
Sunday,24 April 2011,02:15
Kategoria: Religia Sunday, 24 April 2011, 02:15
Dzisiaj obchodzimy największe święto chrześcijaństwa: zmartwychwstanie Pana Jezusa. Po czterdziestu dniach Wielkiego Postu, w czasie których przez modlitwę, post i uczynki miłości staraliśmy się przygotować do obchodów tych najważniejszych dla nas wydarzeń z historii zbawienia, po liturgicznych obchodach Ostatniej Wieczerzy, Męki i Śmierci Pana, nadszedł w końcu długo oczekiwany dzień Zmartwychwstania Pańskiego. Także w tym sensie, że w tym roku później niż w inne lata.
Dziwi trochę fakt, że ten dzień bierze swoją nazwę od nocy, po przecież mówimy „Wielkanoc”, a mamy na myśli dzień. Ale to nie jedyny paradoks dnia dzisiejszego.
Na inny paradoks tych ostatnich dni, czyli Triduum Paschalnego wskazują motyle przy grobie Pana Jezusa. Modląc się w Wielki Czwartek przed ciemnicą naszym kościele, która później pełniła rolę Grobu Pańskiego, zauważyłem pomiędzy kwiatami przy grobie motylki. Jak wiadomo motyle są symbolami Zmartwychwstania. Umieszczone przy grobie Pana, były zapowiedzią Jego zmartwychwstania. Ale to nie tylko znak zapowiadający zmartwychwstanie Pana, ale także symbol wskazujący na to, że misterium Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Pana Jezusa jest czymś jednym. Mówiąc inaczej: to części tego samego misterium.
Zmartwychwstanie Pańskie to ostatni jego etap. Misterium Paschalne to, jak wiemy Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie Pana Jezusa. Obchody te zaczęliśmy w Wielki Czwartek. Każda Msza św. przenosi nas w duchowy sposób do Wieczernika. Tam Pan Jezus odprawił pierwszą Mszę św. i polecił nam czynić to samo na Jego pamiątkę.
Pan Jezus odprawił Ostatnią Wieczerzę, czyli pierwszą Mszę św. na bazie Paschy żydowskiej. Początek Ostatniej Wieczerzy odbył się zgodnie z przepisami starotestamentalnej Paschy. Ale zakończenie było inne, już nie według przepisów liturgii żydowskiej. Pan Jezus uczynił coś niezwykłego. Po wieczerzy wziął macę, niekwaszony chleb i podał uczniom mówiąc: To jest Moje Ciało. Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy. Następnie wziął kielich napełniony winem i wypowiedział słowa: Bierzcie i pijcie. To jest kielich Krwi Mojej Nowego i Wiecznego Przymierza, która za was i wielu będzie wylana, i podał go swoim uczniom.
W skład Paschy żydowskiej wchodziły cztery kielichy. Ten, nad którym Pan Jezus wypowiedział słowa: Bierzecie i pijcie. To kielich krwi mojej, był kielichem trzecim. Po nim powinien nastąpić czwarty. Ale w tym miejscu po odśpiewaniu hymnu, Pan Jezus wyszedł ze swoimi uczniami do Ogrodu Oliwnego. Czyżby zapomniał o czwartym kielichu, bo był zestresowany? Jest to niepodobieństwo zwłaszcza, że po trzecim kielichu powiedział On, że odtąd już nie będzie pij z owocu winnego krzewu, aż do czasu, kiedy pij go będzie nowy w Królestwie niebieskim (Mt 26: 29).
W Ogrodzie Pan Jezus modli się słowami: Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! (Mt 26:39) Kiedy przed ukrzyżowaniem podano mu kielich z winem zaprawionym goryczą, ale nie chciał pić. I dopiero wisząc na krzyżu zawołał pragnę, a Ewangelista dodaje: Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: «Pragnę» (J 19, 28)
I wtedy podano mu naczynie pełne octu (= skwaśniałego wina). A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: «Wykonało się!» I skłoniwszy głowę oddał ducha. (J 19:30) Można zapytać: Co się wykonało? Nasze zbawienie? Wydaje się, że nie, bo jak pisze św. Paweł w Liście do Rzymian, do dokonania zbawienia potrzebne było także zmartwychwstanie. Co więc się dokonało? Myślę, że najlepszą odpowiedzią jest, że w tym momencie wypełniła się żydowska Pascha, lub mówiąc inaczej zakończyła się Ostatnia Wieczerza.
No dobrze, zapyta ktoś. Ale jakie to ma znaczenie dla nas, chrześcijan żyjących w XXI wieku? Ten fakt ma wielkie znaczenie dla wszystkich chrześcijan, od pierwszych żyjących w czasach Pana Jezusa, aż do naszych czasów, i będzie miało tak długo znaczenie, jak długo będzie istniał świat, a na nim żyli chrześcijanie.
