
Monday,31 January 2011,20:13
Kategoria: Religia Monday, 31 January 2011, 20:13
2 lutego obchodzimy święto Ofiarowania Pańskiego. W Polsce popularnie nazywamy to święto Świętem Matki Gromnicznej. W Ewangelii tego święta słyszymy: Gdy upłynęły dni oczyszczenia…I tu zaczyna się problem. Dni oczyszczenia kogo? Internetowy lekcjonarz ma w tym miejscu „Maryi”: Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego… Jest to zgodne z Lekcjonarzem wydany przez Pallottinum w 1991 (tom VI, str. 51). To jest o tyle ciekawe, że ten sam Lekcjonarz podając to samo czytanie z Ewangelii według św. Łukasza 2, 22-35 w tomie I przypadające na piąty dzień Oktawy Bożego Narodzenia ma w tym miejscu: Kiedy upłynęły dni Ich oczyszczenia… Z kolei Biblia Tysiąclecia, która jak wiemy, była podstawą dla Lekcjonarza, ma w tym miejscu: Gdy potem upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego… Jak ma być? Czyje oczyszczenie miał na myśli Ewangelista? Ich czy Jej; ich czy Ich? Maryi? Maryi i Józefa? Maryi, Józefa i … Pana Jezusa?
W poszukiwaniu odpowiedzi zaglądnijmy jeszcze raz do Biblii Tysiąclecia. Przypis do Łk 2, 22 podaje: Liczba mnoga ze względu na podmiot zdania głównego odpowiadający orzeczeniu "przynieśli" lub może dlatego, że ofiarowanie Jezusa zostało objęte terminem szerszym "oczyszczenia", które, ściśle mówiąc, odnosiło się tylko do Maryi. Widać tu jakieś zakłopotanie, nie tylko autorów Lekcjonarza, ale także autora tłumaczenia Ewangelii według św. Łukasza w Biblii Tysiąclecia. Ta odpowiedź podana w przypisie rzuca trochę światła, ale nie daje jasnej i przekonywującej odpowiedzi na pytania sformułowane powyżej.
Autor przypisu ma rację, że przepis Prawa Mojżeszowego dotyczył tylko matki dziecka. Jednak zdecydowanie nie zgadzam się z autorem, że oczyszczenie odnosiło się do Maryi.
Ani ojciec, ani dziecko nie musieli poddawać się rytualnemu oczyszczeniu. Czytamy o tym w Księdze Kapłańskiej:
Kiedy zaś skończą się dni jej oczyszczenia po urodzeniu syna lub córki, przyniesie kapłanowi, przed wejście do Namiotu Spotkania, jednorocznego baranka na ofiarę całopalną i młodego gołębia lub synogarlicę na ofiarę przebłagalną. Kapłan złoży to w ofierze przed Panem, aby za nią dokonać przebłagania. W ten sposób będzie ona oczyszczona od upływu krwi. To jest prawo dotyczące tej, która urodziła syna lub córkę. Jeżeli zaś ona jest zbyt uboga, aby przynieść baranka, to przyniesie dwie synogarlice albo dwa młode gołębie, jednego na ofiarę całopalną i jednego na ofiarę przebłagalną. W ten sposób kapłan dokona przebłagania za nią, i będzie oczyszczona». (Kpł 12, 6-8)
Skoro matka dziecka i tylko ona miała złożyć ofiarę na jej oczyszczenie, dlaczego św. Łukasz pisze: Kiedy upłynęły dni ich oczyszczenia? Ewangelista nie uważał, że Maryja, która na przy Zwiastowaniu nazwana jest „Pełną Łaski”, potrzebowała oczyszczenia. Gdyby Ta, która już przed poczęciem Syna była wypełniona łaską, wymagała oczyszczenia po Jego urodzeniu, to trzebaby wyciągnąć z tego wniosek, że Jej Syn uczynił Ją nieczystą. Byłby to wniosek absurdalny. Ewangelista chce tego uniknąć pisząc "ich". Ale to staje się przyczyną dalszych pytań: Skoro ani Maryja, ani Józef, ani tym bardziej Dziecię Jezus nie potrzebowali oczyszczenia, to kim są ci, których czas oczyszczenia nadszedł?
Z pomocą przychodzi nam Liturgia. „Lex orandi, lex credendi”, co można przetłumaczyć w wolny sposób: "tak jak się modlimy, tak wierzymy". Najbardziej uroczystą formą modlitwy jest Liturgia Kościoła. Żeby zatem zrozumieć teksty biblijne trzeba je odczytywać tam, gdzie jest ich pierwotne miejsce tzn. w Liturgii. Inną pomocną zasadą są słowa św. Augustyna: Nowy Testament jest niejako ukryty w Starym, a Stary zostaje objawiony w Nowym — ostatecznie zaś w Jezusie Chrystusie. Z pomocą tych zasad przyjrzyjmy się biblijnym czytaniom święta Ofiarowania Pańskiego.
2 lutego Lekcjonarz podaje oprócz Ewangelii dwa czytania, jedno ze Starego, drugie z Nowego Testamentu (gdy święto przypada poza niedzielą, przed Ewangelią wybiera się tylko jedno z nich). Pragnę zwrócić uwagę na czytanie ze Starego Testamentu wzięta z Księgi Proroka Malachiasza. Czytamy tam słowa:
Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie. Oto nadejdzie, mówi Pan Zastępów. Ale kto przetrwa dzień Jego nadejścia i kto się ostoi, gdy się ukaże? Albowiem On jest jak ogień złotnika i jak ług farbiarzy. Usiądzie więc, jakby miał przetapiać i oczyszczać srebro, i oczyści synów Lewiego, i przecedzi ich jak złoto i srebro, a wtedy będą składać Panu ofiary sprawiedliwe. Wtedy będzie miła Panu ofiara Judy i Jeruzalem jak za dawnych dni i lat starożytnych.
Kiedy Pan przyjdzie do swej świątyni, oczyści …synów Lewiego. I to jest odpowiedź, której szukaliśmy. To kapłani Starego Przymierza zostaną oczyszczeni, i odtąd będą składać Panu ofiary czyste.
