Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Wyjałowienie

Kategoria: Polska Monday, 05 March 2012, 11:56

Wyjałowienie

Nie wiem jak inni blogerzy czy czytelnicy frondy ale ja boleśnie odczuwam coś co nazwałem wyjałowieniem, wyjałowieniem dotyczącym głównie debaty publicznej ale nie tylko tej partyjnej ale przede wszystkim tej odbywającej się w mediach oraz między Polakami na gruncie prywatnym. Zawsze byłem zawziętym czytelnikiem prasy ale od jakiegoś czasu muszę przyznać, że teraz z niechęcią patrzę na stojak z gazetami ich poziom spadł okrutnie większości nie trzeba otwierać by wiedzieć co w nich jest gdyż są do bólu przewidywalne. Prasa a zwłaszcza jej właściciele nigdy nie byli bezstronni pod względem politycznym a zwłaszcza zarażeni byli wszelkiej maści poprawnością polityczną, jednak to co było, nijak się ma do tego co jest teraz. A co jest teraz? Regularna wojna, nie polityczna nawet, bo nie jest to wojna na programy czy postulaty ale wojna partyjna i to wojna totalna. Partyjna gdyż opiera się praktycznie tylko i wyłącznie na personalnych atakach, wojna negatywna w tym sensie, że jeden próbuje udowodnić, że oponent jest gorszy od niego a nie, że sam jest lepszy. I tu dochodzimy do sedna nikt już nie próbuje tworzyć, publikować w mediach jakichkolwiek idei, mało tego media już nie wymagają nawet  przyzwoitości na pokaz tej powierzchownej w walce plemiennej na wyniszczenie każdy chwyt jest dozwolony. Po upadku Wprostu na otarcie łez dostałem Uważam Rze ale, choć lepsze to niż nic, to jednak już nie to. Być może teraz zwłaszcza po Smoleńsku trudno nie zostać przyciągniętym przez jeden z biegunów polaryzującego się życia publicznego ale czy dociekanie prawdy musi przekreślać wszystkie inne funkcje jakie powinna spełniać prasa? W naszym chorym państwie by zmusić władzę do czegoś co jest jej oczywistym obowiązkiem (jak właśnie wyjaśnienie katastrofy) potrzebny jest nacisk mediów i opinii publicznej podobnie zresztą jest na każdym innym szczeblu władzy. Dlatego głównymi podmiotami życia publicznego stały się media a partie zwolnione zostały już nawet z obowiązku pozorowania swojej pracy. Polaryzacja ma też i inne skutki jednym z nich jest zniechęcenie do działalności publicznej (społecznej i politycznej) oraz frustracja. Państwo działa coraz słabiej bo nikt nie stawia mu już żadnych wymagań. Wróćmy jednak do meritum. Wyjałowienie medialne, głównie chodzi mi o prasę i internet, telewizja zawsze była jałowa, negatywnie wpływa na samych Polaków i to na tym najniższym szczeblu aktywności jakim jest interesowanie się sprawami publicznymi. Zniechęca najpierw do aktywności a później i do samej Polski. Czasem, nie często na szczęście, słyszę opinie ludzi tak Polską rozczarowanych i zarazem nie widzących żadnej nadziei na zmianę, którzy marzą tylko o tym by wyemigrować nawet jeśli musieli by pracować na tzw. „zmywaku” czym straszy się ich tu w Polsce, choć tam często perspektywy nie tylko zarobkowe ale przede wszystkim rozwojowe są znacznie lepsze. Takie opinie bolą ale są usprawiedliwione. Nie są to opinie będące efektem urabiania medialnego tak ostatnio powszechnego ale  zwykłej obserwacji. Elity władzy zostały medialnie rozgrzeszone na czas wojny i nie zanosi się na poprawę. Przepaść między państwem Polskim a Polakami wydaje się nie do przeskoczenia. Jest to efekt pracy wszystkich ekip rządzących jednych większy innych mniejszy ale każda ekipa miała swój „wkład”. Porażająca niekompetencja a zwłaszcza praktyka rządzenia traktująca Polaków jako przedmiot a nie podmiot ograniczające zainteresowanie Polakami do obietnic przed wyborczych, druga Japonia, zielona wyspa, 3 miliony mieszkań, 100 milionów dla każdego kto jeszcze o tym pamięta, kto jeszcze tym ludziom o tym przypomina pytając ich o mandat dla ich działalności politycznej?

Odsłon: 189 Komentarzy: 5


„Zimne suki” wszystkich krajów łączcie się.

Kategoria: Aborcja Saturday, 02 June 2012, 20:12

„Zimne suki” wszystkich krajów łączcie się.

 

 

Różne dziwy człowiek widział a o jeszcze większych dziwach słyszał ale ostatnimi czasy nastąpiły „objawienia”, które jak to objawienia przewyższyły wszelkie wyobrażenie. Cóż czy może któż się objawił? Objawiły się „zimne suki”. Co prawda w przestrzeni publicznej mieliśmy już suki bure ale zimnych jeszcze nie było. Pierwsza jako „zimna suka” comming outu dokonała pewna pani redaktor co wywołało pewne niepokoje nie tylko wśród ciemnogrodu, który wiadomo, niepokojem stoi ale także wśród „jasnej strony mocy”. Wszak nie wiadomo czy już można takie comming outy przeprowadzać? Czy już jest czas? Czy nie nazbyt silna jest jeszcze czarna reakcja? Prikazu nie było ale wiadomo, uderz w stół a nożyce zabrzęczą wiec nie trzeba było długo czekać by odezwały się i inne „zimne” głosy zgłaszające akces to klubu „zimnych suk” a nawet tworzące na jego użytek ekwilibrystyczną „zimno suczą” propagandę. Mniejsza jednak oto, zastanówmy się dlaczego ktoś chciałby być „zimną suką”, nie jest to przecież miano szczególnie zaszczytne. Na szczęście nie musimy się domyśleć gdyż zostało to wyjaśnione wprost, „zimna suka” to alternatywa dla „matki polki”. Dlaczego kobieta woli być „zimną suką” a nie ową pogardzaną jak się zdaje „matką polką”?

