Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Zgred albo jak wyonacyć diabła

Kategoria: Rekomendacje Tuesday, 24 May 2011, 20:44

Ta książka Ziemkiewicza jest daleko inna, od tych które znamy. Przede wszystkim różni ją od nich formą. Dziennik daje możliwości, z których autor skrzętnie korzysta. Ziemkiewicz wykorzystuje postać Rafalskiego, by powiedzieć w całości to, co już mówił gdzie indziej. Ale przez to staje się to jakby bardziej wiarygodne. Choć jednocześnie utrudnia czytelnikowi zrozumienie, co jest faktycznym poglądem autora, a co Rafalskiego – „prawdziwym zmyśleniem”, jak o tym sam mówi.

Wielu zapyta, czy Rafalski, to alter ego Ziemkiewicza. W gruncie rzeczy jednak nie ma to większego znaczenia. W gruncie rzeczy, to czy poglądy autora pokrywają się z poglądami jego bohatera nie jest istotne. Ważne jest to, czy prezentowana w ten sposób postać, jest klarowna i spójna. ...A właśnie, jest.

Jeśli Ziemkiewicz wykorzystuje jakieś swoje wątki autobiograficzne, tworząc to „prawdziwe zmyślenie, to muszą one zostać podporządkowane fabule książki. Jak bardzo je wykorzystuje, wie to on sam i jego bliżsi, i dalsi znajomi. Wie to jego rodzina ... i niech tak zostanie. Niech to pozostanie właśnie tym „prawdziwym zmyśleniem”, gdzie prawda ociera się o fikcję, a obie razem tworzą świetną fabułę.

Jednym z najciekawiej czytających się fragmentów książki są te, które zawierają próbę odpowiedzi, kim są współcześni Polacy. Ci „młodzi, wykształceni z wielkich miast”. Jakie dręczą ich problemy i zmory. Odpowiedź Ziemkiewicza ich zaboli. Bo okazuje się, że pochodzą, co najwyżej w drugim pokoleniu ze wsi. Z wiochy, jak zwykł mówić mój – pochodzący, a jakże z wiochy – św. p. ojciec.

Jest taki fragment w filmie „Kariera Nikosia Dyzmy”, gdy Nikoś zostaje zatrudniony przez Romana Kilińskiego, „biznesmena z branży spożywczej” (Notabene, znakomicie zagranego przez Andrzeja Grabowskiego). Ten oprowadzając go po swoim zakładzie zadaje mu pytanie: Kogo widzi? No i wychodzi szydło z wora. ”Chama z chamów” widzi.

W pochodzeniu współczesnych Polaków, Rafalski widzi jednocześnie słabość i siłę. Bo w chłopskim pochodzeniu, tkwi jednocześnie pierwotna siła i spryt z jakim musieli sobie polscy chłopi radzić z pańskimi fanaberiami, każdej z okupacyjnych władz. Czy zaborczej, czy hitlerowskiej, czy też w końcu tej najbardziej obrzydłej, komunistycznej.

W tej perspektywie, np postać Wałęsy wydaje się być właśnie takim sprytnym wioskowym cwaniakiem, który z komunistyczno – ubeckim diabłem zawarłszy pakt, podpisując jakieś kwity, jednocześnie tego komunistycznego diabła „wyonacył”. Choć potem zaprzeczał prawdzie.

Jak widać wioskowy cwaniak, pozostał wioskowym cwaniakiem. Dalej chciał oszukiwać i nie stać go było na wielkość prawdy. Musiałby zaprzeczyć całej swojej naturze. Musiałby przestać być wioskowym cwaniakiem, a stać się mężem stanu. Na to, brakło mu już pomysłu. Gangsterski system władzy, który jest pozostałością po komunie, przy całym swoim demokratycznym sztafażu, jest w stanie zabić każdego, kto mu się przeciwstawi. I Wałęsa to zrozumiał.

I tu pojawia się drugie zagadnienie. Kim, czym są współczesne elity naszego państwa. Tu diagnoza jest wydaje się równie trafna. To beneficjenci komuny. Ale nie jej spadkobiercy. To Ci którzy, z masy upadłościowej PRL-u, rozdzielili pomiędzy siebie to, co miało jakoś wartość, długami zaś obciążyli resztę społeczeństwa. Potem zaś dobili system, który ze swej natury i tak nie był produktywny. To ludzie, którzy wstydzą się polskości, bo przez większość swojego dorosłego życia ją zwalczali i ośmieszali. Prawdziwych bohaterów i patriotów mordowali lub wyszydzali, a na ich miejsce wstawiali matrioszki rodem z Sowietskawa Sojuza. Ich spadkobiercy mówią dziś: Polskość, to nienormalność. Poslkość to obciach...

