Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Żyć jak anioły.

Kategoria: Religia Monday, 05 July 2010, 22:34

Wobec nadciągających ze stron wszelkich lamentacji na temat upadku życia religijnego w Europie, łatwo jest uwierzyć, że stał się Zachód rzeczywiście ziemią jałową, pustynią, która nie tylko nie przynosi żadnych owoców, ale jest przede wszystkim gorzkim wyrzutem sumienia i smutnym świadectwem upadku, reliktem niegdysiejszej chwały. I choć niewątpliwie kościoły (te jeszcze nie zamienione w galerie sztuki, restauracje, czy kluby nocne) przypominające bardziej domy starców, niż Domy Boże, zamykane seminaria, pustoszejące zgromadzenia zakonne, odejście od tradycji i praktyk religijnych tak wśród osób świeckich, jak i konsekrowanych są powodami do troski o losy Kościoła, nie są ostatecznym dowodem jego upadku. Podwójnie ważnym świadectwem wobec tych, którzy odchodzą od Kościoła, lub też oddalają się od niego, są wspólnoty wierne swojemu dziedzictwu, takie jak Karmel Kirk Edge w Sheffield. Trudno bowiem o wspólnotę bardziej tradycyjną i zachowującą regułę św. Teresy z Avila, wierną Stolicy Apostolskiej, a przy tym cieszącą się obfitością powołań. Karmelitanki bose z Sheffield, wiodące życie surowe i ascetyczne, a zarazem pełne radości i pokoju pokazują, że można realizować swoje powołanie, a jednocześnie nie skazywać się na zagładę we współczesnym świecie, w którym tyle oskarżeń wysunięto pod kątem skostniałych klasztorów, wymagających ponoć „przewietrzenia” – jedynego skutecznego środka, który przygotować je może na wyzwania nowoczesności. Karmelitanki z Sheffield jak nikt inny ukazują swoim życiem, że „przewietrzenie” takowe mało ma wspólnego z powiewami Ducha Świętego i że droga do rozwoju i odnowy Kościoła nie prowadzi przed odrzucanie tego, co sprawdzone przez wieki, ale przez jak najwierniejsze zachowywanie depozytu złożonego w nasze ręce przez poprzednie pokolenia.

"…we współczesnym świecie, w którym tyle oskarżeń wysunięto pod kątem skostniałych klasztorów, wymagających ponoć „przewietrzenia” – jedynego skutecznego środka, który przygotować je może na wyzwania nowoczesności".

Karmel pod wezwaniem Ducha Świętego w Sheffield powstał w 1911 roku jako fundacja londyńskiego Karmelu z Notting Hill i szczyci się bezpośrednim pokrewieństwem z Karmelem św. Józefa – pierwszej fundacji św. Teresy Wielkiej. To właśnie zakonnice z Kirk Edge należały do grupy karmelitanek bosych, która złożyła w Stolicy Apostolskiej prośbę o zatwierdzenie poprawionych Konstytucji z 1581 roku, które istotnie uzyskały aprobatę papieża Jana Pawła II i są obecnie znane pod nazwą Konstytucji Matki Maravillas, lub też Konstytucji z 1990 roku.

Od samego początku swojego istnienia karmelitanki bose walczyły o jedność w swoim zakonie. Trudności jakie napotykały na swojej drodze po śmierci Matki Reformatorki są szczególnie widoczne w życiu jej wiernych towarzyszek, które kontynuowały zapoczątkowane przez nią dzieło odnowy Karmelu, jak choćby świątobliwej Matki Anny od Jezusa, czy siostry Marii od św. Józefa Salazar. Jakby świadoma niebezpieczeństw czekających na jej córki duchowe, leżąc już na łożu śmierci, zwróciła się św. Teresa do swoich współsióstr tymi słowami: – Moje córki zaklinam was na miłość Boga i błagam, abyście dokładały jak największych starań w zachowywaniu Reguły i Konstytucji, bowiem jeśli zachowywać je będziecie wiernie, żaden [inny] cud nie będzie potrzebny do waszej kanonizacji.

 

Karmel Najświętszych Serc z Colorado Springs, USA. Codziennie jest tam odprawiana msza święta w rycie trydenckim.

 

Jej słowa nabierają nowego, o wiele głębszego znaczenia w obliczu Drugiego Soboru Watykańskiego i zapoczątkowanej przezeń odnowy życia konsekrowanego realizowanej m.in. poprzez dostosowywanie konstytucji zakonów i zgromadzeń religijnych do potrzeb nowoczesności. Z końcem lat 70-tych do zakonu karmelitańskiego wkradło się rozluźnienie reguły i budząca zaniepokojenie swoista pobłażliwość dla pewnych praktyk (na przykład takich jak ścisła klauzura czy zakrywanie twarzy przez mniszki) uznanych za nieprzydatne anachronizmy, dlatego w ramach posoborowych reform ojcowie karmelici zdecydowali, że zamiast dostosowywać stare konstytucje najlepiej będzie je po prostu napisać od nowa. I tak, podczas gdy karmelici bosi, kolokwialnie rzecz ujmując, dali się porwać duchowi Vaticanum Secundum, wiele sióstr było zaniepokojonych tym faktem oraz obawiało się jak może to wpłynąć na ich wspólnoty, ponieważ to właśnie ojcowie są niejako duchową głową Zakonu Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. Z tego właśnie powodu niektóre z klasztorów (głównie fundacje hiszpańskie) pod przewodnictwem św. Marii Maravillas od Jezusa podjęły osobną inicjatywę odnowienia konstytucji zakonnych, realizowaną niezależnie od działań przedsięwziętych przez ojców karmelitów (i przy ich niejakim sprzeciwie), która polegała na zachowaniu oryginalnych Konstytucji napisanych przez św. Teresę z Avila, dostosowując je przy tym do wymogów Kodeksu Prawa Kanonicznego oraz dokumentów soborowych. Nadrzędnym celem Matki Maravillas było uchronienie Zakonu przed utratą charyzmatu, stąd wszystko, co robiła zmierzało do tego, aby odnowa ducha nie oznaczała zarazem jego odmiany. Często przywoływała ona słowa św. Teresy: „Niechaj [wszystkie siostry] pomną, że korzystając z uchybień naszych w rzeczach małych, diabeł powoli otwiera sobie wyłomy i podkopy, którymi potem wciskają się rzeczy coraz większe. Niechaj nigdy nie mówią sobie: ‘to rzecz małej wagi, to przesadna, niepotrzebna surowość’. O córki moje, nie jest rzeczą małej wagi, cokolwiek nas wstrzymuje w postępie do wyższej doskonałości! Na miłość Pana naszego proszę was wszystkie, pomnijcie, jak prędko wszystko na tym świecie się kończy, jak wielką łaskę uczynił nam Pan, powołując nas do tego Zakonu, jak ciężka kara spotkałaby każdą, która by dała początek jakiemu tej świętej Reguły naszej zwolnieniu” (Księga Fundacji 29, 32-33). 8 grudnia 1990 roku ich praca została uwieńczona sukcesem – Ojciec Święty Jan Paweł II zatwierdził i promulgował Konstytucje przedłożone mu przez siostry; rok później zaś z podobną aprobatą spotkały się nowe Konstytucje napisane przez ojców. W ten sposób zakon karmelitański posiada dwie różne wersje konstytucji zakonnych, a każdy Karmel miał możliwość indywidualnego wyboru pomiędzy nimi. Znakomita większość zdecydowała się na przyjęcie konstytucji z 1991 roku – w Polsce tylko klasztory z Łodzi i Kalisza odważyły się iść pod prąd.

"Nie twierdzę tutaj, że Konstytucje z 1991 roku są złe – wiele wspólnot, które je przyjęły wiedzie bowiem życie godne córek św. Teresy. Zezwalają one jednak na pewną dowolność, która może mieć zgubne skutki."

 

Każdy Karmel jest inny i każdy ma swój bardzo specyficzny charakter – nie znajdziemy dwóch takich samych fundacji, bo wszystko zależy od sióstr, które je tworzą. Nie twierdzę tutaj, że Konstytucje z 1991 roku są złe – wiele wspólnot, które je przyjęły wiedzie bowiem życie godne córek św. Teresy. Zezwalają one jednak na pewną dowolność, która może mieć zgubne skutki. Niekoniecznie też każdy klasztor zachowujący Konstytucje przygotowane przez Matkę Maravillas jest niebem na ziemi, ale zdecydowanie nie ma wśród nich takich, które zmieniły krój habitu, czy też nie przestrzegają klauzury. Jednak jeszcze ważniejsze jest to, że zachowując wierność w sprawach wielkich, nie zaniedbują jednocześnie tych maleńkich, zdawałoby się nieistotnych zwyczajów praktykowanych od czasów św. Teresy. W Kirk Edge do dziś podczas rekreacji jedna z sióstr przypomina od czasu do czasu kołatką o obecności Bożej mówiąc: „Pamiętajmy, że Pan jest z nami”.

Odsłon: 543 Komentarzy: 0


O burkach, pępkach i stringach.

