Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Katolik według ministra Nowaka

Kategoria: Aborcja Thursday, 07 April 2011, 21:19

Jakże trafioną była decyzja podjęta jakiś czas temu, by zaniechać całkowicie oglądania wszelkich kanałów i programów informacyjnych, a nawet telewizorni jako takiej, z drobnymi wyjątkami na tenis i kolarstwo. O trafności tejże przekonałem się dziś.

Gdy za oknem lipcowa słota, połowica wraz z dzieckiem wypoczywa  na łonie natury, korzystając z chwili wolnej odpaliłem ja odbiornik TV. Skacząc po kanałach napotkałem odcinek Simpsonów. Niestety wątek nie był ciekawy, więc skacząc dalej po kanałach zatrzymałem się przy WSI24, gdzie dzielna pani Monika gościła w swych skromnych progach byłego posła, a obecnego ministra Sławka Nowaka, którego niegdyś znana w salonie Pani Renia w odpowiedzi na mój komentarz określiła, jako "niesamowicie inteligentnego". Ten komentarz pozostawię bez komentarza, a skupię się na samym programie.

Przyznam, że szoł redaktorki Olejnik dawno nie oglądałem i od razu muszę przyznać, że rozwinęła się kobita nielicho. Od samego startu wzięła przystojnego ministra na ostre spytki, a ten dwoił się i troił, by się pani redaktorce przypodobać. Przymilnym był niezmiernie. Dobre samopoczucie go nie opuszczało. Głównie maglowano temat list wyborczych, by przejść do głosowania nad pierwszym czytaniem obywatelskiego projektu ustawy zakazującej całkowicie mordowania nienarodzonych dzieci. Każdy się domyśli, że pani redaktorka wskakując buty najlepszego prokuratora przygwoździła dziarskiego Sławka pytaniami, wręcz stawiając mu zarzuty, jak to mogło się stać, żę głosami 67 posłów PO projekt trafił do prac w komisji.

Tu Sławek minister czując powagę chwili od razu od kolegów swych się odciął. Stwierdził, że on by głosował za odrzuceniem projektu w pierwszym czytaniu, bo jego zdaniem, tu parafraza moja, obecny stan pozwalający w pewnych wypadkach na mordowanie nienarodzonych dzieci jest OK. Tak samo ma uważać również Prezydent.

No i dalej sobie rozmowa miło płynie, aż przy końcu programu pani red. wystrzeliła pytaniem o to, czy Jan Jacek Vincent Rostowski będzie kandydatem do Sejmu. Minister odpowiada, że owszem, będzie. Na to pani Monika: "kolejny ultrakatolik!!!". To już było dla niej za dużo. Lecz najlepsze miało dopiero nadejść. Najpierw pan Sławek rzekł, że przecież "katolik" to nie obelga (no wielkie dzięki panie "Miniszcze") i dodał SAM JESTEM KATOLIKIEM.Szkoda, że pani redaktorka nie zapytała ministra, jak to się ma do jego poglądu na tzw. kompromis aborcyjny. Ale to już z pewnością pytanie nie na poziomie tego programu.

Ja zaś gratuluję panu Ministrowi dobrego samopoczucia da drodze do piekła!!!

Znamienne było też to, że redaktorka Olejnik mówiąc o obywatelskim projekcie i o aborcji raz powiedziała "dziecko", ale szybko się zreflektowała i poprawiła na "płód". Zatem wszystko gra i buczy. Wszystkie ręce na pokład i wiosłujemy w jedynie słusznym kierunku. Jednostajnie sączymy do głów telewidzów ten sam, jedynie słuszny przekaz i myślenie.

O stwierdzeniu ministra Nowaka, że on całym sercem jest za tym, żeby ludzie ze związków partnerskich mogli mieszkać razem szkoda nawet gadać. Nie wiem, jak minister, ale ja nie słyszałem, by kodeks karny zawierał sankcję za mieszkanie razem bez ślubu.

Tak to się właśnie  dziś przekonałem, że szkoda czasu, nerwów oraz prądu na oglądanie telewizorni. Za wyjątkiem Tour de France, choć i tu coraz mniej prawdy, a coraz więcej ściemy.

Odsłon: 69 Komentarzy: 2


Tęczowa dyktatura

Kategoria: Wiadomości Thursday, 29 April 2010, 07:27

O tym, że środowiska gejowskie są oficjalnie otwarte i tolerancyjne na wszelkie poglądy wiadomo nie od dziś. Również nie od dziś wiadomo, że tolerancja ta ma ściśle nakreślone granice i kończy się w momencie, gdy ktoś ośmieli się podważyć, czy choćby podjąć dyskusję z jakimkolwiek z dogmatów przez to środowisko głoszone.

W imię tej zasady, przy pomocy mediów okołoagorowych podniósł się w ostatnich dniach kolejny krzyk. Tym razem iskrą zapalną jest kolejna wizyta w Polsce doktora Paula Camerona, amerykańskiego psychologa badającego kwestie homoseksualizmu oraz z homoseksualizmem związane. Pech jego polega na tym, że głoszone przez niego tezy obalają dogmaty głoszone przez środowisko gejowskie. Stąd jest on tak ostro w Polsce, a zapewne i w innych krajach, zwalczany.

Rok temu, gdy przebywał w Polsce, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego, po uprzednim wyrażeniu zgody na wykład dr. Camerona, następnie, pod wpływem naciską zgodę ową cofnął. Udało się jednak Cameronowi wystąpić na KUL-u oraz Uniwersytecie Opolskim.

Zatem kolejna wizyta postawiła w stan wysokiej gotowości całe środowisko gejowsko-lesbijskie z pomocnymi im organizacjami i pracownikami mediów. Wszak sytuacja z ubiegłego roku nie mogła sie powtórzyć. I rzeczywiście, w wyniku tej krucjaty, Uniwersytety w Szczecinie, Toruniu oraz Warszawie zrezygnowały z organizacji spotkania z doktorem Cameronem. Swoją cegiełkę w tejże krucjacie dołożyły media Agory, w tym oczywiście Radio TOK FM. Posłużyło się przy tym prawniczką z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydysryminacyjnego (już sama nazwa w kontekście sprawy jawi się jako ponury żart), Panią Moniką Zima.

Już na wstępie jest ciekawie, gdyż pani prawniczka uderza z grubej rury: "Wypowiedzi, o których mogliśmy przeczytać, dążą do wzburzania nienawiści przeciwko osobom homoseksualnym"rzecze i podpiera się przy tym "ałtorytetem" nie byle jakim, bo samym Parlamentem Europejskim i przypomina, że to, za przeproszeniem, organ już w 2006 roku przyjął rezolucję potępiającą homofobię w Europie. No to jakże można z tym dyskutować?! A przecież, zdaniem pani prawniczki Zimy, wypowiedzi Paula Camerona są właśnie homofobiczne.

