Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Cele małżeństwa

Kategoria: Kościół Tuesday, 29 March 2011, 03:10

Uff, w końcu napisałem… Jest to druga część komentarza wpisów na blogu Zbigniewa Kaliszuka. W zamierzeniu miał to być jeden wpis, ale ponieważ pierwsza część wyszła dłuższa niż planowałem na początku, uznałem za słuszne podzielić go na dwie części. Ten wpis odnosi się tylko do tekstu: „Jaki jest cel współżycia małżeńskiego?”

 

Zbigniew Kaliszuk pisze:

W naszej kulturze bardzo rozpowszechnione są dwa podejścia do seksu, które znajdują się na przeciwstawnych biegunach. Z jednej strony mamy kult fizjologii. Seks ma służyć naszej przyjemności i zaspakajaniu własnych potrzeb, ewentualnie w mniej egoistycznym wariancie także przyjemności naszego partnera. Do najważniejszych problemów w związku wynosi się kwestię dopasowania seksualnego, doskonalenia „umiejętności”, poszukiwania orgazmu.

Na przeciwległym biegunie znajduje się zaś wielu księży, którzy sprowadzają seks do funkcji reprodukcyjnej. Celem seksu ma być wyłącznie przekazywanie życia. Stąd biorą się stereotypy, że katolicki seks, to są tylko 2 minuty po ciemku i że w ogóle nawet w małżeństwie to jest coś grzesznego i wstydliwego.

 

I kto głosi takie poglądy? Wielu księży! Nie wiem, skąd Zbigniew Kaliszuk wziął taką informację. Nie spotkałem żadnego katolickiego księdza ani osobiście, ani wirtualnie, który nauczałby w ten sposób. Więcej, nie spotkałem nikogo, kto powiedziałby mi, że usłyszał od księży tak wypaczoną naukę Kościoła katolickiego. Zbigniew Kaliszuk jest pierwszym. Moim zdaniem jest to oczernianie księży. Prawdopodobnie Zbigniew Kaliszuk kieruje się dobrymi intencjami. Ma wiele cennych wpisów na swoim blogu. Co więcej, jego zaangażowanie w różne wspaniałe inicjatywy wystawia mu znakomite świadectwo. Niemniej jednak tym tekstem podważa zaufanie do księży i oddaje niedźwiedzią przysługę Kościołowi. Mój komentarz nie jest przeciw Zbigniewowi Kaliszukowi, którego darzę szacunkiem za to co robi, ale przeciw jego niesprawiedliwej, krzywdzącej wielu księży krytyce.

 

Już nie tylko pojedynczy „salonowi księża”, nie jeden o. Wiśniewski, ale WIELU księży fałszuje naukę Kościoła. Takie przesłanie wyłania się z komentowanego wpisu na blogu Zbigniewa Kaliszuka. Niestety, krytykując „salonowych księży”, Kaliszuk dopuszcza się nadużyć hołdując zasadzie: „Cel uświęca środki”; krytykując o. Wiśniewskiego, potępia to, co sam czyni gdzie indziej; „prostując” nauczanie WIELU księży o celu współżycia małżeńskiego, przestawia ich w krzywym zwierciadle.

 

Nie wiem, skąd autor czerpie przesłanki do stwierdzenie, że „wielu księży sprowadza seks do funkcji reprodukcyjnej”. Chętnie się dowiem. Jeśli podstawą dla niego jest wystąpienie ks. Marka Dziewieckiego, to muszę stwierdzić, że podobnie jak przy komentowaniu wypowiedzi ks. biskupa Tadeusza Pieronka, autor dopuszcza się nadinterpretacji. Wypowiedź ks. Dziewieckiego nie daje podstaw do takiego wniosku.

 

Ks. Marek Dziewiecki powiedział:

W odróżnieniu od aniołów, jesteśmy kimś kto jest wcielony, a więc nie jest tylko świadomością, wolnością, miłością, ale jesteśmy też cieleśni.

 

Bardzo słusznie. Dlatego naszą ludzką miłość wyrażamy w ciele i przez ciało. I to odnosi się nie tylko do małżonków, ale do wszystkich bez wyjątku. Bo i Pan Bóg zechciał wyrazić pełnię swej miłość nie inaczej, jak w Chrystusie. Patrząc na Pana Jezusa, widzimy ucieleśnioną miłość Bożą, który z miłości do nas stał się Człowiekiem, w ludzkim ciele cierpiał i zechciał dzielić nie tylko ludzkie radości i smutki, głód, pragnienie, cierpienie, ale nawet śmierć.

