Kategoria: Wiadomości Wednesday, 06 October 2010, 22:46
Wielki sukces polskiej drużyny! Nasi studenci stanęli na podium i zajęli 3 miejsce w międzynarodowych zawodach łazików marsjańskich University Rover Challenge. Łazik Magma był jedynym reprezentantem Europy i po zaciekłej walce pokonał rywali ze Stanów Zjednoczonych i Kanady.
„Bardzo się cieszymy z naszego sukcesu i dziękujemy wszystkim za wsparcie” – mówi Wojciech Głażewski, jeden z konstruktorów Magmy. „Cieszy nas również, że mogliśmy wziąć udział w tych zawodach i zmierzyć się z drużynami z innych krajów. Szczególnie ciekawa była rywalizacja ze zwycięską drużyną, która otrzymała wsparcie samego NASA. To było wyzwanie! Nasza drużyna również otrzymała duże wsparcie. Dzięki PIAP, NETIA oraz wspaniałym kibicom, którzy trzymali za nas kciuki, udało nam się stanąć na podium!”
Symulowana misja na Marsa rozegrała się w dniach 3-5 czerwca 2010r. w ekstremalnych warunkach pustyni Utah. Do walki stanęło 12 łazików wykonanych przez studentów z różnych krajów świata. Pierwszym wyzwaniem czekającym na drużyny była oficjalna kwalifikacja robotów, podczas której sędziowie sprawdzali wagę, jakość materiałów i wykonanie łazików. Oceny były surowe, bowiem do konkursowych zadań dopuszczono tylko 7 z 12 łazików. Nasza Magma okazała się najlżejsza w swojej stawce, ważąc jedyne 35 kg!
Podczas zawodów emocje wielokrotnie sięgały zenitu! Na szczęście nasza ekipa miała liczne grono kibiców, którzy po raz pierwszy w historii zawodów URC, mogli śledzić zmagania łazików na żywo podczas transmisji satelitarnej na stronie www.piap.pl.
W kolejnych dniach zawodów drużyny miały do wykonania 4 skomplikowane zadania: rozpoznanie terenu, dostarczenie pakietu medycznego rannemu astronaucie, zdalne serwisowanie urządzeń oraz poszukiwanie śladów życia. Punktacja była przyznawana nie tylko za wykonanie zadania na czas, ale także za wykorzystane rozwiązania, pomysły i technikę. Dodatkową trudnością były ekstremalne warunki – wyboisty teren i piaszczysta gleba, w której wiele łazików utknęło, a także bardzo wysoka temperatura, która zakłócała często pracę urządzeń. Dlatego też niektórym ekipom nie udało się ukończyć poszczególnych zadań.
Nasza drużyna pokonała jednak wszystkie trudności i wykonała wszystkie konkursowe zadania, zachwycając jury szczególnie w ostatniej konkurencji, polegającej na szukaniu śladów życia. Łazik musiał pobrać próbkę gleby o odpowiedniej wadze i dostarczyć ją do bazy, gdzie miała zostać przebadana. Sukces Magmy jest nie tylko kolejnym dowodem na osiągnięcia Polaków w tej dziedzinie nauki, ale i zachętą dla innych młodych naukowców, którzy już zapowiadają swój udział w marsjańskiej misji za rok!
Kategoria: Wiadomości Tuesday, 06 April 2010, 10:20
Drużyna włoska w konkursie analogów łazików marsjańskich na pustyni Utah odpadła w eliminacjach z powodu… nie ukończenia prac konstrukcyjnych. Zatem jedynym reprezentantem Europy w konkursie University Rover Challenge jest od dzisiaj łazik MAGMA zbudowany przez studentów z Politechniki Białostockiej i Uniwersytetu Mikołaja Kopernika oraz Mars Society Polska.
Dziś na pustyni odbyło się także ważenie robotów. Przypominamy, że górna granica wagi łazika to 50 kg. MAGMA okazała się najlżejszym robotem spośród wszystkich konstrukcji – waży jedynie 35 kg.
Także dziś o godzinie 20:00 polskiego czasu na stronie www.piap.pl/transmisja_z_marsa odbywać się będzie transmisja wideo z zawodów.