Oznacza to mianowicie, że wypełniając to, co Pan Jezus nam polecił w Wieczerniku: „To czyńcie na Moją pamiątkę”, czyli odprawiając Eucharystię, w sakramentalny sposób uobecniamy to wszystko, co wydarzyło się w Wieczerniku i na Kalwarii. Więcej, w sakramentalny sposób uobecniamy również zmartwychwstanie Pana Jezusa. Skąd ta pewność? Jest to pewność wiary. Bo kiedy Pan Jezus staje się obecny na ołtarzu w swoim Ciele i w swojej Krwi, jest to Jego Ciało uwielbione, to, które ma po zmartwychwstaniu, nie to, które miał przed śmiercią. W Komunii św. przyjmujemy Jego uwielbione Ciało Chrystusa.
I gdyby w tym momencie, kiedy Czytelnik czyta te słowa, stanął przed nim Zmartwychwstały, nie miałby On ani odrobinę więcej chwały, niż posiada w Eucharystii. Nawet jeśli nie przyjdzie teraz, to na pewno zobaczymy Go takim, jakim jest w Jego chwale, w momencie śmierci. Powtórzę, że ten Pan Jezus, którego zobaczymy wtedy, nie będzie miał ani trochę więcej chwały i glorii, niż teraz, kiedy przyjmujemy w Eucharystii.
Ta misterium dokonuje się w każdej Eucharystii, w każdej Mszy św. sprawowanej przez dowolnego kapłana. Nie tylko w dzień uroczysty, jak dzisiaj, kiedy obchodzimy Zmartwychwstanie, ale także w każdy zwykły dzień, bez uroczystej oprawy muzycznej, nawet jeśli kapłan odprawią Mszę św. sam. W każdej Mszy św. dokonuje się w sakramentalny sposób Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie Pana Jezusa. Dokonuje się nasze zbawienie. Ten, kto z wiarą uczestniczy w tych tajemnicach, otrzymuje zadatek zbawienia już teraz.
Niech Pan Jezus, którego zmartwychwstanie obchodzimy dzisiaj w sposób tak uroczysty, pomnoży naszą wiarę w to, że to, co uczynił raz na zawsze dwa tysiące lat temu, uobecnia się w sposób niewidzialny, ale rzeczywisty w każdej Eucharystii.
Odsłon: 418 Komentarzy: 2
Tuesday,19 April 2011,03:39
Kategoria: Religia Tuesday, 19 April 2011, 03:39
"Kto się pomylił w Mk 2,26 w związku z 1 Sm 21,7 – Jezus, czy Marek?[*]" To pytanie zadał mi jeden z użytkowników Frondy podpisujący się „Abiatar” w dyskusji pod moim wpisem: „Ty jesteś Skała… Prymat św. Piotra. Sukcesja papieska”. Poniższa odpowiedź jest oddaniem moimi słowami tego, co usłyszałem od dr Scotta Hahna, który wspomniał o tym w wykładach na temat Ewangelii według św. Marka.
O co chodzi w tym pytaniu? Jest to wyraz przekonania, że Pismo św. zawiera błędy, bo w czasie, kiedy Dawid uciekając przed Saulem wszedł do domu Bożego, aby prosić o chleb, arcykapłanem był Achimelek (1 Sm 21, 2), nie Abiatar. Wydaje się, że Pan Jezus się pomylił. Dla niektórych to oczywiste. Ale może jednak chodzi o coś innego? Jeśli to nie błąd, to dlaczego Pan mówi o Abiatarze:
On im odpowiedział: «Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i był głodny on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom». (Mk 2:25-26)?
Pomylił się? A może św. Marek?
Zacznijmy od początku, to znaczy od Pierwszej Księgi Samuela. Początkowa życzliwość króla Saula dla Dawida szybko zmieniła się w zazdrość i to morderczą w dosłownym znaczeniu. Młodzieniec uratował się ucieczką i ukrył przed królem, który był zarazem jego teściem. W rozdziale 21. czytamy o Dawidzie, który szukając chleba i broni wszedł do domu Bożego w Nob. Kapłanem (czy raczej arcykapłanem) w tym czasie był Achimelek, prawnuk Helego a ojciec Abiatara. On dał Dawidowi chleby pokładne (używane do kultu) i miecz Goliata. Saul dowiedział się o tym, kazał zamordować Achimeleka z całą jego rodziną. Tylko Abiatar, jak jedyny z całej kapłańskiej rodziny uszedł z życiem i zabierając z sobą efod przyłączył się do Dawida. Kiedy Dawid wstąpił na tron, uczynił Abiatara (wraz z Sadokiem) arcykapłanem (por. 1 Krn 15, 11; 1 Krl 2, 26).