Dalej jest jeszcze ciekawiej, bo wyciągnięte zostają już prawdziwe działa. Są to jednak działa całkowicie źle skalibrowane. Można śmiało powiedzieć, że ośmieszają więc panią prawniczkę. Otóż wielce górnolotnym słownictwem zauważa ona, że polska konstytucja w artykule 73. gwarantuje wolność badań naukowych i WOLNOŚĆ SŁOWA, ale jednocześnie "zakazuje istnienia organizacji i partii, które odwołują się do "totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy". Naprawdę strach się bać. Ale spróbujmy odczytać, co owa dama chce przez to powiedzieć. Mówi nam: jest oczywiście wolność słowa, a polega ona na tym, że wolno mówić to tylko, co zostało zatwierdzone przez politycznie poprawne środowiska oświeconych działaczy. 

Nigdzie bowiem nie wskazuje ona, w którym momencie doktor Cameron posługuje się "totalitarnymi metodami i praktykami działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu" ani też nie podaje, w jakich słowach doktor Cameron nawoływałby do nienawiści na tle rasowym lub jakimkolwiek innym. Dla pani Zimy takim przejawem jest sam tytuł wykładu, to jest "Zjawisko homoseksualizmu". Zaiste jest to stwierdzenie nawołujące do nienawiści na szeroką skalę. Po prostu koń by się uśmiał.

Jeszcze gorsze, choć w komentarzu to nie pada, jest zdaje się dla mediów Agory to, że swojej anteny doktorowi Cameronowi urzyczyło Radio Maryja. Polecam odsłuchanie tej audycji, bo dr. Cameron podaje tam bardzo interesujące, NAUKOWE, poparte długoletnimi badaniami fakty na temat homoseksualizmu, w tym na temat rozprzestrzeniania się wirusa HIV i AIDS. Nie znalazłem tam ani jednego słowa, które nawoływałoby do nienawiści, czy choćby wrogości. Omawiany był problem homoseksualizmu i jego negatywne skutki na społeczeństwo i państwo, które ewidentnie istnieją. I tu zdaje się leży sedno sprawy. Skoro nie można na rzeczowe argumenty odpowiedzieć równie rzeczowo, to najlepiej nazwać kogoś homofobem i to nawołującym do nienawiści i łamania prawa.

Komentarz pani Zimy

Audycja dr. Camerona

Odsłon: 203 Komentarzy: 0

Bóg o ciele, ciało o Bogu

Kategoria: Religia Saturday, 24 April 2010, 18:47

  Bóg o ciele

Pismo Święte o cielesności człowieka mówi praktycznie już na samym początku. Zwieńczeniem dzieła stworzenia świata przez Boga jest stworzenie człowieka „na obraz Boży”. I chciałbym najpierw parę słów poświęcić temu, co oznacza, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz.
Przyjęło się uważać, że owo „na obraz Boży” oznacza podobieństwo do Boga w warstwie duchowej, czy też charakterologicznej. W końcu nikt z nas żyjących nie wie, jak wygląda Bóg Ojciec. Jednak Biblia mówi co innego. „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył; stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1,27). Zatem podobieństwo człowieka do Boga odznacza się tym, że Stwórca powołał do życia mężczyznę i kobietę razem, w komunii. To jest prawdziwy obraz Boga – obraz, który możemy oglądać w ciałach mężczyzny i kobiety!
Co więcej, autor natchniony nie poprzestaje na tym krótkim stwierdzeniu, lecz jest ono rozwinięte w dalszej części Księgi Rodzaju. W drugim rozdziale dowiadujemy się, że najpierw Bóg dał życie mężczyźnie. Postawił go samego w ogrodzie Eden i dał mu za zadanie nazwać wszystkie zwierzęta. Jednak on, żyjący w samotności, pozbawiony jest jakiejkolwiek kreatywności i nazywa wszystkie zwierzęta tak samo – „istota żywa”. Widząc to Bóg sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie. Gdy spał, Stwórca posługując się żebrem mężczyzny stworzył niewiastę.
I wtedy rozgrywa się jedna z, śmiem twierdzić, najważniejszych scen w dziejach ludzkości. Gdy Pan przyprowadził niewiastę do mężczyzny, ten wydał okrzyk radości: „Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Ta będzie się nazywała niewiastą (wg tłumaczenia ks. Jakuba Wujka – „mężyną” ),bo ta z mężczyzny została wzięta.” (Rdz 2,21-24).
Nie bez znaczenia jest fakt, że Bóg stworzył niewiastę z żebra Adama. Nie ulepił jej z prochu ziemi, lecz posłużył się cząstką mężczyzny. Jest to odzwierciedleniem całkowitej jedności mężczyzny i kobiety. Oznacza, że kobieta pochodzi z tego samego życia, co mężczyzna.
Równie znaczący jest okrzyk Adama wydany w chwili, gdy Bóg pokazał mu kobietę po raz pierwszy. Jest to uniesienie pełne zachwytu. „Kość z moich kości i ciało z mojego ciała” oznacza coś najpiękniejszego. W języku hebrajskim nie było stopniowania wyrazów. Zatem aby wyrazić stopień wyższy powtarzało się ten sam wyraz. I kiedy mężczyzna (którego od tego momentu możemy nazywać Adamem) wydaje ten okrzyk, to chce on przekazać: po pierwsze, że kobieta jest jego „drugim ja”, a po drugie podkreślić swój zachwyt nad pięknem ciała kobiety. Wiąże się to właśnie bez wątpienia z możliwością komunii ciał, to jest cielesnego zjednoczenia mężczyzny i kobiety, męża i żony.
Widać zatem, że wolą Boga jest fizyczne zjednoczenie ciał mężczyzny i kobiety, a mówiąc dokładnie, męża i żony. To fizyczne zjednoczenie sprawia, że tworzą oni wtedy jedność ciał, czyli człowieka stworzonego na obraz Boży.
 
