
Friday,26 February 2010,03:31
Kategoria: Rodzina Friday, 26 February 2010, 03:31
Pisałem przed rokiem o chlebie Ezechiela. Nie powtarzając zatem tego samego, co już było tu powiedziane, chciałem pochwalić się tegorocznym chlebkiem.
Post o chlebie i wodzie ma wiele zalet. Symbolika chleba jest niezwykle głęboka. Nasz Pan, "dobry jak chleb" jest Chlebem Żywym, który przyszedl na świat w Betlejem, mieście, którego nazwa, , oznacza "dom chleba". I choć jestem przekonany, że nawet czterdziestodniowy okres takiego postu nie daje żadnych ubocznych skutków, to wiem, że niektórzy dietetycy, czy lekarze, nie do końca zgodziliby się ze mną.
Ja co prawda jestem osłem, a osłu wystarczy trochę zielska. Gdy dostanie odrobinę zmielonego ziarna, jest najszczęśliwszym bydlęciem na świecie. Inne podobne do mnie barany także się tym zadowolą, ale niektórzy twierdzą, że człowiek jednak potrzebuje białka do przeżycia.
Moja żona, pielęgniarka, co prawda przekonała się sama, że posty są korzystne nie tylko dla zdrowia duszy, lecz mimo to czuje się spokojniejsza, gdy wie, że ja dostanę swoją porcję białka. I dlatego chleb ezechiela jest tu doskonałym rozwiązaniem. A zatem przepis, który już podawałem w ubiegłym roku:
1. Do połowy szklanki zakwasu żytniego (przepis na zakwas na stronie www.chleb.info.pl) dodać po trzy kopiate łyżki mąki pszennej, jęczmiennej, z prosa i orkiszu.
2. Wymieszać z letnią wodą, aż się zrobi ciasto o konsystencji takiej jak na naleśniki. Zostawić na 12 h.
3. Namoczyć także przez ok. 12 h soczewicę i groch. (My użyliśmy suszonego bobu bez skóry). Następnie zmielić w maszynce do mielenia mięsa.
4. Po dwunastu godzinach dodać do naszego zaczynu trzy kopiate łyżki pomieszanej, zmielonej soczewicy z grochem. Dodać płaską łyżkę stołową soli.
5. Dodać po trzy kopiate łyżki stołowe mąki jęczmiennej, z prosa i orkiszu. Wyrabiać ciasto, dodając tyle mąki pszennej, ile trzeba by się zrobiło ciasto o konsystencji „chlebowej” i zacznie odstawać od miski. Zostawić na 20 minut.
6. Sformułować bułeczki, zostawić do wyrośnięcia na 5 godzin (np. w zimnym piekarniku)
7. Piec w piekarniku w temperaturze 220 stopni C przez 20-25 minut. Jak się zaczną rumienić, wyjąć. Można przykryć wilgotną ściereczką, by skórka była miękka.
W tym roku mamy nieco odmienną wersję tego chleba. Wśród składników jest mąka pszenna i żytnia, orkisz, proso, mąka z bobu, kasza gryczana, owsianka, soczewica i fasola jasiek, sól i kminek do smaku. Zatem kasza gryczana i owsianka zastąpiły mąkę jęczmienną i doszła rozmoczona i zmielona fasola jasiek. Reszta dokładnie jak w powyższym przepisie.
Chleb jest najsmaczniejszy pięć minut po wyjęciu z piekarnika. Ale tak już zwykle bywa z chlebem. W kolejnych dniach nie jest to już taka delicja, ale też ma to być chleb postny, a nie przysmak mający zaspakajać najbardziej wyrafinowane podniebienia. Jednak chleb jest bardzo sycący, dający siłę, a równocześnie niskokaloryczny. Takie bułeczki, jak na zdjęciach, mają średnio około 50 kcal, a po zjedzeniu trzech, czy czterech, człowiek naprawdę czuje się syty.
Zatem zapraszam wszystkich do wypróbowania przepisu i… może do spróbowania postu o chlebie i wodzie przynajmniej w piątki Wielkiego Postu? Modlitwą i postem można wyrzucić wiele złych duchów…
Smacznego.
Odsłon: 1695 Komentarzy: 13
Thursday,25 February 2010,20:31
Kategoria: Pro life Thursday, 25 February 2010, 20:31
North Carolina Department of Public Instruction (NCDPI) to agencja rządowa zajmująca się programem nauczania w szkołach publicznych w Północnej Karolinie. W czasie opracowywania zmian tych programów dla gimnazjalnego przedmiotu "social studies" (coś, co za "moich czasów" nazywało się w PRL-u "propedeutyka nauki o społeczeństwie"), wyszła propozycja, by decyzję Sądu Najwyższego USA w sprawie Roe vs. Wade, legalizującą aborcję, zacząć przedstawiać jako decyzję kończącą opresję kobiet przez rząd Stanów Zjednoczonych.
Dzieci uczyłyby się, że tak, jak czarnoskórzy mieszkańcy nie mieli prawa głosować, uczyć się w tych samych szkołach, czy nawet korzystać z tych samych toalet, że tak, jak kobiety nie mogły brać udziały w czynnym i biernym życiu politycznym, tak samo nie miały prawa do aborcji. zatem prawo to miało być przedstawione jako tak podstawowe, jak np. prawo do udziału w wyborach i że dopiero Sąd Najwyższy w 1973. roku zakończył tę "jawną niesprawiedliwość".
Nasi biskupi, biskup Raleigh, Michael F. Burbidge i biskup Charlotte, Peter J. Jugis zorganizowali akcję informacyjno-protestacyjną na temat tych propozycji, w wyniku której do organizacji rządowej wpłynęło 1800 maili protestujących przeciwko propozycjom zmian programu. Na skutek tego odzewu wyborców, propozycję wycofano. (Artykuł w diecezjalnej gazecie, strona 4)
Biskupi Furbidge i Jugis napisali list, dziękując wszystkim za pomoc w usunięciu tej propozycji, która, gdyby została wcielona w życie, spowodowałaby, że wiele dzieci zaczęłoby spostrzegać opozycję wobec tej niesprawiedliwej decyzji Sądu Najwyższego jako coś moralnie złego, równego poparciu dla rasizmu.
A mnie "serce roście patrząc na te czasy". Mając takich biskupów, jak nasz Peter Jugis, młodych, ortodoksyjnych, nie bojących się dawać nam przykład, przewodzących nam, jestem optymistą co do przyszłości Kościoła. Jestem przekonany, że aborcja wkrótce zacznie być spostrzegana nie przez pryzmat rzekomych praw kobiet do zabijania swego płodu, ale przez pryzmat prawa każdego dziecka do życia. I wszyscy zrozumieją, że prawdziwymi oprawcami nie są ci, którzy zabraniają zabijać niewinne dzieci, ale ci, którzy się tego okropnego czynu dopuszczają.
Przykład ten pokazuje także, że zawsze warto walczyć, nawet, gdy jest nas niewielu. Katolicy są tu, w samym sercu "Bible Belt" nieliczną mniejszością, stanowiącą niewiele ponad 4% z niemal 10 milionów rezydentów tego stanu. W moim mieście, Charlotte, jest 800 kościołów, ale tylko 2% z nich, to kościoły katolickie. Fakt, że niektóre nasze parafie trudno nazwać małymi, nasza ma 8 tysięcy rodzin, ale w metropolii liczącej kilka milionów mieszkańców, to ciągle jest marginalna grupa. Co więcej, katolicy mają swój własny system szkół i wielu z nas nie posyła naszych dzieci do szkół publicznych.
Mimo to akcja biskupów odniosła sukces. Myślę, że głównie dlatego, że poza paroma ideologami, którzy chcieli przeforsować swe chore pomysły do programu nauczania, tak naprawdę niewiele ludzi nawet w departamencie szkolnictwa wierzyło w te bzdury. Gdy więc ich skrzynki pocztowe zostały zalane protestami od rodziców, szybko ukręcili sprawie łeb. Jednak gdyby nie zaradzono temu złu w zarodku, to kto wie co by się stało. Może za kilkanaście lat rzeczywiście wszyscy byliby przekonani, że aborcja jest jakimś podstawowym prawem, a jej zakaz dowodem na represjonowanie kobiet przez niesprawiedliwy rząd. Dzięki naszym biskupom, którzy na czas dostrzegli niebezpieczeństwo, udalo się temu zapobiec.
I na koniec jeszcze parę słów na temat mojego biskupa, Petera Jugisa. Poznałem go gdy był jeszcze młodym księdzem, zaraz po seminarium. Prawdę mówiąc, młody to on jest nadal, to mój rocznik, 1957. :-D Gdy kilkanaście lat temu w parafii św. Johna Neumanna brakowało księdza, księża "katedralni" tymczasowo odprawiali tam Msze i kiedyś ksiądz Peter właśnie tam poświęcił moją nową ciężarówkę. Od tego czasu mnie pamięta, gdy się czasem gdzieś spotykamy.
On sam urodził się w Charlotte, ukończył tu studia, na UNCC, gdzie studiuje także moja córeczka, następnie kształcił się w Rzymie (w Rzymie też uzyskał święcenia kapłańskie z rąk Jana Pawła Wielkiego) i jest doktorem prawa kanonicznego. Biskupem został mianowany także przez JP Wielkiego w roku 2003.
A ja ostatni raz osobiście spotkałem go przypadkowo, pewnie coś z rok temu, pod kliniką aborcyjną w Charlotte. Była właśnie jedna z akcji "40 dni modlitw dla życia" i stałem z innymi na chodniku, z różańcem w ręku, gdy nagle zajechał mocno podniszczony już Buick z naszym biskupem za kierownicą i on sam także zjawił się, by się pomodlić w intencji zakończenia aborcji w Stanach. Bez mediów, bez rozgłosu i bez eskorty. Z potrzeby serca. Porozmawiał z nami, pobłogosławił mi w intencji sukcesu udostępnienia Biblii audio w Internecie i po spędzeniu na modlitwie godziny pod kliniką, odjechał do swoich obowiązków.
Takiego mamy biskupa i taki właśnie jest Kościół Katolicki. Tylko, że takich biskupów, w małych diecezjach, na końcu świata, nikt nie dostrzega. Ale to oni tworzą większość w Kościele, oni są tą prawdziwą tkanką Kościoła. Oni mają wpływ na to, co w Kościele się dzieje. Nikt nie zna ich nazwisk, nikt o nich nie pisze, nikt z nimi nie przeprowadza wywiadów. Nie są kandydatami do kardynalskich kapeluszy, nie będą brani pod uwagę w następnym konklawe, ale to są nasi apostołowie. Nasi duchowi ojcowie i cieszę się niezmiernie, że właśnie biskup Peter Jugis jest moim pasterzem. Bogu niech będą za to dzięki.
