
Wednesday,23 May 2012,21:28
Kategoria: Polityka Wednesday, 23 May 2012, 21:28
Do fobii i kompleksów Jarosława Kaczyńskiego oraz jego partii z związanych z nią środowisk zdążyliśmy się już przyzwyczaić . Nieumiejętność rządzenia , czego skutkiem są ich liczne porażki polityczne muszą sobie jakoś powetować . Najprostszą metodą jest wyładowanie z siebie potężnych pokładów bezsilności opakowanej w agresywnej i hałaśliwej formie . Celem u tych ludzi oczywiście musi być Rosja , względnie rządy krajów Wspólnoty Niepodległych Państw ( Białoruś , a ostatnio Ukraina ) , by Jarosław Kaczyński i jego zwolennicy mogli wyrobić sobie ugruntowaną w okrągłostołowym estabishmencie postawę nieustraszonych pogromców Rosji . Ale jeśli przypatrzyć się na zimno ich poczynaniom na odcinku wschodnim , to można odnieść wątpliwości co do skuteczności tej postawy , jak i jej szczerości .
W ostatnich dniach jak należało oczekiwać Jarosław Kaczyński zaatakował władze Ukrainy z prezydentem Wiktorem Janukowyczem na czele . Pod pretekstem obrony odsiadującej wyrok w więzieniu byłej premier Julii Timoszenko postanowił wypowiedzieć Ukrainie dyplomatyczną wojnę. Otóż były premier rządu RP w swojej zapiekłości zażądał by Ukrainie odebrano turniej EURO 2012 i przeniesiono finał tego turnieju do Warszawy . Zwolennicy Kaczyńskiego gorąco go z marszu pochwalili , tylko nie zwrócili uwagi na szkodliwość i konsekwencje takiej ewentualnej decyzji dla Polski . Otóż zgodnie z postanowieniem UEFA turniej EURO 2012 ma odbyć się na terenie Polski i Ukrainy , a nie Ukrainy lub Polski . To oznacza , że dla Europejskiej Federacji Piłkarskiej Ukraina i Polska są na czas przebiegu turnieju o Mistrzostwo Europy w piłce nożnej jednolitym terytorium . Dlatego ewentualne odebranie Ukrainie jej części turnieju automatycznie oznacza odebranie turnieju także Polsce . I Jarosław Kaczyński dobrze o tym wie . Doskonale się w tym orientuje , bowiem ten turniej UEFA przyznała Polsce i Ukrainie w kwietniu 2007 roku , czyli wtedy gdy premierem rządu RP był ... Jarosław Kaczyński . Można więc stwierdzić , że Kaczyński i jego środowisko chcą utopić w morzu własnych fobii swój największy międzynarodowy sukces polityczny . Popełniają tym samym polityczne samobójstwo . Na dodatek Jarosław Kaczyński chce ostatecznie zniszczyć dorobek swojego nieżyjącego brata Lecha , który jako prezydent RP zrobił bardzo dużo , aby zbliżyć do siebie Polskę i Ukrainę i starał się mieć dobre stosunki ze wszystkimi siłami politycznymi w Kijowie . Euro 2012 to najlepsza okazja , by zbliżyć do siebie Polaków i Ukraińców . Odebranie tego turnieju oznaczałoby tragiczne na przyszłość konsekwencje w relacjach polsko - ukraińskich .
Tak oto w praktyce wygląda dbanie o dziedzictwo Lecha Kaczyńskiego przez jego brata . Postawmy jednak pytanie w czyim interesie leży taka postawa głównej siły opozycyjnej w III RP . Tu bardzo trafną odpowiedź daje profesor Tadeusz Marczak w Naszym Dzienniku , w artykule pt. " Przeciąganie Ukrainy " z 7 maja 2012 roku nr 105 , 4340 . Zacytujemy fragment , który oddaje istotę rzeczy w tej sprawie :
" Pobicie w więzieniu Julii Timoszenko spotkało się z ostrą reakcją i negatywnymi ocenami tak Wschodu , jak i Zachodu . Kanclerz Angela Merkel rozważa bojkot spotkań piłkarskich rozgrywanych na Ukrainie . Przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso i wszyscy jej komisarze zapowiedzieli , że nie wezmą udziału w Euro 2012 . Zaistniała sytuacja była także przedmiotem ostrych polemik między opozycją a obozem władzy na Ukrainie . Oprócz pobicia Julii Tymoszenko analizowano tam również zamach terrorystyczny , do którego doszło w Dniepropietrowsku 27 kwietnia br. Według agencji Rosbałt zarówno opozycja , jak i stronnicy Janukowycza nie wykluczają , że pełny chaos , terroryzm i polityczne rozpasanie na Ukrainie są wygodne dla Rosji . W kuluarach Wierzchownej Rady deputowani z rządzącej Partii Regionów snuli przypuszczenia , że cała operacja z pobiciem byłej premier została przygotowana w Moskwie . Nowo , czy raczej ponownie wybrany prezydent Rosji Putin zmierza , według nich do pełnej dyskredytacji prezydenta Janukowycza . "
Wyraźnie z tego więc widać , że taka postawa , jaką stosuje Jarosław Kaczyński i jego partia wobec władz Ukrainy jest w interesie Moskwy i Berlina . Pikanterii dodaje fakt , że prezydent Wiktor Janukowycz ma polskie korzenie , a minister edukacji w rządzie Partii Regionów swego czasu proponował wprowadzenie języka polskiego jako drugiego języka urzędowego w zachodniej części Ukrainy . Obecna ekipa władzy na Ukrainie jest po prostu propolska , dlatego atakowanie jej to przejaw antypolonizmu i antyslawizmu , bowiem skłócanie ze sobą narodów i krajów słowiańskich , zwłaszcza w przeddzień tak ważnej imprezy jak Euro 2012 , która jest szansą na zbliżenie i pojednanie , jest od zawsze w interesie Niemiec i części władz rosyjskich , którym bliżej do Niemców niż do braci Słowian .
To jest prawdziwe oblicze Jarosława Kaczyńskiego i jego politycznego środowiska .
Teraz pokażemy inny przykład podległości wobec Moskwy naszych tzw . antykomunistów i rusofobów .Otóż niedawno naszpikowany zwolennikami PIS Instytut Pamięci Narodowej przekazał Rosji dokumenty rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej , zasłaniając się przepisami prawa . I nikt stamtąd nie huczał o służalczości wobec Rosji tej rzekomo antykomunistycznej i antyrosyjskiej instytucji .
Roman Dmowski tego typu środowiska polityczne trafnie podsumował słowami : " Bardziej nienawidzili Rosji niż kochali Polskę " . My pokazujemy , że Jarosław Kaczyński i jego środowisko to koncesjonowani przez Moskwę i Berlin przeciwnicy Rosji i przez to rzeczywiści wrogowie Polski i przyjaznych wobec niej państw słowiańskich , jak Ukraina czy Białoruś .Jarosław Kaczyński jest gotów nawet zniszczyć sukcesy własnego brata na Ukrainie i własne osiągnięcia , jakimi było przyznanie EURO 2012 za jego rządów , by zaszkodzić Polsce i Polakom .Na dodatek on sam i jego środowisko są ludźmi mentalnie i metodologicznie mocno zrusyfikowanymi .
I tylko ojciec Tadeusz Rydzyk wciąż widzi w PIS wybawców Polski i Polaków . Jednak publikacje w " Naszym Dzienniku " często podważają polskość Jarosława Kaczyńskiego . Wystarczy tylko je przeanalizować . Wszak nie wszystek lud ciemny i nie każdą rzecz kupi .
Dlatego Chroń nas Boże przed takimi niepodległościowcami !
Jeden z komentarzy:
Jeszcze na blogu Amator w tekście "W labiryncie manipulacji" postawiłem tezę, że działania IPN i PiS śmierdzą mi na odległość współczesną emanacją operacji "Trust". PiS niby walczy z Rosją i Niemcami, ale jakoś zawsze tak się dzieje, że działania tej partii przynoszą korzyść Berlinowi i Moskwie. Nie tylko chodzi o obecną sprawę Tymoszenko, ale przecież podczas ostatnich wyborów prezydenckich na Białorusi PiS atakował państwo białoruskie, że nie ma w nim demokratycznie przeprowadzanych wyborów i partia Kaczyńskiego popierała próby wywołania aksamitnej rewolucji na Białorusi. A przecież tym razem największe środki finansowe na obalenie Łukaszenki szły nie z Waszyngtonu, ale właśnie z Moskwy. I to Moskwa była najbardziej zainteresowana obaleniem Łukaszenki i to na antenie rosyjskich stacji telewizyjnych toczyła się totalna wojna informacyjna wytoczona Łukaszence. Uważam, że jeśli chodzi o PiS (i także IPN) mamy do czynienia z operacją "Trust 2". Pozdrawiam serdecznie redakcję jednego z moich ulubionych blogów.
autor Amator
Źródło: http://pmn.bloog.pl/id,331082994,title,Prezes-PIS-i-jego-srodowisko-wyladowuja-swoje-fobie-pod-dyktando-Moskwy-i-Berlina,index.html#komentarze, 23.05.2012, godz. 21:28
Odsłon: 69 Komentarzy: 0
Friday,23 March 2012,13:23
Kategoria: Religia Friday, 23 March 2012, 13:23
W zeszłym tygodniu skontaktował się ze mną Newsweek. Prosili o wywiad.
Zgodziłem się, na osobistą prośbę koleżanki z podstawówki, która tam pracuje. Lubimy się,
znamy od lat, a do tego koleżanka pomogła mi kiedyś w ciężkich czasach. Odwdzięczyłem
się Jej.
Odpowiedziałem na pytania i postawiłem redakcji jeden warunek: tekst ma być
opublikowany dokładnie w takiej formie jaką zamieszczam poniżej - żadnych skrótów,
żadnych dopisków. Newsweek odpowiedział, że nikt im nie będzie stawiał warunków. Hmm..
Zamiast wywiadu opublikowali nieprzyjemny tekst na mój temat i równie
nieprzyjemną rozmowę z ks. Sową. Ksiądz Kazimierz Sowa występuje jako kapłan i głos
Kościoła, a na dołączonej do tekstu fotografii jest rozchełstany, potargany i bez koloratki.
Ksiądz K.Sowa był dyrektorem kanału Religia należącego do TVN. Kanał ten ma w swoim
logo rybę - znak Chrystusa - ale jednocześnie prezentował wszelkie możliwe religie w tym
pogańskie i wrogie Kościołowi.