Czy matka to coś gorszego niż suka i to w dodatku zimna? Wydaje się, że jest wręcz przeciwnie, to własnym  matkom  dedykowali swoje dzieła wielcy artyści czy jakiś artysta cokolwiek zadedykował suce? No może i zdarzały  się różne panie nie najcięższych obyczajów ale nawet wtedy woleli o nich myśleć jako o muzach, „przyjaciółkach”, czy nawet towarzyszkach życia ale nigdy jako sukach i to w dodatku zimnych.

Bycie matką zawsze uważane było nie tylko za wielkie szczęście ale także za spełnienie się kobiety jako takiego a nie innego, mówiąc górnolotnie, bytu. Być może jedną ze wskazówek jest to, że dziś, zwłaszcza w okolicach „zimnych suk” słyszy się głosy, iż spełnieniem kobiety jest tzw. kariera (najlepiej w wielkiej korporacji 12 dni w tygodniu jak za pańszczyzny). Co to ta kariera?

Kariera znaczy po prostu praca, a praca jak wiadomo czyni wolnym co już dawno zauważył wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler. Tylko czy drogie panie chciały by zawierzać swoje życie opinii tak nieprzyjemnej persony jak Adolf Hitler? Ja tam był bym ostrożny bo przecież pomyślmy czyj los jest ciekawszy, matki czy może pracownika rodzaju żeńskiego? Matka wydaje się mianem dużo bardziej zaszczytnym i ciekawym a nade wszystko spersonalizowanym niż miano pracownika rodzaju żeńskiego. Bo i już samo miano pracownika uznaje, że główną funkcją, sensem istnienia i przeznaczeniem tegoż bytu jest praca. Któż chciał by być zredukowany do roli dajmy na to kserokopiarki? Ale, ale, ambicje „zimnych suk” są daleko większe niż kserokopiarka, one chcą, jedne do mediów inne do rządu jeszcze inne dzięki rozmaitym parytetom na wysokie stołki korporacyjne. Tylko po co im te stołki? Czyżby jak zwykle chodziło o kasę i władzę? Może tak, może nie, tego nie wiemy.

Jeszcze innym tropem jest opinia, że stawanie się matką „zniekształca” kobietę. No nie wiem, mi się wydaje, ze bardziej kobietę zniekształca miano „zimnej suki”. Wydaje się jednak również, że niektórym paniom to bardzo przeszkadza. Zwłaszcza tym słynącym z „niezwykłej urody” dla których zniekształcenie mogło by być niepowetowaną stratą. Tylko czy szanowne panie chciałyby by ich istotę określała uroda przecież widomo, że uroda jest ulotna a poza tym uroda może być istotą płaszcza lub sukni a czy którakolwiek pani chciała by zredukować się do roli płaszcza lub sukni? Zresztą taka redukcja mogła by oznaczać, że kobiety nie urodziwe i czy w inny sposób „zniekształcone” nie są wcale kobietami. A jeśli nie są kobietami to może nawet nie są i ludźmi a z „nie ludźmi” czy innymi „płodami” „zimne suki” przecież obchodzą się dość krwawo. Takie to ci poplątanie z pomieszaniem.

 

Odsłon: 333 Komentarzy: 1


Przyszły prezydent USA (módlmy się o to)

Kategoria: Aborcja Sunday, 15 January 2012, 12:29

Odsłon: 136 Komentarzy: 4


O polskiej Prawicy po raz n-ty pod rozwagę na weekend.

Kategoria: Polityka Friday, 13 January 2012, 11:14

O polskiej Prawicy po raz n-ty pod rozwagę na weekend.

Ostatnimi dniami toczy się debata na temat strategii działania środowisk prawicowych w Polsce, jest to efekt polemiki Łukasza Warzechy z filmem (jego wymową) Joanny Lichockiej. Nie temu jednak będzie poświęcony wpis (na końcu wrzucę kilka ciekawych linków polecam na weekend bo w telewizji takich rzeczy nie uświadczycie). Wpis chciałbym poświęcić politycznej reprezentacji prawicy w Polsce, głównie strategii jej działania i temu dlaczego w kraju, który do niedawna był prawicową ostoją w Europie dumną z Papieża Polaka, deklarującą silne przywiązanie do prawicowych wartości, wręcz homogenicznym pod tym względem, nagle (a może nie nagle) stał się krajem gdzie przewaga parlamentarna lewicy nad prawicą jest przytłaczająca.

Zamiast wstępu trzy scenki.

Pierwsza scenka – z wywiadu z Ziemkiewiczem („Wkurzam salon”). Ziemkiewicz opowiada o swojej młodości, między innymi o tym jak został jako członek UPR-u brał udział w różnych szkoleniach, stażach organizowanych przez środowiska konserwatywne i zagraniczne prawicowe think- tanki jednak był na nich jedynym przedstawicielem partii prawicowej. Podszedł kiedyś do organizatorów i się ich pyta dlaczego wspierają postkomunę szkoląc ich polityków, oni na to, że wysyłali zaproszenia wielokrotnie do wszystkich partii prawicowych ale nigdy nie było odpowiedzi. „Sytuacja była taka, list trafiał na biurko prezesa a prezes ten list wywalał” bo nie będą mi tu młodzi podskakiwać, że na szkoleniach byli języki znają a ja nie znam”.

