na jeden z nich. Ktoś o nicku Zajkowski napisał:
Hiobie, lubię czytać Twoje komentarze na temat wiary, ale wybacz z historii to chyba miałeś 5 w komunistycznej szkole. Takich bowiem głupot jak te, że jakoby Michnikowi zawdzięczamy wolność to mogłeś jedynie się dowiedzieć albo w wyborczej, albo od nauczyciela historii który pobierał dotacje od PZPR. To doprawdy wstyd nie znac kilku podstawowych faktów z historii Polski. Ten człowieczek nie ma nic wspólnego z walką z komunizmem czym dał wyraz wielokrotnie poprzez całe swoje zycie. Jedynie z czym walczył to z przeciwną sobie czasem stroną w we frakcji PZPR. owa walka frakcyjna pomiędzy "żydami i chamami" nie miałą i nie ma nic wspólnego z wolnoscią Polski ( która to wolnośc jest ułudą i fałszem nie zaś wolnością).
Możesz sobie kochać tego tam z szechterów - prosze bardzo, ale nie wciskaj ludziom głupot o jego walce dla Polski - wielu może być bardzo okłamanych przez ciebie, bo ci poprotu uwierzą.
Moja odpowiedź:
Drogi Zajkowski, współczesnej historii Polski nie uczyłem się w komunistycznej szkole, ale ja ją przeżywałem własnym życiem. Oczywiście nie zmienię Twoich poglądów na pewne sprawy, ale nie zmienia to w niczym faktu, że to co napisałem w poprzednim komentarzu jest obiektywną prawdą. Niezależnie bowiem od tego jak niedoskonała i kulawa jest dzisiejsza demokracja, jest faktem nie podlegającym żadnej dyskusji, że jest ona systemem lepszym i sprawiedliwszym od reżimu komunistycznego, który upadł także dzięki Michnikowi.
Nie ma tu absolutnie żadnego znaczenia to, jakie Michnik ma poglądy, jaką wyznaje wiarę, jaka nim kierowała motywacja i jaką ma wizję Polski. To dzięki takim ludziom jak on dziś możemy pisać swobodnie na blogach, odsunąć w najbliższych wyborach każdego polityka, który nam nie pasuje i sami tworzyć inną, lepszą Polskę. Nikt nas za to nie wsadza do więzień i nie zszyła na Sybir.
Oczywiście nie twierdzę, że to tylko jego, czy nawet głównie jego zasługa. Niemniej jednak nie można nie uznać faktu, że to jest także jego zasługa.
I riposta Zajkowskiego:
Cóż bardzo mi przykro, bo w ten sposób myślą miliony Polaków, czytając tę jego gazetę. Moim zdaniem nie powinieneś pisać, że to co napisałeś jest obiektywna prawdą - bo tak to może stwierdzić jedynie Bóg który zna serca wszystkich ludzi także owego człowieka którego kochasz. Ja zaś jako człowiek który mieszkam w Polsce myślę dłużej niż ty oraz mam dostęp do źródeł i ludzi którzy naprawdę znają zasługi tego pana - mogę stwierdzić wyraźnie że nie tylko że jesteś w błędzie, ale jeszcze siejesz zamęt we umysłach wielu ludzi. bardzo mi przykro - bo Boga i Polskę kocham bardzo mocno.
jeszcze jedno na przykładzie powyższym - czyli kłamstw w wyborczej nie przyszło ci do głowy że może i przed 89 rokiem podobnie rozgrywano nas jak teraz? nie przyszło ci do głowy że człowiek który sieje tyle kłamstwa wraz ze swoim środowiskiem mógł żyć w kłamstwie i przed 89 ?
właściwie to już szkoda moich słów więcej.
Pozwolę sobie więc jeszcze raz powtórzyć to, co już nie raz na swym blogu pisałem. Najlepiej w puntach. Tak, żeby każdy, kto tylko będzie chciał, mógł mnie zrozumieć.
Po pierwsze: To, że GW kłamie, czy to, że poglądy Michnika są takie jakie są, nie ma nic wspólnego z faktem, że także jemu zawdzięczamy fakt upadku komuny. Argumenty, czy spekulacje, że to wszystko było ułożone z góry na wiele lat przed 1989 rokiem są, moim zdaniem, żenujące. Przypomnę, że nie mówię tu w ogóle o sytuacji w Polsce z roku 1989. Mówię tu o czasach do stanu wojennego.
Wyjeżdżając na stałe z Polski w roku 81 utrwaliłem sobie w pamięci pewien obraz, który nigdy nie ulegnie zatarciu, czy zniekształceniu. Gdy widzimy jakieś dziecko, po czym znika nam ono na jakiś czas, to przy ponownym spotkaniu zdumiewa nas jak ono wyrosło i wydoroślało. Ale rodzice widzący je każdego dnia nie dostrzegają tego w tak oczywisty i klarowny sposób. Dlatego śmiem twierdzić, że obraz Polski sprzed stanu wojennego jest w mej pamięci znacznie bardziej klarowny niż tych, którzy w Polsce byli przez całe lata osiemdziesiąte.
Po drugie przykłady takich krajów jak Białoruś, czy Kuba pokazują, że komuna wcale upaść nie musiała. Nikt nie oddaje władzy dobrowolnie. To, że system w którym ja się urodziłem i wyrosłem padł, to jest czyjaś zasługa. Zasługa Ducha Świętego i papieża i Reagana, ale także ludzi, którzy byli gotowi na utratę wolności, którzy nie bali się prześladowań walcząc o swoją Wizję Polski. I nie ma tu znaczenia jakie mieli oni poglądy. To dzięki wszystkim tym ludziom, którzy dziś tworzą elity polityczne Polski, ludziom takim jak Michnik, Tusk, Komorowski, Kaczyński, Borusewicz, Wałęsa, Buzek i wielu, wielu innych mamy dziś możliwość głosowania i wybierania swych przedstawicieli do władz.
I błagam: Nie mówicie mi, że to nie jest żadna demokracja. Zgodzę się, że to nie jest idealny system. Żaden system nie jest idealny poza Królestwem Bożym. System amerykański też nie jest idealny. Też się tu zdarza, że kandydat, który uzyskał mniej głosów zdobył więcej elektorów i został prezydentem. Nikt jednak tego nie nazywa "niedemokratycznym systemem", bo przepisy są jasne i znane wszystkim przed wyborami. Każdy więc ma równe szanse na wykorzystanie tego systemu na swoją korzyść.