Dla równowagi medialnej, proponuję Państwu ten wywiad, którego Newsweek nie
zdecydował się opublikować. Newsweekowi wolno wybierać, jakie treści publikuje. Mnie
wolno wybierać Gościa Niedzielnego.
wc
PS
Pytania przysłane Newsweeka były w większości ciekawe!
NIEOPUBLIKOWANY WYWIAD UDZIELONY NEWSWEEKOWI
W jakich relacjach jest Pan z prawicowymi publicystami m.in. Piotrem Semką, Piotrem
Zarembą, braćmi Karnowskimi?
Nie jestem w żadnych relacjach, bo nie mam okazji zawierać znajomości z publicystami. Nie
bywam na otwarciach ani na zamknięciach, nie przyjmuję zaproszeń, po salonach się nie
szwendam – jeśli gdzieś idę, to jest to manifestacja pod Pałacem Namiestnikowskim, Msza za
Ojczyznę albo pogrzeb. Ostatni pogrzeb, na którym byłem, to pogrzeb Stanisława Szwarc-
Bronikowskiego. Poza tym, że Szwarc był podróżnikiem i filmowcem, był też cynglem AK –
wykonywał zasądzone przez Podziemne Państwo Polskie wyroki śmierci na szpiclach,
kolaborantach i Szkopach. Cześć Jego pamięci!!!
W koligacjach ani koteriach nie uczestniczę. Pracuję zawsze u siebie, we własnej firmie,
nigdy w czyjejś redakcji. A zatem nie mam okazji poznawać dziennikarzy. Żadnego z
wymienionych Panów nie znam osobiście, choć o każdym słyszałem. Jeden z braci
Karnowskich jest kłamczuchem – tyle wiem na pewno. Nie może się skutecznie
wyspowiadać, a w konsekwencji nie powinien przyjmować Komunii Świętej. Opublikował
kiedyś ogromny wywiad ze mną, którego mu nigdy nie udzieliłem. Ogłaszał publicznie, że
ma taśmy z nagraniami i mi je wyśle. Jakoś nie wysłał. Ten „wywiad” był nieprzyjemny i
szkodliwy dla mnie. Fałszerstwo. Do czasu naprawienia szkody, każda spowiedź Pana
Karnowskiego jest nieważna – takie mamy reguły w Kościele Katolickim. Trwa Wielki Post,
może się chłop nawróci.
Z takich mniej więcej powodów trzymam się w ostrożnej odległości od publicystów, nawet
prawicowych. Klucze od domu powierzyłbym Rafałowi Ziemkiewiczowi, którego szanuję i
czytam z uwagą, oraz Krzysztofowi Skowrońskiemu, którego lubię i się z nim koleguję.
Resztę znam raczej z daleka.
A czy oni prawicowi? To niedobre słowo, bo nic nie definiuje. Dużo bardziej adekwatne jest
określenie „opozycja niepodległościowa” zdefiniowana jako przeciwieństwo antypolskiej,
poddańczej polityki Donalda, Zdradka, Komoruska i reszty Padalców. Przy czym słowo
Padalec oznacza kogoś, kto pada na twarz przed obcymi w celu wylizania butów.
Wróg – proszę o zdefiniowanie, kim są Pana wrogowie.
Wrogami mojej Ojczyzny, czyli moimi osobistymi również, są Niemcy, Rosja i Unia
Europejska. Dużo łatwiej byłoby nam współpracować z Unią lub Niemcami, zawierać z nimi
roztropne sojusze, gdybyśmy stawiali tę sprawę jasno. Z wrogiem można się dogadywać,
niekoniecznie trzeba strzelać. Dużo łatwiej byłoby nam handlować z Rosją, gdybyśmy
handlowali z pozycji: jesteś naszym wrogiem, starasz się nas pożreć od stuleci, dzisiaj ci się
to nie uda, dzisiaj chcesz nam sprzedać gaz, za ile? Z wrogiem można rozmawiać bez
potrzeby rzucania się mu w ramiona lub do nóg. A Tuski, Zdradki i Padalce mają wobec Rosji
syndrom sztokholmski.
Co do wrogów osobistych, to nie zajmuję się nimi, czyli nie ma między nami relacji – oni
czują do mnie wrogość, a ja do nich nie czuję nic. Niekiedy docierają do mnie sygnały o
wrogości poprzez mojego Facebooka lub stronę internetową. Bluzgów i anonimów nie
czytam (trzeba się podpisać), na listy interesujące odpowiadam, i to częściej na te od wrogów
niż te od przyjaciół.
Są też zawzięte środowiska, które zwalczają mnie od lat – Gazeta Wyborcza i pederaści
(termin medyczny, stosuję go zawsze świadomie w kontraście do nowomowy wypranej z
osobistego stosunku do zjawiska).
Co to znaczy być „radykalnym katolem”?
Jezus był radykałem, nie ściemniał, nazywał rzeczy po imieniu, mowa jego była prosta: taktak,
nie-nie. Doktryna Jezusa była bardzo radykalna wtedy i jest radykalna dzisiaj. Dlatego
Kościół Katolicki ma co roku tysiące męczenników za wiarę. Katolików zabija się za
przekonania religijne! Moje poglądy w sprawach doktrynalnych się nie zmieniają, bo
doktryna Kościoła jest niezmienna. Z tymi samymi poglądami co dziś, trzydzieści lat temu nie
byłem radykałem, a teraz jestem. Dlaczego? Świat zdziczał. Coraz więcej dzikusów dookoła.
Kiedyś byli na marginesie, dziś siedzą w Sejmie - facet z torebką, facet ze gumowym
siurkiem - jako elita narodu. Fuj! Wolę być radykałem
Zresztą radykalizm to nic złego, to raczej cecha, a nie wada. Idzie Pani do lekarza, a on mówi:
poprzednia kuracja nie przyniosła efektów, zastosujemy radykalne metody. Czy ma mu Pani
za złe? Narzędzia dobiera się stosownie do okoliczności. Kiedy dobre słowo nie skutkowało,
moja babcia sięgała po pasek. Mądra babcia. Cześć Jej pamięci!
Świat zrobił się rozmemłany, ludzie ukrywają, kim są, wstydzą się przyjmować jasne
stanowiska – dlatego wylądowałem na pozycji radykała. Inni zmienili swój język i
dostosowali sformułowania, a ja po staremu mówię, że aborcja to zbrodnia z premedytacją, a
nie "zabieg". Zbrodnia, w której uczestniczy matka. Wszyscy uczestnicy tej zbrodni to
dzieciobójcy. Za zabójstwo z premedytacją powinni być ukarani ciężkim więzieniem. Kiedyś
nazwanie aborcji zbrodnią to była definicja, dzisiaj to jest „radykalna ocena”. A aborcja jest
przecież wciąż taka sama. Co się więc zmieniło? Świat zdziczał.
Ma Pan poczucie, że jest w Polsce jedynym „radykalnym katolem”?
Co Pani, oszalała??? Polska się skończyła? Zostały tylko lemingi?! Mam nadzieję, że są nas –
radykalnych katolików – miliony. Na zimę wyjechałem na prerię, siedzę daleko od świata, ale
coś tam do mnie dociera. Jedyna polska telewizja dostępna na terenie USA to... TV Trwam.
TV Polonia, której obowiązkiem jest docierać do Polonii zagranicznej, wyświetla mi się na
komputerze jako „niedostępna na tym obszarze”. (To samo TVP Info, TVP2.) Skandal, bo na
jakim obszarze niby ma być dostępna, jeśli nie za granicą, w USA, gdzie Polaków mieszka
kilkanaście milionów? Na szczęście Telewizję Trwam odpalam gdzie chcę i kiedy chcę.
Chwała im za to!
No i z oglądania codziennie wiadomości z Polski wynika mi, że nas, radykałów katolickich,
jest wielu.
Uważa Pan, że jest misjonarzem?
Mam nadzieję, że jestem. Prowadzenie pracy misyjnej to jeden z obowiązków, który ciąży na
każdym katoliku, nie tylko na księżach, którzy jadą do Afryki. Mamy być misjonarzami
wszędzie i zawsze. Mówiąc językiem niższym: mamy nawracać świat dookoła siebie,
poprawiać świat, budować dobro, zwalczać zło, NAWRACAĆ. Każdy z nas ma taki
obowiązek. Dlatego na początku wspomniałem o tym Karnowskim, bo jeśli ja mu przestanę
przypominać, a on sam zapomni, że musi naprawić wyrządzone szkody, to jego wina
przejdzie na mnie.
Pytam o to, bo chciałabym wiedzieć, czy postawił Pan sobie za cel rozpropagowywanie
rzymskiego katolicyzmu i przestrzeganie Polaków przed innymi religiami, i najlepszym do
tego narzędziem są media?
Media są takim samym narzędziem jak każde inne – niekoniecznie najlepszym. Świadectwo
mamy dawać całym swoim życiem, każdym naszym czynem, a zatem nawet kiedy jestem w
toalecie, to mam pozostać katolikiem i nawet tam dawać dobre świadectwo. Katolik zostawia
czysty kibel, nawet gdy go nikt nie obserwuje. Katolik nie przeklina, nawet gdy go nikt nie
słucha. To są uniwersalne zasady i nieważne, czy w mediach takich jak telewizja, czy takich
jak woda w łazience.
Czy podróżując próbuje Pan nawracać spotkanych ludzi?
Zawsze i wszędzie. W tej chwili próbuję nawracać Panią. Nie mówię nic wprost do Pani, ale
może po tej rozmowie będzie Pani trochę inna. Środki dobieramy stosownie do okoliczności.
Tego mnie uczyli na politechnice.
Ma pan wśród przyjaciół i znajomych księży katolickich?
Bardzo wielu
Jeśli tak, to z jakimi reakcjami z ich strony Pan się spotyka. Jak reagują na Pana poglądy?
Czy mówią, że robi Pan dobrą robotę?
Zależy od roboty. Czasami moja robota ich w ogóle nie interesuje, bo ja się głównie zajmuję
prowadzeniem interesów, a to księdza może interesować w wąskim zakresie od strony
konfesjonału: czy jestem kapitalistą etycznym? A zatem, kiedy spotykam się z moimi
kumplami księżmi, to raczej nie gadamy o mojej robocie, tylko o sprawach Kościoła,
Ojczyzny i o prywatnych.
Ma Pan poczucie, że jest Pan przez nich traktowany poważnie?