Magma to zdalnie sterowany robot marsjański, wyposażony w kamerę, korzystającą z algorytmu RODM. Jego konstrukcja jest w pełni nowatorska i zaprojektowana z myślą o trudnych warunkach, jakim musi sprostać podczas zadań konkursowych. Głównym partnerem technologicznym został Przemysłowy Instytut Automatyki i Pomiarów. Głównym sponsorem jest NETIA SA.
Proboszcz parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Caluire k. Lyonu stwierdził dzisiaj podczas homilii: "Kilka lat temu nie mógłbym Wam tego powiedzieć, ale ponieważ odchodzę już na emeryturę to Wam powiem – za kilka lat w Kościele Katolickim na księży będą wyświęcane kobiety".
Ja dla Księdza Proboszcza też mam kilka słów: teraz mogę już Księdzu Proboszczowi powiedzieć – za kilka lat w Kościele francuskim na sale balowo – bilardowo – dyskotekowe będą przekształcane dawne kościoły.
Zagadka upadku francuskiego Kościoła – jak dla mnie rozwiązana.
Kategoria: Wiadomości Saturday, 29 May 2010, 15:01
W dniach 3-5 czerwca 2010 roku zostanie rzucone wyzwanie Czerwonej Planecie. Polska drużyna wyruszy na marsjańską misję, a nasz łazik Magma będzie zaciekle rywalizować z robotami z innych krajów. Wszystko to podczas międzynarodowych zawodów łazików marsjańskich University Rover Challenge.
Konkurs University Rover Challenge już od czterech lat wzbudza duże zainteresowanie studentów oraz pasjonatów astronomii na całym świecie. Zmagania młodych konstruktorów również bacznie obserwuje NASA. W konkursie startują łaziki marsjańskie, które muszą wykonać skomplikowane zadania podczas symulowanych misji na Czerwonej Planecie. Za scenerię posłuży słynna pustynia Utah wraz z bazą marsjańską. W tym roku o miano zdobywcy Marsa konkurować będą roboty i ich konstruktorzy z USA, Kanady, Włoch oraz Polski. To, czy nasz łazik Magma pokona rywali, okaże się już na początku czerwca.
Konkurs jest wyjątkowo trudny, ponieważ drużyny i ich łaziki będą rywalizować podczas czterech konkurencji i to w ekstremalnych warunkach w symulowanej bazie marsjańskiej. Misja polega na rozpoznaniu terenu, dostarczeniu pakietu medycznego rannemu astronaucie, zdalnym serwisowaniu urządzeń oraz poszukiwaniu śladów życia.
Zmagania polskiej drużyny i przebieg misji będzie można śledzić na żywo w dniu 4 czerwca w godzinach wieczornych za pośrednictwem strony PIAP (www.piap.pl), na której odbędzie się transmisja on-line!
Ze strony Polski wyzwanie podjął robot Magma oraz jego konstruktorzy – studenci Wydziału Mechanicznego Politechniki Białostockiej oraz Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Studentów wspiera Mars Society Polska, PIAP oraz NETIA SA.
„Zadania konkursowe są bardzo złożone – w końcu jest to symulowana misja marsjańska. Na przykład, w konkurencji serwisowania urządzeń łazik musi pokonać dystans kilkuset metrów, odnaleźć panel kontrolny urządzenia, transmitować obraz do stacji bazowej oraz, za pomocą specjalnego manipulatora, chwycić kabel i podłączyć go do gniazda” – mówi Wojciech Głażewski, jeden z konstruktorów Magmy. „Skonstruowanie łazika wymagało od nas dużo pracy, ale jest to nasza pasja! Podjęliśmy wyzwanie! Trzymajcie kciuki za naszą Magmę!”