Scenka druga gwoli uściślenia- z tegoż samego źródła: ""Wszyscy ci prawicowi kieszonkowi wodzowie, jacy się nam trafili to było kompletne nieszczęście, ich kłótliwość, megalomania, wyobrażenie o polityce... Jako działacz UPR-u zostałem kiedyś zaproszony na szkolenie z brytyjskimi politykami przez grupę Windsor. To był, a może nadal jest, taki think tank brytyjskiej partii konserwatywnej, który starał się pomóc intelektualnie polskiej prawicy. I na tym szkoleniu, gdzie naszych orłów chcieli uczyć, jak się organizuje szeroki masy do politycznego sukcesu, zabrał głos Ludwik Dorn, wtedy trzeci bliźniak i prawa ręka Jarosława Kaczyńskiego, i opowiada o Porozumieniu Centrum: "Jak byliśmy u władzy, to ludzie zaczęli się do nas masowo zapisywać i to był problem, mieliśmy w pewnym momencie trzydzieści tysięcy kandydatów, partia zaczęła w niekontrolowany sposób rosnąć, na szczęście w porę wprowadziliśmy bardziej skomplikowane procedury przyjęcia i weryfikacji, no i udało nam się większość tych ludzi szybko pozbyć". Patrzę, Anglicy jak jeden odwracają się z rozdziawionymi minami do kabiny tłumacza, że chyba coś pochrzanił, a ten im pokazuje rękami, że nie , jaśnie pana własne słowo...Jak im wytłumaczyć, że w optyce tutejszego prawicowego wodza nadmiar członków w partii jest tylko kłopotem, bo jeszcze mogliby przegłosować jego pretorianów i wybrać prezesem kogo innego! Jeśli więc ktoś pyta, dlaczego w polskim społeczeństwie, które jest generalnie prawicowe, polska prawica w ostatnim dwudziestoleciu jest jedną wielką klapą, odpowiedź jest właśnie taka."

W sumie te dwa już by wystarczyły by wyjaśnić to dlaczego jest jak jest. W Polsce nie ma partii tylko są  dwory czyli prezes i jego bierni, mierni ale wierni taki porządek zawdzięczamy budowaniu partii odgórnie oraz ustawie o ordynacji wyborczej i finansowaniu partii politycznych.  Budowanie odgórne partii jest tak naprawdę efektem stanu umysłowego naszych elit. Zarzuca się Michnikowi, że gardzi Polakami wymyślając im od ciemnogrodu i w ogóle, że nie przystają do jego wizji „nowoczesnej” Polski. OK. ale zapomina się, że „prawica” a przynajmniej jej część też tak postępuje gardząc „lemingami” za to, że nie przystają do ich wizji Polski jako patriotycznego monolitu. Prawda natomiast jest taka, że takiego monolitu nigdy nie było, to znaczy był ale tylko w umyśle „kieszonkowych wodzów”. Czy jest sens obrażać się za to na Polaków? Nie, takie działanie jest głupie i przeciw skuteczne gdyż zamyka nas na kontakt z nimi a jak mają stać się patriotami jeśli dla nich patrioci to nienawistnicy gardzący nimi? Dlaczego dla tożsamości Polaków tak ważny był Jan Paweł II? Dlatego, że był patriotą, wspaniałym duszpasterzem, charyzmatycznym mówcą, nieugiętym przywódcą, ? Być może dla części elit tak ale dla reszty?  Nie. Reszta widziała w nim tego, który buduje dumę narodową odwołuje się najchlubniejszych tradycji, o których wielu już nie pamięta lub w ogóle o nich nigdy nie słyszało. Jan Paweł II nie potępiał ale inspirował, działał a nie czekał biernie aż, błądzący zrozumieją swój błąd.

Wracając do odgórnego budowania partii – partie w Polsce nie są budowane by odpowiadać na zapotrzebowanie ludzi, opinie Polaków nie mają żadnego znaczenia dla „przywódców”. To nie partie mają się dostosować do Polaków tylko Polacy do partii. Widać tu żywą wciąż w naszym kraju (w wielu przedsiębiorstwach, urzędach, itd.) , naszą polską „autorską” koncepcje zarządzania o nazwie „mentalność pana i chama”. Jak ktoś może wpływać na innych natychmiast staje się panem a innych traktuje jak chamów czyli bezwolną masę, której trzeba pokazać gdzie jest jej miejsce. Chamy nienawidzą panów ale każdy skrycie marzy by samemu nim zostać a wtedy sam wszystko podporządkowuje demonstrowaniu swojej wyższości.

Dwa kolejne powody to oczywiście pochodne tego pierwszego co ciekawe i znamienne oby dwie ustawy są przedmiotem zaskakującej zgodności lewicy i „prawicy”.  Autorem drugiej ustawy jest wspomniany już wcześniej Ludwik Dorn, którego osobiście uważam za osobę uczciwą ale szkodliwą bardziej niż te wszystkie Rysie i Grzechy.

O ile stan reprezentacji parlamentarnej jest w miarę jasny o tyle niejasny i przerażający w swej niejasności jest fakt, że kraj niemal w stu procentach Katolicki jest też krajem gdzie chce się zdejmować krzyże, w sejmie możemy oglądać cyrkowców w pełnej krasie (baby z brodą (czy tam z innymi członkami), akrobatów z bejsbolami, jabolowych kuglarzy, a nawet polityczne zombie w postaci żywej stalinówy). Jak to możliwe? Większość, ja również, łapie się na rozsiewany od dawna stereotyp polskiej „płytkiej religijności” lub „religijności li tylko kulturowej”. Nie neguje istnienia tych zjawisk ale zawsze było tak, że część była religijnie płytka a część wręcz przeciwnie a nawet zdarzali się święci (i dzisiaj się zdarzają i kto wie czy nie częściej). „Rozkład statystyczny” duchowego zaangażowania nie wydaje mi się zachwiany. Problem natomiast jest właśnie w stereotypach, nadmiernym i fałszywym wyolbrzymianiu jednych przedstawicieli i udawanie, że innych nie ma lub są tacy jakich pokażemy. Nieustannie i to do granic absurdu oraz kiczu pompowany jest stereotyp młodego wykształconego z większych ośrodków, któremu przypisywana jest religijna oziębłość (czasem wychwalana, czasem , nad która załamuje się ręce ale efekt jest ten sam) .  Natomiast religijność silna przypisywana jest moherom, którzy obowiązkowo musza być starzy, grubi, wizualnie odpychający, niewykształceni, nie znający języków etc. Przypomina się scena z „Misia” gdzie dziecko pyta się babci czy może grać Heroda a babcia opowiada, że na Heroda jest za młody, „Jak to, to Herod nigdy nie był młody? Nie!  Nawet jeśli katolik ma 15 lat jest stary, jeśli skończył Oxford jest niewykształcony, nawet jeśli pochodzi z wielkomiejskiego mieszczaństwa aż od 500 lat to jest z mniejszego ośrodku itd. Ci legendarni „młodzi wykształceni…” wcale nie są religijnie oziębli tylko są religijnie pozostawieni sami sobie. Zamknięci w więzieniu fałszywych stereotypów. Nawet jeśli są religijni to muszą się uwiarygodnić „w towarzystwie” jakąś  deklaracją w stylu, że wszyscy księża są chciwi lub, że zagłosowali na Palikota. Należy jednak pamiętać, ze taki stan rzeczy jest bardzo chwiejny i ułuda „nowoczesności” utożsamiana z szacunkiem (mohery na szacunek nie zasługują) jest bardzo wątła,  nie długo może się okazać, że tą całą nowoczesność mamy gdzieś bo to nie jest prawdziwe i w ogóle zostaliśmy oszukani bo miało być dobrze i jeszcze lepiej a jest figa. Palikot to produkt sezonowy polskich mediów i naprawdę nie należy się tym tak przejmować co nie znaczy, że nie mamy nic robić, udawać, że nic się nie dzieje gdy się bluźni przeciw Bogu, wręcz przeciwnie.