 

O człowieku czytamy w Biblii, że został stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Co to znaczy? Myślę, że nie tylko rozum (zdolność do poznawania prawdy) i wolną wolę (zdolność do podejmowania decyzji). W odróżnieniu od aniołów i wszystkich innych istot stworzonych, człowiek jako jedyne ze stworzeń został obdarzony zdolnością współdziałania z Panem Bogiem w powoływaniu do istnienia istot przeznaczonych do życia wiecznego: nie mają tej zdolności aniołowie, które nie są istotami cielesnymi i dlatego nie mogą mieć małych aniołków; nie mają tej zdolności zwierzęta ani rośliny, bo chociaż mogą się rozmnażać, to jednak nie są powołane do życia wiecznego. Człowiek jest tu jedynym wyjątkiem, i jak się wydaje, ta jego zdolność jest częścią faktu, o którym mówi Biblia, a mianowicie, że został stworzony na obraz i podobieństwo Boże.

 

Słowa w Biblii mówiące o tym są napisane w sposób szczególny. Tłumacząc dosłownie hebrajski tekst czytamy: Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyzną i niewiastą stworzył ich. (Rdz 1, 27)

 

Boże podobieństwo jest obecne w każdym człowieku, ale jak się wydaje, Jego podobieństwo bardziej niż w pojedynczym człowieku obecne jest w parze ludzkiej. Jan Paweł Wielki powiedział w czasie swej pierwszej zagranicznej podróży duszpasterskiej:

Zostało powiedziane w piękny i zarazem głęboki sposób, że Bóg w największej głębi swej tajemnicy nie jest samotnością, lecz rodziną, bo ma w sobie ojcostwo, synostwo i istotę rodziny, jaką jest miłość. (Puebla de Los Angelos, Meksyk, 28 stycznia 1979 r.)

 

Ks. Marek Dziewiecki powiedział:

Celem seksu jest więc wyrażanie miłości, tylko Tobie i na zawsze w najwyższej formie czułości.

Wielu księży kiedy rozmawia z młodymi mówi: pamiętajcie miłość ma być płodna. Najpierw ma być miłość. Małżonkowie nie ślubują sobie płodności, ślubują sobie miłość.

Kobieta jest płodna 16-18 godzin w cyklu. Mężczyzna jest płodny zawsze. A para jest płodna teoretycznie do 6 dni, bo plemnik może poczekać w narządach rodnych kobiety 4-5 dni. Co więc nam Bóg mówi przez tą rzeczywistość? Otóż Bóg mówi że istotą współżycia seksualnego jest okazywanie miłości, nie przekazywanie życia. Płodność jest czymś wyjątkowym w cyklu, to jest ¼ czy nawet 1/6 cyklu. Bóg zarządził więc, że płodność jest czymś wyjątkowym, a współżycie seksualne ma jako cel główny stałe wyrażanie miłości.

 

Myślę, że tą wypowiedź można by sparafrazować w sposób, w jaki uczynił to św. Augustyn: „Kochaj i czyń, co chcesz!” Jeśli wiesz, co jest istotą miłości, to będziesz też wiedział, jak ją wyrazić. Dlatego kochaj i czyń, co chcesz!

 

Do istoty miłości małżonków, do istoty zjednoczenia małżeńskiego należy otwarcie na życie, otwarcie na płodność. I nie istnieje miłość, która nie jest otwarta na płodność. Inaczej mówiąc, jeśli u małżonków brak otwarcia na potomstwo, to znaczy, że brak jest również miłości. A zatem kochaj i czyń, co chcesz!

 

Jeśli księża rozmawiając z parami przygotowującymi się do małżeństwa mówią im: „Wasza miłość ma być płodna”, to nie czynią nic innego jak tylko powtarzają pierwsze zapisane w Biblii pozytywnie wyrażone przykazanie Pana Boga skierowane do pierwszej pary:

Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi». (Rdz 1:28)

 

Pan Bóg powtarza to przykazanie, i to aż dwukrotnie, do ocalałych po potopie Noego i jego rodziny:

„Po czym Bóg pobłogosławił Noego i jego synów, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i mnóżcie się, abyście zaludnili ziemię.” (Rdz 9, 1; por 9, 7)

 

Jest to nie tylko przykazanie, ale też i błogosławieństwo. Dzieci były postrzegane przez Izraelitów jako oznaka Bożego błogosławieństwa. Dla przykładu:

„Oto synowie są darem Pana, a owoc łona nagrodą. Jak strzały w ręku wojownika, tak synowie za młodu zrodzeni. Szczęśliwy mąż, który napełnił nimi swój kołczan. Nie zawstydzi się, gdy będzie rozprawiał z nieprzyjaciółmi w bramie”. (Ps 127, 3-5)

 

Z kolei bezdzietność była interpretowana jako znak Bożego przekleństwa oraz grzechu małżonków. Nowy Testament nie podziela takiego punktu widzenia. Św. Łukasz pisząc o bezdzietności Zachariasza i Elżbiety, najpierw pisze:

Oboje byli sprawiedliwi wobec Boga i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich. Nie mieli jednak dziecka, ponieważ Elżbieta była niepłodna; oboje zaś byli już posunięci w latach. (Łk 1, 6-7)

 

Taka jest nauka Pisma św. Zrodzenie dzieci jest nakazem Bożym danym małżonkom, a dzieci są darem i błogosławieństwem Bożym. Niedobrze jest zamykać się na Boży dar i błogosławieństwo.

 

Ta nauka jest przejęta przez Kościół katolicki. Dlatego, jeśli księży rozmawiając z parami przygotowującymi się do małżeństwa mówią im: „Wasza miłość ma być płodna”, to w sposób wierny przekazują naukę Kościoła. W nauczaniu Kościoła katolickiego płodność jest istotną składową miłości małżeńskiej. Papież Paweł VI w encyklice „Humanae Vitae” pisze na samym początku:

Bardzo doniosły obowiązek przekazywania życia ludzkiego, dzięki któremu małżonkowie stają się wolnymi i odpowiedzialnymi współpracownikami Boga-Stwórcy (…).

 

Czy zatem każde współżycie seksualne małżonków musi zakończyć się poczęciem lub przynajmniej być nastawione na poczęcie? Nie jest to nauka Kościoła katolickiego. Z jednej strony małżonkowie mogą (mają prawo) współżyć w każdym czasie; z drugiej mogą (w sensie: mają prawo) za obopólną zgodą na jakiś czas zrezygnować z pożycia (por. 1 Kor 7, 5). Nie wolno im jedynie czy to przez używać środków antykoncepcyjnych czy też przez technikę (np. stosunek przerywany) zamykać się na poczęcie. W tym ostatnim przypadku ich współżycie nie byłoby okazywaniem sobie miłości. Bo kochający pragnie dawać dobro kochanemu. Najwyższym zaś dobrem jest Pan Bóg, Jego łaska uświęcająca. Stosowanie antykoncepcji nie jest okazywaniem miłości współmałżonkowi, bo jest grzechem, który pozbawia go tego, co najcenniejsze: obecności Boga w jego duszy.

 

Czy do istoty miłości małżeńskiej, a co za tym idzie pożycia małżeńskiego, należy otwarcie na płodność? Tak, jak najbardziej. Ojciec święty Pius XI w encyklice „Casti Connubi” pisze:

Kościół ten, pragnąc pośród tego rozprężenia obyczajów zachować związek małżeński czystym i od tej zakały wolnym, odzywa się prze usta Nasze głośno i obwieszcza na nowo: Ktokolwiek użyje małżeństwa w ten sposób, by umyślnie udaremnić naturalną siłę rozrodczą, łamie prawo Boże oraz prawo przyrodzone i obciąża sumienie swoim grzechem ciężkim. (nr 56)

 

Powyższe stwierdzenie odnosi się do tych, którzy czy to przez środki antykoncepcyjne czy technikę stosunku małżeńskiego (np. stosunek przerywany) powodują jego ubezpłodnienie. Jednak i tutaj nie ma stwierdzenia, że współżycie małżeńskie musi byś każdorazowo skierowane na poczęcie dziecka, bo trochę dalej w tym samym dokumencie jest napisane:

Nie można i tych małżonków pomawiać o występek przeciw porządkowi przyrodzonemu, którzy z praw swoich w naturalny i prawidłowy sposób korzystają, chociaż się już potomstwa spodziewać nie mogą dla powodów naturalnych czy to wieku, czy też innych jakichś ułomności. Małżeństwo bowiem i używanie go obejmuje jeszcze drugorzędne cele, jak wzajemną pomoc, wzajemną miłość i uśmierzanie pożądliwości. Do tych celów wolno małżonkom dążyć, jeśli tylko przestrzegają prawidłowości owego aktu i podporządkowują go celowi pierwszemu. (tamże, nr 59).