Kategoria: Polityka Thursday, 25 February 2010, 13:11

 

Przeciwnicy planowanego we Francji zakazu zakrywających całe ciało strojów islamskich wszelkimi sposobami i za pomocą najperfidniejszych chwytów erystycznych starają się przekonać opinię społeczną, że zakaz burek równa się apoteozie stringów, że jest niczym innym jak tylko afirmacją golizny w przestrzeni publicznej i to zarówno tej stricte materialnej, jak i duchowej. – Zmuszanie Yasminy aby zdjęła chustę, spacerując z dziećmi w parku, albo zabranianie uczennicom noszenia chust w szkole – to pretekst do szykan wobec wszystkich wierzących. – Pisze Jurgen Stolz na Forum Frondy – Nie muzułmanie są winni, że zachowują się po muzułmańsku. I nie muzułmanie ucierpią z powodu francuskich marzeń o egalite. – Zestawianie dwóch kompletnie różnych rzeczy i wysnuwanie na tej podstawie wniosków, które nie mają pokrycia w rzeczywistości to typowy zabieg, ukazujący jedynie z bolesną wyrazistością, iż przeciwnicy zakazu burek nie tylko nie rozumieją czym burka jest, ale także że nie mają bladego pojęcia co planowana ustawa przewiduje i dlaczego oraz jak się to ma do zasad wolności religijnej, wychodząc w prostego założenia, że skoro wróg mojego wroga jest moim przyjacielem, to trzeba bić francuskich sekularystów tak, żeby równo puchło, krzycząc przy tym w niebogłosy, że to owszem – nas biją. Niewątpliwie poruszają przy tym niezmiernie interesujący problem (bo rzeczywiście, jeśli pozwalamy na goliznę, czemu nie pozwalamy na zbyteczny nadmiar materiału), niestety dylemat ten leży niejako na obrzeżach awantury o burki, zaś cała argumentacja opiera się bardziej na emocjonalnej papce zapodawanej przez “Fakt”, niźli na faktach sensu stricto, a od tychże powinniśmy zacząć.

Ab ovo. Burki i nikaby (bo o zakazie tychże dyskutujemy, nie zaś o wyeliminowaniu muzułmańskiego okrycia głowy zwanego hidżabem) nie są wymagane w Koranie. Koran (oraz hadisy, czyli przypowieści o życiu Proroka i jego towarzyszy) stwierdzają owszem, że niewiasta powinna się przyodziewać skromnie i okrywać w miejscach publicznych, ale problem w tym jak interpretować oryginał arabski. Jilbab oznacza strój zewnętrzny, ale nie wiadomo, czy jest to coś w rodzaju płaszcza, czy coś w rodzaju dzisiejszej burki, która zakrywa także twarz i dłonie. Czy z kolei słowo juyub oznacza łono li i jedynie, czy łono z przyległościami (a to jest ze wspomniana twarzą, szyją oraz głową)? I tak oto, podczas gdy większość muzułmanek po prostu ubiera się skromnie, a głowę nakrywa chustą, zdecydowana mniejszość optuje za niezwykle ścisłą interpretacją pisma (podkreślam interpretacją, a nie literalnym nakazem religijnym), który to wybór czasem podyktowany jest względami kulturowymi (w przypadku niewiast pochodzących z Afganistanu, tudzież Arabii Saudyjskiej), a czasem (coraz niestety częściej) chęcią zademonstrowania specyficznej postawy religijno-politycznej znanej pod nazwą islamizmu. W tym sensie burka, czy nikab nie jest wyrazem pobożności, jest wyzwaniem rzuconym społeczeństwu i państwu, wymuszającym uznanie inności islamu, a w konsekwencji dostosowanie się do jego potrzeb, bez względu na to, jak bardzo potrzeby te ograniczają, a czasem eliminują prawa innych. Podobnego zdania są także i muzułmanie, tacy, jak Hassen Chalghoumi, paryski imam tunezyjskiego pochodzenia, który w pełni popiera zakaz argumentując to faktem, że chusty w pełni zakrywające twarz nie mają podstaw koranicznych i należą do mniejszościowej tradycji, odzwierciedlającej ideologię, która w pewnym sensie torpeduje islam jako religię.

Niestety, rzeczy oczywiste dla muzułmanina umykają wyznawcom złotego cielca politycznej poprawności. Oczadzeni dymem bijącym od kadzideł praw człowieka i nie mający najmniejszego rozeznania pośród tego, co religijnie niezbędne i nieodzowne, a tym, co stanowi faryzejski pokaz upolitycznionej tradycji, często penalizują oni zdrową reakcję obronną przeciw agresywnemu islamizmowi nie rozumiejąc, że w ten sposób z niechlubnych wyjątków tworzy się normę. Tak właśnie stało się w słynnej sprawie 16-letniej uczennicy z Luton. Shabina Begum była uczennicą Denbigh High School, szkoły w której nie tylko 79% uczniów stanowili muzułmanie, ale także prowadzonej przez dyrektorkę muzułmankę. Mundurek szkolny w tej placówce został dostosowany na potrzeby Brytyjczyków 2.0 i składał się z shalwar kameez (luźnej tuniki i spodni, stroju typowego dla subkontynentu indyjskiego), dla dziewcząt zaś była przewidziana stosowna chusta.  Shabina jednakowoż, szczęśliwa siostra dwóch braci, aktywistów Hizb ut-Tahrir zdecydowała, że mundurek szkolny jest za mało islamski i podpuszczona przez starsze rodzeństwo zaczęła przychodzić do szkoły w okrywającym całe ciało jilbabie. W marcu 2005 wygrała sprawę sądową przeciw własnej szkole, która na taką arabizację nie chciała się zgodzić, jej adwokatem zresztą była sama Cherie Blair, żona Tony’ego Blaira. Właśnie takie casusy są wiatrem dmącym w żagle młodych radykałów, dla których wzorem jest Prorok i jego towarzysze, punktem odniesienia Koran i hadisy, a ostoją tożsamości umma (czyli wspólnota wierzących); radykałów, którzy z państwem walczą nie tyle o prawo do praktykowania zasad własnej religii (bo prawo to nie jest kwestionowane nigdzie w Europie), ale o wymuszenie na tymże państwie dostosowanie się do ich potrzeb, daleko przekraczających religijne. Analogicznie rzecz biorąc, identycznie absurdalnym byłoby wymaganie od francuskiego rządu całkowitego zakazu sprzedaży pokarmów w Wielki Piątek motywując to chęcią religijnej obserwancji.

Francuskie ministerstwo spraw wewnętrznych, na podstawie dwóch niezależnie przygotowanych raportów stwierdziło, że około 2000 kobiet we Francji nosi burki/nikaby; znakomita większość z nich liczy sobie mniej niż 30 lat (najmłodsza to zaledwie pięcioletnia dziewczynka) i zamieszkuje wielkie miasta, a 26% (ponad jedna czwarta!) to francuskie konwertytki. Nieodmiennie, w sytuacji, kiedy można nosić hidżab spełniając przy tym wymagania religijne, decyzja o wyglądaniu jak samotny czarny żagiel nie wypływa z pobudek religijnych, ale jest podyktowana chęcią sprowokowania rodziny, otoczenia, społeczeństwa. Jest wyrazem wojującego islamizmu, nieodłącznym znakiem rozpoznawczym towarzyszącym salafistom i wahabitom. Liczb tych, jakkolwiek procentowo nieistotnych nie można ignorować, albowiem burka, to nie tylko kwestia marginesu społecznego pragnącego nadawać ton całej wspólnocie, z czym zgadza się choćby André Gerin, były burmistrz lyońskiego przedmieścia Vénissieux, to także doskonały miernik wzrostu fundamentalizmu. Wtóruje mu w tym przekonaniu Mohamed Abdi, specjalny doradca minister Fadeli Amary (muzułmanki), przypominając, że zaobserwowany wzrost popularności burek w ciągu ostatnich piętnastu lat zupełnie zaskoczył tak Francuzów, jak i Belgów, Brytyjczyków, czy Holendrów, którzy uważając je za zjawiska marginalne nie potrafili zrozumieć dlaczego na ulicach widać coraz więcej kobiet przyobleczonych w podobne szaty.

Jak ustaliliśmy zatem 1) burka/nikab nie jest strojem wymaganym koranicznie, a zatem nie jest strojem niezbędnym do poprawnej obserwancji islamu, ponadto zazwyczaj 2) jest przejawem nie tyle gorliwości religijnej, ile określonej stancji ideologicznej kojarzonej powszechnie z takimi nurtami jak salafizm i wahabizm przyjmowanej głównie przez 3) ludzi młodych i konwertytów w celu wymuszenia na państwie dostosowanie się do ich potrzeb, daleko przekraczających religijne, a będących często przedtaktem działalności terrorystycznej. Burka jest przeto przysłowiowym czubkiem góry lodowej, a czasem także jaskółką, która nie czyni wiosny, lecz zimę.

Francja nie jest odosobniona w swoim podejściu do burek i demonizowanie jej niesławnej antyreligijności w tym akurat przypadku nie ma żadnego sensu. Takie same reakcje na burki można bowiem zaobserwować w całej Europie łącznie z wycofującą się rakiem z bagien multikulturalizmu Wielką Brytanią (choćby tu informacje o tym, jak odmówiono studentce prawa do zakrywania twarzy na uczelni). W Belgii nie tylko zakazano okryć głowy w szkołach, ale także w innych urzędach, jak choćby w sądzie, gdzie każdy obywatel ma obowiązek stawić się z odkrytą głową przez szacunek dla urzędu. W historii tutaj opisanej można przeczytać jak dwie muzułmanki poproszone o odkrycie głowy wolały opuścić salę. Nie jest to jedyny taki przypadek, nie jest to zjawisko obecne wyłącznie w Belgii. W pierwszej austriackiej rozprawie dotyczącej wyhodowanego na wiedeńskim łonie islamskiego terroryzmu na ławie oskarżonych zasiadła para utrzymująca, że są małżeństwem (pobrali się podczas ceremonii religijnej i nie zawracali sobie głowy dopełnieniem cywilno-prawnych formalności). Oskarżona o przynależność do Al Kaidy i czynny udział w planowaniu zamachów terrorystycznych (można spróbować odnaleźć w internecie sprokurowany przez nią filmik, w którym grupa nazywająca się dumnie Głosem Kalifatu grozi atakami skierowanymi przeciwko Niemcom i Austrii), 21-letnia konwertytka Mona S. pojawiła się pierwszego dnia w sądzie przyodziana w gustowną czarną burkę, której zdjęcia naturalnie odmówiła. Zakaz burek nie jest obcy także Duńczykom, jest rozważany przez Holendrów, oraz Włochów. Na razie są to zakazy miejscowe, lub dotyczące szczególnych sytuacji, ale ogólna tendencja jest prosta do odczytania. Zazwyczaj też nie są to decyzje uprzedzające rozwój wydarzeń, ale odpowiedzi na konkretne i zaistniałe sytuacje. Weźmy choćby to, co zaszło na jednym z basenów w Weronie, gdzie konwertytka pojawiła się przyodziana w wynalazek zwany burkini, twierdząc, że ma do tego pełne prawo. Religijne. Otóż nie ma, a postępowanie takie jest niczym innym, jak tylko po mistrzowsku realizowaną taktyką salami, która wychodząc od zagwarantowania prawa do wolności sumienia, dochodzi niepostrzeżenie do obowiązku dostosowania się większości do mniejszości, jak to się stało w Londynie, gdzie początkowa aprobata dla burkini doprowadziła w końcu do sytuacji, w której niemuzułmanie nie mogli korzystać z basenu, jeśli się gustownie nie przyodziali w prześcieradło, albowiem ich skąpe stroje kąpielowe obrażały delikatne uczucia muzułmanów, na końcu zaś zupełnie odmówiono im wejścia.