Ciało o Bogu
Wyrazem tego jest dalszy ciąg opowieści: „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2, 24). Skojarzenie z aktem płciowym jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Dopiero właśnie w zjednoczeniu seksualnym mężczyzna i kobieta stają się tą pełnią jedności, czyli dopiero wtedy stanowią pełnię tego, że zostali „na obraz Boży” stworzeni.
Pięknie przedstawił ten temat Jan Paweł II na jednej ze swoich katechez środowych: „… obrazem i podobieństwem Boga stał się człowiek nie tylko przez samo człowieczeństwo, ale także przez komunię osób, którą stanowią od początku mężczyzna i niewiasta (…) Człowiek staje się odzwierciedleniem Boga nie tyle w akcie samotności, ile w akcie komunii. Jest wszakże „od początku” nie tylko obrazem, w którym odzwierciedla się samotność panującej nad światem Osoby, ale niezgłębiona, istotowo Boska Komunia Osób” (katecheza z 14.11.1979 r.).
Gdy popatrzymy na zjednoczenie płciowe męża i żony w tym aspekcie, przez pryzmat Bożego podobieństwa właśnie, wtedy odkryjemy, że mąż i żona mogą spotkać Pana Boga tam, gdzie się Go najprawdopodobniej zupełnie nie spodziewali – w swojej sypialni. Pozwoli to także spojrzeć zupełnie inaczej na ciało swojego męża czy żony. Tym przejawia się mądrość Boża i cud Jego stworzenia, że stworzył kobietę i mężczyznę wydawałoby się całkowicie różnymi od siebie – w warstwie cielesnej, duchowej, emocjonalnej, psychologicznej. A jednocześnie zjednoczenie, czyli komunia tych przeciwności dają Jego obraz. Obraz, którego, jeśli można tak powiedzieć, wynikiem jest pierwsze błogosławieństwo Boga Ojca dla człowieka: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię…” (Rdz 1,28).
Jest zatem zaskakującym, że w naszych ciałach zawiera się pełnia obrazu Boga. O tym, jak zachwycające i piękne może być ciało mężczyzny i kobiety mówi księga „Pieśń nad Pieśniami”. Co więcej, swoiste potwierdzenie tego, że właśnie Bożym zamiarem było stworzenie ciał mężczyzny i kobiety na obraz Boży daje sam Jezus; gdy faryzeusze wystawiając Go na kolejną próbę spytali, czy można oddalić żonę z jakiegokolwiek powodu, wtedy Syn Boży odwołuje się właśnie do Księgi Rodzaju i mówi: „Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało” (Mt 16, 4-6a).
Nie trzeba już chyba więcej nic dodawać. Tak, nasze ciała zostały stworzone przez Boga na Jego obraz. Tak, akt płciowy między mężem a żoną jest miejscem, gdzie zstępuje sam Bóg i mówi „bądźcie płodni”. Natomiast świadomość, że tak właśnie jest, poparta modlitwą, sprawia, że przeżywanie małżeńskiego zjednoczenia staje się jeszcze piękniejsze i pełniejsze. Nie bójmy się zatem również tej bardzo ważnej sfery każdego małżeństwa oddawać i zawierzać Panu Bogu.
Mój przyjaciel, gdy miał się żenić, usłyszał od swojego ojca taką oto radę: „Synu, pamiętaj: stół łączy, ale łoże małżeńskie jeszcze bardziej!”.

Odsłon: 207 Komentarzy: 0


KOBIETA KORONĄ STWORZENIA - refleksja na Dzień Kobiet

Kategoria: Religia Tuesday, 03 August 2010, 14:14

 

W świetle szerzącej się ideologii feministycznej, której główną rolą jest „odkobiecenie” kobiet, choćby przez takie oto światłe sukcesy, jak umożliwienie im pracy w kopalni pod ziemią, chciałbym dać tej propagandzie stanowczy odpór i ten wpis poświęcić Wam drogie Panie, i podzielić się kilkoma refleksjami o kobietach i kobiecości takiej, jaka wynika z Bożego planu stworzenia.
 
Zanim jednak do tego przejdę, najpierw nakreślę tak zwany obraz sytuacyjny. Oto mamy sytuację, gdy cały świat jest stworzony. Wszystkie rośliny, zwierzęta oraz człowiek, mężczyzna. Jakiż on jednak biedny jest. Błąka się po tym świecie. Nie ma się nawet do kogo odezwać. Jego pomysłowość jest w zasadzie szczątkowa. Zdolności kreatywne także. Każde zwierzę nazywa on tak samo: „istota żywa”. Jest jakiś taki osowiały, smutny. I wtedy Bóg lituje się nad tym biedaczyną i mówi: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc” (Rdz 2, 18). 
Tu chciałbym się na moment zatrzymać i wtrącić małą anegdotkę. Nie jest to oczywiście napisane w Biblii, ale wiele osób twierdzi, że tak było naprawdę i prawdziwy powód stworzenia kobiety był jednak zgoła inny. Otóż gdy Bóg stworzył mężczyznę, to popatrzył na swoje dzieło, na tego pierwszego przedstawiciela gatunku homo sapiens, zadumał się i stwierdził: stać mnie na coś lepszego!!!! I wtedy stworzył kobietę:-))))
 
Wróćmy jednak do naszej historii. Bóg lituje się więc nad tą chłopiną, wprowadza go w stan głębokiego snu i w tej narkozie, posługując się żebrem Adama stwarza kobietę. Również co do tej formy stworzenia kobiety, a ściślej, odnośnie użycia narkozy, również krąży anegdota. Mianowicie Bóg miał prosić po dobroci Adama, by ten dał mu żebro. Adam nieugięty nie chciał po dobroci dać tego żebra, więc Bóg pyta go. „Adamie, dlaczego nie chcesz dać żebra?” A Adam na to: „bo mam złe przeczucia”. My jednak odrzucamy tę anegdotę jako z pewnością fałszywą i najprawdopodobniej sfabrykowaną przez męskich szowinistów.
Tak więc Bóg stwarza kobietę i cóż się wtedy dzieje??? Ten sam chłop, który chodził po tym świecie jakiś taki smutny i bez polotu, na raz dostaje, jak byśmy to dziś powiedzieli, „POWERA”. Wydaje z siebie okrzyk zachwytu. Zachwyca się, bo zobaczył piękno w czystej postaci. Piękno, jakiego dotąd nie oglądał. Pod wypływem tego piękna mężczyzna zaczyna działać. Piękno to inspiruje go do podejmowania nowych wyzwań. I tak jest po dziś dzień. Kobiety zmieniają świat swoim pięknem!!!Dlatego tak podejrzanym okiem patrzymy na te nieliczne w historii sztuki obrazy aktów mężczyzn. Natomiast z drugiej strony mamy niezliczoną liczbę obrazów opiewających piękno kobiety.
 