 

Ks. Dziewiecki zauważa: „Małżonkowie nie ślubują sobie płodności, ślubują sobie miłość.” Bardzo słusznie. Jednak według „Humane Vitae” (nr 9) do istoty miłości małżeńskiej wchodzi także płodność:

- Jest to przede wszystkim miłość na wskroś ludzka, a więc zarazem zmysłowa i duchowa. Toteż nie chodzi tu tylko o zwykły impuls popędu lub uczuć, ale także, a nawet przede wszystkim, o akt wolnej woli, zmierzający do tego, aby miłość ta w radościach i trudach codziennego życia nie tylko trwała, lecz jeszcze wzrastała, tak ażeby małżonkowie stawali się niejako jednym sercem i jedną duszą, i razem osiągali swą ludzką doskonałość.

- Chodzi następnie o miłość pełną, to znaczy o tę szczególną formę przyjaźni, poprzez którą małżonkowie wielkodusznie dzielą między sobą wszystko, bez niesprawiedliwych wyjątków i egoistycznych rachub. Kto prawdziwie kocha swego współmałżonka, nie kocha go tylko ze względu na to, co od niego otrzymuje, ale dla niego samego, szczęśliwy, że może go wzbogacić darem z samego siebie.

- Prócz tego miłość małżeńska jest wierna i wyłączna aż do końca życia; to znaczy jest taka, jak ją rozumieli małżonkowie w tym dniu, w którym, wolni i w pełni świadomi, wiązali się węzłem małżeńskim.

Choćby ta wierność małżeńska napotykała niekiedy na trudności, to jednak nikomu nie wolno uważać jej za niemożliwą wręcz przeciwnie, jest zawsze szlachetna i pełna zasług. Przykłady tak licznych w ciągu wieków małżonków dowodzą nie tylko tego, że wierność jest zgodna z naturą małżeństwa, lecz ponadto, że stanowi ona niejako źródło, z którego płynie głębokie i trwałe szczęście.

- Jest to wreszcie miłość płodna, która nie wyczerpuje się we wspólnocie małżonków, ale zmierza również ku swemu przedłużeniu i wzbudzeniu nowego życia. "Małżeństwo i miłość małżeńska z natury swej skierowane są ku płodzeniu i wychowywaniu potomstwa. Dzieci są też najcenniejszym darem małżeństwa i samym rodzicom przynoszą najwięcej dobra".

 

Również Katechizm Kościoła Katolickiego (KKK) po stwierdzeniu, że pierwszym celem małżeństwa jest "dobro małżonków", podaje w tym samym zdaniu "zrodzenie i wychowanie potomstwa". W punkcie 1601 czytamy:

"Przymierze małżeńskie, przez które mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury na dobro małżonków oraz do zrodzenia i wychowania potomstwa, zostało między ochrzczonymi podniesione przez Chrystusa Pana do godności sakramentu". (KKK cytuje tu Kodeks Prawa Kanonicznego kan. 1055, § 1. Zob. także punkt 1604)

 

Posumowując naukę Biblii i Kościoła: Przekazywanie życia ludzkiego jest obowiązkiem chrześcijańskich małżonków i jednym z istotnych celów małżeństwa. Jeśli małżonkowie pozytywnie (przez świadome, zamierzone działanie) ubezpładniają jednostkowe współżycie małżeńskie, grzeszą ciężko; jeśli wykluczaliby płodność z ich związku w sposób całkowity, ich związek nie byłby małżeństwem w ogóle (por. KPK 1096), bo jednym z warunków ważności małżeństwa jest otwarcie na potomstwo.

 

„Kochaj i czyń, co chcesz”.

Odsłon: 1380 Komentarzy: 58


Jak łania pragnie wody ze strumienia...

Kategoria: Religia Sunday, 27 March 2011, 05:11

Kiedyś czytałem takie opowiadanie o nauczycielu, do którego garnęli się uczniowie pragnący poznać Pana Boga. Mistrz poddawał ich próbie i miał bardzo oryginalne metody nauczania. Jednak pomimo tego, kandydaci na uczniów nie zrażali się przyciągani sławą świętego. Któregoś dnia przyszedł młody człowiek jakich przychodziło do niego wielu. Nauczyciel wziął go nad rzekę i kazał w nią wejść, sam czyniąc to samo. Kiedy obydwaj stali we wodzie, która sięgała im do piersi, nauczyciel bez uprzedzenia złapał ucznia za głowę i zanurzył ją pod wodę. Tak trzymał przez moment, aż młodzieniec zaczął się dusić. Wtedy uwolnił go, a on wściekły z gniewu zwracił się do mistrza:

- "Co robisz? Chcesz mnie zabić?"