Po trzecie nie wolno nam się obrażać na system tylko dlatego, że działa on nie po naszej myśli. Jest przecież oczywiste, że gdy już się okazało, że komuna straciła zęby i nie ugryzie, to zaczęła się walka o władze. Wszyscy niemal dawni opozycjoniści chcieli wprowadzić swój ideał rządów w Polsce. Rzecz zupełnie naturalna. I niezależnie od tego, czy ktoś poszedł "w politykę", czy jego narzędziem są media, każdy promuje swoje idee. Jednak nikt ich teraz nie narzuca na siłę. Jasne, że w celu przekonania społeczeństwa wiele informacji i faktów upiększa się, przekręca, manipuluje się nimi itp. Tak robią wszyscy politycy na całym świecie. Podobnie media biorą też w tym aktywny udział. Te, których właściciele sympatyzują z danym politykiem, czy jakąś partią - przemilczają potknięcia ich ulubieńców, wyciągając słabe strony i pomyłki obozu przeciwnego i vice versa.
Mamy więc w Polsce to, co nam się zawsze marzyło, choć nie przewidzieliśmy, że te spełnione marzenia będą takie gorzkie. Nie dość, że wielu opozycjonistów, wielu z tych, którzy byli dla postronnych i biernych kibiców jakim byłem ja bohaterami - okazało się szkodnikami, to na dodatek to najmądrzejsze, najwspanialsze społeczeństwo na świecie, te miliony mądrych i odważnych rodaków okazały się oportunistami, bezideowcami i do tego sklerotykami zapominającymi z kim i o co walczyli. Pomińmy tu nawet Platformę. Ale przecież komuniści także odzyskali władzę na jakiś czas. Wybrani przez tych, którzy kilkanaście lat wcześniej tak entuzjastycznie zapisywali się do Solidarności. Za co? Za kawałek wyborczej kiełbasy, której oczywiście nigdy nawet nie powąchali? Bo przecież kiełbasa wyborcza nigdy się nie materializuje. No chyba, że obiecuje ją polityk takiej klasy jak Ronald Reagan.
Czyli nic nowego pod słońcem i mamy to, co już od dawna mają demokracje zachodnie. Obawiam się też, że się to szybko nie zmieni. Dlaczego? Dlatego, że tak wielu ludzi myśli, że wystarczy wygrać najbliższe wybory. Jakie jednak znaczenie ma to, czy u władzy jest PO, PiS, czy jeszcze inna partia? Co by się tak naprawdę zmieniło, gdyby PiS zdobył bezwzględną większość? Przecież byli już u władzy i co? I pstro. Nie zrobili prawie nic.
Księga Jonasza:
Począł więc Jonasz iść przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona. I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili post i oblekli się w wory od największego do najmniejszego. Doszła ta sprawa do króla Niniwy. Wstał więc z tronu, zdjął z siebie płaszcz, oblókł się w wór i siadł na popiele. Z rozkazu króla i jego dostojników zarządzono i ogłoszono w Niniwie co następuje: Ludzie i zwierzęta, bydło i trzoda niech nic nie jedzą, niech się nie pasą i wody nie piją. Niech obloką się w wory - - niech żarliwie wołają do Boga! Niech każdy odwróci się od swojego złego postępowania i od nieprawości, którą [popełnia] swoimi rękami. Kto wie, może się odwróci i ulituje Bóg, odstąpi od zapalczywości swego gniewu, a nie zginiemy? Zobaczył Bóg czyny ich, że odwrócili się od swojego złego postępowania. I ulitował się Bóg nad niedolą, którą postanowił na nich sprowadzić, i nie zesłał jej.
Da się? Nie wiem. Chyba się da, skoro się dało w Niniwie. Chyba się da, skoro się dało na Węgrzech. Ale ilu z nas jest gotowych na serio włączyć się w krucjatę modlitewną? Ilu z nas jest gotowych do prawdziwych wyrzeczeń dla Ojczyzny i w intencji nawrócenia grzeszników? Przecież znacznie korzystniejsze jest wygranie dla Boga naszych politycznych wrogów, niż pokonanie ich w wyborach. I to jest do zrobienia, ale trzeba rzeczywiście spróbować. Nie oglądając się na innych. Musi to zrobić każdy z nas. Wygranie dla Boga politycznych wrogów, ale też wygranie dla Boga politycznych sprzymierzeńców. Bo przecież nawet wśród tych, których popierają niektóre katolickie media z ortodoksją wcale tak różowo nie jest.
Nie chciałbym, by każdy z moich tekstów stawał się kryptoreklamą Wspólnoty Marto, ale to naprawdę jest droga do osiągnięcia sukcesu. Jedyna droga. To znaczy niekoniecznie Wspólnota, nie chodzi tu o nią. Jednak chodzi tu o to, byśmy te wszystkie złe duchy powyrzucali modlitwą i postem. Bo innego sposobu nie ma. Ani rzucanie w nie kamieniami, ani obrażanie ich, ani szyderstwa, ani sarkazm, ani kpina nie odniosą żadnego skutku. To są pozorne działania, które co najwyżej mogą nam poprawić humor, ale czy to o to chodzi? Czy celem naszym jest nasze lepsze samopoczucie, czy też raczej chodzi o skuteczny sposób na to, by ich, politycznych i ideologicznych przeciwników wygrać dla Królestwa Bożego i dla Polski?
Modlitwa Wspólnoty:
Przyjmij naszą ofiarę za wszystkich grzeszników. Daj im łaskę nawrócenia. Spraw, byśmy pokochali każdego człowieka tak, jak Ty kochasz. Pozwól nam zobaczyć w każdym grzeszniku Twoje ukochane dziecko, syna marnotrawnego i dopomóc mu w odnalezieniu drogi do Twego Domu.
[...] Przyjmij, Panie, tę ofiarę za naszą Ojczyznę. Udziel daru prawdziwej mądrości wszystkim naszym rodakom. Polecamy Ci szczególnie tych, którzy są odpowiedzialni za losy naszego kraju.
Przed tygodniem minęła rocznica pierwszego objawienia w Fatimie. Nie napisałem wtedy nic na ten temat, ale może dobrze. Nie chodzi tu bowiem o jakieś rocznicowe laurki, ale chodzi raczej o codzienne życie tym orędziem, jakie nam Maryja przekazała. A co powiedziała ona wtedy? Zapytała Ona dzieci:
Czy chcecie ofiarować się Bogu, aby znosić wszystkie cierpienia, które On wam ześle jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany i jako prośbę o nawrócenie grzeszników?
W sierpniu Maryja powiedziała:
Módlcie się, módlcie się wiele, czyńcie ofiary za grzeszników, bo wiele dusz idzie na wieczne potępienie, nie mają bowiem nikogo, kto by się za nie ofiarował i modlił.