Dawid postarzał się. Jeden z jego synów, Adoniasz, zorganizował spisek, do którego przyłączył się Abiatar. Był to spisek nie tyle przeciwko Dawidowi, ile raczej przeciwko Salomonowi, którego matce Dawid obiecał, że Salomon będzie jego następcą na tronie Izraela (por. 1 Krl 1, 19). Prorok Natan dowiedział się o tym i powiadomił Batszebę. Oboje poszli do króla z tą wiadomością. Dawid wydaje arcykapłanowi Sadokowi i prorokowi Natanowi ostatni królewski rozkaz: kazał namaścić Salomona na króla, a kiedy tak się stało, jako pierwszy oddał mu pokłon. Abiatar został skazany na banicję. Wypełniło się to, co zostało zapowiedziane Helemu:
Dlatego taka wyrocznia Pana, Boga Izraela: Wyraźnie powiedziałem domowi twojemu i domowi ojca twego, że będą zawsze chodzić przede Mną, lecz teraz – wyrocznia Pana – dalekie to ode Mnie. Tych bowiem, którzy Mnie szanują, szanuję i Ja, a tych, którzy Mnie znieważają – czeka hańba. Właśnie nadchodzą dni, w których odetnę ramię twoje i ramię domu twojego ojca, aby już nie było starca w twoim domu. Będziesz widział ucisk przybytku, podczas gdy Bóg udzieli Izraelowi wszelkiego dobra; w twoim domu nie będzie starca po wszystkie czasy. Nie wytracę jednak u ciebie doszczętnie człowieka składającego dla Mnie ofiarę, tak by się zużyły twoje oczy, a dusza się wyniszczyła ze strapienia, podczas gdy ogół twego domu zabity zostanie mieczem ludzi. Znakiem, że to się spełni, będzie to, co się zdarzy twoim dwom synom, Chofniemu i Pinchasowi: obydwaj zginą tego samego dnia. Ustanowię sobie kapłana wiernego, który będzie postępował według mego serca i pragnienia. Zbuduję mu dom trwały, a on będzie chodził przed obliczem mego pomazańca na zawsze. (1Sm 2:30-35)
Po wygnaniu Abiatara, który był ostatnim arcykapłanem z rodziny Helego, Sadok stał się samodzielnym arcykapłanem. W ten sposób linia kapłańska Pinchiasa – wnuka Aarona – (Wj 6, 25) odzyskała na nowo urząd arcykapłański w Izraelu. Z tego rodu pochodzili arcykapłani aż do upadku Jerozolimy.
To jest tło do wypowiedzi Pana zapisanej u św. Marka 2, 25-26. Żeby zrozumieć znaczenie Jego wypowiedzi, trzeba odczytać ją w większym kontekście, włączając w to poprzedzające je wersety:
Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Niego i pytali: «Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?» Jezus im odpowiedział: «Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo pana młodego mają u siebie. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć. Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze część ze starego ubrania i robi się gorsze przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki; i wino przepadnie, i bukłaki. Lecz młode wino należy wlewać do nowych bukłaków».
Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat wśród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze rzekli do Niego: «Patrz, czemu oni robią w szabat to, czego nie wolno?» On im odpowiedział: «Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i był głodny on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom». (Mk 2:18-26)
Sens wypowiedzi Pana i Jego “pomyłka” stają się zrozumiałe właśnie w tym szerszym kontekście. W Mk 2, 18-22 Pan mówi o nowości Ewangelii, którą głosi. Ewangelia jest niczym młode wino, które nie nadaje się do starych bukłaków. Z kolei w następnych wersetach wspomina Dawida i kapłanów. Abiatar był ostatnim kapłanem ze swojego rodu. Za bunt przeciwko Salomonowi, synowi Dawida, został odsunięty od kapłaństwa. Pan Jezus chce powiedzieć, że faryzeusze przypominają Abiatara. Ponieważ spiskują przeciwko Panu Jezusowi, Synowi Dawida, królestwo Boże zostanie im zabrane, a dane ludowi, który wyda godne owoce (por. Mt 21, 43).
Aluzja do zmiany linii kapłańskiej może być także odczytana również jako aluzja do zmiany kapłaństwa: Pan Jezus przyszedł nie tylko po to, aby głosić Ewangelię, ale przede wszystkim, żeby zawrzeć Nowe Przymierze (Jr 31, 31; Łk 22, 20; Hbr rozdziały 7-8) i dać Nowe Prawo (Kazanie na Górze). Ze zmianą przymierza i prawa wiąże się zmiana kapłaństwa (por. Hbr 7, 11-12). O ile jednak w przypadku Abiatara chodziło tylko o zmianę rodu kapłańskiego, podczas gdy istota kapłaństwa pozostała ta sama, o tyle w przypadku zmiany Starego Przymierza na Nowe chodzi o zmianę samego kapłaństwa: już nie według porządku Aarona, ale na wzór kapłaństwa Melchizedeka. Zapowiedź tego możemy odczytać w ostatnich zdaniach proroctwa z 1 Sm 2 cytowanego powyżej, do którego Pan Jezus zdaje się nawiązywać.
Kto więc pomylił się: Pan Jezus czy św. Marek? Pomylił się ten, kto sądzi, że Pan Jezus albo św. Marek się pomylił. Już raczej na marginesie chcę podzielić się w tym miejscu ironią, którą tu dostrzegam. Zadający to pytanie i przekonany o błędach na kartach Biblii przybrał nick „Abiatar”, a to imię oznacza kogoś, kto reprezentuje kogoś bez przyszłości, czy też coś, co jest na ukończeniu, bliskie wyczerpania, wygaśnięcia. Taki jest los każdego, kto przyłącza się do "spisku przeciw Synowi Dawida". Nie osądzam „Abiatara”. Nie mam do tego prawa. Raczej przestrzegam go wskazując dokąd prowadzi droga, po której kroczy.