Teraz należy sobie postawić pytanie czy prawice w Polsce ma jakieś szanse. Moim zdaniem ma jeśli pokaże, że jest głosem Polaków a nie głosem przeciwko Polakom tak jak lewica. Lewica jest wrogiem człowieka i człowieka nienawidzi co jest konsekwencją chęci stworzenia  nowego wspaniałego świata czyli nowego człowieka również. A co ze starym człowiekiem? Prawica nie dystrybuuje iluzji szacunku pod postacią wyższości opartej na znajomości nowomodnych i szybko dezaktualizujących się trendów. Prawica pozwala budować człowiekowi szacunek do samego siebie. Prawdziwy szacunek oparty na prawdziwych wartościach. Prawica w przeciwieństwie do lewicy pozwala człowiekowi się rozwijać samemu a nie rozwija się za niego.

Teraz spójrzmy na przekaz medialny. Jest dokładnie odwrotny, dzięki zrelatywizowaniu języka lewica przedstawia wszystko na opak niewole nazywa wolnością, pogardę szacunkiem, głupotę mądrością itd. 

 

 

 

 

Odsłon: 97 Komentarzy: 0


O kryzysach wiary.

Kategoria: Religia Tuesday, 27 December 2011, 13:16

 „Kryzys wiary” z czym się to pojęcie wam kojarzy? Mnie przeważnie z wynurzeniami jakiegoś celebryty. Nie wiem dlaczego, ale chyba to oni najczęściej  owe kryzysy przeżywają.  Inną grupą, która przyznaje się do „kryzysów” to intelektualiści, którzy oczywiście chcą wierzyć i w ogóle wierzą no ale „bez przesady” nie we wszystko bo to kłuci się z „naukowym podejściem” i co by powiedzieli w środowisku itd. Moja natomiast opinia o owych „kryzysach wiary” jest taka, że nie istnieją. Nie ma czegoś takiego. Czym jest wiara? Wiara to akt woli zakorzenienia się w Bogu. Wiara oczywiście ma charakter obustronny gdyż jeśli zakorzeniamy się w Bogu,  Bóg zakorzenia się w nas. On zawsze jest otwarty na nas.  Skoro wiara jest aktem woli,  to i wykorzenienie – odstępstwo od wiary jest również aktem woli gdyż dokonuje się przez grzech a ten również  jest aktem woli. Nie dokonuje się bez udziału człowieka. Wierzy kto chce wierzyć a nie wierzy kto wierzyć nie chce. Oczywiście prócz woli potrzebna jest także znajomość Dobrej Nowiny jako podstawy owej wiary ale dziś nie sposób się z nią nie zetknąć.  Wykorzenienie boli, im bardziej człowiek zakorzeniony tym bardziej boli. Dlaczego w takim razie ludzie się wykorzeniają? Czasami zakorzenienie było słabe jak w przypowieści o ziarnach rzuconych na kamienie, czasami przytłumiły je ciernie ale zawsze wykorzenienie odbywa się na zasadzie wyboru między Królestwem Niebieskim a światem. To świat ze swymi uciechami, których możemy doświadczyć tu i teraz przysłania nam nieznane nam, wieczne uciechy Królestwa Niebieskiego.  Czy to znaczy, że człowiek wierzący nie spotyka się z wątpliwościami ? Oczywiście, że się spotyka, świat bez przerwy poddaje w wątpliwość słowa Chrystusa gdyż nie mieszczą się one w światowym postrzeganiu rzeczywistości, w światowym języku opisu ale tylko od nas zależy, do którego królestwa należymy. By uwierzyć nie trzeba być doskonałym teologiem fizykiem molekularnym czy filozofem potrafiącym uczenie uzasadnić swoją decyzję. Można zostać zbawionym nie znając Summy Teologicznej, chociaż skąd inąd warto ją przeczytać.   Wiara jest dla każdego, mało tego wiara Chrystusowa jest wiarą prostaczków. To nie wielcy teologowie byli twórcami kościoła, to nie wielcy uczeni poszli za Chrystusem ale  rybacy o pokrytych odciskami rękach i najpewniej nieatrakcyjnym wyglądzie. Czy Święty Piotr decydując się pójść za Chrystusem rozważał wszelkie prorockie wskazówki dotyczące przyjścia Mesjasza? Prosty rybak? Wątpię. On poszedł za Chrystusem gdyż zobaczył, że jest z Boga całe jego życie, wszystkie uczynki o tym świadczyły.  Pierwszymi wyznawcami byli „starsi gorzej wykształceni”, ludzie wyrzuceni poza nawias społeczeństwa ludzie, których świat odrzucił bo nie pasowali do niego. Tak przy okazji, na koniec taka mała refleksja, zastanawiałem się ostatnio nad zbawieniem dzieci poczętych, którym nie pozwolono się narodzić i taka o to scena stanęła mi przed oczami. Bóg zna każde dziecko jeszcze nim się narodzi wysyła je na świat a one natychmiast wracają. Co czyni Bóg? „Jeśli świat się was wyparł i was nie przyjął tak jak wyparł się i nie przyjął mego Syna to znaczy, że jesteście ze Mnie a nie ze świata, wejdźcie do mego Królestwa.