Starożytni rabini mieli powiedzenie, że wszystkie ofiary (ofiara za grzechy, całopalenia, itp.) Starego Testamentu ustaną, z wyjątkiem ofiary dziękczynienia, która będzie kontynuowana na zawsze. O ile (przynajmniej niektórzy) Żydzi widzą tu zapowiedź, że w czasach mesjańskich ludzkie postępowanie tak się poprawi, że przestaną być potrzebne ofiary ze zwierząt za grzechy, to my, katolicy wierzymy, że słowa Pisma św. Starego Testamentu i przekonanie starożytnych rabinów żyjących przez Chrystusem wypełniły się w ustanowieniu przez Pana Jezusa Eucharystii. Odtąd ci, którzy uwierzyli, że Jezus z Nazaretu jest nie tylko obiecanym Żydom Mesjaszem, ale także Synem Bożym, uczestnicząc w Eucharystii składają Bogu czystą Ofiarę dziękczynienia.
PS. To jest cześć pierwsza rozważania. Drugą część zamierzam napisać jutro.
Odsłon: 739 Komentarzy: 10
Monday,31 January 2011,17:09
Kategoria: Rozrywka Monday, 31 January 2011, 17:09
Zeby nie być gołosłownym, niżej dowód tytułowego stwierdzenia:

Tłumaczenie angielskiego tekstu:
"Zalecamy, żebyś zaprzestał wchodzić na tę stronę".
Odsłon: 556 Komentarzy: 11
Sunday,30 January 2011,21:10
Kategoria: Religia Sunday, 30 January 2011, 21:10
Słuchając kazania ks. Piotra Pawlukiewicza sprzed 3 lat, usłyszałem w nim m.in. historię o księdzu, który uczestniczył w spotkaniu przygotowawczym wizyty Ojca św. Jana Pawła Wielkiego w Polsce. W tym spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele władzy państwowej. Zapytany przez wspomnianego kaznodzieję, jaki był przebieg spotkania, odpowiedział, że nie wie, bo spóźnił się, ale jak przystało na katolika był przeciwko wszystkiemu. Myślę, że nie mówił tych słów poważnie, że żartował. Ale nawet jeśli to był żart, to wypowiada głęboką prawdę o tym, jak często katolicy są postrzegani z zewnątrz; czy też niektórzy katolicy tak myślą o sobie, że takie jest posłannictwo, być przeciwko.
Na pewno jest w tym dużo prawdy. Sam Pan Jezus był i jest znakiem sprzeciwu. To znaczy sprzeciwiano się Jemu, nie chciano Go przyjąć. Tak jest i dzisiaj. Jeśli chcemy być wierni Panu Jezusowi, to musimy się liczyć, że wcześniej czy później, spotkamy ludzi, którzy będą się nam sprzeciwiać. I druga strona medalu: Są rzeczy i poglądy, z którymi katolik nie może się zgodzić, o ile chce być wierny swojemu powołaniu. Ale to nie cała prawda. Nie jest prawdą, że katolik jest przeciwko. Jeśli można dokonać uogólnienia, to bliższe prawdy jest takie, że katolik jest za. Jak to rozumieć?
Weźmy dla przykładu 10 Bożych Przykazań. Prawie wszystkie z nich zaczynają się na „Nie”. Przykazania, które zaczynają się na „Nie”, mówią o zachowaniach, których należy unikać, bo są grzeszne. Te przykazania wyrażone się w sposób negatywny. "Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremnie". Itd. Tylko dwa są wyrażone w sposób pozytywny: "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”, "Czcij ojca i matkę swoją”. Podsumowując, możemy powiedzieć, że znakomita większość, bo 80 % procent z 10 Bożych Przykazań wyrażona jest negatywnie.
Jakaż różnica, więcej kontrast do 8 błogosławieństw Pana Jezusa, które usłyszeliśmy dzisiaj. 8 razy usłyszeliśmy „błogosławieni”. Pierwsza różnica, jaką możemy zauważyć pomiędzy Dekalogiem, a 8 błogosławieństwami, jest właśnie ta, że błogosławieństwa są wyrażone pozytywnie. Ale to nie jest najważniejsza różnica, bo każdą treść można wyrazić zarówno w sposób pozytywny, jak i negatywny. Chodzi o coś znacznie więcej. O ile Dziesięć Przykazań dotyczyło aktów zewnętrznych, Nowe Prawo, którego streszczeniem jest 8 błogosławieństw, dotyczy aktów wewnętrznych.
Dla przykładu: Piąte Przykazanie Boże mówi: "Nie zabijaj!" Dotyczy aktu zewnętrznego. Tymczasem w Kazaniu na Górze Pan mówi: Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj!; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: "Bezbożniku", podlega karze piekła ognistego. (Mt 5, 21-22)
Różnica pomiędzy Starym, a Nowym idzie dalej. To nie tylko przejście od aktów zewnętrznych do wewnętrznych, ale również, jak widać w powyższym cytacie, intensyfikacja (większe wymagania) i upowszechnienie (uniwersalizm): W Starym bratem (bliźnim) Żyda był tylko inny Żyd. Dla chrześcijanina bratem czyli bliźnim jest każdy człowiek.
Niektórzy nam zarzucają, że my, katolicy jesteśmy przeciwko aborcji. O sobie zaś mówią, że są za wyborem (pro choice). O jaki wybór chodzi? Chodzi o decyzję, czy poczęte dziecko ma się urodzić czy nie. Prawo do zabijania nazywają prawem do wyboru. Przedstawiają je jako coś pozytywnego. Słychać w tym echo słów starożytnego węża obiecującego pierwszym rodzicom: Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. (Rdz 3, 5) Inaczej mówiąc: "Będziecie sami decydować, co jest dobre, a co złe. Będziecie decydować, które życie możecie ocalić, a które zniszczyć". Echo słów kłamcy i zabójcy od początku.
Tymczasem jest inaczej: My katolicy nie tyle jesteśmy przeciwko aborcji czy przeciwko eutanazji, ile jesteśmy za życiem. Uznajemy, że życie ludzkie jest święte. Od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Ponieważ to Pan Bóg jest Jego autorem, każde życie od Niego pochodzi i dlatego jest święte. Katolik nie tylko nie zabija, ale także nie ucieka się do wymierzania sobie sprawiedliwości na własną rękę, a tym bardziej, nie ucieka się do stosowania przemocy.