Jak najbardziej. Relacja między katolikami nie może polegać na fałszowaniu, na lukrowaniu,
na omijaniu niewygodnego tematu. Traktujemy się z szacunkiem, czyli poważnie.
Czy żyje Pan zgodnie z Dekalogiem?
Żyję. I chodzę też często do spowiedzi. To właśnie częsta spowiedź pozwala żyć w zgodzie z
Dekalogiem. Częsta, podkreślam, częsta i regularna spowiedź stawia człowieka do pionu i
pozwala pion utrzymać. Staram się sobie nie ufać. Mam sumienie, modlę się, ale dobrze jest,
kiedy ksiądz mi regularnie zagląda pod maskę i robi rutynowy przegląd silnika.
Ma pan wśród przyjaciół i znajomych buddystów? Jeśli tak, to jak zareagowali na pana
program?
Nie koleguję się z innowiercami, to niebezpieczne duchowo i katolik takich rzeczy unika.
Znam ogólnikowo jednego, jedynego – na Facebooku występuje jako Chopin. Wydałem mu
książkę podróżniczą „Prowadził nas los”. Od kilku lat bestseller. Płacimy tłuste honoraria. No
i tyle mojej osobistej znajomości z buddystami. A reakcja Pana Chopina jest widoczna na
Facebooku obok wielu innych.
Dlaczego uważa Pan, że należy ludzi ostrzegać przed Nergalem i buddyzmem
(przestrzegając jednocześnie przed działaniem demonów)?
Bo jestem katolikiem – dlatego.
W jaki sposób demony mogą stanowić zagrożenie?
Szanowna Pani, na ten temat są całe biblioteki. Załamka! No dobra, na poziomie lekcji religii
w szkole podstawowej to byłoby tak: demony to byty duchowe, czyli nie mające ciała, ale
mające rozum (a więc myślą), własną osobowość i inteligencję. Ponadto, najogólniej mówiąc,
są przeciwieństwem aniołów. Anioły nas kochają– demony nienawidzą. Każde działanie
demona zawsze i wszędzie jest nastawione na zniszczenie człowieka. Nawet jeśli pozornie
demon jest w danej chwili milutki. Kiedy demon daje ci cukierki, to nie po to, by ci było
słodko, tylko po to, by ci się zęby popsuły. Na zakończenie dodam, że demony są
sprytniejsze, bardziej inteligentne i ogólnie pod każdym względem szybsze i sprawniejsze od
człowieka. A zatem nie da się przechytrzyć demona, wykołować go ani oszukać. Nie da się
też demona oswoić dla swoich celów, co próbują robić buddyści. Skoro demon zawsze i
wszędzie nienawidzi człowieka, to nawet jeśli chwilowo daje się udobruchać, to ma w tym
jakiś cel skierowany przeciwko człowiekowi. Koniec lekcji.
Czy Pan kiedyś na własnej skórze odczuł działanie demonów – jakie?
Nie. I codziennie odmawiam modlitwę z egzorcyzmem do św. Michała Archanioła, aby mnie
ustrzegł od demonów. Mam wujaszka egzorcystę i raz w życiu byłem u niego w gabinecie.
Nigdy więcej nie chcę tam pójść. Kiedyś wujaszek miał jedną osobę na miesiąc, teraz pracuje
wiele godzin każdego dnia – tyle jest w Polsce opętań. Brakuje egzorcystów do roboty.
Wujaszek mówi tak: „kiedy zostałem egzorcystą straciłem wiarę – ja już teraz nie wierzę, że
Bóg istnieje, ja WIEM, z całą pewnością wiem, że istnieje, bo widziałem na własne oczy i
odczuwałem na własnym ciele istnienie demonów".
Ten świat to nie bajka ze średniowiecza. Jakby Pani raz jeden poszła do tego jego gabinetu, to
by Pani od razu nie tylko uwierzyła w istnienie Boga, ale bardzo szybko przypomniała sobie,
co to konfesjonał i kurczowo złapała się Dekalogu. Widziałem w życiu rzeczy radykalne i
dlatego jestem radykalnym katolem. A osoby niewierzące... niech to nazywają syndromem
posttraumatycznym – to mi chyba wolno mieć? Czy też nie?
wc
Odsłon: 109 Komentarzy: 0
Monday,03 September 2012,17:04
Kategoria: Rodzina Monday, 03 September 2012, 17:04
|
Źródło: "Tylko Polska" Andrzej Kumor - Mississauga
Również w swoim nauczaiu Jan Paweł II mawiał do młodych aby wymagali od siebie chodźby inni nie wymagali, bo tylko wysoka samodyscyplina i stopniowe samodoskonalenie może zagwarantować młodym prostą drogę do sukcesu czyli szczęścia i zadowolenia z życia. Bardzo dobrze oddaje to głębokie przemyślenie: |
„Spałem i śniłem, że życie jest przyjemnością.
Obudziłem się i zobaczyłem, że życie jest obowiązkiem.
Zacząłem pracować i spostrzegłem, że obowiązek jest przyjemnością.”
Friedrich Nietzsche
A w dzisiejszym świecie tylko taka postawa może lecz nie musi zagwarantować młodym ogląd i możliwość zrozumienia dzisiejszego śwata, jednak jak wiadomo dzisiejsze studia nie do końca, to gwarantują. dziś potrzebne jest nistereotypowe spojrzenie na otaczającą rzeczywistość, a do tego potrzebna jest odpowiednia, solidna wiedza. Takową może zagwarantować nauka i studia z Nauki porównawczej o cywilizacjach (Felikasa Konecznego) i Cybernetyka społeczna (wykładana w ramach Narodowej Akademii Informacyjnej), która w Polsce stoii na najwyższym poziomie. Bez tego możemy bujać w obłokach.
Odsłon: 238 Komentarzy: 3
Tuesday,02 October 2012,21:33
Kategoria: Wiadomości Tuesday, 02 October 2012, 21:33
"Wczoraj po raz ostatni oglądnęłam „Wiadomości”. Nie pozwolę więcej robić z siebie idiotki.
Już od dawna, by dowiedzieć się rzetelnie o tym, co dzieje się w świecie, włączam zagraniczne stacje telewizyjne. Można by wyliczać w nieskończoność, ale zarówno włoskie RAI, jak brytyjska BBC czy francuska TF1, czy TV5, na wysokim poziomie, profesjonalnie informują swoich widzów o tym, co każdego dnia wydarzyło się na świecie. A telewizja polska, z niezrozumiałym dla mnie uporem dba o to, by stępić i ogłupić Polaków. Żywi nas sensacyjkami, tanimi reportażykami. Pomijam, że od jakiegoś czasu, jeśli mowa o Kościele, to tylko wtedy kiedy wydarzy się coś „sensacyjnego”, że z papieskich podróży ledwo mieszczą się migawki – vide ostatnie Światowe Dni Młodzieży, vide skąpą relację ze spotkania przywódców religijnych w Asyżu. Jakaś celowa polityka? Laicyzacji, ateizacji? Oj, nieprofesjonalne – nawet francuskie laickie media mówią o papieskich podróżach. Zostawmy Kościół.
To, że TVP schodzi na psy, od dawna wszyscy się orientują. Ale wydawcy Wiadomości mają nas już za zupełnych idiotów.
Wczoraj w Krakowie odbył się pogrzeb największego w Polsce ostatniego wieku lekarza, prof. Andrzeja Szczeklika. „Wiadomości” ani sekundy nie poświęciły temu wydarzeniu. Pomijam, że był uwielbiany przez krakowska bohemę, że leczył Czesława Miłosza i Wisławę Szymborską. Że pisał znakomite książki z pogranicza filozofii, teologii i medycyny. Ale na hasło „Szczeklik” na baczność staje każdy lekarz w Polsce (profesor jest autorem tzw. biblii dla internistów – kilka tysięcy stron, które trzeba wkuć na pamięć, by zdać egzamin na specjalizację), a za granicą wybitni profesorowie składają hołd owacjami na stojąco. Sama byłam świadkiem takiej sceny na kongresie medycznym w Barcelonie. 10 tys. lekarzy stało i biło brawa, kiedy prof. Szczeklik wchodził na salę!!!!!!!!!!! Często międzynarodowe kliniki prosiły Szczeklika o konsultacje w leczeniu trudnych przypadków. Autor blisko 650 publikacji w międzynarodowych czasopismach naukowych. Jego odkrycie w kwestii astmy zrewolucjonizowało pulmonologię na światową skalę. Szczeklik w 1975 r. przedstawił teorię rozwoju częstej postaci astmy oskrzelowej, tzw. aspirynowej. W 1997 r. „Lancet” przyznał mu pierwszą nagrodę za odkrycie genetycznego podłoża astmy. Krótko potem stał się honorowym członkiem Royal College of Phisicians w Londynie.
Prof. Szczeklik był pierwszym wybranym w wolnych wyborach po wojnie rektorem krakowskiej uczelni, to on doprowadził do połączenia Akademii z Uniwersytetem Jagiellońskim. Nie tolerował dwóch rzeczy: korupcji na uczelni i zaniedbywania pacjentów. Był humanistą, który bronił świętości ludzkiego życia od jego naturalnego poczęcia aż do śmierci. Mówił, że i in vitro i eutanazja godzą w człowieka. Podkreślał, że życie ludzkie zaczyna się w chwili poczęcia. „W obliczu osiągnięć współczesnej genetyki nie sposób twierdzić, że zarodek staje się człowiekiem dopiero po upływie tygodnia czy też pięciu tygodni od chwili poczęcia. Zarodek po pięciu tygodniach nie będzie bardziej człowiekiem, ponieważ jest nim już w chwili poczęcia”.
Przekonywał, że środowisko lekarzy musi wypowiedzieć się stanowczo w kwestii eutanazji. Negatywnie, przeciw.
No właśnie…i teraz to wszystko trzeba by powiedzieć w telewizji, w relacji z pogrzebu, w resume o zmarłym. A to takie niepolityczne dzisiaj. Dochodzę do innych, bardziej przykrych wniosków: albo twórcy „Wiadomości” chcą „wyhodować” głupie społeczeństwo, albo dziennikarzom się nie chce i idą na łatwiznę. Po co mówić o sprawach ważnych, trudnych, o ludziach, którzy świat budowali na wartościach chrześcijańskich, którzy kochali Boga (taki był prof. Szczeklik i nie krył tego nawet na gremiach międzynarodowych – tłumaczył lekarzom, że cierpienie można zrozumieć tylko w kontekście cierpiącego Chrystusa na Krzyżu! Za tę odwagę także go szanowano), lepiej o grubości lodu na rzekach i zbieraniu nakrętkach plastikowych dla sportowca (dwa materiały prawie 3-minutowe temu wczoraj poświęcono!).