Odsłon: 639 Komentarzy: 3
Monday,22 February 2010,05:15
Kategoria: Kościół Monday, 22 February 2010, 05:15
Z ciężkim sercem zabieram się do pisania tego tekstu. Bardzo bym nie chciał okazać się niedelikatny, ani też nie chciałbym nikogo urazić. Nie jestem jednak do końca przekonany, czy mi się to uda.
Bezpośrednią motywacją, tą iskrą, która mnie zmotywowała do pisania, była niedawna wymiana wpisów i komentarzy pod nimi pomiędzy dwoma kapłanami na blogowisku "Frondy". Nie jestem pewien, czy wszystkie jeszcze istnieją, zdaje się niektóre ich autorzy usunęli. Nie wiem, nie sprawdzam i nie jest to w sumie aż tak istotne. Wielu z Was zresztą czytało wcześniej te wpisy i wielu ma swoje zdanie na ich temat. Padło tam trochę słów, które, być może, paść nie powinny, ale też, obawiam się, nie bardzo były one do uniknięcia.
Jesteśmy wszyscy pasjonatami i wszyscy tutaj, na "Frondzie", mamy jak najszczersze intencje. Wszystkim nam też, mniej, lub bardziej, brakuje mądrych kierowników duchowych, czy w ogóle jakiś rozsądnych, obiektywnych mentorów, którzy potrafiliby nas pouczyć, poradzić nam, czy czasem nas powstrzymać od zbyt gwałtownych reakcji i zbyt gorących złów. Słowa, ktore wypowiadamy, pochodzą z głębi naszych serc. Są często gwałtowne, bo nasze pasje są gwałtowne. A to nie jest złe. To letnich nasz Pan wypluje ze swych ust, nie zimnych i nie gorących.
Jednak bardzo często zapominamy, że w dyskusjach naszym celem celem nie ma być pokonanie przeciwnika, wygranie walki na argumenty, wykazanie naszej błyskotliwości, ostrości naszego pióra i wyrafinowanego sarkazmu, wymyślenie nowych, niezwykle błyskotliwych i zabawnych (naszym zdaniem) słów i przy ich pomocy pogrążenie naszych adwersarzy. Jeżeli to, co robimy, ma być dziełem Bożym, to naszym celem musi być pozyskanie braci, okazanie im miłości i odmienienie ich serc, a nie zrażenie ich i wyśmianie.
Na "blogowisku" Frondy, między wieloma innymi, jest wiele politycznych notek i wiele notek "o niczym istotnym". Nie wiem, jaki jest ich cel, ale wiem, że są, ku mojemu zdumieniu, niezwykle popularne. W pewnym sensie rozumiem popularność wpisów politycznych, podobno polityką wszyscy się interesują. Dziwi mnie trochę popularność tych "innych notek". Wystarczy, że ktoś napisze, żeby nie podawać wazy z zupą przed położeniem na stole talerzy, bo wtedy ślinka leci gościom na obrus, a to razi katolickich stylistów, i już mamy gwarantowaną promocję redakcji Frondy, parę tysięcy wejść i kilkaset komentarzy.
Cóż, są pewne rzeczy, o których się nie śniło filozofom i są pewne rzeczy, których biały czlowiek nie zrozumie. Czy też w tym przypadku, taki prostak jak ja nie zrozumie. Pewnie dlatego, że nie widziałem jeszcze, by ktoś zapomniał przed obiadem położyć na stole talerze. Ale kto wie, może na dworach i w pałacach bywa inaczej?
Jednak ja nie o tym. Ja o tym, że oprócz rzeczy moich zdaniem nieważnych, pisze się na frondzie także o sprawach istotnych. O wierze, o Bogu, o liturgii, o Kościele. I pisze się o tym z pasją. Bo ludzie, dla których te rzeczy są istotne, są pasjonatami. Są szaleńcami bożymi. W wśród tych szaleńców najbardziej szaleni są kapłani. Oni oddali bowiem Bogu najwięcej, Oddali Mu całe swe życie.
Dlatego jest mi zupełnie obojętne, czy ktoś zapomniał położyć na stole serwetki, czy nie. Ale boli, gdy widzę konflikty między kapłanami. Boli, bo przecież te konflikty nie pochodzą z ich należacych do Boga serc. To kudłaty tutaj miesza i on jest przyczyną. A kudłaty najbardziej miesza tam, gdzie go najbardziej swędzi. Zatem to właśnie kapłani zawsze będą na jego celowniku. To właśnie między kapłanami będzie siał niezgodę. To ich słabości będzie wykorzystywał. Gdy zniszczy kapłanów, zniszczy Kościół, i zniszczy nas wszystkich. On wie, gdzie uderzać, by skutecznie odbierać Bogu dusze i dlatego właśnie księży będzie najbardziej atakował.
Każdy z księży tu piszących jest ode mnie mądrzejszy. Każdy ma większą wiedzę. Przypuszczam, że każdy więcej czasu niż ja poświęca na modlitwę. Nie mam żadnego prawa któregokolwiek z nich pouczać. Jedyne co mógłbym zrobić, to uklęknąć przed każdym z nich i ucałować jego ręce, które dają nam Jezusa w Eucharystii. Jednak, prosząc o wybaczenie, chciałbym po prostu zacytować kilka fragmentów Pisma. Bez komentarza. Myślę, że słowa te same przemówią wystarczająco głośno.
Dodam tylko, by nie było żadnych wątpliwości: Nie oskarżam nikogo o złe intencje. Nie oskarżam nikgo o chęć okazania innym nienawiści. Nie oskażam nikogo o złą wolę. Raczej nawołuję o krytyczną ocenienę słów, które piszemy. Dotyczy to także mnie. To jest problem nas wszystkich.
Nie łudźmy się, wokól nas toczy się wojna. I my odnosimy w niej rany. Czasem śmiertelne. Ale nawet z ran śmiertelnych w tej wojnie można się wyleczyć. Lekarstwem jest spowiedź, a tej mogą wysłuchać tylko kapłani. Dlatego są oni tak znienawidzeni i tak atakowani przez wroga. Wszyscy jesteśmy im winni pomoc. Ofiarujmy im, naszym duchowym ojcom, nasze ofiary, nasze modlitwy. Mam nadzieję, chciasłbym, by i moje kilka rad… choć nie mam żadnego moralnego prawa nikomu tu radzić.
Serdecznie dziękuję wszystkim kapłanom za to poświęcenie, jakie dla nas zrobiliście. Nie chcę tu być melodramatyczny, ale naprawdę, szczerze proszę: Bądźcie nam przykładem. Jeżeli nie Wy, to kto?
Wiem, że czasem Wam trudno. Pewnie częściej, niż się nam wydaje. Wiem, że każdy z Was ma inny charakter i często patrząc z boku nie da się ocenić tego, co się w Waszych duszach dzieje. Ale Jezus nakazł nam być doskonałymi jak Ojciec. Wiem, że to wygląda na niemożliwe wymaganie, a jednak takie przykłady, jak Jana Pawła, jak Benedykta pokazują, że przynajmniej można próbować. My wszyscy tęsknimy za ideałem, gdzie każdy kapłan będzie jak nasz Ojciec Święty. Wspomożemy modlitwą, obiecuję…
Bóg zapłać.
Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi.(1 J 2, 20)
1. Niech zbyt wielu z was nie uchodzi za nauczycieli, moi bracia, bo wiecie, iż tym bardziej surowy czeka nas sąd.2. Wszyscy bowiem często upadamy. Jeśli kto nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym, zdolnym utrzymać w ryzach także całe ciało.3. Jeżeli przeto zakładamy koniom wędzidła do pysków, by nam były posłuszne, to kierujemy całym ich ciałem.4. Oto nawet okrętom, choć tak są potężne i tak silnymi wichrami miotane, niepozorny ster nadaje taki kierunek, jak odpowiada woli sternika.5. Tak samo język, mimo że jest małym organem, ma powód do wielkich przechwałek. Oto mały ogień, a jak wielki las podpala.6. Tak i język jest ogniem, sferą nieprawości. Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia.7. Wszystkie bowiem gatunki zwierząt i ptaków, gadów i stworzeń morskich można ujarzmić i rzeczywiście ujarzmiła je natura ludzka.8. Języka natomiast nikt z ludzi nie potrafi okiełznać, to zło niestateczne, pełne zabójczego jadu.9. Przy jego pomocy wielbimy Boga i Ojca i nim przeklinamy ludzi, stworzonych na podobieństwo Boże.10. Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi. (Jk 3, 1-10)
1. Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.[…]
4. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;[…]
7. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
13. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość.(1 Kor 13)
Czas Wielkiego Postu, czas refleksji, czas nawrócenia… Każdy z nas tego potrzebuję. Proszę o modlitwę i jeżeli kogoś moje słowa uraziły, z głębi serca proszę o wybaczenie.
____________
God loves you
Odsłon: 708 Komentarzy: 22
Friday,19 February 2010,04:17
Kategoria: Modlitwa Friday, 19 February 2010, 04:17
Jedną z moich ulubinych audycji w radiu i TV EWTN jest program "The Journey Home". Gospodarzem programu jest Marcus Grodi, były pastor i kolega Scotta Hahna z protestanckiego seminarium duchownego, a gośćmi programu są konwertyci na katolicyzm, opowiadający o swojej drodze do Kościoła.
O ile wiem, także TV Trwam nadawała jakiś czas te programy. Nie jestem pewien, czy robi to nadal i nie o tym chciałem pisać. Chciałem tylko zwrócić uwagę na wielką moc tego typu świadectw.
Każdy z nas w jakiś sposób doświadczył Boga. Każdy z nas ma coś do opowiedzenia. I te świadectwa mają olbrzymią siłę. Kilka z nich znajduje się tu, na "Frondzie" Polecam je każdemu, każdy powinien je przeczytać. A ja, na swoim forum także postanowiłem wydzielić osobny dział zatytułowany "ŚWIADECTWA", by te, z którymi się ktoś ze mną podzielił, tam zamieszczać.
Stąd moja prośba do każdego z Was. Jeżeli byś mógł, jeżeli byś mogła, opowiedz o swoim spotkaniu z Bogiem Opowiedz o swojej drodze do Niego. O tym jak On w Twoim życiu potężnie zadziałał. I nic nie szkodzi, jeżeli nasze przeżycia nie są tak dramatyczne, jak np. Darka, którego świadectwo jest na moim forum. Zapewne to lepiej, bo obawiam się, że ja bym nie potrafił tak, jak on. Moja wiara nie jest aż taka wielka. Jednak każde świadectwo jest potrzebne i każde umacnia braci.
Zatem, jeżeli się zgodzisz, opowiedz o sobie, a ja zamieszczę to świadectwo u siebie. Może być podpisane tylko pseudonimem, możesz napisać swe prawdziwe imię. Nie to jest ważne. Ważne, by Twoje przeżycia były autentyczne. Gorąco z góry za wszystkie świadectwa dziękuję.