- "Nie, nie chcę robić ci krzywdy. Chcę cię czegoś nauczyć. Czego pragnąłeś najbardziej, kiedy trzymałem twoją głowę pod wodą?"

- "Co za pytanie? Powietrza, oczywiście!"

Na to nauczyciel: – "Jeśli tak, jak powietrza, będziesz pragnął Boga, na pewno Go znajdziesz."

 

Nauka tego opowiadania jest przejrzysta. Jeśli chcemy znaleźć Pana Boga, musimy pragnąć Go, jak powietrza. Podobnej lekcji uczą nas dzisiejsze czytania mszalne. Tyle, że tym elementem nie jest powietrze, ale woda.

 

Dzisiejsze czytania mszalne były używane w starożytności w przygotowywaniu kandydatów do chrztu św. Czytania podkreślają znaczenie wody. Podobnie jak bez powietrza, człowiek nie może żyć bez wody.

 

W pierwszym czytaniu słyszeliśmy o Izraelitach w czasie wędrówki przez pustynię i o ich pragnieniu wody. Nie mając wody narzekali na Mojżesza. Przypisywali mu mordercze zamiary: „Czy po to wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby nas, nasze dzieci i nasze bydło wydać na śmierć z pragnienia?”

 

Ostatecznie oskarżali nie tyle Mojżesze ile samego Pana Boga. Jemu przypisali złe, mordercze zamiary. Pragnąc wody zapomnieli o cudach zdziałanych przez Niego w Egipcie. Dalej czytamy o wystawianiu Go na próbę.

 

Pustynia była próbą dla Izraela. Pan Bóg może wystawiać ludzi na próbę. Jednak człowiekowi nie wolno wystawiać na próbę Pana Boga. W tym miejscu przypomina mi się powiedzenie bodajże Woltera, który nie wierzył w osobowego Boga i kpił sobie z wierzących mówiąc: „Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo, a człowiek odpłacił Mu tym samym.” Podsumowując ten punkt, nie możemy wystawiać Pana Boga na próbę, tak jak nie wolno stwarzać sobie bogów na nasze podobieństwo, bo są bożkami.

 

Także w Ewangelii czytamy o Panu, który odczuwa pragnienie. Zwraca się do Samarytanki: „Daj Mi pić!” Pan Jezus jest prawdziwym Człowiekiem, któremu pragnienie nie jest obce. Ale wydaje się, że tu chodzi także lub bardziej o inne rodzaju pragnienie. Św. Augustyn interpretował to na sposób duchowy: Pan Jezus pragnie wiary kobiety; słyszymy o tym w prefacji trzeciej niedzieli Wielkiego Postu. On pragnie dusz ludzkich. On pragnie dać wierzącym w Niego „wody wytryskającej ku życiu wiecznemu”. Tą Wodą Żywą jest Duch Święty, największy Dar Boży. Tylko On może dać Ducha Świętego. Ale z kolei On pragnie, abyśmy chcieli Go przyjąć. Dlatego zwraca się do kobiety z Samarii i każdego z nas: „Daj Mi pić!”

 

Potrzeba, abyśmy pragnęli Pana Boga, jak pragniemy wody w upalny dzień. Tak, jak woda może zaspokoić pragnienie cielesne, tak tylko Jego Woda Zywa może zaspokoić pragnienie duchowe. Tylko w Bogu możemy znaleźć prawdziwy i trwały odpoczynek; tylko On jest zdolny zaspokoić w pełni i bez reszty wszystkie pragnienia ludzkiego serca. Obyśmy Go pragnęli jak duszący się pragnie powietrza, a wędrowiec przez pystynię pragnie wody.

Odsłon: 886 Komentarzy: 10


Kuszenie

Kategoria: Religia Sunday, 13 March 2011, 04:22

Jeśli chcielibyśmy jakoś nazwać dzisiejsze czytania mszalne, to sądzę, że dobrym tytułem byłby „Opowiadanie o dwóch Adamach”. Drugie czytanie wzięte z piątego rozdziału Listu do Rzymian przeciwstawia dwie osoby, które miały i mają ogromny wpływ na ludzkość i określają naszą kondycję – stan, w jakim jesteśmy. Pierwsze czytanie wzięte z Księgi Rodzaju pokazuje upadek Adama, który uległ pokusie kusiciela. Z kolei fragment Ewangelii, który usłyszeliśmy dzisiaj wzięty z Ewangelii według św. Mateusza, rozdz. 4, 1-11, mówi o Panu Jezusie, Nowym Adamie, który był kuszony 3 razy i za każdym razem wyszedł z nich zwycięsko.