Odsłon: 169 Komentarzy: 6


O grach komputerowych, przemocy i szkolnych masakrach.

Kategoria: Świat Tuesday, 20 December 2011, 14:42

O grach komputerowych, przemocy i szkolnych masakrach.

Tytuł zaiste trochę prowokacyjny a może i nawet pretensjonalny ale  mówiący o realnym problemie a może nie tylko o problemie a dopiero o medialnym czubku góry lodowej. Temat też może wydawać się wydumany, zbędny gdyż w Polsce nie ma takich problemów, że problem dotyczy tylko USA czy sporadycznie „zachodu”. Czy wpis ten będzie tradycyjną jeremiadą do, której przyzwyczaiły nas media? Nie, moją ambicją jest nieco szersze ujęcie tematu. Dlaczego akurat o tym a nie o czymś innym, zwłaszcza, że temat ten pojawia się tylko wtedy gdy dojdzie do tragedii? Wczoraj wieczorem myśl pojawiła się znikąd i nagle zaczęła się rozwijać więc nim zapomnę podzielę się nią z innymi o ile w ogóle to kogoś obchodzi, a w sumie powinno. Dyskusja na temat wydarzeń, których wspólnym mianownikiem jest śmierć dzieci zadana przez dzieci, przeważnie przebiega według stałego scenariusza. Mamy zaniepokojonego prowadzącego załamującego ręce i wołającego wniebogłosy oraz dwie strony zapewniające medialny show w postaci nawalanki. Nawalanka prowadzona jest przez dwie grupy tzw. prawicową i lewicową. Prawicowa strona, zazwyczaj w postaci rozchwianej emocjonalnie matrony, ma swoją stałą piosenkę: gry komputerowe, przemoc, „sudomia i gumoria”, media, beznadziejna młodzież co miejsca w tramwaju nie ustępuje, agresja, wulgaryzmy itd. Lewicowa, w postaci pani ze „stowarzyszenia na rzecz dzieci”,  natomiast śpiewa z innego klucza: za łatwy dostęp do broni, gdzie był nauczyciel, dlaczego szkoła nie przeciwdziała, za mało zajęć pozalekcyjnych, to przez cięcia na szkołę, biurokrację, kulturę no i na nas oczywiście a w ogóle to na pewno efekt ciemnoty, homofobii i rasizmu. Nie trudno się domyśleć, że zarówno pierwsza jak i druga grupa nie ma o problemie zielonego pojęcia i pojęcia, jakiegokolwiek, mieć nie chce, przyszli do telewizji walczyć na cepy. Pierwszy typ argumentów (prawicowe) to argumenty, że tak powiem tabloidowe. Prymitywizujące rzeczywistość by łatwiej pasowała do z góry założonej tezy, podyktowanej moralnym wygodnictwem. Oczywiście argument jest nielogiczny gdyż media oddziaływają na wszystkich, w mniejszym lub większym stopniu ale na wszystkich a do zdarzeń takich jak przemoc szkolna oraz jej najbardziej skrajny przypadek w postaci szkolnej masakry dochodzi incydentalnie. Skąd się biorą takie wnioski? Kiedy dochodzi do tragedii rodzice nie wiedzą co mają ze sobą zrobić: trauma, poczucie krzywdy itd. szukają sposobu odreagowania wchodzą do pokoju dziecka (po raz pierwszy od miesięcy)  zaczynają interesować się tym co robiło, przeglądają rzeczy i znajdują a to grę , najpewniej strzelankę, a to komiks najpewniej brutalny no bo krew się w nim leje itd. Mamy winnego, to przez niech, to oni, zniszczyli, zabili mi dziecko! Media działające jako uspokajacze a w zasadzie fałszerze sumień utwierdzają rodziców w ich opinii. Można poprowadzić nagonkę na tego czy tamtego i przez najbliższy czas mamy o czym pisać (mówić). Prawda jest natomiast inna, grę czy komiks, film zawierający jakiś element „przemocy” można znaleźć u każdego dzieciaka a jeśli nie u każdego to z pewnością nie ma takiego, który w taki czy inny sposób nie miał z czymś takim kontaktu. Przemoc natomiast, można przyrównać do wścieklizny u zwierząt. Dlaczego zwierzę chore na wściekliznę jest agresywne? Bo coś je boli i samo nie wie co. Nie jest ranne a mimo to czuje się coraz gorzej, narasta w nim panika. Ze strachu, bólu a przede wszystkim poczucia beznadziei rodzi się nie naturalna sprzeczna z instynktem agresja. Podobnie jest z ludźmi. Dzieci, które dokonały tzw. szkolnej masakry to czasem dzieci prześladowane przez inne dzieci, nie potrafiące poradzić sobie z tymi prześladowaniami, czasem dzieci poddane jakiejś presji, czasem natomiast dzieci w szkole znane i lubiane, z dobrych domów, co je łączy? Wspólnym mianownikiem dla tych wszystkich zróżnicowanych sytuacji jest pozostawienie dziecka samemu sobie. To właśnie samotność rodzi rozpacz a rozpacz brak nadziei, chęć autodestrukcji samego siebie i innych to właśnie jest wirus ludzkiej wścieklizny. Ludzie, zwłaszcza rodzice czują to podświadomie i stąd płynie ich dojmująca potrzeba znalezienia kozła ofiarnego. Świadomość, że jest się lub mogłoby się być  odpowiedzialnym za śmierć własnego dziecka jest dla rodzica nie do wytrzymania. Prześladowanie, przezywanie w szkole się zdarza ale nie każdy, który tego doświadcza przychodzi do szkoły z karabinem maszynowym, presja na dziecko jeżeli służy dobrze pojętemu dobru dziecka jest czymś jak najbardziej pozytywnym. Destrukcyjne jest stawianie irracjonalnych, często podyktowanych własnymi kompleksami, czy resentymentami z czasów szkolnych wymagań i zostawianie z nimi sam na sam dziecka, które nie ma pojęcia co zrobić.