Tymczasem rusza akcja kibicowania polskiej drużynie w mediach społecznościowych – organizatorzy zachęcają do przyłączenia się i dopingowania naszemu zespołowi podczas marsjańskiej misji, między innymi na portalu facebook:http://www.facebook.com/ZdobywamyMarsa
***Mars Society
Mars Society Polska (MSP) jest oddziałem stowarzyszenia The Mars Society, które ma na celu doprowadzenie do załogowej misji na Marsa oraz promocję idei jego badań. Organizacja skupia specjalistów z dziedziny astronautyki (takich jak Robert Zubrin, który stworzył projekt kolonizacji Marsa, i Buzz Aldrin, astronauta amerykański, który brał udział w pierwszym lądowaniu na Księżycu), naukowców, czy filmowców (m.in. reżyser Avatara – James Cameron). Więcej informacji na www.marssociety.pl
Magma Magma to zdalnie sterowany robot marsjański, wyposażony w kamerę, korzystającą ze słynnego algorytmu RODM autorstwa polskiego matematyka Jana Kotlarza. Jego konstrukcja jest w pełni nowatorska i zaprojektowana z myślą o trudnych warunkach, jakim musi sprostać podczas zadań konkursowych. Projekt został zrealizowany przez studentów Wydziału Mechanicznego Politechniki Białostockiej i Wydziału Fizyki, Astronomii i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu we współpracy z Mars Society Polska. Głównym partnerem technologicznym został Przemysłowy Instytut Automatyki i Pomiarów. Głównym sponsorem jest NETIA SA.Więcej informacji znajduje się na stronie: www.magma.pb.edu.pl
Kategoria: Wiadomości Friday, 29 January 2010, 00:03
W reklamie Torunia kandydującego do miana Europejskiej Stolicy Kultury znajdziemy jasne odwołania do toruńskiej tożsamości. Kosmos, gotyk, sacrum, nauka, tradycja. Co więcej, oprócz toruńskiej starówki podziwiamy średniowieczną monstrancję, witraż z Chrystusem. Jak bardzo cieszy się me toruńskie serce, gdy widzę iż Miasto założone przez zakon krzyżacki trwa przy swej prawie 800-letniej tożsamości.
Tożsamość, słowo wchodzące dziś w sferę tabu. Gdy jednak mądry człowiek je podnosi ze sfery zapomnienia, jakże inne stają się tak codzienne sprawy jak chociażby reklama miasta. To, czym nie tylko Toruń, ale i Polska może dziś wyróżnić się na tle plastikowej Europy, to wartości i płynące z nich osiągnięcia.
Nie piszę dłużej, zapraszam na 3-minutowy spacer po Toruniu.
W świetnym stylu biskupi odnieśli się do rozpoczynającej się w Sejmie RP batalii o in vitro.Projekt, który zaprezentuje grupa posłów z PiS jest zgodny z nauką Kościoła. Przewodniczący KEP podkreślił jednocześnie, że biskupów ineresuje merytoryczna zawartość projektu, a nie to, kto go politycznie przedstawia.
W końcu udało się wypracować model postępowania, w którym instytucjonalny Kościół bierze udział w instytucjonalnym życiu Polski, a jednocześnie nie popiera konkretnych partii politycznych.
Było ostatnio kilka sytuacji, w których taki głos był potrzebny. Gdy takiego jasnego głosu brak, wielu polityków rości sobie prawo nazywania się katolikiem i działalności publicznej dokładnie wbrew stanowisku Kościoła. Nasuwającym się przykładem jest tu katolicka minister Kopacz, która zostawia sumienie przed swoim ministerstwem i wskazuje klinikę gdzie można zabić nienarodzone dziecko.
Z każdego zła Pan Bóg wyprowadza dobro. Z wielu dramatycznych sytuacji w polskiej polityce wyprowadził dobro w postaci odwagi polskiego Episkopatu.
Państwo nie powinno mieszać się w wiele spraw, w które się miesza. Modelowym przykładem tego typu były swego czasu ogórki o zbyt dużej krzywiźnie, które dzięki obecności Rzeczypospolitej w klubie państw socjalno – keynesowskich, zwanym Unią Europejską, nie mogły być sprzedawane jako towar pierwszej kategorii.
Państwo powinno za to wtrącać się w sprawy do których zostało powołane. Tak więc powinno na przykład wspierać edukację i rozwój nauki tam, gdzie korzyści z rozwoju nauk nie mieszczą się w perspektywie czasowej gospodarki. Niestety dzięki szykowanej przez ministerstwo nauki nowelizacji znajdziemy się w sytuacji zgoła innej – każdy żak za drugi kierunek studiów będzie musiał zapłacić już sam. Dodatkowo uniwersytety tworząc nowe kierunki studiów – będą musiały ograniczać liczbę miejsc na pozostałych.