Mamy zatem pewną receptę na zwycięstwo w tej walce. Trzeba ją tylko zastosować. I nie ma się co oglądać na innych. Nikt z nas nie jest odpowiedzialny za decyzje braci. Ale każy z nas będzie rozliczony ze swojegi życia. Bóg bowiem nie wymaga od nas sukcesów, ale wierności. Dlatego ja będę robił swoje wierząc, że będzie nas wkrótce wielu. I wtedy naprawdę odmienimy losy świata. Bracia Węgrzy pokazali nam, że to możliwe. Ale to, co tam się stało, było wynikiem krucjaty modlitewnej. Miliony ludzi modliło się za swą ojczyznę. A my? Czy my też potrafimy to zrobić? Czy potrafimy modlić się za naszych politycznych wrogów? Modlić się za nich tak, jak ojciec modli się za dziecko? Jak siostra za brata? Jak dzieci za rodziców? Szczerze i żarliwie?
Jeżeli tego nie robimy, to komu tak naprawdę służymy swych zachowaniem? Kto zyskuje na tym, że odtrącimy, odepchniemy, obrazimy i zwymyślamy tych, którzy myślą inaczej niż my? Chyba nie trudno znaleźć na to odpowiedź.
Odsłon: 2297 Komentarzy: 119
Tuesday,17 May 2011,23:55
Kategoria: Polityka Tuesday, 17 May 2011, 23:55
Gazeta Wyborcza kłamie! Zatem co nowego? Ano nic, tylko, że tym razem sprawa dotyczy pewnej sprawy, o której pisaliśmy na forum, więc niejako zobaczyłem tę manipulację z pierwszej ręki i postanowiłem o tym napisać.
Mieszkam w USA od niemal trzydziestu lat. Moi wirtualni pasażerowie w większości są w Polsce. wielu z nich to młodzi chłopcy, marzący o pracy w USA. Nic dziwnego więc, że temat pracy w USA, wiz, zielonej karty itp. powraca na forum dość często. Niedawno jeden z moich gości napisał:
O tutaj ciekawy artykuł, który może was zaciekawić (do tematu wyjazdu do USA, Zielonej Karty i obywatelstwa USA)
Po czym podał link do tekstu w Gazecie Wyborczej. Kliknąłem na niego i zobaczyłem jakie to rewelacje ma nam do zaoferowania ten organ. Od razu uderzył mnie tytuł: "Polacy giną w Afganistanie i Iraku za obywatelstwo USA!" Dalej zwykłe bzdury, jakaś propaganda mijająca się z prawdą. Odpisałem na forum:
"...dotyczy to osób już posiadających zieloną kartę, czyli prawo pobytu w USA. Więc wymowa artykułu jest bezsensowna i kłamliwa. Nie chodzi tu o jakieś kuszenie Polaków by otrzymali obywatelstwo, ale zwyczajny program rekrutacyjny armii USA prowadzony wśród osób, które mieszkają w USA, mają tam prawo pobytu i prawo do pracy."
To jednak nie koniec historii. Okazuje się bowiem, że to nie była zwykła pomyłka autora, ale celowa manipulacja i przekłamanie. Tekst ten bowiem powstał w wyniku rozmowy telefonicznej z naszym rodakiem, panem Rafałem Stachowskim, mieszkającym od lat w USA, który jest dowódcą Kompanii Rekrutacyjnej w US Army i autorem bardzo dobrego i popularnego bloga. A na czym ta manipulacja polegała najlepiej wytłumaczy sam oszukany i dlatego pozwolę sobie tu oddać mu głos. Bez jego zgody i wiedzy, ale myślę, że mi to wybaczy.
O tym jak Gazeta Wyborcza kłamie.
Jakiś czas temu dostalem emaila od pana Marcina Górki, z prośbą o udzielenie wywiadu do artykułu który pisze. Zgodziłem się bez chwili namysłu, zawsze miałem słabość do Rodaków... Poza tym do dzisiaj, moje doświadczenia z dziennikarzami z Polski były wspaniałe, więc naprawdę ucieszyłem się, mając okazję pogadać trochę w ojczystym języku. Do pana Marcina zadzwoniłem płacąc za połączenie z własnej kieszeni. Przegadaliśmy z godzinę – bardzo fajnie mi się z nim rozmawiało.
Dzisiaj rano żona dzwoni do mnie że podobno w “Przeglądzie Prasy” w ITVN, jakiś artykuł w Gazecie Wyborczej wywołał spore wzburzenie prowadzących. Wchodzę na maila, a tutaj mam ze dwadzieścia przesłanych linków o d najróżniejszych znajomych, wszystkie do owego nieszczęsnego artykułu. Baa, nawet na Niezależnym Forum o Wojsku zawrzało na temat mojej skromnej osoby.
Artykuł pana Marcina przeczytałem z zapartym tchem. Chciałbym dodać że słowo artykuł jest w tym przypadku słowem zbyt szumnym na określenie tego steku bzdur który wylądował na łamach poważanej, jak dotąd uważałem, gazety. Przyznam się że poczułem się trochę zdradzony przez gościa, który pod pretekstem przyjacielskiego wywiadu wyłudził odemnie informację, która potrzebna mu była do wysłania w świat kolejnej kaczki dziennikarskiej. I żeby chociaż nasz dziennikarzyna użył informacji którą mu w dobrej wierze podałem. Nie, prawda się nie sprzedaje, więc aby odnieść większy “sukces”, gość przeinaczył każdą moją wypowiedź, tutaj dodał jakieś kłamstwo od siebie, tutaj sobie coś zmyślił, tutaj coś odjął, tutaj dodał, a efekt? Wypaczony obraz mojej ukochanej Armii, który spowodował że pół mojej dawnej ojczyzny zawrzało.
A więc, przeanalizujmy bzdury którymi nasz “dziennikarz” zbombardował polskie społeczeństwo:
W ramach kampanii "Go to army" amerykańscy rekruterzy werbują obcokrajowców posiadających zielone karty, głównie Latynosów i Polaków. Dają im błyskawicznie amerykańskie obywatelstwo. Potem - na wojnę. Już 20 Polaków zginęło w Iraku i Afganistanie.
W ramach kampanii “Go to Army”. Hehehehe. No popatrz, jestem w wojsku już osiemnaście lat, a o takiej kampanii reklamowej, jak żyję nie słyszałem. Sam osobiście w 1993 roku zaciągnąłem się bo chciałem być “Be all that you can be” (Żyj Pełnią Życia). Potem, jakoś w roku 2003 Armia wymyśliła kampanię reklamową “Army of One” – slogan ten nie utrzymał się zbyt długo, bo przyznam się że był naprawdę idiotyczny. Slogan ten był tak idiotyczny że nawet nie wiem jak go przetłumaczyć na polski. Slogan “Army Strong” (Wojskowa Siła) został wylansowany w 2006 roku, i utrzymuje się do dziś – za to za kilka miesięcy, Armia wypuszcza nową kampanię reklamową “Symbol of Strenght” (Symbol Siły). A owe nieszczęsne, wyssane z palca “Go to army?” To wyrażenie nawet nie ma sensu, bo albo może być “Go Army” albo “Go to the Army”. Jak można brać poważnie artykuł który zaczyna się od kłamstwa już w pierwszym zdaniu?