Ok. teraz argumenty lewicowe. Dostęp  do broni. Argument śmieszny. Historia USA (bo głównie tego kraju dotyczy ów argument)  i to nieodległa pamięta czasy kiedy broń palna była przedmiotem codziennego użytku i to bynajmniej nie żołnierza ale przeciętnego obywatela, mało tego, używana była także przez dzieci. Przynajmniej jedna sztuka broni a często znacznie więcej znajdowała się w każdym domu na wyciągniecie ręki a mimo to nikt nigdy nie słyszał by w szkółce niedzielnej u pastora X tam w stanie Y doszło do masakry dokonanej strzelbą tudzież rewolwerem ojca jednego z uczniów. Logika, że to człowiek zabija a nie broń nie warty jest cytowania przedstawicielom lewicy gdyż oni dawno już rozwiedli się z logiką.  Argument drugi czyli niewystarczający nadzór i niedoszkolone, nieprzystosowane, niedofinansowane instytucje. Też jest głupi ale nie tylko głupi bo też i podły. Dlaczego głupi od biedy można by przytoczyć argument pierwszy dotyczący szkółki niedzielnej, pastora nikt nigdy nie przeszkalał jak ma się zachować kiedy ktoś w klasie zacznie rzucać granatami, mimo to nikt w szkółkach niedzielnych nie montował bramek wykrywających broń, rentgenów i innych cudów. Podłym jest dlatego, że nad trumnami dzieci starają się wyłudzić jak najwięcej kasy. Szkoła w ogóle nie jest rozwiązaniem tylko właśnie przyczyną. Szkoła już dawno przestała być miejscem edukacji a stała się przechowalnią na dzieci wtedy gdy rodzice robią karierę czyli zawsze.  Tak też jest postrzegana przez dzieci jako skrzyżowanie więzienia z miejscem gdzie mogą nawiązywać relacje, których pozbawione są w domu. Szkoła także i w ogóle współczesne społeczeństwo nie przyzwala na agresję. Agresja nie jest niczym złym jeżeli jest właściwie kierunkowana. Agresję rozumiem jako najbardziej ekspresyjne wyrażenie woli, emanacje siły, siły mającej potencjał destrukcyjny lub wręcz przeciwnie. Agresja podobnie jak stres jest narzędziem wspomagającym działanie człowieka mało tego napędzające go. Dziś natomiast agresja została zredukowana do nieuzasadnionego użycia siły w stosunku do osoby słabszej najczęściej połączonego z taką czy inną formą upokorzenia. Oczywiście takiej agresji nikt nie będzie bronić dlatego w takiej formie łatwo ją będzie można potępić. Teraz jednak wyobraźmy sobie człowiek niezdolnego do zachowań  agresywnych. Clockwork orange?  Taki człowiek jest człowiekiem niepełnosprawnym, w tym sensie, że zdanym na innych, na państwo (być może o to chodzi) nie zdolny do obrony siebie, rodziny czy wartości (o to też może chodzić). Lewicowe eksperymentowanie na społeczeństwie zawsze kończy się źle, skutek jest odwrotny do zamierzonego. Kolektywizacja rolnictwa mająca w teorii przynieść obfitość jedzenia dla wszystkich kończyła się głodem i marnotrawstwem wszędzie gdzie ją wprowadzano (Rosja, Chiny, Kora PD). Rugowanie agresji przez czynienie uczniów bezwolnymi „eunuchami”, obiektami eksperymentu powoduje kumulowanie siły a w końcu jej eksplozję. Sami z resztą na pewno pamiętamy szkolne przerwy na których nie wolno biegać po korytarzach, krzyczeć ani w ogóle niczego nie wolno, dziecko ma być jak jego sklepowy odpowiednik śmiać się opanować kilka podstawowych odzewów a kiedy jest nie potrzebne ma się wyłączyć bo inaczej wyjmiemy mu baterie.

Odsłon: 257 Komentarzy: 1


Dzięki Bogu już piątek.

Kategoria: Kościół Saturday, 11 June 2011, 19:46

Dzięki Bogu już piątek.

 

Taki tytuł miał a być może ma nadal jeden z programów na tvp kultura, mniejsza jednak o telewizje ten niepozorny tytuł dotyka faktycznie bardzo ważnej kwestii, na  którą przeważnie nie zwracamy uwagi gdyż jest elementem codzienności pomimo, że niezwykle istotnym. Jak „obchodzić” piątek? Jak obchodzić niedzielę to mniej więcej wiemy. Jest uroczysta msza itd. A piątek? Dzień śmierci zbawiciela? Tak jak niedziela nierozłącznie związana jest z uroczystą mszą świętą tak z piątkiem jest związany jest post. Post mający nam przypomnieć o tym jednym konkretnym piątku dwadzieścia wieków temu w Jerozolimie (no w sumie to pod Jerozolimą). Piątkowy post generalnie w świadomości powszechnej równoznaczny jest z wstrzemięźliwością od potraw mięsnych. Czy to wystarczy? W piątek teoretycznie (no właśnie teoretycznie)  nie urządza się zabaw, jeżeli nie otrzyma się dyspensy.  Największym paradoksem więc jest to, że dzień postny by nie powiedzieć pokutny jest zarazem traktowany powszechnie jako najlepszy dzień tygodnia,  na który wyczekują zawaleni pracą lub/i nauką. To w piątek kluby, puby, kawiarnie itd. pękają w szwach. Trochę tak jakby to w piątek była niedziela a w niedziele był piątek gdyż w niedziele wielu ludzi na samą myśl o poniedziałku wpada w iście pokutny nastrój. Takie pomieszanie z poplątaniem pokazuje swoiste współczesne dwójmyślenie. Niedziela jest dniem świętym w którym świętujemy zmartwychwstanie i pokonanie niewoli grzechu, niedziela jest dniem oswobodzenia ludzkości przez Zbawiciela. Problem w tym, że jeśli przyjrzymy się praktyce życia a nie deklaracjom to zobaczymy, że jako dzień wyzwolenia świętuje się piątek, piątek jest wyzwoleniem z perspektywy czysto ziemskiej (bo nie trzeba harować, bo można się zabawić!). Sam mam z tym problem. Bo jeżeli byłem z kumplami w piątek oglądać mecz i wypiliśmy razem piwo, więc w sumie było to  czymś w rodzaju zabawy to jest to grzech, czy nie? A te piątkowe wieczory celebrowane przed telewizorem (co widać po programie telewizyjnym w którym w piątek puszczane są jedne z lepszych filmów lub/i programów) to przecież też jest tak jak gdyby zabawa, to też jest grzech? Czy na wszelki wypadek uznać, że to grzech, i się z tego wyspowiadać, czy nie? Czy to grzech ciężki czy lekki? No na zdrowy rozum to trochę jak obraza Boga, jak branie Imienia na daremno, choć być może się mylę a to zwykłe skrupulanctwo. Najlepiej prosiłbym o komentarz jakiegoś księdza.