Ta książka boli. Boli do szpiku kości i jest cholernie prawdziwa w tym „prawdziwym zmyśleniu”.

Autor jest przez większość mainstreamowych mediów uznawany za PiS-owca. Mieści się to w sposobie rządzenia stosowanym przez komunę: Kto nie z nami, ten przeciwko nam. Tymczasem nie szczędzi on również krytycznych uwag braciom Kaczyńskim. I to nie tylko w tej książce. Także w całej publicystyce. Jednak z założenia wie, że kopać po kostkach trzeba aktualnie sprawujących władzę, a opozycję należy wspierać. Takie są reguły państwa demokratycznego.

Bardzo ważny jest zakres czasowy który obejmuje powieść. To czas gwałtownego przesilenia, które zaczyna się na około półtorej miesiąca przed tragiczną śmiercią prezydenta Kaczyńskiego i kończy tuż po tym wydarzeniu.

Musimy sobie uświadomić, że żyjemy w państwie, które zostało ukradzione jego dawnym mieszkańcom. Niewiele jest w nas „ułańskiej fantazji” i odwagi. „My już nie dzieci Piłsudskiego”, jak śpiewał Kaczmarski. Pozostały jedynie echa dawnych idei i dawnych bitew, rozgrywających sie w ich obronie. Co z nas pozostanie? Czym, lub kim będzie naród mieszkający dziś pomiędzy Bugiem i Odrą? Nie wiem. I nie jestem w stanie tego przewidzieć. Spece od inżynierii społecznej będą nad nim pracować, jak pracują. Choć myślę że i oni nie są mi też w stanie przewidzieć ostatecznego rezultatu.

Trzeba wrócić, każdy na swoje poletko. Trzeba orać.

Odsłon: 797 Komentarzy: 1


Zagubiona ścieżka arcybiskupa

Kategoria: Ogólne Thursday, 01 September 2011, 18:03

Mój ulubiony ks. abp Życiński, jak często zwykł to czynić, popełnia klasyczny błąd filozofa. Przyjmuje bowiem fałszywe założenia. I gdyby jeszcze wyciągał z nich prawdziwe wnioski, to błędu by nie było. Jednak ciąg logicznego rozumowania prowadzi go do fałszywych wniosków. W swoim ostatnim felietonie datowanym na 3 stycznia 2011 w Tygodniku Powszechnym, w numerze 2(3209) z 2011 roku, w pierwszym zdaniu pisze: „Znamienne jest, że Mędrcy niewiele mówią o sobie.” Dalej zaś: „…że [mędrcy] potrafią dyskretnie schodzić na dalszy plan, aby było wyraźniej widać Jezusa”

Jest to fałszywy pogląd. To nie oni pisali bowiem Ewangelię wg. św. Mateusza. Nie mogli więc, jak nam to usiłuje wmówić ks. prof. Życiński, dyskretnie zejść na dalszy plan, ani tym bardziej mówić o sobie. Choć, zapewne, coś Herodowi o sobie musieli powiedzieć. Dziwne, by władca krainy do której dotarli, nie zainteresował się nie tylko tym, gdzie idą wędrowcy, ale także kim oni są. My dziś wiemy, że są uczestnikami epizodu, świętowanego przez większość chrześcijan. Znamy go w katolicyzmie jako święto Objawienia Pańskiego, czyli święto Trzech Króli. Autor jedynej ewangelii opisującej przybycie mędrców – Mateusz Lewi – był człowiekiem skrupulatnym, celnikiem. Zatem gdyby to było istotne, to zapisałby imiona mędrców oraz ich liczbę. Bo tak na prawdę, to nawet ich liczba nie jest pewna. Wzmianek o mędrcach (astrologach, magach, królach, filozofach) w innych ewangeliach kanonicznych nie znajdziemy.

Moim skromnym zdaniem, mędrcy symbolizują raczej pokłon oddany przez poszukujący mądrości świat, maleńkiemu dziecku, zrodzonemu z wiary. Pokazują, że tam gdzie zawodzi mądrość, tam pozostaje wiara, oraz oparte na niej poznanie świata i ludzkich losów. A mędrcy przychodzą i tej wierze oddają pokłon. Na tym, zdaje się, polega ich skromność. Czy mają jakieś inne intencje? Tego Mateusz nie pisze. Wiemy, a właściwie przyjmujemy, że mędrcy poszukują wiedzy i mądrości.