Chęć noszenia burek nie jest zatem sytuacją, w której ścierają się dwie wolności, tak dzieje się kiedy mamy wybór pomiędzy szacunkiem dla własnej wolności, a zasad cudzej wiary. Na przykład podczas wycieczki szkolnej do meczetu Dortheavej prowadzonego przez duńskie Towarzystwo Wiary Islamskiej (słynnego nie tylko z powodu niesławnego Abu Labana, ale także jego złotoustego następcy Mostafy Chendida, który publicznie głosił, że wszystkie kobiety powinny nosić chusty, jako że 10% wszystkich mężczyzn to maniacy seksualni), jedna z uczennic Amanda, została zmuszona do pozostania w szkole, albowiem odmówiła przyodziania się w chustę. Ale był to jej wybór: mogła chustę włożyć, nie byłoby problemu prawda. Chęć noszenia burki odnosi się raczej do sytuacji, w której wolność jednej osoby pragnie się przekuć na obowiązek kogoś innego. I to nie tylko noszącego, ale też tego, kto z noszącym ma do czynienia. To takie właśnie zachowania sprawiają, że muzułmanki, które w ogóle nie chcą głów okrywać są bite (jak o tym mówi Gerd Fleischer, szefowa norweskiej organizacji samopomocowej dla emigrantów i uchodźców). Nic też dziwnego, że pobicia te dość łatwo przeradzają się w morderstwa. Jest to przerzucanie ciężaru własnej decyzji na kogoś innego, przy jednoczesnym pozbawianiu tej drugiej osoby możliwości dokonania własnego wyboru.

Zakaz burek i nikabów jest jedynym rozsądnym rozwiązaniem leżącym w kompetencjach świeckiego państwa, pragnącego zachować nie tyle kompletną neutralność sfery publicznej (co po pierwsze jest zupełnie niemożliwe, po drugie, nie kłóci się z wyznawaniem chrześcijaństwa akurat), ile utrudnić radykalizację i wskazać, gdzie przebiega subtelna granica pomiędzy ekspresją religijności, a religijnym ekspresjonizmem politycznym. Inercja prowadzi tylko do tego, że to od nas będzie się w niedalekiej przyszłości wymagało dostosowywania do zwyczajów muzułmańskich (np. brytyjskie policjantki bez względu na wyznanie już dziś są zobowiązane okrywać głowy wchodząc do meczetów), a niejaki Anjem Choudary otwarcie mówi, że każda Brytyjka powinna nosić burkę, bo tego właśnie wymaga prawo koraniczne. Wystarczy o burkach trochę poczytać, zapoznać się z tym, kto nikaby nosi i dlaczego, a przestanie się przestanie jeden użyteczny idiota z drugim dziwić, że się takich strojów zakazuje. Od z dumą noszonej burki do z dumą detonowanej bomby nie jest daleko, co ładnie sobie można zwizualizować na przykładzie niejakiej Muriel Degauque (skądinąd Belgijce z dziada pradziada).  Zamiast więc przyjmować na wiarę wszystko, co w temacie burek piszą tak zwane opiniotwórcze media, zachęcam, aby opinie wyrobić sobie samemu po solidnym zapoznaniu się z tematem. Na sam początek proponuję “Insoumise et dévoilée” napisane przez Karimę z Verviers, młodą muzułmankę marokańskiego pochodzenia. Nota bene, jej książka wzbudzała tak ogromne kontrowersje, że rodzina autorki wniosła przeciw niej sprawę do sądu żądając zakazu sprzedaży. Szczęśliwie, w tym przypadku wojujący islamizm także przegrał w starciu z literą prawa.

 

 

Odsłon: 707 Komentarzy: 7


Cztery twarze islamu.

Kategoria: Ogólne Friday, 01 October 2010, 01:12

Bejrut nazywano Paryżem Bliskiego Wschodu. W obliczu obecnie istniejących 750. muzułmańskich „stref zakazanych”, to Francji i Paryżowi grozi miano Bliskiego Wschodu Europy. W odniesieniu do tego wątku z FForum, a w szczególności tego filmu myślę, że warto przypomnieć jak przebiega proces islamizacji społeczeństw niemuzułmańskich, którego pierwszą fazę Polska już przechodzi.

Celem islamu jest hegemonia nad całym światem i panowanie nad nim poprzez utworzenie globalnego kalifatu oraz zmazanie z powierzchni ziemi wszystkich niemuzułmańskich ludów, kultur, kultów religijnych, symboli, tradycji, oraz sposobów życia. Ten cel nie podlega żadnym dyskusjom, ani negocjacjom, został bowiem sprecyzowany w fundamentach doktryny muzułmańskiej i jako taki stanowi dla muzułmanów niemalże dogmat wiary. Islamiści, zatem nie zaprzestaną tak frontalnych, jak i skrytych ataków na niemuzułmanów póty, póki panowanie islamu nie będzie pełne. Według nich cel zawsze uświęca środki, toteż żaden islamista nigdy nie będzie miał żadnego szacunku dla wartości niemuzułmańskich, jako że tylko te wywodzące się z Koranu mają jakiekolwiek znaczenie. Logiczną konsekwencją takich przekonań jest dążenie to tego, by wszystko, co islamskie nie jest, zastąpić koranicznymi przepisami, prawami oraz systemem wartości. Dodatkowo, ponieważ wszelkie pakty i układy z niewiernymi są dla muzułmanów niewiążące, podczas swojego pobytu w obcym środowisku mogą tymczasowo dostosować się do obowiązujących norm społecznych, skrywając pod tym płaszczykiem prawdziwe intencje. Ta technika zwodzenia przeciwnika nazywa się al-taqiyaa i jest szeroko praktykowana.

Stadium pierwsze: Infiltracja.

• Masowa migracja do kraju niemuzułmańskiego.

• Odwoływanie się do praw człowieka.

• Podkreślanie pokojowej natury islamu i jego tolerancji dla innych wyznań.

• Przedstawianie muzułmanów, jako ofiary niezrozumienia i rasizmu.

• Ustanowienie meczetów (finansowanych z zagranicznych źródeł) w charakterze centrów zaspokajających nie tylko religijne, ale i kulturowe, artystyczne, oświatowe oraz rekreacyjne potrzeby muzułmanów. Stanowią one także bazę rekrutacyjną dla dżihadystów.

• Przywódcy wspólnoty promują wielodzietność w celu jak najszybszego zwiększenia bazy demograficznej oraz mieszane małżeństwa ( w tym przypadku mamy na myśli małżeństwa z niemuzułmankami, z których dzieci muszą zostać wychowane w wierze w Proroka, ponieważ kobiety mają obowiązek wyjść za mąż za muzułmanina).

• Twarzą islamu jest uśmiechnięta kobieta z dzieckiem.

Stadium drugie: Umocnienie.

• Stały wzrost liczebny poprzez migrację i wysoki przyrost naturalny.

• Wzmożenie wysiłków “ewangelizacyjnych” oraz zabieganie o konwersję jednostek, lub całych grup (np. więźniowie) wyalienowanych społecznie dzięki zagranicznym funduszom na dawah (świadectwo wiary).

• Zawieranie sojuszy strategicznych ze wszystkimi kontestującymi system: komunistami, antyglobalistami, anarchistami, etc. wychodząc z założenia, że „wróg mego wroga jest moim przyjacielem”.

• Tworzenie bazy dla działań politycznych: tworzenie związków, stowarzyszeń, organizacji i instytucji wyznaniowych oraz infiltracja struktur państwowych (szczególnie na szczeblu administracji lokalnej oraz w systemie edukacji).

• Orędowanie za wprowadzeniem prawnego zakazu krytyki islamu (tzw. blasphemy laws), postulowanie wprowadzenia elementów prawa koranicznego (szariatu) do świeckiego prawodawstwa oraz formowanie równoległych systemów: edukacyjnego (poprzez szkoły wyznaniowe), a także sprawiedliwości (poprzez sądy koraniczne) i finansowego (muzułmanie nie mogą pożyczać na procent).

• Zanikanie tolerancji dla wszystkiego, co niemuzułmańskie oraz żądanie by każdy muzułmanin mógł żyć zgodnie ze wszystkimi wymogami Koranu.

• Brak szacunku i odrzucenie rdzennej kultury i tradycji kraju.

• Wzmożenie wysiłków mających na celu zastraszenie, uciszenie i wyeliminowanie z życia publicznego jednostek nieprzychylnych muzułmanom oraz wpływanie na kształt polityki za pomocą gróźb (nie wiemy jak zachowają się przedmieścia, jeżeli zakażecie noszenia chust muzułmankom) i szantażu (jeśli wyślecie wojska do Afganistanu, naprawdę nie będzie się można dziwić, gdyby chłopcy z meczetu na Pradze zdecydowali się wysadzić metro w powietrze).

• Dyskredytacja i umniejszanie innych religii.