Odsłon: 142 Komentarzy: 3

Debil debila debilem pogania.

Kategoria: Polityka Saturday, 15 October 2011, 14:18

Debil debila debilem pogania.

 

Wnerwiłem się niemożebnie, dlatego proszę wybaczyć mi emocjonalny charakter tej wypowiedzi. Być może zarówno tytuł jak i treść która na pewno nie jest przykładem szlachetnej miłości bliźniego, nie pasuje do portalu poświęconego, za co z góry przepraszam ale jak się nie wypiszę to chyba wybuchnę.

Oglądam sobie TVP info, w sumie rzadko oglądam telewizję ale mamy sobotę i tak sobie usiadłem na chwile, ciekawy co tam znowuż kłamią. No i proszę! Marsz oburzonych! Czemu oni są oburzeni? Bo w „Europie” też są oburzeni a największą ambicją naszych młodych i wykształconych jest upodobnić się do „Europy” by nikt nie odkrył straszliwej tajemnicy jakoby pochodzili z dzikiego i ciemnogrodzkiego kraju o przerażającej każdego „Europejczyka”  nazwie, Polska.  No ale czego oni tam chcą na tym marszu? Ano mają tradycyjne 21 postulatów. No cóż faktycznie historia powtarza się jedynie jako farsa. Postulaty łatwo sobie wyobrazić: fura, skóra i komóra no i jeszcze aborcja (wiadomo, nic tak nie poprawia sytuacji gospodarczej jak aborcja) , dawajcie ale mi to już, bośmy przewodnią siłą narodu a co najważniejsze Matki naszej Partii. Młodzi i podobno wykształceni uważają, że nie mają szans na rynku pracy a mieszkania są drogie. No to Nobla za spostrzegawczość. Ciekawe czy młodzi i niedorobieni zwrócili uwagę na związek przyczynowo skutkowy między wyborami (nie tak odległumi przecież)  a sytuacją w kraju. Wydaje się, że nie, dlatego W OGÓLE MI ICH NIE ŻAL. Macie coście chcieli a ze skargą to do waszych medialnych guru proszę. Dlaczego tak się wnerwiłem? Bo coś czuję, że jak zwykle za, zarówno nieróbstwo rządzących jak i jełopstwo młodych i niedorobionych zapłacimy my czyli zwykli obywatele, z których, kiedy pojawia się jakiś problem, zawsze można zedrzeć skórę. Bo my nie wyjdziemy na ulicę gdyż mamy swoją pracę i rodziny i JESTEŚMY ZA NIE ODPOWIEDZIALNI nie możemy wszystkiego rzucić. Naszym kosztem za każdym razem kupuje się poparcie „mas” i rozwiązuje się „problemy społeczne”.

No i oczywiście na deser, wypowiedzi polityków a w szczególności wypowiedź naszej kochanej pani posłanki Nowickiej, która na dźwięk słowa aborcja od razu przebiera nogami. Dla pani poseł taki marsz „jest czymś potrzebnym”, bo lud pracujący miast i wsi, toczy robak „galopującego wilczego kapitalizmu”. Ja tam nie wiem gdzie pani poseł widziała w Polsce kapitalizm ale w sumie nie ma się co dziwić przecież pani poseł nigdy z gospodarką nie miała nic wspólnego i bardzo dobrze bo gdyby pani poseł nie była „resortówą” tylko zwykłym człowiekiem to pewnie zaraz trafiła by pod most a tak to trafiła do sejmu.

Media robią żałosną kalkę tym ulicznym jełopom coraz bardziej pompując ich ego, które przecież jest odwrotnie proporcjonalne do tego co sobą reprezentują. Każdy kij ma dwa końce a przychylność ochlosu na pstrym koniu jeździ.

 

A propos medialnego debilizmu to jeszcze muszę przytoczyć wczorajszą sytuację, kiedy jadąc autobusem słyszałem w radiu o akcji farmaceutów, którzy nie chcą sprzedawać środków antykoncepcyjnych co natychmiast ucięła „światła” pani dziennikarka z pewnością wyznającą „światopogląd naukowy” stwierdzając, że żaden farmaceuta nie może odmówić sprzedaży leków.

Od kiedy antykoncepcja jest lekiem? A może ciąża jest chorobą?  

Odsłon: 334 Komentarzy: 7


Powtórka z rozrywki?

Kategoria: Polityka Saturday, 10 September 2011, 21:37

Powtórka z rozrywki?

 

 

No cóż jest, jak jest. Mamy powtórkę ostatnich czterech lat. Czy to efekt, medialnej propagandy, takiej a nie innej mentalności/przyzwyczajeń czy też fantazji sondażowni, tego nie wiemy.