Kontakt ze mną: piotrjaskiernia@wp.pl albo egosum@wp.pl gg 1019688 skype "nietolerancyjny"
http://fronda.pl/marek_blaszkowski/blog/o_zlych_snach_moje_zycie
http://www.fronda.pl/pawel888/blog/moje_z_nim_spotkanie
http://www.fronda.pl/pawel888/blog/o_ojcostwie
Odsłon: 634 Komentarzy: 4
Wednesday,17 February 2010,02:49
Kategoria: Pro life Wednesday, 17 February 2010, 02:49
Wielki Post podobno trwa 40 dni. Nie wiem. Co prawda chodziłem do klasy Mat-Fiz i na maturze zdawałem matematykę jako wybrany przedmiot, ale nigdy się nie mogę tych czterdziestu dni doliczyć.
Podobno nie liczy się niedziel i Triduum Paschalnego, ale to ciągle nie chce wyjść zbyt dobrze. W lutym mamy, bez niedziel, 10 dni Postu, a w marcu 27. to daje nam 37 dni. Zatem lepiej by było dodać Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę, które wypadają w tym roku w pierwsze trzy dni kwietnia. Wtedy mamy dokładnie 40, od Środy Popielcowej do Wielkiej Soboty włącznie, minus wszystkie niedziele.
Niedziele są symbolem Zmartwychwstania, "małymi Wielkanocami". Nic dziwnego, że po rosyjsku dzień ten nazywa się воскресенье. Воскресение to oczywiście Zmartwychwstanie, a różnica jednej literki między tymi wyrazami nie zmienia w niczym faktu, że to na cześć Zmartwychwstałego Jezusa Dzień Pański tak został tam nazwany.
Swoją drogą zawsze mnie zdumiewało, czemu Wielki Językoznawca, Иосиф Виссарионович Джугашвили, znany nam jako Stalin, a potem jego następcy (czy przed nim jego Wielki Poprzednik) przeoczyli ten drobiazg? Zmieniali nazwy miast, zmieniali bieg rzek, a w niedzielę czcili, przynajmniej w nazwie dnia, Zmartwychwstanie Pańskie? Jak tak było można nie dopilnować?
Mówiąc o języku rosyjskim i o "czterdziestce", to zawsze mnie zastanawiał ten сорок. Wszystkie liczby były jak u nas, po ludzku… десять, двадцать, тридцать… a tu nagle sorok. A potem znowu normalnie: пятьдесят, шестьдесят, семьдесят …jak przykazał dobry Bóg.
Kiedyś usłyszałem w radiu, lub gdzieś przeczytałem, że "czterdzieści" w niektórych semickich językach znaczy "dużo". Stąd ten "Ali Baba i czterdziestu rozbójników". Nikt tak naprawdę ich nie liczył, ale było ich mnóstwo… Znaczy: czterdzieści.
W Biblii mamy wiele przykładów czterdziestodniowych okresów. Czterdzieści to dla Izraelitów "pokolenie", czy też generacja. Tyle lat wędrowali po pustyni, bo pokolenie pamiętające życie niewolnika, życie w Egipcie nie nadawało się do życia w wolności. Zresztą widać to wyraźnie w dzisiejszej Polsce. Dopiero połowa czasu minęła od upadku komuny i niewolnicy nadal trzymają się mocno, tęskniąc za pełnymi żołądkami, jakie mieli w "Egipcie" i stwarzając "neoEgipt".
Ale ja nie o polityce, ale o czterdziestce. Czterdzieści dni padał deszcz w czasie potopu, Mojżesz modlił się i pościł na Górze Synaj przez czterdzieści dni zanim otrzymał Kamienne Tablice, i zrobił to powtórnie, gdy je rozbił. Czterdzieści dni urągał Goliat Izraelitom, aż się doigrał, zgładzony przez Dawida. A Dawid potem był czterdzieści lat królem, tak, jak jego syn, Salomon. Czterdzieści dni szedł Eliasz mocą jednego posiłku, jaki otrzymał od anioła, by spotkać Pana na Górze Horeb i usłyszeć Go w "szmerze łagodnego powiewu". Prorok Ezechiel przez czterdzieści dni leżał na boku pokutując za grzechy Judy i czterdzieści dni pościli mieszkańcy Niniwy, nawróciwszy się po nawoływaniu Jonasza. A nasz Pan także pościł czterdzieści dni na pustyni, a po Zmartwychwstaniu pozostał z uczniami także czterdzieści dni.
To tylko kilka przykładów, znalazłoby się więcej. Nie wiem, czy mają te liczby tylko symboliczne znaczenie, czy są po prostu przypadkowe. Jednak ja nie wierzę w przypadki, zwłaszcza w Biblii.
Gdy piszę te słowa, w Polsce już po karnawale. Dochodzi trzecia w nocy, zaczął się Wielki Post. U mnie, tu, gdzie teraz jestem, w Salt Lake City, dopiero dochodzi 19. "Fat Tuesday", "Mardi Gras", ostatni dzień karnawału. Jutro zaczyna się kolejne 40 dni.
Pisałem jesienią o akcji "40 dni dla życia". "40 Days for Life". Akcji polegającej na 40-dniowych modlitwach i poście w intencji nienarodzonych dzieci. W intencji zakończenia skandalu, jakim była legalizacja mordowania nienarodzonych, niewinnych ludzkich istot w pełnym majestacie prawa. Nie będę powtarzał tu wszystkiego, każdy może przeczytać tamtą notkę. Wystarczy kliknąć TUTAJ. Ja tylko chciałbym prosić, by każdy, kto ma zamiar ofiarować coś Bogu w czasie tego Wielkiego Postu, pamiętał o nienarodzonych dzieciach. By także w tej intencji ofiarować swe posty i by za nimi prosiić w swych modlitwach.
Głęboko wierzę, że niedługo przyjdzie czas, gdy każdy z nas zobaczy, jak niemoralna, jak potworna jest aborcja. Nie tak dawno spora część, może nawet w pewnych okresach większość ludzi w Ameryce uważała, że człowiek ma prawo posiadać innego człowieka, jeżeli tylko ma on inny kolor skóry. Całkiem niedawno większość uważała, że ludzie ci nie mają prawa glosować, ani korzystać z tych samych toalet, co biali. Dziś – nie mieści się w głowie jak można było być takim ślepcem. Teraz ci sami ludzie, albo ich dzieci i wnuki, wybrali Murzyna na prezydenta. Zdumiewające.
Głęboko wierzę, że nasze dzieci i wnuki nie będą się mogły nadziwić, jak my mogliśmy być tacy ślepi, mordując w pełnym majestacie prawa ich braci i siostry. Ale by to się stało, musimy i my coś zrobić. Ofiarujmy zatem Bogu nasze drobne wyrzeczenia wielkopostne, by dał nam wszystkim łaskę zobaczenia prawdy i by aborcja stała się takim samym wstydliwym reliktem historii, jakim teraz jest niewolnictwo i rasizm.
God loves you.
Odsłon: 748 Komentarzy: 8
Sunday,14 February 2010,20:16
Kategoria: Wiadomości Sunday, 14 February 2010, 20:16
Kalwin, w uproszczeniu, wierzył, że Bóg predestynuje każdego człowieka albo do zbawienia, albo do potępienia. Człowiek nie ma żadnego wpływu na to, gdzie skończy, wybór ten został zdeterminowany przez Boga. Takie przekonanie podzielają dzisiaj niektórzy protestanci. Nie wszyscy co prawda i nawet nie wszyscy kalwiniści, prezbiterianie, ale pewna ich część – tak.
Poglądy takie znane są jako „hyper Calvinism” i głoszą, że nakaz Biblii, by się nawrócić i uwierzyć nie dotyczy każdego człowieka. Głoszą, że Duch Święty sam wybiera, czy raczej powołuje niektóre osoby do nawrócenia, a inne – nie, predestynując je do wiecznego potępienia.
Oczywiście mając całe spektrum różnego rodzaju wierzeń, przekonań i doktryn wśród protestantów, jest bardzo trudno powiedzieć, że „protestanci wierzą w to”, albo „w tamto”. Każdy z nich, wydaje się, wierzy w co innego. Jednak jeden z naszych braci na blogowisku Frondy, OwenFan, pisał ostatnio sporo na temat predestynacji i, o ile rozumiem go dobrze, on właśnie wierzy, że niektórzy ludzie są predestynowani przez Boga do wiecznego potępienia.
Jedna z zasadniczych różnic między katolikami, a protestantami w rozumieniu natury Boga polega na tym, że według Kościoła Katolickiego Bóg jest przede wszystkim Ojcem, a według protestantów – sędzią. Oczywiście i my wierzymy, że jest On sędzią, a oni także wierzą w jakimś stopniu, że jest ojcem, ale chodzi mi o to, jak przede wszystkim rozumiemy Boga.
Usprawiedliwienie, według protestantów, to przede wszystkim deklaracja ze strony Boga. My pozostajemy „kupą gnoju”, jak to obrazowo określił Luter, pokrytą „prawością Jezusa, jak śniegiem”, ale w swej istocie jesteśmy totalnie zdeprawowani i nie zasługujemy na zbawienie. Bóg Ojciec jednak, patrząc na nas, widzi tylko swego Syna i Jego prawość i deklaruje nas usprawiedliwionymi.
Ekstremalny kalwinizm idzie tak daleko, że stwierdza, że Bóg sam decyduje, kto otrzyma łaskę usprawiedliwienia, a kto jej będzie pozbawiony. Bóg, jak jakiś potworny, okrutny dyktator, stwarza sobie marionetki, bezwolnych ludzi, z którymi w okrutny sposób zabawia się, jednych wysyłając do piekła, innym dając zbawienie. Dając je także całkowicie ze swej woli i bez możliwości odrzucenia tej łaski przez człowieka.
Takie stanowisko prowokuje do zadnia kilku pytań. Na przykład niejasne się staje dlaczego Bóg stal się człowiekiem? Dlaczego przez trzy lata nauczał nas jak żyć i jak osiągnąć życie wieczne? Dlaczego wreszcie zapłacił za nasze grzechy tak wielką cenę? Po co Krzyż i Zmartwychwstanie? Jeżeli Bóg wszystko robi sam, sam decyduje, sam stwarza jednych do zbawienia, innych do potępienia, po co cała ta „szopka” z nauką, z Męką Pańską, ze Zmartwychwstaniem? Przecież Bóg tego nie potrzebuje do niczego…
O ile piękniejsza jest nauka Kościoła o Bogu – kochającym Ojcu. Piękniejsza, bo prawdziwa, a prawda zawsze jest piękna. Bóg stworzył, na swój obraz i podobieństwo, swe dzieci. Podobieństwo nie wynika z fizycznych cech, bo żaden z nas nie wygląda tak, jak Bóg. Podobieństwo polega na tym, że mamy wolną wolę i możemy podejmować decyzje, możemy kochać, możemy generować nowe życie.