• Rewizjonizm historyczny oraz islamizacja historii (Kopernik była muzułmanką!).

• Aktywna indoktrynacja dzieci i młodzieży.

• Użycie organizacji pozarządowych w celu werbunku zwolenników oraz finansowania działań propagandowych.

• Formowanie się komórek terrorystycznych.

• Gromadzenie broni oraz materiałów wybuchowych, tworzenie planów operacyjnych, opracowywanie działań zbrojnych.

• Morderstwa znanych osobistości niechętnych islamowi (jak np. Theo Van Gogh) mające na celu zastraszenie opozycji.

• Nieustawanie w atakach na wszystko, co niemuzułmańskie.

• Tworzenie w miastach muzułmańskich skupisk i stref nieprzyjaznych niewiernym.

• Twarzą islamu jest młody, aktywny intelektualista, działacz, biznesmen.

Stadium trzecie: Wojna.

• Aktywne działania dywersyjne wymierzone w rząd i sabotaż władz, a także przyczynianie się do wewnętrznego chaosu w państwie w celu ich zdyskredytowania.

• Otwarte odrzucenie i gwałtowny sprzeciw wobec wszystkiego, co niemuzułmańskie.

• Rozszerzanie się przemocy (gangi, morderstwa) oraz akcji zbrojnych (bojówki, ataki terrorystyczne).

• Przemoc wobec przeciwników cechuje okrucieństwo – wszelka opozycja jest wyeliminowana. Dotyczy to zarówno niemuzułmańskich przywódców politycznych, religijnych, czy intelektualistów, jak i tak zwanych „umiarkowanych muzułmanów”, oskarżanych o zbytnią sekularyzację, westernizację, lub reformatorstwo.

• Obalenie rządu i zawłaszczenie władzy.

• Wprowadzenie szariatu.

• Twarzą islamu jest brodaty, uzbrojony mężczyzna w tradycyjnym stroju arabskim.

Stadium czwarte: Teokracja.

• Koran i szariat stają się prawem.

• Cała legislacja nie mająca umocowania w Koranie (łącznie z prawami człowieka) zostaje zniesiona.

• Wolność słowa odchodzi do przeszłości.

• Inne religie zostają zabronione; wyjątkiem są Ludzie Księgi (chrześcijanie oraz żydzi), którzy uzyskują status dhimmi – obywateli drugiej kategorii.

• Mają miejsce czystki etniczne i ludobójstwo.

• Niszczy się wszelkie pozostałości i symbole niemuzułmańskiej kultury, sztuki i historii.

• Twarzą islamu jest Mahomet – idealny muzułmanin, z którego każdy wierny powinien brać przykład i czerpać inspirację.

Brytyjscy muzułmanie niosący podczas demonstracji ulicznej plakat obwieszczający panowanie islamu nad światem.

Odsłon: 596 Komentarzy: 7

A tymczasem w Kanadzie...

Kategoria: Wiadomości Sunday, 12 July 2009, 00:51

W mieście rodzinnym Lamine'a Yansané'a – Boké w Gwinei to właśnie jego ojciec jest poważanym imamem prowadzącym modlitwy w meczecie. Ale po tym jak Lamine ożeniwszy się z katoliczką sam przeszedł na katolicyzm, ojciec wydziedziczył go, a podczas piątkowej modlitwy wzywał do uśmiercenia własnego syna. Lamine Yansané, któremu odmówiono statusu uchodźcy w Kanadzie, ma własnie ostatnią szansę, by przekonać sąd, że czeka go pewna smierć jeśli zostanie z Kanady deportowany.

 

Pan Yansané (37) przybył do Kanady z Gwinei jesienią 2005. W Urzędzie ds. Imigrantów i Uchodźców powiedział, że uciekł z ziemi ojczystej kiedy jego ojciec i wuj wyśledzili go w stolicy kraju, Konakry, i zażądali informacji na temat jego chodzenia do kościoła, a także grozili mu, jako zdrajcy islamu. Żona i trójka dzieci pana Yansané wciąż pozostają w Gwinei. Urzędniczka, która wysłuchała tych wyjaśnień uznała, że są one „pozbawione wiarygodności” stwierdzając, że rodzina fanatyków religijnych w pierwszym rzędzie nie wyraziłaby swojej zgodny na małżeństwo syna z chrześcijanką. W rzeczywistości pan Yansané zgodę uzyskał, bowiem Koran dopuszcza małżeństwa muzułmanów z przedstawicielkami innej religii (to muzułmanki muszą wiązać się jedynie z wyznawcami Mahometa), pod warunkiem, że będzie pracował nad konwersją żony na islam, którego to przedsięwzięcia szybko zaniechał. Urzędniczka uznała także za dziwny fakt, że małżeństwo mieszkało spokojnie w Boké przez 10 lat zanim przeniosło się do Konakry.

 

W wyniku kolejnego przesłuchania stwierdzono, że panu Yansané nic nie grozi w związku z powrotem do domu, a postanowienie takie podjęto wbrew dowodom złożonym w tej sprawie przez obrońcę. Dowody te obejmowały sprawozdanie napisane przez prawnika, któremu zlecono zapoznanie się z sytuacją na miejscu, w Gwinei. W raporcie tym cytowane są wypowiedzi innego imama z Boké, który zaświadczył, że ojciec pana Yansané z pewnością zrealizuje swoje groźby jeśli tylko nadarzy się ku temu okazja, ponieważ uznaje zachowanie swojego syna za „prawdziwe upokorzenie i hańbę” w związku z czym „nigdy nie ustanie w swoich pragnieniach zemsty”. W materiale dowodowym znalazł się także list od księdza z Boké napisany w podobnie mrocznym tonie, opisujący ojca pana Yansané jako „jednego z tych fundamentalistów, którzy nigdy nie godzą się z faktem zmiany religii przez dzieci: one rodzą sie, żyją i umierają jako muzułmanie”. Co więcej, w czerwcu 2008, kanadyjska gazeta the National Post dotarła do ojca – El Hadż Aboubakar Yansané – ktory za jej posrednictwem przestrzegł syna, by ten trzymał się od Boké z daleka. – On wie co się stanie. – powiedział – Powrót do Boké jest dla niego bardzo niebezpieczny. Kontakt z kanadyjskim dziennikiem uświadomił imamowi, że to właśnie w tym kraju ukrywa się jego syn. W liście, napisanym do pana Yansané przez Mamady Chérif, przyjaciela z rodzinnego miasta, można znaleźć informację o tym, że podczas piątkowych modlitw po udzieleniu wywiadu imam nie tylko ponowił swoje groźby, ale także zachęcił wiernych by skontaktowali się ze swoimi krewnymi mieszkającymi w Kanadzie i powiedzieli im o fatwie, którą ogłosił przeciw własnemu synowi. – Przyjacielu, – czytamy w liście – błagam cię, przeprowadź się i unikaj Gwinejczyków; w ogóle wydaje mi się, że jedyne co możesz zrobić, by uratować życie to wyjechać do innego kraju.

 

Urzędnik z Wydziału Imigracji uznał jednakże, że raport gwinejskiego prawnika nie jest obiektywny, a wywiad z ojcem za przekłamany i na tej podstawie orzekł, że panu Yansané w rzeczywistości nic nie grozi. Rozpoczęto zatem przygotowania do deportacji mającej się odbyć w styczniu kiedy sędzia federalny François Lemieux wydał odroczenie wyroku i zarządził ponowne zbadanie sprawy. Swoją decyzję umotywował on tym, że decyzja urzędnika imigracyjnego budzi poważne wątpliwości. – Uznałem, że wnioskodawca przedstawił poważne dowody swiadczące o tym, że grozi mu nieodwracalna krzywda jeśli nie zostanie w Kanadzie wypływająca z prostego faktu, że jego życe po powrocie do ojczyzny będzie w niebezpieczeństwie. Obrońca pana Yansané apelował wczoraj do sądu o ostateczne odrzucenie decyzji urzędnika i wydanie pozwolenia na pozostanie swego klienta w Kanadzie. – Największym problemem kanadyjskiego systemu sprawiedliwości – powiedział prawnik – jest jego niechęć do naprawiania wcześniejszych błędów.

 

Zajmujący się tą sprawą z ramienia Departamentu Sprawiedliwości Sébastien Dasylva orzekł z kolei, że wnioskującym o status uchodźcy nie przysługuje druga szansa tylko dlatego, że nie podoba im się pierwsza decyzja, jaką podjęto w ich sprawie. – Dodał też, że w przypadku pana Yansané decyzja owa została podjęta z wielką starannością.

 

Sąd nie wydał jeszcze ostatecznego wyroku.

Lamine Yansane przed katedrą pw. Maryi Królowej Świata

Oryginał.

Odsłon: 666 Komentarzy: 6


Więcej niż przypadek: minarety, geografia i potęga.

Kategoria: Wiadomości Sunday, 12 April 2009, 01:03

Budowa nowych meczetów stałą się problemem w niemal wszystkich miastach europejskich, od Monachium po Londyn. A jednak pomimo kontrowersji, jakie wzbudza wznoszenie tych budowli, prawie wcale nie stawia się pytań na temat tego, czemu meczety stawia się właśnie w tych, a nie innych miejscach. Na całym Bliskim Wschodzie oraz w szeroko rozumianym świecie muzułmańskim istnienie minaretu bierze się za pewnik. Czasem są one solidne i kwadratowe, jak te z Afryki Północnej, innym razem okrągłe i strzeliste, jak te z Turcji, czy Europy Wschodniej; niezależnie od wyglądu są symbolem islamu, a jednak to właśnie ich powszechność sprawia, że nie budzą refleksji. Analiza miejsc, w których wzniesiono meczety zarówno w ważnych muzułmańskich miastach, jak i na nowo podbitych przez wyznawców Mahometa ziemiach, a także analiza lokalizacji meczetów budowanych współcześnie wskazuje jasno, że ich umiejscowienie jest jak najbardziej nieprzypadkowe i że zdumiewająco często powstają one w sąsiedztwie świątyni, lub dzielnicy niemuzułmańskiej.