 

Dlaczego Pan Jezus dozwolił szatanowi kusić Go? Na pewno możemy dać różne odpowiedzi na to pytanie, ale ograniczmy się do najważniejszych:

- po to, aby pokazać nam, jak walczyć z pokusami. Pan Jezus uczy nas, żeby nie przyglądać się pokusie, bo kiedy patrzymy na pokusę, to ona wydaje się coraz bardziej atrakcyjna.

 

Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło». Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy.

 

Ewa przyglądała się tej pokusie, zastanawiała się nad słowami kusiciela, inaczej niż Maryja, która rozważała w swym sercu słowa Pana Boga. Więcej nie było trzeba. Następne zdanie mówi o skutku tej kontemplacji zła:

 

Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. (Rdz 3, 5-6)

 

Pan Jezus uczy nas, że powinniśmy pokusę odrzucać w pierwszym momencie, kiedy się pojawia. Kiedy zaczniemy się targować z pokusą, przyglądać jej, zastanawiać nad nią, jest prawie pewne, że upadniemy.

 

To pierwsza nauka, którą daje nam Pan Jezus. Drugą nauką jest posłuszeństwo Panu Bogu. Pan Jezus jest posłuszny Ojcu aż do śmierci, a była to śmierć na krzyżu. To posłuszeństwo widać w całym Jego życiu. Jest ono widoczne zawsze, szczególnie w momencie próby i kuszenia.

 

Tak o tym mówi dominikanin, o. Tomasz Kwiecień: Chrystus kuszony na pustyni robi coś dokładnie przeciwnego niż Adam kuszony w raju. Odpowiedź na diabelską intrygę jest w posłuszeństwie: „Bogu samemu będziesz służył”. Dlaczego mam być Bogu posłuszny? To pytanie jest zrodzone z lęku. Można więc zapytać inaczej: Dlaczego mam być posłuszny lekarzowi, który mi przepisuje terapię, lektorowi angielskiego, który uczy wymowy, doświadczonemu przewodnikowi, gdy idę w góry? Posłuszeństwo to zaufanie i uznanie, że nie jestem ekspertem od życia. Pytanie z lęku zrodzone można przełamać tylko doświadczeniem. Stań przed Nim, a będziesz wiedział, dlaczego masz być posłuszny. Mała jest różnica pomiędzy chrześcijańskim posłuszeństwem a miłością.

 

Posłuszeństwo to inna forma miłości.

 

Wszystkim znana jest postać św. o. Pio. Jest znany z rzeczy niezwykłych jak zdolność czytania w duszach, dar bilokacji, proroctwa, stygmaty, cuda, które działy się przez jego pośrednictwo itp. Jednak dwie rzeczy robią na mnie największe wrażenie:

  1. Jego gotowość przebaczenia tym, którzy go krzywdzili czy źle o nim mówili;
  2. Posłuszeństwo Kościołowi. Ojciec Pio był uważany za oszusta lub człowieka szukającego swojej własnej chwały. Kościół nałożył na niego surowe sankcje, jak zakaz publicznego odprawiania Mszy św., zakaz słuchania spowiedzi czy zakaz korespondencji z jego duchowymi dziećmi. Stygmatyk przyjął wszystkie te kary z poddaniem i posłuszeństwem mówiąc: „Słodka jest ręka Kościoła, nawet kiedy karze”.

 

Dobrze jest być posłusznym Panu Bogu; dobrze jest być posłusznym Kościołowi. Będąc posłusznym Kościołowi mamy pewność, że jesteśmy posłuszni Panu Bogu. A posłuszeństwo Jemu, to jedno z imion miłości.

Odsłon: 581 Komentarzy: 17


Pozorne sprzeczności w Biblii

Kategoria: Religia Friday, 03 June 2011, 02:58

Pismo św. zawiera miejsca, które wydają się sprzeczne ze sobą. Czy to możliwe? Nie, bo gdyby Pismo św. zawierało choć jedną sprzeczność, nie miałoby większej wartości niż makulatura.