Bóg okazał się ryzykantem, ale miłość zawsze wiąże się z ryzykiem. Nie można kogoś złapać, związać, zamknąć w piwnicy, czy szopie i kazać mu pokochać. Postępując tak najwyżej sprowokujemy uczucie nienawiści. Prawdziwa miłość musi być wolna.
Bóg przecież nie musiał stwarzać inteligentnych, myślących „zwierząt”. Jemu nie brakuje naszego wymądrzania się, on nie potrzebuje naszych dziel sztuki, muzyki, nie uczy się od naukowców. On wszystko wie lepiej, On mógłby stworzyć sobie muzykę i inne dzieła sztuki nieporównywalnie wspanialsze, niż my to potrafimy zrobić.
Gdyby Bogu chodziło o „potakiwaczy”, to wystarczyłby Bogu mój piesek, który każdego dnia merda ogonem na chwałę Bożą. Nie mając zresztą innego wyboru, takiego go już Bóg stworzył. Mój piesek jest więc hiperkalwinistą. Ale ja?
Ja nie. Ja jestem człowiekiem. Ja mogę Boga pokochać, mogę Go odrzucić. Mogę iść wąską i krętą drogą, której On naucza, mogę iść szerokim gościńcem, na który zaprasza mnie świat. Ale wybór należy do mnie.
Oczywiście nauka Kalwina zawiera pewne elementy prawdy. Jak każda herezja. Prawdą jest, że wszystko jest łaską Boga. To On sam mnie powołuje, On mi daje możliwość wyboru, On mnie umacnia i On ten wybór akceptuje. Bez Niego nigdy bym sam do Nieba nie doskoczył. Nikt, żaden człowiek, sam siebie nie zbawi. Jednak nie jest prawdą, jakby niektórzy ludzie nie mieli nawet szans na zbawienie. Każdy człowiek otrzymuje wystarczająco wiele łask, by zbawienie osiągnąć.
Bóg nie jest tyranem, nie bawi się naszym kosztem. Bóg jest Miłością. Każdemu człowiekowi dał szansę, każdy może zbawienie osiągnąć. Dał też każdemu wolność, możliwość prawdziwego wyboru, bo prawdziwa Miłość tylko tak może. Co więcej, przez Krzyż nauczył nas, jak potworną rzeczą jest grzech. Jak wielka jest cena, za jego odkupienie.
Bóg pokazał także, że nie ma w nim hipokryzji. Stwarzając rzeczywistość moralną, w której błędne wybory powodują cierpienie i śmierć, sam stał się człowiekiem, by tego cierpienia doświadczyć. By je niejako uświęcić, nadać mu wartość. Byśmy my mogli nasze cierpienia Mu ofiarować, jednocząc się w Jego cierpieniu.
Bóg nie jest zatem ani bezwzględnym sędzią, ani tyranem, ale kochającym Ojcem. Nie przestawia nami jak gracz pionkami na szachownicy, ale wychowuje nas, uczy, a przede wszystkim kocha. Nie chce, byśmy w Jego Domu, w Niebie byli „kupą gnoju pokrytą śniegiem”, ale byśmy byli wewnętrznie odmienieni. Byśmy byli doskonali, jak On jest doskonały. A dla tych, którzy w momencie spotkania Pana nie osiągnęli jeszcze tego doskonałego stanu, choć zmarli w stanie łaski uświęcającej, Bóg przygotował czyściec. Miejsce, gdzie każdy z nas będzie mógł do tej doskonałości dojść. I to także jest znak wielkiej bożej miłości.
Odsłon: 776 Komentarzy: 18
Saturday,13 February 2010,07:04
Kategoria: Religia Saturday, 13 February 2010, 07:04
Najpierw parę definicji. "Millennials" to Amerykanie mający dziś 18-29 lat. Poniższe statystyki dotyczą głównie tej generacji i pisząc "młodzi Amerykanie" mam właśnie ich na myśli. Następna generacja to "Generation X", mający dziś 30 – 44 lata. "Baby Boomers", wyż demograficzny, to moje pokolenie, 45-64 lata. A ludzie w wieku 65 i więcej lat, to "Greates Generation", Najwspanialsza Generacja.
Rycerze Kolumba wraz z Marist College Institute for Public Opinion przeprowadzili badania głównie wśród młodych katolików, "millennials", czyli osób w wieku 18-29 lat, pytając ich o sprawy związane głownie z wiarą i moralnością. Wyniki tych badań są często zaskakujące i na pewno zastanawiające.
41% wszystkich Amerykanów, niezależnie od wyznania, co najmniej raz w miesiącu uczestniczy w jakimś religijnym nabożeństwie. Wśród katolików nieznacznie mniej, 39%, ale wśród "Millenials" tylko 25%
W Boga wierzy 84% Amerykanów, 93% katolików i tylko 85% młodych katolików. Swoją drogą zastanawia mnie, jak można być katolikiem i nie wierzyć w Boga? Hmm… Ale pewnie na tym polegają tego typu badania. Przeprowadzający je po prostu zadają pytania. Najwyraźniej jest sporo ludzi uważających się za katolików, równocześnie nie wierzących w Boga.
64% młodych ludzi uważa, że moralność jest relatywna, że nie ma definitywnego, obiektywnego "dobra" i "zła" dla każdego. To około 10% więcej, niż Gen X, 12% więcej, niż Greatest Generation. Średnia dla całej populacji, to 56% Dla katolików wygląda to jeszcze gorzej. 63% wszystkich, 82% młodych katolików uważa, że moralność zależy od okoliczności, że jest wielkością relatywną. Wśród praktykujących katolików jest trochę lepiej, ale ciągle daleko od ideału: 46% spośród nich uważa, że nie ma obiektywnie zdefiniowanej moralności.
20% młodych Amerykanów i 21% młodych katolików uważa, że nie ma nic niemoralnego w aborcji, 58% i 66% katolików, że jest, a 23% młodych i 13% młodych katolików, że to w ogóle nie ma nic wspólnego z moralnością. Jeśli chodzi o "małżeństwa" homoseksualne, liczby te odpowiednio wynoszą (w nawiasie dane dla katolików) OK: 28% (35%), niemoralne: 47% (37%) i "moralności to nie dotyczy": 25% (28%). Rozwody: 29% (24%), 35% (35%) i 36% (41%); seks między niezamężną kobietą i nieżonatym mężczyzną: 35% (38%), 33% (20%) i 32% (42%).
Gdy chodzi o tolerancję dla "małżeństw" homoseksualnych i o seks pozamałżeński, młodzi katolicy są bardziej tolerancyjni, niż młodzi w ogóle. Jedynie w kwestii aborcji i rozwodów wygląda to nieznacznie lepiej. Ciągle jednak niezwykle dużo, bo dwie trzecie, uważa je albo za moralne, albo, że sprawy te w ogóle nie podlegają moralnemu osądowi.
88% wśród młodych ludzi, w porównaniu do 81% w całej populacji uważa, że ludzie stosują inne standardy etyczne przy prowadzeniu biznesów, niż w życiu prywatnym. 34% młodych i 25 % wszystkich ludzi uważa, że właśnie tak być powinno. Ale gdy spojrzymy konkretnie na młodych katolików, to jest jeszcze gorzej. Procent ten rośnie do 50. Połowa młodych katolików uważa, że ludzie powinni mieć inne standardy moralne w pracy, a inne w domu. Dopiero gdy zapytamy o to praktykujących katolików, procent ten spada do 21.
Kolejne pytanie, podaję oryginał, bo nie wiem, jak to najlepiej przetłumaczyć: "Some people say they are spiritual but not religious. How true or not would you say that is of you?"
Mniej -więcej oznacza to: Niektórzy ludzie twierdzą, że są "uduchowieni", ale nie religijni. Jak prawdziwe jest to stwierdzenie w stosunku do ciebie? (Chodzi o to, że wielu ludzi nie uważa żadnej zorganizowanej religii za prawdziwą, ale sami siebie uważają za osoby wierzące. Mają życie duchowe, ale nie uznają zinstytucjonalizowanych religii.
23% Amerykanów, 25% młodych i 14% katolików uważa to za prawdziwe stwierdzenie, 40, 41 i 50% za "cokolwiek prawdziwe", a 37%, 33% i 36% za całkowicie fałszywe. Jednak jak to jest możliwe, że niemal dwie trzecie młodych katolików zgadza się całkowicie, lub częściowo z tym stwierdzeniem? Mam nadzieję, że po prostu nie zrozumieli pytania…
Jeśli chodzi o praktykujących katolików, to jest tu nieznacznie lepiej. Wśród nich 9% uważa, że stwierdzenie, że są "uduchowieni, ale nie religijni" jest prawdziwe, 36%, że trochę prawdy tam jest, a 55% za całkowicie fałszywe.
Mówiąc o relatywizmie… 54% Amerykanów twierdzi, że jest w porządku praktykowanie swojej i także jakiejś innej religii. Wśród młodych Amerykanów taki pogląd ma 50%, ale wśród młodych katolików aż 61%. To niemal dokładnie tyle samo, co wśród wszystkich amerykańskich katolików, spośród których 60% nie widzi nic złego w praktykowaniu więcej, niż jednej religii. Wśród praktykujących katolików liczba ta spada do 43%, ale i tak jest, dla mnie, zdumiewająco wysoka.
Nie wygląda to wszystko zbyt różowo. Nic dziwnego, że Benedykt XVI tyle mówi o relatywizmie i indyferentyzmie wśród wiernych. Powyższe badanie opinii publicznej pokazuje, jak wielki jest to problem.