Według historyka architektury, profesora Keppela A.C. Creswella, pierwsze minarety powstały, kiedy podczas panowania dynastii Umajadów (661-750) islam zetknął się z wieżami świątyń Syryjskiego Kościoła Ortodoksyjnego. Na fotografiach starych syriackich świątyń można zobaczyć stożkowe wieże identyczne z tymi, które widzimy teraz przy meczetach. Profesor Creswell uważa, że „usłyszawszy, iż żydzi używają rogu, a chrześcijanie naqusa (egipski instrument muzyczny) lub kołatki, chcieli [muzułmanie] mieć coś podobnego na własny użytek”. Umajadom również zawdzięczają wyznawcy Mahometa konstrukcję pierwszych meczetów stojących na miejscach dawnych świątyń chrześcijańskich lub żydowskich, a także tych budowanych w bliskim ich sąsiedztwie. W Damaszku kościół pw. Św. Jana Chrzciciela zamieniono w meczet pomiędzy rokiem 705 a 715. W 638 kalif Omar odprawiwszy swe modły w pobliżu Bazyliki Grobu Świętego w Jerozolimie powiedział: „Gdybym odmówił modlitwy w kościele, byłby on dla was stracony [chrześcijanie], gdyż wierni [muzułmanie] zabraliby go, mówiąc: Omar się tu modlił”. Jego słowa okazały się prorocze, gdyż ostatecznie meczet Omara został wybudowany dokładnie naprzeciwko wejścia do bazyliki. Także w Jerozolimie już w 690 roku rozpoczęto konstrukcję Meczetu Al-Aksa, który został zbudowany dokładnie w tym samym miejscu, w którym wcześniej stała Świątynia Jerozolimska, a następnie kościół Naszej Pani. Taki sam scenariusz odnajdziemy i w innych miejscach – meczety zostały zbudowane tuż przy ogromnej świątyni Haga Sophia w Istambule (wtedy Konstantynopolu; co ciekawe nadano im taki sam kształt, aby z daleka trudno było odróżnić jedną budowlę od drugiej); a meczet w Ayodhya powstał dokładnie w miejscu hinduistycznej świątyni boga Ram. Wielki meczet w Gazie został pierwotnie zbudowany w miejsce pochodzącego z VII w. kościoła bizantyńskiego, a następnie ponownie odbudowany na miejscu XIII-wiecznego kościoła z okresu wypraw krzyżowych.

Zarówno meczet, jak i minaret są symbolami potęgi. Potężna wieża Qutb Minar w Delhi wysoka na 72 metry była do niedawna najwyższym minaretem świata. Została zbudowana przez sułtana, aby upamiętnić zwycięstwo i podbój miasta. Już zpełnie współczesnie organizacja Tablighi Jamaat, która przez FBI została określona jako pole rekrutacyjne Al Kaidy, rozpoczęła budowę 12,000 „mega-meczetu” w Newham nieopodal wioski olimpijskiej, tak więc w 2012 roku Igrzyska odbędą się w cieniu minaretu. Zgodę na budowę wydano pomimo protestów lokalnej ludności, zaś inicjatorowii kampanii sprzeciwiającej się budowie największego meczetu w Europie, radnemu Alanowi Craigowi grożono śmiercią umieszczając na serwisie YouTube jego „nekrolog”. Meczet znajdziemy także przed kościołem Narodzenia Pańskiego, tuż po drugiej stronie placu, a pamiętać należy, że został on wybudowany w mieście, które ówcześnie było w 80% chrześcijańskie. Próba zbudowania meczetu obok bazyliki Zwiastowania Pańskiego doprowadziła w 2002 roku do zamieszek w Nazarecie. W każdym z powyższych przypadków meczet został zbudowany po tym, jak wzniesiono w okolicy niemuzłmańską świątynię.

 

Ale nawet w mniej prestiżowych miejscach meczet zawsze był wyrazem potęgi i wpływu każda bowiem muzułmańska enklawa jest potencjalna bazą dla dalszej ekspansji, jak o tym pisał Kalim Siddiqui, inicjator Muzułmańskiego Parlamentu Wielkiej Brytanii.  Każde nowe miejsce, w którym muzułmanie się osiedlają jest dodawane do świętej przestrzeni islamu dlatego też muzułmańskie wspólnoty w Europie Zachodniej nieustannie sakralizują nowe przestrzenie. Podczas gdy pierwsze pokolenie emigrantów ograniczało swoją działalnośc do przestrzeni prywatnej, pokolenia następne zawłaszczają sobie przestrzeń publiczną, a budowa meczetów i minaretów (zwykle finansowana przez obce rządy, szczególnie Saudyjczyków) stanowi apogeum tego programu islamizacji przestrzeni. Aby to pojąć trzeba zrozumieć, że w islamie nie ma niczego porównywalnego ze świętością meczetu, ktorego nigdy nie wolno oddać, ani zburzyć. Jest on osią wokół której skupia się życie wspólnoty – muzułmanie zawyczaj osiedlają się wokół meczetu, najczęściej w promieniu, w którym słychać zawołanie muezzina na modlitwę. W taki oto sposób minarety przyczyniają się do tworzenia się islamskich enklaw, których tyle już powstało na naszym kontynencie.

Zachęcam cię zatem Czytelniku, następnym razem kiedy usłyszysz o planach budowy nowego meczetu, nie przechodź na tą informacją do porządku dziennego, ale zastanów się nad tym dlaczego ma on powstać właśnie w tym, a nie innym miejscu. Niewątpliwie, tak historycznie, jak i współcześnie, ich umiejscowienie jest wyzwaniem rzuconym wobec przedstawicieli innych wyznań. Cień minaretu nigdy nie kładzie się przypadkiem, ale zawsze jest on rzucany tak, aby podkreslić polityczno-społeczny wymiar islamu i jego aspiracje.

Wpis powstał na podstawie artykułu Setha J. Frantzmana „More than a coincidence: Minarets, geography and power” opublikowanego w The Jerusalem Post 29.04.2009 oraz na podstawie książki „Faith, Power and Territory: A Handbook of British Islam” Patricka Sookhdeo.

Odsłon: 644 Komentarzy: 10


Szwajcaria: spokojnie z hurra optymizmem.

Kategoria: Wiadomości Thursday, 12 February 2009, 13:45

Spokojnie z tym hurra optymizmem, głos społeczeństwa, głosem społeczeństwa, wykształcone elity zaraz nam wyjaśnią, co mamy myśleć na temat meczetów i minaretów en general a ich zakazu w Szwajcarii w szczególności. ONZ już podniosło krzyk straszliwy, że zakaz ów jest niezgodny z prawami człowieka i im urągający. Ciekawe, czy panowie eksperci byliby tak samo przekonywujący gdyby się rozchodziło o dajmy na to wieże rabinackie, ciekawe, że ani nie pisnęli w sprawie zakazu krzyży.

RIA Novosti (Rosja) oparła swój poniedziałkowy artykuł na reportażu Tribune de GeneveMuzułmanie protestują przeciw zakazowi”. O siódmej rano małą grupa muzułmanów, w większości studentów, zebrała się pod pomnikiem szwajcarskiego generała Dufoura i rozpoczęła budowę minaretu z drewna i papieru. Szwajcarski świadek tych wydarzeń, z którym gazeta przeprowadziła wywiad zastanawiał się, czemu muzułmanie wybrali akurat to miejsce na manifestację swojego niezadowolenia, jako że generał Dufour jest osobą odpowiedzialną za zakończenie ostatniej wojny religijnej w Szwajcarii, a nie rozpoczęcie jej, ale może wynika to po prostu z nieznajomości historii kraju, w którym obecnie zamieszkują. Dodatkowo, muzułmanie nie otrzymali zezwolenia władz na demonstrację wcześniej niż o 9.00 rano (ale kto by się przejmował drobiazgami). Artykuł ów opisuje następnie całą historię tego, jak to paskudni Szwajcarzy zdecydowali zakazać minaretów, a następnie przechodzi gładko do reakcji muzułmanów. Autor pisze: – Zakaz ten wywołał szeroki odzew z całego świata, nie tylko z krajów islamskich, które naturalnie potępiły referendum (tak jest, dużo się musimy od nich jeszcze nauczyć w kwestii demokracji!). Te w szczególności przyjęły jego wynik z niezadowoleniem zwracając uwagę na fakt, że Szwajcarzy nie tylko gwałcą wolności religijne, ale także obrażają wspólnotę muzułmanów nie tylko w Szwajcarii, ale i na całym świecie (w związku z czym, jak mam nadzieję Saudyjczycy, żeby nam pokazać jak to się powinno robić, zezwolą teraz na budowę kościołów u siebie). Według autora artykułu, zarówno sąsiedzi Szwajcarów, jak i organizacje międzynarodowe (nienazwane w artykule, ale kto by się tam przejmował) wyraziły swoją dezaprobatę wobec zwycięstwa „uprzedzenia i strachu” i uważają wynik referendum za czystą dyskryminację.