Sama zaś kobieta, Ewa, jest koroną stworzenia. Jest zwieńczeniem bożego dzieła stwarzania świata, jako byt najdoskonalszy. I to jest właśnie istota kobiecości. Być piękną. Przede wszystkim piękną na sercu. Mieć to poczucie piękności. Poczucie, które nadaje kobiecie, dziewczynce jej ojciec. Ewie poczucie to nadał sam Bóg. Dlatego szczęśliwe są te kobiety, którym ojcowie to poczucie piękna zaszczepili.
Natomiast wszystkie feministki, za przeproszeniem bredzące o parytetach, równouprawnieniu do granic absurdu, śmiem twierdzić tego poczucia piękna nie mają.
Oczywiście to, że kobieta jest koroną stworzenia, a więc bytem najdoskonalszym, ma też i swoje dodatkowe uroki. Jako byt najdoskonalszy, jest również bytem najbardziej skomplikowanym w swojej osobowości i psychice. Dlatego tak trudno mężczyznom kobietę zrozumieć. Tym jednak ciekawsze te relacje damsko – męskie są. Ale to już jest temat na osobną notkę.
 
Ja tymczasem chciałbym w tym miejscu życzyć wszystkim Paniom, by znalazły u swego boku mężczyznę, który będzie potrafił docenić i wydobyć ich piękno. Piękno nie tylko ciała, ale przede wszystkim serca i ducha.
A wszystkim parytetom i tym podobnym historiom, które uwłaczają pięknu kobiet, MÓWIMY STANOWCZE „NIE”!!!
 
 
P.s. Natchnienie czerpałem z książki Stasi i Johna Eldridge pod tytułem „Urzekająca”, której lekturę wszystkim, bez względu na płeć, polecam!!!!

Odsłon: 306 Komentarzy: 6


"Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie"

Kategoria: Modlitwa Saturday, 03 July 2010, 18:52

„Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4, 12). Te słowa autora Listu do Hebrajczyków brzmią dziś w moich uszach szczególnie mocno. A to z dwóch powodów:
 
Pierwszy powód, to słowa dzisiejszej Ewangelii św. Łukasza i płynące z niej przesłanie, które dotyka bardzo mocno mojego serca. „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie” mówi Jezus do Żydów, ale także i do mnie. Bo nawracać trzeba się każdego dnia, gdyż każdego dnia Szatan równie mocno uderza w serce człowieka. To, że z łaski Bożej dane mi było przeżyć wstrząs, przeżyć chwile ciemności, w których Jezus pokazał mi moje grzechy, było tylko początkiem mojej drogi do Boga.
A w dzisiejszej Ewangelii Jezus bardzo mocno piętnuje pierwszy i chyba najniebezpieczniejszy grzech – pychę. Wskazuje On, że osoby, które wydawałoby się na pierwszy rzut oka, dopadła jakaś tragedia (w tym wypadku tragiczna śmierć), były większymi grzesznikami, niż pozostali. Myśl taka rodzi się w umysłach tych, którzy przychodzą do Jezusa. Taka sama myśl rodzi się jakże często w mojej głowie, gdy chcę usprawiedliwić swoje grzeszne uczynki.
„Przecież inni są gorsi, bardziej grzeszą” myślę sobie. A Jezus mówi twardo: „czyż myślicie, że Ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej,powiadam wam, lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie”(Łk 9, 2-3).
Ostrzeżenie to, od razu kojarzy się nam ze śmiercią ciała. Wydaje się jednak, że niesłusznie. Dla Jezusa, który mówi o śmierci, oznacza to śmierć dla życia wiecznego. Można bowiem być żywym na ciele, lecz już od dawna mieć martwego ducha. A żywy duch objawia się w radości.
Pan zapytał Kaina: «Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować»” (Rdz 4, 6-7).
 
Tak, po tym najłatwiej poznać, czy ktoś jest człowiekiem prawdziwie żywym, czy tylko takim chodzącym trupem. Dlatego tak bardzo jestem wdzięczny Panu za słowa ostrzeżenia i otrzeźwienia, które dziś do mnie kieruje.
Słowa te, w kontekście zacytowanego fragmentu Listu do Hebrajczyków, tym bardziej mnie dziś poruszają, gdyż padają w specyficznym momencie i kontekście. Jak się łatwo domyślić, chodzi o sprawę procesu sądowego Tysiąc vs. „Gość Niedzielny” uwieńczoną piątkowym wyrokiem. Wyrokiem, który zabrania głosić prawdę o morderstwie nienarodzonych, który zabrania nazywać rzeczy po imieniu i który karze redakcję „Gościa” za użycie słów, które nigdy nie padły.
 
Z jednej strony można powiedzieć, że, przynajmniej do czasu, Jezus miał szczęście, że nie żył w dzisiejszych czasach. Słowa, które tak często kierował pod adresem faryzeuszów, czy choćby do kupców w świątyni, mogłyby być z powodzeniem dziś uznane za „mowę nienawiści”. Wtedy rach ciach odpowiedni sąd zechciałby pokazać Jezusowi „prawidłowy” tok rozumowania i sposób wysławiania. Z drugiej strony, słowa o potrzebie nawrócenia brzmią dziś szczególnie mocno. Nie tylko dla mnie, ale chcę wierzyć, że także dla Pani Tysiąc i każdego, kto popiera ten morderczy proceder unicestwiania niewinnych istot.
 
A tych nie brakuje. Jak dziś podał portal Fronda.pl, Hilary Clinton namawiała Brazyliczyków do wprowadzenia aborcji. Nie szkodzi, że 2/3 mieszkańców tego kraju jest za całkowitym jej zakazem. Przecież ludzie z zaściankowej Brazylii nie mogą mieć własnego zdania. My, bogaci Amerykanie wiemy przecież lepiej. Nie po to uruchomiliśmy olbrzymie fundusze na promowanie aborcji, żeby nam się tu teraz Brazylia buntowała. Jakoś pani Hilary nie przyszło do głowy, że te same pieniądze można przeznaczyć na pomoc w wyrywaniu tych ludzi z głodu i ubóstwa.
 
A Jezus wciąż mówi: „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie”!!! Mówi i czeka na każdego z nas!!!

Odsłon: 167 Komentarzy: 3


Pozytywne refleksje ze zdziwieniem po wyroku ws. Tysiąc

Kategoria: Pro life Thursday, 03 June 2010, 15:48

Kiedy tydzień temu popełniałem notkę o nowym pojęciu chrześcijaństwa według red. Turnaua z „GW” wyraziłem w niej graniczącą z pewnością opinię, że wyrok Sądu Apelacyjnego może być tylko jeden – uchylenie wyroku I instancji. Ale jak widać niezbadane są wyroki nie tylko Boskie, ale i Sądów Apelacyjnych. 