Dziś właściwie nawet nie wiadomo, czy było ich trzech. Biblia nie podaje też ich imion. Wiemy na pewno, że złożyli trzy bardzo cenne dary: mirrę, kadzidło i złoto. Stąd domniemanie, że było ich trzech. Można domyślać się także, że byli astrologami, magami i być może filozofami. Być może, byli kapłanami religii zaratustriańskiej. Według trzynastowiecznego podróżnika Marco Polo, pochodzili z perskiego miasta Saveh. "Jest w Persji miasto Saveh, z którego wyszli trzej Magowie, kiedy udali się, aby pokłon złożyć Jezusowi Chrystusowi" .

Teologia jest dyscypliną badającą naturę boską oraz stosunek tej natury do świata i do człowieka. Każda religia wytworzyła własną teologię. Każde wyznanie chrześcijańskie ma swoją odmianę teologii, jak słusznie pisze ks. abp.

Czy zatem istnieje teologia śląska, góralska, kaszubska, czy inna lokalna? Wg mnie tak. Tak samo jak istnieją, szkoły matematyczne: warszawska, lwowska itd. Różnią się one dziedzinami, którymi się zajmują. Lwowska szkoła analizy funkcjonalnej, to nie to samo, co warszawska szkoła zajmująca się głównie logiką i teorią mnogości. O szkole krakowskiej nie wspomnę, gdyż różniczki nie były moją najmocniejszą stroną. Wszystkie te szkoły, dają nam tzw. polską szkołę matematyczną, która dała światu np. twórców Enigmy.

Zatem wszystkie szkoły teologiczne, tworzą polską teologię. Ta zaś, jest częścią teologii katolickiej. I nie umniejsza to wartości, ani teologi, ani patriotyzmu. Także lokalnego patriotyzmu…

Martwię się jednak, że ktoś czytając tekst pisany przez ks. abpa Życińskiego przyjmie go jako naukę, może nie teologiczną, ale katechetyczną podaną przez księdza katolickiego. Jednak czy to jest jeszcze teologia, czy może już tylko sofistyka?

Odsłon: 439 Komentarzy: 6


Narodzenie Chrystusa i polityka

Kategoria: Kościół Friday, 01 April 2011, 00:58

Czytam i oczom nie wierzę. Czy, to pisze biskup mojego kościoła? Ale może od początku… W Tygodniku Powszechnym z 1/2 stycznia 2011 roku ks. abp Józef Życiński pisze: „Herod jest pierwszym politykiem, który pojawia się w kontekście narodzin Jezusa; ściśle biorąc – władcą, który usiłował wykorzystać te narodziny instrumentalnie, występując jako wielki obrońca i czciciel Dzieciątka. Trzeba mieć przenikliwe, głębokie spojrzenie Mędrców, by dostrzec, że zakłamana postawa Heroda nie ma nic wspólnego z wiarą.”

Szanowny księże arcybiskupie, warto przeczytać kawałek dalej. Bowiem w wierszu 12 znajdziemy; „A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do ojczyzny.”

Zatem to nie „ przenikliwe, głębokie spojrzenie Mędrców” (astrologów, filozofów?), ale sen nakazał im udanie się w drogę powrotną inna trasą. Co było we śnie, tego Biblia nie mówi. O mędrcach, nie wspomina żadna z pozostałych trzech Ewangelii. Ewangelia wg. św. Łukasza mówi zaś o pasterzach, których do czuwania przy żłóbku wezwali aniołowie.

Zatem, można się domyślać, że poprzez aniołów Bóg wezwał we śnie mędrców, by nie wstępowali do Heroda w drodze powrotnej. Skąd zatem to: „…przenikliwe, głębokie spojrzenie Mędrców”?

Warto zadać pytanie: Co by się stało, gdyby jednak mędrcy wstąpili do Heroda?

Ten, dobrze już wtedy poinformowany kto, gdzie i kiedy, wysłał by „nieznanych sprawców” by, mówiąc kolokwialnie, po cichutku urwali łeb sprawie. Czyli zamordowali małego Jezusa, Maryję i Józefa. Herod wiedział, że nic tak, jak niepotrzebny rozgłos, nie szkodzi władzy. A pastuszków, którzy być może występowaliby z petycjami i żądaniami odnalezienia, i ukarania „nieznanych sprawców”, spacyfikowałoby się za pomocą straży pałacowej (straże miejskie bezpośrednio nie podlegały Herodowi). Krzyża by nie broniono, bo to znak hańby i każdy porządny Izraelita brzydził się go, jako znaku okupantów.