Całość badań TUTAJ (Plik .pdf, 3,8 MB)
Odsłon: 808 Komentarzy: 17
Tuesday,02 November 2010,22:09
Kategoria: Modlitwa Tuesday, 02 November 2010, 22:09
Dzisiejsze czytanie ze Starego Testamentu:
Kiedy Salomon zestarzał się, żony zwróciły jego serce ku bogom obcym i wskutek tego serce jego nie pozostało tak szczere wobec Pana, Boga jego, jak serce jego ojca, Dawida. Zaczął bowiem czcić Asztartę, boginię Sydończyków, oraz Milkoma, ohydę Ammonitów. Salomon dopuścił się więc tego, co jest złe w oczach Pana, i nie okazał pełnego posłuszeństwa Panu, jak Dawid, jego ojciec. Salomon zbudował również posąg Kemoszowi, bożkowi moabskiemu, na górze na wschód od Jerozolimy, oraz Milkomowi, ohydzie Ammonitów. Tak samo uczynił wszystkim swoim żonom obcej narodowości, palącym kadzidła i składającym ofiary swoim bogom. Pan rozgniewał się więc na Salomona za to, że jego serce odwróciło się od Pana, Boga izraelskiego. Dwukrotnie mu się ukazał i zabraniał mu czcić obcych bogów, ale on nie zachował tego, co Pan mu nakazał. Wtedy Pan rzekł Salomonowi: Wobec tego, że tak postąpiłeś i nie zachowałeś mego przymierza oraz moich praw, które ci dałem, nieodwołalnie wyrwę ci królestwo i dam twojemu słudze. Choć nie uczynię tego za twego życia ze względu na twego ojca, Dawida, to wyrwę je z ręki twego syna. Jednak nie wyrwę całego królestwa. Dam twojemu synowi jedno pokolenie ze względu na Dawida, mego sługę, i ze względu na Jeruzalem, które wybrałem. (1 Krl 11,4-13)
Gdy go słuchałem, myślałem o tych wszystkich dyskusjach na forum i notkach blogerów o politycznej sytuacji Polski, o Unii Europejskiej, o tym, co musimy zrobić, by zbawić Polskę, przywrócić Jej niepodległość, czy też na kogo głosować w najbliższych wyborach. Tymczasem powyższe słowa Pisma Świętego dają nam całkiem jasną i dość zaskakującą odpowiedź na nasze dzisiejsze polityczne problemy.
Przypomnę, że Naród Wybrany, niemal tysiąc lat po Abrahamie i paręset lat po Wyjściu z Egiptu, stał się światowym mocarstwem. Przez militarne podboje króla Dawida i przez sojusze mądrego Salomona Izrael pod rządami tego ostatniego był prawdopodobnie największą potęgą polityczną i gospodarczą na całym ówczesnym świecie. Możemy to wnioskować między innymi z tego faktu, że Salomon miał 700 żon i trzysta „żon drugorzędnych”. Żony Salomona to były niemal z całą pewnością gwarantki dobrowolnych sojuszy państw i księstw z całego regionu, „żony drugorzędne” zapewne zakładniczkami, córkami wodzów podbitych terenów, lenników Salomona.
Plan Boga był doskonały. Izrael nie miał się izolować od wszystkich, ale miał, poprzez mądrość swego władcy, nauczyć wszystkie narody o prawdziwym Bogu. I na początku to działało calkiem dobrze, jak ilustruje to poniższy fragment Księgi Królewskiej:
Również i królowa Saby, usłyszawszy rozgłos mądrości Salomona, przybyła, aby przez rozstrząsanie trudnych zagadnień osobiście się o niej przekonać. […] Następnie przyszła do Salomona i odbyła z nim rozmowę o wszystkim, co ją nurtowało. Salomon zaś udzielił jej wyjaśnień we wszystkich zagadnieniach przez nią poruszonych. Nie było zagadnienia, nieznanego królowi, którego by jej nie wyjaśnił.[…]Przemówiła do króla: Prawdziwa była wieść, którą usłyszałam w moim kraju o twoich dziełach i o twej mądrości. Jednak nie dowierzałam tym wieściom, dopóki sama nie przyjechałam i nie zobaczyłam na własne oczy, że nawet połowy mi nie powiedziano. Przewyższyłeś mądrością i powodzeniem wszelkie pogłoski, które usłyszałam. Szczęśliwe twoje żony, szczęśliwi twoi słudzy! Oni stale znajdują się przed twoim obliczem i wsłuchują się w twoją mądrość! Niech będzie błogosławiony Pan, Bóg twój, za to, że ciebie upodobał sobie, aby cię osadzić na tronie Izraela; z miłości, jaką żywi Pan względem Izraela, ustanowił ciebie królem dla wykonywania prawa i sprawiedliwości. (1 Krl 10, 1-9)
Oczywiście znamy resztę tej historii. Salomon odszedł pod koniec życia od prawdziwej wiary, pod wpływem żon zaczął budować miejsca święte pogańskim bożkom i boginkom i w konsekwencji tego Bóg odwrócił od niego swoje życzliwe spojrzenie. Izrael po śmierci Salomona się rozpadł na dwa królestwa i wkrótce, obydwa zostały całkowicie podbite. Jedno, Królestwo Judy, z Jerozolimą, odrodziło się w pewnym stopniu, ale Królestwo Izraela, czyli dziesięć zbuntowanych pokoleń, przepadło na zawsze. Dziś pozostało po nich trochę zdegenerowanych Samarytan, a o reszcie wszelki słuch zaginął.
Mamy wiele przykładów w historii, gdzie to sam Bóg wygrywał bitwy i wojny. Przykładów w Biblii jest wiele, ale i poza Biblią ich nie brakuje. Bitwa pod Lepanto w 1571 roku, czy Cud nad Wisłą to tylko dwa z nich. Pokazują one, że nie jest takie istotne ile się ma żołnierzy, statków, armat, czy koni. Ważne jest, czy Bóg jest po naszej stronie. Różaniec, modlitwa – nie są czymś nieistotnym, drugorzędnym. Jest to rzecz podstawowa. Także z militarnego punktu widzenia.
Nikt z nas nie zna bożych planów i nikt nie wie, jak będzie wyglądał świat za kilkaset lat. Jedno jest pewne: Rozwój wypadków nie zaskoczy Boga. Dla Niego nie ma bowiem „za kilkaset lat”. On teraz jest w każdym momencie historii, a cała historia jest w Bogu, jak książka w głowie autora. To my, jak czytelnicy książki, musimy strona po stronie obracać kartki historii, Bóg, autor naszej Księgi Życia, zna jej pierwszą i ostatnią kartę.
Dlatego nie można stracić będąc z Bogiem. On już odniósł zwycięstwo. Ale nie wiemy, czy Polska będzie tym krajem, a Polacy tym narodem, który do końca wytrwa w wierze i który doczeka powtórnego przyjścia naszego Pana. Być może Bóg chciał użyć nas tak, jak chciał użyć Królestwo Salomona, do nauczenia o sobie innych narodów. Jednak gdy staniemy się bezużyteczni, to czeka nas taki los, jaki spotkał dziesięć pokoleń Izraela.
Bóg nie wymyśla nowych rzeczy, Jego plan pozostaje zawsze taki sam, bo Bóg zawsze ma dobry "plan A". Czy to będzie Izrael, z Dawidem i Salomonem, czy Rzym, nawrócony i głoszący chrześcijaństwo całemu światu, czy też Polska jako zaczyn chrześcijaństwa w UE. Bo niby dlaczego nie? Skoro uczniowie Jezusa nawrócili Rzym, to czemu my nie możemy nawrócić Unii?
Nie możemy, bo nie mamy takiej wiary, jak pierwsi chrześcijanie. Nie można nikogo zarazić wiarą, gdy się jest letnim chrześcijaninem. Nie jesteśmy gotowi oddać za nią życia. I brakuje nam cierpliwości. Chcielibyśmy, by najbliższe wybory wszystko odmieniły. Tymczasem krew męczenników przez wieki użyźniała glebę, na której wyrosło chrześcijaństwo. Nic się tam nie stało w tydzień.
Droga przez nawrócenie jest długa i ciężka. Ale jest to droga pewna, a innej po prostu nie ma. Wybory? Jakie wybory? Ile razy można głosować na „mniejsze zło”, które potem zawsze okazuje się dokładnie takim samym złem, jak to „większe”. Dopóki władza będzie celem samym w sobie, dopóty politycy będą szli na kompromisy. Byle tę władzę utrzymać. I dopóki nie odmienią się serca polityków, pozostanie tak, jak jest.
Jak więc te serca odmienić? Zaczynając od siebie. Następne pokolenie polityków to będą nasze dzieci i wnuki. Zatem… musimy przede wszystkim mieć dzieci i wnuki. Wychowane w silnej rodzinie. Nauczone wiary. Nauczone przez nas, rodziców i dziadków. Nauczyciele, katecheci mogą pomóc, ale oni także są naszymi dziećmi. Zatem i oni muszą się wychować w silnych, chrześcijańskich rodzinach. Niezależnie od tego, jak na to spojrzymy, nie ma po prostu innej drogi, niż przez rodzinę.
Możemy się miotać od wyborów do wyborów, wymyślać koalicje i programy, wieszać psy na Unii, ale co nam to da? I tak niczego to nie zmieni. Ale możemy też zacząć zmieniać świat, zaczynając od siebie. Od modlitwy, od adoracji Jezusa w Najświętszym Sakramencie, od przekazywania dzieciom zasad naszej wiary, pamiętając, że najlepiej dzieci się uczy poprzez dawanie przykładu.
Nie zapominajmy też o postach. Nie tych "postach na forum", ale o poszczeniu. Dziś tłusty czwartek. Wielki Post za rogiem. A ponieważ są pewne złe duchy, które „ wyrzuca się tylko modlitwą i postem”, to wyrzućmy je. Modlitwą i postem. Bo z politycznych sposobów one się tylko śmieją. Zatem… wybór zależy od nas. Od każdego z nas. Bez oglądania się na innych.
I jeszcze jedno. Nie wiemy, ilu z nas wystarczy, by zmienić świat. Dziesięciu mogło uratować Sodomę. Może właśnie ja, albo Ty jesteś tym dziesiątym? To wie tylko Bóg. A my, dopóki nie spróbujemy, nie dowiemy się nigdy.
God loves you.
Odsłon: 878 Komentarzy: 22
Saturday,02 October 2010,00:06
Kategoria: Religia Saturday, 02 October 2010, 00:06
Pod moimi niedawnymi notkami na Frondzie ukazało się wiele uwag brata podpisującego się „OwenFan”. Poniżej moja odpowiedź na niektóre z jego argumentów. Mam nadzieję, że na wszystkie ważniejsze odpowiedziałem. Jeżeli nie, jestem pewien, że w komentarzach zwróci mi on na to uwagę, lub zapyta ponownie. Przepraszam za literówki w cytatach, nie bardzo mam czas je poprawiać. Myślę, że nie będą przeszkodą w zrozumieniu tekstu.
OwenFan: W swojej dlugiej wypowiedzi pomijasz kilka zasadniczych kwestii oraz dopuszczasz sie wieli niescislosci co do pozycji Rzymsko – Katolickiej , ktora to powinienes znac i jasno, klarownie przedstawic.
Cóż, w takim razie postaram się teraz na te „zasadnicze kwestie” odpowiedzieć.
OwenFan: Po pierwsze Solo Scriptura oznacza , iz zbior Ksiag Starego i Nowego Testamentu powstala z natchnienia samego Ducha Swietego , jako takie jest rownoznaczne to Slowu Bozemu . To Bog przemowil i w zwiazku z tym nie moze byc innego wyzszeg Autorytetu niz Slowo Boze , a wszelkie tradycje dogmaty i orzeczenia Kosciola musza sie opierac na tym i byc zgodne z tekstem Pisma Swietego.