Skutkiem tej reformy będzie zatem student wykształcony tylko w jednym kierunku. Jak to się ma do przedwyborczych planów PO, która twierdziła że trzeba kształcić studentów wszechstronnie, tak aby mogli dostosować się do rynku pracy?
Drugi skutek to wsparcie prywatnych uczelni, których ograniczenia miejsc na studiach dziennych nie obejmą. Widziałem w jednej z gazet komentarz, że polskie szkolnictwo wyższe kształci nieuków. To prawda, ale porównując ofertę szkół prywatnych z uniwersytetami i politechnikami – nikt nie ma wątpliwości kto tych nieuków kształci. Z chlubnymi wyjątkami oczywiście.
Wolna konkurencja zamiast regulacji – i w wyborze uczelni, i w wyborze ogórka. Lepsza jakość obroni się sama. I nie potrzeba do tego ministerstwa!
Istnieje całkiem pokaźny zbiór dobrego oprogramowania służącego do budowy modeli 3D terenu. Wiele z tych programów umożliwia tworzenie takich modeli również z dwóch zdjęć danego terenu z satelity lub samolotu. Po co więc pisać takie oprogramowanie specjalnie dla satelitów NASA wysłanych na Marsa? Ostateczna odpowiedź zrodziła się podczas mojej rozmowy z profesorem T. Nicolasem, brytyjczykiem pracującym w Instytucie Planetologii Uniwersytetu w Bernie w styczniu 2009 roku.
Jest kilka powodów ku temu aby mieć własne oprogramowanie tworzące modele 3D ze zdjęć wykonanych nad Marsem. Po pierwsze: orbiter wykonuje zdjęcie wysoko ponad atmosferą Marsa – atmosferą, która jest 100 razy rzadsza od ziemskiej i ma zupełnie inny skład chemiczny. Stąd też w nieco inny sposób załamuje promienie światła słonecznego. Po drugie: wykonane pomiary w wielu typach badań Marsa muszą być wyjątkowo precyzyjne. Na dodatek w poszukiwaniu dawnych rzek na Marsie ta precyzja oznacza zupełnie coś innego niż przy badaniu aktualnych zjawisk atmosferycznych i interakcji atmosfery z glebą (ilekroć piszę słowo „gleba” w odniesieniu do Marsa mam duże opory – całe bowiem dzieciństwo spędziłem w zakładzie gleboznastwa UMK – mam więc nadzieję że przyszłe odkrycia organizmów opartych na węglu usprawiedliwią tą nazwę dla marsjańskiego gruntu).
Zdjęcia wykonane z satelity pokazują nam powierzchnię planety z precyzją 30 centymetrów na jeden piksel. Dla pierwszej wersji programu, który otrzymał nazwę HiRISE Delta Robot wystarczało jedno zdjęcie. Specjalny algorytm analizował układ oświetlenia na Marsie i dochodził do wniosku, które fragmenty terenu były ustawione do słońca prostopadle, a które pod zupełnie innym kątem. W ten sposób powstawała bardzo niedoskonała mapa na której można było dostrzec elementy o średnicy 45 cm. Była to technika wystarczająca aby oszacować wysokość wydm, a stąd oszacować siłę wiatru, która usadowiła taką wydmę w środku krateru o średnicy wielu kilometrów. Jeśli jednak chcieliśmy zbudować mapę 3D ze zdjęć orbitera Mars Recconainsance Orbiter, mapę lepszą niż posiada dziś Google – taka technika dawała zgoła dziwaczne rezultaty. Oto bowiem w okolicach 80 równoleżnika na północy Marsa mamy formy małych pagórków między którymi osadza się czasem marsjański lód. Lód jest jak wszyscy wiemy jasny – i ten z wody, i ten z dwutlenku węgla. Program interpretując te jasne fragmenty powierzchni jako bardzo nasłonecznione tworzył w modelu płaskie fragmenty powierzchni ustawione prawie prostopadle do Słońca. Tworzony model stawał się nieciągły z otaczającymi go powierzchniami i mieliśmy problem.