Na szczęście za TVP o prof. Szczekliku powiedziały sporo brytyjskie media. A ja od dziś nie włączam już Jedynki! Nie dam się już więcej ogłupiać. Proponuję zrobić to samo."
Źródło: http://gosc.pl/doc/1075681.Bojkotuje-Wiadomosci
Odsłon: 140 Komentarzy: 5
Friday,02 March 2012,14:56
Kategoria: Polityka Friday, 02 March 2012, 14:56
Szanowni, Koleżanki i Koledzy!
Wszyscy jesteśmy światkami jak nasz demokratycznie wybrany Rząd próbuje tylnymi drzwiami bez zgody społeczeństwa, a w szczególności bez zgody większości urzytkowników internetu wprowadzać w Polsce międzynarodową umowę ACTA. Jak można się zorientować już po samych wypowiedziach przedstawicieli tegoż Rządu godzi ona w internautów ograniczając nam wolność i swobodę w kożystaniu z jedynego źródła informacji do których "Łapy" cenzury jeszcze nie docierają, czyli chce się nas pozbawić ostatniego rzetelnego źródła informacji o otaczającym nas świecie...
Kończę tą krótką wypowiedź i zachęcam do zapoznania z wypowiedzią jedynego samodzielnego pracownika naukowego o specjalności "Cyberentyka społeczna" (czyli nauki o sterowaniu) na temat ACTA, który jako jeden z wielu tematów dotyczących bezpośrednio wielu z nas.
Zapraszam... http://www.andrzejwronka.blogspot.com/
Odsłon: 112 Komentarzy: 4
Tuesday,01 May 2012,14:29
Kategoria: Polityka Tuesday, 01 May 2012, 14:29
Uważam to za rzecz bardzo pożyteczną - zastanawiać się od czasu do czasu nad tym, co bym robił, gdybym był wrogiem Polski. Gdyby odbudowanie Polski było mi niedogodne i gdyby mi chodziło o jej zniszczenie...
Uważni Czytelnicy dostrzegą, że treść tej publikacji jest częściowo aktualny i dzisiaj...
„Otóż przede wszystkim używałbym wszelkich wysiłków i nie żałowałbym żadnych ofiar na to, ażeby nie dopuścić do zapanowania w tym kraju zdrowego rozsądku, ażeby postępowaniem Polaków nie zaczęła kierować trzeźwa ocena stosunków i położenia ich państwa. Utrzymywałbym w Polsce na swój koszt legion ludzi, których zajęciem byłoby szerzenie zamętu pojęć, puszczanie w obieg najrozmaitszych fałszów, podsuwanie najbardziej wariackich pomysłów. Ilekroć bym zauważył, że Polacy zaczynają widzieć jasno swe położenie i wchodzić na drogę do naprawy stosunków i do wzmocnienia państwa, natychmiast bym zrobił wszystko, żeby odwrócić ich uwagę w inną stronę, wysunąć im przed oczy jakieś nowe idee, nowe plany, wytworzyć jakiś nowy ruch, w którym by rodząca się myśl zdrowa utonęła.
W obecnej chwili wielce by mię zaniepokoiło to, że w polityce polskiej zapanowały nad wszystkim zagadnienia skarbowe i gospodarcze, że Polacy zaczynają sobie naprawdę zdawać sprawę z tego, iż dotychczas szli do ruiny finansowej i gospodarczej, a tym samym do utraty niezawisłości, że zaczynają widzieć błędy dotychczasowego sposobu rządzenia, otwarcie i śmiało do tych błędów się przyznają, chcą się z nich otrząsnąć i objawiają w tym kierunku wyraźną wolę. Uważałbym za rzecz bardzo niepomyślną fakt, że po dymisji Grabskiego Sejm zdobył się, acz z trudem, na utworzenie rządu koalicyjnego, w którym stronnictwa, bardzo dalekie od siebie w swych programach, postanowiły współdziałać w doprowadzeniu budżetu państwa do równowagi i w ratowaniu kraju od popadnięcia w ostatnią nędzę. I wcale by mnie nie cieszyło, że nowy minister skarbu tak daleko poszedł w swej otwartości, odsłaniając niebezpieczne położenie państwa i wskazując potrzeby zmniejszenia jego rozchodów o tak olbrzymią sumę. Czułbym, że mię spotyka największy zawód, mianowicie że się zawodzę na Sejmie, na który liczyłem z całą pewnością, że nigdy nie dopuści do uzdrowienia gospodarki państwowej, że każdy wysiłek w tym kierunku unicestwi. I zacząłbym się obawiać, czy te słabe początki nie rozwiną się w coś mocniejszego, czy te objawy otrzeźwienia, postępu pojęć i poczucia odpowiedzialności za losy kraju nie staną się wyraźniejszymi, i czy Polska nie zaczyna istotnie wchodzić na drogę naprawy.
Uważałbym to za rzecz tym bardziej niepożądaną, że obecnie stan finansowy i gospodarczy państw europejskich w ogóle psuje się, że rządy i parlamenty coraz mniej wykazują zdolności zaradzenia złemu i że, gdyby Polska zdobyła się na wysiłek i gospodarkę swą jako tako uporządkowała, mogłoby to utrwalić jej pozycję w Europie i nawet uczynić ją wcale mocną.
Postanowiłbym temu zapobiec za wszelką cenę. Ale jak?...
Przede wszystkim, rozwinąłbym swoimi środkami i przez swoich agentów agitację w Polsce, odwracającą uwagę społeczeństwa od spraw gospodarczych i skarbowych. Nie to jest nieszczęściem Polski, że za mało wytwarza, a za wiele spożywa, że skarb państwa ma za małe dochody - a większych mieć nie może, bo z ubogiego społeczeństwa więcej nie wyciśnie - a za wielkie wydatki, że i obywatel kraju, i państwo samo jest obdzierane przez niecną spekulację... Dziś głównym nieszczęściem jest zły ustrój polityczny państwa. Ten ustrój trzeba przede wszystkim zmienić. Rzucić wszystko, a tym się zająć.
I tu bym radykalnie zmienił swoje dotychczasowe stanowisko: gdy dawniej byłem za tym, żeby Polska miała najbardziej demokratyczną konstytucję w Europie, gdym starał się, ażeby miał w niej wszechwładzę Sejm, który jak spodziewałem się, nigdy nie pozwoli na utworzenie rządu, kierującego się zdrowym rozsądkiem, prowadzącego rozumną gospodarkę państwową - dziś, widząc w tym Sejmie pierwsze objawy, świadczące, że ludzie się czegoś nauczyli, że zaczynają zdawać sobie sprawę z położenia kraju, z twardej rzeczywistości, że zaczynają nieśmiało wstępować na drogę, na której jedynie można stworzyć trwałe podstawy bytu państwowego, dziś, powiadam, stałbym się bezwzględnym przeciwnikiem konstytucji demokratycznej, Sejmu, dziś zacząłbym głosić potrzebę zamachu stanu, dyktatury, czy nawet autokratycznej monarchii.
A gdyby mi się jeszcze udało znaleźć jakiego militarystę śniącego o czynach wojennych i czekającego na sposobność wpakowania Polski w jakąś awanturę, np. w wojnę z Sowietami, obsypałbym go złotem - o ile bym je miał - i wszelkimi środkami pomógłbym mu do pokierowania polityką polską według swej woli. Wtedy już byłbym pewny, że wszystko będzie dobrze.
Na to wszystko, gdybym był wrogiem Polski, nie żałowałbym wysiłków, ani ofiar.
Co prawda, wrogowie Polski, bliżsi i dalsi, tyle mają kłopotów dzisiaj u siebie w domu, te kłopoty tak z dnia na dzień rosną, złoto, które jeszcze posiadają, tak szybko topnieje, że za wiele myśli nie mogą Polsce poświęcać i nie mogą się zdobywać na zbyt wielkie ofiary dla doprowadzenia jej do ostatecznej zguby.
Na szczęście dla nich w samej Polsce istnieje sporo ludzi, którzy starają się za nich robotę robić.
Zdarza się to czasami w życiu, że jakiś biedak, nic nie posiadający i ciężko walczący z twardymi warunkami bytu, naraz, nieoczekiwanie dostaje wielki spadek. Że zaś nigdy większej ilości pieniędzy nie widział, większymi sumami nie operował, wobec tego majątku, który mu spadł bez żadnego z jego strony wysiłku, doznaje zawrotu głowy, wydaje mu się on czymś nieskończonym, niewyczerpanym. Zaczyna tego majątku używać: żyje, jak we śnie, rzuca pieniędzmi na prawo i na lewo, bez planu, bez sensu, bez rachunku.
Majątek w ciągu paru lat rozprasza się i na powrót zaczyna się bieda. Tylko teraz już cięższa, bo się zaznało dostatku.
Takim biedakiem, który niespodziewanie dostał wielki spadek, jest obecne pokolenie polskie, tym spadkiem jest zjednoczona niepodległa Polska.
Nic dziwnego, że pokolenie, które ją dostało - bo przecie nie zdobyło jej własnymi wysiłkami - doznało zawrotu głowy. Ludzie u nas zaczęli żyć, jak we śnie, zamknęli oczy na otaczającą ich rzeczywistość. Własne państwo, które posiedli, traktowali tylko jako źródło wszelakich rozkoszy: łatwego dorabiania się, zaspakajania najbardziej wybujałych ambicji, kąpania się w godnościach i zaszczytach okazałych, często śmiesznych w swej okazałości reprezentacji, delektowania się uroczystościami, obchodami... Z tego, że ten wielki spadek pociąga za sobą wielkie obowiązki, sprawy sobie nie zdawali.
I w ciągu siedmiu lat zdążyli ogromną część odziedziczonego majątku roztrwonić.
W pewnej mierze było to nieuniknione. Nie można było żądać takiego cudu od Pana Boga, żeby pokoleniu, które nic nie miało i niczym nie rządziło, spuścił z nieba dar rozumnego od razu rządzenia wielkim państwem, a nawet tego, żeby je uchronił od zawrotu głowy wobec tak nagłej zmiany losu.