Jest to jedynie Twoja opinia, czy też Twoja definicja. Problem z takim stwierdzeniem polega na tym, że nie zgodziłoby się z nią bardzo wielu protestantów, którzy są przekonani o tym, że sami wyznają doktrynę „sola Scriptura”.
Wpisując słowa „sola Scriptura” w gogle otrzymujemy ponad milion trafień. Wiele z nich mówi o zupełnie innych koncepcjach i ideach na temat tego, co ta doktryna miałaby oznaczać. Wikipedia podaje, że „sola Scriptura głosi, że Pismo Święte jest samowystarczalnym źródłem wiary chrześcijańskiej, a w konsekwencji – jedynym autorytetem Kościoła rozstrzygającym w kwestiach wiary i praktyki. Stąd też, w myśl zasady sola scriptura, a w przeciwieństwie do doktryny katolickiej i prawosławnej, protestantyzm nie uznaje tradycji i ustaleń Kościoła za normatywne instancje dla wiary chrześcijańskiej.” Zatem ta definicja jest także sprzeczna z Twoją.
Sami twórcy reformacji, Luter, Kalwin, czy Zwingli, nigdy nie zdefiniowali dokładnie, co termin ten miałby oznaczać. Ironią losy jest, że dzisiejsi teologowie protestanccy, definiując ten termin, często uciekają się do tradycji, wskazując na to, że nauczali tak właśnie twórcy reformacji, czy poszczególni Ojcowie Kościoła. Robią to, bo oczywiście korzystając jedynie z samego tekstu Biblii nie da się tej doktryny uzasadnić.
Mamy więc interesującą, z logicznego punktu widzenia sytuację, gdzie mamy doktrynę, o której Wikipedia pisze: „Zasada sola scriptura uznawana jest przez wszystkie kościoły protestanckie, zarówno ewangelickie, jak i ewangelikalne, za podstawowy filar teologiczny, zgodnie z głoszoną już od czasów reformacji słynną sentencją: Quod non est biblicum, non est theologicum [z łac. „co nie jest biblijne, nie jest teologią”]”, która sama biblijna nie jest.
OwenFan: To Bog przemowil i w zwiazku z tym nie moze byc innego wyzszeg Autorytetu niz Slowo Boze , a wszelkie tradycje dogmaty i orzeczenia Kosciola musza sie opierac na tym i byc zgodne z tekstem Pisma Swietego .Tylko wogole nie poruszasz tej kwestii jak wiekszosc Rzymsko – Katolickich apologetow.
Nie wiem, co robi, a czego nie, „większość Rzymsko-Katolickich apologetów”. Ja tu występuję w tylko w swoim imieniu. I niby dlaczego ma tak być, jak mówisz? Bo Tobie tak pasuje? To nie Nowy Testament jest podstawą, czy źródłem istnienia Kościoła, ale odwrotnie: Kościół dał nam Nowy Testament. Autorytet Biblii wynika z autorytetu Kościoła. To tylko dlatego, że Kościół tak naucza, wiemy, że Biblia jest Słowem Bożym. A dogmaty i w ogóle nauczanie Kościoła wynika z depozytu wiary, jaki Kościołowi przekazali Jezus i apostołowie. Nowy Testament jest częścią tego depozytu, prawda, ale z pewnością nie jest to „sola”. Nie jest to wszystko i nie jest to wyłączne źródło.
OwenFan: W swoim blogu probujesz powiedzec , ze interpretacja Pisma Swietego nie jest wartoscia nadrzedna . Czyli zrozuminie czego Pan Bog do nas powiedzial nie jest wartoscia nadrzedna !!! To ociera sie dla mnie o bluźnierstwo.
A czy zrozumiałeś, co napisałem? Pozwól zatem, że powtórzę. Napisałem: „To stwierdzenie byłoby prawdziwe, gdyby interpretacja Pisma Świętego była jakimś nadrzędnym dobrem. Tymczasem tak wcale nie jest. Nadrzędnym dobrem jest przekazywanie wiary i do tego wcale nie musi istnieć egzegeza jakiś konkretnych wersetów Biblii.” Znowu wrócę do pierwszych lat istnienia Kościoła. Wtedy w ogóle nie było Nowego Testamentu, prawda? A Kościół robił dokładnie to, co Mu zlecił Jezus: Nauczał wszystkie narody Dobrej Nowiny. Opierając się na Tradycji, na depozycie wiary, jaki otrzymał. To jest, Twoim zdaniem, bluźnierstwo?
OwenFan pisze: Co do Solo Scriptura – co do tej tresci . Trudno mi w to uwierzyc ale ty chyba nie rozumiesz istoty sporu . Solo Scriptura jest udokumentowana pozycjy okreslona przez Wyznania Wiary z XVI i XVII w. Jako przyklad moge podac Westminsterskie Wyznanie Wiary.
Bardzo dobrze, ale co to niby udowadnia? Ja Ci mogę podać znacznie więcej wyznań. A każde z nich potwierdza tylko to, co tu staram się wykazać: Sola Scriptura jest pustym hasłem bez pokrycia, w które nie wierzą nawet ci, którzy twierdzą, że jest to jeden z fundamentów reformacji.
Pierwszy raz koncept ten się pojawił w XIV wieku, nauczany przez Johna Wycliffa. Potępiony przez jego kolegów z Oxfordu, znika na 150 lat. Dopiero ponownie w XVI wieku staje się jednym z haseł reformacji. Jednak nie można powiedzieć, że sola Scriptura oznacza akurat dokładnie to, czy tamto. Doktryna ta oznacza dla każdej niemal z istniejących ponad 30 tysięcy denominacji – co innego. Nawet dla Lutra oznaczało to co innego w innych okresach jego życia, a nigdy niemal nie oznaczało tego, co sama nazwa doktryny głosi.
Tak się bowiem składa, że słowa coś znaczą. Sola Scriptura oznacza „tylko Biblia”, „wyłącznie Biblia”. Jeżeli zaczniemy cokolwiek dodawać, robić wyjątki, tłumaczyć, że to tak naprawdę oznacza co innego, bo ” Westminsterskie Wyznanie Wiary” nam tak mówi, to nie mamy już wcale doktryny sola Scriptura. Mamy wtedy ludzką tradycję.
Luter zaraz na początku swej działalności powiedział, że każdy bez problemu sam rozumie Biblię. „Nawet prosta służąca młynarza, ba, dziecko jedno z dziewięciu”. Ale już kilka lat później, w roku 1625 pisze: “Jest tyle sekt i wierzeń, ile głów. Ten człowiek nie chce mieć nic wspólnego z chrztem, inny zaprzecza sakramentom, trzeci wierzy, że istnieje inny świat miedzy tym, a Dniem Ostatnim. Niektórzy uczą, że Chrystus nie jest Bogiem, niektórzy mówią to, niektórzy tamto. Każdy prymitywny wieśniak, jak tylko się mu coś przyśni, uważa, że to szept ducha Świętego, a siebie za proroka."
Samo życie uczy bezwzględnie, że sola Scriptora jest niemożliwą doktryną. Tak jest teraz, gdy mamy, według statystyk protestanckich, niemal 40 tysięcy denominacji i tak było zaledwie 10 lat po rozpoczęciu reformacji przez Lutra, gdzie tych wierzeń było "tyle co głów". Stąd konieczność tworzenia własnych wyznań wiary przez poszczególne kościoły, by ukrócić samowolę tych, którzy akurat w Biblii widzą zupełnie co innego, niż "kościelni decydenci".
Stąd też prześladowania tych, którzy myśleli inaczej i inaczej interpretowali Biblię. Mówię o prześladowaniach przez protestantów.
Wszyscy znają przydomek "Krwawa Mary", jaki otrzymała córka Henryka Ósmego, królowa Maria Tudor. Otrzymała go, bo za jej władzy, zgładzono trzystu protestantów, w pewnym sensie za wiarę. Jednak nie jest już tak powszechnie wiadomo, że za rządów jej tatusia zamordowano 150 tysięcy katolików, gdy nie chcieli się podporządkować jego rebelii.
Potwierdza się kolejny raz, że jak kraść, to miliardy, jak mordować, to setki tysięcy, albo miliony. Wtedy historia wybacza. Zwłaszcza, gdy ją piszą zwycięzcy.
OwenFan pisze: „Ja caly czas nie widze nawet proby podjecia dyskusji .Nie chcesz sie ustosunkowac co do problemu . Podalem ci odeslanie co do historycznej definicji Solo Scriptura . Nie ustosunkowales sie co do tego . Powtorze jeszcze raz :
Jesli cos jest Natchonione Przez Samego Boga , Stworzyciela Nieba i Ziemi , Wszystkich Rzeczy Widzialnych i Niewidzialnych , Wszechwiedzacego to znaczy ,iz ten tekst dysponuje Boskimi Cechami jak nieomylnosc , pieknosc , madrosc. Dlatego tez to co jest Natchnione Przez Boga musi miec najwyzszy autorytet w kazdej dziedzinie wiary , moralnosci ,czy tez wiedzy . To co Bog Objawil jest prawda absolutna , niezalezna od jakichkolwiek ludzkich Instytucji . Dlatego wszystkie dogmaty musza miec poparcie w Pismie Swietym . Istota sporu jest to , iz Kosciol Rzymsko – Katolicki dodaje to tej tresci Wlasne Tradycje , ktore nie maja jakiekolwiek oparcia w Pismie Swietym przez to wypaczajac.”
Ja doskonale rozumiem, co piszesz, ale po pierwsze skąd wiesz, co jest natchnione, a co nie? Po drugie: dlaczego dogmaty muszą mieć poparcie w Piśmie Świętym? I jakie poparcie? Pismo Święte nie mówi wprost nic o tym, że Bóg jest jeden, w Trzech Osobach, a to jest dogmat wiary, z którym praktycznie wszyscy chrześcijanie się zgadzają. Dlaczego? Po trzecie jakie to niby własne tradycje dodał Kościół, które nie mają jakiegokolwiek oparcia w Piśmie Świętym? Czy masz na myśli może właśnie dogmat o Trójcy Świętej?
OwenFan: „Ja podalem ci pewna definicje , ktora wyznaje nawet do dzisiaj wiele konserwatywnych grup protestanckih jak Luteranie, Baptysci , Presbyterianie , Anglikanie tylko wspomniec o kilku . Prosze przeczytal poza Westminsterskim Wyznaniem Wiary inne Wyznania Reformacji i powiedz jak one sie roznia od siebie ? Chcialbym sie dowiedziec.”
Konserwatywnych grup protestanckich, jak Luteranie, Prezbiterianie i Anglikanie? Hmm… a od kiedy oni znowu stali się konserwatywni? I co z tego, że niektóre z tych grup wyznają mniej, lub bardziej zmodyfikowane Westminsterskie Wyznanie Wiary? Tysiące innych grup nie wyznaje go wcale, zarzucając tym grupom, że wcale nie wyznają zasady „sola Scriptura”.