Przyszedł zatem czas na drugą wersję oprogramowania, znaną ze współczesnej stereoskopii. Metoda polega w skrócie na tym, co wykonuje mózg każdego z nas porównując obrazy z lewego i prawego oka. Są one oczywiście prawie identyczne dla przedmiotów dalekich. Im jednak bliżej znajduje się punkt obserwowany, tym jego obraz z lewego i prawego oka staje się coraz bardziej różny. Punktem kulminacyjnym jest nos – którego prawą część zobaczymy tylko prawym, a lewą lewym okiem. Porównując te dwa obrazy mózg wykonuje gigantyczną pracę obliczeniową tworząc model 3D otaczającej nas przestrzeni. Stąd właśnie wiemy, że na klawiaturze spacja jest bliżej niż klawisz Esc, a jeszcze dalej jest na pewno Słońce na horyzoncie. Powtarzając obliczenia dla dwóch zdjęć satelitarnych tego samego terenu, każdego wykonanego pod innym kątem, możemy z niezwykłą precyzją dowiedzieć się jak każdy punkt jest odległy od satelity w pierwszym i drugim miejscu fotografowania. Tak powstaje mapa 3D, którą można łączyć z mapami kolejnych fragmentów terenu.
Na przełomie czerwca i lipca 2009 rozpoczną się kolejne testy oprogramowania. Do testów wybrano fragment nazywany Inca City na południowej półkuli. Czy ze szwajcarskiego Berna program trafi za ocean? Byłby to spory sukces, kolejny jeśli chodzi o polski wkład w badania Marsa.
"W zasadzie jednogłośnie opowiadano się przeciw budowie elektrowni atomowych w Polsce" – napisał Jacek Majchrowski w relacji z ostatniego konwersatorium "Fundamenty Niepodległości", które poświęcone było polskiej energetyce. W zasadzie przeciwko energetyce jądrowej wysunięto – jak czytamy – trzy zarzuty: zapasy paliwa dla tego typu elektrowni skończą się za 70 lat, ludzkie koszty zdrowotne, oraz argument często stosowany przez (pseudo)ekologów, czyli składanie odpadów jądrowych.
Zanim tak pochopnie wydamy wyrok na energetykę jądrową spróbujmy się nieco więcej dowiedzieć na jej temat, ponieważ wszystkie trzy argumenty są właściwie jedynie sloganami. Obecny dziś w debacie na temat energetyki jądrowej temat składowania odpadów radioaktywnych został postawiony przez organizacje ekologiczne w momencie gdy systemy bezpieczeństwa użytkowania elektrowni jądrowych wytrąciły pseudoekologom argument "drugiego Czernobyla" z ręki. Jak to jest z tymi odpadami?
Otóż po wydobyciu rudy uranowej z ziemi, oczyszczeniu jej i wzbogaceniu następuje produkcja paliwa. Potem wypala się paliwo w reaktorze i wstępne studzi. Po kilkunastu latach (!), gdy aktywność paliwa zmaleje, a generacja ciepła stanie się tak mała, że można je odprowadzić bez chłodzenia paliwa wodą, trzeba podjąć decyzję: albo paliwo w całości usuwamy do składowania pod ziemią, albo też postanawiamy odzyskać zawarty w nim jeszcze uran (około 1,5 -2% U-235) i pluton, a do składowiska odsyłamy tylko odpady o wysokiej aktywności, ulegające znacznie szybszemu rozpadowi niż pluton. W przypadku wypalonego paliwa jądrowego, w którym nadal pozostaje około 95% energii potencjalnie możliwej do wykorzystania, usuwanie go do składowania ostatecznego byłoby rażącym marnotrawstwem. Stężenie plutonu w wypalonym paliwie jest tak duże, że można z niego wytwarzać nowe paliwo bez wzbogacania uranu. Stąd pod koniec XX wieku powstał tzw. zamknięty cykl paliwowy, w którym ilość odpadów radioaktywnych jest wręcz znikoma.