Jeśli zaś chodzi o liberalnych doradców Heroda, to raczej trzeba ich nazwać libertyńskimi, bo obyczaje na dworze tego władcy, do zbyt cnotliwych nie należały.

Jeśli chodzi o Aniołów i Archaniołów, to tak bardzo bym się o nich nie bał. Jako, że najmniejszy w Królestwie Niebieskim i tak jest większy, i silniejszy od wszystkich mocarzy świata razem wziętych. Zatem obawiam się, że próba ich aresztowania zakończyła by się kompromitującą klęską straży pałacowej Heroda i potężnymi „klapsami”.

Ostatnia sprawa, to przyjście Jezusa. Obawiam się, że obecnie czeka nas Paruzja. I raczej tym bym się martwił, gdybym był biskupem i filozofem. Paruzja oznacza właśnie powrót przy akompaniamencie bojowych marszów wzywających do walki.

No, ale to tylko kilka uwag prostaczka, laika. Nie Arcybiskupa, ani mędrca i filozofa.

Odsłon: 307 Komentarzy: 3


O czym zrobić film by go oglądano

Kategoria: Film Wednesday, 12 May 2010, 22:35

Właśnie oglądam niemiecki film „Jeniec: Tak daleko jak nogi poniosą ” z 2001 roku. Znakomicie opowiedziana historia niemieckiego żołnierza, jeńca, skazanego przez sowietów na 25 łagru. Wyreżyserowany przez H. Martinsa film, jedni zaliczą go do kategorii dramatu, inni widzieli by go jako film przygodowy zrobiony na podstawie prawdziwych wydarzeń. Każdy naród ma swoich bohaterów i nawet w czasach za które się wstydzi, szuka tych, którzy byli, (mogli być) prawdziwymi bohaterami. Takich jak Claus von Staufenberg, czy właśnie bohater filmu – Klemens Forell. I właściwie do Niemców nie mogę mieć pretensji. Na podstawie prawdziwej historii skonstruowali film, który jest znakomity. Dobry warsztat reżysera, znakomite sceny. Choćby ta: bohater filmu na tle rozgwieżdżonego nieba odnajduje swoje własne ślady. Kto z oglądających nie załamałby się, gdyby znalazł się w takiej sytuacji?

Ale zastanawia mnie jedno. Z milionów Polaków, mieszkańców kresów wschodnich, zesłanych na Syberię, wielu uciekło. Dziś mieszkają w różnych krajach. Jednak ich historie nie znalazły uznania wśród polskich „wielkich” reżyserów. A czy historia Witolda Glińskiego i kierowanej przez niego ucieczki kilkunastu więźniów politycznych nie zasługuje na uznanie? Świetnie, że na podstawie tego wydarzenia znany Hollywoodzki reżyser Peter Weir nakręcił superfilm „The Way Back” z udziałem takich gwiazd, jak Colin Farrell i Ed Harris. O tym wydarzeniu dowie się cały świat. …Cały świat, może się i dowie, ale Polacy będą na końcu.

Naszych Wielkich, Utytułowanych Reżyserów i Producentów to jakoś nie obchodzi. To nie jest dla nich temat… Po co robić jakąś tam przygodówkę? My jesteśmy od większych spraw…

Mamy film o czwórce dzielnych pancerniaków i psie. Kompilację wielu różnych wydarzeń, które zebrał i połączył w jedną opowieść Janusz Przymanowski. A czy mamy film o niedźwiedziu Wojtku? Czy ktoś o nim słyszał?

Wszystkim wokół wolno mieć swoich bohaterów, nam nie. Nam, nasi wychowani w PRL-u reżyserzy, o nich nie opowiedzą. A szkoda, bo na „kaszany” przez nich tworzone pieniędzy narodek nie wyda. No i dobrze.

A film jest świetny i warto go obejrzeć.

 

 

 

Jeniec: Tak daleko jak nogi poniosą. 2001 So weit die Füße tragen. Reżyseria: Hardy Martins. Występują: Bernhard Bettermann, Hans-Uwe Bauer, Igor Filtschenkov.