OwenFan: Co do 30000 denominacji . Ostatnim razem slyszam o 33 tys. Liczba ta jest bardzo , bardzo zawyzona . Wg.World Christian Encyclopedia obecnie jest 8,973 protestanckich denomincacji . Takze to jest zwykla nieprawada , iz istnieje 30 tys . denominacji . Wg . Amerykanskich Apologetow Rzymsko – Katolickich jest obecnie 33tys. Protestanckich Denominacji . wg. 30 tys. Do tychze denominacji zalicza sie takze Mormonow ,Swiadkow Jehowy .Takie szastanie liczbami swiadczy o pewnym celowym znieksztalcaniu rzeczywistosci . Zreszta jesli ty chcac pozostac Rzymskim Katolikiem musisz to robic . Nie mozesz sobie pozwolic na uczciwe przedstawianie faktow .
Widzę natomiast, że Ty nie możesz sobie pozwolić na dyskusję bez złośliwości i „argumentów” ad personam. Pozwól zatem, że podam Ci źródło, z którego pochodzi liczba 40 tysięcy. I wcale nie jest to źródło katolickie. Na stronie http://www.bringyou.to/apologetics/a120.htm jest artykuł tłumaczący w jaki sposób jest to liczone i jest aktualna liczba, która wynosi, w momencie gdy to piszę, 41 385 denominacji. Polecam także ten tekst: http://www.bringyou.to/apologetics/a106.htm
Poza tym zdajesz sobie sam doskonale sprawę, że nie ma wielkiego znaczenia, czy tych denominacji jest ponad 40 tysięcy, czy 33 tysiące, czy 8973, czy pięćdziesiąt. Jest tylko jeden Kościół nieomylnie nauczający pełni Prawdy, Kościół założony przez Jezusa. Każda inna wspólnota posiada tylko część tej prawdy i każda dowodzi, że doktryna „sola Scriptura” nie tylko nie ma sensu, ale w praktyce nie prowadzi do niczego dobrego. I nie oburzaj się, że do tych denominacji zaliczono także Świadków Jehowy i Mormonów. Kto bowiem niby ma określać kto jest jeszcze, a kto nie jest chrześcijaninem? Baptyści są, Mormoni nie… ale co np. z Adwentystami? I z którymi? Jest ich tylu i tak się różnią między sobą nauczaniem, że z pewnością niektórych można uznać za chrześcijan, innych – nie. Ktoś, kto prowadzi statystyki nie musi być teologiem i nie wnika w obiektywną rzeczywistość, ale przyjmuje za dobrą monetę oświadczenia wspólnot eklezjalnych. A zarówno Adwentyści, jak i Mormoni i Świadkowie Jehowy twierdzą, że chrześcijanami są.
OwenFan: Ale zarac czy Kosciele Rzymsko – Katolickim mamy taka jednosc , czyzby rzeczywiscie Autortet Koscielny gwarantowal jednosc ? Spojrzmy na te sekularyzowane zakony zenskie w Stanach , niczym to nie przypomina zakonow w Polsce , czego te zakony ucza jaka religie wyznaja ? Albo zobaczmy na Amerykanskich Katolikow , mamy czolowe postacie zycia publicznego jak Nancy Pelosi ktora jawnie sobie olewa nauczanie "NIeomylnego Magisterium " . Chwilczke a co z tym ruchem teologi wyzwolenia w Ameryce Poludniowej ? Propagowanej przez Kaplanow Nieomylnego Kosciola Rzymsko- Katolickieg? Albo mnogosc zakonow ,ktore czesto w historii nawzajem sie zwalczaly (Jako przyklad mozna podac spor Dominikanow z Jezuitami ) . Albo zaraz w XIX w, Galikanie kontra Ultramontysci – takie spory podzialy w jedynym "prawdziwym " Kosciel Rzymsko – Katolickim ? Takze jesli podnosisz ta kwestie roznicy pogladow wsrod Protestantow , to sam siebie skazujesz na zarzut ten sam.
Wcale nie. To, że ktoś się buntuje przeciw nauce Kościoła, nie oznacza wcale, że ta nauka jest nieprawdziwa, czy błędna. Mamy jedną naukę Kościoła, którą powinien przestrzegać każdy katolik. Nie można tego powiedzieć o protestantach. Dobry baptysta jest dla dobrego luteranina heretykiem, a obaj są heretykami dla niezależnego fundamentalisty. Nancy Pelosi i inni „katoliccy” politycy, jak członkowie klanu Kennedy, czy nasz wiceprezydent, Biden, są jedynie przykładem kogoś, kto się buntuje przeciw nauce kościoła, za którego członka się uważa.
OwenFan: „Gwoli scislosci . Henryk VIII nie byl Protestantem , nie wyznawal doktryn Wiary Ewangielickiej . Zachowal Lacine w liturgi . I wierzyl w 7 Sakramentow . Co wyznawal to byl taki "Popeless Catholicsm " Rzymski – Katolicyzm bez Papieza , on wlasciwie przyja na siebie role Papieza . Z jego reki zginelo wielu Protestantow , ktorzy nie chcieli zaakceptowac jego Reform ( przykladem moze byc tutal spalony na stosie Anthony Pearson ).”
No widzisz. Sami protestanci nie mogą się zgodzić co do tego kto jest, a kto nie jest protestantem. Ale masz rację, że Henryk VIII odszedł od Rzymu nie z teologicznych powodów, ale dla prywatnej korzyści. I to majątkowej. Do końca życia wierzył w większość katolickich doktryn, choć odrzucał te, które mu nie pasowały.
Zrabowanie dóbr kościelnych to jedna sprawa, a męski potomek, to druga. By mógł te dobra dziedziczyć. A to, że mordował i katolików i protestantów, to w żaden sposób go nie wybiela. Niezależnie kogo mordował, zabił w czasie swego panowania kilkadziesiąt razy więcej ludzi, niż Inkwizycja w ciągu kilku wieków. Ale to nie on jest symbolem krwawych rozpraw z przeciwnikami, o podłożu religijnym.
OwenFan: „Nie wiem jaki ma sens porownywanie tego z Mary Stuart , ktora spalila bezprawnie Tomasza Cranmera ( prawo koscielne w tamtym okresie kazalo uniewinniac skruszonych "heretykow " ) . Ja wiem , iz jednym z ofiar Mary Stuart , byl pewien slepy starzec , ktory wyslal swojego syna do szkoly specjalnie , zeby sie nauczyl czytac , aby ten mogl czytac dla swojego dziadka Pismo Swieto , ktore dzieki Reformom wprowadzonym przez Tomasza Cranmera , stalo sie powszechne (kazda parafia miala Biblie we wlasnym jezyku , pod koniec rzadow Edwarda VI) .”
Sens jest taki, że to Maria Stuart przeszła do historii jako „Krwawa Mary”, a Henryk VIII jest bohaterem protestantów, jako ten, który wypowiedział posłuszeństwo Rzymowi. Tymczasem prawda jest dokładnie odwrotna. To Henryk jest krwawym katem i choć Maria Stuart pewnie świętą ogłoszona nie będzie, to w porównaniu do tatusia jest niewinnym aniołem.
A co do Biblii w każdej parafii, to chciałem Ci przypomnieć, że Jezus nakazał uczniom iść i nauczać, nie rozdawać Biblie. Ilekroć ktoś sam starał się przy pomocy samej Biblii dojść do prawdy – popadał w herezję. Strażnikiem depozytu wiary i wierności nauczaniu Jezusa jest zatem Kościół, nie Biblia. I choć nikt nie neguje, że czytanie Biblii jest pouczające i Kościół zawsze do tego zachęcał, to nie jest to jakaś lepsza, czy wyższa forma nauczania.
I jeszcze jedno. To nikt inny, ale właśnie Kościół Katolicki, a konkretnie św. Hieronim pierwszy przetłumaczył Biblię na język zrozumiały dla wszystkich. W jego czasach coraz mniej ludzi rozumiało grekę, łacina była językiem ludu. I przez następne tysiąc lat, a nawet dłużej, ludzie, którzy potrafili czytać, potrafili czytać także po łacinie. W Polsce łacina była jeszcze kilkadziesiąt lat temu, w okresie międzywojennym, normalnym licealnym przedmiotem. Zatem to wcale nie jest tak, że Kościół ukrywał treść Biblii przed wiernymi. Większość wiernych przez wieki nie potrafiła czytać w żadnym języku, a ci, co potrafili, znali łacinę, więc nie było wcale palącej potrzeby tłumaczenia Biblii na wszystkie języki świata. Nauczyciele wiary, kapłani – doskonale przez wieki przekazywali to, co otrzymali od Jezusa i apostołów.
OwenFan: „celem moich postow nie jest wykazanie , iz Doktryny Rzymsko – Katolickie sa do niczego . Ja uwazam , iz niektore z nich sa bledne bo nie sa oparte na Bozym Objawieniu , w wielu miesjcach temu zaprzeczaja.”
Bardzo bym prosił o konkretne przykłady. Chętnie na ten temat podyskutuję.
Owenfan: Jesli chodzi o duchownych – ty znasz zapewne ksiazy nawet biskupow , ktore popieraja Kaplanstwo Kobiet ( co jest absolutnie pozbawione sensu biorac pod uwage role Jaka Pelnia Kaplani w Kosciele Katolickim ) , obecnie szef episkopatu w Niemczech juz nie wyznaje historycznego Chrzescijanstwa ( nie wierzy , iz Pan Jezus Chrystus umarl za nasze grzechy ) . Lub spojrz niedawny konwertyta na Rzymski Katolizm – Tony Blair jawnie krytykuje nauczanie papiezy w sprawie homoseksualizmu czy tez antykoncepcji.
To w niczym nie zmienia faktu, że Kościół naucza prawdy. Żaden człowiek, żaden indywidualny biskup tego nie zmieni. Niezależnie od tego w co sam wierzy i ile razy będzie powtarzał, że Kościół naucza tak, jak on myśli.