Zmiana imion, a raczej jednorazowe nazwanie kogoś imieniem innym, niż posiadane, jest zabiegiem, który możemy spotkać na kartach Ewangelii przynajmniej kilka razy. Pan czyni to dla wyrażenia pewnych treści, które chce wyrazić w subtelny sposób. Tak, raz zwraca się do Piotra: „Ty jesteś Szymon, syn Jana…” (σὺ εἶ Σίμων ὁ υἱὸς Ἰωάννου J 1:42), a innym razem: „Szymonie, synu Jony.” (Σίμων Βαριωνᾶ Mt 16:17). Podobnie Jana Chrzciciela raz nazywa „Janem”, innym razem „Eliaszem”. Jak to wyjaśnić? Niektórzy, nieuznający nadprzyrodzonego autorstwa Biblii widzą tu błąd; inni przesłankę dla nauki do reinkarnacji (w tym drugim przypadku). Tymczasem chodzi tu o grę słów w pierwszym przypadku, a w obydwu chodzi o przekazanie pewnego przesłania, które staje się zrozumiałe dopiero wtedy, gdy popatrzymy na te wypowiedzi w szerszym kontekście, jak starałem się ukazać powyższej odpowiadając na pytanie frondowego „Abiatara”.
------------------------------
* "Nieomylność Pisma? Czytelnym przykładem jest mój nick. Kto się pomylił w Mk 2,26 w związku z 1 Sm 21,7 – Jezus, czy Marek?"
Odsłon: 919 Komentarzy: 9
Monday,18 April 2011,17:05
Kategoria: Religia Monday, 18 April 2011, 17:05
Polecam: Wykład siostry Michaeli Pawlik
Odsłon: 442 Komentarzy: 27
Sunday,17 April 2011,03:08
Kategoria: Religia Sunday, 17 April 2011, 03:08
Teolodzy mówią nam o tym, że nasz Bóg jest wszędzie, czyli że jest wszechobecny. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, (Dz 17:28 BTP) powie św. Paweł za pogańskim poetą. Skoro jest wszędzie, zatem wszędzie możemy Go spotkać. O tym świadczy Psalmista:
Gdzież się oddalę przed Twoim duchem? Gdzie ucieknę od Twego oblicza? Gdy wstąpię do nieba, tam jesteś; jesteś przy mnie, gdy się w Szeolu położę. Gdybym przybrał skrzydła jutrzenki, zamieszkał na krańcu morza: tam również Twa ręka będzie mnie wiodła i podtrzyma mię Twoja prawica. Jeśli powiem: «Niech mię przynajmniej ciemności okryją i noc mnie otoczy jak światło»: sama ciemność nie będzie ciemna dla Ciebie, a noc jak dzień zajaśnieje: mrok jest dla Ciebie jak światło. (Ps 139:7-12)
A jednak czasem Pan Bóg dozwala, że dokładnie odwrotne doświadczenie staje się udziałem człowieka. Nie tylko grzesznika, ale nawet człowieka pobożnego, jak Hiob. O Nim sam Pan Bóg wydaje świadectwo: Nie ma na całej ziemi drugiego, kto by tak był prawy, sprawiedliwy, bogobojny i unikający grzechu jak on. (Hi 1:8) Pan Bóg pozwala szatanowi wypróbować swojego bogobojnego sługę. Pozwala na to, aby Hiob stracił całe swoje mienie, wszystkie swoje dzieci, traci nawet zdrowie. Zostawia mu tylko życie i …żonę, ale jak się wydaje, tylko po, aby zwiększyć jego ból i poczucie samotności. Bo jego żona nie tylko, że nie jest wsparciem dla niego, ale co gorsze, otwarcie szydzi sobie z jego pobożności i wzywa go do bluźnierstwa: Jeszcze trwasz mocno w swej prawości? Złorzecz Bogu i umieraj! (Hi 2:9) Do tego wszystkiego dołączają się jego przyjaciele „broniący Boga”, co sprowadza się do oskarżenia Hioba (o czym było w ostatnim wpisie). Obraz Williama Blake’a doskonale wyraża sytuację Bożego męża.

Do samotności wśród ludzi dodaje się jeszcze bardziej bolesne poczucie opuszczenia przez Boga, o czym on sam mówi w takich słowach: Obym ja wiedział, gdzie można Go znaleźć, jak dotrzeć do Jego stolicy? Pójdę na wschód: tam Go nie ma; na zachód – nie mogę Go dostrzec. Na lewo sieje zniszczenie – nie widzę, na prawo się kryje – nie dojrzę. (Hi 23:3.8-9) Samotność i opuszczenie. Opuszczenie przez ludzi i Boga. Liturgia dzisiejszej niedzieli mówi nam o tym, że to doświadczenie stało się także udziałem samego Syna Bożego. Pan Jezus z krzyża woła w stronę zakrytego czarnymi chmurami nieba: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” W Niedzielę Palmową powtarzamy te słowa za Panem, bo są one refrenem Psalmu responsoryjnego. Niektórzy widzą w tych słowach Pana głos rozpaczy, albo nawet przesłankę do wniosku, że na krzyżu przestał być Bogiem.

