Monday,02 August 2010,02:12
Kategoria: Ogólne Monday, 02 August 2010, 02:12
Z wąskiej ulicy wychodzimy wprost na grupkę wesoło rozprawiających żołnierzy. Na ekranie położonego na masce gazika laptopa oglądają mecz. Andrzej mówi, że ci chłopcy w mundurach to Neapolitańczycy. Nie zwracają na nas uwagi gdy ich mijamy zmierzając do małego baru z ogrodem zimowym. Wiatr zatrzaskuje za nami drzwi. Nie lubię cappuccino ale barista przekonuje, że najlepiej rozgrzewa.
Do baru wchodzi kolejny klient, mężczyzna w podeszłym wieku. Zamawia kawę i wita się ze stojącym tuż obok nas znajomym.
- No i jak się czujesz? Pomogła Ci Pani Doktor?
- Całkiem nieźle, dzięki Bogu. Mówią, że operacja się udała.
W odpowiedzi nasz sąsiad przy barze z naciskiem tłumaczy:
- Nie "dzięki Bogu" tylko "DZIĘKI TOBIE". Bo Boga nie ma.
Zapada cisza. Wpatrujemy się w mleczną pianę na dnie filiżanek, dziękujemy i wychodzimy. Andrzej mówi, że Ci ludzie zostali doświadczeni ponad siły.
Okoliczne budynki spowite są regularną faszyną metalowych rur. Wydawałoby się, że misterne rusztowania, stalowe obejmy i drewniany podpory to konstrukcje szalonego architekta-paranoika nie potrzebne wcale aby utrzymać domy w ich kształcie ale by poprawić nastrój konstruktora. Niestety bliższe przyjrzenie się pęknięciom w ścianach pozbawia złudzeń. Gdyby nie stalowe ramiona obejmujące osłabione budynki miasto rozpadłoby się kawałek po kawałku.
L'Aquila wydaje się być dzisiaj opuszczona. Na starym mieście spotykamy jedynie kolejnych żołnierzy i strażaków. Poranione, martwe domy mają porozrywane ściany i odpadające tynki. Niektórym brak okien, kominów i dachów. Wyraźnie czekają na pomoc i powrót dawnych mieszkańców. Ale dziś z mroku ich pokoi patrzy na nas tylko groza śmierci i smutek.
Wracamy do Rzymu, do bazyliki św. Jana na Lateranie, na Mszę Świętą. Naszą słabą wiarę nosimy w glinianych naczyniach. Oby nie potłukły się w kataklizmach rozpaczy…

Odsłon: 238 Komentarzy: 6
1