Odsłon: 636 Komentarzy: 5


Nasza klasa ... panująca

Kategoria: Ogólne Friday, 10 December 2010, 09:56

Dzień dobry uczniowie…

Na dzisiejszej lekcji WOS-u postaramy się odpowiedzieć na pytanie, czy system polityczny panujący w Polsce jest systemem demokratycznym i czy jest zorganizowany zgodnie z założeniami Monteskiusza o trójpodziale władzy.

- Tusk i Palikot, proszę nie rzucać w Kaczyńskiego starymi gazetami. To, co najmniej, nieładnie.

- Palikot, co ty tam masz? Pokaż mi to natychmiast! Co? Sztuczny panis? A, co to?! Pistolet? Aha, na wodę. Dawaj mi to natychmiast! I niech mi jutro matka przyjdzie do szkoły.

- Pamiętaj Palikot, jak się nie uspokoisz, to wylądujesz na oślej ławie obok Leppera.

No, teraz możemy wrócić do lekcji. A dokładnie, do klasycznego trójpodziału władzy dokonanego przez Monteskiusza w połowie XVIII wieku w dziele O duchu praw. Po francusku De l'esprit des lois .

Przede wszystkim musimy zwrócić uwagę na to, co dla Monteskiusza było wyznacznikiem jakości państwa. A była nim wolność obywateli. Ten oświeceniowy filozof zauważył, że aby obywatele mogli być wolni, władza musi zostać ograniczona oraz rozdzielona na trzy rodzaje. Tak więc należy oddzielić ustawodawstwo od wykonawstwa, a sądzenie uniezależnić od władzy państwowej. Było to novum, jak na owe czasy. Według Monteskiusza, każdy obywatel powinien mieć prawo pozwać urzędnika i odwołać się od jego decyzji do sądu. Jego postulatem był też dwuizbowy parlament, oraz prawo weta dla rządu wobec ustanowionego przez ustawodawcę prawa.

Dziś do tego podziału dodaje się jako czwartą władzą dziennikarzy, władze medialną. Ale o tym na kolejnej lekcji.

- Tusk i Kaczyński nie kopcie się pod ławką! Wszyscy to widzą… ja też.

Wracając do meritum. Te trzy rodzaje władzy, mają być niezależne od siebie i wzajemnie się kontrolować… Dla dobra społeczeństwa, oczywiście.

Współczesne systemy demokratyczne, dalece odeszły od tego modelu, często go wykoślawiając lub jak wolą mówić niektórzy, adaptując do warunków historycznych, społecznych i innych.

- Tusk, proszę przypomnieć: Kto dziś w Polsce wybiera Głowę Państwa i jak się to stanowisko nazywa?

Tak! Masz rację, zgodnie z konstytucją głową państwa jest prezydent. I nie jest to funkcja od odkurzania żyrandoli. Warto tu przypomnieć, że dwie ostatnie Konstytucje RP były krojone, że się tak wyrażę, na miarę ówczesnych prezydentów i kandydatów na to stanowisko. Jak widać takie przygotowywanie Konstytucji, w końcu najważniejszego aktu prawnego w państwie, może prowadzić do aberracji.

- Palikot, a ty znowu swoje! Jak masz coś powiedzenia, to podnieś rękę, a nie szeptaj tam coś po nosem do Komorowskiego o Wałęsie. I proszę go nie przezywać. Bolesław to całkiem ładne imię. Mieliśmy wielu władców i królów o tym imieniu. Był Bolesław Mieszkowic, Bolesław Chrobry… i Krzywousty

- Jarek, a ty już zostaw Donalda i nie ciągnij go za mundurek. To nie wypada, abyś był uszczypliwy wobec kolegi. W końcu jesteś przewodniczącym kółka historycznego i powinieneś rozumieć zawiłości pochodzenia jego dziadków.

Jak już wspomnieliśmy, głową państwa w Polsce jest prezydent. Ale faktyczną władzę wykonawczą sprawuje premier.

A, premiera jak wiecie z konstytucji, desygnuje Prezydent i wybiera sejm Z reguły, jest to osoba, która została wybrana przez największą partię polityczną. O systemach partyjnych, finansowaniu partii itp, porozmawiamy na jednej z następnych lekcji.

Zatem powtarzając: W Polsce system władzy opiera się na Sejmie, czyli na części władzy ustawodawczej (!), która wybiera władzę wykonawczą(!). Jest to zatem znaczne odstępstwo od idei Monteskiusza. Władza sądowa, zaś jest jakby dwutorowa. Po pierwsze istnieje system sądów powszechnych, do którego wchodzą sądy rejonowe, wojewódzkie …

- Czarnecki, nie chodzi o Kubę Wojewódzkiego! Klaunów na sędziów nie biorą… Nie przeszkadzaj! No dobrze z tymi klaunami może przesadziłem… Czasami się sędziowie się błaźnią.