To tyle moich uwag. Jeżeli gdzieś się wyjaśniłem nieprecyzyjnie, wyjaśnię w komentarzach. Jeżeli chodzi o króla Henryka Ósmego, polecam niedawną, ciekawą audycję w radiu EWTN na jego temat. Jest po angielsku, ale, rozumiem, OwenFan zna ten język. SŁUCHAJ POBIERZ
Odsłon: 932 Komentarzy: 28
Thursday,02 September 2010,21:37
Kategoria: Wiadomości Thursday, 02 September 2010, 21:37
Konkurs na Blog Roku 2009 zakończony. Przynajmniej dla mnie. Czy było warto starować? Czy odniosłem jakiś sukces? Czy to doświadczenie mnie czegokolwiek nauczyło? Coś mi pokazało? Odpowiedź na wszystkie z tych pytań brzmi: „Tak, ale…”
Promocja
Zaczynając swój udział w konkursie, zgłaszając do niego swego bloga, miałem bardzo konkretne założenie. Moim celem było dotarcie do kilku, czy kilkuset nowych osób, które bez tego nigdy by się o blogu nie dowiedziały. W Internecie istnieją miliardy stron. Miliony z nich są w języku polskim. Blogów zapewne są setki tysięcy. Niemal każdy teraz, od premierów po kierowców, uważa, że ma coś ważnego do powiedzenia i że inni koniecznie muszą to usłyszeć. Dlatego też większości z tych blogów nikt nie czyta, poza najbliższą rodziną. Zwłaszcza nikt nie czyta blogów kierowców, sprzątaczek, gospodyń domowych i egzaltowanych nastolatek. Nikt ich nie czyta z braku czasu, bo cały czas, jaki mieli, poświęcili na czytanie blogów polityków.
Dlatego też uważam, że jest sukcesem, że moje blogi odwiedza po kilkaset osób dziennie. Stronę www.polonus.alleluja.pl gdzie zaczęła się moja przygoda z pisaniem, odwiedziło przez ostatnie sześć lat ponad milion gości. Bloga w „Salonie24”, który zacząłem zaledwie parę miesięcy temu, odwiedziło już 25 tysięcy osób, a przecież piszę także na Frondzie i na swoim forum, odwiedzanym każdego miesiąca przez kilkanaście tysięcy osób. I choć prawdą jest, że tam większość gości przychodzi ze względu na tematy nie związane z wiarą, to jednak wielu z ich także i na te ważne czasem zagląda.
W pierwszym etapie konkursu wystartowało sześć tysięcy blogów w dziesięciu kategoriach. Sto z nich, po dziesięć z każdej kategorii, przeszło do kolejnego etapu. Wśród nich także mój, co było już olbrzymim sukcesem. Z tej setki sami czytelnicy wybierali najlepszy, ich zdaniem, blog. I tu dość długo, ku mojemu olbrzymiemu zaskoczeniu, prowadziłem. Pary nam starczyło na połowę czasu trwania konkursu, potem zsunąłem się na trzecie miejsce, by zakończyć na piątym. Ale i tak jest to niesamowity sukces.
Korwin Mikke
Gdy prowadziłem jeszcze w konkursie, ktoś posiadający Nicka „niepozorny” zamieścił taki komentarz pod jednym z moich wpisów:
„Korwin-Mikke rozpoczął standardową procedurę promowania zazwyczaj kiepskich blogów swoich kolegów politycznych […] Obawiam się, że blogi z normalnie organizowanym poparciem, w tym Pański, raczej nie mają szans. A szkoda – zagłosowałem mimo że trochę się różnimy światopoglądowo, bo to co Pan robi na to zasługuje.”
Nie bardzo wiedziałem, co ma on na myśli, ale gdy po paru godzinach po tej informacji pierwszy z promowanych przez Mikkego blogów wyprzedził mnie, zacząłem się temu przyglądać. Okazało się, że pan Mikke, sam będąc zwycięzcą jednej z poprzednich edycji konkursu, ma niesamowicie popularnego bloga, którego odwiedziło już ponad trzydzieści milionów czytelników i ma swoich „pretorianów”, którzy wpatrzeni w swego wodza wykonują dokładnie wszystko, co on im nakazuje. Zatem gdy pan Mikke zaczął im zalecać, by „ci na literę od A do C” głosowali na blog numer jeden, a ci na literę od D do N na kolejny, a ci od O do Z na trzeci”, to był to konec konkursu. Pan Mikke zdeterminował kolejność pierwszych trzech blogów.
Nie jest to ani nieuczciwe, ani nielegalne. Na tym polegają tego typu konkursy. Na zdobywaniu poparcia i jeżeli pan Mikke postanowił się zaangażować w ten konkurs – jego sprawa. Trochę zdziwienia wywołują jedynie takie komentarze, jakie zamieścił on na swoim blogu. „Niepozorny” poinformował mnie bowiem, że Mikke w pewnym momencie napisał:
"Obiecane wskazówki co do głosowania podam po północy, gdy zadzwoni do mnie „wiewiórka” z ONETu i poda aktualne dokładne dane." A notka wcześniej: Dziś zaraz po północy będzie informacja – i (nieco zmieniona) prośba o głosowanie w finale Konkursu." Korwin otwarcie chwali się jakimiś kontaktami w Onecie pozwalającymi na planowanie strategii – oszalał on?”
Zatem, okazało się, że w konkursie byli „równi i równiejsi”. My, zwykli uczestnicy, i pupilki pana Mikke, który głośno mówiąc o potrzebie wolnej konkurencji, przynajmniej w sferze gospodarczej, w konkursie wykorzystał wszystkie możliwości, nawet te nie do końca uczciwe, by żadnej wolnej konkurencji nie było. Korzystał z informacji dla nas niedostępnych i promował na niezwykle popularnej stronie internetowej nie swojego bloga, ale blogi swych faworytów, wypaczając zupełnie całą ideę konkursu.
Mnie to nauczyło jednego. Mianowicie tego jakim „mężem stanu” jest Mikke. Przypomniał mi się od razu Ronald Reagan. Prezydent kraju, który udzielił mi azylu. „Mój” pierwszy amerykański prezydent. Był on krytykowany za to, że w swej polityce promował tylko kilka rzeczy. Drobiazgi. Takie jak obalenie „mocarstwa zła”, czyli Związku Radzieckiego, obniżenie podatków, co miałby spowodować koniec recesji i powrót silnej gospodarki, zmniejszenie deficytu budżetowego i inflacji, umocnienie prestiżu i potęgi militarnej USA na świecie. Tylko tyle. I Reagan odniósł niesamowity sukces.
Wielkość Reagana na tym polegała, że miał wizję, umiał ją przekazać innym, potrafił dobierać sobie odpowiednich ludzi. Mikke nigdy czegoś takiego nie dokona, nawet, jeśli założymy, że ma podobne poglądy polityczne, czy gospodarcze. Nie dokona, bo jego wizja obejmuje wyciąganie informacji od „wiewiórki z Onetu” i angażowanie się w jakieś trzeciorzędne (z punktu widzenia wielkiej polityki) konkursy. I tak właśnie jest on postrzegany przez większość społeczeństwa. Kanapowa partia, kanapowy polityk. Mąż stanu? Hmm… Jaki stan, taki mąż. Mąż w stanie raczej opłakanym.
Przyjaciele
Gdy walczyłem o jak najlepszą pozycję w konkursie, zwracałem się z prośbą o głosy do wszystkich swoich przyjaciół. Napisałem kilka tekstów, nagrałem wideo. Odpowiedzi na te prośby przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Otrzymałem tyle cudownych dowodów poparcia, przyjaźni, wręcz miłości, że czasem wręcz nie mogłem powstrzymać łez wzruszenia. Dla nich samych warto było spróbować swoich sił. Poniżej kilka przykładów z komentarzy z youtube:
dobrze, że Hiob mówi o Bogu!! Niech będzie drogowskazem dla tych dzieciaków którym imponuje facet w wielkiej ciężarówce :D Ja też go bardzo polubiłem.. szczery, dobry człowiek, który kieruje się Bożą nauką. (michalborecki)
Hiob masz 31 głosów całą klasę zmobilizowałem (kamilredkan)
załatwiłem już dzisiaj 13 głosów nie damy się Hiobie jesteśmy z Tobą (Nubiraf)
Zorganizowałem kolejne 5 smsów. Musimy wygrać! (adamss 3003)
Popieram popieram popieram Hiobie nie ma innego wyjscia musisz wygrać. Ludziska mobilizacja wysyłać smsy bo blog najlepszy a i cel szczytny (RaFaL8590)
Jest Pan bardzo dobrym człowiekiem, ja sms już wysłałem, i nie wykluczam, że wyślę ich więcej. (wiaterek83)
Popieram Cię Hiobie jak tylko mogę…;) Bo jestem Ci bardzo wdzięczny za to co dla nas robisz te wszystkie filmiki na YouTube , kamera live i forum na którym jest masa ciekawych tematów. Osobiście bardzo Cię cenię za to wszystko. I jesteś wspaniałym człowiekiem który potrafi nie jednej osobie odmienić pozytywnie życie (GrooveBasse)
Dziękuję za wszystkie te głosy i za wszystkie SMS-y.
Prawdziwy zwycięzca.
Jednak mój blog został wyprzedzony nie tylko przez trzech pupilków Mikkego, ale także przez … blog jakiegoś księdza. Na początku myślałem, że mój blog jest jedynym „katolickim” blogiem w konkursie, ale okazało się, że nie. Że jest jeszcze blog „M jak młodość”, prowadzony przez młodego kapłana, który pokonał mnie jak najbardziej uczciwie. I dla mnie właśnie ten blog jest moralnym zwycięzcą konkursu na „bloga blogerów”.
Wyniki
Końcowa klasyfikacja wyglądała tak: Zwycięski blog otrzymał 1319 głosów, dwa kolejne, popierane przez Mikkego, odpowiednio 809 i 803 głosy. Blog młodego księdza 703 głosy, mój 626. Kolejny blog miał poniżej czterystu głosów, następne już poniżej trzystu. Niektóre, nawet spośród tych wybranych przez jurorów do dalszej rywalizacji, otrzymały zaledwie po parę sms-ów.
W tym kontekście nie można inaczej spostrzegać mojego udziału w konkursie, niż jako wielki sukces. Nie największy, mogło być lepiej, ale przecież lepiej zawsze może być. Ale konkurs udowodnił, że mój blog jest potrzebny, że dla wielu osób jest ważny, że wielu nie tylko słowami, ale głosowaniem to udowodniło. Uzyskać ponad sześćset głosów, nie mogąc samemu wysłać ani jednego, to niewątpliwie jest coś.
Jeszcze raz serdecznie dziękuję Wam wszystkim. Nie wygraliśmy laptopa, by go komukolwiek przekazać. Ale uzyskaliśmy kilkaset złotych na opłacenie turnusów rehabilitacyjnych dla osób niepełnosprawnych, poznaliśmy się lepiej, zachęciliśmy wiele osób, by odwiedziły mojego bloga, zatem wszyscy przyczyniliśmy się do czegoś dobrego. Mój blog przecież ma tylko jeden cel: Przybliżenie wszystkim Ewangelii, wyjaśnianie naszej wiary, głoszenie Dobrej Nowiny.
Bóg Zapłać!
Odsłon: 678 Komentarzy: 14
hiob
Forum: www.katolik.us Blog: www.hiob.us www.jaskiernia.com Spis treści: www.jaskiernia.org
Monday, 16 April 2012
Wednesday, 29 February 2012
Sunday, 13 May 2012
Wednesday, 29 February 2012
Wednesday, 29 February 2012