(Albrecht Altdorfer, Modlitwa w Ogrodzie Oliwnym, opactwo św. Floriana, Austria)
Jak odpowiedzieć na te zarzuty? W tradycji żydowskiej podawanie cytatu, choćby było to tylko jedno zdanie, w rzeczywistości oznacza przywołanie całego kontekstu[*]. „Boże mój, Boże mój, …” to początek Psalmu 22. Właśnie ten Psalm jest częścią Liturgii czytań Niedzieli Palmowej. Jest to dłuższy Psalm. W Liturgii mszalnej mamy tylko część, a dokładnie cztery zwrotki. Trzy pierwsze mówią o męce Pana. Zadziwiające, z jaką precyzją wypełniły się słowa Psalmisty odnoszące się do Niego, a zapisane wiele stuleci przed Chrystusem! Ale nastrój w czwartej, ostatniej zwrotce się zmienia, pojawia się nadzieja, a właściwie nawet pewność wybawienia, pewność zwycięstwa:
Będę głosił swym braciom Twoje imię
i będę Cię chwalił w zgromadzeniu wiernych:
„Chwalcie Pana, wy, którzy się Go boicie,
niech się Go lęka całe potomstwo Izraela”.
Dzisiaj i w Wielki Piątek Liturgia przypomina nam o tym, że Pan nie usunął z tego świata cierpienia, samotności, śmierci, ale przyjął je na siebie, a przez to nadał im inną wartość. Ból nadal boli tak samo, jak kiedyś; samotność nie staje się przez to doświadczeniem przyjemnym, a śmierć wciąż budzi przerażenie, nawet u świętych i tych, którzy chcą umrzeć. A jednak coś się zmieniło, dlatego, że On przeszedł przed nami. Przetarł szlak. Jest z nami zawsze, nawet wtedy, gdy nie odczuwamy Jego obecności. Najbliżsi mogą towarzyszyć nam w naszym cierpieniu i w godzinę śmierci tylko do pewnego momentu. Resztę musimy odbyć samotnie. Nikt nie zastąpi nas w przejściu z tego świata do tego po drugiej stronie śmierci. Ani człowiek, ani Bóg-Człowiek. Ale On może nam towarzyszyć nie tylko w cierpieniu, ale także i w śmierci, ponieważ sam doświadczył samotności w umieraniu. Co więcej, umierając i zmartwychwstając odebrał śmierci jej oścień. Ale o tym Liturgia powie nam za tydzień.
---------------------
* "As with other rabbinic citations from the Tanakh, the phrase quoted is meant to call to mind the entire context…" (Stern, D. H. (1996, c1992). Jewish New Testament Commentary : A companion volume to the Jewish New Testament (electronic ed.) (Ro 3:20). Clarksville: Jewish New Testament Publications.)
Odsłon: 962 Komentarzy: 8
Thursday,14 April 2011,05:24
Kategoria: Modlitwa Thursday, 14 April 2011, 05:24
Dzisiejsze (środa piątego tygodnia Wielkiego Postu) pierwsze czytanie jest wzięte z Księgi Proroka Daniela. Opowiada o 3 młodzieńcach izraelskich wziętych do niewoli w Babilonie i powołanych do służby królowi. Ponieważ nie uczcili jego boga, czyli nie oddali pokłonu złotemu posągowi, zostali wrzuceni do rozpalonego pieca. Jednak zamiast zginąć spaleni żywcem, śpiewają pieśń Bogu. Zaufali Bogu. Woleli raczej zginąć niż zgrzeszyć, oddając cześć obcemu bogu, innemu niż On. Pan Bóg nie zawiódł ich zaufania. Posłał swojego anioła, który sprawił, że płomienie nie miały nad nimi władzy. Ich modlitwa jest uwielbieniem Boga, pieśnią na Jego cześć. I ta pieść, kantyk trzech młodzieńców zwana „Całe stworzenie wielbi Boga” weszła w skład Liturgii Godzin, zwaną także modlitwą brewiarzową. Kapłani, siostry zakonne, a także wielu ludzi świeckich odmawiają ten kantyk w każdą niedzielę i święto, powtarzając w ten sposób modlitwę trzech młodzieńców w rozpalonym piecu. Do niej nawiązał kard. Józef Ratzinger w książce „Bóg Jezusa Chrystusa”. Przytoczę ten cytat w trochę szerszym kontekście:
Czemuż wywiodłeś mnie z łona? Bodajbym zginął i nikt mnie nie widział, (Hi 10:18)
Krzyk Hioba reprezentuje dzisiaj miliony tych, którzy bezimiennie zginęli w komarach gazowych Auschwitz i w więzieniach dyktatorów. Jednak jeszcze głośniej wołają oskarżyciele: „Gdzie jest twój Bóg?” (por. Ps 42, 4.11.) Bez wątpienia takie słowa są raczej wyrazem cynizmu niż szczerego szacunku w obliczu straszliwych cierpień ludzkich. Ale prawdziwe pozostaje pytanie: Gdzie jesteś, Boże? Dlaczego milczysz?