Przecież każdy, średnio rozgarnięty przedstawiciel gatunku homo sapiens, po przeczytaniu artykułu ks. Gancarczyka, dojdzie do wniosku, że słowa, porównanie do nazistowskich zbrodniarzy odnosi się co najwyżej do sędziów ETS, a to i tak nie bezpośrednio. Myślę, że warto przytoczyć w całości tekst felietonu księdza Gancarczyka, by było wiadomo, „o co biega”:

„Trzy miesiące temu do muzeum obozowego w Oświęcimiu trafiły niezwykłe zdjęcia z prywatnego albumu Karla Hoeckera, esesmana z Auschwitz. Można na nich zobaczyć, czym „po godzinach” – jak pisze autorka reportażu (str. 40–42) – zajmowali się hitlerowcy „pracujący” w obozie. Na wypoczynek jeździli do Międzybrodzia Bialskiego. Widzimy słynnego doktora Mengele w towarzystwie Hoessa i innych oficerów. Roześmiani, zrelaksowani. Przyzwyczaili się do morderstw dokonywanych za płotem obozu. A jak jest dzisiaj? Inaczej, ale równie strasznie. Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Strasburgu odrzucił właśnie odwołanie rządu polskiego w słynnej już sprawie Alicji Tysiąc (szczegóły na str. 28–30). W konsekwencji pani Tysiąc otrzyma 25 tys. euro odszkodowania, plus koszty postępowania, za to, że nie mogła zabić swojego dziecka. Mówiąc inaczej, żyjemy w świecie, w którym mama otrzymuje nagrodę za to, że bardzo chciała zabić swoje dziecko, ale jej nie pozwolono. To odszkodowanie będzie pochodzić z budżetu państwa, a więc z naszych podatków. A co z sędziami, którzy wydali tak nieprawdopodobny wyrok? Zapewne na weekendy jeżdżą w różne urokliwe miejsca. Są uśmiechnięci, zrelaksowani. Przyzwyczaili się.” GN z 7.10.2007 r. 

Widać zatem, że pani sędzia Tkocz dokonała wielkiego wysiłku, by wysmażyć takie uzasadnienie oddalenia apelacji. Jest ona chyba drugą i ostatnią osobą, po pani sędzi Soleckiej, która orzekała w pierwszej instancji, która do takiego wniosku doszła. Otóż nawet „Gazeta Wyborcza”, piórem oddelegowanej na odcinek monitorowania zawartości „Gościa Niedzielnego” redaktorki Katarzyny Wiśniewskiej, stwierdza, że owo porównanie odnosi się do sędziów ETS.

Oto dowód. W dzisiejszym komentarzu pisze między innymi: „Artykuły w "Gościu" nakręcały emocje, porównywanie przez ks. Gancarczyka sędziów Trybunału w Strasburgu do zbrodniarzy hitlerowskich z Auschwitz – doktora Mengele i Rudolfa Hoessa – "po godzinach pracy, uśmiechniętych i zrelaksowanych" przypomina najnowsze dzieło ruchów Pro-life – billboardy głoszące, że aborcję dla Polek wprowadził Hitler.”

Jakby nie patrzeć, jest to zdziwienie. Nawet dla redakcji „GW” jest to oczywisty fakt, a dla sądu już nie. Oczywiście pani Wiśniewska uderza dalej w redakcję „Gościa” podnosząc stary jak świat argument, że „Gość” zamiast uderzać w Alicję T., powinien się zainteresować, czy ma z czego żyć, bo nie o tym chciałem pisać. 

A chciałem napisać, oprócz tego, co powyżej, o tym, że cała ta sprawa, z procesem, z wyrokami sądów obu instancji ma też wiele pozytywów. I to pozytywów nie takich, o jakich trąbią od wczoraj panie feministki.

Po pierwsze, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, jest to niewątpliwie darmowa reklama dla „Gościa Niedzielnego”, który i bez tego świetnie radził sobie na rynku tygodników, będąc jedynym tytułem, którego sprzedaż systematycznie rosła, by w ostatnim rankingu wyprzedzić nawet długoletniego lidera – „Politykę”.

Po drugie, głęboko wierzę, że nagłośniony w ten sposób temat aborcji (tego, że w swej istocie jest to morderstwo człowieka przez rozerwanie na strzępy i żadne zaklęcia i eufemizmy tego nie zmienią) i twarda postawa redakcji „Gościa” spowodują, że niejedna kobieta, która rozważa zabicie dziecka, jeszcze raz przemyśli, czy aby na pewno powinna to robić.

Po trzecie, zaczyna się już mówić nie tylko o prawie kobiety do decydowania o sobie, bo w swej istocie decyzja taka nie dotyczy tylko kobiety, ale także dziecka, drugiej osoby, które nosi w sobie, ale także o prawie dziecka do życia.

Po czwarte, niezłomna postawa ks. Gancarczyka i całej redakcji „GN” w nazywaniu zła złem jest także budującym świadectwem wiary dla wszystkich. Pokazuje, że warto twardo bronić wartości, bronić życia, bronić nauki Jezusa. Wszak On sam, rozsyłając apostołów nie obiecywał im, że będą przez wszystkich poklepywani po plecach, tylko mówił, że posyła ich „jak owce między wilki”.

 

Mam zatem głęboką wiarę i nadzieję, że cała ta sprawa przyniesie więcej dobrego dla głoszenia Prawdy o życiu i nauki Jezusa niż szkody. Mam także nadzieję, że Pani Tysiąc będzie potrafiła zmienić swoje postępowanie. Bóg nie zamyka dla nikogo drogi do nawrócenia i zbawienia. I o to powinniśmy się wszyscy modlić.

Odsłon: 283 Komentarzy: 2


Oto dlaczego zachód upada

Kategoria: Religia Saturday, 03 April 2010, 14:16

 

To, że zachodnia Europa tonie coraz bardziej w oparach politycznie poprawnych absurdów wiadomo nie od dziś. Wiadome też jest to, że sytuacja ta wiąże się niestety bezpośrednio z upadkiem chrześcijaństwa w tych krajach. Szczególnym zaś przykładem jest Szwecja, gdzie wszelkiego rodzaju parytety, równouprawnienie i emancypacja zostały już naciągnięte do granic absurdu.
 
W Polsce kaganek tej zachodniej oświaty niesie niezawodna „Gazeta Wyborcza” Nie tak dawno, bo w lutym w dodatku „Duży Format” ukazał się wywiad z…. biskupem Sztokholmu w Kościele ewangelicko – luterańskim. Biskupem, który jest… kobietą i to kobietą kochającą inaczej. Tu już pierwsza refleksja się nasuwa, że chyba GW powinna była, trzymając się ustalonej linii, ową panią zatytułować „biskupą”. Ale zostawmy to na boku i skupmy się na samym wywiadzie, bo to, co pani biskup (śmieszne jest już samo zestawienie tych słów, a tak autorka wywiadu ową panią tytułuje) mówi sprawia, że ciężko człowiekowi ten tekst doczytać do końca. Warto to jednak zrobić, bo treści zeń płynące w pierwszej chwili wywołują uśmiech (raczej politowania, ale zawsze), lecz po chwili zastanowienia przychodzi myśl, że to jest właśnie przyczyna tego wszystkiego, co zalewa już Europę.
 