 

Jeden z takich wersetów słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii: Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wydaje się, że stoi on w sprzeczności ze słowami św. Pawła Apostoła z dziesiątego rozdziału Listu do Rzymian: Albowiem każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony. (Rz 10, 13)

 

Pan Jezus mówi, że nie wystarczy wołać „Panie, Panie”, aby być zbawiony; natomiast św. Paweł w Liście do Rzymian wydaje się temu zaprzeczać. On mówi, że każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony. Jak to pogodzić? Odczytując znaczenie każdego z tych zdań w kontekście, w którym zostały wypowiedziane. Słowa Pana Jezusa trzeba odczytać w kontekście dzisiejszej Ewangelii. Oznaczają one, że nie wystarczy mówić „Panie, Panie”, ale trzeba także żyć według przykazań; trzeba pełnić wolę Bożą. I temu, kto to czyni, Pan Jezus obiecuje, że będzie zbawiony.

 

Natomiast św. Paweł używając wyrażenia „wzywać imienia Pańskiego” ma na myśli „wyznawanie wiary”. Widać to wyraźnie z kontekstu Rz 10, 11-15. Św. Tomasz z Akwinu komentując ten werset mówi: „Wzywać znaczy wołać swoją postawą i pełnym oddania kultem”. Podsumowując możemy stwierdzić, że nie tylko nie ma tu sprzeczności, ale co więcej, okazuje się, że Pan Jezus i Apostoł Narodów mówią praktycznie to samo.

 

Inną pozorną sprzeczność stanowią słowa, które słyszeliśmy w drugim czytaniu. Św. Paweł pisze w trzecim rozdziale Listu do Rzymian: Sądzimy bowiem, że człowiek osiąga usprawiedliwienie przez wiarę, niezależnie od pełnienia nakazów Prawa. Tak tłumaczy ten werset Biblia Tysiąclecia. Jednak trzeba pamiętać, że greckie słowo, które zostało oddane słowem „nakazów”, dosłownie brzmi „uczynków”. Zatem słowa Apostoła Narodów możemy przetłumaczyć: Sądzimy bowiem, że człowiek osiąga usprawiedliwienie przez wiarę, niezależnie od pełnienia uczynków Prawa. Wydaje się, że to zdanie jest sprzeczne z innym zdaniem Biblii wziętym z Listu św. Jakuba: Widzicie, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie samej tylko wiary. (Jk 2, 24)

 

Słowa z Listu do Rzymian stały się dla Marcina Lutra powodem do nauki, że nie potrzeba żadnych dobrych uczynków, aby być zbawionym. Wystarczy sama wiara. Tak też przetłumaczył on ten werset na niemiecki. Dodał słowo „allein”, co znaczy „tylko, sama”. I dlatego też nie lubił Listu św. Jakuba, który temu zaprzeczał. Nazywał go słomianym pismem i chciał go usunąć z kanonu Pisma św.

 

Wróćmy jednak do przerwanego tematu. Jak pogodzić tę pozorną sprzeczność? Kierując się tą samą zasadą, co powyżej. Odczytując słowa Apostołów w ich kontekście. Co innego chce powiedzieć św. Paweł, co innego św. Jakub. Św. Paweł mówi o „uczynkach Prawa”, które przeciwstawia wierze w Chrystusa. Nie ma on na myśli uczynków, w znaczeniu „dobre uczynki”, w potocznym rozumieniu. Ma na myśli „uczynki Prawa”. Co to są „uczynki Prawa? To są obrzędy, do których zobowiązywało Prawo Starego Przymierza: obrzezanie, przepisy dotyczące pokarmów, nakazane święta żydowskie, przepisy dotyczące składanie ofiar oraz zachowania czystości rytualnej, czyli unikanie kontaktu z trupem, trędowatym, kobietą mającą krwawienie miesięczne, itd., zachowanie 612 przykazań. To wszystko św. Paweł nazywa „uczynkami Prawa”. Żydzi wierzyli, że zachowując te przepisy będą zbawieni. Św. Paweł natomiast mówi, że będziemy zbawieni przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Mamy więc tu do czynienia z dwoma przeciwstawnymi koncepcjami zbawienia.

 

A co ma na myśli św. Jakub? To samo, co Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii: Nie wystarczy mówić „Panie, Panie”. Trzeba jeszcze pełnić wolę Bożą. Tak samo nie wystarczy mówić, „wierzę, wierzę” i ufać, że to wystarczy do zbawienia. Trzeba jeszcze żyć wiarą, pokazać uczynkami, że wierzę, że moja wiara jest żywa i czynna.