Tylko sam Bóg może odpowiedzieć. On jednak nie uczynił tego w wyraźny sposób. Nie uczynił tego w taki sposób, że można położyć odpowiedź na biurku i sprawdzić obliczenia. Ale też nie zachowuje kompletnego milczenia. Prawdą jest, że ostateczne Jego słowo nie zostało jeszcze wypowiedziane; Zmartwychwstanie Jezusa jest jedynie początkiem. A jest to słowo, który wymaga nie tylko zrozumienia przez człowieka, ale także przyjęcia przez jego serce. Tak to zaczęło się u Hioba: Bóg miesza się w rozmowę i nie staje po stronie Jego obrońców. Odrzuca jako bluźnierstwo apologię, która czyni z Niego okrutnego egzekutora małostkowych kalkulacji sprawiedliwości 'quid pro quo'. To nie krzyk Hioba obraził Boga, ale raczej precyzja tych, którzy ośmielają się przedstawiać okrutny mechanizm odwetowy jako twarz Boga. A jednak nic nie zostaje wyjaśnione Hiobowi. On tylko staje się świadomy swojej małości, ubóstwa perspektywy, z której patrzy na świat. Uczy się milczenia i ufności. Jego serce rozszerza się – i to jest wszystko. Także i my powinniśmy być zatroskani o to, aby ten pokorny akt stania się niemym stał się naszym pierwszym krokiem na drodze ku mądrości. Jest czymś zadziwiającym, że oskarżenie Boga raczej nie pochodzi z ust tych, którzy cierpią na tym świecie. Prawie zawsze jest wypowiadane przez dobrze odżywionych obserwatorów, którzy sami nigdy nie cierpią. Na tym świecie, hymn uwielbienia Boga wznosi się z piecy tych, którzy cierpią: opowiadanie o trzech młodzieńcach w ognistym piecu zawiera głębszą prawdę, niż wszystkie uczone traktaty. (Kard. Józef Ratzinger, "The God of Jesus Christ", str. 51-52)

William Blake, Hiob odpowiada przyjaciołom, Nowy Jork, The Pierpont Morgan Library
Odsłon: 503 Komentarzy: 9
Tuesday,04 October 2011,05:31
Kategoria: Modlitwa Tuesday, 04 October 2011, 05:31
Elementem przewodnim liturgii niedzieli dwa tygodnie temu była woda, bez której nie ma życia. W rozmowie przy studni, z Samarytanką, Pan Jezus został przedstawiony, z jednej strony jako Ten, który odczuwa pragnienie, a z drugiej strony, jako Ten, który ma i może dać Wodę Żywą – która wytryskuje ku życiu wiecznemu – Ducha Świętego.
Tydzień temu tematem dominującym było światło. Pan Jezus został ukazany jako Ten, który przywraca wzrok ślepemu. Możemy przez to powiedzieć, że jest On dawcą światła naturalnego. Zarazem, jako Ten, który patrzy na serca ludzkie i widzi, co w nich jest i zarazem dla tych, którzy są otwarci, daje dar Ducha Świętego, który umożliwia dostrzeganie tego, co istotne. Umożliwia poznanie prawdy.
Tematem przewodnim dzisiejszej Ewangelii jest życie. I znowu, podobnie jak w ostatnie dwie niedziele, także i dzisiaj, chodzi o życie w dwojakim sensie. Najpierw życie cielesne, a później także życie wieczne. Pan Jezus został ukazany jako Pan życia; Pan życia doczesnego, bo wskrzesza Łazarza, ale też dawca życia wiecznego, tym wszystkim, którzy uwierzą w Niego.
Chciałem zwrócić uwagę tylko na jeden element z dzisiejszej Ewangelii. W wersecie 33. jest napisane: Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzieście go położyli?» (J 11:33) Podobne wyrażenie znajdujemy trochę dalej, w wersecie 38: A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. (J 11:38) Nie ma zgody wśród biblistów jeśli chodzi o znaczenie greckiego czasownika (ἐμβριμάομαι – czyt. embrimaomai), które BT tłumaczy tu: "okazując głębokie wzruszenie". Jak się wydaje, nie jest to jednak najlepsze tłumaczenie tekstu greckiego, bo greckie słowo oznacza "surowe napomninać, polecać" (por. Mt 9:30; Mk 1, 43), mówi o niezadowoleniu i niechęci ("szemrać", por. Mk 14, 5). Różne są próby przetłumaczenia tego słowa. Osobiście skłaniam się do tego, aby przyznać rację tym, którzy mówią o "odczuwaniu intensywnego gniewu" przez Pana Jezusa. Gniew, który Pan Jezus odczuwa, nie kieruje się na zewnątrz. W wersecie 33. czytamy, że Pan Jezus „rozgniewał się w duchu”, a w wersecie 38., że Pan „rozgniewał się w sobie”. Mówiąc inaczej to silne wzruszenie (gniew) nie znalazło swojego ujścia na zewnątrz – Pan powściągnął w sobie samym odczuwane silne uczucie niechęci i gniewu[*]. (O powściągnięciu odczuwanego uczucia przez Pana Jezusa mówi św. Jan Chryzostom).