Prawda jest taka że armia amerykańska rzeczywiście ma specjalną misję rekrutacji obcokrajowców – głównie ludzi władającymi płynnie językami wschodu – tego bliskiego jak również dalekiego. A werbujemy obcokrajowców nie po to aby mieć świeże mięso armiatnie, jak insynuuje nasz początkujący dziennikarzyna, a ze względu na ich specjalny talent, czyli języki obce. Bo jak wiadomo, znajomość języków obcych, nie jest najmocniejszą stroną amerykańskich obywateli.
Chciałbym też dodać, że cała przewodnia myśl artykułu to bzdura! Że niby rząd Stanów Zjednoczonych rozdaje obywatelstwa w zamian za służbę w Armii. Nie. Stany Zjednoczone nie mają legii cudzoziemskiej. Nie można sobie wyrobić obywatelstwa przez służbę. Do wojska obecnie mogą tylko pójść ludzie którzy mają zielone karty, a więc tacy którzy to obywatelstwo wcześniej czy później i tak dostaną, bez względu na to czy będą służyli w wojsku czy nie.
Faktem natomiast jest, że każdy kto posiada zieloną kartę może wstąpić w szeregi US Army – a to dlatego bo Armia nie dyskryminuje nikogo, bez względu na pochodzenie, wyznanie, czy też kolor skóry. Następnym faktem jest to, że latynosi w Armii nie odzwierciedlają etnicznego przekroju społeczeństwa amerykańskiego – jest ich za mało. O Polakach nawet nie wspomnę – większość Polaków woli przez całe życie harować na budowie czy też pucować amerykanom toalety, zamiast użyć Armii aby osiągnąć coś w tym kraju, zaczynając od edukacji. Plutony latynowskie? Bzdura. Skończyliśmy z segregacją rasową jeszcze 1951 roku. Każdy kto ma choć trochę oleju w głowie o tym wie.
Dorota Pietrek z podszczecińskich Polic przechowuje w domu gwiaździsty sztandar, odznakę Purpurowe Serce i zaświadczenie o przyznaniu synowi amerykańskiego obywatelstwa. Polski strzelec z 1. Dywizji Piechoty Morskiej zginął w czerwcu 2008 r. w prowincji Farah w Afganistanie. Przyjechał do Ameryki w 2005 r., miał 21 lat, wylosował zieloną kartę. Wstąpił do marines, gdy z kampanii reklamowej "Go to army" dowiedział się, że w ten sposób zyska obywatelstwo. W kwietniu 2008 r. odleciał do Afganistanu.
Wstąpił do marines, gdy z kampanii reklamowej "Go to army" dowiedział się, że w ten sposób zyska obywatelstwo. A ile przekłamań możemy naliczyć w tym jednym zdaniu które wyszło spod pióra pana Marcina Górki? A więc, jeżeli pan Pietrek w roku 2005 dostał zieloną kartę, to znaczy że w roku 2008 pozostało mu zaledwie dwa lata aby dostać obywatelstwo amerykańskie, a miał je gwarantowane. Zielona karta daje imigrantowi dokładnie takie same prawa co obywatelstwo, z wyjątkiem prawa głosowania, a więc należy wykluczyć że pan Pietrek poszedł do Marines tylko i wyłącznie aby dostać obywatelstwo, co insynuuje pan Górka. Jaki człowiek o zdrowych zmysłach podpisałby trzy letni kontrakt aby dostać obywatelstwo na które musiałby zaczekać tylko dwa lata? Nie. Pan Pietrek poszedł do Marines bo chciał być żołnierzem piechoty morskiej – a jest to pobudka jakiej pan Górka nigdy nie zrozumie, ponieważ zupełnie obce są mu takie słowa jak “Duma”, czy “Honor”. Aha, rówież niedorzeczne jest stwierdzenie że gość poszedł do Marines po zobaczeniu reklamy Army – to są dwie zupełnie różne części amerykańskich sił zbrojnych. A tak nawiasem mówiąc, kampania reklamowa Marines to “For Us All” (Za nas wszystkich)
- Ilu obywateli RP zaciągnęło się do US Army? - pytamy Elizabeth Robbins ze służb prasowych Pentagonu.
- Nikt nie prowadzi takiej statystyki - odpowiada.
I tutaj należna jest mała dygresja. Jeżeli sama rzeczniczka Pentagonu objawiła że NIKT nie prowadzi statystyki ilu obywateli RP zaciągnęło się do US Army, to skąd u pana Górki takie dokładne dane że niby dwudziestu Polaków zginęło, i że kolejne pięciuset służy w Amerykańskich mundurach? Według artykułu wynika jasno, że ode mnie:
Pochodzący z warszawskiej Pragi Rafał Stachowski, rekruter, który werbuje do armii rodaków, mówi, że w wojskach USA służy ok. 500 "naszych". Zginęło już 20 z nich.
Bardzo mi miło że pan Górka ceni informację pochodząca z moich ust wyżej niż od pani rzeczniczki Elizabeth Robbins, ale w tym miejscu chciałbym przytoczyć resztę rozmowy jaka odbyła się między mną a panem Górką, owego mroźnego marcowego poranka (tak, tak, napisanie tych wypocin dla Gazety Wyborczej zajęło panu Górce aż siedem tygodni).
- A ilu Polaków służy w Armii Amerykańskiej? – dopytuje pan Górka.
- Ciężko powiedzieć. Pani Paulina Glińska z Polski Zbrojnej zadała mi kiedyś takie samo pytanie, ale niestety nie byłem w stanie znaleźć na nie odpowiedzi. Po prostu takich statystyk się nie prowadzi. – odpowiadam wymijająco.
- No gdyby miał pan zgadywać? – nie daje za wygraną pan Górka.
- Gdybym miał zgadywać, powiedziałbym że okolo pięciuset. Wie pan, Polacy nie garną się do wojska – do tej pory mają w głowach wypaczony obraz wojska z czasów Ludowego Wojska Polskiego. – dodaję.
Skąd mi przyszła do głowy liczba pięćset? Ponieważ facet koniecznie chciał abym mu podał jakąś cyfrę, pomimo faktu że parę razy mu powiedziałem że taka statystyka nie istnieje, zrobiłem szybko rachunek sumienia, i spróbowałem z grubsza ustalić ilu gości z polskimi naszywkami spotkałem na wojskowej stołówce, i ilu z nich potrafiło jeszcze powiedzieć “Mam czę w dupe”, “Day mee bushi” lub “Doopa Jash”, pomnożyłem ten numer przez liczbę naszych dywizji, i zaokrągliłem do najbliższej setki. I tak oto numer, który sam, przyznaję się ze wstydem, wyssałem sobie z palca, zbulwersował dzisiaj pół Polski. Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko że wyraźnie powiedziałem panu Górce że “zgaduję że około pięciuset”.