Echo tego słyszymy w słowach Pana: Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Podobnie szóste przykazanie mówi: "Nie cudzołóż!" Pan w Kazaniu na Górze komentuje: A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. (Mt 5, 28) Widzimy tu te same zasady, które widzieliśmy powyżej odnośnie piątego Przykazania Bożego: uwewnętrznienie i intensyfikację. Kościół katolicki uczy, że pożycie małżeńskie jest święte. Dlatego katolicy są nie tyle przeciwko grzechowi cudzołóstwa, ile stają w obronie świętości aktu małżeńskiego. Pożycie małżeńskie jest nie tylko dobre, ale jest święte, należy do sacrum. I dlatego wszystko co się sprzeciwia świętości zjednoczenia małżeńskiego jest jego zbezczeszczeniem, profanacją. Etymologicznie profanacja oznacza wyniesienie rzeczy świętej poza świątynię.
Echo tego słyszymy w błogosławieństwie: Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Jeśli Pan Jezus w Nowym Prawie zwiększa swoje wymagania w stosunku do Starego, to tylko dlatego, że daje większą łaskę, aby tym wymaganiom sprostać. On nie tylko wymaga, ale także jest Tym, który umożliwia wypełnienie tych wymagań. On jest Tym, który daje łaskę. Więcej, On jest tym, który w Eucharystii daje siebie. To, co niemożliwe jest dla naszych słabych sił, możliwe staje się z Nim. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia (Flp 4, 13)
Odsłon: 405 Komentarzy: 6
Sunday,23 January 2011,01:58
Kategoria: Religia Sunday, 23 January 2011, 01:58
… abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli" (1 Kor 1, 10).
Żeby zrozumieć wymowę dzisiejszych czytań mszalnych potrzebujemy przynajmniej krótkiego wstępu historycznego. Co ma na myśli prorok Izajasz, gdy mówi: W dawniejszych czasach upokorzył [Pan] krainę Zabulona i krainę Neftalego (…)? Prorok mówi o czymś, co miało miejsce w przeszłości. Żeby zatem zrozumieć, o czym mówi, musimy cofnąć się trochę w czasie.
Około 1000 lat przed Chrystusem królem Izraela był Dawid. Był królem nad całym Izraelem. Podobnie jego syn, Salomon. Był królem całego Izraela. Trzeba dodać ostatnim, ponieważ po jego śmierci królestwo Izraela, składające się z 12 pokoleń, podzieliło się na dwa królestwa. Królestwo południowe to pokolenie Judy oraz małe Benjamina, które praktycznie zostało wchłonięte przez to pierwsze. Królestwo północne to pozostałe 10 pokoleń Izraela, między innymi pokolenie Zabulona i pokolenie Neftalego, o których wspomina prorok w dzisiejszym czytaniu.
Około 200 lat po Salomonie królestwo północne, zwane królestwem Izraela upadło. 10 pokoleń izraelskich zostało wziętych do niewoli zwanej asyryjskiej. Było to w roku 721 przed Chrystusem. Wzięci do niewoli nigdy nie powrócili do kraju. Zostali wchłonięci przez pogan.
Po dalszych 150 latach upadło również królestwo południowe, tzn. królestwo Judy. Jerozolima została zdobyta. Świątynia została zniszczona. Cała ludność z tego pokolenia została uprowadzona do niewoli babilońskiej. Było to w roku 587 przed Chrystusem. Około 50 lat później król perski Cyrus pozwala Judejczykom (Zydom) wrócić do ich ojczyzny. Wraca tylko jedno pokolenie. (Pokolenie Benjamina było bardzo małe, także praktycznie nie było liczone.) Wygnańcy powracający z Babilonii zaczęli odbudowywać świątynię. Było to w roku 538 przed Chrystusem. W Palestynie pozostało praktycznie rzecz biorąc tylko jedno pokolenie z dwunastu pokoleń Izraela. Od siedmiu wieków nie ma mowy o dziesięciu pokoleniach Izraela.
To jest tło dla dzisiejszej Ewangelii. Słyszeliśmy w niej o Panu: Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Pan Jezus osiadł tam, gdzie 7 wieków wcześniej zaczęła się deportacja północnych pokoleń izraelskich. Kafarnaum na pograniczu Zabulona i Neftalego stało się Jego kwaterą główną. Stamtąd wyruszał, aby, jak sam mówi, aby odnaleźć zaginione owce z Izraela («Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela». (Mt 15, 24).
Dzisiaj słyszymy o powołaniu pierwszych Apostołów: Piotra, jego brata Andrzeja, Jakuba i jego brata Jana. Kiedy ich wyśle na pierwszą misje, Pan Jezus powie: Idźcie do zaginionych z Izraela. (Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: 'Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela.' Mt 10, 5-6)
Dopiero po swojej śmierci i zmartwychwstaniu Pan Jezus pośle swoich uczniów do wszystkich narodów. Bo tylko w ten sposób można było dotrzeć do zaginionych pokoleń Izraela rozproszonych wóród pogan. Odtąd: Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteśmy kimś jednym w Chrystusie Jezusie. (por. Ga 3, 28) Od śmierci i zmartwychwstania Pana: On jest naszym pokojem. On, który obie części (ludzkości) uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość. (Ef 2, 14)
Skoro tak, to nie może być pomiędzy nami takiej sytuacji, o jakiej pisze św. Paweł Apostoł w dzisiejszym drugim czytaniu: Myślę o tym, co każdy z was mówi: Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa. Nie może być między nami podziałów, o których pisze Apostoł. Dzieląc się na różne wyznania, rozdzieramy Ciało Chrystusa. Apostoł pyta: Czyż Chrystus jest podzielony? Nie, On jest jednością i dlatego my musimy być jednością.
Jakże aktualne są słowa Apostoła Narodów. Jakby pisał je na dzisiejszy czas i szczególnie do nas, Polaków. Umiemy bowiem zdobyć się na bohaterstwo w obliczu niebezpieczeństwa i zjednoczyć się wobec wspólnego wroga, ale nie umiemy pracować w zgodzie i jedności, gdy tego zewnętrznego wroga brakuje. Umiemy wygrywać bitwy, ale nie umiemy wykorzystać zwycięstwa. Umiemy walczyć z wrogiem, ale gorzej jest jeśli chodzi o zgodną pracę w pokoju.
Ale w tym upomnieniu św. Pawła chodzi o coś więcej niż tylko jedność w narodzie. Przeżywamy tydzień modlitw o jedność chrześcijan. Rozbicia wśród chrześcijan, aż od wrogości i wojen religijnych włącznie, to rana zadana Chrystusowi. To zgorszenie przeszkadzające niewierzącym przyjąć Ewangelię.