Odsłon: 1263 Komentarzy: 68


Prawo boskie i prawo ludzkie

Kategoria: Rodzina Thursday, 03 February 2011, 20:40

24 stycznia tego roku polskojęzyczna Katolicka Agencja Informacyjna podała, że prezydent Obama polecił przedstawicielom Departamentu Sprawiedliwości, by nie bronili już państwowej ustawy definiującej małżeństwo jako związek jednego mężczyzny z jedną kobietą. ( http://info.wiara.pl/doc/738309.Obama-nie-chce-chronic-malzenstwa )

 

Co to znaczy? Jest to otwarcie możliwości do tego, że w świetle państwowego prawa niedługo za „małżeństwo” może zostać uznany związek np. dwóch mężczyzn albo dwóch kobiet. Jeśli tak się stanie, to grozi to ograniczeniem wolności religijnej. W jaki sposób? Bo już nie będzie można powiedzieć (w świetle obowiązującego państwowego prawa), że małżeństwo to jedynie związek kobiety z mężczyzną. Taka wypowiedź byłaby uznana za „dyskryminowanie 'małżeństw' homoseksualnych” i co za tym idzie, mogłaby zostać zaskarżona przed trybunałem sądowym.

 

Oczywiście, nawet jeśli taka definicja „małżeństwa” zostanie przyjęta, nie ma ona mocy obowiązującej. Dlaczego? Ponieważ małżeństwo nie jest instytucją ustanowienia ludzkiego. To sam Pan Bóg pobłogosławił związek mężczyzny i kobiety, jak o tym czytamy w Księdze Rodzaju: Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną (Rdz 1, 27-28 ). Dlatego nikt nie będzie związany w sumieniu do uznania takiej definicji, ponieważ jest sprzeczna z prawem naturalnym (które jest odbiciem Bożego prawa). "Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi" (Dz 5, 29). Nikt nie może zmienić Bożego prawa, nawet prezydent tak potężnego kraju jak Stany Zjednoczone. Równie dobrze prezydent Obama mógłby ogłosić się Bogiem i zażądać boskiego kultu dla siebie, jak zrobił to obecny prezydent Korei Północnej. Miałoby to taki sam skutek czyli żaden – nie stałby się Bogiem i nikt w sumieniu nie byłby zobowiązany do oddawania mu czci boskiej. Raczej dokładnie odwrotnie: każdy pragnący być wiernym Panu Bogu byłby zobowiązany do odmówienia tego, nawet za cenę życia.

 

Decyzja Obamy jest oznaką niebezpiecznego rozwoju. Pokazuje na kierunek, który może być brzemienny w skutkach dla wierzących w tym kraju. Zawiera też element ironiczny. Nie jest tajemnicą, że obecny prezydent podzielił chrześcijan, w tym także katolików, z których około 50 % oddało głosy na niego. Oni głosują na Obama, a on wytrwale pracuje nad tym, aby ograniczyć ich religijną wolność. Co za niewdzięczność! Jakaż ironia!

 

Dodatkowym elementem ironii amerykańskiej sytuacji jest to, że nie jest wykluczone, iż obecny prezydent nie jest legalnym prezydentem, ponieważ według prawa tego kraju prezydentem Stanów Zjednoczonych może być tylko człowiek urodzony w tym kraju, a wcale nie to takie pewne, czy Barack Obama urodził się na terenie tego kraju. Jak  podała strona internetowa: Amerykański Sąd Najwyższy niespodziewanie ogłosił, że zorganizuje ‘konferencję prawną’ dotyczącą kolejnego pozwu w związku z aktem urodzenia Baracka Obamy i możliwością sprawowania przez niego urzędu prezydenta USA. 4 marca sędziowie przesłuchają prawnika Johna Hemenwaya, który wniósł sprawę w imieniu emerytowanego pułkownika Gregory’ego Hollistera. ( http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=3748274 )

 

Oczywiście miejsce urodzenia Obamy ma tylko znaczenie drugorzędne, ale gdyby rzeczywiście okazało się, że nie urodził się w USA, to wszystkie podpisane przez niego akty prawne nie miałyby żadnej mocy obowiązującej także z punktu widzenia prawa państwowego, przez co ironia całej tej sytuacji byłaby doskonała.

Odsłon: 577 Komentarzy: 6


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.