Tzw. rekruterzy (żołnierze kompanii rekrutacyjnej) amerykańskiej armii werbują w USA ochotników obcokrajowców posiadających zielone karty, głównie Latynosów i Polaków.
Kolejne zdanie pana Górki, kolejne kłamstwo. Ani moi żołnierze, ani żadni inni tzw. Rekruterzy nie rekrutują obcokrajowców posiadających zielone karty, głownie Latynosów i Polaków. Moi żołnierze pomagają założyć mundur każdemu kto ma na to chęć, albowiem US Army jest armią ochotników, oraz każdemu posiada odpowiednie kwalifikacje do służby. Prawda jest taka że tylko trzech na dziesięciu aplikantów kwalifikuje się do służby. Kolejna prawda jest taka że zaciągnięcie kogoś do wojska wymaga wypełnienia tony dokumentów, a tych dokumentów jest znacznie więcej jeżeli ktoś jest obcokrajowcem na zielonej karcie. Prawdę mówiąc, to z obcokrajowcami jest więcej kłopotu niż to jest warte, bo po pierwsze większość z nich nie jest w stanie przejść egzaminu kwalifikującego do wojska ASVAB; po drugie trzeba się użerać z imigracją; po trzecie ich zielone karty mają tendencję do utraty ważności tuż przed wyjazdem na unitarkę; po czwarte przeważnie ich dyplomy ze szkoły średniej są dalej w ich ojczystym języku, i trzeba znaleźć kogoś kto by je przetłumaczył; po piąte imigranci mają słabe poczucie obowiązku, i często po podpisaniu kontraktu zmieniają zdanie – w zeszłym miesiącu dwóch różnych Ghańczyków nie stawiło się na unitarkę, bo zmienili zdanie w ostatniej chwili. Straciłem też Polaka, rodzonego tutaj, który z jakiegoś nieogarniętego logiką powodu zdecydował że zamiast studiować w Stanach, w prestiżowym uniwersytecie Rutgers za który Rezerwa Armii by mu zapłaciła, będzie studiował w Krakowie na AGH. Gość porzucił zawód Operatora Wojskowych Sieci Komputerowych, zawód który dostałby nie przerywając szkoły, zawód który otworzyłby mu wiele drzwi po studiach z informatyki.
- Do mnie zgłosił się ostatnio gość, który złamał żebro, pracując na czarno. Nie było go stać na lekarza, miał tego dość. Dzisiaj jest w armii, właśnie jedzie na wojnę.
Historia pewnego emerytowanego sierżana wojsk rakietowych w Polsce szczególnie mi przypadła do gustu, więc przytoczyłem ją panu Górce podczas naszej długiej rozmowy na mój koszt. Po przejsciu na wcześniejszą emeryturę gość imał się różnych prac, w większości związanych z budową. Bo co innego może robić w Stanach gość z minimalnym językiem, bez specjalizacji? Któregoś dnia złamał sobie żebro, gwintując rurę na budowie. Pomimo okropnego bólu facet nie poszedł do lekarza, bo go nie było na to stać, za to codziennie chodził do pracy, bo nie mógł sobie pozwolić na wzięcie chorobowego. Wojsko dało mu możliwość na edukację, godziwe życie dla rodziny, ubezpieczenie medyczne, oraz za dwadziescia lat, na emeryturę. Nigdy nie powiedziałem panu Górce że “właśnie jedzie na wojnę”. Powiedziałem mu że właśnie jedzie na unitarkę. Ale gość najwyraźniej słyszy tylko to co chce słyszeć.
No cóż, Gazeta Wyborcza dużo straciła w moich oczach. Jeżeli w jednym artykule jest tyle kłamstw, to aż się boję pomyśleć ile kłamstw jest w innym artykułach, na tematy o których nie mam zielonego pojęcia. Zastanawia mnie czy to zwykły zbieg okoliczności że i Wróżka, i Wyborcza zaczynają się na tą samą literę alfabetu. Przypuszczam że to właśnie we Wróżce pan Górka nabierał dziennikarskiego doświadczenia. Słyszałem że w drukowanej wersji “Wyborczej” jest wypisanych dużo więcej bzdur na mój temat, ale nie mam do niej dostępu.
To tyle cytatu, ale nie koniec historii, bo jest jeszcze druga część. Ale by nie przedłużać swojego wpisu, zapraszam do źródła, czyli do notki pod tytułem: "O tym, jak Gazeta Wyborcza kłamie, część II"
A ponieważ sprawa dotyczy kraju, który stał się moją drugą ojczyzną, kraju, który jest mi bardzo bliski i który naprawdę pokochałem, postanowiłem o tym tu napisać. Bo nie jest prawdą, że "Polacy giną w Afganistanie i Iraku za obywatelstwo USA". Owszem, giną tam nasi rodacy, także ci, którzy mieszkają na stałe w Stanach, ale nie "za obywatelstwo". W Iraku zginął syn mojego dobrego znajomego z Charlotte, Cliff Golla. Takie są smutne realia naszego życia. Żołnierze giną na wojnie, tak, jak policjanci i strażacy czasem giną na służbie i kierowcy też czasem nie powracają do domu z trasy. Jednak nie jest prawdą, że rząd amerykański kusi kogokolwiek obywatelstwem, czy prawem stałego pobytu, w zamian za służbę w wojsku. A to wyraźnie sugeruje ta, pożal się Boże, "informacja" w GW.
Odsłon: 1140 Komentarzy: 19
Tuesday,17 May 2011,22:51
Kategoria: Fronda Tuesday, 17 May 2011, 22:51
Parę miesięcy temu zamieściłem link do programu, który pozwala monitorować komentarze pod wybranymi postami na blogowisku "Frondy". Program bardzo pomocny, bo pozwalający blogerom dowiedzieć się, że ktoś skomentował ich wpis sprzed miesięcy, albo że ktoś dopowiedział coś pod ich komentarzem na innym blogu.
Jednak rewolucja, jaka miała tu miejsce niedawno spowodowała, że program przestał działać. Na szczęście jego autor, Marcin "NoHuman", jeden z administratorów mojego forum, poprawił go już i można zainstalować nową wersję.
Program jest całkowicie darmowy, ale modlitwa w intencjach jego autora zawsze jest mile widziana i do tego oczekiwana. Ponadto udało mi się zdobyć numer konta autora programu, więc gdyby ktoś chciał i mógł wesprzeć go dowolnym datkiem za jego pracę, z pewnością spotkałby się z wielką wdzięcznością tego bezrobotnego geniusza.