Ilość odpadów wysokoaktywnych w elektrowniach francuskich wynosi około 3 metrów sześciennych na roczną pracę reaktora o mocy 1000 MWe. Ekolodzy powinni zwrócić szczególną uwagę na tą liczbę, ponieważ ilości odpadów produkowane rocznie przez nowoczesne (polskie nie są zaś najnowocześniejsze) elektrownie węglowe są ogromne. Co więcej – odpady radioaktywne są na stałe odizolowane od reszty środowiska naturalnego, a ich szkodliwość maleje z upływem czasu. Popiół i koks, które powstają w elektrowniach węglowych mają zaś bezpośrednią styczność ze środowiskiem naturalnym a ich toksyczność nigdy nie zmaleje. Aby jeszcze bardziej uzmysłowić sobie ilość odpadów radioaktywnych – można powiedzieć że ich ilość wyprodukowana dla jednego człowieka przez całe jego życie zmieści mu się w dłoni!
Zadajmy sobie jeszcze jedno pytanie w tym temacie: co stałoby się z człowiekiem mieszkającym na stałe tuż nad składowiskiem odpadów radioaktywnych? Po wielu szczegółowych badaniach dowiedzieliśmy się, że największą dawkę promieniowania wydzieli do środowiska w ciągu pół miliona przebadanych przez naukowców lat składowania TC-99. Maksymalne moce dawki wystąpią po 300 000 lat i wyniosą 0,012 mikroSv/rok. Z czym można porównać tą dawkę? Otóż fakty są takie, że człowiek poddany jest tym większemu napromieniowaniu tego samego typu z otaczającego nas środowiska, z kosmosu, im mieszka wyżej nad poziomem morza. Jeśli wejdziemy na schodek o wysokości 20 cm – otrzymamy dokładnie o taką dawkę promieniowania więcej w ciągu roku niż gdybyśmy stali o te 20 cm niżej. Skoro tak, to ekolodzy powinni w większym stopniu potępiać producentów łóżek niż budowniczych elektrowni jądrowych. Moglibyśmy bowiem spać na podłodze, a nie na wysokości 40 cm nad podłogą i otrzymywać dawkę promieniowania czterokrotnie większą. "Inżynierowie jądrowi spowodują setki zgonów poprzez napromieniowanie odpadami na przestrzeni wieków" – grzmią ekolodzy. Czy zatem takimi samymi przestępcami nie są producenci wózków dla dzieci i łóżek? A organizatorzy wycieczek do Zakopanego?
Energetyka jądrowa pozostawia po sobie najmniej odpadów w porównaniu z jakąkolwiek energetyką. Na koniec dobitny przykład z Polski: na Wisłą mamy już blisko pół wieku doświadczenia z odpadami o niskiej i średniej aktywności, i wiemy dobrze, że Centralne Składowisko Odpadów Promieniotwórczych (CSOP) w Różanie pracujące od 1960 roku nie spowodowało żadnego zagrożenia dla zdrowia okolicznej ludności i pracowników. Przeciwnie, gmina i miasto Różan należą do okolic o najniższej w Polsce umieralności na raka.
Kolejnym argumentem są mitycznie wielkie dawki promieniowania pochodzące od pracujących elektrowni jądrowych. I znów spójrzmy na konkrety: elektrownie jądrowe wytwarzają obecnie około 17% energii elektrycznej świata, a liczba bloków z reaktorami energetycznymi przekroczyła zbliża się do pięciuset. W najbliższym dwudziestoleciu zaplanowano wzrost mocy globalnej elektrowni jądrowych na świecie o 60%, z 320 GWe w chwili obecnej do 440 GWe w 2025 roku. Mimo to wkład elektrowni jądrowych w ogólny poziom promieniowania jest pomijalnie mały – 0.001 mSv/rok wobec średnio 2,4 mSv/rok jakie otrzymuje człowiek wskutek promieniowania tła naturalnego i zabiegów medycznych. Jak widać jest to 2400 razy mniej niż ta ilość promieniowania, którą każdy z nas otrzymuje już teraz. Skoro tak, to dlaczego tak wiele jest informacji o awariach w elektrowniach jądrowych, a tak niewiele o awariach w elektrowniach innego typu? Otóż każda elektrownia jądrowa nowej generacji jest otoczona wieloma punktami pomiarowymi, z których każdy rejestruje dane dostępne dla każdego zainteresowanego. Dane te są nieustannie monitorowane przez ONZ i organizacje antynuklearne, które w przypadku każdego odchylenia od normy wszczynają alarm medialny. Jakie jest prawdopodobieństwo śmierci związane z mieszkaniem tuż obok reaktora jądrowego? Dane statystyczne mówią, że jest ono równe prawdopodobieństwu śmierci po przejechaniu 16 km rowerem, lub śmierci z powodu wypicia 30 puszek coli w ciągu 50 lat. Dodajmy, że wyłączając celowo spowodowaną przez Rosjan awarię reaktora w Czernobylu, elektrownie jądrowe nie spowodowały na świecie żadnego przypadku śmierci człowieka.