Ten jednak zawrót głowy, to życie we śnie trwało przydługo. Od paru lat zaczęły się próby obudzenia społeczeństwa z tego snu niebezpiecznego, przywrócenia go do przytomności. Te próby były bezskuteczne. Budzić się zaczęli dopiero pod wpływem przykrych odczuć rzeczywistości. To rozkoszne łoże, na którym śnili swoje sny o władzy, zaszczytach, fortunach itd., zaczęło się robić coraz twardszym, przewracanie się z boku na bok nic nie pomaga. I oto dziś zaczyna się przebudzenie, ludzie zaczynają myśleć i przytomnie postępować. Zaczynają rozumieć, iż na to, żeby żyć dalej, żeby istnieć, trzeba wielkiego, nieustannego wysiłku.
Ale są dwa gatunki ludzi, którzy z łożem snów rozkosznych rozstać się nie chcą. Jedni zawsze stali z dala od życia, od jego potrzeb i konieczności, dla nich zrozumienie rzeczywistości zawsze było niedostępne, przed wielką wojną i w czasie tej wojny postępowali, jak nieprzytomni, upojeni haszyszem rozmaitych fikcji o świecie, o własnym kraju i o samych sobie. Inni odczuwają silnie dzisiejszą rzeczywistość, twardość łoża, na którym dotychczas spoczywali, dokucza im mocno, ale wstrętna im jest myśl o długich wysiłkach i ofiarach na rzecz stopniowej naprawy. Ci pocieszają się, że im ktoś to łoże prześcielę, że za nich zrobi robotę dyktator, czy król, a im pozwoli spoczywać. Ostatni to często ludzie nie tylko najlepszych chęci, ale dostępni dla logiki. Dlatego chciałbym i z nimi na tym miejscu pogadać".
[źródło: Roman Dmowski, Pisma, tom X; Od Obozu Wielkiej Polski do Stronnictwa Narodowego (Przemówienia, artykuły i rozprawy z lat 1925-1934)].
Od powstania tego przemówienia minęły 84 lata. A jak dziś wygląda Polska? Rozsadza się fundament narodu wymierzając cios w rodzinę.
Za pracę ogromna część społeczeństwa otrzymuje wynagrodzenie które nie pozwala zapewnić pokrycia kosztów utrzymania. Tym samym zmusza to ludzi do pracy w nadgodzinach lub pracy na dwa etaty, by móc podołać comiesięcznym wydatkom na życie. Efektem takiego stanu rzeczy są m.in. dzieci pozbawione opieki, wychowywane na ulicach bez żadnych wartości (także tzw. „Eurosieroty") które grzęzną w różnego rodzaju patologie.
Powoduje to zburzenie cywilizacyjnych, kulturowych i religijnych systemów wartości. W miejsce dotychczasowych światopoglądów wynoszonych z domów i rodzin, zaszczepia się w młodzieży antywartości płynące z telewizji, czy sączące się w internecie. Seniorów nie mogących zrozumieć szaleństwa dzisiejszych czasów, eliminuje się „w białych rękawiczkach" - dając alternatywę: kupisz z emerytury leki, jedzenie lub zapłacisz rachunki.
Źle rozumiana emancypacja kobiet - postrzegana współcześnie jako prawo do mordowania dzieci nienarodzonych a nie jako równouprawnienie mężczyzn i kobiet. Ograniczenie dostępu do służby zdrowia (poprzez tzw. „limity przyjęć") -chyba dlatego by ludzie potrzebujący pomocy umierali w kolejkach do lekarzy specjalistów...
I wmówienie społeczeństwu potrzeby bycia najpierw „Europejczykiem" a dopiero później „Polakiem", tak jakbyśmy nie byli od tysiąca lat w Europie, a bycie Polakiem było „obciachem".
Jaka jest prawdopodobna przyszłość Polski widziana oczyma jej wrogów?
Oto na mapach Europy mamy rejon Unii o nazwie Polska, ale bez Narodu Polskiego - to rejon zamieszkały przez plebs. Garstka zwykłych ludzi, którym się wydaje że coś znaczą. Potomkowie wielkich ludzi i bohaterskich żołnierzy Rzeczpospolitej, dziś niezdolni by się podnieś spod jarzma które dali sobie dobrowolnie założyć...
Taka przyszłość może nas czekać gdy na czas nie zdamy sobie sprawy z faktu, że największym zagrożeniem dla nas jest brak logicznego myślenia, analizowania rzeczywistości, wyciągania wniosków i przeciwdziałania zagrożeniom.
[Artykuł za blogiem TWX]
Odsłon: 167 Komentarzy: 4
Monday,12 December 2011,14:51
Kategoria: Pro life Monday, 12 December 2011, 14:51
|
Pragnę w tym miejcu przypomnieć postać wielkiego Polaka człowieka, który jak mało kto zasłużył się w obronie tych najsłabszych, najmniejszych i najbardziej bezbronnych...dzieci nienarodzonych.
|
Walenty Majdański, prekursor obrony życia w Polsce – skromny, spokojny, wrażliwy, zarazem zaś nieugięty i stanowczy – był gigantem ducha wyrastającym ponad swoją epokę. Widział i jasno określał zagrożenia, których inni jeszcze nie dostrzegali lub lękliwie przemilczali. Powiedziano po jego śmierci: „Odszedł (...) od nas jeden z Bożych proroków.
(...) Szedł z Chrystusem i za Chrystusem drogą krzyża, miłości i obowiązku. Słaby ciałem, był mocarzem ducha. Jaśniała przed nim jak gwiazda betlejemska Wielka Polska, Chrystusowa, Maryjna. Mówił o niej, pisał dla niej, cierpiał za nią i żył dla niej. Jej wielkości i świętości oddał talent znakomitego mówcy, głębokiego pisarza i żarliwego apostoła.
Jego pracę i postawę oceni dopiero przyszłość.
Drogi bracie, nie miałeś niekiedy kilku groszy na maszynopisy swych dzieł. Przyjdzie jednak czas, jak na pisma Norwida czy papirusy z Quamram, że Polska je odnajdzie i będzie z nich uczyć swą młodzież. (...)
Wyprzedzałeś dni nasze. Nie bardzo cię rozumieli nawet ci, których obowiązkiem było popierać twoje wysiłki, dodawać otuchy, bronić”[1].
Człowiek
Był to człowiek wielkiej dyscypliny wewnętrznej, asceta. Żarliwie się modlił. Był ubogi i chciał być po franciszkańsku ubogi. Umiał pracować, nie znał bezczynności. W późniejszych latach życia żalił się niekiedy, że nie starcza mu czasu na pracę, tak wielu szukało jego rady, pomocy.
Miał ogromny wpływ na ludzi, z którymi się spotykał. Autentycznie bowiem żył tym, o czym mówił.
„Nie osiągnął, po ludzku, żadnych niezwykłych rezultatów. Ile rękopisów nie wydanych (o ile w ogóle jeszcze istnieją)! Kto czytał lub kto się choćby dotknął jego dzieła życia: «Planowanie rodziny»? Kto zna o nim całą prawdę? O człowieku skazanym na «cywilną śmierć»?
Taki «nieborak». Choć czasem – a nawet dość często w jego życiu – jakby coś ze słów Pana Jezusa: «Królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je».
(...) Nie wadził się o swoje sprawy, ale bardzo się wadził o sprawy Boga Życia i o sprawy Narodu, i o to, by Polska była krajem, który rozumie, że «Kołyski to potęga» – dar i błogosławieństwo Boga”[2].
Pewnie nie byłby takim, gdyby nie jego dom rodzinny, dom Józefa i Rozalii Majdańskich: ubogi, prosty, mocny wiarą i miłością Ojczyzny. Niech o nim powie fragment listu matki do „Rycerza Niepokalanej”:
„Wzruszył mnie list nauczycielki, pani Marii J., matki siedmiorga dzieci, zamieszczony w grudniowym «Rycerzu». Jestem matką 13-ga dzieci, z których trzech synów zostało nauczycielami, a jeden, trzynaste dziecko, księdzem. Gdy Bóg mi dał siódme dziecko, synka Walentego, a ten w drugim roku życia zachorował beznadziejnie, ofiarowałam jego los Matuchnie Bożej i żeby wyprosić mu życie, udałam się pieszo na Jasną Górę i przyrzekłam Matce Bożej, że go do Niej przyprowadzę, gdy dorośnie. I dzięki Bogu dorósł”.
Na zakończenie listu autorka pyta: „Czy nie można by w «Rycerzu» ogłaszać nazwisk tych czytelniczek, co wydały na świat dziesięcioro i więcej dzieci? Niechby cała Polska znała te matki, które dają Ojczyźnie najwięcej pracowników i żołnierzy, Kościołowi – najwięcej kapłanów, a Bogu – najwięcej dziedziców Nieba”[3].
Dzieje życia
Walenty Majdański urodził się 14 II 1899 r. w Strzałkowie, koło Liskowa. Rodzice przenieśli się w 1906 r. do Kalisza. Tam chłopiec ukończył szkołę powszechną i, mimo trudnych warunków ubogiej, a licznej już wówczas rodziny, rozpoczął naukę w gimnazjum. Zdradzał nieprzeciętne zdolności i aspiracje, uczył się dobrze. Aby móc kontynuować naukę, a zarazem pomóc rodzinie, zarabiał korepetycjami.
Po zniszczeniu miasta przez Niemców rodzina była zmuszona szukać schronienia na wsi. Tam jesienią 1915 r. Walenty jako kilkunastoletni młodzieniec objął funkcję nauczyciela szkoły powszechnej w Strzałkowie. Pomagał też rodzicom w wychowaniu i wykształceniu młodszego rodzeństwa.
Kwalifikacje pedagogiczne uzupełniał później na Wyższym Kursie Nauczycielskim, w Instytucie Pedagogicznym w Katowicach, oraz na Uniwersytecie Warszawskim (studia przerwał wybuch wojny).
Swoją pracę nauczyciela w kaliskim regionie Wielkopolski (Strzałków, Małgów, Kotwasice, Miłaczew, Uniejów) łączył z szeroko zakrojoną działalnością społeczną.
Zaangażowaniem w organizacjach młodzieżowych naraził się sanacyjnym władzom i w 1933 r. został przeniesiony z Uniejowa, gdzie wówczas pracował, na Polesie.
Tam poznał swoją żonę, Reginę z Nitów, z którą ożenił się 2 IV 1934 r. Mieli troje dzieci: Stanisława (ur. 1935 r.), Jana (ur. 1937 r.) i Elżbietę (ur. 1939 r.). W 1935 r. opuścili Polesie, przenieśli się do Włocławka, stamtąd do Piastowa, a następnie do Warszawy. W Warszawie Walenty Majdański był nauczycielem w gimnazjum im. św. Stanisława Kostki.