By nie być gołosłownym przytoczę parę „kwiatków” autorstwa pani biskup. Przede wszystkim relatywizuje ona zupełnie Pismo Święte. Traktuje je kompletnie, nomen omen, wybiórczo. Zwłaszcza to, co Biblia mówi o homoseksualizmie (wszak pani biskup zadeklarowaną lesbijką jest). Mówi, że
 „Biblia to nie jest książka, która spadła z nieba. To nie zbiór przepisów. Nie można jej używać jak książki kucharskiej: trochę tego, szczyptę tego, dużo tego.To księga napisana przez zwykłych ludzi, którzy opowiadają w niej o tym, jak wierzą w Boga, jak go sobie wyobrażają.
O ile odnośnie pierwszej części wypowiedzi można się zgodzić. Egzegezy nie dokonuje się na podstawie jednego fragmentu Biblii, lecz zawsze szuka się odniesień w tekstach paralelnych. O tyle traktowanie przez, bądź co bądź, ponoć osobę duchowną, Biblii jako księgi, w której ludzie opowiadają o tym, jak wierzą w Boga jest już niezłym żartem. Nie miejsce i czas by to wyjaśniać, ale zawsze wydawało mi się, że jest to tekst natchniony i opowiada o historii zbawienia, gdzie centralne miejsce zajmuje życie i działalność oraz męka i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, który „przyszedł rzucić ogień na ziemię”.
 
Idźmy jednak dalej. A dalej pani biskup wyjaśnia, że mieli duże problemy ze Starym Testamentem, więc….. go nie czytali. No genialny sposób. Skoro jest coś, co uderza w moje myślenie, w moje postępowanie, to najlepiej wypierać to ze świadomości!!! Po co się wysilać i zmierzyć z problemem, z sobą, skoro łatwiej i przyjemniej po prostu nie widzieć problemu. Postępowanie może i dobre dla 3-letniego dziecka, ale czy dla dojrzałego człowieka???
Równie ciekawy jest też wywód odnośnie Niepokalanego Poczęcia i czystości przedmałżeńskiej. Zdaniem pani biskup Biblia nigdzie nie wyjaśnia szczegółów „technicznych” tego wydarzenia, więc nie jest to dla niej wiarygodne. Równie lekko i przyjemnie pani biskup traktuje sprawę czystości przedmałżeńskiej. Nie widzi problemu. Najważniejsze według niej, że ludzie chcą być razem. Nieważne, że współżycie przed ślubem przynosi więcej szkody, niż pożytku (a prawdę mówiąc, to tego drugiego całkowity brak).
 
Jeszcze lepsza jest odpowiedź na pytanie, czy akceptuje rozwody. Przytoczę ją w oryginalnym brzmieniu, bo jest zaiste tego warta. Otóż pani biskup mówi:
Muszę akceptować, ponieważ one istnieją.
Ciekawe, czy podobną akceptację wykazuje odnośnie kradzieży, oszustw, gwałtów, ponieważ i one istnieją. Również to co mówi na ten temat Pismo Święte nie jest dla niej żadnym odnośnikiem. Z jej słów wynika, że Biblia to księga napisana 2 tysiące lat temu, w innej rzeczywistości i najlepiej, jakby tak ktoś ją napisał na nowo w odniesieniu do dzisiejszych realiów.
Równocześnie nie przeszkadza to pani biskup mówić, że „wierzy w Jezusa”. Tak naprawdę, to chyba jednak wierzy ona tylko w swoje o Nim wyobrażenia. I tak już do końca wywiadu.
 
Naprawdę trzeba pogratulować Szwedom przewodników duchowych. Z takim myśleniem i z takimi poglądami daleko jednak nie zajadą. Pogratulować też trzeba „Gazecie Wyborczej” świetnego wywiadu. Świetnego, choć chyba nie w pojęciu gazetowym. Świetnego, bo pokazującego płyciznę duchową i moralną Zachodu.
Na szczęście my mamy jeszcze szansę dać tym chorym ideologiom odpór. Wciąż brzmią mi w uszach słowa Jana Pawła II, który namawiał, by „wymagać od siebie nawet wtedy, gdy inni od nas nie wymagają”. I to jest jedyna droga dla człowieka, dla każdego z nas, by nie dać się pochłonąć lewackiej ideologii relatywizmu.To jest przesłanie, które powinien głosić Kościół, w tym również Kościół Ewangelicko – luterański w Szwecji, jeśli nasz kontynent ma przetrwać w takim kształcie, jak dotychczas.

Link do wywiadu

Odsłon: 248 Komentarzy: 0


Moralność według "GW"

Kategoria: Pro life Thursday, 25 February 2010, 13:45

 

5 marca Sąd Apelacyjny w Katowicach ogłosi wyrok w sprawie: Alicja Tysiąc przeciw „Gość Niedzielny” i Archidiecezja Katowicka. Będzie to bardzo ważny wyrok, gdyż pokaże, czy można w Polsce wyrażać swobodnie swoje poglądy w kwestiach moralnych i nazywać rzeczy po imieniu, czy też zwycięży duch lewackiej ideologii i politycznej poprawności. Będzie on także ważny z innego powodu. Mianowicie, pokaże on, czy wyrok Sądu Okręgowego, a w szczególności jego uzasadnienie, z którego można było wywnioskować, że pani sędzia nie zrozumiała artykułu, który był podstawą pozwu, był tylko wypadkiem przy pracy Sądu, czy też był początkiem kolejnego etapu zmierzania Polski w stronę „postępowej Europy”
 
Dla przypomnienia, według logiki Sądu I instancji dozwolone jest nazwać aborcję złem, ale już niedopuszczalne jest nazwanie złem zabójstwa konkretnego dziecka przez konkretną osobę. Ponadto pani sędzia, w sobie tylko wiadomy sposób wywiodła, że pozwany ks. Marek Gancarczyk porównał panią Tysiąc do hitlerowskich zbrodniarzy, podczas gdy faktycznie i literalnie porównanie to odnosiło się do sędziów Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Zostawiam jednak na boku tę pokrętną i naciąganą argumentację, bo moją uwagę przykuł dziś komentarz agorowego speca od chrześcijaństwa, Jana Turnała.
W komentarzu tym, po tradycyjnym wstępie traktującym o tym, że „różne są poglądy na szkodliwość moralną aborcji” (o szkodliwości dla nienarodzonych, zabitych dzieci jakoś autor dziwnie milczy, wszak nie wiadomo przecież, kiedy to życie się w końcu zaczyna), autor nawołuje obie strony do zgody.
„czy naprawdę nie jest dla obu stron ważny los matek oczekujących dziecka, znajdujących się w trudnej sytuacji, ale również los tych jeszcze nienarodzonych dzieci, czy naprawdę nie jest dla obu stron ważne coś,co nazywa się pokojem społecznym?
Co więcej, Turnau ma już jasno sprecyzowane zdanie, kto powinien pierwszy wyciągnąć rękę.
 „powinien być to ten, którego symbolem jest krzyż: znak pokory, znak przebaczenia, prośby o przebaczenie, znak zgody właśnie.
 