Wielka Brytania nie mogła pozostać w tyle jeśli chodzi o polityczną poprawność, więc rzeczywiście mamy pięknie wysmażony artykuł z The Times Online: „Europa jednoczy się w potępieniu szwajcarskiego zakazu”. Szwajcarskie i europejskie elity zjednoczyły swe siły w potępieniu wczorajszej decyzji zakazującej w Szwajcarii konstrukcji minaretów. Szwajcarscy politycy, media oraz przedsiębiorcy wyrazili swoje zawstydzenie spowodowane wynikiem referendum i przestrzegli, że spowoduje on stygmatyzację 400.000 wspólnoty muzułmańskiej a także zniszczy dobre imię, jakim Szwajcaria cieszy się w świecie islamskim. Przywódcy stronnictw konserwatywnych ostrzegli natomiast, że referendum ukazało jedynie wzrost strachu przed islamem na kontynencie europejskim, a przywódcy radykalnej prawicy z Francji, Austrii, Włoch oraz Holandii (zdaje się, że w The Times nikt jeszcze Frondy nie czyta) nie kryli swojego zadowolenia z wyniku referendum, które przedstawili jako triumf ludzi nad elitami. Le Temps, opiniotwórcza gazeta z Genewy, zauważyła, iż wynik spowodowany był "strachem, fantazjami oraz ignorancją", a także orzekła, że dokona on spektakularnych zniszczeń w kwestii szwajcarskiej reputacji za granicą. Tagesanzeiger, dziennik z Zurychu, napisał, że wynik referendum przeprowadzonego na wniosek nacjonalistycznej szwajcarskiej partii ludowej (SVP), ukazał jak głęboki jest rów dzielący spoglądających w przyszłość modernistów a zapatrzonych w przeszłość tradycjonalistów. Przestrzegł też, że 57% poparcie dla zakazu minaretów z pewnością "wzmocni międzynarodową izolację Szwajcarii nawet wśród zachodnich państw". Podobnych głosów w (nie tylko) zachodnich mediach jest sporo. Można się domyślać co to za dziw jest, owa „jednocząca się w potępieniu Europa”. Nienawidzący demokracji politycy Unii Europejskiej ustalający wszystko w zaciszu luksusowych gabinetów nie mają problemów z ignorowaniem głosów dopływających ze społeczeństwa – tak było w przypadku referendum w Irlandii i podobnie będzie w przypadku referendum szwajcarskiego. Zatem ponawiam swój apel: spokojnie z tym hurra optymizmem.

Wpis stanowi komentarz do tego artykułu.

AKTUALIZACJA:

Jak donosi FForumowy Kolega Indigo: Bogaci muzułmanie z Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich powinni wycofać pieniądze ze Szwajcarii. To, zdaniem eurodeputowanego i przewodniczącego frakcji Zielonych, byłaby najlepsza odpowiedź na wynik szwajcarskiego referendum. Tylko tak można przmówić Szwajcarom do rosądku. Elity polityczne powinny teraz zmobilizować społeczeństwo do ponownego głosowania w sprawie budowy minaretów. Szwajcarzy chcą, aby muzułmanie żyli i pracowali w Szwajcarii, ale tylko pod warunkiem, że będą milczeli i któregoś dnia opuszczą ich kraj, twierdzi Cohn-Bendit.  http://Całość:http://www.20min.ch/news/schweiz/story/Muslime-sollen-Gelder-aus-Schweiz-abziehen-12731911

Odsłon: 507 Komentarzy: 2


Apostazja - addendum.

Kategoria: Wiadomości Friday, 14 August 2009, 19:07

Wszystkim relatywistom kulturowym, którzy szczęście swojego życia odnajdują w twierdzeniach, że “u nich” jest tak, jak “u nas” tekst poniższy dedykuję. Jest to tłumaczenie Fatwy (czyli opinii teologa muzułmańskiego wyjaśniającej kwestię teologiczno-prawną) numer 12406. Oryginał do znalezienia na stronie Islam Question and Answer.

 

Dlaczego muzułmanin, który odchodzi od wiary zasługuje na karę śmierci? Skąd taka surowość?

 

Chwała Allachowi.

 

Karą za apostazję w islamie jest śmierć. Allach mówi bowiem: (interpretacja znaczenia):

A jeśli ktoś z was wyrzeknie się swej religii i umrze jako niewierny – to dla takich daremne są ich uczynki na tym świecie i w życiu ostatecznym. Tacy będą mieszkańcami ognia; oni tam będą przebywać na wieki.” [Koran 2:217]

 

I jest udokumentowane, że Prorok (niech pokój i błogosławieńswo Allacha na nim spoczywa) powiedział: „Ktokolwiek zmienia swoją religię, zabijcie go”. Tak przekazał al-Bukhaari w swoim dziele Saheeh. Ten hadis [przypowieść o życiu Mahometa, przyp.aut.] oznacza, że ktokolwiek porzuca islam i zmienia swoją religię na inną; kto trwa w swojej decyzji i nie żałuje jej, musi zostać zgładzony. Jest także wiadome, że Prorok (niech pokój i błogosławieńswo Allacha na nim spoczywa) powiedział: “Nie wolno przelewać krwi nikogo, kto wyznaje, że nie ma boga poza Allachem i że ja jestem posłańcem Allacha za wyjątkiem trzech przypadków: [kiedy trzeba odebrać] życie za życie, w przypadku osoby popełniającej cudzołóstwo oraz w przypadku tego, kto porzuca islam i opuszcza wspólnotę.” Tak przekazał al-Bukhaari i Muslim.

 

Ta surowa kara ma kilka powodów:

1 – Kara śmierci odstrasza każdego, kto chce zostać muzułmaninem powodowany owczym pędem lub innych z niskich pobudek. Kara śmierci za apostazję powoduje, że taka osoba dogłębnie przemyśli swoją decyzję i nie podejmie takowej, póki w pełni nie zrozumie jej konsekwencji w tym życiu, jak i w przyszłym. Ten, kto wybiera islam zgadza się przestrzegać wszystkich zasad [islamu] z własnej nieprzymuszonej woli, włączając w to tę, że za odejście od wiary grozi mu kara śmierci.

2 – Ten, kto przyjmuje islam przystępuje jednocześnie do jamaa’ah [wspólnoty przyp.aut.] muzułmanów. A ktokolwiek staje się jej częścią musi być jej całkowicie lojalny, musi ją wspierać i chronić przed wszytkim co może prowadzić do fitnah [zgorszenia, przyp.aut.], zguby, lub podziału.

Odejście od islamu oznacza porzucenie jamaa’ah i jej boskiego porządku, a także ma na nią zły wpływ. Kara śmierci jest najskuteczniejszym odstraszaczem, który powstrzyma ludzi przed popełnieniem podobnej zbrodni.

3 – Muzułmanie, którzy są słabi w wierze a także inni, którzy są przeciwni islamowi mogą myśleć, że apostata porzucił islam ponieważ dowiedział się czegoś o jego prawdziwej naturze, uważając, że gdyby islam był prawdą, wtedy nigdy by się od niego nie odwrócił. Zatem przejmują [oni] od apostaty wątpliwości, kłamstwa i zmyślone historie, których jedynym celem jest ugaszenie światła islamu i zniechęcenie do niego ludzi. W takim przypadku egzekucja apostaty jest obowiązkowa, aby ochronić prawdziwą religię przed zniesławieniem, aby ochronić wiarę wyznawców i, wreszcie, aby usunąć wszelkie przeszkody z drogi tych, którzy zamierzają przyjąc islam.

4 – Zwracamy także uwagę na to, że kara śmierci jest obecna we współczesnym prawie stworzonym przez człowieka i ma za zadanie chronić system przed nieładem, a także chronić społeczeństwo przed pewnymi przestępstwami, które mogą powodować jego rozpad, jak np. narkotyki, itp. Jeżeli egzekucja może pełnić rolę odstraszacza w systemach stworzonych przez człowieka, jest bardziej niż stosownym, że prawdziwa religia Allacha, z której Fałsz nie może pochodzić, poprzedzać ani być jej skutkiem [por. Fussilat 41:42] i która jest całym dobrem, szczęściem i spokojem na tym świecie jak i w życu przyszłym, powinna karać tych, którzy dopuszczają się aktów agresji przeciw niej i pragną ugasić jej światło oraz oszklaować jej imię i którzy fabrykują kłamstwa na jej temat aby usprawiedliwić własne dewiacje i odstępstwo od wiary.

 

Fataawa al-Lajnah al-Daa’imah, 21/234-231.

 

Odsłon: 1272 Komentarzy: 35


O apostazji słów kilka.

Kategoria: Wiadomości Tuesday, 08 December 2009, 15:44

Na marginesie gorącej dyskusji rozgorzałej pod informacją o procesie wytoczonym dwóm Irankom, które przeszły na chrześcijaństwo, a o której pisałam już dawno temu, warto wspomnieć słów kilka na temat apostazji oraz islamu i chrześcijaństwa w ogóle. Ze stwierdzeń padających pod raportem Frondy można się dowiedzieć, że sytuacja z jaką mamy do czynienia jest niczym innym jak tylko skutkiem zabobonów; zabobon zaś jako taki występuje we wszystkich religiach. Można także przeczytać, że „każda religia w skrajnej formie prowadzi do właśnie takich sytuacji. Kiedyś Chrześcijaństwo było niemal równie represyjne (św. inkwizycja, wyprawy krzyżowe) co Islam, na szczęście się zmodernizowało”. Ponieważ powyższe, to nic innego, jak tylko ukazane światu światu gołe półdupki relatywizmu, co do których niektórzy chcą nas przekonać, że oba – to jest islam i chrześcijaństwo – są jednako blade, krągłe i gołe, a zatem nie ma między niemi żadnej różnicy, a nawet z eschatologicznego punktu widzenia, stanowią jedną wielką całość, nie bójmy się na takie dictum powiedzieć jasno: gucio.

Stawianie na równi chrześcijaństwa i islamu jest obrzydliwą nieprawdą. Co do rzekomej współistotności obu religii polecam zamieszczony na FForum post Kolegi Atanazego, który w kilku punktach streszcza główne różnice. Co do domniemywanej golizny, wedle której dziś muzułmanie, zachowują się dokładnie tak samo, jak chrześcijanie przed wiekami, wyjaśnijmysobie raz i na zawsze:

- Chrześcijaństwo posiada przykazanie nie zabijaj. Islam nie.

- Nigdzie w Nowym Testamencie nie stoi napisane czarno na białym, że tego, kto odejdzie od wiary w Jezusa Chrystusa należy zaciukać w trybie natychmiastowym. Zgodzić się zatem trzeba, że wszelkie działania tego typu są raczej aberracją chrześcijaństwa, niż jego ortodoksyjnym wyrazem.