Nawet jeżeli przyjmiemy ostatni argument, że paliwo jądrowe skończy się za lat 70, to powiem: budujmy zatem takie elektrownie jak najszybciej. Średni czas pracy elektrowni jądrowej wraz z przygotowaniem kadr, edukacją ludności i wygaszeniem pracy wynosi lat 60. Narzucają to standardy przyjęte przez wspólnotę międzynarodową.
Podobnych argumentów możnaby przytaczać tu w nieskończoność. Zazwyczaj jednak zdrowy rozsądek przegrywa tu z emocjami umiejętnie podsycanymi przez organizacje antynuklearne. Czy jednak opłaca się Polsce inwestować w energetykę jądrową? Gdyby polska energetyka oparta była na atomie, nie zaś na rosyjskim gazie przesyłanym przez niestabilną Ukrainę oraz na kończącym się węglu – nie mielibyśmy problemów z emisją CO2, z dywersyfikacją, etc. Nie chcę tu wchodzić w analizę alternatyw dla energetyki jądrowej w Polsce, gdyż to temat na zupełnie osobny artykuł. Podsumowując, podsunę jedynie przykład Włoch i Francji. W tym pierwszym kraju protesty ekologów zmusiły rząd do rezygnacji z energetyki jądrowej. We Francji elektrowni jądrowych powstało w tym czasie kilkadziesiąt. Co więcej – do dziś Włosi kupują tą energię od Francuzów i w sumie można stwierdzić, że płacąc wysokie marże sfinansowali Francuzom budowę ich wszystkich. Sfinansowali tym samym rozwój przemysłu wokół elektrowni (gdzie energia jest zaskakująco tania), sfinansowali miejsca pracy i rozwój technologiczny. Komu Polska sfinansuje miejsca pracy, elektrownie i specjalne strefy ekonomiczne? Niemcom czy może Litwie? A może wykorzystamy moment w historii i zainwestujemy w nas samych? Wszyscy pracujący tuż obok polskiego reaktora jądrowego MARIA w podwarszawskim Świerku, gdzie miałem możliwość pracować, mają takie właśnie marzenie o Polsce.
Zainteresowanych tematem zapraszam do odwiedzenia strony Polskiej Platformy Technologii Nuklearnych (www.pptn.pl).
Kategoria: Polityka Sunday, 04 October 2009, 11:38
Wielka klapa PiS w Bydgoszczy i Toruniu. W oczach Jarosława Kaczyńskiego kujawsko - pomorskie zasługuje na takie samo potraktowanie jak chociażby kieleckie. W każdym razie robiąc u nas jedynką pana Czarneckiego pałac prezesa PiS pokazuje gdzie dokładnie ma nasz region.
"Ziemia Kujawsko-Pomorska - wielkie wyzwanie" - napisał na swoim blogu Ryszard Czarnecki. Nie ma panie pośle ziemi kujawsko - pomorskiej. Są Kujawy, Ziemia Chełmińska, Ziemia Michałowska, kawałek Wielkopolski, Ziemia Dobrzyńska... ale co to obchodzi pana Czarneckiego.
Wybory do europarlamentu będą zatem dwukrotną klapą PiS - zewnętrzną, bo większość wyborców "przerzuci się" na tutejszego pana Kłopotka z PSL-u, ale także klapą wewnętrzną w PiS-ie, gdyż Jarosław Kaczyński wyciął wiernego sobie od lat działacza PC.