Do modlitwy o jedność chrześcijan wzywa nas sam Pan słowami Apostoła, a Jego obietnica, że nastanie jedna owczarnia i jeden Pasterz, dodaje nam otuchy, że warto, nawet jeśli wydaje się to beznadziejne w dzisiejszej rzeczywistości. Równie beznadziejne, jeśli nie bardziej, było dla Zydów żyjących w czasach Pana Jezusa czy wcześniej, proroctwo o powrocie zaginionych pokoleń Izraela. A jednak, co jest niemożliwe dla ludzkich wysiłków, nie jest niemożliwe dla Pana Boga, bo dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych. Obyśmy Mu w tym pomagali i przyczyniali się do zjednoczenia chrześcijan naszą modlitwą i życiem zgodnym z Ewangelią.
Odsłon: 743 Komentarzy: 8
Sunday,16 January 2011,00:57
Kategoria: Rodzina Sunday, 16 January 2011, 00:57
Wczoraj przeczytałem wpis Ethelreda na temat ważności relacji ojciec-syn dla prawidłowego rozwoju tego ostatniego, a teraz wysłuchałem (wygłoszonej trzy lata temu) homilii ks. Pawlukiewicza na jutrzejrzą niedzielę . Homilia ta jest wspaniałym uzupełnieniem wspomnianego tekstu. Polecam!
Odsłon: 805 Komentarzy: 5
Thursday,01 December 2011,18:32
Kategoria: Wiadomości Thursday, 01 December 2011, 18:32
Patrząc na szopkę w naszym kościele zrozumiałem, że życie jest jednością. Nie wiem, czy to było intencją tych, którzy budowali szopkę, ale tak się złożyło, że stanęła ona bezpośrednio u stóp ołtarza Męki Pańskiej. Na dole była figura Dziecięcia Jezus, a wyżej na ołtarzu był On przedstawiony rozpięty na krzyżu. Tu przedstawiony zaraz po swoim narodzeniu; tam w chwilę po tym, jak oddał ducha w ręce Ojca. Patrząc na narodziny Dziecięcia cieszymy się; kiedy spoglądamy na Pana Jezusa umierającego czy w chwilę po śmierci jesteśmy poruszeni do płaczu.
Narodziny są opuszczeniem łona matki i początkiem samodzielnego życia – to przejście z łona matki do świata, który znamy z doświadczenia. Z kolei śmierć jest przejściem z tego świata do rzeczywistości, której nie znamy i z której nie mamy żadnego doświadczenia. Zarówno narodziny, jak i śmierć są rodzajem przejścia z jednej rzeczywistości do innej.
Z tymi doświadczeniami możemy połączyć nasze własne z naszego życia. Cieszymy się widząc narodziny dziecka w rodzinie; płaczemy na widok śmierci i składamy kondolencje tym, których ona dotyka. A jak to wygląda z perspektywy dziecka?
Psycholodzy zajmujący się badaniem przeżyć dziecka przed narodzeniem mówią, że narodziny łączy się dla niego z przeżyciami, które są porównywalne do tego, co przeżywa człowiek umierający. Dziecko opuszcza znany sobie, „swojski” świat i udaje się w inną rzeczywistość, której nie zna. Dokładnie to samo jest udziałem umierającego. Przeżywa ból, samotność i strach.
To zestawienie pokazuje, że wszystko zależy od perspektywy. Kiedy cieszymy się z narodzin dziecka, musimy pamiętać, że narodziny są dla dziecka niemiłym doświadczeniem. W taki sam sposób zaczyna się umieranie, od doświadczenia samotności i strachu przed unicestwieniem. A jak się doświadczenie kończy? To pozostaje dla nas tajemnicą. Wiara poucza nas, że zależy to od jakości życia konkretnego człowieka. Pan Bóg za dobre wynagradza, a za złe karze.
Jednak pisząc o tym chciałem zwrócić uwagę na coś innego. Szopka ustawiona przed ołtarzem Męki Pańskiej mówi nam o tym, że życie Pana Jezusa i życie każdego człowieka jest jednością. Przechodzi różne fazy, ale wciąż jest to jedno i to samo życie. Zaczyna się poczęciem i …nie ma końca.
Pan Jezus stając się człowiekiem i biorąc na siebie śmierć idzie przed nami. Uświęca życie ludzkie począwszy od poczęcia poprzez narodziny i kolejne etapy wzrastania, a w końcu poprzez śmierć. Dodaje nam odwagi i jest obecny także tam, gdzie żaden z ludzi nie może nam towarzyszyć.

Odsłon: 568 Komentarzy: 9
Monday,01 August 2011,18:15
Kategoria: Religia Monday, 01 August 2011, 18:15
Niedzielą Chrztu Pańskiego kończymy liturgiczy okres Bożego Narodzenia i jednocześnie rozpoczynamy okres zwykły w ciągu roku. Jeszcze śpiewamy kolędy (w Polsce tradycyjnie do 2 lutego), ale w Ewangelii czytamy już o dorosłym Panu Jezusie. Ten, o którym czytamy w dzisiejszej Ewangelii jest starszy o całe 30 lat od Dziecięcia, któremu Mędrcy oddawali pokłon w uroczystość Objawienia Pańskiego.
W pewnym sensie niedziela Chrztu Pańskiego odpowiada postaci Jana Chrzciciela. Stoi on bowiem na styku Starego i Nowego; jest ostatnim prorokiem Starego Testamentu, a przecież czytamy o nim w Nowym. Przygotowuje drogę, zapowiada i wskazuje na Pana Jezusa, ale usuwa się w cień, kiedy przychodzi Ten, którego przyjście zapowiadał. Ale zanim odejdzie, wbrew własnej woli, udziela Mu chrztu. To właśnie wydarzenie jest treścią jutrzejszego święta. O tym mówi Dobra Nowina przeznaczona przez Kościół do oczytania w to święto. Jest ona kontynuacją Ewangelii, którą usłyszeliśmy w drugą niedzielę Adwentu. Jan Chrzciciel zapowiada przyjście Mesjasza. Mówi o Nim, że nie jest godzien nosić Mu sandałów. Największy z ludzi pragnie stawać się coraz mniejszy, aby wzrastać mógł Oczekiwany. Prawdziwa wielkość łączy się z pokorą.