Przeciw komu było skierowane to uczucie? O tym mówi nam kontekst. W pierwszym przypadku (wersety 31-33.) mowa jest o Żydach, którzy przyszli z Jerozolimy, aby pocieszyć siostry Martę i Marię Magdalenę po śmierci brata, a nawet płakali razem z Martą. Natomiast druga wzmianka o gniewie Pana Jezusa w w. 38 jest poprzedzona uwagą Ewangelisty: Niektórzy z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?» (J 11:37)
Jak się wydaje, gniew Pana był z powodu obłudy Żydów, którzy płaczą po śmierci Łazarza i robią Mu wyrzuty, że dopuścił do jego śmierci, bo przyszedł za późno. Pokazywali, że kochają i obie siostry i ich brata, ale Pan wie, że ich uczucia są nieszczere. Skąd taki wniosek? Jak możemy stwierdzić, że Żydzi byli obłudni? Kontynuując czytanie. Dowiemy się tam, że zaraz po wskrzeszeniu Łazarza niektórzy z nich udali się do Jerozolimy, aby donieść arcykapłanom i faryzeuszom (11:46). Ci zwołali radę i postanowili skazać Pana Jezusa na śmierć (11:49-53). Nie tylko Jego, ale także Łazarza (12:10). Pan Jezus wiedział o tym, dlatego rozgniewał się. Wiedział o tym, zanim to się stało, a jednak powściągnął swój gniew.
Na tym tle chciałbym wspomnieć o katastrofie w Smoleńsku polskiego samolotu rządowego z panem prezydentem Lechem Kaczyńskim i jego małżonką oraz wieloma ważnymi przedstawicielami z życia politycznego i religijnego Polski. W sumie 96 osób. Było to dokładnie rok temu, 10 kwietnia 2010 roku. Marta Kaczyńska, córka pary prezydenckiej napisała w rok po śmierci rodziców:
Miałam wspaniałych Rodziców. Trudno jest mi o Nich pisać, starając się przekazać ich zupełny i skończony obraz, bo nie przywykłam do tego, że od roku muszę mówić o Mamie i Tacie wyłącznie w czasie przeszłym. Rodzice byli ludźmi tak pełnymi życia, że nie mogę uwierzyć, że musieli odejść. Że wszystkie rozmowy, wspólnie spędzone chwile już nigdy się nie powtórzą. Że wszystko, co łączy się z moimi Rodzicami, jest już tylko wspomnieniem. Dziś za każdym razem, gdy przekraczam próg mieszkania Rodziców, uderza mnie cisza.
Ale ta śmierć dotknęła nie tylko najbliższą rodzinę. Polacy na całym święcie zjednoczyli się w bólu i żałobie. Był płacz, modlitwa, ale także był i wciąż u wielu jest także gniew. Pomimo upływu czasu wiele pytań pozostaje wciąż bez odpowiedzi. Co więcej, rodzą się nowe. Czy był to wypadek czy planowany z premedytacją zamach? Wiele zdaje się na to wskazywać na to ostatnie, ale nie mamy pewności. A skoro nie mamy pewności, to lepiej jest naiwnie uznać niewinność winowajcy, niż oskarżyć niewinnego.
Pan Jezus znał prawdę o tych, którzy planowali Jego śmierć i udawali przyjaciół, a jednak powściągnął swój gniew. Tym bardziej powinniśmy zrobić to my, ponieważ nie mamy stuprocentowej pewności, nie znamy pełnej prawdy. Rozumiem głosy domagające się jej poznania prawdy. Mamy prawo do poznania prawdy i oczekiwania, że złoczyńcy, jeśli to był zamach, zostaną ukarani. A jednak niezależnie, jak była przyczyna katastrofy rządowego Tu-154 w Smoleńsku, gromadzimy się w kościołach czy na placach i w tym roku, tak jak uczyniliśmy to rok temu, przede wszystkim po to, aby jednoczyć się na modlitwie za śp. pana prezydenta, jego małżonkę, wszystkich, którzy wtedy zginęli oraz wszystkich, których ta śmierć dotknęła.
Jeśli katastrofa w Smoleńsku była zamacham, to trzeba nam się modlić również o ujawnienie jej sprawców. A także …o przebaczenie i nawrócenie dla ewentualnych sprawców. Czynimy tak, ponieważ taki przykład daje nam sam Pan Jezus, który umierając na krzyżu modlił się o przebaczenie dla tych, którzy Go do niego przybili.
Niech zatem Ten, który powściągnął swój gniew, pomoże nam panować nad naszymi uczuciami. Niech Ten, który jest Panem życia, obdarzy życiem wiecznym tych wszystkich, których rocznicę śmierci dzisiaj wspominamy.