No właśnie, o systemie wyboru czy też lepiej powiedzieć, mianowania sędziów jeszcze porozmawiamy…

Wracając zaś do tematu, drugim torem władzy sądowniczej, jeśli tak można powiedzieć, są Trybunały. Trybunał Konstytucyjny, który ma sądzić prawo i jego zgodność z Konstytucją oraz Trybunał Stanu, który najogólniej rzecz biorąc, ma sądzić polityków, za przestępstwa związane ze sprawowaniem najwyższych funkcji państwowych. Czyli trochę taki sąd dla elit…

- Antek Macierewicz, spokojnie one jeszcze nikogo nie osądziły. Wiem, że byś chciał, żeby w końcu kogoś Trybunał Stanu skazał. Na ten przykład Wojtka Jaruzelskiego, czy Cześka Kiszczaka…

Jak już mówiłem, Trybunał Stanu nie mieści się w systemie sądów powszechnych i w zasadzie został utworzony po to, by sądzić członków rządu, Prezydenta, posłów, itd.

Już na początku lekcji Tusk zauważył, że choć głową państwa, formalnie jest prezydent, to szefem władzy ustawodawczej jest premier wybierany przez Sejm. Lech Kaczyński, brat Jarka – niestety, przenieśli go do innej szkoły – próbował wam wyjaśniać, że prezydent powinien mieć większą realną władzę…

Zatem już tu widać, że władza ustawodawcza kreuje władzę wykonawczą. Co wpływa destrukcyjnie zarówno na jedną jak i na drugą.

Jak się przekonujemy z codziennej praktyki. Sejm i Senat, nie mogą skutecznie kontrolować Premiera i Rządu, gdyż te dwie instytucje wywodzą się zawsze z większości Sejmowej! Zatem, kto ma przewagę we władzy ustawodawczej, ten ma też przewagę we władzy wykonawczej i nie podlega kontroli. Co więcej, władzy wykonawczej podlegają służby specjalne, Policja i wojsko. Tak więc nie ma realnej kontroli osób sprawujących władzę.

Najwyższa Izba Kontroli, formalnie podległa Sejmowi, nie może nawet bezpośrednio skierować wyników swoich kontroli do Sądów, gdyż nie posiada, najprościej mówiąc, uprawnień prokuratorskich. Zatem najpierw musi wnioskować do prokuratury, by ta zechciała zająć się np. korupcją wśród najwyższych urzędników, ministrów i posłów. A i tak prokuratura może odmówić, gdyż choć nie ona jest częścią władzy wykonawczej, ale zależna jest od niej, choćby poprzez przyznawany jej na działalność budżet. Czyli mówiąc krótko, władza wykonawcza, może nie dać prokuraturze pieniędzy na jej działanie…

W drugą stronę działa to samo. Rząd posiadając inicjatywę legislacyjną, a przy tym przewagę w parlamencie, blokuje często inicjatywy tworzenia prawa korzystne dla obywateli, zwiększające ich wolność, a niekorzystne z punktu widzenia władzy. Zatem mamy do czynienia z partyjniactwem, jak to określił kiedyś Marszałek.

Prezydent zaś, formalna Głowa Państwa, nie ma realnego wpływu na władzę wykonawczą, mimo tego, że posiada najmocniejszą legitymację do jej sprawowania.

- Niesiołowski, twoja legitymacja szkolna, to nie jest legitymacją do sprawowania władzy! Taka legitymacją jest np. wynik wyborów powszechnych! To w takich wyborach wybiera się Prezydenta! Jakoś prezydentem Cię nie wybrano… i nikt poważny Ci tego nie zaproponuje.

- Schetyna, nie chodzi o marszałka sejmu, ale o Marszałka, czyli o Piłsudskiego…

Uwaga! Na następne lekcje proszę przygotować takie pojęcia jak: partia polityczna, legitymacja i reprezentacja, oraz systemy finansowania partii politycznych. No i oczywiście proszę czytać Konstytucję. Ze zrozumieniem nie tylko litery, ale i jej ducha.

Zatem, do zobaczenia za tydzień… mam nadzieję…

Odsłon: 519 Komentarzy: 6


1

 

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.