Ja jednak nie chcę tu mówić o Chrzcie Pańskim. Pragnę zwrócić uwagę na szczegół wskazany w tytule. Jan mówi o Przychodzącym: Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów (Mt 3, 11). Zainteresowałem się tym detalem. Co to znaczy: „Nie być godnym nosić komuś sandałów?” Szukałem w pismach Ojców Kościoła i znalazłem wyjaśnienie, którym chciałem się podzielić z czytelnikami. Chromatius przypomina, że w Wj 3, 5 Pan Bóg powiedział do Mojżesza: Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą. Wiemy też, że podobnie przydarzyło się Jozuemu: Zdejm obuwie z nóg twoich, albowiem miejsce, na którym stoisz, jest święte. (Joz 5, 15) Jeśli chodzi o motyw, dlaczego polecono im zdjąć sandały, musimy rozumieć to jako figura (zapowiedź) przyszłej prawdy (Chromatius). Zgodnie z prawem, jeśli mężczyzna nie chciał zaakceptować żony swego brata po jego śmierci, nie miał prawa nosić sandałów. (por. Pwt 25, 6-11). Takie prawo miał tylko oblubieniec.
W sensie dosłownym słowa z Pwt 25, 6-11 odnosiły się do poślubienia wdowy po bracie. W sensie duchowym wypełniły się i wskazują na Chrystusa, Oblubieńca Kościoła. Ani Mojżesz, ani Jozue nie byli oblubieńcami Ludu Wybranego. Dlatego nie mieli prawa do noszenia sandałów. Nie był nim także Jan Chrzciciel. Kiedy jest pytany, czy jest Mesjaszem, zaprzecza. Znamienne są słowa z Ewangelii według św. Łukasza 3, 15-16: Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: «Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. Innymi słowy: „Nie mogę odebrać Mu prawa noszenia sandałów, które są znakiem Oblubieńca”. Ja nie jestem Mesjaszem, lecz zostałem przed Nim posłany. Ten, kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem; a przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, doznaje najwyższej radości na głos oblubieńca. Ta zaś moja radość doszła do szczytu. (J 3, 28-29)
Odsłon: 539 Komentarzy: 12
Sunday,01 May 2011,02:42
Kategoria: Ogólne Sunday, 01 May 2011, 02:42
Wpis jest o nielegalnym kopiowaniu i używaniu progamów komputerowych. Autorem tego tekstu jest dr Wojciech Kosek. Artykuł zamieszczam za jego życzliwą zgodą, za którą składam mu podziękowanie.
------------------------------
– O, widzę, że masz wspaniały program! Skopiuj mi go, proszę, na mego pen–driver’a!
– Nie mogę, bo kupując ten program zapłaciłem za możliwość korzystania z niego wyłącznie na jednym komputerze. Ty byłbyś drugim użytkownikiem, korzystającym z niego w tym samym czasie co ja, a zatem nie mogę.
– Co ty, przecież wszyscy kopiują programy od znajomych! Ja sam mam ich całe…, no, nawet nie wiem, ile ich mam!
– Wybacz, ale zgodnie z umową licencyjną nie mogę…
– No wiesz, dziwię się twemu skrupulanctwu. A… „umowa licencyjna”? Jaka umowa licencyjna? Kupiłeś, więc to jest twoja rzecz! Możesz zrobić z nią wszystko, co zechcesz! To już jest twój program!
– Płacąc za ten program nie stałem się jego właścicielem, a jedynie legalnym użytkownikiem. Nie mogę, jak twierdzisz, „zrobić z tą rzeczą cokolwiek tylko chcę”, bo to nie jest „moja rzecz”, ale tego, kto ten program wypuścił na rynek, a kto go wcześniej opracował, kto zainwestował w jego opracowanie sporo pieniędzy. Zobacz, jaki ten program jest wspaniały! – to musiało kosztować wiele pracy, wykonanej przez najlepszych speców w tej branży…
– No co ty, przecież ty masz naprawdę „klapki na oczach”! Kupiłeś, więc jest twój! A skopiujesz nie na pen–driver’a tego – jak mówisz – „kto zainwestował w jego opracowanie sporo pieniędzy”, ale na moją rzecz, na moje urządzenie, które legalnie nabyłem za moje pieniądze w sklepie, za pieniądze, które zarobiłem ciężką pracą, No, skopiuj, nie ma co długo debatować o niczym!
– Byłbym nie w porządku wobec tej firmy i wobec innych ludzi, którzy uczciwie płacą za programy komputerowe…
– Co? To już nie tylko nieuczciwy wobec tego, „kto zainwestował w jego opracowanie sporo pieniędzy”, ale i wobec „innych ludzi, którzy uczciwie płacą za programy komputerowe”? A cóż tym „innym” do twojej uczciwości?
– Jak chcesz, to mogę ci to objaśnić. Pamiętam, że w szkole byłeś niezły z matematyki.
– Zgadza się. No, ma się talent po dziadku – wykładał na kilku wyższych uczelniach… Tak, był naprawdę super. Taaak. Ale przejdźmy do rzeczy – jestem ciekaw, co ma wspólnego matematyka z moim pen–driver’em i twoim programem?
– A zatem posłuchaj krótkiej opowieści dla matematyków z talentem.
Każdy wytwórca programu komputerowego musi przed podjęciem decyzji o przystąpieniu do pracy oszacować, czy zarobi „na życie” – na utrzymanie siebie i swojej rodziny. Jeśli prowadzi większą firmę, to zleci wykonanie badań marketingowych jakimś specjalistom, jeśli zaś ma firmę mniejszą, to sam podejmie trud „rozeznania rynku”. Zgadzasz się z tym?
– Oczywiście! Rozumiem, że każdy musi jeść, ubierać się, płacić za mieszkanie, itp., więc nie będzie pracował nad programem, jeśli nikt go nie kupi. Musi rzeczywiście mieć orientację, ilu mniej więcej ludzi zechce kupić jego produkt.
– Tak jest! Rozeznanie rynku polega na zbadaniu, jak duża jest grupa społeczna, której potrzeby zaspokoi ów projektowany program komputerowy.
– Rozumiem! Wiadomo, że na przykład program do analiz biblijnych będzie interesował ludzi interesujących się Biblią, a program do testów psychologicznych ludzi pracujących jako psychologowie, program do obróbki zdjęć ludzi żyjących z fotografowania lub lubiących fotografować, itd. Każdy program będzie przeznaczony dla konkretnej „grupy zainteresowanych”.
– Widzę, że mam przed sobą zdolnego rozmówcę! Zatem teraz możemy zrobić jeden krok dalej w rozumowaniu. Otóż z tej „grupy zainteresowanych” analityk marketingowy musi wyłączyć tych, którzy wprawdzie należą do tejże grupy, bo mają tę samą jak inni jej członkowie potrzebę, którą zaspokoi ów projektowany program, ale… ale nie mają pieniędzy, aby kupić program.