- Koran za apostazję przewiduje karę śmierci. W świecie muzułmańskim istnieje pięć głównych szkół prawa koranicznego, 4 sunnickie i 1 szyicka: wszystkie zgadzają się co do meritum, różnią się trochę szczegółami co do wykonania wyroku. To nie jest aberracja, to jest trzymanie się zasad własnej religii. Szyicka szkoła Ja’fari (a więc najpopularniejsza w Iranie) w wypadku apostazji zaleca natychmiastową karę śmierci dla dorosłego mężczyzny oraz uwięzienie dorosłej kobiety i bicie jej póki ta nie okaże skruchy, lub umrze. Dla muzułmanów odejście od wiary równa się ze zdradą wspólnoty, stąd kara smierci za podobne przewinienie była zupełnie zrozumiała. Nawet jeśli zwrócimy uwage na fakt, że obecne realia różnią się nieco od politycznego i socjologicznego kontekstu, w jakim żyli pierwsi wyznawcy Mahometa, musimy pamiętać, że dla przytłaczającej większości muzułmanów do dziś odejście od wiary oznacza zszarganie honoru rodziny.

- Nawet postępowi i oświeceni muzułmanie zamieszkujący Europę wychodzą z podobnego założenia. Zachęcam do poczytania o tym, jakie problemy w Wielkiej Brytanii mają osoby, które potajemnie przyjmują chrześcijaństwo i ukrywają swoją prawdziwą wiarę przed innymi w obawie przed odwetem wspólnoty. Albo o propozycji nowej ustawy w Danii, gdzie problem przemocy wobec tych, którzy porzucili islam urósł do takiego poziomu, że władze nie mogły już dłużej udawać, że nic się nie dzieje. Można także przeczytać o historii dziewczyny, która po przyjęciu chrześcijaństwa boi się, że członkowie rodziny będą chcieli ją zabić. Czytelnik raczy przy tym zauważyć, że rzecz nie dzieje się w Bangladeszu, tylko na Florydzie. Innymi słowy, pamiętajmy, że apostazję kara się śmiercią nie tylko w pakistańskich wioskach i na afgańskich równinach, ale również w Londynie i Kopenhadze, a to dlatego, że takie działania nie wynikają z zacofania (sic!), ale z fundamentów wyłożonych przez Mahometa w koranie.

 

Na koniec, gdyby komus przyszło może do głowy, że podobne wydarzenia są odosobnionymi wypadkami, na które rzucają się żądne sensacji media zachodnie, najświeższa wiadomość prosto z Somalii. Na pewno nie dowiemy się o tym z głównego wydania wiadomości.

 

W Somalii czterech pracowników sierocińca porwanych 27 lipca zostało pozbawionych życia przez ścięcie. Fatima Sultan, Ali Ma'ow, Sheik Mohammed Abdi oraz Maaddey Diil zostali zabici przez członków organizacji Al-Shabab, albowiem przyjęli chrześcijaństwo i do końca nie chcieli się wyprzeć swojej wiary w Jezusa Chrystusa. 4 sierpnia organizacja wysłała powiadomienia do rodzin zamordowanych, że zostali oni zgładzeni za apostazję zgodnie z prawem koranicznym. Stwierdzono tam między innymi, że chrześcijanie owi byli siewcami zgorszenia, oraz, że ich ciała nie zostaną wydane rodzinom, albowiem w Somalii nie ma cmentarzy dla niewiernych. Świadek wydarzeń cytowany przez organizację International Christian Concern powiedział: „- Cała czwórka miała szansę powrócić do islamu i odejść wolnymi, ale wszyscy odrzucili tę szczodrą ofertę…"

 

Odsłon: 1006 Komentarzy: 35


Śpij słodko Europo.

Kategoria: Ogólne Sunday, 26 July 2009, 05:10

Gdyby posłuchać skrajnej prawicy, przekonuje Newsweek (wydanie z 20 lipca), możnaby łatwo dojść do wniosku, że kontynent europejski stoi w obliczu kolejnego starcia w wojnie z odwiecznym wrogiem. Pisząc „skrajna prawica”, zważy bystry czytelnik, Newsweek sygnalizuje swoim oświeconym i postępowym odbiorcom, że w żadnym wypadku nie należy tak myśleć. Wcale nie ma „wojny z odwiecznym wrogiem”. Tylko „skrajna prawica” ze swoim syndromem oblężonej twierdzy widzi jakąś wojnę. My zaś nie należymy do tych nieszczęsnych, neofaszystowskich szeregów, czyż nie?

 

- Pierwsza islamska inwazja na Europę została zatrzymana pod Poitiers w 732r. Drugą zastopowano pod bramami Wiednia w 1863r. Obecnie musimy powstrzymać współczesną ukradkową inwazję. – twierdzi Geert Wilders, przewodniczący duńskiej Partii Wolności, która uważa, że islamska doktryna sprzyja terroryzmowi.” Wilders może sobie twierdzić co chce, a wszyscy światli czytelnicy Newsweeka wiedzą, nie jest to prawdą, a stekiem bzdur. I nieważne, że w marcu 2009 pięciu muzułmanów oskarżonych o współudział w atakach z 11 września napisało „Islamską Odpowiedź na Dziewięć Zarzutów Rządu”, w której często i gęsto cytują Koran, aby usprawiedliwić swoje akcje. „Bóg nakazał nam zwalczać was wszędzie, gdzie możemy was odnaleźć, nawet gdybyście się znajdowali w meczecie w Mekce, mieście najświętszym ze świętych i nawet gdyby to było podczas świętych miesięcy. W Księdze Boga, werset 9 (tak naprawdę werset 5 dziewiątego rozdziału, przyp. aut.) mówi: zabijajcie bałwochwalców, tam gdzie ich znajdziecie; chwytajcie ich, oblegajcie i przygotowujcie dla nich wszelkie zasadzki!” Nieważne także, że komunikaty niejakiego Osamy bin Ladena również roją się od koranicznych cytatów – w swojej „Deklaracji Wojny Przeciw Amerykanom Okupującym Ziemię Dwóch Miejsc Świętych” (a to jest Arabię Saudyjską) zamieścił fragmenty aż 7 wersetów 3:145; 47:4-6; 2:154; 9:14; 47:19; 8:72; oraz właśnie ów niesławny “Werset Miecza”, 9:5. Nieważne, że te same ustępy z Koranu znaleźć można w każdej islamistycznej publikacji.

Na jednej z muzułmańskich stron internetowych można było znaleźć następujący komunikat: „Prawdą jest, że muzułmanin, który czyta Koran z oddaniem będzie chciał znaleźć się na polu bitwy, aby w pełni osiągnąć rzeczywistość dżihadu. I to jest właśnie jedyny powód, dla którego kufaar (niewierni) robią wszystko, by muzułmanie nie rozumieli przesłania Koranu, wiedząc dobrze, że tych, którzy zrozumienie takie posiądą, nic przed dżihadem nie powstrzyma.” Wydawałoby się zatem, że na świecie znajduje się znacząca liczba muzułmanów, którzy zdają się wierzyć w to, że islam sprzyja terroryzmowi. Możliwe, że indywidua te islamu po prostu nie rozumieją, niemniej jednak oni sami znajdują w swojej religii usprawiedliwienie dla przemocy. Osoby pokroju Wildersa jedynie donoszą o tym drobnym fakcie. Ale nieważne, nieważne, Newsweek wie lepiej – to Wilders rozsiewa takie szkodliwe plotki, a ponieważ Wilders jest "skrajną prawicą", ani chybi się myli. Innymi słowy: jest zwyczajnym podżegaczem.

 

Niestety, argumenty Wildersa podziela wielu prawicujących intelektualistów po obu stronach Atlantyku. Według nich Europa, osłabiona zeświecczeniem oraz wszechogarniającą tolerancją, zezwoliła na dekady niekontrolowanej emigracji i jest obecnie zbyt osłabiona by bronić własnych wartości, stąd gotowość rządów do ugłaskiwania muzułmanów, która nie przyniesie niczego dobrego. Takie opinie zyskują coraz więcej sympatyków, a nadmuchiwanie są przez alarmistyczne i oparte w większości na przypuszczeniach przewidywaniach osób takich, jak Kanadyjczyk Mark Steyn, autor bestselera „America Alone”, który prognozuje, że emigracja oraz wysoki współczynnik rodności zapewnią muzułmanom 40% udział w populacji Europy przed rokiem 2025. Publiczne ostrzeżenia w podobnym tonie wypowiadał amerykański dyplomata Timothy Savage, według którego prognozy dotyczące muzułmańskiej większości w Europie Zachodniej w połowie tego wieku „mogą nie być przesadzone” jeśli obecne trendy nie ulegną odwróceniu. Brytyjski historyk Niall Ferguson napisał, że „młoda społeczność muzułmańska jest przygotowana do tego, by skolonizować – nie jest to zbyt dosadne słowo – starzejącą się Europę”. Amerykański dziennikarz Christopher Caldwell przewiduje zaś, że „mocno osadzony i pewny siebie islam” najprawdopodobniej narzuci swoją wolę „niepewnej siebie i relatywistycznej kulturze europejskiej”. Najwięksi pesymiści trąbią o wyłaniającej się „Eurabii” (..)

 

I widzisz, Szanowny Czytelniku, jak Newsweek zabiega o to, żebyś się odprężył? Przecież nie weźmiesz na poważnie spekulacji „prawicujących” oszołomów, które na domiar złego są „alarmistyczne” i „oparte na przypuszczeniach”. Używając drobnych aluzji autor artykułu puszcza do Ciebie oko: on takiego badziewia nie kupuje – i Ty też nie powinieneś. Dowody na „wyłaniającą się” Eurabię są zaprezentowane tylko po to, żeby je z gracją obalić.