*************
* Rozważanie na temat znaczenia greckiego słowa ἐμβριμάομαι oparłem głównie na: Vincent, M. R. (2002). Word studies in the New Testament (2:204). Bellingham, WA: Logos Research Systems, Inc.), który odnośnie J 11, 33 napisał:
33. He groaned in the spirit (ἐνεβριμήσατο τῷ πνεύματι). See on Mark 1:43. The word for groaned occurs three times elsewhere: Matt. 9:30; Mark 1:43; 14:5. In every case it expresses a charge, or remonstrance, accompanied with a feeling of displeasure. On this passage there are two lines of interpretation, both of them assuming the meaning just stated. (1) Τῷ πνεύματι, the spirit, is regarded as the object of Jesus’ inward charge or remonstrance. This is explained variously: as that Jesus sternly rebuked the natural shrinking of His human spirit, and summoned it to the decisive conflict with death; or that He checked its impulse to put forth His divine energy at once. (2) Takes in the spirit, as representing the sphere of feeling, as 13:21; Mark 8:12; Luke 10:21. Some explain the feeling as indignation at the hypocritical mourning of the Jews, or at their unbelief and the sisters’ misapprehension; others as indignation at the temporary triumph of Satan, who had the power of death.
The interpretation which explains τῷ πνεύματι as the sphere of feeling is to be preferred. Comp. ver. 38, in himself. The nature of the particular emotion of Jesus must remain largely a matter of conjecture. Revised Version of the New Testament renders, in margin, was moved with indignation in the spirit.
Odsłon: 1136 Komentarzy: 61
Friday,04 March 2011,03:45
Kategoria: Religia Friday, 04 March 2011, 03:45
Zazwyczaj idea przewodnia pierwszego czytania odpowiada tej z Ewangelii. Jednak po przeczytaniu obu fragmentów Pisma św. na dzisiejszą niedzielę nie zauważyłem widocznego związku pomiędzy nimi. Trochę się przeraziłem (nie mniej, niż SzEmi po przeczytaniu mojego ostatniego komentarza), bo przecież myślą przewodnią Ewangelii jest zdolność widzenia, wzrok, światło. Czyżbym sam należał do tych, do których Pan Jezus wypowiada słowa: Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: "Widzimy", grzech wasz trwa nadal. Czyżbym więc pomimo wzroku nie widział? Po dokładnym, powtórnym przeczytaniu zauważyłem ten związek pomiędzy pierwszym czytaniem a Ewangelią. Leży on na głębszym poziomie, niż tylko wzrok cielesny i zdolność widzenia rzeczywistości dookoła nas.
Do proroka Samuela Pan Bóg wypowiada słowa: Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce. Pan Bóg wybrał na króla Izraela nie Eliaba o pięknym wyglądzie, ale Dawida – „człowieka według Jego serca” – ponieważ patrzył na jego serce. Pan Bóg widzi wszystko. On uzdalnia do widzenia. To właśnie uczynił Pan Jezus dla ślepego od urodzenia. Przywrócił mu wzrok. Najpierw wzrok ciała, przy pomocy którego był on zdolny widzieć stworzony wszechświat. Później wzrok duchowy, kiedy objawił mu siebie jako Syna Człowieczego. „Syn Człowieczy” w odniesieniu do Pana Jezusa znaczy coś o wiele więcej niż tylko „człowiek”. Jest to „Syn Człowieczy”, o którym czytamy u proroka Daniela: Patrzałem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie. (Dn 7, 13-14) Zrozumiał to ślepy od urodzenia, bo zaraz po tym, jak usłyszał od Pana, że jest „Synem Człowieczym”, oddał Mu pokłon.
Syn Człowieczy z wizji proroka Daniela to Człowiek, a jednocześnie Ten, któremu służą wszystkie ludy, narody, ludy i języki, i któremu Przedwieczny powierza wieczne królestwo, czyli Bóg. To Ktoś, kto jest jednocześnie prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem. To właśnie oznacza tytuł, który Pan Jezus częściej niż wszystkie inne stosuje do siebie. Inni mówią o nim „Pan, Syn Dawida, Mistrz, Nauczyciel”, a On sam mówi o sobie „Syn Człowieczy”. I żeby zobaczyć w Jezusie z Nazaretu „Syna Człowieczego”, czyli Boga-Człowieka potrzebujemy nie tylko oczu ciała, ale także "światłe oczu serca". Potrzebujemy światła, jednak nie słońca, ale światła Ducha Świętego. Nie tylko po to, aby zobaczyć w Jezusie Pana, ale także po to, abyśmy, jak o tym pisze Apostoł Narodów w Liście do Efezjan 5, 8, my sami stali się światłością w Nim i postępowali jak dzieci światłości.
Odsłon: 471 Komentarzy: 6
1
Saturday, 03 November 2012
Monday, 14 May 2012
Thursday, 05 July 2012
Wednesday, 25 April 2012
Thursday, 04 October 2012