– Ach, tak… to można zbadać: przy zadawaniu pytań ankietowanym wystarczy prosić ich o podanie zarobków…
– Prawie „bardzo dobrze”! Do twojego pomysłu dałbym w rozumowaniu niewielką poprawkę: ankietowani zapewne nie zechcieliby odpowiedzieć wprost na pytanie o zarobki, bo to sprawa osobista. Jednakże na pewno specjaliści od marketingu mają swoje sposoby, aby poprzez zestaw pytań ustalić, czy dany człowiek jest potencjalnym nabywcą programu, czy też nie będzie go stać, bo np. właśnie teraz buduje się, kupuje samochód, wydaje córkę za mąż, itd., itp.
– Rzeczywiście! Faktem jest, że ankieta musi ukazać prawdziwy obraz rzeczywistości, to znaczy: ilu ludzi naprawdę kupi ten program, a ilu nie kupi, bo ich na to nie stać! Dobrze, ale gdzie tu jest coś super atrakcyjnego dla mnie jako matematyka?
– Jesteśmy prawie u końca rozumowania. Skoro jednak tak jesteś spragniony „specjałów dla matematyka”, to zanim postawię „kropkę nad i”, pokażę ci wzór na cenę programu:

Jeśli założymy, że „zysk producenta” = 0,20 x „koszt wytworzenia programu” (0,20 czyli 20%: jest to zysk godziwy), to wtedy:

czyli ostatecznie mamy dość prosty wzór na cenę, z jaką program będzie wystawiony w sklepach:
Dobre badanie marketingowe zapewne jest bardzo skomplikowane, uwzględnia pojawienie się na rynku programów konkurencyjnych, które odbiorą zysk konkretnemu wytwórcy. Ale ostatecznie to badanie ma pokazać, ilu nabywców (oszacowanych jako „przewidywana liczba kupujących”) dany wytwórca programu może się spodziewać, gdy włoży na wytworzenie tego produktu określony kapitał (zainwestuje w kilkumiesięczną czy kilkuletnią nawet pracę własną czy zespołu pracowników) i będzie sprzedawał ów produkt po cenie oszacowanej według tego wzoru.
Na marginesie głównego rozumowania warto zauważyć, że w wyniku obniżania ceny pojawiają się dwa, wzajemnie przeciwstawne, skutki:
– Podane przez ciebie zależności są prawdziwe, ale skomplikowane. Jednak wzór na cenę jest rzeczywiście bardzo prosty. Na jego podstawie wnioskuję, że istotny jest stosunek pomiędzy „kosztem wytworzenia programu” a „przewidywaną liczbą kupujących”. Mnie interesują oczywiście programy na najwyższym poziomie. Aby cena za takie kosztowne programy była niska, wystarczy zwiększyć „przewidywaną liczbę kupujących”!
– Otóż to! Zauważmy, że przy danych „kosztach wytworzenia programu” im więcej klientów złoży się na wytworzenie interesującego ich programu, tym mniej będzie musiał zapłacić każdy z nich z osobna.
– Ba, tylko jak to zrobić?
– Należy… a wiesz, nie powiem ci od razu,, ale… opowiem ci bajkę „z morałem”, na podstawie której zrozumiesz sekret… pomyślności życia ludzi jako nowoczesnego społeczeństwa. Czy matematyk z talentem lubi bajki?
– Oczywiście, opowiedz, proszę. Lubię zgadywać.
– Bajkę tę czytałem wielokrotnie w dzieciństwie. Jej autorem jest Hans Christian Andersen, duński pisarz i poeta XIX w. Wprawdzie już szczegółów nie pamiętam, a jedynie myśl główną, ale… literackie specjały dla ciebie samodzielnie ułożę. Jeśli zaś będziesz zainteresowany dokładnie bajką Andersena, to biblioteki czekają… Zgoda?
– Dobrze, opowiadaj, proszę!
– Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, w odległości kilku godzin drogi od siebie żyło kilkunastu przyjaciół. Mieli oni chwalebny zwyczaj, by co jakiś czas spotykać się wieczorem na wspólne pogawędki. Pewnego razu, w czasie jednej z takich wieczornic, umówili się, że na najbliższe spotkanie każdy z nich przywiezie dzban najlepszego swojego wina, przy czym wino zmieszają w jednej beczce, by następnie rozlewać je do kielichów i nim delektować się podczas wspólnej długiej rozmowy. Tak postanowiwszy rozjechali się do swoich domów.
Gdy nadszedł oczekiwany przez wszystkich dzień spotkania, przyjaciele stawili się punktualnie, każdy z nich zaopatrzony w dzban. Jedni mieli dzbany pięknie zdobione, inni wydające przecudne dźwięki przy uderzeniu… zaś każdy z nich był niemałych rozmiarów!
Po wejściu do sali biesiadnej każdy z przyjaciół po kolei podchodził do wielkiej dębowej beczki i zawartość naczynia do niej przelewał. Niejeden z nich zachwalał przy tym swój produkt jako coś, czego dawno na świecie nie było, a czym z wielką radością dzieli się ze swymi najlepszymi przyjaciółmi.
Po zakończeniu tej jakże wytwornej ceremonii wszyscy zasiedli przy jednym, bogato zdobionym stole. Teraz gospodarz spotkania zechciał oficjalnie przywitać wszystkich przybyłych, aby w ten sposób rozpocząć tak całkiem nowy zwyczaj ich wspólnoty przyjaźni. Następnie dostojnym krokiem podszedł do dębowej beczki, pod jej złoty kran podstawił starożytny grecki gliniany dzban i napełnił go z umiarem, aby nie uronić nic z cennej substancji… Podchodził do siedzących przy stole przyjaciół i każdemu osobiście nalewał ze starożytnego greckiego dzbana, ze skupieniem napełniając równie starożytne greckie szczerozłote kielichy. Na samym końcu napełnił i swój puchar. A gdy zakończył tę przejmującą posługę, stanął na swoim miejscu z kielichem w ręce i zaintonował pieśń radości. Wszyscy zebrani zerwali się z miejsc i śpiewali wraz z nim, unosząc szczerozłote kielichy w górę. Gdy zaś ostatnia zwrotka pieśni dobiegła końca, przyjaciele na znak ich związku jedności jeszcze wyżej wznieśli kielichy i w końcu ze słowami „Za naszą dozgonną przyjaźń!” wychylili ich zawartość. Lecz oto stała się rzecz niesłychana: ich nogi ugięły się w nagłym przypływie bezsiły, ich twarze pobladły w oka mgnieniu, bo oto w usta każdego z nich, o zgrozo!, nie smakowite wino, lecz zwykła woda spłynęła z drogocennych greckich kielichów!