Nawiasem mówiąc szkoda, że "Fronda" go nie zatrudniła, może ta rewolucja z ostatnich tygodni była by mniej krwawa. :-D Program do monitorowania komentarzy można ściągnąć TUTAJ.
Konto autora programu: Bank PKOBP Oddział-Centrum Bankowości Elektronicznej w Warszawie, 50 1020 5558 1111 1496 2470 0020
Odsłon: 2248 Komentarzy: 6
Tuesday,05 April 2011,06:55
Kategoria: Kościół Tuesday, 05 April 2011, 06:55
Pisałem już parokrotnie o naszej Wspólnocie Marto. Kilka razy zapytały mnie różne osoby o to, czy mamy jakiegoś kierownika duchowego. Początkowo nie mieliśmy, potem podałem, że już mamy, teraz chciałbym to ponownie skorygować. Bo niby mamy, a nie mamy. Dlaczego? Bo niby jesteśmy wspólnotą, ale nie jesteśmy. Dlaczego? Bo niby…
Bo niby co? Jak to jest z naszym katolicyzmem? Czy pewne radio jest "katolickim głosem w każdym domu", czy tylko rozgłośnią propagującą pewną polityczną opcję? A jak jest katolickim głosem, to dlaczego? Bo założona przez księdza? A co z księżmi, którzy nie głoszą tego, co naucza Kościół? Czy oni są katolickim głosem? A co z poświęconym portalem? Czy poświęcony, to już katolicki, czy niekoniecznie? I kto o tym decyduje? A tygodniki katolickie? Niedziela? Gość Niedzielny? A Tygodnik Powszechny? Powszechny to niby znaczy katolicki, ale czy także Katolicki?
Ks. Tomasz Seweryn, z którym rozmawiałem powiedział, że może być kierownikiem duchowym każdego z nas, natomiast nie może być kierownikiem duchowym naszej wspólnoty, która jeszcze formalnie nie jest katolicka. Wyjaśniam w ten sposób nieścisłość, którą podałem wcześniej. Bardzo cenię sobie opinię księdza Tomasza i rozumiem jego stanowisko. Jestem mu także wdzięczny, że wyraża zgodę na nieformalną opiekę nad nami. Ale chciałem wyjaśnić, że nie należy go utożsamiać z naszą Wspólnotą, czy uważać za formalnego jej członka, czy kierownika. Piszę o tym, bo moja poprzednia informacja mogła zasugerować, że jest inaczej.
Ks. Tomasz Seweryn jest kapłanem archidiecezji katowickiej, wieloletnim duszpasterzem, nauczycielem dyplomowanym z dwudziestoletnim stażem, wykładowcą akademickim na Uniwersytecie Papieskim im. Jana Pawła II w Krakowie, rekolekcjonistą. Autor licznych artykułów publikacji z teologii życia duchowego. Zajmuje się duchowością laikatu, medytacją, kontemplacją, prowadzi msze o uzdrowienie duszy i ciała. Aktualnie przebywa w Portland, w stanie Oregon. Jego strona internetowa: http://www.ks.seweryn.com.pl/
Jednak co to znaczy być "formalnym katolikiem"? Co znaczy, że jakaś wspólnota formalnie należy do Kościoła? Ksiądz Tomasz podesłał mi dziś bardzo ciekawy fragment tekstu opublikowanego w Watykanie. Zacytuję go tutaj:
- Kościół katolicki potrzebuje aktywnych członków, którzy prowadzą blogi, a blogerzy potrzebują Kościoła katolickiego, zwłaszcza w celu przypomnienia im o cnocie miłości koniecznej w pisaniu – powiedział uczestnikom spotkania blogerów w Watykanie Rocco Palmo, autor książki "Whispers in the Loggia".
Spotkanie, sponsorowane przez papieską radę do spraw kultury i komunikacji społecznej, odbyło się 02 maja br. Przyjęto na nim 150 wniosków – podzielonych w zależności od języka i tego, czy blog jest prowadzony przez osobę prywatną, czy instytucję – o dopuszczenie do rady. Richard Rouse, urzędnik w radzie kultury, poprosił na spotkaniu, aby zachęcać innych urzędników kościoła do prowadzenia dialogu z lokalnymi blogerami. Celem spotkania w Watykanie było uznanie roli blogów w nowoczesnej komunikacji i nawiązania dialogu między blogerami a Watykanem.
Ojciec Roderick Vonhogen, holenderski kapłan i autor publikacji "Katholiek Leven" wykazywał, że blogowanie pozwala mu być pasterzem dla ludzi, którzy go potrzebują, a dziennikarka Elizabeth Scalia przypomniała, że podczas gdy media głównego nurtu postrzegają blogi jako sposób na autopromocję, blogi katolickie są zazwyczaj źródłem "katolickiej jasności". "Kościół nas potrzebuje" – powiedziała – "Potrzebuje nas do ewangelizacji, do rozpowszechniania rzetelnych, zgodnych z prawdą informacji".
Zdaniem Scalii blogerzy również potrzebują Kościoła i jego pasterzy, którzy będą im przypominali, że miłosierdzie Boże dociera do wszystkich ludzi i że Jezus chce zjednoczyć swoje owce. Abp Claudio Celli, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu, wyraził zadowolenie z przyjazdu blogerów do Watykanu i powiedział im, że Watykan chciał rozpocząć dialog między wiarą a nowym wymiarem kultury – blogosferą.mż/catholicnews.com
Dekret o apostolstwie świeckich "APOSTOLICAM ACTUOSITATEM", dokument Drugiego Soboru Watykańskiego głosi (wszystkie podkreślenia moje):
DA 1. Święty Sobór chcąc spotęgować działalność apostolską Ludu Bożego, zwraca się z troską do wiernych świeckich, o którym szczególnym i bezwzględnie koniecznym udziale w posłannictwie Kościoła wspominał już na innych miejscach. Nigdy bowiem nie może w Kościele zabraknąć apostolstwa świeckich, które wypływa z samego ich powołania chrześcijańskiego. Jak samorzutna i jak owocna była tego rodzaju działalność w zaraniu Kościoła, pokazuje jasno samo Pismo św. (por. Dz 11,19-21; 18,26; Rz 16, 1-16; Flp 4,3). Nasze zaś czasy wymagają od ludzi świeckich nie mniejszej gorliwości; co więcej, dzisiejsze warunki żądają od nich o wiele intensywniejszego i szerzej zakrojonego apostolstwa.[…]
DA 2. […] Istnieje w Kościele różnorodność posługiwania, ale jedność posłannictwa. Apostołom i ich następcom powierzył Chrystus urząd nauczania, uświęcania i rządzenia w Jego imieniu i Jego mocą. Jednak i ludzie świeccy, stawszy się uczestnikami funkcji kapłańskiej, prorockiej i królewskiej Chrystusa, mają swój udział w posłannictwie całego Ludu Bożego w Kościele i na świecie. I rzeczywiście sprawują oni apostolstwo przez swą pracę zmierzającą do szerzenia Ewangelii oraz uświęcania ludzi i do przepajania duchem ewangelicznym oraz doskonalenia porządku spraw doczesnych, tak że ich wysiłek w tej dziedzinie daje jawnie świadectwo o Chrystusie i służy zbawieniu ludzi. Ponieważ zaś właściwością stanu ludzi świeckich jest życie wśród świata i spraw doczesnych, dlatego wzywa ich Bóg, by ożywieni duchem chrześcijańskim, sprawowali niczym zaczyn swoje apostolstwo w świecie.