W przewidywaniu wojny odwiózł żonę i dzieci na Polesie, by zapewnić im bezpieczeństwo. Sam wrócił do Warszawy. Po agresji sowieckiej 17 IX 1939 r. jego najbliżsi znaleźli się na terenach okupowanych. 10 II 1940 r. zostali wywiezieni na zesłanie do tajgi pod Archangielskiem. Tam zmarli teściowie i córeczka[4]. Synowie powrócili do Polski w 1946 r., żona w 1955 r.
Walenty Majdański w czasie wojny brał czynny udział w działalności konspiracyjnej. Zaaresztowany i wywieziony przez hitlerowców do Pruszkowa, został stamtąd uwolniony przez swych przyjaciół. Żył w biedzie, w nieopalanym pokoju razem ze swoim ojcem. Jednak nie rezygnował nawet wówczas z walki o kształtowanie świadomości, ze zmagania o rodzinę Bogiem silną, o ocalenie nienarodzonych.
Lata powojenne były dla niego ogromnie trudne. Nie chciano drukować jego książek i artykułów.
W pierwszej połowie lat pięćdziesiątych został bandycko napadnięty. Skutki okazały się fatalne – ujawniła się cukrzyca. Odtąd chorował coraz częściej i z wolna zapadał na zdrowiu, choć nie zaprzestał intensywnej pracy.
Radością tego trudnego okresu był powrót żony do kraju.
Ból ogromny przyniosła jednak wkrótce ustawa z 1956 r. o dopuszczalności tzw. przerywania ciąży. Tym bardziej walczył o budzenie polskich sumień.
Pracował nawet będąc w szpitalu, w czasie ostatniej, śmiertelnej choroby. Jego odejście zaskoczyło nawet najbliższych, wydawało się już bowiem, że odzyskuje siły. Pan Bóg w swoich nieodgadnionych dla nas wyrokach powołał go do Siebie 10 XII 1972 r.
Wolno ufać, że na progu wieczności usłyszał słowa: „Cokolwiek uczyniłeś dla jednego z tych Moich braci najmniejszych, Mnie uczyniłeś”... (por. Mt 25, 40).
Działalność
Już w 1919 r. rozpoczął działalność pisarską, zamieszczając w „Gazecie Kaliskiej” artykuł pt. „O polską szkołę na wsi”. W latach dwudziestych pisywał też w „Ziemi Sieradzkiej”.
Około 22 roku życia rozpoczął działalność w organizacjach młodzieżowych: katolickich, ludowcowych („Siew”), harcerskich i innych (związanych z „O.W.P.”), poszerzając tę działalność z czasem na skalę regionu wielkopolsko-kujawskiego, wchodzącego w skład diecezji kujawsko-kaliskiej (włocławskiej). Pracował wychowawczo nad podniesieniem moralności młodzieży wiejskiej, budzeniem świadomości narodowej i społecznej. Propagował, zwłaszcza własnym przykładem, idee samowychowania i samokształcenia. Rozwijał działalność antyalkoholową. Szerzył nowoczesną kulturę sportową. Tworzył sztuki sceniczne (częściowo w gwarze). Próbował też pisać dramaty na poważniejszą skalę, które reżyserował i przedstawiał wspólnie z młodzieżą wiejską. Jednocześnie sporo rysował i malował. W latach 1932-33 napisał powieść z życia wsi pt. „Miazga”.
Od 1930 r. występował na forum ogólnokrajowym. Brał udział w zjeździe Sodalicji nauczycielskich, wygłaszając referat o metodach pracy z młodzieżą (kwestia autonomii nauczycielskiej i wolności w nauczaniu wobec nacisków administracyjnych). W tymże roku wygłosił na ogólnodiecezjalnym Kongresie Eucharystycznym w Kaliszu referat pt. „Eucharystia w życiu młodzieży”.
Powszechną uwagę zwrócił na siebie po opublikowaniu książek „Państwo rodziny” (1935 r.), „Ekonomia ziemi” (1936 r.) i „Giganci” (1937 r.) oraz „Co robi młody święty?” (1927), „Młodzi szaleńcy” (1937).
W 1937 r. zaczął publikować w tygodniku „Prosto z mostu”. Artykułem pt. „Oszczędzanie na dzieciach” zainicjował kampanię publicystyczną w obronie dzieci nienarodzonych, a także na rzecz rodziny wielodzietnej w Polsce.
Podobną kampanię, na zamówienie O. Maksymiliana Kolbego, przeprowadził na łamach „Rycerza Niepokalanej”. Współpraca tych dwóch wielkich ludzi rozpoczęła się w 1938 r. Zbliżył ich do siebie radykalizm w głoszeniu Prawdy oraz nabożeństwo do Niepokalanej.
Walenty Majdański opublikował w „Rycerzu” 126 artykułów (wiele innych nie ukazało się z powodu powojennej komunistycznej cenzury).
Po wojnie jego artykuły ukazywały się – obok „Rycerza Niepokalanej” – w „Homo Dei”, „Ateneum Kapłańskim”, „Gościu Niedzielnym”, „Głosie Katolickim”, „Niedzieli”.
Kolejno ukazywały się po wojnie książki: „Rodzina wobec nadchodzącej epoki” (1946), „Kołyski i potęga” (1946), „Polska kwitnąca dziećmi” (1947), „Lekarz, dziecko, populacja” (1948, praca wydana pod pseudonimem).
W roku akademickim 1945-46 wykładał socjologię rodziny w Instytucie Katolickim kierowanym przez ks. Wojtukiewicza w Częstochowie.
Znajdował bardzo dobre porozumienie z kręgami medycznymi. W związku z jego działalnością powstała pierwsza w Polsce poradnia małżeńsko-rodzinna, założona w 1947 r. przez lekarkę E. Mironowicz, przy pomocy artystki-rzeźbiarki Zofii Trzcińskiej-Kamińskiej i znanej pisarki Zofii Kossak-Szczuckiej.
W okresie powojennym zajmował się badaniem problemów prawidłowego rozwoju demograficznego narodów, w ścisłym związku z rozwojem rodziny.
Przez oficjalne media był w okresie PRL niemal całkowicie przemilczany. Od 1950 r., nie mogąc drukować swych prac, zamilkł praktycznie jako pisarz. Stale jednak pracował, i pisząc, i wygłaszając odczyty. Zaczął się najdojrzalszy okres w życiu pisarza i myśliciela – podsumowań, syntez, przemyśleń[5]. Coraz większą wagę przywiązywał do współpracy z reprezentantami różnych dyscyplin.
Około 100 pozycji nie doczekało się ogłoszenia drukiem[6]. Wśród nich znajduje się obszerne (ponad 600 stron), szeroko udokumentowane dzieło pt. „Planowanie zaludnienia”, a także prace: „Franciszkanizm XX wieku”, „Naród i Kościół” oraz memoriał pt. „O równe prawa dla ludzkości prenatalnej” (w tłumaczeniu francuskim przekazany w 1971 r. Papieżowi Pawłowi VI), w którym Autor postulował konsekwentne przyznanie prawa do życia wszystkim ludziom, także jeszcze nie narodzonym, w skali światowej.
W lutym 1970 r. uczczono w w Niepokalanowie 50-lecie pracy pisarskiej W. Majdańskiego. W uroczystości uczestniczył i wygłosił przemówienie Prymas Tysiąclecia, udekorował też Pisarza medalem papieskim „Bene merenti”.
Walenty Majdański początkowo był sam. Stopniowo jednak rosła liczba tych, którzy go rozumieli – uczniów, przyjaciół, odbiorców jego niestrudzenie wydawanych – biednie - maszynopisów.
Jego postawa i działalność promieniowała szeroko. Wielu poczuło się wezwanymi do budowania wokół siebie cywilizacji Prawdy i Życia, często za niemałą cenę.
Poprzestańmy na jednym przykładzie, bardzo charakterystycznym. Najmłodszy brat Walentego, Kazimierz, w czasie całej II wojny jako alumn więziony w hitlerowskich obozach koncentracyjnych, ocalony dzięki opiece Świętego Józefa – całe swoje życie: kapłana, biskupa, arcybiskupa – poświęcił posłudze wobec rodziny, zarówno w Polsce, jak i w Kościele Powszechnym. Jest założycielem pionierskiej placówki naukowej w zakresie nauk o rodzinie – Instytutu Studiów nad Rodziną UKSW w Łomiankach. Instytut ten powstał w 1975 r., w roku obecnym obchodzi więc swój srebrny jubileusz. Otóż Walenty Majdański o takiej posłudze nauki wobec rodziny myślał bardzo na serio. Pytał: „A jaka jest postawa nauki polskiej wobec rodziny?
(...) To, co wiemy, to głównie od obcych. Jest trochę przyczynkarstwa i publicystyki... (Winę ponoszą tu także ci), którzy wiedzą, że rodzina to fundament postępu i dotąd nie stworzyli nauki o rodzinie, rodzie i narodzie”[7].
Co dziś mówi do nas?
Na temat życia chrześcijańskiego:
„Życie moralne katolików nie może nigdzie być częściowe i nie może się kurczyć ze strachu. Nie można ograniczać postępowania po chrześcijańsku tylko do życia prywatnego. I nie można być chrześcijaninem wyłącznie w życiu rodzinnym. Ani – tylko w życiu zawodowym. Ani – dopiero w zakonach. I jak ten, co ma dobrą wolę postępowania wszędzie po chrześcijańsku, musi czuć się swobodnym nawet w rojowisku pogan, bo inaczej się załamie, tak samo zadaje cios swej etyce to społeczeństwo katolików, które nie przekształca całego swego życia na chrześcijańskie”[8].
O cywilizacji życia:
„Cywilizację ŻYCIA, wiążącą byt za i przed grobem w jeden świat Łaski, zatem byt człowieka przez cały krąg życia, od kołyski po rozpad biologiczny i poza niego – dadzą święci członkowie narodów. Zorganizują życie w granicach... ŻYCIA, dając cywilizację jedynie konsekwentną – szczęścia”[9].
O małżeństwie i rodzinie:
„Rola wychowawcza małżeństwa na tym się zasadza, że trzeba koniecznie zacząć samowychowanie, odkąd zawarło się małżeństwo. Małżeństwo zmusza wolę konkretnie, osacza ją najdespotyczniej i najpedagogiczniej, by zechciała zacząć sama siebie kształtować. Żaden proces życiowy nie pcha tak przemożnie do wychowywania samego siebie, nie stanowi tak naturalnych warunków samowychowania się, jak małżeństwo. Przysięgając u ołtarza wzajemność, nade wszystko ślubują nowożeńcy... wychowywać samych siebie, acz o tym nie mówią i prawie nigdy tego nie wiedzą. Kto bowiem o tym uczy?”[10].