Jak to możliwe, jak doszło do tego, że nie było się czym delektować?
Na ucho wam powiem, że sekret tkwi w tym, iż wcześniej każdy z nich we własnym domu wpadł na identyczny pomysł: „Jeśli naleję do mego dzbana wodę, a przy wszystkich szybko wleję ją do beczki, to nikt nie zorientuje się, że to nie było wino. Przy takiej ilości wina w beczce jeden dzban wody niewiele zmieni. Nikt się nie zorientuje, nikt nic nie straci, a ja choć trochę zaoszczędzę”.
– Co za historia! Co za bajka!… rzeczywiście pouczająca. I twierdzisz, że jest ona odpowiedzią na moje zastrzeżenia, tak? …
– Oczywiście!
– Czekaj, czekaj… jak to było… Acha, ty nie chcąc skopiować mi programu powiedziałeś: „Byłbym nie w porządku wobec tej firmy i wobec innych ludzi, którzy uczciwie płacą za programy komputerowe…”, a ja na to: „Co? To już nie tylko nieuczciwy wobec tego, «kto zainwestował w jego opracowanie sporo pieniędzy», ale i wobec «innych ludzi, którzy uczciwie płacą za programy komputerowe»? A cóż tym «innym» do twojej uczciwości?”.
– Tak, dobrze pamiętasz!
– Czekaj, czekaj… Spróbuję przełożyć język tej pouczającej bajki na nasz problem. Ale dla jasności wywodu będę musiał trochę ją zmodyfikować, dobrze?
– Proszę uprzejmie!
– No tak! Przyjaciele z bajki – to konkretna „grupa zainteresowanych”. Dla nich ktoś – niech będzie to gospodarz spotkania – wytwarza taki wspaniały program, który zaspokoi identyczną potrzebę każdego z nich. On inwestuje w program, więc niejako za każdego z nich wlewa do wspólnej beczki, spodziewając się, że każdy z nich po przyjściu na spotkanie wrzuci stosowną zapłatę do jego skarbonki. Okazuje się jednak, że spotkanie wypada pomyślnie, bo beczka jest napełniona wybornym napojem (program jest na najwyższym poziomie), wszyscy delektują się znakomitym produktem… Tak, ale, ale… w skarbonce gospodarza, do której każdy miał wrzucić zapłatę za jeden dzban wina, gospodarz po rozejściu się wszystkich odkrył… trochę wody… Jak to możliwe, skoro przecież każdy z uczestników na początku biesiady podchodził w uroczysty sposób do wspaniałej, greckiej skarbony, by następnie wytwornym ruchem wrzucić do niej umówionego jednego złotego dukata tak, by wszyscy słyszeli jego brzęk? Jak to możliwe, by po otwarciu skarbony nie było w niej żadnej monety, skoro wszyscy słyszeli, jak spadające dukaty uderzały o dno skarbony?
Na ucho wam powiem, że sekret tkwi w tym, iż wcześniej każdy z nich we własnym domu wpadł na identyczny pomysł: „Jeśli zrobię dukata z bryłki lodu, a przy wszystkich szybko wrzucę go do skarbony, to nikt nie zorientuje się, że to nie był dukat. Przy takiej ilości dukatów w skarbonie jeden lodowy dukat niewiele zmieni. Nikt się nie zorientuje, bo do końca spotkania on wyparuje, nikt też praktycznie nic nie straci, a ja choć trochę zaoszczędzę”.
– Ho, ho, widzę, że mam przed sobą nie tylko utalentowanego matematyka, ale i znakomitego bajkopisarza!
– Ze skromności nie potwierdzę twojej opinii. Ale skoro o matematyce mowa… to wróćmy i do niej! To samo, co w bajce, widzę teraz we wzorze na cenę! Jeżeli ja naprawdę mam jakąś konkretną potrzebę, którą zaspokaja ów program, i jeżeli ja naprawdę mam pieniądze, aby ten program kupić, to należę do grupy „przewidywanych kupujących”. Tak, statystyki nie da się oszukać! Jeżeli więc ja skopiuję od ciebie program, to nie wrzucę do skarbonki należnego dukata. We wzorze na cenę zaś jest to tak, jakbym zaniżył „przewidywaną liczbę kupujących”.
– Zgadza się! Jeżeli „przewidywana liczba kupujących” zostanie obniżona wskutek nieuczciwości tych, którzy ten programu potrzebują i którzy jednocześnie mają pieniądze na jego zakup, to wzór na cenę będzie taki:

gdzie „nowa przewidywana liczba kupujących” jest mniejsza od „przewidywanej liczby kupujących”. Gdy w ułamku zmniejsza się mianownik, to wartość ułamka rośnie – rośnie zatem cena!
– Zgadzam się! Pozwól, że jako matematyk dodam jednak coś, co ułatwi korzystanie z twojego wzoru na cenę. Mianowicie spostrzegam, że warto napisać taką prostą zależność:
„nowa przewidywana liczba kupujących” = „przewidywana liczba kupujących” x procent_uczciwych,
to znaczy: „nowa przewidywana liczba kupujących” jest iloczynem „przewidywanej liczby kupujących” i procentu uczciwych w stosunku do wszystkich należących do „grupy zainteresowania”.
Jeśli tę zależność podstawię do mianownika twojego wzoru na cenę, to otrzymam jeszcze bardziej użyteczny wzór:

z czego łatwo dowieść, że:

Warto przyjrzeć się wzrostowi ceny w miarę zmniejszania się liczby uczciwych, analizując konkretne przykłady.
Załóżmy, że tylko 70% z „grupy zainteresowania” jest uczciwych. Wówczas:

Gdy zaś 50% tylko jest uczciwych, to:

Gdy zaś 30% tylko jest uczciwych, to:

Gdy w końcu 10% tylko jest uczciwych, to:

Widać, że im mniej uczciwych, tym większa musi być cena za program.
A zatem masz słuszność twierdząc, że jeślibyś miał zwyczaj kopiowania znajomym kupione przez ciebie programy, to przyczyniałbyś się do wzrostu cen tych programów. Krzywdziłbyś zatem tych, którzy uczciwie płacą za programy, zaspokajające i ich potrzeby i potrzeby tych, którzy po cichu od kogoś je skopiowali – dla nich producent zmuszony jest wystawić program po cenie wyższej niż cena wynikająca z uczciwego zliczenia wszystkich, którzy naprawdę z programu korzystają dla swoich potrzeb!