 

Wszystko to przyćmiewa prostą prawdę, że mit o Eurabii powstał na podstawie ograniczonych I nielicznych dowodów. Według badania zleconego w 2004r. przez Narodową Radę Wywiadu najbardziej agresywny scenariusz zakłada, że muzułmańska populacja  mogłaby wzrosnąć z około 20 milionów, a to jest 5% populacji, do 38 milionów w roku 2025.” Ale to wszystko są naturalnie spekulacje oparte na spekulacjach, więc nie ma się czym martwić. Nawet gdyby okazało się, że są one celne, muzułmanie w dalszym ciągu stanowiliby niewiele ponad 8% ludności zamieszkującej UE, która w 2035 ma liczyć sobie 470 milionów. W najbardziej agresywnym scenariuszu z pewnością pewne czynniki zostały wyolbrzymione.

- Prognozy są czynione z dość sporym ‘okładem’, na co często zwraca się uwagę, ale liczby wciąż podawane są jako bezwzględne – mówi Jytte Klausen, autorytet na temat islamu w Europe z bostońskiego uniwersytetu Brandeis.” Można zatem odetchnąć z ulgą – co może bowiem zrobić maleńka mniejszość? Ktoś może chciałby zauważyć, że bolszewicy też stanowili mniejszość, a jednak nie tylko przejęli władzę w Rosji, ale także zupełnie odmienili rosyjskie społeczeństwo? Z pewnością taka analogia jest conajmniej nie na miejscu, gdyż pisze dalej Newsweek, że owszem mają muzułmanie więcej dzieci, niż rdzenni Europejczycy i że gromadnie napływają do Europy, ale że alarmiści uważają błędnie, iż te tendencje się utrzymają.

 

I nie jest istotne dla Newsweeka, że obawy dotyczące Eurabii nie są oparte jedynie na wskaźnikach demograficznych, ale także na coraz większej asertywności wspólnot muzułmańskich, które nie uznają wybieralnych władz oraz świeckiego społeczeństwa i otwarcie mówią o planach wprowadzenia szariatu – prawa koranicznego – tak szybko, jak to tylko będzie możliwe. Na koniec albowiem serwuje nam autor samą esencję politycznego prozacu: „Co najważniejsze mit Eurabii insynuuje istnienie zjednoczonego islamu; bloku zdolnego do wspólnych, potencjalnie groźnych działań, podczas gdy w rzeczywistości poważne formacje polityczne muzułmańskie nie istnieją, nie tylko na szczeblu międzynarodowym, ale i w poszczególnych państwach. Światowe podziały, z tym najwyrazistszym między sunnitami i szyitami, są obecne także i w Europie. Każdy kraj europejski przyciągnął emigrantów z innych regionów, stąd prezentują oni różne tradycje i poglądy: brytyjski muzułmanin pochodzenia pakistańskiego miałby problemy w porozumieniu się z Francuzem o algierskich korzeniach, przedstawiciel drugiego pokolenia tureckich emigrantów mieszkający w Niemczech nie miałby zaś nic wspólnego ze świeżo przybyłym do Belgii Marokańczykiem. Tak znaczne różnice występują także wewnątrz granic narodowych.

Zatem – idź spać Europo, kolorowych snów, nie ma się czego obawiać. A że nie chodzi o to, że wszyscy muzułmanie w Europie muszą działać razem, i koordynować swoje akcje w celu wprowadzenia szariatu na kontynencie? Że potrzeba zaiste niewielu i że niektórzy już nad tym pracują? Nie zaprzątaj sobie tym głowy. Dobrej nocy – będzie ona długa.

Odsłon: 708 Komentarzy: 4


Kwiatki nie tylko św.Franciszka.

Kategoria: Kultura Sunday, 07 June 2009, 22:14

Na leniwe wakacyjne miesiące proponuję dwie fenomenalne lektury: „Św. Franciszek z Asyżu i nawrócenie muzułmanóworazRzucając wyzwanie śmierci – ojciec Zachariasz Botross, apostoł wśród muzułmanów”. Choć na pierwszy rzut oka nie są one ze sobą powiązane, tak naprawdę doskonale się uzupełniają, szczególnie, że wykazując ciągłość pomiędzy średniowiecznym i współczesnym islamem, znakomicie dowodzą, że islamska nietolerancja ma zaiste długi rodowód.

Zaponając się z przeżyciami św. Franciszka, czytelnik ma nieodparte wrażenie, że średniowieczni muzułmanie mieli dokładnie takie same bolączki na jakie cierpią ich współcześni bracia. Czytamy bowiem (str. 90): „Traktowali Saraceni z wielkim okrucieństwem tych chrześcijan, którzy źle wyrażali się o prawach Mahometa”. Inne pojawiające się w książce anegdoty dają przykłady owej osławionej muzułmańskiej tolerancji dla chrześcijan, która trwała dokładnie tak długo, jak długo nie był kwestionowany prorok, lub jego nakazy. Zabawne, jak bardzo przypomina to tarapaty, w które obecnie popadają nie-muzułmanie, kiedy tylko odnoszą się do Mahometa w aspekcie kulturowym, historycznym, czy też wreszcie publikując jego podobizny, tudzież ośmielając się nazwać jego imieniem… misia. Kiedy święty z Asyżu rzucił wyzwanie ulemom z dworu sułtana chcąc przeprowadzić z nimi dysputę teologiczną, aby wykazać wyższość chrześcijaństwa nad islamem, spotkał się z odmową. Zacni teologowie nalegali za to by Franciszka wraz z jego towarzyszami „zabić poprzez obcięcie głowy, jak to jest nakazane w prawie koranicznym” (str. 60). Niezrażony Franciszek zachęcił sułtana, aby przeszedł na chrześcijaństwo, ale ten wyznał: „Nie mógłbym uczynić niczego podobnego. Moi ludzie by mnie ukamienowali” (str.65). I nie mylił się biedak, gdyż zaiste został zaatakowany za „tolerancyjną postawę wobec chrześcijan, a także oskarżono go o to, że nie jest ‘żarliwym muzułmaninem’” (str. 75). Jak aktualny jest ten przykład, nie trzeba tłumaczyć. Wystarczy tylko przypomnieć, że jak w średniowieczu, tak i dziś w islamie apostata jest karany śmiercią, zaś ten, kto zbyt przyjaźnie traktuje niewiernych, co stoi z bezpośredniej sprzeczności z Koranem (3:28), także może zostać uznany za odszczepieńca.

Jeśli czytelnik wciąż uważa powyższe przykłady za odbiegające od normy i przestarzałe postępowanie, druga książka uświadomi mu do jakiego stopnia takie zachowania są wierne tradycji i obecne wśród nas. Doświadczenia koptyjskiego kapłana, który całe swoje życie spędził szerząc Ewangelię wśród muzułmanów są zwierciadlanym odbiciem przygód św. Franciszka. Z powodu swojej pracy misyjnej wśród muzułmanów ojciec Botross był więziony, torturowany i, ostatecznie, deportowany z kraju. Kiedy jego ewangelizacja zaczęła przynosić owoce, to jest, kiedy muzułmanie zaczęli się nawracać, jego życie, zgodnie z prawem koranicznym, które w równym stopniu potępia nawróconego i nawracającego, znalazło się w niebezpieczeństwie. Nie przestraszyło to jednakowoż ojca Botrossa, który wciąż kontynuuje swoją pracę. Jest gospodarzem popularnego programu poświęconego porównaniu islamu i chrześcijaństwa szczególnie poprzez analizę świętych ksiąg obu wyznań. Dzięki egzegezie tekstów, które zawierają cały szereg niepochlebnych szczegółów z życia Mahometa, ojciec Botross demaskuje go jako fałszywego proroka. Na stronach YouTube jest dostępna seria wykładów ojca Botrossa na temat perwersyjnych nawyków seksualnych Proroka. Dodać także warto, że choć nieustannie zaprasza ojciec Botross ulemów do debaty, to jedyne co otrzymuje – zupełnie jak św. Franciszek – to groźby śmierci (za jego głowę została nawet wyznaczona wysoka nagroda).

Jeżeli zaś czytelnik po ukończonej lekturze machnie ręką i powie sobie: toż to wszystko w dzikich krajach się dzieje, u nas nie ma się o co martwić, przypomnę tylko, że i na naszym podwórku muzułmańscy klerycy konwertują na ulicach jedenastoletnie dzieci (nie zadając sobie, rzecz jasna trudu, aby zapytać o zgodę rodziców dziecka) oraz obwieszczają wszem i wobec, że muzułmanie nigdy nie wyrzekną się pewnych zasad, nawet jeśli są one sprzeczne z wartościami Zachodu. Tak przynajmniej oświadczył szejk Haitham Al-Haddad, jeden z najbardziej poważanych imamów w Wielkiej Brytanii. Jest to, rzecz jasna, ta sama rzecz, którą wielu ludzi usiłowało przez lata wytłumaczyć politykom. Jest to potwierdzenie tego, że wartości islamskie i europejskie różnią się od siebie znacznie; że wielu muzułmanów nigdy nie zgodzi się na kompromis tylko po to, by zintegrować się z zachodnimi społeczeństwami; wreszcie zaś, że wielu z nich będzie pracować nad tym, by podporządkować sobie nie-muzułmanów w nowych krajach poprzez stopniowe wprowadzanie szariatu. Mówiąc takie rzeczy, zostali owi ludzie uznani za nieuleczalnych, groźnych islamofobów, oraz wyrodne kanalie na wielkokulturowej piersi społeczeństwa. Ale szejk Haitham Al-Haddad jak widać, może publicznie wygłaszać takie same przekonania i nikogo taki kwiatek nie dziwi. Co jednak bardziej martwi: nikt też na poważnie nie rozważa implikacji owego manifestu wygłaszanego przez, było nie było, tak zwanego umiarkowanego muzułmanina.

 

 

 

Odsłon: 449 Komentarzy: 3


1 2 3 dalej »

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.