Do sejmu wchodzi Palikot a co gorsza na jego grzbiecie wchodzi hałastra, której wstydziła się nawet postkomuna. Będzie ciekawie, będzie się działo. Być może potrzebny jest silny kop, który wyrwie polaków z letargu, tylko czy trzeba wcześniej podpalić Polskę? Idzie czas kiedy na obojętność nie będzie miejsca, idzie czas kiedy wreszcie będzie trzeba stać się jakimś a nasi nijacy rodacy tego nie lubią. Kult świętego spokoju okazał się ważniejszy ale to właśnie on będzie pierwszą ofiarą nowych – starych rządów. Tusk odczytał najsilniejsze determinanty zachowań polactwa a także skumplował się ze strukturami, które boją się zmian. Zmiany są jednak nieuchronne.

Odsłon: 192 Komentarzy: 6


Uwięziony w spiżu

Kategoria: Kościół Saturday, 10 September 2011, 16:41

Uwięziony w spiżu

 

 

Taka refleksja po tym jak przeczytałem tekst ks. Zalewskiego o problemach w naszym polskim Kościele. Myśl przewodnia czyli brak jednego Sternika, powtarzana była wielokrotnie i w sumie każdy by się chyba pod nią podpisał. Stąd też tytuł, który odnosi się do konfrontowanego z obecną sytuacją w Kościele, prymasie Wyszyńskim. Prymasie nazywanym prymasem tysiąclecia. Ten zaszczytny tytuł podkreśla rolę, kluczową rolę jaką odegrał „przeprowadzając Polaków przez morze czerwone”. Jednak taki tytuł jest nie tylko wyrazem szacunku ze wszech miar zasłużonego ale także jest wyrazem wygody. Dlaczego wygody? Zastanówmy się jaki ładunek informacji on niesie. Prymas tysiąclecia, co się rozumie samo przez się zdarza się raz na tysiąc lat więc na kolejnego takiego kapłana i przewodnika przejdzie nam jeszcze trochę poczekać. Jego następcy pozbywają się niezwykle niekomfortowej sytuacji w, której byli by porównywani i konfrontowani z postacią Prymasa Tysiąclecia. Taka sytuacja jest, przyznacie sami wygodna tak jak wygodne jest obniżenie poprzeczki ustanowionej przez kogoś z kim niewygodnie się nam równać. Kościół  po PRL-u jednak nie wszedł w epokę wiecznej szczęśliwości gdzie wszelkie przeciwności zostały oddalone raz na zawsze. Wręcz przeciwnie, współczesność stawia przed polskim Kościołem zadania bardzo trudne. Brak postaci, która była by jednoznacznym głosem całego Kościoła sprawia, że wierni czują się pozostawieni sami sobie bez tej jakże nam potrzebnej latarni. Sami biskupi również wydają się chyba skonfundowani taką sytuacją, dlatego starają się robić coś na własną rękę a to na dożynkach Jasnogórskich a to w sprawie Nergala a to w jeszcze innej sprawie każdy sobie rzepkę skrobie. Jednym z ciekawszych przykładów są listy pasterskie. Każdy na pewno niejednokrotnie spotkał się z nimi podczas mszy. Taka o to sytuacja, jest msza, bardzo ciekawa lekcja i nie mniej ciekawa ewangelia, doskonały materiał na płomienną homilię ale niestety homilii nie będzie, będzie list pasterski na temat decyzji sejmu aby na stadionach można było sprzedawać piwo. Kiedy to usłyszałem, to w pierwszej chwili pomyślałem, że jest to jakiś kiepski żart ale niestety się myliłem. Polski episkopat ma zespoły zajmujące się wszystkimi możliwymi problemami (zupełnie jak w Brukseli) również pijaństwem, który skądinąd jest poważnym problemem i nie chciałbym go deprecjonować ale jednak odnoszę wrażenie, że drzewa przesłaniają las. Listy pasterskie są długie nudne i napisane językiem często niezrozumiałym dla przeciętnego odbiorcy. Za każdym razem kiedy słyszę – „plenarna konferencja episkopatu” to w głowie pojawia się obraz, partyjnych towarzyszy dzielących włos na czworo, dyskutujących o różnicy między przodkiem i tyłkiem. Nawet jeżeli pisane są z myślą o naświetleniu ważnych problemów to jednak metoda ta jest przeciwskuteczna. Od razu chciałbym zaznaczyć, że nie podważam ani sensu pisania listu pasterskiego ani nawet tych pisanych przez naszych duszpasterzy gdyż pamiętam kilka, które faktycznie były nie tylko bardzo ważne ale także przystępne jednak były one raczej wyjątkami na przestrzeni ostatniej dekady. Skąd ten strach i niechęć przed jednoznacznym stanowiskiem w polskim Episkopacie? Nie mam pojęcia. Na pewno jednym ze znaczących powodów spadającej liczby wiernych jest to, że wierni czyją się pozostawieni sami sobie ze swoimi problemami. Kościół często zamiast żywego organizmu przypomina bezduszny automat. Innym powodem jest nieznajomość przez wiernych nauki Kościoła, przez co nie potrafią się konfrontować z zalewającą nas antykościelna propaganda kolportowana przez tych, którzy chcieli by zając miejsce Kościoła. Księża pozbawieni jednoznacznego stanowiska konkretnej osoby w postaci sternika – Prymasa nie potrafią przebić się do świadomości swoich wiernych, zamykają się w sobie i się izolują, wierni pozostawieni przez  alienujących się kapłanów odłączają się od Kościoła i tak koło się zamyka. Jako członek służby liturgicznej obserwuje już swój parafialny kościół od  10 lat. W pierwszych ławkach zajętych całkowicie przez wiernych dziś jest ich tylko kilku. Średnia wieku na mszy to ok.45-50 lat, młodzież stanowi może z 10-15% wiernych. Jaka czeka nas przyszłość?

 

Odsłon: 293 Komentarzy: 1


1 2 3 4 5 6 7 dalej »

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.