– Brawo, brawo! Dziękuję zatem za twoją cierpliwość w naszym dialogu i za zrozumienie.
– Ja również dziękuję. Mam jednak jedną wątpliwość: a co z tymi, których nie stać na zakup programu, choć jest im potrzebny? Czy oni mogą korzystać za darmo? Nie wejdą przecież do „grupy zainteresowania” – badania marketingowe pokazałyby, że oni do niej nie należą, bo nie mają pieniędzy!
– Rozmawiałem na ten temat z księdzem. Jego odpowiedź jest bardzo jasna: Pan Bóg, który zna doskonale realia każdego pokolenia do końca czasów, zakazał kradzieży. Jedynie w sytuacjach skrajnych człowiek ma prawo bez pozwolenia skorzystać z czyichś środków potrzebnych do przeżycia. Ale i w tym przypadku powinien najpierw prosić o pomoc. Nie wolno mu tak od razu uznać, że to mu się należy. Człowiek nawet w skrajnej sytuacji powinien podejmować trud szanowania czyichś dóbr: ma on zatem obowiązek prosić tych, którzy mają i mogą go wspomóc. Dopiero wówczas, gdy naprawdę jest w potrzebie i gdy naprawdę nikt mu nie chce pomóc, ma prawo wziąć czyjeś dobro.
– Zasada rzeczywiście prosta i rzeczywiście trudniejsza niż ta, którą dotychczas stosowałem: łatwiej jest poprosić kolegę o kopię programu niż poprosić rodziców, dziadków, wujka, brata, itd. o kupienie mi programu. Łatwiej, bo przecież rodzicom trzeba by to długo tłumaczyć, a koledze nie trzeba – przecież wszyscy tak robią, więc nawet jemu nie wypada odmówić…
– W czasie naszej rozmowy ksiądz jeszcze dodał, że przykładów na podobny typ „tłumaczenia” nieuczciwości jest więcej. Ktoś, kto nie płaci za abonament telewizyjny tłumaczy się tym, że program i tak jest nadawany, i tak „leci”, więc grzechem byłoby, gdyby on nie skorzystał z tego, co tak czy tak już jest, bez względu na to, czy on płaci czy nie. Podobnie ktoś jadący bez biletu twierdzi, że autobus i tak by jechał, nawet gdyby on nie wsiadł do niego. Jeśli zatem on wsiada, by przejechać kilka przystanków, to nikt straty nie ponosi.
– A…, rzeczywiście tak mówią moi znajomi. Będę musiał im jakoś delikatnie uświadomić, że prawdopodobnie należą do „grupy zainteresowania” – tych, którzy mają potrzebę jazdy autobusem czy tych, którzy mają potrzebę oglądania TV. Chyba że nie mają naprawdę pieniędzy i zwracali się o pomoc… Wtedy zaproponuję im niewielką pomoc… Porozmawiam z nimi!
– Jesteś wspaniały! Tak, my właśnie możemy i powinniśmy dostrzegać ludzi w potrzebie i pomagać im – oczywiście jeśli naprawdę potrzebują wsparcia. Pozwól zatem, że jeszcze jedną, tym razem już ostatnią uwagę dodam do całego zagadnienia. Otóż niektórzy moi znajomi kopiują programy pomimo tego, że wytłumaczyłem im, tak jak tobie, zależność pomiędzy ceną programów a liczbą uczciwych ich użytkowników. Tłumaczą się jednak tym, że programy są za drogie i że wytwórcy tych programów są bogaczami, zbijającymi majątek na biedniejszych, zatem oni – jako ludzie nie tak majętni – spokojnie mogą uszczuplić trochę ich dochody. Czy wiesz, jak na ten problem zareagował mój znajomy ksiądz?
– No, rzeczywiście, może mają i rację. A co na ten temat mówi ten ksiądz?
– Ksiądz uważa, że wypowiadanie takich opinii jest całkowicie bezpodstawne. Przecież nikt z nas nie wie, w jakiej kondycji finansowej naprawdę jest ktoś inny. Często też opinia publiczna zalewana jest fałszywymi informacjami i na ten temat. Ksiądz uważa, że nie wolno nikogo w ten sposób oskarżać, że nie wolno rzucać na kogokolwiek podejrzeń tylko dlatego, że nam się wydaje, że mamy rację. Trzeba patrzeć na swoją kieszeń, bo ją możemy dokładnie poznać, nie zaś na kieszeń drugiego człowieka, często nam w ogóle nie znanego osobiście. Poza tym sam pomysł, iż okradanie bogatszego jest moralnie uzasadnione, szczególnie w przypadku, gdy kradnie biedny albo ktoś kradnie dla biednego, jest błędny. Stosowanie takiej reguły w praktyce prowadzi do grzechu kradzieży! Biedni też kradną, niestety. A z kolei o bogatszych trzeba powiedzieć: żaden bogaty nie jest automatycznie złodziejem! Ten ksiądz na koniec przytoczył mi dwa fragmenty z encykliki Papieża Jana Pawła II na ten temat. Oto te teksty:

– Bardzo serdecznie dziękuję za to wyjaśnienie i w ogóle za tę całą rozmowę. Na koniec muszę wyznać, że jesteś pierwszym człowiekiem, który mi odmówił skopiowania programu. Jestem ci bardzo wdzięczny za to… Idę do domu, aby posprzątać w moim komputerze – oczyścić go z programów nieuczciwie skopiowanych.
– To ja dziękuję za twoją postawę dialogu! Jesteś pierwszym człowiekiem, który zechciał ze mną tak rzeczowo porozmawiać o tych niełatwych przecież sprawach. Miejmy nadzieję, że od naszego dzisiejszego bajkowo – matematycznego spotkania zacznie się jakiś nowy czas – czas, gdy na wspólnym spotkaniu przyjaciół nie brakuje i najwyborniejszego wina, i najczystszej próby złotych dukatów!
– I radości przebywania z prawdziwymi przyjaciółmi! Do zobaczenia zatem!
dr Wojciech Kosek
Odsłon: 505 Komentarzy: 16
1
Saturday, 03 November 2012
Monday, 14 May 2012
Thursday, 05 July 2012
Wednesday, 25 April 2012
Thursday, 04 October 2012