Na pierwszy rzut oka wszystko pięknie i ładnie. Jednak czy na pewno?? Autor domaga się, by dla dobra matek w stanie błogosławionym i nienarodzonych dzieci, w imię spokoju społecznego „Gość Niedzielny” zrezygnował z głoszenia prawdy. Prawdy, która, czy ktoś to uznaje, czy nie jest taka, że aborcja to morderstwo i to najokrutniejsze, bo dokonane na kompletnie bezbronnej istocie. A zdaniem Turnaua, dla dobra tych nienarodzonych dzieci, powinno się przestać nazywać aborcję morderstwem, a wszystko to w imię pokoju społecznego. Bo ważniejsze jest, by nikt przypadkiem nie poczuł się urażony. Jednak misją Kościoła nie jest to, by było miło łatwo i przyjemnie. Misją Kościoła jest głoszenie Dobrej Nowiny o Jezusie Chrystusie.
Pragnienie Jana Turnaua kontrastuje bardzo ze słowami Zbawiciela: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam.”Łk 12, 49-51.
Bo nazywanie rzeczy po imieniu i głoszenie prawdy musi budzić rozłam i niepokój. Ale jest to niepokój konieczny do tego, by każdy człowiek mógł się nawrócić i dostąpić łaski zbawienia. Dlatego właśnie dla dobra przyszłych matek i nienarodzonych dzieci, „Gość Niedzielny”, Kościół i my wszyscy powinniśmy jasno i twardo mówić prawdę, że aborcja to morderstwo. „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi.”Mt 5, 37
 
Turnau nawołując „Gościa Niedzielnego” do tego by jako pierwszy wyciągnął rękę zapomina o tym, że to nie „GN” sprokurował cały ten proces i całą tę sprawę. Przecież to Pani Tysiąc pozwała Polskę przed ETPC, i to Pani Tysiąc pozwała redakcję i wydawcę. Powiem więcej, nawołując „Gościa” do zawarcia na tym etapie procesu ugody, nawołuje onde facto do tego, by gazeta zrezygnowała z głoszenia prawdy i przyznała rację Powódce. Rację, której przyznać nie może. Żąda on od redaktora naczelnego katolickiej gazety, księdza, by wyparł się on swojej wiary. Zaiste, dziwna to logika rozumowania. Jedynym wytłumaczeniem, jakie przychodzi mi do głowy, to to, że redaktorzy z kręgów poparcia Pani Tysiąc zaczynają przeczuwać, że Sąd Apelacyjny uchyli wyrok Sądu Okręgowego (a będę szczerze zdziwiony, gdy tak się nie stanie) i chcieliby jak najszybciej zakończyć sprawę i odtrąbić zwycięstwo.
Ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby to Pani Alicja Tysiąc uznała, że postąpiła źle i wystąpiła z wnioskiem o zawarcie ugody. To się jednak nie stanie, bo jej koleżanki ze środowisk feministycznych, które nią bardzo sprytnie manipulują, nigdy na to nie pozwolą.
Ja wierzę jednak, że prędzej czy później Pani Alicja Tysiąc przyzna, że to co chciała zrobić było złe. Wszak Jezus nikomu nie zamyka drogi do zbawienia i od nikogo się nie odwraca. On czeka zawsze i do końca na każdego człowieka.
 

Odsłon: 269 Komentarzy: 2


(Samo)pomoc społeczna

Kategoria: Wiadomości Monday, 22 February 2010, 21:24

 

W mediach głośna dzisiaj jest historia 11-letnieigo Sebastiana z Bystrzycy Nowej koło Lublina, który decyzją Sądu, na wniosek Miejskiego Ośrodka Opieki Społecznej, został odebrany rodzicom i umieszczony w domu dziecka. O sprawie tej informowało dziś obszernie radio TOK FM. Jest to sprawa, która niestety wiele mówi o systemie pomocy społecznej w Polsce i nie są to niestety wnioski pozytywne, czy optymistyczne.
 
Bo czego się dowiadujemy. Otóż powodem odebrania dziecka matce (ojciec po operacji amputacji nogi przebywa w szpitalu) nie była żadna przemoc ani brak opieki. Dziecko było otoczone miłością, a rodzice, wedle swoich możliwości o Sebastiana dbali. Relacje między nimi były jak najbardziej pozytywne.
Tam jest ogromna miłość. Nie tylko do matki, ale też do ojca i do mieszkającego z nimi dziadka. To widać na każdym kroku”.
Powodem wniosku MOPS’u do Sądu była lekka depresja matki, „niezaradność życiowa” i nie najlepsze warunki mieszkaniowe.
 
I tu już człowieka krew zalewa po raz pierwszy. Bo wydawałoby się, że taki MOPS, który w nazwie ma „pomoc”, powinien właśnie takim ludziom, którzy znaleźli się na zakręcie życia, pomagać. Materialnie, ale przede wszystkim również emocjonalnie. Zamiast pisać wnioski do Sądu, trzeba było do tej rodziny się udać i pomóc matce ogarnąć dom, posprzątać, ugotować. Nauczyć ją radzenia sobie z nową sytuacją. Jednak prościej było napisać wniosek do Sądu.
Co więcej, jeszcze bardziej dla mnie bulwersująca była wypowiedź pani kierowniczki owego MOPS’u, dla której dziecko wydaje się tylko zapisem cyferek w numerze PESEL. Cóż takiego rzekła owa niewiasta? Ano nie widzi ona żadnego problemu w tym, że Sebastian trafił do domu dziecka. Przeciwnie. Jej zdaniem
"dzięki pobytowi w domu dziecka zobaczy trochę innego życia, inaczej zacznie funkcjonować, innych nawyków nabierze".
Coś takiego może powiedzieć tylko totalny ignorant lub ktoś, kto w życiu nie widział od środka domu dziecka, czy placówki opiekuńczej. Są to miejsca, które już dawno powinny zostać zlikwidowane na rzecz rodzin zastępczych. Ciekawy jestem, czy pani kierowniczka podobne zdanie miałaby, gdyby to o jej dziecko chodziło?
 