DA 3. Obowiązek i prawo do apostolstwa otrzymują świeccy na mocy samego zjednoczenia swojego z Chrystusem – Głową. Wszczepieni bowiem przez chrzest w Ciało Mistyczne Chrystusa, utwierdzeni mocą Ducha Świętego przez bierzmowanie, są oni przeznaczeni przez samego Pana do apostolstwa. […]
DA 9. Świeccy prowadzą różnorodną działalność apostolską tak w Kościele, jak i w świecie. W obydwu tych dziedzinach otwierają się różne pola pracy apostolskiej, spośród których pragniemy tu wymienić główniejsze. Są to: wspólnoty kościelne, rodzina, młodzież, środowisko społeczne, sprawy narodowe i międzynarodowe. […]
DA 10. Jako uczestnicy funkcji Chrystusa – Kapłana, Proroka i Króla, mają świeccy swój czynny udział w życiu i działalności Kościoła. We wspólnotach kościelnych działalność ich jest do tego stopnia konieczna, że bez niej apostolstwo samych pasterzy nie może zwykle być w pełni skuteczne. Świeccy bowiem, ożywieni duchem prawdziwie apostolskim, uzupełniają to, czego nie dostaje im braciom, i pokrzepiają ducha zarówno pasterzy, jak i reszty wiernego ludu (por. 1 Kor 16,17-18), na wzór owych mężów i niewiast, którzy wspomagali Pawła w głoszeniu Ewangelii (por. Dz 18,18-26; Rz 16,3). Oni bowiem, czerpiąc siły z czynnego udziału w życiu liturgicznym swojej wspólnoty, gorliwie uczestniczą w jej pracach apostolskich; pociągają do Kościoła ludzi, trzymających się może z dala od niego; współpracują usilnie w głoszeniu słowa Bożego zwłaszcza przez katechizację; oddając na usługi Kościoła swoją wiedzę fachową, usprawniają pracę duszpasterską, a także zarządzanie dobrami kościelnymi.[…]
DA 12. […] Niech dorośli starają się nawiązać z młodzieżą przyjacielski dialog, co pozwoli obu stronom, po przezwyciężeniu różnicy wieku, poznać się wzajemnie i podzielić się nawzajem wartościami właściwymi każdej stronie. Dorośli powinni pobudzać młodzież do apostolstwa najpierw przykładem, a przy sposobności roztropną radą i wydatną pomocą. Młodzi zaś niech żywią wobec starszych szacunek i zaufanie; a chociaż z natury skłaniają się do nowości, winni jednak otaczać należną czcią chwalebne tradycje. […]
DA 13. Apostolstwo w środowisku społecznym, a mianowicie staranie się o kształtowanie w duchu chrześcijańskim sposobu myślenia i obyczajów, praw oraz ustroju własnej społeczności, jest tak dalece zadaniem i obowiązkiem świeckich, że inni nigdy nie potrafią go należycie wypełnić. Na tym polu świeccy mogą apostołować między podobnymi sobie. Tutaj uzupełniają świadectwo życia świadectwem słowa. Tutaj w środowisku pracy czy zawodu, studiów czy miejsca zamieszkania, rozrywki czy spotkań towarzyskich mają odpowiedniejszą sposobność wspomagania braci. […]
DA 15. Świeccy mogą prowadzić działalność apostolską bądź to indywidualnie, bądź zrzeszeni w różnych wspólnotach lub stowarzyszeniach.
DA 16. Apostolstwo indywidualne, którego przeobfitym źródłem jest życie prawdziwie chrześcijańskie (por. J 4,14), stanowi początek i warunek wszelkiego apostolstwa świeckich, również zrzeszonego, i nie można go niczym zastąpić. Do tego rodzaju apostolstwa, zawsze i wszędzie owocnego, a w niektórych okolicznościach jedynie przydatnego i możliwego, są wezwani i zobowiązani wszyscy świeccy, jakiegokolwiek stanu, chociaż nie mają sposobności lub możności współpracować w stowarzyszeniach. […] W końcu niech świeccy przepajają miłością swoje życie i w miarę możności dają jej wyrazw czynach.Niech wszyscy pamiętają, że przez kult publiczny i modlitwę, pokutę i dobrowolne przyjmowanie trudów oraz utrapień, przez które upodabniają się do cierpiącego Chrystusa (2 Kor 4,10; Kol 1,24), mogą dotrzeć do wszystkich ludzi i przyczynić się do zbawienia całego świata.
DA 18. Wierni jako jednostki są powołani do prowadzenia działalności apostolskiej w różnych warunkach swego życia; powinni jednak pamiętać że człowiek z natury swojej jest istotą społeczną i że spodobało się Bogu zjednoczyć wierzących w Chrystusa w jeden Lud Boży (por. 1 P 2,5-10) i zespolić w jedno ciało (por. 1 Kor 12,12). Apostolstwo więc zespołowe odpowiada doskonale zarówno ludzkim, jak i chrześcijańskim wymogom wiernych, a zarazem ukazuje znak wspólnoty i jedności Kościoła w Chrystusie, który powiedział: "Gdzie bowiem dwaj albo trzej zgromadzeni są w imię moje, tam i ja jestem pośród nich" (Mt 18,20).
Dlatego wierni niech sprawują swoje apostolstwo w zjednoczeniu. Niech będą apostołami zarówno w swoich społecznościach rodzinnych, jak i w parafiach i diecezjach, które same w sobie wyrażają wspólnotowy charakter apostolstwa,
oraz w wolnych zrzeszeniach, jakie postanowili wśród siebie zorganizować. Apostolstwo zespołowe posiada ogromną doniosłość i dlatego, że praca apostolska czy tow społecznościach kościelnych, czy to w różnych ośrodkach wymaga często wspólnego działania. Stowarzyszenia bowiem założone dla celów apostolstwa zespołowego niosą pomoc swym członkom i przysposabiają ich do apostolstwa, odpowiednio ustawiają ich pracę apostolską i kierują nią tak, że o wiele więcej można się po niej spodziewać owoców, niż gdyby każdy działał na własną rękę. W obecnych zaś warunkach jest rzeczą zgoła konieczną, by w zasięgu działalności ludzi świeckich, umacniało się apostolstwo w formie zespołowej i zorganizowanej; tylko bowiem przez ścisłe zespolenie sił da się w pełni osiągnąć cele dzisiejszego apostolstwa i obronić skutecznie jego owoce. Poza tym jest rzeczą szczególnie ważną, by apostolstwo docierało do zbiorowej mentalności i warunków społecznych tych, ku którym się zwraca; w przeciwnym razie nie potrafią oni często oprzeć się naciskowi czy to opinii publicznej, czy instytucji.