„Termometrem społecznym jest poziom rodziny”[11].
„Nie znajdziemy narodu, który by ginął, gdy życie rodzinne w nim kwitło, było czyste”[12].
Wzrosła niepomiernie w Polsce liczba obrońców życia, ale i zakusy „cywilizacji śmierci” stają się coraz groźniejsze.
Tym bardziej więc na czasie jest spełnienie się programu o „Polsce kwitnącej dziećmi”. A także to, by Ojczyzna stawała się ziemią świętych, „Gigantów” – w codzienności, we wszystkich powołaniach, zawodach, w każdym wieku.
Danuta Bazyluk, Dariusz Krawczyk
[1] Ks. Stanisław Tworkowski, Słowo wygłoszone przy trumnie śp. Walentego Majdańskiego w kościele par. w Wawrze, dn. 13 grudnia r. 1972, maszyn.
[2] Ks. Abp Kazimierz Majdański, „Królestwo niebieskie doznaje gwałtu”, fragmenty homilii wygłoszonej w dwudziestą rocznicę śmierci śp. Walentego Majdańskiego 10 XII 1992, maszyn.
[3] „Rycerz Niepokalanej”, nr 2 [234] 1947, s. 58.
[4] Por. Regina Majdańska, Zesłańcze lata (1940-1955). Fragmenty wspomnień, w: Polacy w Rosji mówią o sobie, t. III, Lublin 1995, s. 73-181.
[5] Krytycy odnoszą się najczęściej do jego tekstów z okresu międzywojennego, pisanych w warunkach ostrej polemiki i utrzymanych w takiej właśnie publicystycznej konwencji. Tymczasem autor dalej rozwijał się, doskonalił, nieustannie modyfikował swoją koncepcję. Jednemu pozostał niezmiennie wierny: obronie życia dzieci nienarodzonych.
[6] Prace te zajmują się głównie zagadnieniami demograficznymi, problemami etyczno-wychowawczymi małżeństwa i rodziny, problematyką odpowiedzialnego rodzicielstwa w duchu wskazań Vaticanum II, sprawą zagrożeń moralnych i biologicznych narodu oraz współczesną problematyką eklezjologiczną.
[7] W. Majdański, Kołyski i potęga, Niepokalanów 1946, s. 186.
[8] W. Majdański, Giganci, wyd. trzecie, Księgarnia św. Jacka, Katowice – Opole – Bytom, b.r.w., s. 30.
[9] Tamże, s. 105.
[10] Tamże, s. 114.
[11] Tamże, s. 111.
[12] Tamże, s. 112.
Żródło: http://mysl.pl/?m=57&art_id=264&more=more, z 12.12.2011, godz.14:40.
Odsłon: 125 Komentarzy: 0
Friday,11 November 2011,15:34
Kategoria: Polityka Friday, 11 November 2011, 15:34
Tekst opublikowany przez Romana Dmowskiego w „Myśli nowoczesnego polaka”
Oprócz tego jakże aktualnego, pełnego mądrości i dalekowzroczności tekstu Romana Dmowskiego w tym dniu Święta Niepodległości pragnę również przedstawić poniżej pewien tekst inicjatywy Polaków, którym drogie są wartości i symbole Narodowe do przswojenia i przekazania dalej włączając się tym samym ich obronie : (Autor).
"Nierzadko spotykamy się ze zdaniem że nowoczesny Polak powinien jak najmniej być Polakiem. Jedni powiadają że w dzisiejszym wieku praktycznym trzeba myśleć o sobie nie o Polsce, u innych Polska zaś ustępuje miejsca – ludzkości. Tej książki nie piszę ani dla jednych, ani dla drugich.
Myślami swymi chcę się dzielić nie z tymi, dla których naród jest martwą cyfrą, zbiorowiskiem jednostek, mówiących pewnym językiem i zamieszkujących pewien obszar: zrozumieją mnie tylko ci, co widzą w nim nierozłączną część społeczną, organicznie spójną, łączącą jednostkę ludzką niezliczonymi więzami, z których jedne mają swój początek w zamierzchłej przeszłości – twórczyni rasy, inne znane nam w historii – twórczyni tradycji, inne wreszcie, mające wzbogacić treść tej rasy, tradycji, charakteru narodowego, tworzą się dziś, by w przyszłości dopiero silniej się zacieśnić. Piszę nie dla tych, których dla polskości trzeba pozyskiwać dopiero, ale dla tych, co głęboko czują swą łączność z narodem, z jego życiem, potrzebami, dążeniami, którzy uznają obowiązek udziału w jego pracach i walkach.
Jestem Polakiem – to słowo w głębszym rozumieniu wiele znaczy.
Jestem nim nie dlatego tylko, że mówię po polsku, że inni mówiący tym samym językiem są mi duchowo bliżsi i bardziej dla mnie zrozumiali, że pewne moje osobiste sprawy łączą mnie bliżej z nimi, niż z obcymi, ale także dlatego, że obok sfery życia osobistego, indywidualnego znam zbiorowe życie narodu, którego jestem cząstką, że obok swoich spraw i interesów osobistych znam sprawy narodowe, interesy Polski, jako całość, interesy najwyższe, dla których należy poświęcić to, czego dla osobistych spraw poświęcić me wolno.
Jestem Polakiem – to znaczy, że należę do narodu polskiego na całym Jego obszarze i przez cały czas jego istnienia zarówno dziś, jak w wiekach ubiegłych i w przyszłości; to znaczy, że czuję swą ścisłą łączność z całą Polską: z dzisiejszą, która bądź cierpi prześladowanie, bądź cieszy się strzępami swobód narodowych, bądź pracuje i walczy, bądź gnuśnieje w bezczynności bądź w ciemności swej nie ma nawet poczucia narodowego istnienia; z przeszłą – z tą, która przed tysiącleciem dźwigała się dopiero, skupiając koło siebie pierwotne pozbawione indywidualności politycznej szczepy, i z tą, która w połowie przebytej drogi dziejowej rozpościerała się szeroko, groziła sąsiadom swą potęgą i kroczyła szybko po drodze cywilizacyjnego postępu, i z tą, która później staczała się ku upadkowi, grzęzła w cywilizacyjnym zastoju, gotując sobie rozkład sił narodowych i zagładę państwa, i z tą, która później walczyła bezskutecznie o wolność i niezawisły byt państwowy; z przyszłą wreszcie, bez względu na to, czy zmarnuje ona pracę poprzednich pokoleń, czy wywalczy sobie własne państwo, czy zdobędzie stanowisko w pierwszym szeregu narodów. Wszystko co polskie jest moje: niczego się wyrzec nie mogę. Wolno mi być dumnym z tego, co w Polsce jest wielkie, ale muszę przyjąć i upokorzenie, które spada na naród za to co jest w nim marne.
Jestem Polakiem – więc całą rozległą stroną swego ducha żyję życiem Polski, jej uczuciami i myślami, jej potrzebami, dążeniami i aspiracjami. Im więcej nim jestem, tym mniej z jej życia jest mi obce i tym silniej chcę, żeby to, co w mym przekonaniu uważam za najwyższy wyraz życia stało się własnością całego narodu.
Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka.
Bo im szerszą stroną mego ducha żyję życiem zbiorowym narodu, tym jest mi ono droższe, tym większą ma ono dla mnie cenę i tym silniejszą czuję potrzebę dbania o jego całość i rozwój. Z drugiej strony, im wyższy jest stopień mego rozwoju moralnego, tym więcej nakazuje mi w tym względzie sama miłość własna. Na niższych szczeblach moralności postępowanie człowieka względem bliźnich, o ile nie wypływa z życzliwości dla nich, uzależnia się wyłącznie od obawy odwetu, kary, czy to w życiu doczesnym, czy w zagrobowym. W miarę wszakże cywilizacyjnego postępu coraz wyższe postacie miłości własnej kierują naszą moralnością. Człowiek cywilizowany nie postępuje nikczemnie dlatego przede wszystkim, że zanadto siebie samego szanuje. To poszanowanie samego siebie wytwarza też odpowiedni stosunek do własnego narodu. Poczucie swej godności, które zabrania człowiekowi kraść lub żebrać, nie pozwala mu również korzystać z dóbr narodowych, nie dokładając nic do nich od siebie, nie pracując nad ich pomnożeniem i nie biorąc udziału w ich obronie. Pewien stopień inteligencji pozwala człowiekowi zrozumieć, w jakiej mierze duchowe bogactwo narodu jest podstawą rozwoju jednostki, jak wiele zatem każdy korzysta z narodowego dobra, odpowiednia zaś dojrzałość moralna zmusza go do uznania faktu, że korzystając z tych dóbr, a nie dając nic w zamian lub dając za mało, jest na łasce swego społeczeństwa, jak żebrak w dobroczynnym przytułku. I sama miłość własna, niezależnie od przywiązania do ojczyzny, nakaże mu uznać obowiązki narodowe, pracować dla ojczyzny, walczyć za nią, dawać jej jak najwięcej w zamian, za to co od niej bierze.
Wstępując w życie przychodzimy do gotowych jego form, do gotowej organizacji, formy zaś te i ta organizacja, to wynik pracy długiego szeregu pokoleń, które tworzyły, budowały, uzupełniały, poprawiały wreszcie to, co było złego. Czyż nie ogarnia nas wstyd na myśl, że my możemy odejść bez śladu, nie stworzywszy nic, nie dodawszy nic do tej budowy wieków, nie poprawiwszy żadnego z jej błędów?... Obowiązki względem ojczyzny – to nie tylko obowiązki względem Polaków dzisiejszych, ale także względem pokoleń minionych i tych co po nas przyjdą.
Z tego samego źródła rodzą się obowiązki względem innych narodów, względem ludzkości. Jak wobec dzisiejszej Polski człowiek poczuwa się do obowiązków w imieniu swoim, jak wobec dawniejszej i przyszłej – w imieniu swego pokolenia, tak wobec ludzkości – w imieniu swego narodu.
Naród nasz korzystał ciągle z doświadczenia, zasobów duchowych, z pracy wiekowej innych ludów, które go wyprzedziły w cywilizacji. W stosunku do tego, co wziął, dał dotychczas ludzkości, bardzo mało.