Takie zachowanie pracowników pomocy społecznej nie jest odosobnione. Znam też osobiście przypadek, gdy pójście na łatwiznę i brak zainteresowania tym, jak sprawa przebiega ze strony pracowników pomocy społecznej spowodowały opóźnienie sprawy o adopcję o pół roku. Wszystko tylko dlatego, że pani nie miała ochoty sprawdzać, co się dzieje z matką dziecka, a zamiast tego wolała również napisać wniosek do Sądu. Dlatego sprawa Sebastiana tak mnie bulwersuje.
Ma on jednak to szczęście w nieszczęściu, że zainteresowały się nim media, w tym Rzecznik Praw Dziecka i jest szansa, że niebawem wróci do matki.
 
Jest jednak jeszcze jeden aspekt tego zajścia. Wszystko to dzieje się w czasie, gdy w Sejmie trwają prace nad ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Wiele zapisów w tym projekcie jest sensownych i potrzebnych. Ale jednym z absurdalnych i śmiem twierdzić w świetle historii Sebastiana, prowadzących do niekontrolowanej samowoli pracowników opieki społecznej jest przepis, który pozwalałby odebrać dziecko rodzicom na podstawie jednoosobowej decyzji pracownika socjalnego. Dopiero później decyzję takiego pracownika podtrzymywałby lub uchylał Sąd. Jednak do tego czasu dziecko przebywałoby w ośrodku opiekuńczym. Pisał o tym „Gość Niedzielny” z 14 lutego br. Zajść może niebezpieczeństwo,
że dzieci będą zabierane rodzicom na podstawie sygnałów zupełnie nieuprawnionych. Na przykład po doniesieniach, które są wynikiem zwykłego konfliktu z sąsiadami, dzieci będą odbierane z wielką dla nich krzywdą”.
Oczywiście posłowie PO i SLD lekceważą to zagrożenie. A co pokazała niedawna sprawa Pani Róży z Błot Wielkich, której nie dość, że odebrano dzieci, to jeszcze poddano ją sterylizacji bez jej wiedzy.
Jak mówi Joanna Krupska ze Związku Dużych Rodzin 3+
w Polsce już dziś nadużywa się odbierania dzieci rodzicom. Przykładów jest dużo. Dotyczą one rodzin ubogich, które nie potrafią się same obronić.
 
Wszystko niestety zmierza do modelu szwedzkiego, gdzie jednoosobowo pracownik socjalny może odebrać dziecko rodzicom, nawet na podstawie skargi samego dziecka, złożonej na przykład z chęci zemsty na rodzicach, którzy zechcieli dziecko za coś skarcić. Tam niejednokrotnie dzieci takie trafiają do rodzin zastępczych prowadzonych przez homoseksualistów lub alkoholików, a rodzice do więzienia!!! Czy w Polsce też do tego dojdzie??? Dzisiejsza sprawa, jak i te wcześniejsze pokazują, że to niestety bardzo prawdopodobne. Niestety.

Odsłon: 320 Komentarzy: 3


Jezus jest PANEM

Kategoria: Modlitwa Saturday, 20 February 2010, 16:40

Jutro pierwsza niedziela Wielkiego Postu. W Ewangelii usłyszymy fragment ze św. Łukasza o kuszeniu Jezusa na pustyni. Jest to perykopa bardzo pouczająca, gdyż pokazuje, że jedyną skuteczną bronią przeciw szatanowi jest miecz Bożego Słowa. Nie dyskusje na argumenty, lecz odpowiednie zdanie natchnionego tekstu.

 

Ja jednak chciałbym podzielić się kilkoma przemyśleniami w temacie drugiego czytania z Liturgii Słowa – fragmentu Listu św. Pawła do Rzymian. Fragment ów również traktuje o mocy Słowa, lecz z innej perspektywy. Perspektywy, bez której śmiem twierdzić, zbawienie każdego z nas byłoby niemożliwe. Cóż takiego mówi do nas Święty z Tarsu?

 

Bracia, cóż mówi Pismo: „Słowo to jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu twoim”. Ale jest to słowo wiary, którą głosimy. Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia.” (Rz 10, 8-10)

 

Tylko tyle. Zdawałoby się, że nic prostszego. To dlaczego z taką trudnością mi to przyszło i każdego dnia nadal przychodzi?? A dlatego, że zanim mogłem swoimi ustami wyznać: „tak Jezu, jesteś moim Panem”, konieczne było najpierw przekonać się o dwóch fundamentalnych sprawach. Po pierwsze, że Jezus mnie Kocha, a po drugie, że jestem grzesznikiem i że mój grzech oddala mnie od Jezusa, a trwanie w tym grzechu uniemożliwia mi „pozostawienie wszystkiego co mam” i pójście w pełni za Jezusem. O Bożej miłości pisałem już tu jakiś czas temu w świetle tego, co mówi prorok Jeremiasz.

Dzięki Bożej Łasce dane mi było parę lat temu wyznać z otwartym sercem Jezusowi, że jest moim Panem. Zanim się to stało musiałem jednak uznać, że jestem słaby w swojej grzeszności i uznać, że bez Jezusa nie dam sobie rady. Grzechy i zranienia, które gromadziłem w swoim sercu przez dwadzieścia kilka lat życia doprowadziły mnie do zupełnej bezradności. Dopiero wtedy, nie wiem czym wiedziony, zwróciłem się do Boga i wyznałem: tak jestem grzesznikiem i wykrzyknąłem: „PANIE ratuj”. A wszystko to uczyniłem padając na kolana i gorzko płacząc. Wtedy zrozumiałem, co oznaczał ten gorzki płacz Szymona Piotra, gdy zaparł się Chrystusa. Pierwszy raz w życiu tak szczerze zapłakałem. Ale był to płacz, który przyniósł ulgę i otworzył moje serce na działanie Bożej Łaski.

 

Dlatego teraz każdego dnia zapraszam do swojego życia Jezusa i dziękuję mu, że się ode mnie nie odwrócił. ON od nikogo nigdy się nie odwraca i na każdego czeka.

Nie ma już różnicy między Żydem a Grekiem. Jeden jest bowiem Pan wszystkich. On to rozdziela swe bogactwa wszystkim, którzy Go wzywają. Albowiem każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony mówi dalej św. Paweł.

Dlatego nie bójmy się wzywać imienia PAŃSKIEGO. On naprawdę na to czeka!!! O wiele łatwiej iść przez życie z imieniem JEZUS na ustach i w sercu. Nie bójmy się sięgać po Słowo Boże każdego dnia. Ono ma moc przemienić nasze serca. Wlać w nie nadzieję, wiarę, radość i miłość!!!

 

Niech Pan Wam błogosławi!!!

Odsłon: 193 Komentarzy: 0


1 2 dalej »

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.