DA 19. Istnieje wielka różnorodność stowarzyszeń apostolskich; jedne z nich zamierzają służyć ogólnemu, apostolskiemu celowi Kościoła; inne w sposób szczególny stawiają sobie za cel głoszenie Ewangelii i uświęcenie; jeszcze inne biorą sobie za cel przepojenie porządku doczesnego duchem chrześcijańskim; inne wreszcie w specjalny sposób dają świadectwo Chrystusowi przez dzieła miłosierdzia i miłość.Spośród owych stowarzyszeń zasługują na uwagę przede wszystkim te, które akcentują i wysuwają na pierwsze miejsce u swych członków ściślejszą łączność między życiem praktycznym a wiarą.
Stowarzyszenia nie są celem dla siebie samych, ale winny służyć posłannictwu Kościoła w odniesieniu do świata; ich skuteczność apostolska zależy od ich zgodności z celami Kościoła oraz od świadectwa chrześcijańskiego i ducha ewangelicznego poszczególnych członków i całego zespołu. […]
DA 22.
Na szczególny szacunek i uznanie w Kościele zasługują ci świeccy, czy to bezżenni, czy małżonkowie, którzy na stałe lub czasowo poświęcają się służbie tych instytucji i ich dzieł, wspierając je swoim doświadczeniem zawodowym. Wielką radością napełnia Kościół fakt, że z dnia na dzień rośnie liczba świeckich oddających się pracy w stowarzyszeniach i dziełach apostolskich, czy to we własnym kraju, czy na terenie międzynarodowym, czy to szczególnie w katolickich społecznościach misyjnych i świeżo organizujących się Kościołach.
Niech pasterze Kościoła przyjmują tych świeckich chętnie i z wdzięcznością, niech dbają, by warunki ich życia odpowiadały jak najbardziej wymogom sprawiedliwości, słuszności i miłości, zwłaszcza w tym co dotyczy godziwego utrzymania ich oraz ich rodzin; niech cieszą się oni koniecznym wykształceniem, duchową pomocą i zachętą.
DA 23.
Apostolstwo świeckich, czy to indywidualne czy zbiorowe, winno być włączone wedle należytego planu w apostolstwo całego Kościoła; co więcej, łączność z tymi, których Duch Święty ustanowił, by kierowali Kościołem Bożym (por. Dz 20,28), stanowi istotny element apostolstwa chrześcijańskiego. Nie mniej konieczna jest współpraca między różnymi poczynaniami apostolskimi, a winna ją uzgadniać hierarchia. […]
DA 24.
Obowiązkiem hierarchii jest popierać apostolstwo świeckich, ustalać zasady i udzielać mu pomocy duchowych, kierować jego działalność ku wspólnemu dobru Kościoła, czuwać nad zachowaniem czystości nauki i porządku.
Apostolat świeckich dopuszcza oczywiście różne sposoby ustosunkowania się do hierarchii, zależnie od różnych form i dziedzin danego apostolstwa.
Bardzo wiele bowiem istnieje w Kościele przedsięwzięć apostolskich, które zawdzięczają powstanie swobodnej decyzji świeckich i przez nich roztropnie są kierowane. Przez tego rodzaju inicjatywy zostać może lepiej w pewnych warunkach spełnione posłannictwo Kościoła i dlatego często hierarchia je pochwala i zaleca. Żadna jednak inicjatywa nie może przybierać miana "katolickiej" bez zgody prawowitej władzy kościelnej.
DA 25.
Biskupi, proboszczowie i inni kapłani tak diecezjalni, jak i zakonni niech pamiętają, że prawo i obowiązek apostołowania są wspólne wszystkim wiernym, czy to duchownym,czy świeckim, i że w budowaniu Kościoła mają także świeccy swój własny udział. Dlatego powinni po bratersku pracować razem ze świeckimi w Kościele i dla Kościoła oraz specjalną troską otaczać świeckich przy ich pracy apostolskiej. Należy starannie dobierać kapłanów odpowiednio i dobrze przygotowanych do pomocy w różnych formach apostolstwa świeckich. Ci zaś, którzy oddają się tej posłudze na podstawie misji otrzymanej od hierarchii są jej przedstawicielami w swej działalności duszpasterskiej. Niech troszczą się o należyte ustosunkowanie się świeckich do hierarchii, zachowując zawsze wierność duchowi i nauce Kościoła. Niech zabiegają usilnie o pielęgnowanie życia duchowego i zmysłu apostolskiego w stowarzyszeniach katolickich powierzonych swej pieczy; niech w działalności apostolskiej służą im mądrą radą i popierają inicjatywy. Prowadząc ze świeckimi ciągły dialog, niech pilnie szukają nowych metod celem zapewnienia obfitszych owoców pracy apostolskiej; niech rozwijają ducha jedności zarówno w samym stowarzyszeniu, jak i między nim a innymi. […]
DA 33.
Święty Sobór wzywa więc usilnie w imię Pana wszystkich świeckich, by chętnie, wielkodusznie i skwapliwie odpowiedzieli na wołanie Chrystusa, który w tej godzinie natarczywiej ich zaprasza, i na natchnienie Ducha Świętego. […]
Przepraszam za te przydługie cytaty, ale wydają się mi one bardzo ważne. Najchętniej zamieściłbym tu cały tekst tego dokumentu i serdecznie zachęcam do zapoznania się z nim. A ja go tu zacytowałem, by się niejako "usprawiedliwić". Gdyż to, co robię, to nie jest jakaś samowola, czy rebelia, ale właśnie wyraz posłuszeństwa i odpowiedź na to, do czego nas wzywa nasza Matka – Kościół.
Tak więc choć formalnie jesteśmy wspólnotą nieformalną, to przecież jest to odpowiedź na wezwanie nie tylko Maryi z Fatimy, ale także Kościoła. Każda bowiem inicjatywa musi się jakąś zacząć. I wierzę, że kiedyś i ta formalna strona zostanie załatwiona i wtedy nasza Wspólnota będzie "katolicka". Jeżeli taka będzie wola Boża, to stanie się to z całą pewnością. A na razie po prostu róbmy swoje, prywatnie i nieformalnie, a resztę zostawmy Bogu.
Odsłon: 1075 Komentarzy: 7
1