Czyż szlachetna duma narodowa nie nakazuje nam dążyć do wyniesienia swego narodu na tak wysoki szczebel cywilizacji i twórczości wszechstronnej, ażeby od nas brano w przyszłości tak, jak myśmy brali od innych i jak dziś bierzemy. I czyż to nie jest najlepiej pojęty obowiązek względem ludzkości?...
Są ludzie, dla których te uczucia, pojęcia, obowiązki nie istnieją. Ale patriotyzm – to nie system filozoficzny, który ludzie równego poziomu umysłowego i moralnego przyjmują lub odrzucają: to stosunek moralny jednostki do społeczeństwa: uznanie go jest koniecznością na pewnym stopniu rozwoju moralnego, a odrzucenie świadczy o moralnej niedojrzałości lub upadku. W zwykłych warunkach naród wytwarza siłę w postaci organizacji państwowej, narzucającą obowiązki obywatelskie tym, którzy dobrowolnie ich uznać nie chcą; my tej siły nie posiadamy i dlatego tak często spotykamy się u siebie z jawnym wypowiadaniem służby ojczyźnie; ale dlatego tym bardziej dążyć musimy do wytworzenia siły moralnej, dość wielkiej by mogła wywierać skuteczny przymus."(…)
Nie ma hymnu bez orzełka!!!
1. kibice nie powinni bojkotować piątkowego meczu, bo to okazja, żeby zażądać w jego trakcie przywrócenia godła;
Działania proponuję takie:
2. kibice na stadionie nie powinni śpiewać hymnu. Obowiązuje hasło "nie ma hymnu bez orzełka";
3. Szczęsnemu, Dudce i Błaszczykowskiemu (zwłaszcza jemu) należą się solidne gwizdy. W czasie prezentacji i w czasie meczu. Nie mogą się głupio tłumaczyć, że "na nic nie mają wpływu". Kto nie ma jaj, nie może być w kadrze!;
4. Lato, Kręcina, Paśniewski, Olejkowska, Gołos - to osoby, którym nie w smak godło na koszulkach. Powinni usłyszeć: "Lato! Co? Gdzie godło?". "Kręcina! Co?! Gdzie godło?" itd.;
5. Kto może, niech weźmie na mecz koszulkę z Orłem i przy każdej okazji pokazuje godło piłkarzom, Smudzie i baranom z PZPN;
6. jeśli do wtorku nie będzie deklaracji, że godło wróci na koszulkę, niech NIKT NIE WAŻY SIĘ oglądać meczu w telewizji!!! My nic nie stracimy, ale jeśli TVP dramatycznie spadnie oglądalność (a może nawet o kilkadziesiąt procent), to spadną im dochody z reklam. A to NAJSKUTECZNIEJSZA forma nacisku;
7. nie chodzimy do Biedronki, dopóki nie wróci godło! Niech im spadną obroty, to będą naciskać na Latę...
Przekopiujcie to co napisałem i wrzucajcie gdzie się da - na fora kibicowskie, fora klubowe, strony społecznościowe, gg, facebooka, nk, do każdej dyskusji na stronach gazet, tv, radiowych. Wyślijcie do Biedronki (bok@biedronka.eu). Wyślijcie na kontakt do "Warki" (http://www.warka.com.pl), do Grupy BPS (http://www.bankbps.pl/kontakt), Cisowianki, Fakro, Kreisela, Hormanna - uderzmy w PZPN przez sponsorów. I nie myślcie, że to nic nie da, tylko działajcie! Wystarczy kilkadziesiąt sekund i parę prostych czynności, żeby coś wspólnie osiągnąć...
Odsłon: 169 Komentarzy: 2
Friday,21 October 2011,14:49
Kategoria: Aborcja Friday, 21 October 2011, 14:49
Wobec poniżej przedstawionej ogólnej treści tego planu, ktoś kto realizuje świadomie czy nieświadomie politykę antynatalistyczną i taką która godzi bezpośrednio w strukturę biologiczną narodu, może być z całą pewnością uznany jako neohitlerowiec (Autor).
„Podstawowe założenia polityki władz okupacyjnych niemieckich wobec ludności polskiej, zostały zawarte w opracowanym na zlecenie Urzędu dla Spraw Rasowo-Politycznych NSDAP, przez doktora E. Wetzla, kierownika Centrali Doradczej Urzędu dla Spraw Rasowo-Politycznych, oraz doktora G. Hechta, kierownika Oddziału dla Volksdeutschów i mniejszości w Urzędzie dla Spraw Rasowo-Politycznych, dokumencie zatytułowanym Sprawa traktowania ludności byłych polskich obszarów z rasowo-politycznego punktu widzenia, noszącym datę 25 listopada 1939 roku. Czytamy w nim m. in.: (…)
Opieka lekarska z naszej strony ma się ograniczyć wyłącznie do zapobieżenia przeniesieniu chorób zakaźnych na teren Rzeszy. (...) Wszystkie środki, które służą ograniczeniu rozrodczości, powinny być tolerowane albo popierane. Spędzanie płodu musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne. Środki służące do spędzania płodu i środki zapobiegawcze mogą być w każdej formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za sobą jakichkolwiek policyjnych konsekwencji. Homoseksualizm należy uznać za niekaralny. Przeciwko instytucjom i osobom, które trudnią się zawodowo spędzaniem płodu, nie powinny być wszczynane policyjne dochodzenia. (...).”
Niezależnie od fizycznej eksterminacji poszczególnych grup obywateli RP - przede wszystkim ludności żydowskiej, a także elity polskiej zwłaszcza na terenach wcielonych do Rzeszy, hitlerowcy starali się niszczyć polski potencjał biologiczny również metodami bardziej wyrafinowanymi - wchodzącymi częściowo w zakres totalnej wojny informacyjnej[1].
W wydawanych przez Państwowe Muzeum w Oświęcimiu „Zeszytach Oświęcimskich", opublikowano reprodukcje dokumentów sprawy SS-Brigadeführera Carla Clauberga; jeden z dokumentów dotyczy Generalnego Planu Wschodniego Reichsfuhrera SS. Pochodzi on z 1942 r., kiedy to wydawało się hitlerowcom, że wygrają wojnę i będą mogli w pełni zrealizować swe plany na wschodzie. W dokumencie tym czytamy m. in.:
„Powinno być oczywiste, że polskiej kwestii nie można rozwiązać w ten sposób, że zlikwiduje się Polaków, podobnie jak Żydów. Tego rodzaju rozwiązanie kwestii polskiej obciążyłoby naród niemiecki na daleką przyszłość i odebrałoby nam wszędzie sympatię, zwłaszcza że inne sąsiednie narody musiałyby się liczyć z możliwością, iż w odpowiednim czasie potraktowane zostaną podobnie. Moim zdaniem, musi zostać znaleziony taki sposób rozwiązania kwestii polskiej, ażeby wyżej wskazane polityczne niebezpieczeństwa zostały sprowadzone do możliwie najmniejszych rozmiarów [...] Celem niemieckiej polityki ludnościowej na rosyjskim terenie będzie musiało być sprowadzenie liczby urodzin do poziomu leżącego poniżej liczby niemieckiej. To samo zresztą powinno odnosić się także do szczególnie płodnej ludności kaukaskiego terenu, a później częściowo także do Ukrainy [...] Na terenach tych musimy świadomie prowadzić negatywną politykę ludnościową. Poprzez środki propagandowe, a w szczególności przez prasę, radio, kino, krótkie broszury, odczyty uświadamiające itp. należy stale wpajać w ludność myśl, jak szkodliwą rzeczą jest posiadanie wielu dzieci. Powinno się wskazywać koszty, jakie dzieci powodują, na to, co można by zdobyć dla siebie za te wydatki [...] Nie może być karalne zachwalanie i rozpowszechnianie środków zapobiegawczych ani też spędzanie płodu. Należy też w pełni popierać powstawanie zakładów dla spędzania płodu. Można wykształcić np. akuszerki lub felczerki w powodowaniu sztucznych poronień. Im bardziej fachowo będą przeprowadzane poronienia, tym większego zaufania nabierze do nich ludność. Rozumie się samo przez się, że i lekarz musi być upoważniony do robienia tych zabiegów, przy czym nie może tu wchodzić w rachubę uchybienie zawodowej lekarskiej godności. Należy również propagować dobrowolną sterylizację. Nie powinno się zwalczać śmiertelności niemowląt. Nie może mieć miejsca również uświadomienie matek w zakresie pielęgnacji niemowląt i chorób dziecięcych. Trzeba się starać o to, aby wykształcenie rosyjskich lekarzy w tych dziedzinach wiedzy było możliwie jak najmniejsze. Nie wolno popierać domów dziecka itp. instytucji [...] Nam Niemcom chodzi tylko o to, ażeby naród rosyjski osłabić do tego stopnia, aby nigdy już nie był on w stanie zagrażać niemieckiemu przewodnictwu na europejskim terenie. Do tego celu przybliżają nas wyżej wskazane drogi.[2]
Odsłon: 140 Komentarzy: 0
Monday,17 October 2011,12:45
Kategoria: Aborcja Monday, 17 October 2011, 12:45
Szanowni koledzy i koleżanki z portalu "Fronda"
Z przykrością muszę stwierdzić, że znikną mi niedawno pierwszy wpis na tym blogu dotyczący "Generalnego Planu Wschodniego Reichsfuhrera SS z Dokumentów Sprawy Carla Clauberga (wpis z 02.01.2009r.) i założeń polityki niemieckiej w sprawie traktowania ludności polskiej dr-a Wetzla (wpis z 04.01.2010r.).
Jednocześnie chiałem zaznaczyć, że te same materiały zostały opublikowane w 60-tym numerze kwartalnika Frondy... przypadek czy przypadek sterowany...?
Może ktoś mi to wyjaśni...
Pozdrawiam.
CDN
Odsłon: 164 Komentarzy: 2
Monday, 03 September 2012
Friday, 23 March 2012
Wednesday, 23 May 2012

Joanna Bątkiewicz-Brożek w poniższym artykule wspomina o bardzo ważnej kwestii dotyczącej naszych mediów, a konkretnie "Wiadomosci" w TVP1. Niestety jakich mediów sie nie dotknąć jest to samo - czyli kompletny brak profesjonalizmu i straszne obniżanie poziomu treści przekazywanych. Niestety to jest jeden ze sposobów na ogłupianie społeczeństwa i odciągania uwagi od rzeczy naprawde istotnych...